Dodaj do ulubionych

Zespół wazowagalny- jak sobie radzicie???

23.05.10, 22:50
Od kilku lat mam zdiagnozowany zespół wazowagalny i do niedawna nie był to dla mnie wielki problem. Po prostu unikałam pewnych sytuacji (stanie, stres itd) i było ok, albo ewentualnie mdlałam i też jakoś sobie radziłam, bo nie zdarzało się to często. Teraz jestem mamą dwójki małych dzieci (3 i 1 l.) i niesety zaczynam się trochę bać... Jeszcze nic złego się nie stało, ale coraz trudniej jest unikać potencjalnych zagrożeń: idę z dzieckiem do lekarza i muszę stać pół godziny w zatłoczonym korytarzu, jestem w markecie, mały w wózku a kolejka do kasy gigantyczna, o pójściu z dziećmi do kościoła to nawet nie wspominam.
Proszę napiszcie jak sobie radzicie i czy macie jakieś sprawdzone patenty?
Nie wyobrażam sobie np. przekonywania starszych ode mnie osób, że jestem chora i muszę siedzieć.
Edytor zaawansowany
  • afroddytta 25.05.10, 22:36
    Czy nikt nie ma takich problemów??? Proszę pomóżcie!!!
  • Gość: Gość IP: *.range86-141.btcentralplus.com 26.05.10, 19:25
    Hej Afroddytto, u mnie równiez zdiagnozowano zespól wazowagalny,
    okolo 5 lat temu. I podobnie jak ty unikam zatloczonych miejsc.
    Jednak teraz jestem w ciazy i szukam informacji na temat przebiegu
    ciazy i porodu. Zastanawiam sie czy ta choroba moze spowodowac
    komplikacje. Czy mozesz mi powiedziec jak to wygladalo w Twoim
    przypadku? Anka
  • afroddytta 26.05.10, 20:54
    Cieszę się, że się odezwałaś, miło wreszcie pogadać z kimś kto zna ten problem z autopsji.
    Ja na szczęście jak byłam w ciąży nikt mi nie powiedział, że to w jakiś sposób wpływa na samą ciążę i generalnie się nie stresowałam, że coś zagraża dziecku.Moja ginekolog jest doskonałym specjalistą i w dodatku chucha na zimne i w tym temacie nie miała żadnych uwag. Jedynie powiedziała, że powinnam wziąć sobie prywatną położną (tylko dla mnie), bo jak poród będzie długo trwał to i lekarze i położne będą się cały czas zmieniać i trudno mi będzie cały czas tłumaczyć im mój problem. Ta decyzja była słuszna (poród trwał 16 godz.) a położna wszystkiego pilnowała. Generalnie rodziłam ze znieczuleniem zewnątrzoponowym i wszystko przebiegało normalnie z takim wyjątkiem, że nie mogłam wstawać-cały poród leżałam. Teraz modnie i skuteczniej jest rodzić na stojąco, ja spróbowałam, ale zaraz musiałam się położyć, położna dopilnowała aby więcej już nie eksperymentowano. Przy drugim porodzie byłam już spokojniejsza, bo mogłam powiedzieć, że mam taką chorobę i muszę leżeć. Trafiłam na młodziutką lekarkę, która się tym zainteresowała, bo już się uczyła o tej chorobie na studiach i potraktowała mnie b. poważnie. Oczywiście w ostatniej fazie porodu (przy parciu) położne zaproponowały mi wstanie, a ponieważ poród był szybki i wszystko było ok stwierdziłam, że spróbuję. Po chwili poczułam się już źle, w tym momencie weszła lekarka i kazała mnie natychmiast położyć. Tętno dziecka spadło i położne już chciały mnie na cesarkę wysyłać. Na szczęście lekarka wytłumaczyła im, że mi tętno spadło więc i dziecku spadło, jak się wyrówna po poziomizacji to i dziecku wróci do normy. I na szczęście tak się stało.Myślę, że przy porodzie adrenalina odgrywa tak dużą rolę, że organizm daje radę.
    Ja mam typ wazodepresyjny i w przypadku porodów nie widzę wielkiego zagrożenia.
    Dla mnie ogromnie uciążliwe jest codzienne życie: kolejki w sklepach itd.
    Pozdrawiam



  • Gość: gosc IP: *.range86-140.btcentralplus.com 28.05.10, 01:53
    Dziekuje za Twoja odpowiedz, moja sytuacja jest inna ponieważ
    mieszkam w tej chwili w UK na Wyspach Szetlandzkich, jest to małe
    miejsce wiec takie problemy jak zatłoczone autobusy, kościół czy
    sklep na razie mnie nie dotyczą. Co bardzo ważne dla mnie ciśnienie
    tutaj jest znacznie niższe niż w Polsce a także temperatura nawet
    latem nie jest wysoka dlatego te wszystkie czyniki są dla mnie
    bardzo korzystne. Jednak ostatnio zaczelam sie zastanawiac, po
    przeczytaniu paru informacji w internecie na temat naszej choroby w
    ciąży. Tutaj w UK opiekuje się mną położna i jeszcze z nią o tym nie
    rozmawiałam, to dopiero 10 tydzień. Staram się o tym nie myślec bo
    jak na razie czuję się świetnie. Odezwę się kiedy będę wiedziała coś
    więcej, następną wizytę mam za dwa tygodnie.
    Świetnie rozumiem to że ludzie patrzą na Ciebie jak na wariatkę
    kiedy mówisz że musisz usiąść bo nie możesz już wytrzymać stojąc w
    kolejce lub w kościele. Ja też miałam podobne problemy. Na przykład
    panowie ratownicy z karetki komentujący jak taka młoda osoba nie
    może dojść do siebie po omdleniu i potrzebuje karetki, przecież tylu
    staruszków jest w potrzebie. Trzymaj się i dbaj o siebie jak musisz
    siedzieć to zrób to bez względu na komentarze. Pamiętam też że u
    mnie zajęło trochę zanim wreszcie dostałam się do szpitala, zrobiono
    mi badania i dostałam leki. Moje ciśnienie było zawsze podwyższone
    około 140/80 i puls też był wysoki ale po lekach to się unormowało,
    dostałam concor cor. Mam nadzieję że Cię nie zanudziłam ale trzymaj
    się i może zostaniemy w kontakcie.
  • afroddytta 28.05.10, 21:07
    Skąd ja to wszystko znam... u mnie to było najgorzej w liceum, na początku studiów (przed diagnozą) te śmiechy lekarzy, karetki i pani taka młoda, zdrowa, mądra i "och, słabo mi". Teraz też nie traktują poważnie, ale przynajmniej ja się już nie stresuje.
    Co do kontaktu to chętnie tylko ja strasznie rzadko tu zaglądam, teraz mąż wyjechał i tak wyszło. (Generalnie to nie jestem w stanie znieść ilości głupot wypisywanych na forach i strasznie się tym denerwuję, więc tego nie robię. Oczywiście nie znam się na wszystkim, ale jak czytam liczne wypowiedzi i porady na tematy związane z moim wykształceniem, to po prostu nóż się w kieszeni otwiera...kiedyś próbowałam z tym walczyć (tymi głupotami), naprostowywać, wyjaśniać ale to niestety walka z wiatrakami).
    To tyle, nie będę się już publicznie rozwodzić.
    Chętnie pomogę i odpowiem Ci na pytanka dotyczące ciąży czy maluszka.

    Pozdrawiam
  • Gość: Gość IP: *.range86-140.btcentralplus.com 28.05.10, 21:18
    Dziękuję bardzo i odezwę się jeszcze za kilka tygodni. Zajrzyj jeśli
    będziesz miała czas. Życzę wszystkiego dobrego dla Ciebie i całej
    rodziny zwłaszcza dla dzieciaczków, pozdrawiam Ania.
  • Gość: ja IP: 212.244.129.* 30.05.10, 19:42
    witajcie. Najlepszym sposobem radzenia sobie z wazo jest picie dużej ilości
    płynów, min 2 litry dziennie, dostalanie potraw i trening pionizacyjny (ten
    rozumiem ze lekarz zalecił). W sytuacjach długiego stania krzyżowanie nóg i ich
    zaciskanie (krew odpływa z nóg i zaopatruje wówczas bardziej mózg, chociaz ja
    tego ćwiczenia robić nie mogę bo boli mnie od niego głowa ale ja jestem
    wyjątkiem). Pozdrawiam
  • Gość: Gosc IP: *.range86-132.btcentralplus.com 17.06.10, 01:49
    Hej, ja dostalam leki ale lekarz nie zalecil mi treningu
    pionizacyjnego. Czy mozesz mi powiedziec jak taki trening wyglada?
  • afroddytta 19.06.10, 22:54
    Mi też lekarz nie zalecał treningów pionizacyjnych i tak do końca nie
    wiem jak miałoby to wyglądać (chyba byłoby to dość nieprzyjemne).
    Co do leków (ew. rozrusznika) to chyba tylko w typie kardiodepresyjnym
    lub mieszanym. W typie wazodepresyjnym podawanie leków nie ma większego
    sensu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka