Dodaj do ulubionych

Po pierwsze działka

  • 13.03.06, 13:19
    KOMERCYJNE NIERUCHOMOŚCI
    POWIŚLE Budynek Riverside Park powstał przy ul. Fabrycznej

    Biura wśród zieleni


    Nowy biurowiec klasy A - Riverside Park - został otwarty w ubiegłym tygodniu w
    Warszawie.


    Projekt architektoniczny kompleksu Riverside Park powstał w pracowni Aukett +
    APA Wojciechowski
    (c) MATERIAŁY INWESTORA
    Powstał przy ul. Fabrycznej, tuż przy skrzyżowaniu Trasy Łazienkowskiej i
    Wisłostrady. Zbudowała go firma AIG/Lincoln Polska.

    Kompleks Riverside Park składa się z dwóch sześciokondygnacyjnych budynków.
    Każdy z nich oferuje ok. 6 tys. 250 mkw. powierzchni biurowej. Do dyspozycji
    najemców jest garaż podziemny i miejsca parkingowe wokół budynków (razem 95
    miejsc do parkowania samochodów).

    Budynek ma już dwóch najemców: firmę Tchibo - producenta kawy, oraz
    JohnsonDiversey, dostawcę produktów i systemów do utrzymywania higieny.
    Pierwszy z nich wynajął 1800 mkw. powierzchni, drugi ok. 800 mkw. Pozostałe
    biura czekają na chętnych.

    Trwają już rozmowy z kilkoma firmami. Prowadzi je w imieniu właściciela
    budynków firma Jones Lang LaSalle, odpowiedzialna za komercjalizację obiektu.

    Zdaniem Bartosza Mierzwiaka z Jones Lang LaSalle Riverside Park to dość rzadkie
    połączenie bardzo nowoczesnego budynku biurowego położonego w centrum miasta z
    parkiem biznesowym, usytuowanym zwykle wśród zieleni na obrzeżach miasta.
    Stworzeniu takiej właśnie atmosfery sprzyja architektura obydwu budynków, pełna
    przeszkleń i światła.

  • 13.03.06, 13:44
    DZIAŁKI
    GRUNTY ROLNE NA MAZOWSZU Zainteresowanie kupnem spada, jeśli cena przekracza 4
    zł za 1 mkw.

    Pola są popularne nie tylko wśród rolników


    Najwięcej ziemi rolnej sprzedaje się w okolicach Ciechanowa, Płocka, Grójca,
    Sochaczewa oraz w powiecie warszawskim zachodnim.




    Prawo pierwokupu terenów rolnych ma jednak Agencja Nieruchomości Rolnych (ANR),
    jeśli przeniesienie własności nieruchomości występuje m.in. w wyniku darowizny.
    Od lipca 2003 r., czyli chwili wejścia w życie ustawy o kształtowaniu ustroju
    rolnego, do końca lutego 2006 r. mazowiecki oddział ANR sześć razy skorzystał z
    prawa pierwokupu, nabywając w ten sposób 129 ha ziemi. Z tego do tej pory
    sprzedał 97 ha i wydzierżawił 6 ha.

    Warto zwrócić uwagę, że podczas gdy w 2004 r. ANR podpisała trzy umowy
    sprzedaży nieruchomości, korzystając z prawa pierwokupu, a w 2005 r. tylko
    jedną, to w ciągu pierwszych dwóch miesięcy 2006 r. zrealizowano już dwie takie
    umowy. Nie są z tego zadowoleni sprzedający, bo cena gruntów sprzedawanych
    przez agencje znacznie przewyższa stawki ich zakupu. Dlatego zdaniem Anny Gryn-
    Hamery z kancelarii notarialnej w Grójcu przepisy dotyczące prawa pierwokupu
    powinny zostać znowelizowane, gdyż utrudniają obrót nieruchomościami rolnymi.

    Kupują rolnicy
    - Średnie stawki gruntów oferowanych przez ANR w 2005 r. do sprzedaży na
    terenie woj. mazowieckiego wyniosły ok. 5,6 tys. zł za 1 ha - szacuje Wiesław
    Olewiński, dyrektor mazowieckiego oddziału ANR.

    Od lipca 2003 r. do końca lutego 2006 r. terenowy oddział ANR w Warszawie
    sprzedał ok. 24,9 tys. ha ziemi rolnej na Mazowszu. Liczba umów sprzedaży
    dotyczących powierzchni powyżej 1 ha wyniosła ok. 6,4 tys.

    Z danych ANR wynika, że duże zapotrzebowanie na grunty rolne w celu
    powiększenia prowadzonych gospodarstw pojawia się w byłych województwach
    ciechanowskim i płockim, a także w powiatach grójeckim, warszawskim zachodnim
    oraz sochaczewskim. Mniejsze zainteresowanie obserwuje się natomiast na terenie
    dawnego woj. siedleckiego i ostrołęckiego. Dane te jednak nie dotyczą, jak
    podkreśla Wiesław Olewiński, ogólnego popytu na grunty rolne wokół Warszawy.
    Odnoszą się tylko do rolników, którzy prowadzą gospodarstwa rolne i mają zamiar
    je powiększyć.

    Droższe pola
    Tymczasem Adam Bronisz, pośrednik z agencji BB Nieruchomości, uważa, że rolnicy
    kupujący ziemię raczej nie kontaktują się z agencją, tylko nabywają ją wprost
    od innych rolników.

    - Nieruchomościami rolnymi sprzedawanymi przez ANR interesują się przede
    wszystkim osoby, które zgodnie z ustawą o kształtowaniu ustroju rolnego nie
    mogą ich nabyć wprost od rolnika, gdyż albo nie posiadają kwalifikacji
    rolniczych, albo mają inne miejsce zameldowania niż gmina, na której terenie
    dana nieruchomość się znajduje - wyjaśnia Adam Bronisz.

    Rolnicy zwykle kupują grunty, które są blisko ich gospodarstwa. Jednak rzadko
    się zdarza, żeby w pobliżu mogli nabyć ziemię wysokiej klasy, gdyż znacznie
    zmniejszyła się podaż takiej ziemi.

    - Do tego stawki poszły w górę. Ceny powyżej 4 zł za 1 mkw. gruntów rolnych już
    są zbyt wysokie, aby uprawiać rolę. Dlatego zwiększa się podaż ziemi po
    wyższych cenach przy dużych miastach, a także na terenach atrakcyjnych
    turystycznie - dodaje Adam Bronisz.

    kad

    --------------------------------------------------------------------------------


    Drukuj artykuł Wyślij artykuł





    | Bez polskich znaków |
    | Rzeczpospolita | Z ostatniej chwili | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis
    Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
    | Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag |
    Kontakt |
    © Copyright by Presspublica Sp. z o.o.


  • 13.03.06, 13:22
    AKTUALNOŚCI
    LISTY

    Czytelnicy proponują, co zrobić, aby więcej osób mogło sobie pozwolić na nowe
    mieszkania


    Przypomnijmy. Według naszego Czytelnika z Krakowa - pana Ryszarda G. - przede
    wszystkim trzeba obniżyć koszty inwestycji, by stała się bardziej dostępna, a
    to można osiągnąć, udostępniając tanie działki osobom, które będą chciały
    budować domy na swoje potrzeby. W liście do redakcji zaproponował przekazywanie
    przez państwo działek na przykład: w wieczyste użytkowanie lub sprzedawanie na
    raty z zabezpieczeniem hipotecznym. Oto opinie kolejnego czytelnika.




    - Pomysł dobry, ale wymagający wielu uściśleń. Niestety, ta sprawa zrodzić może
    wiele innych problemów, którym trzeba sprostać, o czym "młody ziemianin" może,
    a nawet na pewno, nie będzie miał pojęcia. (...) Oczywiście, od czegoś trzeba
    zacząć i każde ułatwienie przyciągnie jakiś procent chętnych, ale tego typu
    pomysły nie mogą sprowadzać nieświadomych na pole minowe. Na budowlanej drodze
    inwestora pełno jest pułapek i zapadek. Niewielu wychodzi z tego bez szwanku, a
    nawet zaryzykowałbym, że nie ma takiego, który przynajmniej nie pobrudziłby
    sobie nogawki o niedogodności związane z budową, a wynikające przede wszystkim
    (!) z niewiedzy. Bo jakie takie pojęcie zyskujemy dopiero podczas budowania,
    wykraczając często poza wiedzę i umiejętności urzędników i wynajętych ekip.

    Powtarzam jednak, że pomysł jest dobry - sam w podobnej formie z niego
    skorzystałem, kupując działkę od nieistniejącej już, a raczej przeobrażonej,
    Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa. To właśnie tam, w drodze przetargu,
    można było po sensownej cenie zakupić grunt i rozłożyć na raty jego spłatę,
    korzystając przy tym z niskiego oprocentowania. (...)

    Dziś młody inwestor musi się borykać z bankami i innymi instytucjami. A
    przepisy się wciąż zmieniają, nie mówiąc już o największej przeszkodzie - braku
    planu zagospodarowania przestrzennego, który wydłuża, a czasem uniemożliwia
    inwestycję tam, gdzie jeszcze trzy lata temu była możliwa. I nie ma na to rady.
    Tak jak trudno czasem aby uzyskać pozytywną decyzję w sprawie podłączenia
    prądu. Co z tego, że teren jest rozwojowy, jeśli zakład energetyczny nie chce
    postawić transformatora. Bez prądu nie można otrzymać warunków zabudowy, a bez
    nich bank nie udzieli kredytu młodym na zakup gruntu. Jakie to polskie...

    Tomasz Stasierski oprac. gb

    --------------------------------------------------------------------------------


    Drukuj artykuł Wyślij artykuł





    | Bez polskich znaków |
    | Rzeczpospolita | Z ostatniej chwili | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis
    Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
    | Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag |
    Kontakt |
    © Copyright by Presspublica Sp. z o.o.

  • 13.03.06, 14:26
    ERTA Odpowiadamy na pytania czytelników

    Jak budować bez planów zagospodarowania


    Na pytania czytelników odpowiadała w ubiegły poniedziałek Maria Szwałko,
    naczelnik Wydziału Planowania Miejscowego w Ministerstwie Transportu i
    Budownictwa.


    Maria Szwałko
    (c) J. CIEŚLIKOWSKA


    Złożyłem zażalenie do samorządowego kolegium odwoławczego na decyzję o
    warunkach zabudowy wydaną dla sąsiedniej działki - jestem bowiem w tej sprawie
    stroną zgodnie z przepisami ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym. Otrzymałem
    pismo o odrzuceniu mojego zażalenia. Czy muszę się z tą decyzją pogodzić? Co
    mogę jeszcze zrobić?

    Może pan teraz zaskarżyć decyzję samorządowego kolegium odwoławczego - do sądu
    administracyjnego.

    Z dużej działki przeznaczonej pod budownictwo jednorodzinne miasto wydzieliło
    drogi publiczne. Jednocześnie odcięło część mojej działki sąsiadującej z lasem -
    wyrównując brzeg lasu - i zakwalifikowało ją jako teren leśny. Wystąpiłam więc
    o to, aby wykupiono ode mnie tę część działki, ale miasto mi odmówiło. Czy
    słusznie?

    Rozumiem, że część pani działki przeznaczono do zalesienia. Rzeczywiście, gmina
    nie musi tego od pani wykupić. Tylko jeżeli w wyniku ustalonego przeznaczenia
    działki nie mogłaby pani jej użytkować w dotychczasowy sposób - może pani
    domagać się wykupienia lub odszkodowania. Jeżeli chciałaby pani działkę
    sprzedać, a na skutek tych ustaleń straciłaby na wartości - również ma pani
    prawo do odszkodowania.

    Czy muszę tę działkę teraz zalesić?

    Nie, może pani ją użytkować jak dotychczas. Natomiast gdyby ją pani chciała
    zabudować - to już nie byłoby możliwe.

    Jestem pośrednikiem i chciałem zgłosić problem zabudowy siedliskowej dotyczący
    terenów, gdzie nie ma planów zagospodarowania przestrzennego i trzeba wystąpić
    o wydanie warunków zabudowy. Artykuł 61 punkt 4 ustawy o zagospodarowaniu
    przestrzennym wyłącza spełnienie warunków punktu 1a (czyli - aby był dostęp do
    drogi publicznej, a w sąsiedztwie była zabudowa itp.), jeżeli powierzchnia
    gospodarstwa, na terenie którego chcemy postawić dom, przekracza średnią
    powierzchnię gospodarstwa rolnego w danej gminie. Czyli możemy dostać warunki
    zabudowy w szczerym polu, jeżeli to nasze pole jest co najmniej tej wielkości
    co średnie gospodarstwo w gminie. Problem jednak tkwi w sposobie liczenia tej
    średniej powierzchni, nie ma bowiem w tej sprawie określonej żadnej
    obowiązującej metodologii. Gminy pozwane do samorządowego kolegium odwoławczego
    przegrywają tam sprawy, bo podają średnie powierzchnie gospodarstw według
    Narodowego Spisu Rolnego z 2002 roku. I teraz mamy kilka kryteriów
    kwalifikowania do grupy gospodarstw rolnych: do ubiegania się o dopłaty unijne
    jest inna wielkość działki, do ubezpieczenia inna itd. Jakie więc gospodarstwa
    przyjmować do wyliczenia tej średniej i jak ją w ogóle liczyć?

    Zgadzam się, że jest to dylemat, ale nie wskażę, jak go praktycznie rozwikłać.
    Problem bowiem tkwi w tym, że definicje używane w przepisach nie mają
    charakteru ogólnonormatywnego. W różnych aktach prawnych doliczyłam się co
    najmniej trzech definicji gospodarstwa rolnego. To błąd całego systemu. Uważam,
    że powinny istnieć normatywne definicje, obowiązujące w całym systemie prawnym.
    Nie możemy stworzyć definicji gospodarstwa rolnego i metodologii wyliczania
    jego średniej powierzchni w gminie jedynie na potrzeby ustawy o
    zagospodarowaniu przestrzennym, bo definiowanie gospodarstw rolnych nie leży w
    kompetencjach ministra transportu i budownictwa. Jedyna nadzieja, że taka
    definicja powstanie i będzie miała charakter ogólnonormatywny - czyli w każdej
    ustawie, która się nią posłuży, będzie znaczyła to samo.

    Not. km

    --------------------------------------------------------------------------------


    Drukuj artykuł Wyślij artykuł





    | Bez polskich znaków |
    | Rzeczpospolita | Z ostatniej chwili | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis
    Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
    | Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag |
    Kontakt |
    © Copyright by Presspublica Sp. z o.o.


  • 13.03.06, 15:56
    Rz: Czy warto sprzedać mieszkanie w mieście i zamieszkać pod miastem we własnym
    domu?

    TOMASZ LEBIEDŹ, LICENCJONOWANY POŚREDNIK, AGENCJA LEBIEDŹ I LEBIEDŹ : Z
    ekonomicznego punktu widzenia, porównując ceny 1 mkw. mieszkania i domu oraz
    koszty eksploatacji, zdecydowanie warto zamieszkać pod miastem. Jeśli niezły
    dom pod Warszawą można wybudować za cenę przeciętnego stumetrowego mieszkania w
    stolicy, to czemu miałoby się to nie opłacać? Jeśli przyjąć średnią cenę metra
    domu i mieszkania, to z pewnością dom jest tańszy.

    Czy trzeba być bogatym, żeby dokonać takiej zamiany?

    Bez przesady. Wystarczy mieć zdolność kredytową. Domy nie są bardzo drogie.

    Czy bardziej opłaca się kupować dom nowy, do wykończenia, czy stary do
    przebudowy lub remontu?

    Wbrew pozorom, to bardzo trudne pytanie. Każdy przypadek wymaga dokładnej
    analizy. Z pewnością lepiej kupić najgorszy dom na dobrej ulicy niż najlepszy
    dom na złej ulicy.

    Jakie rozwiązanie finansowe jest najlepsze?

    W całym cywilizowanym świecie domy kupuje się na kredyt. Zamrażanie gotówki we
    własnej nieruchomości nie ma specjalnego sensu.

    A może najtańszym wyjściem jest budowa domu w systemie kanadyjskim lub z bali?

    Jako zawodowy sprzedawca nieruchomości mogę powiedzieć, że jest to najlepszy
    sposób na skomplikowanie sobie życia. Minęły czasy, gdy raz wzniesiony dom
    zamieszkiwaliśmy dozgonnie. Oznacza to, że kiedyś będziemy chcieli sprzedać ten
    dom. A żeby tego dokonać, będziemy musieli sprzedać go o kilkadziesiąt procent
    taniej, niż gdybyśmy wybudowali go w technologii murowanej. Czy tyle
    zaoszczędzimy, budując ściany domu z drewna? Wątpię!

    Czy ostatnio zaobserwował pan nasilenie się wyprowadzek z centrum pod miasto?

    W Europie Zachodniej i Ameryce to norma, że centra miast z ich starymi zasobami
    zamieszkuje biedota, a klasa średnia mieszka na przedmieściach, najbogatsi zaś
    jeszcze dalej, bo oni już nie chodzą do pracy, tylko praca przychodzi do nich.
    Nie ma powodów, by Polska rozwijała się inaczej niż kraje z naszego regionu. Z
    pewnością do powstania tego trendu przyczyniły się samochód, szybka i tania
    komunikacja zbiorowa i telefony. Nikt nie musi już mieszkać dwie ulice od
    miejsca pracy. Triumf Internetu, który obecnie obserwujemy, może tylko nasilić
    te tendencje.

    Zasada jest taka, że lepiej kupić najgorszy dom na dobrej ulicy, niż najlepszy
    dom na złej ulicy

    Rozmawiała Beata Kalinowska
  • 13.03.06, 16:18
    WARSZAWA
    KONSTANCIN

    Burmistrz wstrzymuje inwestycje


    Kilkudziesięciu mieszkańców nie może rozpocząć budowy, bo burmistrz Marek
    Skowroński cztery miesiące temu wstrzymał wydawanie niezbędnych zezwoleń


    Ryszard Grzenia chce walczyć o swoje prawa nawet przed sądem
    (c) RYSZARD WANIEK
    Ryszard Grzenia kupił działkę w Konstancinie w ubiegłym roku. Plany budowy domu
    musi jednak odłożyć na przyszłość. Gmina odmówiła mu wydania decyzji o
    warunkach zabudowy. To dokument potrzebny do starania się o pozwolenie na
    budowę.

    Według Grzeni liczba zablokowanych w ten sposób inwestycji sięga nawet 50. - Z
    powodu opieszałości burmistrza ponosimy straty finansowe - mówi pan Grzenia,
    który już w listopadzie kupił materiały budowlane i zatrudnił stróża.

    Cztery miesiące zastoju
    Burmistrz Marek Skowroński (PiS) zablokował wydawanie decyzji po tym, gdy w
    październiku weszła w życie ustawa o uzdrowiskach. Zgodnie z nią na terenie bez
    planów zagospodarowania należy wstrzymać wydawanie warunków zabudowy do czasu
    uchwalenia nowego planu. Ustawa daje na to dwa lata. Większość Konstancina w
    tej chwili nie jest objęta planami, co w praktyce oznacza paraliż inwestycji na
    24 miesiące.

    Nowe prawo daje jednak możliwość wydania warunków zabudowy osobom, które
    starały się o nie przed 2 października, czyli dniem wejścia ustawy w życie.
    Większość gmin uzdrowiskowych postanowiła z tego skorzystać. Z wyjątkiem
    Konstancina.

    W uzasadnieniach odmownych decyzji burmistrz powołuje się m.in. na pismo
    Departamentu Ładu Przestrzennego Ministerstwa Transportu interpretujące prawo
    na korzyść urzędu.

    - To taki nieprzyjazny ludziom styl rządzenia - ocenia działalność burmistrza
    Andrzej Krzyżanowski, właściciel firmy Konstancin Nieruchomości. - Najpierw
    uprzykrzy mieszkańcom życie, a kiedy w końcu pozwoli na budowę, wystąpi w roli
    męża opatrznościowego.

    Zarobią na wykupie ziemi?
    Właściciele działek podejrzewają burmistrza o celowe działanie. -To doskonały
    moment na zrobienie przekrętu wartego grube miliony. Urząd uniemożliwia
    budowanie willi, a potem podstawieni ludzie będą wykupywać działki za połowę
    ceny. Za jakiś czas inwestycje się odkorkują i ceny ziemi wystrzelą w górę -
    mówi anonimowo jeden z właścicieli agencji nieruchomości.

    Na razie w efekcie zastoju ceny niektórych działek bez miejscowych planów
    spadły już o 20 proc.

    Konflikt między magistratem i właścicielami ziemi zaostrza się. Do prokuratury
    wpłynęło od dwóch osób zawiadomienie o próbie wymuszenia łapówki przez
    burmistrza i naczelnika wydziału architektury Huberta Zalewskiego (w zamian za
    ułatwienie wydania korzystnej decyzji). - Wszczęliśmy śledztwo w tej sprawie -
    informuje Zuzanna Czyżowicz, szef Prokuratury Rejonowej w Piasecznie.

    Inni mieszkańcy też nie zamierzają odpuszczać. - Samorządowe Kolegium
    Odwoławcze uchyliło niekorzystną dla mnie decyzję burmistrza. Zamierzam
    wyegzekwować swoje prawa, nawet jeśli będę musiał pozwać burmistrza do sądu -
    zapowiada Ryszard Grzenia.

    MACIEJ SZCZEPANIUK

    --------------------------------------------------------------------------------

    Nie mam wyjścia


    Marek Skowroński, burmistrz Konstancina
    (c) ROBERT GARDZIŃSKI
    Zawieszenie postępowania w sprawie wydania decyzji o warunkach zabudowy
    spowodowane jest zapisami ustawy o uzdrowiskach i planowaniu przestrzennym. Nie
    mam prawa wydawać odpowiednich decyzji także tym, którzy starali się o nie
    przed wejściem w życie ustawy. Moja decyzja jest poparta opiniami ekspertów.
    Jedyne, co można zrobić, to jak najszybciej uchwalić plany lub zmienić ustawę
    uzdrowiskową. Część terytorium gminy jest już objęta planami, a prace nad
    kolejnymi są bardzo zaawansowane.



    Drukuj artykuł Wyślij artykuł





    | Bez polskich znaków |
    | Rzeczpospolita | Z ostatniej chwili | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis
    Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
    | Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag |
    Kontakt |
    © Copyright by Presspublica Sp. z o.o.


  • 15.03.06, 11:39
    podatki,
    Sprzedać można domek i drzewa


    Kupno i sprzedaż działek położonych w większych kompleksach ogródków
    pracowniczych często rodzi problemy. Zainteresowani m.in. pytają, czy taka
    transakcja musi być przeprowadzona przez notariusza i należy od niej zapłacić
    podatek.




    Sprzedaż ogródka działkowego, znajdującego się w kompleksie należącym do
    Polskiego Związku Działkowców (PZD), nie wymaga formy notarialnej. Strony
    jednak mogą, dla większego bezpieczeństwa prawnego, udać się do notariusza.
    Zgodnie z art. 91 ustawy z 14 lutego 1991 r. - Prawo o notariacie (Dz. U. z
    2002 r. nr 42, poz. 369 ze zm.) notariusz może nadać umowie formę aktu
    notarialnego, jeżeli taka jest wola stron.

    Użytkownik to nie właściciel
    W formie aktu notarialnego musi być przeniesiona tylko własność nieruchomości.
    W wypadku "odsprzedaży" działki pracowniczej przeniesienie własności nie
    następuje.

    Użytkownik działki nie jest właścicielem gruntu. Jest on natomiast właścicielem
    nasadzeń, urządzeń i obiektów znajdujących się na działce, wykonanych osobiście
    lub nabytych za własne pieniądze, w tym oczywiście domku, altany itp.

    Status użytkownika działki określa obecnie ustawa z 8 lipca 2005 r. o
    rodzinnych ogrodach działkowych (Dz. U. nr 169, poz. 1419), która zastąpiła
    ustawę z 1981 r. o pracowniczych ogrodach działkowych. Jeżeli chodzi o grunt,
    to zgodnie z art. 14 tej ustawy Polski Związek Działkowców ustanawia na rzecz
    swych członków prawo używania działek.

    Na wniosek członka może być ustanowione w drodze umowy cywilnoprawnej zawartej
    w formie aktu notarialnego prawo użytkowania działki w rozumieniu kodeksu
    cywilnego, jeżeli grunty wchodzące w skład rodzinnego ogrodu działkowego
    znajdują się w użytkowaniu wieczystym PZD lub są jego własnością. Prawo
    użytkowania podlega ujawnieniu (wpisaniu) w księdze wieczystej. Uprawnienia i
    obowiązki członka PZD w odniesieniu do działki normują wówczas przepisy kodeksu
    cywilnego o użytkowaniu. Prawo to jest niezbywalne, czyli nie można go sprzedać.

    Z podatkiem od czynności cywilnoprawnych
    W wypadkach więc, w których mówi się potocznie o sprzedaży czy kupnie
    pracowniczego ogródka działkowego, chodzi tylko o przeniesienie na nabywcę
    własności urządzeń, obiektów i nasadzeń znajdujących się na danej działce, a
    wzniesionych czy kupionych przez poprzedniego użytkownika.

    Transakcja ta jest obciążona podatkiem od czynności cywilnoprawnych. Chodzi o
    własność, a stawka tego podatku obciążająca sprzedaż nieruchomości i rzeczy
    będących własnością sprzedającego wynosi 2 proc. Obowiązywanie takiej stawki
    potwierdziło Ministerstwo Finansów w piśmie z 8 marca 2006 r. będącym
    odpowiedzią na pytanie "Rz".

    Jeśli więc np. ustalona w umowie wartość domu, nasadzeń itp. wynosi 30 tys. zł,
    to fiskusowi należy oddać 600 zł. Podatek ten płaci się w urzędzie skarbowym
    właściwym wedle miejsca zamieszkania nabywcy. Powinność zapłacenia go ciąży
    solidarnie na obu stronach transakcji, ale zwyczajowo podatek ten płaci
    nabywca. Przy dopełnianiu tego obowiązku posłużyć się trzeba urzędowym
    formularzem (PCC-1 i PCC-1A), który można otrzymać w urzędzie skarbowym.

    Podatek od czynności cywilnoprawnych nie obciąża natomiast ani ustanowienia
    przez PZD na rzecz swego członka wspomnianego prawa używania działki, ani też
    ustanowienia prawa użytkowania aktem notarialnym, jeśli jest nieodpłatne, a
    taka jest reguła.

    Altany i domki z normą powierzchni
    Można jeszcze dodać, iż PZD z tytułu prowadzenia działalności statutowej, a
    jego członkowie z tytułu użytkowania działki zwolnieni są od podatków i opłat
    administracyjnych, w tym od podatku od nieruchomości. Jednakże zwolnienie to
    nie obejmuje budynków przekraczających normy powierzchni ustalone w prawie
    budowlanym dla altan i obiektów gospodarczych w rodzinnych ogrodach
    działkowych. Nie obejmuje też budynków lub ich części zajętych na działalność
    gospodarczą.

    Obecnie wspomniana norma to powierzchnia zabudowy w miastach do 25 mkw. i do 35
    mkw. poza granicami miast oraz wysokość do 5 m przy dachach stromych i do 4 m
    przy dachach płaskich (art. 29 ust. 1 pkt 4 ustawy z 7 lipca 1994 r. - Prawo
    budowlane, Dz. U. z 2003 r. nr 207, poz. 2016 ze zm.).

    Bez ryczałtu od sprzedaży
    Dochód z "odsprzedaży" działki w ogrodzie rodzinnym nie podlega też 10-proc.
    podatkowi od sprzedaży nieruchomości, nasadzenia, urządzenia, obiekty
    znajdujące się na działce nie są bowiem nieruchomościami. Nie wchodzi też z
    reguły w rachubę podatek od sprzedaży rzeczy, ponieważ ten płaci się tylko
    wtedy, gdy sprzedaż ma miejsce w ciągu 6 miesięcy, licząc od końca miesiąca, w
    którym nastąpiło ich nabycie.

    Oczywiście, w razie zaangażowania notariusza przy transakcji sprzedaży
    nasadzeń, urządzeń i obiektów znajdujących się na działce, a także do
    ustanowienia prawa użytkowania w drodze umowy cywilnoprawnej zawartej w formie
    aktu notarialnego, należy się liczyć z koniecznością poniesienia opłaty
    notarialnej. Zależy ona od wartości przedmiotu transakcji.

    Izabela Lewandowska

    --------------------------------------------------------------------------------


    Drukuj artykuł Wyślij artykuł





    | Bez polskich znaków |
    | Rzeczpospolita | Z ostatniej chwili | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis
    Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
    | Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag |
    Kontakt |
    © Copyright by Presspublica Sp. z o.o.
  • 17.03.06, 09:02
    Starostowie powinni wydawać pozwolenia na budowę w ciągu 65 dni. Kiedy widzą,
    że nie zdążą i grożą im kary, pod byle pretekstem zawieszają postępowanie



    Wprawdzie przepisy mówią, że jeżeli starosta (w odniesieniu do niektórych
    inwestycji wojewoda) nie dotrzyma terminu, płaci karę 500 zł za każdy dzień
    zwłoki (art. 35 ust. 6 prawa budowlanego), można je jednak skutecznie obejść.
    Do owych 65 dni nie wlicza się bowiem: terminów przewidzianych w innych
    przepisach (np. w ustawie o ochronie zabytków), okresów zawieszenia postępowań,
    opóźnień powstałych z winy stron postępowania oraz z przyczyn niezależnych od
    starosty (art. 35 ust. 8).

    Mija termin, to się zawiesza
    - Przepis jest tak skonstruowany, że trudno byłoby udowodnić brak powodu do
    zawieszenia postępowania - mówi Adam Wolny z Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach.

    Wykorzystują to starostowie, by nie płacić kar za zwłokę. I wtedy inwestor
    otrzymuje np. w 64. dniu oczekiwania na pozwolenie wezwanie do uzupełnienia
    dokumentów.

    Połowiczna kontrola
    Urzędy wojewódzkie sprawdzają starostów, czy wydają pozwolenia na budowę
    zgodnie z przepisami (wojewodów - główny inspektor nadzoru budowlanego). Robią
    to na podstawie rejestrów: wniosków o pozwolenie na budowę oraz wydanych w tej
    sprawie decyzji. Prowadzą je starostowie (w niektórych sprawach wojewodowie).

    Do 5. dnia następnego miesiąca mają obowiązek przekazać rejestry urzędom
    wojewódzkim, a te sprawdzają, czy został naruszony ustawowy termin. - Jest to
    jednak mechaniczne porównywanie wniosków oraz wydanych pozwoleń. Nie ma
    praktycznego sposobu sprawdzenia podczasweryfikacji rejestrów, czy zawieszenie
    było faktycznie potrzebne oraz prawidłowe - dodaje Adam Wolny

    Kary są, ale nieliczne
    Przepis, który pozwala na nakładanie kar, funkcjonuje od trzech lat. Od
    początku były problemy z jego stosowaniem. Długo nie wiedziano, jak ten termin
    liczyć. Główny Urząd Nadzoru Budowlanego przygotował wprawdzie interpretację
    przepisów, jednak została ona potraktowana jak prawo powielaczowe. Starostowie
    i tak różnie ten termin liczyli. W końcu jedna z nowelizacji wprowadziła do
    prawa budowlanego zasady liczenia tego terminu. Ale wciąż są z tym problemy, a
    kar wymierza się niewiele.

    Zdaniem Adama Wolnego przepis dotyczący terminów prowadzenia postępowania oraz
    nakładania kar jest wyjątkowo trudny w stosowaniu.

    RENATA KRUPA-DĄBROWSKA

    --------------------------------------------------------------------------------

    Ile na uzupełnienie dokumentów


    Jacek Bielecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich
    Niedotrzymywanie terminu wydania pozwolenia na budowę jest nagminne. Urzędnicy
    żądają uzupełnienia dokumentacji albo dodatkowych uzgodnień. Kiedyś na
    pozwolenie na budowę czekałem półtora roku. Zdarzyło mi się też, że w ostatnim
    dniu urząd zażądał ode mnie uzupełnienia operatu oceniającego wpływ mojej
    inwestycji na środowisko. Moim zdaniem powinna zostać sporządzona lista
    dokumentów, jakich może żądać starosta przy załatwianiu formalności budowlanych
    w odniesieniu do konkretnych inwestycji. Przydałby się też przepis, że po
    złożeniu wniosku o pozwolenie wraz z dokumentami starostowie mają tylko dwa
    tygodnie na poinformowanie inwestora, jakich brakuje dokumentów.


    Nie ma terminów


    Mec. Jolanta Kalecińska-Porucznik z kancelarii White & Case
    W wypadku dużych inwestycji dotrzymanie terminu 65 dni jest nierealne. Często
    potrzebne są dodatkowe postępowania i dokumenty. Kodeks postępowania
    administracyjnego nie przewiduje żadnych terminów na poinformowanie inwestora o
    konieczności uzupełnienia dokumentów. Urzędnik może to zrobić w dowolnym
    czasie. Opieszały niepotrzebnie więc wydłuży postępowanie. Nie spotkałam się
    jednak z nieuzasadnionym zawieszaniem postępowania.



    Drukuj artykuł Wyślij artykuł





    | Bez polskich znaków |
    | Rzeczpospolita | Z ostatniej chwili | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis
    Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
    | Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag |
    Kontakt |
    © Copyright by Presspublica Sp. z o.o.


  • 23.03.06, 09:42
    WYMIAR SPRAWIEDLIWOŚCI

    Księgi wieczyste przestają hamować obrót nieruchomościami


    Coraz mniej spraw zalega w sądowych wydziałach ksiąg wieczystych. Krócej czeka
    się też na założenie księgi oraz wpis.




    Proces pełnej komputeryzacji ksiąg potrwa wiele lat. Na zdjęciu Wydział Ksiąg
    Wieczystych w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Mokotowa
    (c) ROBERT GARDZIŃSKI
    Opinie dotyczące poprawy pracy wydziałów wieczystoksięgowych są podzielone. Nie
    wszyscy petenci odczuwają poprawę.

    Tymczasem Ministerstwo Sprawiedliwości uważa, że pracę wydziałów
    wieczystoksięgowych usprawnia przede wszystkim sukcesywne wprowadzanie
    elektronicznych ksiąg wieczystych. Proces ten zaczął się w październiku 2003 r.
    Na pierwszy ogień poszło pięć sądów rejonowych w: Olsztynie, Płocku, Bytomiu,
    Wejherowie oraz dla Warszawy Mokotowa.

    Do 1 stycznia 2006 r. wprowadzono elektroniczne księgi w 66 wydziałach, w tym
    roku będzie je miało dalszych 55 wydziałów, w tym te z Białegostoku, Lublina,
    Białej Podlaskiej, Cieszyna, Żywca. Sukcesywnie będą dołączać do nich kolejne
    wydziały sądowe. Zakłada się, że proces komputeryzacji ksiąg potrwa jeszcze
    wiele lat.

    Komputeryzacja pomaga, ale stopniowo
    Petenci sądów, w których wdraża się elektroniczne księgi, muszą na kilka
    miesięcy uzbroić się w cierpliwość. Trzeba stworzyć wersję elektroniczną ksiąg
    wieczystych i przeprowadzić tzw. migrację. Migracjato nic innego jak wożenie
    starych papierowych ksiąg do specjalnego ośrodka, gdzie nadaje się im formę
    elektroniczną. Potem wracają do sądu.

    Dopóki księga nie ma wersji elektronicznej, dopóty nie można z niej korzystać.
    W sądach tworzą się więc zaległości. Można zatem na załatwienie sprawy poczekać
    kilka miesięcy. Gdy już jednak księga ma wersję elektroniczną, okres
    oczekiwania znacząco się skraca, a sprawy stopniowo znikają z półek sądowych.

    W porównaniu z ogólną liczbą wydziałów wieczystoksięgowych (345) postęp na
    razie nie jest duży, ale elektroniczne księgi wprowadzono najpierw w dużych
    miastach, gdzie wpływa najwięcej spraw i najdłużej czeka się na ich
    załatwienie.

    Dodatkowe etaty i podziały
    Wydziały wieczystoksięgowe w Poznaniu i Warszawie, gdzie zaległości były zawsze
    duże, podzielono na mniejsze. Była to dobra decyzja, bo zaczęły szybciej i
    sprawniej pracować.

    Nie bez znaczenia jest także zwiększenie zatrudnienia w sądach. W 2005 r.
    dostały 100 etatów referendarskich (wszystkie przypadły wydziałom
    wieczystoksięgowym).

    Ze statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że jeszcze kilka lat temu
    trzeba było czekać na rozpatrzenie sprawy minimum 3 miesiące, a w dużych
    miastach - co najmniej rok. W Warszawie np. czas oczekiwania wynosił nawet 14
    miesięcy.

    Sprawy znikają pomału z półek
    Teraz czeka się od 1,5 do 3 miesięcy. W niektórych miastach jednak trwa to
    nawet pół roku. Są to: Wrocław, Łódź, ale i tam sytuacja stopniowo się
    poprawia.

    Nie oznacza to jednak, że sądy nie mają już żadnych zaległości. W tej chwili
    wynoszą one 295 374, z czego 22 sprawy oczekują powyżej 5 lat, ponad 7350 spraw
    oczekuje na rozpoznanie powyżej 12 miesięcy (stanowią one 2 proc.), od 6 do 12
    miesięcy - 23 366 (7,9 proc. wszystkich wniosków), ale - jak zapewnia
    Ministerstwo Sprawiedliwości - ciągle ich ubywa. Świadczyć mogą o tym np. dane
    z Wrocławia. Na koniec 2005 r. zaległych spraw było tam ok. 20 tys., w tym roku
    liczba ta spadła do 14 tys.

    W ubiegłym roku do sądów wpłynęło 2,5 mln wniosków o założenie księgi
    wieczystej oraz o wpisy do nich. To o 55 tys. mniej niż przed rokiem.

    RENATA KRUPA-DĄBROWSKA

    --------------------------------------------------------------------------------

    Poprawa to fikcja


    Jacek Bielecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich
    Nie widzę, żeby wydziały wieczystoksięgowe pracowały sprawniej. Na wpis do
    księgi wieczystej w Warszawie czekam od 6 miesięcy do roku. Zdarzyło się także,
    że zagubiono księgę wieczystą i sąd długo nie mógł jej znaleźć. Do takich
    sytuacji przecież nie powinno w ogóle dochodzić.

    Nie ma dla mnie znaczenia, czy księga jest elektroniczna, czy papierowa, mnie
    interesuje tylko jedno: otrzymanie wpisu od ręki oraz założenie księgi
    wieczystej w ciągu tygodnia. Niestety, w Warszawie jest to, moim zdaniem,
    ciągle niemożliwe.



    Drukuj artykuł Wyślij artykuł





    | Bez polskich znaków |
    | Rzeczpospolita | Z ostatniej chwili | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis
    Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
    | Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag |
    Kontakt |
    © Copyright by Presspublica Sp. z o.o.


  • 24.03.06, 20:06
    Próba ożywienia


    Marek Skowroński, burmistrz Konstancina (PiS), po naszej poniedziałkowej
    publikacji jest skłonny odblokować wstrzymane przez siebie budowy. - Nie chcę
    nikomu uprzykrzać życia. Rozważam wznowienie wstrzymanych postępowań w sprawie
    wydawania warunków zabudowy - mówi.


    Burmistrz wystosował w tej sprawie zapytanie do Samorządowego Kolegium
    Odwoławczego, do którego odwołali się właściciele wstrzymanych inwestycji. W
    SKO wygrał m.in. Ryszard Grzenia, którego sprawę opisywaliśmy. W trzynastu
    przypadkach prawnicy przyznali jednak rację burmistrzowi. Nie wiadomo więc, jak
    odpowiedzą na zadane przez niego pytanie.

    Marek Skowroński zablokował wydawanie decyzji o warunkach zabudowy (są
    potrzebne do ubiegania się o pozwolenie na budowę) po tym, gdy w październiku
    weszła w życie ustawa o uzdrowiskach. Zgodnie z nią na terenie bez planów
    zagospodarowania należy wstrzymać wydawanie warunków zabudowy do czasu
    uchwalenia nowych planów. Ustawa daje na to dwa lata. Większość Konstancina nie
    jest objęta planami, co w praktyce oznacza paraliż inwestycji na 24 miesiące.

    Nowe prawo daje możliwość wydania warunków zabudowy osobom, które starały się o
    nie przed 2 października (dniem wejścia ustawy w życie). Większość gmin
    uzdrowiskowych poszła mieszkańcom na rękę. Burmistrz Konstancina z tej
    możliwości nie skorzystał.

    masz
  • 24.03.06, 20:11
    PRAWO CYWILNE Sąd Najwyższy żąda więcej respektu dla prawa własności

    Czyje są rury i kable na prywatnym gruncie


    Do właściciela należy decyzja, czy poprowadzone na jego gruncie odcinki linii
    elektrycznych, gazociągów, wodociągów staną się własnością przedsiębiorstwa
    wodociągowego, elektrowni


    Taka jest podstawowa konsekwencja precedensowej uchwały z 8 marca 2006 r.
    podjętej przez Sąd Najwyższy w składzie siedmiu sędziów. Odnosi się ona wprost
    do konstytucyjnych praw i wolności obywatelskich, bo do nich należy prawo
    własności. Jest odpowiedzią na pytanie prawne rzecznika praw obywatelskich.
    Wynika z niej, że właściciel nie traci praw do urządzeń służących do
    doprowadzania i odprowadzania wody, pary, gazu, elektryczności znajdujących się
    na jego gruncie przez to, że zostały połączone z siecią przedsiębiorstwa.

    To właściciel musiał zabiegać
    Przez wiele lat, przy tych samych przepisach, dominował pogląd, że z momentem
    przyłączenia urządzeń do sieci przechodzą one automatycznie na własność
    przedsiębiorstwa. Nawet gdy wybudował je czy założył własnym sumptem właściciel
    gruntu lub inna osoba.

    Przedsiębiorstwo więc nie musiało zabiegać o przejęcie na własność czy
    uzyskanie trwałego uprawnienia do ich eksploatacji. To właściciel musiał potem
    np. zabiegać o zapłatę za urządzenia czy za korzystanie z jego gruntu.

    Role się zmieniły
    Uchwała SN zmieniła zasadniczo pozycję właściciela, zwłaszcza w rozliczeniach
    finansowych z przedsiębiorstwem, jeśli to on finansował budowę urządzeń.

    Dotychczas było powszechną praktyką, że przedsiębiorstwa energetyczne,
    wodociągowe itp. przejmowały bezpłatnie odcinki przewodów znajdujących się na
    cudzym gruncie, choć ich nie finansowały.

    Uchwała oznacza też, że jeśli taka firma nie uzyskała trwałego tytułu prawnego
    do urządzeń, właściciel gruntu może je po prostu ze swego gruntu usnąć albo
    renegocjować warunki korzystania z nich.

    Znamienna ewolucja poglądów
    Do tak zasadniczej ewolucji poglądów doszło, mimo że przepisy kodeksu cywilnego
    wchodzące tu w rachubę pozostają bez zmian od 1964 r. Nie sposób tu przecenić
    wpływu, jaki na ten proces miało wpisanie gwarancji prawa własności do
    Konstytucji RP. Na te gwarancje powoływał się rzecznik praw obywatelskich w
    uzasadnieniu pytania prawnego.

    Powodem wątpliwości był art. 49 k.c. Zapisano w nim, że urządzenia służące do
    doprowadzania i odprowadzania wody, pary, gazu prądu elektrycznego oraz inne
    urządzenia podobne nie należą do części składowych gruntu lub budynku, a więc
    nie są własnością właściciela tego gruntu czy budynku, "jeśli wchodzą w skład
    przedsiębiorstwa lub zakładu".

    Sąd Najwyższy zmienia zdanie
    Zasadnicze znaczenie dla sposobu wykładni art. 49 k.c. miała uchwała Trybunału
    Konstytucyjnego z 4 grudnia 1991 r. TK uznał w niej, że przepis ten wprowadza
    wyjątek od zasady przewidzianej w art. 47 § 2 k.c. i oznacza, że wskazane nim
    urządzenia przesyłowe są częścią składową przedsiębiorstwa lub zakładu.

    Wedle zaś art. 47 § 2 k.c. częścią składową gruntu (rzeczy) jest wszystko, co
    nie może być odłączone od niego bez uszkodzenia lub istotnej zmiany całości
    albo bez uszkodzenia lub istotnej zmiany przedmiotu odłączonego.

    Z kolei SN, powołując się na uchwałę TK, stwierdził, że z chwilą podłączenia
    urządzeń przesyłowych do sieci wchodzą one w skład przedsiębiorstwa. Przestają
    być częścią składową nieruchomości i własnością jej właściciela. SN uznał przy
    tym, że połączenie jest kwestią faktu, a nie np. umowy z właścicielem gruntu.

    Wejście zatem w skład przedsiębiorstwa i utrata własności urządzeń przez
    właściciela gruntu następuje automatycznie. Tak tę kwestię rozumiał również NSA
    i Sąd Antymonopolowy.

    Z czasem przed SN zaczęły zapadać wyroki oparte na odmiennym założeniu. Uchwala
    z 8 marca 2006 r. tę ewolucję ostatecznie przypieczętowała. Trzeba zaznaczyć,
    że stanowisko w niej wyrażone w pełni odpowiada literze i intencjom ustawy z
    2001 r. o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków, a
    także prawa energetycznego z 1997 r. Pozwala na bardziej elastyczne i
    odpowiadające zainteresowanym ukształtowanie relacji: właściciel gruntu -
    przedsiębiorstwo (sygn. III CZP 105/05).

    Izabela Lewandowska

    --------------------------------------------------------------------------------


    Drukuj artykuł Wyślij artykuł





    | Bez polskich znaków |
    | Rzeczpospolita | Z ostatniej chwili | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis
    Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
    | Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag |
    Kontakt |
    © Copyright by Presspublica Sp. z o.o.


Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.