jak niekonwencjonalnie leczyć raka gardła Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • metody konwencjonalne nie dały poprawy, rakk nabłonkowy gardła rozwija się -
    proszę powiedzcie jak można się leczyć w sposób niekonwencjonalny?
    Jurek
    • Gość: aurum IP: *.tpsa.pl 29.07.03, 09:42
      moze dieta optymalna? :-D
    • Przeczytaj "Uleczyć nieuleczalne" Michał Tombak.
      • Gość: Jurek IP: *.onhill.gda.pl 29.07.03, 19:17
        rosanne napisała:

        > Przeczytaj "Uleczyć nieuleczalne" Michał Tombak.

        nie czuję się najlepiej... ale nie chcę siępoddać...
        przeczytam tą książkę )
        • Gość: Teresa IP: *.devs.ac-net.pl 30.07.03, 02:02
          Jurek, trzymaj sie! Ja osobiscie wierze najpierw w Boga i modlitwe, a zaraz
          potem w medycyne chinska, ktora najpierw oczyszcza, potem wzmacnia organizm i
          jego sily witalne, ogolnie traktuje czlowieka calosciowo i to przy pomocy metod
          naturalnych, ziol i jedzenia
          Zycze powrotu do zdrowia i zwroc uwage na swoj stan psychiczny - wszelkie
          negatywne uczucia (niechec, nienawisc, NIEWYBACZENIE, zal, zlosc, zazdrosc,
          zawisc, niezyczliwosc itp.), kazdy stres - sa dla zdrowia zabojcze.
          Czytalam o czlowieku, ktory dowiedziawszy sie, ze ma raka (nie pamietam jaki) i
          nie wiecej, niz 6 m-cy zycia przed soba, odcial sie od prasy, radia i
          telewizji, odosobnil sie by nie docieraly do niego zadne zle wiesci, ani
          telefony i rozpoczal kuracje smiechem: zaopatrzyl sie w komedie i dobry humor-
          nagrania kabaretow - i... po kilku miesiacach (bodajze 4) badania nie wykazaly
          sladu raka.
          Inna z kolei kobieta, tez po takiej diagnozie, przypomniala sobie, ze 'morsy'
          ponoc nigdy nie choruja. Poszukala takiej grupy, przeniosla sie nawet na
          wybrzeze i po jakims czasie tez wyzdrowiala, ku zdumieniu lekarzy.
          Wiec nie trac nadziei, probuj, mozesz tylko zyskac

          Zycze Ci powrotu do zdrowia, bede Cie myslowo wspierac
        • Gość: Teresa IP: *.devs.ac-net.pl 30.07.03, 02:10
          Znalazlam jeszcze artykul o SMIECHU (mam nadzieje, ze pojdzie w calosci):


          Chichot szarych komórek, czyli dlaczego warto się śmiać
          Andrzej Hołdys


          Czemu instynktownie lgniemy do ludzi wesołych, a omijamy ponuraków? Na czym
          polega tajemnicza moc śmiechu? Jak to się dzieje, że nasz organizm tak
          potrzebuje radosnych bodźców, nawet wtedy, gdy nie wszystko wokół nas idzie po
          naszej myśli? Szczególnie wtedy.
          Kiedy pod koniec lat 70. Lee Berk wraz z grupą przyjaciół zaczynał jako jeden z
          pierwszych "poważne" badania nad śmiechem, zamierzał znaleźć odpowiedzi na
          powyższe pytania. Chciał się dowiedzieć, dlaczego właściwie jest to tak
          przyjemna - dla nas i dla innych - reakcja. Dziś profesor Berk jest uznanym
          naukowcem, wicedyrektorem Centrum Neuroimmunologii na amerykańskim Loma Linda
          University. Nadal jednak, jak ćwierć wieku temu, zajmuje się głównie śmiechem i
          jego wpływem na nasz organizm. W tym czasie napisał dziesiątki prac i
          przeprowadził mnóstwo eksperymentów. Teraz jednak nie jest już jednym z
          kilkudziesięciu, lecz kilku tysięcy naukowców prowadzących takie badania.
          Wszystkie one jak dotąd kończą się podobnym wnioskiem. Berk formułuje go
          następująco: - Nasze neurony uwielbiają być pobudzane wesołymi bodźcami, a
          ludzie z poczuciem humoru szukający "jaśniejszej strony życia" są zwykle
          zdrowsi i bardziej zadowoleni z życia.

          Urodzeni do śmiechu

          Co takiego dzieje się w nas, kiedy się śmiejemy? Mnóstwo przyjemnych rzeczy.
          Warunek jest jeden - powinien to być śmiech spontaniczny i autentyczny. Zresztą
          inny trudno sobie wyobrazić. Prawdziwego śmiechu - co podkreślają wszyscy
          znawcy przedmiotu - nie sposób bowiem zatrzymać, podobnie jak płaczu. Obu
          zachowań, jeśli są szczere, nie da się również kontrolować. Spróbujcie zachować
          poważną twarz, gdy słyszycie lub widzicie coś, co was naprawdę śmieszy. Nie da
          się powstrzymać nagłej fali chichotów, która stopniowo ogarnia całe ciało.

          Można oczywiście nauczyć się blokować takie spontaniczne reakcje, jak
          starożytni Grecy i Rzymianie, uważając, że głośne wybuchy śmiechu są właściwe
          tylko ludziom nieokrzesanym, a człowiek z wyższych sfer powinien wykazać się w
          tym względzie powściągliwością. Umiarkowanie zalecają wciąż kodeksy dobrego
          zachowania, a wesoły rechot nadal jest niechętnie widziany (raczej słyszany) w
          gronie ludzi o sztywnych manierach.

          - A przecież spontanicznie śmiejemy się niemal od urodzenia. To jest nasz
          naturalny stan bycia i naturalna potrzeba. Taki właśnie nieskrępowany śmiech
          mamy na myśli, mówiąc o jego pozytywnych reakcjach na organizm - mówi Berk.
          Wspomina, jak 20 lat temu zorganizował spotkanie, w którym udział wziął jego
          kolega z uczelni Stanley Tan oraz William Fry z Uniwersytetu Stanforda. -
          Oglądaliśmy komedie, które nas bardzo śmieszyły, i równocześnie obserwowaliśmy,
          jak pracują nasze serca, oraz mierzyliśmy, jak zmienia się skład hormonów w
          naszej krwi. Było nam naprawdę wesoło. W ciągu następnych lat przebadaliśmy w
          ten sposób setki osób. Wyniki były zdumiewające - opowiada.

          Śmiej się, gdy jest ci źle

          Śmiech - jak wynika z badań Berka i wielu innych uczonych - wywołuje same
          pozytywne reakcje: pobudza do pracy układ krążenia, masuje mięsień sercowy,
          zapewnia większą wentylację płuc i dotlenia krew. Za najbardziej intrygujące
          zjawisko uznano jednak to, że szczery śmiech wzmacnia układ odpornościowy.
          Ludzie weseli są bardziej odporni na infekcje. Śmiech sprawia bowiem, że w
          naszej krwi zaczyna krążyć więcej tzw. limfocytów T-pomocniczych, których
          specjalnością jest niszczenie atakujących nas wirusów. Przybywa także
          przeciwciał, takich jak immunoglobulina A, które chronią głównie górne drogi
          oddechowe i stanowią pierwszą linię obrony przed wieloma zarazkami próbującymi
          przez usta i nos wniknąć do naszego organizmu. Pod wpływem śmiechu stajemy się
          również bardziej odporni na ból (wzrasta produkcja endorfin - naturalnych
          środków przeciwbólowych) i mniej zestresowani (spada poziom hormonów
          stresowych, które kurczą nam naczynia krwionośne i podwyższają ciśnienie krwi).

          Wielu naukowców i lekarzy wyciągnęło już praktyczne wnioski z tych obserwacji.
          Śmiech zaczynają traktować jako metodę wspomagania leczenia, skoro poprawia
          nastrój i łagodzi odczuwanie bólu.

          - To może być dla niejednego człowieka szokujące zalecenie: śmiej się, gdy
          jesteś chory lub gdy jest ci po prostu źle. Jak tu się śmiać, skoro nie mam
          żadnego powodu do radości, obruszą się. Ale śmiech naprawdę pomaga w takich
          właśnie trudnych sytuacjach. Pokazują to wszystkie badania - podkreśla Sheryl
          McWilliams, która wspólnie z prof. Berkiem założyła w klinice onkologicznej
          działającej w ramach uniwersytetu Loma Linda bibliotekę z humorystycznymi
          książkami, komiksami i filmami. Wesołe historyjki mogą również wypożyczyć
          pacjenci przychodzący do szpitala na chemioterapię. Zaś sam Berk opracował
          ostatnio specjalną ankietę o nazwie SMILE (uśmiechnij się), za pomocą której
          określa typ poczucia humoru pacjenta, a następnie przepisuje mu odpowiedni
          zestaw rozweselających kaset i książek.

          Dawka śmiechu w gabinecie

          - Śmiech zaczyna być doceniany, a badania nad nim zyskują na popularności.
          Niedługo kardiolodzy zaczną zalecać swoim pacjentom więcej śmiechu w sytuacjach
          stresowych - mówi psycholog Michael Miller z Uniwersytetu Maryland, autor
          badań, z których jednoznacznie wynika, że ludzie pozbawieni poczucia humoru i
          rzadko znajdujący powody do śmiechu częściej zapadają na dolegliwości układu
          krążenia. - Nadejdą takie czasy, kiedy lekarz będzie obok leków zapisywał
          choremu codzienną dawkę humoru, na przykład lekturę komiksu - zauważa uczony.
          Może więc niedługo obok popularnych ostatnio barów tlenowych zaczną powstawać
          gabinety śmiechu, dokąd będziemy wpadali na pół godziny, by za odpowiednią
          opłatą (płatne z góry) wyśmiać się za wszystkie czasy?

          Jedno z badań Millera polegało na tym, że zapytał on 150 osób zdrowych i 150
          zawałowców w tym samym wieku, jak zareagowaliby na rozmaite zaskakujące
          sytuacje życiowe. Można je wyliczać w nieskończoność: kelner wylewa nam zupę na
          kolana, sprzedawca, wydając nam pieniądze, myli się na naszą niekorzyść,
          wsiadamy do złego pociągu, elektrownia wyłącza nam prąd w połowie
          fantastycznego filmu, podczas prasowania przypalamy suknię przed wyjściem na
          bal, samochód psuje się na dzień przed wyjazdem na wakacje itd. Nic, tylko się
          wściec i rzucić przykrym słowem!

          Tak właśnie reagowała znaczna większość spośród tych uczestników testu Millera,
          którzy cierpieli na dolegliwości układu krążenia. Przyznawali oni, że w
          podobnych sytuacjach odczuwali zwykle agresję, złość i wrogość. Natomiast w
          grupie osób zdrowych przeważali ci, którzy nie dawali się sprowokować przez
          los, lecz w trudnym momencie uruchamiali poczucie humoru. - Wesołe usposobienie
          chroni nas przed nadmiernym stresem, który ma wręcz katastrofalny wpływ na
          pracę serca i stan naczyń krwionośnych. Jeśli więc rzadko się śmiejesz, może to
          oznaczać, że szybciej wylądujesz u kardiologa - przestrzega naukowiec.

          Ty się śmiejesz, ja się śmieję

          Łatwo powiedzieć, śmiejmy się. Ale z czego? Ze wszystkiego - odpowiada biolog
          Robert Provine, jeden z najlepiej znanych badaczy zjawiska śmiechu. Badania
          Millera, o których czytaliście przed momentem, również dowodzą, że śmiać można
          się nawet z wielu pozornie przykrych zdarzeń. Wszystko zależy od naszego
          nastawienia i poczucia humoru. Provine, obserwując około 1200 rozmów, obliczył,
          że ludzie śmieją się tylko w 20 proc. z tego powodu, że usłyszeli, przeczytali
          lub obejrzeli coś humorystycznego. Znacznie częściej śmiech pojawiał się po
          prostu na widok drugiego roześmianego człowieka. To jego zdaniem tłumaczy,
          dlaczego tak lubimy wesołych ludzi. Dzięki nim sami stajemy się uśmiechnięci, a
          w konsekwencji choć trochę zdrowsi. Ponuracy przyprawiają nas o choroby.

          - Poprosiłem kiedyś grupę studentó
          • Gość: Teresa IP: *.devs.ac-net.pl 30.07.03, 02:14
            poszlo prawie w calosci, oto koncowka artykulu:


            - Poprosiłem kiedyś grupę studentów, aby przez kilka tygodni zapisywali
            wszystkie te momenty, kiedy się serdecznie śmiali. Okazało się, że zdarzało im
            się to rzadko, gdy byli sami, choć generalnie uważali się przecież za ludzi
            zadowolonych z życia. Dlaczego? Bo do porządnego śmiechu potrzeba przynajmniej
            dwojga - stwierdza uczony.

            --------------------------------------------------------------------------------
            Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl - 2003 © Agora SA
            --------------------------------------------------------------------------------

            • Gość: Jurek IP: *.onhill.gda.pl 30.07.03, 10:45
              Gość portalu: Teresa napisał(a):

              > poszlo prawie w calosci, oto koncowka artykulu:
              >
              >
              > - Poprosiłem kiedyś grupę studentów, aby przez kilka tygodni zapisywali
              > wszystkie te momenty, kiedy się serdecznie śmiali. Okazało się, że zdarzało
              im
              > się to rzadko, gdy byli sami, choć generalnie uważali się przecież za ludzi
              > zadowolonych z życia. Dlaczego? Bo do porządnego śmiechu potrzeba
              przynajmniej
              > dwojga - stwierdza uczony.
              >
              > -----------------------------------------------------------------------------
              --
              > -
              > Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl - 2003 © Agora SA
              > -----------------------------------------------------------------------------
              --

              Tereso - jestem Ci ogromnie wdzięczny. Zacznę więc się uśmiechać chociaż
              jestem tym wszystkim bardzo przygnębiony.
              serdecznie Cię pozdrawiam.
              Jurek
              >
              • Gość: Teresa IP: *.devs.ac-net.pl 30.07.03, 22:02
                Wbrew wszystkiemu nastaw sie pozytywnie i walcz!
                Wiem, ze nielatwo, ale Ty chcesz przeciez pokonac chorobe.
                My tu bedziemy Ciebie wspierac, ale mam nadzieje, ze tam u siebie tez masz
                biskie osoby, na ktorych ciepla zyczliwosc i pomoc mozesz liczyc? Krotko
                mowiac, ze nie jestes sam?

            • Gość: wawa IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.07.03, 10:47
              Jest taka ksiazka ,,Samoleczenie metoda B.S.M.,,Piotr Lewandowski, ja
              wyleczylam w ten sposob pewne przypadlosci, wiara w te metode nie ma nic do
              rzeczy. Probuj jeszcze u dobrego energoterapelty, tez potrafia byc skuteczni.
              Sa koscioly ktore organizuja specjalne msze uzdrawiajace, bylam wielokrotnie i
              polecam. Pozdrawiam serdecznie i ciesze sie, ze sie nie poddajesz, bede
              myslala o Tobie
              • Gość: Ewa IP: 66.42.36.* 30.07.03, 21:30
                Przeczytaj ksiazke "Woda zycia" Armstronga. Pozdrawiam
                • Gość: Jurek IP: *.onhill.gda.pl 30.07.03, 22:04
                  Gość portalu: Ewa napisał(a):

                  > Przeczytaj ksiazke "Woda zycia" Armstronga. Pozdrawiam

                  Dziękuję Ci Ewo...
                  Jestem po operacji, radioterapii... teraz mam chemię.. nie jest mi dobrze..
                  nie wiem jak długo będę mógł z wami rozmawiać... ale to, że ktoś chce ze mną
                  rozmawiać... wspierać mnie informacyjnie i duchowo.. znaczy dla mnie wiele...
                  dziękuję Wam...
                  jurek
                  • Gość: ola IP: *.tarchomin.waw.pl / 192.168.1.* 30.07.03, 22:20
                    zyczę Ci Jurku duzo siły i wiary ze moze byc lepiej, calym sercem jestem z Toba
                    pozdrawiam trzynaj sie
                    • Gość: Jurek IP: *.onhill.gda.pl 31.07.03, 21:12
                      Gość portalu: ola napisał(a):

                      > zyczę Ci Jurku duzo siły i wiary ze moze byc lepiej, calym sercem jestem z
                      Toba
                      >
                      > pozdrawiam trzynaj sie

                      Olu ... dziękuję :)
                      Jurek
    • Gość: adriana IP: *.bc.hsia.telus.net 31.07.03, 01:33
      Witaj Jurku,
      podobnie jak Ty, choruje na nowotwor, swoja chemie skonczylam w czerwcu wiec
      jestem w stanie wyobrazic sobie jak sie czujesz...
      Swoja terapie wspomagalam ziolami, w tym slynna vilcacora. Ma ona silne
      wlasciwosci antyrakowe i ponoc pomogla juz wielu ludziom. Ziola te rosna w
      Peru, gdzie do leczenia wykorzystuje je Ojciec Edmund Szeliga (moze gdzies juz
      o tym slyszales). Nie jestem w stanie powiedziec na ile mi pomogly, bo moje
      leczenie jest dosyc skomplikowane i niestety wciaz trwa, ale przyslowiowy
      "tonacy" kazdej deski sie chwyta...
      Jesli jestes zainteresowany, to sluze pomoca.
      Stosowalam je przez prawie pol roku, oczywiscie mieszanki zamawialam w Peru,
      choc wiem ze Centrum ma tez swoja siedzibe w Londynie. Maja tam swoich lekarzy,
      ktorzy po wgladzie Twojego opisu choroby, maja ulatwione zadanie dobierajac
      odpowiednie ziola, dawki, diete itp.
      Gdybys mial mozliwosc i sily, to polecam ksiazke Grzegorza Rybinskiego i Romana
      Warszewskiego pt: VILCACORA LECZY RAKA.
      Zycze Ci duzo sil w zmaganiach z chemia, pozdrawiam serdecznie i jestem dobrej
      mysli :)
      • Gość: Jurek IP: *.onhill.gda.pl 31.07.03, 21:11
        Gość portalu: adriana napisał(a):

        > Witaj Jurku,
        > podobnie jak Ty, choruje na nowotwor, swoja chemie skonczylam w czerwcu wiec
        > jestem w stanie wyobrazic sobie jak sie czujesz...
        > Swoja terapie wspomagalam ziolami, w tym slynna vilcacora. Ma ona silne
        > wlasciwosci antyrakowe i ponoc pomogla juz wielu ludziom. Ziola te rosna w
        > Peru, gdzie do leczenia wykorzystuje je Ojciec Edmund Szeliga (moze gdzies
        juz
        > o tym slyszales). Nie jestem w stanie powiedziec na ile mi pomogly, bo moje
        > leczenie jest dosyc skomplikowane i niestety wciaz trwa, ale przyslowiowy
        > "tonacy" kazdej deski sie chwyta...
        > Jesli jestes zainteresowany, to sluze pomoca.
        > Stosowalam je przez prawie pol roku, oczywiscie mieszanki zamawialam w Peru,
        > choc wiem ze Centrum ma tez swoja siedzibe w Londynie. Maja tam swoich
        lekarzy,
        >
        > ktorzy po wgladzie Twojego opisu choroby, maja ulatwione zadanie dobierajac
        > odpowiednie ziola, dawki, diete itp.
        > Gdybys mial mozliwosc i sily, to polecam ksiazke Grzegorza Rybinskiego i
        Romana
        >
        > Warszewskiego pt: VILCACORA LECZY RAKA.
        > Zycze Ci duzo sil w zmaganiach z chemia, pozdrawiam serdecznie i jestem
        dobrej
        > mysli :)

        Adriano... dziękuję... mam niezbyt dużo siły ... ale Cieszy mnie to, że mogę
        tutaj z wami rozmawiać. Tobie też życzę dużo sił ...nie mogę jeść... ale
        dzisiaj zjadłem zupę rybną i naprawdę mi smakowała...
        dziękuję :)
    • Gość: uve IP: *.vc.shawcable.net 31.07.03, 22:34
      Mysle ze nie ma tu za bardzo czasu na czytanie ksiazek, trzeba sie brac za
      leczenie! Mamy pacjenta w Bialymstoku ktory ma identyczny problem. Jest u nas
      na terapii poltora miesiaca, czekamy na efekty.
      Leczenie u nas polega na stosowaniu diety, lekarstw ziolowych plus innych
      rzeczy. Moge Ci napisac wiecej via email; uve@gazeta.pl
      Zycze powodzenia.
      • Gość: Jurek IP: *.onhill.gda.pl 01.08.03, 22:15
        Gość portalu: uve napisał(a):

        > Mysle ze nie ma tu za bardzo czasu na czytanie ksiazek, trzeba sie brac za
        > leczenie! Mamy pacjenta w Bialymstoku ktory ma identyczny problem. Jest u
        nas
        > na terapii poltora miesiaca, czekamy na efekty.
        > Leczenie u nas polega na stosowaniu diety, lekarstw ziolowych plus innych
        > rzeczy. Moge Ci napisac wiecej via email; uve@gazeta.pl
        > Zycze powodzenia.

        ... jutro napiszę ... może to mi pomoże... dziękuję...
        Jurek
      • Gość: Jurek IP: *.onhill.gda.pl 02.08.03, 13:13
        Gość portalu: uve napisał(a):

        > Mysle ze nie ma tu za bardzo czasu na czytanie ksiazek, trzeba sie brac za
        > leczenie! Mamy pacjenta w Bialymstoku ktory ma identyczny problem. Jest u
        nas
        > na terapii poltora miesiaca, czekamy na efekty.
        > Leczenie u nas polega na stosowaniu diety, lekarstw ziolowych plus innych
        > rzeczy. Moge Ci napisac wiecej via email; uve@gazeta.pl
        > Zycze powodzenia.

        Uve... dziękuję Ci...i proszę o pomoc
        Jurek
    • Gość: amj02 IP: *.client.attbi.com 01.08.03, 05:52
      Jurek, zycze Ci szybkiego powrotu do zdrowia. Poltora roku temu swiat zawalil
      sie dla mnie. Nie moglam uwierzyc jak lekarz powiedzial mi,ze mam raka.
      Najgorsze bylo to ,ze moje coreczki nie mialy jeszcze 3 latek. Mialam przed
      soba wizje co sie z nimi stanie jak mnie zabraknie.Naprawde liczylam dni ile
      mi pozostalo. To byl koszmar. Nie moglam o tym przestac myslec. Czekaly mnie 2
      operacje a pozniej leczenie (naswietlania i chemia). Nie wiem ,moze na
      szczescie ominela mnie chemia (lekarze uwazali ,ze wiecej spowoduje zniszczen
      niz dobrego dla mojego organizmu)ale musze brac lekarstwo przez 5 lat.
      Rozumiem co w tej chwili przechodzisz. Mnie moja choroba bardzo zmienila.
      Zaczelam zupelnie inaczej patrzec na swiat,zwolnilam tepo zycia.Badz
      pozytywny ,mysl pozytywnie. Wiara czyni cuda. Podobno jestem zdrowa , tak
      przynajmniej twierdza moi lekarze (musze meldowac sie co 3 miesiace do
      kontroli) ale musze sie przyznac ,ze jak sie zle poczuje to rozne mysli
      zaczynaja krazyc. Przedewszystkim najtrudniej opanowac jest strach przed
      choroba. Zawsze zadaje sobie pytanie "Boze a co teraz"?
      Teraz czuje sie jak gdybym dostala druga szanse zycia i nie moge tego
      zmarnowac. Zycze Ci tego z calego serca.
      Ktos juz wczesniej napisal Ci o ziolach z Peru. Ja tez o tym slyszalm nawet
      sama ostatnio zakupilam sobie te ziolka . Podobno trzeba brac przynajmniej
      miesiac aby widziec roznice. Pomagaja one na rozne schorzenia, nie tylko na
      raka.
      Gosia
      Mamusia Alyson, Megan & Julia ur 01/27/99
      • Gość: Jurek IP: *.onhill.gda.pl 01.08.03, 22:13
        Gość portalu: amj02 napisał(a):

        > Jurek, zycze Ci szybkiego powrotu do zdrowia. Poltora roku temu swiat
        zawalil
        > sie dla mnie. Nie moglam uwierzyc jak lekarz powiedzial mi,ze mam raka.
        > Najgorsze bylo to ,ze moje coreczki nie mialy jeszcze 3 latek. Mialam przed
        > soba wizje co sie z nimi stanie jak mnie zabraknie.Naprawde liczylam dni ile
        > mi pozostalo. To byl koszmar. Nie moglam o tym przestac myslec. Czekaly mnie
        2
        > operacje a pozniej leczenie (naswietlania i chemia). Nie wiem ,moze na
        > szczescie ominela mnie chemia (lekarze uwazali ,ze wiecej spowoduje
        zniszczen
        > niz dobrego dla mojego organizmu)ale musze brac lekarstwo przez 5 lat.
        > Rozumiem co w tej chwili przechodzisz. Mnie moja choroba bardzo zmienila.
        > Zaczelam zupelnie inaczej patrzec na swiat,zwolnilam tepo zycia.Badz
        > pozytywny ,mysl pozytywnie. Wiara czyni cuda. Podobno jestem zdrowa , tak
        > przynajmniej twierdza moi lekarze (musze meldowac sie co 3 miesiace do
        > kontroli) ale musze sie przyznac ,ze jak sie zle poczuje to rozne mysli
        > zaczynaja krazyc. Przedewszystkim najtrudniej opanowac jest strach przed
        > choroba. Zawsze zadaje sobie pytanie "Boze a co teraz"?
        > Teraz czuje sie jak gdybym dostala druga szanse zycia i nie moge tego
        > zmarnowac. Zycze Ci tego z calego serca.
        > Ktos juz wczesniej napisal Ci o ziolach z Peru. Ja tez o tym slyszalm nawet
        > sama ostatnio zakupilam sobie te ziolka . Podobno trzeba brac przynajmniej
        > miesiac aby widziec roznice. Pomagaja one na rozne schorzenia, nie tylko na
        > raka.
        > Gosia
        > Mamusia Alyson, Megan & Julia ur 01/27/99


        .. dzisiaj miałem kryzys...nie mogę jeść... muszę brać kroplówki...
        dziękuję Gosiu
        Jurek
        • Gość: Waldzior IP: devil:* / 192.168.150.* 02.08.03, 11:52
          Witaj Jurku.

          Po bardzo nieprzyjemnych zdarzeniach na tym forum postanowiłem nie "odzywać"
          się więcej. Ale nie potrafię przejść obok takiego jak Twój przypadku zeby sie
          nie podzielić moją informacją.

          Otóż od dwóch miesięcy zajmuję się rozprowadzaniem pewnego produktu medycyny
          naturalnej który wspaniale i co najważniejsze niezwykle skutecznie wspomaga
          leczenie wielu chorób. Nie będę tu pisał co to za produkt bo znów zaczną się
          głosy typu "dusigroszu" "bezpłatna reklama"itp ("dzięki" którym zrezygnowałem z
          wpisów w tym forum). Opiszę Ci tylko jedno zdarzenie:
          1,5 miesiąca temu moja znajoma z Lublina która co nieco wie na temat tego
          produktu zadzwoniła do mnie żebym jak najszybciej wszedł na Gadu Gadu bo ma
          bardzo ważną sprawę. Okazało się że mama jej znajomego z internetu (Piotrka)
          właśnie poszła do szpitala gdyż wykryli u niej raka. Wiadomo - przy okazji
          rozpacz w rodzinie itp - nie dziwię sie takiej reakcji bo jest ona jak
          najbardziej normalna. Dzień po tej mojej rozmowie ze znajomą produkt o którym
          wspominam na wstępie był już w Szczecinie. No i mama Piotrka zaczęła go pić
          podczas pobytu w Szpitalu. Reakcja opiekujących sie nią lekarzy była różna - od
          całkowicie negatywnych do całkowicie pozytywne - zależy od kogo usłyszała.
          Wiedząc o wielu pozytywnych skutkach tego produktu, całe szczęście posłuchała
          tych pozytywnych. Dwa tygodnie temu dostaję informację od Piotrka poprzez
          internet - Waldek - u mama jest wyleczona z raka całkowicie - badania wykazały
          że już raka nie ma, lekarze i rodzina są zszokowani, wyślij mi następne dwi
          butelki tego produktu bo kobiety które sie tam tez razem z mamą leczyły też
          chcą go używać. Dzisiaj dostałem informację że Piotrek znów ma następne chętne
          osoby do używania tego produktu.
          Na czym cała sprawa polega? Piotrek potrzebował czegoś co pomoże wyleczyć jego
          mamę. Nie przeszkadzało mu że to jest ode mnie. Przecież jakby musiał iść po
          coś do apteki to na pewno poszedłby, kupił i nie wyzywał ani sprzedawczynię,
          ani lekarza od "dusigroszy" itp - wszystko zależy od nastawienia, czy chcesz
          sobie pomóc czy komuś dokopać. Powiem więcej - pierwszą i następne butelki
          wysłałem do Szczecina "po kosztach". Nie zarobiem ani jednej złotówki na nich.
          Nagrodą dla mnie w tym wypadku jest jedno zdanmie - "Waldek - dziękuję, mama
          jest zdrowa" - tego nie zamieniłbym za żadne pieniądze - właśnie przede
          wszystkim dla takich zdań zająłem się dystrybucją tego produktu (gdyż od kilku
          lat mam działalność gospodarczą w zupełnie innej dziedzinie - utrzymanie
          czystości - i zarobki wystarczają mi na życie na normalnym poziomie).

          W związku z powyższym jeśli jesteś zainteresowany tym produktem - o wiele
          więcej informacji mogę Ci przesłać emailem. Mój adres waldex@netbiz.com.pl
          Wyślę Ci także linki do anglojęzycznych opisów wielu wyleczonych użytkowników
          tego produktu - anglojęzycznych - ponieważ w naszym kraju produkt ten był
          jeszcze na początku tego roku całkowicie nieznany i teraz właśnie garstka ludzi
          zajęła się jego rozprowadzaniem, wiec na o wiele więcej efektów działania tego
          produktu po prostu trzeba trochę poczekać.
          • Gość: Waldzior IP: devil:* / 192.168.150.* 02.08.03, 11:58
            I jeszcze jedno chciałbym dodać. Ponieważ przeczytałem wiele na temat tego
            produktu i jego działania - dzielenie się z innymi moimi w tym temacie
            informacjami uważam za OBOWIĄZEK wobec ludzi. Niezależnie od odbioru. A decyzję
            czy ktoś chce skorzystać z tego czy nie pozostawiam już Wam.
            • Gość: Jurek IP: *.onhill.gda.pl 02.08.03, 13:03
              Gość portalu: Waldzior napisał(a):

              > I jeszcze jedno chciałbym dodać. Ponieważ przeczytałem wiele na temat tego
              > produktu i jego działania - dzielenie się z innymi moimi w tym temacie
              > informacjami uważam za OBOWIĄZEK wobec ludzi. Niezależnie od odbioru. A
              decyzję
              >
              > czy ktoś chce skorzystać z tego czy nie pozostawiam już Wam.

              Waldku.. dziękuję ..
              Jurek
    • Gość: Jurek IP: *.onhill.gda.pl 02.08.03, 16:46
      nie chcę brać już chemii - ona mnie zabija!!!!!!!!!!Niech mi ktoś powie ... co
      mam robić????
      Jurek
    • Gość: alma IP: *.netp0wer.net 03.08.03, 08:56

      Jurku - jest mi bardzo przykro ,że Cię dopadło to wstrętne choróbstwo :(.Jednak
      bądź dobrej myśli,bo jak już wcześniej pisano,dobre nastawienie i wiara czyni
      cuda.Myślę,że powinieneś słuchać przede wszystkim lekarzy,gdyż oni wiedzą
      najlepiej jak Ci pomóc.Wytrwaj w tej walce i bądź dobrej myśli.Napewno się uda
      (bo dlaczego nie? skoro innym się udało).

      Pozdrawiam cieplutko :-)
      Alma

      • Drogi Jurku, trzymaj się. Nie wiem, czy ci w jakiś sposób pomogę, jest w
        Stanach lekarz. który leczy neoplastonami - dr S. Burzyński. Ponoć to pomaga na
        niektóre formy C. Podaję Ci adres: www.cancermed.com; e-mail:
        golunski@burzynskiclinic.com.
        Spróbuj pisać po polsku, tam pracuje wielu Polaków.
        Pozdrawiam

        --
        ypsi
    • Jurek nie żyje....zmarł we wtorek... bardzo wierzył, że wasze rady pomogą
      mu...starałam się, te które były możliwe wprowadzić do jego leczenia...
      wszystko jednak było za późno... za długo lekarka rodzinna leczyła Jurka na
      zapalenie gardła.. przez dwa lata nie kierowała go na diagnozę do
      specjalisty... uspakajała, że antybiotyki pomogą.. nie pomogły...

      Dziękuję Ci AURUM za odpowiedź na list Jurka,

      Dziękuję Ci ROSANNE za wskazówki, brat cieszył się z tych wskazówek,

      Dziękuję Ci TERESKO za myślowe wspieranie mojego brata... dzięki Twoim
      wskazówkom przynajmniej przez chwile, w ostatnich dniach jego życia, były
      momenty uśmiechu.... chciałabym Cię kiedyś za to uścisnąć i osobiście
      podziękować

      Dziękuję Ci Gościu WAWA za chęć pomocy Jurkowi,

      Dziękuję Ci EWO za nowe wskazówki,

      Dziękuję Ci ADRIANO.. Jurek nie zdążył wziąść zalecanego przez Ciebie leku..
      nie mógł już przełykać.. to był wyjątkowo agresywny rak... lekarze byli
      zdziwieni tak szybkim jego rozwojem,

      Dziękuję Ci UVE ... już było za późno aby skorzystać z Twojej propozycji...
      Jurek chciał do Was przyjechać .. sądził, że najpierw trochę sie wzmocni...
      dobrze że oprócz medycyny konwencjonalnej pojawiają się inne propozycje, które
      znane i stosowane są już w krajach zachodnich

      Dziękuję Ci GOSIU.. Twój list dał Jurkowi dużo nadziei..życzę Ci szczęścia.. i
      radości... pozdrawiam i całuję Twoje córeczki...mają wspaniałą mamusię,

      Dziękuję Ci WALDKU.. kupiłam to lekarstwo... myślę, że gdyby wcześniej to
      pomogłoby.. niestety za późno dowiedziałam się o tym lekarstwie... dziękuję za
      chęć pomocy

      Dziękuję Ci ALMA.. Jurek do końca wierzył lekarzom, szykował się w środę na
      kolejną chemię... było za późno.. wszystko było za późno.. rak był zbyt
      agresywny

      Dziękuję Ci YPSILON... gdybym wiedziała o tym wcześniej ... może byłoby
      inaczej...ech...

      Dziękuję Wam. Jurek w ostatnich momentach cieszył się, że jest ktoś kto chce
      mu pomóc.
      Pozdrawiam Was i jeszcze raz dziękuję

      Krystyna siostra Jurka



      • Gość: Teresa IP: *.devs.ac-net.pl 24.08.03, 19:10
        Droga Krzysiu,
        wlasnie przeczytalam. Tak mi przykro. W poniedzialek wrocilam z urlopu w
        gorach. Chodzac po gorach myslalam o Jurku wielokrotnie, modlilam sie za niego
        takze. No coz, niezbadane sa wyroki boskie... moze chociaz Jurek nie cierpial
        bardzo? Tez chcialabym Cie teraz przytulic do serca.
        Trzymaj sie Krysiu
      • Gość: amj02 IP: *.client.attbi.com 25.08.03, 15:05
        Krysiu
        Ze lzami w oczach przeczytalam Twoja wiadomosc o Jurku.Prawde mowiac ostatnio
        zagladalam tutaj na forum z mysla o Jurku, szukalma wiadaomosci az do
        dzisiaj.Bardzo mi przykro.
        Gosia
    • Gość: XxX IP: *.devs.ac-net.pl 27.08.03, 17:59
      up
      • kryskmiecikbaran napisała:

        > Jurek nie żyje....zmarł we wtorek... bardzo wierzył, że wasze rady pomogą
        > mu...starałam się, te które były możliwe wprowadzić do jego leczenia...
        > wszystko jednak było za późno... za długo lekarka rodzinna leczyła Jurka na
        > zapalenie gardła.. przez dwa lata nie kierowała go na diagnozę do
        > specjalisty... uspakajała, że antybiotyki pomogą.. nie pomogły...
        >
        > Dziękuję Ci AURUM za odpowiedź na list Jurka,
        >
        > Dziękuję Ci ROSANNE za wskazówki, brat cieszył się z tych wskazówek,
        >
        > Dziękuję Ci TERESKO za myślowe wspieranie mojego brata... dzięki Twoim
        > wskazówkom przynajmniej przez chwile, w ostatnich dniach jego życia, były
        > momenty uśmiechu.... chciałabym Cię kiedyś za to uścisnąć i osobiście
        > podziękować
        >
        > Dziękuję Ci Gościu WAWA za chęć pomocy Jurkowi,
        >
        > Dziękuję Ci EWO za nowe wskazówki,
        >
        > Dziękuję Ci ADRIANO.. Jurek nie zdążył wziąść zalecanego przez Ciebie leku..
        > nie mógł już przełykać.. to był wyjątkowo agresywny rak... lekarze byli
        > zdziwieni tak szybkim jego rozwojem,
        >
        > Dziękuję Ci UVE ... już było za późno aby skorzystać z Twojej propozycji...
        > Jurek chciał do Was przyjechać .. sądził, że najpierw trochę sie wzmocni...
        > dobrze że oprócz medycyny konwencjonalnej pojawiają się inne propozycje,
        które
        > znane i stosowane są już w krajach zachodnich
        >
        > Dziękuję Ci GOSIU.. Twój list dał Jurkowi dużo nadziei..życzę Ci szczęścia..
        i
        > radości... pozdrawiam i całuję Twoje córeczki...mają wspaniałą mamusię,
        >
        > Dziękuję Ci WALDKU.. kupiłam to lekarstwo... myślę, że gdyby wcześniej to
        > pomogłoby.. niestety za późno dowiedziałam się o tym lekarstwie... dziękuję
        za
        > chęć pomocy
        >
        > Dziękuję Ci ALMA.. Jurek do końca wierzył lekarzom, szykował się w środę na
        > kolejną chemię... było za późno.. wszystko było za późno.. rak był zbyt
        > agresywny
        >
        > Dziękuję Ci YPSILON... gdybym wiedziała o tym wcześniej ... może byłoby
        > inaczej...ech...
        >
        > Dziękuję Wam. Jurek w ostatnich momentach cieszył się, że jest ktoś kto chce
        > mu pomóc.
        > Pozdrawiam Was i jeszcze raz dziękuję
        >
        > Krystyna siostra Jurka
        >
        No, Czesc Krystyna!
        Bardzo mi przykro z powodu Twojego Brata. Wierze ze Pan Bog dopomoze Wam w tych
        ciekich chwilach. Bedac na urlopie (zreszta tez w gorach) sam tez myslalem o
        Jurku, ciekaw bylem jak mu leci, napisal mi email, ale pozniej nie
        odpowiedzial. Nasz pacjent w Bialymstoku majacy identyczna chorobe walczy z
        nia. Narazie niewiadomo, ale guzy zamienily sie we wrzody, zaczely ropiec. Stan
        pacjenta poprawia sie powoli. Ktos powiedzial iz gdyby nam sie udalo przedluzyc
        jego zycie nawet o rok i to juz jest cos.
        No coz zobaczymy.
        Jeszcze raz zycze powodzenia, i sil w tych ciezkich chwilach.
        Z powazaniem - uve.
    • Gość: Nina IP: 212.160.125.* 29.08.03, 15:26
      Cześć. Piasłeś że nie możesz jeść, jeśli nie będziesz jadł organizm nie będzie
      miał możliwości obrony, rozumiem że jest to trudne ale możesz sobie pomóc To
      się nazywa odżywianie komórkowe na cellnutrition.5u.com są opisane
      produkty odżywcze bardzo może pomóc Ci koktajl proteinowy i roseox który akurat
      nie jet opisany, jeszcze nie ma go w polsce ale jeśli będzie trzeba to nie ma
      problemu. Roseox to bardzo silny antyoksydant, niszczy wolne rodniki które
      tworzą komórki rakowe i przyspieszają starzenie, dużo antyoksydantów zawiera
      też prawdziwa liściasta zielona herbata. Te produkty pomogły już nie jednemu, a
      ty oprócz nich masz jeszcze wolę życia a to bardzo dużo. Poczytaj jeśli
      będziesz chciał pomogę ci. Kontakt znajdziesz na mojej stronie. Trzymam za
      ciebie kciuki

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

WIĘCEJ O ZDROWIU:

Drętwienie rąk i nóg

Jest się czego bać?

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.