Nie wiem z czego to może wynikać. Od wielu lat bardzo źle znoszę zatłoczone,
hałaśliwe miejsca - takie wewnątrz budynków. Głośna muzyka powoduje u mnie
oszołomienie, poczucie izolacji od otoczenia i bardzo złe ogólne samopoczucie,
tak samo jaskrawe sceniczne światła i rozwrzeszczany tłum, a już światło
stroboskopowe to doprowadza mnie niemal do omdlenia. Już jako 20-latka
unikałam koncertów, dyskotek, czy jakichkolwiek innych tego typu spędów. Nawet
jak jestem w jakimś barze i gra tam zbyt głośno muzyka, to zaraz wpadam w
lekkie podenerwowanie i mam ochotę jak najszybciej wyjść. Nie przeszkadza mi
natomiast tłum ludzi na zewnątrz, muzyka na plaży czy molo, koncerty na
świeżym powietrzu też nie mnie nie drażnią - wręcz przeciwnie - lubię takie.
Czy to jakaś forma klaustrofobii? Czy przyczyna może leżeć w jakimś fizycznym
schorzeniu? Dodam, że nie wpadam w panikę, nie jest to aż tak silne i panuje
nad tym w pełni, ale bywa czasem nieprzyjemnie...
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.