Dodaj do ulubionych

niezrozumiała - chora - sytuacja

06.03.05, 08:11
Mam nadzieję, że na forum zaglądaja nauczyciele, bo własnie do nich kieruję
moje pytania i wątpliwości.
Jestem w 2 klasie LO.
Mam całkiem niezłą klasę i wychowawcę - nauczycielkę historii.
I tu zaczynają się schody, bo uważam, że wychowawczyni, niestety, kiepsko
wypełnia obowiązki powierzono jej 'z urzędu'.
Posłużę się konkretnymi przykładami.
Koleżanki nie było przez długi czas w szkole. Tajemnicę Poliszynela
stanowiło, że wagarowała. Żadnych telefonów z domu - że chora, żadnego innego
powodu. Wychowawczyni obudziła się po 3 tygodniach.

kolega bierze narkotyki. Sprawa jest poważna, facet się najprawdopodobniej
uzależnił, przychodzi naćpany do szkoły. Dlaczego w klasie wie o tym niemal
każdy, a wychowawczyni zyje w błogiej nieświadomości? Może warto ją
uświadomić - rozważałam taką opcję. I jestem skłonna do zrobić. Ale dlaczego
nauczyciel stojąc z uczniem twarzą w twarz - nie zauważa widocznych gołym
okiem - zmian fizycznych? Nie wspominając o psychicznych: smiech na lekcji,
głupie odzywki.
Kolejny przykład 'bliskich reakcji". ostatnio pojechalismy na wycieczkę do
Krakowa. Męska częśc klasy URŻNĘŁA SIĘ [trudno to inaczej nazwać] trzy
kilometry za szkołą. Wsiedli lekko wstawieni do autobusu.
I posypały się prośby o postój...Nauczycieli mieli "straszny ubaw",
że...takie z nich dzieci i potrzebują toalety co godzinę.
od sznownych kolegów śmierdziało wódką na kilka metrów. Wychowawczyni -
rozmawiając z nimi twarzą w twarz - nic "nie poczuła", a na pewno nie
zareagowała. Dlaczego?
Wysnuwamy rózne koncepcje. Nie chce jej się? zareagować=wyciagnąć
konsekwencje.
Fakt, że kilka osób jest pełnoletnich (ale nie wszystkie) też nie
usprawiedliwia sprawy. Picie w szkole i na szkolnych wycieczkach jest
zabronione. Uczeń będący w szkole jest przede wszystkim - uczniem. Bez
względu na wiek.

Z rozmów z koleżankami i kolegami z innych szkół wynikło, że problem nie
zawęża sie tylko do mojego ogólniaka. Jest całkowicie powszechny.

Dlaczego?

Edytor zaawansowany
  • myslak 06.03.05, 08:46
    Prawdę mówiąc, nie wiem, o co pytasz.
    Co jest problemem?
    Młodość wychowawczyni czy to, że pijecie na wycieczkach?
    Wiesz, ile wasza pani może?
    Poczytaj ten artykuł:
    "Super Express - Dlaczego kurator pobłaża dilerom
    Licealiści Kamil K. i Adam M. z Leska rozprowadzali narkotyki wśród kolegów.
    Dyrektor ogólniaka próbował usunąć niebezpiecznych uczniów ze szkoły, ale
    sprzeciwił się temu kurator oświaty - opisuje "Super Express".

    Teraz 18-letni dilerzy śmieją się w twarz nauczycielom i dyrektorowi. Są
    bezkarni, bo czują, że stoi za nimi podkarpacki kurator oświaty, Stanisław
    Rusznica. Uznał on, że nie wolno ich wyrzucić ze szkoły. "

    Rodzice, odbierający synów z wycieczki, nie poczuli alkoholu?
    Nie widza, że dziecko ćpa? Patrzą mu w oczy i nie widzą objawów?
    Mają je JEDNO, nie 30 - jak pani w szkole....
  • zla_wrona 06.03.05, 09:07
    to, że młodzież pije, to rzecz nie nowa.
    NIESTETY.
    mozna nie pić. ja nie piję.
    Ale nie o to chodzi.

    Rodzice, odbierający dzieci...?
    To już nie dziedi - w ich własnym mniemaniu. Same wracają, bez odbierania.
    problem 'slepych' rodizców to inna para kaloszy.
    również straszna.
    ale chodzi mi o wychowawców.

    piszesz, że nic nie mogą.
    A kto każe wyrzucać pijanych delikwentów ze szkoły?
    kto każe ich - bić?
    Nauczyciel ma po swojej stronie szkolny regulamin, który obowiązuje każdego,
    który zdecydował się na nauke w danej szkole.
    Mają broń - ale czemu z niej nie korzystają?
  • truskafka86 07.03.05, 16:12
    hehe, czekaj czekaj, pisalaś ze jeste w 2 lo? I ucząc się tyle lat jeszcze nie
    zauważyłaś, że nauczyciel jak się sprzeciwi to prędzej sam w morde dostanie niż
    uspokoi takiego ucznia??
    U mnie w szkole dzieją się podobne sytuacje, ale też nikt nie reaguje, a każdy
    tylko schyli głowe i przejdzie obok tego obojętnie... koleś z równoległej klasy
    też ćpał, pił, palił i był bezczelny w zachowaniu, a na radzie jednak
    postanowili go nie wyrzucać, i co zrobisz wiecej? Nawet nie dostał nagannej z
    zachowania, a dopuszczającą.. za to mój kolega z klasy, który nie ćpa, nie pali,
    nie pije i jest kulturalny, dobrze się uczy miał naganną z zachowania, bo
    nauczycielka stwierdziła, że ma 10 godzin nieusprawiedliwiony...
    Niech żyje polski system karny!

    Pozdrawiam!
  • zzira 06.03.05, 09:11
    Jak masz takie spostrzeżenia to uświadom wychowawcę, co się dzieje w klasie, a
    może lepiej rodziców uczniów, o których piszesz. Bardzo często przeprowadzam
    kilka takich rozmów z rodzicami. Wiesz, co bardzo często słyszę? Pani
    przesadza, moje dziecko jest grzeczne, w domu mnie słucha pomaga. A kiedy pytam
    gdzie i z kim spędza czas wolny, rodzic nie wie. Kiedy przedstawiam dziwne
    zmiany zachodzące w dziecku i jedgo nieadekwatne do sytuacji zachowanie i
    prponuję wykonanie testów na obecność narkotyków to rodzic mi mówi, że ma
    pewność, że dziecko jest czyte. Od 1999 r. tylko jedna matka w szkole zrobiła
    natychmiast test na obecność narkotyków. Rodzice 6 dzieci wykonali testy po
    kilku miesiącach od kiedy poinformowałam ich, ale najpierw uprzedzili dziecko.
    Narkotyki wykryto u 3 osób, kolejne 3 były czyste, a wśród tych czystych 2
    osoby przyznały się do używania narkotyków. Z 7 przebadanych ucnziów 3 było
    leczonych w systemie zamkniętym, z czego 2 nie wytrzymało leczenia. Wg mnie do
    natychmiastowego odwyku kwalifikuje się co najmniej 10 osón, które są
    uzależnione. Rodzice zostali poinformowani, sąd również. I nic się nie dzieje,
    bo rodzice nie chcą uwierzyć w to, że to dotknęło ich dzieci.
    Nie oceniaj nauczycieli, ponieważ nie wiesz jakie działania podejmują. Nie
    muszą trąbic po szkole, że dziś rozmawiali z rodzicem Xńskiego o tym, że
    dziecko ćpa.
  • zzira 06.03.05, 09:11
    Jak masz takie spostrzeżenia to uświadom wychowawcę, co się dzieje w klasie, a
    może lepiej rodziców uczniów, o których piszesz. Bardzo często przeprowadzam
    kilka takich rozmów z rodzicami. Wiesz, co bardzo często słyszę? Pani
    przesadza, moje dziecko jest grzeczne, w domu mnie słucha pomaga. A kiedy pytam
    gdzie i z kim spędza czas wolny, rodzic nie wie. Kiedy przedstawiam dziwne
    zmiany zachodzące w dziecku i jedgo nieadekwatne do sytuacji zachowanie i
    prponuję wykonanie testów na obecność narkotyków to rodzic mi mówi, że ma
    pewność, że dziecko jest czyte. Od 1999 r. tylko jedna matka w szkole zrobiła
    natychmiast test na obecność narkotyków. Rodzice 6 dzieci wykonali testy po
    kilku miesiącach od kiedy poinformowałam ich, ale najpierw uprzedzili dziecko.
    Narkotyki wykryto u 3 osób, kolejne 3 były czyste, a wśród tych czystych 2
    osoby przyznały się do używania narkotyków. Z 7 przebadanych ucnziów 3 było
    leczonych w systemie zamkniętym, z czego 2 nie wytrzymało leczenia. Wg mnie do
    natychmiastowego odwyku kwalifikuje się co najmniej 10 osón, które są
    uzależnione. Rodzice zostali poinformowani, sąd również. I nic się nie dzieje,
    bo rodzice nie chcą uwierzyć w to, że to dotknęło ich dzieci.
    Nie oceniaj nauczycieli, ponieważ nie wiesz jakie działania podejmują. Nie
    muszą trąbic po szkole, że dziś rozmawiali z rodzicem Xńskiego o tym, że
    dziecko ćpa.
  • zla_wrona 06.03.05, 09:19
    zirro, nie tak ostro.
    nie napadam na nikogo.
    poruszyłam problem - bo problem niewątpliwie jest.

    Jestem pewna, że nikt nie porozmawiał z rodzicami chłopaka o tym, że bierze
    narkotyki. O żadnych testach - z sugestii nauczyciela - nie było mowy.
    Podejrzewam, że bez sugestii - tez nie. Bo kolega nadal przychodzi do szkoły
    naćpany.

    uświadomienie nauczycielki...Wspomniałam, że jestem skłonna to zrobić.Pomijam,
    że 90% klasy uzna to za donos. trudno.
    Ale problem nie zniknie.
    Bo to nie kwestia tego konkretnego chłopaka. Ale ogólnego - braku
    zainteresowania (?).
    I nie tylko w mojej szkole.


  • sylviap1 06.03.05, 09:58
    a co moze taki nauczyciel?! tak naprawde nic! jesli chodzi o tych co pija
    konczy sie zawsze na komisji dyscyplinarnej i naganie dyrektora szkoly....czy
    kogokolwiek to rusza? nie! wyrzucic ze szkoly nie mozna bo to decyzja kuratora
    a ten zawsze prawie staje po stronie rodzicow; jesli chodzi o tych co biora
    narkotyki to myslisz ze tak mozna rodzicom powiedziec wprost ze sie podejrzewa?
    nie! trzeba pojsc do dyrektora, zasugerowac skonsultowac i ewentualnie
    powiedziec rodzicom, tylko tak zeby przypadkiem sie nie obrazili i nie
    oskarzyli cie o bezpodstawne oskarzenia...rodzice nie chca znac prawdy!
  • zla_wrona 06.03.05, 10:18
    niech więc pójdzie!
    Do dyrektora, gdziekolwiek - zgodnie z procedurą.

    chcę, żeby coś zrobiła, bo ta bierność jest zastraszająca.
  • myslak 06.03.05, 10:42
    Wrona, o jakim ty biciu????
    Wkleiłem ci przykład postępowania zgodnego ze statutem szkoły, zgodnego z prawem!
    Dyrektor skreslił z listy uczniów dwóch dilerów!
    I kurator oświaty kazał ich przywrócić....
    To samo było kilka lat temu w Warszawie i Łodzi.
    Wychowawca może zgłosić do dyrektora, do pedagoga,zorganizować program
    antyuzaleznieniowy.
    Czy którykolwiek z twoich kolegów tym sie przejmie?
    Czy rodzice , wezwani do szkoły, uwierza wychowawcy, że ich "dzieci" były pijane
    na wycieczce?

    Wezwałem kiedyś rodziców. Kazałem im przyjechać na wycieczkę po odbiór pijanego
    nastolatka. Wiesz, co usłyszałem?

    A co pan zrobił, by nasz syn się w nocy nie upił?
    Nie jeżdżę na wycieczki. I tyle.

    Procedura jest. Milion papierów też. Póki jednak nie będzie wspólnego frontu
    rodziców i nauczycieli, nic nie zrobi twoja pani.
    Przeiceż to rodzice owych dilerów wystapili do kuratora z prośbą o obronę
    "skrzywdzonych dzieci".... Nieważne, że chłopcy sprzedali przez semestr
    narkotyków za 15 tys. Biedne dzieci przed maturą....
    Nie dziwię się już żadnej bierności. Nie tylko mnie opadły ręce :(
  • zla_wrona 06.03.05, 11:10
    myślak.
    Nie wiem, czy byłyby efekty.
    Ale TRZEBA spróbować.
    Chocby dlatego, żeby nie siedzieć z założonymi rękami.
    Milczenie = przyzwolenie.
    Na to nie może być przyzwolenia.
  • zzira 06.03.05, 10:58
    Wiesz co wrono, mam pomysł. Skoro nie chce tego szkoła załatwić to ty możesz
    sama zrobić coś co pomoże Twoim kolegom. Wręcz masz taki obowiązek!! Zgłoś to
    do Sądu, do prokuratury albo na policję. Może oni sie tym zajmą?

  • zla_wrona 06.03.05, 11:08
    Nie, ja nie mam takiego obowiązku.
    Nie mam takich uprawnień.
    Nie JA jestem od tego.
    ironia z Twojej strony?
    chyba zupełnie nieuzasadniona.

    Chciałam po prostu, żebyście sprobówali wyjaśnić mi ten problem.
    z pozycji nauczyciela?
    Bo do mnie - jako do ucznia - to nie dociera.
    Może idealizuje.
    Nie wiem.
  • zzira 06.03.05, 11:21
    O i tu sie mylisz. Ustawa o postępowaniu w sprawach nieletnich nakłada
    obowiązek powiadomienia szkoły, rodziców, sądu, policji na każdego kto
    dowiedział się o demoralizacji nieletniego (zakładam, że przynajmniej część z
    twoich kolegów jest nieletnia). Jeżeli tego nie zrobisz stajesz sie współwinna.
    No i co ty na to? Łatwo powiedzieć "Ja nie mam obowiązku". A przy okazji
    nieznajomość prawa wcale nie jest usprawiedliwieniem.
  • zla_wrona 06.03.05, 11:51
    taki sam obowiązek - i taka sama kara - spadają na nauczyciela.
    chyba trudno postawic znak równoąści?
    Kto powinien interweniowac pierwszy?
    kto ma większą wiedzę i pole działania?

    nie wykręcajmy kota ogonem.
    Sugerujesz scedowanie OBOWIĄZKÓW wychowawcy na ucznia?
  • zzira 06.03.05, 13:29
    No widzisz, jednak umywasz ręce od sprawy. Powiadomić wychowawcę niby chcesz,
    ale właściwie to on powinien według ciebie sam zauważyć problem. A jeżeli go
    nie widzi to, co nie możesz mu podpowiedzieć? Albo poprosić kogoś o pomoc,
    jeżeli nie instytucje to np. swoich rodziców? Nikt ci nie każe działać, zgłoś
    sprawę osobie dorosłej, która za ciebie załatwi resztę. Podpowiedziałam ci, do
    kogo możesz się zwrócić.
    A póki nie porozmawiasz z wychowawcą to nigdy się nie dowiesz czy dostrzega
    problem czy nie. Będziesz tylko mogła sobie gdybać i podejrzewać go o najgorsze
    intencje.
    W życiu różnie bywa. Kiedyś od jednego ucznia poczułam alkohol, okazało się, że
    musi co godzinę smarować się lekarstwem robionym na alkoholu.
    Z innym byłam na policji na badaniu alkomatem. Wezwana matka mimo tego, że
    badanie wykazało, że dziecko jest pod wpływem alkoholu, nie uwierzyła w to, ani
    mnie, ani policji.
    Innym razem przyszła do mnie matka, którą wezwałam w sprawie niegrzecznego
    syna. Rozmowa zaczęła się od słów mamy: "W tej szkole handulą narkotykami, a
    pani mnie wzywa, bo syn przeklął!!" Zaproponowałam, więc wezwanie policji i
    złożenie doniesienia o przestępstwie. Matka wycofała się z tego, co
    powiedziała.
    W każdej szkole dzieją się różne rzeczy, wielu nauczycieli wie o tym i nic nie
    robi, ale często nie dlatego, że nie chce, tylko dlatego, że pewne rzeczy są
    trudne do udowodnienia. A w dzisiejszych czasach, żeby kogoś o coś oskarżyć
    trzeba mieć dowody.
    Przy okazji nie oczekuj od każdego nauczyciela, że będzie ekspertem w
    wykrywaniu różnych substancji w organizmie ucznia, nie musi się na tym znać.
    Nie musi umieć rozpoznawać osobę uzależnioną od nieuzależnionej. Większość
    wychowawców spędza z uczniem 2-4 godziny tygodniowo. Myślisz, że to wystarczy,
    że by dostrzec każdy problem ucznia?
  • zla_wrona 06.03.05, 15:10
    zziro.
    Wydaje mi się, że nie rozumiesz zagadnienia, które przedstawiłam.
    Albo inaczej - punktu widzenia na sprawę. mojego punktu.
    ciągle podsuwasz rozwiązania i przykłady, ale najwyraźniej nie pamiętasz, że
    problemem mojej wychowawczyni jest - bierność.
    Nie jestem wróżką i unikam gdybania. Ale żeby wiedzieć, że nie ma szans na
    działanie(policja, a nuż te leki alkoholowe) - trzeba najpierw zadziałać. A ona
    nie działa.
    I o to mi właśnie chodzi.


  • m_anja 06.03.05, 15:03
    Zła Wrono, widzę ten problem i rozumiem Cię. Nie będę wnikać w kwestie
    proceduralne o jakich była mowa powyżej. Chcę jedynie, jako nauczyciel,
    przyznać Ci rację. Twoja wychowawczyni NIE POWINNA być obojętna. Jej postawę
    można wytłumaczyć dwojako: albo przymyka oko bo jej to nie obchodzi, albo po
    prostu boi się problemów, trudności jakie mogą wyniknąć z ujawniania afer. Tak
    czy inaczej, nie powinna udawać, że nic się nie dzieje.

    Pamiętam, jak moja dawna wychowawczyni z liceum nas traktowała. Była ostra i
    nieustępliwa, ale zarazem potrafiła okazać serce, kiedy tego wymagała sytuacja.
    Szanowaliśmy ją za to, ale chyba najbardziej dlatego, że wszystkie afery, które
    nam się zdarzały, ujawniała dyrekcji. Zawsze ponosiliśmy karę: za ucieczkę z
    wycieczki do teatru - grabienie liści wokół szkoły, za uszkodzenie drzwi w
    szatni przed WF - szorowanie graffiti w toaletach. Każda, nawet najbardziej
    błaha sprawa kończyła się na dywaniku u dyrektora. A na wycieczki nigdy z nami
    nie jeździła, tylko mówiła krótko - nie pojadę z Wami tylko po to, żebyście
    mogli się napić piwska!! I rzeczywiście - przez 4 lata nigdzie nie
    pojechaliśmy. To jest postawa!!!
  • zla_wrona 06.03.05, 15:15
    m_anja.

    Dziękuję za poparcie, choć to oczywiście nie rozwiązuje sprawy.
    Nie wiem, czy ja - jako ja - dam radę coś zdziałać w tej sprawie.
    Bo - jak mówiłam - probpem jest złożony i nie nowy.
    jestem ciekawa, skąd to się bierze...
    I czy sprawa faktycznie należy do nagannych, czy tylko ja się czepiam i
    oczekuje cudów.

    Lubię dyscyplinę, ale lubię tez liberalnych nauczycieli. Liberalnych - ale z
    umiarem.
  • go-hha 06.03.05, 20:24
    Wtrące jeszcze swoje 3 gorsze a propos sytuacji co może zrobić nauczyciel w
    sprawie narkotyków.
    Kiedyś jak jeszcze pracowałam w szkole dyrektorka zarządziła obowiązkowe
    szkolenie z zakresu - rozpoznawania narkotyków albo co robić kiedy widzimy
    dilera.
    Przyszły na szkolenie dwie panie, od ktorych dowiedzieliśmy się, że nie
    będziemy rozpoznawać narkotyków ponieważ nawet jeśli uczeń posiada przy sobie
    działkę to my i taki nie mamy prawa do rewizji plecaka (nie mówiąc o
    osobistej). A na sytuację hipotetyczna - co robić kiedyś w szkole pojawia się
    diler ... zaproponowały odkręcenie głowy w drugą stronę - no chyba że nam życie
    i zdrowie niemiłe (dyrektorka ochoczo przyklasnęła temu). I cale obowiązkowe
    szkolenie zeszło na gadaniu o AIDS :/
    Generalnie wniosek był jeden - nauczyciel nic nie moze zrobić - bo nie ma
    prawa, bo mu nie uwierzą rodzice, bo mu życie jeszcze nie obrzydło.
    Pozdrawiam
  • roman.gawron 06.03.05, 21:40
    go-hha napisała:

    > nawet jeśli uczeń posiada przy sobie działkę to my i taki nie mamy prawa
    > do rewizji plecaka

    Nieprawda.

    > nie mówiąc o osobistej

    Prawda.

    > A na sytuację hipotetyczna - co robić kiedyś w szkole pojawia się
    > diler ... zaproponowały odkręcenie głowy w drugą stronę

    Jakich ludzi się do szkoły zaprasza, takie i się słyszy "mądrości".

    > no chyba że nam życie i zdrowie niemiłe

    Przesada rozdmuchana do granic możliwości. Po co przyszły? Straszyć was
    przyszły? Trzeba je było za kołnierz i won! ;-)

    > dyrektorka ochoczo przyklasnęła temu

    Taką mamy właśnie dzisiaj oświatową mentalność. Postawa wielu dyrektorów jest
    zatrważająca.

    > Generalnie wniosek był jeden - nauczyciel nic nie moze zrobić - bo nie ma
    > prawa

    Widać panie niezbyt znały się na prawie, ale swoją dolę za gadanie o dupie
    Maryni skasowały, prawda?

    > bo mu nie uwierzą rodzice

    Guzik go to może i powinno obchodzić! Rodzic może sobie nie wierzyć, no i co z
    tego?

    > bo mu życie jeszcze nie obrzydło.

    Strachy na lachy. Na same groźby kierowane w stronę nauczyciela są już
    odpowiednie paragrafy kk i wypadałoby, aby nauczyciele nauczyli się je wreszcie
    wykorzystywać - w swojej obronie i dla dobra uczniów przecież. Nauczyciel w
    szkole jest (czy raczej powinnien być, bo jak jest, to widać) gwarantem ładu i
    porządku na terenie szkoły i musi podlegac szczególnej ochronie.

    Ogólnie podzielam zadziwienie autorki wątku. To jakiś matrix mamy obecnie w
    szkołach, jakiś obłęd pedagogiczny króluje.

    --
    Prawa i obowiązki ucznia
  • alewi24 06.03.05, 23:28
    Podziwiam Cię dziewczyno za to, że widzisz ten problem i próbujesz w jakiś
    sposób znależć rozwiązanie. Napiszę tak , zrobisz to co uznasz za stosowne ale
    pamiętaj co może się stać
    - po zgłoszeniu wychowawczyni, będzie bardzo zaskoczona i obieca, że w tej
    materii coś zrobi i dwa warianty, może rzeczywiście zareaguje ale jak znam
    życie przy braku wsparcia nie zrobi nic, albo uda że zajmie się tą sprawą i na
    tym jej działalność się skończy, tylko , że Tobie zacznie się bardziej
    przyglądać.
    Chciałabym się mylić, ale niestety u mojej córki w II klasie gimnazjum dzieje
    się tak samo, chłopacy z klasy piją , palą, biją się ale wychowawczyni
    twierdzi , że nie ma z nimi żadnych problemów, tylko z dziewczętami. No bo
    chłopcy od dawna " olewają " wychowawczynię, a dziewczynki wierzyły , że pani
    im pomoże. A pani nigdy o niczym nie wie , jeżeli skarżą się jej uczennice, i
    nawet jak obieca , że wyjaśni dany problem to również nigdy nic nie
    załatwia,natomiast jak inne klasy przychodzą na skragę od razu jest długi
    monolog w postaci jakie wy jesteście niedobre, do niczego, ciągle mam z wami
    jakieś problemy, jeszcze takiej złej klasy nigdy nie miałam itp. Na przykładzie
    mojej córki doszłam do wniosku, że nauczycielom łatwiej jest zwracać uwagę ,
    karcić, czasami znęcać się nad osobami, które posiadają kulturę osobistą i nie
    są zdemoralizowane po prostu są słabsze, gdyż taki uczeń nie jest żadnym
    zagrożeniem dla nauczyciela, ale z narkomanem, dielerem, lub po prostu
    zwyczajnym draniem wolą udawać , że nie ma problemu. Tak samo jest z naszą
    policją , biednego prostaka na rowerze za jazdę pod wpływem, łatwo ukarają. Ale
    jak np. obcokrajowiec potrąci pieszego na pasach, to nawet do protokołu nie
    wpiszą jego nr. ubezpieczeniowego , bo po co niech ten prostak martwi się sam.
    Nauczyciele dali Ci odpowiedź, a może nie wie , a może nie widzi problemu, lub
    typowy przykład spychologii , że to ty powinnaś zgłosić na policję tą sprawę.
    Na szczęście jesteś mądrą dziewczyną i nie zrobisz tego, ale wkurza mnie takie
    doradztwo zirry , która powinna Cię w pierwszej kolejności poinformować, co by
    Cię spotkało gdybyś zgłosiła tą sprawę na policji. To Ty w tym momencie
    stałabyś się wrogiem tych narkomanów, bo wątpię czy we właściwy sposób
    zrozumieli by Twoje intencje, również stałabyś się wrogiem szkoły, której tak
    dobrze bo nie potrafią po prostu inaczej. Naraziłabyś się na wielokrotne
    przesłuchania przed policją, może prokuratorem i przed Sądem. Nikt by nie
    zagwarantował anonimowości itd.
    Dlatego jestem wściekła, że nauczycielka na tym forum daje Ci takie propozycje,
    jest to nie tylko nieodpowiedzialne z jej strony ale również niebezpieczne.
    W sumie w swoim poście odpowiedziałaś sobie sama , jeżeli dorosła osoba stoi
    twarzą w twarz z osobą pod wpływem to nie ma możliwości , że nie czuje nie
    widzi tego, tak jak znowu napisała zirra. Ona nie chce tego widzieć, nie chce
    się mieszać, nie chce być wplątana w całą tą sytuacje. Dlaczego nie wiemy. Może
    wie , że dyrektor i tak nie podejmie żadnych dziasłań, tylko będzie jej kazał
    udawać dalej, a może po prostu jest już zmęczona , tą beznadzieją i marazmem, a
    może ma to zwyczajnie gdzieś odwalić swoje i mieć święty spokój. Tego nie
    wiemy, więc nie możemy jej oceniać, jedyną mądrą propozycję podał już ktoś ,
    nie pamiętam, żebyś zwróciła się z tym problemem do rodziców, swoich, zaufanej
    koleżanki,być może znasz dobrze rodziców tych chłopaków, ale tylko wtedy gdybyś
    miała takie wrażenie , że uwierzą Ci i nie wpakują Ciebie w tą historię,
    chociaż i tak nie ma gwarancji , że nic by nie wyszło na jaw.
    Życzę Ci powodzenia i wstyd mi za niektórych nauczycieli !
  • bezecnymen 07.03.05, 00:29
    milo alewi, ze zaznaczyłaś..niektórych wychowawców:)
    uważam, że bez względu na zagrożenia, wychowawca ma obowiązek podjąc stosowne
    działania, co z nich wyniknie, jaka będzie ich skutecznośc to zupełnie inna
    sprawa, w sumie dziwię sie twojej wychowawczyni, że podjęła sie obowiązków
    wychowawczych nie chcąc wypełniac związanych z tym obowiązków.. i wcle nie musi
    ryzykowac życiem czy zdrowiem, może przecież problem zgłosic pedagogowi,
    dykektorowia nawet wezwac pogotowie ratunkowe dla ratowania ucznia
    sprawiającego wrażenie powaznie chorego, dla jego dobra oczywiście
    na początku istnienia mojej szkoły gnieździlismy sie w jednym budynku z
    zespolem szkół zawodowych, na szczęście tylko przez rok, dilerów i pijanych
    uczniów widywano niemal codziennie, wydawało sie, że po wykopaniu zawodówki
    problem zniknie a tymczasem zawodówka odeszła a dilerzy zostali..otworzyły nam
    sie oczy, że problem może dotyczyc naszych uczniow..po kilku ujawnionych
    przypadkach w prozumieniu z radą rodziców podjęliśmy przeciwdziałanie: szkołę
    zamknięto dla osób z zewnątrz, osoby nie będące uczniami, rodzicami uczniow
    mają wstep tylko do sekretariatu, zaopatrzenie stołówki przechodzi osobnym
    wejściem bez połączenia z segmentami dydaktycznymi, przeszkolilismy sie w
    zakresie rozpoznawania objawów i ''towaru'' (to co przeczytałem wyżej to mało
    że szopka, to zwykły kryminał!)nawiązalismy konkretną wspólprace z policją,
    której wbrew pozorom tez zależy na zwalczaniu handlu narkotykami i wyniki były
    widoczne juz po pierwszym semestrze, oczywiście nie obeszło sie bez hałasu, że
    oświęcim, więzienie bo swobodnie wyjśc i wejśc do szkoły nie mozna, że zboczeni
    nauczyciele obmacuja uczennice albo co gorsza uczniów pedały jakieś, że lamiemy
    prawa czlowieka i dziecka przeglądając rzeczy osobiste! czyli plecaki...
    wytrzymalismy i teraz nam zazdroszczą:) ale cala ta akcja była dokladnie
    omowiona z rodzicami i cieszyla sie ich pełnym poparciem, przynajmniej tych,
    którzy przychodza do szkoły w spawach swoich dzieci, uswiadomilismy również
    uczniow dlaczego wprowadzamy takie ograniczenia
  • zzira 07.03.05, 06:26
    bezecnymen mam pytanie radzice sobie sami, wszystko widzicie czy uczniowie i
    rodzice infromuja nauczycieli o tym co widza złego w szkole?
  • roman.gawron 07.03.05, 09:31
    bezecnymen napisał:

    > po kilku ujawnionych przypadkach w prozumieniu z radą rodziców podjęliśmy
    > przeciwdziałanie

    Gratuluję i nie trace wiary, że są w Polsce jeszcze inni nauczyciele, którym
    zalezy na uczniach i którzy, broniąc ich przed własną głupotą, nie zawahają się
    podjąć zdecydowanych i często niepopularnych działań.

    > oczywiście nie obeszło sie bez hałasu, że oświęcim, więzienie bo swobodnie
    > wyjśc i wejśc do szkoły nie mozna, że zboczeni nauczyciele obmacuja uczennice
    > albo co gorsza uczniów pedały jakieś, że lamiemy prawa czlowieka i dziecka
    > przeglądając rzeczy osobiste! czyli plecaki...

    Możesz napisać coś więcej, jak technicznie te kontrole wyglądały i kto je
    przeprowadzał?

    > wytrzymalismy i teraz nam zazdroszczą:)

    Brawo!

    --
    Prawa i obowiązki ucznia
  • zzira 07.03.05, 06:23
    alewi,
    > Nauczyciele dali Ci odpowiedź, a może nie wie , a może nie widzi problemu,
    lub
    > typowy przykład spychologii , że to ty powinnaś zgłosić na policję tą sprawę.

    Masz rację. Proponuję nie zwracać na nic uwagi, udawać, że się nic nie widzi,
    nikomu nie mówić, bo to donosicielstwo. I problem zosatnie nie rozwiązany. Nikt
    tego nie zrobi, ani nauczyciele, ani rodzice, ani uczniowie, chłopak się zać pa
    nasmierć i nikt nie będzie sie poczuwał do winy.
    alewi gratuluję postawy asekuracji
    Na szczęście jesteś mądrą dziewczyną i nie zrobisz tego, ale wkurza mnie takie:

    > doradztwo zirry , która powinna Cię w pierwszej kolejności poinformować, co
    by
    > Cię spotkało gdybyś zgłosiła tą sprawę na policji. To Ty w tym momencie
    > stałabyś się wrogiem tych narkomanów,

    Uważasz, że jedni będą winni inni nie? Fajna rada dziecko nie dotykaj bo sie
    poparzysz, niech poparzy sie ktoś inny. Super wychowawcze!!!
    A może mama tej nauczycielki tak samo jak ty alewi mówiła do swojej córki i
    teraz mamy dorosłą kobietę.......
  • alewi24 07.03.05, 13:21
    Droga zziro, Ty masz śmiałośc mnie zarzucać cokolwiek, po tym jak Ty dałaś
    popis co najmniej gorszącej postawy nauczyciela. Nie próbuj odmienić ról. To Ty
    spychałaś na rodziców, na dziewczynę twierdząc, że nayczyciel rzeczywiście mógł
    nie zauważać problemu. Przecież to jest kpina, odwracanie kota ogonem. I takie
    właśnie postawy nauczycieli doprowadzają do ogólnego bałaganu w szkołach.
    Bezecymen napisał, że też mieli taki problem i nie reagowali bo sądzili, że jak
    zawodówka odejdzie to sprawa przycichnie. Niestety okazało się, że nie i dzięki
    Bogu byli tam jednak ludzie którzy zrozumieli , że trzeba działać co dało
    zresztą efekty.
    Ty zarzucasz mi , że moje wypowiedzi były niewychowawcze ? zastanów się czyzby
    rzeczywiście tak było ? To jak nazwać Twoją postawę ?
  • zzira 07.03.05, 15:31
    Alewi więc zlinczujmy nauczycielkę za to, że nie rozwiązała jeszcze problemu
    zaćpanego ucznia. Zobacz na czym wroba opiera swoje domniemania, że nikt nie
    rozmawiał z rodzicami chłopca:

    zla_wrona 06.03.2005 09:19 "Jestem pewna, że nikt nie porozmawiał z
    rodzicami chłopaka o tym, że bierze narkotyki. O żadnych testach - z sugestii
    nauczyciela - nie było mowy. Podejrzewam, że bez sugestii - tez nie. Bo kolega
    nadal przychodzi do szkoły naćpany."

    Nic się nie zadziało i to ma byc pewność, że nauczyciel nic nie zrobił? Czy to,
    że uczeń nadal jest w szkole to dowód na to, że wychowawca zanidbuje problem?
    Najłatwiej uderzyć w instytucję. A gdzie rodzice owego młodzieńca czemu oni nie
    widzą problemu? Przecież to ich skarb, ich dziecko i przede wszystkim ich
    obowiązek.
    A może wszyscy robia co mogą, żeby chłopaka z tego wyciągnąć? Tylko, że na
    ośrodek dla młodzieży uczącej czeka się nawet 2 lata. Jeżeli ktoś jest
    nałogowcem, to nie leczy sie go mówiąć:"Synu popraw się."
    Dwa lata walczyłam o umieszczenie dzieciaka w jakimś ośrodku, bo zagrażał
    uczniom w szkole i też słyszałam od rodziców, że nic nie robię. Jak
    podsumowałam to co zrobiłam w jego sprawie to miałam niemal 60 stronicową
    teczuszkę. Ale nie obnosiłam się z tym po mieście, bo obowiązuje mnie
    zachowanie tajemnicy. Tylko, że gdyby nie uczniowie i ich rodzice, którzy
    zgodzili sie zeznawać, którzy mnie wspierali i pomagali, sama nic bym nie
    zrobiła. Stąd moje rady dla wrony. Bo nauczyciel sam nic nie jest w stanie
    zrobić.
    Ten problem, który poruszyła wrona, jest problemem nie tylko nauczyieli, jest
    też problemem rodziców i uczniów. Jest problemem społeczeństwa w jakim żyjemy.

    Nawet policja przestrzega, że kiedy ktoś cię napadnie nie krzyczy sie "Pomocy!
    Ratunku!" tylko "Pali się". A dlaczego? Bo, jak się pali to wszyscy mogą
    ucierpieć, ale jak ciebie ktoś napadnie to twój problem i niczyj więcej. Takie
    mamy społeczeństwo, nie tylko nauczycieli....
  • roman.gawron 07.03.05, 16:59
    zzira napisała:

    > Nic się nie zadziało i to ma byc pewność, że nauczyciel nic nie zrobił?

    A czemu uważasz, że nawet jak nauczyciel coś robi, to jego obowiązkiem jest
    trzymanie tego w tajemnicy?
    Wychowanie w polskiej szkole odbywa się z mocy prawa na forum grupy, nie wolno
    załatwiać spraw pod korcem, bo inni uczniowie są zdezorientowani - coś się
    dzieje lub nic się nie dzieje, a jak się nawet dzieje, to nie bardzo wiadomo,
    co. To błąd pedagogiczny.

    O problemie wychowawczyni powinna z uczniami otwarcie rozmawiać na forum klasy.

    > Najłatwiej uderzyć w instytucję. A gdzie rodzice owego młodzieńca czemu oni
    > nie widzą problemu?

    Też się zastanawiam. Chłopak się uzależnił, a tu zmowa milczenia. Wśród
    serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły.

    > Dwa lata walczyłam o umieszczenie dzieciaka w jakimś ośrodku, bo zagrażał
    > uczniom w szkole i też słyszałam od rodziców, że nic nie robię. Jak
    > podsumowałam to co zrobiłam w jego sprawie to miałam niemal 60 stronicową
    > teczuszkę. Ale nie obnosiłam się z tym po mieście, bo obowiązuje mnie
    > zachowanie tajemnicy.

    Wydaje mi się, że źle ją w tym przypadku rozumiesz. Inni uczniowie, inni
    rodzice mają prawo do informacji.

    Poza tym uważam, że zgodnie z Twoją sugestią wrona powinna także ze swojej
    strony kolegę ratować.
  • zzira 07.03.05, 18:17

    > A czemu uważasz, że nawet jak nauczyciel coś robi, to jego obowiązkiem jest
    > trzymanie tego w tajemnicy?
    1. Ponieważ tak stanowi prawo.
    2. Ponieważ obowiązuje mnie tajemnica służbowa.
    3. Ponieważ zawsze chodzi o dobro dziecka nawet kiedy jest zdemoralizowane
    4. Ponieważ w mojej szkole to dyrekcja decyduje, co podać i w jakiej formie do
    wiadomości społeczności szkolnej.

    A spraw nie załatwiam pod kocem. O tym co robię wiedzą ci co mają wiedzieć i
    nikt poza tym.

    >O problemie wychowawczyni powinna z uczniami otwarcie rozmawiać na forum klasy.

    Nie każda sprawa nadaje sie do załatwiania na forum klasy. Wyobrażasz sobie, że
    wychowawczyni na forum klasy rozmawia o problemach zdrowotnych ucznia, bo
    przecież narkomania jest chorobą? A gdzie poszanowanie godności ucznia, gdzie
    prawo do życia prywatnego i intymności?

    >Wydaje mi się, że źle ją w tym przypadku rozumiesz. Inni uczniowie, inni
    >rodzice mają prawo do informacji.

    Niestety Romanie nie do każdej informacji uczniowie i ich rodzice mają prawo.
  • roman.gawron 08.03.05, 22:53
    zzira napisała:

    > > A czemu uważasz, że nawet jak nauczyciel coś robi, to jego obowiązkiem jest
    > > trzymanie tego w tajemnicy?
    > 1. Ponieważ tak stanowi prawo.

    Trzymanie w tajemnicy wobec kolegów/koleżanek z klasy? Które prawo tak stanowi?
    Nie omawia się problemów na forum klasy? W dobrze prowadzonych szkołach, które
    znam, robi się tak jak najbardziej.
    Robił tak również Janusz Korczak, robił tak Celestyn Freinet...

    > 2. Ponieważ obowiązuje mnie tajemnica służbowa.

    A więc nie omawiasz problemów w gronie osób nieuprawnionych. Omawiasz problem,
    który istnieje w grupie - na forum tejże grupy. Wychowanie, metodyka pracy z
    grupą - w tych kategoriach prawnych należy na to popatrzeć.

    > 3. Ponieważ zawsze chodzi o dobro dziecka nawet kiedy jest zdemoralizowane

    Po pierwsze chodzi właśnie o to, aby dla dobra tego dziecka wykorzystać również
    wpływ grupy rówieśniczej.
    Po drugie w art. 4 Ustawy o systemie oświaty czytamy, iż nauczyciel ma
    obowiązek kierować się dobrem uczniÓW. Liczba mnoga wskazuje na obowiązek
    uwzględniania społecznego tła sprawy. Innym uczniom też musisz dać do myślenia,
    oni mają wręcz prawo uczestniczyć w procesie rozwiązywania problemów, które
    powstają w ich grupie.

    > 4. Ponieważ w mojej szkole to dyrekcja decyduje, co podać i w jakiej formie
    > do wiadomości społeczności szkolnej.

    Mówię o omówieniu sytuacji na forum klasy. To kompetencja nauczyciela.

    > Nie każda sprawa nadaje sie do załatwiania na forum klasy. Wyobrażasz sobie,
    > że wychowawczyni na forum klasy rozmawia o problemach zdrowotnych ucznia, bo
    > przecież narkomania jest chorobą?

    Zanim stanie się chorobą, jest objawem demoralizacji i świadomym łamaniem
    prawa. Wtedy już wychowawca musi wkroczyć. Jak stanie się chorobą, będzie grubo
    za późno na działania wychowawcze.

    > A gdzie poszanowanie godności ucznia, gdzie prawo do życia prywatnego
    > i intymności?

    A gdzie interes społeczny, dbałość o porządek prawny, gdzie zadania nauczyciela
    i jego powinności wobec szkolnej społeczności (uczniów i rodziców), gdzie cele
    opieki sprawowanej nad uczniami, gdzie cele wychowawcze?

    Piszesz o godności osobistej, ale przecież problem można naświetlić
    kulturalnie. Nikt nie zamierza ucznia poniżać, bić czy w inny sposób upokarzać.
    Ale też nikt nie powinien go wybielać, umniejszać jego własnej winy, tłumaczyć
    go na siłę, zdejmować z niego odpowiedzialności za własne czyny.

    Prawo do prywatności? Nie ma tak rozumianego prawa do prywatności jako prawa do
    ukrycia łamania prawa. Jeżeli nauczyciel działa w ramach swoich opiekuńczo-
    wychowawczych zadań wobec uczniów, prawnie wszystko jest ok.

    > Niestety Romanie nie do każdej informacji uczniowie i ich rodzice mają prawo.

    Ale do tej mają. Mają prawo wiedzieć, że w szkole ktoś złamał prawo, mają prawo
    wiedzieć, co szkoła robi w takich sytuacjach, aby prawa bronić.

    --
    Prawa i obowiązki ucznia
  • exstu 09.03.05, 00:33
    roman.gawron napisał:

    > Prawo do prywatności? Nie ma tak rozumianego prawa do prywatności jako prawa
    do ukrycia łamania prawa. Jeżeli nauczyciel działa w ramach swoich opiekuńczo-
    > wychowawczych zadań wobec uczniów, prawnie wszystko jest ok.
    >
    Roman to jest cytat z konstytucji

    Art. 47.
    Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego
    imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym.

    Jak widzisz nie ma tu napisane nie dotyczcy tych co łamia prawo...


    jest jeszcze ustawa o ochronie danych osobowych, o tajemnicy służbowej i td...

  • roman.gawron 09.03.05, 07:36
    exstu napisała:

    > > Prawo do prywatności? Nie ma tak rozumianego prawa do prywatności jako
    > > prawa do ukrycia łamania prawa. Jeżeli nauczyciel działa w ramach swoich
    > > opiekuńczo-wychowawczych zadań wobec uczniów, prawnie wszystko jest ok.
    > Roman to jest cytat z konstytucji
    > Art. 47.
    > Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci
    > i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym.

    Cytujesz prawo wybiórczo. Konstytucję zawsze interpretować trzeba przez pryzmat
    ustaw regulujących daną dziedzinę życia.

    Znasz pojęcia: nadużycie prawa (odnośnie uczniów), kontratyp działania w ramch
    uprawnień i obowiązków prawnych (odnośnie nauczycieli)? gdyby tak
    bezrefleksyjnie i w oderwaniu od całego porządku prawnego traktować zapisy
    Konstytucji, jak to proponujesz, to dziecko w ogóle mogłoby decydowac o swoim
    życiu osobistym - bez kontroli rodziców i innych osób, których opiece rodzice
    je powierzają.

    > jest jeszcze ustawa o ochronie danych osobowych, o tajemnicy służbowej i td...

    A możesz zacytować zapisy, które masz na myśli?

    --
    Prawa i obowiązki ucznia
  • ola312 09.03.05, 14:34
    Witajcie kochani !!! w swojej dyskusji chyba się trochę zagalopowaliśmy.
    Rozumiem pra3wa ucznia do......, ale przeprawszam bardzo , ci inni uczniowie ,
    chocby dziewczyna , która zapoczątkowała ten post nie ma prawa do ochrony
    swojej godności , prywatności i ..., Dla kogo przyjemne jest kołysanie sie obok
    pijanego faceta, który nie dość, że ględzi , to jeszcze może zwymiotować? , Czy
    zatem wrona nie ma prawa do tego by chronić jej życie osobiste, czy nie ma
    prawa by korzystać z wycieczki w taki sposób jak powinien z niej skorzystać
    każdy kto pojechał "na wycieczkę"? To tyle z tym prawem i Konstytucją, owszem,
    moim zdaniem Konstytucję należy czytać i przestrzegać jej zapisów, ale jak
    pisze roman bez niewolnictwa i bezmyślnego, fragmentarycznego jej
    interpretowania. Zgadzam się z wszystykimi tymi którzy uważają , żę nie tylko
    trzeba ale istnieje obowiazek , by coś z tym zrobić. Zgadzam się i z tym , że
    bez pomocy uczniów i rodziców czasami bardzo trudno albo staje się to wręcz
    niemożliwe, ale to ja jestem wychowawcą i te dzieci, młodzież, choć nie zawsze
    w porzadku to mają mnie, niejednokrotnie, przynajmniej tak powinno być, ufają
    mi i temu , żę podejmę działania by uchronić innych przed taką sutuacją teraz i
    takimi sytuacjami w przyszłości.
    Z całym szacunkiem, rozumiem , napiszę NASZ, bunt wobec zdeprawowanej
    młodzieży, wobec nic nie robiacych rodziców, często nie reagujących na nasze
    nawoływania, ale jak widać po autorce tego postu nie cała młodzież reprezentuje
    ten sam ( destruktywny) punkt widzenia i nie każdy rodzic woli nie wiedzieć o
    problemach swojego dziecka. Można właśnie wykorzystać tych , którzy TO widzą i
    chcą coś zrobić, a może trzeba ich zachęcić , żeby zrobili., czyż i ONI (
    młodzież, rodzice) nie są współgospodarzami lub jak się to ostatnio ładnie mówi
    klientami decydujacymi szkoły. Zacznijmy więc sami, zróbmy cokolwiek ale
    zróbmy, szukajmy sojuszników, a może jeszcze nie jest za póżno. Pozdrawiam
    wszystkich walczących o "normalność" szkoły!!!
  • bezecnymen 07.03.05, 20:12
    posluchajcie moi mili:) dyskusja,jak to juz nieraz bywało zeszła na manowce:P
    co do meritum:
    upieram sie że w tej sprawie da sie cos zrobic , o ile stworzy sie wspólny
    front instytucji i rodziców przy poparciu przynajmniej części uczniów, strusia
    polityka na dłuższą metę daje efekty dla w/w strusiów zabójcze, a przykład
    opisany przez wrone jest tego klasycznym dowodem...jaka jest skutecznośc
    wychowawcza takiego nauczyciela??
  • brynika 09.03.05, 15:33
    a myślisz że ktoś pytał się tej pani czy ma w ogóle ochotę być wychowawcą (za
    dodatek 30 pln. miesięcznie)? bo ja jestem pewna, że nie. Też byś nie robiła
    jakby ktoś cię zmuszał
  • ola312 09.03.05, 15:51
    Nie , no przepraszam Koleżanko!!!!! Kazdy nauczyciel jest wychowawca młodzieży.
    Współczuje ,jeśli zosytałaś do tego zmuszona, ale czy winni są temu uczniowie,
    że rzeczywistość płatnicza jest chora. Czy aby napewno uczniowie są temu winni,
    przecież dziewczyna zaczynajaca post pyta o normalność i chce tej normalności.
    Czy gdyby wszyscy uczniowie byli właśnie tacy jak ona wystarczyłoby 30,00
    złotych polskich???? O czym my tutaj piszemy????? Czy jako nauczyciele w
    odpowiedzi uczniowi powinniśmy walczyc argumentami słabych i znikowmych
    finansów?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka