nowotwór

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Witam wszystkich. Na początek zaczne od tego,że obawiam sie że w przyszłości
    będę miała chorobe nowotworową. Moja babcia od strony taty zmarła na raka
    trzustki. Teraz moja babcia od strony mamy ma raka piersi z przerzutami do
    wątroby lekarz powiedział że juz nic się nie da zrobic,bardzo to
    przyzywam.Dodam też że obydwie siostry mojej babci zmarły na raka. Ja mam
    dopiero 17 lat ale czy powinnam juz zrobic jakieś badania? Czy jest możliwe że
    ja też bedę chora? Zachęcam rownież moja mame żeby zrobila sobie badania gdyż
    nie chce przezywać ponownie tego samego teraz czuję sie okropnie. Proszę o
    rady i serdecznie pozdrawiam.
    • 10.06.10, 06:15 Odpowiedz
      Swojego czasu miałam podobny dylemat. Moja Mama zmarła na nowotwór jajnika. Bardzo to przeżyłam i po śmierci Mamy zaczęłam schizować , czy aby i mnie ten los nie spotka. Podczas kontrolnej wizyty u ginekologa, zapytałam czy nie powinnam wykonać badań genetycznych. Pan doktor wyraził wtedy swoje zdanie: można, tylko co z tą wiedzą potem zrobię. Powiedziałam, że np mogłabym usunąć jajniki. Ale musiałabym też usunąć obie piersi. Nie okaleczę się tak ,tylko profilaktycznie. Rada doktora. Częste kontrole ginekologiczne - co pół roku i regularne badanie piersi. I żyć normalnie. Czyli - profilaktyka. A jeśli już coś wyniknie, to dzięki regularnym badaniom, będzie można wyłapać to dość wcześnie. Pozdrawiam
    • 10.06.10, 08:11 Odpowiedz
      ja też czuje ciągły strach przed nowotworem mimo, że jestem przed 30-stką i w
      rodzinie nie było przypadków nowotworów. Jednak każdy nawet lekki odchył kojarzy
      mi sie z rakiem. Objawy pasowały mi juz do raka krtani, piersi, wątroby, płuc,
      odbytu i czerniaka. A jak to wszystko powiazałam razem to wyszło mi, że mam juz
      przerzuty. Straszne to wszystko.
      --
      Miała być Irlandia
      a jest Wenecja
      • 10.06.10, 19:58 Odpowiedz
        Odczuwam to samo co Ty, ciągły lęk, myślenie o tej najgorszej chorobie, choć mam
        dopiero 27 lat, czuję się jak staruszka, ten lęk często mnie przerasta, dbiera
        radość życia, ile razy już płakałam, bałam się żę mam zziarnicę, ostatnio 3
        miesiąće temu podczas badania krwi OB miałam aż 14, i mam czarne myśli, teraqz
        boję się iść na powtórne badanie, że usłyszę wyrok, wszędzie się macam, węzły
        chłonne, wydaje mi się zę mam raka kości, bo na kolanie mam wyrośl. Częśto mnie
        wszystko boli, mam bardzo p-rzeczuloną skórę, dołuję się. Mam dwuletnią córkę i
        bardzo boję się o nią...ukojenia szukam w modlitwie.
        • 10.06.10, 20:04 Odpowiedz
          ja tam bym ukojenia szukała w medycynie raczej. nie ma nic przyjemniejszego, niż
          czytanie wyników badań, z których wynika, że jest się zdrowym jak koń. spróbuj
          kiedyś tej metody.
        • 11.06.10, 08:45 Odpowiedz
          Niestety również należę do takich osób. Dodatkowo mój lęk rozciąga
          się na całą rodzinę - męża i trójkę dzieci. Obecnie starsze już nie
          mieszkają ze mną, ale to nie sprawia, że boję się mniej - tylko już
          nie mam kontroli nad ich badaniami.
          Myślałam o poradzie psychologicznej - ale przecież psycholog nie
          zagwarantuje, że raka w naszej rodzinie nie będzie, prawda?

          Niedawno zmarła 38letnia sąsiadka, obecnie bliska znajoma zmaga się
          z rakiem... to wszystko sprawia, że nasilają się myśli "dlaczego
          właściwie nas miałoby ominąć":(
          • 11.06.10, 11:03 Odpowiedz
            hawela napisała:
            > Myślałam o poradzie psychologicznej - ale przecież psycholog nie
            > zagwarantuje, że raka w naszej rodzinie nie będzie, prawda?


            Kolega np jest scigany przez kosmitow ktorzy chca go pozrec. Nie pojdzie do
            psychiatry bo przeciez dochtor miedzygalaktycznych potworow pigulkami nie wybije...

            Problemem nie jest to ze mozesz umrzec na nowotwor abo zostaz rozwalcowana na
            ulicy przez samochod. Problemem jest Twoj stosunek do owego zjawiska. I to da
            sie modyfikowac.

            • 11.06.10, 20:35 Odpowiedz
              scept89 napisał:


              >
              > Kolega np jest scigany przez kosmitow ktorzy chca go pozrec. Nie
              pojdzie do
              > psychiatry bo przeciez dochtor miedzygalaktycznych potworow
              pigulkami nie wybij
              > e...
              Ale obiektywnie wiadomo, że się to zdarzyć nie może, prawda? A czy
              obiektywnie można stwierdzić, że na pewno nie zachorujesz na raka?
              Całkiem chybione porównanie



              >
              >
              • 11.06.10, 20:44 Odpowiedz
                Ale obiektywnie wiadomo, że się to zdarzyć nie może, prawda? A czy
                > obiektywnie można stwierdzić, że na pewno nie zachorujesz na raka?

                A potrafisz obiektywnie stwierdzic ze jutro nie spadnie Ci cegla na glowe albo
                za tydzien nie strzeli w Ciebie piorun?

                Bo jesli nie to np. pozostawanie w domu w celu unikniecia pioruna jest zupelnie
                sensownym postepowaniem, nieprawdaz?

                I znowu, psychiatra nie piorunochron ani nie lapacz spadajacych cegiel.

                BTW, przeczytaj moj post na koncu watku. Obawa przed nowotworem jest na tyle
                realna ze o ile bedziesz zyc dostatecznie dlugo i nie zginiesz w wypadku to
                wykonczy nas zawal, wylew lub nowotwor. Sposobu na niesmiertelnosc jeszcze nie
                opatentowano.

                Tracisz radosc zycia zanim cokolwiek cie jeszcze dopadlo: zdecydowanie psycholog.
            • 12.06.10, 00:10 Odpowiedz
              I co mi psycholog pomoze? chyba jedyne co mi pozostalo to pogodzic sie ze prawie wszyscy w mojej rodzinie umieraja na raka tak jak jest do tej pory. Wlasnie dzis dowiedzialam sie ze mojej babci zostal okolo tydzien zycia gdyz przezuty sa juz w watrobie i w plucach. Probuje namawiac wszystkich zeby zaczeli sie badac zeby nie bylo za pozno tak jak w tych wszystkich przypadkach. Chcialabym zeby ktos mi powiedzial wiecej o tych badaniach.
              • 14.06.10, 12:18 Odpowiedz
                ala03033 napisała:
                > I co mi psycholog pomoze?

                Czasem ponoc pomaga nawet umierajacym.

                >chyba jedyne co mi pozostalo to pogodzic sie ze prawi
                > e wszyscy w mojej rodzinie umieraja na raka tak jak jest do tej >pory.

                Mysle ze wypadalo by sie pogodzic z faktem ze matematyka i genetyka nie jest
                Twoja najmocniejsza strona.

                Tak sie sklada ze swoj doktorat pisalem z genetyki nowotworow. Byl to instytut
                gdzie prawie kazda grupa zajmowala sie _jakims_ nowotworem, usilujac wytropic
                geny ktore przyczyniaja sie do ich rozwoju.

                Uwierz mi na slowo, nikomu nie chcialoby sie nawet do Ciebie i czlonkow Twojej
                rodziny zadzwonic, aby pobrac probki krwi na badania w celu szukania owej
                "wspolnej" (Twoim zdaniem) przyczyny rakow.

                Po pierwsze masz dwa ufam ze nie spokrewnione ze soba drzewka rodzinne: ojca i
                matke. Jest zaledwie kilka przypadkow nowotworow na cala rodzine, w roznym
                wieku, roznych typow.
                Nic nie wiadomo o ewentualnych obciazeniach srodowiskowych. Ktos kto np. umiera
                na plaskonoblonkowego raka pluca po 40 latach palenia dwoch paczek dziennie to
                nie jest dobry material na szukanie obciazen dziedzicznych.

                Podobnie ludzie z obciazeniami zawodowymi: pracujesz np w fabryce w oparach
                benzenu i szanse na neo rozsna.

                Nie sadze tez aby w kazdej wsi systematycznie badano wode pitna z kazdej studni
                na obecnosc np azotanow 40 lat temu. A jak cala rodzina latami popija taka wode
                to szanse na raka zoladka rosna.


                Gdyby w twojej rodzinie bylo chocby dwoch kuzynow umierajacych na raka pluca
                niepalacych dwudziestolatkow np (= bardzo nietypowe wystepowanie okreslonego
                typu nowotworu w mlodym wieku zyjacych w roznych miastach) to owszem, podloze
                genetyczne byloby bardzo prawdopodobne choc niekoniecznie mozliwe do wykrycia
                (zmutowane geny nie oglaszaja sie "to ja odpowiadam za ten nowotwor").

                > Probuje namawiac wszystkich zeby zaczeli sie badac
                > zeby nie bylo za pozno tak jak w tych wszystkich przypadkach.

                To tak jak w rodzinie w ktorej zginal ktos w wypadku samochodowym.
                Dopiero wtedy reszta rodziny daje dobre rady "nie prowadz po pijaku".

                Badac sie powyzej pewnego wieku powinien kazdy.

                >Chcialabym zeby ktos mi powiedzial wiecej o tych badaniach.

                jak sie chesz uspokoic to znajdz jakas katedre genetyki medycznej gdzie
                laborantka narysuje Ci ladne drzewko rodzinne nanoszac na nie zupelnie rozne
                typy nowotworow ktore bylas laskawa wymienic.

                Mozesz tez poczytac jak wyglada to w unikalnym zespole Li-Fraumeni ze zmutowanym
                genem p53, a jak w MEN2.

                Np:
                www.ncbi.nlm.nih.gov/omim/151623
                """
                Pearson et al. (1982) reported 2 families resembling that reported by Li and
                Fraumeni (1969). In 1, the mother had breast cancer and 3 of her 4 children had
                adrenocortical carcinoma, medulloblastoma, and rhabdomyosarcoma; in the other,
                the mother had breast cancer and 2 of her 3 children had adrenocortical
                carcinoma and rhabdomyosarcoma
                """

                oraz:
                www.ncbi.nlm.nih.gov/omim/171400
                """
                Steiner et al. (1968) described a family with 11 cases in successive generations.
                """


    • 10.06.10, 22:51 Odpowiedz
      Coś mi się obiło o uszy o oznaczaniu markerów nowotworowych, ponoć w
      Szczecinie.
    • 11.06.10, 10:57 Odpowiedz
      >Moja babcia od strony taty zmarła na raka
      > trzustki. Teraz moja babcia od strony mamy ma raka piersi z >przerzutami do
      > wątroby <snip>
      >Dodam też że obydwie siostry mojej babci zmarły na raka.

      Zauwaz ze choroby okolomiazdzycowe (zawaly + wylewy) oraz nowotwory to dwie
      najczestsze przyczyny smierci ludzi w krajach cywilizowanych. Jak nie zginiesz
      do 10 dni po urodzeniu (ciezkie wady genetyczne + urazy okoloporodowe), nie
      dopadnie cie wypadek samochodowy lub AIDS to z duzym prawdpodobienstwem
      zejdziesz na nowotwor, zawal lub wylew.

      Ergo: w kazdej dostatecznie rozleglej rodzinie sa przypadki nowotworow i nikt
      przy zdrowych zmyslach nie zagwarantuje Ci ze nowotworu _na pewno_ nie
      dostaniesz chocby Ci caly genom zsekwencjonowano.

      Jesli nie sa to nowotwory ktore ukladaja sie w jakis charakterystyczny zespol.
      Tak jest np. kiedy w rodzinie wystepuje siatkowczak.

      >Proszę o rady i serdecznie pozdrawiam.

      Na ty etapie to jedynie psycholog.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

WIĘCEJ O ZDROWIU:

Drętwienie rąk i nóg

Jest się czego bać?

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.