Komentarze do artykułu
Orgazm przy okazji
Żeby nie wiem jak się starał, kobieta sama musi do tego dojść. I musi faceta tego nauczyć. Powiedzieć, pokazać, poprowadzić jego rękę
caperucita napisała:
> a mnie zaszkowała pewna nieznaczna pruderia tego artykułu i do znudzenia
> powtarzane mądrości, że kobieta orgazmu mieć nie musi. Ale przecież jeżeli
> fizjologicznie może to chyba powinna, prawda?
Jasne. To jest nie wiem z czego wynikająca jakaś taka bezradność wobec
kobiecego ciała, jakby nie wiadomo jak skomplikowaną maszynerią była. Przecież
to nie jest żadne "rocket science", na Belzebuba! Wystarczy zapalić światło. ;o)
> Natomiast zgadzam się z tym, że kobieta sama najpierw musi się poznać, co
> jednak nie zawsze zależy od otwartości czy pruderii domu rodzinnego.
> Co do łechtaczki, to zdania są podzielone. Jest napewno większa niż to, co
> widać, więc pewnie obrzezanie czyli wycięcie jej widocznej części nie
> koniecznie musi prowadzić do niezdolności do przeżywania orgazmu.
Oczywiście. O tzw ciele klitoralnym, niezwykle złożonym zespole nerwów i mięśni
w obrębie dna miednicy, pisałem onegdaj na inszym Forum. Analogicznie seks
mężczyzny nie zaczyna i kończy na parówie z dzwoneczkami. I tak samo jak
glansektomia nie wyklucza zdolności przeżywania orgazmu u mężczyzny, (ba!
penektomia nawet!) to jednak nie ulega wątpliwości, że zdolność odczuwania
satysfakcji seksualnej jest w obu wypadkach poważnie upośledzona. No bo co tu
dużo dywagować: łechtaczka to, jak sama nazwa wskazuje, takie małe giglotko, ów
włącznik ladaczny, który sprawia, że sam w sobie jako tako przyjemny akt
repetytywnego wsuwania i wysuwania podłużnego kawałka mięsa w mięso staje się
przy sprzyjającej atmosferze i optymalnej lubrykacji przeżyciem w lubieżności
swojej zgoła mistycznym. Najwymyślniejsze nawet dłubanie w nosie nie dostarczy
takiej frajdy jak dobre rżniątko z odpowiednim łonem uciskaniem guziczka,
tudzież pobrzdękiwaniem po nim paluszkiem, choć przecież nozdrza bliżej mózgu
mamy, a niby najważniejszy jest mózg.
--
Coito ergo sum! ;o)