Artroskopia - Łódź... Dodaj do ulubionych


Witajcie!

Uff, ja tez wlasnie przebrnalem przez WSZYSTKIE posty, wiele bardzo ciekawych
informacji, dziekuje wypowiadajacym sie, a najbardziej Kubiegr,
ktory "udowodnil", iz jest naprawde wielkim fachowcem...

Co wiecej, nie zrezygnowal (chyba?) z udzielania sie na Forum, mimo ze bardzo
szybko natknal sie na to, co odbiera sily do zycia tutaj: na polskie piekielko,
zafundowane przez jakies zakompleksione studentki medycyny.

Do rzeczy: ja tez jestem jednym z Was...

W pazdzierniku podczas gry w pilke w pewnym momencie upadlem i poczulem jakby
cos mi przeskoczylo, jakby cos sie zerwalo. Od razu zaczalem podejrzewac o faul
mojego przeciwnika, ale szybko zrozumialem, iz to po prostu ja niefortunnie
postawilem noge. Balem sie ruszyc, balem sie wstac, lecz jakos sie udalo, tak
ze po chwili chcialem grac dalej. Na szczescie koledzy mnie przed tym
powstrzymali.

Nastepnego dnia udalem sie do prywatnego osrodka zdrowia. Gdy jednak
dowiedzialem sie, ze na wizyte musze poczekac tydzien, wrocilem do domu i
niczego nie zrobilem. Wkrotce bol sie zmniejszal, moglem normalnie chodzic,
wlasciwie to nie bylem w stanie jedynie do konca nogi zgiac, wydawalo mi sie,
ze wyprost jest natomiast pelny. Obwiazalem kolano bandazem, chodzilem wciaz na
silownie, bylem ostrozny i po jakims miesiacu wrocilem do mojego ulubionego
biegania po ruchomej sciezce. Przychodzilo mi to bez trudu i bez bolu,
postanowilem wiec, ze znow pogram w pilke, bede bardzo uwazny i gdy tylko
poczuje bol - natychmiast przerywam gre. Tak tez sie stalo - od razu zszedlem z
boiska, bo niemal od razu poczulem ten sam bol, ktory jakos udalo sie
wytuszowac przez okres poprzednich dwoch miesiecy od pierwszego zdarzenia.

Tym razem od razu umowilem sie na wizyte, mimo iz znow musialem czekac, i
lekarz - z czystym sumieniem moge powiedziec specjalista (nie chce szafowac
nazwiskami, poza jednym pozniej, ale moge podac je prywatnie) - podczas
ogledzin postawil diagnoze: uszkodzona lakotka, zerwane wiezadla krzyzowe
przednie i byc moze uszkodzone poboczne. Co ciekawe nie skierowal mnie na zadna
operacje (te doradzal dopiero pozniej i o ile bede chcial wrocic do sportu),
przepisal specjalna orteze, krioterapie i cos tam jeszcze, po czym mialo sie
okazac co robimy dalej. Nie obwiniam Go za to, iz nie nakazal operacji od razu,
nie nazwe Go "konowalem", w dodatku to w koncu On przeprowadzal rekonstrukcje
mojego wiezadla krzyzowego, wiec nie bede plul do wlasnego gniazda.

Z ortezy i innych zabiegow nic nie wyszlo, poniewaz ortopeda "na rejonie" nie
zechcial obciazyc kosztami mojego leczenia NFZ (a orteza droga, droga...) i
wydal mi skierowanie do szpitala, z adnotacja "pilne!", no i poradzil, abym
najlepiej poszedl do tego szpitala, w ktorym ordynatorem jest ow pierwszy
lekarz, u ktorego bylem.
Udalem sie zatem do tamtego szpitala, pewien siebie, boc przeciez "pilne!".
Szybko stanalem na ziemi, gdy okazalo sie, ze artroskop obecnie zepsuty, a
wolne terminy (to bylo w grudniu) wypadaja gdzies tak w polowie roku nastepnego
(obecnego).

Sprawe wzieli w swoje rece moi rodzice i wynalezli naszego "znajomego"
specjaliste, obecnie juz z tytulem profesora, naprawde wybitnego lekarza (bo
uwazam, ze tacy tez sa w Polsce). On potwierdzil (dotykowo) diagnoze tego
pierwszego, ale doradzil od razu operacje. I to w dodatku dwuetapowa: najpierw
zszycie lakotki, a potem rekonstrukcja wiezadel. Potulnie sie zgodzilem,
obiecal, ze sprobuje zalatwic miejsce u siebie w szpitalu itd... Szczegolow nie
ma po co opowiadac, najwazniejsze, iz na poczatku stycznia doszlo do
artroskopowego zszycia lakotki przysrodkowej (a ze tak szybko to musialem
zaplacic 1500 PLN - bo prywatnie).

Nasza wspolpraca zakonczyla sie jednak, gdy przestalem sie (a chyba nawet nie
zaczalem) z Nim dogadywac. Coz, fachowiec jakich malo, lecz trudny w kontaktach
z pacjentami (a moze tylko ze mna?) i - niestety - dosc łasy na pieniadze, tzn.
najchetniej wszystkich kierowalby na leczenie, operacje i wszelkie sprzety
rehabilitacyjne za pieniadze... Uczciwie musze jednak przyznac, ze to dzieki
Jego znanemu nazwisku zalatwilem sobie orteze - ponoc najlepsza z najlepszych -
zupelnie bezplatnie, to sukces.

Najgorszy byl jednak brak dobrego kontaktu, to ze wszystkiego musialem sie
domyslac i dopytywac (a przeciez - jako laik - nie wiem nawet o co pytac...).

Cale szczescie, ze znow udalo mi sie (nie ukrywam - po znajomosci) trafic do
innego lekarza. I to byl strzal w dziesiatke!

Lodzianom i nie tylko szczerze polecam klinike "Medical Magnus" dr
Krochmalskiego. To niezwykly czlowiek, a w dodatku genialny lekarz, ktory leczy
wielu sportowcow, wszelkiej masci pilkarzy nie tylko z rejonu lodzkiego (ale
widzialem wiele "slaw" na rehabilitacji), a od niedawna zajmuje sie tez kadra
zapasnikow.

Doktor skierowal mnie na rehabilitacje, a w dalszej perspektywie miala mnie
czekac rekonstrukcja. Rehabilitacja w "MM" jest rowniez na bardzo wysokim
poziomie i wprawne raczki pani Moniki szybko doprowadzily do pelnego wyprostu
moje kolano, zaniedbane mocno (brak dobrego kontaktu z poprzednim lekarzem =
zbyt pozno trafilem na rehabilitacje, za dlugo w ortezie = potezne zgiecie
nogi).

Mijaly dni, tygodnie, bylo coraz lepiej, choc miesiec czworoglowy caly czas
pozostawial wiele do zyczenia. Trzy dni temu zostalem - w "Medical Magnus" -
poddany rekonstrukcji wiezadel krzyzowych przednich. W ramach NFZ, placilem
jedynie za sruby biowchlanialne (1500 PLN). Znieczulenie epiduralne, nie
odwazylem sie jednak na patrzenie w ekran. Trojka lekarzy, szybko sie uwineli,
trafilem na sale pooperacyjna znieczulony od pasa w dol.

Aha, dla mnie cala operacja byla ciezkim przezyciem psychicznym. Nic nie
bolalo, to oczywiste, ale przeciez slyszalem jakies tam wiertarki, mlotki...
Jak sobie wmowic, ze to nie wlasnie mnie kroili? W dodatku caly czas ma sie
uczucie odretwienia, chcialoby sie wykonac jakis ruch, zmienic uklad ciala,
aby "mrowki" odeszly i... nie da sie! Lezac na lozku mialem caly czas wrazenie,
ze nogi mam zgiete, patrze, a one wyprostowane jedna obok drugiej. Widok
lekarza, ktory robi z moja noga co chce, wykreca na wszystkie strony, smieszne
przezycia.

Znieczulenie przestalo dzialac po 9 godzinach, bylo to o 1 w nocy i o snie
mozna bylo (mimo jakiegos tam innego znieczulenia) zapomniec. Potezny bol,
mysle, ze nie zaryzykuje wiele, piszac, iz generalnie pierwszej nocy po
operacji sie nie przespi. Welfron, dreny, mialem all that stuff, to szczegoly.
Polecam tez ten lod w zelu, czy jak to nazwac...

Wyszedlem ze szpitala juz po niecalych 50 godzinach PO, jestem naprawde
szczesliwy, ze mam to za soba, ze sie w ogole zdecydowalem i ze trafilem w tak
dobre rece!

Bo mam pewnosc, ze wroce do super sprawnosci (jak setki Jego pacjentow-
prawdziwych_sportowcow) i ze rehabilitacja takze bedzie na najwyzszym
poziomie...

Nie wiem czy ktokolwiek to przeczytal do konca, nie wiem czy napisalem wszystko
co chcialem (zastrzegam sobie mozliwosc dopisek roznego rodzaju), ale dziekuje
tym, ktorzy wytrwali! I czekam na ewentualne pytania...

Pozdrowienia!
DAWID

P.S. Moja diagnoza to: laesio menisci medialis, ruptura ligamenti cruciati
anterioris genus dx.

Przeczytaj całą dyskusję (1701-1800)
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

WIĘCEJ O ZDROWIU:

Drętwienie rąk i nóg

Jest się czego bać?

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.