Mam problem, którym chciałem się z wami podzielić. Ok roku temu kupiłem mieszkanie w kamienicy z lat 50-tych, wszystko kwalifikowało się do remontu. Podjąłem wyzwanie i po blisko 4 miesiącach naruszania miru sąsiedzkiego, wywiozłem 5 kontenerów gruzu, wniosłem 15 ton piachu i w efekcie przywitałem nowe mieszkanie; tynki, podłogi, sufity. Nie robiłem gładzi, mam wszystko, można powiedzieć, na wierzchu. Przed remontem na tynkach było pełno pęknięć. Zrzucałem to na karby ich wieku, temp. - mieszkanie jest bardzo dogrzane (obecnie mam średnio 25st ). Już po remoncie zaczęły pojawiać się rysy na tynkach, które wykonawca bagatelizował mówiąc, że to normalne - tynk schnie i ostatnia jego warstwa - zacierka za szybko schnie i stąd te pajączki. Licząc że co ma wyjść to wyszło zaciągnąłem je gipsem i wziąłem się za malowanie. Obecnie po ok. 3/4 miesiącach od ostatniego pociągnięcia wałkiem z zdziwieniem odkryłem kolejne pajączki których wcześniej nie było. Pojawiają się sukcesywnie; uspokajam się myślą, że co ma pęknąć to pęknie i przestanie... Nie wiem, czy to cały czas tylko zacierka, czy może głębiej.. Z drugiej strony mija pół roku od remontu i co miało wyschnąć to wyschło. Nie wiem czego się spodziewać. Wiosną wrócę do gipsowania pęknięć (na szczęście mam jeszcze każdy kolor z farb), ale nie wiem czego spodziewać się później. Czy ktoś z was miał podobny przypadek? Będę wdzięczny za porady.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.