Dodaj do ulubionych

Endoproteza stawu biodrowego

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 16:03
Mam 40 lat, od 3 lat żyję z wszczepioną całkowitą endoprotezą stawu
biodrowego. Z operacji jestem bardzo zadowolona, uwolniła mnie ona od
strasznego bólu i pozwoliła żyć prawie normalnie. Piszę "prawie", gdyż tak do
końca niestety nie czuję się sprawna. Prowadzę dość aktywne życie, dużo
jeżdżę na rowerze / ok 5 km dziennie/ mam psa, z którym chodzę na długie
spacery 2x po ok 2-3 km, oprócz tego cały dzień jestem "na nogach", gdyż
mając dom, rodzinę trudno siedzieć w fotelu i odpoczywać. Uwielbiam życie
aktywne i bardzo ubolewam, że nie mogę uprawiać wielu sportów / jazda na
nartach, tenis /czy chociażby pobiegać z psem.
To tak tytułem dłuższego wstępu, głównie chciałabym się dowiedzieć, jak inne
osoby radzą sobie po tej operacji, czy uprawiacie jakieś sporty? Czy może
się "oszczędzacie"? Jednak endoproteza ma jakąś określoną żywotność i
niestety zużywa się. Lekarz, który mnie operował uspokoił mnie, że np. długie
chodzenie nie ma wpływu na zużycie endo., ważniejsze jest utrzymywanie
odpowiedniej wagi ciała. Proszę opiszcie w kilku zdaniach jak czujecie się po
tej operacji?
PS
Stronkę "Moje Biodro" znam , ale mało jest tam informacji na temat
aktywności, co można, a co nie.
Edytor zaawansowany
  • Gość: Ja IP: *.futuro.com.pl 26.01.05, 13:07
    Miałam operację w ubiegłym roku. Rehabilitacja-koszmar. 3 miesiące w domu,
    potem wyjścia o 2 laskach, za jakiś czas jedna laska...jeszcze taraz podpieram
    się parasolką czasem. Inna rzecz-że mam drugi staw też zakwalifikowany do
    operacji. Na razie mój lekarz każe nie ruszać... nie boli bowiem; jego funkcje
    przejęła endoproteza. Czyma rację? Zdania są podzielone. Ja nie chcę pchać
    się "pod nóż" bez wyraźnej potrzeby.
    Ból faktycznie ustąpił. Chodzę lepiej. Ale już do końca życia jest się
    niepełnosprawnym. Zalecenia: oprócz utrzymania prawidłowej wagi ciała-nie
    chodzić dużo, nie stać dużo, nie dźwigać.
  • Gość: Beata IP: *.bmj.net.pl 18.02.05, 21:46
    Witam Cię, jestem fizjoterateutką i miałam już do czynienia z osobami po
    wstawieniu endoprotezy biodra. Wydaje mi się że racjonalny wysiłek jest
    wskazany, natomiast nie polecam dużych wysiłków fizycznych. Owszem możliwości
    są, natomiast sztuczny staw biodrowy zużywa się szybciej niż staw
    naturalny,gwarancjia jest różna w zależności od typu i jakości producenta
    protezy. Nadmierna eksploatacja przyspieszy proces zużycia. Możliwe jest
    ponowne zaprotezowanie co wiąże się z poszeżeniem kanału szpikowego kości
    udowei zamocowanie grubszego trzonu endoprotezy co zwiękrzy ryzyko pęknięcia
    okostnej podczas wysiłków fizycznych. Trzeci raz nie protezuje się ponieważ
    kanał szpikowy jest już zbyt szeroki. Dlatego aby proteza nie zużywała się
    nadmiernie nie należy stosować nadmiernych wysiłków fizycznych op operacji
  • Gość: Ja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.02.05, 12:57
    Beato, potwierdzasz to, co wiedziałam wcześniej. Czy możesz napisać, co uważasz
    za racjonalny wysiłek? Czy warto i trzeba stosować jakieś ćwiczenia
    rehabilitacyjne? Akurat na ten temat nie wiem nic konkretnego. Szpital i
    lekarze mają pracy od groma, jedna rehabilitantka na oddziale nie mogła z
    niczym nadążyć. Wyszłam z opracowaną przez lekarzy broszurką z zaleceniami
    pooperacyjnymi, lecz nie ma tam niczego nt. ćwiczeń.
    Jeszcze jedno: po operacji noga operowana wróciła do poprzedniego stanu-czyli
    jest o 1,5 cm dłuższa od nogi nieoperowanej. Mojej znajomej operowanej w innym
    mieście zalecono podwyższenie obuwia w krótszej nodze flekami u szewca. Tak?
    Jest to jakiś sposób? Będę wdzięczna, jeśli podzielisz się swoją wiedzą.
  • 26.01.05, 13:59
    Mam kolegę, który na nartach upadł niesczęśliwie i w efekcie wszczepili mu
    endoprotezę stawu biodrowego. Po całym cyklu leczenia kontuzji wrócił do
    ostrożnego uprawiania narciarstwa. Właśnie jest z rodziną na feriach w górach i
    pewnie jeździ na dechach. Jest przed 50-ką. Dlatego nie bardzo rozumiem
    dlaczego pozbawiasz się przyjemności wynikających z biegania lub jazdy na
    nartach. Może to kwestia osteoporozy?
  • Gość: Ja IP: *.futuro.com.pl 26.01.05, 14:22
    Wierzę, ale ile czasu trwał cały cykl rehabilitacji kolegi??? To nie ma tak, że
    2 tygodnie po operacji wstajesz i tańczysz!
    Jeśli chodzi o mnie: jestem w wieku Twojego kolegi. Nie mam osteorporozy, ani
    nadwagi! Sporty zimowe nigdy mnie nie pociągały, na nartach jeździć nie umiem,
    więc problem odpada. Czego żałuję-że nie mogę uprawiać czynnie aerobiku.
    Zaleceń sobie nie wymyśliłam, pochodzą one z opracowanej przez klinikę
    broszurki, przeznaczonej dla osób po takiej operacji. Lekarz je potwierdza. 2
    znajome osoby (jedna w moim wieku, 2-ga kilkanaście lat starsza)-mają tak jak
    ja. I tak jak dla mnie horrorem psychicznym było przetrwanie wielu miesięcy
    niesprawności (ani do wanny wejść, ani się pochylić, gdy coś na podłogę
    upadnie, z domu wyjść długo nie można, samochód można prowadzić po 3 miesiącach
    odoperacji, itd.)
    Może choroba niby ta sama, ale każdy przypadek inny?
    Zdecydowanie lepiej się miewam po operacji, niż przed, jestem zadowolona, że
    sięna nią zdecydowałam, lecz... patrz wyżej.
  • Gość: Mis IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.05, 14:54
    Moze kolega pomylil zwykla wymiane stawu biodrewego z kapoplastyka tegoz
    stawu .W sumie jedno i drugie podobne tylkontechnika operacji i rodzaj
    endoprotezy zupelnie rozne.
    Po kapoplastyce po jhakis 6-7 miesiacach mozan roboc doslownei wszystko wtym
    sporty ekstremalane.Minus tego typu operacji widze tylko jeden -kosztuje ok
    26000 i robia ja wPolsce tylko w jednym osrodku(wiecej szczegolow na
    www.carolina.pl/article.php?id=58 )
    Tak wiec jestem pewneinze ten pan ma ten typ protezy gdyz w przypadky zwyklych
    weikszosc sportw jest zakazana a narty to sa na 1 miejscu!!!!!!
  • Gość: Zbydnek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.05, 19:25
    A ten niepelnosprawny chlopiec, co poszedl na biegun z Kaminskim?? Na zwyklej
    protezie, nie endo....Zrobili mu ja w jakies szwedzkiej firmie w Łodzi!
  • Gość: Hania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.05, 15:01
    Dla mnie okres 6-8 m-cy rehabilitacji i chodzenia najpierw o dwóch /3-mce/,
    pózniej o jednej kuli /4m-ce/ to był horror. Z natury jestem osobą energiczną,
    która 5 min. nie usiedzi w miejscu, ten czas bezczynności był stracony.
    Po przyjściu ze szpitala, 3 tygodnie po operacji, musiałam zakasać rękawy i
    wziąć się do roboty w domu, gdyż mąż ma pracę cały dzień poza domem, a
    dzieciaki w szkole, wiadomo jak to jest. I tak kuśtykając o dwóch kulach
    gotowałam, sprzątałam, wspinałam się po schodach, o odpoczynku nie było mowy,
    no i wykonywałam ćwiczenia zalecone przez rehabilitanta. Samochód prowadziłam
    zaraz po powrocie ze szpitala/ ale mam automat, co jest dużym udogodnieniem
    biorąc pod uwagę, że miałam operowaną lewą nogę/.
    Perspektywa następnej operacji mnie przeraża. Chociaż mam implant z tytanu, to
    przy trybie życia jaki prowadzę/ dzwiganie , stanie , chodzenie czasami 10km
    dziennie/ pewnie czeka mnie ona w nie tak odległej, niestety, przyszłości.
    Jedynym plusem jest to, że jestem bardzo szczupła i endoproteza ma mniej
    do "dzwigania".
    Przy nartach to się nie upieram, i tak ryzykuję upadek jeżdżąc rowerem, ale tak
    jak przed operacją mogłam biegać / z bólem co prawda ,ale było to możliwe/ tak
    teraz, kiedy zdaży mi się pobiec na krótkim odcinku / pies pociągowy to umie
    ciągnąc, oj umie!/ czuję przez kilka dni ból w operowanym biodrze, który zawsze
    mnie niepokoji, bo myślę, że to endoproteza się obluzowała/. Podobnie jest z
    podskokami. Mimo wszystko wolę żyć intensywnie, niż najlepsze lata życia
    przesiedzieć w fotelu przed telewizorem. Może po następnej operacji...?
    Pozdrawiam!
  • Gość: Ja IP: *.futuro.com.pl 26.01.05, 16:34
    Zapomniałam dodać-nie wolno po tej operacji wykonywać jakichkolwiek czynności
    powodujących ból operowanego biodra. Tak stoi w mojej broszurce. Czyli-może
    powinnaś uważać?
    Jaką masz endoprotezę dokładnie? Cementową (dla starszych osób) czy
    bezcementową? (dla młodszych, wolniej się zużywa. Ja mam taką).
    Ty naprawdę robiłaś po operacji to, co opisujesz? Nie chce się wierzyć. Ja nie
    miałam kondycji. Trochę chodziłam, trochę leżałam. Wspomniane znajome miały tak
    samo.
    Aha-czy może podróżowałaś gdzieś dalej, sama i nie samochodem? Pociąg, samolot?
    Ja wciąż się boję (lekarz kazał notabene uważać przy stawianiu nogi nastopnie
    wagonu), lecz i mus i chce się.
    Też pozdrawiam!
  • Gość: Hania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.05, 20:33
    Tak, ja naprawdę robiłam i robię to wszystko co opisałam , a nawet więcej!
    Czasami myślę, że jakby to widział mój lekarz, który mnie operował, to by się
    za głowę chwycił! Teraz zimą, to odpada praca w ogrodzie, a latem kopanie,
    koszenie trawy, sadzenie kwiatków itp. Osoby, które spotykam, kiedy dowiadują
    się, jaką miałam operację, a widzą jakie życie prowadzę i jak chodzę nie chcą
    wierzyć! Latem ub. roku byłam na wakacjach w Karkonoszach, całymi dniami
    włóczyłam się z rodziną po górach, robiliśmy min. 8-10 km wędrówki, wracałam
    zmęczona , ledwo powłóczyłam nogami, biodro trochę bolało, ale po nocnym
    wypoczynku znów czułam się dobrze i mogłam znów ruszyć w drogę.
    Jeżeli chodzi o rodzaj endoprotezy , to ze względu na mój wiek, jest to
    endoproteza bezcementowa firmy Biomexim / panewka z tworzywa, a trzpień i
    główka ze stopu tytanu /. Bardzo dużo podróżuję pociągami, najczęściej sama, a
    przy stawianiu nogi na stopień nie zastanawiam się, robię to trochę ostrożniej
    kiedy jestem w wysokich obcasach :) Aha! Nie wykonuję już dawno tych ćwiczeń,
    które zalecano po operacji, bo ich nie lubię i nie mam na nie czasu ,
    wolę "pobiegać" z psem, popływać i pojezdzić na rowerze.
    Pozdrawiam i dziękuję za informacje!
  • Gość: Ja IP: *.futuro.com.pl 26.01.05, 21:55
    Oż, jestem zszokowana! Teoretycznie po takiej operacji "trzeba się szanować".
    Mnie bolą nogi, czuję się zmęczona-kiedy dłużej pochodzę. Hy, wlazłam już
    prawie kompletnie w samochód. Moja proteza jest też bezcementowa, firmy Batcup.
    Może z natury masz lepszą kondycję? A może robisz to, co robisz bez większego
    zrąbania się-bo miałaś tylko jedną nogę chorą? Pisałam wcześniej-mój drugi staw
    jest także zniszczony i kwalifikuje się do wymiany. Być może-dlatego ja tak nie
    mogę szaleć. Ciekawa jestem, co by na temat naszych przypadków a ściślej mówiąc-
    powiedzieli lekarze ortopedzi(może tu zaglądają?) Bo ta znajoma r
    rówieśnica, która miała operację 3 tygodnie przede mną ma takoż drugi staw
    zniszczony i tak jak ja-na razie go nie rusza. Ona wypowiedziała się
    tak: "Myślałam, że wymienią mi staw i będę żyła tak jak dawniej. Nie
    przypuszczałam, że całe życie będę już niepełnosprawna". Dziewczyna też z
    natury aktywna, ruchliwa...robi, co się da-a jednak nie jest w stanie żyć "jak
    dawniej".
    P.S. Wysokie obcasy???? Dobiłaś mnie, Haniu! Można? Da się? Inna rzecz-iż przed
    chorobą nigdy nie przepadałam za zbyt wysokimi obcasiskami.
    Jak Ty mogłaś dom prowadzić 3 tyg. po operacji??? Mnie robiło się słabo, kiedy
    trochę dłużej posiedziałam! Choćby i dla rozrywki przy kompie...
    Pa!
  • 27.01.05, 16:36
    Ja sobie zdaję sprawę, że przesadzam i prędzej czy pózniej "zarżnę" tę swoją
    endoprotezę, ale nie potrafię i czasami po prostu nie mogę przystopować! Zyję
    na pełnych obrotach, ale zdaję sobie sprawę, że do czasu.. Więc, proszę
    Cię "Ja", nie bierz ze mnie przykładu ;) każdy organizm jest inny, a ja
    faktycznie, jak na swój wiek, to się trzymam zdrowo i oprócz tego "drobnego"
    kalectwa, nic mi nie dolega.
    PS.
    Z tymi obcasami, to może trochę przesadziłam, mają najwyżej 6 cm , nie biegam
    na codzień w niebotycznych szpilkach, tylko jak idę "między ludzi".
    Przykro mi "Ja", że Czeka Cię operacja drugiego biodra. Ja sobie tego nie
    wyobrażam!
    Pozdrawiam Cię serdecznie i Zyczę dużo zdrowia! Hania.
  • 27.01.05, 16:39
    Gdybyś chciała pogadać więcej, to napisz mi na priva gazety! Hania.
  • Gość: Ja IP: *.futuro.com.pl 27.01.05, 19:18
    Też sobie na razie drugiej operacji nie wyobrażam i stawu nie ruszam. Póki nie
    boli...
    Chętnie pogadam, napiszę wkótce!
    P.S. Dlaczego miałaś zwyrodnienie stawu? U mnie lekarze podejrzewają mikrą a
    niewykrytą w dzieciństwie dysplazję. Bo: nadwagi nie mam, nie pracowałam ciężko
    fizycznie, nie uprawiałam wyczynowo sportu.
    Pozdrawiam! Ja-TMR
  • Gość: Do "Ja" IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.05, 20:24
    Miałam wrodzone zwichnięcie stawu, operowane w wieku ok. 2 lat. Po pół roku
    była operacja powtórną, bo ta pierwsza nie przyniosła poprawy. Polegała ona
    zdaje się na odpowiednim wyprofilowaniu, ociosaniu główki, aby nie wypadała ona
    z panewki. Rehabilitacji z tego okresu nie pamiętam, ale podobno była długa i
    pózno zaczęłam chodzić. Ale jak zaczęłam to oczywiście biegiem i do teraz nie
    mogę się zatrzymać:))) Nie chciałam słuchać, że czegoś mi tam nie wolno, że
    nie mam biegać, skakać, jeżdzić na łyżwach, nartach lub wrotkach. Nic mnie nie
    bolało i robiłam to wszystko naraz. Dużym plusem było to, że zawsze bardzo dużo
    jeżdziłam na rowerze i pływałam. Po tylu latach od pierwszej operacji, jednak
    zmiany zwyrodnieniowe były już tak duże /pierwsze symptomy zaczęły się ok 10
    lat temu/, ból coraz większy i to nie tylko podczas chodzenia, ten ból potrafił
    wyrwać mnie z najgłębszego snu, coraz mniej chodziłam no i skończyło się na
    endoprotezie.
    PS. Cieszę się, że wkrótce obgadamy szczegóły! Hania
  • Gość: Ela IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.05, 18:20
    Prosze o mała informacje, bardziej dokladna na temat jak wyglada operacja tego
    biodra oraz rehabilitacja. Moja mama w wieku 2 lat miala operacje na lewe
    biodro ponizej jest spiete dwoma drutami, ma 51 lat i lekarz zalecil juz jej
    operacje lecz ona sie strasznie boi i ja bardzo prosze o jakis opis tego
    przebiegu i rehabilitacji

    Pozdrawiam, Ela
  • Gość: Ja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.02.05, 17:19
    Elu, poczytaj sobie stronę www.biodro.home.pl
    Straszna jest długa rekonwalescencja. 3 miesiące w domu, niczego robićnie
    można...Mamą musi się ktoś opiekować, poza tym nie ma się czego bać. Ryzyko
    komplikacji występuje przykażdej operacji i procesie leczenia.
    Haniu!!!! Napisałam maila!
    Ja
  • 19.02.05, 19:24
    UP!
  • Gość: DO HANI IP: *.no1.pl / 217.98.250.* 22.02.05, 16:28
    czy mialas jakies zapelenie stawu biodrowego,reumatyzm czy cos innego?jak dlugo
    Ciebie bolalo?czy mialas jakies inne objawy? mnie boli lewe biodro od kilku
    lat,sztywnieje albo cos trzeszcze,pod wplywem sterydow bol ustepuje jestem w
    trakcie diagnozy, poki co wyniki mam ok... pozdrawiam i dzieki za odp.
  • 29.04.16, 18:29
    Witam szanowne grono! :) Wkrotce do Was dolacze, na razie czekam na wizyte u lekarza (przesuneli mi termin na 27 maja).
    Jestem po urazie (peknieciu) szyjki kosci udowej po upadku ze schodow w domu. Uraz mial miejsce 1 marca 2015 roku, potem operacja (zespolenie, tzw hip pinning), rekonwalescencja (:O) i powolny powrot do normalnego zycia z ograniczeniami.
    Wszystko ukladalo sie dobrze, chodzilam na dlugie trasy, samochod prowadzilam juz w 3 tygodnie po operacji. Mimo iz pomagal mi partner zyciowy, chcialam byc niezalezna. Opiekuje sie niepelnosprawnym, doroslym synem (na czas pobytu w szpitalu i wstepnej rekonwalescencji mial zapewniona opieke pozadomowa). Ale gdzies w okolicach stycznia/lutego zaczelam odczuwac lekka bolesnosc, dyskomfort i sztywnosc miesni uda. Co, niestety, spowolnilo moja aktywnosc. I temu wlasnie przypisywalam pozniejsze dolegliwosci - leniwe miesnie, niedobor ruchu itp. Dziwila mnie wlasna niechec do np dluzszych spacerow, ktore uprawiam od zawsze. Organizm podswiadomie bronil sie przed bolem, a ja zaprzeczalam i racjonalizowalam ow bol i niewygode. Najgorsze bylo wstawanie z pozycji siedzacej gdzie nie bylam w stanie zrobil kroku normalnie, musialam "zebrac sily i odwage" i oprzec sie o cos. Zaczelam od nowa kulec w dosc charakterystyczny sposob - przy czym juz nie kulalam prawie wcale po urazie. Czulam sie okropnie bo zdawalam sobie sprawe ze cofnelam sie o dobrych kilka miesiecy. Poprosilam o wczesniejszy termin (bylam po operacji pod opieka szpitalnej przychodni jako ze jest ryzyko martwicy i trzeba to monitorowac przez bodajze 3 lata) - i niestety, potwierdzily sie moje najgorsze obawy. Pekniecie przestalo sie goic, prawdopodobnie poczatki martwicy glowy k.u. Czyli - (m)endoproteza. Juz zzylam sie z ta mysla ale najbardziej przeraza mnie powrot do punktu wyjscia i te cholerne kule przez kilka miesiecy. Jest jeszcze niewielka szansa ze moze jednak nie bedzie tek (m)endoprotezy bo beda mi robic jeszcze tomografie tego stawu. Ale wole sobie nadziei nie robic. Mam 56 lat, dobre zdrowie, lekka nadwaga pomenopauzalna z ktora walcze od lat (nie jestem otyla, jakies 10 kg do przodu), prowadzilam bardzo aktywne zycie (choc bez uprawiania sportow, jestem do nich zniechecona od dziecinstwa - no, moze z wyjatkiem szachow, bilarda czy wedkarstwa ;) ), czeste wyjazdy, wyprawy w gory, jestesmy z partnerem zamilowanymi wedkarzami. Nie pale, pije malo bo mam slaba glowe :) Mam swiadomosc, ze proteza to proteza i nie moge jej nadmiernie obciazac, dlatego mam w planie definitywne zrzucenia tych "wystajacych" kilogramow. Aktywnosc odpada wiec dieta - i co dziwne nie jadam slodyczy ani ciezkostrawnych potraw, ani duzych ilosci i nie wiem z czego sie te kg biora ;)
    Wygadalam sie, pozdrawiam i do ponownego uslyszenia :)

    --
    Gdyby głupota miała skrzydła, to wielu trzeba by było z procy karmić.
  • 29.04.16, 19:36
    Schudnąć przy braku ruchu to prawie niemożliwe.
    Spróbuj odstawić pieczywo i większość jedzenia z mąki. Kasza, warzywa - może ci się uda.
    Powodzenia!
  • 29.04.16, 21:40
    Możliwe. Dieta to podstawa. Zero cukru mąki tylko białko i warzywa i waga leci w dół. Też mnie czeka operacja. Dopiero sie dowiedziałam ale nie chcę zwlekać skoro to nie uniknione
  • 01.05.16, 10:41
    Niestety, musze odczekac do 27 bm bo wtedy mam konsultacje z lekarzem. Pewnie, ze wolalabym jak najszybciej, miec to za soba i zaczac rekonwalescencje zeby wrocic do normalnej aktywnosci. I - oczywiscie - stres zwiazany z oczekiwaniem. Zabieram sie teraz za diete. Juz raz bylam prawie 2 miesiace na diecie weganskiej i pomoglo ale wrocilam do starych nawykow po pobycie w Polsce i weselu ;) Weganki ze mnie nie zrobi ale ograniczyc niektore produkty moge i nie sadze, zeby bylo to bardzo trudne. Pozdrawiam :)

    --
    Gdyby głupota miała skrzydła, to wielu trzeba by było z procy karmić.
  • 10.06.16, 13:56
    Nie tyle brak ruchu co spore jego zmniejszenie.
    Ale po tych kilku tygodniach musze przyznac, ze mimo wszystko udalo mi sie!
    Po czesci (szczescie w nieszczesciu) ze wykryto u mnie stan przedcukrzycowy.
    Odrzucilam cukier calkowicie, podobnie pieczywo (jem ciemna bulke raz w tygodniu), poza tym tylko owsianka, muesli, kasze, slodkie ziemniaki i warzywa; miesa niewiele bo przestaje mi z wiekiem smakowac natomiast dosc sporo ryb i owocow morza.
    Od konca kwietnia schudlam ok 7 kg i skurczyl mi sie zoladek wiec automatycznie jadam mniej i czesciej (wystarczy zwykly jogurt i troche rybki - i jestem nazarta jak po schabowym z kapusta). Mysle o wprowadzeniu pieczywa typu Wasa w niewielkiej ilosci albo krakersow ryzowo-kukurydzianych jw. Mam w sobie ogrom samozaparcia jesli chodzi o wage i powrot do normalnego funkcjonowania po operacji.

    --
    Gdyby głupota miała skrzydła, to wielu trzeba by było z procy karmić.
  • 10.06.16, 14:27
    Super!
    I trzymaj tak dalej, bo podobno pierwszy rok jest najłatwiejszy. Potem człowiek robi się zbyt pewny siebie i zaczyna podżerać...
    Najważniejsze, żebyś teraz zukała rzeczy, które ci naprawdę smakują, bo nikt nie wytrzyma długiego katowania. Ma być pyszne, nie tylko zdrowe.
  • 12.06.16, 11:09
    Dziekuje za podtrzymanie na duchu :) Staram sie zwyczajnie "nie miec czasu" na podzeranie czy myslenie o jedzeniu miedzy powilkami. Wystarcza mi niewielka ilosc zeby nie czuc glodu. Za slodyczami nigdy jakos szczegolnie nie przepadalam (z wyjatkiem raffaello ;) ) wiec nie cierpie z powodu ich braku. Gorzka kawe juz pije i tez mi nie przeszkadza. Mnie wlasciwie wiele rzeczy smakuje (powinna powiedziec: bardzo niewiele nie smakuje) i lubie owoce/warzywa. A katowac sie tez nie zamierzam - co to to nie! Oczekuje kontaktu z dietetyczka i niech mi wyjasni co i w jakiej ilosci moge a czego lepiej unikac. Bede miala czarne na bialym. Natomiast zauwazylam ze czerwone, "ciezkie" wino bardzo dobrze na mnie wplywa (mam na mysli lampke, gora dwie wieczorem) i obniza cukier we krwi. Czyli bez wyrzutow sumienia moge raczyc sie moim ulubionym kalifornijskim Zinfandel... Pozdrawiam serdecznie choc troche deszczowo :)

    --
    Gdyby głupota miała skrzydła, to wielu trzeba by było z procy karmić.
  • 15.06.16, 09:50
    Życzę ci jak najlepiej, nie chcę zabierać radochy, ale nie trać czujności, bo łatwo możesz stracić to, co już zdobyłaś. Bardzo łatwo, niestety.

    Pomądrzę się - mam nadzieję, że bez sensu w twoim przypadku, ale tak na wszelki wypadek, żeby sumienie mieć czyste.
    > Staram sie zwyczajnie "nie miec czasu" na podzeranie >
    > czerwone, "ciezkie" wino bardzo dobrze na mnie wplywa (mam na mysli lampke, gora dwie wieczorem) >
    To nie jest najlepszy sposób.
    Nawykowe podżeranie w wolnym czasie - każdy z nas lubi mieć wolny czas, więc zapełnianie go na siłę to gra na krótko. W dłuższym okresie nie zadziała.
    Czerwone wino pite do posiłku podnosi smak potraw, pite wieczorem przed zaśnięciem służy zdjęciu napięcia, ułatwia zasypianie. A to oznacza, że w dzień człowiek żyje w napięciu (uświadomionym lub zepchniętym do podświadomości, stłumionym). Wino problemu nie rozwiąże, niestety. Jest odkładaniem problemu na później.

    Wychodzenie z nałogu (jakiegokolwiek) nie jest łatwe, niestety. Część ludzi zastępuje jeden nałóg drugim, mniej szkodliwym.

    No, to nakrakałam. Mam nadzieję, że niepotrzebnie.
    Powodzenia!
  • 13.07.16, 15:02
    Zyje bardzo spokojnie na codzien. Ostatnio co prawda mialam troche napiec ale wyplynela taka bardzo nietypowa zyciowa sprawa. Mniejsza zreszta o to.
    Wina nie pije zeby zmniejszyc napiecie czy tez uciec przed jakas swiadomoscia ale dla czystej przyjemnosci. Okres zapijania smutkow mam juz za soba. Ale to temat na inne forum.
    Zajeta byc lubie po prostu. Zajecie u mnie utozsamiam rowniez z relaksem. Ksiazka, film, ogrodek, muzyka.
    Mam male pytanie w temacie: czy Wam tez zalecono zakup wysokiego krzesla oraz podwyzszenia na toalete? I podano wytyczne jak siadac, jak wstawac itp?
    Autentycznie przeraza mnie rekonwalescencja i bezczynnosc fizyczna. Mam juz za soba jedna rekonwalescencje po zespoleniu stawu w zeszlym roku. Ale trzeba byc dobrej mysli. Innego wyjscia nie ma :)

    --
    Gdyby głupota miała skrzydła, to wielu trzeba by było z procy karmić.
  • 16.06.16, 08:44
    Najlepiej to chyba lekarz pomoże rozwiać wątpliwości.
  • 03.09.16, 19:40
    Jestem juz po operacji (29/08) i po szpitalu, w domu. Wszystko poszlo gladko, choc przy wyciaganiu srub nastapilo male pekniecie, ktore zabezpieczono kabem Dall Miles. Chodze od pierwszego dnia po operacji, bol zniknsl - jest jedynie "szczypanie" w miejscu naciecia i opuchlizna, ktora okladam lodem. Oczywisci dostalam wytyczne co wolno a czego nie, w nastepny piatek wyjecie szwow. Obiecany mam powrot do niemal pelnej sprawnosci do roku czasu.

    --
    Gdyby głupota miała skrzydła, to wielu trzeba by było z procy karmić.
  • 04.09.16, 13:45
    glassempire napisała:
    > Jestem juz po operacji (29/08) i po szpitalu, w domu. Wszystko poszlo gladko

    Super, że poszło bez komplikacji.
    Fajnie, że opisałaś dalszy ciąg, bo na forum ro rzadkie zachowanie.
    Powodzenia!
  • 04.09.16, 18:21
    Bede sie dzielic wrazeniami, obi3ecuje :)
    Jestem, oprocz naszego, tez na forum bonesmart.org i tam jest wlasciwie wszystko w temacie (jesli sie zna angielski). Sa osoby, tak jak u nas, ktore wspieraja nowicjuszy i podnosza na duchu w imie zwyklej, ludzkiej empatii. Kazdy pewnie pamieta, jak robil w gacie przed operacja. Bo ja pamietam i to jak!
    Zazyczylam sobie epidural bo jednak bezpieczniejsze, pan anestezjolog byl scirzydoopa jesli chodzi o haj i mialam watpliwa przyjemnosc slyszec operatorow oraz dzwieki ktore mogly swiadczyc tylko o jednym... Oczywiscie zero bolu i cialo jak nie moje ale sam dzwiek to zadna impreza. Prosilam wiec pana co raz o gin & tonic to mi podkrecal kroplowke. Jesli chodzi o bol to dopiero w domu odczuwam co nieco bo nie zre prochow tak, jak nakazal pan koniowal. Mam ich wystarczajaco duzo i mnie autentycznie mdli, helikoptery w zoladku i takie tam (to normalne przy np leku p/zakrzepom). Lykam tylko na noc bo wtedy najbardziej sie odczuwa bol. Blizne mam dosc duza ale kto by sie tym przejmowal, jak mnie bedzie wkurzac to se tatuaz zrobie. Dostalam legitymacje ktora mam pokazywac np na lotnisku ze jesli brzeczy to tak ma byc. Czekam kiedy zaczne odbierac glosy z kosmosu ;) Noge mam spuchnieta ale dzisiaj np bez bolu przeszlam spory kawalek - musielismy jechac na zakupy bo w lodowce tylko swiatlo bylo. I tyle na dzisiaj. Mam nadzieje, ze moje wywody komus pomoga i przekonaja, ze wszczepienie mendoprotezy to nie diabel rogaty ale da sie przezyc :) I bol znika.

    --
    Gdyby głupota miała skrzydła, to wielu trzeba by było z procy karmić.
  • 23.09.16, 14:04
    prawie 4 tygodnie po operacji.
    Zero bolu. Ruchomosc powoli powraca choc jest jeszcze odczuwalny obrzek i sztywnosc w okolicy szwu.
    Fizjo przepisal cwiczenia 3 razy dziennie. Maja na celu usprawnienie miesni uda i posladka. Cwicze regularnie a nawet jak sie w nocy obudze i nie moge spac to zrobie kilkanascie. Przynajmniej nie marnuje czasu :)
    Za ok 2 tygodnie do lekarza i rtg wiec sie dowiem co i jak strukturalnie, ale fizycznie i psychicznie czuje sie dobrze - oprocz dosc licznych napadow mojej OCD (zespol obsesyjno-kompulsywny) - co w prostej linii wynika z ograniczonej ruchomosci (jak cos spadnie musze czekac zeby ktos byl w poblizu i podniosl itp, podobnie z roznymi rzeczami "na widoku" czego nie cierpie a musze z tym jakos zyc - ale to juz w gestii psychiatry a nie ortopedy). Spanie na plecach nadal z trudnosciami ale jakbym sie powoli przyzwyczajala (jak sie nie ma co sie lubi itp) - i ma to swoje dobre strony bo nie odzywa sie zespol ciesni nadgarstka (a powinien przy chodzeniu o kulach... - czyli nadgarstki jednak odpoczywaja bo nie sa uciskane w czasie snu). Jestem aktywna w miare mozliwosci - tzn pracuje w pracowni (na stojaco, inaczej nie potrafie), wychodze codziennie na ok 1 - 1,5 godziny, poruszam sie swobodnie (choc wciaz o kulach) po domu. Schody nie sprawiaja trudnosci choc jestem powolna na razie. Zoladek sie uspokoil.

    --
    Gdyby głupota miała skrzydła, to wielu trzeba by było z procy karmić.
  • 29.10.16, 18:15
    2 miesiace po wszczepieniu protezy (dokladnie dzisiaj).
    Chodze bez kul, tylko na dluzsze trasy biore laske nebeska ;)
    Miesnie oslabione, co sie czuje dosc wyraznie ale to kwestia czasu i cwiczen.
    Pracuje na stojaco (moj wybor, tak mi wygodnie - bo moge siedziec) - i juz czuje ten charakterystyczny bol stop i lydek (tak jak wtedy, gdy bylam zdrowa).
    Twoche utykam i odwodze lekko operowana noge od kolana ale to tez ma zniknac w przyszlosci. Noga dlugo nie byla uzywana prawidlowo wiec teraz musi sie przestawic.
    Utrzymuje wciaz zasade 90 stopni i spie na plecach, ale czuje ze czas obrocenia sie na bok jest bliski.


    --
    Gdyby głupota miała skrzydła, to wielu trzeba by było z procy karmić.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.