Dodaj do ulubionych

Ślub humanistyczny dwóch lesbijek

  • bertrada 05.08.08, 05:08
    No i byłaś szybsza. Właśnie miałam taki wątek założyć. ;P
    --
    Poszukiwany troll na nowe forum.
  • heretic_969 06.08.08, 04:37
    Mogą śluby brać dwie kobiety, dwóch mężczyzn, trzech mężczyzn, mężczyzna i
    hipopotam. Dopóki rząd się nie miesza wszystko jest OK.
  • znana.jako.ggigus 06.08.08, 12:55
    rzad generalnie nie miesza do slubow
    a ja uwazam, ze inni ludzie nie powinni sie mieszac do tego, jesli dwoje
    doroslych ludzi ma ochote byc razem z papierkiem
    --
    Nie wierze, ze cos przynosci szczescie. To przynosi pecha.
    (moje dosc dowolne tlumaczenie wypowiedzi trenera francuskiej reperezentacji
    przed jej ostatnim meczem na ME 2008. Niestety).
  • six_a 08.08.08, 08:54
    trójkąt czy nie, ale na papierku wszystkim jednak zależy...
    takim czy innym


    --
    prawie jak kopov
    song2
  • saszenka2 07.08.08, 01:05
    Księży, wszelkich fanatyków religijnych i generalnie nikogo nie
    powinno obchodzić, że dwoje dorosłych ludzi chce zarejestrować
    związek. Państwo ma tylko jedno zadanie, stworzyć podstawy prawne do
    zawarcia związku pomiędzy dwoma osobami tej samej płci. Do tego, kto
    z kim i z jakich przyczyn bierze ślub nie powinno się mieszać. Jak
    się komuś ślub gejow nie podoba, to niech na niego nie idzie, ani
    sam nie bierze, ale wara mu od tego, że dwoje dorosłych ludzi chce
    zalegalizować swój związek.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • herkus-monte 08.08.08, 05:59
    buahahahaha
  • heretic_969 09.08.08, 02:55
    Państwo ma tylko jedno zadanie, stworzyć podstawy prawne do
    > zawarcia związku pomiędzy dwoma osobami tej samej płci.

    Ale dlaczego ma to robić? Poza tym skutki prawne decyzji państwowych odczuje
    całe społeczeństwo.

    Do tego, kto
    > z kim i z jakich przyczyn bierze ślub nie powinno się mieszać.

    Czyli rozumiem, że przeciw małżeństwom poligamicznym nic nie masz?

    Jak
    > się komuś ślub gejow nie podoba, to niech na niego nie idzie, ani
    > sam nie bierze, ale wara mu od tego, że dwoje dorosłych ludzi chce
    > zalegalizować swój związek.

    Aha, czyli można się z czymś nie zgadzać, ale trzeba zaakceptować przeciwny
    pogląd, tak? Powiedz mi, dlaczego przeciwnicy homomałżeństw mają ulegać ich
    zwolennikom?
  • znana.jako.ggigus 09.08.08, 14:48
    tak serio? co ci przeszkadza, ze sasiadko obok np. zyja razem i sa po slubie? i
    jakie skutki slubow homoseks. ma poniesc cale spoleczenstwo? jakie skutki slubow
    w ogole dla spoleczenstwa sa?
    tak ciekawa jestem po prostu
    --
    Nie wierze, ze cos przynosci szczescie. To przynosi pecha.
    (moje dosc dowolne tlumaczenie wypowiedzi trenera francuskiej reperezentacji
    przed jej ostatnim meczem na ME 2008. Niestety).
  • znana.jako.ggigus 09.08.08, 14:50
    bo poligamia oznacza gorasza pozycje starszej czy kolejnej zony
    wiec nie ma co porownywac poligamii z malz. homo
    argumentujesz jak ci przeciwnicy abrocji, ktorzy kaza zabijac marudzace,
    6-letnie dziewczynki np.
    --
    Nie wierze, ze cos przynosci szczescie. To przynosi pecha.
    (moje dosc dowolne tlumaczenie wypowiedzi trenera francuskiej reperezentacji
    przed jej ostatnim meczem na ME 2008. Niestety).
  • stephen_s 09.08.08, 15:05
    ... bo dochodzę do wniosku, że z małżeństwami homoseksualistów też mam problem.
    Z punktu widzenia wyłącznie liberalnie rozumianych praw jednostki, oczywiście te
    śluby są OK - bo dają homoseksualistom szczęście. Jednak z punktu widzenia
    społeczeństwa już niekoniecznie, tak samo jak np. zalegalizowane konkubinaty -
    społeczeństwo tak naprawdę potrzebuje stabilnych, (wielo)dzietnych związków, bo
    bez nich wymrze po prostu. To jest brutalne, ale taka jest chyba prawda...

    Ja osobiście powiem tak: znam argumenty za homoseksualnymi małżeństwami, ale
    mimo nich po prostu nie jestem w stanie przemóc wątpliwości, czy powinno się na
    nie pozwalać. Może wyłazi ze mnie konserwa, ale naprawdę ostatnio częściej
    nachodzi mnie myśl, że homoseksualne małżeństwa po prostu sprzeczne z tym, co mi
    się wydaje, hm, normalne.

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • kocia_noga 09.08.08, 15:37
    stephen_s napisał:

    > społeczeństwo tak naprawdę potrzebuje stabilnych, (wielo)dzietnych
    związków, bo
    > bez nich wymrze po prostu...

    I zakaz ślubów homoseksualnych w czymś tu pomoże / przeszkodzi?
    Napisz koniecznie jak ty to widzisz, bo ja nie widzę żadnego związku.
    Uważasz, że dwóch pedziów jeśli się im zabroni wziąć ślub, to się
    ożenią, stworzą stabilną wielodzietną rodzinę?
    Weź i mi wytłumacz.





    > nachodzi mnie myśl, że homoseksualne małżeństwa po prostu
    sprzeczne z tym, co m
    > i
    > się wydaje, hm, normalne.

    No i to rozumiem, wygląda mi na szczere: mam uprzedzenia i dlatego
    zabronię czegos innym ludziom.To, że będą z tego powodu
    nieszczęśliwi, to trudno - ważne że ja nie ucierpię z powodu
    naruszenia mojej estetyki.



    --
    prawdziwe damy alkohol piją z filiżanek nie z nocnika
  • stephen_s 09.08.08, 16:24
    > I zakaz ślubów homoseksualnych w czymś tu pomoże / przeszkodzi?

    To nie chodzi o zakaz. Raczej o to, że z punktu widzenia państwa danie komuś
    ślubu to przywilej - więc daje je się tym związkom, których realnie
    społeczeństwo potrzebuje.

    > No i to rozumiem, wygląda mi na szczere: mam uprzedzenia i dlatego
    > zabronię czegos innym ludziom.

    No nie, ja Cię bardzo proszę - nie wmawiaj mi, że mam uprzedzenia wobec
    homoseksualistów.

    Wyrażenie wątpliwości, czy coś mieści się w granicach normy, ma być
    uprzedzeniem? Nie sądzę.

    W ogóle mam takie wrażenie, że w obecnych czasach pojęcie "normalności" stało
    się czymś straszliwie wstydliwym i od czego należy uciec. ALe czy się da? Mam
    wątpliwości...

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • kocia_noga 09.08.08, 20:41
    stephen_s napisał:

    z punktu widzenia państwa danie komuś
    > ślubu to przywilej - więc daje je się tym związkom, których realnie
    > społeczeństwo potrzebuje.

    Państwo według ciebie potrzebuje stabilnych wielodzietnych związków -
    co ma udzielanie ślubów z tym wspólnego?
    W chwili ślubu nic nie wiadomo ani o dzizetności ani o stabilności.
    Wygląda to na łatanie upzredzenia byle czymś co nawet z daleka nie
    pzrypomina argumentu.
    --
    prawdziwe damy alkohol piją z filiżanek nie z nocnika
  • strangeday 09.08.08, 21:01
    ależ to bardzo proste:

    w ujęciu "tradycyjnym" celem ślubu jest założenie rodziny i posiadanie dzieci.
    a to, jako rzecz 'korzystna społecznie', spotykało się ze wsparciem państwa - dlatego ma swoje odbicie w prawie.

    pytanie czy i jakie 'przywileje' jest sens przyznać parom, które takiego celu nie mają z definicji...

  • bene_gesserit 09.08.08, 21:25
    Nie ujeciu 'tradycyjnym', ale 'teoretycznym'.
    W praktyce coraz wiecej ludzi dzieci miec nie chce - w malzenstwie
    czy poza nim czy w zwiazku nieformalnym.
    Istnienie malzenstw homo w niczym dzietnosci panstwu nie ujmuje,
    chociaz i nie przysparza - ale to chyba nie problem? Za to
    statystyki towarzystw ubezpieczeniowych dowodza, ze ludzie w
    stalych zwiazkach zyja zdrowiej. Wiec malzenstwa homo sa w
    interesie panstwa - oszczedzi w ten sposob na kosztownej opiece
    medycznej.

    A prawo dziedziczenia po partnerze, prawo do decydowania o jego
    losie w szpitalu, odwiedzin szpitalnych, dziedziczenia niektorych
    swiadczen, ubezpieczenia itd to nie jest zaden, do cholery,
    przywilej.


    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • stephen_s 09.08.08, 22:14
    > W praktyce coraz wiecej ludzi dzieci miec nie chce

    Dużo bym dał, by wiedzieć, czemu...

    > A prawo dziedziczenia po partnerze, prawo do decydowania o jego
    > losie w szpitalu, odwiedzin szpitalnych, dziedziczenia niektorych
    > swiadczen, ubezpieczenia itd to nie jest zaden, do cholery,
    > przywilej.

    Ja bym chciał zobaczyć argumenty, że tego wszystkiego pary homoseksualne nie
    mogą mieć bez małżeństwa.
    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • bene_gesserit 09.08.08, 23:12

    Argument jest jeden: fakty.

    --
    Porn is cheaper than dating.
  • stephen_s 09.08.08, 23:35
    To znaczy jakie fakty?

    Ja bym po prostu chciał zobaczyć porządną argumentację wykazującą, że wszystko
    to, o czym piszesz, nie jest możliwe w ramach istniejącego prawa.

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • bene_gesserit 10.08.08, 00:15

    Fakty sa takie, ze w swietle obowiazujacego prawa zwiazki homo maja
    takie same prawa, jak bezdzietne konkubinaty, czyli zadne. W
    swietle prawa partner mezczyzny, z ktorym zyje od pietnastu lat
    jest dla niego obca osoba. Myslalam, ze to oczywista oczywistosc i
    nie trzeba ci porzadnie tlumaczyc, ze trawa jest zielona.

    --
    stereotypes are a real time-saver
  • stephen_s 10.08.08, 00:26
    OK, ale w takim razie po kolei: czego związki homoseksualne potrzebują, a czego
    w prawie brakuje? Rozważmy to na spokojnie.

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • bene_gesserit 10.08.08, 00:52
    Nie jestem prawniczka i nigdy sie specjalnie tematem nie
    zajmowalam, o tyle, o ile mnie nie dotyczyl, bo ja tez zyje w
    konkubinacie :) Moge sie wiec mylic, ale.

    Podstawowe korzysci spoleczne, jakie z automatu ma
    wspolmalzonek/ka, a nie ma wspolpartner/ka, to wg mojej bardzo
    ogolnej wiedzy:

    *prawo do wspolnej adopcji
    *prawo do opieki/adopcji biologicznego dziecka partnera/ki po jego
    smierci
    *obowiazek alimentacyjny (na dziecko i/lub eksa)
    *prawo do wspolnego rozliczania sie podatkowego
    *prawo do otrzymywania swiadczen po smierci partnera/ki typu
    renta/emerytura
    *prawo do dziedziczenia co najmniej polowy majatku w przypadku
    smierci partnera/ki i braku testamentu
    *mozliwosc doswiadczenia istotnego rytualu przejscia, jakim jest
    malzenstwo oraz spolecznych i emocjonalnych jego konsekwencji

    Oczywiscie - niektore (bardzo niektore) z rzeczy niedostepnych
    konkubinatom homo czy hetero mozna uregulowac umowami cywilnymi.
    Ale to zwiazne jest z oplatami i formalnosciami, o ktore malzenstwo
    klopotac sie nie musi, noi - to dotyczy imo jedynie mniej istotnych
    rzeczy typu prawdo do odwiedzin w szpitalu czy pelnomocnictwo w
    decydowaniu o kontynuowaniu leczenia i takich tam. Noi nawet jesli
    para o _wszystkim_ pomysli wprzody i upelnomocni sie na wszelkie
    mozliwe okolicznosci, nie jest powiedziane ze np po smierci jednego
    z nich chciwa rodzina nie podwazy testamentu, bo ustawowo (nie
    wiem, nie jestem prawnikiem) zdaje sie ma do tego prawo.

    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • saszenka2 10.08.08, 01:02
    bene_gesserit napisała:

    > Nie jestem prawniczka i nigdy sie specjalnie tematem nie
    > zajmowalam, o tyle, o ile mnie nie dotyczyl, bo ja tez zyje w
    > konkubinacie :) Moge sie wiec mylic, ale.
    >
    > Podstawowe korzysci spoleczne, jakie z automatu ma
    > wspolmalzonek/ka, a nie ma wspolpartner/ka, to wg mojej bardzo
    > ogolnej wiedzy:
    >
    > *prawo do wspolnej adopcji
    > *prawo do opieki/adopcji biologicznego dziecka partnera/ki po jego
    > smierci
    > *obowiazek alimentacyjny (na dziecko i/lub eksa)
    > *prawo do wspolnego rozliczania sie podatkowego
    > *prawo do otrzymywania swiadczen po smierci partnera/ki typu
    > renta/emerytura
    > *prawo do dziedziczenia co najmniej polowy majatku w przypadku
    > smierci partnera/ki i braku testamentu
    > *mozliwosc doswiadczenia istotnego rytualu przejscia, jakim jest
    > malzenstwo oraz spolecznych i emocjonalnych jego konsekwencji
    >
    > Oczywiscie - niektore (bardzo niektore) z rzeczy niedostepnych
    > konkubinatom homo czy hetero mozna uregulowac umowami cywilnymi.
    > Ale to zwiazne jest z oplatami i formalnosciami, o ktore
    malzenstwo
    > klopotac sie nie musi, noi - to dotyczy imo jedynie mniej
    istotnych
    > rzeczy typu prawdo do odwiedzin w szpitalu czy pelnomocnictwo w
    > decydowaniu o kontynuowaniu leczenia i takich tam. Noi nawet jesli
    > para o _wszystkim_ pomysli wprzody i upelnomocni sie na wszelkie
    > mozliwe okolicznosci, nie jest powiedziane ze np po smierci
    jednego
    > z nich chciwa rodzina nie podwazy testamentu, bo ustawowo (nie
    > wiem, nie jestem prawnikiem) zdaje sie ma do tego prawo.
    >
    Rodzina może mieć nawet prawo do zachowku, ale załóżmy, że partner
    miał tolerancyjnych rodziców, którzy nie będą walczyć o mieszkanie,
    w którym mieszkał ze swoją wieloletnią partnerką, ale partnerka
    zapłaci podatek, którego nie musiałaby uiścić jako żona, jeśli w
    określonym terminem zgłosiłaby do urzędu podatkowego, że nabyła
    spadek. No i szpital. Mam papier zezwalający na informowanie mnie o
    stanie zdrowia partnera, ale partner miał wypadek. Wątpię, żebym
    pamiętała o zabraniu ze sobą odpowiedniego aktu notarialnego, bo nie
    to mi w głowie. Poza tym pełnomocnictwa kosztują i to niemało.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • bene_gesserit 10.08.08, 01:20

    Z tego, co pamietam z uczelni z prawa rodzinnego (ale wyklady byly
    jakies 15 lat temu i moglo sie pozmieniac, wiec nie wiem), nie
    objety testamentem nieslubny nie ma zadnego prawa do mojego
    majatku. Slubny natomiast z automatu dostaje jego polowe, a polowa
    jest do podzialu miedzy ewentualne dzieci nasze lub moje. To
    reguluje jakas ustawa.
    Natomiast jesli testament jest, i jesli zachcialo mi sie uczynic
    mojego nieslubnego glownym spadkobierca, moze on dostac moj
    majatek, ale niekoniecznie musi. Bo reszta rodziny na podstawie tej
    ustawy mozna testamet zaskarzyc i wygrac.

    Oczywiscie - jest wielu ludzi, ktorzy maja normalna rodzine i nie
    musza sie o takie rzeczy martwic, ale wg mojej wiedzy moze sie
    zdarzyc, ze po 40 latach wspolnego mieszkania i smierci jego
    wlasciciela, jego partner zostanie wyrzucony - w swietle prawa - na
    bruk.

    --
    Porn is cheaper than dating.
  • saszenka2 10.08.08, 01:25
    bene_gesserit napisała:

    >
    > Z tego, co pamietam z uczelni z prawa rodzinnego (ale wyklady byly
    > jakies 15 lat temu i moglo sie pozmieniac, wiec nie wiem), nie
    > objety testamentem nieslubny nie ma zadnego prawa do mojego
    > majatku. Slubny natomiast z automatu dostaje jego polowe, a polowa
    > jest do podzialu miedzy ewentualne dzieci nasze lub moje. To
    > reguluje jakas ustawa.
    > Natomiast jesli testament jest, i jesli zachcialo mi sie uczynic
    > mojego nieslubnego glownym spadkobierca, moze on dostac moj
    > majatek, ale niekoniecznie musi. Bo reszta rodziny na podstawie
    tej
    > ustawy mozna testamet zaskarzyc i wygrac.
    >
    > Oczywiscie - jest wielu ludzi, ktorzy maja normalna rodzine i nie
    > musza sie o takie rzeczy martwic, ale wg mojej wiedzy moze sie
    > zdarzyc, ze po 40 latach wspolnego mieszkania i smierci jego
    > wlasciciela, jego partner zostanie wyrzucony - w swietle prawa -
    na
    > bruk.
    >
    Gdybyś miała partnera, a on dziecko, a on mimo wszystko uczynił Cię
    jedyną spadkobierczynią, to dziecko ma prawo do zachowku, a w ogóle
    każdy testament można spróbować podważyć. Nawet jak dostaniesz to
    mieszkanie, to jesteś w gorszej sytuacji, bo płacisz spory podatek,
    nieważne, że łożyłaś na remonty, że w nim mieszkałaś, dlatego
    związki formalne mają łatwiej i odmawianie gejom prawa do zawarcia
    takowego, oznaczają zgodę na sytuację, że dwóch partnerów mieszka
    razem, łoży na dom, jeden umiera, a drugi ląduje na bruku.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • stephen_s 10.08.08, 01:42
    Tutaj mała dygresja: Bene, jasne, że żyjąc w konkubinacie, nie masz tych samych
    przywilejów, co żona - ale co w takim razie przeszkadza Ci po prostu wyjść za mąż?

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • bene_gesserit 10.08.08, 01:46

    Stefa, na boga, wez sie laskawie odczep i nie baw w psychologa :)

    Wazne jest, ze my mamy wybor, a nasi przyjaciele, ktorzy sa ze soba
    dluzej niz my - nie.

    --
    French cakes are both simple and very complicated
  • stephen_s 10.08.08, 01:53
    Nie bawię się w psychologa. Po prostu uważam, że skoro zdecydowałaś się na życie
    w konkubinacie, to chyba powinnaś rozumieć, jakie są tego konsekwencje?

    Jeżeli żyjesz z kimś w konkubinacie, czyli nie tworzycie sformalizowanej
    rodziny, to oczywiste, że nie dziedziczycie po sobie itd. Jesteście tak blisko,
    że jesteście gotowi po sobie dziedziczyć itd.? To świetnie, w takim razie
    jesteście gotowi do małżeństwa. Dlaczego go nie zawrzeć?

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • bene_gesserit 10.08.08, 02:01

    Alez doskonale wiem, jakie sa tego konsekwencje. Jak napisalam -
    byla to decyzja. Konsekwencje wymienilam powyzej na twoja prosbe,
    miales sie do nich ustosunkowac. Na razie wychodzi na to, ze wolisz
    probowac pouczac mnie i zajmowac sie mna a nie tematem watku.

    I _naprawde_ nie jestes dla mnie partnerem do rozmowy o moim zyciu
    osobistym, a twoja chec dyskusji tego publicznie wydaje mi sie
    cokolwiek niesmaczną.


    --
    cute but psycho. things even out
  • stephen_s 10.08.08, 02:15
    Nie miałem zamiaru Cię pouczać, jeśli tak wyszło, to przykro mi.

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • bene_gesserit 10.08.08, 02:19
    Napisales:

    > To znaczy jakie fakty?
    >
    > Ja bym po prostu chciał zobaczyć porządną argumentację
    wykazującą, że wszystko
    > to, o czym piszesz, nie jest możliwe w ramach istniejącego prawa.

    A potem:

    > OK, ale w takim razie po kolei: czego związki homoseksualne
    potrzebują, a czego
    > w prawie brakuje? Rozważmy to na spokojnie.

    A ja ci odpowiedzialam:

    > Podstawowe korzysci spoleczne, jakie z automatu ma
    > wspolmalzonek/ka, a nie ma wspolpartner/ka, to wg mojej bardzo
    > ogolnej wiedzy:
    >
    > *prawo do wspolnej adopcji
    > *prawo do opieki/adopcji biologicznego dziecka partnera/ki po
    jego
    > smierci
    > *obowiazek alimentacyjny (na dziecko i/lub eksa)
    > *prawo do wspolnego rozliczania sie podatkowego
    > *prawo do otrzymywania swiadczen po smierci partnera/ki typu
    > renta/emerytura
    > *prawo do dziedziczenia co najmniej polowy majatku w przypadku
    > smierci partnera/ki i braku testamentu
    > *mozliwosc doswiadczenia istotnego rytualu przejscia, jakim jest
    > malzenstwo oraz spolecznych i emocjonalnych jego konsekwencji

    I nici z twojego ustosunkowania sie, pomijajac psycho-osobiste
    wtrety ot.
    A juz-juz wykazywales zapal w kierunku dyskusji scisle
    merytorycznej. Argumenty leza i kwicza i nikt sie nimi nie zajmie.

    --
    stereotypes are a real time-saver
  • stephen_s 10.08.08, 02:23
    Jejuuuu, widziałem Twojego posta, po prostu na niego jeszcze nie
    odpowiedziałem... Spokojnie.

    BTW. Nie bądź hipokrytką, bo Ty nie raz mnie publicznie psychoanalizowałaś i nic
    sobie nie robiłaś z moich próśb, byś sobie dała spokój.

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • bene_gesserit 10.08.08, 02:29

    Analizowania twojej postawy nie sposob bylo uniknac, bo w miejsce
    argumentow wkladales 'ja tak czuje', 'uwazam po prostu' i zero
    argumentow 'spoza ciebie', odnoszacych sie do rzeczywistosci poza-
    stefanowej, wiec sam stawales sie argumentem i przedmiotem rozmowy.
    Z wlasnej inicjatywy. Albo rybka albo pipka.


    --
    Spytaj swojego lekarza o chorobę Aliuszki. W sieci tego nie
    znajdziesz. ba_nita na fk
  • stephen_s 10.08.08, 11:49
    Zgodnie z obietnicą, odnoszę się do praw, jakie związki homoseksualne mogłyby
    mieć z racji ślubu:

    > *prawo do wspolnej adopcji

    Jak pisałem gdzie indziej, mam bardzo poważne wątpliwości, czy pary
    homoseksualne powinny mieć prawo do adopcji.

    > *prawo do opieki/adopcji biologicznego dziecka partnera/ki po jego
    > smierci

    To mogłoby mieć sens, przynajmniej w pewnych wypadkach.

    > *obowiazek alimentacyjny (na dziecko i/lub eksa)

    Zaraz, to można płacić alimenty na samego eksa? Nie wiedziałem.

    > *prawo do wspolnego rozliczania sie podatkowego

    To ma sens.

    > *prawo do otrzymywania swiadczen po smierci partnera/ki typu
    > renta/emerytura

    Moment. Aby na pewno tak jest? Mi się wydaje, że prawo właśnie na takie coś nie
    zezwala...

    > *prawo do dziedziczenia co najmniej polowy majatku w przypadku
    > smierci partnera/ki i braku testamentu

    OK, to ma sens.

    > *mozliwosc doswiadczenia istotnego rytualu przejscia, jakim jest
    > malzenstwo oraz spolecznych i emocjonalnych jego konsekwencji

    To już jest argument "ezoteryczny". Równie dobrze ja mogę napisać, że związek
    męsko-damski jest podstawą kultury i dlatego nie mozna sankcjonować związków
    homoseksualnych...

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • bene_gesserit 10.08.08, 13:29
    stephen_s napisał:

    > Zgodnie z obietnicą, odnoszę się do praw, jakie związki
    homoseksualne mogłyby
    > mieć z racji ślubu:
    >
    > > *prawo do wspolnej adopcji
    >
    > Jak pisałem gdzie indziej, mam bardzo poważne wątpliwości, czy
    pary
    > homoseksualne powinny mieć prawo do adopcji.

    Twoje watpliwosci nie zmieniaja faktu, ze pary homo tego zrobic nie
    moga. A wiele i tak wychowuje dzieci - swoje wlasne, biologiczne.

    > > *prawo do opieki/adopcji biologicznego dziecka partnera/ki po
    jego
    > > smierci
    >
    > To mogłoby mieć sens, przynajmniej w pewnych wypadkach.

    A pary homoseksualne tego zrobic w Polsce nie moga.

    > > *obowiazek alimentacyjny (na dziecko i/lub eksa)
    >
    > Zaraz, to można płacić alimenty na samego eksa? Nie wiedziałem.

    Nie wiem. Za granica to jest praktykowane, u nas pewnie bardzo
    rzadko. Pary homseksualnej to nie dotyczy. Nie maja tego prawa.

    > > *prawo do wspolnego rozliczania sie podatkowego
    >
    > To ma sens.

    Pary homoseksualne ten sens nie obejmuje.

    > > *prawo do otrzymywania swiadczen po smierci partnera/ki typu
    > > renta/emerytura
    >
    > Moment. Aby na pewno tak jest? Mi się wydaje, że prawo właśnie na
    takie coś nie
    > zezwala...

    Moja pracujaca tylko w domu babcia po smierci dziadka zyje od
    kilkudziesieciu lat z emerytury po nim. Pary homoseksualne nie maja
    tego prawa.

    > > *prawo do dziedziczenia co najmniej polowy majatku w przypadku
    > > smierci partnera/ki i braku testamentu
    >
    > OK, to ma sens.

    Bez watpienia, ale par homoseksualnych to nie dotyczy.

    > > *mozliwosc doswiadczenia istotnego rytualu przejscia, jakim jest
    > > malzenstwo oraz spolecznych i emocjonalnych jego konsekwencji
    >
    > To już jest argument "ezoteryczny". Równie dobrze ja mogę
    napisać, że związek
    > męsko-damski jest podstawą kultury i dlatego nie mozna
    sankcjonować związków
    > homoseksualnych...

    Ty skonczyles psychologie, tak? I piszesz, ze spoleczne i
    emocjonalne funkcjonowanie czlowieka to 'ezoteryka'????????
    Na jakiej podstawie twierdzisz, ze zwiazek k-m jest podstawa
    kultury?

    Noi na jakiej podstawie twierdzisz ze prawa, ktore daje malzenstwo
    to przywileje? Zwlaszcza po tym, co tu napisales.

    --
    Spytaj swojego lekarza o chorobę Aliuszki. W sieci tego nie
    znajdziesz. ba_nita na fk
  • stephen_s 10.08.08, 14:46
    Co do argumentów prawnych zbiorczo: OK, rozumiem, że są argumenty za tym, by
    jakoś takie sprawy uregulować. Czy jednak musi to się odbywać poprzez
    małżeństwo? Nie da się po prostu tak zmodyfikować prawa, by w sytuacjach, które
    wymieniłaś, homoseksualistom można było iść na rękę?

    > Ty skonczyles psychologie, tak? I piszesz, ze spoleczne i
    > emocjonalne funkcjonowanie czlowieka to 'ezoteryka'????????

    Napisałem to w tym sensie, że pod koniec zmieszałaś argumenty czysto prawne z
    argumentem kulturowym, tj. rytuałem przejścia. Argumentując w ten sposób, równie
    dobrze można powiedzieć, że małżeństw homoseksualnych być nie może, bo podważają
    heteroseksualną rodzinę będącą podstawą społeczeństwa itd. To jest ta sama
    kategoria argumentów. Nie mówię, że zła - ale nie mieszajmy ich z prawem.

    BTW. Państwo nie ma obowiązku gwarantować komukolwiek doświadczania rytuałów
    przejścia.

    > Noi na jakiej podstawie twierdzisz ze prawa, ktore daje malzenstwo
    > to przywileje? Zwlaszcza po tym, co tu napisales.

    Zaraz, a nie są to przywileje? Ja mogę np. poznać dziewczynę, mieszkać z nią
    itd. I nie czułbym się nijak poszkodowany tym, że rozliczamy się oddzielnie, nie
    możemy po sobie z automatu dziedziczyć itd. To jest zupełnie normalne.
    Oczywiście, możemy zdecydować się, że chcemy mieć takie możliwości - ale wtedy
    jest dla mnie oczywiste, że zakładamy rodzinę, czyli bierzemy ślub. Bo te
    możliwości to są przywileje, za którymi idą też pewne zobowiązania.

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • bene_gesserit 10.08.08, 16:20
    stephen_s napisał:

    > Co do argumentów prawnych zbiorczo: OK, rozumiem, że są argumenty
    za tym, by
    > jakoś takie sprawy uregulować.

    Byl taki wniosek w sejmie, w 2004.
    Rzad jednak odmowil zajmowania sie ta sprawa. Pary homoseksualne
    nie maja w Polsce zadnych praw.

    Czy jednak musi to się odbywać poprzez
    > małżeństwo? Nie da się po prostu tak zmodyfikować prawa, by w
    sytuacjach, które
    > wymieniłaś, homoseksualistom można było iść na rękę?

    Ustanowiony umowa prawna zwiazek partnerski daje duzo roznych
    udogodnien, ale nie jest rytualem przejscia. Co nie zmienia faktu,
    ze w Polsce pary homo nie maja prawa do zawarcia takiej umowy.

    > > Ty skonczyles psychologie, tak? I piszesz, ze spoleczne i
    > > emocjonalne funkcjonowanie czlowieka to 'ezoteryka'????????
    >
    > Napisałem to w tym sensie, że pod koniec zmieszałaś argumenty
    czysto prawne z
    > argumentem kulturowym, tj. rytuałem przejścia.

    Nie zmieszalam.
    Wymienilam argumenty prawne, a na koniec najwazniejszy -
    obyczajowy. Imo wiele par ma w nosie przywileje podatkowe, ma
    normalne rodziny wiec nie bedzie miala problemow z dziedziczeniem,
    zarabia dobrze, wiec nie musi domagac sie renty po zmarlym, a
    adoptowac dzieci maja pewnie ochote tak rzadko, jak pary hetero.
    Ale chca byc _malzenstwem_, chca przekroczyc prog, ktory w zyciu
    wielu ludzi jest tak istotny, jak narodziny i smierc i ktory czesto
    okreslaja jako 'najszczesliwszy w zyciu'. Homoseksualisci tylko
    dlatego, ze sa homoseksualni nie maja do tego prawa.

    Argumentując w ten sposób, równi
    > e
    > dobrze można powiedzieć, że małżeństw homoseksualnych być nie
    może, bo podważaj
    > ą
    > heteroseksualną rodzinę będącą podstawą społeczeństwa itd.
    To jest ta sama
    > kategoria argumentów. Nie mówię, że zła - ale nie mieszajmy ich z
    prawem.

    Nie, nie mozna.
    W jaki sposob istnienie zwiazkow homo podwaza rodzine hetero?
    (Tylko blagam - nie pisz o intuicji, nie probuj pisac o mnie i w
    ogole ogranicz repertuar do twardych, sprawdzalnych faktow albo
    logicznej argumentacji, dziekuje z gory).

    >
    > BTW. Państwo nie ma obowiązku gwarantować komukolwiek
    doświadczania rytuałów
    > przejścia.

    Pytanie, czy panstwo ma prawo komukolwiek tego zabraniac.
    Czyli jak: mowa nienawisci i publiczne hajlowanie ok, slub ludzi,
    ktorzy od lat sie kochaja i szanuja - nie ok?


    > > Noi na jakiej podstawie twierdzisz ze prawa, ktore daje
    malzenstwo
    > > to przywileje? Zwlaszcza po tym, co tu napisales.
    >
    > Zaraz, a nie są to przywileje? Ja mogę np. poznać dziewczynę,
    mieszkać z nią
    > itd. I nie czułbym się nijak poszkodowany tym, że rozliczamy się
    oddzielnie, ni
    > e
    > możemy po sobie z automatu dziedziczyć itd. To jest zupełnie
    normalne.
    > Oczywiście, możemy zdecydować się, że chcemy mieć takie
    możliwości - ale wtedy
    > jest dla mnie oczywiste, że zakładamy rodzinę, czyli bierzemy
    ślub. Bo te
    > możliwości to są przywileje, za którymi idą też pewne
    zobowiązania.

    Jakie zobowiazania?
    Czy pary homo nie sa w stanie ich wypelnic?


    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • saszenka2 10.08.08, 23:51
    stephen_s napisał:

    > Co do argumentów prawnych zbiorczo: OK, rozumiem, że są argumenty
    za tym, by
    > jakoś takie sprawy uregulować. Czy jednak musi to się odbywać
    poprzez
    > małżeństwo? Nie da się po prostu tak zmodyfikować prawa, by w
    sytuacjach, które
    > wymieniłaś, homoseksualistom można było iść na rękę?
    >
    > > Ty skonczyles psychologie, tak? I piszesz, ze spoleczne i
    > > emocjonalne funkcjonowanie czlowieka to 'ezoteryka'????????
    >
    > Napisałem to w tym sensie, że pod koniec zmieszałaś argumenty
    czysto prawne z
    > argumentem kulturowym, tj. rytuałem przejścia. Argumentując w ten
    sposób, równi
    > e
    > dobrze można powiedzieć, że małżeństw homoseksualnych być nie
    może, bo podważaj
    > ą
    > heteroseksualną rodzinę będącą podstawą społeczeństwa itd. To jest
    ta sama
    > kategoria argumentów. Nie mówię, że zła - ale nie mieszajmy ich z
    prawem.
    >
    > BTW. Państwo nie ma obowiązku gwarantować komukolwiek
    doświadczania rytuałów
    > przejścia.
    >
    > > Noi na jakiej podstawie twierdzisz ze prawa, ktore daje
    malzenstwo
    > > to przywileje? Zwlaszcza po tym, co tu napisales.
    >
    > Zaraz, a nie są to przywileje? Ja mogę np. poznać dziewczynę,
    mieszkać z nią
    > itd. I nie czułbym się nijak poszkodowany tym, że rozliczamy się
    oddzielnie, ni
    > e
    > możemy po sobie z automatu dziedziczyć itd. To jest zupełnie
    normalne.
    > Oczywiście, możemy zdecydować się, że chcemy mieć takie
    możliwości - ale wtedy
    > jest dla mnie oczywiste, że zakładamy rodzinę, czyli bierzemy
    ślub. Bo te
    > możliwości to są przywileje, za którymi idą też pewne zobowiązania.
    >

    Ale czy sam ślub gwarantuje bycie rodziną? Jeśli tak uważasz, ja
    także uważam swojego męża za rodzinę, to geje też mają prawo ją
    zakładać. Nie piszesz nic o obowiązku posiadania dziecka, jesteście
    rodziną bez niego, więc oni również.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • saszenka2 10.08.08, 23:46
    Jeśli eksowi znacznie pogorszy się stan materialny po rozwodzie, to
    ma prawo do alimentów. Tak stanowi polskie prawo.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • okrent9 14.08.08, 00:56
    stephen_s napisał:

    "*mozliwosc doswiadczenia istotnego rytualu przejscia, jakim jest
    malzenstwo oraz spolecznych i emocjonalnych jego konsekwencji

    To już jest argument "ezoteryczny". Równie dobrze ja mogę napisać,
    że związek męsko-damski jest podstawą kultury i dlatego nie mozna
    sankcjonować związków homoseksualnych..."

    Jeśli dla Ciebie argument wytoczony przez bene_gesserit
    jest "ezoteryczny", to ciekawi mnie, w jakich kategoriach
    rozpatrujesz fakt, że w USA Afroamerykanie mogą teraz w środkach
    komunikacji miejskiej siedzieć gdzie im się żywnie podoba, zamiast
    tylko w oddzielonym sektorze?
  • okrent9 14.08.08, 00:48
    stephen_s napisał:

    "OK, ale w takim razie po kolei: czego związki homoseksualne
    potrzebują, a czego w prawie brakuje? Rozważmy to na spokojnie."

    Miałam wiele lat, by rozważyć to na spokojnie. Brakuje
    potwierdzenia, zatwierdzenia związku. Samego faktu. Który
    szerokiej "publice", niekoniecznie w swojej masie wyedukowanej i
    uświadomionej, unaoczni, że poważny, wyłączny związek dwóch kobiet
    albo dwóch mężczyzn zasługuje na dokładnie taki sam szacunek i
    ochronę prawną, jak podobny związek między dwiema osobami przeciwnej
    płci. Legalizacja małżeństw jednopłciowych również homoseksualnym
    osobom stanu wolnego umożliwia NORMALNE życie, życie wolne od
    skazanych na oczywiste niepowodzenie prób wiązania się z osobami
    przeciwnej płci. Jak byś się czuł, gdyby ktoś ci powiedział, że nie
    masz prawa ożenić się z wybraną przez siebie kobietą, którą z
    wzajemnością kochasz? że nie "zasługujesz" na to, by wasz związek
    chroniło prawo?
  • saszenka2 14.08.08, 23:21
    okrent9 napisała:

    > stephen_s napisał:
    >
    > "OK, ale w takim razie po kolei: czego związki homoseksualne
    > potrzebują, a czego w prawie brakuje? Rozważmy to na spokojnie."
    >
    > Miałam wiele lat, by rozważyć to na spokojnie. Brakuje
    > potwierdzenia, zatwierdzenia związku. Samego faktu. Który
    > szerokiej "publice", niekoniecznie w swojej masie wyedukowanej i
    > uświadomionej, unaoczni, że poważny, wyłączny związek dwóch kobiet
    > albo dwóch mężczyzn zasługuje na dokładnie taki sam szacunek i
    > ochronę prawną, jak podobny związek między dwiema osobami
    przeciwnej
    > płci. Legalizacja małżeństw jednopłciowych również homoseksualnym
    > osobom stanu wolnego umożliwia NORMALNE życie, życie wolne od
    > skazanych na oczywiste niepowodzenie prób wiązania się z osobami
    > przeciwnej płci. Jak byś się czuł, gdyby ktoś ci powiedział, że
    nie
    > masz prawa ożenić się z wybraną przez siebie kobietą, którą z
    > wzajemnością kochasz? że nie "zasługujesz" na to, by wasz związek
    > chroniło prawo?
    I na dodatek na co dzień musisz odpowiadać na pytanie:"Kiedy
    znajdziesz sobie jakiegoś faceta i weźmiesz ślub?". W Polsce związek
    pomiędzy dwiema kobieta czy para mężczyzn wciąż jest traktowana
    niepoważnie, bo prawo wskazuje, że tylko jeden typ związku zasługuje
    na szacunek i jest wart realizacji. Jest to związek heteroseksualny.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
    stopfanatykom.mojeforum.net/index.php
  • strangeday 11.08.08, 00:22
    jak najbardziej tradycyjnym - w znaczeniu: "historycznym"
    chodzi mi o źrodło prawnego uprzywilejowania małżeństwa

    zdrowie to chyba słaby argument; chyba więcej korzyści by już
    przyniosło np. opodatkowanie tłustgo żarcia czy papierosów (pomijam
    sens tego...)

    co do szpitala itp. spraw to w sumie czemu nie, niech będzie jakaś
    forma rejestracji takich związków. natomiast zrównywanie prawami (i
    nawet użycie słwoa "małżeństwo") to już naduzycie i pomieszanie
    pojęć.
  • stephen_s 09.08.08, 22:13
    > w ujęciu "tradycyjnym" celem ślubu jest założenie rodziny i posiadanie dzieci.
    > a to, jako rzecz 'korzystna społecznie', spotykało się ze wsparciem państwa - d
    > latego ma swoje odbicie w prawie.

    Dokładnie.

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • saszenka2 10.08.08, 00:51
    strangeday napisał:

    > ależ to bardzo proste:
    >
    > w ujęciu "tradycyjnym" celem ślubu jest założenie rodziny i
    posiadanie dzieci.
    > a to, jako rzecz 'korzystna społecznie', spotykało się ze
    wsparciem państwa - d
    > latego ma swoje odbicie w prawie.
    >
    > pytanie czy i jakie 'przywileje' jest sens przyznać parom, które
    takiego celu n
    > ie mają z definicji...
    >
    Ale dlaczego zakładasz, że homoseksualiści dzieci mieć nie będą i
    dlaczego z automatu heterycy mają ich chcieć? Jeśli przyjąć Twoją
    logikę, to ja również nie powinnam mieć prawa do ślubu, bo z męzem
    dzieci nie planujemy.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • stephen_s 10.08.08, 01:44
    > Ale dlaczego zakładasz, że homoseksualiści dzieci mieć nie będą i
    > dlaczego z automatu heterycy mają ich chcieć?

    Z bezdzietnymi heterykami to dobre pytanie, ale z kim dzieci będą mieć
    homoseksualiści?

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • saszenka2 10.08.08, 23:22
    stephen_s napisał:

    > > Ale dlaczego zakładasz, że homoseksualiści dzieci mieć nie będą i
    > > dlaczego z automatu heterycy mają ich chcieć?
    >
    > Z bezdzietnymi heterykami to dobre pytanie, ale z kim dzieci będą
    mieć
    > homoseksualiści?
    >
    Lesbijka może zajść w ciążę, korzystając z banku spermy. Geje też
    mogą mieć biologiczne i adoptowane potomstwo. A nie wszyscy heterycy
    mają dzieci i chcą je mieć.


    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • stephen_s 11.08.08, 00:07
    > Lesbijka może zajść w ciążę, korzystając z banku spermy.

    I to też nie jest wg mnie całkiem normalne...

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • bene_gesserit 11.08.08, 00:16


    NOi co, ze to nie jest wg ciebie calkiem normalne?

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • saszenka2 11.08.08, 00:59
    stephen_s napisał:

    > > Lesbijka może zajść w ciążę, korzystając z banku spermy.
    >
    > I to też nie jest wg mnie całkiem normalne...
    >
    Wg Ciebie nie jest, ale z biologicznego punktu widzenia, dziecko ma
    szanse urodzić się zdrowe, a z emocjonalnego mieć kochającą rodzinę.
    I czy pary niemogące mieć dzieci, bo partner bezpłodny, które
    skorzystają z banku spermy, też uznasz za "nie całkiem normalne"?

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • strangeday 11.08.08, 00:48
    hej!

    to źle wyciągnięty wniosek: nic takiego nie napisałem.
    pisałem o tym skąd w prawie wzięło się uprzywilejowanie małżeństwa.

    po pierwsze, kiedyś takie stwierdzenie jak "my dzieci nie planujemy"
    zwyczajnie nie istniało!
    raz - nie było choćby antykoncepcji. dwa - niepłodność była nawet
    przesłanką do nieważności małżeństwa.

    czyli w tym "ujęciu tradycyjnym" - jeśli ktoś się żenił/wychodził sa
    mąż, to po to (poza innymi sprawami), żeby mieć dzieci.


    ja bym powiedział tak - jak to często się zdarza, prawo nie nadąża
    za życiem...


  • stephen_s 09.08.08, 22:12
    > Państwo według ciebie potrzebuje stabilnych wielodzietnych związków -
    > co ma udzielanie ślubów z tym wspólnego?

    Ślub stabilizuje związek. Choćby przez to, że nie jest tak prosto się rozwieść...

    Nota bene, czy nie jest to argument, który podnosi się w obronie małżeństw
    homoseksualnych? Że zawarcie ślubu zapewni tym związkom większą trwałość?

    > Wygląda to na łatanie upzredzenia byle czymś co nawet z daleka nie
    > pzrypomina argumentu.

    Ja Cię jednak bardzo proszę - rozmawiajmy poważnie, a nie inwektywami.

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • kocia_noga 10.08.08, 06:58
    stephen_s napisał:

    > > Państwo według ciebie potrzebuje stabilnych wielodzietnych
    związków -
    > > co ma udzielanie ślubów z tym wspólnego?
    >
    > Ślub stabilizuje związek.

    No jakoś nie. Około połowa związków kończy sie rozwodem pomimo slubu.
    A nieustosunkowałeś się do korzyści płynących z poslubiania
    partnerów w związku homoseksualnym; pytałeś, co takiego tracą w
    aktualnej sytuacji, nie mogąc wziąc slubu, a na udzieloną odpowiedź
    zamilkłeś.
    Możesz napisać wyraźnie - pzryznać,że traca dużo, albo argumentować
    dalej.Zignorowanie stwarza ci mozliwość wyskakiwania z takim
    zapytaniem przy najblizszej dyskusji na ten temat.
    --
    prawdziwe damy alkohol piją z filiżanek nie z nocnika
  • stephen_s 10.08.08, 11:28
    > No jakoś nie. Około połowa związków kończy sie rozwodem pomimo slubu.

    Gdyby nie śluby, pewnie rozpadałoby się więcej...

    > A nieustosunkowałeś się do korzyści płynących z poslubiania
    > partnerów w związku homoseksualnym

    Rany, przecież powiedziałem, że zostawiam to na rano, nie?

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • kocia_noga 10.08.08, 14:38
    stephen_s napisał:

    > > No jakoś nie. Około połowa związków kończy sie rozwodem pomimo
    slubu.
    >
    > Gdyby nie śluby, pewnie rozpadałoby się więcej...


    gdyby nie sluby, nie byłoby w ogóle małżeństw.
    A małżeństwa były trwałe jeszcze kilkadziesiąt lat temu dlatego,że
    nie było rozwodów.
    Więc może, jak radzi kościół, państwo powinno zakazać rozwodów?


    --
    prawdziwe damy alkohol piją z filiżanek nie z nocnika
  • stephen_s 10.08.08, 14:49
    > gdyby nie sluby, nie byłoby w ogóle małżeństw.
    > A małżeństwa były trwałe jeszcze kilkadziesiąt lat temu dlatego,że
    > nie było rozwodów.
    > Więc może, jak radzi kościół, państwo powinno zakazać rozwodów?

    Tak daleko bym się nie posuwał :)

    Natomiast chyba nie zaprzeczysz, że małżeństwo sprzyja większej trwałości
    związku? Dla mnie jest to oczywiste - małżeństwo to forma umowy, która jest
    pewnego rodzaju hamulcem dla par, które mają kryzys i rozważają rozstanie się.
    Oczywiście, państwo nie powinno uniemożliwiać rozstania się - ale instytucja
    małżeństwa sprawia, że ludzie nie rozchodzą się przy pierwszej lepszej kłótni. I
    to jest dobre.

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • saszenka2 10.08.08, 23:52
    stephen_s napisał:

    > > gdyby nie sluby, nie byłoby w ogóle małżeństw.
    > > A małżeństwa były trwałe jeszcze kilkadziesiąt lat temu
    dlatego,że
    > > nie było rozwodów.
    > > Więc może, jak radzi kościół, państwo powinno zakazać rozwodów?
    >
    > Tak daleko bym się nie posuwał :)
    >
    > Natomiast chyba nie zaprzeczysz, że małżeństwo sprzyja większej
    trwałości
    > związku? Dla mnie jest to oczywiste - małżeństwo to forma umowy,
    która jest
    > pewnego rodzaju hamulcem dla par, które mają kryzys i rozważają
    rozstanie się.
    > Oczywiście, państwo nie powinno uniemożliwiać rozstania się - ale
    instytucja
    > małżeństwa sprawia, że ludzie nie rozchodzą się przy pierwszej
    lepszej kłótni.
    > I
    > to jest dobre.
    >
    I dlaczego tego odmawiasz gejom? Może im też małżeństwo pomogłoby w
    znalezieniu kompromisu?


    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • okrent9 14.08.08, 01:04
    stephen_s napisał:

    "małżeństwo to forma umowy, która jest pewnego rodzaju hamulcem dla
    par, które mają kryzys i rozważają rozstanie się. Oczywiście,
    państwo nie powinno uniemożliwiać rozstania się - ale instytucja
    małżeństwa sprawia, że ludzie nie rozchodzą się przy pierwszej
    lepszej kłótni. I to jest dobre."

    A Ty chciałbyś, żeby pary jednopłciowe rozchodziły się po pierwszej
    lepszej kłótni, prawda? :P
  • saszenka2 10.08.08, 23:49
    kocia_noga napisała:

    > stephen_s napisał:
    >
    > > > No jakoś nie. Około połowa związków kończy sie rozwodem pomimo
    > slubu.
    > >
    > > Gdyby nie śluby, pewnie rozpadałoby się więcej...
    >
    >
    > gdyby nie sluby, nie byłoby w ogóle małżeństw.
    > A małżeństwa były trwałe jeszcze kilkadziesiąt lat temu dlatego,że
    > nie było rozwodów.
    > Więc może, jak radzi kościół, państwo powinno zakazać rozwodów?
    >
    >

    Tak jak na Malcie, ale nie sądzę, żeby mieszkańcy tego państwa byli
    przez to szczęśliwsi.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • six_a 11.08.08, 10:06
    no ale jak to jest?
    jednym ludziom pozwalamy się połączyć w związek, nawet jeśli
    mieliby się potem rozwieść albo nie mieć dzieci, i to jest jak
    najbardziej zgodne z prawem.
    a innym ludziom nie pozwalamy?

    przecież państwo nic na tym nie zyskuje
    bo część hetero, która weźmie ślub i tak się rozwiedzie, czyli ze
    stabilizacji nici, a ta część homo, która mogłaby się ustabilizować
    w takim sensie, o jakim mówisz, nie będzie mogła zawrzzeć związku w
    ogóle.

    skoro już mamy taką rzeczywistość, a nie inną, oraz małżzeństwa
    bezdzietne i nieplanujące, ale jednak małżeństwa, to bezsensowne
    jest używanie argumentu, że ślub jest bezpośrednio związany z
    chęcią posiadania potomstwa i dlatego korzystny dla państwa.

    --
    prawie jak kopov
    superhero
  • saszenka2 10.08.08, 00:50
    stephen_s napisał:

    > > I zakaz ślubów homoseksualnych w czymś tu pomoże / przeszkodzi?
    >
    > To nie chodzi o zakaz. Raczej o to, że z punktu widzenia państwa
    danie komuś
    > ślubu to przywilej - więc daje je się tym związkom, których realnie
    > społeczeństwo potrzebuje.
    >
    > > No i to rozumiem, wygląda mi na szczere: mam uprzedzenia i
    dlatego
    > > zabronię czegos innym ludziom.
    >
    > No nie, ja Cię bardzo proszę - nie wmawiaj mi, że mam uprzedzenia
    wobec
    > homoseksualistów.
    >
    > Wyrażenie wątpliwości, czy coś mieści się w granicach normy, ma być
    > uprzedzeniem? Nie sądzę.
    >
    > W ogóle mam takie wrażenie, że w obecnych czasach
    pojęcie "normalności" stało
    > się czymś straszliwie wstydliwym i od czego należy uciec. ALe czy
    się da? Mam
    > wątpliwości...
    >
    I przez Twoje wątpliwości najlepiej, żeby homoseksualiści nadal nie
    mogli się dowiedzieć, co słychać u ich partnera, adoptować dzieci.
    Piszesz o dobru społeczeństwa. Na dobrą sprawę legalizacja związków
    homoseksualnych jest jak najbardziej pozytywna dla społeczeństwa, bo
    to jest szczęśliwsze, a geje i lesbijki mogą adoptować dzieci,poza
    tym mogą zdecydować się na in vitro(głownie lesbijki, ale nie
    tylko), bo łatwiej jest wychowywać dziecko dwóm kobietom, kiedy
    społeczeństwo traktuje je jak pełnoprawną rodzinę.


    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • stephen_s 10.08.08, 02:00
    > I przez Twoje wątpliwości najlepiej, żeby homoseksualiści nadal nie
    > mogli się dowiedzieć, co słychać u ich partnera, adoptować dzieci.

    Tak, mam poważne wątpliwości, czy homoseksualiści powinni móc adoptować dzieci.
    Zbyt jeszcze mało wiemy o kształtowaniu się psychiki dziecka, by ocenić, czy
    takie rodziny są dla dzieci dobre.

    Ja wiem, ze to brzmi brutalnie, ale człowiek jest istotą biologiczną i pewne
    ograniczenia ma. Np. tak banalne, że jest organizmem dziennym, nie nocnym. Tak
    samo możliwe jest, że po prostu dla prawidłowego rozwoju człowiek potrzebuje
    heteroseksualnej rodziny. Dopóki nie ustalimy, czy tak nie jest, mam
    wątpliwości, czy można eksperymentować na dzieciach w imię postępu.

    Więc jeśli argumentem za małżeństwami homoseksualnymi ma być to, że dzięki temu
    będą mogły one mieć dzieci, to ja tym bardziej mam wątpliwości, czy te
    małżeństwa powinny istnieć.

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • bene_gesserit 10.08.08, 02:04
    Dzieci w parach homo wychowuja sie od lat i jakos nie slyszalam,
    aby wyrastaly na dewiantow, ku.. i zlodziei czy mialy pelzajace
    IQ. Jestem przekonana, ze gdyby tak bylo, prawicowe media galopkiem
    zrobilyby z tego uzytek.
    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • heretic_969 10.08.08, 02:15
    Nic nie wiadomo, na kogo się te dzieci wychowują. Jeśli coś wiesz, to podaj
    linka z badaniami na kogo one wyrastają. Ale coś wątpię, byś takie posiadała, bo
    ich zwyczajnie nie ma.
  • bene_gesserit 10.08.08, 02:22

    Jesli bys pojal to, co przeczytales, to bys zrozumial, ze nie
    posiadam wiedzy statystycznej na ten temat, ale posiadac jej nie
    musze, bo gdyby istnialy dowody na ku..-i-zlodziei, to odpowiednie
    srodowiska zrobilyby z nich uzytek dawno temu.


    --
    -So, we’re the last feminists? Feminism dies with my generation?
    -It is to be hoped for, dear.
  • heretic_969 10.08.08, 02:28
    Czyli przyznajesz, że nie masz żadnej wiedzy statystycznej ani dowodów. I myślę,
    że takie powinnaś posiadać, by podejmować jakąkolwiek sensowną argumentację w
    tej sprawie.
    Argument, że strona przeciwna nie ma dowodów jest co najmniej śmieszny. Równie
    dobrze oni mogliby stwierdzić, że na pewno homorodziny to wylęgarnia patologii,
    bo inaczej zwolennicy tych rodzin trąbiliby, jakie to są one cudowne.
  • bene_gesserit 10.08.08, 02:33
    Misiunia, nie ekscytuj sie tak, przeciez napisalam dwa posty wyzej,
    ze nie posiadam. A logiczny wywod ma range argumentu.
    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • heretic_969 10.08.08, 02:36
    Słonko, ja się wcale nie ekscytuję. I ciekaw jestem, co to za logika jest w
    Twojej argumentacji, bo na pewno nie jest to logika akademicka.
  • bene_gesserit 10.08.08, 02:39

    Nie mam pojecia, jestem prosta wsiowa dziewucha, gdzie mi tam do
    absolwentow polibudy ;)

    I - link pierwszy od gory z googla. Nie mam pojecia, co tam jest,
    ale jesli znajdziesz jakies argumenty na temat wiekszego odsetka
    dewiantow wsrod dzieci wychowywanych przez pary homo, nie omieszkaj
    doniesc, komu trzeba:
    www.apa.org/pi/parent.html

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • heretic_969 10.08.08, 02:45
    Gdzie jest w tym badaniu uwzględniony wiek nastoletni oraz dorosłe życie tych
    dzieci? Bo wiesz, krótkoterminowo można udowodnić wszystko... np. to, że
    gospodarka rozwijała się wspaniale dzięki rządom PiS, bo oni akurat wtedy rządzili.
  • bene_gesserit 10.08.08, 02:55
    Mi sie tam nie chce zagladac. Moze zamiast spoczywac na piernatach,
    sprobuj znalesc w sieci statystyki kontra gejowskim rodzicom. I
    osadzona w merytoryce interpretacje, ktora uwzglednialaby nacisk
    zdrowej, hetero tkanki na takie rodziny i efekty tego nacisku na
    rodziny gejowskie, dziekuje z gory.

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • heretic_969 10.08.08, 03:06
    Mógłbym spokojnie zacytować kilka badań (pochodzących głównie ze źródeł
    katolickich), ale po co? Wiadomo, że nie są one wiarygodne.
    Mi w zupełności wystarczy to, co dostarczają mi zwolennicy homo-rodzin. Np. z
    Twojego źródła (zresztą, jest ono niezwykle popularne) wynika, że brakuje danych
    na temat dzieci homoseksualnych mężczyzn (prawie wszędzie badane były lesbijki),
    brakuje danych dotyczących dorosłego życia tych dzieci, wreszcie, nie wiadomo
    często, czy badanie dotyczyło homoseksualnych rodziców, czy też par
    homoseksualnych wychowujących dzieci (np. gej wychowujący dziecko sam jest
    homoseksualnym rodzicem ale nie tworzy homoseksualnej "rodziny").
    Krótko mówiąc, proponujecie eksperyment na dzieciach. I to wystarczy by być
    przeciw.
  • bene_gesserit 10.08.08, 13:33

    Czym dokladnie rozni sie rodzina samotnego ojca gejowskiego od
    samotnego ojca hetero?

    Jak ci sie wydaje, jakie niebezpieczenstwa czekaja dzieci,
    wychowyane w rodzinach gejowskich? Dlaczego?
    Eksperyment na dzieciach, jak to byles laskawy nazwac, nie
    jest 'proponowany', ale trwa od dlugiego czasu - przeciez i geje, i
    lesbijki maja dzieci biologiczne i je wychowuja.


    --
    Spytaj swojego lekarza o chorobę Aliuszki. W sieci tego nie
    znajdziesz. ba_nita na fk
  • heretic_969 10.08.08, 18:33
    > Czym dokladnie rozni sie rodzina samotnego ojca gejowskiego od
    > samotnego ojca hetero?

    Pewnie niewiele, jeśli w ogóle. Ale samotny gej-ojciec (albo gej wychowujący
    dziecko z kobietą) to nie "gejowska rodzina".

    > Jak ci sie wydaje, jakie niebezpieczenstwa czekaja dzieci,
    > wychowyane w rodzinach gejowskich? Dlaczego?

    Nieprawidłowy rozwój, nieprawidłowe relacje z oboma płciami, wypaczenie
    preferencji seksualnych. No i stres związany z reakcją społeczeństwa.
    A poza tym perspektywa dorastania z gejami jest wystarczająco "niebezpieczna".
    Niby z jakiej racji te dzieci mają akceptować homoseksualizm? Dlaczego homofile
    chcą nie tylko zmuszać ludzi do akceptowania homoseksualizmu, ale wręcz zmuszają
    nieświadome dzieci do przebywania z nimi?

    > Eksperyment na dzieciach, jak to byles laskawy nazwac, nie
    > jest 'proponowany', ale trwa od dlugiego czasu - przeciez i geje, i
    > lesbijki maja dzieci biologiczne i je wychowuja.

    Mają, ale nigdy wcześniej tego typu "rodziny" nie były wspierane przez
    rządzących. Jest pewna różnica między milczącą akceptacją (choć jest to przejaw
    hipokryzji) a otwartą afirmacją.
  • bene_gesserit 10.08.08, 21:07
    heretic_969 napisał:

    > > Czym dokladnie rozni sie rodzina samotnego ojca gejowskiego od
    > > samotnego ojca hetero?
    >
    > Pewnie niewiele, jeśli w ogóle. Ale samotny gej-ojciec (albo gej
    wychowujący
    > dziecko z kobietą) to nie "gejowska rodzina".

    To jest tzw rodzina niepelna. Samotny gej staje sie heterykiem? Bo
    nie lapie.

    > > Jak ci sie wydaje, jakie niebezpieczenstwa czekaja dzieci,
    > > wychowyane w rodzinach gejowskich? Dlaczego?
    >
    > Nieprawidłowy rozwój, nieprawidłowe relacje z oboma płciami,
    wypaczenie
    > preferencji seksualnych.

    Przeciez wiele dotychczasowych pokolen gejow wzrastalo w rodzinach
    heteryckich. I mimo 'prawidlowych' wzrocow i mozliwosci rozwoju sa
    gejami. Skad zalozenie, ze dziecko wychowywane w gejowskiej
    rodzinie samo stanie sie homo?
    A - i czy gryzie cie i lezy ci na sumieniu los dzieci w rodzinach
    niepelnych i rodzinach nalogowcow?

    > No i stres związany z reakcją społeczeństwa.

    Ten stres zalezy akurat od ciebie. Troche dobrej woli i juz te
    biedne dzieci nie beda na niego narazone.

    > A poza tym perspektywa dorastania z gejami jest
    wystarczająco "niebezpieczna".

    Ale dlaczego? Jakbys mogl sypnac konkretami.

    > Niby z jakiej racji te dzieci mają akceptować homoseksualizm?

    Z jakiej mialyby go nie akceptowac?

    Dlaczego homofile
    > chcą nie tylko zmuszać ludzi do akceptowania homoseksualizmu, ale
    wręcz zmuszaj
    > ą
    > nieświadome dzieci do przebywania z nimi?

    Dlaczego homofile, misiu?
    I co tym nieswiadomym dzieciom zli geje rodzice zrobia?
    I czy zwiazek geja, ktory zwiazal sie z heteryczka i zrobil jej
    piecioro dzieci, tkwi w tym zwiazku bez milosci dla pozorow jest
    dla dziecka lepszy?

    > Mają, ale nigdy wcześniej tego typu "rodziny" nie były wspierane
    przez
    > rządzących. Jest pewna różnica między milczącą akceptacją (choć
    jest to przejaw
    > hipokryzji) a otwartą afirmacją.

    Jest, ona zasadniczo opiera sie na mniejszym stresie dla tych
    biednych dzieci.

    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • heretic_969 11.08.08, 02:13
    > To jest tzw rodzina niepelna. Samotny gej staje sie heterykiem? Bo
    > nie lapie.

    Nie. "Gejowska rodzina" to dwóch panów i dzieciak (nie ich zresztą).

    > Przeciez wiele dotychczasowych pokolen gejow wzrastalo w rodzinach
    > heteryckich. I mimo 'prawidlowych' wzrocow i mozliwosci rozwoju sa
    > gejami. Skad zalozenie, ze dziecko wychowywane w gejowskiej
    > rodzinie samo stanie sie homo?

    A gdzie ja tak napisałem? Istnieje ryzyko, co nie oznacza, że każde dziecko
    wyrośnie na geja. Może ten los spotka np. 1 na 3? 1 na 5? 1 na 10? Ale spotkać
    może, a faktów zaprzeczających nie ma żadnych.

    > A - i czy gryzie cie i lezy ci na sumieniu los dzieci w rodzinach
    > niepelnych i rodzinach nalogowcow?

    Dlaczego ma mi leżeć na sumieniu. Nie moja wina. Nałogowcom powinno się odbierać
    prawa do posiadania dzieci.

    > Ten stres zalezy akurat od ciebie. Troche dobrej woli i juz te
    > biedne dzieci nie beda na niego narazone.

    Hahahahahaha... Chcesz kontrolować moje zachowanie, zabronić mi mówienia
    nieprzyjemnych rzeczy? Aż takim samarytaninem nie jestem, bym rezygnował z mojej
    wolności "bo komuś będzie przykro".

    > > Niby z jakiej racji te dzieci mają akceptować homoseksualizm?
    >
    > Z jakiej mialyby go nie akceptowac?

    Bo to ich prawo, prawo wolnych ludzi. Mają prawo uważać homoseksualizm za
    obleśny, upośledzony, zdegenerowany itp.

    > Dlaczego homofile, misiu?

    Tak określam zwolenników homoseksualistów.

    > I co tym nieswiadomym dzieciom zli geje rodzice zrobia?

    Sama ich obecność w domu przez 20 lat życia wystarczy. Może się człowiekowi
    zrobić niedobrze.

    > I czy zwiazek geja, ktory zwiazal sie z heteryczka i zrobil jej
    > piecioro dzieci, tkwi w tym zwiazku bez milosci dla pozorow jest
    > dla dziecka lepszy?

    Lepszy. Przynajmniej dziecko ma matkę.


  • bene_gesserit 11.08.08, 02:49
    heretic_969 napisał:
    > Nie. "Gejowska rodzina" to dwóch panów i dzieciak (nie ich
    zresztą).

    Wielu gejow ma biologiczne dzieci.
    I rozumiem - bo to niejasne tutaj jest = ze uwazasz, ze samotny
    ojciec-gej jest w porzadku, ale dwojka gejow wychowujaca dziecko
    jest nie w porzadku - tak? Dlaczego?

    > A gdzie ja tak napisałem? Istnieje ryzyko, co nie oznacza, że
    każde dziecko
    > wyrośnie na geja. Może ten los spotka np. 1 na 3? 1 na 5? 1 na
    10? Ale spotkać
    > może, a faktów zaprzeczających nie ma żadnych.

    Noale i w rodzinach heteryckich wzrastaja i heterycy, i geje. Wiec?

    > > Ten stres zalezy akurat od ciebie. Troche dobrej woli i juz te
    > > biedne dzieci nie beda na niego narazone.
    >
    > Hahahahahaha... Chcesz kontrolować moje zachowanie, zabronić mi
    mówienia
    > nieprzyjemnych rzeczy?

    Alez skad - przeciez to ty sie kompromitujesz, twoj problem. Mow
    sobie, co ci sie zywnie zapragnie.

    Aż takim samarytaninem nie jestem, bym rezygnował z moje
    > j
    > wolności "bo komuś będzie przykro".

    Chodzilo mi o pewna niekonsekwencje - walczysz jak lwiatko o to, by
    dzieci mogly sie wychowywac w 'normalnych rodzinach', ale
    jednoczesnie masz je w dupie, gloszac rzeczy ktore te dzieci rania.
    Nie chodzi ci o ich dobro czy chodzi? Jesli nie o ich dobro, to o
    co ci chodzi?

    > > > Niby z jakiej racji te dzieci mają akceptować homoseksualizm?
    > >
    > > Z jakiej mialyby go nie akceptowac?
    >
    > Bo to ich prawo, prawo wolnych ludzi. Mają prawo uważać
    homoseksualizm za
    > obleśny, upośledzony, zdegenerowany itp.

    Maja tez prawo uwazac homoseksualizm za normalny i ok. Rozumiem, ze
    przejecie przez te dzieci najtwojszego swiatopogladu bys aprobowal,
    ale przeciez nie jestes w stanie udowodnic, ze ten najtwojszy jest
    lepszy. Chyba ze umiesz, chetnie poczytam.

    > > Dlaczego homofile, misiu?
    >
    > Tak określam zwolenników homoseksualistów.

    Placzesz pojecia.
    Ja np nie jestem 'zwolenniczka homoseksualistow'. Czlowiek dla mnie
    nie jest lepszy czy nawet dobry tylko dlatego, ze jest homo. Po
    prostu nie jest dla mnie podczlowiekiem. Inny, ale rowny.

    > > I co tym nieswiadomym dzieciom zli geje rodzice zrobia?
    >
    > Sama ich obecność w domu przez 20 lat życia wystarczy. Może się
    człowiekowi
    > zrobić niedobrze.

    "Czlowiekowi'? Chyba tobie. Nie wiem, czy widzisz, ale w miejscu
    argumentu, moj ty scisly umysle, masz jedynie swoje obrzydzenie.
    To, bez obrazy, zalosne.

    > > I czy zwiazek geja, ktory zwiazal sie z heteryczka i zrobil jej
    > > piecioro dzieci, tkwi w tym zwiazku bez milosci dla pozorow jest
    > > dla dziecka lepszy?
    >
    > Lepszy. Przynajmniej dziecko ma matkę.

    Dzieci wdowcow tez nie maja matek. A dzieci lesbijek - az dwie.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • heretic_969 11.08.08, 03:19
    > I rozumiem - bo to niejasne tutaj jest = ze uwazasz, ze samotny
    > ojciec-gej jest w porzadku, ale dwojka gejow wychowujaca dziecko
    > jest nie w porzadku - tak? Dlaczego?

    Nie napisałem, że jest w porządku. Ale jak człowiek jest sam, to nie ma
    możliwości okazywania swoich preferencji seksualnych. Czyli dzieciak nie będzie
    stykał się z homoseksualizmem.

    > Noale i w rodzinach heteryckich wzrastaja i heterycy, i geje. Wiec?

    Mi cały czas chodzi o to, że dorastanie z homoseksualistami może wypaczyć
    seksualność dziecku. Póki co nie spotkałem się z dowodem, że tak na pewno nie
    będzie.

    > Alez skad - przeciez to ty sie kompromitujesz, twoj problem. Mow
    > sobie, co ci sie zywnie zapragnie.

    Dzięki. Niektórzy homofile są już mniej tolerancyjni.

    > Chodzilo mi o pewna niekonsekwencje - walczysz jak lwiatko o to, by
    > dzieci mogly sie wychowywac w 'normalnych rodzinach', ale
    > jednoczesnie masz je w dupie, gloszac rzeczy ktore te dzieci rania.

    Przecież nie robię tego po to, by te dzieci urazić, prawda? Nigdy nie spotkałaś
    się z sytuacją, że ktoś kogoś w gniewie nazwał pedałem czy ciotą?

    > Maja tez prawo uwazac homoseksualizm za normalny i ok.

    Oczywiście, że mają. Czy twierdze inaczej?

    Rozumiem, ze
    > przejecie przez te dzieci najtwojszego swiatopogladu bys aprobowal,
    > ale przeciez nie jestes w stanie udowodnic, ze ten najtwojszy jest
    > lepszy.

    Nie, nie jestem w stanie. Ale uważam obie postawy - zarówno akceptację jak i
    brak akceptacji - za równorzędny wybór człowieka. Ale tacy jak Ty chcą zmuszać
    wszystkich. Bo nikt nie może wiedzieć, jaki będzie stosunek tych dzieci do
    homoseksualizmu.

    > Ja np nie jestem 'zwolenniczka homoseksualistow'. Czlowiek dla mnie
    > nie jest lepszy czy nawet dobry tylko dlatego, ze jest homo. Po
    > prostu nie jest dla mnie podczlowiekiem. Inny, ale rowny.

    Wyobraź sobie, że dla mnie geje też nie są podludźmi, wielu z innych jest z
    pewnością lepszych ode mnie. Nie zmienia to faktu, że ich seksualność jest
    nienormalna, chora.

    > "Czlowiekowi'? Chyba tobie. Nie wiem, czy widzisz, ale w miejscu
    > argumentu, moj ty scisly umysle, masz jedynie swoje obrzydzenie.

    To poczytaj komentarze w internecie i przekonasz się, że to obrzydzenie podziela
    mnóstwo ludzi. Ale nie o to chodzi. Chodzi mi o to, że ludzie mają prawo nie
    akceptować homoseksualizmu, i to dotyczy także nieświadomych maluchów, gdy dorosną.
  • bene_gesserit 11.08.08, 03:34
    heretic_969 napisał:

    > > I rozumiem - bo to niejasne tutaj jest = ze uwazasz, ze samotny
    > > ojciec-gej jest w porzadku, ale dwojka gejow wychowujaca dziecko
    > > jest nie w porzadku - tak? Dlaczego?
    >
    > Nie napisałem, że jest w porządku. Ale jak człowiek jest sam, to
    nie ma
    > możliwości okazywania swoich preferencji seksualnych. Czyli
    dzieciak nie będzie
    > stykał się z homoseksualizmem.

    Co masz na mysli, piszac, ze 'nie bedzie mial mozliwosci okazywania
    preferencji'?

    > > Noale i w rodzinach heteryckich wzrastaja i heterycy, i geje.
    Wiec?
    >
    > Mi cały czas chodzi o to, że dorastanie z homoseksualistami może
    wypaczyć
    > seksualność dziecku. Póki co nie spotkałem się z dowodem, że tak
    na pewno nie
    > będzie.

    Dorastanie z heterykami tez moze 'wypaczyc'. I nie bardzo rozumiem,
    jakie znaczenie ma czy dzieciak wyrosnie na homo czy hetero, jesli
    bedzie ze soba szczesliwy?

    > > Alez skad - przeciez to ty sie kompromitujesz, twoj problem. Mow
    > > sobie, co ci sie zywnie zapragnie.
    >
    > Dzięki. Niektórzy homofile są już mniej tolerancyjni.

    Nie jestem homofilem.

    > > Chodzilo mi o pewna niekonsekwencje - walczysz jak lwiatko o
    to, by
    > > dzieci mogly sie wychowywac w 'normalnych rodzinach', ale
    > > jednoczesnie masz je w dupie, gloszac rzeczy ktore te dzieci
    rania.
    >
    > Przecież nie robię tego po to, by te dzieci urazić, prawda? Nigdy
    nie spotkałaś
    > się z sytuacją, że ktoś kogoś w gniewie nazwał pedałem czy ciotą?

    Dzieciak dozorcy tak mowi na swojego mlodszego brata, jak sie na
    niego wkurzy.
    Noi - sadze, ze dla tych dzieci nie sa istotne twoje szlachetne
    intencje, ale to, ze dzialania takich dobrych wujkow jak ty sporo
    je kosztuja emocjonalnie.

    > > Maja tez prawo uwazac homoseksualizm za normalny i ok.
    >
    > Oczywiście, że mają. Czy twierdze inaczej?

    Wiec o co chodzi?

    > Nie, nie jestem w stanie. Ale uważam obie postawy - zarówno
    akceptację jak i
    > brak akceptacji - za równorzędny wybór człowieka. Ale tacy jak Ty
    chcą zmuszać
    > wszystkich. Bo nikt nie może wiedzieć, jaki będzie stosunek tych
    dzieci do
    > homoseksualizmu.

    Alez - o ile uliczni prorocy podobni tobie nie beda glosic swojego
    obrzydzenia do tych 'paskudnych zbokow i degeneratow' czyli ich
    kochajacych, fajnych rodzicow, beda one homoseksualizm akceptowac.
    I nie beda mialy z tym problemu. Ktory pojawia sie dopiero wtedy,
    kiedy do akcji wkraczaja szwadrony Najwyzszej Prawdy pt 'wasi
    starzy to wredne zboczuchy'. Nie dlatego, ze to prawda, ale
    dlatego, ze to im _utrudnia_ zycie. Nie gejowscy rodzice, ale
    stosunek czesci spoleczenstwa do homoseksualistow.

    > Wyobraź sobie, że dla mnie geje też nie są podludźmi, wielu z
    innych jest z
    > pewnością lepszych ode mnie. Nie zmienia to faktu, że ich
    seksualność jest
    > nienormalna, chora.

    Przeciez to bzdura. Niemoralna nie jest, bo nikim jej nie krzywdza,
    chora tez nie, bo nie ma jej w rejestrze chorob.

    > > "Czlowiekowi'? Chyba tobie. Nie wiem, czy widzisz, ale w miejscu
    > > argumentu, moj ty scisly umysle, masz jedynie swoje
    obrzydzenie.
    >
    > To poczytaj komentarze w internecie i przekonasz się, że to
    obrzydzenie podziel
    > a
    > mnóstwo ludzi.

    Kiedy palono czarownice, przekonanie o slusznosci takiego
    postepowania z kobietami podzielala znakomita wiekszosc obywateli.


    Ale nie o to chodzi. Chodzi mi o to, że ludzie mają prawo nie
    > akceptować homoseksualizmu, i to dotyczy także nieświadomych
    maluchów, gdy doro
    > sną.

    Myslisz, ze homoseksualni rodzice piora im mozgi tak bardzo, ze gdy
    dorosna nie sa w stanie wyrobic sobie wlasnego pogladu na wszystko,
    wliczajac w to homoseksualizm? A moze boisz sie, ze obdarzane
    miloscia dorosle dzieci po prostu nie zechca znienawidzic swoich
    rodzicow tylko dlatego, ze maja inna orientacje?


    --
    French cakes are both simple and very complicated
  • heretic_969 11.08.08, 04:00
    > Co masz na mysli, piszac, ze 'nie bedzie mial mozliwosci okazywania
    > preferencji'?

    Nie ma przecież partnera, prawda? Więc jakie znaczenie ma fakt, że w głowie ma
    się ku panom? Z punktu widzenia dzieciaka on ma tylko jednego ojca.

    > Dorastanie z heterykami tez moze 'wypaczyc'. I nie bardzo rozumiem,
    > jakie znaczenie ma czy dzieciak wyrosnie na homo czy hetero, jesli
    > bedzie ze soba szczesliwy?

    Trzeba było od razu tak napisać. Czyli dla Ciebie to zupełnie obojętne, czy ktoś
    żyje jako gej czy heteryk. Ok, ale nie zgadzam się z tym. Dla mnie między tymi
    preferencjami nie ma równości.

    > Noi - sadze, ze dla tych dzieci nie sa istotne twoje szlachetne
    > intencje, ale to, ze dzialania takich dobrych wujkow jak ty sporo
    > je kosztuja emocjonalnie.

    To nie ja jestem zwolennikiem homorodzin tutaj. Jak się coś popiera, trzeba się
    liczy ze wszystkimi aspektami.

    > Alez - o ile uliczni prorocy podobni tobie nie beda glosic swojego
    > obrzydzenia do tych 'paskudnych zbokow i degeneratow' czyli ich
    > kochajacych, fajnych rodzicow, beda one homoseksualizm akceptowac.

    Hihihihi, a skąd wiesz? Wszystkich ludzi oceniasz biorąc siebie za punkt
    odniesienia? Naprawdę dla Ciebie jest to nie do przyjęcia, że ktoś nie akceptuje
    homoseksualizmu?

    > I nie beda mialy z tym problemu. Ktory pojawia sie dopiero wtedy,
    > kiedy do akcji wkraczaja szwadrony Najwyzszej Prawdy pt 'wasi
    > starzy to wredne zboczuchy'.

    Znowu się zapytam: skąd to wiesz? Odkryłaś tajemnice wszystkich rozumów na świecie?

    Nie dlatego, ze to prawda, ale
    > dlatego, ze to im _utrudnia_ zycie. Nie gejowscy rodzice, ale
    > stosunek czesci spoleczenstwa do homoseksualistow.

    Stosunek, do którego mają najświętsze prawo. I stosunek, który homo-zwolennicy
    powinni uwzględniać gdy przeprowadzają swoje eksperymenty.

    > Przeciez to bzdura. Niemoralna nie jest, bo nikim jej nie krzywdza,
    > chora tez nie, bo nie ma jej w rejestrze chorob.

    1. Nie napisałem niemoralna a nienormalna. Zresztą, dla wielu niemoralne to też
    jest.
    2. Sugerujesz, że jak czegoś nie ma w rejestrze chorób, to nie jest chorobą?
    Kurcze, to jacy szczęśliwi musieli być ludzie w średniowieczu, bo listy chorób
    wtedy nie było, a więc chorób także nie.

    > Kiedy palono czarownice, przekonanie o slusznosci takiego
    > postepowania z kobietami podzielala znakomita wiekszosc obywateli.

    Brak akceptacji dla homoseksualistów = akceptacja dla palenia czarownic? No cóż,
    masz prawo tak uważać.

    > Myslisz, ze homoseksualni rodzice piora im mozgi tak bardzo, ze gdy
    > dorosna nie sa w stanie wyrobic sobie wlasnego pogladu na wszystko,
    > wliczajac w to homoseksualizm?

    Poglądy niewątpliwie wypaczają się pod wpływem otoczenia. A swoją drogą, to
    rzeczywiście ciekawe, jakie poglądy będą mieć te dzieciaki, gdy dorosną...
    Ciekaw też jestem, czy przypadkiem nie będą zastanawiać się, jak to by było,
    gdyby miały normalną rodzinę...





  • bene_gesserit 11.08.08, 15:51
    heretic_969 napisał:

    > Nie ma przecież partnera, prawda? Więc jakie znaczenie ma fakt,
    że w głowie ma
    > się ku panom? Z punktu widzenia dzieciaka on ma tylko jednego
    ojca.

    Noale pary gejowskie nie uprawiaja seksu na oczach dzieci, tylko co
    najwyzej okazuja sobie czulosc - pocalunki, przytulenia, takie tam.
    Jak to moze skrzywic dziecko?

    > Trzeba było od razu tak napisać. Czyli dla Ciebie to zupełnie
    obojętne, czy kto
    > ś
    > żyje jako gej czy heteryk. Ok, ale nie zgadzam się z tym. Dla
    mnie między tymi
    > preferencjami nie ma równości.

    Wiem o tym, nie rozumiem jednak dlaczego.

    > To nie ja jestem zwolennikiem homorodzin tutaj. Jak się coś
    popiera, trzeba się
    > liczy ze wszystkimi aspektami.

    Nie jestem zwolenniczka homorodzin. Jestem zdania, ze jesli dwoje
    ludzi sie kocha i chce pobrac, i nikogo tym nie krzywdzi, to
    powinni miec do tego prawo.

    > > Alez - o ile uliczni prorocy podobni tobie nie beda glosic
    swojego
    > > obrzydzenia do tych 'paskudnych zbokow i degeneratow' czyli ich
    > > kochajacych, fajnych rodzicow, beda one homoseksualizm
    akceptowac.
    >
    > Hihihihi, a skąd wiesz? Wszystkich ludzi oceniasz biorąc siebie
    za punkt
    > odniesienia? Naprawdę dla Ciebie jest to nie do przyjęcia, że
    ktoś nie akceptuj
    > e
    > homoseksualizmu?

    Alez jest do przyjecia. O ile to robi w domu po kryjomu.

    > > I nie beda mialy z tym problemu. Ktory pojawia sie dopiero
    wtedy,
    > > kiedy do akcji wkraczaja szwadrony Najwyzszej Prawdy pt 'wasi
    > > starzy to wredne zboczuchy'.
    >
    > Znowu się zapytam: skąd to wiesz? Odkryłaś tajemnice wszystkich
    rozumów na świe
    > cie?

    Nie ma w tym zadnej tajemnicy. Wystarczy uruchomic empatie.

    > Stosunek, do którego mają najświętsze prawo. I stosunek, który
    homo-zwolennicy
    > powinni uwzględniać gdy przeprowadzają swoje eksperymenty.

    A to juz za pozno, bo pokolenie dzieci oficjalnie homoseksualnych
    rodzicow juz doroslo. A uprzedzenia nic nie zmienia - tymbardziej
    biegu histori. Jedynie utrudnia bogu ducha winnym ludziom zycie.

    > > Przeciez to bzdura. Niemoralna nie jest, bo nikim jej nie
    krzywdza,
    > > chora tez nie, bo nie ma jej w rejestrze chorob.
    >
    > 1. Nie napisałem niemoralna a nienormalna. Zresztą, dla wielu
    niemoralne to też
    > jest.

    Uwazasz, ze to, co nienormalne jest z definicji zle?

    > 2. Sugerujesz, że jak czegoś nie ma w rejestrze chorób, to nie
    jest chorobą?
    > Kurcze, to jacy szczęśliwi musieli być ludzie w średniowieczu, bo
    listy chorób
    > wtedy nie było, a więc chorób także nie.

    Cos ci sie tu pogmeralo z logika, badz-ze powazny.

    > > Kiedy palono czarownice, przekonanie o slusznosci takiego
    > > postepowania z kobietami podzielala znakomita wiekszosc
    obywateli.
    >
    > Brak akceptacji dla homoseksualistów = akceptacja dla palenia
    czarownic? No cóż
    > ,
    > masz prawo tak uważać.

    O, dzieki - ale nie chce.
    Chodzilo mi jedynie o wykazanie, ze nie zawsze to, co glosi
    wiekszosc jest sluszne i dobre.
    Ty eksperymentujesz z jakimis substancjami? Kiedys kojarzyles o
    wiele latwiej. POwaznie i bez zlosliwosci pytam.

    > > Myslisz, ze homoseksualni rodzice piora im mozgi tak bardzo, ze
    gdy
    > > dorosna nie sa w stanie wyrobic sobie wlasnego pogladu na
    wszystko,
    > > wliczajac w to homoseksualizm?
    >
    > Poglądy niewątpliwie wypaczają się pod wpływem otoczenia. A swoją
    drogą, to
    > rzeczywiście ciekawe, jakie poglądy będą mieć te dzieciaki, gdy
    dorosną...

    One juz dorosly. Zlinkowalam ci ich blogi, se mozesz poczytac.
    Zlinkowalam badania - mozesz se poczytac.

    > Ciekaw też jestem, czy przypadkiem nie będą zastanawiać się, jak
    to by było,
    > gdyby miały normalną rodzinę...

    No, mozna. Jak bylam mala, zastanawialam sie, jak to by bylo,
    gdybysmy wszyscy zyli w innym, 'normalnym' panstwie. Noi?

    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • heretic_969 11.08.08, 17:48
    > Noale pary gejowskie nie uprawiaja seksu na oczach dzieci, tylko co
    > najwyzej okazuja sobie czulosc - pocalunki, przytulenia, takie tam.
    > Jak to moze skrzywic dziecko?

    No i to zupełnie wystarczy. Dziecko będzie dorastało z przekonaniem, że to
    normalne, że dwóch mężczyzn się pieści i całuje. Podczas gdy normą jest jednak
    zachowanie zupełnie inne - chłopcy w szkole (i nie tylko) rywalizują ze sobą,
    wyzywają się, biją. Ten dzieciak po prostu może być kaleką - kolega go popchnie
    a on co, zacznie się do niego przytulać?
    Poza tym obserwowanie takich przytuleń i pocałunków przez 20 lat dorastania
    spokojnie może odcisnąć swoje piętno też i na sferze seksualnej. Heterycy nie
    zaczynają od pornografii, oni też obserwują, jak to inne dziewczyny i chłopcy
    trzymają się za ręce, całują, pieszczą.

    Dla
    > mnie między tymi
    > > preferencjami nie ma równości.
    >
    > Wiem o tym, nie rozumiem jednak dlaczego.

    Dlatego, że jedno jest prawidłowym zachowaniem a drugie jest upośledzeniem,
    które w dodatku pociąga ze sobą niezwykle szkodliwy styl życia. Polecam:
    en.wikipedia.org/wiki/Homosexuality#AIDS.2C_STDs_and_other_health_issues
    > Nie jestem zwolenniczka homorodzin. Jestem zdania, ze jesli dwoje
    > ludzi sie kocha i chce pobrac, i nikogo tym nie krzywdzi, to
    > powinni miec do tego prawo.

    Przecież prawo do adopcji też popierasz.

    > A to juz za pozno, bo pokolenie dzieci oficjalnie homoseksualnych
    > rodzicow juz doroslo. A uprzedzenia nic nie zmienia - tymbardziej
    > biegu histori. Jedynie utrudnia bogu ducha winnym ludziom zycie.

    Same uprzedzenia to za mało, ale, jak sama się już zorientowałaś, wątpliwości
    jest mnóstwo. A historię tworzą ludzkie działania, więc czemu niby nie dałoby
    się zmienić jej biegu?

    > Uwazasz, ze to, co nienormalne jest z definicji zle?

    Nie, ale niewątpliwie niesie ze sobą wiele problemów.

    > Chodzilo mi jedynie o wykazanie, ze nie zawsze to, co glosi
    > wiekszosc jest sluszne i dobre.

    Oczywiście. A czy ja gdziekolwiek powoływałem się na opinie większości nt.
    homoseksualizmu?

    > Ty eksperymentujesz z jakimis substancjami? Kiedys kojarzyles o
    > wiele latwiej. POwaznie i bez zlosliwosci pytam.

    Nie, nie eksperymentuję. Pisałaś kiedyś pod innym nickiem?

    > One juz dorosly. Zlinkowalam ci ich blogi, se mozesz poczytac.
    > Zlinkowalam badania - mozesz se poczytac.

    Dziękuję. Blogi - choć z pewnością bardzo ciekawe - to jednak dosyć specyficzne
    źródło. Natomiast, przy wolnym czasie, przejrzę część z tych badań (o ile będą
    dostępne), ale coś wątpię, by one moje wątpliwości rozwiały.


  • bene_gesserit 11.08.08, 21:13
    heretic_969 napisał:

    > > Jak to moze skrzywic dziecko?
    >
    > No i to zupełnie wystarczy. Dziecko będzie dorastało z
    przekonaniem, że to
    > normalne, że dwóch mężczyzn się pieści i całuje. Podczas gdy
    normą jest jednak
    > zachowanie zupełnie inne - chłopcy w szkole (i nie tylko)
    rywalizują ze sobą,
    > wyzywają się, biją. Ten dzieciak po prostu może być kaleką -
    kolega go popchnie
    > a on co, zacznie się do niego przytulać?

    No wez no :)
    Przeciez i heterycki ojciec piesci i caluje swojego synka. Co nie
    oznacza, ze tenze chlopiec nie bedzie umial sie bic czy bedzie sie
    przytulal do kazdego doroslego mezczyzny.
    Ja np umialam sie bic, bo ojciec sie ze mna i moja siostra w to
    bawil. Uczyl nas, ze poinnysmy miec lekko ugiete nogi, byc
    pochylone do przodu, zeby pamietac o chronieniu twarzy i takie tam.

    > Poza tym obserwowanie takich przytuleń i pocałunków przez 20 lat
    dorastania
    > spokojnie może odcisnąć swoje piętno też i na sferze seksualnej.

    Jak do tej pory to ja wrzucilam ci kilka linkow z dowodami. Moze
    laskawie znajdz jakies wiarygodne (czyli nade wszystko
    pozareligijne) zrodlo z dowodami. 'Moze' to za malo na argument.
    Heterycy nie

    > zaczynają od pornografii, oni też obserwują, jak to inne
    dziewczyny i chłopcy
    > trzymają się za ręce, całują, pieszczą.

    Przeciez wychowywane w homo-rodzinie dziecko - tak zreszta jak i
    wychowywane przez samotnego rodzica - ma kontakt ze znaczacymi
    osobami obu plci. Wujami, ciotkami, babciami, dziadkami, rodzicami
    biologicznymi, przyjaciolmi rodziny itd.

    > Dlatego, że jedno jest prawidłowym zachowaniem

    Zapytany o powod twojej niecheci podajesz caly czas dyskusyjne,
    ultrasubiektywne kryteria. A to 'nienormalnosc', a
    to 'prawidlowosc' i takie w tym stylu. A ja prosze o konkrety.
    KWykrztuśże jakis wreszcie.

    a drugie jest upośledzeniem,
    > które w dodatku pociąga ze sobą niezwykle szkodliwy styl życia.
    Polecam:
    >
    en.wikipedia.org/wiki/Homosexuality#AIDS.2C_STDs_and_other_health_is
    sues

    Pozytynym stac sie moze rowniez heteryk, a nawet parumiesieczne
    dziecko. I czy twoj argument oznacza, ze w czasach sprzed AIDS gej
    byl ok?

    > > Nie jestem zwolenniczka homorodzin. Jestem zdania, ze jesli
    dwoje
    > > ludzi sie kocha i chce pobrac, i nikogo tym nie krzywdzi, to
    > > powinni miec do tego prawo.
    >
    > Przecież prawo do adopcji też popierasz.

    Popieram prawo do adopcji dla zdrowych psychicznie _ludzi_.

    > Same uprzedzenia to za mało, ale, jak sama się już zorientowałaś,
    wątpliwości
    > jest mnóstwo.

    Z wymiany z toba zorientowalam sie, ze uzasadnionych watpliwosci
    nie ma zadnych, sa natomiast obrzydzenie, uprzedzenia i stereotypy.

    A historię tworzą ludzkie działania, więc czemu niby nie dałoby
    > się zmienić jej biegu?

    Bo geje i ich zycie nikomu tak naprawde nie wadza.
    A ze stali sie wspoleczesnymi cyklistami i masonami to inna sprawa.
    Znajdzie sie inna 'wszystkiemu winna' grupa, koltuny popuszcza
    gejom i zajma sie blizej - bo ja wiem - muzulmanami np.

    > > Uwazasz, ze to, co nienormalne jest z definicji zle?
    >
    > Nie, ale niewątpliwie niesie ze sobą wiele problemów.

    Konkrecik? Albo jesli 'wiele' to najlepiej wiele konkrecikow.

    > > Chodzilo mi jedynie o wykazanie, ze nie zawsze to, co glosi
    > > wiekszosc jest sluszne i dobre.
    >
    > Oczywiście. A czy ja gdziekolwiek powoływałem się na opinie
    większości nt.
    > homoseksualizmu?

    A kto ustala normy, jesli nie wiekszosc?

    > > Ty eksperymentujesz z jakimis substancjami? Kiedys kojarzyles o
    > > wiele latwiej. POwaznie i bez zlosliwosci pytam.
    >
    > Nie, nie eksperymentuję. Pisałaś kiedyś pod innym nickiem?

    Pisalam i pamietam cie. Najpierw miales jazde, ze rodzina to samo
    zlo, potem - ze jedyna forma milosci to dwie panny, a teraz to. Na
    moje laickie oko masz jakis problem, i to raczej z tych wiekszych.

    > Dziękuję. Blogi - choć z pewnością bardzo ciekawe - to jednak
    dosyć specyficzne
    > źródło. Natomiast, przy wolnym czasie, przejrzę część z tych
    badań (o ile będą
    > dostępne), ale coś wątpię, by one moje wątpliwości rozwiały.

    Ja tez watpie, bo nie chcesz byc przekonany, wiec sobie ewentualny
    dysonas poznawczy jakos wyjasnisz. Ciekawe czemu.

    --
    Spytaj swojego lekarza o chorobę Aliuszki. W sieci tego nie
    znajdziesz. ba_nita na fk
  • heretic_969 12.08.08, 00:23
    > Przeciez i heterycki ojciec piesci i caluje swojego synka. Co nie
    > oznacza, ze tenze chlopiec nie bedzie umial sie bic czy bedzie sie
    > przytulal do kazdego doroslego mezczyzny.

    Oj, coś mi się zdaje, że nie wiesz o czym mówisz. Jesteś kobietą, więc byłaś
    pieszczona przez tatusia.
    Poza tym, jeżeli już, to dla dziecka miłość rodzica jest naturalna. Nie jest
    natomiast w ogóle naturalne, by miłowali się dwaj dorośli mężczyźni.

    > Jak do tej pory to ja wrzucilam ci kilka linkow z dowodami. Moze
    > laskawie znajdz jakies wiarygodne (czyli nade wszystko
    > pozareligijne) zrodlo z dowodami. 'Moze' to za malo na argument.

    Wrzuciłaś. No i co z tego? Tylko potwierdziło się to, co już dawno uważałem - że
    jest ideologia a nie dowody.
    Wymagasz też dowodów ode mnie... ale to na takich jak Ty spoczywa ciężar dowodu,
    bo to wy chcecie zmienić kształt rodzin i eksperymentować na dzieciach, nie ja.

    > Przeciez wychowywane w homo-rodzinie dziecko - tak zreszta jak i
    > wychowywane przez samotnego rodzica - ma kontakt ze znaczacymi
    > osobami obu plci. Wujami, ciotkami, babciami, dziadkami, rodzicami
    > biologicznymi, przyjaciolmi rodziny itd.

    Ma. No i? Czym innym jest kontakt "co pewien czas" a czym innym permanentne
    przebywanie pod jednym dachem.

    > Zapytany o powod twojej niecheci podajesz caly czas dyskusyjne,
    > ultrasubiektywne kryteria. A to 'nienormalnosc', a
    > to 'prawidlowosc' i takie w tym stylu. A ja prosze o konkrety.

    Przykro mi, ale nienormalność homoseksualizmu i prawidłowość heteroseksualizmu
    to nie są "ultrasubiektywne" ani nawet subiektywne pojęcia. Możesz faktów
    zwyczajnie nie akceptować, tak samo jak możesz nie akceptować prawa grawitacji
    albo to, że 2+2=4. Ale to nie oznacza, że tych faktów nie ma.

    > Pozytynym stac sie moze rowniez heteryk, a nawet parumiesieczne
    > dziecko.

    Oczywiście, ale liczą się też proporcje. Jeżeli jeden procent społeczeństwa
    przyczynia się do połowy zakażeń to coś jest mocno nie tak.

    I czy twoj argument oznacza, ze w czasach sprzed AIDS gej
    > byl ok?

    Nie, bo są też i inne choroby (chociażby te wymienione w linku). I też jakoś
    geje częściej je łapią.

    > Z wymiany z toba zorientowalam sie, ze uzasadnionych watpliwosci
    > nie ma zadnych, sa natomiast obrzydzenie, uprzedzenia i stereotypy.

    Cóż, Twoja sprawa. Ja się w ogóle orientować nie musiałem, bo byłem przekonany,
    że nie obronisz czegoś, czego nie da się obronić. Które jeszcze badania mam
    podważyć?

    > A ze stali sie wspoleczesnymi cyklistami i masonami to inna sprawa.
    > Znajdzie sie inna 'wszystkiemu winna' grupa, koltuny popuszcza
    > gejom i zajma sie blizej - bo ja wiem - muzulmanami np.

    Mylisz się. Polacy są narodem tolerancyjnym, dowodzi tego nasza historia. To nie
    ich problem, że Tobie się tolerancja z akceptacją i afirmacją myli.

    > Pisalam i pamietam cie. Najpierw miales jazde, ze rodzina to samo
    > zlo,

    Łał, to długo już jesteś na forum. Ja tak pisałem 3 lata temu. Nie zdradzisz mi
    swojej dawnej forumowej tożsamości?
    Każdy chyba miał kiedyś jakiś flirt z lewactwem. Choć prawdę mówiąc mój stosunek
    do instytucji rodziny bynajmniej nie zmienił się o 180 stopni. Tradycjonalistą
    nigdy nie będę.

    potem - ze jedyna forma milosci to dwie panny, a teraz to.

    Ej, z tymi pannami to był żart. Naprawdę nie wiesz, że lesbijskie stosunki
    między ładnymi kobietami kręcą wielu facetów?

    Na
    > moje laickie oko masz jakis problem, i to raczej z tych wiekszych.

    Na moje laickie oko traktujesz forum zbyt serio.

    > Ja tez watpie, bo nie chcesz byc przekonany, wiec sobie ewentualny
    > dysonas poznawczy jakos wyjasnisz.

    O nie, moja droga. Tak łatwo to tego nie wytłumaczysz. Nie zaprzeczam, że jestem
    naturalnie emocjonalnie zaangażowany po jednej ze stron, ale gdybyś mi
    przedstawiła miażdżące dowody, to, być może z wielką nienawiścią, ale na pewno
    uznałbym wyższość argumentów zwolenników homo-rodzin (przynajmniej pod tym
    względem).
  • bene_gesserit 12.08.08, 00:42
    heretic_969 napisał:

    > Oj, coś mi się zdaje, że nie wiesz o czym mówisz. Jesteś kobietą,
    więc byłaś
    > pieszczona przez tatusia.

    Moj siostrzeniec tez jest przytulany i calowany przez swojego ojca.
    W niektorych rodzinach to normalne.

    > Poza tym, jeżeli już, to dla dziecka miłość rodzica jest
    naturalna. Nie jest
    > natomiast w ogóle naturalne, by miłowali się dwaj dorośli
    mężczyźni.

    Moj facet ma brata. Strasznie sie kochaja, wliczajac to
    poklepywania, niedzwiedzie, przytulenia.
    > Wrzuciłaś. No i co z tego? Tylko potwierdziło się to, co już
    dawno uważałem - ż
    > e
    > jest ideologia a nie dowody.

    Jaka ideologia?

    > Wymagasz też dowodów ode mnie... ale to na takich jak Ty spoczywa
    ciężar dowodu
    > ,
    > bo to wy chcecie zmienić kształt rodzin i eksperymentować na
    dzieciach, nie ja.

    Hehehe.
    Noale ok - jesli masz te dyskusje w dupie, to istotnie lepiej ja
    zakonczmy. Adieu.

    >
    >
    > > Przeciez wychowywane w homo-rodzinie dziecko - tak zreszta jak i
    > > wychowywane przez samotnego rodzica - ma kontakt ze znaczacymi
    > > osobami obu plci. Wujami, ciotkami, babciami, dziadkami,
    rodzicami
    > > biologicznymi, przyjaciolmi rodziny itd.
    >
    > Ma. No i? Czym innym jest kontakt "co pewien czas" a czym innym
    permanentne
    > przebywanie pod jednym dachem.
    >
    > > Zapytany o powod twojej niecheci podajesz caly czas dyskusyjne,
    > > ultrasubiektywne kryteria. A to 'nienormalnosc', a
    > > to 'prawidlowosc' i takie w tym stylu. A ja prosze o konkrety.
    >
    > Przykro mi, ale nienormalność homoseksualizmu i prawidłowość
    heteroseksualizmu
    > to nie są "ultrasubiektywne" ani nawet subiektywne pojęcia.
    Możesz faktów
    > zwyczajnie nie akceptować, tak samo jak możesz nie akceptować
    prawa grawitacji
    > albo to, że 2+2=4. Ale to nie oznacza, że tych faktów nie ma.
    >
    > > Pozytynym stac sie moze rowniez heteryk, a nawet parumiesieczne
    > > dziecko.
    >
    > Oczywiście, ale liczą się też proporcje. Jeżeli jeden procent
    społeczeństwa
    > przyczynia się do połowy zakażeń to coś jest mocno nie tak.
    >
    > I czy twoj argument oznacza, ze w czasach sprzed AIDS gej
    > > byl ok?
    >
    > Nie, bo są też i inne choroby (chociażby te wymienione w linku).
    I też jakoś
    > geje częściej je łapią.
    >
    > > Z wymiany z toba zorientowalam sie, ze uzasadnionych watpliwosci
    > > nie ma zadnych, sa natomiast obrzydzenie, uprzedzenia i
    stereotypy.
    >
    > Cóż, Twoja sprawa. Ja się w ogóle orientować nie musiałem, bo
    byłem przekonany,
    > że nie obronisz czegoś, czego nie da się obronić. Które jeszcze
    badania mam
    > podważyć?
    >
    > > A ze stali sie wspoleczesnymi cyklistami i masonami to inna
    sprawa.
    > > Znajdzie sie inna 'wszystkiemu winna' grupa, koltuny popuszcza
    > > gejom i zajma sie blizej - bo ja wiem - muzulmanami np.
    >
    > Mylisz się. Polacy są narodem tolerancyjnym, dowodzi tego nasza
    historia. To ni
    > e
    > ich problem, że Tobie się tolerancja z akceptacją i afirmacją
    myli.
    >
    > > Pisalam i pamietam cie. Najpierw miales jazde, ze rodzina to
    samo
    > > zlo,
    >
    > Łał, to długo już jesteś na forum. Ja tak pisałem 3 lata temu.
    Nie zdradzisz mi
    > swojej dawnej forumowej tożsamości?
    > Każdy chyba miał kiedyś jakiś flirt z lewactwem. Choć prawdę
    mówiąc mój stosune
    > k
    > do instytucji rodziny bynajmniej nie zmienił się o 180 stopni.
    Tradycjonalistą
    > nigdy nie będę.
    >
    > potem - ze jedyna forma milosci to dwie panny, a teraz to.
    >
    > Ej, z tymi pannami to był żart. Naprawdę nie wiesz, że lesbijskie
    stosunki
    > między ładnymi kobietami kręcą wielu facetów?
    >
    > Na
    > > moje laickie oko masz jakis problem, i to raczej z tych
    wiekszych.
    >
    > Na moje laickie oko traktujesz forum zbyt serio.
    >
    > > Ja tez watpie, bo nie chcesz byc przekonany, wiec sobie
    ewentualny
    > > dysonas poznawczy jakos wyjasnisz.
    >
    > O nie, moja droga. Tak łatwo to tego nie wytłumaczysz. Nie
    zaprzeczam, że jeste
    > m
    > naturalnie emocjonalnie zaangażowany po jednej ze stron, ale
    gdybyś mi
    > przedstawiła miażdżące dowody, to, być może z wielką nienawiścią,
    ale na pewno
    > uznałbym wyższość argumentów zwolenników homo-rodzin
    (przynajmniej pod tym
    > względem).

    --
    'The feminist agenda is not about equal rights for women. It is
    about a socialist, anti-family political movement that encourages
    women to leave their husbands, kill their children, practice
    witchcraft, destroy capitalism and become lesbians.'
  • heretic_969 12.08.08, 00:51
    Nie, nie mam dyskusji w dupie. Jeśli tak to odebrałaś, to przepraszam. Ale
    zdania nie zmienię - to na tych, co proponują przemiany, spoczywa ciężar dowodu,
    a nie na tych, co chcą zostawić rodzinę po staremu. Jeśli nie chcesz dalej
    dyskutować to ok, i tak dziękuję. Pozdrawiam
  • bene_gesserit 12.08.08, 00:57
    Bzdury. Argument 'bo zawsze tak bylo' nie jest argumentem.
    Po pierwsze - bo nie zawsze tak bylo. Po drugie - bo co z tego?

    Cala twoja argumentacja sprowadza sie do 'a gdyby sie okazalo', 'a
    jesli statystyki wykaza' i demonstrowaniu swojego obrzydzenia -
    _niczego_wiecej_. I dopoki ich nie bedziesz mial czegos wiecej -
    eot.

    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • heretic_969 12.08.08, 01:04
    Przykro mi, ale nie przedstawiłaś żadnego mocnego dowodu, więc dlatego się
    czepiam. Spodziewałaś się, że będę wszystko przyjmował bezkrytycznie?
    Ale OK, EOT, jeszcze raz pozdrawiam.
  • saszenka2 12.08.08, 23:51
    heretic_969 napisał:

    > > Przeciez i heterycki ojciec piesci i caluje swojego synka. Co nie
    > > oznacza, ze tenze chlopiec nie bedzie umial sie bic czy bedzie
    sie
    > > przytulal do kazdego doroslego mezczyzny.
    >
    > Oj, coś mi się zdaje, że nie wiesz o czym mówisz. Jesteś kobietą,
    więc byłaś
    > pieszczona przez tatusia.
    > Poza tym, jeżeli już, to dla dziecka miłość rodzica jest
    naturalna. Nie jest
    > natomiast w ogóle naturalne, by miłowali się dwaj dorośli
    mężczyźni.
    >
    > > Jak do tej pory to ja wrzucilam ci kilka linkow z dowodami. Moze
    > > laskawie znajdz jakies wiarygodne (czyli nade wszystko
    > > pozareligijne) zrodlo z dowodami. 'Moze' to za malo na argument.
    >
    > Wrzuciłaś. No i co z tego? Tylko potwierdziło się to, co już dawno
    uważałem - ż
    > e
    > jest ideologia a nie dowody.
    > Wymagasz też dowodów ode mnie... ale to na takich jak Ty spoczywa
    ciężar dowodu
    > ,
    > bo to wy chcecie zmienić kształt rodzin i eksperymentować na
    dzieciach, nie ja.
    >
    >
    > > Przeciez wychowywane w homo-rodzinie dziecko - tak zreszta jak i
    > > wychowywane przez samotnego rodzica - ma kontakt ze znaczacymi
    > > osobami obu plci. Wujami, ciotkami, babciami, dziadkami,
    rodzicami
    > > biologicznymi, przyjaciolmi rodziny itd.
    >
    > Ma. No i? Czym innym jest kontakt "co pewien czas" a czym innym
    permanentne
    > przebywanie pod jednym dachem.
    >
    > > Zapytany o powod twojej niecheci podajesz caly czas dyskusyjne,
    > > ultrasubiektywne kryteria. A to 'nienormalnosc', a
    > > to 'prawidlowosc' i takie w tym stylu. A ja prosze o konkrety.
    >
    > Przykro mi, ale nienormalność homoseksualizmu i prawidłowość
    heteroseksualizmu
    > to nie są "ultrasubiektywne" ani nawet subiektywne pojęcia. Możesz
    faktów
    > zwyczajnie nie akceptować, tak samo jak możesz nie akceptować
    prawa grawitacji
    > albo to, że 2+2=4. Ale to nie oznacza, że tych faktów nie ma.
    >
    > > Pozytynym stac sie moze rowniez heteryk, a nawet parumiesieczne
    > > dziecko.
    >
    > Oczywiście, ale liczą się też proporcje. Jeżeli jeden procent
    społeczeństwa
    > przyczynia się do połowy zakażeń to coś jest mocno nie tak.
    >
    > I czy twoj argument oznacza, ze w czasach sprzed AIDS gej
    > > byl ok?
    >
    > Nie, bo są też i inne choroby (chociażby te wymienione w linku). I
    też jakoś
    > geje częściej je łapią.
    >
    > > Z wymiany z toba zorientowalam sie, ze uzasadnionych watpliwosci
    > > nie ma zadnych, sa natomiast obrzydzenie, uprzedzenia i
    stereotypy.
    >
    > Cóż, Twoja sprawa. Ja się w ogóle orientować nie musiałem, bo
    byłem przekonany,
    > że nie obronisz czegoś, czego nie da się obronić. Które jeszcze
    badania mam
    > podważyć?
    >
    > > A ze stali sie wspoleczesnymi cyklistami i masonami to inna
    sprawa.
    > > Znajdzie sie inna 'wszystkiemu winna' grupa, koltuny popuszcza
    > > gejom i zajma sie blizej - bo ja wiem - muzulmanami np.
    >
    > Mylisz się. Polacy są narodem tolerancyjnym, dowodzi tego nasza
    historia. To ni
    > e
    > ich problem, że Tobie się tolerancja z akceptacją i afirmacją myli.
    >
    > > Pisalam i pamietam cie. Najpierw miales jazde, ze rodzina to samo
    > > zlo,
    >
    > Łał, to długo już jesteś na forum. Ja tak pisałem 3 lata temu. Nie
    zdradzisz mi
    > swojej dawnej forumowej tożsamości?
    > Każdy chyba miał kiedyś jakiś flirt z lewactwem. Choć prawdę
    mówiąc mój stosune
    > k
    > do instytucji rodziny bynajmniej nie zmienił się o 180 stopni.
    Tradycjonalistą
    > nigdy nie będę.
    >
    > potem - ze jedyna forma milosci to dwie panny, a teraz to.
    >
    > Ej, z tymi pannami to był żart. Naprawdę nie wiesz, że lesbijskie
    stosunki
    > między ładnymi kobietami kręcą wielu facetów?
    >
    > Na
    > > moje laickie oko masz jakis problem, i to raczej z tych
    wiekszych.
    >
    > Na moje laickie oko traktujesz forum zbyt serio.
    >
    > > Ja tez watpie, bo nie chcesz byc przekonany, wiec sobie
    ewentualny
    > > dysonas poznawczy jakos wyjasnisz.
    >
    > O nie, moja droga. Tak łatwo to tego nie wytłumaczysz. Nie
    zaprzeczam, że jeste
    > m
    > naturalnie emocjonalnie zaangażowany po jednej ze stron, ale
    gdybyś mi
    > przedstawiła miażdżące dowody, to, być może z wielką nienawiścią,
    ale na pewno
    > uznałbym wyższość argumentów zwolenników homo-rodzin (przynajmniej
    pod tym
    > względem).
    A co złego jest w tym, że dwóch mężczyzn się kocha? Chyba tylko
    tyle, że Ciebie to nie podnieca tak jak pornole, gdzie ukazywany
    jest seks dwóch kobiet. Zobacz, jak wielu heteryckich tatusiów
    nawiedza burdele, a następnie zaraża swoją żonę i czasami również
    resztę rodziny. Może wtedy przestaniesz pleść głupoty, że to od
    gejów wychodzi tak wiele zakażeń HIV.
    Polska nie jest tolerancyjna, ona tolerancyjna była, ale przed
    wiekami, kiedy z kolei reszta świata była ogarnięta nietolerancją,
    teraz dla odmiany wahadełko wychyliło się w drugą stronę.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • heretic_969 13.08.08, 02:39
    > A co złego jest w tym, że dwóch mężczyzn się kocha? Chyba tylko
    > tyle, że Ciebie to nie podnieca tak jak pornole, gdzie ukazywany
    > jest seks dwóch kobiet. Zobacz, jak wielu heteryckich tatusiów
    > nawiedza burdele, a następnie zaraża swoją żonę i czasami również
    > resztę rodziny. Może wtedy przestaniesz pleść głupoty, że to od
    > gejów wychodzi tak wiele zakażeń HIV.

    Przykro mi, ale tak jest w rzeczywistości.
    news.bbc.co.uk/2/hi/health/7539267.stm
    www.cdc.gov/hiv/topics/surveillance/resources/factsheets/incidence.htm
    www.focus.de/gesundheit/ratgeber/sexualitaet/aids-bericht-syphilis-erhoeht-hiv-risiko_aid_299873.html
    > Polska nie jest tolerancyjna, ona tolerancyjna była, ale przed
    > wiekami, kiedy z kolei reszta świata była ogarnięta nietolerancją,
    > teraz dla odmiany wahadełko wychyliło się w drugą stronę.

    Powtarzam: wy ciągle mylicie tolerancję, akceptację i afirmację. Tolerancja
    oznacza, że nie wchodzimy w czyjeś życie buciorami. A miażdżąca większość
    Polaków nie chce kastrować gejów, "leczyć" ich ani wygnać.
  • saszenka2 11.08.08, 23:52
    heretic_969 napisał:

    > > Noale pary gejowskie nie uprawiaja seksu na oczach dzieci, tylko
    co
    > > najwyzej okazuja sobie czulosc - pocalunki, przytulenia, takie
    tam.
    > > Jak to moze skrzywic dziecko?
    >
    > No i to zupełnie wystarczy. Dziecko będzie dorastało z
    przekonaniem, że to
    > normalne, że dwóch mężczyzn się pieści i całuje. Podczas gdy normą
    jest jednak
    > zachowanie zupełnie inne - chłopcy w szkole (i nie tylko)
    rywalizują ze sobą,
    > wyzywają się, biją. Ten dzieciak po prostu może być kaleką -
    kolega go popchnie
    > a on co, zacznie się do niego przytulać?
    > Poza tym obserwowanie takich przytuleń i pocałunków przez 20 lat
    dorastania
    > spokojnie może odcisnąć swoje piętno też i na sferze seksualnej.
    Heterycy nie
    > zaczynają od pornografii, oni też obserwują, jak to inne
    dziewczyny i chłopcy
    > trzymają się za ręce, całują, pieszczą.
    >
    > Dla
    > > mnie między tymi
    > > > preferencjami nie ma równości.
    > >
    > > Wiem o tym, nie rozumiem jednak dlaczego.
    >
    > Dlatego, że jedno jest prawidłowym zachowaniem a drugie jest
    upośledzeniem,
    > które w dodatku pociąga ze sobą niezwykle szkodliwy styl życia.
    Polecam:
    > en.wikipedia.org/wiki/Homosexuality#AIDS.2C_STDs_and_other_health_issues
    > > Nie jestem zwolenniczka homorodzin. Jestem zdania, ze jesli dwoje
    > > ludzi sie kocha i chce pobrac, i nikogo tym nie krzywdzi, to
    > > powinni miec do tego prawo.
    >
    > Przecież prawo do adopcji też popierasz.
    >
    > > A to juz za pozno, bo pokolenie dzieci oficjalnie homoseksualnych
    > > rodzicow juz doroslo. A uprzedzenia nic nie zmienia - tymbardziej
    > > biegu histori. Jedynie utrudnia bogu ducha winnym ludziom zycie.
    >
    > Same uprzedzenia to za mało, ale, jak sama się już zorientowałaś,
    wątpliwości
    > jest mnóstwo. A historię tworzą ludzkie działania, więc czemu niby
    nie dałoby
    > się zmienić jej biegu?
    >
    > > Uwazasz, ze to, co nienormalne jest z definicji zle?
    >
    > Nie, ale niewątpliwie niesie ze sobą wiele problemów.
    >
    > > Chodzilo mi jedynie o wykazanie, ze nie zawsze to, co glosi
    > > wiekszosc jest sluszne i dobre.
    >
    > Oczywiście. A czy ja gdziekolwiek powoływałem się na opinie
    większości nt.
    > homoseksualizmu?
    >
    > > Ty eksperymentujesz z jakimis substancjami? Kiedys kojarzyles o
    > > wiele latwiej. POwaznie i bez zlosliwosci pytam.
    >
    > Nie, nie eksperymentuję. Pisałaś kiedyś pod innym nickiem?
    >
    > > One juz dorosly. Zlinkowalam ci ich blogi, se mozesz poczytac.
    > > Zlinkowalam badania - mozesz se poczytac.
    >
    > Dziękuję. Blogi - choć z pewnością bardzo ciekawe - to jednak
    dosyć specyficzne
    > źródło. Natomiast, przy wolnym czasie, przejrzę część z tych badań
    (o ile będą
    > dostępne), ale coś wątpię, by one moje wątpliwości rozwiały.
    >
    >

    Coś się chłopie nie wyspałeś albo poimprezowałeś zdrowo, skoro takie
    głupoty walisz.
    "On go popchnie", a on go przytuli. Rozśmieszyłeś mnie tym. Podobnie
    jak geje preferuję facetów, ale jak mnie któryś popchnie, to go
    bynajmniej nie tulę, nie przechodzę obok obojętnie, ale się bronię.
    Po prostu, jak ktoś atakuje, to człowiek się broni.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • okrent9 14.08.08, 01:37
    heretic_969 napisał:


    "Podczas gdy normą jest jednak
    > zachowanie zupełnie inne - chłopcy w szkole (i nie tylko)
    rywalizują ze sobą,
    > wyzywają się, biją."

    Chryste Panie. Jak można uznawać, że to co powszechne (niestety w
    wielu środowiskach w Polsce bijatyki między chłopcami wciąż są
    powszechne) jest automatycznie "normalne"? Podpierałeś się w którymś
    poście jakimiś "katolickimi źródłami" - a więc katolicyzm jest Ci
    bliski. I mimo to głosisz, że wyzywanie się i bicie przez dzieci w
    szkole jest normalne?

    Ręce i nogi opadają...
  • heretic_969 14.08.08, 02:02
    Ja tylko stwierdzam fakty. Walka między sobą jest czymś naturalnym wśród
    heteroseksualnych samców, wynika prosto z biologii. Nie będę oceniał, czy to
    jest właściwe, czy nie.
  • okrent9 14.08.08, 02:35
    heretic_969 napisał:

    > Ja tylko stwierdzam fakty. Walka między sobą jest czymś naturalnym
    wśród
    > heteroseksualnych samców, wynika prosto z biologii. Nie będę
    oceniał, czy to
    > jest właściwe, czy nie.

    Rywalizacja może jest "czymś biologicznie naturalnym wśród samców",
    jednak o ile mi wiadomo nawet dzikie zwierzęta nie walczą do krwi
    ostatniej, a najczęściej te "walki" o samice polegają na
    zastraszaniu przeciwnika, i tyle. Nie wiem, czemu chcesz "kalkować"
    na ludzkie dzieci zachowania ze świata dzikich zwierząt, kiedy
    równocześnie bez przerwy z atencją powołujesz się na kulturę,
    religię, i inne wytwory ludzkiego ducha.

    Niedawno czytałam jakiś artykuł na temat badań naukowych o
    rywalizacji "seksualnej" (niestety nie pamiętam nawet gdzie był ten
    artykuł, więc pewnie znów mi nie uwierzysz). Z badań wynikało, że w
    społecznościach, gdzie to mężczyźni są "towarem deficytowym", nie
    muszą już oni "starać się" tak bardzo o kobiety - to kobiety
    zaczynają rywalizować o nich. A więc rywalizacja o partnera to nie
    sprawa przypisana do płci męskiej. O partnera/partnerkę z całą
    pewnością rywalizują też między sobą mężczyźni homo i lesbijki. A
    bijatyki na pewno nie są odpowiednim sposobem rozwiązywania
    konfliktów ani zdrowym sportem. Marzy mi się, żeby w naszych
    szkołach wprowadzono jakieś zajęcia z komunikacji interpersonalnej.
  • heretic_969 14.08.08, 02:49
    Z tymi samicami to oczywiście bardzo możliwe, przy czym jednak zazwyczaj te
    deficyty samców nie występują. W każdym razie - zgadzam się, że to nie tylko
    heteroseksualnych samców charakteryzuje walka o partnera/kę, ale wśród nich ta
    rywalizacja jest zdecydowanie najostrzejsza. Testosteron też odgrywa swoją rolę.
    Nie gloryfikuję bijatyk, tym niemniej nie znam kultury, w której one nie występują.
  • saszenka2 11.08.08, 23:44
    heretic_969 napisał:

    > > Co masz na mysli, piszac, ze 'nie bedzie mial mozliwosci
    okazywania
    > > preferencji'?
    >
    > Nie ma przecież partnera, prawda? Więc jakie znaczenie ma fakt, że
    w głowie ma
    > się ku panom? Z punktu widzenia dzieciaka on ma tylko jednego ojca.
    >
    > > Dorastanie z heterykami tez moze 'wypaczyc'. I nie bardzo
    rozumiem,
    > > jakie znaczenie ma czy dzieciak wyrosnie na homo czy hetero,
    jesli
    > > bedzie ze soba szczesliwy?
    >
    > Trzeba było od razu tak napisać. Czyli dla Ciebie to zupełnie
    obojętne, czy kto
    > ś
    > żyje jako gej czy heteryk. Ok, ale nie zgadzam się z tym. Dla mnie
    między tymi
    > preferencjami nie ma równości.
    >
    > > Noi - sadze, ze dla tych dzieci nie sa istotne twoje szlachetne
    > > intencje, ale to, ze dzialania takich dobrych wujkow jak ty sporo
    > > je kosztuja emocjonalnie.
    >
    > To nie ja jestem zwolennikiem homorodzin tutaj. Jak się coś
    popiera, trzeba się
    > liczy ze wszystkimi aspektami.
    >
    > > Alez - o ile uliczni prorocy podobni tobie nie beda glosic
    swojego
    > > obrzydzenia do tych 'paskudnych zbokow i degeneratow' czyli ich
    > > kochajacych, fajnych rodzicow, beda one homoseksualizm
    akceptowac.
    >
    > Hihihihi, a skąd wiesz? Wszystkich ludzi oceniasz biorąc siebie za
    punkt
    > odniesienia? Naprawdę dla Ciebie jest to nie do przyjęcia, że ktoś
    nie akceptuj
    > e
    > homoseksualizmu?
    >
    > > I nie beda mialy z tym problemu. Ktory pojawia sie dopiero wtedy,
    > > kiedy do akcji wkraczaja szwadrony Najwyzszej Prawdy pt 'wasi
    > > starzy to wredne zboczuchy'.
    >
    > Znowu się zapytam: skąd to wiesz? Odkryłaś tajemnice wszystkich
    rozumów na świe
    > cie?
    >
    > Nie dlatego, ze to prawda, ale
    > > dlatego, ze to im _utrudnia_ zycie. Nie gejowscy rodzice, ale
    > > stosunek czesci spoleczenstwa do homoseksualistow.
    >
    > Stosunek, do którego mają najświętsze prawo. I stosunek, który
    homo-zwolennicy
    > powinni uwzględniać gdy przeprowadzają swoje eksperymenty.
    >
    > > Przeciez to bzdura. Niemoralna nie jest, bo nikim jej nie
    krzywdza,
    > > chora tez nie, bo nie ma jej w rejestrze chorob.
    >
    > 1. Nie napisałem niemoralna a nienormalna. Zresztą, dla wielu
    niemoralne to też
    > jest.
    > 2. Sugerujesz, że jak czegoś nie ma w rejestrze chorób, to nie
    jest chorobą?
    > Kurcze, to jacy szczęśliwi musieli być ludzie w średniowieczu, bo
    listy chorób
    > wtedy nie było, a więc chorób także nie.
    >
    > > Kiedy palono czarownice, przekonanie o slusznosci takiego
    > > postepowania z kobietami podzielala znakomita wiekszosc
    obywateli.
    >
    > Brak akceptacji dla homoseksualistów = akceptacja dla palenia
    czarownic? No cóż
    > ,
    > masz prawo tak uważać.
    >
    > > Myslisz, ze homoseksualni rodzice piora im mozgi tak bardzo, ze
    gdy
    > > dorosna nie sa w stanie wyrobic sobie wlasnego pogladu na
    wszystko,
    > > wliczajac w to homoseksualizm?
    >
    > Poglądy niewątpliwie wypaczają się pod wpływem otoczenia. A swoją
    drogą, to
    > rzeczywiście ciekawe, jakie poglądy będą mieć te dzieciaki, gdy
    dorosną...
    > Ciekaw też jestem, czy przypadkiem nie będą zastanawiać się, jak
    to by było,
    > gdyby miały normalną rodzinę...
    >
    >
    >
    >
    >

    A dzieciaki z rodzin heteryckich, też się mogą zastanawiać, jak by
    to było, gdybym miał dwóch ojców, zamiast ojca alkoholika i matkę
    bojącą się pijanego ojca. Nawet to dziecko mające normalnych
    rodziców heteryckich może się zastanawiać, jak by to było. Ale
    gdybanie to gdybanie i każdemu się czasem zdarza. Też można gdybać,
    co by było, gdybym wybrała prawo, a nie chemię i odwrotnie też.
    Wpisuję się w to zasadę, że gdy mi źle, mam problem, to myślę, że
    inni mają lepiej i im zazdroszczę.
    Nie porównuj dzisiejszej medycyny, biologii w ogóle z czasami
    średniowiecza, bo dzisiaj narzędzia poznawcze są coraz lepsze.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • heretic_969 11.08.08, 23:51
    Wiedziałem, że argument heteryków-alkoholików się pojawi. Saszenko, proszę,
    przecież to śmieszne. Naprawdę w "rodzinach" homo nie zdarzają się patologie?
  • saszenka2 12.08.08, 00:00
    heretic_969 napisał:

    > Wiedziałem, że argument heteryków-alkoholików się pojawi.
    Saszenko, proszę,
    > przecież to śmieszne. Naprawdę w "rodzinach" homo nie zdarzają się
    patologie?

    Zdarzają się, ale chodziło o pokazanie Ci, że każdy ma czasami
    wątpliwości, czy jego rodzina jest okej. Jak byłeś mały, to na
    pewno zdarzało Ci się czegoś zazdrościć kolegom. No choćby taty
    ganiającego wraz z synem za piłką, tego, że rodzice kolegi mają
    telewizor i na pewno myślałeś, jak by to było, gdyby u nich mieszkał.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • saszenka2 11.08.08, 23:39
    A tak zupełnie na marginesie, to nie rozumiem obaw, że dziecko
    stanie się homoseksualne. I co z tego, jeśli społeczeństwo nie
    będzie go prześladować i znajdzie fajnego faceta, którego pokocha i
    założą szczęśliwą rodzinę.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • saszenka2 11.08.08, 23:22
    heretic_969 napisał:

    > > To jest tzw rodzina niepelna. Samotny gej staje sie heterykiem?
    Bo
    > > nie lapie.
    >
    > Nie. "Gejowska rodzina" to dwóch panów i dzieciak (nie ich
    zresztą).
    >
    > > Przeciez wiele dotychczasowych pokolen gejow wzrastalo w
    rodzinach
    > > heteryckich. I mimo 'prawidlowych' wzrocow i mozliwosci rozwoju
    sa
    > > gejami. Skad zalozenie, ze dziecko wychowywane w gejowskiej
    > > rodzinie samo stanie sie homo?
    >
    > A gdzie ja tak napisałem? Istnieje ryzyko, co nie oznacza, że
    każde dziecko
    > wyrośnie na geja. Może ten los spotka np. 1 na 3? 1 na 5? 1 na 10?
    Ale spotkać
    > może, a faktów zaprzeczających nie ma żadnych.
    >
    > > A - i czy gryzie cie i lezy ci na sumieniu los dzieci w rodzinach
    > > niepelnych i rodzinach nalogowcow?
    >
    > Dlaczego ma mi leżeć na sumieniu. Nie moja wina. Nałogowcom
    powinno się odbiera
    > ć
    > prawa do posiadania dzieci.
    >
    > > Ten stres zalezy akurat od ciebie. Troche dobrej woli i juz te
    > > biedne dzieci nie beda na niego narazone.
    >
    > Hahahahahaha... Chcesz kontrolować moje zachowanie, zabronić mi
    mówienia
    > nieprzyjemnych rzeczy? Aż takim samarytaninem nie jestem, bym
    rezygnował z moje
    > j
    > wolności "bo komuś będzie przykro".
    >
    > > > Niby z jakiej racji te dzieci mają akceptować homoseksualizm?
    > >
    > > Z jakiej mialyby go nie akceptowac?
    >
    > Bo to ich prawo, prawo wolnych ludzi. Mają prawo uważać
    homoseksualizm za
    > obleśny, upośledzony, zdegenerowany itp.
    >
    > > Dlaczego homofile, misiu?
    >
    > Tak określam zwolenników homoseksualistów.
    >
    > > I co tym nieswiadomym dzieciom zli geje rodzice zrobia?
    >
    > Sama ich obecność w domu przez 20 lat życia wystarczy. Może się
    człowiekowi
    > zrobić niedobrze.
    >
    > > I czy zwiazek geja, ktory zwiazal sie z heteryczka i zrobil jej
    > > piecioro dzieci, tkwi w tym zwiazku bez milosci dla pozorow jest
    > > dla dziecka lepszy?
    >
    > Lepszy. Przynajmniej dziecko ma matkę.
    >
    >
    Dlaczego zakładasz, że to "nie ich dzieciak"? Na pewno nie jest ich
    wspólnym potomkiem, ale biologicznym dzieckiem jednego z nich może
    być. Nie wątpię, że w rodzinach, gdzie geje i lesbijki wychowują
    dzieci, występują dzieci homoseksualne, bo wynika to z praw
    matematyki. W każdym społeczeństwie jest kilka procent
    homoseksualistów, więc siłą rzeczy w rodzinach homoseksualnych też
    pojawiają się dzieci homoseksualne.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • heretic_969 12.08.08, 00:35
    > Dlaczego zakładasz, że to "nie ich dzieciak"? Na pewno nie jest ich
    > wspólnym potomkiem, ale biologicznym dzieckiem jednego z nich może
    > być. Nie wątpię, że w rodzinach, gdzie geje i lesbijki wychowują
    > dzieci, występują dzieci homoseksualne, bo wynika to z praw
    > matematyki. W każdym społeczeństwie jest kilka procent
    > homoseksualistów, więc siłą rzeczy w rodzinach homoseksualnych też
    > pojawiają się dzieci homoseksualne.

    Zgadzam się. To oczywiste, że pojawi się kilka procent dzieci homoseksualnych.
    Pytanie, czy nie pojawi się więcej. Weź pod uwagę fakt, że dziecko może się
    urodzić biseksualne - a wtedy najbliższe otoczenie będzie miało szczególnie
    silny wpływ. Poza tym, nawet jeśli dziecko urodzi się z orientacją
    heteroseksualną, to nie ma stuprocentowej pewności, że to ona zadecyduje o jego
    preferencjach.
  • okrent9 14.08.08, 01:23
    heretic_969 napisał:

    "Gdzie jest w tym badaniu uwzględniony wiek nastoletni oraz dorosłe
    życie tych
    > dzieci? Bo wiesz, krótkoterminowo można udowodnić wszystko... np.
    to, że
    > gospodarka rozwijała się wspaniale dzięki rządom PiS, bo oni
    akurat wtedy rządz
    > ili."

    Nie wiem, na linka podanego przez bene nie zajrzałam - jestem w tej
    chwili zbyt zmęczona - ale wiem na pewno, że przeprowadzono badania
    na dorosłych dzieciach wychowanych w rodzinach homo w USA, bo
    czytałam te badania. Żadnych odchyleń od twojej statystycznej normy
    w tych badaniach nie opisano. Między innymi dlatego parę miesięcy
    temu Kalifornia urównoprawniła małżeństwa hetero i homo. Małżeństwa
    homo mają już dokładnie takie same prawa do adopcji.

    A tak na marginesie - 21-letnia córka mojej partnerki ma pracę,
    studiuje, wzięła ze schroniska kilka kotów, wynajmuje mieszkanie z
    koleżanką i ma mnóstwo znajomych obu płci, a przez dwa lata była w
    związku z chłopakiem w swoim wieku. 17-letni syn mojej partnerki ma
    dużą grupę koleżanek i kolegów, wiele różnych pasji, bardzo dobrze
    się uczy i dostał stypendium na uczelnię w Nowym Jorku. Masz jakieś
    dodatkowe pytania?

    Aa, tak na marginesie - miesiąc temu chłopak pomógł jej mi się
    oświadczyć. Takie oświadczyny z marzeń, w zamkowych ogrodach
    dostępnych dla turystów; trzeba było zadbać
    o "kameralność", "wyczaić" odpowiedni moment...
  • heretic_969 14.08.08, 02:00
    Wiesz na pewno, że takie "badania" przeprowadzono, ale wskazać tych badań nie
    jesteś w stanie? Nawet szkoda, bo kolejne badanie pseudonaukowe bym rozłożył na
    kawałki, jak to już uczyniłem dwa razy w dyskusji z BG.
    A cieszę się, że dzieciom Twojej partnerki dobrze się wiedzie, ale... co to niby
    ma udowodnić? Razem je od chwili urodzenia wychowywałyście? Z postu Twojego
    wynika, że raczej nie.
  • okrent9 14.08.08, 02:23
    heretic_969 napisał:

    "A cieszę się, że dzieciom Twojej partnerki dobrze się wiedzie,
    ale... co to nib
    > y
    > ma udowodnić? Razem je od chwili urodzenia wychowywałyście? Z
    postu Twojego
    > wynika, że raczej nie."

    Nie, nie od urodzenia, od ośmiu lat (a więc córka miała 12-13 lat,
    syn 9, kiedy pojawiłam się w ich życiu). Dzieci mają zresztą stały
    kontakt z ojcem. Jedyna oczywista różnica jaką jestem sobie w stanie
    w tej chwili wyobrazić pomiędzy doświadczeniami dziecka np.
    zaadoptowanego przez parę lesbijek w wieku niemowlęcym (czy też
    dziecka w ich związku poczętego metodą in vitro) a dziecka, które
    urodziło się w małżeństwie "tradycyjnym", w którym jedno z rodziców
    było homoseksualne, jest fakt, że dziecku adoptowanemu bądź
    poczętemu in vitro oszczędzone będzie doświadczenie rozwodu
    rodziców. I to akurat różnica na plus.

    Powiedziałam, że nie podam w tej chwili linków do tamtych badań, bo
    jest późno i mam ważniejsze sprawy na głowie niż szukanie ich w tej
    chwili w internecie. I naprawdę nie rozumiem, z czego wynika Twoje
    przekonanie o własnej mocarności jeśli chodzi o "rozkładanie na
    kawałki" badań, które określasz jako pseudonaukowe, skoro sam
    wrzuciłeś do dyskusji kontrargument do własnego wywodu (przypomnę:
    ten z legalizacją związku wpływającą na związku trwałość). Nie
    rozumiem też, czemu badania, które uznał Sąd Najwyższy stanu o
    populacji równej z populacją naszego kraju, nazywasz pseudonaukowymi.
  • heretic_969 14.08.08, 02:42
    Rozumiem. Cieszę się, że się udało, życzę dalszego szczęścia, ale chyba
    przyznasz, że Twoje pojedyncze doświadczenie to trochę za mało by uznać je za
    twardy dowód w sprawie? Poza tym nie możesz wykluczyć, że pod wpływem waszego
    wychowania dzieci Twojej partnerki się jednak czymś różnią od innych (na plus
    czy minus).
    Nie ponaglam Cię do przedstawiania linków, wiem, że masz ważniejsze sprawy. Jak
    coś kiedyś będziesz miała to chętnie zobaczę. A określenie "pseudonaukowe" jest
    może zbyt mocne, tym niemniej sądzę, że te badania, które przynajmniej miałem
    okazję zobaczyć, nie stoją na odpowiednio wysokim poziomie.
    Co do decyzji SN w Kalifornii, to wydaję mi się, że pełne prawa do adopcji
    związki jednopłciowe miały już wcześniej. Teraz to właściwie chodziło o nazwę
    małżeństwo, bo związki partnerskie w tym stanie już wszystkie inne formalności
    załatwiały.
    Piszesz z Kalifornii, prawda? W takim razie gratuluję małżeństwa, szczerze:)
    Pozdrawiam

  • stephen_s 10.08.08, 02:19
    > Dzieci w parach homo wychowuja sie od lat i jakos nie slyszalam,
    > aby wyrastaly na dewiantow, ku.. i zlodziei czy mialy pelzajace
    > IQ.

    Nie rozumiem, po co używasz takiego języka. Nigdzie nie napisałem, że dzieci
    homoseksualistów wyrastają na ku...

    Przestańcie mi imputować rzeczy, których nie mówię.

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • bene_gesserit 10.08.08, 02:22

    Znowu masz syndrom osaczonego kroliczka :)
    Nigdzie nie napisalam, ze napisales :)
  • stephen_s 10.08.08, 02:25
    Świetnie, w takim razie bądź łaskawa nie udzielać mi odpowiedzi, które nijak nie
    mają się do tego, co mówię.

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • bene_gesserit 10.08.08, 02:34
    Ona ma sie wprost, ziew.
    To jak - nadal bedziesz sie oftopicznie czepiac, czy ustosunkujesz
    sie do faktow, o ktore prosiles >?
    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • stephen_s 10.08.08, 02:46
    Jutro.

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • saszenka2 10.08.08, 23:32
    stephen_s napisał:

    > > Dzieci w parach homo wychowuja sie od lat i jakos nie slyszalam,
    > > aby wyrastaly na dewiantow, ku.. i zlodziei czy mialy pelzajace
    > > IQ.
    >
    > Nie rozumiem, po co używasz takiego języka. Nigdzie nie napisałem,
    że dzieci
    > homoseksualistów wyrastają na ku...
    >
    > Przestańcie mi imputować rzeczy, których nie mówię.
    >
    Ale sporo sugerujesz.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • stephen_s 11.08.08, 00:02
    O nie, moja droga. To nie ja sugeruję, tylko Tobie się zdaje, że coś sugeruję.
    Twój problem polega na tym, że masz czarno-białą wizję świata i dla Ciebie ktoś,
    kto przyznaje się do zwykłych WĄTPLIWOŚCI co do adopcji dzieci przez pary
    homoseksualne, urasta do kogoś, wg kogo dzieci homoseksualistów to k... . A jak
    ktoś mówi o dobru społecznym, to staje się Hitlerem. Opanuj się! Świat nie jest
    taki prosty.

    Skoro uważasz mnie za taką konserwę, to wytłumacz mi, jakim cudem mogą być za
    równouprawnieniem kobiet???

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • saszenka2 10.08.08, 23:29
    stephen_s napisał:

    > > I przez Twoje wątpliwości najlepiej, żeby homoseksualiści nadal
    nie
    > > mogli się dowiedzieć, co słychać u ich partnera, adoptować
    dzieci.
    >
    > Tak, mam poważne wątpliwości, czy homoseksualiści powinni móc
    adoptować dzieci.
    > Zbyt jeszcze mało wiemy o kształtowaniu się psychiki dziecka, by
    ocenić, czy
    > takie rodziny są dla dzieci dobre.
    >
    > Ja wiem, ze to brzmi brutalnie, ale człowiek jest istotą
    biologiczną i pewne
    > ograniczenia ma. Np. tak banalne, że jest organizmem dziennym, nie
    nocnym. Tak
    > samo możliwe jest, że po prostu dla prawidłowego rozwoju człowiek
    potrzebuje
    > heteroseksualnej rodziny. Dopóki nie ustalimy, czy tak nie jest,
    mam
    > wątpliwości, czy można eksperymentować na dzieciach w imię postępu.
    >
    > Więc jeśli argumentem za małżeństwami homoseksualnymi ma być to,
    że dzięki temu
    > będą mogły one mieć dzieci, to ja tym bardziej mam wątpliwości,
    czy te
    > małżeństwa powinny istnieć.
    >
    Geje pochodzą z heteryckich rodzin i heteroseksualizm ich rodziców
    jakoś się im nie udzielił. Czy dziecko w domu dziecka jest
    szczęśliwe, gdy nie ma się do kogo przytulić, komu wręczyć laurki na
    szkolnej akademii z okazji Dnia Matki? A czy nie liczy się przede
    wszystkim szczęście dziecka, bo jeśli liczy się jego szczęście, to
    lepiej dla niego mieć dwóch ojców, którzy go przytulą, pocieszą, gdy
    nie pójdzie mu na zawodach sportowych.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • stephen_s 11.08.08, 00:13
    > Geje pochodzą z heteryckich rodzin i heteroseksualizm ich rodziców
    > jakoś się im nie udzielił.

    Nie o tym mówimy. Mówimy o tym, jaki potencjalnie wpływ na dziecko moze mieć
    wychowywanie się w rodzinie homoseksualnej. Wiemy to? Moim zdaniem, nie wiemy.
    Dlatego też wzdragam się przed robieniem eksperymentów na "żywym organizmie", bo
    kto wie, do czego to doprowadzi.

    > A czy nie liczy się przede
    > wszystkim szczęście dziecka, bo jeśli liczy się jego szczęście, to
    > lepiej dla niego mieć dwóch ojców, którzy go przytulą, pocieszą, gdy
    > nie pójdzie mu na zawodach sportowych.

    Powtarzam: NIE WIADOMO, czy te dzieci byłyby szczęśliwe.

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • bene_gesserit 11.08.08, 00:28

    www.sciencedaily.com/releases/2007/09/070928215535.htm

    Imho jedyne nieszczescia, ktore roznia dzieci z par homo od dzieci
    z par hetero, to te spotykajace je od glupich ludzi, ktorzy maja
    uprzedzenia.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • saszenka2 11.08.08, 01:07
    bene_gesserit napisała:

    >
    > www.sciencedaily.com/releases/2007/09/070928215535.htm
    >
    > Imho jedyne nieszczescia, ktore roznia dzieci z par homo od dzieci
    > z par hetero, to te spotykajace je od glupich ludzi, ktorzy maja
    > uprzedzenia.
    >
    Najciekawsze jest to, że homofob jeden z drugim prawi o dobru dzieci
    wychowywanych przez gejów i o tym, że "społeczeństwo będzie im
    uprzykrzać życie", a tak naprawdę to te homofobiczne jednostki
    robią piekło dzieciom z takich rodzin. To tak jak biskupi. Trąbią,
    że dziecko Tysiąc dotknie trauma z powodu niezrealizowanej decyzji
    jego matki, a sam Kościól nazywa ją niedoszłą morderczynią i to on
    krzywdzi to dziecko.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • heretic_969 11.08.08, 02:31
    temu źródłowi:

    "The study involved 100 heterosexual couples and 100 lesbian couples with
    children ages 4-8 who were raised by the couple since birth."

    Czyli znowu to, co już wcześniej napisałem: brak jakichkolwiek danych o gejach,
    a badania na dzieciach zupełnie pomijają nie tylko ich późniejszy dorosły wiek,
    ale nawet i okres nastoletni.

    "Child adjustment and parental characteristics were measured by questionnaires,
    family observations by researchers, and diaries kept by the parents regarding
    the amounts of time they spent in childrearing, household work, or paid work
    outside the home."

    Aha. Czyli jedynym źródłem są właściwie same lesbijki, bo to one odpowiadają na
    pytania i one prowadzą notatniki. Plus jakieś obserwacje przez tajemniczych
    badaczy, ale kim są ci badacze i jakie to obserwacje, tego nie wiadomo.
    Nic dziwnego, że badania dają pozytywne efekty:)

    > Imho jedyne nieszczescia, ktore roznia dzieci z par homo od dzieci
    > z par hetero, to te spotykajace je od glupich ludzi, ktorzy maja
    > uprzedzenia.

    Imho głupimi ludźmi są ci, co uważają takie "badania" za wystarczające dowody.


  • bene_gesserit 11.08.08, 02:39
    Tego tez mi sie nie chce czytac, ale tobie dobrze idzie, wiec
    prosze:
    tinyurl.com/66fxcv


    --
    French cakes are both simple and very complicated
  • heretic_969 11.08.08, 02:56
    Tu już nawet nie ma czego komentować, bo artykuł nie przedstawia żadnych
    statystyk (generalnie opowiada o trzech nastolatkach z homorodzin, o których nic
    nie wiadomo poza tym, że są szczęśliwe) jedynie jest coś takiego:

    "What antigay groups continue to ignore is the fact that nearly 50 studies show
    there are no significant developmental differences between the children of gay
    parents and the children of straight parents."

    A o jakości jednego z tych badań napisałem posta wyżej:)
  • bene_gesserit 11.08.08, 03:00

    kidsofqueers.blogspot.com/

    --
    cute but psycho. things even out
  • bene_gesserit 11.08.08, 03:12
    I tu - jest cala lista prac naukowych na temat:
    www.jeramyt.org/gay/gayhealth.html
    --
    French cakes are both simple and very complicated
  • heretic_969 11.08.08, 03:27
    To jest o zdrowiu psychicznym homoseksualistów, nie o ich dzieciach.
  • bene_gesserit 11.08.08, 03:36
    Polecam ci punkt 2, zwlaszcza 2e
    --
    cute but psycho. things even out
  • heretic_969 11.08.08, 04:07
    Widzę, widzę. Już o jakości dwóch z tych badań miałem okazję się przekonać. Na
    szczęście pozostałe nie są zalinkowane, więc nie muszę po kolei po nich jechać,
    bo pewnie byś tego chciała:)
  • bene_gesserit 11.08.08, 15:52

    Sprawdzilam pare tytulow - jednen byl dostepny w sieci w calosci, z
    drugiego mozna bylo przeczytac abstrakt. Polecam.

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • heretic_969 11.08.08, 03:26
    A to jest blog kobiety, która miała geja-ojca.
    ?
  • bene_gesserit 11.08.08, 03:44

    Tam jest zlinkowanych duzo blogow doroslych i doroslawych dzieci
    par homoseksualnych. Pomyslalam, ze warto, bys sie zapoznal z
    informacjami wprost od 'pokrzywdzonych'.

    --
    'The feminist agenda is not about equal rights for women. It is
    about a socialist, anti-family political movement that encourages
    women to leave their husbands, kill their children, practice
    witchcraft, destroy capitalism and become lesbians.'
  • heretic_969 11.08.08, 04:12
    A co to niby za dowód, że kilkadziesiąt ludzi sobie założy sobie bloga i opisze
    swoje doświadczenia? Swoją drogą, ja też mogę założyć takiego bloga...
    BTW, z tego co szybko wyczytałem wynika, że kobieta mająca ojca-geja już miała
    rozwód. Nic nie sugeruję oczywiście.
  • bene_gesserit 11.08.08, 15:54

    Nie chodzi o zaden dowod tu akurat, bo swiadectwa sa jednostkowe i
    subiektywne. Ale ciekawie poczytac, ze te dzieciaki to normalni
    ludzie, a nie homoseksualne potwory o siedmiu glowach i dlugich
    jezykach. Noi rowniez o tym, ze najwiekszy problem maja - one i ich
    rodzice - z koltunstwem, nie z homoseksualizmem rodzicow.

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • bene_gesserit 11.08.08, 15:59
    heretic_969 napisał:

    > A co to niby za dowód, że kilkadziesiąt ludzi sobie założy sobie
    bloga i opisze
    > swoje doświadczenia? Swoją drogą, ja też mogę założyć takiego
    bloga...

    A, dopiero teraz do mnie dotarlo.
    Heteric, jesli masz problem ze swoja seksualnoscia, to _najgorsza_
    z mozliwych opcja jest wypluwanie obrzydzenia w Internecie. Moge
    popytac o dobrych specjalistow, bo mam znajomosci w branzy.
    To sie oczywiscie wiaze z twojej strony z wielkim wysilkiem, ale
    potem jest juz tylko lepiej. Daj znac na priva, jakby co.


    --
    feminists aren’t humorless just because your jokes suck
  • heretic_969 11.08.08, 17:53
    Nie, nie mam problemów z moją seksualnością. Ale dziękuję za troskę:)
  • bene_gesserit 11.08.08, 21:05

    Smiem watpic, ale to nie temat na watek. Prosze bardzo.

    --
    -So, we’re the last feminists? Feminism dies with my generation?
    -It is to be hoped for, dear.
  • saszenka2 11.08.08, 23:46
    heretic_969 napisał:

    > A co to niby za dowód, że kilkadziesiąt ludzi sobie założy sobie
    bloga i opisze
    > swoje doświadczenia? Swoją drogą, ja też mogę założyć takiego
    bloga...
    > BTW, z tego co szybko wyczytałem wynika, że kobieta mająca ojca-
    geja już miała
    > rozwód. Nic nie sugeruję oczywiście.

    Miała rozwód i co z tego? Spójrz na znajome z hetryckich rodzin, ile
    z nich jest po rozwodzie? Też zapewne takie znajdziesz. Ludziom się
    czasami nie układa i kończą taki układ. I dobrze, bo jak wyciągną
    wnioski, to kolejny związek może być naprawdę udany.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • heretic_969 12.08.08, 00:28
    Ja wiem, ale gdyby okazało się, że dzieci wychowane w homo-rodzinach rozwodzą
    się znacznie częściej niż dzieci z heteroseksualnych rodzin, to o czymś by to
    świadczyło, prawda? Najwyraźniej byłby to dowód na to, że jednak jakieś różnice
    między tymi dziećmi istnieją i mają wpływ na dorosłe życie.
  • saszenka2 12.08.08, 23:54
    heretic_969 napisał:

    > Ja wiem, ale gdyby okazało się, że dzieci wychowane w homo-
    rodzinach rozwodzą
    > się znacznie częściej niż dzieci z heteroseksualnych rodzin, to o
    czymś by to
    > świadczyło, prawda? Najwyraźniej byłby to dowód na to, że jednak
    jakieś różnice
    > między tymi dziećmi istnieją i mają wpływ na dorosłe życie.

    A udowodniono coś takiego? Nie trzeba być wychowywanym w
    homorodzinie, żeby się rozwodzić kilkakrotnie. Kiedyś był artykuł o
    patchworkowych rodzinach. Psycholog przyznał, iż tak naprawdę
    największe szanse na szczęśliwe małżeństwo mają te pary, które stają
    na ślubnym kobiercu po raz trzeci. Nawet ciekawie to argumentował,
    osadzając to przemyśleniach związanych z doświadczeniem życiowym.
    Wiele par się rozwodzi, bo do siebie nie pasuje.Nie trzeba mieć
    wcale dwóch ojców.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • heretic_969 13.08.08, 02:44
    Ja tylko sugeruję, że bardzo wiele rzeczy pozostało niezbadanych, by wysuwać
    wnioski, że dzieci z rodzin hetero i homo niczym się nie różnią. Oczywiście, że
    rozwody zdarzają powszechnie, ale jeśli jedna grupa rozwodzi się częściej od
    innej, to znaczy, że najprawdopodobniej stoją za tym jakieś czynniki.
  • saszenka2 11.08.08, 23:31
    heretic_969 napisał:

    > Tu już nawet nie ma czego komentować, bo artykuł nie przedstawia
    żadnych
    > statystyk (generalnie opowiada o trzech nastolatkach z homorodzin,
    o których ni
    > c
    > nie wiadomo poza tym, że są szczęśliwe) jedynie jest coś takiego:
    >
    > "What antigay groups continue to ignore is the fact that nearly 50
    studies show
    > there are no significant developmental differences between the
    children of gay
    > parents and the children of straight parents."
    >
    > A o jakości jednego z tych badań napisałem posta wyżej:)

    www.youtube.com/watch?v=zjlsayMjumc
    Bardzo fajna piosenka. Nie widzę, żeby ten chłopak brzydził się
    swoimi ojcami, żeby oni się nad nim pastwili, wygląda na
    szczęśliwego.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • heretic_969 11.08.08, 02:37
    A czy nie liczy się przede
    > wszystkim szczęście dziecka, bo jeśli liczy się jego szczęście, to
    > lepiej dla niego mieć dwóch ojców, którzy go przytulą, pocieszą, gdy
    > nie pójdzie mu na zawodach sportowych.

    Bo Ty tak uważasz? A jeśli dzieciak od takiego przytulania nie będzie
    szczęśliwy, tylko dostanie wymiotów?
  • bene_gesserit 11.08.08, 02:40

    Uczucie obrzydzenia jest nabywane spolecznie.
    Jesli nie nabedzie obrzydzenia do homoseksualistow, nie dostanie
    wymiotow. Chyba, ze tacy kolesie jak ty beda go usilnie reedukowac.

    --
    'The feminist agenda is not about equal rights for women. It is
    about a socialist, anti-family political movement that encourages
    women to leave their husbands, kill their children, practice
    witchcraft, destroy capitalism and become lesbians.'
  • heretic_969 11.08.08, 02:59
    Sugerujesz, że obrzydzenie do homoseksualistów (w tym wypadku męskich) nie ma
    podłoża biologicznego?
    To w takim razie skąd się wzięło u (przynajmniej części) społeczeństwa?
  • bene_gesserit 11.08.08, 03:02

    A mozesz zlinkowac jakies badania, w ktorych udowodniono
    istnienie 'genu obrzydzenia do homoseksualistow' i wyjasnic, czemu
    mimo jego istnienia odsetek homoseksualistow jest taki sam w
    roznych kulturach?


    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • heretic_969 11.08.08, 03:35
    > A mozesz zlinkowac jakies badania, w ktorych udowodniono
    > istnienie 'genu obrzydzenia do homoseksualistow'

    Ja nic nie napisałem, że taki gen istnieje. To Ty stwierdziłaś, że obrzydzenie
    do homoseksualistów jest nabywane społecznie, a nie biologiczne. Ja się w tej
    sytuacji pytam: jak to jest to możliwe? Czyżby ludzie sobie to, ot tak po
    prostu, wmówili bez żadnej przyczyny?



  • bene_gesserit 11.08.08, 03:43

    Troche sie gubie.
    BO jesli nie jest jednak nabywany spolecznie, to skad sie bierze?
    Roboczo odrzucmy dzialanie Ducha Swietego, ok? Jesli to zrobimy, to
    wychodzi, ze bierze sie z genow. Wiec nadal czekam na na te badania.

    Obrzydzenie do gejow u czesci spoleczenstwa bierze sie, jak sadze,
    z powodu wielusetletniej dzialalnosci Kosciola. Ktory z automatu
    pietnuje kazde zachowanie seksualne nie prowadzace do prokreacji, a
    zwlaszcza takie pozaslubne. To Kosciol wdrozyl i rozpropagowal te
    optyke, ktora wsiakla tak gleboko, ze zmienia sie dopiero teraz,
    kiedy coraz wiecej narodow w coraz wiekszym stopniu sie laicyzuje i
    poddaje refleksji odziedziczone po chrzescijanstwie normy.

    W starozytnych kulturach Europy homoseksualizm nie byl pietnowany -
    przeciwnie, niekiedy byl uwazany za najwyzsza i najszlachetniejsza
    forme milosci. Jak wiec widzisz, stosunek do homo jest zmienny w
    czasie, a wiec od kultury zalezny.

    To jak z tym genem? Bo tu mozesz sobie poczytac o uczuciu
    obrzydzenia - nic nowego, ale moze nieco ci rozjasni w glowce:
    tinyurl.com/56s5vr

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • bene_gesserit 11.08.08, 15:54
    Liczylam na odpowiedz, bo mnie to naprawde ciekawi.
    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • heretic_969 11.08.08, 18:06
    > BO jesli nie jest jednak nabywany spolecznie, to skad sie bierze?
    > Roboczo odrzucmy dzialanie Ducha Swietego, ok? Jesli to zrobimy, to
    > wychodzi, ze bierze sie z genow. Wiec nadal czekam na na te badania.

    Ja niczego kategorycznie nie stwierdziłem.
    Ja po prostu sugeruję, że jeśli coś jest nabywane społecznie, to ok - ale skąd w
    takim razie to coś wzięło się u społeczeństwa? A społeczeństwo to przecież zbiór
    jednostek.

    > Obrzydzenie do gejow u czesci spoleczenstwa bierze sie, jak sadze,
    > z powodu wielusetletniej dzialalnosci Kosciola. Ktory z automatu
    > pietnuje kazde zachowanie seksualne nie prowadzace do prokreacji, a
    > zwlaszcza takie pozaslubne. To Kosciol wdrozyl i rozpropagowal te
    > optyke, ktora wsiakla tak gleboko, ze zmienia sie dopiero teraz,
    > kiedy coraz wiecej narodow w coraz wiekszym stopniu sie laicyzuje i
    > poddaje refleksji odziedziczone po chrzescijanstwie normy.

    Ja nie znam zbyt wiele religii, które miałyby pozytywny stosunek do
    homoseksualizmu, więc nie można przypisać wszystkiego kościołowi katolickiemu.
    Poza tym jest jeszcze druga sprawa. Przyjmijmy nawet, że ok, to religie stoją za
    niechęcią do gejów. Ale przecież za każdą religią stoją konkretni ludzie - skąd
    się w takim razie u nich wziął niechęć do homoseksualizmu? A poza tym, jak to
    możliwe, że skoro ludziom homoseksualizm nie przeszkadza, to tak łatwo
    zaakceptowali doktryny, które go zwalczają?

    > W starozytnych kulturach Europy homoseksualizm nie byl pietnowany -
    > przeciwnie, niekiedy byl uwazany za najwyzsza i najszlachetniejsza
    > forme milosci. Jak wiec widzisz, stosunek do homo jest zmienny w
    > czasie, a wiec od kultury zalezny.

    Oczywiście. Przy czym nasza wiedza na temat obyczajowości starożytnych kultur
    jest jednak mocno ograniczona (nieliczne źródła, często sprzeczne ze sobą), więc
    raczej nie wchodziłbym na ten teren.

  • bene_gesserit 11.08.08, 21:25
    heretic_969 napisał:

    > Ja niczego kategorycznie nie stwierdziłem.
    > Ja po prostu sugeruję, że jeśli coś jest nabywane społecznie, to
    ok - ale skąd
    > w
    > takim razie to coś wzięło się u społeczeństwa? A społeczeństwo to
    przecież zbió
    > r
    > jednostek.

    Wyjasnilam przeciez?
    Noi jesli zgodzisz sie, ze to sie nie wzielo z genow, to musialo
    powstac pod wplywem kultury. Naszej, bo w innych roznie sie
    stosunek do homoseksualistow ksztaltowal. Tresciwy rzut
    antropologiczny na temat:
    www2.fmg.uva.nl/gl/queerant.html

    > Ja nie znam zbyt wiele religii, które miałyby pozytywny stosunek
    do
    > homoseksualizmu, więc nie można przypisać wszystkiego kościołowi
    katolickiemu.

    Nie KK, ale chrzescijanstwu. Nie wszystkiego, ale niecheci do
    homoseksualistow w naszym kregu kulturowym. Jesli przeczytalesz
    zlinkowany artykul, to dowiesz sie, ze ta nienawisc to nie jest
    zjawisko powszechne, wspolne dla wszystkich kultur i wszystkich
    czasow.

    > Poza tym jest jeszcze druga sprawa. Przyjmijmy nawet, że ok, to
    religie stoją z
    > a
    > niechęcią do gejów. Ale przecież za każdą religią stoją konkretni
    ludzie - skąd
    > się w takim razie u nich wziął niechęć do homoseksualizmu?

    Homoseksualizm to lamanie jednej z X norm chrzescijanstwa - 'nie
    cudzoloz'. Notoryczni grzesznicy. Za co mieliby xianie ich kochac?

    A poza tym, jak to
    > możliwe, że skoro ludziom homoseksualizm nie przeszkadza, to tak
    łatwo
    > zaakceptowali doktryny, które go zwalczają?

    A poza tym, jak to mozliwe, ze kilkadziesiat lat temu normalni
    ludzie zaczeli - w setkach tysiecy a potem w milionach - mordowac
    innych? I jak to mozliwe, ze do dzis dnia ideologia, ktora za tym
    mordem stala ma sie dobrze, a nawet przezywa renesans?

    > Oczywiście. Przy czym nasza wiedza na temat obyczajowości
    starożytnych kultur
    > jest jednak mocno ograniczona (nieliczne źródła, często sprzeczne
    ze sobą), wię
    > c
    > raczej nie wchodziłbym na ten teren.

    A ja bym wchodzila, bo zrodel jest akurat bardzo wiele - od pism
    Platona i Herodota, przez erotyczne rysunki po utwory literackie i
    mity. Nie moze byc mowy o pomylce czy nadinterpretacji.

    --
    -So, we’re the last feminists? Feminism dies with my generation?
    -It is to be hoped for, dear.
  • heretic_969 12.08.08, 00:40
    > Noi jesli zgodzisz sie, ze to sie nie wzielo z genow, to musialo
    > powstac pod wplywem kultury.

    Ale skąd się bierze kultura?
    Być może się źle wyraziłem, albo niejasno. Ja cały czas się pytam o źródła
    niechęci do homoseksualistów, a Ty piszesz, że to sprawka religii,
    społeczeństwa, kultury.
    Ale przecież to nie jest wytłumaczenie, bo religia, społeczeństwo i kultura nie
    są narzucone człowiekowi z góry, ale to on je tworzy. Więc wynika z tego jasno,
    że przynajmniej w pewnych jednostkach niechęć do homoseksualistów ukształtowała
    się albo biologicznie, albo pod wpływem jakiś doświadczeń.
  • kot_w_zimie 12.08.08, 15:14
    Ale ostre potępienie homoseksualizmu występuje szczególnie w judaizmie i
    religiach z niego się wywodzących-chrześcijaństwie i islamie. Pogańska
    starożytność takie zachowania tolerowała a nawet afirmowała. U Żydów panował
    kult płodności i wielka troska o powiększanie liczebności narodu.
  • saszenka2 12.08.08, 23:57
    heretic_969 napisał:

    > > Noi jesli zgodzisz sie, ze to sie nie wzielo z genow, to musialo
    > > powstac pod wplywem kultury.
    >
    > Ale skąd się bierze kultura?
    > Być może się źle wyraziłem, albo niejasno. Ja cały czas się pytam
    o źródła
    > niechęci do homoseksualistów, a Ty piszesz, że to sprawka religii,
    > społeczeństwa, kultury.
    > Ale przecież to nie jest wytłumaczenie, bo religia, społeczeństwo
    i kultura nie
    > są narzucone człowiekowi z góry, ale to on je tworzy. Więc wynika
    z tego jasno,
    > że przynajmniej w pewnych jednostkach niechęć do homoseksualistów
    ukształtowała
    > się albo biologicznie, albo pod wpływem jakiś doświadczeń.
    Rodzisz się w danej kulturze, żyjesz w otoczeniu osób, które mają
    takie, a nie inne spojrzenie na otaczającą rzeczywistość, zostajesz
    wpisany w schemat. Część osób będzie niepokornych i będzie próbowała
    się z niego uwolnić, część nie zauważy, że została zamknięta w
    sztywnym schemacie, że nie miała żadnego wpływu na jego tworzenie.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • okrent9 14.08.08, 02:00
    heretic_969 napisał:

    "religia, społeczeństwo i kultura nie są narzucone człowiekowi z
    góry, ale to on je tworzy."

    Jak to nie są narzucone z góry? Oczywiście, że są. Rodzimy się w
    konkretnych społecznościach i od dziecka jesteśmy indoktrynowani
    przez przedstawicieli panującej religii, i wchłaniamy aktualną
    miejscową kulturę... Tworzyć możemy pewne nowe wzorce dopiero w
    momencie, kiedy stać nas na spojrzenie z pewnego dystansu i analizę
    istotnych faktów... Większość społeczeństwa jednak zbyt jest zajęta
    sama sobą, by mieć czas na autorefleksję. Dlatego "dziedziczymy" tak
    wiele przestarzałych, niepotrzebnych uprzedzeń. Dlatego
    społeczeństwa zmieniają się powoli.
  • saszenka2 11.08.08, 23:55
    heretic_969 napisał:

    > > BO jesli nie jest jednak nabywany spolecznie, to skad sie bierze?
    > > Roboczo odrzucmy dzialanie Ducha Swietego, ok? Jesli to zrobimy,
    to
    > > wychodzi, ze bierze sie z genow. Wiec nadal czekam na na te
    badania.
    >
    > Ja niczego kategorycznie nie stwierdziłem.
    > Ja po prostu sugeruję, że jeśli coś jest nabywane społecznie, to
    ok - ale skąd
    > w
    > takim razie to coś wzięło się u społeczeństwa? A społeczeństwo to
    przecież zbió
    > r
    > jednostek.
    >
    > > Obrzydzenie do gejow u czesci spoleczenstwa bierze sie, jak
    sadze,
    > > z powodu wielusetletniej dzialalnosci Kosciola. Ktory z automatu
    > > pietnuje kazde zachowanie seksualne nie prowadzace do
    prokreacji, a
    > > zwlaszcza takie pozaslubne. To Kosciol wdrozyl i rozpropagowal te
    > > optyke, ktora wsiakla tak gleboko, ze zmienia sie dopiero teraz,
    > > kiedy coraz wiecej narodow w coraz wiekszym stopniu sie
    laicyzuje i
    > > poddaje refleksji odziedziczone po chrzescijanstwie normy.
    >
    > Ja nie znam zbyt wiele religii, które miałyby pozytywny stosunek do
    > homoseksualizmu, więc nie można przypisać wszystkiego kościołowi
    katolickiemu.
    > Poza tym jest jeszcze druga sprawa. Przyjmijmy nawet, że ok, to
    religie stoją z
    > a
    > niechęcią do gejów. Ale przecież za każdą religią stoją konkretni
    ludzie - skąd
    > się w takim razie u nich wziął niechęć do homoseksualizmu? A poza
    tym, jak to
    > możliwe, że skoro ludziom homoseksualizm nie przeszkadza, to tak
    łatwo
    > zaakceptowali doktryny, które go zwalczają?
    >
    > > W starozytnych kulturach Europy homoseksualizm nie byl
    pietnowany -
    > > przeciwnie, niekiedy byl uwazany za najwyzsza i
    najszlachetniejsza
    > > forme milosci. Jak wiec widzisz, stosunek do homo jest zmienny w
    > > czasie, a wiec od kultury zalezny.
    >
    > Oczywiście. Przy czym nasza wiedza na temat obyczajowości
    starożytnych kultur
    > jest jednak mocno ograniczona (nieliczne źródła, często sprzeczne
    ze sobą), wię
    > c
    > raczej nie wchodziłbym na ten teren.
    >
    Bo Kościół doi kasę od ludzi, a geje nie dadzą na chrzest, na
    pierwszą komunię, na bierzmowanie, nie będą mieć dziewięciorga
    dzieci. Dziś dzieci mogą mieć, ale przed wiekami nikt o in vitro czy
    inseminacji, bankach spermy nie slyszał, więc szans na kaskę nie
    było.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • saszenka2 11.08.08, 23:35
    heretic_969 napisał:

    > Sugerujesz, że obrzydzenie do homoseksualistów (w tym wypadku
    męskich) nie ma
    > podłoża biologicznego?
    > To w takim razie skąd się wzięło u (przynajmniej części)
    społeczeństwa?

    Z kultury i strachu przed nieznanym, przed innością.
    W Grecji przed wiekami nikt homoseksualistów nie potępiał, wręcz
    przeciwnie.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • saszenka2 11.08.08, 23:25
    heretic_969 napisał:

    > A czy nie liczy się przede
    > > wszystkim szczęście dziecka, bo jeśli liczy się jego szczęście,
    to
    > > lepiej dla niego mieć dwóch ojców, którzy go przytulą, pocieszą,
    gdy
    > > nie pójdzie mu na zawodach sportowych.
    >
    > Bo Ty tak uważasz? A jeśli dzieciak od takiego przytulania nie
    będzie
    > szczęśliwy, tylko dostanie wymiotów?

    Równie dobrze Twój dzieciak dostać wymiotów od przytulania przez
    Ciebie. Po prostu nic na siłę. Jak ktoś jest dobrym rodzicem,
    oparciem, to dziecko się do niego garnie i tuli. Zawsze lubiłam się
    tulić do rodziców, babć i chrzestnego, ale niektórym ciotkom nie
    dawałam się przytulić i tyle. Lesbijkami one nie były. Po prostu
    każdy ma ludzi, których darzy sympatią, miłością i się do nich tuli
    i takich, których trzyma na dystans. Dać dzieciakowi wybór.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • six_a 11.08.08, 09:43
    >W ogóle mam takie wrażenie, że w obecnych czasach
    pojęcie "normalności" stało się czymś straszliwie wstydliwym i od
    czego należy uciec.

    ale to, dla Ciebie jest normalne, nie musi być równie normalne dla
    reszty? czy musi?

    więc to "normalne" jest mocno płynne, prawda?
    "nienormalne" łatwiej zdefiniować. "nienormalne" jest wszystko to,
    co służy jednej, zwykle marginalnej grupie, a przeszkadza i
    utrudnia życie pozostałym. w takim sensie legalne związki
    homoseksualne trudno uznać za nienormalne, ponieważ oprócz budzenia
    różnych odczuć indywidualnych, realnie nikomu nie przeszkadzają.

    czyli to, że u Ciebie wg Ciebie związki te nie będą się
    kwalifikować jako normalne, nie oznacza automatycznie, że są
    nienormalne.

    a co do promowania przez państwo. gdyby państwo było aż tak
    nastawione na silne wiązanie ludzi i produkcję potomstwa, to
    najprościej byłoby zakazać rozwodów. jakoś ku temu nie zmierza,
    więc nie sądzę, by państwo, legalizując takie czy inne związki,
    cokolwiek promowało.


    --
    prawie jak kopov
    superhero
  • okrent9 14.08.08, 00:34
    stephen_s napisał:

    "I zakaz ślubów homoseksualnych w czymś tu pomoże / przeszkodzi? To
    nie chodzi o zakaz. Raczej o to, że z punktu widzenia państwa danie
    komuś ślubu to przywilej - więc daje je się tym związkom, których
    realnie społeczeństwo potrzebuje."

    Stephen_s, wiesz, czego społeczeństwo potrzebuje? Ludzi, którzy mogą
    skupić się na pracy i tworzeniu szczęśliwych, stabilnych związków.
    Legalizacja małżeństw jednopłciowych wyzwala wcale niemałą
    statystycznie grupę osób homoseksualnych od głębokiej frustracji
    związanej z brakiem szacunku dla ich ludzkiej godności.
    Dyskryminacja tworzy frustratów. Im społeczeństwo we frustratów
    uboższe, tym szczęśliwsze.
  • saszenka2 10.08.08, 00:45
    stephen_s napisał:

    > ... bo dochodzę do wniosku, że z małżeństwami homoseksualistów też
    mam problem.
    > Z punktu widzenia wyłącznie liberalnie rozumianych praw jednostki,
    oczywiście t
    > e
    > śluby są OK - bo dają homoseksualistom szczęście. Jednak z punktu
    widzenia
    > społeczeństwa już niekoniecznie, tak samo jak np. zalegalizowane
    konkubinaty -
    > społeczeństwo tak naprawdę potrzebuje stabilnych, (wielo)dzietnych
    związków, bo
    > bez nich wymrze po prostu. To jest brutalne, ale taka jest chyba
    prawda...
    >
    > Ja osobiście powiem tak: znam argumenty za homoseksualnymi
    małżeństwami, ale
    > mimo nich po prostu nie jestem w stanie przemóc wątpliwości, czy
    powinno się na
    > nie pozwalać. Może wyłazi ze mnie konserwa, ale naprawdę ostatnio
    częściej
    > nachodzi mnie myśl, że homoseksualne małżeństwa po prostu
    sprzeczne z tym, co m
    > i
    > się wydaje, hm, normalne.
    >
    Ty zawsze miałeś konserwatywne poglądy, choć temu zaprzeczałeś,
    teraz jesteś to w stanie przyznać. To już jakaś zmiana.
    A czy całe nasze życie ma być podporządkowane "dobru społeczeństwa"?
    Chciałbyś zrobić z nas drugie państwo hitlerowskie, gdzie dla "dobra
    społeczeństwa" kobiety miały rodzić jak najwięcej "Aryjczyków
    czystej krwi". Prawa jednostki i ich wolność są ważniejsze od "dobra
    narodu"? Bo co ci daje naród? Żywi Cię, ubiera? Dlaczego masz się
    kierować tym, aby naród był liczny?

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • bene_gesserit 10.08.08, 00:48
    Kiedys wdalam sie w dluzsza dyskusje z pania, ktora tez wskazywala
    na 'dobro spoleczne' jako argument koronny i decydujacy. Chodzilo o
    zebrakow i bezdomnych - jako nieprodukujacych zadnego dobra
    spolecznego glosowalaby ona za jakims humanitarnym sposobem
    definitywnego sie ich pozbycia. Zamilkla dopiero wtedy, kiedy
    spytalam, czy zdecydowalaby sie na eutanazje, kiedy np choroba
    uniemozliwilaby jej wytwarzanie spolecznego dobra.

    Imho przesada to najgorszy z faszyzmow.
    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • saszenka2 10.08.08, 00:55
    bene_gesserit napisała:

    > Kiedys wdalam sie w dluzsza dyskusje z pania, ktora tez wskazywala
    > na 'dobro spoleczne' jako argument koronny i decydujacy. Chodzilo
    o
    > zebrakow i bezdomnych - jako nieprodukujacych zadnego dobra
    > spolecznego glosowalaby ona za jakims humanitarnym sposobem
    > definitywnego sie ich pozbycia. Zamilkla dopiero wtedy, kiedy
    > spytalam, czy zdecydowalaby sie na eutanazje, kiedy np choroba
    > uniemozliwilaby jej wytwarzanie spolecznego dobra.
    >
    > Imho przesada to najgorszy z faszyzmow.

    Nikt nie ma obowiązku dawać czegoś społeczeństwu. Za co? Z jakiej
    racji? Jak to mój tato zwykł mawiać:"Naród cię nie wyżywi, nie
    ubierze, nie przytuli, gdy będzie ci źle". I to jest prawda. Trzeba
    się kierować przede wszystkim własnym dobrem i dobrem bliskich osób,
    bo to one nam pomogą, kiedy znajdziemy się na zakręcie.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • stephen_s 10.08.08, 01:50
    > Nikt nie ma obowiązku dawać czegoś społeczeństwu. Za co? Z jakiej
    > racji? Jak to mój tato zwykł mawiać:"Naród cię nie wyżywi, nie
    > ubierze, nie przytuli, gdy będzie ci źle".

    Rozumiem, że sama sobie szyjesz ubrania, przyrządzasz jedzenie z własnoręcznie
    upolowanej dziczyzny itd.?

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • bene_gesserit 10.08.08, 02:02
    Nie, wszystko dostaje od spoleczenstwa za darmo, z milosci i z
    checi spoleczenstwa, by byla odziana, obuta i nakarmiona.


    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • stephen_s 10.08.08, 02:18
    Oczywiście, że nie dostaje tego za darmo. Tym niemniej dostaje.

    Sorry, ale człowiek współczesny nie jest w stanie przeżyć bez pomocy innych. Nie
    rozumiem, jak możecie to negować i udawać, że społeczeństwu nic nie
    zawdzięczacie. Jedzenie, ubrania, leki, mieszkania, że o kulturze nie wspomnę,
    spada Wam z nieba..?

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • bene_gesserit 10.08.08, 02:25
    Nie, nie dostaje. Kupuje. Tak samo jak kupuje aparat prawny,
    socjal, wyksztalcenie dla dzieci, dzialajace wiezienia, rzad itd.
    Gdyby moi rodzice, a potem ja nie placilibysmy podatkow, byli bysmy
    tego wszystkiego pozbawieni.
    Troche jakbys mi wyrzucal, ze nie czuje wdziecznosci do firmy ecco,
    w ktorej sklepie kupilam sobie fantastyczne nowe buciki.
    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • stephen_s 10.08.08, 02:47
    Nie chodzi o czucie wdzięczności, ale o świadomość, że jesteśmy zależni od
    reszty społeczeństwa. I jeśli społeczeństwo się stoczy, to my też to odczujemy.

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • bene_gesserit 10.08.08, 02:57

    No, czyli caly czas jestesmy w relacji handlowej.
    Spoleczenstwo ma sei nie staczac, bo mi bedzie zle. Jesli daje cos
    spoleczenstwu, to po to, zeby sie nie stoczylo, i zeby mi bylo
    dobrze.
    Zadzwonie do tego sklepu i podziekuje za buciki, bo sa superowskie.

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • stephen_s 10.08.08, 11:26
    > No, czyli caly czas jestesmy w relacji handlowej.
    > Spoleczenstwo ma sei nie staczac, bo mi bedzie zle. Jesli daje cos
    > spoleczenstwu, to po to, zeby sie nie stoczylo, i zeby mi bylo
    > dobrze.

    A nie?

    Oczywiście, jest też inny powód, dla których wypada coś dawać społeczeństwu -
    to, że społeczeństwo jest wartością samą w sobie. Ale rozumiem, że jak o tym
    zacznę mówić, to znowu zaczną się porównania do Hitlera...

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • bene_gesserit 10.08.08, 13:34

    Nie wiem, co ma do tego Hitler, ale dla mnie spoleczenstwo nie jest
    wartoscia sama w sobie. Dlatego ciekawa jestem, o jaka konkretnie
    wartosc ci chodzi, co jest takiego 'samego w sobie' w
    spoleczenstwie fajnego. Hm?

    --
    cute but psycho. things even out
  • saszenka2 10.08.08, 23:45
    stephen_s napisał:

    > > No, czyli caly czas jestesmy w relacji handlowej.
    > > Spoleczenstwo ma sei nie staczac, bo mi bedzie zle. Jesli daje
    cos
    > > spoleczenstwu, to po to, zeby sie nie stoczylo, i zeby mi bylo
    > > dobrze.
    >
    > A nie?
    >
    > Oczywiście, jest też inny powód, dla których wypada coś dawać
    społeczeństwu -
    > to, że społeczeństwo jest wartością samą w sobie. Ale rozumiem, że
    jak o tym
    > zacznę mówić, to znowu zaczną się porównania do Hitlera...
    >
    Argumentacja, że jest to "dobro samo w sobie" do mnie nie
    przemawia. "Wojsko dobre samo w sobie" "Kościól dobry sam w sobie".
    Wszystko można tak podsumować.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • saszenka2 10.08.08, 23:37
    bene_gesserit napisała:

    > Nie, nie dostaje. Kupuje. Tak samo jak kupuje aparat prawny,
    > socjal, wyksztalcenie dla dzieci, dzialajace wiezienia, rzad itd.
    > Gdyby moi rodzice, a potem ja nie placilibysmy podatkow, byli
    bysmy
    > tego wszystkiego pozbawieni.
    > Troche jakbys mi wyrzucal, ze nie czuje wdziecznosci do firmy
    ecco,
    > w ktorej sklepie kupilam sobie fantastyczne nowe buciki.
    Mam takie same refleksje. Nie będę wynosiła pod
    niebiosa "Deichmanna" i padała przed nim na kolana, bo zapłaciwszy
    120 zł, mogłam zabrać ze sobą upatrzone buty. To czysta relacja
    handlowa.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • saszenka2 10.08.08, 23:31
    stephen_s napisał:

    > Oczywiście, że nie dostaje tego za darmo. Tym niemniej dostaje.
    >
    > Sorry, ale człowiek współczesny nie jest w stanie przeżyć bez
    pomocy innych. Ni
    > e
    > rozumiem, jak możecie to negować i udawać, że społeczeństwu nic nie
    > zawdzięczacie. Jedzenie, ubrania, leki, mieszkania, że o kulturze
    nie wspomnę,
    > spada Wam z nieba..?
    >
    Mieszkanie zawdzięczam mojemu tacie i mamie, którzy mi je kupili.
    Jedzenie zawdzięczam swojej pracy, także dodatkowym zleceniom,
    odzież tak samo. Nikt mi tego za darmo nie daje, tak samo, jak ja za
    darmo dla nikogo nie świadczę usług. To czysty biznes i ekonomia.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • saszenka2 10.08.08, 23:26
    stephen_s napisał:

    > > Nikt nie ma obowiązku dawać czegoś społeczeństwu. Za co? Z jakiej
    > > racji? Jak to mój tato zwykł mawiać:"Naród cię nie wyżywi, nie
    > > ubierze, nie przytuli, gdy będzie ci źle".
    >
    > Rozumiem, że sama sobie szyjesz ubrania, przyrządzasz jedzenie z
    własnoręcznie
    > upolowanej dziczyzny itd.?
    >
    Ale to wszystko mam za swoją kasę, a owe materiały i żywność
    wyprodukowali także Hiszpanie, Grecy, Chińczycy.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • stephen_s 11.08.08, 00:10
    > Ale to wszystko mam za swoją kasę, a owe materiały i żywność
    > wyprodukowali także Hiszpanie, Grecy, Chińczycy.

    I co z tego? Tak czy siak, są to inni ludzie. Od ich istnienia jest zależne
    Twoje istnienie.

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • bene_gesserit 11.08.08, 00:31


    No tak.
    Bez istnienia innych ludzi w postaci matki i ojca, nie byloby mnie
    na swiecie. Co nie oznacza, ze kapuje to 'samo w sobie', bo nie
    kapuje :)

    --
    śpiewali kiepsko, ale bronili swego prawa do fałszowania
  • saszenka2 11.08.08, 01:02
    stephen_s napisał:

    > > Ale to wszystko mam za swoją kasę, a owe materiały i żywność
    > > wyprodukowali także Hiszpanie, Grecy, Chińczycy.
    >
    > I co z tego? Tak czy siak, są to inni ludzie. Od ich istnienia
    jest zależne
    > Twoje istnienie.
    >
    Niekoniecznie. Gdybyś mieszkał na wsi odległej od wszelkich
    zabudowań, to mógłbyś sam uprawiać np. marchew, sałatę, ziemniaki.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • stephen_s 10.08.08, 01:48
    > Ty zawsze miałeś konserwatywne poglądy, choć temu zaprzeczałeś,
    > teraz jesteś to w stanie przyznać.

    Jakbym miał konserwatywne poglądy, to nie byłbym za równouprawneinei kobiet :P

    > A czy całe nasze życie ma być podporządkowane "dobru społeczeństwa"?
    > Chciałbyś zrobić z nas drugie państwo hitlerowskie, gdzie dla "dobra
    > społeczeństwa" kobiety miały rodzić jak najwięcej "Aryjczyków
    > czystej krwi".

    Nie sprowadzaj wszystkiego do skrajności.

    Dobro społeczeństwa jest ważne, bo bez społeczeństwa pojedyncze jednostki nie
    przeżyją.

    > Bo co ci daje naród? Żywi Cię, ubiera?

    A nie?

    > Dlaczego masz się
    > kierować tym, aby naród był liczny?

    O liczność tu nie idzie, ale zapobieganie starzeniu się społeczeństwa. Które ma
    wymierne negatywne skutki.

    Poza tym, może to staroświeckie, ale wolałbym, by ludzkość jednak nie wymarła :)

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • saszenka2 10.08.08, 23:25
    stephen_s napisał:

    > > Ty zawsze miałeś konserwatywne poglądy, choć temu zaprzeczałeś,
    > > teraz jesteś to w stanie przyznać.
    >
    > Jakbym miał konserwatywne poglądy, to nie byłbym za
    równouprawneinei kobiet :P
    >
    > > A czy całe nasze życie ma być podporządkowane "dobru
    społeczeństwa"?
    > > Chciałbyś zrobić z nas drugie państwo hitlerowskie, gdzie
    dla "dobra
    > > społeczeństwa" kobiety miały rodzić jak najwięcej "Aryjczyków
    > > czystej krwi".
    >
    > Nie sprowadzaj wszystkiego do skrajności.
    >
    > Dobro społeczeństwa jest ważne, bo bez społeczeństwa pojedyncze
    jednostki nie
    > przeżyją.
    >
    > > Bo co ci daje naród? Żywi Cię, ubiera?
    >
    > A nie?
    >
    > > Dlaczego masz się
    > > kierować tym, aby naród był liczny?
    >
    > O liczność tu nie idzie, ale zapobieganie starzeniu się
    społeczeństwa. Które ma
    > wymierne negatywne skutki.
    >
    > Poza tym, może to staroświeckie, ale wolałbym, by ludzkość jednak
    nie wymarła :
    > )
    >
    Steph, to nie idź jutro do roboty i czekaj, aż dostaniesz chleb,
    wodę mineralną, adidasy od "narodu". To, co jesz, to efekt Twojej
    pracy, bo zarobiłeś kasę, aby móc kupić tę żywność.
    Nie sprowadzam do skrajności. Hitler też chciał, żeby społeczeństwo
    rosło w liczebność, w tym celu macica kobiety stała się niemalże
    dobrem narodowym.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • stephen_s 11.08.08, 00:09
    Steph, to nie idź jutro do roboty i czekaj, aż dostaniesz chleb,
    > wodę mineralną, adidasy od "narodu". To, co jesz, to efekt Twojej
    > pracy, bo zarobiłeś kasę, aby móc kupić tę żywność.

    Ale nie wytwarzam tej żywności sam! Jasne, kupuję ją - ale jeśli ktoś inny jej
    nie wytworzy, to cała kasa tego świata nie sprawi, że to jedzenie się pojawi na
    moim stole.

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • saszenka2 11.08.08, 01:01
    stephen_s napisał:

    > Steph, to nie idź jutro do roboty i czekaj, aż dostaniesz chleb,
    > > wodę mineralną, adidasy od "narodu". To, co jesz, to efekt Twojej
    > > pracy, bo zarobiłeś kasę, aby móc kupić tę żywność.
    >
    > Ale nie wytwarzam tej żywności sam! Jasne, kupuję ją - ale jeśli
    ktoś inny jej
    > nie wytworzy, to cała kasa tego świata nie sprawi, że to jedzenie
    się pojawi na
    > moim stole.
    >

    Ale gdybyś żył sam na Ziemi, to nie musiałbyś płacić za jabłka
    zrywane z drzewa. Ty im dajesz jakąś usługę, np. nową technologię,
    dzięki której żywność się nie psuje, oni Ci dają jabła i jajka.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • bene_gesserit 11.08.08, 00:32


    Stefa, kto jak kto, ale ty akurat masz najmniejsze prawo do
    pouczania innnych, jak sie powinno dyskutowac, panie 'tak
    czuje'/'taka jest moja intuicja'.

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • stephen_s 11.08.08, 00:35
    Ja nie pouczam. Ja wskazuje, że Saszenka wg mnie może popełniać błąd logiczny,
    który został napiętnowany już w 1950 roku. :)

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • bene_gesserit 11.08.08, 01:11

    Ty sie wez sam napietnuj najpierw :)

    --
    Moja mama ma Nobla z fizyki, mój tata pracuje w przedszkolu.
  • saszenka2 11.08.08, 01:12
    stephen_s napisał:

    > Saszenka - wiesz, co to jest prawo Godwina? Oraz "reductio ad
    Hitlerum"?
    >
    > pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Godwina
    > en.wikipedia.org/wiki/Reductio_ad_Hitlerum
    >
    > Zastanów się, proszę, czy to nie stosuje się do tego, co Ty do
    mnie piszesz.
    >
    Stefek, a słyszałeś o czymś takim, jak naginanie świata do własnego
    widzimisię? Wszystko ma byc tak, jak ja chcę, bo "tylko moja
    moralność jest moralnością"? Ty i kler uważacie, że macie prawo
    dyktować innym, jak mają żyć. Że trzeba dążyć do prokreacji, że
    najlepiej, żeby geje nie zawierali małżeństw, bo to "nie całkiem
    normalne". Każdy powinien żyć, jak chce i dopóki nie robi nikomu
    krzywdy, reszcie nic do tego. Dyktatorów świat miał już wielu. Nie
    podoba Ci się Szwecja, bo ma zbyt daleko idące ustawy, a sam chcesz
    decydować o życiu innych ludzi.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • znana.jako.ggigus 10.08.08, 21:34
    malo normalne
    ale dlaczego Twoje zdanie ma byc wiazace dla innych?
    sa jakies przeslanki
    --
    Nie wierze, ze cos przynosci szczescie. To przynosi pecha.
    (moje dosc dowolne tlumaczenie wypowiedzi trenera francuskiej reperezentacji
    przed jej ostatnim meczem na ME 2008. Niestety).
  • stephen_s 11.08.08, 00:06
    Mam wrażenie, że wracamy do starej dyskusji na temat relatywizmu...

    Po prostu są kwestie, gdzie trudno wg mnie uznać, że ja mam swoje zdanie, a cała
    reszta świata niech robi, jak uważa. W pewnych kwestiach trzeba powiedzieć, że
    się coś uważa za niewłaściwe i że nie chce się, by inni coś robili.

    --
    Bazgroły na poddaszu - mój blog
    (aktualnie w zawieszeniu)
  • saszenka2 11.08.08, 00:58
    stephen_s napisał:

    > Mam wrażenie, że wracamy do starej dyskusji na temat relatywizmu...
    >
    > Po prostu są kwestie, gdzie trudno wg mnie uznać, że ja mam swoje
    zdanie, a cał
    > a
    > reszta świata niech robi, jak uważa. W pewnych kwestiach trzeba
    powiedzieć, że
    > się coś uważa za niewłaściwe i że nie chce się, by inni coś robili.
    >

    I znowu Stefek chce dyktować światu swoje "jedynie słuszne normy",
    bo nie wie, czy to właściwe, ale "wydaje mu się", że to "ma sens
    samo w sobie", aby wszystkich upychać w pewnych schematach.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • saszenka2 10.08.08, 00:42
    heretic_969 napisał:

    > Państwo ma tylko jedno zadanie, stworzyć podstawy prawne do
    > > zawarcia związku pomiędzy dwoma osobami tej samej płci.
    >
    > Ale dlaczego ma to robić? Poza tym skutki prawne decyzji
    państwowych odczuje
    > całe społeczeństwo.
    >
    > Do tego, kto
    > > z kim i z jakich przyczyn bierze ślub nie powinno się mieszać.
    >
    > Czyli rozumiem, że przeciw małżeństwom poligamicznym nic nie masz?
    >
    > Jak
    > > się komuś ślub gejow nie podoba, to niech na niego nie idzie, ani
    > > sam nie bierze, ale wara mu od tego, że dwoje dorosłych ludzi
    chce
    > > zalegalizować swój związek.
    >
    > Aha, czyli można się z czymś nie zgadzać, ale trzeba zaakceptować
    przeciwny
    > pogląd, tak? Powiedz mi, dlaczego przeciwnicy homomałżeństw mają
    ulegać ich
    > zwolennikom?
    Bo przeciwnicy odbierają jedno z fundamentalnych praw parom
    homoseksualnym, jednocześnie nikogo do ślubu homoseksualnego nie
    przymuszając. Nie podoba Ci się taki ślub, to go sobie nie bierz,
    ale nie ograniczaj prawa do tworzenia rodzin z formalnego punktu
    widzenia parom homoseksualnym.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • heretic_969 10.08.08, 02:23
    > Bo przeciwnicy odbierają jedno z fundamentalnych praw parom
    > homoseksualnym,

    Jakich praw? Bo małżeństwo to przywilej, nie prawo. Przywilej, który z czegoś
    wynika (funkcja prokreacyjna). Co prawda nie wszystkie pary hetero mają dzieci,
    ale to nie jest argument za małżeństwami homoseksualnymi, tylko za tym, by
    przywileje przyznawać parom mającym dzieci.

    Nie podoba Ci się taki ślub, to go sobie nie bierz,
    > ale nie ograniczaj prawa do tworzenia rodzin z formalnego punktu
    > widzenia parom homoseksualnym.

    Nie mam nic przeciwko ślubom homoseksualistów, dopóki jest to ich prywatna
    sprawa. I nie ograniczam im prawa do tworzenia rodzin. Oni sami sobie
    dobrowolnie to robią.
  • bene_gesserit 10.08.08, 02:37
    heretic_969 napisał:

    > Co prawda nie wszystkie pary hetero mają dzieci,
    > ale to nie jest argument za małżeństwami homoseksualnymi, tylko
    za tym, by
    > przywileje przyznawać parom mającym dzieci.

    To jest swietny pomysl.
    Malzenstwo - przywilej sam w sobie i zwiazane z nim rozne
    udogodnienia spoleczne - mogloby przyslugiwac tylko tym, ktorzy
    maja dzieci. Wiec ludzie robiliby sobie dzieci, zeby miec
    przepustke do np prawa wspolnej ulgi podatkowej. To jest swietnie
    pomyslane, wuju.

    Czy przewidujesz przywileje tylko dla tych, ktorzy urodza i
    wychowaja, czy dostana je rowniez ci, ktorzy urodza dziecko dla
    ojczyzny, poczym oddadza je ojczyznie na wychowanie? Bo roznie bywa.


    --
    Spytaj swojego lekarza o chorobę Aliuszki. W sieci tego nie
    znajdziesz. ba_nita na fk
  • heretic_969 10.08.08, 02:41
    > Czy przewidujesz przywileje tylko dla tych, ktorzy urodza i
    > wychowaja, czy dostana je rowniez ci, ktorzy urodza dziecko dla
    > ojczyzny, poczym oddadza je ojczyznie na wychowanie? Bo roznie bywa.

    Oczywiście, że mam na myśli te pary, co mają dzieci czyli je płodzą a potem
    wychowują. Ciotko.
  • bene_gesserit 10.08.08, 02:46

    Wyobrazam sobie, jak to jest byc dzieciakiem urodzonym dla
    ojczyzny, w zaleznosci od jej potrzeby urodzic sie Malym zolnierzem
    (wrzuc w przegladarke Motherhood Cross, bo to stary pomysl jest)
    albo trywialnym malym Platnikiem Podatkow. Dziecko z obowiazku,
    dziecko jako przepustka do podatkowego i prawnego raju rodzicow.
    Trzebaby chyba dla tego pokolenia stworzyc by bylo jakis
    ultrakompleksowy system opieki terapeutycznej od urodzenia do
    smierci. Przedni pomysl, wszyscy niespelnieni psychologowie by sie
    zalapali i jeszcze bysmy musieli importowac z Chin czy skads.

    --
    Porn is cheaper than dating.
  • heretic_969 10.08.08, 02:53
    Ludzie płodzą dzieci głownie dla siebie, i nie wiem, co państwo musiałoby
    zrobić, by stało się inaczej. Może rozdawać becikowe po milion złotych? Ale
    budżet by nie wytrzymał.
    Tu nie chodzi o płodzenie dzieci dla ojczyzny, tylko o wspieranie pewnych zachowań.
  • bene_gesserit 10.08.08, 02:59

    Jesli = tak jak w twoim projekcie - dziecko byloby jedyna
    przepustka do pewnych istotnych przywilejow, z pewnoscia znalezliby
    sie liczni chetni na posiadanie potomstwa jako przepustki do
    przywilejow.

    --
    dont hejt de pleja, hejt de gejm
  • heretic_969 10.08.08, 03:08
    Ale posiadanie potomstwa to jedno, a wychowanie to drugie. Nigdzie nie
    napisałem, że przywileje mają obejmować tych, co spłodzą dziecko a potem je oddadzą.
  • kocia_noga 10.08.08, 07:17
    heretic_969 napisał:

    nie
    > napisałem, że przywileje mają obejmować tych, co spłodzą dziecko a
    potem je odd
    > adzą.



    Sam pomysł udzielania slubu tylko rodzicom którzy wykazali,że
    opiekuja się dziećmi jest świetny, ale istnieje w twojej głowie
    jedynie :)
    Ale poza dobrem jakim są nowi członkowie społeczeństwa, istnieją tez
    inne dobra, mierzalne jaknajbardziej. I to te dobra wzrosną, kiedy
    jakaś ilość ludzi będzie mogła zawrzeć ze sobą małżeństwo.
    Ilośc niewielka,dodam.
    A co do dzieci i ich dobra, to wiadomo że niektórzy ludzie są bardzo
    złymi rodzicami i cechy świadczące o tym łatwo stwierdzić, więc
    dlaczego nie ma żadnej społecznej energii skierowanej pzreciwko
    małżeństwom pzremocowców albo alkoholików, narkomanów, psychopatów,
    a krzyk się rozlega, z powodu par homoseksualnych?
    ja wiem, ale nie powiem, spróbuj ty.
    --
    prawdziwe damy alkohol piją z filiżanek nie z nocnika
  • heretic_969 10.08.08, 17:16
    > Sam pomysł udzielania slubu tylko rodzicom którzy wykazali,że
    > opiekuja się dziećmi jest świetny, ale istnieje w twojej głowie
    > jedynie :)

    Nie ślubu, a pewnych przywilejów, głównie podatkowych.

    > Ale poza dobrem jakim są nowi członkowie społeczeństwa, istnieją tez
    > inne dobra, mierzalne jaknajbardziej. I to te dobra wzrosną, kiedy
    > jakaś ilość ludzi będzie mogła zawrzeć ze sobą małżeństwo.
    > Ilośc niewielka,dodam.

    Ale jakie są to dobra? Myślałem, że związki ludzi to wyłącznie ich sprawa. Co
    niby dobrego wyniknie dla innych, że ktoś z kim się ożeni? Bo korzyści, jakie
    odnosi społeczeństwo w wyniku większej dzietności - zwłaszcza, gdy ta jest
    fatalna, jak w Polsce - są oczywiste.

    > A co do dzieci i ich dobra, to wiadomo że niektórzy ludzie są bardzo
    > złymi rodzicami i cechy świadczące o tym łatwo stwierdzić, więc
    > dlaczego nie ma żadnej społecznej energii skierowanej pzreciwko
    > małżeństwom pzremocowców albo alkoholików, narkomanów, psychopatów,
    > a krzyk się rozlega, z powodu par homoseksualnych?

    Pewnie dlatego, że rodziny patologiczne istniały od zawsze, a "rodziny"
    homoseksualne to nowy wynalazek.
    I nie sądzę, by nie było nagonki. Wręcz przeciwnie, prawo w cywilizowanych
    krajach rodzinom patologicznym raczej nie sprzyja.
  • kocia_noga 10.08.08, 19:47
    heretic_969 napisał:
    Co
    > niby dobrego wyniknie dla innych, że ktoś z kim się ożeni? Bo
    korzyści, jakie
    > odnosi społeczeństwo w wyniku większej dzietności - zwłaszcza, gdy
    ta jest
    > fatalna, jak w Polsce - są oczywiste.

    Niekoniecznie oczywiste.Weź np pod uwagę dzietnośc meneli czy
    czcigodnych Romów - nie korzyści, lecz obciążenie dla społeczeństwa.
    A szczęście chocby pojedynczego człowieka to jego lepsze zdrowie,
    lepsze kontakty z innymi, lepsza praca.


    --
    prawdziwe damy alkohol piją z filiżanek nie z nocnika
  • heretic_969 11.08.08, 02:45
    > Niekoniecznie oczywiste.Weź np pod uwagę dzietnośc meneli czy
    > czcigodnych Romów - nie korzyści, lecz obciążenie dla społeczeństwa.

    Stuprocentowa racja, faktycznie, chyba przesadziłem z tym dobrodziejstwem
    dzietności.

    > A szczęście chocby pojedynczego człowieka to jego lepsze zdrowie,
    > lepsze kontakty z innymi, lepsza praca.

    Z tą pracą to niekoniecznie, często człowiek nieszczęśliwy wpada w pracoholizm,
    by zapomnieć o troskach...
    Ale małżeństwo służy tak naprawdę tylko jednemu: przyczynia się trwałości
    związku. Jeśli ktoś jest nieszczęśliwy, to małżeństwo mu nie pomoże, a jeżeli
    jest szczęśliwy, to małżeństwo mu nie jest potrzebne.
  • saszenka2 11.08.08, 23:27
    heretic_969 napisał:

    > > Niekoniecznie oczywiste.Weź np pod uwagę dzietnośc meneli czy
    > > czcigodnych Romów - nie korzyści, lecz obciążenie dla
    społeczeństwa.
    >
    > Stuprocentowa racja, faktycznie, chyba przesadziłem z tym
    dobrodziejstwem
    > dzietności.
    >
    > > A szczęście chocby pojedynczego człowieka to jego lepsze zdrowie,
    > > lepsze kontakty z innymi, lepsza praca.
    >
    > Z tą pracą to niekoniecznie, często człowiek nieszczęśliwy wpada w
    pracoholizm,
    > by zapomnieć o troskach...
    > Ale małżeństwo służy tak naprawdę tylko jednemu: przyczynia się
    trwałości
    > związku. Jeśli ktoś jest nieszczęśliwy, to małżeństwo mu nie
    pomoże, a jeżeli
    > jest szczęśliwy, to małżeństwo mu nie jest potrzebne.
    Ale małżeństwo to fantastyczny symbol przejścia dla niektórych par
    na wyższy poziom. Nie każdy go potrzebuje, ale niektórzy jak
    najbardziej. I takie wydarzenie może być dla nich czymś
    wzmacniającym dodatkowo związek.

    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • bene_gesserit 10.08.08, 13:39

    No nie, oni moga to dziecko zatrzymac. Jesli by je urodzili po to,
    zeby otrzymac przywileje, to jesli do zatrzymania przywilejow to
    dziecko nadal byloby im potrzebne, to pewnie by je trzymali.

    Wyzej pytalam sie o jakosc takiego 'trzymania dziecka', poniewaz
    mam watpliwosci, czy motywacja splodzenia i 'wychowywania' dziecka-
    przepustki nie stworzylaby jednostki (a raczej pokolenia jednostek)
    z licznymi zaburzeniami emocjonalno-psychicznymi - od nerwic przez
    borderline'y po ciezkie jakies schizofrenie. Czy w twojej wizji
    jest miejsce na kontrolowanie jakosci wychowania? Bo jesli nie, to
    naprawde mozna sie na jej realizacji przejechac - opieka
    psychiatryczna nad pokoleniem bylaby bardzo kosztowna, a i pozytku
    z pacjentow psychiatryka dla spoleczenstwa niewiele.


    --
    Porn is cheaper than dating.
  • saszenka2 10.08.08, 23:35
    heretic_969 napisał:

    > > Bo przeciwnicy odbierają jedno z fundamentalnych praw parom
    > > homoseksualnym,
    >
    > Jakich praw? Bo małżeństwo to przywilej, nie prawo. Przywilej,
    który z czegoś
    > wynika (funkcja prokreacyjna). Co prawda nie wszystkie pary hetero
    mają dzieci,
    > ale to nie jest argument za małżeństwami homoseksualnymi, tylko za
    tym, by
    > przywileje przyznawać parom mającym dzieci.
    >
    > Nie podoba Ci się taki ślub, to go sobie nie bierz,
    > > ale nie ograniczaj prawa do tworzenia rodzin z formalnego punktu
    > > widzenia parom homoseksualnym.
    >
    > Nie mam nic przeciwko ślubom homoseksualistów, dopóki jest to ich
    prywatna
    > sprawa. I nie ograniczam im prawa do tworzenia rodzin. Oni sami
    sobie
    > dobrowolnie to robią.
    Ale dlaczego wszystko ma się do prokreacji? Jesteśmy szczurami, czy
    ludźmi? Ślub to element kultury, a nie biologii. Ludzie stworzyli
    taką kulturę, w której formalizuje się związek. I ludzie dowolnej
    orientacji powinni mieć do tego prawo, by przeżyć to niezwykłe
    wydarzenie, jeśli tylko zechcą.
    --
    www.bogactworoznorodnosci.blox.pl
  • herkus-monte 08.08.08, 05:51
    teraz tylko czekac na "chrzest humanistyczny" hehe ;)
  • pavvka 08.08.08, 09:07
    Bo oczywiście śluby nie istniały zanim ich KK nie wynalazł.
    --
    Chcę swój szyk jak dama mieć
    i jak moja ciocia Jadzia
    z wrażliwości mdleć!
  • kocia_noga 08.08.08, 09:28
    ani chrzciny :)
    --
    prawdziwe damy alkohol piją z filiżanek nie z nocnika
  • pavvka 08.08.08, 09:34
    Na nazwę 'chrzciny' chyba jednak chrześcijaństwo ma copyright (co
    nie znaczy, że nie było/ nie ma podobnych obrzędów w innych
    religiach).
    --
    Chcę swój szyk jak dama mieć
    i jak moja ciocia Jadzia
    z wrażliwości mdleć!
  • kocia_noga 08.08.08, 09:48
    No wiem, ale nie chciało mi się pisać "obrzęd przyjmowania
    nowourodzonego członka do społeczności".
    --
    prawdziwe damy alkohol piją z filiżanek nie z nocnika
  • magnusg 08.08.08, 10:43
    z rowiesniczka,czyli 9 albo 10-latka:))
    To mniej wiecej cos podobnego jak slub tych dwoch lesb.
    Takie same skutki prawne i taki sam poziom blazenady.

    --
    -"Tak w ogóle to lubię sobie poleniuchować, nie mam manii
    prześladowczej, że ciągle muszę coś robić. Na przykład lubię leżeć w
    łóżku i patrzeć bezmyślnie w sufit„-Donald Tusk.

    -65% nowych zakazen HIV w 2007 roku w Niemczech przypada na
    pederastow.
  • wzr1 12.08.08, 23:16
    > z rowiesniczka,czyli 9 albo 10-latka:))
    > To mniej wiecej cos podobnego jak slub tych dwoch lesb.
    > Takie same skutki prawne i taki sam poziom blazenady.

    Skutki prawne takie same, błazsenada podobna dla normalnych, gorzej
    z tymi oświeconymi co mylą pojęcia i rodziną chcą nazwać coś co już
    na samym początku jest uschłą gałęzia. A jeszcze łamią konstytucje

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka