Dodaj do ulubionych

wiem, że narzekania macie już dość, ale...

24.11.10, 20:27
nie wiem, gdzie mogłabym się "wypisać"...
Uczę w gimnazjum ponad 10 lat. W tzw. "trudnym gimnazjum". Powiem więcej: w gimnazjum uważanym w naszym mieście (wojewódzkim) za to najgorsze. Przyzwyczaiłam się do warunków "bojowych" (co oznacza pracę bardziej resocjalizacyjną niż dydaktyczną), ale opadam z sił. Poziom agresji i niedostosowania społecznego z roku na rok jest coraz niższy. Dostałam kolejną pierwszą klasę, w której kompletnie sobie nie radzę. Przestudiowałam dokładnie wątek o problemach z uczniami i inne podobne na innych portalach i nie znajduję rozwiązania. Żadna forma dotarcia do uczniów się nie sprawdza. W klasie około 25 osobowej uczniów chętnych do pracy są 3, zagłuszane przez resztę zajętą swoimi sprawami. Gadanie, wulgaryzmy (kur*wy, chu*e, szmaty, pierdo**nie, itp. są na porządku dziennym) dokuczanie innym, bójki, bieganie po klasie, dogadywanie mnie i innym uczniom, lekceważenie wszystkiego co się do nich mówi, słuchawki w uszach, jedzenie na lekcji + ta straszna bezinteresowna agresja większości tych uczniów do siebie wzajemnie i do mnie + zaległości sięgające głebokiej podstawówki (ucze angielskiego). Usadzenie ich na swoich miejscach na początku lekcji graniczy z cudem. Wpisywanymi im uwagami się nie przejmują, telefonami do rodziców też nie za bardzo. Dzisiaj usłyszałam po bójce pierwszaków i odesłaniu i ch do pedagoga szkolnego wysyczane "i co, mokro pani?". W innych klasach jest nieco lepiej, ale też żaden miód. Przychodzę do domu po takiej orce i nie mam siły na "normalne" życie. W domu sprawdzam prace uczniów, przygotowuję się do lekcji i... nie mam siły na nic innego. Szkoła wysysa ze mnie cała energię. Powoli popadam w deprechę. Nie widzę sensu w tym, co robię, chociaż wiem, że potrafię nauczyć. Odreagowuję w domu przysypianiem, odrętwieniem i płaczem... Właśnie nawrzeszczałam na psa bez powodu. Popłakałam się bez powodu. Piszę posta na forum zamiast wyjść z domu. Co będzie dalej?

p.s. A osoby, które na różnych forach wypisują jak to ci nauczyciele mają dobrze, ile kawek wypijają na przerwach i jakie z nich obiboki, bo przecież 18 godzin tylko pracują, chętnie w ramach kursów uświadamiających wysłałabym na tydzień, nie - myślę że nawet 1dzień by wystarczył, do mojego "zakładu" pracy.
Edytor zaawansowany
  • mist3 24.11.10, 20:55
    A czy masz/macie jako nauczyciele wsparcie dyrekcji?
    Jeśli usłyszałabym jakiś wulgaryzm pod moim adresem (a też pracuję w trudnej szkole, choć nie tak trudnej jak Twoja) od razu poszłabym do dyrektora.
    W zeszłym roku miałam taką sytuację, że uczeń stanął w drzwiach klasy, z której chciałam wyjść i chciał odebrać swój telefon. Nie było żadnego kontaktu cielesnego, tylko rozkaz 'ma mi pani, k****, oddać ten telefon". Od razu poszłam do dyrektora i uczeń został usunięty ze szkoły (nie był to jego pierwszy wybryk. ale był ostatni..).
    Wiem, że w gimnazjum ucznia ze szkoły usunąć niełatwo, ale myślę że informacja na policję (stała z nią współpraca), do sądu o demoralizacji (skoro rodzice nie reagują tzn. że są niewydolni wychowawczo) powinna na niektórych uczniów i rodziców podziałać jak kubeł zimnej wody. Z tym, że do tego potrzebne są współpraca nauczycieli ze sobą, nauczycieli z dyrekcją i szkoły z policją.
    Jeśli nie miałabym takiego wsparcia - szczerze, wolałabym iść pracować na przysłowiową kasę w biedronce albo założyć firmę i udzielać korepetycji i startować w przetargach na prowadzenie kursów dla firm i urzędów... Bo wydaje mi się, że niedługo wykończysz się psychicznie i fizycznie...
    --
    "Ludziom, którzy nie lubią kotów, zawsze się wydaje (...), że ich awersja do tych stworzeń jest, nie wiedzieć czemu, jakąś nadzwyczajną cnotą." L.M.M.
  • mrrooffka 24.11.10, 22:02
    Wsparcie dyrekcji jest, nauczyciele też się wspierają. U nas się kłopotów nie zamiata pod dywan.
    Problem jest raczej w skali zjawiska. Kiedy się wchodzi do klasy, w której 4 uczniów się bije, następnych 2 obrzuca wyzwiskami, w tym samym czasie 2 następnych z uśmiechem na ustach zajada śniadania, 3 bawi sie telefonami, 3 wyłączonych jest z czegokolwiek, bo słuchaja muzyki, jeden płacze, bo mu ktoś dokucza, 2-3 w tym czasie atakuje mnie zaczepkami słownymi, to nie wiadomo, za co się złapac najpierw. Pojęcie "praca na lekcji" jest im całkowicie obce. Do tego jeszcze w tej samej klasie jest kilka osób z orzeczeniem o dostosowaniu wymagań. Jak ja mam ich traktować indywidualnie, kiedy muszę przede wszystkim zadbać o bezpieczeństwo klasy?
    No i, faktycznie, nie da się kazdego ucznia przenieść do innej szkoły, przynajmniej w gimnazjum i podstawówce. Można zacząć od przeniesienia do innej klasy, dużo już u nas takich akcji było. Tylko... to jakaś straszna niewydolność całego systemu... uczniowie z orzeczonymi ośrodkami dalej chodzą do szkoły, bo nie ma wolnych miejsc. Szkoła musi się z nimi męczyć, bo obowiazek szkolny. Uczeń skierowany karnie do szkoły w innym rejonie wróci do nas po miesiącu lub dwóch, bo nikt nie chce kukułczego jaja, którego zgodnie z prawem moze się pozbyć (=odesłać do rejonu). Rodzice w "trudnym rejonie" raczej nie palą się do wychowywania swoich dzieci, oni je tylko chowają. Żal mi takich dzieci, bo przecież one żyja tak, jak widzą że żyją ich rodzice, inaczej nie ptrafią. Grupa rówieśnicza jest w tym wieku najważniejsza, oni chcą zaistnieć, ale wybierają wzorce, które znają z własnego środowiska.
    Gdzie leży błąd? Dlaczego nie ma żadnego skutecznego bata na demoralizujących kolegów uczniów? Moje koleżanki już bywały w sądach, ponieważ były obrażane przez uczniów. I co? Niska szkodliwość czynu, albo wszystko rozłaziło się po kościach... Przydałby się nauczyciel wspomagający, ale tacy są tylko w szkołach specjalnych i integracyjnych. Przydałby się drugi, albo i trzeci pedagog/psycholog szkolny, bo nasi, chociaz bardzo dobrzy w tym co robią, nie wydolą z bieganiem po szkole do klas, w których coś się dzieje, albo zawaleni są rozliczaniem stypendiów, rozmowami z policją, rodzicami, itp.
    Zupełnie inną sprawą jest marne przygotowywanie nauczycieli na studiach do tego, co może ich czekać w "realu". Sa zajęcia z metodyki - rozpoczęcie lekcji, wprowadzenie tematu, praca, ćwiczenia utrwalające, podsumowanie, ble ble ble, ale nie uczy się ich tego, że schemat może się nie sprawdzić, że trzeba liczyć się z tym, ze nie wszyscy uczniowie pasują do profilu statystycznego i co wtedy z tym fantem zrobić.
    Może gdybym to wszystko wiedziała tuż po studiach, zastanowiłabym sie dwa razy przed podjęciem pracy w szkole....

    p.s.
    > W zeszłym roku miałam taką sytuację, że uczeń stanął w drzwiach klasy, z której
    > chciałam wyjść i chciał odebrać swój telefon. Nie było żadnego kontaktu cieles
    > nego, tylko rozkaz 'ma mi pani, k****, oddać ten telefon".
    Też miałam takiego ucznia. Niejednego. Ten akurat, o którym piszę, został usunięty ze szkoły po 2 latach walki z instytucjami. Co zdążył przez ten czas napsuć w uczniowskich głowach, tego policzyć się nie da.
  • aspinia 25.11.10, 10:33
    wspolczuje. Watek warty podniesienia.
  • shiva772 26.11.10, 23:47
    Uczę w gimnazjum, też angielskiego. Rozumiem Cię i podziwiam. Niestety nie umiem Ci pomóc. Moim zdaniem takie szkoły powinny być pod specjalnym nadzorem: tyle się słyszy od ważniaków: że system z gimnazjami sie nie sprawdził, że to porażka...a tymczasem piszesz, że klasa liczy 25 osób. Prosta sprawa - zmniejszyć ilość uczniów w klasie, dać dobrych psychologów do szkół i tych cwaniaków z poradni psychologicznych puścić w teren. Odciążyć zwykłego nauczyciela...Dać mu szansę żeby uczył a nie walczył.
    Szukaj innej pracy, w szkole mniejszej, wiejskiej...jeżeli chcesz zostać wogóle w szkole!. Często mówię, ba... odgrażam się: wolałabym sprzedawać buty w ccc niż uczyć w dużym mieście w gimnazjum.
    Mam już niezły bagaż...groźby, bieganie po ławkach, nawalonych, naćpanych, niemal sprawę w sądzie, generalnie wszystko to co Ty...ale teraz jest już lepiej. Niemniej jednak u mnie utrwalnie pozycji trwało 2 lata, gdyby dłużej rzuciłabym to...
    --
    Purysto językowy! Piszę 60 słów na minutę i zdarzają mi się błędy. Rzeczowych nie popełniam ;)
  • i-z-k-a-1 06.02.11, 21:53
    a ja myśle że wchodząc pierwszy raz do danej klasy swoją postawą mówisz uczniom o sobie czy jesteś osobą z autorytetem z którym trzeba się liczyć. Dużo zależy także od dyrekcji, bo może i wsparcie daje ale brakiem konsekwencji w działaniu pokazuje uczniom że tak naprawdę to się ich boi. Myślę że najlepszym wyjściem z tej sytuacji dla Ciebie będzie zmiana szkoły i zaczęcie wszystkiego od nowa .
  • mrrooffka 20.02.11, 21:11
    Zmiana szkoły...
    Szukałam ofert pracy, poza oficjalnym obiegiem też (mam kilka koleżanek w liceach, a wiadomo - najlepiej działa poczta pantoflowa). Jeśli praca jest, to max na rok (ktoś jest na zdrowotnym, lub kobitka w ciaży), czyli później nie dostałabym pracy w ogóle. To nie takie proste, więc póki co, trzeba się trzymać tego, co się ma.
    Autorytet? Jasne, nie mam problemu z grupami, które reprezentują jakiś przynajmniej średni poziom, mówie tu o kulturze bycia, przy chamach wysiadam (sorry za to określenie, ale tak właśnie to odbieram). Niestety, nie jestem typem wojskowego, który potrafi rozstawić uczniów po kątach. Staram się taka być, ale nie mam tego we krwi, więc jest ciężko.
    Dyrekcja stoi frontem za nauczycielem, ale nagromadzenie agresji i kłopotów wychowawczych jest tak duże, że to, co w jednej szkole wołało by o pomstę do nieba, u nas jest normalką. Trudno wołać na każda lekcję dyrektora, albo pedagoga szkolnego. W tym samym czasie są często np. na interwencji w innej klasie...
  • mamalgosia 12.02.11, 14:57
    Pracuję w bardzo podobnej szkole.
    Nie mam już siły

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka