No tak. Każda hipoteza uzyskuje w badaniach jej twórcy świetne rezultaty. Potem
jedynie inni muszą ją potwierdzić. I tu jest problem. Leki przechodzą surowe
badania zanim zostaną dopuszczone do codziennego stosowania. Na każdym etapie
różne komisje i grupy ekspertów wymyślają coraz to nowe obostrzenia.. Ich
skuteczność ocenia się względem placebo, której skuteczność waha się od 10-30%.
Ja rozumiem, że to wspaniałe marzenie porozmawiać z chorym na schizofrenię i
potem widzieć go uzdrowionego ale to niestety tak nie działa. Nie znam
praktykującego psychoterapeuty, który by starał się leczyć schizofrenię jedynie
swoją metodą.
W dysfunkcji poznawczej kryje się najwięcej. Przede wszystkim została
potwierdzona w badania neuropsychologicznych, neuroobrazowych i
patomorfologicznych.
(hipofrontalność w PET, lateralizacja lewostronna, WCTS, CPT, STROOP, Fluencja
słowna, apoptoza komórek..., no i neuroprzekaźnictwo)
Bez biologii nie ma schizofrenii, co najwyżej osobowość schizoidalna.
Ale pomarzyć zawsze można...
To ja przytoczę badania z USA z lat 60tych. Wprowadzono wtedy klasyczne
neuroleptyki. Duża liczebność pacjentów, wszystkim się poprawiało ale powstały
dwie grupy. Jedni po 3 msc mieli nawrót choroby a inni do roku pozostawali w
remisji. Jedynym wyróżnikiem okazała się osobowość lekarza leczącego. Cie
pierwsi "mówili"; bierz leki bo nie będziesz miał objawów a ci drudzy; bierz
leki to będziesz mógł normalnie żyć.
Co do skuteczności leków klasycznych i atypowych to zgadzam się, że nie ma
żadnego przełomu, ot niewielki postęp.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.