Nerwica lekowa a jazda samochodem Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Cierpie na to i unikam wszelkich sytuacji kiedy atak mnie dopada. Jednak utro
    musze jechac 30km autem, bo jak nie, to przepadnie mi szansa w zyciu
    zawodowym. Jak zatem szczesliwie dojechac na miejsce, a nie sie trzasc ze
    strachu?

    sad
    • Gość: anka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.05, 22:32
      i tak jesteś szczęśliwa skoro jesteś w stanie przewidzieć sytuacje,w których
      taki atak może cię dopaść crying

      nie wiem
      chciałabym wiedzieć
      • Gość: gosc IP: *.chello.pl 04.10.05, 22:50
        Chyba znasz swoj organizm wiesz jakie srodki pomagaja (czasem) uniknac ataku
        albo co robic aby go przetrzymac.Nie wiem czy bedziesz kierowca czy pasazerem
        jesli kierowca to gorzej,musisz wyczuc kiedy sie ewentualnie zatrzymac...Życze
        Ci powodzenia ,badz dobrej mysli ...nie raz juz wychodzilas zwyciesko z
        ataku,prawda?Uda Ci sie!Pozdrawiam!
    • Gość: mala mi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.05, 08:50
      wybacz, ale czy prowadzisz auto, ryzykując, ze dopadnie cie atak?
      jeśli tak, to stanowisz poważne zagrożenie na drodze
      • Gość: Hmm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.10.05, 09:57
        wlasnie dlatego moj stres jest wiekszy, bo mysle o innych, jakbys chciala
        wiedziec
        wlasnie dlatego z reguly unikam wszelkich jazd, jade co najwyzej blisko, gdzie
        mnie strach nie zdazy dopasc
        wlasnie dlatego dzis zadzwonie do "mojej sznasy zawodowej" i odwolam
        spotkanie...
        wlasnie dlatego kolejny raz przegrywam
    • Gość: kasik IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.10.05, 13:05
      Miałam takie napady,że bałam sie wychodzić z domu.Od 2 lat-żadnych
      problemów.Kompletnie ,pomogło mi kilka książek.Wieczorkiem podrzuce tytuły.
      • Gość: Hmm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.10.05, 14:00
        Fajnie, dzieki.

        Najbardziej zazdroszcze Ci tego zdania: "Od 2 lat-żadnych problemów"...
        • Gość: gosc- do kasik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.05, 18:30
          mam podobne problemy, dlatego niecierpliwie czekam na obiecane przez kasik
          tytuly ksiazek
          • Miałam nerwicę lękową przez 2 lata męczarni.Dzisiaj jestem szczęśliwa i
            zdrowa ,a to już 8 lat.Nic mi nie pomagało dopiero uzdrowił mnie Pan Jezus
            • Gość: anka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.05, 20:38
              super
              a możesz wyjawić dlaczego tylko ciebie?
              a co z resztą?
            • Gość: zuza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.05, 21:05
              ooooooo
              a można prosić o szczegóły?
            • Gość: Hmm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.10.05, 21:51
              U mnie wrecz przeciwnie - od kosciola sie zaczelo...
              • no co ty? dlaczego od koscioła?
                • Gość: zuza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.05, 19:12
                  widocznie ją siostra na religii starszyła mękami piekielnymi
                  każdy może popaść w nerwicę
                  • jest to jakiś sposób na owieczki
                    można wmawiać im później opętanie
                    • Gość: Hmm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.10.05, 20:47
                      Wlasnie nie pamietam dlaczego... Nie przypominam sobie tez aby to moglo miec
                      zwiazek z naukami koscielnymi. Moze raczej z tym, ze do kociola TRZEBA chodzic,
                      bo tak rodzice, ksieza i cala ferajna kaza.
                      Teraz trzymam sie z daleka od tego i to nie ze wzgledu na przypadlosc (choc
                      pewnie tez), tylko dlatego, ze nie wierze w nic, co ma zwiazek z kosciolem; jak
                      rowniez (niech bedzie z duzej litery) Bog dla mnie nie istnieje i wlasciwie nie
                      wiem jak mozna w te IMHO bajki w XXI wieku wierzyc.
                  • Przez półtora roku chodziłam na psychoterapię (właśnie wczoraj ją zakończyłam),
                    a przez rok brałam lek, ponoć z tych słabszych . W taki sposób postanowiłam
                    się rozprawić z moją nerwicą lękową , która przez chyba 5 lat mną "rządziła".
                    Do lekarza poszłam w momencie krytycznym kiedy napady lęku miałam w domu i nie
                    były związane z sytuacją lękową. Wtedy na jakieś 2 miesiące przestałam
                    prowadzić - inni mnie wozili. Potem kiedy już kryzys minął i poczułam się
                    trochę lepiej zaczęłam jeździć w okolicy domu. Trochę później zaczęłam już
                    jeździć dalej , ale w towarzystwie np. mojej mamy , wiedziałam ,że jak się źle
                    poczuję ona mnie zastąpi. Po pół roku sama zaczęłam jeździć do swojej lekarki -
                    około 40 km. Jeśli masz gdzieś dalej jechać weź sobie "dla towarzystwa" jakąś
                    przyjaciółkę , sąsiadkę (oczywiście mającą prawo jazdy) , kilka razy pojedziesz
                    trochę dalej i poczujesz się pewniej. Sama wiesz,że lęk zaczyna się "w głowie",
                    a najgorzej wypuścić myśli i pozwolić się im rozkręcić, wtedy jest naprawdę
                    ciężko zapanować. Kiedy jedziesz pomyśl, że w akażdej chwili możesz się
                    zatrzymać, że to Ty jesteś Panią sytuacji, a nie lęk. W razie czego zatrzymaj
                    się , napij się wody mineralnej, przetrzyj mokrą chusteczką, i coś zaśpiewaj -
                    o właśnie w czasie jazdy bardzo mi pomagało śpiewanie piosenek - tak głośno od
                    serca - mięśnie się rozluźniają - polecam! To takie moje osobiste sposoby, jak
                    bedziesz miała pytania - napisz. pozdrawiam i życzę Ci "okiełznania" lęku -
                    sabulka
                    p.s. bardzo Ci współczuję, wiem co czujesz - sama przez to przechodziłam...
                    • Gość: Hmm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.10.05, 20:56
                      Dzieki za wypowiedz i rady.
                      Jedno do mnie nie dociera. Uwazam, ze nie moge w kazdym momencie sie
                      zatrzymac, bo przeciez nie zrobie tego na srodku skrzyzowania, na drodze bez
                      pobocza, itd. To mnie wlasnie najbardziej stresuje. A juz nienawidze jak z np.
                      dwupasmowki robi sie trypasmowka, bo ci z prawej wlaczaja sie do ruchu. Brrrr
                      Ja musze zawsze jechac na prawym pasie, zeby moc stanac w razie czego.

                      Zdarzylo mi sie zatrzymac, napic wody, ale bardzo mnie to zdolowalo. Potem z
                      trudem dojechalam do celu.

                      Jak bedzie mi lepiej, to faktycznie sprobuje z tymi znajomymi i nie ukrywam, ze
                      zawsze pomagala mi swiadomosc, ze jade z kims, kto moglby mnie zastapic.
                      problem w tym, ze do niedawna o mojej przypadlosci wiedzial wlasciwie tylko
                      maz, a reszcie zawsze wymyslalam jakis powod, dla ktorego nie moge gdzies
                      pojechac lub robic inne rzeczy.

                      Niedawno powiedzialam to kilku osobom i zrobilo mi sie lzej, bo wreszcie moglam
                      wytlumaczyc, dlaczego czasem zachowywalam sie troche dziwnie. W ogole lepiej
                      mi, ze wreszcie wiem co mi jest i ze wiele osob to ma, bo kiedys czulam sie z
                      tym sama jak palec i msylalam, ze jest poniekad psychicznie nie calkiem zdrowa.

                      Jesli mozesz, to napisz cos wiecej o terapii, leku (w sensie medykamentu) i czy
                      mozesz sie nazwac w pelni zdrowa. Zastanawiam sie tez czy mozna byc w pelni
                      zdrowym, czy zawsze gdzies to w nas siedzi i trzeba uwazac, zeby nie
                      rozdrazniac sie kawa, nie byc glodnym i takie tam...
                    • Gość: do sabulki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.05, 12:37
                      nawet nie przypuszczalam ze tak wiele z nas ma roznego rodzaju nerwice lekowe,
                      ja sama probuje z nia walczyc, nie jest ona zwiazana bezpośrednio z samochem,
                      ale dopada mnie znienacka zrobilam pierwszy krok znalazłam sie u psychiatry,
                      który przepisal mi sedam 3 doraźnie 1/4 tabletki czyli 0,75 mg, ale nie wiem
                      czy brać, bo wyczytalam , że nie mozna prowadzic samochodu, moze doradzisz mi
                      cos w tej kwestii , co ci pomoglo , bardzo prosze
                      • Przez 1 rok brałam Cital . zaczął działać dopiero jakiś 3 tygodniach brania,
                        nie powiem ,że całkowicie wyeliminował napady lęku, ale stopniowo występowały
                        coraz rzadziej i z mniejszym nasileniem. Ja z natury bardzo boję się
                        jakichkolwiek leków, więc początkowo miałam stracha czy nie będę się czuć
                        gorzej (bo i tak można), dany lek może jednym pomóc a innym nie. Któras z Was
                        napisała o Xanaxie - nie brałam ale i nie polecem słyszałam, że jest bardzo
                        silny i szybko się można uzależnić. Biorąc Cital mogłam prowadzić samochów. Lek
                        ten nie działa uspokajająco. Doraźnie , w sytuacjach , gdy musiałam coś
                        załatwić , a gorzej się czułam brałam - Oxazepam (bardzo rzadko) , on dziala
                        lekko uspokajająco , ale nie otumania, wewnętrznie wycisza i mogłam przy nim
                        też prowadzić samochód. Moja terapia to w zasadzie autoterapia, lekarka mnie
                        prowdziła zadawała pytania, a ja sama musiałam dochodzić do wniosków na temat
                        swoich reakcji i zachowań , miałam czuć, że ta ja sobie pomagam a nie ona mi.
                        To tak pokrótce. Trudno to ująć w kilku zdaniach. Początkowo byłam sceptyczna i
                        nie wierzyłam ,ze tarapia mi pomoże. Myślałam, że lakarka da mi skuteczne rady
                        i sposoby na pozbycie się nerwicy, a w zasadzie to ja miałam mówić i sobie
                        pomagać. Dopiero po około 2 miesiącach cotygodniowych wizyt zaczęłam dostrzegać
                        jakiś sens.
                        Moją nerwicę po kilku latach życia z nią i radzenia sobie, nazwałam po imieniu-
                        chorobą , którą chcę wyleczyć bo nie chcę dłużej z nią żyć. Przecież kiedy mam
                        np. anginę to nie będę sie męczyć z przeraźliwym bólem gardła i jakoś sobie z
                        nim radzić tylko idę do lekarza i leczę, czy też nie będę chodzić z bolącym
                        zębem. Tak właśnie ujęłam nerwicę - jest to choroba i chcę się z niej wyleczyć,
                        aby normalnie żyć (np. móc jeździć na wczasy) i funkcjonować i robić rzeczy
                        naktóre mam ochotę (oj kochane kawy też nie piłam - zeby nie rozdrażnić wilka).
                        Najważniejsze to znaleźć dobrego i kompetentego psychiatrę, który nie zrazi
                        swoim lekkim podejściem do Twoich dolegliwości , lub który chce Cie tylko
                        nafaszerowć lekami. Ja miałam szczęscie - trafiłam do lekarki która się
                        specjalizuje w leczeniu nerwic. Mialam poczucie , że moje dolegliwości nie są
                        bagatelizowane. Wczesńiej chodziłam po neurologach, kardiologach i innych w
                        poszukiwaniu pomocy (myslałam, że moje dolegliwości to jakaś poważna choroba
                        serca). Ale udało się. Mam jeszcze w sobie gdzieś głeboko ten lęk przed
                        lękiem , ale mam nadzieję ,że to kwestia czasu. Organizm musi "zapomnieć" o
                        tych niewłaściwych reakcjach i mechanizmach. Czasami też mam prawo czuć się
                        gorzej , ale to nie poznacza pworotu choroby. pozdrawiam Was serdecznie -
                        sabulka
                  • Gość: tola IP: *.elblag.dialog.net.pl 06.10.05, 22:56
                    hi hi albo boi się wody święconej
                    A tak na poważnie to bardzo postępowa jesteś jeśli w 21w nie wierzysz w Boga.A
                    może właśnie dlatego,że nie wierzysz nie masz poczucia bezpieczeństwa.Bo gdybyś
                    wierzyła to nie bałabyś się tak wypadku i śmierci.Bo ten kto wierzy wie ,że tam
                    na drugim świecie jest lepiej
                    • Gość: Hmm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.10.05, 12:29
                      Niewatpliwie ludziom wierzacym jest latwiej, bo sobie w ten sposob rozne
                      tragedie tlumacza.
                      Wydaje mi sie jednak, ze nerwica nie jest zarezerwowana tylko dla ateistow, a
                      nawet znam przyklady osob mocno wierzacych z takowo przypadloscia.
                      Chce tez wyjasnic, ze moja nerwica, to nie lek przed wypadkiem samym w sobie,
                      ale to lek przed lekiem, ktorego wynikiem moze byc wypadek.
      • Gość: kasik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.05, 22:35
        Oto te książki ,troche już zakurzone na mojej półce.shirley Trickett "Spokojnie,
        to tylko panika" ?jak sobie skutecznie radzić z atakami paniki/.Ewentualnie ta
        sama autorka Lęk i depresja /Jak sobie radzic z lękiem i depresją/.Po za tym
        /chyba najlepsza Judith Bemis Amr Barrada Oswoić lęk /jak sobie radzić z
        niepokojem i napadami paniki?/Jeszcze mam Roger Granet i Robert Aquinas Mc Nally
        A jeśli to..napady paniki ale to mocno naukowe podejście.Oswoic lek jest bardzo
        przystepnie napisana.jezuu chętnie bym Wam dziewczyny pomogła,ale ja juz na
        prawde nie pamietam jak to było.A było tak że nie mysłałm o nczym innym jak o
        tym ze zaraz mnie to dopadnie.Wszystko kupiłam w Merlinie.
        • Gość: anka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.05, 22:41
          dobrze,że się odezwałaś wink
          • Gość: kasik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.05, 22:43
            Sorki byłam na kręglach smile
            • Gość: Hmm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.10.05, 22:47
              rowniez i ja dziekuje

              o "Oswoic lek" duzo juz slyszalam, ale niestety nie mozna jej nigdzie kupic od
              dluzszego czasu, bo naklad jest wyczerpany sad

              "Ataki paniki" mam, ale poki co mnie nie przekonaly, z tym, ze czytalam je
              pobieznie

              wiecej nie marudze smile
              • Gość: Hmm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.10.05, 22:48
                Chodzilo mi o "Spokojnie,
                to tylko panika", a nie "Ataki paniki"
              • Gość: kasik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.05, 23:04
                Szkoda ,bo oswoić jest najlepsza.Napisała ją kobietka która samo to
                przeszła.Opisuje te wszystkie mechanizmy radzi co począc w razie czego.Np ja
                panicznie balam sie chodzic to supermarketów.No ale z supermarketu zawsze mozna
                uciec .A od fryzjera???No tu sie dopiero zaczynała w mojej glowie
                jazda,zwłaszcza w połowie wizyty.A książka ta dała mi recepte-jak juz nie możesz
                wytrzymać ,zawsze możesz np powiedzieć ,że wpadło Ci coś do oka,że potrzebujesz
                np poprawic soczewke kontaktową,że to i tamto.To mnie uspakajało.Świadomość ,że
                moge jak mnie już to dopadnie coś zrobić,jakoś to na chwile przerwać.Bo istotą
                tego wszytskiego jest by z lękiem nie walczyć,by przyznać mu racje bytu,że ma
                nam sie prawo to zdarzać.Niejako zaakceptować- przyznac "ok zdarza mi się to
                ,zdarzało już wcześniej ,ale tak na dobrą sprawe nic złego mi się nie stało.Nie
                upadłam,nie zemdlałam nie starciłam świadomości nie zwariowałam."W supermarkecie
                np. kiedy zaczynamy czuć się nieswojo mamy wgłowie jedną myśl natychmiast
                WYJSC.Ksiązka uczy by wtedy spokojnie powiedzieć do siebie ok chcesz wyjsc nie
                ma sprawy wychodzimy,ale powolutku,bez pospiechu.I to pomaga.Nie wpadamy wtedy w
                spirale leku .Sama świadomość ,że MOZEMY wyjść zwykle działa uspakajająco.Trzeba
                przyznać się do lęku i zaakceptować go.Z czasem zniknie.Znałam osoby które
                chodziły z butelką wody mineralnej,kiedy czuły się nieswojo -wyjmowały te
                butelke i piły łyk wody.To był taki symbol ,fetysz który sprawiał ,że ich mózg
                dostawał sygnał woda = spokój.Też tak robiłam i tez mi pomagało.Dziewczyny
                trzymam za Was kciuki,uda się !!!
                • Gość: anka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.05, 23:09
                  porządny z ciebie egzemplarz...
                  dzięki
                  spokojnej nocy
                • Gość: Hmm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.10.05, 00:02
                  No, egzemplarz fajny smile

                  Przeczytam jeszcze raz te ksiazke. Prawde mowiac nie wyciagnelam takich
                  wnioskow.
                  Sama tez sie kiedys balam wizyt u fryzjera, supermarketow. POtem jakos mi to
                  przeszlo. Mineralka to tez byl moj atrybut. Zwlaszcza w ciazy i po ciazy. Teraz
                  tez mam ja zawsze w samochodzie. Oprocz tego chlodne powietrze, sluchanie
                  muzyki i takie tam...W szkole mialam zawsze furtke w postaci wyjscia do
                  kibelka, no ale na kazdej lekcji nie mozna bylo wychodzic, bo to byloby dziwne,
                  wiec trzymalam zawsze w zapasie te mozliwosc smile Za to na kazdej przerwie
                  ladowalam w kibelku tak na zapas. Ech... Ile energii czlowiek wlozyl juz w te
                  uniki i kretactwa... smile
                  Tak w ogole dopiero niedawno zdiagnozowalam co mi jest i niedawno zrozumialam,
                  ze nie moze mi sie nic zlego stac jak sie boje, ale co innego mysle o jezdze
                  samochodem. Tu wypadek jest realny sad
                  Na razie mam zamiar przejechac sie sutobusem. Brrr...
                  I zapisalam sie do psychologa. Kiedys trafilam do psychiatry (wlasciwie przez
                  przypadek) i dostalam z mety bioxetin i xanax. Mam je w szafce od paru miesiecy
                  i nie zamierzam brac. Jesli je wezme, to bedzie dla mnie calkowity upadek.

                  Jeszcze tylko zastanawiam sie nad geneza moich strachow. Wydaje mi sie, ze mam
                  to na tyle zakorzenione (kilknascie lat), ze wychodzenie z tego nie bedie takie
                  proste. Ale zobaczymy. Jestem dobrej mysli!

                  Dobranoc
    • Gość: Ewuncja IP: *.gw.ip.pl 07.10.05, 06:42
      To ja myslałam, ze tylko ja tak mam! Ludzie! Miałam nawet taki czas, że nawet
      jako psażer bałam się jeżdzić! Kursowałam pociągiem lub autobusem. Teraz jadę
      juz autem, ale nie z każdym smileDwa lata temu zrobiłam prawo jazdy. Sama nie wiem
      jakim cudem. Mąż kupił starego grata. No nie wsiądę! A mąż nie ma prawka i auto
      musiałam pozyczyć bratu. To horror! To z tym idzie się do lekarza? Ale jakiego?
      Do psychatry? Ale ja się jeszcze kilku innych rzeczy boję!

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.