Dodaj do ulubionych

Agresywne Polki

24.08.10, 02:20
zgadza sie...z wlasnego zycia moglabym podac wiele przykladow, kiedy to
wlasnie kobiety mi zaszkodzily w zyciu, "pomogly" stracic prace, odbily bez
skrupulow faceta. A juz za granica na pewno nie poprosze o pomoc Polki, jesli
jej sie udalo gdzies zaczepic, cos osiagnac, zrobi wszystko, zebym ja miala
pod gorke.
Mam pare hipotez, z czego to wynika -moze ze strachu o swoja pozycje? Ze nie
starczy dobrego dla wszystkich? Z checi dokopania, ze jak ladna jestem, to
mnie zycia trzeba nauczyc, bo niby wszystko mi sie tak super uklada przez sam
fakt posiadania przyzwoitej fizjonomii?
Dlatego ja, jesli sie juz w ogole kontaktuje z kobietami, to z tymi, co maja
szczesliwe zwiazki, sa piekne, inteligentne i swiadome swojej urody i pozycji
w zyciu. One sa mniejszym zagrozeniem, mniej im zalezy, zeby mnie sie nie wiodlo.
Acha, dodam, ze niektorzy mezczyzni tez potrafia byc wredni i msciwi w
stosunku do kobiet - najczesciej, jak dostana kosza i nie potrafia tego
zrozumiec.
Edytor zaawansowany
  • wildcatapollo 24.08.10, 03:40
    Odniose sie tylko do motywu "zagranica".

    Polacy (nie tylko kobiety) ogolnie nie trzymaja sie razem, przynajmniej nie tak jak inne narody. Przyklad, prosze bardzo (odnosi sie Niemiec): po polsku rozmawia sie z Polakiem dopiero wtedy, kiedy cos ze soba prezentuje, wzglednie dobrze sie go zna. Polaka da sie oszukac akcentem. Dlaczego cos takiego? Tak jak kolezanka wczesniej nadmienila: prawdopodobienstwo ze rodak cie mulem obrzuci (tak za nic, frustracja + przekonanie ze nikt wokol nie rozumie jezyka), niczym w zapasach w blocie.
  • aqant 27.08.10, 11:56
    m. Tacy jesteśmy. Wierzący katolicy:-OOOOOO...
  • maly_zlosliwiec 24.08.10, 03:43
    Czy ktos czytal ksiazke ? Ciekawa jestem czy rzeczywiscie autorka napisala
    cos o Polkach. Bo chcialabym wiedziec na jakiej podstawie sa takie wnioski.
  • magicalo 26.08.10, 00:40
    A dla mnie najbardziej agresywne i wredne sa angielki . Praca z nimi
    to istny koszmar . Trzeba miec silne nerwy zeby z nimi wytrzymac .
  • eastsider 24.08.10, 05:59
    A mawiano drzewiej, ze kobieta to najlepszy przyjaciel czlowieka.
    Wiec jak to jest ?
  • zap1957 24.08.10, 06:16
    Człowieka tak, ale nie drugiej kobiety.
  • trans.sib 24.08.10, 13:51
    Najlepszy przyjaciel człowieka, ale dopiero po psie.
  • easz 24.08.10, 09:27
    theorema napisała:

    > zgadza sie...z wlasnego zycia moglabym podac wiele przykladow, kiedy to wlasnie kobiety mi zaszkodzily w zyciu, "pomogly" stracic prace, odbily bez skrupulow faceta.

    No widzisz, Ty jesteś taka sama - 'odbiły faceta', nie że sam polazł za dupą jak pies. Ma taki swój mózg, czy myśli tym mniejszym, jest psem, śliniącym się na widok mięsa zwierzakiem Twoim zdaniem..? Dokładnie o tym jest w artykule.

    Jeśli już tak jest jak opisano a nie wszędzie i nie każda kobieta tak podchodzi do innych kobiet, to imo to wina podświadomego przeświadczenia niektórych (wciąż wielu?) kobiet, że żyją w swoim własnym świecie-światku, zamknięte z innymi kobietami w jakimś haremie, babskiej szkole życia z internatem, żeńskim klasztorze, czy czymś i tylko między nimi toczy się gra - życie, walka o życie. Faceci to przedmioty, zabawki - misie, portfele itp. - nie ma taki gustu, kręgosłupa, mózgu, ma za to konstrukcję bardzo prostą, jak pisała Mania Gretkowska - steruje się nim za pomocą jednej dźwigni. Manię niektóre babki uważają za feministkę - haha, wolne żarty.

    Takie myślenie o mężczyznach, o świecie i swoim w nim miejscu - nawet nie prosty jak budowa cepa dualizm świata, ale jakiś absurdalny monotriarchat - to cechuje kobiety niedojrzałe, niedorosłe - nigdy. O nich jest ten kiepskawy poza tym artykulik.

    Co do Polek - a z jakimi krajami "wygrałyśmy"? Dane są szczątkowe. Poza tym, szkoda, że jeśli pani bada już od tylu lat ten i podobne problemy, to i tym razem tylko powiedziała co wiedziała i żadnej recepty. Skoro w innych krajach jest lepiej, to znaczy, że można i że jakoś jest to z historią, kulturą narodową, doswiadczeniami demokracji związane jak mniemam? I z ruchem feministycznym. Czyli daleka droga przed nami także i na tym polu.

    Ja dostałam po dupie i od babek, i od facetów, ale nie za bardzo w ogóle, dwa, czy trzy razy. Widziałam też jak mężczyźni podkładają sobie wzajemnie nogi w ładnych butach z dobrej skóry, babom jeszcze częsciej. Imo w świecie mułów nie ma regułów.



    > Dlatego ja, jesli sie juz w ogole kontaktuje z kobietami, to z tymi, co maja szczesliwe zwiazki, sa piekne, inteligentne i swiadome > swojej urody i pozycji w zyciu

    A to jest bardzo interesujące spostrzeżenie, chyba mamy pierwszy ważny trop i coś do przemyślenia - tzn. że kobiety a Polki zwłaszcza są w przeważającej ilości nieszczęśliwe? I ambitne..?

    --
    Ale i Joasia coś dostanie
  • ascocenda 24.08.10, 11:34

    > Jeśli już tak jest jak opisano a nie wszędzie i nie każda kobieta tak podchodzi
    > do innych kobiet, to imo to wina podświadomego przeświadczenia niektórych (wci
    > ąż wielu?) kobiet, że żyją w swoim własnym świecie-światku, zamknięte z innymi
    > kobietami w jakimś haremie, babskiej szkole życia z internatem, żeńskim klaszto
    > rze, czy czymś i tylko między nimi toczy się gra - życie, walka o życie. Faceci
    > to przedmioty, zabawki - misie, portfele itp. - nie ma taki gustu, kręgosłupa,
    > mózgu, ma za to konstrukcję bardzo prostą, jak pisała Mania Gretkowska - steru
    > je się nim za pomocą jednej dźwigni. Manię niektóre babki uważają za feministkę
    > - haha, wolne żarty.

    Bardzo ciekawe spostrzeżenia. Zgodziłabym się...
    >

    >
    > Co do Polek - a z jakimi krajami "wygrałyśmy"? Dane są szczątkowe. Poza tym, szkoda, że jeśli pani bada już od tylu lat ten i podobne problemy, to i tym razem tylko powiedziała co wiedziała i żadnej recepty. Skoro w innych krajach jest lepiej, to znaczy, że można i że jakoś jest to z historią, kulturą narodową, dos
    > wiadczeniami demokracji związane jak mniemam? I z ruchem feministycznym. Czyli
    > daleka droga przed nami także i na tym polu.

    Ja myślę, ze artykuł jest baardzo skrótowy, zęby ocenić książkę, trzeba ją przeczytać (nie czytałam niesetety.)

    > Ja dostałam po dupie i od babek, i od facetów, ale nie za bardzo w ogóle, dwa, czy trzy razy. Widziałam też jak mężczyźni podkładają sobie wzajemnie nogi w ładnych butach z dobrej skóry, babom jeszcze częsciej. Imo w świecie mułów niema regułów.

    A ja właśnie częsciej dostawałam baty od kobiet. Obawiam się że przynajmniej częściowo odpowiada za to ogólny wysoki poziom frustracji w społeczenstwie naszym (z dzieciństwa w czasach tzw. minionych pamiętam sfrustrowane nauczycielki, mszczące się na dzieciach, wyłądowujące na nich swoją złość na cały świat; w wieku dorosłym "przeżyłam" mobbing ze strony głęboko znerwicowanej szefowej (to już absolutnie nie miało nic wspólnego z "komuną"..)Zauważyłam że szef wyższej rangi (mężczyzna) często jej ulegał i przyjmował jej wersję, bo był chory od słuchania jej głosu i chciał mieć spokój. Wzięłam się do roboty i udowodniłam że jestem lepsza merytorycznie, wtedy mnie wysłuchał. Uwolniłam się.



    > > Dlatego ja, jesli sie juz w ogole kontaktuje z kobietami, to z tymi, co m
    > aja szczesliwe zwiazki, sa piekne, inteligentne i swiadome > swojej urody i
    > pozycji w zyciu

    > A to jest bardzo interesujące spostrzeżenie, chyba mamy pierwszy ważny trop i coś do przemyślenia - tzn. że kobiety a Polki zwłaszcza są w przeważającej ilości nieszczęśliwe? I ambitne..?

    A mnie się tamta uwaga bardzo nie spodobała. Kontaktować się tylko z "bogatymi i zdrowymi"? Dla mnie zapachniało snobizmem.
    Nawet jeśli to dobry trop w sensie zwrócenia uwagi na jakiś problem.
    Człowiek który czuje się permanentnie niedowartościowany i nieszczęśliwy łatwo usprawiedliwia się z łamania zasad współżycia społecznego. Ale to, czy taki się czuje, wg. mnie zalezy nie tyle od sukcesu życiowego czy urody, co od osobistego poczucia własnej wartości.
    Ja naprawdę znam osoby niezbyt bogate, niezbyt ładne a szczęśliwe i umiejące się dzielić, oraz osoby atrakcyjne, niebiedne, a piekielnie zazdrosne i pełne irracjonalnego lęku przed innymi, przechodzącego w codzienną agresję.
  • sabrilla 24.08.10, 12:46
    Do kupienia w Amazonie

    www.amazon.com/Womans-Inhumanity-Woman-Phyllis-Chesler/dp/1556529465/ref=sr_1_1?ie=UTF8&s=books&qid=1282646718&sr=8-1
  • theorema 25.08.10, 01:37
    To nie tak, ze tylko "bogate i zdrowe"! Ale szczesliwe z tym, co maja. Ja nie jestem bogata, nie mam uroczej rodzinki i wszystkiego, co potocznie uwaza sie za wyznaczniki dobrobytu i powodzenia w zyciu. Ale jestem szczesliwa z tym, co mam, nie zazdroszcze, nie probuje zniszczyc kogos, bo "ma lepiej". I tylko z takimi kobietami nie boje sie utrzymywac kontaktow. Znam takie, co sa i zdrowe i bogate i maja fajnych mezow i dzieci i ze szkodzenia innym kobietom uczynily jakies swoiste hobby. A ja mam z kolei kolezanki, ktore niejedno przeszly, borykaja sie z roznymi problemami - ale nie mszcza sie za nie na nikim. O to chodzi z ta swiadomoscia swojej pozycji w zyciu - jako byciem tu i teraz, z takim a nie innym bagazem doswiadczen i akceptacja tego. Bo takie zycie mam, a nie inne i w tym momencie tak funkcjonuje - a tymczasem wiele kobiet odklada bycie szczesliwymi na pozniej - jak znajda meza, jak kupia mieszkanie, jak zmienia meble na nowsze, jak dziecko zda mature...No i tak czekaja, a czas oczekiwania skracaja sobie pluciem jadem...Ja sama czesto budze skrajne zdziwienie komunikujac ludziom ze jestem szczesliwa - jak ja smiem w ogole? Przeciez ja nic nie mam...A nikt nie pyta, czy chce miec. A ja moze nawet chce, ale brak nie determinuje to mojego poczucia zadowolenia z zycia. I to chyba wkurza:)
  • magicalo 26.08.10, 01:27
    Masz swietne podejscie do zycia . I tak trzymaj :)
  • easz 26.08.10, 08:26
    ascocenda napisała:

    > A mnie się tamta uwaga bardzo nie spodobała. Kontaktować się tylko z "bogatymi i zdrowymi"? Dla mnie zapachniało snobizmem.
    > Nawet jeśli to dobry trop w sensie zwrócenia uwagi na jakiś problem.
    > Człowiek który czuje się permanentnie niedowartościowany i nieszczęśliwy łatwo usprawiedliwia się z łamania zasad współżycia społecznego. Ale to, czy taki się czuje, wg. mnie zalezy nie tyle od sukcesu życiowego czy urody, co od osobiste go poczucia własnej wartości.

    Właśnie jako trop - bardziej to miałam na myśli, czyli sprawa do przemyślenia i poszukania drugiego, trzeciego dna. Rozwojowo;)
    Twoje spostrzeżenia też interesujące. Pzdr.

    --
    Ale i Joasia coś dostanie
  • hela6 24.08.10, 09:30
    Niestety to prawda, mnie zawodowo zaszkodziła kobieta która nie miała w tym
    żadnego interesu, "ale żeby baba awansowała?"" w "męskiej" branży? Widać tego
    nie mogła przełknąć :(
  • xaliemorph 24.08.10, 11:56
    Dodam jedno małe ale. Jak przemierzam kilometry za kierownicą to z roku na rok
    widzę co raz więcej agresywnych kobiet za kierownicą. Tyle się mówi że kobiety
    są mniej agresywne na drodze a w moim mniemaniu kompletnie mija się to z
    prawdą. Niestety ale 2/3 agresywnych kierowców jakich mijam to właśnie kobiety.

    Rożnica pomiędzy agresywnym facetem a kobietą jest zasadnicza. Gdy facet jest
    agresorem najczęściej chce się ścigać i po prostu pojawia się i znika. Tworzy
    niebezpieczną sytuację na drodze ale tak wciska pedał gazu do oporu iż w
    zasadzie po chwili już nie mamy problemu. Ergo chory facet za kierownicą w
    większości poszukuje adrenaliny (to on jest najszybszy itd. niczym kto ma
    większego dłuższego itd)

    Kobieta z kolei nie ściga się tylko zajeżdża drogę, utrudnia zmianę pasa,
    wciska się na siłę. Nie szuka adrenaliny ale pokazuje że to ona jest
    najważniejsza na drodze. I generalnie to właśnie one sprawiają problemy gdyż
    jak można nazwać zachowanie zwiększania prędkości podczas bycia wyprzedzanym
    przez innego kierowcę. A niestety prawie zawsze były to kobiety. Faceci
    najwyżej cierpliwie czekali, redukowali i sami jeszcze raz wyprzedzali. Im
    mogłem jedynie wąchać spaliny uciekającego za horyzont auta. A kobiety?
    Kobiety jedynie na tyle przyspieszają by nie jechać za szybko (tak bo one
    mniej chętnie dochodzą do maksymalnej prędkości samochodu) ale tylko na tyle
    bym ciągle mógł bardzo wyraźnie odczytać informacje na ramce jej tablicy
    rejestracyjnej. No przecież takie zachowanie jest KARYGODNE! Tak samo zmiana
    pasa. Nie sławetne wciskanie się tylko zwyczajna zmiana pasa gdzieś w środku
    drogi (nie tuż przed skrzyżowaniem). Facet przyhamowywuje i wpuszcza. Jedynie
    przed skrzyżowaniem odpierają atak uznając Ciebie za cwaniaka w czym popieram
    zachowanie. A kobiety? Zwyczajnie jadę na zwykłej drodze, zmieniam pas a
    kobieta przyspiesza powodując niebezpieczną sytuację podjeżdżając mi pod
    zderzak. Po prostu nie może jej przejść przez myśl iż ktoś może jechać przed
    nią, mimo że jedzie minimalnie wolniej.

    Oczywiście nie jest tu mowa o wszystkich kierowcach ale tylko o tych złych i
    to w tej złej części takie zachowanie podzielone wg. kategorii płci się
    objawiają. Co jest najlepsze nawet się to wpisuje w psychologiczny schemat.
    Facet musi być zawsze najlepszy, najszybszy po prostu mistrz kierownicy.
    Kobieta z kolei musi być tą damą na salonach. Zawsze pierwsza, zawsze przed
    innymi. Ale nie jako sprinter jak facet ale inni muszą jej ustąpić bo przecież
    ona jest najważniejszą a że czasem wymusi to co innego.


    Niestety ale irytuje mnie serdecznie ta lansowana w telewizji polityczna
    poprawność że kobiety są mniej agresywnymi kierowcami. Niestety ale
    doświadczenie z ulic dyktuje mi zupełnie coś innego. Są równie agresywne co
    faceci tylko w innym stylu. Niestety nierzadko bardziej niebezpiecznym
    (zajeżdżanie).
  • ewelina_1 24.08.10, 22:11
    xaliemorph napisał:

    > I generalnie to właśnie one sprawiają problemy gdyż
    > jak można nazwać zachowanie zwiększania prędkości podczas bycia wyprzedzanym
    > przez innego kierowcę. A niestety prawie zawsze były to kobiety.
    No widzisz, a ja mam odwrotnie. To znaczy że mężczyźni przyspieszają bo im męska duma nie pozwala na to, aby "baba" ich wyprzedziła. I nie wiem jak w tej chwili ale jakiś czas temu o tym samym mówiła policja czyli że częściej to mężczyźni właśnie tak się zachowują.

    > Niestety ale irytuje mnie serdecznie ta lansowana w telewizji polityczna
    > poprawność że kobiety są mniej agresywnymi kierowcami. Niestety ale
    > doświadczenie z ulic dyktuje mi zupełnie coś innego. Są równie agresywne co
    > faceci tylko w innym stylu. Niestety nierzadko bardziej niebezpiecznym
    > (zajeżdżanie).
    Nie wiem na ile to polityczna poprawność, bo policyjne statystyki mówią identycznie. Więcej wypadków powodują mężczyźni. Z ich winy - jakbyś się czepiał.
  • wiecejrealizmu 24.08.10, 11:59
    polecam książkę M.Domagalik SIOSTRY , moim zdaniem kobiety są dla siebie
    agresywne bo facetów traktują jak małych chłopców
    Jak dzieje się coś złego to wiadomo,że winna jest kobieta/np. zdrada, jakby
    ta wiedzma go nie sprowokowała to on by nie zdradził/kobiety biorą winę na
    siebie i obwiniają inne kobiety, facet jest zawsze bez winy, bo o co można
    winić małego chłopca. Na straży stoją teściowe, matki, siostry, ciotki itp
    które gnębią młode żony, dziewczyny udawadniając, że te nie są godne ich
    syna,brata, siostrzeńca...moja teściowa jest taka sama chociaż nie jest polką,
    pozdrawiam wszystkie mądre kobiety, które w drugiej kobiecie widzą siostrę
  • hermina5 24.08.10, 12:38
    Kobiety są przede wszystkim rózne - tak samo jak męzczyni. Spotkałam
    na swojej drodze piękne wewnątrznie, madre, takie, które podziwialam
    i wredne, sfrustrowane, kopiące kilometrowe doły a wszystko pod
    pozorami uroku osobistego i zaprawiania się w manipulacji. Spotykałm
    tez przypadki dziwaczne - tak popieprzone wewnętrznie, ze chyba same
    nie wiedziały o co im chodzi, a ich zachowanie było tak
    nieracjonalne, ze czasami chcialo się usiąść i powiedzieć - no to
    się chyba nie dzieje naprawdę.

    Poza tym, stwierdzenie o tym, ze Polki są takie czy owakie uwazam za
    kompeltny bezsens. Czy Amerykanka jest w stanie zrozumiec Polkę?
    Nie, nawet historycznie - nie. A co dopiero opisac połowę populaci
    tego kraju jako agresywne - jak na podstawie badań przesiewowych?
    Litosci, kolejny durny psychologiczny poradnik dla Amerykanów.
  • ascocenda 24.08.10, 13:07
    hermina5 napisała:

    >Czy Amerykanka jest w stanie zrozumiec Polkę?
    > Nie, nawet historycznie - nie. A co dopiero opisac połowę populaci
    > tego kraju jako agresywne - jak na podstawie badań przesiewowych?
    > Litosci, kolejny durny psychologiczny poradnik dla Amerykanów.

    Czy Amerykanka jest w stanie zrozumieć Polkę - cóż, to by zależało od tego, ile
    czasu i dobrej woli w to włoży, bo trzeba by bardzo dużo.I vice versa;)
    Faktycznie należymy do różnych kultur. A jedną z podstawowych różnic
    psychologiczno-językowych wypowiedzi polsko- i anglojęzycznych jest kontrast
    między polskim hiperkrytycyzmem (tak wobec siebie, jak innych) a anglosaskim
    keep smiling w połączeniu z PC (wiem, że rzucam uproszczeniami, ale nie chcę
    pisać traktatu..) Inaczej wypowiadamy się na co dzień, zatem także inaczej
    wypadamy w ankietach (zwłaszcza skonstruowanych bez uwzględnienia różnic
    kulturowych.) Ja nie powiem że jesteśmy gorsi;) - tylko obserwuję że tam, gdzie
    Amerykanka czy Brytyjka będzie się może nawet krępowała powiedzieć szczerze i
    popadnie w grzeczne samozakłamanie, Polka sobie ulży bez wyrzutów sumienia (i
    czasem bez refleksji;)I tak źle, i tak niedobrze. Niestety wtedy własnie
    wypadniemy dla nich jako osoby agresywne...
  • trans.sib 24.08.10, 13:49
    że wobec mężczyzn kobiety są mniej agresywne. Owszem, tak jest ale
    tylko dopóki mężczyźni pozytywnie odpowiadają na ich seksualne umizgi.
    Podziwiają, komplementują. Jak kobieta z wiekiem trochę zbrzydnie i
    przestaną się za nią oglądać na ulicy, to frustracja kobiety sięga
    zenitu, a złość wyładowywana jest na partnerze albo mężczyznach w
    ogóle, bo to w końcu "świnie", co tylko cycki widzą.
  • sherman-doberman 24.08.10, 14:32
    No pewnie, bo mężczyźni w ogóle się nie starzeją i nie brzydną. to po
    co mają się trzymać tych samych zestarzałych kobiet, no nie?
    I żadnych awansów seksualnych nie czynią, tylko czekają, aż kobiety
    ich poderwą - zwłaszcza młode. A uczciwość i lojalność wobec partnera,
    który "zdarł się" w wielotletnim pożyciu to imponderabilia i w ogóle
    babski wymsł, po co to komu.
  • theorema 25.08.10, 01:23
    Ok, masz racje.., ale..przeciez spora czesc mezczyzn zachowuje sie tak samo. Nie
    uznaje odmowy, nie umie odejsc z podniesiona glowa, tylko obrzuca kobiete
    inwektywami, straszy, probuje wyszydzic, albo osmieszyc...Wieokrotnie spotykalam
    takich "macho" - szczytem bylo. kiedy jakis dupek kopnal mnie tak, ze
    wyladawalam na ruchliwej jezdni, bo nie mialam ochoty prowadzic z nim
    konwersacji na przystanku...z tekstem "no co, taka dumna ksiezniczka jestes?".
    Na szczescie nie wszyscy tacy sa...
  • gangrena.ulcus 24.08.10, 14:42
    Sporo w tym racji. I to pewnie dlatego przez tyle wieków panoszył
    się patriarchat. Bo dla facetów przyjaźń, solidarność z kumplami to
    jest COŚ. A u kobiet przyjaźń się kończy, gdy na horyzoncie pojawia
    się atrakcyjny facet.
  • hermina5 24.08.10, 14:48
    A u kobiet przyjaźń się kończy, gdy na horyzoncie pojawia
    > się atrakcyjny facet.

    Rozumiem, ze wg ciebie kobiety potrzebuja przyjaciół/znajomych tylko
    do momentu zamązpójscia i wyłacznie w tym samym wieku, a potem już
    nie - wystaRCZA IM TYLKO TEN FACET? Dziwne masz znajome...
  • gangrena.ulcus 25.08.10, 21:04
    hermina5 napisała:

    > Rozumiem, ze wg ciebie kobiety potrzebuja przyjaciół/znajomych
    tylko
    > do momentu zamązpójscia i wyłacznie w tym samym wieku, a potem już
    > nie - wystaRCZA IM TYLKO TEN FACET? Dziwne masz znajome...

    Nie o to mi chodziło, tylko o to, że niektóre moje (z
    konieczności) "znajome" potrafią najlepszej "przyjaciółce" podłożyć
    najgorszą świnię, jeśli w grę wchodzi facet, który podoba się obu.
  • easz 26.08.10, 08:39
    gangrena.ulcus napisała:


    > Nie o to mi chodziło, tylko o to, że niektóre moje (z
    > konieczności) "znajome" potrafią najlepszej "przyjaciółce" podłożyć
    > najgorszą świnię, jeśli w grę wchodzi facet, który podoba się obu.

    Tylko że niektórzy faceci mają tak samo - np. najwierniejsi i najlojalniejsi kumple, dla których bzyknąć żonę najlepszego przyjaciela nie jest wielkim problemem. Po prostu - niektórzy ludzie tak mają i nie trzeba badań, żeby to stwierdzić.


    --
    Ale i Joasia coś dostanie
  • koszerniak 24.08.10, 14:49
    Wiec przypinanie samym Polkom takiej latki jest
    niesprawiedliwe...Polacy sobie wzajemnie za granica robia pieklo,
    nie bez kozery jak Polak na emigracji podlapie jezyk to pierwsze co
    robi, to szuka pracy w miejscowych firmach, jnajlepeij tam gdzie
    innych Polakow w ogole nie ma.
    Tak sobie mysle, ze tego Chrystusa Narodow mogloby w ogole nie byc,
    strata bylaby niewielka.
    Ciekawe jednak jest ze to autorka nie bedaca Polka zauwazyla
    wlasnie u Polek tego typu zachowanie :)
  • koszerniak 24.08.10, 15:17
    Ksiazki ?
    Nie sadze, ze recenzentka czytala cale dzielo, cale 536 stron. Nawet
    wileokrotnie powtzarzane nazwisko autorki jest przeciez
    systematycznie przekrecane, prawda ?

    Podejrzewam ze nie. Chesler pisala swa ksiazke lat 20, to dosc
    przekrojowe dizelo zawierajace rowniez rzuc tak historyczny kjak i
    polityczny na problem...
    Wiec spojrzmy na fragmenty PRAWDZIWYCH recenzji, ja wprawdzie
    rowniez nie czytalem ksiazki ale sadze ze tekst o Polkach mogl sie
    po prostu zaplatac do tej polskiej "recenzji" w zupelnie
    niewlasciwym kontekscie:

    Chesler, author of the bestselling Woman and Madness, explores
    the "shadow side" of sisterhood: women treating each other badly.
    How could her own mother have been so mean to her? How could someone
    who "borrowed" published ideas from her not acknowledge her or
    say "thank you"? In this treatise on breaking the "cycle of cruelty"
    between women, controversial feminist Chesler addresses why sisters
    fight, why some women prefer to work for men rather than for women,
    and other highly subjective cases of woman/woman cruelty. From
    the "demented Demeters" and "murderous Electras" of Greek mythology
    to modern-day Mommie Dearest, Chesler warns, mothers and daughters
    are doomed. Whether they acknowledge their mothers' viciousness, as
    Chesler does, or whether they're "unconscious" and suffer "amnesia"
    about the hurt, she says, the patterns are set. Throughout girlhood
    and into adult life, women repeat the basic lesson in Chesler's
    words, "maternal envy teaches daughters to be passive, fearful,
    conformist, obedient as well as similarly cruel to other women."
    Thus, she says, "an assertive woman manager might be viewed as
    bitchy and non-maternal." This comment is certainly more digestible
    than, say, "what complicates the aging process is a woman's life-
    long experience of all other women as rivals and potential
    replacements." Chesler draws her evidence from interviews with an
    unspecified group of women with horror stories: backstabbing by
    feminist colleagues, sadistic gynecologists, battering lesbians,
    etc. Needless to say, her book sometimes comes off as quite cynical,
    despite her claim that "I would like women to treat each other in
    good ways." (Mar.)Forecast: It's prickly and contentious, but it's
    Chesler so expect some buzz in the academic feminist circles she
    inhabits.
  • garbata_barbie 24.08.10, 16:56
    Ta to dopiero nienawidziła innych kobiet! Mam nadzieję, że umrze
    samotnie i na bardzo nieprzyjemną chorobę. Za tyle podłości należy
    jej się zresztą seria nieszczęść, starej tłustej małpie.
  • garbata_barbie 24.08.10, 16:59
    Ja nie jestem ładna, nawet nie mam długich nóg ani dużych cycków, a
    i tak trafiłam na takiego babsztyla w życiu i to nie raz. Taka
    kobieca bezinteresowna zawiść. Nie trzeba być od razu typem Barbie
    ani erudytką, wystarczy, że się jest i posiada się płeć żeńską. W
    szkole u córki zaobserwowałam, że już nawet kilkuletnie dziewczynki
    potrafią być dla siebie naprawdę okrutne i złośliwe, jakby stale
    konkurowały, ale tak zapalczywie, że aż do krwi ostatniej...
  • sroka75 24.08.10, 17:28
    >Taka
    > kobieca bezinteresowna zawiść.
    A Ty..? Jaka jesteś..?...
    (babsztyl, stara tłusta małpa - co by zmarła samotnie na ciężką chorobę
    itp.)widzę, że "akcje odwetowe" przychodzą Ci o wiele łatwiej niż najzwyklejsze
    zignorowanie toksycznego człowieka (i wierz mi zdarzają się oni u obu płci -
    czego jakoś dziwnie nie zauważasz i koncentrujesz się na kobietach...to Ci
    wiarygodności raczej nie dodaje...że jesteś ta "inna": mniej agresywna i taka
    wyrozumiała...)
  • pennies 26.08.10, 16:18
    Niestety, zgadzam się z theoremą. Mam "nieszczęście" być osobą młodą, ładną i niegłupią. W dodatku jestem introwertyczką, nie czuję się dobrze gadając o dupie maryni z byle kim, byleby zabić czas. Nie muszę sobie zabijać czasu, umiem go lepiej wykorzystać - i to tak, jak mnie się wydaje stosowne, a nie otoczeniu. Nie umiem kolekcjonować znajomych i "bywać" po to, by podtrzymać znajomości, bo a nuż kiedyś mi się do czegoś przydadzą. Nie jestem też konformistką i przedkładam pewne elementarne dla mnie zasady postępowania nad dopasowanie się do grupy. W naszym bagienku to wszystko wystarczy do tego, by stać się obiektem wrogich zakusów - i to niestety zwłaszcza ze strony różnej maści bardzo przeciętnych pań.

    Kobiety zazwyczaj dobrze odnajdują się w towarzystwie, ale nie umieją tego wykorzystać twórczo i pozytywnie. Teza o jednoczeniu się raczej przeciwko komuś niż w ramach wspólnego działania jest bardzo na miejscu - choć być może akurat dotyczy Polaków w ogóle, niezależnie od płci.

    Jeśli chodzi o utrzymywanie relacji z innymi kobietami: mimo wszystko w życiu spotkałam znacznie więcej interesujących i inspirujących do działania kobiet niż mężczyzn. (Być może jest tak zresztą z powodu mojej płci - kobiecie łatwiej zbliżyć się w sposób nieerotyczny do innej kobiety, niż do mężczyzny.) Przy zacieśnianiu więzów ważne jednak zwrócenie uwagi na to, czy potencjalna bratnia dusza nie jest kłębkiem kompleksów. Z relacji z osobą nadmiernie zakompleksioną ("nadmiernie", bo wszyscy przecież mamy kompleksy) na dłuższą metę nie wychodzi nic dobrego. I, tak jak theorema napisała niżej, zrównoważenie i silny charakter nie mają wiele wspólnego ze stanem posiadania czy urodą. No, przynajmniej nie są od siebie zależne w dużym stopniu.

    Z drugiej strony - i nie sposób tego spostrzeżenia lekceważyć - to wśród kobiet widziałam więcej małostkowych i najzwyczajniej w świecie bezcelowo złośliwych osób. To kobietom łatwiej przychodzą złośliwe uwagi wygłaszane "w przestrzeń", oszczercze ploty, nakręcanie wrogiej atmosfery i - co jest szczególnie obrzydliwe - nieszczerość w bezpośrednim kontakcie.

    Deborah Tannen napisała w którejś ze swoich książek, że może mieć to swoje źródło w sposobie socjalizowania dziewcząt. Miałyby być one zniechęcane do rywalizacji, a także uczone tłumienia agresji. Stąd te wszystkie "utajone" działania. Bo plotkowanie, szpile wbijane nie wprost, a "niechcący", intrygi - to wszystko można interpretować jako właśnie ekspresję utajonej agresji, jedyną dopuszczalną formę kobiecej rywalizacji.

    Przyznam szczerze, że nienawidzę tchórzostwa i działań za plecami. Gardzę cwaniactwem i nieszczerością - a do tej pory widziałam to wszystko znacznie częściej jednak w wykonaniu kobiet. I nie jest mi z tym dobrze. "Siostrzeństwo" to fajna sprawa - ale ile trzeba się tych "sióstr" naszukać...

  • easz 26.08.10, 22:57

    pennies napisała:

    > Jeśli chodzi o utrzymywanie relacji z innymi kobietami: mimo
    wszystko w życiu spotkałam znacznie więcej interesujących i
    inspirujących do działania kobiet niż
    > mężczyzn. (Być może jest tak zresztą z powodu mojej płci -
    kobiecie łatwiej zbliżyć się w sposób nieerotyczny do innej kobiety,
    niż do mężczyzny.)

    I może również dlatego nie miałaś zbyt wielu okazji do zobaczenia
    tego ich gorszego oblicza (podobnie jak lepszego). Prawdziwego.
    Ludzie naprawdę nie są tak bardzo od siebie różni (w pewnym sensie).
    Nie jesteśmy odmiennymi gatunkami - kobiety i mężczyźni.

    Skojarzył mi się taki przykład, nie pytaj dlaczego, albo sama się
    domyśl, wszystko jedno - Solidarność. A jak tam było? Między
    facetami się działo, między kobietami a meżczyznami troszkę. Bardzo
    imo dobry przykład, płeć nie ma nic do tego.

    > Deborah Tannen napisała w którejś ze swoich książek, że może mieć
    to swoje źródło w sposobie socjalizowania dziewcząt. Miałyby być one
    zniechęcane do rywalizacji, a także uczone tłumienia agresji. Stąd
    te wszystkie "utajone" działania. Bo plotkowanie, szpile wbijane nie
    wprost, a "niechcący", intrygi - to wszystko
    > można interpretować jako właśnie ekspresję utajonej agresji,
    jedyną dopuszczalną formę kobiecej rywalizacji.

    To jest bardzo interesujące. Tak samo ciekawie by było porównać pola
    na których konkurują ze sobą/zostali-ły nauczone konkurować ze sobą
    dziewczyny i chłopacy, tj. dziewczyny z dziewczynami, chłopaki z
    chłopakami - o co walczyć. W połączeniu z rolami itd, o, to daje do
    myślenia.

    Ale to już jest stary świat. Teraz czas na NOWE:)

    > Przyznam szczerze, że nienawidzę tchórzostwa i działań za plecami.
    Gardzę cwaniactwem i nieszczerością - a do tej pory widziałam to
    wszystko znacznie częściej
    > jednak w wykonaniu kobiet. I nie jest mi z tym
    dobrze. "Siostrzeństwo" to fajna sprawa - ale ile trzeba się
    tych "sióstr" naszukać...

    Bywa różnie, ale to i to jak się powyżej opisałaś jest dla mnie
    bardzo zachęcające do siostrzeństwa:)


    --
    Ale i Joasia coś dostanie
  • pennies 27.08.10, 14:58
    > I może również dlatego nie miałaś zbyt wielu okazji do zobaczenia
    > tego ich gorszego oblicza (podobnie jak lepszego).

    No tak. To bardzo prawdopodobne. Nie twierdzę wcale, że żadnych wadliwych postaw w relacjach międzyludzkich u mężczyzn nie dostrzegam. Mam tylko wrażenie, że one jakościowo są inne. Mam przy tym oczywiście świadomość ograniczenia perspektywy wynikającego z płci.

    A z Solidarnością - jedynie z przekazów mogę czerpać.


    > To jest bardzo interesujące. Tak samo ciekawie by było porównać pola
    > na których konkurują ze sobą/zostali-ły nauczone konkurować ze sobą (...)

    Jeśli chodzi o Tannen, to trzeba jeszcze wziąć poprawkę na to, że jest Amerykanką. Amerykańska kultura dopuszcza rywalizację i celebrowanie zwycięstw. Mam wrażenie, że w Polsce jest pod tym względem jednak zupełnie inaczej. Ciężka praca, rywalizacja, zwycięstwo - nie stanowią tutaj takiej wartości. Ponadto zawsze mogą wzbudzić podejrzenia o cwaniactwo - bo uczciwość także nie jest w cenie.

    A wnioski z porównania, o którym piszesz, nie będą chyba jednak zaskakujące ;) Okaże się być może jeszcze, że rywalizacja męska jest otwarta i w związku z tym łatwiej w niej o reguły gry. Jak ma zaś przebiegać rywalizacja kobiet na polach tradycyjnie kobiecych? Jak ją realizować uczciwie? Musi pozostać ukryta.

    > Ale to już jest stary świat. Teraz czas na NOWE:)

    Czas na nowe, to fakt. I tak, niestety, mam wrażenie, że takiego zupełnie nowego, to ja nie dożyję. Zwłaszcza w kraju, który boryka się z tyloma problemami natury gospodarczo-społecznej.

    > Bywa różnie, ale to i to jak się powyżej opisałaś jest dla mnie
    > bardzo zachęcające do siostrzeństwa:)

    A dziękuję :) Ten opis jednak pośrednio zaświadcza również o tym, że słodka nie jestem :P
  • easz 28.08.10, 00:57
    pennies napisała:

    > A z Solidarnością - jedynie z przekazów mogę czerpać.

    W dużym skrócie, o co mi chodziło - miała być solidarność a jest
    wojenka do dziś właściwie, pomiędzy ludźmi, którzy kiedyś jednoczyli
    się tak pięknie przeciwko wspólnemu wrogowi, jak chyba w tym wątku
    ktoś zauważył i powiedział, ale właśnie o Polakach, że Polacy, my -
    mamy to wyjątkowo opanowane pośród innych nacji.

    > Jeśli chodzi o Tannen, to trzeba jeszcze wziąć poprawkę na to, że
    jest Amerykanką. Amerykańska kultura dopuszcza rywalizację i
    celebrowanie zwycięstw. Mam wrażenie, że w Polsce jest pod tym
    względem jednak zupełnie inaczej. Ciężka praca,
    > rywalizacja, zwycięstwo - nie stanowią tutaj takiej wartości.
    Ponadto zawsze mogą wzbudzić podejrzenia o cwaniactwo - bo uczciwość
    także nie jest w cenie.

    Też tak myślę.

    > A wnioski z porównania, o którym piszesz, nie będą chyba jednak
    zaskakujące ;)
    > Okaże się być może jeszcze, że rywalizacja męska jest otwarta i w
    związku z tym łatwiej w niej o reguły gry. Jak ma zaś przebiegać
    rywalizacja kobiet na polach tradycyjnie kobiecych? Jak ją
    realizować uczciwie? Musi pozostać ukryta.

    Tak. Chodziło mi bardziej jednak o to, o co rywalizują k z k,
    m z m i co z tego wynika. Teraz jest epoka zmian, ale wciąż jeszcze,
    ja przynajmniej, mam wrażenie, że jak kobiety, to o chłopa, jak
    mężczyźni, to o stanowisko np. I co za tym idzie, metody też może.
    Upraszczam i zresztą jedno z drugim idzie w parze - role, pola
    manewru, cele, metody.
    Czyli warto jednak nie krzywić się zaraz, ale przemyśleć to i owo,
    bo można coś sensownego z tego wziąć i coś zmienić;) Gdyby tylko te
    różne gazetowe artykuły nie były takie nijakie, niedograne...
    Dobrze, że jest forum:)

    > > Bywa różnie, ale to i to jak się powyżej opisałaś jest dla mnie
    > > bardzo zachęcające do siostrzeństwa:)
    >
    > A dziękuję :) Ten opis jednak pośrednio zaświadcza również o tym,
    że słodka nie jestem :P

    A ja niby jestem? ;)
    :)

    --
    Ale i Joasia coś dostanie
  • wentyl77 28.08.10, 15:26
    "Według badań przytaczanych przez emerytowaną profesor psychologii najbardziej agresywne wobec siebie są kobiety w Polsce"...

    Dobrze, że to napisała kobieta - inaczej
    facet byłby mianowany antyfeministą, wrogiem kobiet lub czyms jeszcze gorszym... Prawda jest taka, że solidarność kobieca jest mitem, a przyjaźń m. kobietami czymś b.rzadkim- sojuszem zawieranym przeciw komuś (np. konkurentce o fajnego faceta) a nie z potrzeby serca i dla wyższej sprawy, jak to jest wśród mężczyzn.

    To dlatego wszystkie wady patriarchatu trwają w najlepsze, a los kobiet w wielu dziedzinach (praca, obyczaje, wynagrodzenia) nie ulega poprawie.
    --
    Tam, gdzie wszyscy myślą podobnie, nikt nie myśli zbyt wiele.

    tekstmisja

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka