Dodaj do ulubionych

Corka unika kontaktu z ojcem po rozwodzie

IP: 195.41.66.* 11.06.01, 08:42
Jestem rok po rozwodzie i 1.5 roku od wyprowadzenia sie z domu. Zalozylem nowa
rodzine. Jedyna corka z pierwszego malzenstwa nie odbiera telefonow, nie
odpowiada na listy, zaproszenia, oferty wspolnych wakacji, nie dziekuje za
prezenty, itd. Poniewaz mieszkam za granica mam bardzo ograniczone mozliwosci
osobistego probowania spotkania sie z nia ale w obecnej sytuacji mysle, ze
rezultat bylby mierny. Byla zona podobnie nie odpowiada na zadne proby
kontaktu. Wiem, ze z corki zrobila sobie powiernice po rozwodzie i w rozmowach
z nia przedstawia mnie w najgorszym swietle. Wszelkie perswazje jej rodziny by
nie wciagala dziecka w sprawe nie przyniosly rezultatu. Corka ma 15 lat. Wiele
osob radzi byc cierpliwym i czekac. Ja jednak mysle, ze corka wiele traci przez
te lata braku kontaku ze mna i jest to pod wieloma wzgledzmi bardzo
niekorzystne dla niej. Czy jest jakis sposob na przelamanie w niej wyparcia sie
ojca?
  • Gość: ani IP: *.pgi.waw.pl 12.06.01, 14:44
    Myślę, że nie ma sprawdzonych metod - każda sytuacja, osoba jest inna. Moi
    rodzice też rozwiedli się, gdy miałam 15 lat, a tata wyjechał na jakiś czas za
    granicę. Mimo jawnej niechęci mamy udało nam się utrzymać bardzo dobry kontakt -
    starał się o to dając mi non stop dowody pamięci i miłości, nie pozwolił o
    sobie zapomnieć. Byliśmy bardzo blisko siebie w dzieciństwie i potem tęskniłam
    za nim. Z moim starszym bratem nie poszło już tak dobrze. Obraził się na ojca,
    nie odzywa się do niego i nawet jako dorosły człowiek nie odwzajemnia prób
    kontaktu.
    Kropla drąży skałę. Nawet, jeśli Twoja córka nie docenia teraz tego, jak jest
    dla Ciebie ważna, z czasem opadną złe emocje i na pewno sama podejmie decyzję.
    Dlatego myślę, że nigdy nie dość okazywania jej miłości.
    U mnie pomogło, trzymam kciuki.
  • Gość: rask IP: 195.41.66.* 13.06.01, 09:55
    Dzieki za slowa pocieszenia. Naprawde staram sie robic co moge bo mam wiele
    uczuc do corki ale czasami wydaje mi sie, ze moze moje listy i prezenty
    przechwytuje moja byla zona i tak tworzy moj obraz zlego taty.

    Dzieki raz jeszcze i pozdrowienia.


    PS
    Czy istnieje jakas droga sadowa na uzyskanie dostepu do corki?
  • Gość: ani IP: *.pgi.waw.pl 13.06.01, 11:55
    rzeczywiście, trudno przerwać taką spiralę nienawiści. Może spróbujesz nawiązać
    kontakt przez szkołę - np. przez psychologa szkolnego. Albo przez znajomych -
    żeby upewnić się, czy listy faktycznie dochodzą do właściwych rąk. Córka pewnie
    czuje się w obowiązku solidaryzowania z matką, bo tamta daje do zrozumienia,
    że "kto nie ze mną, ten przeciw mnie". Ale jestem pewna, że w głębi serca
    tęskni za Tobą. To, że teraz tak zabiegasz o kontakt z nią będzie w przyszłości
    mocnym argumentem na Twoją korzyść.
    A co do spraw sądowych, to wydaje mi się, że takie rzeczy ustala się od razu
    przy orzekaniu rozwodu. Teraz też na pewno można złożyć odpowiedni pozew i
    jeśli nie masz ograniczonych praw rodzicielskich, to sąd zobowiąże matkę, żeby
    umożliwiła Ci kontakty z córką. Inna sprawa, jak to będzie wyglądało w
    praktyce...
  • Gość: rask IP: 195.41.66.* 13.06.01, 12:29
    Dzieki za podpowiedz z psychologiem szkolnym. To wydaje sie sensowne. Napisalem
    list do wychowawczyni ale pozostal bez odpowiedzi. Tak ze, moze ten pomysl
    okaze sie dobry. Mam taka nadzieje.

    Dzieki po raz kolejny i pozdrawiam cieplo.
  • joanna.markiewicz 13.06.01, 12:56
    Wiem, że to bolesne, ale szybko niewiele da się zmienić. Możesz stale swojej
    córce proponować różne rzeczy i być w tym wytrwałym, nie zrażając się jej
    odmową.
    Najważniejsze nie dać się odrzucić, mimo, że jest to bardzo trudne. Może stałe
    Twoje starania przyniosą w końcu oczekiwane przez Ciebie skutek.
    W tej sprawie ważne jest żebyś rozumiał, co przeżywa Twoja córka. Rozwód
    rodziców jest dla dziecka dramatycznym przeżyciem. Rozstają się dwie
    najważniejsze w życiu dziecka osoby i dziecko traci bliski, codzienny kontakt z
    jednym z nich. Dzieci przeżywają ból, złość, lęk, poczucie odrzucenia,
    frustrację, tracą pewność siebie i zawsze wydaje im się, że mają w tym swój
    udział, czują się winne.
    Zrozumiałam, że wyprowadziłeś się z domu, kiedy Twoja córka miała 13 - 14 lat.
    To początek najtrudniejszego okresu w życiu młodego człowieka. Okres zmian
    związanych z dojrzewaniem, czas prób oddzielania się od rodziców, początek
    wchodzenia w dorosłe życie. W tym czasie dziecku bardzo potrzebna jest
    bezpieczna, stabilna sytuacja rodzinna, tak, żeby mogło zajmować się swoimi
    problemami i mieć obok siebie przytomnych, gotowych mu w tym towarzyszyć
    rodziców. Jeżeli zaś w tym okresie na własne problemy nakłada się kryzys
    rodzinny i problemy rodziców, to dziecku jest bardzo trudno wszystko to
    udźwignąć.
    W sytuacji, kiedy rodzice się rozwodzą, dzieci potrzebują wiedzieć co się
    dzieje, jak będzie dalej, potrzebują móc wyrazić swoje uczucia dotyczące tej
    sytuacji i robią to wobec obydwojga rodziców lub tego, który jest dostępny -
    jednak rzadko rodzice pochłonięci swoimi sprawami znajdują na to przestrzeń i
    czas. Ten czas trudny dla rodziców i dla dziecka, dla tego z rodziców, który
    potrafi być blisko dziecka może być czasem wzmocnienia więzi.
    Jeżeli jedno z rodziców znika, a rozumiem, że po rozwodzie wyjechałeś za
    granicę, dziecko nie ma okazji wyrazić wszystkich swoich uczuć, czuje się przez
    tego rodzica zdradzone. Sytuacja po rozwodzie wymaga zbudowania relacji z
    dzieckiem na nowo, ułożenia z nim stosunków w nowych warunkach. To wymaga
    czasu. Wy prawdopodobnie nie mieliście tego czasu.
    Jeżeli jest silny konflikt miedzy Tobą i Twoją żoną nie powinno to Cię dziwić,
    że wasza córka, pozostając przy niej wybrała jej punkt widzenia - dziecko nie
    może żyć w rozdarciu, potrzebuje w miarę jasnej sytuacji. Kiedyś może będzie
    gotowa przyjrzeć się temu z dystansu.
    Myślę, że nie jest złym rozwiązaniem próba z Twojej strony osobistego z nią
    kontaktu.
    Ona potrzebuje wiedzieć, że wkładasz wysiłek w zachowanie lub odbudowanie
    relacji z nią, że zależy Ci na tym i że nie zrezygnujesz z prób bycia blisko,
    na tyle na ile to będzie możliwe i na ile ona Ci pozwoli. To wymaga wielu
    starań i może być frustrujące, ale w końcu może przynieść dobry efekt. Życzę
    wytrwałości, cierpliwości
    i powodzenia.
  • Gość: rask IP: 195.41.66.* 14.06.01, 13:43
    Dziekuje bardzo za obszerna wypowiedz. Wlasciwie oddaje ona bardzo dobrze cala
    sytuacje i wiele moich przemyslen wlasnie takie wnioski implikuje. Trudne jest
    w tym to, ze jak dotad jest to komunikacja w jedna strone a wiec wlasciewie to
    komunikacji nie ma. Nawet nie ma czegos takiego jak odrzucenie i powiedzenie
    wprost przez corke, ze nie zyczy ona sobie prob nawiazania kontaktu. Po prostu
    cisza. Ja probuje sobie wytlumaczyc, ze jest to wlasnie spowodowane zalem a nie
    powielenie niechecie matki do mnie. Ale prawdy nie znam. To trudna sytuacja.
    Oczywiscie ponawiam wciaz i wciaz proby nawiazanie kontaktu ale tez wiem, ze na
    dluzsza mete takie starania bez odpowiedzi sa bardziej i bardziej bolesne.
    Czasami wydaje mi sie, ze jest to rodzaj zadoscuczynienia, ktory moja byla zona
    musi przeprowadzic nie patrzac jednak na to, ze tym samym krzywdzi swoja corke.
    Ale pewnie trudno jej panowac nad emocjami. Choc z drugiej strony nie jest to
    chyba dostatecznym uzasadnieniem postepowania doroslej i odpowiedzialnej osoby.

    Dzieki za porade i serdecznie pozdrawiam.
  • Gość: Irmina IP: *.dip.t-dialin.net 11.07.01, 23:15
    Jestem po rozwodzie, mam 10-letniego syna. To nieprawda, ze dziecko nie
    utozsamia sie w czasie tych ciezkich przejsc z zadnym z rodzicow. Bo w
    wiekszosci przypadkow rozwod nie odbywa sie bezbolesnie, nie umiemy rozstac sie
    normalnie, walczymy (o co?). Dlaczego obwinia Pan zone o uniemozliwianie,
    zabronienie itd. itp. Nigdy tego nie robilam swojemu synowi, ale on nie chce
    spotykac sie z ojcem, sadze, ze po prostu stanal po mojej stronie. Staram sie
    to przeczekac, ale jego ojciec nie umie czekac, jednego dnia oznajmia jemu, ze
    jak nie bedzie chcial sie z nim spotykac, to zabierze go z policja, drugiego
    dnia sklada pozwy do Sadu. I co, jak sad postanowi, ze ma tyle i tyle razy w
    miesiacu spotykac sie z ojcem, to mam go zwiazac i odeslac?
    Pozdrawiam
  • Gość: rask IP: 195.41.66.* 12.07.01, 14:23
    Moja sytuacja jest inna. Ja nie chce nic na sile i wiem, ze 16 letnia corka
    sama najpierw musi chciec sie ze mna spotkac i dopiero wtedy do tego dojdzie.
    Nie zamierzam robic niczego na sile, bo wiem, ze takie spotkanie nie ma sensu.
    Ja tylko okazuje jej zainteresowanie i uczucia i czekam. Sa telefony do niej,
    kartki, zyczenia, prezenty, listy, maile itd. ale zadnego oddzwieku. Zone nie
    zabranie jej kontaktu (tak sadze) ale jej rola bylo przedstawienie mnie jako
    najgorszego czlowieka na Ziemi. To jest moim zdaniem powod takiej a nie innej
    sytuacji obecnie. Sam popelnilem chyba blad bo nie chcac wciagac dziecka w
    sprawy doroslych po prostu staralem sie byc nadal ojcem i kiedy sie
    wyprowadzilem i spotykalem sie z corka rozmawialem z nia o wszystkim poza
    tlumaczeniem sie, dlaczego tak sie stalo. Mysle, ze taka sama postawa mamy
    pozwolilaby na wykreowanie nowych ale wspolnych stosunkow miedzy nami. Zona
    jednak nie powstrzymywala sie od brutalnej agresji slownej oraz od tlumaczenia
    corce, co jej tata zrobil i jak sie nazywa takie zachowanie, itd.
    Po moim wyjezdzie do innego kraju corka przestala odpowiadac na wszystko. Nawet
    kontakt z moimi rodzicami pozostal jednostronny bo oni takze sa winni w calej
    tej sprawie (choc jedynie w opini mojej bylej zony). Tak wiec jest tu podobnie.
    Oni nadal kochaja wnuczke, wysylaja jej prezenty, zyczenia, zaproszenia a w
    odpowiedzi glucha cisza. Tak wyglada sytuacja i nie uwazam, ze rola matki w tym
    wszystkim jest bez znaczenia a o wszystkim zadecydowala corka. Przeciez ona
    zyje w jakims otoczeniu a jezeli jest to tylko matka, ktora zabronila
    komukolwiek z rodziny rozmawiac z corka na temat ojca to chyba tez o czyms
    swiadczy. Takze rodzina bylej zony rozumie mnie bardzo dobrze w tej sprawie i
    probowala przekonac ja do zmiany postepowania ale skonczylo sie na ostrych
    slowach z jej strony i kategorycznym zyczeniu sobie nie poruszania wiecej tej
    sprawy.

    Irmino, Twoja postawa jest duzo bardziej zdrowa bo uwazasz, ze to okres
    przejsciowy i starasz sie to przeczekac. W moim przypadku zona jest caly czas
    agresywna i zadowolon z tego, ze teraz cierpie z powody tesknoty za corka. Moje
    prezenty sa krytykowan, kazdy jest niedobry i musi byc wysmiany. Listy sa
    glupie a jedyne, co powinienem robic, to placic i to zawsze jest za malo. Tak
    wiec corka zyje z matka, ktora mowi, ze ojciec nie potrafi kupic wlasciwego
    prezentu, napisac listu, nie finansuje w dostateczny sposob bylej rodziny (no
    bo czym sa alimenty rownowazne sredniej pensji krajowej). Mysle, ze corka ma
    trudna sytuacje karmniona takimi wlasnie slowami.



  • Gość: Irmina IP: *.dip.t-dialin.net 13.07.01, 23:31
    No tak, twoja sytuacja jest inna. Moja tez, bo to ja wyjechalam z dzieckiem do
    innego kraju. Zobacz, jak glupio: facet moze wyjechac bez problemu, ale gdy
    wyjedzie byla zona z dzieckiem, to robi sie z tego taki krzyk, ze trudno sobie
    wyobrazic. Zaproponowalam, ze raz na trzy miesiace bede przywozila syna w
    czasie ferii szkolnych i przeznacze na to alimenty, ale nie, on sobie zyczy dwa
    razy na tydzien... Zlozyl tez wniosek do sadu o obnizenie alimentow (280 zl) do
    rozsadnej kwoty.
    Smieszne, prawda?
    Pozdrawiam i zycze cierpliwosci, bo jednak sadze, ze to nie kwestija tego,
    ze "zly ojciec, dobra matka lub odwrotnie", a tego, ze sa normalne i
    nienormalne kobiety i mezczyzni.
    Irmina
  • Gość: ek IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 01.08.01, 15:46
    Dołączę się do rozmowy. Jestem drugą żoną mego męża, który od 6 lat boryka się
    z byłą żoną o spotkania z dziećmi. Rozwód był ponad 3 lata temu. Mąż nie
    mieszka z pierwszą rodziną od 5 lat. Orzeczono winę obu stron. Była żona w
    końcu przyznała się, że nie była taka całkiem w porządku. Sąd wskazał, że
    powinna byla leczyć nerwy a nie uniemożliwiać normalne życie całej rodzinie.
    Od początku sprawy chciała wobec sądu uchodzić za porzuconą, prawdopodobnie
    zdradzoną ale (na wszelki wypadek) kochającą.
    Na koniec sąd podsumował, że tak naprawdę jest chytrą jaszczurą z długimi
    pazurami, która zmarnowała swoje małżeństwo. I małżeństwo z dwójką dzieci
    rozwiązał. Ostatnim dowodem mego męza, który zaniósł do sądu było zaświadczenie
    ze szpitala, że matka zabroniła informowania ojca o stanie zdrowia dzieci. W
    tym czasie dzieci co chwila oddawała ciężko chore do szpitala. Potem były coraz
    bardziej chore i bardziej - najbardziej w okolicach podwyższania alimentów.

    Równocześnie toczyła się sprawa o kontakty ojca z dziećmi. Odłączała telefon,
    rozpowiadała wobec wszystkich, że mąż nie płaci alimentów. Dzieciom nakazała
    kłamać, że nie dostają prezentów. Mąż z policją jeździł pod blok na wyznaczone
    spotkania-matka miała wyrokiem sądu je wydawać. Nie wydawała. W sądzie kłamała,
    że wydaje. (Policja pomogła, już nie mogła tak kłamać). Zaczęła pisać pisma do
    sądu, że sąd źle policzył soboty. I tak minęły 2 lata. 4 lata rozrywała
    bezkarnie więzi ojca z dziećmi. W końcu sąd ją ukarał. Od roku dzieci
    regularnie przychodzą. Nawet po tym, jak w sądzie opowiadała, że dzieci nie
    chcą nowej żony ojca. Ostatni rok to było bezustanne płacenie ddatkowych
    pieniędzy na korepetycje wyjątkowo zaniedbanego syna. Nie chodziła przez ten
    czas na żadne wywiadówki. Nagle od początku roku zaczęła naciskać, że nie chce
    już tego swego syna. Właśnie przygotowaliśmy mu pokój. Dziecko będzie miało
    szansę na wyrównanie zaległości. Otrzyma bezpośrednią pomoc od własnego ojca.
    Niestety pani matce się odmieniło. Wyczuła, że może nie dostać już forsy (bo
    każde będzie się opiekować jednym dzieckiem). Dla niej wychowanie syna się nie
    liczy. Udowodniła to ponad wszelką wątpliwość.
    Tylko że my już z męzem teraz zajmiemy się sobą. Trzy lata wystarczy.
    Wnioskuję z tego, ze pani ta powinna się leczyć. Nie mamy siły przekonywa
    Cponownie wszelkich psychologów sądowych. Mam wrażenie że to jedna mafia.
    Zasądzili, ze dziecku najlepiej jest przy matce. Lecz my wiemy, że jest raczej
    tym skrzywdzone.

    Moim zdaniem powinieneś wystąpić do sądu o ustalenie kontaktów z dzieckiem.
    Przynajmniej dowiesz się, czy masz do czynienia z inicjatywą własną dziecka,
    czy to matka z jakichś powodów nie dopuszcza do kontaktów.

    Mam apel do rozwodzących się kobiet. Kobiety, zachowajcie swoją godność.






  • Gość: Ekips IP: 172.16.51.* / 212.191.128.* 09.08.01, 12:16
    Gość portalu: ek napisał(a):

    > Dołączę się do rozmowy. Jestem drugą żoną mego męża, który od 6 lat boryka się
    > z byłą żoną o spotkania z dziećmi. Rozwód był ponad 3 lata temu. Mąż nie
    > mieszka z pierwszą rodziną od 5 lat. Orzeczono winę obu stron. Była żona w
    > końcu przyznała się, że nie była taka całkiem w porządku. Sąd wskazał, że
    > powinna byla leczyć nerwy a nie uniemożliwiać normalne życie całej rodzinie.
    > Od początku sprawy chciała wobec sądu uchodzić za porzuconą, prawdopodobnie
    > zdradzoną ale (na wszelki wypadek) kochającą.
    > Na koniec sąd podsumował, że tak naprawdę jest chytrą jaszczurą z długimi
    > pazurami, która zmarnowała swoje małżeństwo. I małżeństwo z dwójką dzieci
    > rozwiązał. Ostatnim dowodem mego męza, który zaniósł do sądu było zaświadczenie
    >
    > ze szpitala, że matka zabroniła informowania ojca o stanie zdrowia dzieci. W
    > tym czasie dzieci co chwila oddawała ciężko chore do szpitala. Potem były coraz
    >
    > bardziej chore i bardziej - najbardziej w okolicach podwyższania alimentów.
    >
    > Równocześnie toczyła się sprawa o kontakty ojca z dziećmi. Odłączała telefon,
    > rozpowiadała wobec wszystkich, że mąż nie płaci alimentów. Dzieciom nakazała
    > kłamać, że nie dostają prezentów. Mąż z policją jeździł pod blok na wyznaczone
    > spotkania-matka miała wyrokiem sądu je wydawać. Nie wydawała. W sądzie kłamała,
    >
    > że wydaje. (Policja pomogła, już nie mogła tak kłamać). Zaczęła pisać pisma do
    > sądu, że sąd źle policzył soboty. I tak minęły 2 lata. 4 lata rozrywała
    > bezkarnie więzi ojca z dziećmi. W końcu sąd ją ukarał. Od roku dzieci
    > regularnie przychodzą. Nawet po tym, jak w sądzie opowiadała, że dzieci nie
    > chcą nowej żony ojca. Ostatni rok to było bezustanne płacenie ddatkowych
    > pieniędzy na korepetycje wyjątkowo zaniedbanego syna. Nie chodziła przez ten
    > czas na żadne wywiadówki. Nagle od początku roku zaczęła naciskać, że nie chce
    > już tego swego syna. Właśnie przygotowaliśmy mu pokój. Dziecko będzie miało
    > szansę na wyrównanie zaległości. Otrzyma bezpośrednią pomoc od własnego ojca.
    > Niestety pani matce się odmieniło. Wyczuła, że może nie dostać już forsy (bo
    > każde będzie się opiekować jednym dzieckiem). Dla niej wychowanie syna się nie
    > liczy. Udowodniła to ponad wszelką wątpliwość.
    > Tylko że my już z męzem teraz zajmiemy się sobą. Trzy lata wystarczy.
    > Wnioskuję z tego, ze pani ta powinna się leczyć. Nie mamy siły przekonywa
    > Cponownie wszelkich psychologów sądowych. Mam wrażenie że to jedna mafia.
    > Zasądzili, ze dziecku najlepiej jest przy matce. Lecz my wiemy, że jest raczej
    > tym skrzywdzone.
    >
    > Moim zdaniem powinieneś wystąpić do sądu o ustalenie kontaktów z dzieckiem.
    > Przynajmniej dowiesz się, czy masz do czynienia z inicjatywą własną dziecka,
    > czy to matka z jakichś powodów nie dopuszcza do kontaktów.
    >
    > Mam apel do rozwodzących się kobiet. Kobiety, zachowajcie swoją godność.
    >
    >Trochę póżno dołączę do rozmowy - obawiam się że są niewielkie szanse.Jestem
    dawno po rozwodzie,robiłem wszystko by utrzymywać kontakt z synem-bez
    powodzenia.Działania "kochanej mamusi" spowodowały to, że po osiągnieciu
    pełnoletności syn zmienił nazwisko,mnie zostały do płacenia wysokie alimenty,
    głęboka rana i bezsilność.
    >
    >
    >
    >

  • Gość: re IP: *.cza.warszawa.supermedia.pl 09.08.01, 13:55
    Zastanawiam się po co kobiety to robią. Ja też jestem po rozwodzie, ale nigdy
    nic nie powiedziałam dziecku złego na temat jej ojca. Nie mam nic przeciwko
    spotkaniom. Mszczą się? Może takie matki, byłe żony dołączą się do rozmowy.
    Dlaczego przy rozwodach robicie z siebie w najlepszym wypadku żałosne
    pośmiewiska? Dlaczego wciągacie w sprawy swojego rozwodu dzieci? Jedno mi tylko
    przychodzi do głowy, że należy pogratulować byłym mężom, że się od takich
    uwolnili. Przy rozwodach wychodzi kto jaim był i jest naprawdę.
  • Gość: Marta IP: *.et.put.poznan.pl 23.08.01, 12:35
    Uważam, że nie należy tak drastycznie potępiac kipiący żal po rozwodzie. To są
    trudne chwile a w życiu nie ma ideałów. Nie uważam przez to, że ta kobieta robi
    dobrze, ale razi mnie tak skrajne Pani stanowisko. Czas leczy rany i na pewno
    za jakis czas emocje opadną, a o porozumienie bedzie wtedy łatwiej.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.