Witam,
trafiłem tutaj zupełnie przypadkiem i po przeczytaniu wypowiedzi stwerdziłem, że musze napisać. JEstem młodszy od Ciebie, ale mój problem jest podobny, choć zupełnie inaczej to sie odbywa. Jestem z kobietą od wielu lat. Kocham ją i ona (ponoć) bardzo mnie kocha. Wiele razem przeszliśmy i łączy nas wielka więź - emocjonalna. Niestety, seks umarł. Żeby uprzedzić niektóre złośliwe komentarze-jestem zadbanym facetem, potrafię być romantyczny, uwielbiam grę wstępną, pieszczoty, bliskość z kobietą, no i jestem czysty. Sytuacja w moim związku jest następująca. Rozumiemy sie świetnie we wszystkim, co robimy, poza seksem. Kiedyś było inaczej. A. nigdy może nie była demonem seksu, ale jakiś kompromis mieliśmy i jakoś z tym żyłem. Od prawie roku sytuacja zmieniła się. Ona nie chce się kochać. Nawet nie pozwala się pieścić. Najpierw tłumavzyła to stresem, problemami. Póxniej chorobą i że wszystko wróci do normy, gdy jej przejdzie. Przeszło. I nic. Jeśli zaczynam ją ieścić, całować, dotykać, podnieca się. I w pewnym momencie mówi: nie rób, już nie chcę, wystarczy, zostaw już. Jest to dziwne, bo im bliżej orgazmu, im większe staje sie podniecenie, to wtedy dostaję afront. Kiedy mamy się kochać, robi mi afront w stylu-nie wchodź jeszcze, poczekaj, albo nie rób. Wygląda to w skrócie w ten sposób. Pokaże Ci jaka jestem fajna (bardzo lubi mnie podpuszczać zachowaniem, ubiorem i całą sobą), a póxniej cię spławię i oleję. Kiedyś zdarzały sie takie sytuacje, ale rzadziej. Gdy chce ją dotknąć po jej prowakacji, ona odchodzi. Czy to jest manipulacja? Jestem sfrustrowany. Ona zapewnia że mnie kocha. Gdy ja w końcu powiedziałem, że mam dość tych gier i wyprowadziłem się, błagała bym wrócił, że będzie inaczej. Było przez parę tygodni. Jak chcę z nią porozmawiać, to, niestety, ona się obraża, przestaje się odzywać, i nie pozwala nawet na krótką rozmowę. Co dziwne, w innych kwestiach rozumiemy sie dobrze, w tej gdy chce coś wyjaśnić napotykam na obrażone dziecko, które albo nie chce powazne rozmawiać, albo nie potrafi, albo po prostu bawi sie sytuacją. Kocham ją i zależy mi na niej, jednak nie potrafię do niej dotrzeć w tej kwestii. Tylko nie wiem, czy to moja wina, czy po prostu ona czerpie satysfakcję z takiej zabawy. Mam dwa wyjścia. Albo odejdę, choć tego nie chcę i cięzko mi będzie, albo zrezygnuję z seksu, a będę miał bardziej przyjaciółkę niż kobietę. Ostatnio stwierdziłem, że nawet uodporniłem się na jej prowokacje, bo wiem, jak się kończą. Wolę więc unikać kolejnych rozczarowań i afrontów i nie próbuję już nawet. W pewnych sytuacjach daję się jednak ponieść emocjom i kończy się w większości przypadków tak samo. Wczoraj wyszedłem z domu i wyjechałem. teraz jestem w hotelu. Ona pisze smsy, dzwoni i czuję że bardzo pragnie mojego powrotu. Gdy wracam, czuję się jak dzieciak, który dostaje po łapach, gdy sięga po niedozwolone zabawki. Co o tym myslicie?