Komentarze do artykułu

Po pierwsze działka

Aby wszystkie marzenia o domu mogły się ziścić, trzeba najpierw mądrze wybrać działkę.

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Po pierwsze działka Dodaj do ulubionych

    • 01.03.06, 13:20
    • 06.03.06, 11:15
    • 06.03.06, 11:18
    • 06.03.06, 11:21
    • 06.03.06, 11:52
    • 07.03.06, 10:04
    • 09.03.06, 11:16
    • 09.03.06, 13:06
    • 13.03.06, 09:37
    • 13.03.06, 09:53
    • 13.03.06, 10:21
    • 13.03.06, 13:19
      KOMERCYJNE NIERUCHOMOŚCI
      POWIŚLE Budynek Riverside Park powstał przy ul. Fabrycznej

      Biura wśród zieleni


      Nowy biurowiec klasy A - Riverside Park - został otwarty w ubiegłym tygodniu w
      Warszawie.


      Projekt architektoniczny kompleksu Riverside Park powstał w pracowni Aukett +
      APA Wojciechowski
      (c) MATERIAŁY INWESTORA
      Powstał przy ul. Fabrycznej, tuż przy skrzyżowaniu Trasy Łazienkowskiej i
      Wisłostrady. Zbudowała go firma AIG/Lincoln Polska.

      Kompleks Riverside Park składa się z dwóch sześciokondygnacyjnych budynków.
      Każdy z nich oferuje ok. 6 tys. 250 mkw. powierzchni biurowej. Do dyspozycji
      najemców jest garaż podziemny i miejsca parkingowe wokół budynków (razem 95
      miejsc do parkowania samochodów).

      Budynek ma już dwóch najemców: firmę Tchibo - producenta kawy, oraz
      JohnsonDiversey, dostawcę produktów i systemów do utrzymywania higieny.
      Pierwszy z nich wynajął 1800 mkw. powierzchni, drugi ok. 800 mkw. Pozostałe
      biura czekają na chętnych.

      Trwają już rozmowy z kilkoma firmami. Prowadzi je w imieniu właściciela
      budynków firma Jones Lang LaSalle, odpowiedzialna za komercjalizację obiektu.

      Zdaniem Bartosza Mierzwiaka z Jones Lang LaSalle Riverside Park to dość rzadkie
      połączenie bardzo nowoczesnego budynku biurowego położonego w centrum miasta z
      parkiem biznesowym, usytuowanym zwykle wśród zieleni na obrzeżach miasta.
      Stworzeniu takiej właśnie atmosfery sprzyja architektura obydwu budynków, pełna
      przeszkleń i światła.

      • 13.03.06, 13:44
        DZIAŁKI
        GRUNTY ROLNE NA MAZOWSZU Zainteresowanie kupnem spada, jeśli cena przekracza 4
        zł za 1 mkw.

        Pola są popularne nie tylko wśród rolników


        Najwięcej ziemi rolnej sprzedaje się w okolicach Ciechanowa, Płocka, Grójca,
        Sochaczewa oraz w powiecie warszawskim zachodnim.




        Prawo pierwokupu terenów rolnych ma jednak Agencja Nieruchomości Rolnych (ANR),
        jeśli przeniesienie własności nieruchomości występuje m.in. w wyniku darowizny.
        Od lipca 2003 r., czyli chwili wejścia w życie ustawy o kształtowaniu ustroju
        rolnego, do końca lutego 2006 r. mazowiecki oddział ANR sześć razy skorzystał z
        prawa pierwokupu, nabywając w ten sposób 129 ha ziemi. Z tego do tej pory
        sprzedał 97 ha i wydzierżawił 6 ha.

        Warto zwrócić uwagę, że podczas gdy w 2004 r. ANR podpisała trzy umowy
        sprzedaży nieruchomości, korzystając z prawa pierwokupu, a w 2005 r. tylko
        jedną, to w ciągu pierwszych dwóch miesięcy 2006 r. zrealizowano już dwie takie
        umowy. Nie są z tego zadowoleni sprzedający, bo cena gruntów sprzedawanych
        przez agencje znacznie przewyższa stawki ich zakupu. Dlatego zdaniem Anny Gryn-
        Hamery z kancelarii notarialnej w Grójcu przepisy dotyczące prawa pierwokupu
        powinny zostać znowelizowane, gdyż utrudniają obrót nieruchomościami rolnymi.

        Kupują rolnicy
        - Średnie stawki gruntów oferowanych przez ANR w 2005 r. do sprzedaży na
        terenie woj. mazowieckiego wyniosły ok. 5,6 tys. zł za 1 ha - szacuje Wiesław
        Olewiński, dyrektor mazowieckiego oddziału ANR.

        Od lipca 2003 r. do końca lutego 2006 r. terenowy oddział ANR w Warszawie
        sprzedał ok. 24,9 tys. ha ziemi rolnej na Mazowszu. Liczba umów sprzedaży
        dotyczących powierzchni powyżej 1 ha wyniosła ok. 6,4 tys.

        Z danych ANR wynika, że duże zapotrzebowanie na grunty rolne w celu
        powiększenia prowadzonych gospodarstw pojawia się w byłych województwach
        ciechanowskim i płockim, a także w powiatach grójeckim, warszawskim zachodnim
        oraz sochaczewskim. Mniejsze zainteresowanie obserwuje się natomiast na terenie
        dawnego woj. siedleckiego i ostrołęckiego. Dane te jednak nie dotyczą, jak
        podkreśla Wiesław Olewiński, ogólnego popytu na grunty rolne wokół Warszawy.
        Odnoszą się tylko do rolników, którzy prowadzą gospodarstwa rolne i mają zamiar
        je powiększyć.

        Droższe pola
        Tymczasem Adam Bronisz, pośrednik z agencji BB Nieruchomości, uważa, że rolnicy
        kupujący ziemię raczej nie kontaktują się z agencją, tylko nabywają ją wprost
        od innych rolników.

        - Nieruchomościami rolnymi sprzedawanymi przez ANR interesują się przede
        wszystkim osoby, które zgodnie z ustawą o kształtowaniu ustroju rolnego nie
        mogą ich nabyć wprost od rolnika, gdyż albo nie posiadają kwalifikacji
        rolniczych, albo mają inne miejsce zameldowania niż gmina, na której terenie
        dana nieruchomość się znajduje - wyjaśnia Adam Bronisz.

        Rolnicy zwykle kupują grunty, które są blisko ich gospodarstwa. Jednak rzadko
        się zdarza, żeby w pobliżu mogli nabyć ziemię wysokiej klasy, gdyż znacznie
        zmniejszyła się podaż takiej ziemi.

        - Do tego stawki poszły w górę. Ceny powyżej 4 zł za 1 mkw. gruntów rolnych już
        są zbyt wysokie, aby uprawiać rolę. Dlatego zwiększa się podaż ziemi po
        wyższych cenach przy dużych miastach, a także na terenach atrakcyjnych
        turystycznie - dodaje Adam Bronisz.

        kad

        --------------------------------------------------------------------------------


        Drukuj artykuł Wyślij artykuł





        | Bez polskich znaków |
        | Rzeczpospolita | Z ostatniej chwili | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis
        Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
        | Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag |
        Kontakt |
        © Copyright by Presspublica Sp. z o.o.


    • 13.03.06, 13:22
      AKTUALNOŚCI
      LISTY

      Czytelnicy proponują, co zrobić, aby więcej osób mogło sobie pozwolić na nowe
      mieszkania


      Przypomnijmy. Według naszego Czytelnika z Krakowa - pana Ryszarda G. - przede
      wszystkim trzeba obniżyć koszty inwestycji, by stała się bardziej dostępna, a
      to można osiągnąć, udostępniając tanie działki osobom, które będą chciały
      budować domy na swoje potrzeby. W liście do redakcji zaproponował przekazywanie
      przez państwo działek na przykład: w wieczyste użytkowanie lub sprzedawanie na
      raty z zabezpieczeniem hipotecznym. Oto opinie kolejnego czytelnika.




      - Pomysł dobry, ale wymagający wielu uściśleń. Niestety, ta sprawa zrodzić może
      wiele innych problemów, którym trzeba sprostać, o czym "młody ziemianin" może,
      a nawet na pewno, nie będzie miał pojęcia. (...) Oczywiście, od czegoś trzeba
      zacząć i każde ułatwienie przyciągnie jakiś procent chętnych, ale tego typu
      pomysły nie mogą sprowadzać nieświadomych na pole minowe. Na budowlanej drodze
      inwestora pełno jest pułapek i zapadek. Niewielu wychodzi z tego bez szwanku, a
      nawet zaryzykowałbym, że nie ma takiego, który przynajmniej nie pobrudziłby
      sobie nogawki o niedogodności związane z budową, a wynikające przede wszystkim
      (!) z niewiedzy. Bo jakie takie pojęcie zyskujemy dopiero podczas budowania,
      wykraczając często poza wiedzę i umiejętności urzędników i wynajętych ekip.

      Powtarzam jednak, że pomysł jest dobry - sam w podobnej formie z niego
      skorzystałem, kupując działkę od nieistniejącej już, a raczej przeobrażonej,
      Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa. To właśnie tam, w drodze przetargu,
      można było po sensownej cenie zakupić grunt i rozłożyć na raty jego spłatę,
      korzystając przy tym z niskiego oprocentowania. (...)

      Dziś młody inwestor musi się borykać z bankami i innymi instytucjami. A
      przepisy się wciąż zmieniają, nie mówiąc już o największej przeszkodzie - braku
      planu zagospodarowania przestrzennego, który wydłuża, a czasem uniemożliwia
      inwestycję tam, gdzie jeszcze trzy lata temu była możliwa. I nie ma na to rady.
      Tak jak trudno czasem aby uzyskać pozytywną decyzję w sprawie podłączenia
      prądu. Co z tego, że teren jest rozwojowy, jeśli zakład energetyczny nie chce
      postawić transformatora. Bez prądu nie można otrzymać warunków zabudowy, a bez
      nich bank nie udzieli kredytu młodym na zakup gruntu. Jakie to polskie...

      Tomasz Stasierski oprac. gb

      --------------------------------------------------------------------------------


      Drukuj artykuł Wyślij artykuł





      | Bez polskich znaków |
      | Rzeczpospolita | Z ostatniej chwili | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis
      Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
      | Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag |
      Kontakt |
      © Copyright by Presspublica Sp. z o.o.

    • 13.03.06, 14:26
      ERTA Odpowiadamy na pytania czytelników

      Jak budować bez planów zagospodarowania


      Na pytania czytelników odpowiadała w ubiegły poniedziałek Maria Szwałko,
      naczelnik Wydziału Planowania Miejscowego w Ministerstwie Transportu i
      Budownictwa.


      Maria Szwałko
      (c) J. CIEŚLIKOWSKA


      Złożyłem zażalenie do samorządowego kolegium odwoławczego na decyzję o
      warunkach zabudowy wydaną dla sąsiedniej działki - jestem bowiem w tej sprawie
      stroną zgodnie z przepisami ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym. Otrzymałem
      pismo o odrzuceniu mojego zażalenia. Czy muszę się z tą decyzją pogodzić? Co
      mogę jeszcze zrobić?

      Może pan teraz zaskarżyć decyzję samorządowego kolegium odwoławczego - do sądu
      administracyjnego.

      Z dużej działki przeznaczonej pod budownictwo jednorodzinne miasto wydzieliło
      drogi publiczne. Jednocześnie odcięło część mojej działki sąsiadującej z lasem -
      wyrównując brzeg lasu - i zakwalifikowało ją jako teren leśny. Wystąpiłam więc
      o to, aby wykupiono ode mnie tę część działki, ale miasto mi odmówiło. Czy
      słusznie?

      Rozumiem, że część pani działki przeznaczono do zalesienia. Rzeczywiście, gmina
      nie musi tego od pani wykupić. Tylko jeżeli w wyniku ustalonego przeznaczenia
      działki nie mogłaby pani jej użytkować w dotychczasowy sposób - może pani
      domagać się wykupienia lub odszkodowania. Jeżeli chciałaby pani działkę
      sprzedać, a na skutek tych ustaleń straciłaby na wartości - również ma pani
      prawo do odszkodowania.

      Czy muszę tę działkę teraz zalesić?

      Nie, może pani ją użytkować jak dotychczas. Natomiast gdyby ją pani chciała
      zabudować - to już nie byłoby możliwe.

      Jestem pośrednikiem i chciałem zgłosić problem zabudowy siedliskowej dotyczący
      terenów, gdzie nie ma planów zagospodarowania przestrzennego i trzeba wystąpić
      o wydanie warunków zabudowy. Artykuł 61 punkt 4 ustawy o zagospodarowaniu
      przestrzennym wyłącza spełnienie warunków punktu 1a (czyli - aby był dostęp do
      drogi publicznej, a w sąsiedztwie była zabudowa itp.), jeżeli powierzchnia
      gospodarstwa, na terenie którego chcemy postawić dom, przekracza średnią
      powierzchnię gospodarstwa rolnego w danej gminie. Czyli możemy dostać warunki
      zabudowy w szczerym polu, jeżeli to nasze pole jest co najmniej tej wielkości
      co średnie gospodarstwo w gminie. Problem jednak tkwi w sposobie liczenia tej
      średniej powierzchni, nie ma bowiem w tej sprawie określonej żadnej
      obowiązującej metodologii. Gminy pozwane do samorządowego kolegium odwoławczego
      przegrywają tam sprawy, bo podają średnie powierzchnie gospodarstw według
      Narodowego Spisu Rolnego z 2002 roku. I teraz mamy kilka kryteriów
      kwalifikowania do grupy gospodarstw rolnych: do ubiegania się o dopłaty unijne
      jest inna wielkość działki, do ubezpieczenia inna itd. Jakie więc gospodarstwa
      przyjmować do wyliczenia tej średniej i jak ją w ogóle liczyć?

      Zgadzam się, że jest to dylemat, ale nie wskażę, jak go praktycznie rozwikłać.
      Problem bowiem tkwi w tym, że definicje używane w przepisach nie mają
      charakteru ogólnonormatywnego. W różnych aktach prawnych doliczyłam się co
      najmniej trzech definicji gospodarstwa rolnego. To błąd całego systemu. Uważam,
      że powinny istnieć normatywne definicje, obowiązujące w całym systemie prawnym.
      Nie możemy stworzyć definicji gospodarstwa rolnego i metodologii wyliczania
      jego średniej powierzchni w gminie jedynie na potrzeby ustawy o
      zagospodarowaniu przestrzennym, bo definiowanie gospodarstw rolnych nie leży w
      kompetencjach ministra transportu i budownictwa. Jedyna nadzieja, że taka
      definicja powstanie i będzie miała charakter ogólnonormatywny - czyli w każdej
      ustawie, która się nią posłuży, będzie znaczyła to samo.

      Not. km

      --------------------------------------------------------------------------------


      Drukuj artykuł Wyślij artykuł





      | Bez polskich znaków |
      | Rzeczpospolita | Z ostatniej chwili | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis
      Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
      | Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag |
      Kontakt |
      © Copyright by Presspublica Sp. z o.o.


    • 13.03.06, 15:39
    • 13.03.06, 15:56
      Rz: Czy warto sprzedać mieszkanie w mieście i zamieszkać pod miastem we własnym
      domu?

      TOMASZ LEBIEDŹ, LICENCJONOWANY POŚREDNIK, AGENCJA LEBIEDŹ I LEBIEDŹ : Z
      ekonomicznego punktu widzenia, porównując ceny 1 mkw. mieszkania i domu oraz
      koszty eksploatacji, zdecydowanie warto zamieszkać pod miastem. Jeśli niezły
      dom pod Warszawą można wybudować za cenę przeciętnego stumetrowego mieszkania w
      stolicy, to czemu miałoby się to nie opłacać? Jeśli przyjąć średnią cenę metra
      domu i mieszkania, to z pewnością dom jest tańszy.

      Czy trzeba być bogatym, żeby dokonać takiej zamiany?

      Bez przesady. Wystarczy mieć zdolność kredytową. Domy nie są bardzo drogie.

      Czy bardziej opłaca się kupować dom nowy, do wykończenia, czy stary do
      przebudowy lub remontu?

      Wbrew pozorom, to bardzo trudne pytanie. Każdy przypadek wymaga dokładnej
      analizy. Z pewnością lepiej kupić najgorszy dom na dobrej ulicy niż najlepszy
      dom na złej ulicy.

      Jakie rozwiązanie finansowe jest najlepsze?

      W całym cywilizowanym świecie domy kupuje się na kredyt. Zamrażanie gotówki we
      własnej nieruchomości nie ma specjalnego sensu.

      A może najtańszym wyjściem jest budowa domu w systemie kanadyjskim lub z bali?

      Jako zawodowy sprzedawca nieruchomości mogę powiedzieć, że jest to najlepszy
      sposób na skomplikowanie sobie życia. Minęły czasy, gdy raz wzniesiony dom
      zamieszkiwaliśmy dozgonnie. Oznacza to, że kiedyś będziemy chcieli sprzedać ten
      dom. A żeby tego dokonać, będziemy musieli sprzedać go o kilkadziesiąt procent
      taniej, niż gdybyśmy wybudowali go w technologii murowanej. Czy tyle
      zaoszczędzimy, budując ściany domu z drewna? Wątpię!

      Czy ostatnio zaobserwował pan nasilenie się wyprowadzek z centrum pod miasto?

      W Europie Zachodniej i Ameryce to norma, że centra miast z ich starymi zasobami
      zamieszkuje biedota, a klasa średnia mieszka na przedmieściach, najbogatsi zaś
      jeszcze dalej, bo oni już nie chodzą do pracy, tylko praca przychodzi do nich.
      Nie ma powodów, by Polska rozwijała się inaczej niż kraje z naszego regionu. Z
      pewnością do powstania tego trendu przyczyniły się samochód, szybka i tania
      komunikacja zbiorowa i telefony. Nikt nie musi już mieszkać dwie ulice od
      miejsca pracy. Triumf Internetu, który obecnie obserwujemy, może tylko nasilić
      te tendencje.

      Zasada jest taka, że lepiej kupić najgorszy dom na dobrej ulicy, niż najlepszy
      dom na złej ulicy

      Rozmawiała Beata Kalinowska
    • 13.03.06, 16:18
      WARSZAWA
      KONSTANCIN

      Burmistrz wstrzymuje inwestycje


      Kilkudziesięciu mieszkańców nie może rozpocząć budowy, bo burmistrz Marek
      Skowroński cztery miesiące temu wstrzymał wydawanie niezbędnych zezwoleń


      Ryszard Grzenia chce walczyć o swoje prawa nawet przed sądem
      (c) RYSZARD WANIEK
      Ryszard Grzenia kupił działkę w Konstancinie w ubiegłym roku. Plany budowy domu
      musi jednak odłożyć na przyszłość. Gmina odmówiła mu wydania decyzji o
      warunkach zabudowy. To dokument potrzebny do starania się o pozwolenie na
      budowę.

      Według Grzeni liczba zablokowanych w ten sposób inwestycji sięga nawet 50. - Z
      powodu opieszałości burmistrza ponosimy straty finansowe - mówi pan Grzenia,
      który już w listopadzie kupił materiały budowlane i zatrudnił stróża.

      Cztery miesiące zastoju
      Burmistrz Marek Skowroński (PiS) zablokował wydawanie decyzji po tym, gdy w
      październiku weszła w życie ustawa o uzdrowiskach. Zgodnie z nią na terenie bez
      planów zagospodarowania należy wstrzymać wydawanie warunków zabudowy do czasu
      uchwalenia nowego planu. Ustawa daje na to dwa lata. Większość Konstancina w
      tej chwili nie jest objęta planami, co w praktyce oznacza paraliż inwestycji na
      24 miesiące.

      Nowe prawo daje jednak możliwość wydania warunków zabudowy osobom, które
      starały się o nie przed 2 października, czyli dniem wejścia ustawy w życie.
      Większość gmin uzdrowiskowych postanowiła z tego skorzystać. Z wyjątkiem
      Konstancina.

      W uzasadnieniach odmownych decyzji burmistrz powołuje się m.in. na pismo
      Departamentu Ładu Przestrzennego Ministerstwa Transportu interpretujące prawo
      na korzyść urzędu.

      - To taki nieprzyjazny ludziom styl rządzenia - ocenia działalność burmistrza
      Andrzej Krzyżanowski, właściciel firmy Konstancin Nieruchomości. - Najpierw
      uprzykrzy mieszkańcom życie, a kiedy w końcu pozwoli na budowę, wystąpi w roli
      męża opatrznościowego.

      Zarobią na wykupie ziemi?
      Właściciele działek podejrzewają burmistrza o celowe działanie. -To doskonały
      moment na zrobienie przekrętu wartego grube miliony. Urząd uniemożliwia
      budowanie willi, a potem podstawieni ludzie będą wykupywać działki za połowę
      ceny. Za jakiś czas inwestycje się odkorkują i ceny ziemi wystrzelą w górę -
      mówi anonimowo jeden z właścicieli agencji nieruchomości.

      Na razie w efekcie zastoju ceny niektórych działek bez miejscowych planów
      spadły już o 20 proc.

      Konflikt między magistratem i właścicielami ziemi zaostrza się. Do prokuratury
      wpłynęło od dwóch osób zawiadomienie o próbie wymuszenia łapówki przez
      burmistrza i naczelnika wydziału architektury Huberta Zalewskiego (w zamian za
      ułatwienie wydania korzystnej decyzji). - Wszczęliśmy śledztwo w tej sprawie -
      informuje Zuzanna Czyżowicz, szef Prokuratury Rejonowej w Piasecznie.

      Inni mieszkańcy też nie zamierzają odpuszczać. - Samorządowe Kolegium
      Odwoławcze uchyliło niekorzystną dla mnie decyzję burmistrza. Zamierzam
      wyegzekwować swoje prawa, nawet jeśli będę musiał pozwać burmistrza do sądu -
      zapowiada Ryszard Grzenia.

      MACIEJ SZCZEPANIUK

      --------------------------------------------------------------------------------

      Nie mam wyjścia


      Marek Skowroński, burmistrz Konstancina
      (c) ROBERT GARDZIŃSKI
      Zawieszenie postępowania w sprawie wydania decyzji o warunkach zabudowy
      spowodowane jest zapisami ustawy o uzdrowiskach i planowaniu przestrzennym. Nie
      mam prawa wydawać odpowiednich decyzji także tym, którzy starali się o nie
      przed wejściem w życie ustawy. Moja decyzja jest poparta opiniami ekspertów.
      Jedyne, co można zrobić, to jak najszybciej uchwalić plany lub zmienić ustawę
      uzdrowiskową. Część terytorium gminy jest już objęta planami, a prace nad
      kolejnymi są bardzo zaawansowane.



      Drukuj artykuł Wyślij artykuł





      | Bez polskich znaków |
      | Rzeczpospolita | Z ostatniej chwili | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis
      Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
      | Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag |
      Kontakt |
      © Copyright by Presspublica Sp. z o.o.


    • 15.03.06, 11:39
      podatki,
      Sprzedać można domek i drzewa


      Kupno i sprzedaż działek położonych w większych kompleksach ogródków
      pracowniczych często rodzi problemy. Zainteresowani m.in. pytają, czy taka
      transakcja musi być przeprowadzona przez notariusza i należy od niej zapłacić
      podatek.




      Sprzedaż ogródka działkowego, znajdującego się w kompleksie należącym do
      Polskiego Związku Działkowców (PZD), nie wymaga formy notarialnej. Strony
      jednak mogą, dla większego bezpieczeństwa prawnego, udać się do notariusza.
      Zgodnie z art. 91 ustawy z 14 lutego 1991 r. - Prawo o notariacie (Dz. U. z
      2002 r. nr 42, poz. 369 ze zm.) notariusz może nadać umowie formę aktu
      notarialnego, jeżeli taka jest wola stron.

      Użytkownik to nie właściciel
      W formie aktu notarialnego musi być przeniesiona tylko własność nieruchomości.
      W wypadku "odsprzedaży" działki pracowniczej przeniesienie własności nie
      następuje.

      Użytkownik działki nie jest właścicielem gruntu. Jest on natomiast właścicielem
      nasadzeń, urządzeń i obiektów znajdujących się na działce, wykonanych osobiście
      lub nabytych za własne pieniądze, w tym oczywiście domku, altany itp.

      Status użytkownika działki określa obecnie ustawa z 8 lipca 2005 r. o
      rodzinnych ogrodach działkowych (Dz. U. nr 169, poz. 1419), która zastąpiła
      ustawę z 1981 r. o pracowniczych ogrodach działkowych. Jeżeli chodzi o grunt,
      to zgodnie z art. 14 tej ustawy Polski Związek Działkowców ustanawia na rzecz
      swych członków prawo używania działek.

      Na wniosek członka może być ustanowione w drodze umowy cywilnoprawnej zawartej
      w formie aktu notarialnego prawo użytkowania działki w rozumieniu kodeksu
      cywilnego, jeżeli grunty wchodzące w skład rodzinnego ogrodu działkowego
      znajdują się w użytkowaniu wieczystym PZD lub są jego własnością. Prawo
      użytkowania podlega ujawnieniu (wpisaniu) w księdze wieczystej. Uprawnienia i
      obowiązki członka PZD w odniesieniu do działki normują wówczas przepisy kodeksu
      cywilnego o użytkowaniu. Prawo to jest niezbywalne, czyli nie można go sprzedać.

      Z podatkiem od czynności cywilnoprawnych
      W wypadkach więc, w których mówi się potocznie o sprzedaży czy kupnie
      pracowniczego ogródka działkowego, chodzi tylko o przeniesienie na nabywcę
      własności urządzeń, obiektów i nasadzeń znajdujących się na danej działce, a
      wzniesionych czy kupionych przez poprzedniego użytkownika.

      Transakcja ta jest obciążona podatkiem od czynności cywilnoprawnych. Chodzi o
      własność, a stawka tego podatku obciążająca sprzedaż nieruchomości i rzeczy
      będących własnością sprzedającego wynosi 2 proc. Obowiązywanie takiej stawki
      potwierdziło Ministerstwo Finansów w piśmie z 8 marca 2006 r. będącym
      odpowiedzią na pytanie "Rz".

      Jeśli więc np. ustalona w umowie wartość domu, nasadzeń itp. wynosi 30 tys. zł,
      to fiskusowi należy oddać 600 zł. Podatek ten płaci się w urzędzie skarbowym
      właściwym wedle miejsca zamieszkania nabywcy. Powinność zapłacenia go ciąży
      solidarnie na obu stronach transakcji, ale zwyczajowo podatek ten płaci
      nabywca. Przy dopełnianiu tego obowiązku posłużyć się trzeba urzędowym
      formularzem (PCC-1 i PCC-1A), który można otrzymać w urzędzie skarbowym.

      Podatek od czynności cywilnoprawnych nie obciąża natomiast ani ustanowienia
      przez PZD na rzecz swego członka wspomnianego prawa używania działki, ani też
      ustanowienia prawa użytkowania aktem notarialnym, jeśli jest nieodpłatne, a
      taka jest reguła.

      Altany i domki z normą powierzchni
      Można jeszcze dodać, iż PZD z tytułu prowadzenia działalności statutowej, a
      jego członkowie z tytułu użytkowania działki zwolnieni są od podatków i opłat
      administracyjnych, w tym od podatku od nieruchomości. Jednakże zwolnienie to
      nie obejmuje budynków przekraczających normy powierzchni ustalone w prawie
      budowlanym dla altan i obiektów gospodarczych w rodzinnych ogrodach
      działkowych. Nie obejmuje też budynków lub ich części zajętych na działalność
      gospodarczą.

      Obecnie wspomniana norma to powierzchnia zabudowy w miastach do 25 mkw. i do 35
      mkw. poza granicami miast oraz wysokość do 5 m przy dachach stromych i do 4 m
      przy dachach płaskich (art. 29 ust. 1 pkt 4 ustawy z 7 lipca 1994 r. - Prawo
      budowlane, Dz. U. z 2003 r. nr 207, poz. 2016 ze zm.).

      Bez ryczałtu od sprzedaży
      Dochód z "odsprzedaży" działki w ogrodzie rodzinnym nie podlega też 10-proc.
      podatkowi od sprzedaży nieruchomości, nasadzenia, urządzenia, obiekty
      znajdujące się na działce nie są bowiem nieruchomościami. Nie wchodzi też z
      reguły w rachubę podatek od sprzedaży rzeczy, ponieważ ten płaci się tylko
      wtedy, gdy sprzedaż ma miejsce w ciągu 6 miesięcy, licząc od końca miesiąca, w
      którym nastąpiło ich nabycie.

      Oczywiście, w razie zaangażowania notariusza przy transakcji sprzedaży
      nasadzeń, urządzeń i obiektów znajdujących się na działce, a także do
      ustanowienia prawa użytkowania w drodze umowy cywilnoprawnej zawartej w formie
      aktu notarialnego, należy się liczyć z koniecznością poniesienia opłaty
      notarialnej. Zależy ona od wartości przedmiotu transakcji.

      Izabela Lewandowska

      --------------------------------------------------------------------------------


      Drukuj artykuł Wyślij artykuł





      | Bez polskich znaków |
      | Rzeczpospolita | Z ostatniej chwili | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis
      Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
      | Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag |
      Kontakt |
      © Copyright by Presspublica Sp. z o.o.
    • 17.03.06, 09:02
      Starostowie powinni wydawać pozwolenia na budowę w ciągu 65 dni. Kiedy widzą,
      że nie zdążą i grożą im kary, pod byle pretekstem zawieszają postępowanie



      Wprawdzie przepisy mówią, że jeżeli starosta (w odniesieniu do niektórych
      inwestycji wojewoda) nie dotrzyma terminu, płaci karę 500 zł za każdy dzień
      zwłoki (art. 35 ust. 6 prawa budowlanego), można je jednak skutecznie obejść.
      Do owych 65 dni nie wlicza się bowiem: terminów przewidzianych w innych
      przepisach (np. w ustawie o ochronie zabytków), okresów zawieszenia postępowań,
      opóźnień powstałych z winy stron postępowania oraz z przyczyn niezależnych od
      starosty (art. 35 ust. 8).

      Mija termin, to się zawiesza
      - Przepis jest tak skonstruowany, że trudno byłoby udowodnić brak powodu do
      zawieszenia postępowania - mówi Adam Wolny z Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach.

      Wykorzystują to starostowie, by nie płacić kar za zwłokę. I wtedy inwestor
      otrzymuje np. w 64. dniu oczekiwania na pozwolenie wezwanie do uzupełnienia
      dokumentów.

      Połowiczna kontrola
      Urzędy wojewódzkie sprawdzają starostów, czy wydają pozwolenia na budowę
      zgodnie z przepisami (wojewodów - główny inspektor nadzoru budowlanego). Robią
      to na podstawie rejestrów: wniosków o pozwolenie na budowę oraz wydanych w tej
      sprawie decyzji. Prowadzą je starostowie (w niektórych sprawach wojewodowie).

      Do 5. dnia następnego miesiąca mają obowiązek przekazać rejestry urzędom
      wojewódzkim, a te sprawdzają, czy został naruszony ustawowy termin. - Jest to
      jednak mechaniczne porównywanie wniosków oraz wydanych pozwoleń. Nie ma
      praktycznego sposobu sprawdzenia podczasweryfikacji rejestrów, czy zawieszenie
      było faktycznie potrzebne oraz prawidłowe - dodaje Adam Wolny

      Kary są, ale nieliczne
      Przepis, który pozwala na nakładanie kar, funkcjonuje od trzech lat. Od
      początku były problemy z jego stosowaniem. Długo nie wiedziano, jak ten termin
      liczyć. Główny Urząd Nadzoru Budowlanego przygotował wprawdzie interpretację
      przepisów, jednak została ona potraktowana jak prawo powielaczowe. Starostowie
      i tak różnie ten termin liczyli. W końcu jedna z nowelizacji wprowadziła do
      prawa budowlanego zasady liczenia tego terminu. Ale wciąż są z tym problemy, a
      kar wymierza się niewiele.

      Zdaniem Adama Wolnego przepis dotyczący terminów prowadzenia postępowania oraz
      nakładania kar jest wyjątkowo trudny w stosowaniu.

      RENATA KRUPA-DĄBROWSKA

      --------------------------------------------------------------------------------

      Ile na uzupełnienie dokumentów


      Jacek Bielecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich
      Niedotrzymywanie terminu wydania pozwolenia na budowę jest nagminne. Urzędnicy
      żądają uzupełnienia dokumentacji albo dodatkowych uzgodnień. Kiedyś na
      pozwolenie na budowę czekałem półtora roku. Zdarzyło mi się też, że w ostatnim
      dniu urząd zażądał ode mnie uzupełnienia operatu oceniającego wpływ mojej
      inwestycji na środowisko. Moim zdaniem powinna zostać sporządzona lista
      dokumentów, jakich może żądać starosta przy załatwianiu formalności budowlanych
      w odniesieniu do konkretnych inwestycji. Przydałby się też przepis, że po
      złożeniu wniosku o pozwolenie wraz z dokumentami starostowie mają tylko dwa
      tygodnie na poinformowanie inwestora, jakich brakuje dokumentów.


      Nie ma terminów


      Mec. Jolanta Kalecińska-Porucznik z kancelarii White & Case
      W wypadku dużych inwestycji dotrzymanie terminu 65 dni jest nierealne. Często
      potrzebne są dodatkowe postępowania i dokumenty. Kodeks postępowania
      administracyjnego nie przewiduje żadnych terminów na poinformowanie inwestora o
      konieczności uzupełnienia dokumentów. Urzędnik może to zrobić w dowolnym
      czasie. Opieszały niepotrzebnie więc wydłuży postępowanie. Nie spotkałam się
      jednak z nieuzasadnionym zawieszaniem postępowania.



      Drukuj artykuł Wyślij artykuł





      | Bez polskich znaków |
      | Rzeczpospolita | Z ostatniej chwili | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis
      Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
      | Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag |
      Kontakt |
      © Copyright by Presspublica Sp. z o.o.


    • 23.03.06, 09:42
      WYMIAR SPRAWIEDLIWOŚCI

      Księgi wieczyste przestają hamować obrót nieruchomościami


      Coraz mniej spraw zalega w sądowych wydziałach ksiąg wieczystych. Krócej czeka
      się też na założenie księgi oraz wpis.




      Proces pełnej komputeryzacji ksiąg potrwa wiele lat. Na zdjęciu Wydział Ksiąg
      Wieczystych w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Mokotowa
      (c) ROBERT GARDZIŃSKI
      Opinie dotyczące poprawy pracy wydziałów wieczystoksięgowych są podzielone. Nie
      wszyscy petenci odczuwają poprawę.

      Tymczasem Ministerstwo Sprawiedliwości uważa, że pracę wydziałów
      wieczystoksięgowych usprawnia przede wszystkim sukcesywne wprowadzanie
      elektronicznych ksiąg wieczystych. Proces ten zaczął się w październiku 2003 r.
      Na pierwszy ogień poszło pięć sądów rejonowych w: Olsztynie, Płocku, Bytomiu,
      Wejherowie oraz dla Warszawy Mokotowa.

      Do 1 stycznia 2006 r. wprowadzono elektroniczne księgi w 66 wydziałach, w tym
      roku będzie je miało dalszych 55 wydziałów, w tym te z Białegostoku, Lublina,
      Białej Podlaskiej, Cieszyna, Żywca. Sukcesywnie będą dołączać do nich kolejne
      wydziały sądowe. Zakłada się, że proces komputeryzacji ksiąg potrwa jeszcze
      wiele lat.

      Komputeryzacja pomaga, ale stopniowo
      Petenci sądów, w których wdraża się elektroniczne księgi, muszą na kilka
      miesięcy uzbroić się w cierpliwość. Trzeba stworzyć wersję elektroniczną ksiąg
      wieczystych i przeprowadzić tzw. migrację. Migracjato nic innego jak wożenie
      starych papierowych ksiąg do specjalnego ośrodka, gdzie nadaje się im formę
      elektroniczną. Potem wracają do sądu.

      Dopóki księga nie ma wersji elektronicznej, dopóty nie można z niej korzystać.
      W sądach tworzą się więc zaległości. Można zatem na załatwienie sprawy poczekać
      kilka miesięcy. Gdy już jednak księga ma wersję elektroniczną, okres
      oczekiwania znacząco się skraca, a sprawy stopniowo znikają z półek sądowych.

      W porównaniu z ogólną liczbą wydziałów wieczystoksięgowych (345) postęp na
      razie nie jest duży, ale elektroniczne księgi wprowadzono najpierw w dużych
      miastach, gdzie wpływa najwięcej spraw i najdłużej czeka się na ich
      załatwienie.

      Dodatkowe etaty i podziały
      Wydziały wieczystoksięgowe w Poznaniu i Warszawie, gdzie zaległości były zawsze
      duże, podzielono na mniejsze. Była to dobra decyzja, bo zaczęły szybciej i
      sprawniej pracować.

      Nie bez znaczenia jest także zwiększenie zatrudnienia w sądach. W 2005 r.
      dostały 100 etatów referendarskich (wszystkie przypadły wydziałom
      wieczystoksięgowym).

      Ze statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że jeszcze kilka lat temu
      trzeba było czekać na rozpatrzenie sprawy minimum 3 miesiące, a w dużych
      miastach - co najmniej rok. W Warszawie np. czas oczekiwania wynosił nawet 14
      miesięcy.

      Sprawy znikają pomału z półek
      Teraz czeka się od 1,5 do 3 miesięcy. W niektórych miastach jednak trwa to
      nawet pół roku. Są to: Wrocław, Łódź, ale i tam sytuacja stopniowo się
      poprawia.

      Nie oznacza to jednak, że sądy nie mają już żadnych zaległości. W tej chwili
      wynoszą one 295 374, z czego 22 sprawy oczekują powyżej 5 lat, ponad 7350 spraw
      oczekuje na rozpoznanie powyżej 12 miesięcy (stanowią one 2 proc.), od 6 do 12
      miesięcy - 23 366 (7,9 proc. wszystkich wniosków), ale - jak zapewnia
      Ministerstwo Sprawiedliwości - ciągle ich ubywa. Świadczyć mogą o tym np. dane
      z Wrocławia. Na koniec 2005 r. zaległych spraw było tam ok. 20 tys., w tym roku
      liczba ta spadła do 14 tys.

      W ubiegłym roku do sądów wpłynęło 2,5 mln wniosków o założenie księgi
      wieczystej oraz o wpisy do nich. To o 55 tys. mniej niż przed rokiem.

      RENATA KRUPA-DĄBROWSKA

      --------------------------------------------------------------------------------

      Poprawa to fikcja


      Jacek Bielecki, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich
      Nie widzę, żeby wydziały wieczystoksięgowe pracowały sprawniej. Na wpis do
      księgi wieczystej w Warszawie czekam od 6 miesięcy do roku. Zdarzyło się także,
      że zagubiono księgę wieczystą i sąd długo nie mógł jej znaleźć. Do takich
      sytuacji przecież nie powinno w ogóle dochodzić.

      Nie ma dla mnie znaczenia, czy księga jest elektroniczna, czy papierowa, mnie
      interesuje tylko jedno: otrzymanie wpisu od ręki oraz założenie księgi
      wieczystej w ciągu tygodnia. Niestety, w Warszawie jest to, moim zdaniem,
      ciągle niemożliwe.



      Drukuj artykuł Wyślij artykuł





      | Bez polskich znaków |
      | Rzeczpospolita | Z ostatniej chwili | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis
      Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
      | Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag |
      Kontakt |
      © Copyright by Presspublica Sp. z o.o.


    • 24.03.06, 20:06
      Próba ożywienia


      Marek Skowroński, burmistrz Konstancina (PiS), po naszej poniedziałkowej
      publikacji jest skłonny odblokować wstrzymane przez siebie budowy. - Nie chcę
      nikomu uprzykrzać życia. Rozważam wznowienie wstrzymanych postępowań w sprawie
      wydawania warunków zabudowy - mówi.


      Burmistrz wystosował w tej sprawie zapytanie do Samorządowego Kolegium
      Odwoławczego, do którego odwołali się właściciele wstrzymanych inwestycji. W
      SKO wygrał m.in. Ryszard Grzenia, którego sprawę opisywaliśmy. W trzynastu
      przypadkach prawnicy przyznali jednak rację burmistrzowi. Nie wiadomo więc, jak
      odpowiedzą na zadane przez niego pytanie.

      Marek Skowroński zablokował wydawanie decyzji o warunkach zabudowy (są
      potrzebne do ubiegania się o pozwolenie na budowę) po tym, gdy w październiku
      weszła w życie ustawa o uzdrowiskach. Zgodnie z nią na terenie bez planów
      zagospodarowania należy wstrzymać wydawanie warunków zabudowy do czasu
      uchwalenia nowych planów. Ustawa daje na to dwa lata. Większość Konstancina nie
      jest objęta planami, co w praktyce oznacza paraliż inwestycji na 24 miesiące.

      Nowe prawo daje możliwość wydania warunków zabudowy osobom, które starały się o
      nie przed 2 października (dniem wejścia ustawy w życie). Większość gmin
      uzdrowiskowych poszła mieszkańcom na rękę. Burmistrz Konstancina z tej
      możliwości nie skorzystał.

      masz
    • 24.03.06, 20:11
      PRAWO CYWILNE Sąd Najwyższy żąda więcej respektu dla prawa własności

      Czyje są rury i kable na prywatnym gruncie


      Do właściciela należy decyzja, czy poprowadzone na jego gruncie odcinki linii
      elektrycznych, gazociągów, wodociągów staną się własnością przedsiębiorstwa
      wodociągowego, elektrowni


      Taka jest podstawowa konsekwencja precedensowej uchwały z 8 marca 2006 r.
      podjętej przez Sąd Najwyższy w składzie siedmiu sędziów. Odnosi się ona wprost
      do konstytucyjnych praw i wolności obywatelskich, bo do nich należy prawo
      własności. Jest odpowiedzią na pytanie prawne rzecznika praw obywatelskich.
      Wynika z niej, że właściciel nie traci praw do urządzeń służących do
      doprowadzania i odprowadzania wody, pary, gazu, elektryczności znajdujących się
      na jego gruncie przez to, że zostały połączone z siecią przedsiębiorstwa.

      To właściciel musiał zabiegać
      Przez wiele lat, przy tych samych przepisach, dominował pogląd, że z momentem
      przyłączenia urządzeń do sieci przechodzą one automatycznie na własność
      przedsiębiorstwa. Nawet gdy wybudował je czy założył własnym sumptem właściciel
      gruntu lub inna osoba.

      Przedsiębiorstwo więc nie musiało zabiegać o przejęcie na własność czy
      uzyskanie trwałego uprawnienia do ich eksploatacji. To właściciel musiał potem
      np. zabiegać o zapłatę za urządzenia czy za korzystanie z jego gruntu.

      Role się zmieniły
      Uchwała SN zmieniła zasadniczo pozycję właściciela, zwłaszcza w rozliczeniach
      finansowych z przedsiębiorstwem, jeśli to on finansował budowę urządzeń.

      Dotychczas było powszechną praktyką, że przedsiębiorstwa energetyczne,
      wodociągowe itp. przejmowały bezpłatnie odcinki przewodów znajdujących się na
      cudzym gruncie, choć ich nie finansowały.

      Uchwała oznacza też, że jeśli taka firma nie uzyskała trwałego tytułu prawnego
      do urządzeń, właściciel gruntu może je po prostu ze swego gruntu usnąć albo
      renegocjować warunki korzystania z nich.

      Znamienna ewolucja poglądów
      Do tak zasadniczej ewolucji poglądów doszło, mimo że przepisy kodeksu cywilnego
      wchodzące tu w rachubę pozostają bez zmian od 1964 r. Nie sposób tu przecenić
      wpływu, jaki na ten proces miało wpisanie gwarancji prawa własności do
      Konstytucji RP. Na te gwarancje powoływał się rzecznik praw obywatelskich w
      uzasadnieniu pytania prawnego.

      Powodem wątpliwości był art. 49 k.c. Zapisano w nim, że urządzenia służące do
      doprowadzania i odprowadzania wody, pary, gazu prądu elektrycznego oraz inne
      urządzenia podobne nie należą do części składowych gruntu lub budynku, a więc
      nie są własnością właściciela tego gruntu czy budynku, "jeśli wchodzą w skład
      przedsiębiorstwa lub zakładu".

      Sąd Najwyższy zmienia zdanie
      Zasadnicze znaczenie dla sposobu wykładni art. 49 k.c. miała uchwała Trybunału
      Konstytucyjnego z 4 grudnia 1991 r. TK uznał w niej, że przepis ten wprowadza
      wyjątek od zasady przewidzianej w art. 47 § 2 k.c. i oznacza, że wskazane nim
      urządzenia przesyłowe są częścią składową przedsiębiorstwa lub zakładu.

      Wedle zaś art. 47 § 2 k.c. częścią składową gruntu (rzeczy) jest wszystko, co
      nie może być odłączone od niego bez uszkodzenia lub istotnej zmiany całości
      albo bez uszkodzenia lub istotnej zmiany przedmiotu odłączonego.

      Z kolei SN, powołując się na uchwałę TK, stwierdził, że z chwilą podłączenia
      urządzeń przesyłowych do sieci wchodzą one w skład przedsiębiorstwa. Przestają
      być częścią składową nieruchomości i własnością jej właściciela. SN uznał przy
      tym, że połączenie jest kwestią faktu, a nie np. umowy z właścicielem gruntu.

      Wejście zatem w skład przedsiębiorstwa i utrata własności urządzeń przez
      właściciela gruntu następuje automatycznie. Tak tę kwestię rozumiał również NSA
      i Sąd Antymonopolowy.

      Z czasem przed SN zaczęły zapadać wyroki oparte na odmiennym założeniu. Uchwala
      z 8 marca 2006 r. tę ewolucję ostatecznie przypieczętowała. Trzeba zaznaczyć,
      że stanowisko w niej wyrażone w pełni odpowiada literze i intencjom ustawy z
      2001 r. o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków, a
      także prawa energetycznego z 1997 r. Pozwala na bardziej elastyczne i
      odpowiadające zainteresowanym ukształtowanie relacji: właściciel gruntu -
      przedsiębiorstwo (sygn. III CZP 105/05).

      Izabela Lewandowska

      --------------------------------------------------------------------------------


      Drukuj artykuł Wyślij artykuł





      | Bez polskich znaków |
      | Rzeczpospolita | Z ostatniej chwili | Archiwum | Serwis Ekonomiczny | Serwis
      Prawny | Cennik | Regulamin | Serwis WAP | Prenumerata
      | Reklama | English/Deutsch | O nas | Praca i staże | Zgłaszanie uwag |
      Kontakt |
      © Copyright by Presspublica Sp. z o.o.


    • 24.03.06, 20:13
    • 08.05.06, 17:05
    • 10.10.06, 14:44
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.