Dodaj do ulubionych

Dyscyplina w klasie. Pomóżcie !!!!!

11.12.04, 00:29
Jestem świeżo upieczonym, młodym nauczycielem. Uwielbiam swoją prace,
ale.....No właśnie, nie bardzo jeszcze wiem jak sprawić, aby te dzieci (11
lat) siedziały cicho. Czasami się zastanawiam czy to nie wynika z faktu iż
jestem osobą o łagodnym usposobieniu.W trakcie lekcji nie daję sobie wejść na
głowę i często pokazuje im kto tu rządzi. Ale oni chyba i tak się mnie nie
boją.Zwyczajnie trudno jest mi uciszyć towarzystwo. Czasami zwyczajnie
kapituluję i ręce mi opadają. Czasami po lekcji czuję się jak po klejnej
bitwie. Likwiduję zwyczaj mówienia bez podniesienia ręki. Myślę jednak, że te
dzieciaki czują się jednak nadal zbyt swobodnie.Nie mają również większych
skrupułów, aby wypowiedzieć jakiś komentarz do kolegi w trakcie lekcji.
Czasami to coś rozbawi klasę. Denerwuje mnie ciągłe uciszanie. Jeśli jest
cicho pracuje mi się fantastycznie. Dzieci współpracują. Uwielbiam to.Jeśli
jednak zaczynają gadać, lub co gorsza kłócić się między sobą to klapa.Może
ktoś podzieli się ze mną swoim doświadczeniem. Co jeszcze mogę zrobić aby tak
zbudować swój autorytet aby w klasie była cisza bez radykalnych środków np.
uwagi. Bardzo chcę zmienić tą sytuację. Dzięki z góry
Edytor zaawansowany
  • zigia 11.12.04, 09:30
    szczerze się usmiałam.Też miałam takie aspiracje 5 lat temu , jako ta "po
    studiach".cóż ja ci mogę doradzić ...... w dzisiejszych czasach wykresl słowo
    dyscyplina ze slownika.Uzbrój sie w cierpliwosc ze nikt cie sluchac nie bedzie,
    nikt cicho siedziec nie bedzie , a dogaduchy na lekcji to norma.no chyba ze
    bedziesz "kosą" to moze ci sie uda ...ale wtedy rodzice nazdają na ciebie do
    dyry bądź do kuratorium ( zalezy jak wysoko są postawieni i jakie maja ukladu)
    ze pastisz sie nad ich biednymi genialnymi dzieciątkami.za 5 lat sama dojdziesz
    do wniosku ze zmarnowalas zycie.smutne ale prawdziwe.pozdrawiam
  • kaasik4 11.12.04, 14:55
    Dzięki za cenne uwagi. Trochę mnie to podbudowało, że to nie musi być moja
    wina.Ja mam przed oczami obraz szkoły z moich lat szkolnych. To nie było
    oczywiście tak dawno : ) ale wydaje mi się, że było inaczej, większy szacunek
    dla nuczyciela, w klasie cichutko. Mam to przed oczami. Być może życie
    zweryfikuje moje wyobrażenia o nauczaniu, ale mam nadzieję że swojego zycia nie
    zmarnuję. Pozdawiam i dziękuję.
  • roman.gawron 11.12.04, 14:56
    Nie strasz, nie strasz, dyscyplina w klasie jest możliwa, a dzieci to tylko
    dzieci i mają się słuchać. Nie bardzo mam teraz czas, ale potem pewnie coś
    skrobnę.

    --
    Prawa i obowiązki ucznia
  • itaka34 05.01.05, 18:00
    Pracuję w szkole średniej,a przedtem w podstawowej już 30 lat i wiem co to
    znaczy problem z dyscypliną uczniów , a raczej z jej brakiem. Zasada jest
    prosta: chcesz mówić to słuchamy , nawet dostaniesz za to ocenę. TO jeden
    sposób. Drugi jesteś chętny do pracy to ją dostaniesz ( jakieś trudniejsze
    zadanie domowe). Trzeba pamiętać jednak o tym, że uczeń to też człowiek i
    należy go szanować. Nie wolno używać niecenzuralnych słów i pokazywać swoją
    wyższość, gdyż tego nikt nie lubi. Potraktuj ucznia jak partnera, a zmieni się
    jego stosunek do Ciebie. Może to tylko tak ładnie brzmi, ale się sprawdza.
    Życzę powodzenia.
  • euglena73 11.12.04, 20:07
    Tylko nie daj sobie wmówić,że to Twoja wina!!!
    Teorie ze studiów to fikcja!!! Praktyka wygląda inaczej... To skutki źle
    rozumianego przez Rodziców (i niektórych nauczycieli)"wychowywania
    beztresowego"! Uczniowie wolno prawie wszystko! Nauczyciel musi stale się
    pilnować... Rozmawiam z wieloma nauczycielami...
    Z czasem wypracujesz sobie skuteczne metody. Osobiście nigdy nie staram się
    przekrzyczeć klasy.Zwracam uwagę, ale zwykle w takich "podbramkowych
    sytuacjach" oświadczam,że albo pozwolą mi wytłumaczyć, albo... zrobią to sami w
    domu! Uczę w LO i wiem, że czasami faktycznie uczniowie potrafią być
    nieznośni.Oczywiście im ciekawsze lekcje tym uczniowie są bardziej
    zainteresowani, ale nie każdy temat jest "fascynujący"!
    Porozmawiaj z wychowawcą takiej klasy, może ze starszymi koleżankami... Tylko
    nie stosuj od razu przechodzenia na tzw. partnerską stopę porozumienia!
    Uczniowie odczytają to jako kumplostwo! Wtedy jest po Tobie!
    I jeszcze jedno - uszy do góry! Pamiętaj, że Twoje zdrowie jest najważniejsze!
    Inaczej za rok czy dwa zupełnie się wypalisz!
    Powodzenia
  • rom50 11.12.04, 20:22
    Zigia nie ma racji.Na autorytet trzeba długo pracować, ale nie jest to nie
    osiągalne. Zacznij od tego, że kidy wejdziecie, lub wyjdziesz do klasy, to
    klasa wstaje i kiedy jest zupełny spokój pozwalasz siadać, jesli będzie to się
    działo zbyt głośno, powtórz operację. Gdy w czasie lekcji zrobi się gwar, każ
    spokojnym głosem z kamienną twarzą powstać , po krótkiej chwili powiedz, że
    jesteś w klasie i nie życzysz sobie aby Ci przeszkadzano i niech siądą. Inny
    sposób, im klasa głośniej tym Ty mów ciszej, a po chwili zapytaj największego
    gadułę jednego, dwóch o czym mówiłeś i oczywiście jeśli nie będą , a nie będą
    wiedzieć, postaw lufe do dziennika za brak pracy w czasie lekcji.Chwal
    umiarkowanie, ale jednak, za dobre zachowanie, za spokojną pracę, w nagrodę się
    uśmiechaj, przy złym zachowaniu okazuj mimiką niezadowolenie. Czasem sie obraź
    na klasę.Z 11-latkami idzie zrobić porządek.Następnym razem inne rady. Życzę
    powodzenia.
  • kaasik4 11.12.04, 23:46
    Tak naprawdę tli się we mnie nadzieja, że jest to możliwe. Nic mnie tak nie
    denerwuje jak ogólny harmider.Chcę, aby dzieci szanowały to co mówię oraz
    zachowywały się w odpowiedni sposób. Często tłumaczę dzieciom zasady dobrego
    wychowania, że nie przerywamy jak ktoś inny mówi itp. Czasem oni zwyczajnie nie
    są tym co mówię zainteresowani.Naprawdę lubię te dzieciaki. Kiedy jednaK
    zaczynają przeszkadzać, to zupełnie niechcąco odnoszę to do siebie jako brak
    szacunku dla swojej osoby. Zauważyłam też, że ich zachowanie zależy od dnia,
    zarówno mojego jak i ich.Czasem jednak gdy oni są tak wyluzowani w czasie gdy
    ich uciszam, czuję się bezradna. Brak mi środków, a może nie potrafię w pełni
    wykorzystać tych które mam.Tak naprawdę od początku szukam drogi do celu, który
    sobie wyznaczyłam. Wiem, że być może oni jeszcze wypróbowują moją
    cierpliwość.Myślę jednak, że trzeba nad tym popracować, a na efekty
    poczekać.Bardzo dziękuję za mądre rady. Czekam na jeszcze.Od poniedziałku
    zaczynam wprowadzać w życie :) Pozdrawiam
  • zigia 12.12.04, 10:27
    heheheh dobre!!!!!!!!;)))))obraz sie na klase .....heheh beda biedaki napewno
    plakac w kątku z tego powodu!pała do dziennika ..heheh wielkie halo!oj chłopie
    czy ty juz jestes na emeryturze?
  • kaz_dra 12.12.04, 11:55
    Zigia, pardan Cię, ale nie masz racji. Utrzymanie dyscypliny (przynajmniej jako
    takiej) na lekcji to podstawa w naszej pracy. Inaczej nie można niczego
    nauczyć. Widzę, że masz b. złe doświadczenia. Czy naprawdę po kilku latach
    pracy nie dajesz sobie rady z młodzieżą? Nie wiem w jakiej szkole uczysz, ale
    nawet w najgorszej zawodówie można ich opanować. A metod jest tyle ile klas.
    Nie wiem czemu wysmiałaś jedynki roma50. Jak juz tu pisałam, u mnie są to
    jedyne jedynki nie do poprawienia. Wystarczy w klasie srednio raz w miesiącu
    przykładowo kogoś taka jedynką ukarac, a naprawdę jest jakiś czas spokój. Oni
    nie wiedzą, że ja tych jedynek nie biorę pod uwagę. :))
    Natomiast obrażać się na klasę, to totalna głupota, dopiero wtedy mają pole do
    popisu. Przecież to nie są partnerzy do obrażania. Humor, humor w odpowiednim
    momencie czyni cuda. :)
    Opanowanie 11-latków jest na pewno łatwiesze, bo jeszcze nie ma "chamstwa"
    dorastajacej młodzieży i jeszcze te dzieci przejmują się ocenami
    i indywidualnymi rozmowami. Czasem wystarczy pogadać nieco po kumplowsku
    z prowodyrem: "wiesz, chciałabym , żebyś mi pomógł, widzisz jak sie twoi
    koledzy zachowują. Ty masz u nich posłuch i takie tam..."
    --
    Im lepiej zpamiętałeś własne doświadczenia, tym łatwiej ci będzie o sukces.

    Największą wadą jest karcenie innych za to, co jest twoją przywarą.
  • rom50 13.12.04, 22:00
    Kaz-dra
    nie mogę się z Tobą zgodzić co do tego obrażania się i niepotrzebnie nazywasz
    to głupotą. Nie miałem oczywiście na myśli obrażania się w, przepraszam,
    babskim znaczeniu. jeśli masz odrobinę autorytetu w klasie, okazywanie
    niezadowolenia, zmiana niektórych zachowań, danie uczniom odczuć, że zrobili
    coś nie tak, daje efekty. Okazuje swoje niezadowolenie w klasach szkoły
    zawodowej specjalnej i wierz mi, nie robię tego jak obrażona pannica, ale daję
    wyraźnie odczuć. To skutkuje, czują się winni i starają się chć na krótko
    zmienić swe zachowanie.
  • kaz_dra 04.01.05, 23:13
    Romanku, ja własnie myślałam, że chodzi o obrażanie się w "babskim znaczeniu".
    Jasne , klasa musi czasem odczuć niezadowolenie nauczyciela, ale to nie ma nic
    wspólnego z obrażaniem się.

    --
    Im lepiej zpamiętałeś własne doświadczenia, tym łatwiej ci będzie o sukces.

    Największą wadą jest karcenie innych za to, co jest twoją przywarą.
  • ghazal 18.12.04, 21:31
    rom50 napisał:

    > Zigia nie ma racji.Na autorytet trzeba długo pracować, ale nie jest to nie
    > osiągalne. Zacznij od tego, że kidy wejdziecie, lub wyjdziesz do klasy, to
    > klasa wstaje i kiedy jest zupełny spokój pozwalasz siadać, jesli będzie to
    się
    > działo zbyt głośno, powtórz operację. Gdy w czasie lekcji zrobi się gwar,
    każ
    > spokojnym głosem z kamienną twarzą powstać , po krótkiej chwili powiedz, że
    > jesteś w klasie i nie życzysz sobie aby Ci przeszkadzano i niech siądą. Inny
    > sposób, im klasa głośniej tym Ty mów ciszej, a po chwili zapytaj
    największego
    > gadułę jednego, dwóch o czym mówiłeś i oczywiście jeśli nie będą , a nie
    będą
    > wiedzieć, postaw lufe do dziennika za brak pracy w czasie lekcji.Chwal
    > umiarkowanie, ale jednak, za dobre zachowanie, za spokojną pracę, w nagrodę
    się
    >
    > uśmiechaj, przy złym zachowaniu okazuj mimiką niezadowolenie. Czasem sie
    obraź
    > na klasę.Z 11-latkami idzie zrobić porządek.Następnym razem inne rady. Życzę
    > powodzenia.

    Rady super, ale czy np. w LO jest to osiągalne?
    U nas nie ma zwyczaju wstawania gdy nauczyciel wchodzi do klasy.

    --
    Krwawe problemy
  • roman.gawron 18.12.04, 22:07
    ghazal napisała:

    > Rady super, ale czy np. w LO jest to osiągalne?
    > U nas nie ma zwyczaju wstawania gdy nauczyciel wchodzi do klasy.

    To go wprowadź u siebie na lekcjach.

    --
    Prawa i obowiązki ucznia
  • ghazal 19.12.04, 10:19
    roman.gawron napisał:

    > ghazal napisała:
    >
    > > Rady super, ale czy np. w LO jest to osiągalne?
    > > U nas nie ma zwyczaju wstawania gdy nauczyciel wchodzi do klasy.
    >
    > To go wprowadź u siebie na lekcjach.

    Tak w środku roku, to się już chyba nie da?
    Masz jakieś rady praktyczne jak to zrobić?
    Bo najłatwiej chyba pójdzie w przyszłym roku szkolnym w pierwszakami?
    Ale co z tymi, którzy juz nie wstają a są w II czy będa w III klasie i będą
    pamiętać, że u mnie to każdy na poczatku lekcji siadał i albo sie uciszał
    przy sprawdzeniu obecności, albo będąc nieobecny duchem miał wpisywane
    spóżnienie.
    Nigdy nie kazałam uczniom stać i skandować "Dzień-do-bry"
    Jak to zrobic praktycznie?
    (taką instrukcję "krok-po-kroku" wprowadzanie tego zwyczaju bym prosiła)

    ta co tez ma problemy z dyscypliną na lekcji
    >


    --
    Krwawe problemy
  • rom50 19.12.04, 20:02
    Zawsze można znaleźć powód do wprowadzenia nowych porządków.
    Pracuję w szkole ponadpodstawowej i uczę młodież,że gdy wchodzimy do klasy
    uczniowie stają przy swoich miejscach i po moim krótkim "dzień dobry",
    odpowieadają krótko" dzień dobry", ale siadają tylko wtedy gdy na to pozwolę.
    Taki system powoduje, że od razu daję sygnał, kto tu rządzi.
  • roman.gawron 02.01.05, 23:10
    ghazal napisała:

    > > > U nas nie ma zwyczaju wstawania gdy nauczyciel wchodzi do klasy.
    > > To go wprowadź u siebie na lekcjach.
    > Tak w środku roku, to się już chyba nie da?
    > Masz jakieś rady praktyczne jak to zrobić?
    > Bo najłatwiej chyba pójdzie w przyszłym roku szkolnym w pierwszakami?

    Doświadczony nauczyciel da radę, ale jest to bardzo trudne. Na początek
    przetestuj jednak na pierwszych klasach od września.

    > Ale co z tymi, którzy juz nie wstają a są w II czy będa w III klasie i będą
    > pamiętać, że u mnie to każdy na poczatku lekcji siadał i albo sie uciszał
    > przy sprawdzeniu obecności, albo będąc nieobecny duchem miał wpisywane
    > spóżnienie.

    Jeżeli masz żelazną wolę, możesz spróbować. Łatwo jednak stracić wszystko,
    uważaj. Bunt może być na tyle silny, że bez pomocy go nie uśmierzysz. Gdy nie
    masz dobrego wsparcia z zewnątrz, nie ryzykuj i poczekaj do września.
    Tymczasem może stopniowo spróbuj wprowadzić jakieś drobne zasady zaostrzające
    nieco rygor.

    > Nigdy nie kazałam uczniom stać i skandować "Dzień-do-bry"

    U prawdziwie doświadczonej nauczycielki słyszałem kiedyś, jak w drugiej klasie
    podstawówki upominała dzieci właśnie, żeby nie skandowały. Ćwiczyła z nimi, aby
    chórem umiały powiedzieć krótkie "Dzień dobry". Ona "Dzień dobry" i one "Dzień
    dobry". Półtorej sekundy.

    --
    Prawa i obowiązki ucznia
  • aleandra 05.05.05, 22:54
    ghazal napisał/a:

    > w LO jest to osiągalne?
    > U nas nie ma zwyczaju wstawania gdy nauczyciel wchodzi do klasy.

    A u mnie - jest. Na lekcjach woku, na lekcjach jezyka polskiego kaza nam
    wstawac. Nawet czasem, jak wychowawczyni wejdzie, to tez trzeba. W sumie czuje
    sie troche tak, jakbym byla w podstawowce, ale z drugiej strony - w ten sposob
    wyraza sie szacunek do nauczyciela.

    --
    Aleandra,
    www.edukacyjnie.blox.pl
  • kaz_dra 12.12.04, 01:26
    Kaasiku, poczytaj wątki na tym forum, a znajdziesz mnóstwo rad. Tylko nie
    staraj się ich na raz wykorzystać. :)
    Powodzenia. Na pewno się uda.
  • roman.gawron 12.12.04, 22:27
    kaasik4 napisała:

    > No właśnie, nie bardzo jeszcze wiem jak sprawić, aby te dzieci (11 lat)
    > siedziały cicho.

    A czego próbowałaś/próbujesz? Jak to działa?

    > W trakcie lekcji nie daję sobie wejść na głowę i często pokazuje im,
    > kto tu rządzi.

    Jakie metody stosujesz? Z jakim skutkeim? Napisz coś bliżej.

    > Likwiduję zwyczaj mówienia bez podniesienia ręki.

    Opisz dokładniej: co robisz i jaka jest reakcja dzieci?

    No i czego uczysz, jakie metody pracy stosujesz najczęściej, jaki masz
    zazwyczaj tok lekcji?

    --
    Prawa i obowiązki ucznia
  • kaasik4 13.12.04, 00:24
    Uczę języka ang.

    Czego próbuję?
    - W pracy z dziećmi staram się być jednocześnie życzliwa ale i wymagająca.
    Bardzo chciałabym pracować już na stałe w tej szkole. Na razie mam umowę na rok
    i wiem że jestem ciągle oceniana. Bardzo zależy mi na tym aby na lekcjach było
    jak najlepiej.

    - A co robię jak gadają?
    Jak jest za głośno i pomimo zwracania uwagi uczeń nie reaguje wpisuję mu uwagę.
    Staram się nie robić tego bardzo często, ale czasem nie mam wyjścia.Jeżeli
    czytam tekst a ktoś mi przeszkadza, lub zajmuje się czymś innym to proszę go na
    środek aby czytał za mnie. Czasami to pomaga. Czasem celowo ściszam głos gdy
    jest głośno. Jestem wesołą osobą i lubię sobie też pożartować, ale czasem gdy
    są nieznośni robię poważną (czyt. groźną)minę.Są takie sytuacje, że gdy zrobi
    się za głośno muszę klapnąć ręką w stół. Nie przekrzykuję ich jednak. Dzieci
    czasem same się przekrzykują. Zdarza im się nawet pokłócić i nie mają oporów
    aby to robić na lekcji. Zauważyłam jednak, że czasem w podbramkowej sytuacji
    zdarza mi sie wypowiedzieć coś podniesionym głosem.Wiem, że za dużo uwag w
    dzienniku nie świadczy najlepiej o mnie jako nauczycielu dlatego założylam
    sobie ostatnio specjalny zeszyt do którego wpisuję uwagi. Często mówię im tez
    co mi się nie podoba.Oni jednak chyba niewiele sobie z tego robią.

    - A jak się zachowują dzieci gdy proszę aby podnosiły ręce i gdy zwracam im
    uwage na zachowanie?
    Gdy nie odpowiadam na ich pytania które zadają bez podniesienia ręki, zaczynają
    podnosić. Będzie to chyba jednak powolny proces. Nadal większość udziela
    odpowiedzi nie prosząc o zabranie głosu, lubią się też przekrzykiwać.
    Problem był też z wychodzeniem do łazienki. Czasem była to tylko okazja do
    rozprężenia się a nie rzeczywista potrzeba. Omówiłam z nimi ten temat.Teraz
    chodzą rzadziej.

    Czasami trwa lekcja, jedna osoba coś powie głośno. Druga to skomentuje. Dwie
    inne zaczną chichotać i robi sie luz. To nie jest atmosfera do pracy. Zachowują
    się tak choć wiedzą, że mi się to nie podoba. Jest to problem wystepujący
    szczególnie z jedną klasą.W innej klasie z kolei spora część osób to uczniowie
    z opinami z poradni(różnego typu deficyty). Czasami ręce opadają, choć
    chciałoby się tak dużo.

    Wydaje mi się jednak, że te metody radzenia sobie z grupą które stosuję to
    jednak za mało. Coś jeszcze chyba jest nie tak skoro oni gadają> Wiem, że nie
    mogę stawiać bez opamiętania jedynek, bo na koniec roku będę miała problem.
    Poza tym jednak zależy mi na tym aby te dzieciaki coś umiały. Do tej pory nie
    miały szczęścia bo jestem już trzecim nauczycielem od ang. Co rok nauczyciel
    zmieniał się. Być może dlatego oni język ang. traktują trochę na luzie. Chcą
    pogadać, pobawić się, pograć itp. A tu nauka, kartkówki.Wydaje im się że to
    taka luźna lekcja. Ja mam inne wyobrażenie.Aby zachęcić ich bardziej organizuję
    również kółka dla zdolnych i zajęcia wyrównawcze dla słabych uczniów.

    - A co robię na lekcjach?
    Program jest przeładowany.Gramatyka, tłumaczenia, czytanie itp. Na lekcji
    staram się aby każdy z uczniów pracował. Czytają rzędami po kolei, piszą na
    tablicy itp.Staram sie aby było ciekawie. Czasami ich wciagnie bardziej,
    czasami mniej.
    Oj, ale sie rozpisałam. To dla mnie temat rzeka. Pozdrawiam i czekam na jeszcze
  • roman.gawron 13.12.04, 17:36
    kaasik4 napisała:

    ) W pracy z dziećmi staram się być jednocześnie życzliwa, ale i wymagająca.

    Na początku pracy z grupą, póki odpowiednie nawyki, procedury, których ich
    uczysz, nie wejdą im w krew, proponuję odwrócić kolejność: wymagająca, ale i
    życzliwa :-)

    ) Staram się nie robić tego bardzo często, ale czasem nie mam wyjścia.

    Uwagi do dzienniczka to jeden z mniej skutecznych sposobów, chyba że idą za
    nimi dalsze konsekwencje - odczuwane przez dziecko w tym wieku jako
    rzeczywista "kara". Może to być na przykład odesłanie do kąta, rozsadzenie,
    przesadzenie, nauczycielskie tzw. "uporczywe spojrzenie" głęboko w oczy
    (połączone ewentualnie z podejściem do ucznia i położeniem mu ręki na ramieniu).
    Zawsze trzeba rozstrzygnąć, czy właściwsze będą w danej sytuacji tzw.
    ingerencje mimowolne (nie _przerywamy_toku_lekcji_, stosując gesty
    powstrzymujące, albo podchodząc do dziecka i kładąc mu lekko rękę na włosach -
    nie głaszczemy oczywiście), czy też otwarta interwencja (spytanie, co mówiliśmy
    my lub kolega, zwrócenie uwagi na niestosowność zachowania, zatrzymanie
    ciężkiego wzroku na uczniu). Nie kończymy interakcji dyscyplinującej, póki
    zachowanie ucznia nie wróci do normy (choć to nie sztywna reguła, zależy od
    wyczucia), kończymy natychmiast, gdy to nastąpi, nie rozwlekamy, nie
    rozdrabniamy, nie naddajemy (wyjaśnienie pojęć znajdziesz w: Richard
    Arend "Uczymy się nauczać" wydane w serii "Biblioteka Pedagogiczna" WSiP,
    dostępne chyba w każdej bibliotece pedagogicznej). Nasza reakcja musi być
    adekwatna do wagi zakłócenia, stanowcza, zdecydowana, nieprzesadna.
    Szybkie wracanie do zaplanowanych czynności, ucinanie wszystkiego, co z lekcją
    niezwiązane jest bardzo ważnym komunikatem dla uczniów. Nauczyciel całym sobą
    nastawiony na zrealizowanie celów lekcji i eliminowanie wszelkich zakłóceń ma
    większy posłuch.

    Skutecznych komunikatów kierowanych do uczniów w przypadkach interwencji można
    nauczyć się z książek Faber i Mazlish z serii "Jako mówić, aby dzieci nas
    słuchały, jak słuchać, aby dzieci do nas mówiły". "Opisz problem", "Wyraź swoje
    oczekiwania", "Przypomnij zasady" to przykłady interwencji, które
    _konsekwentnie_ i sprawiedliwie stosowane potrafią ukrócić dużo niewłaściwych
    zachowań uczniów. W połączeniu z gestami, spojrzeniem, naruszaniem przestrzeni
    osobistej ucznia w celu podniesienia jego motywacji, dotykiem, załatwiają
    większość _typowych_ zakłóceń procesu dydaktyczno-wychowawczego.

    Bardzo ważne - lecz niedoceniane przez wielu nauczycieli - jest ustalenie,
    _nauczenie_ i egzekwowanie od uczniów pewnych procedur postępowania dotyczących
    sposobu zachowania się na zajęciach (w tym zasad dotyczących prowadzenia rozmów
    na lekcji - kiedy wolno szeptem, półgłosem, głośniej, kiedy absolutnie nie
    wolno, zasad zajmowania miejsc w klasie - porządek i kolejność, co, kiedy i w
    jakim porządku może leżeć na ławce itd.), sygnalizowania nauczycielowi pewnych
    rzeczy (np. momentu zakończenia pracy za pomocą ustalonych gestów, zachowań),
    wypełniania czasu pustego ("Kto skończy szybciej, niech..."), zgłaszania się do
    odpowiedzi, procedur obowiązujących podczas czynności porządkowych i
    _zmian_metodycznych_ (np. przejście od pracy równym frontem do pracy w parach
    lub w grupach).
    Zakłócenia powodowane w trakcie zmian metodycznych są nieprzewidywalne i trudne
    do opanowania, zmiany takie mogą zabrać wiele cennego czasu, obniżając
    współczynnik tzw. czasu wykorzystanego podczas lekcji. Dlatego procedury są tu
    szczególnie ważne. Należy uczniów nauczyć, według jakich reguł będą się
    przesiadać, czy przestawiać stoliki, najpierw _zapowiedzieć_, co za chwilę się
    stanie i jak będzie wyglądała zmiana (absolutnie! nie dopuszczać do tego, aby
    uczniowie zaczęli wykonywać jakiekolwiek czynności _zanim_ nauczyciel nie
    skończy mówić i nie da umówionego sygnału, upewniwszy się uprzednio, że
    uczniowie wszystko zrozumieli).
    W szkole podstawowej często najprostsze działania uczniów muszą być rozbite na
    czynności i wyuczone w formie procedury („Odłóżcie podręczniki i wszystkie
    przybory równiuteńko na skraj ławki i siądźcie tak, aby dać mi znać, dać mi
    sygnał, że jesteście gotowi do dalszej pracy. Michał, nie na takie „dać znać”
    się umawialiśmy”, pamiętasz? Dobrze, następnym waszym zadaniem będzie…”).

    ) Jeżeli czytam tekst a ktoś mi przeszkadza, lub zajmuje się czymś innym,
    ) to proszę go na środek, aby czytał za mnie. Czasami to pomaga.

    Dobrze, ale reguły nie ma. Pamiętać trzeba, że takie rozwiązanie może być
    wzmocnieniem pozytywnym dla ucznia i może utrwalić złe nawyki (niektórzy
    przeszkadzają, aby zwrócić na siebie uwagę). Wtedy być może lepsza będzie
    ingerencja mimowolna, bez poświęcania uczniowi ukierunkowanej uwagi.

    ) Czasem celowo ściszam głos, gdy jest głośno.

    Dobrze.

    ) Jestem wesołą osobą i lubię sobie też pożartować, ale czasem gdy są
    ) nieznośni, robię poważną (czyt. groźną) minę.

    Z żartami młody nauczyciel nie może przesadzać. Stosować z umiarem,
    jednocześnie wymagając od uczniów szybkiego powracania do zadań, kiedy jest
    taka potrzeba. Żartować tylko gdy mamy pewność, że potrafimy opanować uczniów w
    razie potrzeby.

    ) Są takie sytuacje, że gdy zrobi się za głośno, muszę klapnąć ręką w stół.

    Dobrze.

    ) Dzieci czasem same się przekrzykują. Zdarza im się nawet pokłócić i nie mają
    ) oporów, aby to robić na lekcji.

    Ingerować zdecydowanie i stanowczo. Czasem trzeba ukarać (możesz stosować nie
    tylko kary zapisane oficjalnie w statucie szkoły, ale wszystkie te, które
    zastosowałabyś jako matka wobec większej gromadki własnych dzieci – oprócz tzw.
    klapsów rodzicielskich).

    ) Często mówię im tez, co mi się nie podoba. Oni jednak chyba niewiele sobie z
    tego robią.

    To bardzo niedobrze. Masz prawo wymagać posłuchu i właściwej reakcji na twoje
    uwagi i polecenia. W takich przypadkach stosowałbym też rozmowy indywidualne –
    ostrzejsze w tonie niż normalne interwencje podczas lekcji – oraz nakładałbym
    kary pedagogiczne.
    Dialog z dzieckiem polega nie tylko na tym, abyś ty słuchała, co uczeń ma do
    powiedzenia, dziecko musi także słuchać z uwagą tego, co mówi dorosły, i
    stosować się do określonych przez niego zasad.
    Rozmowy dyscyplinującej ja nigdy nie zaczynam od pochwał, bo są wtedy
    nieszczere, uważam. Mówię, co mi leży na wątrobie, jakie są moje oczekiwania,
    słucham wyjaśnień dziecka, ewentualnie weryfikuję potem jego spojrzenie na
    sprawę, jeśli jest błędne, za cel stawiam sobie doprowadzenie do tego, aby
    dziecko zrozumiało, na czym polega niewłaściwość postępku, aby wyraziło
    _autentyczny_ żal i skruchę, przyjmuję obietnicę poprawy lub wyrażam żądanie
    poprawy, na koniec dopiero staram się _przywrócić_przyjazne_stosunki_ (uśmiech,
    gest, pochwała słowna), dać do zrozumienia, że sprawa z mojej strony jest
    załatwiona (jeśli jest) i nie będę do niej wracać.

    ) Gdy nie odpowiadam na ich pytania które zadają bez podniesienia ręki,
    ) zaczynają podnosić. Będzie to chyba jednak powolny proces. Nadal większość
    ) udziela odpowiedzi nie prosząc o zabranie głosu, lubią się też przekrzykiwać.

    Kierunek dobry, ale musisz konsekwentnie wytrwać przy egzekwowaniu reguł.

    ) Problem był też z wychodzeniem do łazienki. Czasem była to tylko okazja do
    ) rozprężenia się a nie rzeczywista potrzeba. Omówiłam z nimi ten temat. Teraz
    ) chodzą rzadziej.

    Dobrze.

    ) Czasami ręce opadają, choć chciałoby się tak dużo.

    Najważniejsze: masz nauczyć ich języka obcego. Na to się nastawiasz, to im
    sygnalizujesz każdym swoim słowem i gestem, wymagasz od nich współdziałania –
    to ich obowiązek (w niektórych statutach pięknie ujęty: „Uczeń ma prawo i
    obowiązek znać cel każdej lekcji i dążyć do jego realizacji”).

    Jak najwięcej autentycznych sytuacji komunikacyjnych na zajęciach, musi być
    powód komunikacji, aby uczniowie chcieli podjąć trud wym
  • roman.gawron 13.12.04, 17:37
    Jak najwięcej autentycznych sytuacji komunikacyjnych na zajęciach, musi być
    powód komunikacji, aby uczniowie chcieli podjąć trud wymiany myśli w języku
    obcym. Tej zasady jednak też nie można doprowadzić do absurdu. Są sytuacje,
    kiedy ćwiczenia na lekcji muszą być monotonne, bez fajerwerków, gdy trzeba
    żmudnie wyćwiczyć poznawane umiejętności i przekształcić je w nawyki. Dobre
    tempo lekcji, dobór ćwiczeń wymagających zmiany rodzaju podejmowanej przez
    uczniów aktywności, kształtowanie różnych sprawności językowych na jednych
    zajęciach (moim zdaniem co najmniej dwóch – aby nie było, że tylko czytanie lub
    tylko słuchanie przez całą jednostkę lekcyjną).
    Jak najczęściej mów do uczniów w języku obcym, ale bez przesady, nie możesz
    przekroczyć pewnego poziomu trudności, bo uwaga ucznia ci ucieknie – uzna
    zadanie za przekraczające jego możliwości. Ale też łatwo nie odpuszczaj:
    powtórz polecenie wolniej, poprzyj gestem, powiedz w obu językach…

    > Wiem, że nie mogę stawiać bez opamiętania jedynek, bo na koniec roku będę
    > miała problem.

    Nie możesz dać uczniom odczuć, że w ten sposób podchodzisz do sprawy. Trzeba
    zrobić wszystko, aby jedynka stała się przede wszystkim problemem ucznia. Tu
    konkretnych sposobów nie ma za bardzo jak doradzić. Niezbędna intuicja i tzw.
    wyczucie pedagogiczne.

    > Aby zachęcić ich bardziej, organizuję również kółka dla zdolnych i zajęcia
    wyrównawcze dla słabych uczniów.

    Zachęcać można, ale bez przesady, bez przekraczania tej cienkiej granicy, gdy
    to nauczycielowi zaczyna bardziej zależeć niż samemu uczniowi. Jemu musi
    zależeć, a w każdym razie można tego wymagać.

    > Program jest przeładowany. Gramatyka

    Ostrożnie, bez przesady, w strawnej formie. Zrozumienie zjawiska jest
    ważniejsze niż wyuczenie się definicji ;-)
    Budowę zdania (niekiedy) lepiej wyjaśnić na kolorach, innych symbolach,
    opierając się na pewnej intuicji uczniów w procesie akwizycji języka obcego,
    same pojęcia gramatyczne wtedy wprowadzić na końcu.

    > tłumaczenia

    Ostrożnie. Nie samym tłumaczeniem metodyka stoi (piszę tak na wszelki wypadek
    tylko ;-)

    > Na lekcji staram się, aby każdy z uczniów pracował.

    Dobrze, to ważne. Uczniów uciekających myślami lub uciekających w w
    przeszkadzanie trzeba skłaniać do powrotu do klasy:-)

    > Czytają rzędami po kolei

    Po kolei to niezbyt. Wtedy łatwo przewidzieć, kiedy przyjdzie moja kolej, a
    tymczasem pomyśleć sobie o czymś innym;-) Kolejność czytania powinna być dla
    uczniów nieprzewidywalna, czasem nauczyciel może poprosić o wyrażenie opinii na
    temat właśnie przeczytanego przez kolegę fragmentu.

    Polecę jeszcze świetną książeczkę "Jak zachować porządek w klasie" Hansa-Petera
    Noltinga (Gdańsk 2004). Autor jest zdania, ze lepiej zapobiegać niż leczyć.
    Proponuje między innymi:
    zapobieganie przez aktywizację jak największej liczby uczniów,
    zapobieganie przez nadanie lekcji płynnego przebiegu,
    zapobieganie przez ustalenie przejrzystych reguł gry,
    zapobieganie za sprawą sygnałów wszechobecności i sygnałów powstrzymujących.

    Na koniec generalnie:
    Jesteś dorosła, masz prawo oczekiwać świadomego uczestnictwa w lekcji,
    współdziałania ze strony uczniów, masz prawo ich dyscyplinować, zarządzać
    wszystkim, co się dzieje w klasie. Jesteś za nich odpowiedzialna i masz prawo
    wymagać, często żądać. Od takiego nastawienia nauczyciela często dużo zależy.

    Tyle. Mam nadzieję, że trochę pomogłem.

    --
    Prawa i obowiązki ucznia
  • kaasik4 14.12.04, 00:32
    Jestem naprawdę wdzięczna za pomoc w temacie. Rady na pewno mi się przydadzą w
    pracy i na pewno je wykorzystam. Wiem ze upór i konsekwencja to podstawa. Wiem
    też, że aby coś z tego wyszło to dwie strony muszą chcieć.Myślę jednak, że mi
    się uda.Może to trochę potrwa ale i tak będzie warto poczekać. A
    książeczkę "Jak zachować porządek w klasie" właśnie dziś kupiłam. Jeszcze nie
    zdążyłam jej przeczytać ale z pierwszego rzutu oka wydaje mi się rzeczywiście
    bardzo ciekawa.
    A w ogóle bardzo się cieszę, że wiem już coraz więcej na ten temat. Z biegiem
    czasu myślę, że wypracuje sobie swoje własne sposoby.

    Dziękuję za zainteresowanie i za mądre rady.
    Pozdrawiam
  • iwa01 14.12.04, 01:26
    myślę, ze warto zainteresowac się tez metoda Marshala
    Rosenberga "porozumiewanie bez przemocy", opisaną w ksiażce pod tym samym
    tytułem. Mozna takze wybrać się na warsztaty. Warszawskie Centrum Metodyczne
    Pomocy Psychologiczno Pedagogicznej organizuje cykle warsztatow dla nauczycieli
    i rady pedagogiczne dla szkół.
    Metoda jest bardzo ciekawa i skuteczna. Wykorzystuję ją w pracy, tylko z troche
    starszymi ludzmi, bo ze studentami i nauczycielami.

    Jeśli chodzi o pracę z dziecmi, takie doświadzcenia też mam na swoim koncie, to
    uważam, ze najważniejsza jest konsekwencja i jasno ustalone reguly gry. Jesli
    cos ustalisz to trzymaj sie tego konsekwentnie, chocby ci sie serce krajalo i
    robiło szkoda dzieci.

    ktos kto zaczal wprowadzac w zycie teorie o wychowaniu bezstresowym,
    podmiotowosci ucznia i jego pelnomocnosci, nie przewidywal do czego to
    doprowadzi

    Pamiętam ze swojej szkoly nauczycielke, ktorej z jednej strony potwornie sie
    balismy a z drugiej obdarzalismy ja najwiekszym szacunkiem. Pani potrafila na
    lekcji postawic dwoje 80% uczniow, kazala nam w zeszycikach do zapamietania
    rozne rzeczy pisac, rowniez formulki dotyczace dobrego wychowania. Teraz
    rodzice by ja rozdziobali a dyrekcja z miejsca zwolnila, ale to byly moim
    zdaniem skuteczne metody.

    I jeszcze jedno, jesli masz zaufana kolezanke nauczycielke, ktora chcialaby ci
    pomoc, to popros ja by pare razy przyszla na twoje lekcje i je poobserwowala a
    potem porozmawiajcie o tym co Tobie sie nie podobalo, o trudnych dla Ciebie
    momentach na lekcji i wysluchaj tego co ona bedzie ci miala do powiedzenia, jak
    ona widziala te trudne sytuacje.
    Przy pracy z mlodzieza takie kolezenskie "superwizje" wychodza, czy udaloby sie
    w 4 czy 5 klasie, nie wiem, ale wiem, ze warto probowac.
  • yoosh 14.12.04, 13:03
    Podpisuje się pod pomyslem zaproszenia obiektywnej i życzliwej kolezanki/kolegi
    na lekcje( wiem ,trudno o takie osoby,ale może znajdziesz).
    Musisz zobaczyc się na lekcji oczami innych osób,wysluchać ich opinii,choć nie
    ze wszystkim musisz się zgadzać.
    Bylam kiedys u mlodszej koleżanki na takiej lekcji j.obcego/na marginesie mojej
    bylej uczennicy/ i mialam calą kartkę spostrzeżen.
    Siedzialam na końcu sali,zaraz za uczniami i czsaem nie rozumialam,o co
    nauczycielce chodzi.Slyszalam szepty: Co ona mówi? Co mamy teraz robić?

    Jednym z jej mankamentów byla po prostu zbyt nerwowa,szybka i chaotyczna
    mowa,bez zaakcentowania/powtórzenia tego ,co najważniejsze,bez
    modulacji,gestów czy mimiki.
  • aleandra 06.05.05, 00:08
    > I jeszcze jedno, jesli masz zaufana kolezanke nauczycielke, ktora chcialaby ci
    > pomoc, to popros ja by pare razy przyszla na twoje lekcje i je poobserwowala a
    > potem porozmawiajcie o tym co Tobie sie nie podobalo, o trudnych dla Ciebie
    > momentach na lekcji i wysluchaj tego co ona bedzie ci miala do powiedzenia,
    > jak ona widziala te trudne sytuacje.

    Srednio by wyszlo... Naprawde - nie sadze, zeby to cos dalo. U mnie w klasie,
    kiedy byla obserwacja - zazwyczaj dyrektorki - to klasa siedziala cicho jak
    makiem zasial. Raz tylko, w 2 klasie gimnazjum przy tym wypadku (na chemii)
    klasa zapomniala sie i zrobila normalny halas. Troche sie zaniepokoilam tym, ale
    dyrektorka i tak byla swiadoma naszego cwaniactwa, poza tym powiedziala, ze
    nigdy nie widziala tak rozwydrzonej klasy :)).
    Ale - mysle, ze dzieci sa duzo bardziej swiadome, niz nam sie to wydaje. One
    robia wszystko, by wyszlo im na korzysc, nic wiec dziwnego, ze klasa jest cicho,
    jak jest dyrektor w klasie... :)

    --
    Aleandra,
    www.edukacyjnie.blox.pl
  • niespodzianka 01.03.05, 21:21
    Witaj,
    po porstu bądz konsekwenta w swoim działaniu. Poczucie humoru też pomoda:) poza
    tym ja stosuję zasadę ze jesli ktoś mi przeszkada to musi wszystko już wiedziec
    z tego tematu zajęć i daję mu szansę dzielenia się wiedzą :)
  • agrafka11 21.12.04, 20:47
    Jestem zwana "osą". Mam lodowate spojrzenie, jeśli ktoś zachowuje się nie tak
    jak powinien. Mówią tylko ci, którzy mają rękę w górze. Pytam wyrywkowo i
    szybko. niegrzecznych usadzam złośliwym, celnym komentarzem. Dotarła do mnie
    wiadomość, że ktoś mnie opisywał matce "to ta, co tak szybko chodzi, nigdy nie
    krzyczy a wszyscy się jej boją". :)))))) Śmiałam się przez tydzień, bo to jest
    niestety prawda. A dzieci mnie lubią , bo ja lubię dzieci, opowiadam im ciekawe
    rzeczy i jak są grzeczni, to wiedzą, że jestem spoko. Pracuję w gimnazjum.
  • luxmen 26.12.04, 14:24
    zigia,kiedy czytam to,co wypisujesz to naprawdę współczuję i Tobie i
    podopiecznym.Co to za głupoty o zmarnowaniu życia?(czas przeszły)Co Ty młodej
    nauczycielce imputujesz?U mnie dyscyplina na lekcji to podstawa.Podobnie jak
    agrafka uchodzę za ostrego,lubią mnie dzieci...mądre i doceniające moje metody
    pracy.Do utrzymania dyscypliny potrzebna jest KONSEKWENCJA,ustalenie zasad i
    trzymanie się ich.Nie zaczynaj kaasik lekcji jeśli nie ma ciszy.Czekaj aż każde
    dziecko,nawet największy leniwiec podniesie 4 litery i dopiero wtedy się
    przywitaj.Nie pozwalaj sobie na poufałość,a żarty na lekcji,rozluźnianie
    atmosfery wprowadzaj stopniowo.ZAWSZE mają się zgłaszać zanim coś
    powiedzą,choćbyś to miała powtarzać setki razy.Za sto pierwszym się
    nauczą.Powodzenia!
    ps.Uczę drugi rok,szóste klasy,więc rok starsi.I od początku nie miałem
    problemów z dyscypliną.Nie pisz,że facetowi jest łatwiej.Latwiej jest temu,kto
    ma kręgosłup i charakter!
  • agrafka11 26.12.04, 19:47
    Całkowicie zgadzam się z przedmówcą :)))
  • wredota25 05.01.05, 00:01
    Radze bezposrednio zwracac sie do konkretnych uczniow, ktorzy przeszkadzaja.
    Czyli nie: "klasa/chlopcy... przestancie gadac", tylko: "Adam/Kasia...."
    Pomaga tez, gdy mowie, ze mam dosc ich glosnego zachowania, nie zamierzam
    tracic glosu. Od teraz bede mowic szeptem, i z tego pozniej zapytam, kto
    zanotuje-tego sprawa.I tak szepcze ze dwoie minuty. Zwykle skutkuje.

  • ameli.a 05.01.05, 00:26
    Słusznie, uwagę zwracamy konkretnemu uczniowi. Jeżeli nie skutkuje, wezwij
    rodziców. Jeżeli nadal będzie przeszkadzał, wezwij rodziców, znudzi im się
    chodzenie do szkoły i może porozmawiają z dzieckiem.
  • amiga2 05.01.05, 14:11
    Wezwij rodziców,wezwij rodziców....
    To może byla dobra metoda 20 lat temu.
    Obecnie:
    1.uczen nie będzie laskawy poinformować rodziców,oleje to lub powie: moi
    rodzice nie maja czasu.
    2.przyjdzie rodzic i powie:co mi pani takim duperelami zawraca glowe,jeżeli
    pani nie radzi sobie z klasą,to trzeba zawód zmienić.
    3.Rodzice pracujący nie przyjda do szkoly w godzinach pracy danego
    nauczyciela,bo szef nie zwolni,czas to pieniądz i tysiące innych powodów.
  • ameli.a 05.01.05, 19:30
    1.Miałam na myśli pisemne wezwanie. Rodzice nie lubią kopert z pieczątką
    szkoły.
    2.Jeżeli nie reagują, telefonuję do pracy, jeżeli nie ma numeru bezpośredniego
    zostawiam do przekazania informację.
    3.Jeśli jak piszesz "oleją" sporządzam notatkę i informuję pedagoga, że nikt
    się danym uczniem nie interesuje.
    4.Nie robię tego codziennie ale w sytuacjach skrajnych. W ten sposób dwóch
    dilerów narkotykowych już rodzice z mojej klasy zabrali.
  • roman.gawron 05.01.05, 20:30
    amiga2 napisała:

    > Wezwij rodziców,wezwij rodziców....
    > To może byla dobra metoda 20 lat temu.
    > Obecnie:
    > 1.uczen nie będzie laskawy poinformować rodziców,oleje to lub powie: moi
    > rodzice nie maja czasu.

    Po moim trupie pozwoliłbym uczniowi na takie okłamywanie mnie.

    > 2.przyjdzie rodzic i powie:co mi pani takim duperelami zawraca glowe,jeżeli
    > pani nie radzi sobie z klasą,to trzeba zawód zmienić.

    Taki rodzic otrzyma ode mnie reprymendę. To jego dziecko i łaski nikomu nie
    robi. Sam wybrał konkretną placówkę, więc ma z zatrudnionymi tam nauczycielami
    współdziałać. Obowiązek ten wynika co najmniej z trzech ustaw: Ustawy o
    systemie oswiaty (bo wynika to w praktyce z obowiązku szkolnego), Kodeksu
    rodzinnego i opiekuńczego (art. 95 § 3) i Kodeksu cywilnego (art. 354 § 2).

    Jak się nie podoba moja reprymenda, to droga wolna - w Polsce są tysiące innych
    placówek, do których może dziecko przepisać.

    > 3.Rodzice pracujący nie przyjda do szkoly w godzinach pracy danego
    > nauczyciela,bo szef nie zwolni,czas to pieniądz i tysiące innych powodów.

    Więc zadzwonię do szefa i osobiście go o to poproszę, aby jednak zwolnił ;-)
    Gwarantuję, że na drugi raz rodzic poradzi sobie bez mojego pośrednictwa, albo
    tak wpłynie na dziecko, by nie miał potrzeby do szkoły przychodzić. Zabroni
    dyskoteki, zabierze kabel od komputera, nie kupi pachnącego płynu do kąpieli,
    czy spierze tyłek - nie moja sprawa.

    --
    Prawa i obowiązki ucznia
  • kaasik4 08.01.05, 01:29
    Wydaje mi się, że wiele też zależy od miejsca w którym się pracuje. Jeżeli w
    klasie są dzieci z lekkim upośledzeniem a rodzic nie chce takiego dziecka
    zabrać do szkoły specjalnej, bo uważa że syn czy córka dadzą sobie radę, to
    ręce opadają. W mojej szkole uczą się w większości dzieci wiejskie. Często są
    fantastyczne i pełne chęci do zdobywania wiedzy, lecz zdarzają się i przypadki
    w których zarówno dziecku jak i rodzicom jest wszystko jedno.Rodzice nie
    interesują się edukacją swoich dzieci. Słyszałam opinie, że do uprawiania pola
    dziecko nie musi mieć wysokich wyników w nauce.Często myśli się też tak, że
    jeśli uczeń zachowuje się źle to wina leży prawdopodobnie po stronie
    nauczyciela. Może nie umie przekazać treści, może na nauczyciela się nie nadaje
    bo nie umie poskromić dziecka na którego rodzice nie mają siły?? Nauczyciel
    powinien umieć, jest przecież pedagogiem. Ja, powiem szczerze, alarmuję
    wychowawców tylko wtedy kiedy naprawdę nie mam już siły. W pozostałych
    przypadkach próbuję sama szukać rozwiązania. Niewiem dlaczego, ale mam takie
    przekonanie, że jeżeli ciągle będę szukała pomocy u innych to po tym moim
    próbnym roku mi po prostu podziękują.
    Czasami piszę też notatki w zeszycie ucznia do podpisu rodzica.Jeżeli rodzic
    jest akurat w szkole chętnie rozmawiam również z nim. Miałam taką sytuację, że
    rozmawiałam z matką wyjątkowo przeszkadzającego ucznia. Ona po prostu się
    popłakała. Była bezsilna i przyznała że już sami sobie z synem nie dają rady.
    Jeśli rodzic nie może to co może zrobić nauczyciel? Mam wielu takich uczniów
    którym wszystko jedno. Takich dwóch potrafi rozwalić całą lekcję. Wystarczy, że
    powiedzą coś co rozbawi całą klasę i gotowe. Potem trudno ich wszystkich
    pozbierać do kupy. Niektórzy czują się zbyt pewni siebie. Nie umiem pracować w
    takich warunkach. Ja mam trochę inne wyobrażenie o autorytecie nauczyciela. Coś
    tu jest jednak nie tak. Pomimo tego że pracuję krótko widzę, że ten system
    wartości u dzieci się zmienia. Pewien uczeń zapytał mnie wprost ile ja zarabiam
    że tak ich męczę kartkówkami itp. Oczywiście mówimy o uczniu klasy 6. Tego po
    prostu nawet nie trzeba komentować.
    Pozdrawiam
  • ameli.a 08.01.05, 08:54
    Kasiu bardzo dobrze, że sobie radzisz. Ja też nie biegam do wychowawców,
    informuję ich o złym zachowabiu, kiedy to naprawdę konieczne. Rodziców wzywam w
    wyjątkowych (drastycznych) sytuacjach, napisałam o tym, bo wydawało mi się, że
    autorka wątku jest w sytuacji podbramkowej. Ponadto masz rację uczymy w różnych
    szkołach, nie chodzi wyłącznie o szczebel edukacyjny ale też o specyfikę i
    środowisko. Miałam w tym roku takie sytuacje, że nie sposób nie wezwać
    rodziców, choćby dlatego, że potem zarzuciliby mi, że nic nie wiedzieli o złym
    zachowaniu dziecka a ocena semestralna zaniżona (nie mamy zeszytów uwag, to
    niezgodne z ochroną danych osobowych). Może opowiem o jednej-mój wychowanek na
    lekcji z inną nauczycielką poproszony o wyjęcie zeszytu powiedział-a ja to
    wszystko pierdolę!
  • roman.gawron 08.01.05, 12:58
    ameli.a napisała:

    > nie mamy zeszytów uwag, to niezgodne z ochroną danych osobowych

    Pierwsze słyszę :-o

    > mój wychowanek na lekcji z inną nauczycielką poproszony o wyjęcie zeszytu
    > powiedział-a ja to wszystko pierdolę!

    I co mu za to było?

    --
    Prawa i obowiązki ucznia
  • ameli.a 08.01.05, 22:59
    To nie było jedyne wykroczenie, miał już sporo godzin nieusprawiedliwionych i
    innych "drobiazgów". Dostał propozycję nie do odrzucenia i wolał zabrać
    dokumenty. Nie wiem czy przyjęto go do innej szkoły.
  • wredota25 10.01.05, 20:38
    a masz jakis pomysl, jak tych rodzicow sciagnac do szkoly??? Tygodniowo wzywam
    troje/czworo (mam przeszlo 300 uczniow), do ostatniego tygodnia przed
    wystawianiem ocen nie pojwil sie ani jeden. To przynajmniej w mojej szkole
    marna metoda, niestety.
  • ameli.a 10.01.05, 22:22
    Napisałam jak to robię.
  • cytryna76 08.01.05, 23:02
    a co by mu mogło być,jeśli byłby to uczeń gimnazjum ?
  • svistak 15.01.05, 11:06
    cytryna76 napisała:

    > a co by mu mogło być,jeśli byłby to uczeń gimnazjum ?

    ...albo podstawówki??? (!) Mnie kiedyś uczeń "straszył" że naśle starszego
    brata, który mnie zgwałci / Powiedziałam ze ja mam czterech braci i że wygrałam
    :-))) /
    s.
  • miczu 15.01.05, 18:40
    Czytam i czytam i jakos mnie strach ogarnia...Mianowicie jezeli masz problem z
    dyscyplina w podstawowce to co by bylo gdyby sytuacja zmusila cie na zamiane
    podstawowokina gimnazjum....Jest prosta zasada moim skromnym zdaniem: im
    ciekawiej tym ciszej.Ja nie mam problemow z dyscyplina,a ucze pierwszy rok w
    gimnazjum wlasnie.Zadnego obrazania sie czasem jakas pala za aktywnosc i przede
    wszystkich podejscie z humorem do sprawy...
    Powodzenia
    --
    Od wzniosłości do śmieszności jeden krok...
    <Napoleon I - 1812r>
  • roman.gawron 15.01.05, 20:10
    miczu napisał:

    > Jest prosta zasada moim skromnym zdaniem: im ciekawiej tym ciszej.

    Ba! Gdyby to było takie proste...

    > Ja nie mam problemow z dyscyplina, a ucze pierwszy rok w gimnazjum

    Więc napisz szczegółowo o swoich grupach i o swoich metodach pracy z grupą, bo
    z tego, co napisałeś, niewiele dla autorki wątku wynika ;-)

    --
    Prawa i obowiązki ucznia
  • miczu 19.01.05, 11:03
    Witajcie!
    Uczę geografii, więc z zaciekawieniem uczniów tym przedmiotem problemów nie mam.Często zaczynam lekcje od dowcipu i obiecuje im ze jezeli bedzie spokoj opowiem nastepny na koniec lekcji.Czesto uczniowie sami zglaszaja sie do prowadzenia lekcji(sam ich do tego zachecam).A co do dyscypliny nie wpisuje uwag, czasem jakas jedynke za katywnosc postawie albo referacik jakis rzuce karny i cisza...Nie wyzywam uczniow, nie unosze sie duma i za zadna cene nie staram sie im niczego udowadniac.Wielu nauczycieli z mojej szkoly nie moga wyjsc ze zdziwienia ze dotarlem do tzw trudnych dzieci.Do kazdego trzeba inaczej podejsc.Jezeli ktos rozmawia przesadzam na nastepnej lekcji juz siedzi tam gdzie przesadzilem.Zadalem im zadanie "gdzie chcesz spedzic ferie zimowe" oddali WSZYSCY 648 prac.Prace przeszly moje najsmielsze oczekiwania w pozytywnym tego slowa znaczeniu...
    Moim skromnym zdaniem trzeba kochac to co sie robi i chyba przepraszam jezeli kogos urazilem trzeba sie z tym "czyms" urodzic aby zostac belfrem i mimo takich zarobkow byc zadowolonym z zycia,pracy,uczniow,siebie

    --
    Od wzniosłości do śmieszności jeden krok...
    <Napoleon I - 1812r>
  • kaasik4 20.01.05, 00:25
    Zgadzam się, polubienie tego co sie robi to podstawa, dobry kontakt z dziećmi
    również. Ja naprawdę bardzo lubię dzieci i lubię z nimi pracować. Jestem
    pedagogiem po ukończonej resocjalizacji, więc staram się zrozumieć i
    odpowiednio podejść nawet do tych tzw. najtrudnieszych uczniów. Pomimo pewnych
    niedociągnięć każdy dzień w pracy to dla mnie przyjemność. Nawet jak coś się
    wydarzy nie po mojej myśli następny dzień jest dla mnie wyzwaniem aby to
    naprawić. Ogólnie mam wesołe usposobienie. Zauważyłam jednak, że jeżeli mój
    humor jest bardzo widoczny uczniowie postrzegają to jako pozwolenie na luz. Oni
    też wtedy zaczynają żartować i się śmiać. Kiedy zaczyna być za bardzo głośno i
    wtedy znów staję się surowa. Codziennie czegoś nowego się uczę więc myślę, że
    wypracuję sobie własny styl. Aha.. a metodę z referatami też stosuję. Dopiero
    parę dni temu zaczęłam, dlatego o efektach na razie wiele powiedzieć nie mogę.
    Przesyłam pozdrowionka i życzenia dalszych sukcesów.
  • luxmen 05.02.05, 18:52
    Dawno mnie tu nie było,widzę że dyskusja się rozkręca.Kasik,a propos Twoich
    ostatnich uwag to radzę Ci,co może mało subtelne,ośmieszyć na forum klasy
    tych,którzy jako jednostki rozwalają Ci lekcje.Po prostu trzeba im puścić taką
    ripostę,że schowają się pod ławkę.I być dla takich kosą,nawet wtedy kiedy
    zachowanie się poprawi(dzieci potrafią być niesamowicie wredne i udawać
    aniołeczków,by za miesiąc znów przypuścić atak).
    Dostałem od półrocza chłopaczka,którego karnie przenieśli z innej klasy do
    mojej.Nikt sobie z nim rady nie dawał.Ustawienie go zajęło mi tydzień-dość
    męczący,bo napiętej uwagi i koncentracji nad każdym jego ruchem,gestem,słowem
    (by właśnie kontrować).Teraz mam go już z głowy i o dziwo zaczął nawet pracować.
    Miczu,wyrastasz tu na belfra w aureoli;) Nie nazbyt euforycznie o sobie piszesz?
    Nie wierzę,że WSZYSTKICH ujarzmiłeś,że z każdym masz dobry kontakt.To po prostu
    niemożliwe stary!W każdym razie powodzenia Panie Keatting;)
    A co do rodziców...to już się nie wypowiem...wielu potrzebny byłby ktoś,kto
    wychowywałby,jakże więc mogą nam pomóc z ancymonami,skoro są sami przez nich
    psychicznie terroryzowani?
  • m_anja 06.02.05, 15:39
    Witam. Jestem tuż po studiach, uczę angielskiego dzieciaki w wieku 7-11. Są to
    kursy angielskiego opłacane przez rodziców. W jednej z grup mam ucznia, którego
    zachowania nie mogę ścierpieć. Grupa ta została utworzona rok temu, wszyscy
    uczniowie (oprócz tego jednego) chodzą na dodatkowy angielski drugi rok. On
    chodzi pierwszy rok i być może tu należy się doszukiwać problemów, jakie z nim
    mam. Otóż, na każdą lekcję przychodzi naburmuszony i niechętny do pracy. W
    czasie lekcji przeszkadza, rozmawia z innymi uczniami. To jednak byłabym w
    stanie wytrzymać gdyby nie to jak on odnosi się do moich lekcji. Za każdym
    razem na głos wypowiada się na temat moich lekcji, np. "Gdyby nie głupi
    angielski to teraz mógłbym być w domu i robić pracę domową z polskiego", "Po co
    ja tu w ogóle przychodzę? Powiem mamie, żeby mnie wypisała.", zamiast Dzień
    dobry najczęściej słyszę z jego ust kolejne narzekania i złośliwe komentarze w
    moim kierunku. Być może to co napisałam nie oddaje powagi całej sytuacji, ale
    muszę się przyznać że ja biorę to bardzo serio do siebie. Lubię swoją pracę i
    nawet jeżeli nie wszystkie lekcje są super interesujące to jednak staram się
    aby uczniowie coś z nich wynieśli. Oczywiście zwracam uwagę temu uczniowi, żeby
    tak nie mówił. Podkreślam wtedy, że jest mi przykro słyszeć z jego ust takie
    słowa. Niestety, moje uwagi nie przynoszą rezultatu.
    Druga sprawa to jego niepowodzenia w nauce. Tak jak wspomniałam, to jego
    pierwszy rok na tym kursie więc automatycznie czuje się gorszy od innych
    uczniów. Podkreślę tutaj, że nie daję mu takich powodów, wręcz traktuję go
    ulgowo gdy widzę, że z czymś sobie nie radzi. W poprzednim semestrze dostał 3
    ze sprawdzianu. Kiedy oddałam mu pracę, popłakał się. Zupełnie nie spodziewałam
    się takiej reakcji. Do końca lekcji był obrażony i nie brał udziału w
    ćwiczeniach. Po zajęciach chciałam z nim porozmawiać, ale on rozpłakał się
    jeszcze bardziej i przez łzy wykrzyczał, że jest najgorszy, że nikt go nie lubi
    i że chce umrzeć. Byłam roztrzęsiona, zupełnie sie tego nie spodziewałam.
    Pocieszyłam go wtedy i po tej rozmowie kolejna lekcja była zupełnie inna. On
    chętnie brał udział w ćwiczeniach, zgłaszał sie, był otwarty. Juz myślałam że
    zmieniłam jego podejście, ale niestety, to był jednorazowy wybryk. Kolejna
    lekcja znowu była taka jak poprzednie - on naburmuszony, niechętny do ćwiczeń,
    narzekający na głos na mnie i moje lekcje. Tak jest do tej pory. Jestem
    bezradna...
  • kdur 07.02.05, 14:17
    kiedyś słyszałem, że uczniów dzieli się na trzy grupy: tacy, którzy są po
    naszej stronie, tacy zawsze przeciwni i ci obojetni. Najbardziej warto jest
    walczyc o tych obojetnych, bo jest ich najwięcej, a mogą nam pomóc
    --
    arrupelodz
    Zapraszam na moje forum:
    Szkoła przyjazna nauczycielowi
  • jolka3062 26.02.05, 21:41
    A może spróbuj przeprosić dzieciaki,że im przeszkadzasz.U mnie zadziałało.Życzę
    powodzenia.
  • go-hha 05.03.05, 23:09
    Po 3 latach pracy w szkole nie znałam chyba nawet 1/3 tych metod, które
    opisujecie. Na studiach na temat utrzymania dyscypliny w klasie nie ma ani
    słowa a w pracy jest od razu skok na głęboką wodę. Takie rady jakie tu pojawiły
    się powinno się spisać i opublikować jako obowiązkową lekuturę dla
    początkujących nauczycieli.
    Pozdrawiam serdecznie :)
  • lidiasz1 06.03.05, 16:40
    Do zapracowania sobie na autorytet, potrzeba wiele czasu. Te problemy, o
    których piszesz to normalne - każdy przchodził to samo i uczył się na właśnych
    błędach. Musisz zawsze przed rozpoczęciem lekcji, nawet kosztem czasu, zadbać o
    spokój i ciszę (nawet czasem wygłosić "kazanie" na temat dobrego zachowania na
    lekcji), ważna i chyba najważniejsza jest konsekwencja w postępowaniu, jak
    sobie coś ustalisz to przestrzegaj tego. Nie możesz sobie odpuścić i zaprzestać
    tego, co postanowiłaś. Dopiero kiedy osiągniesz w klasie ciszę, mozesz zacząć
    prowadzić lekcję, zachęcaj uczniów do pracy i motywuj. Jak np. ktoś będzie
    grzeczny całą lekcję dostanie pusa, kto niegrzeczny minusa. Jak uzbierają np.
    wiele plusów na koniec półrocza podniesiesz ocenę z zachowania, lub obniżysz za
    minusy. Zachęcaj do aktywności w czasie lekcji - dobrymi ocenami. Rób wszystko,
    żeby Twoje lekcje były ciekawe, kiedy uczniowie są zainteresowani, łatwiej
    utrzymać dyscyplinę. Liczy się też ton jakim mówisz do dzieci, jeśli klasa jest
    rozkrzyczana spokojem możeszczasem więcej zdziałać niż agresją, przede
    wszystkim nawet jak się zdenerwujesz nie okazuj tego przed klasą, raczej bądź
    zrównoważona i spokojnie wytłumacz, że nie będziesz akceptowała takiego
    zachowania. Wiem, ze to wydaję się trudne do wypośrodkowania, bo jak tu być
    lubianą przez dzieci i jednocześnie kiedy trzeba ostrzejszą, ale chyba w tym
    tkwi tajemnica, jak być nauczycielem szanowanym i lubianym przez dzieci. A
    dzieci wbrew pozorom chcą wiedzieć, że to nauczyciel rządzi w klasie i szybko
    zaakceptują zasady panujące na danej lekcji. Uważam, ze ten zwyczaj mówienia
    bez podnoszenia ręki nie jest dobry, wprowadza zamieszanie i może własnie z
    tego powodu masz te problemy. To są dzieci, którymi trzeba trochę pokierować,
    nie można im dawać 100% luzu, bo nie o to przecież chodzi w wychowaniu.
    Moralizuję jak stary belfer, a pracuję w szkole chyba nie tak bardzo długo, bo
    10 lat:) Życzę wielu sukcesów wychowawczych! Pozdrawiam
  • mikron6 07.03.05, 23:44
    Po dziewięciu latach pracy nie mam poważnych problemów z dyscypliną, ale długo
    do tego dochodziłam. Oczywiście między dziećmi a nauczycielem musi być
    zachowany dystans. Ustalamy wspólnie z dziećmi zasady zachowania się na lekcji.
    Przestrzegamy ich nawet kosztem realizacji materiału. "Przeszkadzaczom" każemy
    wstać z miejsca, "piętnujemy" ich publicznie pytamy o przyczynę takiego
    zachowania, wpisujemy uwagę do zeszytu przedmiotowego z koniecznością
    podpisania na następną lekcję. Jeżeli jest nie podpisana, przy dziecku
    wyjmujemy telefon i w trybie natychmiastowym, przy całej klasie informujemy
    rodzica, że syn, czy córka ma uwagę w zeszycie. Nie warto krzyczeć (choć nie
    twierdzę że tego nie robię nigdy) nieźle się sprawdza "lodowaty" głos i
    przewiercanie wzrokiem. Jeżeli przeszkadza cała grupa można zrobić kartkówkę
    (na pytanie czy to za karę odpowiadamy - nie, mam prawo w każdej chwili zrobić
    kartkówkę z trzech ostatnich lekcji) lub zadać temat do opracowania a później
    ich bardzo konsekwentnie rozliczyć z tego co zrobili. Jednocześnie pokazujemy
    im że lekcja jest o wiele fajniejsza jeśli pracują według zasad. Traktujemy
    dzieciaki indywidualnie. Doceniamy starania nawet najsłabszych, przygotowujemy
    coś ciekawego na każde zajęcia - żadnej prowizorki (nieprzygotowanie
    nauczyciela dzieci wyczuwają jakimś szóstym zmysłem). Przeznaczamy kilka
    ostatnich minut lekcji na to, by mogły opowiedzieć co ich spotkało, co widziały
    ciekawego, pożartować. Udowadniamy, że nam zależy na tym aby się czegoś
    nauczyli. Jeżeli rodzice nie zadbali o zakup ćwiczeń, kupujemy je dziecku i
    mówimy, że może oddać pieniądze, kiedy chce (tylko raz mi się zdarzyło, że
    dziecko nie oddało), Przynajmniej raz w półroczu do każdego dziecka zwracamy
    się indywidualnie (Piotrek, nareszcie trója! Nawet nie wiesz jak się cieszę!
    Albo: Ania, od kilku lekcji wcale się nie zgłaszasz, co się dzieje?) Trzeba też
    pamiętać, że jak się pracuje kilka lat w tej samej szkole, to dzieci sporo na
    nasz temat wiedzą od starszego rodzeństwa albo kolegów i wiele zależy od tego z
    jakiej strony poznały nas te starsze dzieci.
    Pracuję teraz w podstawówce. W liceum zasady są zupełnie inne. Straszenie
    rodzicami czy uwagą, może spowodować, że delikwent parsknie nam w twarz. Lekcje
    muszą być super przygotowane i zaplanowane. Rozliczamy za pracę na lekcji.
    Plusy i minusy albo oceny. No i znów zainteresowanie każdym z osobna.
    Jeżeli mamy jakiekolwiek wątpliwości, czy warto być "fajnym" kosztem
    dyscypliny, to pamiętajmy, że skuteczność nauczania w rozrabiającej grupie jest
    mniejsza co najmniej o połowę i cierpią na tym często dzieci najsłabsze. Nie
    warto.
    Jak czytam to co napisałam, wydaje mi się, że jestem podłą, skostniałą
    belfrzycą. Ale dzieci mnie lubią. Tak mi się wydaje przynajmniej.
  • sensamilla 14.03.05, 11:40
    Wiem ze tak naprawde to mam na tym forum najmniej do powiedzienia, w koncu nie
    jestem jeszcze nauczycielem i moze niektorzy odbiora to jako "wtrącanie się" ..
    Miałam niedawno praktyki w szkole podstawowej, nie miałam pojęcia ze do malych
    dzieci (klasa np 4) tak trudno wszytsko dociera :)) Moja nauczycielka -
    opiekunka powtarzala mi ze im wiecej sama osiagne i sie naucze tym lepiej na
    tym wyjde. Wiec duzo czasu spedzalam "sam na sam" z klasami:) przyznam ze
    trudno bylo mi opanowac te male rozkrzyczane dzieciaczki:) Uczylam ich
    matematyki - mialam ladny podrecznik ze sterta zadanek do przerobienia.
    Ktoregos dnia, gdy mialam dosc uspokajania malych charpaganow - napisalam na
    malej tablicy dluga liste zadan z podrecznika:) Powiedziałam- to co zdazymy
    zrobic na lekcji,bedzie zrobione - to co nie zdazymy - bedzie do zrobienia w
    domu.Jesli bedziecie grzeczni i bedziecie pracowac ze mna to kilka z nich
    skresle:) Nie mialam pojecia ze az tak to poskutkuje:)) dzieciaki byly
    grzeczne, jesli ktos zaczol przeszkadzac to kilku 'mocnych' uczni zaraz go
    karcilo (mocnych = zdolnych:). Kiedy moja nauczycielka weszla raz na zajecia
    nie mogla pojac jak mi sie udalo zmusic je do takiej ciszy i pracy. No i zawsze
    byl czas na mala pogawedke...
    szkoda ze teraz na praktyce w gimnazjum juz nie da sie tak 'przekabacic'
    tego towarzystwa... :(
  • chouette1 15.03.05, 16:08
    Nie miałem czasu przeczytać wszystkich tutejszych postów, pewnie zamieściliście
    sporo cennych uwag, ale ja chciałbym o czymś innym.
    Czy nie uważacie, że studia, pomimo całej tej "ścieżki metodycznej", w ogóle
    nie przygotowywują do nauczania?
    Miałem cudowną Panią od metodyki, która nauczyła mnie uczyć oraz koszmarną
    panią od pedagogiki, która kazała nam się uczyć o ssytemach oświatowych we
    Włoszech itp.
    W rezultacie mój pierwszy rok w szkole (sp i Gim) był koszmarem. Nie miałem
    podstawowej wiedzy o psychice, potrzebach dzieci, o ich reakcjach, czego nie
    wolno robić, a co można. Nie powiedziano mi nawet o tym, że klasówek nie oddaje
    się uczniom i o wielu innych takich.
    Zamiast tracić czas na głupie artykuły z zagranicznych pisemek dla nauczycieli,
    powinni przyszłych belfrów uczyć prawdziwego życia w szkole.
  • cytryna76 15.03.05, 16:31
    Problem w tym, ze panie od metodyki i pedagogiki, które robią karierę na
    uniwersytetach, po raz ostatni w szkole były prawdopodobnie na swojej włansej
    maturze i nie mają zielonego pojęcia o ty, co się dzieje w niej teraz i jakie
    są potrzeby przyszłych nauczycieli.
    Druga sprawa: łatwiej nauczyc kogoś pisania konspektów niż powiedzieć coś
    sensownego na temat spososób rozwiązywania powaznych problemów wychowawczych w
    gimnazjum. Bo tak naprawdę wobec skali patologii w polskiej szkole niejeden
    profesor pedagogiki jest bezradny. I swoją drogą takim pozostanie, dopóki nie
    zmieni sie stosunek ministerstwa, a za tym regulacje prawne.

    Ja na zajęciach pedagogiki "przerabiałam " historie pedagogiki: od
    średniwoiecza po 1945. Później był już koniec semestru ...
  • aleandra 06.05.05, 01:23
    cytryna76 napisała:

    > Problem w tym, ze panie od metodyki i pedagogiki, które robią karierę na
    > uniwersytetach, po raz ostatni w szkole były prawdopodobnie na swojej włansej
    > maturze i nie mają zielonego pojęcia o ty, co się dzieje w niej teraz i jakie
    > są potrzeby przyszłych nauczycieli.

    Wlasnie! :( Tez uwazam, ze w dzisiejszych czasach nauczyciele sa zle
    przygotowywani do zawodu. To jest naprawde szkodliwe - nie tylko dla przyszlych
    belfrow (no bo zmarnowali kilka lat swojego zycia, ze sie tak wyraze), ale dla
    uczniow: wszelkie nieporozumienia itp.

    --
    Aleandra,
    www.edukacyjnie.blox.pl
  • strike79 14.01.06, 14:34
    Jestem w podobnej sytuacji, jednakze moje problemy dodatkowo intensyfikuje
    fakt, iz prowadze klasy integracyjne, w ktorych mam miedzy innymi dzieci z
    adhd. Bez trudu mozna wyobrazic sobie ze lekcje bywaja calkowicie
    zdekonstruowane, gdy musze bez przerwy kontrolowc zachowanie poszczegolnych
    dzieci. ponadto ucze jezyka angielskiego, wiec calkowita cisza w klasie nie
    jest wskazana.

    Moje doswiadczenia:
    1) Uwagi skutkuja, nie waham sie ich dawac, ale po dwoch upomnieniach
    2) Konsekwencja w dzialaniu jest niezmiernie istotna: nie mozna w jednym
    przypadku ukarac ucznia za okreslone zachowaniu, a w innym przymknac na takie
    zachowanie oko
    3) Trzeba zlokalizowac ogniska zapalne, rozsadzic najbardziej rozgadanych
    uczniow
    4) To okrutne, ale czasem trzeba posadzic dziewczyne i chlopca razem. Nie lubia
    tego. Traktuja to jako kare, cos ponizajacego i beda unikac poobnych sytuacji.
    Jednoczesnie zaczynaja pracowac w ciszy nie majac do kogo sie odezwac
    5) Jesli rozmawiaja przez cala klase nie ma innej mozliwosci jak ukarac ich,
    itd itp

    I tak najgorsze sa niekontrolowane krzyki. Osobiscie cenie aktywnosc, ale jesli
    poparta jest ona pokrzykiwaniem "JA, PROSZE, Pana JA! JA WIEM!" nie pytam tej
    osoby (no chyba ze tylko ona sie zglosila). Nie pozwol przewidziec uczniom kto
    bedzie pytany. To rowniez pomaga.

    Moglbym ciagnac ten watek bez konca.... Wybralem najistotniejsze elememty.
    Pozdrawiam

    Michal
  • magdaszek 15.01.06, 12:37
    A ja mam cos z agrafki :) Podajmy sobie agrafko rece!
    Z reguły nie mam problemów z dyscypliną na lekcji (uczę angielskiego 9 rok,
    obecnie w gimnazjum). Owszem czasem sie zdarza, ze młodziez nie może usiedziec.
    Każda klasa jest inna, dlatego róznicuje metody. Jeśli jest to tylko kilku
    rozgadanych wyrostków, to zostawiam ich na przerwie i dorzucam jakieś cwiczenie
    na ocene. Daję im tyle czasu na wykonanie zadania ile minut poświeciłam na ich
    uspokajanie w czasie lekcji. Pewien uczen, któremu nie chciało sie pracowac w
    czasie lekcji , został za karę i ponieważ nie potafił w wyznaczonym czasie
    (dodam,ze wystarczajacym dla niego)wykonac cwiczenia opartego na matriale z
    lekcji, wlepiłam mu jedynke. zapowiedziałam, ze bede to robic za każdym razem
    kiedy tylko pokaże swoje lenistwo na zajeciach. I dodałam, że powinien uczyć
    sie jezyka obcego, bo kiedyś okaże sie nieodzowny. Pomogło. Teraz uczeń na
    hasło: "Chcesz zostac na przerwie?" od razu zabiera sie do roboty, hi hi. W
    przypadku całej rozbrykanej klasy przestrzegam karna kartkówka, albo zmianą
    atrakcyjności lekcji: zamiast cwiczen zakończonych quizem, albo gra, bedą duzo
    pisac w zeszycie (a tego młodziez jakoś ostatnio bardzo nie lubi)i dostaną
    mnóstwo pracy pisemnej na zadanie. Kiedys przerwałam lekcje i ucięłam im
    przerwe. Wiedzieli, ze sa sami sobie winni.
    Wymagam wstawania i przywitania sie ze mna na początku lekcji, podnoszenia rak
    kiedy chcą cos powiedzieć, zachęcam do aktywnosci(jesli nie chcą sie zgłaszać,
    to zapowiadam, ze bedę pytac tych którzy sie nie zgłaszają - efekt:las rąk i
    wtedy rzucam hasło" skoro wszyscy sie zgłosiliście to poprosz edo
    odpowiedziucznia X - to rozładowuje atmosferę na lekcji). Nie toleruję
    chamstwa, nieposłuszenstwa i bzdurnych komentarzy, bo oznacza to później bardzo
    chłodna atmosfere na lekcji, brak żartów, ciekawych ćwiczen w parach czy
    grupkach i mnóstwo punktów karnych z zachowania. Wszystko wraca do normy kiedy
    klasa sie uspokoi. Nie jestem osobą pamiętliwą i nie obrazam sie na uczniów.
    Nawet najwiekszego ancymona nagrodze przy całej klasie, jeśli tylko okaze
    skruche. Staram sie byc zawsze konsekwentna. A poza tym mam mnóstwo pomysłów w
    glowie i czasem przychodzą nagle.. moi uczniowie wiedzą, ze jestem
    nieprzewidywalna.
    Najwazniejsze jest aby z przekazywania wiedzy uczynić ciekawe przezycie i
    zaangazowac cała klase. I to własnie jest najtrudniejsze...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka