Do wszystkich na tym forum!!!! Dodaj do ulubionych

  • 14.05.04, 02:24
    Witam ,

    chcialabym się podzielić z chorymi na raka oraz ich rodzinami, a takze innymi
    osobami, które trapią różne choroby, wiadomościami na temat wizualizacji w
    leczeniu raka, ale i także innych chorób.
    Medycyna nasza tak mało mówi o roli psyche w rozwoju nowotworu oraz innych
    chorób, a jedank okazuje sie, ze to własnie ona moze odegrać w wyzdrwieniu
    kluczową role.
    Napiszę może krótko, co to jest ta wizualizacja dla tych, którzy o niej nie
    słyszeli.
    Wizualiacja są to ćwiczenia wyobrażeniowe. Opisze krótki przykład, a potem go
    omówie jak to działa.

    Przykład:
    8-letni chłopiec ma raka mózgu, chemia nie pomaga, rokowania złe. Lekarz
    prowadzący zauważa, że dziecko lubi "Gwiezdne wojny". Kilka razy dziennie
    siada z chłopcem i razem sobie wyobrażja, jak wokół głowy chłopca lataja
    kosmici w statakach kosmicznych i obstrzeliwują jego guza mózgu, az ten robi
    się coraz mniejszy i zanika całkiem.
    Po kilku tygodniach takich wyobrazen, chłopiec przechodzi badania i okazuje
    sie, ze masa guza sie zmniejszyla az w koncu guz zniknął bez śladu.

    Opis zasady działania:
    Zanim wsatniemy i zamnkniemy drzwi, to nasz mózg musi sobie zobrazować to co
    chcemy zrobic. tzn, najpierw powstają w nim kolejno obrazy, np. obraz jak
    wstję, obraz jek podchodze pod drzwi, obraz jak wyciagam reke itd..,
    a dopiero potem mózg wysyła wiadomośc do mięśni i zaczyna relaizowac dane
    obrazy.

    Tak samo jest z wizualizacja. Jezli bedziemy sobie przez długi czas wyobrażać
    jakiś obraz, to mózg go w końcu wezmie za obraz rzeczywsity i go wykona.
    U niektorych ludzi trwa to tydzien, u niekorych widac efekt po miesiacu, a u
    niektorych po jednym dniu.

    Tego typu ćwieczenia sa na kazda dolegliwość wlasciwie,na bóle mięsni, na
    bole pecherza, czyli ogólnie na wszelkie bóle...,na bialaczki, zapalenia
    jajnkow, zapalenia pochwy , bole reumatyczne i wiele innych...
    Tego typu ćwiczenia sa też na takie schorzenia jak depresja czy nerwica
    natręctw.
    Cwiczenia wykonuje sie w domu lub w dowlonym miejscu, twaja ok. 3 minuty.
    Trzeba sie nauczyc oddechow oraz dobrej koncentracji, ale na to sa latwe
    cwiczenia z lusterkiem, ktore juz po kilku dniach cwiczen daja efekty.
    Zainteresowanym podam literature oraz rozne cwieczenia na rozne dolegliowsci.
    Malym dziecom chorym np. na raka czy inne schorzenia mozna tez rysowac
    obrazki jak np. złocisty obłoczek pełen dobrej nergii od Anioła Stróża ,
    który pochłania raka, guza, bół lub inne niemiłe rzeczy, ktore dziecku
    dokuczają.

    Jeżeli ktoś jest zainteresowany, to chetnie opisze bliżej tą metode i podam
    literature.

    Pozdrawiam serdecznie.


    Wierze bardzo w ta metode, gdyz ona mnie pomogla wiele razy. Za pierwszym
    razem jak bylam jeszcze dzieckiem.
    Z dziecmi ta metoda sie o wiele lepij pracuje, gdyz dzieci maja czysta
    wyobraznie, sa otworate na nowe obrazy, ktore nie sa znieczyszczone
    cywilizacjA.
    --
    Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
    • Gość: Doki IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 14.05.04, 07:34
      Gdaie jest thesaurus, gdy go potrzebujemy?

      Vecka, no to ja podam Ci przyklad eksperymentu, w ktorym wizualizacja nie
      dziala. Siedze sobie przed komputerem, czytam Twoj post i wyobrazam sobie, ze Ty
      jestes inteligentna i rozumiesz, ze takie rzeczy nie moga miec miejsca. I co? I
      nic- nie dziala. :-( To samo: wizualizuje sobie, ze tzw spoleczenstwo dalo sobie
      spokoj z innymi szarlatanskimi praktykami. I co- i nic, nie dziala.
      • Ja wizualizuje sobie, ze znany forumowy guru jest człowiekiem o wielkim sercu
        chcącym bezinteresownie pomóc ludziom tutaj, ktorzy rozpaczliwie szukają
        informacji medycznych na trapiace ich problemy. Wykonuje swój zawód z pasją,
        jest profesjonalistą w kazdym calu i pracuje głównie dla pieniedzy (jak kazdy
        zresztą) ale stac go na podanie choremu ręki i okazanie mu ciepła.
        I co? Działa :-)
      • Doki,

        po pierwsze to nie jest szrlatanska metoda, tylko metoda, ktora sie dsosuje
        min. w onkologii, a pionierem tej metody jest światowej sławy onkolog
        amerykański dr. Simonton.
        Zjawisko wizuliacji z tego co sie orinetuje jest takze wykorzystywane w branzy
        marketingowej i wielu innych.

        Jak Doki wyjaśnisz przypadki ludzi chorych na raka z przerzutami w satnie
        krytycznym, których lekarze już na oddział nie przyjmują i wysyłaja na spokojną
        śmierc do domu, a po kilku tygodniach okazuje sie, że pacjent wyzdrowial?

        Niedawno o takim przypadku pisał pan Antkowiak na onkolinku, a dokładnie o
        swojej matce, której lekarze nie chcieli przyjąc na oddzaiał, gdyz byla w tak
        fatalnym stanie...PO trzech miesiacach tomograf nie wykazal ani jedenego
        przerzutu, oprocz pierwotnego guza, ktory byl wilekosci tyko 9mm.

        Podobnie było ze mna. Mialam byc poddana zabiegowi usuniecia pewnej
        niepotrzebnej rzeczy i nagle w ciagu nocy mi zniknela..., a mialam ja kilka
        dobrych lat. Po czasie odkryłam, ze lekarz , ktory mial mnie kroic, opisal mi
        wczesniej bardzo dokladnie jak bedzie to robil. Wyobrazilam sobie to, ten obraz
        stal mi caly dzien przed oczyma i w koncu mozg go "załapal" i wykonal. Zabieg
        odwolano.

        Jak Doki wytlumaczysz przypadki ludzi, ktorzy nagle zdrowieja, mimo, iz lekarze
        ich juz nie lecza, bo uwazaja , ze nie ma co leczyc, a pacjent nagle wstaje i
        zyje dlaugie lata...
        Jak medycyna to tlumaczy?





        --
        Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
        • Gość: are IP: *.clubnet.pl 14.05.04, 19:46
          Vecka,

          mnie to tez bardzo interesuje. jesli pozwolisz, jak bedzie tu tego wiecej to
          dam link na forum med. naturalna (w prywatnych) do tego watku.

          Artura nie ma jak widze od kilku dni juz ale moze ktos wie dlaczego napisal ze
          wizualizacja nie pomaga na raka? sa jakies badania na ten temat? gdzie moznaby
          o tym poczytac?

          pozdr.
          • Witaj,

            mysle, ze Artur jak większosc lekarzy jest do tego typu rzeczy negatywnie
            nastawiony, bo na medycynie ucza lekarzy , ze pomóc moze tylko nóż i chemia.
            Uważam ososbiscie, ze medycyna robi duzy bład nie badajac przypadków ludzi,
            którzy z beznadziejnego stanu wyzdrowieli i jak tego dokonali i co im w tym
            pomoglo.
            Artur tez jak wiadc nie do konca sie orientuje na jakich zasadach sie to
            odbywa , bo napisal, ze to bardzo duzo kosztuje. Tak jak napisalam, sesje
            trzydniowe dla chorych na raka i ososby wspierajacej metoda tego onkologa dr.
            Simontona, kosztuje 150 zł, gdyz reszta jest dofinansowywana przez jakies
            towarzystwo czy fundacje.
            Jeśli chodzi o sama wizualiacje, to różne ćwiczenia na różne dolegliwosci mozna
            z powodzeniem darmo samemu w domu cwiczyc.

            Ostatnio dostalam bardzo bolesnego zapalenia pecherza nad ranem o godzinie 4.
            Do tej 8 zanim lekarz przyjmuje bylo jeszcze duzo czasu i cierpienia.
            Polożyłam się spokojnie, zamknełam o czy , wzielam trzy oddechy i wyobrazilam
            sobie, ze po moim pecherzu rozlewa sie taka świetlista , cieplutka oliwa, ktora
            lagodzi stan zapalny,wchłania ból, a nastepnie z tym bolem i stanem zapalnym
            wylatuje przez cewke moczowa. Zasnelam bardzo szybko i bez bolu przespalam do
            godziny 10 rano.
            Stosuje ta wizulaicje na codzien i jst bardzo skuteczna, nawet jak sie ma zly
            nastroj, jak chce sie o czyms zapomniec, co bylo w przeszlosci...itd

            jeżeli nas coś męczy albo np.z jakiegos powodu nie możemy zasnac, to mozemy
            sobie wyobrazic, ze jestemy nad piekna rzeka , a obok duzo pieknych ,
            kolorowych kwiatow. Bierzemy jeden z kwiatów, zrywamy go i kladziemy na niego
            to co nas meczy lub trapi. Patrzymy na kwiat jak razem z tym polozonym na nim
            utarpieniem odplywa w siną dal i juz nas wiecej nie meczy...

            Tych ćwiczeń jest mnóstwo....

            Dziękuje za zainteresowanie, pozdrawiam, jak są jakieś pytania, chetnie
            odpowiem i napisze literature.
            Jest cały bukiet tych cwiczen...
            --
            Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
            • Gość: are IP: *.clubnet.pl 15.05.04, 01:57
              > Tak jak napisalam, sesje
              > trzydniowe dla chorych na raka i ososby wspierajacej metoda tego onkologa dr.
              > Simontona, kosztuje 150 zł, gdyz reszta jest dofinansowywana przez jakies
              > towarzystwo czy fundacje.

              jak robic wizualizacje - to jest jasne, chodzi o jakies statystyki nt.
              skutecznosci

              > Polożyłam się spokojnie, zamknełam o czy , wzielam trzy oddechy i wyobrazilam
              > sobie, ze po moim pecherzu rozlewa sie taka świetlista , cieplutka oliwa

              znam to. ten wariant mozna wzbogacic o rozne inne rzeczy, np. wspomaganie
              nalozeniem prawej reki na chore miejsce, medytacje i cos tam jeszcze
              • Witaj are,

                dokładnie, masz całkowita racje. jeżeli ktos już sie w tym wyciwczy i ma dobrą
                wyobraznie, to moze wymyślac sobie dowolne scenariusze uleczen, ktore moze
                cwiczyc.

                Jesli chodzi o statystyki, to mysle, ze nikt tego typu ststystyk nie
                prowadzi,dlatego ciezko jest stwierdzic ilu ludziom to pomoglo. Mysle jednak,
                ze to czy pomaga czy nie jest te w pewnym sensie kwestia indywidualna,
                aczkolwiek nie ulega watpliwosci, ze kazdy z nas moze w sobie pobudzic organizm
                do dzialania na nasza korzysc.
                Nie bede teraz sie rozpisywac, ale mysle, ze to nic nie kosztuje , przynajmniej
                jesli chodzi o kwstie finsowa, a jestem pewna, ze to pomaga, bo wiem to po
                sobie oraz znajmoych, ktorych zapoznalam z tym.
                Za pomoca wizuliacji mozna tez probowac pozbyc sie nalogow.
                --
                Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
        • Gość: Doki IP: *.49-136-217.adsl.skynet.be 15.05.04, 09:41
          > po pierwsze to nie jest szrlatanska metoda, tylko metoda, ktora sie dsosuje
          > min. w onkologii, a pionierem tej metody jest światowej sławy onkolog
          > amerykański dr. Simonton.

          Po pierwsze, wiesz przeciez, ze i wsrod lekarzy zdarzaja sie szarlatani. Po
          drugie: dlaczego uwazasz, ze Simonton jest onkologiem "swiatowej slawy"? Ja
          wiem, ze fakt, ze akurat ja o nim dotad nie slyszalem, niewiele mowi.
          Sprawdzilem ile ma na koncie publikacji. Moze pomozesz, bo ja znalazlem ZERO. To
          znaczy, ze facet nie jest slawny, ze jednym slowem ustawia sie w jednym rzadku z
          Kwasniewskim.

          Po drugie, zajrzyj na strone www.simontoncenter.com Tam znajdziesz wiecej
          informacji o komercyjnym przedsiewzieciu dr Simontona. Takich przedsiewziec jest
          owiele wiecej w USA i poza nimi, a kazde jest swiatowej slawy, przelomowe itp,
          chocby nawet miescilo sie w wozie kempingowym.

          > Jak Doki wyjaśnisz przypadki ludzi chorych na raka z przerzutami w satnie
          > krytycznym, których lekarze już na oddział nie przyjmują i wysyłaja na
          spokojną śmierc do domu, a po kilku tygodniach okazuje sie, że pacjent wyzdrowial?

          Bardzo prosto: takich przypadkow nie ma. Wyjasnienie jest wiec proste: blad w
          diagnozie i rokowaniu. Sporadycznie, bardzo sporadycznie, rak moze ulec
          samoistnej regresji, ale nie liczylbym na to. Nie ma ani jednego opisanego
          przypadku potwierdzonego raka (nie jakis tam tomokomputer, tylko wycinek z
          guza), ktory w ten sposob by "zniknal". Przykro mi.

          Ktos tu juz napisal o voodoo i wizualizacje to rzeczywiscie jest metoda, ktora
          tam ma swoje korzenie. Natomiast wrzucanie do jednego worka dzialania kory
          ruchowej i innych zjawisk z neurofizjologii razem ze zjawiskami czysto
          psychicznymi jest po prostu nieuzasadnione. Nie chce przez to powiedziec, ze nie
          ma wzajemnej zaleznosci pomiedzy psychika i np ukladem odpornosciowym. Ten wplyw
          jest i mozna go nawet uznac za udowodniony. Ale twierdzenie, ze jest to metoda
          leczaca to po prostu gruba przesada.


          • Witam,

            mam w domu pozycje dr. Siomontona i ją przeczytałam, więc zle szukałeś, ze sie
            jej i innych nie doszukałeś. W roku 1977 dr. Simonton przylecial do Polski, co
            bylo wielkim wydarzeniem. Od tego czasu powataly u nas w Polsce jego centra,
            gdzie ludzi chorych na raka wspomaga sie psychoterapiami.
            Poza tym Doki, mam nadzieje, ze slyszales o takiej dziedzinie nauki jak
            psychoonkologia. To wlsnie tej dziedziny prekurosem jest dr. Simonton.
            Mam tez nadzieje Doki, ze slyszales o kolejnej dziedzinie nuki jaka jest
            psychoneuroimunologia. Ta wlsnie dziedzina nauki zajmuje sie pobudzaniem przez
            psyche organizmu do walki z wrogiem.
            Czytalam w internecie, ze u nas w Polsce sa juz ludzie w tym kierunku
            wyksztalceni i tego typu przychodnia, gdzie chorych na raka leczy sie metoda
            wizualizacji jest w Gdańsku na NFZ.Jest to jedyny taki osrodek NFZ w POlsce.
            Nie zaleznie od tego czy popierasz taki sposob leczenia wspomagajacego czy nie,
            bo masz parwo miec o tym włsane zdanie, to medycyna zaczyna jedank doceniac
            role psyche w procesie leczenia, co widac juz np. w Gdansku.

            Dr. Simonton nie jest sławny dlatego, że jest onkologiem, tylko dlatego, ze
            odkrył iż medycna "noża" w połączeniu z psyche pacjenta odnosi dużo lepsze
            efekty w lecznictwie niż sam nóż.Dlatego ten to pan jest sławny.

            Apropo przypadków wyleczeń samoistnych raka i innych chorób, to jasne Doki, ze
            takowe sa. Nie byłam chora na raka. Mialam znamie wiekosci
            paznokcia,czarne,wypukłe na spodzie stopy. Znamie zaczeło sie nagle bardzo
            szybko powiekszac i wygladalo bardzo nieciekawie.Wczesniej mialm je kilka lat i
            nic sie z nim nie dzialo.
            Onkolog po obejrzeniu go natychmist wyznaczyl termin wyciecia na za kilka dni.
            Mialam lat 14. Zapytalam jak bedzie mi to wycinal z ciekawosci i ze strachu, bo
            chcialam wiedziec co mnie czeka. Pan onkolog opisal mi bardzo dokladnie jak
            wezmie skalpel, wytnie na 3 cm dookola, jak potem bedzie dziura i jak przez
            dlugi okres nie wloze stopy do buta. Jak opisywal mi to wszytko, wyobrazilam
            sobie to bardzo dokladnie ze szczegołami. Przez caly dzien mialam ta wizje
            przed oczami . Wieczorem kladac sie do lozka spojrzalam sie na to znamie i
            jeszcze sobie pomyslalam, ze tez takie cos musialo mi wyrosnac na tej stopie.
            Rano sie obudzilam i pierwsze co, to znow mi mysl o tym znamieniu przyszla.
            Chcialam je obejrzec jeszcze i okazalo sie, ze nie ma po nim sladu.
            Nie mow mi Doki, ze w ten sam sposob nie mozna sie pozbyc raka. Co za roznica?
            Zasada dzialania jest doklanie taka sama. Nie wiem i sie nie dowiem co to bylo
            za znamie, czy bylo w nim cos zlosliwego, ale skad wiesz czy nie bylo?
            Czy fakt, ze bylo w tym zanmieniu cos zlosliwego lub fakt, ze nie bylo, ma
            jakies znaczenie dla tego faktu, ze to znamie mi znknelo w przeciagu kilku
            godzin? A jezeli to byl czerniak? Mam nadzieje, ze nie byl, bo az boje sie o
            tym myslec, ale przeciez tego tez nie mozna wykluczyc, bo po to mialo byc to
            znamie wycinane i potem do badania.

            Nikt nie namawia do tego aby zrezygnowac z konwencjonalnego leczenia raka
            chemia, ale namawiam goraco ludzi do tego, aby poza ta chemia, ktora tak
            potwornie wyniszcza czlowieka, aby sobie pomagali metoda wizualiacji i to nie
            tylko w wypadku raka,ale takze i innych dolegliwosci, ktore takze czynia
            niemiłe życie każemu z nas.

            Pozdrawiam.



            Tutaj na rorum pokazuje sie od czasu do czasu pani Karolina Hawrynska, ktora
            pracuje w CEntrum Akvarius(nie wiem czy dobrze napisałam). Ona zajmuje sie min.
            wizualizacja, relaksacja, medytacja itd. Rozmawialam z nia na gg i zapytalam
            sie jej czemu sie zdecydowala na taki zawod. Odpowiuedziala mi ze jako 14-
            letnia dziewczyna miala guza na jajniku.POdobnie jak u mnie byl wyznaczony
            termin oprecaji i to jak najszybciej. Jakis człowiek jej powiedzial, aby sobie
            wyobrazala , ze tego guza zjadaja delfinki...i tak sobie wyobrazala. Guzy
            zniknely w ciagu kilku dni, operacja sie nie odbyla i to ja zmowtywowalo do
            tego, aby w ten spsosb pomagac ludziom.
            Tez sie nie dowiemy czy to byly zwykle torebiel czy tez np, rak, bo juz tego
            nie ma. Acha, chcialam dodac, ze torbiel miala 15 cm.
            Ta pani sie tu od czasu do czasu pojawia z reklama swojego centrum. Jak bedzie
            to mozecie z nia na ten temat pogadac i wam sama opowie.



            --
            Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
            • Gość: Doki IP: *.49-136-217.adsl.skynet.be 15.05.04, 13:52
              ) mam w domu pozycje dr. Siomontona i ją przeczytałam, więc zle szukałeś, ze sie
              ) jej i innych nie doszukałeś.

              Nie o takie publikacje chodzi. Kazdy moze napisac i wydac ksiazke. Chodzi o
              publikacje w naukowym czasopismie, ktore podlega peer review. Takowych nie
              znalazlem.

              Co zas do tej ksiazki: czyzby bylo to "Getting Well Again"? Bo jesli tak, to:

              "Psychologic Methods

              O. Carl Simonton, M.D., claims that cancers can be affected by relaxation and
              visualization techniques. He claims that this approach can lessen fears and
              tension, strengthen the patient's will to live, increase optimism, and alter the
              course of a malignancy by strengthening the immune system. However, he has not
              published the results of any well-designed study testing his ideas. Simonton
              theorizes that the brain can stimulate endocrine glands to inspire the immune
              system to attack cancer cells. He and his wife Stephanie (a psychotherapist)
              taught cancer patients to imagine their cancer being destroyed by their white
              blood cells. However, there is no evidence that white cells actually attack
              cancer cells in this manner or that "immune suppression" is a factor in the
              development of common cancers.

              Simonton's book Getting Well Again included reports on patients who got better
              after using his methods. However, an analysis of five of the reports that might
              seem most impressive to laypersons noted that two of the patients had undergone
              standard treatment, one had a slow-growing tumor, and one probably did not have
              cancer. The fifth patient's tumor was treatable by standard means [52].

              Some people suggest that Simonton's program may have positive effects by helping
              people to relax and to feel that they are "doing something" positive. Although
              his approach is physically harmless, it can waste people's time and money and
              encourage some to abandon effective care. It can also cause people to feel
              ashamed or guilty that some inner inadequacy caused them to develop cancer and
              is interfering with their recovery. Patients seeking a support program should
              select one that is based on scientific principles and has competent professional
              supervision."

              zrodlo: http://www.quackwatch.org/01QuackeryRelatedTopics/cancer.html

              I dalej:

              Imagery and Visualization

              Imagery refers to various psychological techniques that involve the creation and
              interpretation of mental images (6). It has been described as a tool for
              communicating with the subconscious mind (583). Imagery can be used as a tool
              for articulating ideas, beliefs, and experiences and for replacing fears and
              negative expectations with positive ideas and beliefs. In cancer treatment,
              guided imagery often consists of visualizing the symbolic destruction of cancer
              cells and has been used to reinforce patients' beliefs in their ability to
              recover. Other imagery techniques used in cancer treatment, e.g., gentle
              imagery, focus on imagining peaceful, pleasant scenes (102). Imagery is often
              used along with relaxation, meditation, or hypnosis.

              A broad psychological approach to cancer treatment centering on the use of
              imagery was popularized in the 1970s by O. Carl Simonton, a radiation
              oncologist, and Stephanie Simonton-Atchley, a psychotherapist. The Simontons'
              best- selling 1978 book, Getting Well Again (583), described their clinical
              experience treating cancer patients with imagery and other psychological
              approaches at the Cancer Counseling and Research Center in Dallas (continued now
              at the Simonton Cancer Center in Pacific Palisades, CA). Their regimen was
              described as a "whole-person approach to cancer treatment" and included
              interventions designed to "restore the physical, mental, and emotional balance
              so that the whole person returns to health" (583). The rationale was reportedly
              based on theories concerning the role of personality characteristics and
              psychological factors in the etiology of cancer. Relaxation and mental imagery
              were presented as tools for cancer patients to motivate themselves to recover
              their health and to make creative changes in other areas of their lives.
              Overall, the regimen was presented as an adjunctive approach to conventional
              cancer treatment, but claims for direct antitumor effects were also made (see
              below).

              The process of imagery, as outlined by the Simontons, begins with a period of
              relaxation. The patient is then instructed to visualize the tumor as a weak,
              disorganized, soft mass of cells. Conventional treatment is visualized as
              powerful and effective, capable of shrinking tumors and helping the patient
              overcome the disease. The patient is encouraged to visualize defending himself
              or herself against cancer through a strong and aggressive immune system, a
              symbol of the body's natural healing processes. White blood cells are visualized
              as a vast army of defenders easily overwhelming the weak malignant cells. Dead
              and dying cells are visualized as being flushed out of the body by natural
              processes, until no more tumor cells remained. The patient is then instructed to
              imagine himself or herself as healthy, energetic, and fulfilled (583). The
              Simontons recommended that cancer patients repeat the process three times a day.

              According to the Simontons, the process of relaxation and imagery reportedly
              helped patients lessen fears, tension, and stress; change attitudes; strengthen
              the will to live; confront depression, hopelessness, and helplessness; and gain
              a sense of confidence and optimism (583). It was also believed that relaxation
              and imagery could "effect physical changes, enhancing the immune system and
              altering the course of a malignancy" (583). The Simontons claimed significant
              life extension as a result of relaxation and imagery techniques. The claim was
              apparently based on a preliminary analysis of their patients compared with
              national statistics, as explained in the following excerpt from Getting Well Again:

              In the past four years, we have treated 159 patients with a diagnosis of
              medically incurable malignancy. Sixty-three of the patients are alive, with an
              average survival time of 24.4 months since the diagnosis. Life expectancy for
              this group, based on national norms, is 12 months. A matched control population
              is being developed and preliminary results indicate survival comparable with
              national norms and less than half the survival time of our patients. With the
              patients in our study who have died, their average survival time was 20.3
              months. In other words, the patients in our study who are alive have lived, on
              the average, two times longer than patients who received medical treatment
              alone. Even those patients in the study who have died still lived one and
              one-half times longer than the control group (583).

              In a 1980 paper describing an uncontrolled, exploratory study, the Simontons
              used a similar approach to describe outcomes in another, possibly overlapping,
              series of cancer patients (806). Out of 130 patients with breast, lung, or colon
              cancer, 75 patients with advanced disease were included in the analysis. Median
              survival time (the time at which half have died and half are still alive) since
              diagnosis was 35 months for the 33 breast cancer patients, 21 months for the 18
              colon cancer patients, and 14 months for the 24 lung cancer patients. These
              survival times were compared to published data on other groups of metastatic
              breast, colon, and lung cancer patients: 16, 11, and 6 months, respectively. The
              Simontons noted that their patients lived twice as long as those reported in the
              literature and speculated that better patient motivation, greater confidence in
              the treatment, and overall positive expectancy as a result of their regimen may
              have contributed to the results.

              The design of the Simontons' study was such that valid conclusions could not be
              drawn from it about increased survival as a result of relaxation and imagery,
              since other possible intervening variables w
            • Gość: Doki IP: *.49-136-217.adsl.skynet.be 15.05.04, 13:54
              The design of the Simontons' study was such that valid conclusions could not be
              drawn from it about increased survival as a result of relaxation and imagery,
              since other possible intervening variables were not accounted for. It is not
              known how the Simonton patients might have differed in physical and
              psychological characteristics from the patients with whom they were compared.

              zrodlo: www.quackwatch.org/01QuackeryRelatedTopics/OTA/ota02.html

              Wniosek: rewelacje Simontona sa niewiele warte.
              > Poza tym Doki, mam nadzieje, ze slyszales o takiej dziedzinie nauki jak
              > psychoonkologia.

              Slyszalem.

              > Mam tez nadzieje Doki, ze slyszales o kolejnej dziedzinie nuki jaka jest
              > psychoneuroimunologia.

              Nie, ale to nie ma znaczenia. Slyszalem np o swarnetyce- wyczytalem to u Lema.
              Wszelkie zwiazki psyche z immunologia sa poki co dyskusyjne i niejasne, totez
              proponowanie terapii opartej na tych zwiazkach jest szukaniem po omacku-
              dokladnie tak, jak Kwasniewski szuka po omacku. A to wlasnie jest szarlataneria.

              > Dr. Simonton nie jest sławny dlatego, że jest onkologiem, tylko dlatego, ze
              > odkrył iż medycna "noża" w połączeniu z psyche pacjenta odnosi dużo lepsze
              > efekty w lecznictwie niż sam nóż.

              Znacznie? Roznica jest w najlepszym przypadku trywialna.

              > Nie mow mi Doki, ze w ten sam sposob nie mozna sie pozbyc raka. Co za roznica?

              Zasadnicza. Rak jest choroba smiertelna. Jesli ktos uwierzy, ze wizualizacjami
              pozbedzie sie rzeczywistego raka (a to wlasnie sugerujesz), a przez to zarzuci
              skuteczne leczenie, to umrze i tyle.

              > Nie wiem i sie nie dowiem co to bylo
              > za znamie, czy bylo w nim cos zlosliwego, ale skad wiesz czy nie bylo?

              Gdyby bylo zlosliwe, nie znikloby.

              • Witaj ponownie,

                Doki napisał:
                Zasadnicza. Rak jest choroba smiertelna. Jesli ktos uwierzy, ze wizualizacjami
                > pozbedzie sie rzeczywistego raka (a to wlasnie sugerujesz), a przez to zarzuci
                > skuteczne leczenie, to umrze i tyle.

                Alez Doki, powtarzam ci raz jeszcze, że nikt tutaj nie mówi o rezygnowaniu z
                konwencjonalnych metod walki z rakiem takich jak nóż czy chemia. Metoda
                wizualiacji, medytacji sa tutaj metodami wspomagajacymi i tylko na takiej
                zasadzie tutaj funkcjonują.
                Na zadenj innej. Nikt nikomu nie nakazuje zrezygnowac z chemii...

                Vecka nap[isała:

                Mam tez nadzieje Doki, ze slyszales o kolejnej dziedzinie nuki jaka jest
                > > psychoneuroimunologia.
                >
                Doki odpowiedział:
                > Nie, ale to nie ma znaczenia

                A czemu to Doki nie ma znaczenia? Zanim napiszesz, ze nie ma znaczenia,
                to dowiedz się na czym ta dziedzina nuki polega, jakimi problemami sie zajmuje
                i nad czym dokldanie prowdzi badania oraz jakie sa tego efekty.Dopiero potem
                możesz pisać, ze to nie ma znaczenia. Jak mozesz pisac, ze cos nie ma
                znaczenia, jezli nie wiesz co to jest i na czym to polega?

                Wszelkie zwiazki psyche z immunologia sa poki co dyskusyjne i niejasne, totez
                > proponowanie terapii opartej na tych zwiazkach jest szukaniem po omacku-
                > dokladnie tak, jak Kwasniewski szuka po omacku. A to wlasnie jest szarlataneri


                Szaraltanskie jest jak sie wierzy w to, ze gnojówka ci pomoze wyzdrowiec...
                To jest szarlatanskie.

                Od x-czasu wiadomo np. , ze pacjenci , ktorzy choruja na depresje i sa w zlym
                stanie psychicznym, maja bardzo obnizona odpornosc i zapadja duzo szybciej na
                rozne choroby. Tutaj nie ma co sie sprzeczac, bo to jest fakt.

                Doki napisał:
                Zasadnicza. Rak jest choroba smiertelna. Jesli ktos uwierzy, ze wizualizacjami
                > pozbedzie sie rzeczywistego raka (a to wlasnie sugerujesz), a przez to zarzuci
                > skuteczne leczenie, to umrze i tyle.


                Nie bede CIe Doki pouczac, ale uwazam, ze wiara czyni cuda, co mówi tez BIblia.

                Zansz Doki efekt placebo? Wyjasnij mi go z medycznego punktu widzenia i
                powiedz mi , ze tutaj nie ma zadnego znaczenia psyche?







                --
                Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
                • Gość: Doki IP: *.49-136-217.adsl.skynet.be 15.05.04, 14:41
                  > A czemu to Doki nie ma znaczenia?

                  A temu, ze gdybym mial slyszec o tym co kazdy sobie kiedys gdzies wymysli w
                  zaciszu swojego gabinetu, to mialbym taaaaki leb. Ja selekcjonuje informacje.
                  Bardzo krytycznie.

                  > Zanim napiszesz, ze nie ma znaczenia,
                  > to dowiedz się na czym ta dziedzina nuki polega, jakimi problemami sie zajmuje
                  > i nad czym dokldanie prowdzi badania oraz jakie sa tego efekty.Dopiero potem
                  > możesz pisać, ze to nie ma znaczenia. Jak mozesz pisac, ze cos nie ma
                  > znaczenia, jezli nie wiesz co to jest i na czym to polega?

                  Napisalem, ze nie ma znaczenia, ze o tym (dotad) nie slyszalem. Nie potrzeba
                  uczyc sie o czyms, zeby moc okreslic wartosc czegos. Czesto wystarczy wiedza juz
                  posiadana. Tak jest np w przypadku homeopatii- wystarczy znac podstawy
                  biochemii, by wiedziec, ze homeopatia nie dziala.
                  Nie napisalem, ze zwiazki psyche z immuno nie maja znaczenia. Maja- ale nie
                  decydujace.

                  > Szaraltanskie jest jak sie wierzy w to, ze gnojówka ci pomoze wyzdrowiec...
                  > To jest szarlatanskie.

                  Nie widzisz, ze roznica miedzy "gnojowka" a wyobrazaniem sobie nie jest az tak
                  wielka?

                  > Od x-czasu wiadomo np. , ze pacjenci , ktorzy choruja na depresje i sa w zlym
                  > stanie psychicznym, maja bardzo obnizona odpornosc i zapadja duzo szybciej na
                  > rozne choroby. Tutaj nie ma co sie sprzeczac, bo to jest fakt.

                  Widzisz, a dla mnie nie jest tak oczywiste. Np pacjenci w depresji generalnie
                  nie dbaja o siebie. Nie stosuja sie do zalecen, mniej starannie kontynuuja
                  terapie. To jest ten czynnik, ktorego wplywu nie wykluczono w badaniach nad
                  wplywem psychiki na uklad odpornosciowy.
                  Natomiast zarowno psyche, jak i uklad immunologiczny sa zbyt skomplikowane, zeby
                  mozna bylo zakladac proste zaleznosci, jak te, ktore Ty proponujesz. Zwykle
                  jednoczesnie uruchamiany jest mechanizm pobudzajacy i hamujacy, a efekt koncowy
                  zalezy raczej od czynnikow modyfikujacych (zewnetrznych).

                  > Nie bede CIe Doki pouczac, ale uwazam, ze wiara czyni cuda, co mówi tez BIblia.

                  W Biblii mozna znalezc cytat na kazda okazje. A cudow po prostu nie ma. Sa
                  niedokladnosci obserwacji.

                  > Zansz Doki efekt placebo? Wyjasnij mi go z medycznego punktu widzenia i
                  > powiedz mi , ze tutaj nie ma zadnego znaczenia psyche?

                  Oczywiscie. Czy wiesz, ze dzialanie przeciwbolowe placebo jest dwukrotnie
                  silniejsze niz standardowej ampulki 10 mg morfiny? Oczywiscie, po podaniu
                  morfiny te efekty sie sumuja i dlatego morfina jest tak dobrym lekiem. To
                  zbadano nie tak znowu dawno w Oxfordzie, tytul publikacji jakos mi umknal, ale
                  moge odszukac.
                  Efekt placebo jednak dziala nie przyczynowo, a objawowo. To znaczy: rak nie
                  znika, ale mniej dolega. I to jest ta roznica. Psychika moduluje bol w duzym
                  stopniu. Za pomoca koncentracji (i wizualizacji! tu zgoda) mozna bol
                  wyeliminowac. Jednak nie mozna wyleczyc zrodla bolu. Nie jest mi znany inny
                  efekt placebo niz ten, ktory dziala na subiektywne doznania pacjenta.
                  • Witaj Doki ponownie,

                    Doki napisał:

                    Napisalem, ze nie ma znaczenia, ze o tym (dotad) nie slyszalem. Nie potrzeba
                    > uczyc sie o czyms, zeby moc okreslic wartosc czegos. Czesto wystarczy wiedza
                    ju
                    > z
                    > posiadana.


                    Doki, rozumiem, że Ty nie musisz się juz niczego uczyć, bo już wiesz wszystko.
                    No coz, ja myślałam, ze człowiek uczy się całe zycie, a zwłaszcza lekarz, bo
                    medycyna idzie do przodu wielkimi krokami, wiec zawód lekarza jest tym zawodem,
                    gdzie dokształcanie się na bieżąco jest jak najbardziej pożadane, a nawet
                    wymagane.

                    Doki napisał:

                    Nie potrzeba
                    > uczyc sie o czyms, zeby moc okreslic wartosc czegos.

                    Nie wiem czy słowo "uczyć" jest tu dobrym doborem słownictwa, ale na pewno
                    trzeba miec elemtarną wiedze z danego zakresu, aby sie sie w tym zakresie
                    wypowiadac.
                    --


                    Doki napisał:
                    A temu, ze gdybym mial slyszec o tym co kazdy sobie kiedys gdzies wymysli w
                    > zaciszu swojego gabinetu, to mialbym taaaaki leb. Ja selekcjonuje informacje.
                    > Bardzo krytycznie.
                    >

                    Powtarzam Ci Doki raz jeszcze. Nie wypowiadaj sie na tematy, w których się nie
                    orinetujesz.Nikt nie jest doskonały i jeżeli czegoś nie wiesz czy nie
                    doczytałes, to żaden wstyd się do tego przyznać, doczytać i dopiero wtedy
                    komentować, a nie komentować coś o czym nie wiesz.

                    Doki napisał:

                    Za pomoca koncentracji (i wizualizacji! tu zgoda) mozna bol
                    > wyeliminowac.

                    Zaprzeczasz sam sobie. W poprzednim poscie pisałeś, ze to szrlatanska
                    metoda..., więc jak taka szrlatanska metoda moze pomoc sie pozbyc bólu?


                    Zapewne jako lekarz słyszales o limfocytyach T ( natural killer) i zapewne
                    wiesz dobrze o tym, ze limfocyty T maja tego typu włściwości, że potrafia
                    zniszczyć komórki nowotworowe bezpowrotnie.
                    Skoro każdy z nas moze w sobie tego typu limfocyty wzbudzic lub z jakis powodow
                    one sie u nas obudza do walki w czasie choroby nowotowrowej, to logiczne jest,
                    ze te limfocyty sa w stanie zniszczyc komorki nowotworowe, co automatycznie od
                    strony medycznej potwierdza, ze jest mozliwe, aby poacjent sam, aby jego system
                    odpornosciowy sam zwalczyl raka.
                    To sa Doki wlasnie te przypadki wyleczen z raka ludzi, ktorzy sa w stanie
                    beznadziejnym z przerzytami, a wychodza z tego bez pomocy lekarzy, ktorzy ze
                    wzgledu na ich stan odmawiają im pomocy.
                    Dzieki temu, ze medycyna udowodnila fakt istniena limfocytow T oraz tego, ze
                    sa to limfocyty odpowiedzialone min. za usmiercanie komorek nowotworowych,
                    medycyna potwierdza jak najbardziej fakt tego, ze czlowiek jest w stanie dzieki
                    swojemu sytemowi odpornosciowemu obrnic sie przed rakiem. Medycyna nie wie
                    tylko jak skutecznie pobudzac te limfocyty T do dzialania.
                    Jako lekarz powienienes tez wiedziec, ze juz niedlugo pewnie bedzie sie leczyc
                    pacjentow chorych na raka metoda immunoterapii, a chemia odejdzie w sina dal.




                    Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
                    • Witam,

                      podaje zainteresowanym linki, w ktorych mowa o limocytach T, które nasz system
                      odpornosciowy wytwraza i ktore sa w stanie zabic komorki rakowe.

                      Zaburzenia snu a schorzenia nowotworowe
                      Marek K. Jurkowski, Barbara Bobek-Billewicz


                      Z praktyki klinicznej wiadomo, że chorobom nowotworowym często towarzyszą
                      zaburzenia snu. Z drugiej strony, jak wskazują badania epidemiologiczne, także
                      same zaburzenia snu mogą być przyczyną obniżenia aktywności układu
                      immunologicznego, co może prowadzić do rozwoju schorzeń nowotworowych, między
                      innymi przez zaburzenia wydzielania melatoniny, serotoniny lub cytokin oraz
                      takich hormonów, jak: hormony somatotropowe, prolaktyna i wazoaktywny peptyd
                      jelitowy. Każda z tych substancji, oprócz wpływu na sen, moduluje również
                      aktywność układu immunologicznego, w tym aktywność działających
                      przeciwnowotworowo i przeciwwirusowo komórek cytotoksycznych typu natural
                      killer (NK).
                      www.viamedica.pl/gazety/gazetaB/abstrakt.phtml?id=9&indeks_art=57

                      Następny link:


                      Przeciwciała i limfokiny produkowane są przez białe ciałka krwi - limfocyty,
                      których znamy obecnie ok. 10 tzw. subpopulacji. Głównymi są limfocyty zwane B i
                      T. Pierwsze produkują przeciwciała, drugie natomiast uczestniczą w
                      skomplikowanych reakcjach sprzężonych zwrotnie (feedback inhibition), czego
                      efektem jest śmierć komórki rakowej.

                      Limfocyty subpopulacji zwanej NK "Natural Killer" - zabójcy, niszczą Raka
                      bezpowrotnie.
                      www.onkonet.rco.pl/index.php3?pid=39





                      --
                      Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
                      • Witam,

                        powracam jeszcze do tegoz efektu. Nie potrafie ci odpowiedziec czy efekt
                        placebo leczy przyczyne czy tez tylko bojawy, bo na tyle nie wczytalam sie w
                        ten ze efekt, aczkolwiek nie wiem czy słyszałes tym przypadku:

                        "Efekt placebo

                        Wielu lekarzy zna anegdotyczną historię pana Wrighta, który był ciężko chory na
                        raka. W roku 1957 był w takim stanie, że długość jego życia liczono w dniach.
                        Gdy przyjęto go do szpitala w Long Beach w Kaliforni z guzem wielkości
                        pomarańczy usłyszał, że odkryto surowicę (Krebiozen), która wydawała się być
                        skuteczna w walce z rakiem. Wright błagał swego lekarza, aby mu ją podano.
                        Lekarz, po długich namowach, zgodził się w końcu i w piątek po południu dano
                        pacjentowi zastrzyk. W poniedziałek zdumiony lekarz nie znalazł pacjenta na
                        łożu śmierci, lecz całkiem odmienionego, żartującego z pielęgniarkami.
                        Guz "stopniał jak kula śnieżna na gorącym piecu" - opisywał później lekarz. Dwa
                        miesiące później Wright przeczytał w piśmie medycznym artykuł, w którym o
                        Krebiozenie wypowiadano się bardzo niepochlebnie. Od tego momentu rozpoczął się
                        nawrót choroby. "Nie wierz w to, co przeczytałeś" - starał się tłumaczyć
                        lekarz. Aby podtrzymać wiarę pacjenta dał mu zastrzyk ze specyfikiem, który
                        miał być "udoskonaloną, i o podwójnej sile działania", wersją leku. W
                        rzeczywistości był to obojętny płyn - jednak guz powtórnie zmalał. Wright
                        cieszył się zdrowiem przez następne dwa miesiące, aż do momentu, gdy powtórnie
                        przeczytał artykuł, w którym napisano, że Krebiozen jest bezwartościowy. Zmarł
                        po dwóch dniach. "
                        gdansk.idn.org.pl/ptsr/Html/20-plac.htm


                        Depresja , a system odportnosciowy. Ludzie, ktorzy maja skłonności do
                        deprescji, częsciej chorują:

                        "Eksperyment dowiódł, że osoby uzyskujące wysokie wyniki w skali neurotyzmu
                        wykazywały słabsze reakcje obronne organizmu w odpowiedzi na szczepionkę, tj.
                        okazały się bardziej podatne na zakażenia i inne powikłania zdrowotne."
                        www.psychologia.apl.pl/archiwum_news.htm--
                        Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
                    • Gość: Doki IP: *.49-136-217.adsl.skynet.be 15.05.04, 19:13
                      vecka,

                      nie wkladaj mi w usta tego, czego nie powiedzialem. Nie powiedzialem, ze zjadlem
                      wszystkie rozumy. Ucze sie co dnia na nowo. Uczenie sie polega nie na odkrywaniu
                      faktow w oderwaniu od czegokolwiek, tylko na dobudowywaniu nowych cegielek do
                      juz posiadanej wiedzy. Jesli nowa cegielka nie pasuje do calej budowli, to te
                      cegielke sie odrzuca. No, chyba ze cala poprzednio zbudowana wiedza wyla do
                      niczego- ale poki co nic na to nie wskazuje. Wystarczy?

                      Doki napisał:

                      Za pomoca koncentracji (i wizualizacji! tu zgoda) mozna bol
                      > wyeliminowac.

                      Zaprzeczasz sam sobie. W poprzednim poscie pisałeś, ze to szarlatanska
                      metoda..., więc jak taka szarlatanska metoda moze pomoc sie pozbyc bólu?

                      Ta metoda mozna zwalczac objaw, ale nie jego przyczyne. Czy moglabys czytac uwaznie?

                      Wiem co to sa limfocyty NK, ale nie ma dowodu na to, ze mozna je wzbudzac sila
                      woli. Podane przez Ciebie linki wskazuja, ze brak snu szkodzi, ale to akurat juz
                      od dawna wiadomo. To, ze te same mediatory sa zaangazowane w kontrole snu i
                      prace ukladu odpornosciowego nie znaczy jeszcze, ze jak ktos duzo spi, to jego
                      odpornosc sie poprawi. Takie rozumowanie jest zbyt uproszczone.

                      > Jako lekarz powienienes tez wiedziec, ze juz niedlugo pewnie bedzie sie leczyc
                      pacjentow chorych na raka metoda immunoterapii, a chemia odejdzie w sina dal.

                      Jako lekarz jestem spokojny, ze nie nastapi to w ciagu mojego zycia.

                      Zgodzmy sie, ze proponowana przez Ciebie metoda jest w najlepszym przypadku
                      eksperymentalna, a wiec niezdatna do szerokiego stosowania.
                      • Witaj,

                        Doki napisał:

                        Uczenie sie polega nie na odkrywani
                        > u
                        > faktow w oderwaniu od czegokolwiek, tylko na dobudowywaniu nowych cegielek do
                        > juz posiadanej wiedzy. Jesli nowa cegielka nie pasuje do calej budowli, to te
                        > cegielke sie odrzuca.

                        Jak możesz wiedziec, ze cos nie pasuje do Twoich dotad znanych cegielek, jak
                        nie slyszales o tym i nie wiesz kompletnie co to za cegielka? Zeby
                        zweryfikowac, ze ta cegielka nie pasuje do Twoich cegielek, muisz ja najpierw
                        Doki poznac. Inaczej nie mozesz jej zweryfkowac jako tej cegielki, ktora do
                        Twoich nie pasuje.
                        Dlatego, aby sie wypowiadac na temat tej cegielki w jakikolwiek sposob,
                        powinienes wiedziec najpierw o czym ta cegielka mowi.


                        Doki napisał:

                        No, chyba ze cala poprzednio zbudowana wiedza wyla do
                        > niczego- ale poki co nic na to nie wskazuje

                        Oczywiscie, ze wiedza , kora posiadasz ma swoja wartosc i w zadnym wypadku nie
                        jest do niczego, ale studiowales ta sama medycyne, ktora teraz to zajmuje sie
                        w wyniku rozwoju, ktory ciagle trwa, nowa dziedzina nauki, ktora jest
                        psychoneuroimunologia.
                        Jest to cegielka dokladnie tej samej medycyny, ktora studiowales.
                        Gdybys studiowal dzis, to bys sie o tym uczyl na studiach, przynajmniej na
                        Uniwersytecie Medycznym w Łodzi studenci medycyny ucza sie o tym dzis i nie
                        zapewniam Cie, ze nie ucza sie oni tam o szarlanskich metodach.


                        Doki napisał:

                        Wiem co to sa limfocyty NK, ale nie ma dowodu na to, ze mozna je wzbudzac sila
                        > woli.

                        Ale sam Doki przynajesz, ze limofocyty T istnieja i ze one sa odpowiedzialne za
                        niszczenie raka..., wiec jest teoretycznie mozliwe, aby sytem odpronosciowy sam
                        sie pozbyl intruza.
                        Nie jest udowodnio, ze sila woli mozna wzbudzic te limfozyty, ale jest wiele
                        przypadkow, ktore za tym przemawiaja. Dlategoz powtala taka dziedzina nuki jak
                        psychoneuroimmunologia, ktora wlsnie obecnie bada te zaleznosci i na pewno za
                        jkis czas bedziemy mieli wyniki tych badan. Wstepne wyniki sa bardzo obiecujace
                        jesli chodzi o role psyche w procesie leczenia i wzbudzania tych limfocytow.
                        Zapoewniam Cie Doki, ze wizualiacja czy medytacja zadnemu pacjnetowi nie
                        zaszkodzi, a moze mu tylko pomoc odzyskac sily.

                        Czytalam tez na temat roznego rodzaju badan przprowdzanaych wlasnie przez
                        psychoneuroimunologow, ze np. ososby piszace pamietnik maja wieksza odpronosc
                        organizmu niz te , ktore pamietnika nie pisza.
                        Jezli ten pamietnik pisze sie dluzszy czas, to po zaprzestaniu wzmozona
                        odpronosc sie utrzymuje do 6 tygodni.
                        Takze ludzie, ktorzy stosuja medytacje maja lepszy uklad odpronosciowy i
                        rzadziej choruja. Nie przytocze ci w tej chwili zródła, ale czytalam to w
                        jednym z czasopism medycznych w bibliotece Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

                        Doki napisał:
                        Jako lekarz jestem spokojny, ze nie nastapi to w ciagu mojego zycia.

                        Nigdy Doki nie wiesz jak szybko sie medcyna rozwinie i fakt tego, ze masz
                        nadzieje na to, nie oznacza, ze masz do tego typu badan miec lekcewazacy
                        stosunek i nie nadrabiac nowych zdobyczy medycyny.
                        Jako lekarz powienies miec nadzieje, ze sie ta metoda rozwinie jak najszybciej,
                        aby ludziom ratowac zycie skuteczniej niz chemia, ktora tez bywa czesto zawodzi.

                        Doki napisal:

                        To, ze te same mediatory sa zaangazowane w kontrole snu i
                        > prace ukladu odpornosciowego nie znaczy jeszcze, ze jak ktos duzo spi, to jego
                        > odpornosc sie poprawi. Takie rozumowanie jest zbyt uproszczone.

                        To ty chyba zabyt prosto tutaj rozmujesz. Generalnie nie chodzi o sam faktu
                        snu, ale o to, ze odpronosc organizmu ma zwiazek z psyche oraz o to, ze ma
                        psyche ma zwiazek z tym, ze zmniejsza sie u nas liczba limfocyto T i wtedy jest
                        wieksze ryzyko zapadniecia na raka, bo nie ma nas kto chronic.

                        Jedna z teorii mowi, ze czlowiek prawdopodobnie w czasie swojego zycia
                        wielkokrotnie zapada na raka, ale o tym nie wie. Ludzie maja np. guza czy
                        skupisko komorek rakowych, ktore jest na tyle male, ze nie przeszkadza i sie go
                        nie wykrywa.Z takim skupiskiem moze czlowiek funkcjonowac lata i nie wiedziec o
                        nim. System odpronosciowy po prostu utrzymuje staly poziom obrony i nie pozwala
                        sie temu rakowi dalej rozwinac. Jezeli beda jedank dogodne warunki i system
                        oslabnie, to rak sie rozwinie. W ten o to sposob mozna kilka razy w zyciu
                        zapadc na raka i wychodzic z niego dzieki swojemu sytemowi odpornosciowemu.
                        To co teraz pisze, to wiedza zaczerpienieta z ksiazki "Samolubna komorka"
                        lekarza onkologa nominowanego do nagrody Nobla za badania nad rakiem, imienia i
                        nazwiska nie pamietam, bo ksiazke pozyczylam i nie mam jej na polce aktualnie.

                        Takze DOki system odpronosciowy odgrywa zasadnicza role w walce z rakiem,
                        problem teraz jak go pobudzic do dzialania.
                        Wiele wskazuje na to, ze takie metody jak medytacja, wizualiacja itp. moga ten
                        system pobudzic u niekorych ososb.Metoda ta sie teoretycznie nadaje dla kazdego
                        czlowieka, ale nie kazdy ma predyspozycje psychlogiczne do tego aby ta metoda
                        mu pomogla.
                        Czemu nie sprobowac tej metody, jezli wiemy juz, ze organizm sam sie moze
                        obronic...?? Nie napiszesz mi chyba, ze nalezy poddac sie i czekac spokojnie na
                        smierc..., bo uwazam, ze to jest najgorsza postawa jaka mozna przejawiac,
                        zwlaszcza jezli ja przejawia lekarz i tym sposbem odbiera ludziom nadzieje,
                        ktora w wielu wypadkach ludziom pomaga...
                        Pozdrawiam.




                        --
                        Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
                        • Gość: Doki IP: *.49-136-217.adsl.skynet.be 15.05.04, 20:05
                          > Zeby
                          > zweryfikowac, ze ta cegielka nie pasuje do Twoich cegielek, muisz ja najpierw
                          > Doki poznac.

                          No przeciez wlasnie to robie. Z jednej strony skupisko zwyrodnialych komorek,
                          mnozacych sie i niszczacych wszystko na swojej drodze. Komorek, ktore juz
                          wymknely sie spod kontroli ukladu odpornosciowego. Z drugiej strony
                          wizualizacje- wyobrazanie sobie, ze teraz damy tym komorkom w kosc... No daruj...

                          > Jest to cegielka dokladnie tej samej medycyny, ktora studiowales.
                          > Gdybys studiowal dzis, to bys sie o tym uczyl na studiach, przynajmniej na
                          > Uniwersytecie Medycznym w Łodzi studenci medycyny ucza sie o tym dzis i nie
                          > zapewniam Cie, ze nie ucza sie oni tam o szarlanskich metodach.

                          Nie mozesz dac takiego zapewnienia. Po prostu tego nie wiemy. Co znaczy, ze
                          trzeba to badac, a nie wdrazac do praktyki.

                          > Zapoewniam Cie Doki, ze wizualiacja czy medytacja zadnemu pacjnetowi nie
                          > zaszkodzi, a moze mu tylko pomoc odzyskac sily.

                          A to tak. Choroba nowotworowa bardzo szybko wyczerpuje sily psychiczne chorego.
                          Ale same sily psychiczne do wyleczenia nie wystarcza. Potrzebny jest jeszcze
                          noz, trucizna, wiazka promieni... Cos zdolne wyeliminowac przeciwnika z gry raz
                          na zawsze.

                          > np. ososby piszace pamietnik maja wieksza odpronosc
                          > organizmu niz te , ktore pamietnika nie pisza.

                          Dwa pytania: jak to stwierdzono i jak duza byla roznica?

                          > Takze ludzie, ktorzy stosuja medytacje maja lepszy uklad odpronosciowy i
                          > rzadziej choruja.

                          To tylko korelacja, a nie zwiazek przyczynowy. To znaczy: z Twojej tezy nie
                          wynika, ze to dzieki medytacji ich uklad odpornosciowy jest lepszy. Moze po
                          prostu maja lepsze warunki zycia, skoro starcza im czasu na medytacje.

                          > Jedna z teorii mowi, ze czlowiek prawdopodobnie w czasie swojego zycia
                          > wielkokrotnie zapada na raka, ale o tym nie wie.

                          To nie jest teoria. Codziennie tworza sie u kazdego z nas komorki rakowe. Uklad
                          odpornosciowy je niszczy. Choroba nowotworowa to tylko ten czubek gory lodowej,
                          te komorki, ktore byly za sprytne. Ale fakt istnienia komorek nowotworowych to
                          jeszcze nie rak. Nie ma tu roznicy zdan miedzy nami.

                          > Wiele wskazuje na to, ze takie metody jak medytacja, wizualiacja itp. moga ten
                          > system pobudzic u niekorych ososb.

                          O, i TO jet tu najistotniejsze. Chemioterapia tez dziala znakomicie u niektorych
                          osob. Jaka jest zatem wyzszosc wizualizacji nad chemioterapia? Bo osmiele sie
                          twierdzic, ze chemioterapia dziala jednak znacznie czesciej... Wole sobie
                          wizualizowac, ze ta kroplowka, ktora wlasnie sprawia, ze rzygam jak kot, wlasnie
                          dopada guza i go rozwala, niz liczyc, ze to ja go rozwalam. Nazwij to realizmem...

                          > Czemu nie sprobowac tej metody, jezli wiemy juz, ze organizm sam sie moze
                          > obronic...??

                          Gdyby mogl, nie byloby guza.

                          > Nie napiszesz mi chyba, ze nalezy poddac sie i czekac spokojnie na
                          > smierc..., bo uwazam, ze to jest najgorsza postawa jaka mozna przejawiac,
                          > zwlaszcza jezli ja przejawia lekarz i tym sposbem odbiera ludziom nadzieje,
                          > ktora w wielu wypadkach ludziom pomaga...

                          To nie takie proste. Kazdy pacjent jest inny. Nieprawda, ze pogodzenie sie z
                          nieuchronnym jest najgorsza postawa, w kazdym razie nie zawsze. Ale to juz
                          zupelnie inna, dluga i trudna rozmowa.
                          • Witaj Doki,

                            Doki napisał:

                            "No przeciez wlasnie to robie. Z jednej strony skupisko zwyrodnialych komorek,
                            ) mnozacych sie i niszczacych wszystko na swojej drodze. Komorek, ktore juz
                            ) wymknely sie spod kontroli ukladu odpornosciowego. Z drugiej strony
                            ) wizualizacje- wyobrazanie sobie, ze teraz damy tym komorkom w kosc... No daruj

                            Wole sobie
                            ) wizualizowac, ze ta kroplowka, ktora wlasnie sprawia, ze rzygam jak kot,
                            wlasni
                            ) e
                            ) dopada guza i go rozwala, niz liczyc, ze to ja go rozwalam. Nazwij to
                            realizmem

                            Dokładnie Doki to co pisesz. Wizualizacja nawet substancji tekiej jak
                            chemia,moze pomoc choremu wrocic do zdrowia duzo szybciej, nawet jezli ta
                            chemia by mu nie pomogla, bo nie czarujmy sie, ze praktycznie wszystcy pacjenci
                            wracaja na onkologie z powrotem.
                            Jezli pomaga ta chemia, to system odprnosciowy wspierany takim wyobrazeniem
                            lepiej dziala i jest to duzy plus, bo chyba mi nie powiesz, ze system
                            odpornosciowy w czasie chemii dziala sprawnie.
                            W czasie chemii moze zabic cie wszystko, tak jestes slaby i malo odprony na
                            wszelkie wirusy i zarazki i tak samo slabo sie bronisz przed rakiem.
                            Jak taki organizm ma produkowac naturalnych obrncow natural killer?, jak on sie
                            w ogole przed niczym nie broni? To jak on ma sie bronic przed tym rakiem?

                            Czytalam w internecie wypowiedz tez jedengo z profesorow, teraz nie pamietam
                            tej strony, ale jak chcesz to moge jej poszukac, ze np, w raku nerki chemia
                            pomaga 3 procentom pacjentow i prawdopodbienstwo, ze ta chemia zadzaiala u
                            pacjntow z rakiem nerki jest tak znikome, ze wyrzada sie tym pacjnetom podajac
                            chemie krzywde, gdyz i tak ona prawdopodbnie nie pomoze, a ulatwi rakowi w
                            momencie totalnego oslabienia atak.
                            Podobnie jest czasami z innymi rakami. Tak naprawde lekarz nie ejst do konca w
                            stanie przewidziec czy dana chemia pomoze. Zanam ludzi, ktorzy w trakcie
                            chemii, po operacji, dostawali wznowy nowotworu albo wracali na onkologie na
                            ponowna chemie po tym jak poprzednia skonczyli kilka miesiecy temu...
                            To co teraz napisze to moj tok myslenia, ale wydaje mi sie, ze w pewnych
                            przypadakach, kiedy sie wie i jasno wynika,ze dany rak nie jest chemioczuly i
                            promienioczuly, to nie nalezy pacjnta tym na chama faszerowac, bo to i tak mu
                            nie pomoze, a szybciej wpedzi do grobu.Na pewno jest tak w raku nerki, skoro
                            pomaga chemia w takich przpadkach tylko 3 procentom pacjentow.

                            Doki powiedzial:

                            Nie mozesz dac takiego zapewnienia. Po prostu tego nie wiemy

                            Jak Doki nie wiemy, jak ja mieszkam w Lodzi od kilku lat i mam zanjomych,
                            ktorzy pokonczyli tutajeszy UNiwersytet Medyczny. Lekarze zaczynaja dostrzegac
                            role psyche w procesie zdrowienia i to jest fakt.


                            Doki napisał:
                            Ale same sily psychiczne do wyleczenia nie wystarcza. Potrzebny jest jeszcze
                            ) noz, trucizna, wiazka promieni... Cos zdolne wyeliminowac przeciwnika z gry
                            raz
                            ) na zawsze.

                            Powiedz mi Doki w ilu procentach ludzi chorych na raka wyelminujesz chemia lub
                            naswietleniami przeciwnika na zawsze. Na onkologie DOki wracaja prawie wszyscy
                            i to bardzo szybko...Wiem z wlasnego doswiadczenia.
                            Znam diwe ososby, ktore po operacji nie zostaly poddane chemioterapii. Jedna z
                            tych ososb miala raka jedengo z najzlosliwszych odbytu, zyje bez chemii juz 20
                            lat. Nie wiem czemu zawdziecza fakt tego, ze zyje, ale na pewno nie chemii.

                            Moja dawna nauczycielka jest po raku piersi, chemii nie brala,bo miala za slabe
                            wyniki krwii, nie wytrzymalaby tego. POtem bala sie chemii ze wzgledu na skutki
                            uboczne, odmowila na wlasne zyczenie.Zyje juz 16 lat . Na pewno nie dzieki
                            chemii, bo jej nie barala.Od tejze to nauczycielki dowiedzialam sie o
                            wizaulacji i skojarzylam sobie to co przeczytalam ze mna i sytuacja z moim
                            znamieniem i tak sie zaczelam tym interesowac.

                            To Doki, ze ktos wezmie chemie, nie znaczy, ze przeciwnik zostal wyeleminowny,
                            a juz na opewno nie mozna powiedziec, ze na zawsze, bo nie jest w zadnym
                            wypadku zgodne z prawda.Chemia tez jest stosowana po omacku.Ludzie po tej
                            chemii czesto tam wracaja, a niektorzy nawet nie zdaza wrocic, bo rak ich
                            dopada w trakcie chemii, co wyraznie wskazuje na to, ze jest ona nieskuteczna.

                            Nie twierdze, ze nalezy z niej rezygnowac, ale twierdze, ze trzeba ja stoswac z
                            rozmyslem czasami i wspomagac pacjenta od strony psyche innymi metodami, ktore
                            maja za zadanie podniesc go na duchu i wzmocnic jego sytem odprnosciowy.
                            Wizualiacja i medytacja nadaja sie do tego jak najbardziej.

                            Diki napisal:
                            Dwa pytania: jak to stwierdzono i jak duza byla roznica?

                            Wyczytalam to jakies kilka tygodni temu. Sprobuje ci odszukac ta strone w
                            internecie labo w poszukam w domu w gazetach jakie posiadam i napisze ci o tym
                            dokladniej.

                            Doki napisał:
                            Moze po
                            ) prostu maja lepsze warunki zycia, skoro starcza im czasu na medytacje

                            Nie trzeba miec lepszych warunkow zycia, aby stosowac medytacje. Nalezy byc
                            troche zdyscyplinowanym i miec chęci.Taka medytacja trwa do 10 minut, a moze
                            nawet i twac 3 minuty. Do tego nie sa potrzebe zadne specjalne warunki,
                            pieniadze, lepszy standarad zycia. To nie ma z tym nic wspolnego.
                            Jesli o to chodzi, to byl to eksperyment z grypa. Zarazono nia ososby nie
                            medytujace i medytujace. Te , ktore medytowaly nie zachorowaly w wiekszosci,
                            te, ktore nie medytowaly, wszytkie padły.
                            Artykul byl o tym w czasopiesmie "VIta" lub "Zdrwoie", nie pamietam juz.

                            Doki napisał:
                            To znaczy: z Twojej tezy nie
                            ) wynika, ze to dzieki medytacji ich uklad odpornosciowy jest lepszy

                            Własnie to jak najbardziej wynika.

                            Doki napisal:

                            Bo osmiele sie
                            ) twierdzic, ze chemioterapia dziala jednak znacznie czesciej...

                            A ja sie osmiele stwierdzic, po tym jak widzialam ludzi na onkologiach w kilku
                            szpitalach, ze chemia dziala bardzo rzadko. Tam wszyscy DOki wrcają
                            praktycznie...
                            Wiem, bo mam z tym doczynienia od dosyc dawna i jestem przerazona bezrdanoscia
                            lekarzy i medycyny w walce z rakiem. Dlatego tez zaczelam sie intreesowac
                            metodami wspierajacymi.

                            Doki napisał:
                            Gdyby mogl, nie byloby guza

                            Wciaz Doki nie dopuszczasz do siebie faktu, ze sa przypadki, gdzie guzy sie
                            samoistnie coafaja, a nie dopuszczasz ich dlatego, ze nie umiesz ich
                            wytlumaczyc.
                            Wolisz sie na to zamknac i nie psuc sobie swiatopogladu, ktory sobie wyrobiles.
                            Byc moze tak jako realiście jest ci wygodniej, bo fakt tego, ze sa takie
                            przypadki zakloca Twoj swiatopoglad, na kory pewnie latami prcowales.
                            To tak jak katolicy, wola nie wiedziec co jest napisane w PIsmie Siwietym,
                            nawet jezli by to bylo niezgodne z tym co wyznaja, bo jest im wygonie z takim
                            swiatopogladem, jaki od lat sobie wyrabiali i boja sie odkryc prawde, bo to by
                            jakos podwazylo to, w co tyle lat wierzyli, wiec wola pozostac glusi i slepi na
                            prawde i twac dalej w tym co trwali.

                            Doki napisał:
                            To nie takie proste. Kazdy pacjent jest inny. Nieprawda, ze pogodzenie sie z
                            ) nieuchronnym jest najgorsza postawa, w kazdym razie nie zawsze. Ale to juz
                            ) zupelnie inna, dluga i trudna rozmowa.

                            Jezli pogodzisz sie ze smiercia, to umrzesz Doki. Jezli nie bedziesz wlaczyc i
                            sie poddasz, to przegrana masz gwarantowana. Jezli bedziesz wlaczyc, zawsze
                            masz sznase , ze wygrasz i nie wolno tej szansy zaprzepaszczac nigdy.

                            Powracajac jeszcze do Biblii, to Biblia bardzo ladnie i jasno wyjasnia zjawisko
                            medytacji, wizuliacji i wiary.
                            "Proscie, a bedzie wam dane, szukajcie , a znajadziecie..."
                            Dokladnie o tym mowi BIblia...Jezli bedzie ktos wierzyl w BOga, wierzyl, ze mu
                            pomoze, prosil , to to dostanie o co prosi...i niekoniecznie dostanie to od
                            BOga, ale dlatego, ze wierzyl, iz BOg mu pomoze..."WIara czyni cuda" jak mowi
                            Pismo Swiete.
                            Gdyby Doki BOg stworzyl czlowieka tylko po to aby chorowal na raka i umieral
                            tak za jednym pociagnieciem, nie dajac mu szansy wyzdrwoienia i zadnych innych
                            mozliwosci, to zycie ludzkie byloby kpina. Jestemy omylni, niedoskonali,
                            chorujemy i umieramy, ale jestesmy stworzeni na obraz i podobienstw
                            • Dokonczenie...

                              i podobnienstwo Boga...Nalezy wykorzystywac to, co nam dano..
                              Zycie nie zawsze jest jak matematyka, gdzie masz konkretny wynik i koniec
                              kropka.
                              Zamykanie sie przed tym czego nie znamy i czego jeszcze do konca nie zbadalismy
                              jest uwstecznianiem sie, a nie robieniem krokow na przod.
                              --
                              Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
                              • Gość: annaklay IP: *.sympatico.ca 17.05.04, 02:42
                                Jestes tego zupelnie pewna? Czy tylko tak czarujesz?
                                • 17.05.04, 22:04


                                  Witaj Anno,

                                  jestem całkowicie pewna, ze BOg nie stworzył nas na cierpienie i smierc
                                  tylko...Umrzec musi kazdy, ale gdyby nasze zycie polegalo tylko na smierci i
                                  cierpieniu, to nie mialoby sensu...
                                  Uwazam, ze BOg dal nam tez arsenal innych mozliowsci oprocz noza i chemii, z
                                  ktorych nalezy korzystac, mowie o mozliwosciach umyslu, ktorego jeszcze do
                                  konca nie odkrylismy, wiec nie wiemy co tam sie tak naprawde miesci i nie
                                  nalezy wykluczac tego, iz jest tam miejsce wlasnie na wizualizacje, ktora byc
                                  moze za jakis czas naukowcy potwierdza, co juz zaczyna sie wolniutko dziac...
                                  Podalam na dole linka o tym jak lekarze na AM w Gdansku sie ucza na wykladach i
                                  poznaja metode dr. Simontona , kota min. polega na wizualizacji i medytacji...
                                  Jestem o tym świecie przekonana i mam nadzieje, ze swoim entuzjazem zaraze
                                  innych chorych, ktorym to ten ze entuzjazm moze pomoc...
                                  Pozdrawiam serdecznie.


                                  --
                                  Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
                            • Gość: Doki IP: *.199-201-80.adsl.skynet.be 16.05.04, 10:02
                              > Dokładnie Doki to co pisesz. Wizualizacja nawet substancji tekiej jak
                              > chemia,moze pomoc choremu wrocic do zdrowia duzo szybciej

                              To nie jest jednak zadna wizualizacja, tylko wiara w skutecznosc leczenia i to
                              wiadomo juz dawno, ze leczenie jest skuteczniejsze, jesli chory wierzy w jego
                              skutecznosc. To pewnie mialas na mysli piszac o efekcie placebo. Ja to nazwe
                              sugestia terapeutyczna.

                              > Jak taki organizm ma produkowac naturalnych obrncow natural killer?

                              Nie dzieki wizualizacji. Wytworzyn NK w trakcie chemioterapii organizm i tak nie
                              moze, bo chemioterapia tak wlasnie dziala, ze blokuje zdolnosc komorek do
                              namnazania sie. Nie pobudzanie komorek NK jest tu odpowiedzialne za dobroczynny
                              wplyw.

                              > Jak Doki nie wiemy, jak ja mieszkam w Lodzi od kilku lat i mam zanjomych,
                              > ktorzy pokonczyli tutajeszy UNiwersytet Medyczny. Lekarze zaczynaja dostrzegac
                              > role psyche w procesie zdrowienia i to jest fakt.

                              Vecka, zaden fakt, tylko hipoteza. Jest wielka roznica pomiedzy "wiemy" a
                              "zaczynamy dostrzegac".

                              > Powiedz mi Doki w ilu procentach ludzi chorych na raka wyelminujesz chemia lub
                              > naswietleniami przeciwnika na zawsze.

                              Wiesz przeciez, ze to zalezy od histologii, lokalizacji, stopnia zaawansowania i
                              jeszcze mnostwa innych czynnikow. Np chemioterapia bialaczek u dzieci ma calkiem
                              niezle wyniki- i trwale!

                              > Jezli pogodzisz sie ze smiercia, to umrzesz Doki. Jezli nie bedziesz wlaczyc i
                              > sie poddasz, to przegrana masz gwarantowana

                              Wybacz, ale to glupie gadanie. Nie potrzeba godzic sie ze smiercia, zeby umrzec.
                              Kazdy umrze. Nie warto walczyc ze smiercia, bo na pewno nie wygrasz. I po
                              ostatnie: sa np dla mnie rzeczy wazniejsze niz opoznienie mojej smierci na raka-
                              np dobrobyt mojej rodziny.

                              > Zamykanie sie przed tym czego nie znamy i czego jeszcze do konca nie
                              zbadalismy jest uwstecznianiem sie, a nie robieniem krokow na przod.

                              Swiete slowa! Dlatego jestem zwolennikiem BADANIA, a nie zalecania przez
                              entuzjastow roznych dziwactw. Tu sa potrzebne warunki kontrolowanego
                              eksperymentu naukowego, a nie opowiesci typu "znalam kiedys jedna pania", ktore
                              Ty serwujesz. W ten sposob to niczego sie nie nauczymy.

                              I nie mieszaj do tego literatury starozytnej. Tu kazdy ma swoje prywatne zdanie
                              i tyle.

                              > Zycie nie zawsze jest jak matematyka, gdzie masz konkretny wynik i koniec
                              > kropka.

                              Jeszcze nie- bo za malo wiemy. Ale swiat da sie opisac, tylko najpierw tzeba go
                              zbadac. A opisu swiata nie znajdziesz w Biblii. Ale to juz zupelnie inna
                              dyskusja i nie o zdrowiu.
                              • Witaj Doki,


                                Doki napisał:
                                To nie jest jednak zadna wizualizacja, tylko wiara w skutecznosc leczenia i to
                                > wiadomo juz dawno, ze leczenie jest skuteczniejsze, jesli chory wierzy w jego
                                > skutecznosc. To pewnie mialas na mysli piszac o efekcie placebo. Ja to nazwe
                                > sugestia terapeutyczna

                                Nie, nie to mialam na mysli. Mialm na mysli przypadek jak sie pacjentowi podaje
                                sol fizjologiczna, a on mysli, ze to lek i pacjent zdrowieje...
                                Czytlam tez, ze np. na bol glowy pacjentom lepiej pomagaja czerowne pigulki niz
                                np. zielone czy niebieskie...


                                Doki napisal:

                                Nie dzieki wizualizacji. Wytworzyn NK w trakcie chemioterapii organizm i tak ni
                                > e
                                > moze, bo chemioterapia tak wlasnie dziala, ze blokuje zdolnosc komorek do
                                > namnazania sie. Nie pobudzanie komorek NK jest tu odpowiedzialne za
                                dobroczynny
                                > wplyw.


                                Dobroczynny wplyw czego Doki? CHemii? A jak chemia nie pomaga np. pacjnetom z
                                rakiem nerki, co jest udowodnione, ze tylko przy 3 procentach pomaga, to
                                powiedz mi...Czy taka chemia nie dobije pacjenta tylko?Jezli mu nie pomoze, a
                                jednoczesnie zablokuje naturalne systemy obronne?
                                Wtedy pacjnet idzie do piachu na bank.

                                Nie uwazam, ze nalezy z chemii zrezygnowac, kompletnie nie, ale mysle , ze
                                czasem trzeba pewne rzeczy rozwazyc, co moze bardziej zaszkodzic.
                                Lekarze i medycyna jak do tej pory nic innego jak chemia nie wymyslili i nawet
                                jezli wiedza, ze ta chemia takiemu z rakiem nerki nie pomoze pewnie, to i tak
                                ja wala, bo nic innego do wyboru nie maja..., a to, ze pewnie ta chemia w takim
                                przypadku pomoze zejsc do ziemi szybciej,no to trudno...
                                Piszesz o bialaczkach...Zgoda,zgdazam sie, ze tutaj chemia jest czesto
                                trafiona, no a inne raki?
                                Wiem, ze to zalezy od wielu czynnikow, czy ten rak jest wrazliwy czy nie, tak
                                jak napisales..., no ale ja DOki widzialam tylu ludzi, ktorzy w trakcie tej
                                chemii dostali przerzutow, i tylu, ktorzy wracalai po kilku miesiacach na
                                onkologie z powrotem na kilka cykli tej chemii, ze tak naprawde, to mam
                                szczerwe watpliwosci, czy w niekorych wypadkach lepiej by nie bylo tych ludzi
                                ta chemia nie katowac..., skoro i tak im nie pomaga i nie zaczac od strony
                                psychologicznej.

                                Doki napisał:
                                Nie potrzeba godzic sie ze smiercia, zeby umrzec
                                > .
                                > Kazdy umrze. Nie warto walczyc ze smiercia, bo na pewno nie wygrasz. I po
                                > ostatnie: sa np dla mnie rzeczy wazniejsze niz opoznienie mojej smierci na
                                raka
                                > -
                                > np dobrobyt mojej rodziny.

                                Wiesz DOki, bez obrazy, ale teraz to Twoje gadanie wydaje mi sie bez ładu i
                                składu...PO co wiec Doki operowac ludzi chorych na serce i im zycie przedluzac?
                                Przeciez i tak kazdy umrze...Po co wyciagac pacjentow z zawalow, i tak kiedys
                                umra...To po co DOki jest w ogole medycyna i po Ty jestes lekarzem? Co za
                                roznica czy umrzemy w wieku 5 lat czy w wieku 80 lat? Wedlug Ciebie nie ma
                                zadnej, bo efekt koncowy jest ten sam...
                                A jaki sens ma DOki wiec dla Ciebie zycie?
                                Skoro zycie nie ma dla Ciebie wartosci i tak latwo i bezuczuciowo podchodzisz
                                do problemu smierci, to po co leczysz i ratujesz ludziom zycie?
                                Przeciez oni tak umra kiedys...Nie lecz ich, nie operuj i pozwol im umrzec..Po
                                co majaj sie jeszcze zyciem cieszyc i cos z niego wyniesc..?

                                Doki napisał:
                                I po
                                > ostatnie: sa np dla mnie rzeczy wazniejsze niz opoznienie mojej smierci na
                                raka
                                > -
                                > np dobrobyt mojej rodziny.

                                Wiesz DOki co Ci powiem...Jestem pewna, ze dla TWojej rodziny wazniejszy jest
                                fakt, ze zyjesz, bo Twoja rodzina Cie kocha i oddalaby clay swoj dobrobyt za
                                to, zebys z nimi zyl jak najdluzej...
                                Rozumiem, ze dla Ciebie wazniejsza jest kasa i dobrobyt niz rodzina...Wolałbys
                                im zostawic kupe kasy i umrzec, niz nawet tej kasy tyle nie miec i zyc z nimi i
                                cieszyc sie ich obecnoscia...


                                Doki napisał:
                                A opisu swiata nie znajdziesz w Biblii. Ale to juz zupelnie inna
                                > dyskusja i nie o zdrowiu.

                                Zapewniam Cie DOki, ze w Biblii mozna nawet znalezc odpowiedz na pytanie czemu
                                umieramy i czemu chorujemy...i na wiele innych pytan...

                                Pozdrawiam ze slonecznej dzis POlski...



                                --
                                Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
                                • Gość: Doki IP: *.199-201-80.adsl.skynet.be 16.05.04, 20:13
                                  > Nie, nie to mialam na mysli. Mialm na mysli przypadek jak sie pacjentowi podaje
                                  > sol fizjologiczna, a on mysli, ze to lek i pacjent zdrowieje...

                                  To to samo.

                                  > Dobroczynny wplyw czego Doki? CHemii?

                                  Nie, wizualizacji.

                                  > PO co wiec Doki operowac ludzi chorych na serce i im zycie przedluzac?
                                  > Przeciez i tak kazdy umrze...Po co wyciagac pacjentow z zawalow, i tak kiedys
                                  > umra...To po co DOki jest w ogole medycyna i po Ty jestes lekarzem?

                                  Bo ja napisalem jak ja prywatnie sie na to zapatruje. inni, np Ty, sadza
                                  inaczej. Nie narzucam im wtedy swojego pogladu, tylko postepuje zgodnie z ich
                                  pogladem. Taki jest obowiazek lekarza.

                                  > Co za roznica czy umrzemy w wieku 5 lat czy w wieku 80 lat?

                                  No, to akurat jest roznica zasadnicza. Podstawowym celem i sensem istnienia
                                  kazdej istoty zywej jest wyprodukowanie potomstwa. 5- late raczej tego nie osiagnie.

                                  > Skoro zycie nie ma dla Ciebie wartosci i tak latwo i bezuczuciowo podchodzisz
                                  > do problemu smierci, to po co leczysz i ratujesz ludziom zycie?

                                  Moment. Vecka, chyba jestes tu niedawno, wiec Ci streszcze. Do smierci mam
                                  stosunek wyrobiony wskutek czestego obcowania ze smiercia i cierpieniem.
                                  Widzialem juz tego tyle, ze wystarczyloby na niezla wojne. Wyszlo mi tez, ze
                                  zycie OBIEKTYWNIE nie ma wiekszej wartosci, tzn swiat nie zaczyna krecic sie w
                                  inna strone tylko dlatego, ze ktos tam umarl. Zycie ma tylko wartosc
                                  SUBIEKTYWNA- tzn jest cenne dla samego podmiotu wartosciujacego i dla jego
                                  bliskich (to ostatnie to juz nie zawsze). Powtarzam, wielu ludzi nie chce zniesc
                                  tej mysli albo uwaza ja za niesluszna z tych czy innych wzgledow. Nie wnikam w
                                  to. I nic Ci do tego jak ja wartosciuje moje wlasne zycie. Ja chce byc zdrowy i
                                  w pelni sil, a za reszte dziekuje. Na szczescie jest tu ustawa o eutanazji, wiec
                                  musze tylko zadbac na czas o szczegoly. Ale to jest inna, dluga i trudna rozmowa.

                                  > Przeciez oni tak umra kiedys...Nie lecz ich, nie operuj i pozwol im umrzec..Po
                                  > co majaj sie jeszcze zyciem cieszyc

                                  Ale radosc... smiertelna choroba... Ale to jest inna, dluga i trudna rozmowa.


                                  > Jestem pewna, ze dla TWojej rodziny wazniejszy jest
                                  > fakt, ze zyjesz, bo Twoja rodzina Cie kocha i oddalaby clay swoj dobrobyt za
                                  > to, zebys z nimi zyl jak najdluzej...

                                  Rodzina tez tak twierdzi. Ale radosc radoscia, a zycie zyciem. I bardziej zalezy
                                  mi na tym, zeby moje dzieci zyly w dostatku niz zeby musialy marnowac czas (i
                                  chociazby pieniadze) dla mnie, gdy bede stal nad grobem. Ja swoje zadanie
                                  wykonalem: mam potomstwo.

                                  Ale to tez jest zupelnie inna rozmowa.
                                  • Doki,

                                    z tego wszytkiego to najbardziej mnie rozbawil, a moze nawet i zmartwił Twoj
                                    tekst o tym rzmnazaniu, ze to czy zyjemy 5 lat czy 80 ma znaczenie,bo w wieku 5
                                    lat nie mozna sie rozmazac...
                                    Doki? Co to za poglad? Czy ty sie uwazasz za zwierzatko?, a nawet chyba gorzej,
                                    bo nawet zwierzeta nie zyja chyba tytlko po to aby sie rozmnazac...
                                    Jak nisko cenisz człwieka? jego wartosci? jego dążenia? jego rozterki
                                    egzystencjalne? smutki, radości przezycia...
                                    Bardzo smutno brzmi zasada , ktora wyznajesz...
                                    Powinnismy wiec moze nie leczyc ludzi po 50-siatce, bo oni juz sie nie moga
                                    rozmnazac...PO co na nich wydawac kase i ich jeszcze w chorobie utrzymywac...

                                    Smutne to co piszesz i bardzo takie zimne, jakbys byl robotem...
                                    Ja nie zamierzam sie np. rozmnażać i mimo to moje zycie ma sens...
                                    --
                                    Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
          • Moze ogladales film o takim chlopcu z wielkiej brytanii,zachorowal na guza
            mozgu.Czesc guza usunieto,okazalo sie ze to potworniak,chlopak byl w coraz
            gorszym stanie.Nie dawano mu szans.W koncu zoperowal go jakis doktor ze
            stanow,okazalo sie ze guz zmienil sie w perle.Dzis chlopak ma 25 lat i ma sie
            swietnie,.Wtedy mial okolo 10.Film byl na faktach.
    • Gość: sjogren IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.04, 19:37
      Wecka, ja baaaaardzo chcę być twoją uczennicą.
      Przy chorobach autoimmunologicznych psyche jest podstawą zachorowań.
      Moje choróbsko ujawniło się po wielkim stresie.
      Sądzę, że moja walka o zdrowie osiągnęła pozytywny wynik, tylko dlatego, że
      zaczęłam walczyć z powodem stresu.
      • No bo to chyba logiczne, nie? Skoro przyczyną jest stres, a stres ma też swoją
        przyczynę, to chyba warto zwalczać przyczynę stresu? Tak na logikę...
        W sprawie wizulalizacji pozostanę neutralna:)


        16%VOL
        22%VAT




        --
        takie tam... forum homeopatyczne forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=19760
        • Gość: are IP: *.clubnet.pl 14.05.04, 19:56
          szamani hawajscy uwazali ze wiekszac chorob bierze poczatek od stresu. tylko
          nie wiem dokladnie co przez to rozumieli.
          • Według teorii dr , Simontona, ktory od 30 lat zajmuje sie chorymi na raka oraz
            ich psyche, najczesciej powodem chorob, w tym raka jest psyche, stres, nasze
            przejscia w zyciu oraz zal i urazy, ktore chowamy do jakis osob.

            Pierwszym krokiem w terapiach dr. Siomontaona jest uzmyslowienia sobie, ze
            jakakolwiek choroba jest sygnalem od naszego ciala, w tym rak, ze rak nie jest
            pechem, kara za grzechy itd.., rak sie pokazuje, aby nas zawiadomic, ze cos
            jest z nami nie tak, ze musimy w naszym zyciu duzo zmienic...
            Wiem, ze trudno jest sie pogodzic z taka teoria, ale mysle, ze to jest dobra
            droga do uzmysalowienia sobie, co moglo byc powodem zachorowania.
            Nie bede tutaj opisywac calej ksiazki, podaje tytaul:
            "Jak zyc z rakiem i go pokoanc" autrostwa dr. Simontona.
            Tam tez lekarz ten pisze mni. o wizuliacji, ale takze o innychy metodach walki
            z choroba takich jak medytacja np.

            Inna książka takze lekarza, który zajmował sie wizuliacja ze swoimi pacjentami:
            "Uzdrowienie przez wizualizacje" autortswa pana Epsteina.Bardzo ciekawa pozycja.
            Cwiczenia na wiele chorob i dolegliwosci.Nawet na hemoroidy..:)

            Pozdrawiam.

            --
            Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
      • 15.05.04, 00:11


        Witam,


        napisałam w oststnim poście o książce pana Epsteina i Simontona.
        Pozdrawiam.
        --
        Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
        • Gość: sjogren IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.04, 23:00
          Dzięki
          Książkę zamówiłam w merlinie.
          Simontona niestety nie mają.
          Jeszcze raz dzięki
    • Gość: basia IP: *.cg.shawcable.net 15.05.04, 00:18
      A zjawisko "voodoo" w prymitywnych kulturach? Jak na kogos zostala rzucona
      klatwa,wykluczajaca go z plemienia rownoznaczna z wyrokiem smierci, to taki
      osobnik wpadal w taka depresje, ze umieral.
    • Gość: are IP: *.clubnet.pl 15.05.04, 21:20
      1. skoro placebo ma dzialac tylko objawowo, to jak to mozliwe ze homeopatia da
      sie wyleczyc rozne choroby?

      2. dlaczego w tym artykule o odpornosci pisza, ze "nadmierne" wystawianie
      twarzy na wiatr moze powodowac raka (zdajsie) ust i skory na twarzy?
      • Gość: J-23 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.05.04, 22:03
        Na wiatr i na słońce.Promienie UV w widmie słonecznym są rakotwórcze.


        Nauka ,dawna, radziecka zna dwie przyczyny chorób:1).Z projeba,2).Z niedojeba.
        I tak te dwie przyczyny mają sie do etiologii chorób ,jak wizualizacja do
        wyleczenia jakiegokolwiek raka.
        • 16.05.04, 00:05
          Jak trwoga to do Boga...Pewnie bys szybko zmienil(a) zdanie gdybys to ty mial
          (a) przed soba kilka dni zycia...Wtedy bys sie zaczel(a) nad tym glebiej
          zastanawiac...
          --
          Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
      • Witaj are,

        z pytaniem do Dokiego, ktory za pewnie ci odpowie, ze homeopatia jeszcze nikogo
        nie wyleczyla...
        Nawet jezli by nie leczyla, to fakt, ze ludzie po niej zdrowieja,jest
        ewidentnym potwierdzeniem efektu placebo, bo nikt nie zaprzeczy, ze dzieki
        homeopatii ludzie zdrwieja. I teraz tutaj nie jest wazne, czy zdrwieja dzieki
        zawartosci tego co jedza w tych lekach homeopatycznych, czy tez dzieki wierze w
        te leki.Wazny jest efekt.
        Cokolwiek by teraz DOki napisal, to i tak nie bedzie mial racji.
        Jezli napisze, ze homeopatia nie pomaga, tak jak juz to napisal, to ewnidentnie
        tym oto swierdzeniem potwierdzi dzialenie efketu placebo i to nie tylko w
        sferze bolu, ale i innych dolegliwosci, a co za tym idzie potwierdzi zwiazek
        psyche z wyzdrwieniem, bo leki homeopatyczne u wielu ludzi powoduja usuniecie
        nie tylko objawow, ale takze zrodla tych objawów.
        --
        Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
        • Gość: are IP: *.clubnet.pl 16.05.04, 00:22
          tam gdzies pisze ze wyleczalnosc dzieki homeo. siega 95% :)

          ale na forum nie wolno o tym mowic:

          ---------------------

          FORUM MODEROWANE !!!
          Forum dyskusyjne o homeopatii jest przeznaczone tylko i wyłącznie dla wierzączych w jej działanie !
          Wątki i posty osób które homeopatię uważają za głupotę będą kasowane, a dostęp takich osób do forum będzie blokowany !
          Jedynym miejscem gdzie można sprzeciwiać się homeopatii jest specjalnie utworzony wątek, gdzie posty nie będą kasowane, chyba że użyto form prawem zabronionych.

          ...

          1) Jeżeli nie wierzysz w homeopatię, opuść to forum ! To nie będzie miejsce dla ciebie !
          2) Istnieje bezwzględny zakaz pisania i podawania linków do materiałów prawem zabronionych !!!

          ...

          Za kilka dni rozpocznę oczyszczanie forum, gdyż istnieje wiele wątków niezgodnych z powyższymi zasadami.

          ------------------------

          skoro wierza tam w homeo. to nic dziwnego ze dziala :-|
        • Gość: Doki IP: *.199-201-80.adsl.skynet.be 16.05.04, 10:04
          > Cokolwiek by teraz DOki napisal, to i tak nie bedzie mial racji.

          Pieknie! Co za obiektywizm.

          Nie dochodzi do ciebie, ze sporo chorob po prostu przechodzi sama, nawet bez
          efektu placebo, i te choroby moze "wyleczyc" homeopatia?
          • Gość: Kamien Pomorski IP: *.ip-pluggen.com 16.05.04, 13:02
            Jak metoda lecza w Kamieniu Pomorskim, w tej slynnej klinice dokad zjezdzaja
            sie (i umieraja) chorzy na raka, wydajac przy tej okazji ostatnie pieniadze....
            Tam nie stosuja w kazdym razie medycyny tradycyjnej.
            • Witam,

              zanim sie wypowiesz na ten temat, do najpierw sie dowiedz dokladnie czym sie
              zajmuje klinika w Kamieniu POmarskim..., bo ja znam taka w Warszawie ,gdzie
              chorych na raka lecza gnojowka i biora za to gruba kase..., a Marterina pisala,
              ze w Olsztynie zbijaja gruba kase na lewatywie oczyszczają organizm..

              Wizualizacja i medytacja nie maja z tym nic wspolnego, kompletnie nic..
              Nie powiem aby wizualiacja czy medytacja byla dziedzina naukowa, ale tak jak
              juz napisalam jest juz od jakiegos czasu dziedzina nuki jak psychoonkologia i
              psychoneuroimunologia, i tacy wlasnie specjalisci lecza juz wspomagajaco
              chorych na raka w Gdańsku. Jest to jedyny sorodek psychoonkologii, gdzie
              stosuje sie wizaulaicje i medytacje min. i jest to osrodek na NFZ.
              Kazdy ubezpieczony Polak chory na raka moze tam sie zglosic i tego sie uczyc.
              --
              Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
              • Gość: gosc IP: *.ip-pluggen.com 16.05.04, 20:32
                W swoim czasie dokladnie wiedzialam w jaki sposob lecza w tej klinice, bardzo
                duzo o niej pisano w zwiazku z tym, ze tam leczyla sie (i nie wyleczyla) zona
                szpiega i nazwisku Stig Berling, chyba cos Ci mowi to nazwisko?
                Zreszta sledzilam dzieje tej kliniki od momentu kiedy . przeczytalam ze byla
                darem amerykanskiej Polonii czy cos w tym rodzaju, i ze byla na swiatowym
                poziomie.
                Pare lat temu bedac w poblizu pojechalam do Kamienia Pomorskiego.
                Bylam zaskoczona kiedy zobaczylam ten stary dom lezacy na wzgorku w parku.
                Sprawial niesamowicie smutne wrazenie, wlasnie jak przedsionek smierci.
                Wtedy widzialam juz kilka reportazy na temat nadziei ktora daja zarzadzajacy
                ta klinika, i ktore absolutnie nie znajduja pokrycia w rzeczywistosci.
          • Za duzo jest tych chorob Doki, ktore homeopatia leczy...
            Gdyby tak było, ze by one same przechodzily, to medycyna nie bylaby w
            wiekszosci potrzebna...
            --
            Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
            • Gość: Doki IP: *.199-201-80.adsl.skynet.be 16.05.04, 20:14
              vecka napisała:

              > Za duzo jest tych chorob Doki, ktore homeopatia leczy...

              Sek w tym, ze nie ma ani jednej. Ani jednego dowodu, ze homeopatia jest
              skuteczniejsza od placebo. Przykro mi...
              • Gość: wcyrku1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.04, 00:01
                Czytając od pół roku na forum Zdrowie różne wypowiedzi grona lekarzy, ludzi z
                różnym doświadczeniem, różnych nawiedzonych i oszołomów często zadaję sobie
                pytanie jak w tytule. Dochodzę do wniosku że wolę być"nawiedzonym"ale zdrowym.
                Ja już kilkakrotnie pisałem że od ok. 10lat nie chorowałem nawet się nie
                przeziębiam, antybiotyk ostatni raz brałem ponad 20lat temu.Tzn nie mam
                tzw. "żelaznego zdrowia" - co jakiś czas coś się mnie czepia. Ale mam
                opracowaną swoją własną metodę zwalczania choroby i utrzymywania dobrego
                zdrowia, zwalczania /znoszenia/ bólu, tamowania krwi/rany/. Pisałem o zapaleniu
                węzłów chłonnych, naprawy dysku lędzwiowego.Chodzę do lekarza z każdym nowym
                poważnym problemem zdrowotnym-bywa że zażywam przepisywane leki, bywam
                regularnie 2-3x/rok u bioenergoteaupety/ 10-20zł wizyta/ i na podstawie
                diagnozy z tych 2 żródeł walczę w domu z rozpoczynającą się chorobą. Dzisiaj
                dowiedziałem się można by to nazywać wizualizacją - trochę zmodyfikowaną.
                • Gość: are IP: *.clubnet.pl 17.05.04, 00:23
                  ja bylem ostatnio pierwszy raz u bioenergoterapeuty, tak dla testu. jak
                  wszedlem do gabinetu to zaczal kolo mnie "tanczyc" itd. czytalem ze w czasie
                  zabiegu powinno sie odczuwac sennosc i mrowienie tam gdzie akurat jest
                  prowadzona "lapoterapia" a ja nic takiego nie czulem. w ogole zreszta nic,
                  poprawy zadnej tez nie a specjalnie wczesniej nie spalem 2 doby. jak wracalem
                  na dworzec to ztaralem sie nie mylesc ze na darmo wydalem 60 zl i przejechalem
                  30 km. no i wtedy trzasnelo mnie zdrowiem. niewyspanie minelo momentalnie i
                  inne takie, jakies 10-15 min. po zabiegu. teraz poczytalem sobie jeszcze troche
                  i wiem, ze niektore zrodla podaja ze to wlasnie tak powinno dzialac, czyli z
                  opoznieniem i niekjoniecznie trzeba cos czuc podczas zabiegu.
                • Gość: wcyrku1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.05.04, 02:12
                  Gość Piotr zdecydowanie przesadził! Stanowisko Dokiego jest dla jednych
                  bardziej lub mniej drażniące, ale przedstawiane argumenty zawsze dla mnie dla
                  laika czyt. nawiedzonego są b. cenne. Wielokrotnie argumentacje Dokiego
                  pozwoliły mi /wbrew pozorom/ bardziej świadomie stosować moją własną metodę.
                  Przykładem takim była kiedyś dyskusja o piciu wody gazowanej i jej ewentualne
                  oddziałowywanie na organizm.Argumentem którym chciał mnie "dobić" była info że
                  CO2 w płucach działa rozszerzająco kontrując opisane moje odczucia o działaniu
                  obkurczającym moje nerki ,wątrobę i krążenie. Dla mnie to była rewelacja
                  wyjaśniająca inne moje doświadczenia z oddychaniem.
                  Wracając do chodzenia do lekarza czy być zdrowym - pisałem już też że od wielu
                  lat cieszę się b. dobrym samopoczuciem, jem co lubię bez ograniczeń a wyniki
                  labolatoryjne krwi, moczu, Usg serca i j.brzusznej, dno oka - wszystko
                  rewelacyjne - w normie.W okresie ostatnich 2 lat miałem 2x robione kompletne
                  badania wyniki identyczne. Powód - lekarz uznawał mnie za ciężko chorego,
                  koniecznie chciał mnie leczyć. Ze swoimi sprawami chodzę b rzadko, ale co 1-
                  1,5miesiąca chodzę po recepty dla mojej mamy, - bywa że czekam w kolejce do
                  1godz. W końcu w gabinecie lekarz patrząc na mnie stwierdza że musi mi mierzyć
                  ciśnienie, najczęściej wychodzi 180-200/80-90 i robi się afera,tel po
                  pogotowie, łykanie tabletek,- skierowania na te różne badania.W poprzednim roku
                  po zrobieniu kompletu przewidzianych badań więcej się tam nie pokazałem. Na
                  przełomie 03/04 znowu była taka sytuacja stąd znowu mam wszystkie badania ale
                  ja już w te afery nie dałem się wrobić bo poza przychodnią ja się b. dobrze
                  czuję. Uzgodnili9śmy że natychmiast po wejściu do przychodni pielęgniarka
                  mierzy mi natychmiast ciśnienie i okazało się że mam w granicach do 140/80 i
                  każde 10 minut pobytu w przychodni /siedzenie/ ciśnienie rosło mi o kolejne
                  10.Te wizyty u lekarza przez kolejne 3-4 dni powodowały takie rozstrojenie
                  mojego organizmu że póżniej przez tydzień dochodziłem do siebie. To samo dzieje
                  się u okulisty,dermatologa nawet jak idę jako osoba towarzysząca. Nazwano to
                  ostrym syndromem białego fartucha. Coś na kształt negatywnej wizualizacji. Co
                  mógłby mi powiedzieć Doki lub Artur na temat mojego syndromu. POZDR.
        • 21.05.04, 02:06
          Pracuję w opiece paliatywnej i miałem już setki pacjentów, którym homeopatia
          pomogła szybciej zejść do grobu.
          W raku nerki lekarze dają chemie żeby była chocby mala szansa na remisje.
          Jasnokomórkowy rak nerki, to zabójca, który sieje się szybciej nieraz, niż jest
          wykrywany. Często pierwszy jest przerzut do wątroby.
          Mam wrażenie, że nieco mylisz się, co do Pana Boga. Nie jesteśmy nieśmiertelni,
          nie jesteśmy samowystarczalni i chyba to chce Bóg przez różne wydarzenia -
          również chorobę - nam powiedzieć. I dlatego uważam, że jak trwoga to do Boga
          jest wyjściem jak najbardziej słusznym.
          A propos - ludzie, którzy wspaniale kontrolują swoje cialo - też potrafią
          umrzeć na raka, czy w młodym wieku (jak mnisi buddyjscy)/
    • Gość: lek.PiotrP IP: 81.15.221.* 16.05.04, 23:15
      Napisales ze nie ma przypadkow cofniecia sie raka.Ogladales moze taki film
      angielski o malym chlopcu chorym na nowotwor mozgu????Mial potworniaka,nie
      udalo sie usunac go w calosci,wycieto duza czesc.Mimo to guz odrosl i chlopca
      rodzice wzieli do domu,aby tam doczekal konca swych dni.Jednak udalo sie
      zalatwic jakiegos lekarza ze Stanow,nazwiska nie pamietam.Zoperowal go.W
      trakcie operacji ookazalo sie ze guza zamienil sie w PERLE.Dzis chlopiec ma 25
      lat i ma sie swietnie.Wtedy mial cos kolo 10.Film byl na faktach.Przypadek z
      chlopcem ktory uzywal wizualizacji i zwalczyl guza o czym pisano we wstepnym
      poscie byl pokazywany chociazby na Discovery Channel,bylo udowodnione ze byl to
      rak.Twoje informacje sa mylne Doki,bowiem takich przypadkow jest wiele.Znasz
      takie powiedzenie "Smutek w radosc sie obroci,nim ujrzymy znow
      poranek..."Medycyna zna nieskonczenie wiele przypadkow ludzi ktorzy wyzdrowieli
      bo pragneli tego bo walczyli o to i nieskonczenie wiele przypadkow gdy ktos
      usilnie myslacy o chorobach zapadal na nie.Nie opieraj sie tylko o to co pisza
      w pismach naukowych.Poznaj to prawdziwe zycie.Teraz przypominasz konia ktory
      patrzy tylko na wprost i nie widzi nic poza wypisywaniem recept.A slyszales
      moze ze lekarze potrafia juz leczyc cukrzyce????Tak wykonali taka operacje w
      stanach,przeszczepili komorki Beta trzustki i udalo sie.A wiesz czemu nie
      stosuje sie tej metody???Bo firmy farmaceutyczne trzymaja na tym lape i nie
      dopuszczaja do tego. wiesz dlaczego nie mozna wyleczyc miazdzycy do konca???Bo
      tez firmy trzymaja lapki na tym.Ale zapewne dostales ladny samochod od nich i
      wczasy wiec Ci wszystko wsio ryba.
      • Gość: Doki IP: *.199-201-80.adsl.skynet.be 16.05.04, 23:18
        Mozesz wierzyc w co chcesz.

        > Ale zapewne dostales ladny samochod od nich i
        > wczasy wiec Ci wszystko wsio ryba.

        W to tez.

        Ale nie podpisuj sie jako "lek.", dobrze?
        • 16.05.04, 23:28
          Nie musze w to wierzyc bo to prawda,fakt.Wierzy sie w to co nienamacalne,czego
          nie widzimy.ALe nawet tego pojecia nie rozumiesz,jakim jest wiara.Wiec co to za
          dysputa w ogole.Daj spokoj chlopie,Twoja arogancja nie zna granic.
          • Gość: annaklay IP: *.sympatico.ca 17.05.04, 02:27

            A w duchy rowniez wierzysz? W TV wyswietlono nawet kilkanascie filmow podobno
            dokumentalnych na ten temat. Kiedys w jednym z filmow rzekomo dokumentalnym,
            tak twierdzili ludzie podajacy sie za lekarzy (byli w bialych kitalch i mieli
            stetoskopy na szyjach), ze duchy wdzieli w szpitalu. W/g realacji tych ludzi
            jedna osoba powrocila do zdrowia po rozmowie z duchem, inna natomiast spisala
            testament bo duch jej powiedzial, ze tak ma zrobic, bo niestety niebawem
            umrze. I tak tez sie stalo.
            Niestety nie powiedziano komu ten spory majatek duch kazal zapisac:-(
            Nie musisz oczywiscie w to wierzyc, ale to prawda i to namacalna dla tej osoby
            ktora zagarnela dzieki duchowi ogromny majatek, no i tacy " "nieprzecietni" i
            o "szerokich " horyzontach lekarze to zreszta potwierdzili:-)
            • Gość: Zzofia IP: *.ip-pluggen.com 17.05.04, 06:53
              Widzialam w telewizji audycje na temat dobrych i zlych pradow.
              Zaproszono rozdzkarzy do mieszkania gdzie mieli przestawic stojace tam lozko.
              Czterech rozdzkarzy, kazdy z osobna, przestawialo tam gdzie byly lepsze prady.
              Ostatni rozdzkarz przestawil lozko dokladnie tam, gdzie stalo od poczatku!!!
              Kiedy im pokazano nagrana tasme i pytano sie jak to mozliwe, nie mieli wiele
              do powiedzenia tylko to ze ICH ocena byla ta jedyna wlasciwa.
              • Witam wszytskich,

                prosze nie wypisywac tutaj o rozdzkach i jakis czary mary, bo to nie ma nic
                wspolnego z wizualizacja i medytacja...
                Powtarzam raz jeszcze, tego typu osrodek, naukowy, prowazdony przez ludzi ,
                ktorzy skonczyli medycyne i zajmuja sie psychnouromunologia, jest w Gdansku na
                NFZ i zapewniam panstwa, ze zadni zozdzkaze i znachorzy tam nie lecza, bo NFZ
                za to placi gruba kase...
                Zanim zaczniecie porownywac zdobycze dziedziny nauki jaka jest
                psychoneuroimunologia, to doinformujcie sie na jej temat i dopiero sie
                wypowiadajacie...
                Oczywiscie DOki, ze sa przypadki cofniecia sie raka i tak jak pisze tutaj pan
                dr. Piotr(uzywam nicka), Discovery nie pokazuje nienaukowaych w tym wzgledzie
                filmow, tak jak pokazuja operacje na mozgu i inne, tak samo pokazli dokument o
                chlopcu, ktory przezwyciezyl raka.
                Tak jak napisalam DOki, dinformuj sie na temat nauki zwanej
                psychoneuriomunologia oraz jej wynikow doswiadczen, a dopiero potem bedziemy
                dyskutowac.
                Nie ejstem lekarzem z wysztalcenia i wielu kwestiach nie smilaabym sie spierac,
                bo nie mam wiedzy w tym zakresie, ale skoro i TY nie masz wiedzy w zakresie
                psychoneuroimunologii, gdyz nie podazasz za rozwojem medycyny, to niestyety,
                ale takze nie mozesz na ten temat dyskutowac.
                Proponuje wstepnie poczytac sobie nastepujace linki:

                www.idn.org.pl/sm/JWoy/Dabek98/psych.htm
                psphome.dhtml.pl/art_psychoneuroimmunologia.html
                Przemek Tomalski - Psychoneuroimmunologia (PNI) – rewolucja w medycynie?

                Psychoneuroimmunologia zajmuje się badaniem związków między procesami
                psychicznymi, zachowaniem, układem nerwowym, immunologicznym i hormonalnym. Za
                przełomowe uznaje się dzisiaj doświadczenia Adera i Cohena, w których metodą
                klasycznego warunkowania pawłowskiego wyuczono szczury trwałej reakcji
                immunosupresyjnej na słodki smak podawanej im w pokarmie sacharyny.
                Choć wiele z mechanizmów oddziaływań układu nerwowego i odpornościowego jest
                jeszcze nieznanych, to wiemy, ze działalność obu tych systemów może być
                wzajemnie modyfikowana. Znamy już podstawowe substancje komunikujące układ
                immunologiczny z CUN – m.in. interleukinę-pierwszą.
                Jednym z kluczowych zagadnień niewyjaśnionych do końca jest wpływ
                różnych emocji oraz stresu na poziom odporności organizmu oraz czynność
                hormonalną na tzw. osi przysadka – podwzgórze – nadnercza (PPN).
                Pomimo, że PNI to bardzo młoda dziedzina – jej powstanie datuje się na
                koniec lat 70.-tych, to jej wyniki mogą mieć ogromne zastosowanie w medycynie.
                Być może znacznie obniżą się koszty wielu specjalistycznych zabiegów (np.
                przeszczepów).
                Przede wszystkim jednak PNI może pomóc zrozumieć organizm żywy jako
                całość, której elementy są oplecione gęstą siecią związków, a nie jako zbiór
                luźno powiązanych ze sobą organów.
                zguw.ibb.waw.pl/~knbm/pilchy02.html
                I wiel innych.

                Proponuje Doki , zebys wszedl chocby na pierwsza lepsza wyszukiwarke i sie
                dowiesz na dzien dobry co to za dziedzina nauki i czym sie zajmuje...

                Pozdrawiam.




                --
                Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
          • Gość: Doki IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 17.05.04, 11:47
            > ALe nawet tego pojecia nie rozumiesz,jakim jest wiara.

            Rozumiem, ale w pracy zawodowej go nie uzywam. Interesuja mnie dane, nie wiara.

            > Daj spokoj chlopie,Twoja arogancja nie zna granic.

            Arogancja? Bo co, bo nie zgadzam sie z kims tam? Bardzo sie tu szafuje tym
            slowem. A ja jestem po prostu sceptyczny i taki pozostane. Ty za to zachowales
            sie po chamsku (insynuujac, ze jestem przekupiony przez blizej nieokreslona
            firme) i to wolno, tak? I wlasnie ze wzgledu na graniczace ze skurwysynstwem
            chamstwo z Twojej strony poslucham Twojej rady i dam sobie spokoj z ta duyskusja.

            ode mnie: EOT

            • 17.05.04, 12:09
              Witaj Doki,

              aprop arogancji, to temu panu chodzilo o to, ze piszesz , iz o czyms nie wiesz,
              ale to i tak nie ma znaczenia...Uwazasz, ze masz dyplom, jetes lekarzem, a
              reszta to laicy, ktorzy nie maja nic do powiedzenia, bo nie maja dyplomu, wiec
              co tam beda poskakiwac...
              Z calym szacunkiem dla Twojej wiedzy i dyplomu, ale powiniens czasem tez
              posluchac innych i nie ignorowac tego co pisza i mowia..., a przede wszytkim
              powienies isc z postepem medycyny.

              A apropo tego przekupstwa przez firmy faramceutyczne, to nie odnosze tego do
              Twojej osoby, ale spotkalam sie juz z tym, ze lekarz mi na chama przepisywal
              lek, mimo iz czulam sie po nim zle..., uparcie mi wmawial, ze to nie od niego...
              POtem w poczekalni sie okazalo, ze wszyscy pacjnci maja od tego lekarza ten sam
              lek przepisany mimo, iz niektorym tez ten lek nie odpowiadal...
              Spotkalam sie z tym i wiem, ze jest taka mozliwosc, ale nie odnosze jej
              konkretnie do Twojej osoby i nie twierdze, ze Twoje stanowisko w tej sprawie
              jest spowodowane przeplacaniem Ciebie przez firmy faramceutyczne, ale spotklam
              sie z tym i uogolniajac, moze byc to jeden z powodow, dla ktorych lekarze i
              ludzie z kregow medycznych tak bardzo sie boja innych metod.
              To znowu jak z kosciolem katilockim...Ksieza sie bardzo boja dac ludziom Biblie
              do reki , zeby pozanli prawde, bo ciemnote latwiej utrzymac w ryzach i kase od
              nich wyciagac...
              P.S. Wierze bardzo w BOga.
              Pozdrawiam wszystkich.
              --
              Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
            • Gość: Patryk IP: *.oc.oc.cox.net 17.05.04, 19:04
              Na obu forach Zdrowie i Służba Zdrowia,vecka kreuje się na "jedyną
              sprawiedliwą",wszystkowiedzącą
              Jej posty są chaotyczne,często sama sobie zaprzecza w kolejnych wątkach lub
              nawet na tych samych w odstępie kilku godzin.Bardzo wysoki poziom aktywności na
              forum,sugeruje,że jest to pewnego rodzaju mechanizm kompensacyjny dla niej
              Poziom postów tej panienki jest tragiczny!Przy braku merytorycznych argumentów
              stosuje ataki osobiste,manipulacje wypowiedziami,prowokacje słowne.Zawsze musi
              mieć "ostatnie słowo",najczęściej głupawe i daleko od głównego tematu.
              Generalnie oceniam ją jako egzaltowaną i agresywną,jednocześnie dość
              ograniczoną.
              Odradzam polemiki z nią na jakikolwiek temat.Strata czasu!
              Ten post jest moja prywatną opinią!Po diagnozę i na ew. leczenie zgłoś się do
              specjalisty.Na NFZ!Bo ci się przecież "należy"- "jak psu micha" :-)
              • Gość: lala IP: *.tpnets.com 17.05.04, 19:59
                A Twoj poziom złości na forum "służba zdrowia" przemawia za tym, ze dobrze
                będzie jak sobie troche od tego forum odpoczniesz, bo cię chłopie wykończysz
                nerwowo....
    • Witam,

      podaje strone, gdzie jest zamieszczony rozklad symopzjum lekarzy z Akdemii
      Medycznej, gdzie to lekarze ucza sie o metodzie dr. Simontona, ktory byl
      prekursorem metody wizualizacji...
      Dzis sie o tym lekarze ucza i nie sa to szarlatnskie metody, tylko metody,
      ktorych ucza sie bynajmniej lekarze w Akademii Medycznej w Gdansku.


      Czerwiec

      Nr kursu: 1-750-2004
      Temat kursu: Problemy psychologiczne, socjalne i etyczne w opiece paliatywnej
      Charakter kursu: Kurs specjalizacyjny
      Termin: 24 - 27 czerwca 2004
      Organizator kursu:
      Akademia Medyczna w Gdańsku
      Zakład Medycyny Paliatywnej
      ul. Dębinki 2, 80-211 Gdańsk
      tel. 0-58/ 341-27-11, 0-604-720-058

      Kierownik naukowy kursu:
      Prof. dr hab. med. Krystyna de Walden- Gałuszko

      Wycinek rozkladu szkolenia dla lekarzy:

      "12.45 - 13.30 Sesja satelitarna

      13.30 - 14.30 Przerwa obiadowa
      14.30 - 15.00 Janusz Meder "Problemy rodzin pacjentów z chorobą nowotworową"
      15.30 - 16.00 Mariusz Wirga "Terapia pacjentów onkologicznych metodą
      Simontona"
      15.30 - 15.45 Przerwa na kawę

      15.45 - 18.00 Sesja plenarna II.
      1. Iwona Nawara, Maria Marczak-Ziętkiewicz,
      Mateusz Tylko:
      Metoda Simontona w onkologii - doświadczenia własne
      2. Zygfryd Juczyński:
      Znaczenie informowania "
      www.ptpo.org.pl/konf.htm


      Pozdrawiam



      --
      Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
    • Witam, wycinki ze stron na temat psychoneuroimmunologii..


      "..Powstanie i rozwój psychoneuroimmunologii, poza tym, że umożliwia nowe
      podejście do zagadnień etiologii chorób i leczenia pacjentów, wzmacnia w sposób
      empiryczny znaną od dawna w medycynie koncepcję ścisłych, holistycznych
      związków łączących psychikę i procesy biologiczne. Naukowe dowody, iż stresor
      może spowodować zjawisko immunosupresji, czy też wywołać immunostymulację,
      budzą konsternację w środowiskach biologicznie uwarunkowanych w swym myśleniu
      lekarzy, a także wśród psychologów, badających stres w uniwersyteckich
      laboratoriach...."

      "...Psychoneuroimmunologia rozpatruje związki psychiki i ciała w kontekście
      oddziaływania neurotransmiterów, hormonów czy immunotransmiterów, które za
      pośrednictwem odpowiednich połączeń fizjologicznych regulują funkcje naszego
      ciała. Pozwala tworzyć modele, w których przedstawia się empirycznie
      sprawdzalne związki pomiędzy sytuacją i osobowością człowieka a reakcjami
      układu immunologicznego i objawami chorobowymi...."

      "...We współczesnej medycynie nie powinno już mieć miejsca oddzielne
      traktowanie psychiki i ciała. Lekarze powinni prezentować podejście
      psychosomatyczne. Dla medycyny oznacza to, że należy brać pod uwagę, w jaki
      sposób oceniają swój stan zdrowia pacjenci, jakie przeżywają uczucia i jaka
      jest ich postawa w stosunku do własnej choroby, jest bowiem rzeczą oczywistą,
      że czynniki psychologiczne, takie jak sytuacja, osobowość, doświadczenia itp.
      decydują o naszym zdrowiu. Myśli i uczucia towarzyszące chorobie mają wpływ na
      jej przebieg, czas trwania i rokowania. Zatem zainteresowanie pacjentem, troska
      o jego stan psychiczny w procesie chorobowym są równoważne, a w niektórych
      przypadkach ważniejsze niż działania instrumentalne..."
      gdansk.idn.org.pl/ptsr/Html/22-psych.htm

      Pozdrawiam...


      --
      Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
    • Gość: are IP: *.clubnet.pl 17.05.04, 20:14
      mowiles ze sam czysciles watrobe. moglbys cos napisac w watku

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=22&w=12672544

      jestem ciekaw jak sie skonczy sprzeczka.
      pozdr.
      • 17.05.04, 20:59
        Witaj are,

        to raczej nie sprzeczka, a dyskusja, czasem mniej lub bardziej goraca, ale
        kazdy sie od kazdego czegos uczy i dowiaduje..
        Pozdrawiam serdecznie...

        --
        Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
    • Witam,

      jest post osrodka Aquarius w tej chwili, tam wlasnie lecza min. wizualiazacja i
      tam wlasnie jest dziewczyna, ktora dzieki wizualizacji sie pozbyla 15 cm-trowej
      torbieli jajnika.
      Zachecam do skorzystania z ich osrodka oraz tego co proponują.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=22&w=12733271
      Pozdrawiam.
      --
      Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
      • Czy korzystałaś z tego ośrodka?
        • Z osrodka i psychoterapii osobiscie nie korzystalam, bo jak sie o nim
          dowiedzialam, to moja mama byla juz po chemii i po leczeniu, ale na onkolinku
          jest bardzo duzo osob chorych na raka, korzystajacych z osrodka i sa bardzo
          zadowoleni, uwazaja, ze im ten osrodek bardzo pomogl i polecaja go.
          www.onkoloink.pl
          Pozdrawiam.
          --
          Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
          • Gość: w cyrku1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.04, 23:14
            DO vecki. Czy masz jakąś propozycję dla cukrzyka1. POZDR.
            • Gość: Artur IP: *.sdh.sk.ca 20.05.04, 23:50
              Gen Hosp Psychiatry. 1994 Sep;16(5):340-7.
              Progressive muscle relaxation and guided imagery in cancer patients.
              Baider L, Uziely B, De-Nour AK.

              Department of Oncology, Hadassah University Hospital, Jerusalem, Israel.
              The aim of this study was to gather information on the immediate and long-term
              effects of six sessions of group Progressive Muscle Relaxation with Guided
              Imagery on the psychological distress of self-referred cancer patients.
              Patients' psychological distress and coping with cancer were assessed by three
              self-reports: the Multiple Locus of Control, the Impact of Events Scale (IES),
              and the Brief Symptom Inventory (BSI). Of the 123 patients who started group
              therapy, 37 dropped out during its course. The 86 patients who completed the
              intervention showed marked improvement on both BSI and IES, an improvement
              maintained over the next 6 months in 58 patients who continued assessment
              through the followup period.

              Nie bylo mnie tu troche ale juz tak bardzo nie bede sie w ten watek mieszal,
              zwlaszcza, ze jest dla mnie za dlugi do czytania. Ta praca przytoczona powyzej
              sugeruje, ze istnieje psychologiczna wartosc wizualizacji w formie poprawy
              psychicznego stanu chorych. Ale moze dlatego, ze uwierzyli, iz maja w swoich
              rekach dodatkowa dobra metode walki z rakiem i to dodaje im otuchy.
              Pracy tej nie czytalem, wiec tylko moge spekulowac, ze z czasem, kiedy
              przegrana z rakiem stanie sie ewidentna moze przyjsc powazne rozczarowanie
              metoda i rozgoryczenie.
              Ale moze warto troche sie po drodze pooszukowac i zyc wymyslona nadzieja? Na to
              pytanie nie tak latwo odpowiedziec.
              Nie widze przeciwskazan do stosowania, zwlaszcza, jezeli metoda jest solidnie
              dofinansowana przez jakas szczodra fundacje i chory ponosi minimalne koszty. W
              Kanadzie jak slyszalem, chorzy placa ponad $1000 za cykl wizualizacji.
              Cofanie sie raka po wizualizacji nalezy jednak wlozyc miedzy bajki. Czesc z
              tych historii gdzie rak magicznie znika jest po prostu wymyslona przy pisaniu
              ksiazki, czesc to pomylki diagnostyczne, w innych przypadkach zalapala
              chemioterapia (choc pacjent mylnie mysli, ze to od wizualizacji). W naprawde
              rzadkich przypadkach moze dojsc do spontanicznej recesji. Ale to sie zdarza raz
              na 300.000 przypadkow.
              Niedawno sluchalem wykladu David Spiegel'a -lekarza i badacza zajmujacego sie
              m.in wplywem psychiki na powstanie i przebieg raka juz przez ponad 20 lat. Z
              przegladu przedstawionego przez niego wyniknelo dla mnie tyle, ze metody
              psychicznej walki z rakiem jawia sie jako coraz mniej efektywne, a historyczny
              entuzjazm do tych metod spowodowany byl przez kilku badaczy, ktorzy okazali sie
              falszerzami nauki.
              Obecnie wydaje sie, ze metody psychiczne maja minimalny wplyw na przebieg
              choroby nowotworowej. Moze tylko dodam - niestety.
              • 21.05.04, 00:36
                Taaa Vecka.. Kurs psychoonkologii organizowany przez prof. de Walden - Gałuszko
                (którą nota bene bardzo cenię, bo pracuje w tej samej działce co ja -
                medycynie paliatywnej - jest konsultantem krajowym). Tylko, że nie wiem, czy
                wiesz, że medycyna paliatywna zajmuje się leczeniem objawowym chorych w
                zaawansowanej chorobie nowotworowej. Objawowym - leczenie jest skierowane na
                uciążliwe OBJAWY, a nie na PRZYCZYNĘ, czyli raka.

                Nie jesteśmy nieśmiertelni, co media próbują nam zasugerować. UMIERAMY WSZYSCY,
                a procesu nowotworowe są jedną z częstszych przyczyn i konsekwencją rozwoju
                medycyny i wydłużania życia. Potrzebna jest nam POKORA. Nie możemy się mamić,
                że samy damy sobie radę z rakiem. Ja sam chcę specjalizowac się w onkologii,
                więc podam Ci parę faktów:
                1) ᡾% nowotworów jest nieuleczalne, tzn. można zahamować proces rozrostowy na
                jakiś czas, ale i tak problem prędzej czy później powróci;
                2) nowotwory wcześnie wykryte (Tis, T0, T1) dają spory % wyleczeń (ok. 80);
                3) homeopatia, torf, vilcacora, huby, wizualizacje mają moim zdaniem działanie
                pro psyche, natomiast teorie o pobudzaniu układu odpornościowego do działania,
                znając etiopatogenezę nowotworów jest nieuzasadnione. Jeśli organizm nie
                poradził sobie z pojedynczymi komórkami, które wyrwały się spod kontroli, to w
                rozsianym procesie nowotworowym jest to - powiedzmy sobie szczerze - bajeczką.
                4) jedyną możliwą weryfikacją samowyleczenia jest
                a - stwierdzenie badaniem histopatologicznym nowotworu
                b - potem ewentualnie badaniami obrazowymi ukazanie rozległości procesu
                c - samowyleczenie
                d - ustąpienie wyżej wymienionych zmian potwierdzone badaniami obrazowymi jw.

                Są rzeczy na tym świecie, o których filozofom się nie śniło, niemniej jednak
                wizualizacji bym do nich nie zaliczył.
                Pozdrawiam
                • Gość: are IP: *.clubnet.pl 21.05.04, 00:58
                  to juz pozostaje tylko nie jesc weglowodanow ;-)
                  • 21.05.04, 01:10
                    :-))
                    Nie no, nie jest tak źle.
                    Ale nie można robić z działań podobnych do efektu placebo pseudonauki. To, że
                    ktoś jest hipochondrykiem, albo kankrofobikiem nie znaczy jeszcze, że jest
                    chory na raka. Taka cysta na jajniku to może być zwykły pęcherzyk Graafa tuż
                    przed pęknięciem - trywialne pomyłki się zdarzają.
                    Jedno sprostowanie do mnie samego - w punkcie pierwszym miało być 60%.
                    • Gość: are IP: *.clubnet.pl 21.05.04, 01:19
                      rok temu bylem na wykladzie dr Hanny Chmiel i mowila ze ukl. obronnosciowy nie
                      rozpoznaje kom. rakowych m. in. dlatego ze "leukocyty sa oblepione toksynami"
                      (to byl wyklad popularny, "dla kazdego"). jak sie z nich w labolatorium
                      zdejmie "balast" to juz rozpoznaja. to tez pewnie nie do konca prawda?
                      • Gość: are IP: *.clubnet.pl 21.05.04, 01:20
                        aha
                        powiedziala ze "juz 4 prace o tym czytala" czy jakos tak. przynajmniej tal
                        zapamietalem.
                        • 21.05.04, 01:55
                          Obecnie próbuje się różnych form immunoterapii - m.in. używając substancji
                          stymulujących niespecyficznie układ odpornościowy np. interferonów, są też
                          próby wytwarzania szczepionek (trochę niefortunna nazwa, bo szczepi się ludzi
                          zdrowych, żeby ich uodpornić) na niektóre nowotwory (rak płuca, czerniak),
                          wstrzykuje się również do pęcherza moczowego pratki gruźlicy, żeby sprowokować
                          odpowiedź komórkową przeciwko nowotworowi pęcherza. Są to terapie mające na
                          celu próbę aktywizacji układu immunologicznego.
                          Niestety, mało skuteczne, albo tylko w niektórych, nielicznych przypadkach.
                          Jeśli chodzi o to 'oblepienie toksynami', to wypada mi się tylko uśmiechnąć, bo
                          w sumie można by było przepłukać leukocyty poza organizmem, ale jeśli raz go
                          oblepiły jakieś niezidentyfikowane substancje, to po powrocie do krążenia
                          będzie to samo... Tak myślę. Taka terapia może nawet osłabic osmotycznie
                          leukocyta.
                          • Gość: are IP: *.clubnet.pl 21.05.04, 02:07
                            ok, dzieki
                          • Gość: annaklay IP: *.sympatico.ca 21.05.04, 02:44
                            Nadzieja jest w nanolekach, ktore juz niebawem prawdopodobnie zrewolucjonizuja
                            leczenie nowotworow.
                            Kompania amerykanska Nanospectra zalozona przez prof. chemi i inz. elekt.
                            pania Naomi Hals oraz prof. bio-inz. pania Jennifer West opracowala ciekawa
                            technike niszczenia na dystans komorek nowotworowych. Za rok maja byc
                            przeprowadzone badania kliniczne.

                            Podaje link do strony kompani:

                            www.nanospectra.com/oncology/oncology.asp
                            Podobne badania z nanomedykamentami przeprowadza ekipa Uniwersytetu w Buffalo
                            do spolki z Instytutem farmakologii i biologii strukturalnej w Tuluzie.
                            Ekipa nazwala swoje nanoczasteczki ; Nanobiodrugs.
                            Utworzona kompania Nanobiotix zamierza przetestowac swoje nanoczasteczki w
                            warunkach klinicznych w 2005 r.

                            eco.agglo-grandtoulouse.fr/fr/actualite/entreprises/phpgen_act_ent_web_646.html

                            Niemiecka kompania MagForce bada aktualnie nanoczasteczki magnetyczne.
                            W Hopital de la Charite w Berlinie, ekipa Andreas Jordan przeprowadzila
                            pierwsze proby leczenia 15 nowotworow mozgu i jeden przypadek nowotworu
                            odpornego na inne terapie.
                            Wynik eksperymentu pozytywny. Prowadzi sie dalsza obserwacje.

                            Jesli nanotechnika przejdzie przez badania kliniczne, to bedzie to swego
                            rodzaju rewolucja w medycynie. Nanomedykamenty sa zapowiedzia leczenia bez
                            efektow ubocznych.

                            annaklay
                    • 21.05.04, 22:31
                      Czy pecherzyk Graffa moze miec wielkosc 15 cm?, bo cos mi sie nie wydaje...
                      --
                      Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
              • Gość: w cyrku 1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.04, 01:25
                Ponieważ moje wypowiedzi na tym forumnie nie są wynikiem naukowej wiedzy
                medycznej a jedynie z obserwacji mojego ciała i duszy/psychiki/ już jakiś czas
                temu doszedłem samodzielnie do pewnej umiejętności samoleczenia - posługując
                się różnymi metodami. Ponieważ nie miałem raka więc o skutecznym stosowaniu
                wizualizaxcji nie mogę nic powiedzieć. Chociaż poprzez analogię wyciągam taki
                wniosek: w przypadku raka żarłocznego/moje określenie guza z rozrastającą się
                siecią nacz. krw./ moja umiejętność samoograniczenia wypływu krwi z rany/
                zdużej żyły nie sprawdzałem/ sądzę że byłbym w stanie samoograniczać dopływ
                krwi naczyniami włosowatymi do guza.Dwa tygodnie to wystarczający czas by nie
                było śladu. To są moje takie rozmyślania. Bo działając odwrotnie tzn
                poprawiając ukrwienie jest dokumentacja u dermatologa jak leczył lekarz ajakie
                są wyniki.Mam całkowicie wyleczone po 10latach chorowania alergiczne rany na
                dłoniach /po IXI proszek/ oraz 2rany po oparzeniu chemicznym/miedzian/ na
                wierzchu dłoni, wg lekarza miały mi zostać duże blizny - a niema nawet
                najmniejszego śladu. Dlatego w sprawioe raka nie wypowiadam się jednoznacznie.
                W sprawie która mnie bardzo interesuje - cukrzycy1 - nie jestem w stanie na
                sobie robić żadnych doświadczeń bo ja jestem zdrowy. Ale potrzebna jest mi
                inormacja czy jest połączenie między trzustką a śledzioną, lub trzustką a
                dwunastnicą średnicy ok.1mm. Podsumowując wizualizacja o której mowa w temacie
                jest jedną z metod utrzymywania dobrego zdrowia. Być może lekarze zgodzą się na
                słowo utrzymywanie , bo na słowo leczenie już się wypowiedzieli negatywnie.
                POZDR.
                • 21.05.04, 01:57
                  gratulacje. lecz się dalej. zdrowi lekarza nie potrzebują.
                  • Gość: miśkowska IP: *.chello.pl 21.05.04, 13:26
                    Vecka, dzięki za to info. Ja mam raka jajnika. Jak się dowiedziałam, chciałam
                    się utopić w wannie. Pomału docierało do mnie, że to można też leczyć. No i
                    zaczęłam walkę.
                    Kupiłam sobie książkę Simontona i psychicznie się nastawiam na robienie tego
                    wszystkiego, co on w niej zaleca. Wizualizacja wydaje mi się super pomysłem.
                    Leczę się też konwencjonalnie chemią, wcześniej miałam operację. Ale bez
                    pozytywnego myślenia nie przeszłabym przez to wszystko. No i podobało mi się
                    to, co napisałaś. Bo najbardziej dołujące dla osoby chorej na raka jest to, że
                    wszędzie czyta, że to śmiertelna choroba... Wszędzie piszą negatywnie.
                    Statystyki są też przerażające. A tu proszę - są jeszcze ludzie, którzy zamiast
                    straszyć potrafią napisać coś, co daje nadzieję. I za to chciałam serdecznie
                    podziękować:-)
                    Gdyby jeszcze ludzie zdrowi wiedzieli, jak ważne dla osoby chorej jest odcięcie
                    się od pesymistycznych wizji, wzelkich okropnych statystyk, źle konczących się
                    przypadków... Ja szukam tylko dobrych informacji. Niestety te złe czasem same
                    wciskają się do świadomości. No ale staram się je omijać szerokim łukiem.
                    Wszyscy chorzy na raka - trzymajmy się ciepło i nie dawajmy się!
                    Pozdrawiam!
                    • 21.05.04, 20:38
                      Tu masz rację. Statystyki są dołujące, ale nie można zapominać, że każdy
                      pacjent jest dla siebie 100%, a dla statystyki jakimś malutkim ułamkiem. W
                      procesie leczenia BARDZO ISTOTNE jest pozytywne podejście do terapii. Moim
                      zdaniem wizualizacją nie pobudzisz do lepszej pracy leukocytów (takim już po
                      studiach zostałem sceptykiem), ale na pewno ci ona nie zaszkodzi, a być może
                      pozbędziesz się trochę stresu (co ma niebagatelne znaczenie dla immunologii
                      organizmu).
                      Współczesna onkologia ma niewielkie zaplecze bardzo skutecznych środków, ale to
                      się stopniowo zmienia. Chemioterapia i radioterapia są metodami o dużej liczbie
                      powikłań, są metodami niszczącymi oprócz chorych, również zdrowe komórki,
                      wykorzystując fakt, że nowotwór tworzą komórki szybko dzielące się. Zwykle
                      szybciej od zdrowych komórek. Przez skutki uboczne trzeba jakoś przebrnąć - to
                      jedyna droga.
                      Pozdrawiam i życzę powodzenia.
                      • Jedruch napisał:

                        Moim
                        > zdaniem wizualizacją nie pobudzisz do lepszej pracy leukocytów (takim już po
                        > studiach zostałem sceptykiem), ale na pewno ci ona nie zaszkodzi, a być może
                        > pozbędziesz się trochę stresu (co ma niebagatelne znaczenie dla immunologii
                        > organizmu).

                        Skoro wizualizacja odstresowuje, co jest faktem, a to powduje mniejsze napiecie
                        i mniejszy stres, ktory ma tak duze znaczenie w immunologii, to wniosek z tego
                        taki, ze za pomocą wizualizacji można pomoć układowi immunologicznmemu w walce
                        z intruzem.


                        --
                        Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
                        • 22.05.04, 06:51
                          Ha! Problem z nowotworem jest nieco inny. To niezupełnie intruz, ponieważ
                          wywodzi się z własnych komórek organizmu, przez co jest niezwykle trudno
                          rozpoznawany przez limfocyty i inne komórki obronne. Są jednak limfocyty NK,
                          które mają za zadanie wyłapywać komórki genetycznie ułomne - tak jak
                          nowotworowe. Natomiast po dużym guzie, przerzutach nawet przy pokonaniu przez
                          układ odpornościowy - pozostałyby widoczne ślady walki, tzn. jakieś
                          zwłóknienia, blizny, zrosty - niemożliwe jest wyprodukowanie dużej ilości
                          specyficznych limfocytów tudzież żernych granulocytów i makrofagów w ciągu
                          jednej nocy, czy nawet kilku dni. To tak, jakby zalożyć, że dzięki wizualizacji
                          mogę sobie zapłodnić jajeczko, pomóc płodowi szybko rosnąć, urodzić dziecko w
                          ciągu nocy. Po prostu niemożliwe - chyba, że przyjąć również, że w przypadku
                          nowotworu cała materia, która powstała w walce (rozpadłe komórki nowotworu -
                          toksyczne, martwe limfocyty, makrofagi, granulocyty) po prostu znikła,
                          pogrążyła się w niebycie, albo zamieniła się w jakąś niezidentyfikowaną postać
                          energii. Jak to jest?
                          Pozdrawiam
                          • 22.05.04, 15:44
                            Wittaj,

                            a co ci przeszkadzaja zwłoknienia, blizny czy zrosty? Ja bym wolala miec to niz
                            raka i tak sie dzieje. Na onkolinku pisze facet o swojej matce, ktorej guz
                            zaminil sie w zwlokienie , ale zyje z tym...i jest ok.
                            Pozdrawiam.
                            --
                            Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
                            • 22.05.04, 16:27
                              Hej!
                              Słuchaj. Mi zwłóknienia, zrosty nie przeszkadzają. Staram się tylko tutaj
                              wprowadzić odrobine realizmu. Jeśli piszesz, że po guzie ani śladu, to dla mnie
                              znaczy, że nie ma też śladów walki.
                              Nie jestem aż takim sceptykiem, żeby nie twierdzić, że samowyleczenia
                              nowotworów się nie zdarzają. Bo się zdarzają. Ale muszą być w jakiś
                              potwierdzone. JEDYNYM sposobem jest hist-pat. Jeśli tego badania nie ma - nie
                              wierzę. To dla mnie jedyna weryfikacja, że coś nowotworem było, a już go nie ma.
                              • 22.05.04, 16:37
                                Witam,

                                zgadzam sie i tak bylo dokladnie z ta pania na onkolinku, bylo potwierdzenie
                                histopatologiczne i potem zwloknienie.
                                Pozdrawiam.
                                --
                                Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
                        • Chyba jednak nie. Immunologia nie jest prosta jak hydraulika. To, że układ
                          odpornościowy będzie w lepszej kondycji, spowoduje, że nie przyplączą się
                          jakieś infekcje wikłające neo, albo drugi nowotwór, albo co tam jeszcze. Na co
                          umierają chorzy na nowotwory? Rzadko kiedy na sam nowotwór - częściej na jego
                          powikłania: infekcje, wyniszczenie, anemię, krwotoki. Na sam nowotwór ze 30%
                          może... Wcześniej napiałem, że nowotwór to niezupełnie intruz.
                    • 21.05.04, 22:41
                      Witaj,
                      dziekuje za te mile solowa, bo jak napisalm o tym na forum "bezplodnosc", to
                      mnie obrzucono blotem za to, ze chcialam pomoc. Przykre.
                      Pozdrawiam i zycze duzo zdrowia, mam nadzieje, ze bedzie wszytko ok.
                      --
                      Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
            • 21.05.04, 22:27
              Witaj,

              mam tez cwiczenia na cukrzyce , oczywiscie. Napisze ci je w niedziele(dzis
              piatek), bo teraz jestem "w drodze". Jak wroce do domu, to obiecuje , ze
              napisze w tym watku.
              Pozdrawiam.
              --
              Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
              • Gość: w cyrku miko małpa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.05.04, 21:57
                Witaj. Ciekaw jestem Twojej propozycjina temat cukrzycy typu 1. Jak wiesz od
                dosyć dawna samodzielnie majstruję w Twojej działce. Nie czytałem zadnej
                literatury na temat ani nie chce czytać by mieć indywidualne spojrzenie ,
                interesują mnie tylko niektóre wąskie tamaty. Forsujesz temat najtrudniejszy z
                możliwych a interesująca mnie cukrzyca1 mechanizm powstawania ma prawie taki
                sam. Już kiedyś pisałem jak ja to rozumiem. Defekt podziału komórki białkowej w
                przypadku raka jest defekten ofensywnym - wymyka się spod kontroli. W przypadku
                cukrzycy1 jest defektem defensywnym bo komórki beta zaprzestają produkcji
                insuliny. a interesują mnie takie sprawy - czy k.Beta np ulegają zwyrodnieniu,
                czy np. nie ulegają właściwie żadnym zmianom a tylko z niewiadomych powodów nie
                produkują insuliny. Czy w drugim przypadku k.Beta nie prod. ins. bo nie dostają
                jakiegoś białka czy enzymu z innego organu, bo znowu to tamten organ jest chory
                a nie trzustka lub uległ zaczopowaniu w skutek infekcji odcinek przewodu między
                współpracującymi organami. Ja już pytałem o taką rurkę ale nie dostałem odpow a
                w cyrku nie jest śmiesznie.
                • 22.05.04, 22:30
                  Witaj,

                  jutro bede w domu, to ci napisze na pewno...
                  Do jutra w cyrku...:)
                  Pozdrawiam.
                  --
                  Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
    • 23.05.04, 20:00
      archiwum.onkolink.pl/onkolink/2004-04/msg00052.html
      --
      Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
      • Witam w cyrku,
        juz wrocilam z podrozy i moge ci napisac teraz cwiczenia, wiec pisze:

        Cwiczenie: AKROBATA
        CEL: unormowac produkcje insuliny w trzustce.
        czestostliwosc: 4 razy dziennie ( przed kazdym posilkiem i przed snem) w
        trakcie trzech 21-dniowych cykli z 7-dniowymi przerwami.W pierwszym tygodniu
        wykonuj cwiczenie przez 2 -3 minuty,w drugim przez 1-2 minuty, w trzecim przez
        30 sekund do 1 minuty.

        Zamknij oczy. Wykonaj 3 wydechy i wyobraz sobie, ze znajdujesz sie na łące.
        Usiadz na samym jej srodku i za posrednictwem swojej wyzszej natury polacz sie
        na chwile z przyroda. Uswiadom sobie i poczuj jej piekno. Wykonaj jeden wydech.
        Uswiadom sobie i poczuj slodysz zycia plynacego z tego kontaktu. Teraz wiesz,
        ze twoj poziom insuluny zostal unormowany.Gdy to poczujesz, otworz oczy.


        Cukrzyca zazwyczaj odzwierciedla gorycz zycia i sygnalizuje, ze powinnismy
        oslodzic nasza egzystencje.
        Mozna tez tego dokonac wyobrazjac sobie , ze przechodzimy przez most łączocy
        dawne , gorzkie zycie z nowym, slodszym.
        Pokonywanie mostu jest obrazem chrakterystycznym dla tego schorzenia.

        Pozdrawim serdecznie...zawsze mozna sprobowac, to nic nie kosztuje...
        Nie mam cukrzycy, wiec nie stosuje tego cwiczenia osobiscie, ale skoro inne
        pomagaja, to i to powinno cos zdzialac lub polepszyc stan zdrowia.
        Pozdrwiam.

        --
        Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
      • Witam w cyrku,
        juz wrocilam z podrozy i moge ci napisac teraz cwiczenia, wiec pisze:

        Cwiczenie:POWRÓT DO NAUTRY
        CEL: unormowac produkcje insuliny w trzustce.
        czestostliwosc: 4 razy dziennie ( przed kazdym posilkiem i przed snem) w
        trakcie trzech 21-dniowych cykli z 7-dniowymi przerwami.W pierwszym tygodniu
        wykonuj cwiczenie przez 2 -3 minuty,w drugim przez 1-2 minuty, w trzecim przez
        30 sekund do 1 minuty.

        Zamknij oczy. Wykonaj 3 wydechy i wyobraz sobie, ze znajdujesz sie na łące.
        Usiadz na samym jej srodku i za posrednictwem swojej wyzszej natury polacz sie
        na chwile z przyroda. Uswiadom sobie i poczuj jej piekno. Wykonaj jeden wydech.
        Uswiadom sobie i poczuj slodysz zycia plynacego z tego kontaktu. Teraz wiesz,
        ze twoj poziom insuluny zostal unormowany.Gdy to poczujesz, otworz oczy.


        Cukrzyca zazwyczaj odzwierciedla gorycz zycia i sygnalizuje, ze powinnismy
        oslodzic nasza egzystencje.
        Mozna tez tego dokonac wyobrazjac sobie , ze przechodzimy przez most łączocy
        dawne , gorzkie zycie z nowym, slodszym.
        Pokonywanie mostu jest obrazem chrakterystycznym dla tego schorzenia.

        Pozdrawim serdecznie...zawsze mozna sprobowac, to nic nie kosztuje...
        Nie mam cukrzycy, wiec nie stosuje tego cwiczenia osobiscie, ale skoro inne
        pomagaja, to i to powinno cos zdzialac lub polepszyc stan zdrowia.
        Pozdrwiam.


        --
        Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
      • Według wszystkich znaków na niebie i ziemi - poskutkowała chemio- i
        radioterapia.
        Pozdrawiam
        • Witaj,
          nie wiem czy poskutowala, bo ta pani w ogole skutkow tej chemioterapii i
          radioterapii nie odczuwala, tak jakby na nia to nie dzialalo...Czemu?
          To jest dziwne?
          Mylisz, ze po trzech kursach chemii znikaja wszytkie przerzuty w calym ciele i
          guzy wielkosci 3 cm w mozgu?
          Jezli tak , to nalezy pozwac tego ordynatora tego odzialu, ktory nie chcial tej
          kobiety przyjac na chemie, "bo mu zanizy statystyki swoja smiercia", gdyz
          odmowil tej kobiecie sznsy na zycie...Prawda?
          Czy mozna tak postepowac? Facet nie przyjał tej babki na chemie, bo byla w tak
          fatlanym stanie, a tu nagle takie ozdrwienie po 3 raptem chemiach?Zadnych
          efektow ubocznych?
          Ciezko powiedziec co zadzialało, ale to, ze trzy kusry chemii i kilka
          naswietlan spowodowalo, ze przerzuty zniknely tak szybko i pozostal tylko jeden
          maly guzek w plucach, gdzie bylo piewotne miejsce powstania raka,jest malo
          prawdopodbne...Moze efkt placebo, bo ta kobieta nie wiedziala, ze jest juz tak
          chora, ze sie jej odmiawa leczenia...i pani oradynator,ktora jej ta chemie
          dala, pocieszyla ja i dala jej nadzieje na zycie...Moze to tak tej pani przy
          chemii i radipterapii paliatywnej, bo o takiej tutaj mowa, pomoglo..., bo
          widzialm setki ludzi z rakiem, w duzo lepszym stanie, im jeszcze nie odmawiano
          leczenia i dzis nie zyja...
          Pan ordynator, ktory ja skazał na smierc popelnil wielki błąd, dzis by byl
          dumny, ze dokonał takiego cudu..., a tu masz...
          Pozdrawiam.
          --
          Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
    • Gość: uryn IP: *.chello.pl 23.05.04, 20:28
      Po pierwsze, aby wizualizacja miała korzystne efekty konieczne jest wyciszenie
      ( maksymalne ) umysłu, czyli koncentracja. Bez tego nie ma mowy o korzystnym
      działaniu wizualizacji. Moim zdaniem najlepszą metodą leczenia wszelkich chorób
      jest urynoterapia. Co prawda nie jest to terapia przyjemna, ale efekty
      przerastają najśmielsze oczekiwania pod warunkiem, że stosuje się ją zgodnie z
      zasadami urynoterapi. W przeciwnym wypadku może nawet być niebezpieczna.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.