Proszę nie przejmuj się głosami obrońców losu ewentualnych dzieci
poczetych przez matki po 40-stce. Gdyby natura nie przewidziała
macierzyństwa dla kobiet w tym wieku, to kobiety po 40-stce nie
zachodziłyby w ciążę.
Pisze jako 34letnie "dziecko" mamy, która urodziła mnie mając 47lat.
Tata miał 53 lata. Otrzymałam od nich wszystko, co tylko dziecko
moze otrzymac od rodziców: opiekę, kontakt, normalny ciepły dom i
pewną pomoc finansową na starcie w dorosłe życie. Od pocżatku tez
wiedziałam, ze muszę sie szybko usamodzielnić, bo nie wiadomo na jak
długo "starczy" rodziców, co było dla mnie motywacją dla szybkiego
podjęcia pracy (w trakcie studiów) dzięki czemu dzisiaj stać mnie na
samodzielnie zdobyte mieszkanie, dom pod miastem i co tylko mogę
chcieć.
Dzieci starszych matek są czesto inteligentniejsze od równieśników
(nie chwaląc się

). Moja mama po moim urodzeniu była tak
szczęśliwa, ze przez rok chodziła "nad ziemią" i ze śpiewem na
ustach. Ani w dzieciństwie ani teraz nie chorowałam prawie w ogóle.
Teraz mama ma 80 lat i choruje, ale to zdarza się również 50 i 60
letnim matkom dorosłych dzieci, więc nie widze róznicy.
Oczywiscie musze sie liczyć z tym, że mama nie będzie np. niańczyć
moich przyszlych dzieci. Ale to chyba byłby właśnie egoizm. Ja
zresztą nie miałam żadnych dziadków (wszyscy zmarli przed moim
urodzeniem) i rodzice też sobie dali ze mną radę - mam jeszcze 15
lat starszą siostrę, która wyprowadzila sie z domu na studia, gdy
mialam 3 lata. Więc byłam takim "prawie jedynakiem"

.
Jednym słowem nie zamartwiaj się, nie "gdybaj" - bedzie dobrze i
teraz i za 20-30 lat. Życze dużo radości!