Dodaj do ulubionych

zrujnowana finansowo

05.03.08, 18:34
czy ktoś podobnie jak ja posiada wrażenie że budowa wymarzonego
domku rujnuje finansowo ?

ok przyznaję bez bicia - jestem trochę rozrzutna, ale teraz wzięłam
się w garść, zacisnęłąm pasa i oszczędzam. pomimo tego czuję że nie
wyrobię finansowo i na kredyt i na wyposażenie. czuję, że zamiast
cieszyć się że domek stoi, rośnie w górę ja wyrywam włosy z głowy
myśląć skąd wziąć na drzwi, kafeki etc.
i tak powolutku chciałam wszytsko zrobić ale waidomo wykonczyć muszę
jeden pokój i 1 łazienkę - dosłownie minimum.

może po prostu nie "dorosłam" do budowy domu.
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • rispetto Re: zrujnowana finansowo 05.03.08, 19:24
      pozostaje Ci tylko współczuć i niech przeczytają to wszyscy ci, którzy ze
      słowami "alleluja i do przodu" zaczynają budowę będąc przekonanym, że za 100
      tysięcy wybudują dom i wygodnie w nim zamieszkają. Takich optymistycznych wątków
      było tu przynajmniej kilka i pytania wątpiących kwitowano najczęściej w stylu
      "nie martw się, najważniejsze to zacząć, a później już jakoś będzie". Twój
      przykład pokazuje to "jakoś".
      • almost_angel Re: zrujnowana finansowo 05.03.08, 19:38
        wiesz, gdyby to chodziło o 100 tyś. to bym nie lamentowała ...
        niestety kwota jest o wiele wyższa...

        jednak zgodzę się całkowicie z Tobą że istnieje hurraoptymistycznie
        przekonianie na zasadzie "dla chcącego nic trudnego"... może
        faktycznie ja coś źle robię ...

        na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć że nawet gdybym w
        swoim mieście kupiłą mieszkanie 3 pokojowe to kwota i problem byłby
        dokłądnie ten sam... czyli bez różnicy dom czy mieszkanie (działkę
        miałam własną)

        pzdr
        • sorapis Re: zrujnowana finansowo 19.03.08, 12:28

          Dobrze robisz, budując dom. To, że jest trudno, to wiadomo. Sam nie jestem w
          stanie porwać się na taki wysiłek (mnie by z pewnością nie starczyło...). Jednak
          wiem i rozumiem co to dom, swoje miejsce na ziemi. Mieszkam w bloku a widok
          śmierdzącej klatki i łobuzów pod drzwiami jest najlepszą motywacją, żeby się z
          niego wynieść. Dlatego za parę lat nie będziesz pamiętać o trudach budowy.
    • jarecki_2 Re: zrujnowana finansowo 05.03.08, 19:50
      Liczyć i oszczędzać trzeba od samego początku a później cieszyć się jak coś
      zostanie lub rozłożyć sobie budowę na etapy. Faktycznie jest tak, co potępia
      rispetto choć mówi o hura optymizmie, że jak się zacznie to już zawsze choćby
      nie wiem co jakoś dalej pójdzie, ale zawsze trzeba liczyć, liczyć i jeszcze raz
      liczyć, dowiadywać się, pytać itd. Rozpoczęcie budowy, czyli byle zacząć, nie
      musi i nie powinno się równać z hura optymizmem. W moim rozumieniu powinno się
      to równać z dobrym początkiem, który prowadzi do szczęśliwego końca.





      --
      biuro@zubbau.pl
      • rispetto Re: zrujnowana finansowo 05.03.08, 21:06
        to, o czym piszesz i co miałem na myśli w poprzednim poście to jak
        najdokładniejszy biznesplan i trzymanie się go z żelazną dyscypliną od
        pierwszego wbicia łopaty do momentu przeprowadzki. Każde pofolgowanie swoim
        słabościom ("mamy trochę pieniędzy to kupimy kominek za 10 tysięcy zamiast za 3
        tysiące")może skończyć się katastrofą lub mieszkaniem w gołych murach przez
        wiele lat. Pewnie wielu z Was ma tego przykłady w sąsiedztwie lub wśród znajomych.
      • mamalesia Re: zrujnowana finansowo 06.03.08, 06:57
        Wydaje mi sie, ze kluczem do sukcesu jest szczegółowy kosztorys (ale
        naprawdę realny!) i wczesniejsze kupowanie wykończeniówki.
        My kosztorys mieliśmy skopany, bo miedzy grudniem 2006 a marcem 2007
        różnice zrobiły sie znaczne, ale ustaliliśmy sobie sami "co za co
        ile". Wzielismy kredyt, na ile sobie wyliczylismy i ...za 3 tygodnie
        wprowadzka:)
        --
        Obecność bliskiej osoby czyni cuda. Jeśli będziesz mieć świadomość
        jej obecności, to pokonasz wszystkie trudy.
        • Gość: Tomek-Dortmund Re: zrujnowana finansowo IP: *.versanet.de 06.03.08, 09:34
          Glowa do gory, bledy zostaly popelnione, wiec bedziesz musiala na niektore
          luksusy troche poczekac.
          Co ja zaobserwowalem u nowobudujacych to sa nowe autka, ledwo sciany wymurowane
          a wlasciciel juz nowym autem jezdzi i jako ze pieniedzy na wykonczenie wtedy
          brakuje to chce wykonczeniowke za pol darmo...zycze wiecej opanowania inwestorom.
        • almost_angel Re: zrujnowana finansowo 06.03.08, 09:45
          zgadzam się z przedmówcami w 100% ale w założeniu że mogłabym cofnąć
          się do września (wtedy kiedy załatwiałam kredyt hipoteczny).
          teraz zrobiłam co mogłam - karty kredytowe oddałam w depozyt,
          spisałam wszystkie kredyty, odkładam jakieś "drobne" pieniądze do
          koperty i trzymam je w pracy co by nie naszła mnie pokusa wydania
          ich.

          trudno, najwyżej znajdę jakąś dodatkową pracę na trzecią zmianę... i
          tak spać nie mogę po nocach ;-)))

          jednak jest to dla mnie nauczka na całe zycie...
          • rispetto Re: zrujnowana finansowo 06.03.08, 11:37
            i tak dobrze, że na takim etpaie sama doszłaś do takich wniosków ;-)
            A karty kredytowe nieraz uratowały mnie w czasie budowy, gdy nie
            mogłem uruchomić nowej transzy pieniędzy, a gotówka była potrzbna
            na "już" ;-)
          • Gość: Gość Re: zrujnowana finansowo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.08, 12:19
            do almost_angel!!!

            Z tego jak piszesz wynika, że jesteś sama. I bierzesz się za
            budowę??? Po co Ci to??? A pomijając wszystko, to masz gdzie
            mieszkać, bo jesli wynajmujesz to pewnie sporą kaskę wydajesz na
            wynajem????? Ludzie, budujecie swoje wymarzone domy i zrzędzicie. ja
            Was nijak nie rozumiem. Może je sprzedajcie. Pod gołym niebem, ale
            za to z kasą. paranoja, ale mimo to pozdrawiam. A Ty dbaj o swoją
            budowę i domek i nie słuchaj malkontentów.Przynajmniej wiesz na co
            wydajesz pieniądze.
      • Gość: Kazik Żartowniś :( IP: 212.33.72.* 11.03.08, 14:44
        Inflacja i tak będzie szybsza niż wzrost dochodów. A banki szybko podniosą
        oprocentowanie kredytów. Trzymajcie się kredytobiorcy, a wy, co dopiero o
        kredycie myślicie, nie dajcie sobie wmówić, że sfinansowanie 110% inwestycji
        przez bank, to genialny pomysł (jeśli nie macie gotówki), i że wysokość kredytu
        można wyśrubować, patrząc przez palce na zdolność kredytową. To prosta droga do
        kłopotów i zlicytowania wymarzonego domu przez bank-wierzyciela.
        • Gość: KREDYT Re: Żartowniś :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.08, 09:47
          Witam.
          A jakie mają wyjście ludzie, którzy nie mają własnego wkładu, a chcieliby gdzieś
          zamieszkać. Stworzyć rodzinę, dom. Mogę płacić 1200 zł kredytu, albo 1200 za
          wynajem. Ale jak długo można wynajmować mieszkanie. Łatwo takiemu, który ma na
          koncie 150 tyś, mamusię i tatusia, którzy do końca życia niańczą swojego synusia
          i połowę mieszkania mu spłacą, gotując jeszcze obiadki. A jak tego nie ma i
          realia są takie : 3000 zł na koncie co miech, wynajem i marzenie o własnym kącie.
          ZOSTAJE TYLKO KREDYT. I ściskanie tyłka do pierwszego.
          • Gość: Kazik Re: Żartowniś :( IP: *.chilan.net 12.03.08, 21:35
            Ależ ja nie mam nic przeciwko kredytom. Tylko je trzeba brać z głową, a nie na
            zasadzie "co prawda zdolność kredytowa to 300tys, ale jak się nie przyznam do
            dzieci i dopiszę do zarobków extra nagrodę to wyjdzie 400 tys.". Wtedy sami
            kopiemy sobie dołek. Jeśli kogoś nie stać na 150 metrowy dom, niech kupuje 90
            metrowy, a nie kombinuje, bo jest duże prawdopodobieństwo, że zostanie bez domu,
            bez kredytu, bez pieniedzy i z "wilczym biletem" niewypłacalności na koncie.
          • kretynofil Jezu, znowu to samo... 18.03.08, 13:49
            1200 kredyt - 1200 wynajem. Ludzie, skad Wy te liczby bierzecie? Po
            pierwsze, do kosztow kredytu trzeba dodac koszty utrzymania
            mieszkania (czynsz, zaliczki, ubezpieczenie, amortyzacja, remonty,
            etc.), po drugie trzeba porownywac takie same mieszkania!

            Zeby zachowac takie proporcje jak podajesz (1200/1200) to trzeba
            porownywac wynajem w Warszawie z kupnem w Gnojowej Gorce na
            lubelszczyznie...

            Moge Cie zapewnic, ze NIGDZIE w Polsce nie ma nawet jednego miejsca,
            gdzie zakup mieszkania kosztuje miesiecznie tyle samo lub mniej niz
            wynajem - nie bez wkladu wlasnego. I tyle w temacie Twojego
            naganiania...

            ----------------------------------------------

            Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
            internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
            czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
            kretynami. Milej lektury :)
            • orangewhatever Re: Jezu, znowu to samo... 18.03.08, 15:02
              kretyfnofilu drogi, otóż ja jestem przykładem tego, że tak się da.
              w Krakowie.

              płacę tyle samo kredytu, ile oddawałam ludziom, którzy mi wynajmowali to
              mieszkanie. do tego i wcześniej, i teraz, dokładałam wszelkie opłaty, czyli
              czynsz, prąd, gaz.

              mieszkanie kupiłam kilkuletnie, w dobrym miejscu. nie ma tak, że się nie da.
              trzeba trafić - mnie się udało.

              --
              Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu
              idiotów - Stanisław Lem

              DarmozjadPierwszy Darmozjad Drugi
              • kretynofil Kilka pytan w takim razie: 18.03.08, 15:07
                - kiedy kupiles mieszkanie,
                - ile wynosil wynajem,
                - ile wynosi kredyt + czynsz + zaliczki + ubezpieczenie +
                amortyzacja + wlasne remonty.

                Mysle ze po odpowiedzi na te pytania dojdziemy do tego, jak Ci sie
                ta "sztuczka" udala :) Ja mam trzy teorie:
                - mieszkanie kupiles najpozniej w 2005 (byly tansze),
                - wynajem wynosil za duzo (mozna wynajac taniej),
                - nie liczysz kosztow pobocznych, ktore przy wynajmie sa kosztem
                wlasciciela mieszkania wliczonym w cene wynajmu (bardzo czesty blad).

                Pozdrawiam!

                ----------------------------------------------

                Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
                czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
                kretynami. Milej lektury :)
                • Gość: Orangewhatever Re: Kilka pytan w takim razie: IP: *.oen.agh.edu.pl 19.03.08, 12:01
                  już odpowiadam:
                  mieszkanie kupiłam w lipcu 2006 - nie ukrywam, że cena, którą mi zaproponowano,
                  znacznie odbiegała od tych "obowiązujących" (sprzedawali starsi ludzie, od
                  których wcześniej przez 2,5 roku wynajmowałam to mieszkanie, niekoniecznie byli
                  zorientowani w rynku, z resztą już po podpisaniu umowy strasznie żałowali, że
                  sprzedali za tyle;))

                  z remontów - tylko pomalowanie ścian, bo kolor mi się nie podobał - mieszkanie
                  miało 4,5 roku, więc sprzęty nowe.
                  aha, no i wstawiłam drzwi do sypialni.

                  napisałam Ci w poprzedniej odpowiedzi, że płaciłam wynajem PLUS czynsz, plus
                  zaliczki. i kredyt płacę w wysokości odpowiadającej WYNAJMOWI plus czynsz, plus
                  zaliczki...aha, plus 35 zł ubezpieczenia.
                  czyli kwota obecnego kredytu różni się o te 35 zł w porównaniu do wynajmu.
                  umiem czytać ze zrozumieniem;)

                  koszt wynajmu w porównaniu z innymi ofertami, a oglądaliśmy kilka, nie był
                  przesadzony. ot, prawie identyczne mieszkanie, w tej samej dzielnicy, tylko np.
                  ze starymi oknami, kosztowało 200 zł drożej, za to mniejsze, jednopokojowe,
                  30-letnie, masakrycznie zapuszczone, 150 zł taniej, więc...

                  dlatego mówię - ceny na rynku są różne, kiedy ja kupowałam moje mieszkanie,
                  porównywałam z podobnymi ofertami, i nawet w tym samym bloku były kilkadziesiąt
                  (!!) procent wyższe ceny za metr.
                  więc uważam, że jest szansa coś fajnego w dobrej cenie trafić w każdym momencie;)
                  • kretynofil W takim razie sie zgadzam - sa wyjatki :) 19.03.08, 13:00
                    Tyle ze na nie mowie, ze sie nie da. Ja tylko mowie ze to nie jest
                    regula - a to zasadnicza roznica. Chyba sie zgodzisz z tym, ze nie
                    ma takiego miejsca w Polsce, gdzie wynajem kosztuje tyle samo co
                    kupno w wiekszej niz 1% ilosci przypadkow, prawda?

                    Jesli jednak sie ze mna nie zgadzasz, to mozemy przyjac, ze zarobki
                    w Polsce to srednio 60.000 miesiecznie - przeciez kazdemu moze sie
                    udac zostac prezenterem telewizyjnym albo prezesem duzej firmy,
                    prawda? Skoro kilku osobom sie udalo, to czemu ma sie nie udac
                    wszystkim!

                    ----------------------------------------------

                    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
                    czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
                    kretynami. Milej lektury :)
              • kretynofil Konkrety poprosze... 19.03.08, 10:33
                Ile dokladnie wynosi wynajem i jakie do tego sa oplaty. Ile wynosi
                cena mieszkania - i jak wyliczyles rate kredytu. Ile kosztuje
                ubezpieczenie tego mieszkania, jakie sa oplaty administracyjne,
                fundusz remontowy (pewnie zero, skoro nowe od dewelopera), itd.

                Wiesz, tak walnac z glowy "wydaje mnie siem, ze wynajem to kosztuje
                okolo 1000 + oplaty, a rata to by tania byla" to kazdy duren
                potrafi - pytanie brzmi: czy potrafi to czyms poprzec? Okolo 1000 to
                ile? 800? 1200? Oplaty to co? Czy zaliczki na media sa w to
                wliczone, czy nie? Ile wynosi kaucja, i czy bedzie pokrywac koszty
                remontu koniecznego z racji normalnego zuzycia czy nie? To wszystko
                jest wazne!

                ----------------------------------------------

                Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
                czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
                kretynami. Milej lektury :)
            • Gość: efka Re: Nie rozumiem tego porównania... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.03.08, 15:36
              Warszawa-mieszkanie-Gnojowa Wólka -dom.
              We Wrocławiu:
              Mieaszkanie 2 pok ,- wynajem ok 1,200zł
              Kredyt 150.000 - 700zł + koszty utrzymania tego domu/ 115m / 1200zł -
              1400.

              To realnie.tak właśnie płacę we Wrocławiu.
              Działkę miałam to fakt i/10km od centrum-3km od granic Wrocławia/, i
              trochę oszczędności.koszrt domu 250tys.wykończeniówka we własnym
              zakresie , nie zlecana.
              Więc proszę nie pisac takich bzdur.
              Zamiast wynajmowac wolę spłacac własny dom.DOKŁADNIE
              Pozdrawiam niedowiarków
    • Gość: jerzy Re: zrujnowana finansowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.08, 13:55
      ja też jestem troche rozrzutny, więc domu nie buduję, co prawda
      brakuje 1 pokoju dla dziecka, ale przeliczyłem wszystko i wyszło mi
      że nie che prze następne kilka lat robic na dom, rezygnując z
      wyjazdów wakacji i mniejszych czy większych przjemności. Do tego
      zapytałem syna: chcesz mieś swoj pokój (mają z bratem) ale nie
      pojedziemy na wakacje jak w tym roku - bez namysłu powiedział NIE !
      I do tego 90% znajomych "buduje się" i zadręcza pytaniami : kiedy Ty
      zaczniesz się budować. A mi nie pasuje mieszkanie poza miastem,
      dowozenie dzieci itp, zycie na kredycie i łozenie w ściany. A juz
      osoba która bierze krdeyt na 30 lat to dla mnie szok : do 60 go roku
      życia bedzie spłacać kredyt !!!
      • Gość: zed Re: zrujnowana finansowo IP: *.cec.eu.int 18.03.08, 14:15
        tu nie masz do konca racji:)
        ja wzialem jakis czas kredyt na 30 lat, ale zarabiam tyle ze moge go splacic w 2
        lata oszczedzajac...
        jak na razie nie splacam bo chociazby glupia lokata daje mi wiecej procent niz
        kosztuje mnie kredyt we frankach...
        ale fakt, gdymym zarabial 3-5 k nie wzialbym kredytu bo splacalbym go pewno
        dokladnie te 30 lat i kosztowaloby mnie to wiele wyrzeczen...
      • Gość: trzecia fala nierealne IP: *.novartis.com 18.03.08, 14:43
        Kosztory szczegolowy - nie ma szans zeby bylo wszytsko ujete.
        Malo kto przewidzial zeszloroczne zmiany w cenach materialow
        budowlanych czy wzrost kosztow pracy fachowcow.

        Przed budowa malo kto sobie zdaje sprawe ile malych pie..k trzeba
        kupic ktore wsyztkie kosztuja. No ktos abrdziej kumaty mzoe sobie
        poogladac rzeczy ktore sa naokolo i podliczyc np gniazdka
        elektryczne (tak za to tez trzeba ebdize zaplacic) cyz przewody
        ktore sa w scianach.
        A np gwozdzie do rusztowan/szalunkow ktorych nie zobaczysz teraz a
        tez trzeba ebdzie kupic? I tysiace innych rzeczy.

        • adalberto Re: nierealne 18.03.08, 16:20
          Całkiem rozsądne i, jak się okazuje, dobre przybliżenie, to policzenie 1200-1400
          zł za metr kw. przy założeniu oszczędnego remontu (tańsze materiały i
          wyposażenie, tańsi fachowcy - wbrew pozorom można znaleźć takich, którzy za
          rozsądną cenę zrobią dobrze, itp. - generalnie bez szaleństw). Przy remoncie z
          nieco większym rozmachem należy liczyć się z kosztem ok. 1800-2000 za metr.
          Przetestowane na kilkuelementowej próbie. Jako remont rozumiem zdarcie
          wszystkiego do gołych ścian i podłóg i zrobienie wszystkiego na nowo, czyli
          właściwie to samo się pewnie tyczy zrobienia domu od momentu, w którym ten dom
          już stoi :)
        • Gość: m Re: nierealne IP: *.elysio.pl 19.03.08, 11:57
          No właśnie dlatego mówię kosztorys szczegółowy. Kosztorys szczegółowy obejmuje
          nawet gwoździe do szalunków itp. Oczywiście wzrostu cen nie da się przewidzieć,
          dlatego warto taki kosztorys mieć w formie elektronicznej i na bieżąco
          przeliczać, można wtedy podejmować jako takie decyzje odnośnie gdzie
          zaoszczędzić żeby budowę zakończyć. Moim skromnym zdaniem bez takiej kontroli
          zawsze przekroczymy założony budżet. Problem jest znany od dawna i zawsze taki
          sam: gdy na początku budowy ma się "kupę kasy" to bardzo łatwo jest szastać
          forsą na lewo i prawo.
    • albba Re: zrujnowana finansowo 18.03.08, 16:59
      Hej, głowa do góry! Budowa domu to wariactwo, budowałam to wiem. Oduczy cię
      rozrzutności. Natomiast moja rada: nie kupuj badziewia dlatego, że tańsze.
      Lepiej poczekać, aż uzbiera sie kasę (a może będzie promocja?) niż kupić coś co
      gwałci oczy (jakieś pieniądze jednak wydane, a radości żadnej). Drzwi (no chyba
      że wejściowe) mogą poczekać. Swoje wstawiłam po 3 latach, ale takie jak sobie
      wymarzyłam. Kafelki to już gorzej, ale dobrze policz- może to nie aż tak dużo
      metrów. I targuj się, babie upust dadzą. Polecam tekst "mi się to tak podoba,
      ale mąż mówi, że za drogo". Powodzenia i dużo radości z domku (kiedy już wyrośnie)
      • Gość: trzecia fala dokladnie IP: *.novartis.com 18.03.08, 18:10
        Duzo zalezy tez od tego w ktorym miejscu drabiny sie jest. Minely
        juz czasy kiedy budowales dom i mieszkales tam do konca zycia! To
        nie ma sensu! Dom ma byc dopasowany do etapu w jakim akurta znajduje
        sie rodzina. Na dorobku - skromniej. Juz dzieciaci no to trzeba
        wiecej miejsca. Etap dziadkow znow mniejszy domek - nie trzeba eksta
        pokoi.

        Kredyt na 30 lat ale popatrzcie prosze jak chetnie banki daja ta
        kase. Bo wiedza ze np jak ktos zaczal budowac w 2006 to ten dom juz
        teraz jest wart duzo wiecej niz oryginalna wycena. No te kerdydy sie
        splaca wczesniej albo z wlasnej kasy albo ze sprzedazy i
        przeprowadzki.

        Moj domek jest swietny, z poprawkami do projektu jakie sobie
        wmarzylem, dzialka w sam raz mniejsza niz ostatnio bo nie potrzebuje
        az tak duzo ale .. wiecej niz 10 lat w jednym miejscu??? No wai :P
      • Gość: Jollkka Re: zrujnowana finansowo IP: 87.205.16.* 18.03.08, 18:14
        Witam, ja też przeżyłam koszmar budowy, sama w to nie wierzyłam, że
        kiedyś się skończy, ale udało się i jakoś żyję!!! Trwało to 3 lata i
        już prawie byłam gotowa sprzedać wszystko i pojechać na długie
        wakacje. Teraz mieszkam już rok w nowym domu, mam kilka łóżek, stare
        meble, ogrzewanie węglowe, brakuje mi wszystkiego i na wszystko, ale
        na wakacjach już byłam,a całe życie na zgromadzenie dóbr
        doczesnych.Głowa do góry, kosztorys budowy i domowy do ręki a sama
        zobaczysz, że nadejdzie piękny dzień przeprowadzki! A tak na
        marginesie jedną z metod oszczędzania jest szukanie materiałów
        wykończeniowych w tzw. 2 gat. Różnicy żadnej, a cena o 30% niższa.
        Powodzenia
    • mynia_pynia Re: zrujnowana finansowo 18.03.08, 20:21
      Biznesplan przy budowie domu - no umrę ze śmiechu ;)
      Chyba jak kupujesz gotowy do zamieszkania a i to nie zawsze!!!

      Prawda jest trochę inna, apetyt rośnie w miarę jedzenia, tu lepsze
      okna o 3 tyś, tu lepsza farba do elewacji, tam lepszy styropian,
      inny lakier do podłóg, fajniejsze zabezpieczenia, ładniejszy kamień
      i nagle z kwoty "tysiąc tu, 2 tysiące tam" robi się kwota 20 - 50 tyś
      i pół biedy jak zabraknie kasy tylko na meble i dekoracje, gorzej
      jak zabraknie na sprzęty niezbędne.
      Albo inna strona braku kasy: tu wykonawca droższy o tysiaka, tam
      materiał podrożał, itp.

      To tak jak z planowaniem wakacji niby wycieczka opłacona, ceny
      atrakcji znane jakiś zapas na przyjemności a i tak człowiek wraca z
      pustymi kieszeniami i kartami kredytowymi wybranymi do maksymalnej
      kwoty :)


      Oglądacie czasem na Travel & Living taki program "Wielkie Projekty"
      tam nikt z budujących nie wyrobił się w zakładanm budrzecie może z 5
      % osób zmieściło się w nadwyżce 20%, duża część przekroczyła kwoty o
      40 - 50%.
      Sporo jest osób które przeliczyły się o 100%, a już rekordziści
      wydali 400% więcej.
      • Gość: pt Re: zrujnowana finansowo IP: *.echostar.pl 18.03.08, 20:44
        biznesplan lub kosztorys - jak kto woli - to sobie mozna robić jak kto chce
        wiedzieć ile mu braknie kasy, a nie ile musi mieć, zeby wykonać to co zaplanował.
        sam to przećwiczyłem przy urządzaniu mieszkania. wyszło mi - a zakładałem ceny
        bardzo realne - że na wprowadzenie się do mieszkania będę potrzebował 20-30tys
        zł. [dylemat był czy brać kredyt dodatkowy czy nie] zdecydowałem, że nie, no i
        zacząłem wprowadzać w życie kosztorys. okazało się ze za założone wcześniej sumy
        to sobie mogę ściany pomalować i kilka podstawowych sprzętów agd kupić +
        łazienka kompletna. zacząłem ciąć i efekty są takie, ze w zakładanej kwocie może
        i się zmieściłem, ale kosztem uprawiania dziadostwa na różnych elementach
        wykończenia. rezultat jest taki, ze po roku mieszkania, rozpoczynam prace
        związane z wykończeniem na nowo [właśnie dziś zaczęli malarze].
        wniosek - jak brak kasy to lepiej nazbierać i zrobić raz a porządnie.
        w przeciwnum wypadu robimy dwa razy:
        1 pierwszy raz
        2 drugi raz ale dobrze

        pozdr
          • the-dubliner Re: zrujnowana finansowo 18.03.08, 23:37
            Wizja kredytu przez 30 lat nie jest dla mnie, w koncu nie znam dnia ani
            godziny....wybralem te sama droge co współforumowicz kretynofil - praca w innym
            kraju. Mysle, ze warto spedzic kilka lat zycia na obczyznie a pozniej zc bez
            kredytu. Sam jeszcze nie mam nieruchomosci w PL..w sumie nie wiem, czy to nie
            jest wyrzucanie pieniedzy w bloto, nauczylem sie, ze sa lepsze miejsca, inne,
            milsze. Wszystkim budujacym zycze powodzenia w spełnianiu marzen.
            --
            p o m o g e i n ny m
      • Gość: Adalberto Re: zrujnowana finansowo IP: 62.29.249.* 19.03.08, 10:27
        Mówi się, że jak planujesz projekt informatyczny na jakiś określony czas, to
        pomnóż ten czas przez dwa i zastosuj o jednostkę wyżej - np. planujesz coś na
        tydzień - zajmie dwa miesiące :) Oczywiście trochę przesada - ale tylko trochę :)
        Tak samo budowami, remontami itp. Najprostsza metoda i się zadziwiająco
        sprawdza. Zrób porządny kosztorys wg swojej najlepszej wiedzy, a potem sumę
        pomnóż przez 2 - tyle mniej więcej wyjdzie.
        To tak jak z pakowaniem się na wycieczkę: rzeczy przeznaczone do spakowania
        należy podzielić na te, które są absolutnie niezbędne i te, bez których nie
        przeżyjesz - i z tych drugich zabrać połowę :) Też zadziwiająco się sprawdza! :)
        Optymistyczne pozdrowienia dla wszystkich budujących i remontujących :)
        AO
    • Gość: bm Re: zrujnowana finansowo IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.03.08, 09:20
      Kochana, a kto Ci powiedział, że musisz wszystko zrobić od razu.
      Nic nie ma natychmiast, chyba, że ktoś jest milionerem.
      Skończ budowę i nie zawracaj sobie głowy wyposażeniem. Zrób to co
      najważniejsze. Resztę zrobisz powoli i spokojnie. Będzie nawet
      lepiej, bo mody się zmieniają i jest szansa mieć lepiej niż dziś.
      Ja swoje mieszkanie wyposażałam 7 lat. I nie jest to żadne cudo, ale
      jestem zadowolona - wygląda ciekawie a ja jestem w nim szczęśliwa.
      Ogranicz program i znajdziesz trochę radości.
      Wielu moich znajomych zbudowało domy, a urządzają je do dziś z
      całkiem dobrym skutkiem.
      Powodzenia.
    • Gość: śmiechu_warte Re: zrujnowana finansowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.08, 09:25
      Wybacz, Zrujnowana - ale czytalem ostatnio o takim jednym, co dom na kredyt
      kupił, a pozniej w gazecie plakal, ze nie widzi przyszlosci, ze nie da rady
      splacic, ze jgo córka bedzie jeszcze musiala na to skromne mieszkanie zarabiac...

      A pozniej sie przyznal - ze razem z małzonką maja na reke miesiecznie 7000 zł
      (siedem tysiecy). Przyznal, ze potrafi zostawic w pizzerii 400 zl za jedna
      kolacje. Z tych 7000 cale dwa tysiace idzie na spłate kredytu, kolejne dwa
      tysiace na oplaty (rozumiem - czynsz, energia, gaz, internet, ubezpieczenie
      samochodu i telefon i pewnie szalenie drogie przedszkole dla corki - no bo chyba
      nie placi 1000 zl za telefon?)i na zycie zostaje im 3000 zł i nie potrafia nic
      odłożyc....


      I peklem ze smiechu.
      Pozdrawiam wszystkich takich bankrutów
      Stasiu:)


      • Gość: Kinia Re: zrujnowana finansowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.08, 12:50
        Święte słowa. Ja tez mam zamiar budować domek. Niestety nie będzie to mój dom marzeń -150m2, dwa garaże, wielki podjazd ogromny ogród. W tym momencie mam działkę na której na pewno nie zmieści się taki dom oraz ogród. Czyli wiadomo mniejszy dom i ogródek.
        Wiem już teraz że wykończeń też nie będę miała luksusowych. Nie zatrudnię ekipy która przyjdzie i wszystko zrobi. Pomogą mi kuzyni, którym zapłacę pewnie połowę tego co profesjonalnej ekipie. Część wykończeń sam mąż zrobi albo tata i teść pomogą. Nie będę kupować kafelków po 60zł/m2 ale te tańsze, tak samo jak wszystko inne.
        Teraz już nie marzę o wielkim luksusowym domu, ale o SWOIM domku.
        Wiem że jak weźmiemy kredyt to pewnie nie będzie tak kolorowo i nie jedne wakacje sobie darujemy. Niestety nie jesteśmy lekarzami czy prawnikami i nie zarabiamy po 5tys.
        Tak, wiec jeśli się wie na ile kogo stać - to wtedy można brać się za budowę. Nie chcę postawić domu założyć drzwi i okna po kosmicznych cenach. Wolę kupić to tańsze i mieć jeszcze na kafelki i panele np.
        No ale to tak trzeba kombinować jak sie nie ma kasy......Nie okradnę przecież banku.....a dom muszę mieć, nie chce w nieskończoność mieszkać z rodzicami.
        Niestety tak wygląda rzeczywistość w Polsce i musimy sobie radzić
        • kretynofil Poprawka, droga Pani: 19.03.08, 13:14
          > Nie będę kupować kafelków po 60zł/m2 ale te tańsze, tak samo jak
          wszystko inne.

          Kafelki po 60PLN/m2 to w miare tanie kafelki... Jest takie
          powiedzenie - biednych ludzi nie stac na oszczedzanie. W wypadku
          takich rzeczy jak budowa domu, remont badz wykonczenie mieszkania,
          to sie sprawdza w 100%. Kazda oszczedzona kosztem jakosci zlotowka
          bedzie Cie kosztowala kilka razy wiecej za kilka lat. Pewnych rzeczy
          nie oszukasz po prostu... Wiem, ze zaraz tu na mnie skocza ludzie,
          ktorzy "zrobili po taniosci i bardzo im dobrze", ale co by mieli
          powiedziec? Ze sa wsciekli, bo polowe pensji oddaja na splacenie
          kredytu na dom/mieszkanie, ktore ich drazni, w ktorym sie ciagle cos
          psuje i nie sa w stanie odlozyc pieniedzy na wakacje, bo ciagle "po
          taniosci" wymieniaja jedno badziewie na inne?

          Moim zdaniem trzeba mierzyc sily na zamiary - i umiejetnie zarzadzac
          budzetem. Sam sie ostatnio zdziwilem, bo podczas wykanczania
          mieszkania zabraklo mi okolo 40000 PLN - a bylem pewien, ze
          szacowalem ostroznie :) Rzecz w tym, ze bralem cos takiego pod uwage
          i mieszkanie kupilem troche mniejsze niz moglem - i dzieki temu nie
          mam teraz klopotu.

          > Niestety tak wygląda rzeczywistość w Polsce i musimy sobie radzić

          Wlasnie dlatego ze tak wyglada rzeczywistosc w POLSCE, nie warto w
          niej mieszkac, moim zdaniem... Przemysl to - co bedzie jak
          gospodarka zwolni, czy utrata pracy Twojej lub meza nie spowoduje ze
          bedziecie mieli powazne problemy z kredytem, czy Wasze dzieci beda
          mialy gdzie sie uczyc, bawic, dorastac? Czy jestes PEWNA ze wlasnie
          w Polsce bedzie Wam najlepiej? Czy sprawdzalas jak jest gdzie
          indziej?

          ----------------------------------------------

          Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
          internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
          czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
          kretynami. Milej lektury :)
          • Gość: moby Re: Poprawka, droga Pani: IP: 83.238.174.* 19.03.08, 14:08
            Drogi Kretynofilu, dlaczego uważasz że ryzyko zapaści finansowej
            występuje jedynie w Polsce? Spójrz na kryzys hipoteczny w USA,
            przypomnij sobie kryzys argentyński sprzed kilku lat. Polska podlega
            tym samym prawom ekonomicznym co inne kraje. Nie masz gwarancji że
            za 15 lat coś się nie posypie np. z gospodarką irlandzką.
            Polska pewnie nie jest rajem na ziemi (a gdzie on jest?) ale nie
            jest tu tak najgorzej....
            • kretynofil Juz odpowiadam: 19.03.08, 14:26
              Sprawa jest prosta - jesli duza, silna i bogata gospodarka poddana
              jest nawet gwaltownemu kryzysowi, to jakos z niego wybrnie, a jej
              koszty beda niewielkie. Jesli to samo stanie sie w takim kraju jak
              Polska, to konsekwencje beda bardzo powazne.

              Prosty przyklad: typowy Niemiec ma na koncie 50000 EUR oszczednosci.
              Ile ma typowy Polak? 10000 PLN?

              Jesli dzisiaj budowa domu/kupno mieszkania oznacza wziecie kredytu,
              ktorego rata stanowi 50% dochodow rodziny brutto (a
              takie "eksperymenty" przeprowadzaja "eksperci" z centrow akwizycji i
              naganiania, pardon, z centrow "doradztwa finansowego"), to przy
              utracie pracy przez jednego z malzonkow taka rodzina staje przed
              widmem licytacji komorniczej badz glodu. Wypadki losowe sie
              zdarzaja, trzeba o tym pamietac - a nie majac mozliwosci
              zabezpieczenia sie przed nimi, nalezy sie zastanowic, czy kredyt na
              30 lat to nie za duze ryzyko...

              Przyklad z moim mieszkaniem jest o tyle uzasadniony, ze kiedy bralem
              kredyt na jego zakup dochody moje i zony wynosily okolo 6500 netto.
              Gdybym zostal wtedy w Polsce, to wzrost kosztow wykonczenia o 40000
              PLN bylby dla mnie dramatem. Nie mogac zakonczyc remontu z powodu
              braku srodkow, musialbym wynajmowac i jednoczesnie placic za
              mieszkanie do ktorego nie moglbym sie wprowadzic. Te dwa czynniki
              razem (wynajem + kredyt) to juz okolo 3000 PLN - z czego mialbym
              odlozyc, i w jakim terminie, 40000 PLN? Od banku bym nie dostal, bo
              pieniadze na wykonczenie byly juz ujete w kredycie, zreszta
              podniesienie wartosci kredytu nie wchodziloby w gre ze wzgledu na
              mala zdolnosc kredytowa (niskie zarobki) - i dochodzimy do
              zapetlenia: nie stac mnie na wykonczenie mieszkania, i nie stac mnie
              na odlozenie tych srodkow... Moglbym sprzedac, ale czy na pewno?

              Spodziewajac sie problemow, wyjechalem za granice. Brakujace 40000
              moge odlozyc z dwoch miesiecznych pensji bez problemu, dokupilem do
              mieszkania miejsce w garazu podziemnym i wszystko sie jakos ulozylo.
              Nie sadze, zeby bylo tak rozowo, gdybym nie wyjechal...

              ----------------------------------------------

              Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
              internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
              czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
              kretynami. Milej lektury :)
              • Gość: moby Re: Juz odpowiadam: IP: 83.238.174.* 19.03.08, 15:23
                Drogi Kretynofilu, masz tendencję do wyciągania wniosków ogólnych na
                podstawie jednostkowych doświadczeń. Być może średnie oszczędności
                Niemców lub Amerykanów są wyższe niż Polaków. Pewnie dlatego że są
                społeczeństwami zamożniejszymi. Jeżeli porównasz jednak średni
                stopień zadłużenia Polaków ze społeczeństwami zachodnimi - to u nas
                jest on o wiele niższy.
                Wniosek - przy krachu gospodarczym skutki dla ludzi mocno
                zadłużonych na Zachodzie będą porównywalne lub czasem nawet większe
                niż u nas. Przy większej niestabilności systemu jesteśmy po prostu
                bardziej ostrożni.
                • kretynofil Jezu, nie chce mi sie tego tlumaczyc... 19.03.08, 17:37
                  W skrocie:
                  - u nas srednie zadluzenie jest male, bo wielu ludzi nie ma zadnych
                  dlugow (poza, nieujetymi w tych statystykach, kredytami w
                  postaci "krechy" w sklepie za rogiem). Niski poziom zadluzenia w
                  calym spoleczenstwie wynika z "rozcienczenia" bardzo zadluzonej,
                  malo licznej grupy ludzi w wieku produkcyjnym w wiekszej grupie
                  emerytow, rolnikow etc. - ktorzy dlugow zasadniczo nie maja. Jesli z
                  jakiegos powodu pogorszy sie sytuacja zadluzonych, nawet
                  nieznacznie, to beda oni ugotowani; drudzy tez na tym straca, ze
                  wzgledu na gwaltowny spadek konsumpcji.
                  - w spoleczenstwach bogatszych wszyscy sa zadluzeni, ale niewiele.
                  W sumie wyglada to gorzej, ale przecietny Niemiec czy Amerykanin nie
                  bedzie mial wielkich problemow jesli jego raty wzrosna o 10% - bo
                  jego zadluzenie jest na tyle male, ze jego wzrost nie stanowi
                  wielkiego problemu.

                  Przyklad na danych liczbowych (po pieciu osobnikow, zarobki/kredyt):
                  Polska: 3/0 3/0 5/3 4/2 2/0
                  Niemcy: 5/1 8/3 4/1 7/2 7/3

                  Srednie zadluzenie w Polsce: 1. Srednie zadluzenie w Niemczech: 2.

                  Teraz kredyty staja sie dwa razy bardziej kosztowne:
                  Polska: 3/0 3/0 5/6 4/4 2/0
                  Niemcy: 5/2 8/6 4/2 7/4 7/6

                  40% Polakow wlasnie zdycha z glodu.
                  20% Niemcow nie jedzie w tym roku na wakacje na Majorke (ten
                  ostatni).

                  Zrozumial?

                  ----------------------------------------------

                  Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                  internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
                  czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
                  kretynami. Milej lektury :)
              • Gość: ttdd Re: Juz odpowiadam: IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.08, 10:25
                Sprawa jest prosta - jesli duza, silna i bogata gospodarka poddana
                jest nawet gwaltownemu kryzysowi, to jakos z niego wybrnie, a jej
                koszty beda niewielkie. Jesli to samo stanie sie w takim kraju jak
                Polska, to konsekwencje beda bardzo powazne.

                Kretynofilu... jestes kolejna osoba na tym forum, ktora nie moze sie pogodzic z
                tym, ze Polsce kryzys nie grozi. Moze jednak wiesz cos wiecej i podpowiesz nam,
                co w najblizszych 10 latach taki kryzys mogloby wywolac? Co Ciebie tak bardzo
                niepokoi? (prosze tylko nie przytaczaj argumentu z okradaniem Polski przez
                zagraniczny kapital...bo to tak troche podchodzi mi pod tok myslenia wodza Pisu
                ;) ).
          • Gość: aammmm Re: zrujnowana finansowo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.08, 15:54
            Nie miałem i nie mam kłopotów z pieniędzmi bo zarabiam ok. 50 tys
            miesięcznie. Ale jednak doskonale Cię rozumiem bo rok temu
            skończyłem remont domu i przekroczyłem kosztorys (podobno realny)
            dwukrotnie (częściowo świadomie bo uznałem w trakcie, że czasem
            warto przesadzić żeby mieć także przyjemność z tego domu a nie tylko
            mordęgę z wykonawcami).
            Też czuję się wykończony i mam trochę dosyć bo co prawda mieszkam od
            roku ale pozostało jeszcze sporo do zrobienia (kilka stron
            zapisałem) Jednak nie można dać się zwariować i poświęcić życia
            tylko budowie. W tym czasie jeździłem na wakacje jak zawsze,
            zmieniłem samochody, żyłem normalnie. Może mógłbym dom szybciej
            wykończyć ale przy okazji zmarnowałbym też swoje 3 lata życia. Wolę
            normalne życie niż szybkie zakończenie budowy.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka