Dodaj do ulubionych

Mikołaj & Madziula

10.11.05, 22:03
Wrszcie wzięłam sie za uzupełnienie mojej/ naszej historii.
Historię Mikołajkowego refluxu przekopiowałam częściowo z "kto jest kim"

Coś na temat naszego spotkania z ZUMem:----
ZUM w 3,5 miesiącu życia. Bez posiewu zaordynowano antybiotyk, który
zadziałał,ale co ciekawe Ecoli, która wyszła w posiewie, nie była na tenże
antybiotyk wrażliwa. Zagadka w każdym bądź razie.
Później przy każdym przeziębieniu robiliśmy bad ogólne moczu + posiew.
Leukocyty nie powtórzyły sie, ale bakterie występowały ciągle w tzw.
dozwolonej wielkości (10^4, max. 10^5). Dodam, że zawsze posiew pochodził z
łapania moczu do woreczka. Raz ecoli wychodziło, raz nie, raz nawet wyszła
proteus mirabilis 10^4 (ale mocz pobieraliśmy do nocnika).Nie leczyliśmy tego,
bo uznałam, ze jesli Mały ma się dobrze, to po co? Nie wiedziałm jak mam sie
za to wziąć, o co tu chodzi.Tylko usg robiliśmy co 3 miesiące, na którym
ciągle wychodziła powiększona miedniczka NERKI LEWEJ.
Wtedy uważałam, ze jeśli zum u Mikołajka nie powtórzył się, to nie ma powodów
do niepokoju. Ale ale---coś nie dawało mi spokoju. Raz na edziecko zadałam
pytanie a propos zuma - odpowiedziała mi Magda i tak --- dotarłam do naszego
forum.

Po obczytaniu sie wszystkich wątków, stwierdziłam, ze BIEGUSIEM muszę znaleźć
nefrologa i zrobić dziecku cystografię. Mikołaj miał wtedy, Kochane Moje,
jakieś 15 miesięcy. I tak trafiliśmy do dra Jacka Rutki, którego bardzo
szanuję i lubię. Cystografia (w efekcie której Mikołaj na 6 godzin odmówił
sikania w ogóle) wykazała reflux III stopnia (taki na czterech kołach), a były
podejrzenia III/IV przez jakąś dobę. W międzyczasie dr Rutka skonsultował
nasze wyniki z urologami, kt stwierdzili jednak III i zalecili profilaktykę.

No i tę profilaktyke (furagin) stosujemy, już prawie rok (w lutym minie). W
tym czasie Mikołaj stał się jakby silniejszy, mniej choruje, a jeśli już to z
mniejszą gorączką i jakby lżej. Reflux nieleczony, moim zdaniem, generalnie
osłabia organizm.

Mikołaj urodził się 12 listopada 2003 (skorpion) ---w sobotę kończy 2 lata, ja
4 sierpnia 73 rocznik (pozdrawiam rocznik '73) (lew)





Edytor zaawansowany
  • madziulaw 10.11.05, 22:11
    Teraz mamy długotrwałą infekcję, która przerodziła się w poważniejszą infekcję -
    temperatura 40 st (kiedy Mikołaj był mniejszy podczas choroby temp siegała 41,5
    stopnia, więc teraz jestem mimo wszystko wyluzowana, kiedy na termometrze
    wyjeżdża 40stka),antybiotyk okazał sie jednak konieczny,przy czym chyba ponad
    rok minęło od ostatniego antybiotyku przy infekcji, więc nie jest źle pod tym
    względem (nie licze furaginu).
    Ja - dzisiaj przezyłam wielkie rozdarcie rano, kiedy po nieprzespanej nocy
    (musiałam kontrolować temp), musiałam zostawić chorego Mikołajka z Tatą
    (wymieniamy się jeśli Mały choruje w krótkim czasie bądź dlużej ), bo ja już w
    zeszłym tygodniu wzięlam 2 dni opieki nad dzieckiem. Poleciało mi kilka łez
    skrycie. Ale teraz jest już ok, bo przed nami 3 dni razem no i urodziny
    Mikołajka i niespodzianka dla Małego - plastikowa kolejka Fishera od rodziców
    chrzestnych. ma fioła na tle pociągów na obecnym etapie.
    Kończe na dzisaj.

    Dobrej nocy Dziewczynki
  • mami7 11.11.05, 19:39
    No to zdrówka dla Mikołaja i napisz co z dzieckiem.
  • madziulaw 11.11.05, 19:51
    Cholercia - mamy lekką biegunkę po antybiotyku, i jakby wysypka przy pachwinach.
    jesli jutro tez tak będzie to nie wiem czy tego zinnatu nie powinnam odstawić.
    temperatura waha się około 38 stopni. poza tym Mały szaleje, jest w sumie w
    dobrym nastroju (matko, jak te dzieci to robią.....).
    poza tym moja siostra znalazła się dzisiaj z 3 mies dzieckiem w szpitalu na
    Niekłańskiej, zdiagnozowano rozległe zapalenie oskrzeli (tu zinnat nie pomógł, a
    spowodował całkowity rozstrój żołądka). jest w depresji, bo Mały non stop coś
    ma---i w związku z tym ja również mam straszne zmartwienie razem z nią..ot i co.

    a Mikołaj jakis blady jest.

    dzieki za zainteresowanie
  • aagulek 11.11.05, 21:16
    trzymamy kciukasy by bylo lepiej..nie wyobrazam sobie tak wysokiej goraczki ale
    moze dlatego ze jej Magdula jeszcze nie mial i oby jak
    najdluzej,pozdrawiam,Agnieszka z Magdulką
    --
    Magdalenka
    Magdalenka skończyła...
  • mami7 12.11.05, 17:37
    I jak Mikołaj? Skoro juz coś łyka pewnie lepiej wink

    Aggulek, 38 C u dziecka to już nie gorączka wink Nie życze Maluchowi, ale słowo, dopiero po 39 kreskach zaczyna być coś po dziecku widać. I ekspertem nie jestem, bo Patryk gorączkował może 3 razy, ale doświadczony lekarz pediatra potwierdza wink
  • madziulaw 12.11.05, 19:37
    Lepiej, dużo lepiej. Temperaturzniknęła praktycznie pare godzin po podaniu
    antybiotyku, co potwierdzałoby, ze jest to infekcja pochodzenia bakteryjnego. Po
    zinnacie co prawda miał tę biegunkę i lekką wysypkę, ale na razie minęło.
    dzisiaj w nocy i w ciągu dnia było ok. Jedno tylko mnie niepokoi - mija 3 doba,
    a tu nie ma żadnych objawów ani kataru ani kaszlu , nie narzeka na ból niczego.
    Mocz ogólny ok - więc to raczej nie moczowe jest, ale jakoś to wszystko mnie
    niepokoi..... W tym tygodniu lub na początku przyszłego wybieramy się na 100%
    do Rutki.

    Mami - a czy u was w ogóle stwierdzono na jakim tle występował reflux u Patryka?

    PA
    m.

  • ziuta74 12.11.05, 20:28
    hej, a tak w ogole to wszystkiego najlepszego dla waszego 2-latka!
  • madziulaw 12.11.05, 20:55
    Ziuta - dzięki wielkie, że zajrzałas do nas. dzięki za życzenia
    m.
  • mami7 13.11.05, 13:20
    No włąsnie, Sto lat dla Mikołaja i zdrowia i jeszcze raz wink)))
  • aagulek 13.11.05, 15:55
    no ladnie i sie spoznilam, bo nie wiedzialam, sto lat sto lat!duuuuzo zdrowka!
  • madziulaw 13.11.05, 16:05
    Mikołaj ma się dobrze. temperatury niet, tylko co to do cholery jest ta
    infekcja. lekarz powiedział, ze krtań mu się nie podoba, ale po Miśku nic nie
    widać, na nic się nie użala....a więc czekamy dalej na objawy

    wielkie buźki
  • mrozbasia 14.11.05, 09:02
    A jak dzidziuś siostry?
  • madziulaw 14.11.05, 09:15
    mrozbasia napisała:

    > A jak dzidziuś siostry?



    Siajowo. Okazuje się że to najprawdopodobniej KRZTUSIEC!!!!Mało im się nie
    udusił, bo wszyscy myśleli że to oskrzela. Leżą na Niekłańskiej. Przebieg tej
    choroby jest b.ciężki dla tak małych dzieci (miłosz ma 3 miesiące) +
    antybiotykoterapia również, bo podobno lek , którym to się leczy rozwala żyły i
    za każdym razem (!!!!!!!!!!!!) trzeba się wbijac do nowej zyły. Nie wiem jak
    oni to zniosą - Mały i Renia, nie wiem. To już ich drugi pobyt w szpitalu. Po
    urodzeniu 3 tyg był CZD, bo miał po porodzie drgawki... To jakiś
    koszmar..........

    m.
  • mrozbasia 14.11.05, 10:07
    Bardzo bardzo współczuję.
    Wszystko będzie dobrze, trzymamy kciuki.
    Ja dopiero dzisiaj poczytałam forum, więc życzę Mikołajowi wszystkiego
    naj..naj...
    Od czasu do czasu napisz też jak Miłosz.
  • ziuta74 14.11.05, 17:02
    magda, ostatnio moja znajoma spotkala w przygodni 16miesieczne dziecko, ktore
    pierwszy raz w zyciu bylo szczepione gdyz wlasnie w szpitalu zarazilo sie
    krztuscem. wiem, ze ta choroba moze miec bardzo ciezko przebieg.

    bardzo bardzo bardzo wspolczuje. trzymajcie sie
    z.
  • azosiolek 14.11.05, 09:51
    Ja przez weekend nie zaglądałam do komputera, więc życzenia dla Mikołajka
    spóźnione - ale najlepsze. Sto lat bez zumów i rychłego pożegnania refluksu!!!
    Z Twoim siostrzeńcem to koszmar jakiś, oby szybko doszedł do siebie. Gdzie on
    ten krztusiec załapał? Trzymam kciuki za niego i Twoją siostrę. Ja w 3 miesiące
    po porodzie jeszcze w depresji byłam, a mały wtedy nie chorował, więc wyobrażam
    sobie, co ona musi przeżywać...
    A z krtanią to jakiś wirus paskudny krąży, u mnie w pracy ludzie chorują. No
    ale skoro Mikołajowi antybiotyk pomógł, to raczej bakteria, nie wirus... No
    nic, trzymajcie się dzielnie!
    Pozdrawiam
  • madziulaw 24.11.05, 14:46
    A u nas kurde WYSYPKA!!!!!!!!!!!!!!!!! Wczoraj była tylko na plecach i tyćko na
    brzuszku. Jak się patrzyło to się myślało, ze to takie tam zaczerwienienie od
    kąpieli, a po dotknięciu to okazało się, że to są drobne krostki, kaszka takowa.
    Dodam, że dokładnie 2 tyg temu mielismy gorączkę około 40 st, Mikołaj dostał
    zinnat, który wywołał trochę efektów ubocznych w postaci ---najpierw rzadkawych
    częstawych kupek, a później w 5tym (!!!!!!) dniu pojawiło się tyćko pokrzywki
    na kostkach stópek (po podaniu 5 kropli zyrtecu - zniknęła bezpowrotnie), w
    8mej dobie --antybiotyk odstawiliśmy.
    Tydzień od odstawienia antybiotyku (czyli już 2 od pojawienia się gorączki) --
    POJAWIŁA SIĘ ta wysypka, przy czym DZISIAJ rano była już wszędzie od pasa w dół
    (buzia piękna jak zawsze, gładziutka, też dziwne felek melek).

    Nie swędzi...

    Co ciekawe - jakiś m-c temu Mały był chyba szczepiony na odrę, różyczkę i cóś
    jeszcze (dzisiaj u lekarza się upewnię).


    Same pytania...


    różyczka, odra, infekcja (najmniej prawd)?????????????

    Mały ma się przy tym bardzo dobrze...


    PS ----Aha - a propos mojej siostry, jak już tak zebrałam się do dłuższego
    pisania. Wyszli wczoraj ze szpitala (10 dni erytromycyny dożylnie) na
    Niekłańskiej (nie polecamy ze względu na brak higieny pielęgniarek, opisałam to
    w osobnym wątku o szpitalach). We krwi nie pojawiły się przeciwciała
    krztuścowe, być może była to infekcja krztuśćcopodobna, bo są i takie. teraz
    trzeba wzmocnić dzidzię (ma 3,5 miesiąca).

    Co o tym myślicie? Kto tak miał, buuuuu?
  • edie28 24.11.05, 15:07
    2 lata temu jak Kaja brała Zinnat też w 5 dobie dostała wysypki, na całym ciele
    oprócz buźki. Po odstawieniu go wysypka zniknęła.
    Jeśli miesiąc temu był szczepiony na różyczkę, odrę itd. to raczej mało
    prawdopodobne, żeby teraz mu coś wyszło po szczepionce, ale pewnie nigdy nic
    niewiadomo ... Zapytaj lekarza. Drugie wyjście, że może ma na coś uczulenie ??

    Co do siostry to niestety nie wypowiem się bo, nie miałam nigdy styczności z
    tego typu sprawami. Jedyne co mogę napisać to pozdrowienia dla siostry i
    szybkiego wzmocnienia dla Maluszka -smile))
  • madziulaw 24.11.05, 15:12
    dzięki Edi za odzew.
    Uczulenie jest w 99% wypadków --swędzące... To nie jest uczulenie raczej.

    Buziaki
  • edie28 24.11.05, 15:23
    Wiesz chyba niekoniecznie ... Kaja ma teraz na pupie takie plamki suche,
    czerwone i ma tak zawsze jak zje Monte. No, ale to musisz sprawdzić, może
    akurat to nie uczulenie -wink
  • madziulaw 24.11.05, 15:27
    U Mikolaja jesli wystąpi jakieś uczulenie pokarmowe - to zawsze swędzące, choć
    tak naprawdę zdarzyło się to nam raz - chyba 5tego dnia., po zjedzeniu 5tego
    actimela dla dorosłych (zresztą)...Wtedy mieliśmy pokrzywkę, swędzącą jak
    diabli.
    Poza tym nigdy nie był na nic uczulony............
    co za zagadka, cholera. Wołałabym w sumie inne.
  • edie28 24.11.05, 15:37
    U nas po tym Monte (i tylko to na nią działa) nigdy ją to nie swędziało, jak
    mnie coś wyjdzie to też mnie nie swędzi, ale mnie rzadko coś wychodzi -smile Za to
    mój mąż to ma takie uczulenie, że go swędzi potwornie, ale on to zupełnie inny
    przypadek -wink)
  • madziulaw 24.11.05, 19:30
    właśnie wróciliśmy od lekarza. wg pediatry to wysypka różyczkopodobna - dzieci
    szczepione mają tylko jeden objaw różyczki, jest nim najczęściej wysypka , ale
    mogą być też tylko powiększone węzły.
    jeśli jednak wysypka nie przejdzie sama - podamy zyrtec...zobaczymy
  • edie28 24.11.05, 21:38
    Mojej przyjaciółki syn przechodził różyczkę w wakacje (tez był szczepiony, z
    tym, że rok wcześniej). U niego zaczęło się 40 stopniową gorączką a potem go
    wysypało. Jechali wtedy do Bułgarii, z tamtejszym lekarzem nie mogła się
    dogadać, ale jak przepisał tylko leki przeciwgorączkowe to się domyśliła, że to
    musi byc różyczka. Jeszcze zapamiętała nazwę po bułgarsku, którą powiedziała
    koledze, który znał bułgarski i potwierdziło się, że to własnie różyczka.
    Najśmieszniejsze jest to, że nasze dzieci są zaszczepione a i tak je
    dopadła ... przynajmniej łagodniej to przeszedł -smile

    Za to Kaja ma wysypaną pupę i zaczęło ją to swędzieć, mam nadzieję, że to nie
    różyczka -wink))) nieee to od Monte, tak ma zawsze jak zje, a tym razem
    pozwoliłam kilka razy i jest efekt !
  • madziulaw 08.12.05, 22:13
    doktora Rutki.
    USG wyszło SUPER! Miedniczka w ogóle zniknęła, żadnego powiększenia... badanie
    przeprowadzano przy pełnym pęcherzu, co jest pozytywne, bo zalegania moczu przy
    tym nie stwierdzono.

    Jest natomiast inny problem. Mikołaj ma stulejkę i to zdaniem dra Rutki do
    natychmiastowego usunięcia.
    I teraz opowiem o czymś, co mnie dzisiaj zbulwersowało. Dostaliśmy namiar do
    słynnej Pani Doktor (nazwisko pojawialo się tu czasem przy okazji odlepiania
    warg sromowych, i stulejek chyba też) ---która nawet nie chciała słyszeć o
    zabiegu szpitalnym (jakoby z braku miejsc)---za to szybciutko zaproponowała
    zabieg w klinice prywatnej, za uwaga, 1.800 zł!!!!!!!!!!! a jeśli ta stulejka
    nie wymaga powazniejszej interwencji, to wizyta w domu za cenę około 500 zł, być
    moze ze 2 razy pewnie.
    Szlag mnie trafił za tak jawne, sorry, ale moim zdaniem wyłudzenia. BO - jesli
    dziecko kwalifikuje się do natychmiastowego zabiegu ze względu na "historię
    choroby" to powinno być przyjęte --gdziekolwiek -- do szpitala na zabieg, bo
    zagraża to jego zdrowiu. I zresztą - dla większości lekarzy - taka informacja -
    jest podstawą do natychmiastowego działania --normalną NFZtowską --drogą.
    Pierwszy raz spotykam się z takim wyciąganiem kasy od Rodziców na maxa, az do
    bólu, korzystając z sytuacji podbramkowej.

    Wściekłam się jak cholera, bo nie zgadzam się na taką podłość i cwaniactwo.
    Musielibyśmy zadłużyć się u naszych rodziców, żeby zapłacić za coś, za co płaci
    NFZ,---- gdyby tylko Pani Doktor zechciała być w porządku.

    Sprzeciwiam się takim praktykom absolutnie. Co innego podziękować (wedle
    życzenia i możliwości) lekarzowi - post factum, a co innego takie naciąganie.
    Mam w nosie takie zwyczaje, sprzeciwiam się i już.

    Dobra, ale jaki jest efekt tego wszystkiego.
    Na wszystkich stronach internetowych o stulejkach polecany jest dr Szafrański,
    ze Szpitala Bielańskiego. Zadzwoniliśmy tam, i co? Pan doktor, kiedy usłyszał,
    ze zabieg jest potrzebny jak najszybciej, bo Kolka jest refluksiakiem,
    zaproponował natychmiast przyszły tydzień--w czwartek wizyta w SZpitalu, zeby
    zobaczyć czy na pewno stulejka wymaga interwencji, a jeśli tak - to w piątek
    będzie zabieg, w znieczuleniu ogólnym niestety, ale inaczej nie ma sensu tego
    robić. Wszystko w ramach usług oferowanych przez szpital. I to jest podejście
    lekarza i człowieka, a nie kasy pancernej. Bo ja podziekuję lekarzowi za pomoc,
    ale w miarę MOICH możliwości finansowych

    Cholera, Dziewczyny, sorry rozpisałam się, ale jestem bardzo zbulwersowana
    dzisiaj, wkurzona, wściekła, i generalnie na --- NIE!

    PS. Płacę 100 zł miesięcznie składek na służbę zdrowia, z państwowej (oprócz
    Miśka) nie korzystamy. wszędzie chodze prywatnie, chrzanię taką postawę, jaka
    zaproponowała Pani Doktor

  • co-jest-grane 08.12.05, 22:30
    No to "ekstra" ta Pani Specjalistka!
    Tak przy okazji - przypomniał mi się problem mojej koleżanki i jej dziecka z
    wrodzoną wadą nóżki: Słynny p. Profesor zaproponował amputację stópki,
    oczywiście w prywatnym swoim ośrodku (za kilka tyś. zł) i był bardzo urażony,
    gdy dowiedział się, że koleżanka zgłosiła się jednak do państwowego szpitala, w
    którym wspomniany p. Profesor również pracuje. Na szczęście, po przemyśleniu
    sprawy, do amputacji nie doszło...
    --
    Pozdrawiam,
    Agnieszka
  • madziulaw 09.12.05, 08:56
    A no właśnie - to jest 2gi przykład cwaniactwa, ale cwaniactwa, które budzi we
    mnie O-BRZY-DZE-NIE na maxa.
  • madziulaw 09.12.05, 08:58
    A no właśnie - to jest 2gi przykład cwaniactwa, ale cwaniactwa, które budzi we
    mnie O-BRZY-DZE-NIE na maxa.
    Aga, buziaki, dziękuje za to że zajrzałaś do nas.

    A tak w ogóle to boję się przyszłego piątku, jak cholera. Wiem, ze to nic
    wielkiego znowu, ale....ale...
  • julamimi 09.12.05, 09:30
    a w piatek mikolaj idzie na zabieg z ta stulejka, tak?
    bede trzymac kciuki, zebyscie i on, i Ty przeszli przez to jak najlagodniej smile
    pozdr
  • edie28 09.12.05, 09:47
    Spokojnie Magda, będzie dobrze !
    Wiem, że boisz się narkozy, ale małym dzieciakom niektórych zabiegów nie da się
    inaczej zrobić. To nic strasznego pewnie dostanie takie znieczulenie na kilka
    minut (to zależy od długości zabiegu pewnie)
    Kaja miała znieczulenie ogólne przy okazji tomografii, takie na 10 min, zasnęła
    odrazu po podaniu, ja się wtedy rozpłakałam, spała może jakieś 40 min potem,
    jak się obudziła oczywiście niczego nie pamiętała i wszystko było ok!!

    Trzymam kciuki.
  • madziulaw 09.12.05, 09:54
    Zabieg planowany jest na 16 grudnia.buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu.

    Trzymajcie kciuki
  • azosiolek 09.12.05, 11:22
    Trzymajcie się mocno, na pewno będzie dobrze.
    Jak Matti był ostrzykiwany, to zaraz po nim miał właśnie zabieg chłopczyk ze
    stulejką. Sama narkoza trwała niedługo - naprawdę, zero problemów. Zresztą -
    Matti miał już 4 narkozy, i po żadnej nie miał żadnych problemów, więc nie masz
    się co bać.
    Ale - co ja Ci zalewam, sama na myśl o jakimkolwiek zabiegu trzęsę się jak
    galareta. Teraz małemu wrasta paznokieć w stópce i chyba trzeba będzie pójść do
    chirurga, a ja już się boję.
    A osławiona pani doktor to przykład wyjątkowo obrzydliwego naciągactwa.
    Żerowanie na nieszczęściu i chorobie innych to wyjąstkowe sk....syństwo.
    Trzymajcie się!
    Ania
  • madziulaw 09.12.05, 11:57
    Azosiołku, a Matti nie wymiotował po narkozie?
    Dobrze ze się odezwałaś, bo już myślałam, ze przestałaś tu zaglądać.
    Jak Matti po tych lekarstwach na pęcherz? Lepiej, noralnie, czy jak?

    Ściskam
  • azosiolek 09.12.05, 14:00
    Zaglądam stale, tylko pisać nie mam kiedy, bo mam gorący okres w pracy sad
    Muszę zrobić posta z naszą historią, ale ciągle nie mam kiedy, a w domu
    komputer mi wysiadł.
    Matti po narkozie nie wymiotował wcale, tylko spał dość długo, bo jakieś 4-5
    godzin po wybudzeniu. Potem budził się w dobrej formie, ale on twardziel jest ;-
    )))
    Co do skuteczności naszego leczenia, to ciągle nie wiadomo. We wtorek mamy USG
    i wizytę u urologa i pewnie skieruje nas na cystografię, której wynik będzie
    decydujący. Mam nadzieję, że cystografia po Nowym Roku dopiero. A pęcherz to
    trzebaby sprawdzić przez urodynamikę, tylko że u niego to badanie trudno
    sensownie zrobić, bo po pierwsze - odmawia współpracy nocnikowej, a po drugie -
    nietykalski jest strasznie i potwornie się awanturuje w czasie badań, a przez
    to zwiększa nacisk mięśni brzusznych i ciśnienie w pęcherzu, no i zniekształca
    przez to wynik badania. Tak więc - we wtorek ustalimy wszystko z lekarzem, to
    się zamelduję.
    Pozdrawiam
  • co-jest-grane 09.12.05, 16:29
    Madziu, zaglądam, a jakże! Ino się nie zawsze ujawniam wink))
    A z zabiegiem - ani się nie obejrzysz, a już będzie "po krzyku", trzymaj się
    dzielnie!
    --
    Pozdrawiam,
    Agnieszka
  • madziulaw 20.12.05, 22:21
    Czego my ostatnio nie przeżyliśmy - 7 dniowy rotawirus (gorączka, bóle stawów) +
    plus chyba jakaś bakteria (bo pomógł w 6stej dobie ostatecznie Nifuroksazyd)---w
    niedzielę juz było ok.

    Dzisiaj jesteśmy po zabiegu chirurgicznego usunięcia stulejki w Szpitalu
    Bielańskim na chirurgii dziecięcej. Operację przeprowadzał dr Szafrański. Pod
    narkozą była ona.
    Mikołaj samą narkoze zniósł b.dobrze, natomiast zaraz po przebudzeniu strasznie
    płakał na ból siusiaka. pomagała miejscowo lignokaina. jak zwykle horrorem było
    1wsze wysiusianie, ---Mały wstrzymywał mocz przez około 6 godzin, aż cały się
    trząsł, chodził na ugiętych nogach, i zapłakiwał się na śmierć, a ja myślałam,
    ze sie wykończę. W końcu na moje prośby napełniono małą wanienkę w pokoju
    zabiegowym ciepłą wodą i wreszcie sie wysiusial 16.30 to była (operacyjka
    rozpoczęła sie - zakończyła około 9 - 10 rano). I wreszcie ta męka sie
    skończyła. Wyszliśmy ze szpitala o godz. 18.

    Sam szpital - a konkretnie Oddział Chirurgii Dziecięcej -- oceniam na dużą 5.
    Fachowość/ profesjonalizm - b. wysoki (przynajmniej jeśli chodzi o dra
    Szafrańskiego), personel - genialny, bardzo sympatyczny i oddany dzieciom
    (jescze takiego nie spotkałam), warunki - w miarę dobre i dla dzieci i dla rodziców.

    Jestem taka zmęczona (tym bardziej, ze też przechodziłam rotawirusa), ale czuję
    wielką wielką ULGĘ, ze to już za nami.

    Biedny siusiaczek - jest spuchnięty, czerwony, Mikołaj nie daje go sobie
    dotykać. Okładamy go rivanolem w żelu. Mały siusia tylko w ciepłej wodzie.Nie
    wiem jak to będzie w nocy...

    Pan doktor nie pozwolil na razie nic robić z siusiaczkiem. Na wizytę kontrolną
    mamy się stawić w przyszłym tygodniu, Pan Doktor wtedy obejrzy siusiaczka,
    oczyści go i zobaczy jak schodzi skórka i co z nią dalej robić. brrrrrrrrrrrr

    Dziewczyny, mamy za sobą naprawdę ciężkie dni.

    Pozdrawiam




  • ziuta74 21.12.05, 10:06
    zuch chlopak! wiadomo, po mamusismile
    teraz juz z gorki.
    spokojnych swiat w takim razie zycze i udanej kontroli za tydzien
    z.
  • mami7 21.12.05, 11:04
    No to macie to już za sobą wink Teraz z górki, miejmy nadzieję wink
    I mam tu kolejne potwierdzenie, że kłopoty lubią chodzić parami...

    A tak właściwie, bo różnymi pojęciami operujesz w różnych miejscach...
    Czy to była stulejka, czy przyklejony napletek? Bo to zupełnie co innego.

    Pozdrawiam

  • julamimi 21.12.05, 13:03
    duzo Ci sie nalozylo ostatnio i to bylo na pewno ogromne obciazenie dla
    Ciebie... teraz masz juz sporo z glowy i czas na odpoczynek - tego Ci
    serdecznie zycze na Swieta smile
    pozdr
  • madziulaw 21.12.05, 14:22
    Cześć Dziewczyny,

    Mami - starałam sie wszędzie pisać że była to operacja stulejki, ale może
    czasami wyrażałam sie mało precyzyjnie. Za tydzień lekarz ma obejrzeć siusiaka i
    sprawdzić jak teraz funkcjonuje napletek i cała reszta. Stąd pojawiło się słowo
    napletek.

    I ja również życze Wam zdrowych, spokojnych, wesołych Świąt Bożego Narodzenia.
    Uściski i całusy

    Dziękujemy za zainteresowanie
  • mami7 21.12.05, 14:26
    Ale ja się nie czepiałam wink tylko zastanawia mnie, dlaczego tak długo czekali z zabiegiem, skoro to był aż stulejka?
    Owszem daje się czas ale przyklejonym napletkom.
  • madziulaw 21.12.05, 16:06
    Nie, nie odebrałam tego jako czepiania.Spoko Iwonka...Wiem o czym myślisz. Masz
    rację - wyjaśnie do końca jak to jest - może komuś się przyda.
    U nas było dokładnie tak jak to opisał prof. Perdzyński w swoim artykule o
    stulejce - wyróżnił 2 typy (my jesteśmy ten drugi), cytuję:

    "Stulejką nazywa się zwężenie napletka uniemożliwiające jego zsuwanie poza żołądź.
    Jednak za stulejkę powinno się również uważać zwężenie napletka, który daje się
    ściągnąć przy użyciu zbyt dużej siły (czego nie powinno się robić), lecz przy
    tym pęka, powodując ból i niepokój dziecka. Ta druga postać stulejki jest nawet
    częstsza, a niewłaściwe jej leczenie (forsowne ściąganie powoduje pękanie
    napletka w następstwie czego tworzą się blizny w miejscach pęknięć) może
    prowadzić do stopniowego nasilania się zwężenia".


    No i taka jest nasza historia. Zaczęło się od cystografii i zerwania napletka, a
    później zerwał sie jeszcze ze 2 razy, i zwężenie stało się bardzo poważną stulejką.

    Buziaki
  • co-jest-grane 22.12.05, 09:17
    Cieszę się, że już macie do "z głowy", a właściwie - z siusiaka smile))
    Miłych Świąt!
    --
    Pozdrawiam,
    Agnieszka
  • madziulaw 22.12.05, 22:02
    Do Bielańskiego trafiliśmy z 913, szukaliśmy po prostu chirurgii dziecięcej i do
    słuchawki podszedł Pan Doktor Szafrański,chirurg, z-ca ordynatora, kt. po
    usłyszeniu, ze Mikołaj ma reflux i zaawansowaną stulejkę --natychmiast wyznaczył
    termin operacji, prawie z dnia na dzień.

    PA Tusiu
  • madziulaw 13.01.06, 11:48
    za namiary. Mam guzka na tarczycy, być może czeka mnie operacja, ..nie wiem co
    zdecyduje Stefanowska.
    A co z tymi wynikami Patryka,---coś wiesz? Jakie on ma w ogóle problemy z tą
    tarczycą? bo zaniepokoiłam się Twoją wczorajszą informacją.....
  • mami7 13.01.06, 11:54
    Nie chcę ci zaśmiecąc watku, a i tak muszę juz uciekać...w skrócie zatem. Ma jak to okreslił lekarz subkliniczną niedoczynnośc tarczycy. Coś z czym pewnie żyje mnóstwo dzieci nierozpoznanych, a mnie akurat nie uszło zauważyć. Odpowiednie leczenie pomaga się dzieciom doskonale i prawidłowo rozwijać.
    A wyniki...pani doktor powiedziała, że nie wyszły dobrze i co dalej dostanę w przyszłym tygodniu na paierze/listownie. Miał próbę odstawienia leków i tak się to skończyło...Martwi mnie to najbrdziej, ze przez to zapalenie płuc badania były z miesiącznym poślizgiem. Szkoda gadac.
  • madziulaw 05.02.06, 23:21
    U nas około 1 lutego pojawiła się lekka gorączka, kt trwała tak około 1,5 dnia
    (podawaliśmy Nurofen, ze 3 razy tego było). Później wszystko wróciło do normy.
    Zero innych objawów oprócz tego, ze Mikołaj stracił zupełnie apetyt ----wczoraj,
    dzisiaj.

    Dzisiaj wreszcie infekcja "wyszła z worka". Mały narzeka na ból kolan, stópek,
    łydek, co dowodzi, ze złapał ode mnie infekcję. Ze 2/3 tyg mordowałam się z
    bólem nóg, rąk, ale myślałm że to moze --- wina aerobiku. Okazuje się że
    infekcja, bo czuję się już dużo lepiej, ale przelazła ona na Miśka.

    Oj życie, życie. Mam nadzieję, ze jakoś to będzie...A juz było tak
    spokojnie.................

    Tym razem z Miśkiem w razie potrzeby zostanie w domu, na chorobowym, Miras tj.
    Tata Mikołajka, bo ja i w grudniu 1,5 tyg. byłam nieobecna w pracy z powody 1.
    wirusówki żołądkowej, 2. operacji stulejki, i w styczniu 2 dni mnie nie było..
    Ło Jezu. Ciężko mi trochę zostawiać dziecko w niedyspozycji. Bez sensu...

    m.



  • dorkapoz 06.02.06, 10:42
    też nie lubię zostawiać Ali chorej ale jak mus to mus. dzisiejsze czasy do tego
    niestety skłaniają. ale ja w razie czego mam jeszcze babcię. nieocenioną
    zresztą..
    pozdro
  • mami7 06.02.06, 11:08
    Powodzenia, zdrówka zyczę Mikolajowi i całej rodzinie. Byle do wiosny...
    Magda, na kiepskie pocieszeniewink))), w przedszkolu to dopiero jest jazda z tymi chorobami...
  • azosiolek 06.02.06, 12:17
    A oprócz tych bóli to jakieś inne objawy tego choróbska są? Co to jest -
    wirusówka jakaś? Brałaś na to jakieś leki?
    Zresztą - cokolwiek to nie jest: szczerze współczuję. Mnie każda choroba
    Mattiego wykańcza psychicznie i też mam wyrzuty sumienia, jak go muszę
    zostawić. Trzymajcie się dzielnie i dużo zdróweńka życzę!
  • madziulaw 06.02.06, 13:56
    Cześć Ania,
    nie brałam nic, bo nie wiedziałam co mi jest tak naprawdę.

    Oprócz bólu stawów ---nie ma kompletnie nic. Dziwne nie? Zadzwonię dzisiaj do
    Witeckiego i dowiem się co mu można podawać przeciwzapalnego. Moze trzeba
    będzie zrobić bad krwi pod kątem ASO? Zapytam się

    A jak Matti?
  • azosiolek 06.02.06, 15:16
    O, widzę, że Wy też u Witeckiego się leczycie!!!
    Ciekawe, co on powie na to choróbsko. Jak dla mnie to to może być jakiś wirus
    (kojarzy mi się z grypowym "łamaniem w stawach") i wtedy leki przeciwzapalne
    niespecjalnie pomogą - no, ale ja to sobie mogę gdybać, bo lekarzem nie
    jestem wink A środki przeciwbólowe pomagają na te bóle?

    Mattiemu chirurg na razie dał spokój, maść przegnała stan zapalny i teraz tylko
    trzeba uważać na te paluchy i ... codziennie szczotkować szczoteczką do zębów.
    Tak sobie myślę, że kiedyś pewnie trzeba będzie wyciąć te boczki, ale już jak
    będzie większy, żeby tej narkozy mu znowu nie pakować.
    A rozmowę ze Stefankiem w sprawie dalszego leczenia refluksu mamy w przyszły
    czwartek. Zgodnie z Twoją radą jestem dobrej myśli, za to mąż panikuje...

    Trzymaj się, daj znać co powiedział lekarz.
  • azosiolek 08.02.06, 12:33
  • madziulaw 08.02.06, 19:18
    A psiakrew, ja się rozłożyłam. Ból gardła, oczu, lekka gorączka, i.. musiałam
    dzisiaj zostać w domu. Jutro muszę wracać do pracy.
    Mikołaj za to dobrze. Apetyt tez ok.

    Dosżłam do wniosku, że podejrzane są te napadowe bóle gardła u mnie i Mikołajka
    + do tego to łamanie w kościach ( umnie trwało to prawie 3 tyg, u Mikołajka 1
    dziń, ale też było). Martwię się, ze to jakiś paciorkowiec ( a tu trzeba uważać,
    zeby nie przerzucił się na stawy). Idę jutro do laryngologa z żądaniem
    skierowania na wymaz gardła. Moze tam coś jest...............??? A moze nie,
    tylko po prostu jakieś wirusy po nas latają....

    Buziaki

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka