Dodaj do ulubionych

zrujnowana finansowo

05.03.08, 18:34
czy ktoś podobnie jak ja posiada wrażenie że budowa wymarzonego
domku rujnuje finansowo ?

ok przyznaję bez bicia - jestem trochę rozrzutna, ale teraz wzięłam
się w garść, zacisnęłąm pasa i oszczędzam. pomimo tego czuję że nie
wyrobię finansowo i na kredyt i na wyposażenie. czuję, że zamiast
cieszyć się że domek stoi, rośnie w górę ja wyrywam włosy z głowy
myśląć skąd wziąć na drzwi, kafeki etc.
i tak powolutku chciałam wszytsko zrobić ale waidomo wykonczyć muszę
jeden pokój i 1 łazienkę - dosłownie minimum.

może po prostu nie "dorosłam" do budowy domu.
pozdrawiam
Edytor zaawansowany
  • kasian27 05.03.08, 19:00
    ostatnio mam podobne wrazenie, mieszkam teraz we wlasnym 4-pokojowym
    mieszkaniu, place sporo za utrzymanie mieszkania, a bede placic
    2razy wiecej kredytu przez 30 lat.
  • rispetto 05.03.08, 19:24
    pozostaje Ci tylko współczuć i niech przeczytają to wszyscy ci, którzy ze
    słowami "alleluja i do przodu" zaczynają budowę będąc przekonanym, że za 100
    tysięcy wybudują dom i wygodnie w nim zamieszkają. Takich optymistycznych wątków
    było tu przynajmniej kilka i pytania wątpiących kwitowano najczęściej w stylu
    "nie martw się, najważniejsze to zacząć, a później już jakoś będzie". Twój
    przykład pokazuje to "jakoś".
  • almost_angel 05.03.08, 19:38
    wiesz, gdyby to chodziło o 100 tyś. to bym nie lamentowała ...
    niestety kwota jest o wiele wyższa...

    jednak zgodzę się całkowicie z Tobą że istnieje hurraoptymistycznie
    przekonianie na zasadzie "dla chcącego nic trudnego"... może
    faktycznie ja coś źle robię ...

    na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć że nawet gdybym w
    swoim mieście kupiłą mieszkanie 3 pokojowe to kwota i problem byłby
    dokłądnie ten sam... czyli bez różnicy dom czy mieszkanie (działkę
    miałam własną)

    pzdr
  • sorapis 19.03.08, 12:28

    Dobrze robisz, budując dom. To, że jest trudno, to wiadomo. Sam nie jestem w
    stanie porwać się na taki wysiłek (mnie by z pewnością nie starczyło...). Jednak
    wiem i rozumiem co to dom, swoje miejsce na ziemi. Mieszkam w bloku a widok
    śmierdzącej klatki i łobuzów pod drzwiami jest najlepszą motywacją, żeby się z
    niego wynieść. Dlatego za parę lat nie będziesz pamiętać o trudach budowy.
  • jarecki_2 05.03.08, 19:50
    Liczyć i oszczędzać trzeba od samego początku a później cieszyć się jak coś
    zostanie lub rozłożyć sobie budowę na etapy. Faktycznie jest tak, co potępia
    rispetto choć mówi o hura optymizmie, że jak się zacznie to już zawsze choćby
    nie wiem co jakoś dalej pójdzie, ale zawsze trzeba liczyć, liczyć i jeszcze raz
    liczyć, dowiadywać się, pytać itd. Rozpoczęcie budowy, czyli byle zacząć, nie
    musi i nie powinno się równać z hura optymizmem. W moim rozumieniu powinno się
    to równać z dobrym początkiem, który prowadzi do szczęśliwego końca.





    --
    biuro@zubbau.pl
  • rispetto 05.03.08, 21:06
    to, o czym piszesz i co miałem na myśli w poprzednim poście to jak
    najdokładniejszy biznesplan i trzymanie się go z żelazną dyscypliną od
    pierwszego wbicia łopaty do momentu przeprowadzki. Każde pofolgowanie swoim
    słabościom ("mamy trochę pieniędzy to kupimy kominek za 10 tysięcy zamiast za 3
    tysiące")może skończyć się katastrofą lub mieszkaniem w gołych murach przez
    wiele lat. Pewnie wielu z Was ma tego przykłady w sąsiedztwie lub wśród znajomych.
  • jarecki_2 05.03.08, 23:06
    Dokładnie.





    --
    biuro@zubbau.pl
  • Gość: JK IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.08, 23:18
    Masz doła-jak wielu, teraz zacisnąć pasa,wydatki na minimum i wyjdziesz z tego
    choć trochę potrwa.Są gorsze rzeczy.
  • mamalesia 06.03.08, 06:57
    Wydaje mi sie, ze kluczem do sukcesu jest szczegółowy kosztorys (ale
    naprawdę realny!) i wczesniejsze kupowanie wykończeniówki.
    My kosztorys mieliśmy skopany, bo miedzy grudniem 2006 a marcem 2007
    różnice zrobiły sie znaczne, ale ustaliliśmy sobie sami "co za co
    ile". Wzielismy kredyt, na ile sobie wyliczylismy i ...za 3 tygodnie
    wprowadzka:)
    --
    Obecność bliskiej osoby czyni cuda. Jeśli będziesz mieć świadomość
    jej obecności, to pokonasz wszystkie trudy.
  • Gość: Tomek-Dortmund IP: *.versanet.de 06.03.08, 09:34
    Glowa do gory, bledy zostaly popelnione, wiec bedziesz musiala na niektore
    luksusy troche poczekac.
    Co ja zaobserwowalem u nowobudujacych to sa nowe autka, ledwo sciany wymurowane
    a wlasciciel juz nowym autem jezdzi i jako ze pieniedzy na wykonczenie wtedy
    brakuje to chce wykonczeniowke za pol darmo...zycze wiecej opanowania inwestorom.
  • almost_angel 06.03.08, 09:45
    zgadzam się z przedmówcami w 100% ale w założeniu że mogłabym cofnąć
    się do września (wtedy kiedy załatwiałam kredyt hipoteczny).
    teraz zrobiłam co mogłam - karty kredytowe oddałam w depozyt,
    spisałam wszystkie kredyty, odkładam jakieś "drobne" pieniądze do
    koperty i trzymam je w pracy co by nie naszła mnie pokusa wydania
    ich.

    trudno, najwyżej znajdę jakąś dodatkową pracę na trzecią zmianę... i
    tak spać nie mogę po nocach ;-)))

    jednak jest to dla mnie nauczka na całe zycie...
  • rispetto 06.03.08, 11:37
    i tak dobrze, że na takim etpaie sama doszłaś do takich wniosków ;-)
    A karty kredytowe nieraz uratowały mnie w czasie budowy, gdy nie
    mogłem uruchomić nowej transzy pieniędzy, a gotówka była potrzbna
    na "już" ;-)
  • Gość: Gość IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.03.08, 12:19
    do almost_angel!!!

    Z tego jak piszesz wynika, że jesteś sama. I bierzesz się za
    budowę??? Po co Ci to??? A pomijając wszystko, to masz gdzie
    mieszkać, bo jesli wynajmujesz to pewnie sporą kaskę wydajesz na
    wynajem????? Ludzie, budujecie swoje wymarzone domy i zrzędzicie. ja
    Was nijak nie rozumiem. Może je sprzedajcie. Pod gołym niebem, ale
    za to z kasą. paranoja, ale mimo to pozdrawiam. A Ty dbaj o swoją
    budowę i domek i nie słuchaj malkontentów.Przynajmniej wiesz na co
    wydajesz pieniądze.
  • faliszewice 09.03.08, 21:05
    Idzie inflacja to ta hipoteka za kilka lat bedzie śmieszna !
  • Gość: Kazik IP: 212.33.72.* 11.03.08, 14:44
    Inflacja i tak będzie szybsza niż wzrost dochodów. A banki szybko podniosą
    oprocentowanie kredytów. Trzymajcie się kredytobiorcy, a wy, co dopiero o
    kredycie myślicie, nie dajcie sobie wmówić, że sfinansowanie 110% inwestycji
    przez bank, to genialny pomysł (jeśli nie macie gotówki), i że wysokość kredytu
    można wyśrubować, patrząc przez palce na zdolność kredytową. To prosta droga do
    kłopotów i zlicytowania wymarzonego domu przez bank-wierzyciela.
  • Gość: KREDYT IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.08, 09:47
    Witam.
    A jakie mają wyjście ludzie, którzy nie mają własnego wkładu, a chcieliby gdzieś
    zamieszkać. Stworzyć rodzinę, dom. Mogę płacić 1200 zł kredytu, albo 1200 za
    wynajem. Ale jak długo można wynajmować mieszkanie. Łatwo takiemu, który ma na
    koncie 150 tyś, mamusię i tatusia, którzy do końca życia niańczą swojego synusia
    i połowę mieszkania mu spłacą, gotując jeszcze obiadki. A jak tego nie ma i
    realia są takie : 3000 zł na koncie co miech, wynajem i marzenie o własnym kącie.
    ZOSTAJE TYLKO KREDYT. I ściskanie tyłka do pierwszego.
  • Gość: Kazik IP: *.chilan.net 12.03.08, 21:35
    Ależ ja nie mam nic przeciwko kredytom. Tylko je trzeba brać z głową, a nie na
    zasadzie "co prawda zdolność kredytowa to 300tys, ale jak się nie przyznam do
    dzieci i dopiszę do zarobków extra nagrodę to wyjdzie 400 tys.". Wtedy sami
    kopiemy sobie dołek. Jeśli kogoś nie stać na 150 metrowy dom, niech kupuje 90
    metrowy, a nie kombinuje, bo jest duże prawdopodobieństwo, że zostanie bez domu,
    bez kredytu, bez pieniedzy i z "wilczym biletem" niewypłacalności na koncie.
  • kretynofil 18.03.08, 13:49
    1200 kredyt - 1200 wynajem. Ludzie, skad Wy te liczby bierzecie? Po
    pierwsze, do kosztow kredytu trzeba dodac koszty utrzymania
    mieszkania (czynsz, zaliczki, ubezpieczenie, amortyzacja, remonty,
    etc.), po drugie trzeba porownywac takie same mieszkania!

    Zeby zachowac takie proporcje jak podajesz (1200/1200) to trzeba
    porownywac wynajem w Warszawie z kupnem w Gnojowej Gorce na
    lubelszczyznie...

    Moge Cie zapewnic, ze NIGDZIE w Polsce nie ma nawet jednego miejsca,
    gdzie zakup mieszkania kosztuje miesiecznie tyle samo lub mniej niz
    wynajem - nie bez wkladu wlasnego. I tyle w temacie Twojego
    naganiania...

    ----------------------------------------------

    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
    czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
    kretynami. Milej lektury :)
  • orangewhatever 18.03.08, 15:02
    kretyfnofilu drogi, otóż ja jestem przykładem tego, że tak się da.
    w Krakowie.

    płacę tyle samo kredytu, ile oddawałam ludziom, którzy mi wynajmowali to
    mieszkanie. do tego i wcześniej, i teraz, dokładałam wszelkie opłaty, czyli
    czynsz, prąd, gaz.

    mieszkanie kupiłam kilkuletnie, w dobrym miejscu. nie ma tak, że się nie da.
    trzeba trafić - mnie się udało.

    --
    Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu
    idiotów - Stanisław Lem

    DarmozjadPierwszy Darmozjad Drugi
  • kretynofil 18.03.08, 15:07
    - kiedy kupiles mieszkanie,
    - ile wynosil wynajem,
    - ile wynosi kredyt + czynsz + zaliczki + ubezpieczenie +
    amortyzacja + wlasne remonty.

    Mysle ze po odpowiedzi na te pytania dojdziemy do tego, jak Ci sie
    ta "sztuczka" udala :) Ja mam trzy teorie:
    - mieszkanie kupiles najpozniej w 2005 (byly tansze),
    - wynajem wynosil za duzo (mozna wynajac taniej),
    - nie liczysz kosztow pobocznych, ktore przy wynajmie sa kosztem
    wlasciciela mieszkania wliczonym w cene wynajmu (bardzo czesty blad).

    Pozdrawiam!

    ----------------------------------------------

    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
    czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
    kretynami. Milej lektury :)
  • Gość: Orangewhatever IP: *.oen.agh.edu.pl 19.03.08, 12:01
    już odpowiadam:
    mieszkanie kupiłam w lipcu 2006 - nie ukrywam, że cena, którą mi zaproponowano,
    znacznie odbiegała od tych "obowiązujących" (sprzedawali starsi ludzie, od
    których wcześniej przez 2,5 roku wynajmowałam to mieszkanie, niekoniecznie byli
    zorientowani w rynku, z resztą już po podpisaniu umowy strasznie żałowali, że
    sprzedali za tyle;))

    z remontów - tylko pomalowanie ścian, bo kolor mi się nie podobał - mieszkanie
    miało 4,5 roku, więc sprzęty nowe.
    aha, no i wstawiłam drzwi do sypialni.

    napisałam Ci w poprzedniej odpowiedzi, że płaciłam wynajem PLUS czynsz, plus
    zaliczki. i kredyt płacę w wysokości odpowiadającej WYNAJMOWI plus czynsz, plus
    zaliczki...aha, plus 35 zł ubezpieczenia.
    czyli kwota obecnego kredytu różni się o te 35 zł w porównaniu do wynajmu.
    umiem czytać ze zrozumieniem;)

    koszt wynajmu w porównaniu z innymi ofertami, a oglądaliśmy kilka, nie był
    przesadzony. ot, prawie identyczne mieszkanie, w tej samej dzielnicy, tylko np.
    ze starymi oknami, kosztowało 200 zł drożej, za to mniejsze, jednopokojowe,
    30-letnie, masakrycznie zapuszczone, 150 zł taniej, więc...

    dlatego mówię - ceny na rynku są różne, kiedy ja kupowałam moje mieszkanie,
    porównywałam z podobnymi ofertami, i nawet w tym samym bloku były kilkadziesiąt
    (!!) procent wyższe ceny za metr.
    więc uważam, że jest szansa coś fajnego w dobrej cenie trafić w każdym momencie;)
  • kretynofil 19.03.08, 13:00
    Tyle ze na nie mowie, ze sie nie da. Ja tylko mowie ze to nie jest
    regula - a to zasadnicza roznica. Chyba sie zgodzisz z tym, ze nie
    ma takiego miejsca w Polsce, gdzie wynajem kosztuje tyle samo co
    kupno w wiekszej niz 1% ilosci przypadkow, prawda?

    Jesli jednak sie ze mna nie zgadzasz, to mozemy przyjac, ze zarobki
    w Polsce to srednio 60.000 miesiecznie - przeciez kazdemu moze sie
    udac zostac prezenterem telewizyjnym albo prezesem duzej firmy,
    prawda? Skoro kilku osobom sie udalo, to czemu ma sie nie udac
    wszystkim!

    ----------------------------------------------

    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
    czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
    kretynami. Milej lektury :)
  • Gość: alfee IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.03.08, 09:19
    Chyba jednak się mylisz. U mnie wynajęcie mieszkania 40m2 to ok.
    1000 + opłaty. RAta kredytu za takie samo mieszkanie to 550 PLN.
    Nowe, od dewelopera.
  • Gość: anaah IP: 195.75.207.* 19.03.08, 10:24
    500 zł rata za nowe 40 m mieszkanie? Chyba przy kredycie na 100 lat!
  • kretynofil 19.03.08, 10:33
    Ile dokladnie wynosi wynajem i jakie do tego sa oplaty. Ile wynosi
    cena mieszkania - i jak wyliczyles rate kredytu. Ile kosztuje
    ubezpieczenie tego mieszkania, jakie sa oplaty administracyjne,
    fundusz remontowy (pewnie zero, skoro nowe od dewelopera), itd.

    Wiesz, tak walnac z glowy "wydaje mnie siem, ze wynajem to kosztuje
    okolo 1000 + oplaty, a rata to by tania byla" to kazdy duren
    potrafi - pytanie brzmi: czy potrafi to czyms poprzec? Okolo 1000 to
    ile? 800? 1200? Oplaty to co? Czy zaliczki na media sa w to
    wliczone, czy nie? Ile wynosi kaucja, i czy bedzie pokrywac koszty
    remontu koniecznego z racji normalnego zuzycia czy nie? To wszystko
    jest wazne!

    ----------------------------------------------

    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
    czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
    kretynami. Milej lektury :)
  • Gość: efka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.03.08, 15:36
    Warszawa-mieszkanie-Gnojowa Wólka -dom.
    We Wrocławiu:
    Mieaszkanie 2 pok ,- wynajem ok 1,200zł
    Kredyt 150.000 - 700zł + koszty utrzymania tego domu/ 115m / 1200zł -
    1400.

    To realnie.tak właśnie płacę we Wrocławiu.
    Działkę miałam to fakt i/10km od centrum-3km od granic Wrocławia/, i
    trochę oszczędności.koszrt domu 250tys.wykończeniówka we własnym
    zakresie , nie zlecana.
    Więc proszę nie pisac takich bzdur.
    Zamiast wynajmowac wolę spłacac własny dom.DOKŁADNIE
    Pozdrawiam niedowiarków
  • Gość: Marcin IP: *.ztpnet.pl 18.03.08, 15:36
    >Łatwo takiemu, który ma mamusię i tatusia, którzy do końca życia
    niańczą swojego synusia

    Ooo! to o mnie. Ja mam mamusię i tatusia.

    >A jak tego nie mam

    Przyjmij moje kondolencje :(
  • Gość: :-) IP: 62.233.238.* 18.03.08, 13:44
    > Idzie inflacja to ta hipoteka za kilka lat bedzie śmieszna !

    do czasu aż wejdzie podatek katastralny :-)
  • Gość: jerzy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.08, 13:55
    ja też jestem troche rozrzutny, więc domu nie buduję, co prawda
    brakuje 1 pokoju dla dziecka, ale przeliczyłem wszystko i wyszło mi
    że nie che prze następne kilka lat robic na dom, rezygnując z
    wyjazdów wakacji i mniejszych czy większych przjemności. Do tego
    zapytałem syna: chcesz mieś swoj pokój (mają z bratem) ale nie
    pojedziemy na wakacje jak w tym roku - bez namysłu powiedział NIE !
    I do tego 90% znajomych "buduje się" i zadręcza pytaniami : kiedy Ty
    zaczniesz się budować. A mi nie pasuje mieszkanie poza miastem,
    dowozenie dzieci itp, zycie na kredycie i łozenie w ściany. A juz
    osoba która bierze krdeyt na 30 lat to dla mnie szok : do 60 go roku
    życia bedzie spłacać kredyt !!!
  • Gość: zed IP: *.cec.eu.int 18.03.08, 14:15
    tu nie masz do konca racji:)
    ja wzialem jakis czas kredyt na 30 lat, ale zarabiam tyle ze moge go splacic w 2
    lata oszczedzajac...
    jak na razie nie splacam bo chociazby glupia lokata daje mi wiecej procent niz
    kosztuje mnie kredyt we frankach...
    ale fakt, gdymym zarabial 3-5 k nie wzialbym kredytu bo splacalbym go pewno
    dokladnie te 30 lat i kosztowaloby mnie to wiele wyrzeczen...
  • Gość: jerzy IP: *.elpos.net 19.03.08, 07:09
    bo nie pisze o ludziach, którzy buduja - bo mają za co - pisze o
    tych szarpiacych się. Kumpel też kupił mieszkanie za 1,5 mln z
    kredytu na 30 lat ale dla tego ze nie miał wykazanych dochodów:) u US
  • Gość: mac IP: *.elysio.pl 18.03.08, 14:09
    Kosztorys! Kosztorys! Kosztorys! SZCZEGÓŁOWY + śledzenie wydatków
  • Gość: trzecia fala IP: *.novartis.com 18.03.08, 14:43
    Kosztory szczegolowy - nie ma szans zeby bylo wszytsko ujete.
    Malo kto przewidzial zeszloroczne zmiany w cenach materialow
    budowlanych czy wzrost kosztow pracy fachowcow.

    Przed budowa malo kto sobie zdaje sprawe ile malych pie..k trzeba
    kupic ktore wsyztkie kosztuja. No ktos abrdziej kumaty mzoe sobie
    poogladac rzeczy ktore sa naokolo i podliczyc np gniazdka
    elektryczne (tak za to tez trzeba ebdize zaplacic) cyz przewody
    ktore sa w scianach.
    A np gwozdzie do rusztowan/szalunkow ktorych nie zobaczysz teraz a
    tez trzeba ebdzie kupic? I tysiace innych rzeczy.

  • adalberto 18.03.08, 16:20
    Całkiem rozsądne i, jak się okazuje, dobre przybliżenie, to policzenie 1200-1400
    zł za metr kw. przy założeniu oszczędnego remontu (tańsze materiały i
    wyposażenie, tańsi fachowcy - wbrew pozorom można znaleźć takich, którzy za
    rozsądną cenę zrobią dobrze, itp. - generalnie bez szaleństw). Przy remoncie z
    nieco większym rozmachem należy liczyć się z kosztem ok. 1800-2000 za metr.
    Przetestowane na kilkuelementowej próbie. Jako remont rozumiem zdarcie
    wszystkiego do gołych ścian i podłóg i zrobienie wszystkiego na nowo, czyli
    właściwie to samo się pewnie tyczy zrobienia domu od momentu, w którym ten dom
    już stoi :)
  • Gość: www IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.03.08, 16:39
    za duże te domy budujecie w granicach do 100 metrow kwadratowych to
    góra należyy budować, ostatnio byłam w Anglii tam bliźniak wynosi np
    60 metrów kewadratowych i nie jest źle, na dole salon 17 metrow
    kuchnia 12metrow na górze dwie sypialnie i łazienka schody w salonie
    na górę, super sprawa.
  • Gość: ala IP: *.tomaszow.mm.pl 18.03.08, 16:48
    dwie sypialnie to trochę mało.
  • orinus 19.03.08, 07:46
    Mój znajomy wybudował sobie wygodny dom dla całej (2+2) rodziny.
    Dzieci skończyły studia, wyjechały a on utrzymuje zbędne 200 metrów
  • Gość: mikus IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.08, 11:24
    to straszne i ja też tego sie boje i temu nie buduję , najlepsze
    lata zycia + dzieci : oszczedzania i spłacanie domu - zaciskanie
    pasa - a potem dzieci idą do szkoły, wyjezdzają i zostaje wielka
    ładna chata i lata zmarnowane na robienie tylko na nią:)
  • Gość: bug IP: *.mos.gov.pl 19.03.08, 12:02
    jak sie wielka chata staje niepotrzebna, sprzedajesz, kupujesz
    mniejszą/mieszkanie, a za nadwyżke szalejesz
  • aankaa 18.03.08, 21:54
    Gość portalu: www napisał(a):

    > za duże domy budujecie...ostatnio byłam w Anglii tam bliźniak
    > wynosi np 60 metrów kewadratowych i nie jest źle, na dole salon
    > 17 metrow kuchnia 12metrow na górze dwie sypialnie i łazienka ...,
    > super sprawa.

    "bliźniak" 60 m2 to niewielkie mieszkanie, "salon" 17 m to nieco
    większy pokój, "super sprawa" ... dla kogoś, kto dotychczas
    pomieszkiwał w kawalerce wielkości, przysłowiowej, chustki od nosa


    --
    aankaamałpagazetakropkapeel
    surfujący pasożyt marzący o emeryturze
  • Gość: Kosztorysant IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.08, 10:52
    Polecam zrobić aktualizacje kosztorysu.Najlepiej umówić sie z kosztorysantem
    który robi kosztorys szczegółowy żeby dla kwartału w którym rozpoczynamy budowę
    zrobił aktualizację.Oczywiście już w cenie kosztorysu.
  • Gość: m IP: *.elysio.pl 19.03.08, 11:57
    No właśnie dlatego mówię kosztorys szczegółowy. Kosztorys szczegółowy obejmuje
    nawet gwoździe do szalunków itp. Oczywiście wzrostu cen nie da się przewidzieć,
    dlatego warto taki kosztorys mieć w formie elektronicznej i na bieżąco
    przeliczać, można wtedy podejmować jako takie decyzje odnośnie gdzie
    zaoszczędzić żeby budowę zakończyć. Moim skromnym zdaniem bez takiej kontroli
    zawsze przekroczymy założony budżet. Problem jest znany od dawna i zawsze taki
    sam: gdy na początku budowy ma się "kupę kasy" to bardzo łatwo jest szastać
    forsą na lewo i prawo.
  • albba 18.03.08, 16:59
    Hej, głowa do góry! Budowa domu to wariactwo, budowałam to wiem. Oduczy cię
    rozrzutności. Natomiast moja rada: nie kupuj badziewia dlatego, że tańsze.
    Lepiej poczekać, aż uzbiera sie kasę (a może będzie promocja?) niż kupić coś co
    gwałci oczy (jakieś pieniądze jednak wydane, a radości żadnej). Drzwi (no chyba
    że wejściowe) mogą poczekać. Swoje wstawiłam po 3 latach, ale takie jak sobie
    wymarzyłam. Kafelki to już gorzej, ale dobrze policz- może to nie aż tak dużo
    metrów. I targuj się, babie upust dadzą. Polecam tekst "mi się to tak podoba,
    ale mąż mówi, że za drogo". Powodzenia i dużo radości z domku (kiedy już wyrośnie)
  • Gość: trzecia fala IP: *.novartis.com 18.03.08, 18:10
    Duzo zalezy tez od tego w ktorym miejscu drabiny sie jest. Minely
    juz czasy kiedy budowales dom i mieszkales tam do konca zycia! To
    nie ma sensu! Dom ma byc dopasowany do etapu w jakim akurta znajduje
    sie rodzina. Na dorobku - skromniej. Juz dzieciaci no to trzeba
    wiecej miejsca. Etap dziadkow znow mniejszy domek - nie trzeba eksta
    pokoi.

    Kredyt na 30 lat ale popatrzcie prosze jak chetnie banki daja ta
    kase. Bo wiedza ze np jak ktos zaczal budowac w 2006 to ten dom juz
    teraz jest wart duzo wiecej niz oryginalna wycena. No te kerdydy sie
    splaca wczesniej albo z wlasnej kasy albo ze sprzedazy i
    przeprowadzki.

    Moj domek jest swietny, z poprawkami do projektu jakie sobie
    wmarzylem, dzialka w sam raz mniejsza niz ostatnio bo nie potrzebuje
    az tak duzo ale .. wiecej niz 10 lat w jednym miejscu??? No wai :P
  • Gość: Jollkka IP: 87.205.16.* 18.03.08, 18:14
    Witam, ja też przeżyłam koszmar budowy, sama w to nie wierzyłam, że
    kiedyś się skończy, ale udało się i jakoś żyję!!! Trwało to 3 lata i
    już prawie byłam gotowa sprzedać wszystko i pojechać na długie
    wakacje. Teraz mieszkam już rok w nowym domu, mam kilka łóżek, stare
    meble, ogrzewanie węglowe, brakuje mi wszystkiego i na wszystko, ale
    na wakacjach już byłam,a całe życie na zgromadzenie dóbr
    doczesnych.Głowa do góry, kosztorys budowy i domowy do ręki a sama
    zobaczysz, że nadejdzie piękny dzień przeprowadzki! A tak na
    marginesie jedną z metod oszczędzania jest szukanie materiałów
    wykończeniowych w tzw. 2 gat. Różnicy żadnej, a cena o 30% niższa.
    Powodzenia
  • Gość: karla IP: *.globalconnect.pl 18.03.08, 20:17
    no ten tekst "mi się to tak podaoba, ale mąż mówi że za drogo" to
    dobry jest. sama sprzedaję kafelki i już nie raz się na to dałam
    nabrać ;)
  • mynia_pynia 18.03.08, 20:21
    Biznesplan przy budowie domu - no umrę ze śmiechu ;)
    Chyba jak kupujesz gotowy do zamieszkania a i to nie zawsze!!!

    Prawda jest trochę inna, apetyt rośnie w miarę jedzenia, tu lepsze
    okna o 3 tyś, tu lepsza farba do elewacji, tam lepszy styropian,
    inny lakier do podłóg, fajniejsze zabezpieczenia, ładniejszy kamień
    i nagle z kwoty "tysiąc tu, 2 tysiące tam" robi się kwota 20 - 50 tyś
    i pół biedy jak zabraknie kasy tylko na meble i dekoracje, gorzej
    jak zabraknie na sprzęty niezbędne.
    Albo inna strona braku kasy: tu wykonawca droższy o tysiaka, tam
    materiał podrożał, itp.

    To tak jak z planowaniem wakacji niby wycieczka opłacona, ceny
    atrakcji znane jakiś zapas na przyjemności a i tak człowiek wraca z
    pustymi kieszeniami i kartami kredytowymi wybranymi do maksymalnej
    kwoty :)


    Oglądacie czasem na Travel & Living taki program "Wielkie Projekty"
    tam nikt z budujących nie wyrobił się w zakładanm budrzecie może z 5
    % osób zmieściło się w nadwyżce 20%, duża część przekroczyła kwoty o
    40 - 50%.
    Sporo jest osób które przeliczyły się o 100%, a już rekordziści
    wydali 400% więcej.
  • Gość: pt IP: *.echostar.pl 18.03.08, 20:44
    biznesplan lub kosztorys - jak kto woli - to sobie mozna robić jak kto chce
    wiedzieć ile mu braknie kasy, a nie ile musi mieć, zeby wykonać to co zaplanował.
    sam to przećwiczyłem przy urządzaniu mieszkania. wyszło mi - a zakładałem ceny
    bardzo realne - że na wprowadzenie się do mieszkania będę potrzebował 20-30tys
    zł. [dylemat był czy brać kredyt dodatkowy czy nie] zdecydowałem, że nie, no i
    zacząłem wprowadzać w życie kosztorys. okazało się ze za założone wcześniej sumy
    to sobie mogę ściany pomalować i kilka podstawowych sprzętów agd kupić +
    łazienka kompletna. zacząłem ciąć i efekty są takie, ze w zakładanej kwocie może
    i się zmieściłem, ale kosztem uprawiania dziadostwa na różnych elementach
    wykończenia. rezultat jest taki, ze po roku mieszkania, rozpoczynam prace
    związane z wykończeniem na nowo [właśnie dziś zaczęli malarze].
    wniosek - jak brak kasy to lepiej nazbierać i zrobić raz a porządnie.
    w przeciwnum wypadu robimy dwa razy:
    1 pierwszy raz
    2 drugi raz ale dobrze

    pozdr
  • Gość: Keen IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.03.08, 21:58
    Jeżeli buduje ktoś dom w okolicach Częstochowy to mam do sprzedania wełnę
    mineralną na poddasze (która mi została) za połowę ceny, parę tysiaczków można
    zaoszczędzić moj mail to coneczek@poczta.fm
  • the-dubliner 18.03.08, 23:37
    Wizja kredytu przez 30 lat nie jest dla mnie, w koncu nie znam dnia ani
    godziny....wybralem te sama droge co współforumowicz kretynofil - praca w innym
    kraju. Mysle, ze warto spedzic kilka lat zycia na obczyznie a pozniej zc bez
    kredytu. Sam jeszcze nie mam nieruchomosci w PL..w sumie nie wiem, czy to nie
    jest wyrzucanie pieniedzy w bloto, nauczylem sie, ze sa lepsze miejsca, inne,
    milsze. Wszystkim budujacym zycze powodzenia w spełnianiu marzen.
    --
    p o m o g e i n ny m
  • Gość: z IP: *.gprs.plus.pl 19.03.08, 02:03
    "budrzecie"...... Naprawdę mocne. Jesteś z Radomia?
  • Gość: Adalberto IP: 62.29.249.* 19.03.08, 10:27
    Mówi się, że jak planujesz projekt informatyczny na jakiś określony czas, to
    pomnóż ten czas przez dwa i zastosuj o jednostkę wyżej - np. planujesz coś na
    tydzień - zajmie dwa miesiące :) Oczywiście trochę przesada - ale tylko trochę :)
    Tak samo budowami, remontami itp. Najprostsza metoda i się zadziwiająco
    sprawdza. Zrób porządny kosztorys wg swojej najlepszej wiedzy, a potem sumę
    pomnóż przez 2 - tyle mniej więcej wyjdzie.
    To tak jak z pakowaniem się na wycieczkę: rzeczy przeznaczone do spakowania
    należy podzielić na te, które są absolutnie niezbędne i te, bez których nie
    przeżyjesz - i z tych drugich zabrać połowę :) Też zadziwiająco się sprawdza! :)
    Optymistyczne pozdrowienia dla wszystkich budujących i remontujących :)
    AO
  • Gość: bm IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.03.08, 09:20
    Kochana, a kto Ci powiedział, że musisz wszystko zrobić od razu.
    Nic nie ma natychmiast, chyba, że ktoś jest milionerem.
    Skończ budowę i nie zawracaj sobie głowy wyposażeniem. Zrób to co
    najważniejsze. Resztę zrobisz powoli i spokojnie. Będzie nawet
    lepiej, bo mody się zmieniają i jest szansa mieć lepiej niż dziś.
    Ja swoje mieszkanie wyposażałam 7 lat. I nie jest to żadne cudo, ale
    jestem zadowolona - wygląda ciekawie a ja jestem w nim szczęśliwa.
    Ogranicz program i znajdziesz trochę radości.
    Wielu moich znajomych zbudowało domy, a urządzają je do dziś z
    całkiem dobrym skutkiem.
    Powodzenia.
  • Gość: śmiechu_warte IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.08, 09:25
    Wybacz, Zrujnowana - ale czytalem ostatnio o takim jednym, co dom na kredyt
    kupił, a pozniej w gazecie plakal, ze nie widzi przyszlosci, ze nie da rady
    splacic, ze jgo córka bedzie jeszcze musiala na to skromne mieszkanie zarabiac...

    A pozniej sie przyznal - ze razem z małzonką maja na reke miesiecznie 7000 zł
    (siedem tysiecy). Przyznal, ze potrafi zostawic w pizzerii 400 zl za jedna
    kolacje. Z tych 7000 cale dwa tysiace idzie na spłate kredytu, kolejne dwa
    tysiace na oplaty (rozumiem - czynsz, energia, gaz, internet, ubezpieczenie
    samochodu i telefon i pewnie szalenie drogie przedszkole dla corki - no bo chyba
    nie placi 1000 zl za telefon?)i na zycie zostaje im 3000 zł i nie potrafia nic
    odłożyc....


    I peklem ze smiechu.
    Pozdrawiam wszystkich takich bankrutów
    Stasiu:)


  • Gość: JUSTA IP: 193.111.22.* 19.03.08, 09:59
    Mieszkam już rok we własnym domku i ponad rok spłacam kredyt. Od
    początku przeliczałam i udało się. W tym roku zrobię ogrodzenie i
    nie mam zmartwień. Nie zarabiam kokosów, ale trzeba mieć głowę na
    karku.
  • Gość: Kinia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.08, 12:50
    Święte słowa. Ja tez mam zamiar budować domek. Niestety nie będzie to mój dom marzeń -150m2, dwa garaże, wielki podjazd ogromny ogród. W tym momencie mam działkę na której na pewno nie zmieści się taki dom oraz ogród. Czyli wiadomo mniejszy dom i ogródek.
    Wiem już teraz że wykończeń też nie będę miała luksusowych. Nie zatrudnię ekipy która przyjdzie i wszystko zrobi. Pomogą mi kuzyni, którym zapłacę pewnie połowę tego co profesjonalnej ekipie. Część wykończeń sam mąż zrobi albo tata i teść pomogą. Nie będę kupować kafelków po 60zł/m2 ale te tańsze, tak samo jak wszystko inne.
    Teraz już nie marzę o wielkim luksusowym domu, ale o SWOIM domku.
    Wiem że jak weźmiemy kredyt to pewnie nie będzie tak kolorowo i nie jedne wakacje sobie darujemy. Niestety nie jesteśmy lekarzami czy prawnikami i nie zarabiamy po 5tys.
    Tak, wiec jeśli się wie na ile kogo stać - to wtedy można brać się za budowę. Nie chcę postawić domu założyć drzwi i okna po kosmicznych cenach. Wolę kupić to tańsze i mieć jeszcze na kafelki i panele np.
    No ale to tak trzeba kombinować jak sie nie ma kasy......Nie okradnę przecież banku.....a dom muszę mieć, nie chce w nieskończoność mieszkać z rodzicami.
    Niestety tak wygląda rzeczywistość w Polsce i musimy sobie radzić
  • kretynofil 19.03.08, 13:14
    > Nie będę kupować kafelków po 60zł/m2 ale te tańsze, tak samo jak
    wszystko inne.

    Kafelki po 60PLN/m2 to w miare tanie kafelki... Jest takie
    powiedzenie - biednych ludzi nie stac na oszczedzanie. W wypadku
    takich rzeczy jak budowa domu, remont badz wykonczenie mieszkania,
    to sie sprawdza w 100%. Kazda oszczedzona kosztem jakosci zlotowka
    bedzie Cie kosztowala kilka razy wiecej za kilka lat. Pewnych rzeczy
    nie oszukasz po prostu... Wiem, ze zaraz tu na mnie skocza ludzie,
    ktorzy "zrobili po taniosci i bardzo im dobrze", ale co by mieli
    powiedziec? Ze sa wsciekli, bo polowe pensji oddaja na splacenie
    kredytu na dom/mieszkanie, ktore ich drazni, w ktorym sie ciagle cos
    psuje i nie sa w stanie odlozyc pieniedzy na wakacje, bo ciagle "po
    taniosci" wymieniaja jedno badziewie na inne?

    Moim zdaniem trzeba mierzyc sily na zamiary - i umiejetnie zarzadzac
    budzetem. Sam sie ostatnio zdziwilem, bo podczas wykanczania
    mieszkania zabraklo mi okolo 40000 PLN - a bylem pewien, ze
    szacowalem ostroznie :) Rzecz w tym, ze bralem cos takiego pod uwage
    i mieszkanie kupilem troche mniejsze niz moglem - i dzieki temu nie
    mam teraz klopotu.

    > Niestety tak wygląda rzeczywistość w Polsce i musimy sobie radzić

    Wlasnie dlatego ze tak wyglada rzeczywistosc w POLSCE, nie warto w
    niej mieszkac, moim zdaniem... Przemysl to - co bedzie jak
    gospodarka zwolni, czy utrata pracy Twojej lub meza nie spowoduje ze
    bedziecie mieli powazne problemy z kredytem, czy Wasze dzieci beda
    mialy gdzie sie uczyc, bawic, dorastac? Czy jestes PEWNA ze wlasnie
    w Polsce bedzie Wam najlepiej? Czy sprawdzalas jak jest gdzie
    indziej?

    ----------------------------------------------

    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
    czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
    kretynami. Milej lektury :)
  • Gość: moby IP: 83.238.174.* 19.03.08, 14:08
    Drogi Kretynofilu, dlaczego uważasz że ryzyko zapaści finansowej
    występuje jedynie w Polsce? Spójrz na kryzys hipoteczny w USA,
    przypomnij sobie kryzys argentyński sprzed kilku lat. Polska podlega
    tym samym prawom ekonomicznym co inne kraje. Nie masz gwarancji że
    za 15 lat coś się nie posypie np. z gospodarką irlandzką.
    Polska pewnie nie jest rajem na ziemi (a gdzie on jest?) ale nie
    jest tu tak najgorzej....
  • kretynofil 19.03.08, 14:26
    Sprawa jest prosta - jesli duza, silna i bogata gospodarka poddana
    jest nawet gwaltownemu kryzysowi, to jakos z niego wybrnie, a jej
    koszty beda niewielkie. Jesli to samo stanie sie w takim kraju jak
    Polska, to konsekwencje beda bardzo powazne.

    Prosty przyklad: typowy Niemiec ma na koncie 50000 EUR oszczednosci.
    Ile ma typowy Polak? 10000 PLN?

    Jesli dzisiaj budowa domu/kupno mieszkania oznacza wziecie kredytu,
    ktorego rata stanowi 50% dochodow rodziny brutto (a
    takie "eksperymenty" przeprowadzaja "eksperci" z centrow akwizycji i
    naganiania, pardon, z centrow "doradztwa finansowego"), to przy
    utracie pracy przez jednego z malzonkow taka rodzina staje przed
    widmem licytacji komorniczej badz glodu. Wypadki losowe sie
    zdarzaja, trzeba o tym pamietac - a nie majac mozliwosci
    zabezpieczenia sie przed nimi, nalezy sie zastanowic, czy kredyt na
    30 lat to nie za duze ryzyko...

    Przyklad z moim mieszkaniem jest o tyle uzasadniony, ze kiedy bralem
    kredyt na jego zakup dochody moje i zony wynosily okolo 6500 netto.
    Gdybym zostal wtedy w Polsce, to wzrost kosztow wykonczenia o 40000
    PLN bylby dla mnie dramatem. Nie mogac zakonczyc remontu z powodu
    braku srodkow, musialbym wynajmowac i jednoczesnie placic za
    mieszkanie do ktorego nie moglbym sie wprowadzic. Te dwa czynniki
    razem (wynajem + kredyt) to juz okolo 3000 PLN - z czego mialbym
    odlozyc, i w jakim terminie, 40000 PLN? Od banku bym nie dostal, bo
    pieniadze na wykonczenie byly juz ujete w kredycie, zreszta
    podniesienie wartosci kredytu nie wchodziloby w gre ze wzgledu na
    mala zdolnosc kredytowa (niskie zarobki) - i dochodzimy do
    zapetlenia: nie stac mnie na wykonczenie mieszkania, i nie stac mnie
    na odlozenie tych srodkow... Moglbym sprzedac, ale czy na pewno?

    Spodziewajac sie problemow, wyjechalem za granice. Brakujace 40000
    moge odlozyc z dwoch miesiecznych pensji bez problemu, dokupilem do
    mieszkania miejsce w garazu podziemnym i wszystko sie jakos ulozylo.
    Nie sadze, zeby bylo tak rozowo, gdybym nie wyjechal...

    ----------------------------------------------

    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
    czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
    kretynami. Milej lektury :)
  • Gość: moby IP: 83.238.174.* 19.03.08, 15:23
    Drogi Kretynofilu, masz tendencję do wyciągania wniosków ogólnych na
    podstawie jednostkowych doświadczeń. Być może średnie oszczędności
    Niemców lub Amerykanów są wyższe niż Polaków. Pewnie dlatego że są
    społeczeństwami zamożniejszymi. Jeżeli porównasz jednak średni
    stopień zadłużenia Polaków ze społeczeństwami zachodnimi - to u nas
    jest on o wiele niższy.
    Wniosek - przy krachu gospodarczym skutki dla ludzi mocno
    zadłużonych na Zachodzie będą porównywalne lub czasem nawet większe
    niż u nas. Przy większej niestabilności systemu jesteśmy po prostu
    bardziej ostrożni.
  • kretynofil 19.03.08, 17:37
    W skrocie:
    - u nas srednie zadluzenie jest male, bo wielu ludzi nie ma zadnych
    dlugow (poza, nieujetymi w tych statystykach, kredytami w
    postaci "krechy" w sklepie za rogiem). Niski poziom zadluzenia w
    calym spoleczenstwie wynika z "rozcienczenia" bardzo zadluzonej,
    malo licznej grupy ludzi w wieku produkcyjnym w wiekszej grupie
    emerytow, rolnikow etc. - ktorzy dlugow zasadniczo nie maja. Jesli z
    jakiegos powodu pogorszy sie sytuacja zadluzonych, nawet
    nieznacznie, to beda oni ugotowani; drudzy tez na tym straca, ze
    wzgledu na gwaltowny spadek konsumpcji.
    - w spoleczenstwach bogatszych wszyscy sa zadluzeni, ale niewiele.
    W sumie wyglada to gorzej, ale przecietny Niemiec czy Amerykanin nie
    bedzie mial wielkich problemow jesli jego raty wzrosna o 10% - bo
    jego zadluzenie jest na tyle male, ze jego wzrost nie stanowi
    wielkiego problemu.

    Przyklad na danych liczbowych (po pieciu osobnikow, zarobki/kredyt):
    Polska: 3/0 3/0 5/3 4/2 2/0
    Niemcy: 5/1 8/3 4/1 7/2 7/3

    Srednie zadluzenie w Polsce: 1. Srednie zadluzenie w Niemczech: 2.

    Teraz kredyty staja sie dwa razy bardziej kosztowne:
    Polska: 3/0 3/0 5/6 4/4 2/0
    Niemcy: 5/2 8/6 4/2 7/4 7/6

    40% Polakow wlasnie zdycha z glodu.
    20% Niemcow nie jedzie w tym roku na wakacje na Majorke (ten
    ostatni).

    Zrozumial?

    ----------------------------------------------

    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
    czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
    kretynami. Milej lektury :)
  • Gość: ttdd IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.03.08, 10:25
    Sprawa jest prosta - jesli duza, silna i bogata gospodarka poddana
    jest nawet gwaltownemu kryzysowi, to jakos z niego wybrnie, a jej
    koszty beda niewielkie. Jesli to samo stanie sie w takim kraju jak
    Polska, to konsekwencje beda bardzo powazne.

    Kretynofilu... jestes kolejna osoba na tym forum, ktora nie moze sie pogodzic z
    tym, ze Polsce kryzys nie grozi. Moze jednak wiesz cos wiecej i podpowiesz nam,
    co w najblizszych 10 latach taki kryzys mogloby wywolac? Co Ciebie tak bardzo
    niepokoi? (prosze tylko nie przytaczaj argumentu z okradaniem Polski przez
    zagraniczny kapital...bo to tak troche podchodzi mi pod tok myslenia wodza Pisu
    ;) ).
  • pogromca_kretynow 20.03.08, 08:12
    jaka historyjka nas teraz uraczysz?
  • Gość: an-nie IP: 193.109.225.* 19.03.08, 13:19
    Nie chcę Cię martwić, ale kafelki za 60zł/m2 to właśnie te tańsze
  • Gość: aammmm IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.08, 15:54
    Nie miałem i nie mam kłopotów z pieniędzmi bo zarabiam ok. 50 tys
    miesięcznie. Ale jednak doskonale Cię rozumiem bo rok temu
    skończyłem remont domu i przekroczyłem kosztorys (podobno realny)
    dwukrotnie (częściowo świadomie bo uznałem w trakcie, że czasem
    warto przesadzić żeby mieć także przyjemność z tego domu a nie tylko
    mordęgę z wykonawcami).
    Też czuję się wykończony i mam trochę dosyć bo co prawda mieszkam od
    roku ale pozostało jeszcze sporo do zrobienia (kilka stron
    zapisałem) Jednak nie można dać się zwariować i poświęcić życia
    tylko budowie. W tym czasie jeździłem na wakacje jak zawsze,
    zmieniłem samochody, żyłem normalnie. Może mógłbym dom szybciej
    wykończyć ale przy okazji zmarnowałbym też swoje 3 lata życia. Wolę
    normalne życie niż szybkie zakończenie budowy.
  • Gość: cromwell IP: *.48.jawnet.pl 19.03.08, 16:30
    uwaga
    chyba szkoly maja ferie
    zdaje sie wczoraj mignal mi hydraulik

    pzdr.
  • Gość: Bogo IP: *.adsl.inetia.pl 19.03.08, 18:14
    Dziecko neostrady zarabia 50k/miesiąc ;) pogratulować
    hmm...ja to tak mniej więcej 3 lata na 50k muszę tyrać :/

    gdziesz można taką fuchę załapać hyy???

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.