Dodaj do ulubionych

obniżka pensji dla nauczycieli i dyrektorów szkół

05.02.11, 20:26
Drogie koleżanki i koledzy. Stwierdzam kolektywnie wraz z innymi naszymi koleżankami mieszkającymi państwach UE , że nauczyciele w Polsce zamiast podwyżek powinni mieć obniżone wynagrodzenie za swoją pracę. Dlaczego .... ? Aby chęć zadawania pracy domowej i ciągłych kartkówek( tyle czasu zajmuje ich sprawdzenie) zdecydowanie osłabła.
Jestem nauczycielką, 5 lat temu tak samo rozumiałam edukację jak Wy. Przez te kilka lat zmieniłam całkowicie swój pogląd. W czasie pobytu poza granicami naszego kraju byłam cały czas czynnym nauczycielem. Jestem także mamą 13 -latka i widzę jaka jest ogromna różnica w rozwoju zarówno emocjonalnym jak i intelektualnym w czasie pobytu za granicą i w Polsce.
Tam liczy się potencjał dziecka a w Polsce wszyscy muszą być "doktorami" .
Edytor zaawansowany
  • nikorason 06.02.11, 17:17
    Możesz jaśniej??
    Zacznij od wyjaśnienia mi jak rozumiem edukację....
  • shiva772 06.02.11, 20:52
    Chodzi tej pani o to, że za dużo wymagamy i za dużo zadajemy :)
    --
    Purysto językowy! Piszę 60 słów na minutę i zdarzają mi się błędy. Rzeczowych nie popełniam ;)
  • i-z-k-a-1 06.02.11, 22:13
    shiva772 napisała:

    > Chodzi tej pani o to, że za dużo wymagamy i za dużo zadajemy :)

    Tak ,w pewnym sensie o to chodzi. Ale też o to że nauczyciele zapomnieli o tym jaka jest ich rola ,zadanie. Nauczyciel ma nauczyć swoich uczniów wiedzy którą będą mogli wykorzystać w przyszłości. Powiecie zaraz jest określony program .Tak zgadzam się . Zastanówmy się ..., jeżeli nauczyciel 1/2 lekcji sprawdza pracę domową (o czasie zmarnowanym na sprawdzenie listy obecności nie wspomnę) to na przedstawienie w ciekawy sposób zagadnienia danej lekcji pozostaje niewiele czasu ,bo jeszcze trzeba zadać pracę domową, a i kartkówki zajmują duża część czasu ( + czas na jej organizację) Więc pozostaje uczniowi wkuć wiedzę samodzielnie z podręcznika lub korki (płatne przez rodziców) To my sami akceptujemy taki styl nauczania teorii bo na praktyczne naucznie to już brakuje czasu.
    Poczytałam kilka postów wcześniejszych, narzekamy na niegrzecznych pyskująych uczniów. Powiedzcie gdzie są ich rodzice ,dlaczego młodzież jest pozostawiona sama sobie ze swoimi problemami Odpowiedz jest prosta - gonią za pieniędzmi . Po co? By dziecku zapewnić korepetycje, bo przecież nie każda mama np. ekspedientka ,czy salowa ,itp może swojemu synowi czy córce zapewnić korepetycji . Stres, ogromny stres rodziców i młodzieży .Po co ?Ambicje ? Przecież nie każdy musi być magistrem czy doktorem.
  • shiva772 07.02.11, 17:24
    Bzdurne uogólnienie. Uczę na wsi i nikt tam nie chodzi na korki. No może 2-3% uczniów. I nie zgodzę sie z uogólnieniem w sprawie sprawdzania p.domowej czy listy, zabiera mi to bardzo mało czasu.
    --
    Purysto językowy! Piszę 60 słów na minutę i zdarzają mi się błędy. Rzeczowych nie popełniam ;)
  • kociamama 08.10.11, 19:31
    Zagranicą też różnie bywa z jakością nauczania. Zależy wszystko od ludzi.
    Poza tym, dlatego, że nauczyciele dobrze zarabiają w krajach Unii (wszędzie lepiej niż u nas), albo przynajmniej zarabiają godnie, to mogą po lekcjach skupić się na rozwoju, zgłębianiu technik nauczania, rozwoju intelektualnego, który inspiruje do pracy z młodzieżą itd. a nie pracą na kolejnym etacie, jak u nas.

    Jeżeli podważasz metody sprawdzania wiedzy i zasadność prac domowych, to co oferujesz w zamian? Teraz uwaga, straszna rzecz! U mnie sprawdzanie pracy domowej czasem zabiera nawet całą lekcję, albo i dwie! Uczę języka, a jak zadaję wypowiedź ustną do przygotowania w domu, to przepytuję każdego.

  • e-emma-e 07.02.11, 19:15
    i-z-k-a-1 napisała:

    > Tam liczy się potencjał dziecka a w Polsce wszyscy muszą być "doktorami" .

    A ja poproszę o rozjaśnienie, w jaki sposób w UE potencjał dziecka przekłada się na zadawanie bądź nie pracy domowej i robienia bądź nie kartkówek. I co to znaczy, że w UE liczy się potencjał dziecka, a w Polsce niby nie?

    > w Polsce wszyscy muszą być "doktorami"

    Rozumiem, że o wymagania chodzi? Czy to znaczy, że w szkołach UE nauczyciele nie wymagają? Dobrze zrozumiałam?
  • i-z-k-a-1 07.02.11, 20:17
    Na początek polecę dwa ciekawe linki
    www.puellanova.pl/1727,0,Inteligencja-wieloraka-kazde-dziecko-ma-potencjal.html
    www.wychowawca.pl/miesiecznik_nowy/2006/01-2006/04.htm
  • i-z-k-a-1 07.02.11, 20:43
    A teraz wyjaśnienie dlaczego nasz system blokuje naturalny potencjał ucznia.
    Skupię się teraz na szkole angielskiej. Klasa w angielskiej szkole podzielona jest na ok.4-6 poziomów nauczania. W szkole podstawowej w pierwszych 5 klasach dzieci przydzielone są do odpowiednich stolików ustawionych w kształcie kwadradu lub koła. Każdy stolik to inny poziom. Każy stolik ma naszykowane specjalne zagadnienia i zadania do wykonania . Książki (podręczniki) dobiera nauczyciel dla danego dziecka . Np. niektóre dzieci mają wyższy poziom z matematyki ale z science (przyrody) są w słabszej grupie. Każy wysiłek dziecka jest zauważony i doceniony. Ocen się nie stosuje. Dziecko w takich niestresujących warunkach bardzo częso potrafi z poziomu słabszego przeskoczyć o 2-3 poziomy wyżej wykorzystując swój potencjał. Dzieci rozwijają się w naturalnym swoim tempie. Nie ma tam wyścigu szczurów. Ale żeby to osiągnąć trzeba znać swoich uczniów, być z nimi ,rozmawiać itp. W ciągu roku jest mniej więcej 1 test który sprawdza poziom rozwoju ucznia na koniec roku szkolnego . Nauczyciele w Polsce są tak skupieni na szybkiej realizacji programu i sprawdzeniu wiadomości ucznia ( które tak jak szybko weszły do głowy tak samo szybko wyjdą z niej ) że zapominają o tym co najważniejsze - podmiotowości ucznia i jego naturalnego potencjału edukacyjnego.
    Acha zapomniałam powiedzieć że w klasy 2-6 i klasy gimnazjalne liczą ok.30 uczniów w tym ok 1/2 czasami obcokrajowców. 1 nauczyciel ,czasami jest też asystent nauczyciela.
  • shiva772 07.02.11, 21:22
    Z całą pewnością system jest inny - tam dzieci idą do szkoły i odrabiają prace domowe w wieku 5 lat, nie sądzę żeby to było takie dobre. Ale...mniejsza o to. Mieszkałam w Anglii 2 lata i skutki takiego nauczania widać tam na każdym kroku. Anglicy nie mają pojęcia o wielu elementarnych zagadnieniach choćby takich jak istnienie bakterii (bardzo często zamożni i wykształceni ludzie żyją w brudzie) , języków nie znają (przecież wszyscy mówią po angielsku), o geografii i historii mają bardzo blade pojęcie. Naprawdę nie widzę zbyt wielu zalet systemu edukacyjnego młodzieży w Anglii! Totalną paranoja jest rozdzielanie dziewczyn od chłopców - skutkuje to agresją wśród dziewczyn, wyzywającym stylem i zachowaniem dodatkowo totalnym "napaleniem" na chłopaków (i wzajemnie) co widać choćby w autobusach gdy dzieciaki wracają ze szkół, no i oczywiście mnóstwo ciąż wśród nastolatek. Tu kolejna dziura systemu słaba edukacja w zakresie antykoncepcji.
    Chciałabym też zwrócić uwagę, że w POlsce już od dawna mamy dywaniki i brak ocen w nauczaniu zintegrowanym.
    --
    Purysto językowy! Piszę 60 słów na minutę i zdarzają mi się błędy. Rzeczowych nie popełniam ;)
  • kociamama 08.10.11, 19:37
    Zgadzam się z Shivą. Do tego jeszcze dodam, że wiele osób kończy edukację w wieku lat 16, albo rzucają szkołę wcześniej. W związku z tym pełno jest osób bez jakichkolwiek kwalifikacji. Skoro szkoła jest taka super, a nauczyciele nastawienie na potencjał dziecka, to czemu uczniowie nie łapią bakcyla nauki?

    Poza tym, wszystko chyba zależy od szkoły. Do szkoły średniej idą dzieci w wieku lat 11-stu i zaczyna się podział na lepszych i gorszych/mądrzejszych i głupszych już w tak wczesnym wieku.
    Miałam praktyki w angielskiej szkole i nauczyciele byli różni - niektórzy cudowni i inspirujący, inni po prostu nudziarze, a jeszcze inni fanatycy dyscypliny - jak u nas.
  • waldi123 02.11.12, 14:54
    Akurat przyklad szkoly angielskiej jest nietrafiony. Angileskie szkoly publiczne maja gigantyczny problem z odpowiednim poziomem nauczania. Przykladem iwyniki ich uczniow w testach PISA, ponadto ostatnio byl w Polsce ich minister oswiaty, ktory powyzszy fakt potwierdzil. Wg. niego dzieje sie tak poniewaz angielscy nauczyciele maja duza swobode w doborze programow, podrecznikow a nawet tresci nauczanych przez nich na lekcjach.
    --
    "Tylko dwie rzeczy sa nieskonczone: wszechswiat i ludzka głupota" - Albert Einstein

    www.firefox.pl/
  • spiacawdzien 09.02.11, 08:41
    Zaznaczam na wstępie, że jestem rodzicem ucznia -nie nauczycielem.
    Z mojego punktu widzenia, po rozmowach z innymi rodzicami mogę wyciągnąć takie wnioski:
    - rodzic powinien postarać się znaleźć odpowiednią szkołę dla swojego dziecka.
    -jeśli się to uda - sprawa edukacji potomka jest już w połowie wygrana ;)
    - jeśli rodzic wie jak zmotywować dziecko i NAUCZY JE JAK MA SIĘ UCZYĆ to jest już druga połowa sukcesu.

    Całe to blablanie o super innych szkołach za granicą, podejściu, które ma niby przynosić świetne efekty (jakieś dane może?) to tylko strata czasu.
    A już podawanie angielskiej zwykłej szkoły, jako przykład godny do naśladowania, to chyba jakieś nieporozumienie.

    Może napiszę coś, co się nie spodoba nauczycielom (a może właśnie się spodoba) - będąc rodzicem zdaję sobie sprawę, że to na mnie! nie na nauczycielu ciąży obowiązek wychowania mojego dziecka.
    I - przepraszam, z całym szacunkiem dla kadry nauczycielskiej, ale szkoła jest dodatkiem do tego zadania, a nie podstawą.
    Poziom szkoły to jedno - a poziom wychowania W DOMACH to drugie.
    Mam wrażenie, że to drugie jest bardziej istotne i bardziej psuje dzieci i młodzież...

    Tak, a ilość nastolatek, które zachodzą w ciążę w Wielkiej Brytanii jest najwyższy w Europie.
    To pewnie dlatego, że tak świetnie się uczą i po prostu szybciej mogą sobie pozwolić na dziecko ;)
    Polska dziewczyna musi się niestety dłużej uczyć. ;)
  • i-z-k-a-1 09.02.11, 20:20
    spiacawdzien napisała:

    > Zaznaczam na wstępie, że jestem rodzicem ucznia -nie nauczycielem.
    > Z mojego punktu widzenia, po rozmowach z innymi rodzicami mogę wyciągnąć takie
    > wnioski:
    > - rodzic powinien postarać się znaleźć odpowiednią szkołę dla swojego dziecka.
    > -jeśli się to uda - sprawa edukacji potomka jest już w połowie wygrana ;)
    > - jeśli rodzic wie jak zmotywować dziecko i NAUCZY JE JAK MA SIĘ UCZYĆ to jest
    > już druga połowa sukcesu.

    Tak ,zgadzam się z Tobą. Znalazłam dla syna dobrą wg mnie szkołę , ma bardzo miłą wychowawczynię, bardzo jestem wdzięczna nauczycielom za cierpliwość .
    >
    > Całe to blablanie o super innych szkołach za granicą, podejściu, które ma niby
    > przynosić świetne efekty (jakieś dane może?) to tylko strata czasu.
    > A już podawanie angielskiej zwykłej szkoły, jako przykład godny do naśladowania
    > , to chyba jakieś nieporozumienie.

    To nie strata czasu ,nauczyciele jak i lekarze, prawnicy itp. uczą się przez cały okres swojej aktywności zawodowej. Zawsze warto dowiedzieć się czegoś nowego , może wprowadzić jakieś ciekawe innowacje ,które wzbogaciłyby ich warsztat.
    Tak . Uważam ,że angielską szkołę można podać za godny przykład do naśladowania .
    >
    > Może napiszę coś, co się nie spodoba nauczycielom (a może właśnie się spodoba)
    > - będąc rodzicem zdaję sobie sprawę, że to na mnie! nie na nauczycielu ciąży ob
    > owiązek wychowania mojego dziecka.
    > I - przepraszam, z całym szacunkiem dla kadry nauczycielskiej, ale szkoła jest
    > dodatkiem do tego zadania, a nie podstawą.
    > Poziom szkoły to jedno - a poziom wychowania W DOMACH to drugie.
    > Mam wrażenie, że to drugie jest bardziej istotne i bardziej psuje dzieci i młod
    > zież...

    Zgadzam się z Tobą w sprawie wychowania . Mój post miał na uwadze zwrócić uwagę raczej na dydaktykę a nie wychowanie ,ponieważ wiadomo ,że w tym względzie na rodzicach spoczywa największy obowiązek .

    > Tak, a ilość nastolatek, które zachodzą w ciążę w Wielkiej Brytanii jest najwyż
    > szy w Europie.
    > To pewnie dlatego, że tak świetnie się uczą i po prostu szybciej mogą sobie poz
    > wolić na dziecko ;)
    > Polska dziewczyna musi się niestety dłużej uczyć. ;)

    To nie ma żadnego związku z edukacją (dydaktyką) . W Anglii bardzo dobrze rozbudowana jest socjalna pomoc dla dziewczyn w ciąży. Pańtwo daje nastolatce w ciąży dom i benefity (zasiłki) które pozwalają takiej dziewczynie na samodzielną egzystencję .Wystarczy ,że oświadczy że rodzina ją wyrzuciła z domu z powodu ciąży a chłopak ją zostawił. Przeważnie sa to nastolatki z rodzin ,żyjących z benefitów. Taki wzorzec przekazują im rodzice.
  • spiacawdzien 10.02.11, 08:36
    Dobrze zrozumiałam, że chodzi Ci o edukację.
    I nadal podkreślam, że nauczenie dziecka JAK ma się uczyć jest podstawą dalszej jego drogi bycia uczniem.
    A to powinni zrobić rodzice.
    Najlepszy nauczyciel, najbardziej wyśrubowana szkoła nic nie poradzi gdy trafi do niej uczeń z zaległościami i z brakiem umiejętności (że o chęci nie wspomnę a to też rola rodziców) w uczeniu się.

    Żebyś nie wiem jak bardzo chciała zmienić fakty, to jednak są one takie, iż duża ilość ciąż wśród nastolatek brytyjskich jest wynikiem bardzo niskiej edukacji w szkołach brytyjskich (tu szczególnie edukacji seksualnej).
    "Przeważnie sa to nastolatki z rodzin ,żyjących z benefitów. Taki wzorzec przekazują im rodzice."
    No proszę, i pomimo tego, że szkoła angielska jest taka świetna nie może sobie poradzić z tym "wzorcem"?...

    Myślę, że jesteś po prostu zachwycona samymi METODAMI pracy z uczniem, które zobaczyłaś. Wyciągasz z tego dość pochopne wnioski, że pewnie przekładają się na wyższy poziom nauki.
    Czy tak jest czy nie - trzeba by poczytać jakieś badania.
    Z mojego doświadczenia wynikają "takie kwiatki", że - przeciętny młody Brytyjczyk nie ma pojęcia gdzie leżą kraje w Europie a dzieci często i gęsto nie wiedzą skąd się bierze mleko (z supermarketu przecież...).

    "Tak . Uważam ,że angielską szkołę można podać za godny przykład do naśladowania"
    Jeśli chodzi o poziom nauki - PRYWATNE angielskie szkoły, dostępne dla BARDZO NIEWIELU - tak.
    Ale te same szkoły, jeśli chodzi o metody wychowawcze - nie.

    Nie zazdroszczę polskim nauczycielom z wielkich szkół gdzie uczęszcza ponad tysiąc uczniów. Ale zdaję sobie sprawę, że takie szkoły są wszędzie - także w Anglii.
    I wszędzie borykają się z tymi samymi problemami.
    Natomiast jest mnóstwo szkół polskich gdzie nauczyciele są ogromnie zaangażowani,
    przekazują uczniowi nie tylko wiedzę, ale i pewne zasady, normy i... serce.
    A wady znajdziemy wszędzie.
    Przypomina mi się stare powiedzonko: "swego nie znacie a cudze...." - jakie to typowe.

    A tak swoją drogą to czy Twoje dziecko chodziło w ogóle do polskiej szkoły, że tak świetnie znasz polskie realia?
  • ulawes 20.02.11, 16:43
    Niedawno ukazał się krótki artykuł z wypowiedzią przedstawiciela oświaty w Anglii. Oświadczył, że w najbliższym czasie nastąpi na Wyspach wielki powrót do wkuwania pamięciowego, bo nabywanie umiejętności praktycznych musi mieć dobre zakotwiczenie w wiedzy teoretycznej. Zwrócił również uwagę na słabe wyniki uczniów osiągane w międzynarodowych testach.
    Z doświadczenia wiem, że mało jest uczniów, którzy z ochotą uczą się z lekcji na lekcję. Aby ich zmobilizować , właśnie pytamy i zadajemy zadania domowe. Ciekawe jak więc z tą potrzebną systematycznością poradzą sobie angielscy nauczyciele..

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka