Dodaj do ulubionych

jak mu pomóc?

IP: 213.77.91.* 29.06.01, 11:40
Przed laty związałam się z mężczyzną, którego bardzo kochałam (i nadal kocham)
byłam świadoma, że ma trudny charakter, ale potrzebowałam bardzo dużo czasu,
żeby zrozumieć, że jest poważnie chory psychicznie. Zawsze tłumaczyłam jego
postępowanie, często obwiniałam siebie za wynikłe sytuacje. Przeszłam bardzo
dużo, cały czas nie dopuszczając do siebie mysli, że sytuacja w jakiej się
znajduję jest nienormalna. Wybaczałam mu wszystkie słowa, które wobec mnie
padały, to, że upokarzał mnie i w zaciszu czterech ścian i również poza nimi, a
także i to, że podniósł na mnie rękę, a nawet próbował zabić. Tak wsiąkłam w tą
patologię, że nie zawsze miałam jej świadomość, nadal snułam plany o wspólnej
przyszłości, myśląc, że może ... Nieudane święta, nieudane wakacje, nieudane
życie...
Ostatnio te jego stany nasiliły się, a ja cierpię, nie mogę się z tego wyrwać.
Gdy mi go brakuje, pytam się sama siebie: czego, tego całego koszmaru i
upokorzeń?! Nie umiem go jednak potępić,chciałabym mu pomóc,nadal mi na nim
zależy. On chyba jednak nie czuje konieczności zrobienia ze sobą czegokolwiek.
Wiem, że wymagać od niego, aby próbował przeanalizować swoją i naszą sytuację
to tak, jakby wymagać od niewidomego, aby np. był bardzo dobrym kierowcą - to
niemożliwe. Choć będzie mi bardzo ciężko (są jeszcze dzieci - moje), to dam
sobie radę (gorzej lub lepiej), ale co będzie z nim? Czy jest jakaś szansa?!!!
  • Gość: avrora IP: *.chello.pl 01.07.01, 00:24
    tescik
  • Gość: syrop IP: 212.160.162.* 02.07.01, 17:14
    Jeśli nie podejmuje prób zmiany sytuacji i nawet nie próbuje tego analizować-
    odejdź. Narażasz siebie i swoje dzieci, a pewnie do tego narażasz swoje dzieci
    przez to, że narażasz siebie. Sam jestem facetem "z problemami". Nie piję, nie
    mam "odjazdów", ale sprowadziłem na rodzinę problemy finansowe. Zresztą, jak to
    w rodzinach bywa, żona nie była bez winy. Wszyscy na tym cierpią. Wyszedłem
    właśnie z ostrego załamania (myśli samobójcze, stupor, etc.). Jesli sama możesz
    funkcjonować bez faceta - zrób to. Może obserwując sytuację z dystansu podejmie
    walkę o Ciebie i o siebie przy okazji. Przeważnie pomaga.
  • Gość: kaja IP: *.chello.pl 04.07.01, 00:17
    Jedyna forma pomocy jesli to zeczywiscie jest choroba psychiczna jest lekarz.I
    Twoja decyzja czy tkwisz w zwiaazku z chorym czlowiekiem i tkwia w tym zwiazku
    takze dzieci,z wszystkimi tego konsekwencjami,czy jakos sie z bolem serca z
    tego wysuplujesz.Musisz rozwazyc moim zdaniem cene jednego i drugiego i to nie
    tylko cene psychiczna jaka placisz ty ale rowniez a moze nawet przedewszystkim
    Twoje dziec.Pierwsza sprawa jest jednak medyczna ocena sytuacji. To jest bardzo
    bardzo trudne.Pozdrawiam Cie bardzo cieplo o zycze duzo odwagi.
  • Gość: Alibaba IP: 213.77.91.* 04.07.01, 12:32
    dziękuję Wam bardzo. wiem, że rozstanie jest
    NAJLEPSZYM i JEDYNYM wyjściem z mojej sytuacji.
    być może będzie tak, jak napisał Syrop - on przejrzy
    na oczy i podejmie walkę, na co w cichości serca
    liczę, a może przejdzie mi to fatalne zauroczenie i
    dotrze do mnie, że można żyć normalnie.
    leczenie? na siłę nic nie mogę zrobić, a on nie widzi
    takiej konieczności i ma pretensje do wszystkich,
    tylko nie do siebie
    myślę, że teraz mam największy problem sama ze sobą;
    podjęłam juz wiele kroków, aby od strony, nazwijmy to
    organizacyjnej, unormować nasze (przyszłe) życie
    ciągle jednak robię wszystko trochę wbrew sobie,
    licząc... no właśnie, na co?
    bardzo wiele siebie zainwestowałam w tworzenie tego
    związku i poprostu nie mogę się z tym pogodzić, że
    kończy się on tak żałośnie.
  • Gość: Eva IP: 10.1.12.* / 193.22.18.* 05.07.01, 09:51
    Odejdź czym prędzej, lecz w przemyślany sposób, wg. możliwości nie
    pozostawiając śladu dokąd idziesz.
    Ja przeżyłam coś podobnego, choć nie aż tak dramatycznie i wiem, że niektórzy
    ludzie nie chcą pomocy. W takim wypadku jest lepiej pozostawić ich samych
    sobie, może wtedy pójdą po rozum do głowy. A jeśli nie - to mieli pecha, albo
    wręcz przeciwnie: takie życie, jakie im odpowiada.
    Życzę Ci dużo siły, niezależnie od tego, co postanowisz i na co się zdecydujesz!
    Eva
  • joanna.markiewicz 06.07.01, 14:43
    Doskonale wiesz jak troszczyć się o innych, ale zdaje się nie wiesz i nie
    wierzysz, że potrzebujesz i potrafisz zająć się sama sobą. Cała Twoja
    wypowiedź dotyczy Twojego męża, a gdzie Ty, gdzie Twoje uczucia, myśli,
    potrzeby. Potrzebujesz wsparcia, zrozumienia i informacji. Jesteś tak
    pochłonięta problemami swojego męża, że nie starcza Ci czasu na zauważenie
    własnych problemów. Zaopiekuj się sobą z takim oddaniem jak opiekujesz się i
    troszczysz o niego. To, że zajmiesz się sobą, w paradoksalny sposób może pomóc
    Twojemu mężowi. Tak długo jak otaczasz go opieką, wyręczasz, ułatwiasz mu
    życie, bierzesz wszystko na siebie - on nie ma szans zmierzyć się z
    trudnościami i przeszkodami jakie niesie życie. Potrzebujesz pomocy dla siebie
    samej. Możesz skorzystać z grup dla ofiar przemocy, które organizowane są przy
    poradniach odwykowych. Wiem, że często trudno jest przełamać wstyd czy lęk
    przed dzieleniem się z innymi swoimi problemami, ale trudno jest również
    znaleźć światełko w tunelu samemu. Jego nie możesz zmienić, pomóc mu mogą osoby
    profesjonalnie zajmujące się pomocą. Warunkiem jest jednak jego decyzja, że
    chce z tej pomocy skorzystać.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka