Dodaj do ulubionych

Czy chemia jest rakotwórcza?

27.05.04, 15:25

--
Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
Edytor zaawansowany
  • Gość: Doki IP: *.15-200-80.adsl.skynet.be 27.05.04, 15:32
    Spora czesc lekow uzywanych w chemioterapii dziala przez uszkadzanie materialu
    genetycznego komorek, co prowadzi do ich obumarcia. Czasem prowadzi do mutacji,
    teoretycznie te mutacje moga prowadzic do nowotworzenia. Poza tym chemioterapia
    oslabia, i to znacznie, uklad odpornosciowy, w tym "nadzor immunologiczny".
  • 27.05.04, 15:45
    Witaj Doki,

    wiec pomijajac calkiem juz temat tej mojej wizualizacji, to po co sie ludzi tym
    faszeruje?, skoro prawdopodobienstwo, ze czlowiek zachoruje na raka jest potem
    tak duze?
    Nie trzeba byc bardzo spostrzegawczym, aby zauwazyc, ze ludzie na onkologie po
    tej chemii praktycznie zawsze wracaja...Nie znam takich, co by po chemii tam
    nie wrocili...Czy to ma jakis sens wiec?
    Jak to lekarze tlumacza?
    --
    Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
  • Gość: Doki IP: *.15-200-80.adsl.skynet.be 27.05.04, 16:09
    > skoro prawdopodobienstwo, ze czlowiek zachoruje na raka jest potem
    > tak duze?

    No jak duze? W porownaniu z pewna smiercia na raka, ktorego juz masz,
    prawdopodobienstwo, ze z powodu chemii wyhodujesz nowego, jest wlasnie niewielkie.

    > Nie trzeba byc bardzo spostrzegawczym, aby zauwazyc, ze ludzie na onkologie po
    > tej chemii praktycznie zawsze wracaja..

    Widac jednak trzeba, bo wcale nie zawsze, to raz. "Wyleczenie" w onkologii
    doroslych to przezycie 5 lat od leczenia bez objawow wznowy. Po drugie,
    chemioterapia daje przynajmniej jeszcze troche pozyc. Wielu pacjentow chce tego,
    zamiast umierac od razu i bez walki. W innej sytuacji twierdzilabys, ze kazdy
    dodatkowo przezyty dzien jest wazny. No to chemia daje nie dni, a miesiace i
    lata. Ludzie sa rozni. Mialem kiedys taka pacjentke. Gdy miala 24 lata, zaczela
    skarzyc sie na bole brzucha. Dopiero po 21 latach rozpoznano raka jelita
    grubego. Wtedy byl juz nieoperacyjny- przerzuty wszedzie. I ona zdecydowala sie
    na chemie. Ja bym sie nie zdecydowal, ale takie decyzje kazdy podejmuje sam.
  • Gość: Artur IP: *.sasknet.sk.ca 27.05.04, 17:07
    Prawie polowa doroslych z rakiem jest w stanie byc wyleczona (chemioterapia,
    radioterapia, chirurgia). Jest to calkiem niezly wynik uwazam. Szansa na
    kolejnego raka jest u takich chorych zwiekszona, ale hej, to jest i tak dobra
    propozycja dla kogos, kto jeszcze niedawno mial policzone dni. Ostatnimi laty
    chemiotarapia robi sie coraz bardziej skuteczna, ale i coraz bardziej
    toksyczna. Czyli chemioterapia moze wyleczyc, ale moze tez przyspieszyc smierc,
    zalezy od tzw szczescia, choc im czlowiek starszy tym gorzej znosi leczenie.

    Efektywnosc chemioterapii i radioterapii jest powaznie zmniejszona poprzez
    jednoczasowe podawanie suplementow i witamin.
  • 27.05.04, 16:58
    Czy po chemioterapii organizm ma szanse wrócić do normy? Jeśli tak, to czy
    wiadomo ile to trwa? Czy jest wogóle sens planować swoje życie np. na 10 lat do
    przodu?
  • 27.05.04, 17:28
    Witaj raz jeszcze...Pytanie jak wyzej..
    I jeszcze apropo tej pacjentki z rakiem jelita...jak zyla z rakiem 21 lat, to
    jest niezla...A skad wiesz, ze zyla z rakiem 21 lat ?, skoro o tym, ze ma raka
    dowiedziala sie w momencie badania histopatologicznego pobranego wycinka?
    21 lat temu jej go pobrali i nic? Tak sobie z tym zyla 21 lat, az po 21 latach
    sie odezwal i dal przerzerzuty?
    Duzo sie naczytalam o jelitach akurat i nie smiem sie tutaj wyklocac o nic, bo
    nie jestem lekarzem, ale ludzie latami zyja z polipami na jelitach i one po
    latach zlosliwieja.
    Co to znaczy "jest w stanie byc wyleczona" Arturze?
    Rozumiem, ze sie zaklada, ze jest w stanie byc wyleczona teoretycznie, ale w
    praktyce to wyglada raczej inaczej, bo juz sie tych ludzi tyle naogladalam i
    jakos kazdy kto tam lezal, to wracal z powrotem...Jakos nie zuwazylam tych 40
    procentow na onkologii...Duzo z tymi ludzmi rozmawialam, moja mama tez i nie
    slyszalysmy o przyapdku, aby ktos w ciagu pieciu lat tam nie wrocil...??
    Piszecie tutaj o 5 latach...zastanawia mnie to o tyle, ze ja znam ludzi, ktorzy
    chemii nie wzieli calkiem przez przypadek, bo inne choroby na to nie pozwalaly
    i oni zyja od 7 lat do 16..???Nie slyszlam o takich przypadkach po chemii??,
    choc obracam sie w tym x czasu..Zastanawia mnie to po prostu...W kazdym z tych
    przypadkow nie bylo jeszcze przerzutow...

    Doki napisal:
    porownaniu z pewna smiercia na raka, ktorego juz masz,
    prawdopodobienstwo, ze z powodu chemii wyhodujesz nowego, jest wlasnie
    niewielkie.

    Jak pewna? Rozumiem, ze rak zbyt pozno wykryty, gdy sa przerzuty jest ciezki do
    pokonania, ale jezli nie ma przerzutow, jest wczesnie wykryty, to czy chemia
    nie moze tylko dobic i pogorszyc sprawy?, bo ja znam ludzi bez chemii, tylko po
    operacji i oni zyja...i to juz dlugo zyja...???
    Medycyna nie odroznia przypadkow z dobrymi rokowaniami od przypadkow z bardzo
    zlymi...Wszystkim jak leci pakuje sie chemie i koniec...Nie bierze sie pod
    uwage, ze np. u kogos byl guz maly, zostal wyciety, nie ma przerzutow,reszta
    jest czysta, wiec chemii nie dajemy, bo moze ona tylko zmutowac nastepne
    komorki...Tak sie nie mysli, wszytkim jak leci sie ta chemie wlepia...
    Czy nie powinno wobec tego byc jakiegos rozroznienia miedzy przypadkami takimi,
    ze ktos po opercaji jest "czysty", wiec moze bez chemii..., a jak ktos
    jest "brudny" to chemia...
    Wiem, ze pojecie "czysty" jest troche enigmatyczne w tym momencie, ale duzo
    tutaj zalezy od higieny lekarza, bo znam takiego co kobiecie zaszyl komorki
    rakowe w szwach...Licze tutaj na duzy stopien higieny przy wycinaniu takiego
    guza...
    Czy nie powinno sie z wieksza rozwaga stosowac ta chemie?, skoro ona jest
    rakotowrcza? Czy w niekorych przypadkach ona wrecz nie szkodzi?, zamiast
    pomagac?

    Pozdr.
    --
    Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
  • Gość: Doki IP: *.15-200-80.adsl.skynet.be 27.05.04, 19:22
    > jak zyla z rakiem 21 lat

    Mialo byc: 2 lata, co calkowicie zmienia sens mojej wypowiedzi. AZ dwa lata
    trwalo przekonanie doktorow, ze tak mloda osoba moze miec raka.

    > Jak pewna? Rozumiem, ze rak zbyt pozno wykryty...

    Kazdy rak postepuje i w koncu prowadzi do smierci. To taka choroba.

    > Medycyna nie odroznia przypadkow z dobrymi rokowaniami od przypadkow z bardzo
    > zlymi...

    Nieprawda. Jakkolwiek moge sie zgodzic, ze medycyna operuje prawdopodobienstwami
    i ryzykiem populacyjnym, to doswiadczony lekarz z powodzeniem odrozni przypadek
    dobrze rokujacy od zlego.

    > Wszystkim jak leci pakuje sie chemie i koniec...

    Nie. Chemie pakuje sie tam, gdzie chemia jest najlepszym wyjsciem albo tam,
    gdzie nie ma mozliwosci leczenia chirurgicznego, ktore nadal jest leczeniem
    najlepszym.

    > Nie bierze sie pod
    > uwage, ze np. u kogos byl guz maly, zostal wyciety, nie ma przerzutow,reszta
    > jest czysta, wiec chemii nie dajemy, bo moze ona tylko zmutowac nastepne
    > komorki...

    To juz zbadano. Wiadomo, ze np rak piersi, bo to o nim pewnie mowisz, juz w
    momencie wykrycia jest choroba uogolniona. Nie ma takiego pojecia , ze "nie ma
    przerzutow". One sa, tylko ich jeszcze nie widac. Dlatego daje sie chemie.

    > Czy nie powinno sie z wieksza rozwaga stosowac ta chemie?, skoro ona jest
    > rakotowrcza? Czy w niekorych przypadkach ona wrecz nie szkodzi?, zamiast
    > pomagac?

    Byc moze. Ale nie sposob odroznic jednych od drugich. Zaryzykujesz rezygnacje z
    chemii?
  • 27.05.04, 19:34
    Witam,

    ok, teraz rozumiem z tymi dwoma latami, ok.

    Doki napisal:

    -- Nie. Chemie pakuje sie tam, gdzie chemia jest najlepszym wyjsciem albo tam,
    > gdzie nie ma mozliwosci leczenia chirurgicznego, ktore nadal jest leczeniem
    > najlepszym.

    U nas pakuje sie wszytkim..., serio...

    Doki napisal:
    To juz zbadano. Wiadomo, ze np rak piersi, bo to o nim pewnie mowisz, juz w
    > momencie wykrycia jest choroba uogolniona. Nie ma takiego pojecia , ze "nie ma
    > przerzutow". One sa, tylko ich jeszcze nie widac. Dlatego daje sie chemie.

    Mam namysli ogolnie raka, ale akurat raka jajnika, a nie piersi...
    Acha, moja nauczycielka jest po raku piesri..., zlosliwy...Chemii nie brala ,
    bo miala za slaba morfologie, potem nie poszla na nia, bo sie bala skutkow
    bocznych...Zyje 16 lat bez nawrotu...
    Wiec jak to jest? To mnie nurtuje?Serio..

    Doki napisal:
    Byc moze. Ale nie sposob odroznic jednych od drugich. Zaryzykujesz rezygnacje z
    > chemii

    Doki , czemu napisales, ze bys sie w przypadku tej kobiety nie zdecydowal na ta
    chemie?
    Nie wiem...Za duzo widzialam ludzi, ktorzy dostaja przerzutow w trakcie jej
    brania...To mnie jakos przybilo i zaczelo zastanawiac...Jak to jest w koncu?
    Moja mama miala 8 kusrow...Jak zaczynala, to czesc ludzi akurat konczyla swoja
    chemie...I co? Wiekszosc z nich spotkala jak ona konczyla chemie, a oni
    zaczynali od nowa wszytko...To mnie jakos tak przybija ogolnie, ze jest tego
    tak mala jednak skutecznosc chyba. Moze to byl taki zbieg okolicznosci akurat,
    ale jakos watpie... Za duzo tego widzialam na wlasne oczy po prostu...,
    stanowczo za duzo..., aby tak bez namyslu do tego problemu podejsc...

    Pozdr.


    Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
  • Gość: Doki IP: *.15-200-80.adsl.skynet.be 27.05.04, 20:05
    Dlaczego? A jaki to sukces z punktu widzenia 26- latki? 5 lat? 10? Ja bym nie
    byl zainteresowany- z mojego punktu widzenia. Mam dobra polise na zycie, wdowa
    po mnie i moje dziecko sa finansowo zabezpieczone. Mam to marnowac i
    wykosztowywac sie na leczenie?
  • 27.05.04, 20:18
    Witam,

    juz kiedys Ci to napisalam, ze masz specyficzne podejscie do zycia...i smierci..
    --
    Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
  • Gość: Doki IP: *.15-200-80.adsl.skynet.be 27.05.04, 20:38
    > juz kiedys Ci to napisalam, ze masz specyficzne podejscie do zycia...i smierci.

    Byc moze. Myslisz, ze urodzilem sie z tym albo ze to sie wzielo znikad?

    Fraszki to wszystko cokolwiek myslemy
    Fraszki to wszystko cokolwiek czyniemy
    Nie ma na swiecie zadnej pewnej rzeczy
    Prozno tu czlowiek ma co miec na pieczy

    Cytuje z pamieci, wiec przepraszam za niescislosci.

    Stare, ale prawdziwe.
  • Gość: Artur IP: *.sdh.sk.ca 27.05.04, 20:17
    byc wyleczona (nym) to znaczy nie miec objawow raka przez 5 lat. W tym nie miec
    objawow rowniez w badaniach dodatkowych.
    Te ponad 40% to obecny standard wyleczania raka w Europie i w Ameryce. Nie
    wiem, moze w Polsce jest pod tym wzgledem gorzej, bo wiadomo, mniej pieniedzy
    na leczenie i moze mniej chorych jest prawidlowo leczonych. Leczenie raka to
    czasem duzo pieniedzy rzedu kilkudziesieciu lub nawet kilkuset tysiecy i moze
    nie dla wszystkich starcza. W Kanadzie jest taka mala akcje obecnie aby
    zachecic lekarzy do leczenia raka nawet u ludzi w podeszlym wieku bo widocznie
    uwaza sie, ze lekarze zbyt czesto nie podejmuja leczenia.
  • 27.05.04, 20:24
    Witam,

    u nas Arturze ludzi strszych sie praktycznie w ogole nie leczy.....
    Normalnie gdyby byli mlodsi dostaliby np. 6 lub 8 kusrow chemii, a tak
    najwyzej 3 albo wcale...Tak to u nas wyglada, a jakos nie za bardzo te 40
    procent moglam sie dopatrzec tam..., ale to Polska...
    Czesc ludzi nie ma nawet na to, zeby do szpitala dojechac pociagiem czy
    autobusem, jak mieszkaja dalej od osrodka onkologicznego...
    POzdr.
    --
    Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
  • 27.05.04, 17:14
    Eeeeeh, myśląc w ten sposób, to ja bym nic nie uplanowała bojąc się, że spadnie
    mi cegła na głowę albo wpadnę pod tramwaj..
    >Czy po chemioterapii organizm ma szanse wrócić do normy?
    Pewnie, że ma. Co prawda nie jest to kwestia trzech tygodni, natomiast przy
    rozsądnym trybie życia jest to możliwe. Organizm się wszak regeneruje. Ile to
    może trwać, trudno powiedzieć - każdy organizm jest inny.
  • 27.05.04, 17:30
    Świetnie. Od razu mi lepiej... Czy odpowiadasz z pozycji osoby, która przeszła
    leczenie, czy tylko poprostu uważasz, że znasz odpowiedzi na wszystkie pytania?
    Mam 31 lat i nie dziw się że męczy mnie lęk o swoją przyszłość. Operację i
    chemioterapię przeszłam rok temu. Mam 4 letnią córkę. Teraz rozumiesz, że się
    boję? Nie jestem słabą osobą. Przeszłam ciężkie leczenie, wróciłam do pracy,
    żyję "normalnie". Ale te pytania czasami mnie dręczą.
  • 27.05.04, 17:38
    Witaj,

    nie mysl w ten sposob...Sataraj sie te mysli wyrzucac jak tytlko mozesz..
    Wiem, ze zaraz tutaj mi sie rzuca na mnie wszyscy, ale pomocne jest wyobrazanie
    sobie czerwonego przelacznika mysli w glowie...
    Zamknij oczy jak Cie nachodza takie mysli,poloz sie na lozku wygodnie , wez
    trzy wydechy i wdechy, wyluzuj sie i wyobraz sobie, ze masz z tylu glowy
    wylacznik taki..., ze go naciskasz i widzisz jak zostaje odciety zly naplyw
    mysli...Wydech i otworz oczy..
    To powinno Ci pomagac...Jak poczujesz, ze Cie nachodzi lęk, zamknij oczy nawet
    w pracy na chwile i wyobraz sobie wylacznik, ze wylaczasz mysli..
    Trzebna sobie jakos radzic, bo mozna zwariowac. Wiem cos o tym...
    Trzeba te mysli oddalac od siebie...

    PO chemii dojsc mozna do siebie, tylko, ze czesto nerki kuleja..., ale to sie
    normuje jakos po czasie...
    Pozdr.
    --
    Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
  • 27.05.04, 18:20
    Vecka, rozumiem Twoje rozgoryczenie medycyną konwencjonalną. Jak wiesz, ja też
    jestem zwolenniczką metod naturalnych, natomiast o medycynie niekonwencjonalnej
    nie mówię ostatnio "alternatywna". Alternatywa to sytuacja, w której musisz
    wybrać, albo jedno, albo drugie. Zbyt ortodoksyjni wyznawcy medycyny naturalnej
    zdają się nie pamiętać, że są problemy, z którymi natura sobie nie radzi. Czy
    chcesz odrzucać też cesarskie cięcie, którego niewykonanie grozi śmiercią matki
    lub dziecka? Zabronić zakładania szwów na rany? Mnie się powoli zaczyna
    wydawać, że w tym kierunki idziesz... Ja, oszołom naturalny, prześwietliłam
    sobie dzisiaj dłoń, bo coś mi się zepsuło w palcu. Mało naturalne, powiesz?
    Zgoda, natomiast potrzebne.
    Nie możesz, w imię generealnego buntu, odrzucać wszystkiego, co proponuje
    medycyna akademicka - a ja mam nieodparte wrażenie, że to od 10 dni robisz. Jej
    osiągnięcia są ogromne. Ja nie jestem zwolenniczką antybiotyków na dzień dobry,
    natomiast uważam, że są to środki, które uratowały życie milionom ludzi.
    Wielkie autorytety, polskie i krajowe, w dziedzinie r o z s ą d n e j medycyny
    naturalnej nie pozwalają zaniechać terapii konwencjonalnych. Rozumiem Twoje, to
    znaczy osoby, która z medycyną miała wiele do czynienia, wycieczki w drugą
    stronę i myślę, że to dobry pomysł, natomiast stoisz o krok od tego, żeby
    popaść w skarajność. Boję się tego, że znajdą się osoby, które po przeczytaniu
    Twoich postów o wizualizaji obrażą się na szpitale i zaniechają terapii. Nie
    tędy droga.
    Znajomemu moich rodziców sperforowało się niedawno jelito. Okazało się, że ów
    pan przerzucił sie na dietę opty nie zadając sobie trudu, żeby czegokolweiek
    bliższego się o niej dowiedzieć. Nie chcę się tu wdawać w dywagacje, czy dieta
    opty jest be czy cacy, nie o to chodzi. Gdyby ten pan przeczytał był cokolwiek
    na temat diety, dowiedziałby się o pewnym drobnym szczególe - trzeba sobie
    dostarczać błonnik w jakiejśtam ilości dziennie. On o tym nie wiedział i
    wpychał tylko salceson i kotlety i mało co nie przepłacił tego życiem.
    Niestety, całkiem prawdopodobne jest, że ktoś, kto przeczyta Twoje posty,
    pisane w jak najlepszej wierze, dojdzie do wniosku, że leczenie wizualizacją
    polega tylko na wyobrażaniu sobie. Na naszym oszołomsko homeopatycznym forum
    nie pojawił się ani jeden post nawołujący do zaprzestania korzystania z usług
    lekarzy. Ani jeden. Jesteśmy zdania, że homeopatia jest skuteczna w wielu
    przypadkach, często również tam, gdzie medycyna klasyczna się poddała,
    natomiast są też schorzenia, przy których poddaje się natura i jednym z nich
    jest nowotwór. Natura nie umie też wchłonąć sporego tętniaka mózgu, trzeba jej
    pomóc i, o ile się da, odpowiednio zablokować tętniaka, żeby nie pękł.
    Piszesz o wizualizacji - zgoda, ona może niektórym pomóc. Mnie by nie pomogła,
    ponieważ ja za bardzo lubię konkret i moja wyobraźnia nie podoła oddalaniu raka
    na łodzi do morza. . Wizualizacja może być pomocna w leczniu niepłodności czy
    czegokolwiek innego, natomiast nie jest to metoda dla każdego i stwierdzenie,
    że podziała na wszystkie problemy, jest nadużyciem. Dlaczego nie próbować
    łączyć medycyny naturalnej z akademicką? Przecież się da! W szpitalach na całym
    świecie są akupunkturzyści czy lekarze chińczycy, którzy swoimi umiejętnosciami
    wspomagają terapię konwencjonalną. W Wielkiej Brytanii pacjentom podaje się po
    zabiegach kulki homeopatyczne na szybsze gojenie ran. Fitoterapeuci umieją
    dobrać środki ziołowe tak, aby sprzyjały one regeneracji organizmu po chemii.
    Nie możesz zapominać, że mimo wszystko zadaniem medycyny jest ratowanie życia,
    i ona to zadanie w znakomitej większości przypadków wypełnia. Napiszesz, że
    dużym kosztem? Owszem, ale gdybym miała w czasie porodu alternatywę cesarka
    albo śmierć, to chyba jednak zdecydowałabym się na cesarkę, a nie na
    akupunkturkę - i mówię to ja, oszołom...
    Nie piszę tego po to, żeby Ci dokopać, znamy się z walki ramię w ramię na
    innych forach, natomiast uważam, że powoli zaczynasz przesadzać. Ja mam bliski
    kontakt z medycyną naturalną od 10 lat, a nieco dalszy od 23, ponieważ moja
    mama wolała mnie wpakować do łóżka i kazać tankować mleko z masłem i miodem,
    niż dać antybiotyk na katar i kaszel. Jakoś jeszcze żyję. I chociaż jestem
    naturalnym oszołomem, pochłaniam 300mg lamitryginy dziennie - i nie zrezygnuję
    z niej, ponieważ może się to nienajciekawiej skończyć. Podejrzanych znamion nie
    smaruję śliną kota sąsiada, tylko idę z nimi do lekarza i wycinam, a potem
    biorę kulkę na gojenie się rany. Czemu nie połączyć wizualizacji z chemią, a
    nie: zastąpić?
    Rzekłom. Amen.


    16%VOL
    22%VAT
  • 27.05.04, 19:13
    Witaj Martini,

    Ty chyba nie za bardzo rozumiesz po co ja tej pani napisalam o tym
    przelaczniku...To nie ma byc cwiczenie na raka..., tylko na odizolowanie sie od
    meczacych mysli, ktore ta pania mecza, ze ona znowu zachoruje na tego raka...
    Co Ty Martini wypisujesz? To jest podstawowe cwiczenie glownie dla ludzi z
    depresja , a zwlaszcza z natrectwami, zeby pozbyc sie meczacych mysli...W tym
    wypadku ta pani ma meczaca mysl typu:" Mam male dziecko..., a jak zachoruje
    znowu? Bopje sie, ze umre..." Taki sam lek towarzyszy mi i wszytkim chorym na
    raka oraz wszystkim tym, ktorzy boja sie, ze ich ukochana osoba odejdzie...
    I zeby poradzic sobie z tym LĘKIEM, a nie rakiem( błednie mnie zrozumialas),
    to mozna sie wesprzec wlasnie cwiczeniem z wylacznikiem mysli...
    To jedna rzecz....
    Dalej...


    Martini napisala:
    Czy
    > chcesz odrzucać też cesarskie cięcie, którego niewykonanie grozi śmiercią
    matki
    >
    > lub dziecka?

    W zadnym wypadku...tak bym nie zrobila...Nigdy...Porownanie jest kompletnie nie
    na miejscu...

    martini napisala:
    Zabronić zakładania szwów na rany?

    Mam duzo blizn po szwach na ciele...

    martini napisala:
    Ja, oszołom naturalny, prześwietliłam
    > sobie dzisiaj dłoń, bo coś mi się zepsuło w palcu. Mało naturalne, powiesz?
    > Zgoda, natomiast potrzebne.

    Nic jeszcze nie pwiedzialam, wiec nie mow mi co powiem...Na urografii w
    szpitalu mnie przeswietlili 7 razy jednego dnia..+ 8 raz przeswietlenie pluc
    przed narkoza...Twoj palec to male piwo...i nie protestowalam...

    Martini napisala:
    Nie możesz, w imię generealnego buntu

    Nie buntuje sie generalnie, ale czytam onkolink i zaden lekarz tam nie
    zaprzeczyl temu, ze chemia jest rakotworcza...i ze w niekorych wypadkach moze
    bardziej zaszkodzic niz pomoc..
    Kazdy onkolog wie, ze np. przy raku nerki chemia pomaga 3 procentom pacjentow(
    ten typ jest niewrazliwy na chemie), to jest juz od x czasu wiadome, ale i tak
    sie tym ludziom chemie pakuje, bo nie ma nic innego do wyboru z medycznego
    punktu widzenia..
    POza tym to sa moje przemyslenia tylko i moje obserwacje, wymieniam po prostu
    tylko pogaldy i nic wiecej....
    Doki by sobie chemii nie zaaplikowal...Jeszcze nie napisal czemu.., bo jestem
    ciekawa...i nie ze zlosliwosci, tylko temat mnie interesuje po prostu..., bo
    jest wart dyskusji, zwlaszcza, ze mamy tu lekarzy, ktorzy moga wiele rzeczy nam
    wyjasnic z medycznego punktu widzenia..


    Martini napisala:
    Rozumiem Twoje, to
    >
    > znaczy osoby, która z medycyną miała wiele do czynienia, wycieczki w drugą
    > stronę i myślę, że to dobry pomysł, natomiast stoisz o krok od tego, żeby
    > popaść w skarajność.

    Nie popadam w zadna skrajnosc...Chodze do lekarza, chodze...Moja mama tez
    chodzila i chodzi...

    Martini napisala:
    Na naszym oszołomsko homeopatycznym forum
    > nie pojawił się ani jeden post nawołujący do zaprzestania korzystania z usług
    > lekarzy. Ani jeden.

    POdaj mi miejsce gdzie napisalm:"LUdzie , nie leczcie sie u lekarzy", podaj
    mi...Prosze...

    Martini napisala:
    Owszem, ale gdybym miała w czasie porodu alternatywę cesarka
    > albo śmierć, to chyba jednak zdecydowałabym się na cesarkę, a nie na
    > akupunkturkę - i mówię to ja, oszołom...

    A ja bym wypila szklanke swojego moczu...:), zartowalam...
    A tak na powaznie, to piszesz w ogole nie na temat..., bo...nikt by sie nie
    zdecydowal na akupunkture przy klopotach z porodem...i nigdzie nie moiwlam
    o akupunkturze przy problemach z porodem...Piszesz cos, czego kompeltnie nie
    napisalam i nie wymyslaj prosze jakis wyimaginowanych sytuacji..., bo sa one w
    tym wypadku chore i nie do zrealizowania...


    martini napisala:
    Podejrzanych znamion nie
    >
    > smaruję śliną kota sąsiada, tylko idę z nimi do lekarza i wycinam, a potem
    > biorę kulkę na gojenie się rany. Czemu nie połączyć wizualizacji z chemią, a
    > nie: zastąpić?

    Ja tez nie smaruje slina kota, tylko wycinam...mam juz dwa wyciete...i kilka
    szwow...
    I prosze Cie nie porownuj akupunktury przy np. niedomodze jajnikow do sliny
    kota...i nie pisz, ze ja tak pisze, bo nigdzie nic takiego nie napisalam...
    i nie dodawaj sobie ani nie wymyslaj wyimaginowanych sytuacji, o ktorych nie ma
    kompletnie mowy w dyskusji.....i ktore nawet nie moga zaistniec w relau...

    acha...I...
    Martini napisala:
    Czemu nie połączyć wizualizacji z chemią, a
    > nie: zastąpić?


    Ja nigdy nie uzylam slowa "alternatywa", zawsze pisze "wspomagajaco" jakbys nie
    zauwazyla...
    A cwiczenie z wylacznikiem nie jest Martini na raka, tylko na lęki, glownie
    natręctwa, ktore takze powstaja jako nautalna kolej rzeczy u ludzi chorych na
    raka...Dostaja oni tzw. rakofobii...i zeby sie pozbyc tych natretnych mysli,ze
    zachowuja i umra, to podobnie jak ludzie z natrectwami typu : musze ominac
    kazda trzecia plytke chodnikowa albo musze przy co czwartej lampie 4 razy
    klsnac lub na pewno zachowuje na raka i czuje jak on we mnie rosnie...itd...,
    moga sobie pomoc wlsnie wizualizacja..., kora stosuja psychoterapeuci w
    leczeniu natrectw, nerwic itp..., ktore powstaja u chorych na raka w skutek ich
    choroby...

    Czytaj dokladnie to co pisze...i nie wypisuj ze tak powiem farmazonów o slinie
    kota...

    Pozdr.







    --
    Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
  • 27.05.04, 19:24
    Vecka, obie jesteśmy filologami i umówmy się, że umiemy czytać ze zrozumieniem.
    Nie będę się wdawać w dyskusję z Tobą, napisałam, co chciałam, i do dodania nic
    nie mam

    16%VOL
    22%VAT




    --
    takie tam... forum homeopatyczne
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=19760
  • 27.05.04, 19:40
    Nie czytasz dokladnie postow i piszesz kopletnie obok tematu...
    Nie bede sie klocic przeciez, ale sytucje, ktore opisalas z ta ślina
    i akupunktura przy porodzie sa totalnie jak wyśnione z bajki i w dodatku
    jeszcze mi piszesz, co ja powiem...
    Nie pisz nigdy co ja powiem albo co ja na Twoj post czy Twoje zdanie odpowiem,
    bo tego sie dowiesz jak ci odpisze i tyle...i dopiero wtedy mozesz moje
    wypowiedzi komentowac....
    Nie mozna pisac za kogos i gadac samemu ze soba...i kometowac to, co samemu sie
    wymysli i wlozy w usta komus...
    Pozdr.

    --
    Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
  • 27.05.04, 19:23
    Martini napisala:
    Ja mam bliski
    kontakt z medycyną naturalną od 10 lat, a nieco dalszy od 23, ponieważ moja
    mama wolała mnie wpakować do łóżka i kazać tankować mleko z masłem i miodem,
    niż dać antybiotyk na katar i kaszel. Jakoś jeszcze żyję.

    Masz silny organizm, bo mnie nie pomagalo mleko z maslem i miodem jak mi ropa z
    uszu ciekla..., tylko chirurg, ktory mi rozcinal ucho w sodku i włożył dreny,
    zeby ropa splywala...i tak kilka lat...
    Mleko z maslem i miodem tez mi nie pomagalo jak mialam rope ponad 2 lata
    w migdalach, tylko chirurg, ktory mi migdly wycial nozem...
    POzdr.
    --
    Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
  • Gość: małgo IP: *.compower.pl 27.05.04, 20:45
    Czy wobec tego istnieją nowotwory które dają szanse trwałego wyleczenia przy
    zastosowaniu chemioterapii?Choruję na ziarnice złośliwą. Czytałam ze jest to
    jedna z chorób nowotworowych które leczy sie dość skutecznie.Jednak widząc
    reakcje ludzi na moją chorobę czasami zaczynam watpic czy aby na pewno
    rokowania przy ziarnicy są dobre czy mam szanse wyjsc z choroby.Generalnie w
    społeczenstwie nadal panuje pogląd nowotwór -wyrok.
  • Gość: Doki IP: *.15-200-80.adsl.skynet.be 27.05.04, 22:21
    Akurat schorzenia hematologiczne, a do tych nalezy ziarnica, w sporym odsetku
    dobrze reaguja na chemie.
  • Gość: Artur IP: *.sdh.sk.ca 27.05.04, 23:55
    Sa nowotwory z bardzo zlym rokowaniem: rak nerki, pluca, trzustki, zoladka,
    przelyku. Inne wykrywa sie dopiero w zaawansowanym stanie wiec tez sa
    niebezpieczne: rak jajnika.
    Wiele z nowotworow, ktorych nie wymienilem ma relatywnie dobre rokowanie i
    procent trwalego wyleczenia moze np osiagac az 70-80%. Najlatwiej wyleczyc
    dzieci, moze dlatego, ze lepiej od starszych toleruja leczenie.
    U wyleczonych szansa na ponowny nowotwor jest wieksza, ale nie mozna sie dac
    zwariowac. Tylko kolo 0.5% ludzi wyleczonych z raka dostaje pozniej w zyciu
    ponownego raka spowodowanego leczeniem chemicznym lub radiologicznym.
    Natomiast szansa kazdego z nas na raka jest dosc duza bo wynosi pewnie powyzej
    60% choc wiekszosc z tych rakow nie spowoduje naszej smierci bo bedzie to albo
    rak powoli postepujacy i zaczynajacy sie w podeszlym wieku (zdazymi umrzec na
    cos innego) albo rak latwo uleczalny (np wiele rakow skory leczy sie bardzo
    latwo). Smiertelnosc spowodowana nowotworami waha sie w zaleznosci od regionu
    ale srednio wynosi okolo 25%. Wiekszosc rakow spotyka nas w podeszlym wieku.

  • 28.05.04, 14:18
    Witaj,

    Artur napisal:
    Tylko kolo 0.5% ludzi wyleczonych z raka dostaje pozniej w zyciu
    > ponownego raka spowodowanego leczeniem chemicznym lub radiologicznym.


    Powiedz mi wiec, jak lekarze sa w stanie odroznic czy nawrot raka jest od
    chemii z poprzedniego leczenia, czy tez od tego, ze pacjent jest chory na raka
    i gdyby tej chemii nie bral, to i tak w tym konkretnie momecie by mial taki
    nawrot?
    Przeciez tego nie da sie udowodnic, ze dany pacjent ma nawrot po rakotowrczej
    chemii z poprzediego leczenia, bo zmutowala ona obok zdrowe komorki, a inny
    pacjent tez po poprzednim leczeniu chemią ma nawrot, ale nie od
    chemii...Przeciez tego juz po fakcie nie da sie udowodnic chyba?, bo nikt sie
    tym nie zajmuje. Np. u mojej mamy sie nikt z lekarzy nie zastanawia teraz czy
    mama ma nawrot choroby, bo by go i tak miala czy tez ma ten nawrot, bo brala
    chemie, ktora zniszczyla poprzedniego guza, ale dzieki niej wyrosl
    nastepny...Nikt tego nie bada prezciez...??? Jak zosatlo to 0,5 % udowodnione?

    Wiesz, cos mi do tej pory dzwieczy w uszach...Mama miala 8 kusrow, byla juz po
    7 martwa...i zasanawiala sie czy isc na ten osmy..
    Poszla do lekarza i sie pyta, czy ten 8 jest konieczny, bo ona juz jest zywym
    trupem..., a lekarz mowi:" A jak sie wroci? , to potem bedzie pani zalowac, ze
    Pani tej osmej nie wziela, bo moze ona wlasnie zadecyduje o tym, ze Pani z tego
    wyjdzie..."
    A teraz sobie ja mysle tak...A moze to wlasnie ta osma chemia dobila mame i
    przewazyla na ta strone, ze komrki zdrowe sie zmutowaly i teraz ma nawrot po
    rownym roku od skonczenia chemii? Co to jest 12 miesiecy? o jest nic...TYle to
    by pewnie bez zadnych męk przezyla bez chemii, a tylko po operacji moze...
    Pisze "moze", bo przeciez tego sie nie dowiemy nigdy...To takie moje
    rozwazania...
    Napisz mi jak udowodniono te 0,5 % , bo jestem ciekawa skad taka liczba sie
    wziela, na podstwie czego?
    Pozdr.

    --
    Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
  • Gość: Doki IP: *.15-200-80.adsl.skynet.be 28.05.04, 14:24
    To przeciez proste: leczysz chemia raka jajnika, a tu przyplatuje sie bialaczka.
    Albo odwrotnie. Jesli zrobisz takie badanie w duzej populacji, to mozesz z tego
    statystycznie "wydestylowac" te czesc ryzyka zachorowania na nowotwor, za ktory
    jest odpowiedzialna chemia.
  • 28.05.04, 15:54
    Witaj Doki...
    jaka bilaczka? Rozumiem, ze jezli masz raka jajnika i przeplatuje sie
    bialaczka, to jest ta bilaczka spowodowana w tym wypadku rakotworczym
    dzialaniem chemii na raka jajanika..., tak? W tym wypadku bialaczka jest
    efektem ubocznym chemii na raka jajnika?
    Wiec teraz mi powiedz tak...
    Jak juz sie tych jajanikow, macicy itd.. nie ma(opercja)...i potem po roku robi
    sie nagle guz w mozgu?
    To czy ten guz w mozgu po kilkunastu miesiacach czy tych 2 czy 3 latach, jest
    tym samym rakiem, co poprzedni rak jajnkia np? czy tez nowym tworem?
    I teraz jeszcze nastepne pytanie..., bo podejrzewam, ze aby na to pytanie
    odpowiedziec trzeba zabadac tego guza histopatologicznie...Wiadomo, ze rak
    wywodzacy sie z pluc np. ma inna budowe histopatologiczna niz np. rak jajnika..
    Wiec, czy jezli z raka jajnika bedzie przerzut na pluca czy mozg, to jak sie
    wezmie wycinki z tego pluca, to ten guz na plucu bedzie mial taka sama budowe
    histopatologiczna jak ten rak jajnika pierowotny?
    Mysle, ze jezli tak jest jak pisze, choc tego nie jestem pewna, ale zakladajac
    ze tak jest, to na podstwie badania histopatologicznego , porownujac tkanke
    obecnego guza z tkanka poprzedniego guza, mozna dojsc do tego, czy guz obecny
    jest nowym guzem powstalym np. w skutek chemii czy tez starym guzem, ktory sie
    odnowil?, bo to, ze ma sie np. raka jajnika i potem bialaczke, to czy ten rak
    jajnika nie moze zaatakowac szpiku ? Tego nie wiem..., ale skoro moga byc
    przerzuty do mozgu, pluc , to czemu nie do szpiku? Nie wiem tego..., ale tak
    sobie logicznie mysle...
    Jakbys mogl mi odpowiedziec przede wszytkim na pytanie, czy jak z jajnika jest
    przerzut do pluc, to czy ten rak w plucach ma taka sama budowe
    histopatologiczna jak rak jajnka...Wedlug mnie tak powinno byc, bo skoro
    piszesz, ze np. przy raku piesri sa juz przerzuty, ale sa jeszcze
    nieuwidoczniowne, to rozumiem, ze ta chemia ma za zadanie tepic te komorki w
    kazdej czesci ciala, a jak tak, to chemia ta musi tak samo zbijac tego raka i w
    miejscu wycietej piersi i np. w mozgu czy plucach..., a skoro sie chemie
    dobiera na podstwie badania histopatologicznego, to wydaje mi sie, ze na
    podstwie tegoz badania nowo poswtalego guza, mozna okreslic czy jest on nowym
    guzem czy starym guzem...
    Prawda? Czy nieprawda?

    --
    Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
  • Gość: Doki IP: *.15-200-80.adsl.skynet.be 28.05.04, 17:14
    > jezli masz raka jajnika i przeplatuje sie
    > bialaczka, to jest ta bilaczka spowodowana w tym wypadku rakotworczym
    > dzialaniem chemii na raka jajanika..., tak?

    Nie dzialaniem na raka jajnika, tylko na caly organizm. Jesli podajesz chemie,
    to trujesz raka, a przy okazji i inne komorki. Plus oslabienie ukladu
    odpornosciowego. Nowotwory powstaja same- codziennie.

    .i potem po roku robi
    > sie nagle guz w mozgu?
    > To czy ten guz w mozgu po kilkunastu miesiacach czy tych 2 czy 3 latach, jest
    > tym samym rakiem, co poprzedni rak jajnkia np? czy tez nowym tworem?

    A to zalezy. Pierwotne guzy mozgu (to znaczy guzy, ktore rozrastaja sie z
    normalnych komorek mozgu) sa rzadkie. Zwykle w mozgu sa guzy przerzutowe.
    Badaniem mikroskopowym, za pomoca odpowiednich barwien i immunohistochemii mozna
    zazwyczaj stwierdzic z jakich komorek rozwinal sie guz. Jesli maz w mozgu guza
    jajnika, to jasne, ze to przerzut.

    > Tego nie wiem..., ale skoro moga byc
    > przerzuty do mozgu, pluc , to czemu nie do szpiku?

    To nie takie proste. Kazdy nowotwor ma swoje "ulubione" miejsca, w ktore
    przerzutuje, czesto jest tez zachowana kolejnosc ujawniania sie przerzutow. PO
    prostu jedne narzady daja lepsza "glebe", na ktorej wykielkuje przerzut, a inne
    nie. I te optymalne warunki sa rozne dla roznych guzow.

    > czy jak z jajnika jest
    > przerzut do pluc, to czy ten rak w plucach ma taka sama budowe
    > histopatologiczna jak rak jajnka...

    Nie zawsze, ale zwykle tak. Raki czasem ulegaja progresji do form coraz bardziej
    zlosliwych, przy czym jedna z miar zlosliwosci jest stopien utraty wlasciwosci
    pierwotnej tkanki. Na przyklad lagodniejszy rak piersi moze skladac sie z
    komorek podobnych do tych w zdrowej piersi i nawet probowac tworzyc strukture
    tkanki zdrowej piersi. Zlosliwszy tego juz nie potrafi, tylko rosnie bez ladu i
    skladu.

    ta chemia ma za zadanie tepic te komorki w
    > kazdej czesci ciala, a jak tak, to chemia ta musi tak samo zbijac tego raka i w
    >
    > miejscu wycietej piersi i np. w mozgu czy plucach..., a skoro sie chemie
    > dobiera na podstwie badania histopatologicznego, to wydaje mi sie, ze na
    > podstwie tegoz badania nowo poswtalego guza, mozna okreslic czy jest on nowym
    > guzem czy starym guzem...
    > Prawda? Czy nieprawda?

    Prawda.
  • Gość: Artur IP: *.sasknet.sk.ca 28.05.04, 16:15
    Problem jest jezeli rak jest histopatologicznie ten sam. Jezeli rak powstaje
    przed uplywem 5 lat to jest wznowa a nie nowy rak. Po pieciu latach jest nowy
    rak. Ale oczywiscie jest to taka "gruba" metoda.
    Jezeli nowy rak jest histopatologicznie tym samym rakiem co pierwotny to
    oczywiscie jest mniej pewnosci czy to wznowa, czy powtorka.
    Badania populistyczne po prostu twierdza, ze chemioterapia i radioterapia
    zwieksza szanse na zachorowanie na raka, ale w pojedynczych przypadkach nie
    mozna powiedziec ktory chory reprezentuje co.
  • 28.05.04, 16:17
    NO wlasnie...To wszytko takie pisane palcem po wodzie...i to jest takie troche
    przybijajace...
    POdzr.

    --
    Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
  • Gość: annaklay IP: *.sympatico.ca 28.05.04, 18:27
    przy leczeniu nowotworow?

    Obecnie onkolodzy atakuja przede wszystkim tzw.nowotwor "matke" i nie biora
    pod uwage faktu istnienia tzw.micro-metastaz. Te micro-metastazy decyduja o
    powaznym stanie choroby. Nie mozna ich wykryc, bo nie pozwalaja na to obecne
    metody diagnostyczne (wyjatek, to niestety malo rozpowszechniony system
    wczesnej diagnozy PET-scan).
    Zaaplikowanie agresywnego leczenia konwencjonalnego, skierowanego glownie na
    destrukcje zdiagnozowanego nowotworu, powoduje oslabienie systemu immunitarnego
    i doprowadza do rozwoju niewidocznych dla powszechnie stosowanych dzisiaj
    metod diagnostyki, micro-ognisk.
    Metastazy rozwijaja sie wowczas bardzo szybko, np. zabieg chirurgiczny
    powodujac chwilowe obnizenie odpornosci organizmu, doprowadza do zaniku
    substancji, tzw. "chalonow", ktore sa wytwarzane przez nowotwor i ktore blokuja
    wzrost ognisk micro-metastaz.
    Specjalista francuski, onkolog dr Philippe Lagard uwaza, ze w 95 % przypadkow
    nowotworow, nie powinno sie dzialc w sposob natychmiastowy z zaaplikowaniem
    leczenia konwencjonalnego, bowiem w momencie diagnozy nowotworu jest on juz
    dosc "stary", srednio statystycznie ma ok. 5 lat.
    Mozna wiec spokojnie zaplanowac wlasciwe postepowanie terapeutyczne i skierowac
    uwage glownie na leczenie wlasciwymi, sprawdzonymi metodami niekonwecjonalnymi.
    Oczywiscie, nieraz interwencja pilna jest konieczna (w.przypadku np. tzw
    nowotworow "miekkich" takich jak leukemia czy limfomy lub w przypadku
    krwawien).
    W/g jego oceny jest to jednak zaledwie ok 2 -3 % wszystkich przypadkow.
    W/g tego onkologa w przypadku nowotworu, nalezy wziasc pod uwage piec
    nastepujacych waznych informacji:

    1. Masz czas (czyli nie spieszyc sie)
    2. Nie spiesz sie z zaaplikowaniem interwencji chirurgicznej. Skonsultuj sie z
    onkologiem ktory opracuje plan strategiczny walki z choroba. Skonsultuj nie
    jednego specjaliste.
    3.Unikaj niepotrzebnych punkcji.
    4.Przed kazda akcja, zasiegnac konsultacji u co najmniej dwoch specjalistow
    onkologow.
    5.Zastosowac leczenie przedkonwencjonalne ( np.zmiana diety itp.)

    Dr Philippe Lagarde jest onkologiem francuskim stosujacym rozne formy leczenie
    niekonwecjonalnego rownolegle z terapia konwecjonalna. Swoj dyplom w zakresie
    onkologii uzyskal na Uniwersytecie Paryskim w departamencie kierowanym przez
    synnego onkologa prof.L. Israel. Obecnie prowadzi dwie kliniki onkologiczne
    W Bruxeli i Wenecji.

    annaklay

  • 28.05.04, 20:18
    Witaj,

    nie znam tego lekarza, o ktorym piszesz, ale ja wyczytalam w jakiejs ksiazce
    medycznej jakis czas temu, ze jak jest guz pierwotny, to zazwyczaj sa juz
    przerzuty do innych narzadow, ale one sa za male, aby je rozpoznac. Te
    przerzuty nie rosna i nie szkodza niczemu dopoki sie nie wytnie pierwotnego
    guza, bo wtedy te przerzuty zaczynaja byc bardzo zlosliwiec i sie strasznie
    szybko te komorki w tych przerzutach mnoza...
    Piszes tutj o jakis "chalonach"-to sa chyba te substancje, ktore wytwarza guz
    pierwotny i nie pozwala rosnac innym przerzutom, ktore sobie siedza w innych
    narzadach cicho, dopoki sie nie ruszy guza pierwotnego....
    No ale teraz co robic?jak ten guz pierwotny rosnie? Czy nalezy poddac sie
    roznym terapiom niekonwencjonalnym, takim jak dieta, medytacja, wizualizacja
    np...itp?
    Jak w takim razie walczyc z tym guzem pierwotnym?, bo z tego co takze i ja
    wyczytalam , to jak sie ruszy tego guza pierowtnego, to juz umarl w butach, bo
    niewidoczne przerzuty rusza z taka szybkoscia, ze koniec juz...
    Wiec co robic?
    POzdr.
    --
    Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
  • Gość: Artur IP: *.sdh.sk.ca 28.05.04, 20:29
    > Jak w takim razie walczyc z tym guzem pierwotnym?, bo z tego co takze i ja
    > wyczytalam , to jak sie ruszy tego guza pierowtnego, to juz umarl w butach,
    bo
    > niewidoczne przerzuty rusza z taka szybkoscia, ze koniec juz...

    Nieprawda, ciemnota i zacofanie. Ogromny sukces w leczeniu raka w obecnych
    czasach (choc moze nie w Polsce, jak dowiaduje sie z tego forum) wynika z faktu
    laczenia roznymi metodami na raz. W Kanadzie prawie 80% chorych na raka ma
    leczacy zabieg chirurgiczny. Chemioterapia i radioterapia tez jest stosowana w
    podobnym procencie. Z tego wniosek, ze wiekszosc chorych tutaj otrzyma
    przynajmniej dwa (jak nie trzy leczenia: chirurgia, chemioterapi i
    radioterapia).
    W Kanadzie mozna wyleczyc (calkowicie usunac raka) u 60% chorych (u dzieci
    wiecej niz 70%).
    Ale, jak widze w nowym raporcie, ktory wyladowal na moim biurku w ciagu
    ostatnich 20 lat ilosc raka (juz po uwzglednieniu wieku) wzrosla o prawie 15%.
    Poprzednio podobny wzrost o okolo 10% obserwowano przez ok 100 lat. Cos sie
    chyba zaczyna szybko pogarszac pomimo zauwazalnej przez ostatnie lata redukcji
    palenia tytoniu.
  • Gość: annaklay IP: *.sympatico.ca 28.05.04, 23:04

    jest ciemnota i zacofaniem:-). Jesli chodzi o pana dr P.Lagard jest on
    rzeczywiscie kontrowersyjnym onkologiem. Nie ze wszystkimi metodami
    niekonwencjonalnymi stosowanymi w jego terapii mozna sie zgodzic, ale niektore
    sa interesujace. Opublikowanie w 1979 r. przez niego ksiazki pt. "To co sie
    ukrywa o nowotworach", a nastepnie w 1990 r. "Moja pojedyncza walka przeciwko
    nowotworowi" przysporzylo mu w srodowisku kancerologow wielu wrogow.
    Lekarz ten byl przez kilku kolegow onkologow ciagany po sadach przez 8 lat. Nie
    pozwolono mu na kontynuowanie noramlnej pracy badawczej. Musial tez z tego
    powodu opuscic Francje.
    Niestety nie wszystko wyglada tak rozowo w zakresie leczenia nowotworow:-(
    Obecne zalecane metody konwecjonalne tylko zwalczaja symptom, a nie przyczyne
    choroby:-(
    annaklay
  • Gość: Artur IP: *.sdh.sk.ca 28.05.04, 23:52
    Wiele sie od czasu gdy ten kontrowersyjny pan opublikowal swoje ksiazki
    zmienilo w onkologii. 25-30 lat temu rak to byl wyrok smierci a jednoczesnie
    mniej ganiano lekarzy oszolomow. Stad latwo bylo wylansowac jakis mit leczenia.
    Teraz juz tak nie jest bo jest jak pisalem fifty-fifty i przy tak duzej
    skutecznosci medycyny konwencjonalnej nie wypada wyciagac na swiat takich
    niesprawdzonych i prawie na pewno nieskutecznych staroci.
  • 29.05.04, 00:01
    Witam,

    a czemu go ciagno po sadach? Za to, ze dowiodł czegos nowego? albo doszedl do
    jakis interesijacych wnisokow?
    Czy nie powinno byc tak, ze kazdy robi co mu sie podoba, o ile nie szkodi
    innym...Kazdy czlowiek jest dorosly i ma prawo wyboru jak sie leczyc...Jezeli
    chce isc na chemie, to ok...Jezeli nie chce, to tez ok, jego wybor...
    Nie rozumiem czemu ciagano czlowieka za to, ze mial inne zdanie czy, ze na
    podstwie prowdzonych badan, dowiodl czegos innego, nowego...

    No mnie tez sie wydaje, ze nie wszytko jest takie piekne i rozowe jak opisuje
    Artur..., bo jakos nie zauwazylam tego na onkologii...


    Acha, i jeszcze z tym zacoafniem, to ja to wyczytalam w ksiazce medycznej
    z 2001 lub 2002 roku chyba( byc moze w ksiazce pt."Anatomia patologiczna", ale
    juz nie wiem teraz dokladnie)substancji, co hamuje rozrost przerzutow..., wiec
    nie wiem czy to takie zacofanie...
    Pozdr.
    --
    Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
  • Gość: Artur IP: *.sdh.sk.ca 29.05.04, 00:13
    Wg mojej logiki to lepiej walczyc o poprawe polskiej onkologii niz o
    wprowadzanie "dziwnych" terapii. Niestety wszystko wskazuje na to, ze terapie
    alternatywne sa w przypadku raka po prostu nieefektywne podczas gdy onkologia
    w odpowiednich rekach i z odpowiednimi funduszami jest w stanie wyleczyc
    wiecej niz polowe pacjentow.
  • Gość: Artur IP: *.sdh.sk.ca 29.05.04, 00:22
    Dla ludzi, ktorzy wymagaja nowoczesnego leczenia onkologicznego i nie moga go
    znalesc w Polsce jest mozliwosc leczenia (za wlasne pieniadze oczywiscie) w
    Beijingu w Chinach. Wiele tamtejszych szpitali onkologicznych stoi na bardzo
    wysokim poziomie swiatowym a jednoczesnie ceny (leczenia i lekow) sa
    wielokrotnie nizsze niz np w zachodniej Europie lub w Ameryce.
    Ale te kilka tysiecy dolarow trzeba niestety miec; no i trzeba miec na bilet.
  • Gość: annaklay IP: *.sympatico.ca 29.05.04, 00:51
    sa efektywne, a ktore nie sa efektywne. Decydentom na tym nie zalezy, bo
    nikt na to nie chce lub nie moze przeznaczyc pieniedzy, ktore pozornie nie
    dadza zysku.
    Prosze mnie zle nie zrozumiec. Nie jestem absolutnie zwolenniczka tzw.
    spiskowej teorii dziejow, ale i tez nie uwazam, ze nalezy wszystko ladowac do
    jednego wora w przypadku tak powaznej choroby jaka sa nowotwory, ktore coraz
    czesciej atakuja juz dzieci.
    Zreszta nie moge w tej chwili upubliczniac na tym forum innych informacji, bo
    przciez i tak to nic nie da:-(
    annaklay
  • Gość: Artur IP: *.sdh.sk.ca 29.05.04, 00:56
    OK, dokladnie nie wiadomo czy dokladnie wszystkie sa niedzialace lub nawet
    szkodliwe. Ale na pewno przewazajaca wiekszosc jest niedzialajaca i prawie na
    pewno szkodliwa.
    W tej sytuacji wg mnie lepiej ich po prostu unikac albo naprawde bardzo na nie
    uwazac i wiedziec co sie ryzykuje.
  • Gość: annaklay IP: *.sympatico.ca 29.05.04, 00:36

    Ten kontrowersyjny onkolog stosuje takze leczenie konwecjonalne czyli
    chemioterapie, radiacje czy zabiegi chirurgiczne. To co rozni go od
    kolegow po fachu, polega na tym, ze przygotowuje swoich pacjentow do tych
    zabiegow korzystajac z roznych metod diagnostyki i terapii ktore nie sa czescia
    protokolow leczenia metodami konwencjonalnymi.
    Uwaza on bowiem, tak jak juz napisalam w powyzszym e-mailu, ze nalezy w
    przypadku nowotworow zajac sie glownie micro-metastazami jesli nowotwor nie
    jest punktowy. Odpowiednio przygotowany organizm pacjenta o wiele lepiej znosi
    bowiem zabiegi konwencjonalne i jest wieksza szansa na calkowite wyleczenie.
    Veca, prosze przeczytaj jeszcze raz moj pierwszy post. Dr P. Lagarde uwaza, ze
    agresywne atakowanie nowotworu tzw. "matki" daje spektakularny efekt, ale
    czesto u wielu osob na krotka mete.
    Arturze, w leczeniu nowotworow metodami konwencjonalnymi tak naprawde niewiele
    sie zmienilo od tych 30 lat (nawet w ameryce). Mamy tylko silniejsza i lepiej
    dopracowana chemioterapie. Ale nie nalezy zapominac o tym, ze ta skuteczna bo
    silna chemioterapia jest powodem hypertoksycznosci i pojawiania sie komorek
    nowotworowych odpornch na leczenie w przypadku remisji.
    Onkolodzy nadal zajmuja sie tylko niszczeniem "wroga" dostepnymi sobie metodami
    i nie wykazuja specjalnego zainteresowania pacjentem zarowno przed jak i po
    terapii konwencjonalnej.
    Oczywiscie nie jest to ich wina, ale obowiazujacego nadal "odgornego":-)
    systemu leczenia tej choroby.

    www.ssc.ca/documents/case_studies/1999/table5.html
    Powyzsza kanadyjska statystyka w zakresie smiertelnosci z powodu np.nowotworow
    piersi nie wyglada jednak tak rozowo;-(
    Ponadto wszystkie dane statystyczne odnosnie nowotworow dotycza tylko okresu
    pieciu lat. Im dalej w "las" , ze tak powim tym niestety coraz "ciemniej":-(

    annaklay
    jest powodem
  • Gość: Artur IP: *.sdh.sk.ca 29.05.04, 00:45
    <Powyzsza kanadyjska statystyka w zakresie smiertelnosci z powodu np.nowotworow
    piersi nie wyglada jednak tak rozowo;-(

    Dane statystyczne z Canadian Cancer Statistics 2002

    Nowe przypadki raka piersi u kobiet 20500 w ciagu roku 2002
    Zgony z powodu raka piersi u kobiet 5400 w ciagu roku 2002
  • Gość: annaklay IP: *.sympatico.ca 29.05.04, 01:18
    www.hc-sc.gc.ca/pphb-dgspsp/publicat/updates/breast-99_f.html
    Dane z 1999r na ten sam temat: 18 700 nowych zachorowan i prognoza 5 400 zgonow.
    Teraz prawie tak samo. A od 1984 maly, ale systematyczny wzrost.
    Prognoza 145 500 zachorowan na wszystkie nowotwory w roku biezacym, to cyfra
    nie tak znowu relatywnie niska jak na Kanade.
    Ale coz maly czlowiek moze w tym wszystkim zmienic?:-((

    annaklay
  • 29.05.04, 01:32
    Witaj Artur,

    no ale czy to tak mozna okreslac na dany rok?
    Chyba powinno sie brac pod uwage np. piec lat, a nie jeden rok..., bo polowa z
    tych zachorowan w roku 2002, to moze umrzec dopiero w roku 2010 nawet...i czy
    wtedy liczba zachorowan z 2002 jest adekwtana do smiertelnosci z roku 2002?
    Tutaj smiertelnosc wynosi ok. 1/5 w tym roku 2002, ale to nie jest smiertlenosc
    1/5 tych przypadkow na rok 2002, tylko takze przypadkow zachorowalnosci z lat
    poprzednich...Prawda? Czy ja zle mysle?
    --
    Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
  • Gość: Artur IP: *.sdh.sk.ca 29.05.04, 01:44
    Dobrze myslisz, ale w przyblizeniu mozna uzyc te dane, ktore podalem bo
    czestosc powstawania raka piersi nie waha sie za bardzo na przestrzeni lat.
    Wytwarza sie wiec takie status quo - iles tam rakow przybywa, iles sie wyleczy,
    ilus tam chorych niestety umrze na tego raka i ilus tam umrze z innego powodu
    nie zdazajac umrzec na raka.
    W przyblizeniu zgadza sie to ze stwierdzeniem, ze okolo polowe przypadkow raka
    piersi da sie wyleczyc.
  • 29.05.04, 01:50
    Witaj,

    o ile sie dobrze orientuje, to akurat rak piersi jak jest wczesnie wykryty, to
    ma bardzo dobre rokowania i to tez zwieksza przezywalnosc pacjentek w
    porownaniu z innymi rakami...
    POzdr.
    --
    Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
  • Gość: Artur IP: *.sdh.sk.ca 29.05.04, 01:56
    Czy ja wiem, chyba nie az tak bardzo jak kiedys myslano.
  • 29.05.04, 01:27
    Witaj,

    przeczytalm Twojego posta i rozumiem co piszesz...z tym efektem i rozumiem
    czemu na krotka mete...
    A teraz jeszcze powracajac do Twojego ostatniego posta:

    Mamy tylko silniejsza i lepiej
    > dopracowana chemioterapie. Ale nie nalezy zapominac o tym, ze ta skuteczna bo
    > silna chemioterapia jest powodem hypertoksycznosci i pojawiania sie komorek
    > nowotworowych odpornch na leczenie w przypadku remisji

    To tak jak antybiotyki...Mamy coraz to lepsze i silnijsze antybiotyki, ale i
    bakterie sa coraz bardziej wytrzymnale na nie...az w koncu sobie z tymi
    bakteriami juz nie poradzimy...To jest moze troche "plynna" analogia, ale cos
    takiego mi sie nasunelo na mysl...I to jest taki zamkniety krag bez wyjscia...

    Annaklay napisala:
    Onkolodzy nadal zajmuja sie tylko niszczeniem "wroga" dostepnymi sobie metodami
    >
    > i nie wykazuja specjalnego zainteresowania pacjentem zarowno przed jak i po
    > terapii konwencjonalnej.


    Ttaj tez sie zgadzam, ale tych pacjentow jest tak duzo, to jest taka taśmowka,
    a lekarzy tak malo w porownaniu z tymi pacjnetami....
    Nikt sie nie pta o diete, o stresy, o osobowosc itd..., tylko czlowiek jest
    traktowany jak maszyna, w ktorej sie cos zepsulo, wiec trzeba naprawic
    dostepnymi srodkami...
    Mysle, ze czasem trzeba sie zastanowic jednak nad ta chemia..., tak mi sie
    przynajmniej wydaje...i nie mozna wszytkich jednakowo tak tym faszerowac...
    Problem polega na tym, ze nigdy nie odkryjemy czy ktos zyje np. dzieki chemii,
    bo ja wzial, czy tez nie dzieki chemii, bo i bez niej by zyl.., bo tak tez sie
    zdarza...
    Itd...


    Pozdr.

    --
    Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
  • Gość: annaklay IP: *.sympatico.ca 29.05.04, 01:34
    Ja tez i nie oskarzam nikogo o istniejacy stan rzeczy. Tak sobie
    glosni rozwazamy problem i byc moze uda nam sie "zwizualizowac" zmiane na
    lepsze tej trudnej sytuacji:-)

    annaklay
  • 29.05.04, 01:41
    Witaj,

    raczej w to watpie..., choc do wizualizacji jestem tak entuzjastycznie
    nastawiona...
    Tak, wiem, ze to rozwazania i dlatego załozylam ten watek, bo mnie wiele rzeczy
    nurtuje...
    Troche czytalm kasiazek Siomntona, choc Doki uwaza, ze ten pan to szarlatan, no
    ale ...., dziwne, ze na AM w Gdansku sa prowadzone na temat jego doswiadczen
    sympozja dla onkologow...i pisze dalej...I ten czlowiek zaczal sie oprocz
    chemia, zajmowac tez psychika...Okreslil typ czlowieka, ktory szybciej ma sznse
    zapasc na raka, tzn. osobowosc..., ktora jest mniej odporna na stresy, na
    problmey dnia codziennego i wiele innych ciekawych cech przy okazji...
    I tak sobie mysle, ze moze warto by bylo zaczc wlasnie od ustalenia przyczyny ,
    to moze wtedy byloby lzej temu stawic czola...
    Pozdr.
    --
    Jag ar radd for spindlar och jag skulle vilja aka till manen :))
  • Gość: onk IP: 213.241.38.* 29.05.04, 02:36
    Ok 1% nowotworów złośliwych ma podłoże jatrogenne. Wśród przyczyn znajduje się
    uprzednie leczenie immunosupresyjne(cytostatyki), chemioterapia oraz
    radioterapia. Można dyskutować czy ten odsetek to dużo czy mało, jednak
    zaniechanie leczenia w przypadku nowotworów złośliwych przynosi zazwyczaj dużo
    większe szkody. Po leczeniu chemioterapeutykami( zwłaszcza związki alkilujace
    np. cyklofosfamid, ifosfamid) najczęstsze nowotwory wtórne to ostra białaczka
    szpikowa, chłoniaki oraz niektore nowotwory lite. Objawy tych nowotworów
    występują zwykle po wielu latach od zakończenia chemioterapii, więc jest to
    problem raczej ludzi młodych leczonych tą metodą. To tyle życzę zdrowia.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.