Dodaj do ulubionych

ile wybaczy miłość?

12.11.05, 00:19
kiedy nadchodzi kres cierpliwoścI?
Edytor zaawansowany
  • framberg 12.11.05, 00:34
    Odpowiedź jest w pytaniu: dopuki starczy cierpliwości.
  • dama-kanaliowa 12.11.05, 09:30
    Ponad cierpliwosc to juz patologia czyli uzaleznienie albo toksyczny zwiazek
    czyli baaardzo niezdrowy uklad ale nie milosc. A co sie przytrafilo?
  • grenka1 12.11.05, 10:56
    W/g słów piosenki: "Miłość Ci wszystko wybaczy ...".



    --
    Marzenia miej takie, jakbyś miała żyć wiecznie.
    Żyj tak, jakbyś miała umrzeć jeszcze dziś.
    (James Dean)
  • gunnera 12.11.05, 11:43
    "Niechby pił, niechby bił, byleby był"

    Ale kiedyś jednak kapnie ta kropla która przepełni miarę...
    A wtedy od miłości do nienawiści już tylko krok...
    (zastrzegam, że nie dotyczy to miłości rodzicielskiej, ta jest niezmierzona i
    niewyczerpana)
  • framberg 12.11.05, 12:29
    Rodzicielska miłość niezmierzona? Nie. Tak jest z kobietami - dlatego swą
    miłością dają oparcie nie przygotowując do zadań społecznych do funkcjonowania
    w rygorach społecznych (częste przywoływanie przykładu wielkiej miłości bandyty
    do matki nie dziwi w tym kontekście). Miłość ojcowska jest bardziej zadaniowa.
    Daje mniej oparcie ale za to przygotowuje do funkcjonowania w społeczności. Gdy
    istnieje możliwość statystycznych porównań okazuje się, że miłość ojcowska daje
    więcej bo cywilizacja narzuca postawę wsparcia i opieki co z zadaniowością daje
    dobre rezultaty wychowawcze. Miłość matczyna daje wsparcie ale wymogi
    cywilizacyjne nie przewidują w tym układzie (tylko matka i dziecko)
    zadaniowości. Wręcz potępiają taką postawę jako merkantylną.
    W efekcie należałoby uznać, że wychowanie powinno być prowadzone przez oboje
    rodziców lub ojca, najgorszym układem jest wychowanie przez samotne matki. Ten
    pogląd (i wyniki badań) nie mieści się w political corect.

    Co do samego kochania to myślę, że się to czuje. Jeśli się przestało kochać to
    znaczy, że się nie kocha - po prostu, przecież to sprawa uczuć, wewnętrznego
    poczucia, odczuć. Uczucia trzeba je pielęgnować ale jeśli znikną to po prostu
    znikną - nie ma ich (bez względu na towarzyszące okoliczności).
  • del.wa.57 12.11.05, 16:28
    Masz racje Framberg,ze uczucia nalezy pielęgnować i musi to byc /obustronne/i
    trzeba walczyc jak jest o co,w przeciwnym razie szkoda czasu,nerwów,lat....nie
    ma sensu trwac w zwiazku,jak tam jest tylko pustka,to meka dla dwojga
    na /nowe/życie nigdy nie jest za pózno,wiem cos o tym.Miłosc rodzicielska-to
    juz zupełnie co innego,to inna miłość,poswiecenie dla dzieci,to dla nich
    niejedna z nas ciągneła ten (wóz) w pojedynkę.Nie kazda z nas miała
    warunki,zabrac dzieci i iść..gdzie???dlatego trwają czy trwały takie związki
    latami,ale miłósći w tym żadnej.
  • teresa_55 12.11.05, 17:18
    Moja przyjaciółka została zaskoczona przez swojego byłego męża informacją o
    jego odejściu w czasie wspólnego wyjazdu na wczasy. Tylko ze względu na
    obecność syna dotrwali razem do końca turnusu.Kochający mąż odwiózł swoją
    rodzinę do domu,spakował jakieś drobiazgi i wyprowadził się dwie ulice dalej do
    nowej wybranki.Jaki to był cios dla porzuconej żony trudno sobie wyobrazić tym
    bardziej,że nic na to nie wskazywało.Na początku bardzo wierzyła,że on
    wróci,czekała.Ale czas leczy rany. Po kilku latach zapytałam " i co ty czujesz
    jak go przypadkowo spotykasz" odpowiedziała, że nic. Nie bardzo w to mogłam
    uwierzyć a jednak dziś mogę to potwierdzić,że to "nic" jest wskażnikiem końca
    miłości.
  • grenka1 12.11.05, 17:44
    To i tak, że wyjechali na wczasy razem i razem wrócili.
    Znajomej mąż przyszedł jak co dzień z pracy, zjadł obiad, podziękował i
    oznajmił jej, że się wyprowadza.
    Spakował swoje ruchomości w walizki i wyprowadził się, do młodszej od żony,
    koleżanki z pracy, z którą romansował już od dłuższego czasu.

    ----
    Marzenia miej takie, jakbyś miała żyć wiecznie.
    Żyj tak, jakbyś miała umrzeć jeszcze dziś.
    (James Dean)
  • teresa_55 12.11.05, 18:00
    Samo życie.
  • del.wa.57 12.11.05, 20:14
    Wiecie co dziewczyny,faceci(niektórzy)to poprostu świnie,delikatnie
    powidziane,znam tez gościa,który zostawił żonę jak zaczeła chorowac
    szpitale ,sanatorium,tak bardzo był jej wtedy potrzebny,była słaba bez wiary na
    wyzdrowienie.Znalazł sobie zdrowa,młodszą(nie rozumiem czasem kobiet)to było w
    tym samym miescie,ta druga pani znała z widzenia/jego/żonę.Przyjela go z
    otwartymi ramionami,a on zostawił zonę z trójka dzieci-bydle nic
    wiecej...Własnie jak powiedziała Teresa samo zycie...
  • framberg 12.11.05, 22:21
    Jak to jest, że często powtarza się tekst "nie stąd ni z owąd",
    "niespodziewanie", "nagle", "zaskoczyło ją". Dla faceta to nie jest łatwa
    decyzja, podejmowana w wyniku impulsu. Przecież odejście (a to facet zazwyczaj
    odchodzi, fizycznie, zostawiając prawie wszystko co ma, do czego jest
    przywiązany) to konieczność zaczynania w dojżałym wieku od nowa. Coś
    dojrzewało, może latami, jednak skupiona na sobie partnerka nawet tego nie
    dostrzegła. Kobiety często mówią o swych potrzebach. Jakie są potrzeby mężczyzn
    (poza seksem, bo to oczywiste). Co myśleć o pozostawaniu w związku z
    człowiekiem (kobietą), która nie tylko że nie uwzględnia potrzeb drugiej strony
    ale nawet nie wykazuje tej odrobiny zainteresowania by je dostrzec.
    Zaskoczenie, przewijające się w podobnych opowieściach wskazuje na to, że te
    związki były ruiną znaczbnie wcześniej. A odnosząc się do zagadnienia
    pielęgnowania związku - o czym tu mówić skoro jeden z partnerów nawet nie
    dostrzega problemów w chwili gdy związek już nie istnieje (piję tu
    do: "myślała, że może wróci"). Jakby wrócił to byłby dupa nie facet. Trwał
    dopuki nie uznał, że to na nic. Więc odszedł.
    Mam to za sobą. Wytrzymałem kilkanaście lat. Moja łagodność, konsyliacyjność,
    była brana za brak umiejętności podejmowania decyzji. Myślę, że wyrażanie
    takiej opinii służyło jedynie budowaniu własnego ego partnerki. Kiedy uznałem,
    że żadne z mych potrzeb nie są nawet dostrzegane, powiedziałem że odchodzę,
    spakowałem się, wynająłem dom za miastem i na drugi dzień złożyłem sprawę w
    sądzie. I teraz zdumiewająca rzecz - namawiając mnie, prosząc o powrót
    partnerka sugerowała, że ja jestem wszystkiemu winien, całe zło to ja.
    Rozumiecie coś z tego? No to przecież właśnie miała się od tego wszystkiego
    uwolnic! Ale nie o to chodzi, ja powinienem być skruszony, wyczulony na
    potrzeby i sygnały partneri i wdzięczny za ? wszystko? za coś? Nie wiem.
    Postawę taką widzę bardzo często. Ale czasy się zmieniły. Jak rzekł sędzia
    Sopilca w "Panu Tadeuszu" - dość mnie nudzi ta historia babia - . Cóż kobieta
    może dać mężczyźnie, na czym mu zależy (nie jej, jemu) a czego nie mógłby
    dostać poza małżeństwem?

    To duży problem, małżeństwo stało się nieatrakcjne dla mężczyzn. O ile wiem w
    Szwecji rozpada się 75% małżeństw, podobnie w Rosji, na Ukrainie, w Białorusi,
    w Danii 50% w ciągu pierwszych trzech lat związku, w Polsce 50% wogóle ale ta
    liczba gwałtownie rośnie. Te liczby dotyczą małżeństw zawartych ale dodatkowym
    problemem jest coraz większa (i już dość duża) związków wolnych, bez umowy
    małżeńskiej. Przy tym mężczyźnie nie chcą się żenić, często robią to pod presją.

    W Elle był artykuł - zapytanie, sygnowany przez kilka znanych (i ładnych)
    kobiet (w tym Stenka). W oparciu o zatrważającą statystykę i w imieniu kobiet -
    coraz częściej samotnych, pytano mężczyzn czemu nie chcą się wiązać. Wiązać
    zarówno małżeństwem jak i wogóle.

    Jak sądzicie, czemu mężczyźni nie chcą się wiązać, czemu odchodzą (wiele
    ryzykując), czemu trwalsze związki z kobietami są nieatrakcyjne?
    I inaczej; co w trwałym związku z kobietą może być atrakcyjne dla mężczyzny
    (ale nie chodzi mi o to co może dostać poza związkiem)?
  • maria73 12.11.05, 23:15
    czyżbym była facetem ???
  • del.wa.57 12.11.05, 23:32
    Frambergu,ale Cie ruszyło co? jasne,że niektóre zwiazki były juz ruiną
    wczesniej ,jak to napisałeś,u mnie tez tak było i to akurat nie mąz mnie
    zostawił,ale ja jego zostawiłam,nie bedę wybiegała daleko,mówie o sobie,gdyby
    mój były mąz zachorował,słowo zostałabym przy nim,nie miałabym sumienia
    zostawic go w chorobie,jak zrobił to pan o którym pisałam,no to jak bys nazwał
    takiego goscia? nie zawsze tez tylko faceci wychodza tacy biedni,zostawiając
    wszystko,ja odeszłam jak stałam,nie wziełam nic z /naszego wspólnego/domu,w tym
    domu jak sie okazało,nie było nic /mojego,naszego/tylko wyłącznie mojego
    byłego,wiesz jak ja natym wyszłam??nie wazne,miałam spokój,a tez byłam
    przywiazana 25-lat,to kawał czasu.Mój były tez nie chciał dostrzeć moich
    potrzeb jak byc moze niektóre z pań w swoich związkach,nie mniej sa sytuacje,że
    żona czasami dowiaduje się ostatnia,ze mąz ma kochankę i odchodzi do
    niej.Własnie a propo..męzczyżni odchodzą na ogół do kochanek,kobiety zostawiają
    męzów bo nie moga juz dłuzej nerwowo,tak było u mnie.A facet który zostawia
    zonę jak zaczela chorować to dla mnie poprostu bydle.
  • maria73 13.11.05, 12:01
    zrobiłam to samo co ty del.wa. -i tak samo jak ty - tyle ze dopiero po 36
    latach !!
  • dama-kanaliowa 13.11.05, 15:19
    siedzimy z tyranem 25, 35, 45 lat albo i do smierci? Dlaczego jestesmy tak
    piorunsko uzaleznione? Dlaczego nie mamy szacunku dla siebie, uznania dla
    swojej decyzji? Wiara, ze sobie poradze, nadzieja, ze bedzie lepiej i milosc
    wlasna o ktorej nas ucza nie funkcjonuje i dajemy sie katowac.
  • del.wa.57 13.11.05, 15:52
    O rany,Mario to jeszcze dluzej,ale tak to jest,kiedys nie było tak
    łatwo,zostawic wszystko w diabły i isć,gdybym miala taka mozliwosc pewnie bym
    nie trwała w związku(chorym) przez tyle lat.Tylko gdzie miałam iść?? z dwójką
    dzieci,a miałam wtedy 21-lat,do domu wrócic nie mogłam/szlaban/na''
    szczęscie''mój były nie pił i nie bił,bo wtedy nie wiem co bym zrobiła.Buzka
    mario;)))
  • maria73 13.11.05, 17:15
    najzabawniejsze (??) w tym jest to ze to ja ciągnęłam wózek i robiłam za
    mężczyznę w tym związku!! Fakt że mnie nie bił, ale za to wiecznie mu coś nie
    pasowało,wszyscy byli głupi,"nerwy nosiły go" no i ta piętrowa łacina!!
    Dzisiaj ja mam niezłą emeryturę a on jeszcze przez kilka miesięcy musi utrzymać
    się z zasilku przedemerytalnego (placę mu tylko rachunki za mieszkanie).
    No i nigdy więcej nie chcę go u swego boku!!! Myślę że dopiero niedawno do
    niego dotarło że to nieodwracalny koniec naszego związku.
    Zostawiłam mu wszystko na co pracowałam przez ostatnie lata ale nie żałuję.I
    jeżeli zostawi mnie w spokoju to nie zamierzam dochodzić swoich praw do
    majatku.Ale jeżeli mnie ruszy ...................!!!!!!!!!!!
  • del.wa.57 13.11.05, 19:06
    Mój pan Mario,tez był ten co- to wszystko wie najlepiej,a ze starszy był
    odemnie o 9-lat,poszedł na wczesniejsza emeryturę,zaraz po naszym
    rozstaniu,zazadał /szybciorem/rozwodu,boze...z jaka przyjemnoscia mu go
    podpisałam;))i ozenił się /szybciorem/ze swoja pierwsza miłością,powiedział mi
    potem,ze złamałam mu zycie bo mógł sie z ta pania wczesniej ożenić(ja jej nie
    znałam)wiesz mario co mu powiedziałam?jaka szkoda,ze mi wczesniej o tym nie
    powiedziałes,poszukała bym ta panią i dopłaciła,zeby go sobie zabrała.Nic z
    domu nie wziełam,niczego tez nie dochodzilam,bo zdrowie było mi wazniejsze i
    ten spokój,z chwila jak wyszłam z domu,poczułam sie wolna i mogłam wreszcie
    wypowiedziec swoje zdanie a nie tylko przytakiwać,stałam sie zdrowsza,poprawił
    mi sie wzrok(wtedy nosiłam juz okulary)przy nim lezałam dwa-trzy razy do roku w
    szpitalu/nerwy/stres moze wykończyc człowieka,dzisiaj potrzebuje okularów tylko
    do czytania.Przyjemniaczek był ten mój małzon,oj..był.Buzka Mario;))
  • framberg 13.11.05, 19:12
    No fakt. Ten od chorej żony się zachował okropnie.
    Co do innych, opisanych wcześniej, sytuacji - mam wątpliwości.
    Można marudzić, można obciążać drugą płeć jak w "Seksmisji" Machulskiego (nie
    odpowiadają tylko za koklusz, gradobicie i przemarsz wojsk radzieckich) a i tak
    nic się nie zmieni.
    Podtrzymuję pogląd, że małżeństwo stało się dla mężczyzn nieatrakcyjne. Często
    zawierane pod presją partnerki, rodziny, zwyczaju.
    I uważam, że kobiety tą instytucję dobijają. Coraz więcej oczekiwań (napisałaś
    o tym), coraz więcej pretensji, coraz więcej niepochlebnych opinii. I żadnej
    refleksji nad oczekiwaniami mężczyzn.

    Zrobiłem rodzaj eksperymentu - odkładam przeczytane gazety i czasopisma (nie
    wyrzucam) ponieważ służą mi od jesieni do wiosny do rozpalania kominka.
    Zajrzałem do nich by znaleźć artykuły o oczekiwaniach wobec mężczyzn i kobiet,
    o wizji małżeństwa (czyli również o rodzaju oferty świadczonej na rzecz
    związku) ze strony mężczyzn kobiet.
    Dużo artykułów o oczekiwaniach kobiet (nie tylko w pismach kobiecych), sporo
    krytyki wobec mężczyzn, nikła oferta (gotowanie, przątanie czyli to na czym
    nieszczególnie mężczyznom zależy). Nawet zabawne zwierzenia - odszedł do innej,
    która ani mu nie ugotuje, ani nie upierze - takie tradycyjne i mało istotne dla
    facetów.
    Ani artykułu, ani słowa(!) o oczekiwaniach mężczyzn, brak krytyki kobiet,
    ciekawe - również brak oferty mężczyzn.
    Moim zdaniem tu pies pogrzebany. Przy czym mężczyznom nieszczególnie zależy by
    go wykopać. Już nie są tym zainteresowani. Owe pretensje i oczekiwania kobiet
    trafiają już w próżnię.
    I oczywiście są od tych postaw (dominujących w otoczeniu) chwalebne wyjątki ;-)
  • del.wa.57 13.11.05, 19:31
    Wiem jedno,miły frambergu...kurka jak zdrobnic (framberga?)nie szukam,nie
    dochodze prawdy itd,u innych mówie o sobie ,moje małzeństwo to był niewypał,nie
    powinnam była wychdzić za niego,a on zenić się ze mną,ale któż to wie
    wczesniej? ja miałam wtedy o rany..18 lat,mój pan prawie 28.Klops!! nie
    wyszło,popatrz ja nigdy nie powiedziałam do mego byłego,ze złamałes mi
    życie,chociaz moze powinnam była mu to powiedzieć?
  • framberg 13.11.05, 19:35
    Niestety, nie zna się odpowiedzi na niezadane jeszcze pytanie. Mnie też nie
    wyszło, teraz znów jestem żonaty. Nie jest źle, jednak czasami przeżywam
    rosterki, huśtawki nastrojów.
    He, he - zdrobnić czy odmienić - frambi brzmi jak bambi ha, ha.
    Zdrobnienie od del.wi 57 to delwiczka? - brzmi jak lwiczka ;-)
  • del.wa.57 13.11.05, 22:36
    Ano nie zna sie frambi-bambi,nie zle brzmi,lepiej niz moje..lwiczka?to nie
    ja,kurka przyszło mi na mysl inne skojarzenie (do lwiczki)znowu ta wyobraznia;))
    ja tez mam drugiego męza i dopiero wiem,ze zyję.Spokojnej nocki zyczę;))))
  • maria73 13.11.05, 19:35
    miło że nie generalizujesz framberg ;)
    Oczywiscie bywa i tak i tak.
    Myślę jednak ,że niezbyt cenicie kobiety które was kochaja!
    Kiedy te powiedzą "pass" jesteście zaskoczeni,oburzeni i- często - bezradni.
    Podobno - nie chwali się dnia przed zachodem słońca ,a kobiety przed śmiercią!
    A ja chcę być pogodną ,wesołą staruszką !!!
    I jestem ;))
    A to że jestem na finiszu sama ? Cóż nie planowałam tego, ale taki los ,taka
    karma! Nie narzekam!!
  • dama-kanaliowa 13.11.05, 21:58
    W kazdym konflikcie malzenskim dwie osoby sa winne - zona i tesciowa. He he he.
    I zycze Wam teraz dobrej nocki kochani.
  • framberg 13.11.05, 22:17
    Pewnie masz rację. Ja nie poznałem tych "zaskoczonych i bezradnych", raczej
    szczęśliwych i przepojonych uczuciem wolności ale nie znam wielu rozwiedzionych.

    Nawiązując do tematu wątku: sądzę, że trzeba o niego dbać; jednak gdy się
    rozleciał to nie klecić prowizorki tylko podjąć męską ;-) decyzję o rozstaniu.

    W nieudanym związku druga strona też cierpi. Na pewno nie jest tak, że jedna
    strona jest nieszczęsliwa a druga strona nic nie czuje i wręcz kwitnie.

    Ehh, życie ty moje, życie...
  • basia553 14.11.05, 08:38
    ze brak wypowiedzi meskich, ogloszen itd. nie wynika z tego Drogi Frambi, ze sa
    oni tacy a nie inni jak piszesz, tylko - moim skromnym zdaniem - brak im
    pewnego "napedu", checi dzialania, checi dzielenia sie spostrzezeniami i
    oczekiwaniami. Jak zaczelam moje niechcianie zycie singla, wlozylam wiele
    energii w poznanie nowych ludzi, w zorganizowanie nowego zycia, odnowienia
    starych upodobac, kontynuowania nowych, do ktorych zabraklo mi partnera. I co
    zauwazylam? Ze w 95 % aktywne sa panie. To one organizuja sie, ida wspolnie do
    teatru czy kina, jezdza wspolnie na wycieczki czy nawet urlop. Panom sie chyba
    nie chce. Wola usiasc z pyfkiem przed TV i czekac az szczescie ich dosiegnie w
    domu. Nie mowie tu o aktywnosci majacej na celu znalezienie nowej
    partnerki/partnera, bo to np. nie bylo wtedy moim celem, ani celem poznanych mi
    pan. Celem bylo unormalizowanie zycia mimo braku partnera. Mezczyzni sie jakos
    za to zabrac nie potrafia/nie chca (niepotrzebne skreslic).
    I dlatego sadze, ze w malzenstwach jest podobnie. To kobiety predzej decyduja
    sie na wypowiedzenie swoich oczekiwan, mezczyzni (ach ci szlachetni!) cierpia
    w glebi duszy, az im tego za duzo i wtedy "nagle" opuszczaja partnerke.
    --
    .
  • framberg 14.11.05, 11:32
    To Twoja interpretacja. Też postrzegam odsuwanie się mężczyzn od kobiet i ich
    sposobu na życie, jednak inaczej definiuję przyczyny. Mam również inne
    spostrzeżenia co do standardu zachowań.
    Jednak ludzie - cóż materia żywa, zachowują się rozmaicie.
    Czasami ci sami ludzie rozmaicie się zachowóją w różnym wieku.
  • basia553 15.11.05, 08:51
    Tak, Frambergu moja interpretacja, co zaznaczylam, ale zapomnialam dodac, ze
    moje obserwacje dotycza "rynku" niemieckiego. Jak to w Polsce wyglada - nie
    wiem. Ale slyszalam np. ze takie masowe organizowanie sie singli jak w
    Niemczech, w Polsce nie istnieje. Tutaj mozna co weekend wybrac sie na inna
    wycieczke, z inna grupa wedrowniczkow, mozliwosci wiele. W Polsce brak narazie
    takiej organizacji. Moje wiadomosci mam z forum turystycznego.
    --
    .
  • jakte 14.11.05, 21:21
    Miłośc kobiet dużo wybacza o wiele mniej miłośc mężczyzn.
    --
    Każdy myśli o sobie
    tylko ja myślę o mnie
  • margo.pf 17.11.05, 08:59
    Zalezy takze od tego co ma wybaczyc. Bo co innego wybaczyc zdrade, pobicie,
    przegranie w karty lub przepicie pensji a co innego gdy chodzi o parszywy
    charakter, inny poziom intelektualny, rozne poglady, krotko mowiac - osobowosc,
    charakter, swiatopoglad.
    W pierwszym przypadku istnieje mozliwosc przebaczenia lub nie, kwestia wyboru.
    W drugim - widzialy galy co braly!
    Po drugie , to uderzyl mnie fakt, ze bardzo czesto mozna spotkac w
    wypowiedziach polskich kobiet okreslenie "moj pan". To w Polsce panszczyzna
    panuje, niewolnictwo? Czy tez jest to kontynuacja tradycji ktora
    nazywam "tradycja swietych portek". Byle jakie byle byly. Kobieta ktorej zaden
    nie chcial "za slubna" nie jest w pelni kobieta. I to niezaleznie od grupy
    spolecznej i poziomu wyksztalcenia. Po moim rozwodzie w 80 roku, jedna z moich
    znajomych, bardzo madra dziewczyna, wyksztalcona i blyskotliwa stwierdzila " no
    bo ty to chociaz mialas meza". Rece opadaja.
    Zgodze sie z frambergiem, ze niewiele kobiet zastanawia sie nad tym co naprawde
    jest istotne dla partnera. Do wyblyszczenia domu mozna wynajac pania i jej
    zaplacic. Ale zeby sobie pogadac do 5 rano o tym co go nurtuje to juz trzeba
    kogos bliskiego, a nie amazonki na odkurzaczu.
    Czesto moje kolezanki mowily, ze nie lubie kobiet, bo zawsze im powtarzalam ze
    gdybym miala takie baby jak one w domu to otworzylabym okno i drzwi, wcisnela
    miotle do reki, zrobila przeciag i kazala odleciec. Pomoglo wideo i nagranie
    powrotu do domu meza jednej z nich. W ciagu 15 minut postawila 15 pytan i
    wyrazila 5 sprzecznych ze soba zyczen a on, biedny, chcial sobie odpoczac pol
    godziny.
    Dodam, ze nie sztuka miec udane wesele. Prawdziwa sztuka to miec udany rozwod!
    Moj byl bardzo udany dzieki czemu nic nie zmusza mnie do wyrzucenia 9 lat
    znajomosci, w tym 4 malzenstwa, na smietnik wspomnien.

    --
    La vérité n’est jamais amusante sinon tout le monde la dirait. Michel Audiard

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka