Dodaj do ulubionych

Jak reagować?

10.08.05, 14:55
Była uczennica (ukończyła podstawówke 2 lata temu) idzie ulicą z papierosem w
dłoni. Za pierwszym razem zrobiłam krótką pogadankę. Za drugim - zdążyłam
jedynie z dezapropata pokrecic głowa... a za trzecim - co robić? rodzice
pozawalają!
Były uczeń (jeszcze niepełnoletni) siedzi w miejscu publicznym i pije
piwo.Wokół niego aktualni uczniowie mojej szkoły (ale nie "moi" uczniowie).
Uczeń miał zawsze ze mną na pieńku, ordynarny, bezczelny,wielokrotnie
okazywał lekcewazenie nauczycielom (również poza szkołą) a nawet
agresję,rodzice nad nim nie panują...

mam do wyboru;
1. wezwać policje.urzadzic "przedstawienie" na ulicy i narazić się
delikwentowi i jego kolezkom (podpala mieszkanie?zgwalca?pobija?opluja w
kosciele?-byly juz takie numery w naszym miescie)
2.udawac ze nie widze... i przezywac porazke wychowawcza wciaz na nowo?

wiem,to nie moje dzieci - powiinam emocje pozostawic na boku...ale sie nie
udaje :-(

s.
Edytor zaawansowany
  • kb1k 10.08.05, 15:58
    Podczas wiejskiego festynu matka rozmawia z nauczycielką
    -Widzi pani, to moje córki jakie ładne,prawda?
    -Ojej, ale one piją piwo a chyba nie sa jeszcze pełnoletnie!
    -No widzi pani,przecież to pani uczennice!
    Nauczyciele naszej szkoły nie lubią chodzić na wiejskie festyny!
  • roman.gawron 10.08.05, 19:18
    svistak napisała:

    > mam do wyboru;
    > 1. wezwać policje.urzadzic "przedstawienie" na ulicy i narazić się
    > delikwentowi i jego kolezkom

    Wybieram bramkę nr 1.

    > (podpala mieszkanie?zgwalca?pobija?opluja w kosciele?-byly juz takie numery
    > w naszym miescie)

    Bez przesady, nie można się wszystkiego bać, bo dzięki temu właśnie tacy was
    terroryzują.

    --
    Obowiązki i prawa ucznia
  • kb1k 10.08.05, 21:05
    Łatwo powiedzieć-nie dać się!
    Teraz aż się prosi nawiązać do dyskusji o ocenie z zachowania z alternatywnego tematu forum Skoro oceniałam zachowanie ucznia łobuza jak był w szkole, to niestety nadal ciąży na mnie moralny obowiązek podsumowania jego obecnych poczynań, o wyrzutach sumnienia nie wspomnę.A gdybym zajmowała sie tylko uczeniem i to oceniała, czego nauczyłam to tylko powinnam współczuć temu młodemu człowiekowi,ze nie zrobił lepszego użytku z mojej nauki!
    Podsumowując -nauczyciele powinni uczyć a nie naprawiać całe zło świata!
  • svistak 10.08.05, 21:27
    wiem,panie Romanie,czasem tak robie.

    ale mysle sobie ze w nasz zawod porazka jest wpisana jak smierc w prace lekarza
    czy policjanta. ci mlodzi ludzie dokonali wyboru swojej drogi...moze kiedys
    zawroca...
    s.
  • alewi24 11.08.05, 13:44
    Nie wolno nie reagować !!!
    To właśnie brak reakcji na ulicach, w szkole, doprowadził do tego co mamy.
    Kiedyś wszyscy czuli się odpowiedzialni za nasze dzieci, przechodnie , czy w
    autobusie starsze panie, nie mówiąc już o nauczycielach, dzisiaj wszyscy się
    boją, nie chcą się angażować, nie chcą być wyśmianym , nie chcą się narazić itd.
    Wydaje mi się, że winę ponosi przekłamany obraz demokracji, większość odbiera
    to jako swawolę a swawola to już krok do anarchii, nie ponosząc żadnych
    konsekwencji i w końcowym efekcie taka postawa, daje do myślenia pozostałym ,
    że nie warto.
    Daje to również obraz naszego społeczeństwa, które gdzieś tam w środku jest
    głęboko zakompleksione i nie do końca ma pewność siebie, bo "a nóż w łeb
    dostanie".
    I w tym momemncie znów można by szukać przyczyn takiego zachowania w rodzinach
    w szkole. Jak czytam niektóre posty np. na temat czy bić dzieci , to krew mi
    się gotuje, albo jak emerytowany nauczyciel wspomina czasyjak mógł bić linijką
    uczniów, to jest jakieś chore, dopóki w naszym społeczeństwie nie będzie się
    kładło większej wagi do wychowywania a nie chodowania dzieci i w domach i w
    szkołach to się nic nie zmieni.
    --
    STOP PRZEMOCY I DYSKRYMINACJI W POLSKICH SZKOŁACH !!!
  • kb1k 11.08.05, 19:42
    alewi24 napisała:

    > Kiedyś wszyscy czuli się odpowiedzialni za nasze dzieci, przechodnie , czy w
    > autobusie starsze panie, nie mówiąc już o nauczycielach, dzisiaj wszyscy się
    > boją, nie chcą się angażować, nie chcą być wyśmianym , nie chcą się narazić itd
    Wszyscy czyli nikt-każdy coś tam powiedział, ponarzekał i nic z tego nie wynikało. Jestem przeciwna dyscyplinowaniu dzieci przez wszystkich komu się wydaje że ma coś do powiedzena.Tylko rodzic jest od tego aby doprowadzać swoje dziecko do porządku, on jest za nie odpowiedzialny.Jesli młodzieniec jest pijany powinnam interweniować-zawiadomić jego rodziców.I tak też zrobi policja gdy ktoś ją wezwie.
    Łatwo powiedzieć! Co stałoby się z nauczycielem, który zapyta rodzica czy ten wie, że jego dziecko pali albo pije? Sprawa o zniesławienie w sądzie murowana!

  • svistak 11.08.05, 21:03
    problem w tym ze rodzice wiedza i... sie smieja z tego.
    :-(
    czasem tylko jakis powie: "ja sobie z nim (nia) w domu tez rady nie daje...on
    (a) mnie tez nie chce sluchac... a co ja moge?" ale... przewaznie mowia tak
    wtedy gdy dziecko ma juz nascie lat,a pierwsze sygnaly od n-li w przedszkolu,w
    klasach I-III czy IV-VI ignoruja...nie chca szukac pomocy, wrecz
    koentuja :"nauczyciel wymyslil...sie czepia...chce mnie pouczac...nie radzi
    sobie to niech zmieni zawod ..." itp.
    s.
  • alewi24 11.08.05, 21:23

    -svistak napisała:

    > problem w tym ze rodzice wiedza i... sie smieja z tego.

    Wiem, że w większości przypadków stanowi to problem, wiem bo sama to obserwuję,
    ale wówczas również w gestii szkoły leży aby zastosować odpowiednie procedury
    odnośnie takich rodzin. Również wiem, że mnie zaraz zakrzyczycie pytaniem , czy
    wiem ile obowiązków mają nauczyciele. Wybaczcie mi, że to powiem, nie wiem, ale
    jeżeli macie tyle obowiązków a taki jest opłakany stan rzeczy, to ruszcie się
    wreszcie , monitujcie gdzie trzeba, ślijcie petycje, zadajcie sobie ten trud,
    nie bójcie się być wyśmianym, zróbcie wreszcie coś w tym kierunku. Nie wiem,
    może wystarczy, nacisk na urząd miasta, w celu osiągnięcia dodatkowego miejsca
    pracy, nie wiem nie znam się na tym, wiem tylko jedno, NIE WOLNO DALEJ UDAWAĆ,
    ŻE PROBLEM NIE ISTNIEJE, NIE WOLNO DALEJ PRZYMYKAĆ OCZU I ROZKŁADAĆ RĄK !!!
    STOP PRZEMOCY I DYSKRYMINACJI W POLSKICH SZKOŁACH !!!
  • alewi24 11.08.05, 21:08
    kb1k napisała:
    > Łatwo powiedzieć! Co stałoby się z nauczycielem, który zapyta rodzica czy ten
    wie, że jego dziecko pali albo pije? Sprawa o zniesławienie w sądzie murowana!

    Odbieram to jako złośliwość z Pani strony, ale cóż pogodziłam się już, że każdy
    moją historię interpretuje jak chce i o tym również w poprzednim swoim poście
    pisałam. Właśnie tego co mnie spotyka ludzie się obawiają, osoby które nie
    potrafią przymykać oczu na świństwa zawsze są niewygodne, łatwo im przykleić
    jakąkolwiek etykietkę.





    --
    STOP PRZEMOCY I DYSKRYMINACJI W POLSKICH SZKOŁACH !!!
  • kb1k 11.08.05, 21:51
    Odpowiadam alewi24
    To jest forum pt:Nauczyciele a ja jestem nauczycielką. Nie wgłębiałam się w opisy na internetowych stronach pani konfliktu z nauczycielem bo jest on jednym z wielu jakie spotkałam w czasie wieloletniej pracy, to niestety czarna strona naszego zawodu.Konflikty rodzic-nauczyciel spotkałam też w swojej pracy.Jeden urażony rodzic nie pisał w internecie tylko wysyłał pisma o nauczycielce gdzie sie dało,inny nachodził kolezankę w domu aby mu tłumaczyła jak mogła coś tam powiedzieć..
    Nie piszę tu aby Pani dokuczyć ale pani sprawa, to że jest na forum spowodowała,że wiele osób tu zastanawia się gdzie jest przyczyna takich konfliktów.Mój pomysł to np ocena opisowa, zmiana w ocenianiu zachowania- to moje tematy na tym forum -ja w ten sposób szukam sposobu na przemoc i dyskryminację.
  • alewi24 11.08.05, 23:54
    kb1k:
    > Nie piszę tu aby Pani dokuczyć ale pani sprawa, to że jest na forum spowodował
    > a,że wiele osób tu zastanawia się gdzie jest przyczyna takich konfliktów
    --
    Dziękuję, za wyjaśnienie, przyjmując, że nie chce Pani mi dokuczyć - odpowiadam.
    Cieszę się za każdym razem, jeżeli ludzie potrafią się otworzyć na coś, na
    kogoś - po prostu nie szufladkują. Tylko głupcy uważają, że wszystkie rozumy
    zjedli, a ja należę do ludzi, otwartych, którzy chcą się uczyć, chcą zrozumieć.
    Nie można na moim przykładzie doszukiwać się przyczyn takich konfliktów, jak
    nie można wszystkich ludzi zaszeregować w jedno. Ja już po mału rozumiem
    przyczynę mojego konfliktu, coraz bardziej rozumiem, gdyż na początku pierwsze
    skrzypce odgrywały emocje takie jak oburzenie, lęk o dziecko, szok, że do
    takich metod dochodzi na terenie szkoły itd.
    Dzisiaj nabieram coraz wiekszego dystansu do całej sprawy i nie patrzę tylko na
    swój czubek nosa, zastanawiam się co "nimi " kierowało. Zastanawiam się ,
    czytam różne fora, gdyż jak już wcześniej powiedziałam, nie należę do ludzi,
    którzy uważają, że wszystkie rozumy pozjadali i znają receptę na życie, ja
    wciąż tej recepty poszukuję, czasami wydaje mi się , że jestem coraz bliżej,
    czasami oddalam się, ale jednego nie mogę sobie zarzucić, nigdy nie robiłam
    czegoś w złej intencji, żeby wyżyć się lub dokopać komuś. Zawsze kierowałam się
    czystymi pobudkami, w moim przypadku brałam w obronę dziecko, które dobrze
    znam, później brałam w obronę dzieci które też dobrze znałam.
    Czasami wydaje mi się, że przyczyną konfliktów międzyludzkich jest to, że nie
    dajemy wiary drugiemu człowiekowi w dobro. Mój przykład, wychowawczyni, skromna
    osoba, była przekonana w swej teorii, że dziecko, które na pozór jest cool,
    chce się wyróżniać w jakiś sposób , że takie dziecko jest złe. Uważam, że to
    zaślepiło skromną wychowawczynię, która niejednokrotnie dawała do zrozumienia,
    że ofermy klasowe są większym przykładem niż inni. Od początku powtarzałam, że
    nie odbieram wychowawczyni dobrych intencji, od początku również twierdziłam,
    że być może ma racje, ale niestety nie potrafi swoich racji odpowiednio
    przekazać. Odmówiła mojemu dziecka człowieczeństwa, przekreśliła je w sobie , a
    później stosowała metody niedopuszczalne, nieuczciwe, by udowodnić swoją tezę,
    która od początku była chora. Bo w swoich opiniach o innych ludziach , często
    zapominamy, że oni też są ludźmi, potrzebują zrozumienia , ciepła i wsparcia.
    widzisz kb1k - nie oburzyło mnie to , że moją córkę spotkała przykrość- bo na
    to musi być przygotowana niestety- nie oburzyło mnie to, że ktokolwiek by
    próbował mi powiedzieć, że moja córka to czy tamto, oburzyło mnie jedno, że
    wychowawczyni przekonana o swoich teoriach, przypisując je mojemu dziecku
    wyrządziła jemu wielką krzywdę, nie tylko jemu , bo okazuje się w psychologii,
    że rodzice częstokroć to bardziej przeżywają niż dzieci.
    A więc jaki wniosek można by było wyciągnąć z tego tematu, ja wyciągam jeden,
    że niektórych nauczycieli zaślepia rutyna, doświadczenia, aż nie trafią na
    takich rodziców jak my. I co się okazuje, nie że nauczyciel popełnił błąd,
    tylko że nauczyciel miał do czynienia z pieniaczami.
    STOP PRZEMOCY I DYSKRYMINACJI W POLSKICH SZKOŁACH !!!
  • roman.gawron 12.08.05, 07:52
    kb1k napisała:

    > Tylko rodzic jest od tego aby doprowadzać swoje dziecko do porządku

    Nie zgzadzam się. Z powodu takiej postawy społecznej mamy to, co mamy.

    > Łatwo powiedzieć! Co stałoby się z nauczycielem, który zapyta rodzica czy ten
    > wie, że jego dziecko pali albo pije? Sprawa o zniesławienie w sądzie murowana!

    Bez przesady:) Zero szans na wygraną.

    --
    Obowiązki i prawa ucznia
  • kb1k 12.08.05, 09:54
    Jakie te sprawy do siebie podobne!W każdym przypadku rodzic zawiódł sie na nauczycielach, na szkole, nie znalazł tam zrozumienia ani poparcia takiego jak oczekiwał. Jeśli powiem komuś,że jego dziecko było pijane to rzeczywiscie nie powinnam za to trafić do sądu ale jeśli jest to kropla, która przpełni czare goryczy to....na mnie sie wszystko wyleje! Nauczyciele są pozywani do sądu i nie jest to miłe przeżycie nawet z pewną wygraną.Fajnie jak można gdzieś podyskutować na ten temat!
  • senseeko 12.08.05, 10:04
    No dobrze, a jak byście zareagowali w takim przypadku:
    Są rekolekcje szkolne, przechodzę koło kościoła (nie jest na terenie szkoły,
    ale rozumiem, ze w czasie rekolekcji jest to jakby teren szkoły) i widzę jak
    trzech uczniów pali papierosy.
    Jednego znam z widzenia, uczyłam go rok czy dwa lata wcześniej, drugiego nie.
    Podchodzę do nich i (nie pamiętam kolejności) żądam okazania identyfikatorów i
    zgaszenia papierosów. I ten starszy - maturzysta, bezczelnie odmawia i jednego
    i drugiego. Przecież nie będę się z wyższym ode mnie typem bić. Zresztą nawet
    gdyby był niższy nie będę się z nim bić.
    Pytam czy to jego ostatnie słowo i odchodzę gotując się ze złości (czy Wy
    postąpilibyscie inaczej w tym momencie?
    Idę prościutko do szkoły i przeglądam dzienniki tak długo aż przypomnę sobie
    nazwisko tego maturzysty. Wtedy wpisuję mu uwagę z prośbą o odjęcie 120 punktów
    za skandaliczne zachowanie względem nauczyciela (u nas jest system punktowy za
    palenie papierosów jest -20pkt a za szczególnie skandaliczne zachowania -100)
    Równocześnie zabawiam się w detektywa i już następnego dnia znam nazwisko i
    klasę tego drugiego. Postępuję podobnie.
    Aha i jeszcze zgłaszam sprawę dyrektorowi.
    I co powiecie?
    Dyrektor mnie olał i nie miał ochoty wyciągać jakichś szczególnych konsekwencji
    chocby względem tego bardziej bezczelnego. Miał rację waszym zdaniem?
    Jedyne co mi się udało, to sprawić, że delikwent miał na świadectwie maturalnym
    nieodpowiednie zachowanie - tu na szczęście wychowawczyni wzięła moją stronę i
    wpisała mu te minus iles punktów, chociaż nie wiem czy dokładnie minus sto.
    Co do drugiego, to jego wychowawczyni bardzo prosiła, bym mu skreśliła uwagę,
    bo mniej zawinił, bo kibluje już którys rok i rodzice go odrzucili, spisali na
    straty i jak się dowiedzą to w ogóle...
    Powiedziałam, ze jesli przyjdzie mnie przeprosic, to wykreślę uwage o
    skandalicznym zachowaniu, zostawie tylko o papierosach.
    Nie przyszedł.
    Co zrobiła z uwaga jego wychowawczyni - nie wiem.

    W czym popełniłam bład? Czy w którymś momencie należało reagować inaczej?
    W tej szkole jest duży problem z papierosami i jestem jedną z niewielu don
    Kichotów walczących z tą plagą. Uczniowie na przykład uważają, że moga palić
    poza terenem szkoły, co oznacza, że palą bezczelnie przed wejściem.
    Do tego dochodzi problem szkoły wieczorowej, bo tamtym palić wolno i oni w
    ogóle chodzą z papierosami a na zwróconą uwagę reagują w najlepszym wypadku
    bezczelną odmową. Nawet jeśli ich zajęcia zaczynają się, gdy trwają jeszcze
    lekcje szkoły dziennej.
    Szkoła jest duża, więc na dobrą sprawę jestem w stanie dyscyplinować wyłacznie
    swoich uczniów, których znam, przez wpisanie im uwagi. (Niestety szkoła
    ostatnio zmieniła zasady punktowania, moim zdaniem wytrącając z ręki
    nauczyciela ostatnie narzędzie dyscyplinujące)
    Ci ktorych nie znam nie pokaża mi identyfikatora i nie powiedzą nazwiska, więc
    po co się ośmieszać i w ogóle o takie rzeczy prosić? Przecież nie będe takiego
    ciągnąc za ucho do sekretariatu, by mi powiedzieli jak się nazywa, bo po prostu
    jest ode mnie silniejszy, a poza tym uważam, ze to trochę niepoważne.
    Ciekawa jestem co by zrobił roman.gawron.
  • roman.gawron 12.08.05, 11:22
    senseeko napisała:

    > Pytam czy to jego ostatnie słowo i odchodzę gotując się ze złości (czy Wy
    > postąpilibyscie inaczej w tym momencie?

    Naprzeciwko mojego bloku jest liceum. Któregoś września zauważyłem, że na
    przerwach uczniowie zaczęli sobie wychodzić dwa kroki poza ogrodzenie szkolne,
    stając tuż przed furtką prowadzącą do szkoły i jawnie, bezczelnie paląc
    papierosy. Nauczyciele, wchodząc na dziedziniec, odwracali głowy i udawali, że
    nie widzą.
    Jako obcy im człowiek - podjechałem samochodem, wyciągnąłem długopis, kalendarz
    i po kolei: imię? nazwisko? klasa? adres i telefon do rodziców? Pierwsza,
    szesnastoletnia "gwiazda":
    - A na jakiej podstawie ja mam to panu podawać?
    - Ponieważ art. 4 § 1 ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich nakłada na
    mnie obowiązek przeciwdziałania twojej demoralizacji. Starczy ci?
    Zasznurowała usta, stoi nadąsana.
    - Ja ci twoich danych z gardła nie wydrę, ale jak mi nie podasz, dzwonię na
    policję, przesiedzisz ze trzy godzinki na dołku, zanim ustalą twoją tożsamość i
    wezwą rodziców, a jak policja ustali tożsamość, to ja już dalej będę wiedział,
    co robić.
    Podała wszystko. Nastepny delikwent:
    - Ja mam 18 lat i mogę palić.
    - Pokaż dowód!
    - A czemu mam pokazywać?
    - Bo muszę ustalić, czy w grę wchodzi ustawa o postępowaniu w sprawach
    nieletnich, czy ustawa o ochronie zdrowia przed następstwami spożywania wyrobów
    tytoniowych ;-)
    Pokazał ładnie dowód, faktycznie miał 18 lat.
    - Mnie nie interesuje, kto z was jest letni, kto nieletni. Albo w podskokach
    zbieracie te pety, coście narzucali, oddajcie mi wszystkie swoje papierosy i
    więcej was w tym miejscu nie chcę widzieć, bo przed szkołą, na oczach
    nauczycieli ja wam palić na pewno nie pozwolę, albo dzwonię po straż miejską
    (policję) i jako pełnoletni dostajesz mandacik za zaśmiecanie terenu.

    Oddali dla pozoru pół paczki papierosów ("tylko tyle mieliśmy"), pozbierali
    pety i teraz łażą palić nad Odrą w krzakach. I tam już ich nie ganiam, choć
    gdybym był ich rodzicem lub nauczycielem, to bym to robił.

    Zadzwoniem wieczorem do domu tej szesnastolatki, matka rozpłakała mi się do
    słuchawki.
    - Ja ją sama wychowuję i przestałam sobie z nią radzić. Dobrze, że ktoś, i to
    mężczyzna, się zainteresował. Ona mi wychodzi teraz, kiedy chce, lata na
    dyskoteki, kiedy chce, wraca pijana o czwartej nad ranem, stawia się do mnie do
    bicia i straszy mnie prawami dziecka!

    Jak myślicie, drodzy forumowicze, gdzie szesnatoletnia dziewczyna nauczyła się
    straszyć dorosłych prawami dziecka? Nie w szkole przypadkiem? Nie przećwiczyla
    tego najpierw na nauczycielach?

    Inne zdarzenie:

    Kawiarenka internetowa, godziny dopołudniowe. Nawalił mi komputer, więc idę
    sprawdzić pocztę. Przychodzi dwóch łebków, jeden całkiem niedorosły, na oko z
    11-12 lat, drugi starszy. I słyszę przekleństwa, potem starszy wyciąga
    papierosy.
    - Legitymację proszę!
    - Nie mam!
    - Jakiś inny dokument!
    - Nie mam!
    - Do której szkoły chodzisz?
    - Zapomniałem!
    - Gdzie mieszkasz?
    - Zapomniałem!
    - No to wzywam policję!
    - A niech se pan wzywa!
    O, bratku, myślę, jak ty się policji już nie boisz, to z tobą coś jest nie tak.
    Przyznam, że miałem chwilę zwątpienia. Małe miasteczko, znajoma kawiarenka, czy
    mnie nie wezmą za dziwaka, pieniacza? Ale nie honor byłoby mi się odwrócić i
    odejść, przyznając się do porażki, zadzwoniłem. Policjanci ledwo go zobaczyli,
    mówią po cichu:
    - A to Iksiński, z nim nic pan nie zrobi...
    - Chociaż ustalcie mi, do której szkoły chodzi. Może mają tam jakiś sensowny
    system wychowawczy...
    - Kraków. Ośrodek jakiś tam,, ulica taka i owaka.
    Pytam delikwenta:
    - Czemu ty nie w szkole?
    Policjancji szturchają:
    - Ferie są.
    Trochę mnie to zbiło z tropu, więc wziąłem adres szkoły i pojechałem. Ale myślę
    sobie: ferie są u nas, ale w Krakowie niekoniecznie przecież. Dzwonię do
    kuratorium małopolskiego, ferie skończyły się tydzień temu. No więc telefon do
    ośrodka.
    - Aaa... Iksiński? Wczoraj poszło pismo do sądu, bo tydzień temu zaczęły się
    zajęcia, a on nie wrócił z przepustki.
    Ostatni telefon wykonałem do dyżurnego na policję, przypomniałem mu interwencję
    i objaśniłem, w czym dalej jest rzecz.

    I tak zareagowanie w błahej z pozoru sprawie zakończyło się całkiem poważnie i
    doprowadziło do ujęcia delikwenta.

    --
    Obowiązki i prawa ucznia
  • alewi24 12.08.05, 11:52
    To jest właśnie to o czym ja ciągle mówię, profesjonalizm, pewność siebie. Tego
    właśnie brakuje wielu odpowiedzialnym osobom, które nie tylko nie reagują bo
    tak lepiej, po prostu rzeczywistość częstokroć przerasta ich i nie wiedzą jak
    reagować. Wydaje mi się, że również dużą rolę odgrywa wiara w sprawiedliwość w
    skuteczność odpowiednich służb, bo przecież jeżeli dyrektor jako przełożony nie
    reaguje, to i sąd rodzinny nie zareaguje, nie mówiąc już o przewlekłości
    postępowania i jego skuteczności. I znowu mój przykład, 5 lat walczyłam z
    pracodawcą, który mnie zwolnił na dzień przed porodem , w tutejszym sądzie
    przegrywałam, upakarzano mnie, przeszłam swoje, w poznańskim wygrywałam i po
    pięciu latach walki wygrałam. Dlaczego tak długo walczyłam, ktoś powie, bo
    zawsze wierzyłam w sprawiedliwość, i wierzę nadal, chociaż moją córkę to samo
    spotkało w tym sądzie. Została z dwoma koleżankami uznana za winną, wypisania
    kartki na drzewie i na murze o treści obrażającej dwie córki nauczycielek.
    I co, bez dowodów, bez świadków, bez chwycenia za rękę moja córka została
    uznana za winną i za to, że miała 12 godzin nieusprawiedlionych została przez
    ten sąd uznana za tak zdemoralizowaną w takim stopniu, że przyznano jej
    kuratora. Niedługo odbędzie się sprawa apelacyjna w Poznaniu, jestem ciekawa ,
    jak tym razem się potoczy.
    Ale bez względu na to jak się potoczy dalej, nie odpuszczę bo wiem, że moja
    córka jest niewinna, będę walczyła choćby następne 5 lat i wiem, że prędzej czy
    później wygram, bo prawda zawsze potrafi się obronić.


    --
    STOP PRZEMOCY I DYSKRYMINACJI W POLSKICH SZKOŁACH !!!
  • roman.gawron 12.08.05, 15:32
    alewi24 napisała:

    > pewność siebie

    No właśnie. Z moich obserwacji wynika, że tak naprawdę nieważne jest, _co_ się
    powie i czy się zna te takie i śmakie ustawy . Ważna jest ta pewność w tonie
    głosu.

    --
    Obowiązki i prawa ucznia
  • senseeko 23.08.05, 18:24
    roman.gawron napisał:

    > No właśnie. Z moich obserwacji wynika, że tak naprawdę nieważne jest, _co_
    się
    > powie i czy się zna te takie i śmakie ustawy . Ważna jest ta pewność w tonie
    > głosu.
    >
    No to ja chyba się nie nadaję na nauczyciela :-(
    Pięknie brzmiało to o policji, ustawach itd, ale... nie tak dawno byłam na
    placu zabaw, na który przyszła "pani świetliczanka" z dzieciakami z problemami.
    I w pewnym momencie jeden z tych chłopców (nadagresywny, mający już kuratora)
    zaatakował inne z dzieci.
    Pani wezwała policję i wyłuszczyła do telefonu o co chodzi.
    Ja miałam zostać jako świadek zdarzenia.
    Chłopak dawno zdążył sobie pójśc a policja przyjechała PO PÓŁTOREJ GODZINY i
    to po drugim monicie.
    Ja nie jestem typem horpyny. Jeśli mi delikwent nie chce pokazać dokumentu, a
    ja go nie znam, to jak go zatrzymać przez te półtorej godziny do przyjazdu
    policji? Jak go zatrzymać przez choćby 5 minut?
  • fion_a 14.08.05, 23:42
    Przepraszam, że zapytam, ale jako młoda, niedosiwadczona osoba bardzo jestem
    ciekawa:
    Co Panu to dało??Poczuł sie Pan lepiej, pewniej??
    I jakie to mialo mieć znaczenie w zyciu tych młodych ludzi??
    Przeciez i tak pala i bedą palić, chocby nad Odrą w krzakach, albo jeszcze
    dalej, jak będzie trzeba...
    Ponadto poczucia buntu i odrzucenia u tego drugiego chłopaka również Pan nie
    uleczył...
    Nie bardzo widzę realny efekt takiego zachowania dla samych "zainteresowanych",
    oprócz ewentualnego lepszego Pana samopoczucia...Może mi Pan wytłumaczyc co
    takim zachowaniem zmienił Pan na lepsze w życiu tych młodych ludzi??
    --
    Jeżeli nie pamiętasz już czasów,kiedyś jakoś sięmiał, spójrz za siebie. Może
    zapodział ci się ogon.
  • roman.gawron 15.08.05, 09:32
    fion_a napisała:

    > Co Panu to dało?? Poczuł sie Pan lepiej, pewniej??

    Mnie nic nie musiało dać. Była to obrona porządku publicznego, zasad i wartości.
    Przestępca nie może dopuszczać się swoich czynów jawnie i bezkarnie, a nieletni
    ulegający demoralizacji niech się chociaż z tym kryje i niech wie, że to jest
    złe i zagrożone sankcją.

    > I jakie to mialo mieć znaczenie w zyciu tych młodych ludzi??
    > Przeciez i tak pala i bedą palić, chocby nad Odrą w krzakach, albo jeszcze
    > dalej, jak będzie trzeba...

    Ja tam nie poszedłem, aby ich zbawić, bo ja nie Armia Zbawienia.
    Nie widzisz różnicy między ukradkowym paleniem w krzakach, zagrożonym i tak
    potępieniem społecznym w razie wykrycia, a jawnym, bezczelnym paleniem przed
    szkołą, na oczach nauczycieli i przechodniów, w poczuciu całkowitej bezkarności?

    Oni mają ustalać nowe standardy obowiązujące w społeczenstwie?

    > Ponadto poczucia buntu i odrzucenia u tego drugiego chłopaka również Pan nie
    > uleczył...

    Po pierwsze bardziej mnie obchodzą moje własne dzieci - aby na coś takiego nie
    patrzyły i nie brały nie daj Boże przykładu - niż poczucie buntu u jakiegoś
    obcego człowieka, bo to za wychowanie własnych jestem odpowiedzialny.

    Po drugie amatorskie bawienie się w psychologa może skutkować nietrafną
    diagnozą. Skąd wiesz, że to poczucie buntu i odrzucenia leży u podstaw jego
    zachowania?

    Po trzecie czemu sądzisz, że - nawet prawdziwe - poczucie buntu i odrzucenia ma
    być dla niego w tej sytuacji jakimkolwiek usprawiedliwieniem? Czemu sądzisz, że
    z powodu jego poczucia buntu i odrzucenia mam obowiązek bezradnie patrzeć na
    jego skandaliczne zachowania?

    > Może mi Pan wytłumaczyc co takim zachowaniem zmienił Pan na lepsze w życiu
    > tych młodych ludzi??

    Zmieniłem coś na lepsze w życiu naszego społeczeństwa. Pokazałem, że nie musimy
    się godzić na dyktat zdemoralizowanych małolatów.

    --
    Obowiązki i prawa ucznia
  • fion_a 16.08.05, 00:01
    roman.gawron napisał:

    > Nie widzisz różnicy między ukradkowym paleniem w krzakach, zagrożonym i tak
    > potępieniem społecznym w razie wykrycia, a jawnym, bezczelnym paleniem przed
    > szkołą, na oczach nauczycieli i przechodniów, w poczuciu całkowitej
    bezkarności
    > ?
    >

    Widzę różnicę.
    >
    >
    > Po drugie amatorskie bawienie się w psychologa może skutkować nietrafną
    > diagnozą. Skąd wiesz, że to poczucie buntu i odrzucenia leży u podstaw jego
    > zachowania?
    >
    Nie wiem i zgadzam sie z Panem. W psychologa się nie bawię, bo to nie zabawa.
    Jednakze często rozwiazania proste sa prawdziwe. Oczywiscie, nie zawsze. W
    swoim zyciu nie znam jednakże osob, które "szuklały poza domem", jeśli w domu
    miały miłosc, uwagę i poczucie bezpieczenstwa - jesli to zaszwankowało, róznie
    się to kończyło - w zaleznosci od dziecka i srodowiska, do którego trafio.

    > Po trzecie czemu sądzisz, że - nawet prawdziwe - poczucie buntu i odrzucenia
    ma
    >
    > być dla niego w tej sytuacji jakimkolwiek usprawiedliwieniem? Czemu sądzisz,
    że
    >
    > z powodu jego poczucia buntu i odrzucenia mam obowiązek bezradnie patrzeć na
    > jego skandaliczne zachowania?
    >
    Ja nic nie sądze. Pytałam z ciekawości. Bo ja poatrzac na chłopca,który np.
    prosi ludzi o pieniadze i jest brudny a ma moze z 10-12 lat, zastanawiam sie
    nad tym, jakie musi miec w domu piekło i jak potworni musza byc jego rodzice,
    ze mu zgotowali taki los. a jedynimi osoboami, których skandaliczne zachowanie
    odbija sie na innych są jego rodzice.
    >



    --
    Jeżeli nie pamiętasz już czasów,kiedyś jakoś sięmiał, spójrz za siebie. Może
    zapodział ci się ogon.
  • kb1k 16.08.05, 10:21
    Przykłady roma pokazały- jak upominać, reagować-jestem pod wrażeniem,chyba w nauczycielskiej edukacji brakuje przygotowania do takiej asertywności pedagogicznej.
    A skoro wiemy jak, to teraz nasuwają się wątpliwości -dlaczego mamy upominać i właściwie po co? Nadal nie czuję sie przekonana,że powinnam być strażniczką moralności bo chyba powinnam być konsekwentna również w działaniu.Jeśli upominam to na tym sie nie może kończyć,jeśli nie jestem w stanie więcej zmienić, pomóc, jestem bezsilna -to niestety nie będę zaczynać.
  • roman.gawron 16.08.05, 10:43
    kb1k napisała:

    > dlaczego mamy upominać i właściwie po co? Nadal nie czuję sie przekonana,
    > że powinnam być strażniczką moralności bo chyba powinnam być konsekwentna
    > również w działaniu.

    "Rowan Myron-Wilson uważa, że dręczycielom udaje się postępować według własnego
    uznania po części z powodu swoistej rezerwy społeczeństwa. "Moja mama była
    nauczycielką i nigdy nie wahała się odezwać: Hej ty, przestań natychmiast!, a
    ja myślałam wtedy: Mamo, bądź cicho. Potrzebni są jednak w szkole ludzie,
    którzy stale będą zwracac uwagę: Nie wpychaj się do kolejki!; nie bij tego
    dziecka! Wszyscy zresztą powinni zabierać głos w takich sytuacjach, bo przecież
    agresywne zachowania są tak samo niedopuszczalne w środku miasta jak w szkole".
    Brenda Houghton "Dobre dziecko. Jak sprawić, by nasze dzieci odróżniały dobro
    od zła" s. 141.

    --
    Obowiązki i prawa ucznia
  • gwendal 16.08.05, 11:05
    > Przykłady roma pokazały- jak upominać, reagować-jestem pod wrażeniem,chyba w na
    > uczycielskiej edukacji brakuje przygotowania do takiej asertywności pedagogiczn
    > ej.

    Pewnie, że brakuje, gdyż ludzie uczący na uczelniach pedagogiki i metodyki nie
    wiedzą zbyt wiele o specyfice pracy "na linii" (czyli w szkole). Zdają się żyć w
    swoim własnym akademickim świecie, w którym szkoła jawi się przez pryzmat
    zaleceń, procedur oraz danych liczbowych. Ciekaw jestem ilu akademickich
    specjalistów poradziłoby sobie, gdyby kazano im np. w ramach weryfikacji
    kwalifikacji przepracować w szkole dowolnego typu, powiedzmy rok lub dwa lata.

    > A skoro wiemy jak, to teraz nasuwają się wątpliwości -dlaczego mamy upominać i
    > właściwie po co?

    Taki obowiązek nakłada na nas prawo (nie pamiętam numerów konkretnych przepisów,
    ale miałem niedawno szkolenie na ten temat prowadzone przez specjalistów z
    komendy wojewódzkiej policji, tam padły konkrety, choć ja zapamiętałem tylko
    treść tych uregulowań prawnych).

    Przy okazji, nie musisz się chyba czuć tak załamana i bezsilna, owo prawo nie
    nakazuje nam być absolutnie skutecznymi, ale nakazuje nam podjąć interwencję i
    zasygnalizować problem odpowiednim instytucjom.

    Gwendal
  • roman.gawron 12.08.05, 11:31
    senseeko napisała:

    > Idę prościutko do szkoły i przeglądam dzienniki tak długo aż przypomnę sobie
    > nazwisko tego maturzysty. Wtedy wpisuję mu uwagę z prośbą o odjęcie 120
    > punktów

    Wydaje mi się, że wam w szkole wmówiono, że oprócz oficjalnych uwagi odjęcia
    punktów nie nie macie prawa zrobić. To nieprawda. Metody statutowe co do zasady
    to są metody, do których stosowania upoważnione są organa statutowe szkoly:
    dyrektor i rada pedagogiczna. Nauczyciel nie jest organem statutowym szkoły,
    jego uprawnienia w takich przypadkach określa art. 12 ust. 2 KN. W praktyce
    możesz zrobić wszystko, co zrobiłabyś w analogicznej sytuacji jako matka tego
    chłopaka.
    Mój znajomy uczy w technikum. Jak przyłapie, sprzątają pety, w razie potrzeby
    nawet z pisuarów je wybierają (dostają do wyboru: gumowe rękawice lub kawałek
    gazety, która służy jako szufelka), dostają dodatkowe prace domowe, zostają w
    kozie i sprzątają teren przed szkołą...

    > Dyrektor mnie olał i nie miał ochoty wyciągać jakichś szczególnych
    > konsekwencji

    Zachowanie dyrektora oceniam jako skandaliczne.
    A Ty zrobiłaś dobrze. Nie odpuściłaś.

    > Jedyne co mi się udało, to sprawić, że delikwent miał na świadectwie
    > maturalnym nieodpowiednie zachowanie

    I prawidłowo.

    > Powiedziałam, ze jesli przyjdzie mnie przeprosic, to wykreślę uwage o
    > skandalicznym zachowaniu, zostawie tylko o papierosach.
    > Nie przyszedł.

    Ano właśnie. W przypadku braku skruchy jestem za podejściem "zero tolerancji".

    > Do tego dochodzi problem szkoły wieczorowej, bo tamtym palić wolno i oni w
    > ogóle chodzą z papierosami a na zwróconą uwagę reagują w najlepszym wypadku
    > bezczelną odmową. Nawet jeśli ich zajęcia zaczynają się, gdy trwają jeszcze
    > lekcje szkoły dziennej.

    Więc wprowadźcie dla nich zakaz w statucie szkoły.

    > Ci ktorych nie znam nie pokaża mi identyfikatora i nie powiedzą nazwiska,

    Policja. Raz wezwiesz, pokażesz, że można, że jesteś do tego zdolna, a potem
    sami będą mówić.

    --
    Obowiązki i prawa ucznia
  • alewi24 13.08.05, 00:26
    Jeszcze raz czytając te posty, naszła mnie jedna myśl, że Wy intelektualiści
    lub jak wolicie nauczyciele,pedagodzy, za dużo czasmi myślicie co by było
    gdyby. U jednych jest to z pewnością ostrożność, u innych obawa, ale u
    większości zwyczajne wygodnictwo, a co mi tam, będę się szarpał o jakiegoś
    dzieciaka a na końcu wyjdę na "idiotę" i jeszcze mi nikt za to nie zapłaci.
    To jest właśnie taka roszczeniowa postawa, co będę z tego miał, ale w tym
    zawodzie niestety nie takimi kryteriami należy się kierować, żeby być dobrym.
    Może dlatego, że teraz mieszkam w małym miasteczku, może dlatego widzę bardziej
    tą patologię rodzin, te dzieci ulicy często żebrające , wiem że nauczyciele
    wiedzą, ale przeważnie nic nie robią by pomóc tym dzieciom. Opowiem Wam
    przykład, wielokrotnie dzieci zaczepiały mnie przed supermarketami o jałmużnę,
    na początku dawałam bez zastanowienia, bo zawsze dziele się z biedniejszym, ale
    za którymś razem zaczęłam identyfikować te dzieciaki i okazało się, że są to
    ciągle te same osoby. Któregoś razu nie wytrzymałam i poprosiłam przechodnia o
    komórkę wzywając policję , gdyż byłam przekonana , że w ten sposób pomagam tym
    dzieciom, które może dotrą do Sądu rodzinnego i ktoś się wreszcie nimi zajmie.
    I co się okazało, policjant jeden przyjechał , udało mu się złapać jednego
    chłopaczka, spisał jego dane, nie wiadomo czy były wirygodne i spisał również
    nasze dane, bo w międzyczasie pojawiło się kilka kobiet, które również
    świadczyły o tym, że dzieci te żebrzą zawodowo. To miało miejsce dobre pół roku
    temu, policja ani Sąd się z nami nie kontaktowały, dzieci nadal żebrzą tylko
    bardziej sprytniej i już nie podchodzą do mnie. Dlaczego to napisałam, bo to
    jest właśnie jeden z przykładów gdzie nasze organy zawodzą, ale to nas nie
    powinno zniechęcać, nie można się poddawać, jeżeli chodzi o dobro dziecka,
    trzeba ciągle napominać , wskazywać, bo wszak są to tylko dzieci, które
    wiecznie popełniają błędy, ale powinny mieć nas " społeczeństwo" jeżeli rodzina
    nie potrafi sprostać. A społeczeństwo co robi, odwraca się, bo nie warto.
    --
    STOP PRZEMOCY I DYSKRYMINACJI W POLSKICH SZKOŁACH !!!
  • kb1k 13.08.05, 11:21
    Pani alewi24 chce sama zmieniać świat ale w pojedynkę nikomu sie to nie uda.
    Racja,że dzieci zaniedbywane powinny mieć pomoc w społeczeństwie ale spontaniczne interwencje pod sklepem,na ulicy niewiele zmieniają trzeba znaleźć rozwiązanie jakieś systemowe.Nie wiem jak to jest w innych krajach ale może jakiś system opieki, egzekwujący od rodziców prawidłowe wychowanie, więcej ludzi wspomagajacych rodzinę-psychologów itp.W idealnym świecie,widząc dziecko zaniedbane powinnam zadzwonić, i być pewna że w ten sposób pomagam jemu i całej jego rodzinie. A jeśli moja interwencja wzbudza tylko agresję małego żebraka, jego rodziny a i policja też napomknie,ze ma ważniejsze przestepstwa-to mogę mieć wątpliwości czy warto!
    Reagować na zło powinien każdy nie tylko nauczyciel, przeciez lekarz nie leczy kazdego chorego, którego spotka na swej drodze.Czyli jeśli zwrócę uwagę pijanemu młodzieńcowi to zrobię to jako człowiek wrażliwy i to,że jestem nauczycielem nie ma znaczenia. Z drugiej strony jednak nikt nie ma prawa mnie rozliczać i ganić jeśli tego nie zrobię.
  • alewi24 13.08.05, 12:36
    kb1k napisała:
    Z drugiej strony jednak nikt nie ma prawa mnie rozliczać i
    > ganić jeśli tego nie zrobię--

    Ma Pani rację, nie powinno sie innych rozliczać, należy zacząć od siebie. Być
    może moja wypowiedź była zbyt jednostronna, ale wyszłam z założenia, że
    rozmawiam z ludźmi, którym zależy na zmianach. Wiem, że w pojedynkę nie zmieni
    się świata, ale właśnie między innymi temu służy ta dyskuja , aby zmieniać
    siebie, nie oglądać się na innych, robić to co serce nam nakazuje.
    Mówi Pani o rozwiązaniach systemowych, droga Pani, nawet najlepszy sytem nic
    nie zmieni jeżeli nie będziemy bardziej wrażliwi na drugiego człowieka. Jeżeli
    sami nad sobą nie będziemy pracowali, aby wyzbyć się chorych stereotypów, które
    tak naprawdę ograniczają nas.
    J ciągle powtarzam, że czarną owcę możemy spotkać w każdym zawodzie, jeden
    policjant nie zareaguje ale inny może to zrobi, jeden Sędzia idzie na układy
    ale inni nie, jeden kurator olewa swoich wychowanków i traktuje ich jak zło
    konieczne, bo nie wierzy tak naprawdę w jakąkolwiek skuteczną pomoc,natomiast
    inny kurator angażuje się , pomagając rzeczywiście dziecku i rodzinie, jeden
    nauczyciel się znęca i mści, ale większość zachowuje dystans i trzeźwy umysł,
    starając się jeszcze bardziej, jeden lekarz nie badając przepisuje recepty,
    inny angażuje się bardziej itd. Suma sumarum, wszystko zależy od wrażliwości
    człowieka a nie od wykonywanego zawodu .

    STOP PRZEMOCY I DYSKRYMINACJI W POLSKICH SZKOŁACH !!!
  • kb1k 13.08.05, 18:37
    "Tego was w szkole uczą?" -tak najczęściej reagują ludzie na widok palącego młodzieńca. Czyli szkoła jest temu winna bo źle wychowuje.No i czujemy ciężar odpowiedzialności i jako grupa ludzi wrażliwych reagujemy na widok pijanego czy palącego dzieciaka - w różny sposób ale co dalej? Mały pójdzie palić gdzie indziej, będzie uciekał na mój widok, będę postrachem na wiejskich festynach? Przecież to jego palenie i picie to wierzchołek góry a nie chodzi tu o to aby kogos pouczać tylko aby mu pomóc.Wielu rodzinom trzeba pomóc.Moi niektórzy dawni uczniowie maja teraz swoje dzieci i jedni i drudzy nie radza sobie z życiem zupełnie. Przecież sam fakt urodzenia dzieci nie przemienia nikogo w rozumnego, madrego człowieka.Niektórym rodzicom, tym młodym, nieporadnym potrzebna jest jakaś pomoc, ktoś z kim mogliby pogadać, kto by im doradził jak
    wyjść z kręgu patologii.

  • alewi24 13.08.05, 21:56
    pięknie to napisałaś kb1k, ile troski jest w twych słowach. To prawda, że nic
    nie da jednorazowe zwrócenie uwagi, dlatego pojedyńcze osobniki nie mają
    właściwie najmniejszego wpływu na los takiego dzieciaka. Więc nie dziw się, że
    rodzice oczekują czegoś więcej od szkoły, bo ta powinna mieć więcej
    możliwości,tak się przynajmniej nam laikom wydaje, np. skierowanie do poradni
    psychologicznej lub skierowanie do Sądu Rodinnego, niezapominajmy również o
    opiece społecznej, która powinna się zająć takimi rodzinami, otoczyć opieką nie
    tylko finansową ale wsparciem, zwyczajnym ludzkim wsparciem. Jak już wcześniej
    pisałąm mieszkałam w Niemczech 8 lat i tam np. jest taki urząd jak Jugentamt.
    To właśnie urząd do spraw dzieci zajmuje się dziecmi z patologicznych rodzin i
    nie tylko, czasami dziecko 15 czy 16 letnie do nich przychodzi i twierdzi , że
    w domu jest chora sytuacja, również mu pomagają, nie tylko finansowo ale przede
    wszystkim opieką odpowiednio przygotowanych pedagogów.
    Natomist u nas w Polsce jak wyglada opieka społeczna, jak przyjdziesz i
    wywalczysz to dostaniesz parę złotych i na tym koniec wielkiego hasła "opieka".
    W Niemczech pracownicy opieki chodzą po ulicach, szukają dojścia do ludzi
    potrzebujących, nie próbują ich zmieniać na siłę, ale nie pozwalają żeby umarli
    z głodu i wycieńczenia. czy tak trudno u nas to wprowadzić, znam wiele
    przypadków ludzi bezdomnych, lub bardzo biednych, którym honor nie pozwolił iść
    do opieki, tym bardziej , że przeważnie jest tak, że ten pokorny dostaje 20
    złotych i ma to mu wystarczyć.
    Wcześniej pisałaś o systemowych rozwiązaniach, przecież je mamy na swój sposób,
    znów wrócę do szkoły, bo ta jakby nie było jest najbliżej dziecka, to
    wychowawca widzi najczęściej potrzeby dziecka i on gdyby to systemowo usprawnić
    byłby najlepszą osobą, która by mogła w skuteczny sposób pomóc dzieciakom. Wiem
    co zaraz powiesz, lub inni, że to dyrektor zlekceważy, albo rozciągłość
    postępowania i nieskuteczność ale właśnie taka postawa ludzi, którzy najwięcej
    mają do powiedzenia właśnie w taki sposób to postrzegają i tu leży problem. I
    znów się wszystko sprowadza do wiary, ludzie nie wierzą , że można, że można
    zmieniać wystarczą tylko chęci i czas, który możemy ofiarować innym. Bo tak
    naprawdę ile jest człowiek wart - odpowiem sama- tyle ile zrobił coś dla innych
    ludzi.
    Widzisz znowu na moim przykładzie opowiem, zamiast walczyć z nieuczciwymi
    nauczycielami, mogłam robić coś lepszego. Już w październiku tego roku wpadłam
    na pomysł i przedstawiłam go dyrektorowi jednej ze szkół podstawowych, aby na
    terenie szkoły tworzyć programy dla rodziców, zapraszać rodziców i gości ,
    prowadzić szkolenia, kursy, spotkania, gdyż rodzicem się człowiek staje, nie
    przechodząc właściwego kursu z pedagogi, cóż się dziwić prostym ludziom, jeżeli
    pedagodzy również nie radzą sobie z naszą młodzieżą. Niestety zaczął się mój
    osobisty dramat w gimnazjum i musiałam się wycofać, gdyż nie mogłam narazić
    szkoły podstawowej na jakieś szykana pod moim adresem lub insynuacje, stawiać
    ludzi , którzy mi zaufali pod murem lub przed wyborem. To jest nasza polska
    rzeczywistość, czasami przygnębiająca, ale nie wolno się poddawać, zwłaszcza
    tym, którym leży dobro dzieci.
    --
    STOP PRZEMOCY I DYSKRYMINACJI W POLSKICH SZKOŁACH !!!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka