• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Bzdury o Indiach Dodaj do ulubionych

  • 01.03.14, 01:53
    Właśnie wróciłam z 2-tygodniowego babskiej wycieczki po Indiach (3 dorosłe baby+ moja 14-letnia córka). Ani razu nie czułyśmy się zagrożone, ani razu nie czułyśmy, że jesteśmy w niebezpiecznej sytuacji. Ludzie są mega przyjaźni! Jadłyśmy jedzenie na ulicy, w różnych (również przydrożnych knajpach i straganach), kilogramy leków nie były potrzebne, a wszyscy, którzy piszą WYŁĄCZNIE złe rzeczy o Indiach po prostu nie powinni tam jechać!
    Zaawansowany formularz
    • 03.03.14, 09:50
      lary555 napisała:

      > Właśnie wróciłam z 2-tygodniowego babskiej wycieczki po Indiach (3 dorosłe bab
      > y+ moja 14-letnia córka). Ani razu nie czułyśmy się zagrożone, ani razu nie czu
      > łyśmy, że jesteśmy w niebezpiecznej sytuacji. Ludzie są mega przyjaźni!

      Odnoszę wrażenie, że Twoja opinia na temat bezpieczeństwa w Indiach wynika z autopsji a nie przekonań a priori. Dodatkowo, że doświadczenie indyjskie jest pierwszym tego rodzaju tzn. z "dzikiego kraju". Czy jadąc do Indii nie miałaś obaw? Wątpliwości, co do tego jak tam wszystko wygląda? Teraz "to wszystko jest bzdurą". Gdy będziesz miała na koncie dużo "dzikich" krajów, Twoje spojrzenie na bezpieczeństwo np. na ulicy i zagrożenia np. zatruciem pokarmowym nie będą tak świeże i nie będziesz się aż tak tym podniecać. Po pewnym czasie - w miarę nabywania doświadczeń - dojdziesz do wniosku, że z bezpieczeństwem i zagrożeniami różnie jednak bywa, aczkolwiek - umiejąc je dostrzegać i unikać - nie będziesz w dalszym ciągu czuła nieuzasadnionego zagrożenia. Albo będziesz czuła rzeczywiste zagrożenie tam, gdzie mniej doświadczeni turyści go nie widzą.


      > , a wszyscy, którzy piszą WYŁĄCZNIE złe rzeczy o Indiach po prostu nie powinni tam
      > jechać!

      Wprost przeciwnie. Należy zachęcać osoby, które mają mylne lub naiwne wyobrażenie o świecie do podróży i zweryfikowania swych opinii.

      Kornel
      --
      [i]"Kornel: moje podróże"[/i] Ostatnie: [i]"Cypr 2013"[/i]
      • 05.03.14, 14:01
        Witam. Też byłam przez miesiąc w Indiach z młodszą córką. Natomiast starsza córka była ze znajomymi dwa razy. Nasze subiektywne odczucia to, że nie było tam tak niebezpiecznie jak straszy się. Może miałyśmy szczęście. Była to podróż z plecakiem indywidualna. Poznałyśmy sporo bardzo sympatycznych ludzi. Byłyśmy zaproszone do domów na herbatkę i na kolację. Wiadomo, pewnych miejsc trzeba unikać, nie byłyśmy całkiem ufne. Zostałyśmy wyrolowane już po wyjściu z lotniska. Taka sytuacja jaka nam się zdarzyła jest opisana w każdym przewodniku, a my dałyśmy się nabrać. Następnego dnia byłyśmy już czujne i śmiałyśmy się że byłyśmy takie głupie. Potem już było wszystko ok. Jednak zderzenie dwóch światów (wcześniej zwiedzałyśmy Dubaj) było szokujące, trochę zgłupiałyśmy po wylądowaniu. Poruszałyśmy się po Indiach pociągami i było to fajne przeżycie. Często w pociągu byłyśmy jedynymi białymi. Obserwowanie ludzi w pociągach było fajne. Głównie trafiały nam się miejsca blisko całych rodzin. Nastawiłam się na straszne rzeczy, a nie doświadczyłam ich. Podróż po Indiach bardzo mile wspominamy. Zdążyłyśmy zwiedzić tylko Północne Indie, bo jeszcze na tydzień pojechałyśmy do Nepalu.
        Nie twierdzę, że różne straszne historie się nie zdarzają. Gwałcą też we Wrocławiu, Warszawie i Lublinie i na jakieś zapyziałej wiosce. Zachęcam do zwiedzania Indii z plecakiem, jeżeli ktoś chce się poznać Indie niezależnie od tego jakie one są. Jak chce się oglądać wszystko "pod linijkę" to można polecieć np. do Dubaju. Bardziej przeraził mnie Dubaj.
    • 05.03.14, 16:17
      byłam w Indiach prawi 5 miesięcy w tym 3 koło Delhi i półtora na południu Indii. Odbywałam tam staż u Tour Operatora lokalnego. Mogę potwierdzic, że kraj jest bezpieczny jak respektuje się lokalną kulturę i nie wychodzi wieczorem z hotelu. Byłam sama i nie bałam się, ale mogę potwierdzic, że w Indiach bardzo naciągają jak widzą "białego". Mimo, że nauczyłam się trochę indyjskiego, to jak chciałam kupic banany na ulicy to cena była dla mnie 4 razy wyższa. Tak samo z taxówkami czy Tuk-tukami

      Najbardziej uporczywi są w miejscach turystycznych, gdzie nie można odgonic się od osób, którzy za wszelką cenę chcą coś sprzedac.

      Ja uwielbiam ten kraj, choc w restauracji ulicznej bym nie odważyła się zjesc ze względu braku higieny w kuchni...

      Polecam wyjazdy zorganizowane, bo pierwszy tydzień byłam z agentami turystycznymi z Polski jako pilot grupy ATJ Lingwista. Wszystko było rewelacyjnie zorganizowane przez towarzyszącego nas indyjskiego przewodnika, dzięki któremu zobaczyliśmy więcej rzeczy niż jak później byłam sama przez te 5 miesięcy... Zobaczyliśmy nie tylko największe atrakcje turystyczne, ale i wioskę na pustyni, bazary lokalne i miejsca, do których zwykły indywidualny turysta by nie dojechał. W 1 tydzień zobaczyliśmy: Delhi, Jaipur, Agra, Bikanir, Mandawa, Fathapur Sikri! Krótko ale warto. Na pewno wyszło taniej i sprawniej, niż jak się jedzie samemu z plecakiem.
      Polecam serdecznie Indie!
      • 06.03.14, 09:31
        monika.kost napisał(a):
        > Polecam wyjazdy zorganizowane, bo pierwszy tydzień byłam z agentami turystyczny
        > mi z Polski jako pilot grupy ATJ Lingwista.

        Jasne.

        > zobaczyliśmy więcej rzeczy niż jak później byłam sama przez te 5 miesięcy...

        W takim razie niewiele "nauczyłaś się" Indii na stażu :-/

        > Zobaczyliśmy nie tylko największe atrakcje turystyczne, ale i wioskę na pustyni, bazary l
        > okalne i miejsca, do których zwykły indywidualny turysta by nie dojechał.

        ROTFL, niby dlaczego nie dojechałby?

        > Na pewno wyszło taniej i sprawniej, niż jak się jedzie samemu z
        > plecakiem.

        Totalna bzdura. Ja wydawałem na trampingu 11 USD dziennie na wszystko.

        Kornel
        --
        [i]"Kornel: moje podróże"[/i] Ostatnie: [i]"Cypr 2013"[/i]
        • 06.03.14, 15:54
          kornel-1 napisał:
          > W takim razie niewiele "nauczyłaś się" Indii na stażu :-/

          Jak ktoś ma doświadczenie w jeżdżeniu z plecakiem i spaniu na kempingu czy w domu u lokalnej ludności to OCZYWIŚCIE, że jest noclegi są tańsze jak się jedzie samemu! :)

          Ja mówię o normalnych turystach, którzy przyzwyczajeni są do tego minimum 3* i do tej pory nie byli w Azji. To Ci, którzy mają mało czasu i nie mają możliwości jechac na miesiąc czy 2! W tym przypadku wyjazd zorganizowany jest w sam raz! Ja na stażu częsc siedziałam w biurze ale dużo też zwiedziłam, bo to był staż w turystyce! Jak kupowałam bilet na pociąg to były dopiero jaja i na każdym kroku chcieli mnie na coś naciągnąc albo chcieli abym za coś tam dopłaciła. Dzięki temu, że byłam tam dłużej i zaprzyjaźniłam się z Indusami z biura w Guragon pod Delhi gdzie spędziłam te 3 miesiące, wiedziałam jakie powinny byc ceny i starałam się ich trzymac. Ale zawsze stawki były dużo wyższe na początek konwersacji.

          W tej chwili pomogłam biurowi, o którym wspomniałam i w którym nie ukrywam pracowałam, przygotowac ofertę tanią i krótką na objazdówkę po Indiach, właśnie dla tych, którzy nie mają ochoty jechac samemu z plecakiem i nie mają czasu na wzięcie urlopu 3-5 tygodni, to oferta dla tych którzy chcą zobaczyc najważniejsze atrakcje w tydzień, a przy okazji poznac lokalną kulturę poprzez spotkanie z lokalną ludnością, pójście na lokalny bazar, etc.
          Piszę o tym, bo jak grupa wyjechała, musiałam sobie sama radzic. Nie jestem też osobą, która jeździ z plecakiem po świecie i lubi bezpieczeństwo oraz minimum komfortu (byłam harcerką i też spałam w namiocie na obozach harcerskich, więc nie jestem "paniusią ubraną na różowo w obcasikach"). Z koleżanką indyjską odważyłam sobie pojechac pod granicę z Pakistanem do Amritzer, później jak przyjechał w odwiedziny do mnie chłopak, pojechałam z nim do Varansi na weekend, gdzie z 2 dni zrobił się tylko 1 + nocleg, bo niestety jak to w Indiach bywa, pociąg był opóźniony o 8 godzin...
          Jak już sama podróżowałam z walizką, a nie z plecakiem pociągiem i samolotami po południowych Indiach około miesiąc, to Indie Południowe potwierdzam, że są bardziej przyjazne i wszyscy mówią po angielsku w przeciwieństwie do północnych, gdzie głównie mówią w Hindi... miałam trochę przygód, ale potwierdzam jeszcze raz, że samodzielny wyjazd nie jest łatwy ze względu na napotkane problemy. Może w małej grupie jest raźniej.

          Dobrze wspominam ten wyjazd właśnie z grupą, bo na prawdę zobaczyliśmy baaardzo dużo w krótkim czasie i mięliśmy jeszcze czas aby popływac w basenie :) i nie było tego problemu, że pociąg się spóźni albo, że w ogólne nie można kupic biletu, bo brak miejsca, gdzie w przyzwoitej klasie z klimatyzacją ceny biletów na pociąg są podobne do polskich! Nie mówię o najwyżej klasie ani najniższej, którą też miałam "przyjemnośc" doświadczyc. Byłam w wakacje, gdzie był upał ponad 40 stopni i bez klimatyzacji nie da się wytrzymac.

          Kolega wyżej śmieje się, że bez sensu jechac z biurem podróży, ja uważam przeciwnie, bo sama to przeżyłam. Uważam, że cena 4500 zł za tydzień na miejscu z samolotem (czyli ok.9-10 dni w sumie), śniadaniami, noclegami w hotelach min.3*, transferami, autobusem przez cały pobyt, przewodnikiem lokalnym oraz ze wstępami, nie jest w cale wygórowana! A przy tym przewodnik opowiada o wszystkim, o zwyczajach i kulturze. Oto opis wyjazdu dla niedowiarków:
          lingwista.com.pl/Indie/Inny/Wycieczka_Objazdowa_po_Indiach_Północnych_-_Radżastan_-_Złoty_Trójkąt_!,o543,183.html
          Uważam, że to idealne dla tych, którzy liczą sobie komfort i nie mają doświadczenia z jeżdżeniem z plecakiem.

          Co do kwestii, że zobaczyliśmy miejsca, do których nie łatwo dojechac... Jak jechaliśmy naszym autokarem z Jaipur do Bikaner, zatrzymaliśmy się na pustyni w 2 wioskach, gdzie normalnie ciężko tam dojechac.

          A oto relacja fotograficzna z wyjazdu do Indii na facebooku ATJ Lingwista, którą można zobaczyc: www.facebook.com/media/set/?set=a.126858510660478.21159.109900749022921&type=3
          • 06.03.14, 23:45
            monika.kost napisał(a):
            > Jak ktoś ma doświadczenie w jeżdżeniu z plecakiem i spaniu na kempingu czy w do
            > mu u lokalnej ludności to OCZYWIŚCIE, że jest noclegi są tańsze jak się jedzie
            > samemu! :)

            Nie pisałem, że noclegi są tańsze, tylko, że wyjazd (czyli nocleg+transport+jedzenie+zwiedzanie) jest tańszy. Nie mieszaj forumowiczom w głowie.

            Noclegi w Indiach są tanie, nie ma więc sensu spać na kempingach. Nie korzystałem z CS, tramping, w którym nie wiem, dokąd dojadę następnego dnia, wyklucza umawianie się z ludźmi.
            Spałem tanich hotelikach. Ceny za pokój 2-osobowy z łazienką:

            New Delhi "Travel GH" 250 INR
            Jaipur "Pink Sun Hotel" 200 INR
            Jaisalmer "Golden City" 200 INR
            Jodhpur "P Guest House" 200 INR
            Pushkar "Koh-i-noor" 150 INR
            Agra "Gopal" 150 INR
            Khajuraho "Green House" 150 INR
            Varanasi "Singh" 200 INR
            Kalkuta "Modern Lodge" 250 INR
            Darjeeling "Purmina" 220 INR
            Kakarvitta "Rajat" 400 NPR
            Kathmandu "Lunar" 340 NPR
            Pokhara "Gauri GH" 300 NPR
            Amritsar "Sukhal GH" 300 INR
            New Delhi "Krishna GH" 250 INR

            Od mojego wyjazdu cena rupii w złotych się zmieniła ale cena dolara - praktycznie nie.

            > Dzięki temu, że byłam tam dłużej i zaprzyjaźniłam się z Indusami z biura w Guragon po
            > d Delhi gdzie spędziłam te 3 miesiące, wiedziałam jakie powinny byc ceny

            Bez sensu. Ceny są na bilecie, ceny są w sieci na portalu kolei indyjskich.

            > W tej chwili pomogłam biurowi,

            Hę?!

            > Z koleżanką indyjską odważyłam sobie pojechac pod granicę z Pakistanem do Amritzer,

            Wow. Impressive. A cóż nadzwyczajnego jest w pojechaniu pociągiem do Amritsaru? Pakistańczycy strzelają?

            > Kolega wyżej śmieje się, że bez sensu jechac z biurem podróży, ja uważam przeci
            > wnie, bo sama to przeżyłam. Uważam, że cena 4500 zł za tydzień na miejscu z sam
            > olotem (czyli ok.9-10 dni w sumie), śniadaniami, noclegami w hotelach min.3*, t
            > ransferami, autobusem przez cały pobyt, przewodnikiem lokalnym oraz ze wstępami
            > , nie jest w cale wygórowana!

            Ściemniasz. Podana cena z twojego biura nie jest ceną końcową:

            "Cena nie zawiera: Opłaty wizowej (232 zł + 100 zł za ewentualne pośrednictwo naszego biura), opłat za fotografowanie/filmowanie w niektórych zwiedzanych obiektach, obiadokolacji (280 zł za 6 posiłków), napiwków, wydatków własnych, dodatkowego ubezpieczenia od kosztów rezygnacji (3% od całości imprezy lub 7,3% w przypadku chorób przewlekłych), dopłaty do pokoju 1-osobowego (600zł), napojów do obiadokolacji, atrakcje fakultatywne nie zawarte w ofercie (np. spektakl), opłaty bagażowe w hotelach i na dworcach kolejowych."

            Ja wydałem 1000 PLN za miesiąc. Tyle realnie kosztują Indie (i Nepal). Oczywiście możesz wciskać swój kit.

            > Co do kwestii, że zobaczyliśmy miejsca, do których nie łatwo dojechac... Jak je
            > chaliśmy naszym autokarem z Jaipur do Bikaner, zatrzymaliśmy się na pustyni w 2
            > wioskach, gdzie normalnie ciężko tam dojechac.

            Autokar się zatrzymał w wiosce. Jestem pod wrażeniem. A jak do tych wiosek dojeżdżają Hindusi?

            Kornel
      • 07.03.14, 13:21
        Witam.
        Czytając ofertę przedstawioną przez Twoje biuro, wyjazd nie jest tak atrakcyjny cenowo, w porównaniu do wyjazdu indywidualnego. Ja zapłaciłam 5,5 tys. (w tym tydzień w Nepalu) wliczając w to szczepienia i wizę, bilet lotniczy przez Dubaj (hotel w Dubaju i wiza gratis od linii lotniczych)+bilet lotniczy z Kathmandu do Delhi. Dużo więcej miejsc zwiedziłam. Jeździłam głównie pociągami nocnymi, z zakupem biletów nie było problemu jak już ma się orientację w tym systemie. Nie jeździłam pociągami z klimatyzacją i wcale nie było tak źle. Oprócz jednej sytuacji po wylądowaniu w Delhi, nie dałyśmy się wyrolować. Bardzo dużo osób z Europy zwiedza z "przewodnikiem Pascala". Z kilkoma osobami spotykaliśmy się na trasie Delhi, Agra, Khajuraho, Varanasi. Trzy osoby spotkałyśmy też w Nepalu.
        Zwiedzanie Indii i Nepalu nie jest takie trudne indywidualnie. Trzeba wiedzieć co się chce zobaczyć, zwiedza się całkiem spokojnie. Nie musi być przewodnik, zawsze można przysiąść i przeczytać z przewodnika. Nie rezerwowałyśmy nigdy hoteli ani pociągów wcześniej. Wszystko "na żywo". Owszem pociągi jeździły różnie, nieraz więcej stały niż jechały. Jednak czego się spodziewać jak za 6 zł można było przejechać 450 km.
        Moi znajomi właśnie wrócili z Indii, byli na wycieczce 8 dniowej z biurem podróży. Narzekali na brudne pokoje, brudne pociągi i jeszcze inne niedogodności. Spodziewali się innej jakości oferty za cenę którą zapłacili. Narzekali, że jedzenie monotonne. Moje zdanie jest zupełnie odmienne na temat jedzenia. Jadałyśmy z córką w "jadłodajniach" i restauracyjkach, jedzenie było bardzo dobre i ciągle próbowałyśmy czegoś innego. Byłyśmy też zaproszone do domu Hindusa, który nas oprowadzał po Khajuraho. Było bardzo czysto w domu. Odwiedziłyśmy też kilka wiosek na rowerach. Można sobie samemu świetnie zorganizować zwiedzanie Indii.
        Ja jestem w stanie znieść niewygody, w zamian swobodę. Były miejsca gdzie chciałyśmy się dłużej zatrzymać niż planowałyśmy, a z niektórych wyjeżdżałyśmy szybciej.
    • 12.03.14, 15:33
      lary555 napisała:

      > Właśnie wróciłam z 2-tygodniowego babskiej wycieczki po Indiach (3 dorosłe bab
      > y+ moja 14-letnia córka). Ani razu nie czułyśmy się zagrożone, ani razu nie czu
      > łyśmy, że jesteśmy w niebezpiecznej sytuacji. Ludzie są mega przyjaźni! Jadłyśm
      > y jedzenie na ulicy, w różnych (również przydrożnych knajpach i straganach), ki
      > logramy leków nie były potrzebne, a wszyscy, którzy piszą WYŁĄCZNIE złe rzeczy
      > o Indiach po prostu nie powinni tam jechać!


      No to miałyście niesamowite szczęście, że nic Wam się nie stało. Kobiety z obcych krajów są najchętniej i najczęściej gwałconymi kobietami w Indiach - nie na darmo pół Azji mówi na ten kraj "Rapestan"...

      --
      snufkinaaa.blogspot.com
      • 12.03.14, 22:57
        Myślę, że po prostu starałyśmy się w tym odjechanym kraju zachować rozsądek - nie łaziłyśmy wieczorem po ulicach, nie prowokowałyśmy strojami i tyle... Nie wyobrażam sobie np. chodzenia w krótkich spodenkach w Indiach, co przecież w Europie jest normalne.
      • 12.03.14, 23:16
        snufkina napisała:

        > No to miałyście niesamowite szczęście, że nic Wam się nie stało. Kobiety z obcy
        > ch krajów są najchętniej i najczęściej gwałconymi kobietami w Indiach - nie na
        > darmo pół Azji mówi na ten kraj "Rapestan"...

        To nie bzdury, to nieprawda.

        Indie liczą 1.200.000.00 ludzi.

        Za wiki: " In 2012, 25,000 rape cases were reported across India. Out of these, 24,470 were committed by relative or neighbor" Co oznacza, że tylko ok 500 kobiet nie znało gwałciciela. Ile było turystek wśród tych 500 kobiet?
        en.wikipedia.org/wiki/Rape_in_India

        Zacznij myśleć!!

        Zagrożenie gwałtem jest znacznie wyższe w Szwecji, USA i Nowej Zelandii.
        www.statisticbrain.com/rape-statistics/
        Dobrze, że jest ten wątek, kilka bzdur o Indiach się wyjaśni.

        Kornel
        --
        [i]"Kornel: moje podróże"[/i] Ostatnie: [i]"Cypr 2013"[/i]
        • 19.03.14, 09:47
          kornel-1 napisał:

          > snufkina napisała:
          >
          > > No to miałyście niesamowite szczęście, że nic Wam się nie stało. Kobiety
          > z obcy
          > > ch krajów są najchętniej i najczęściej gwałconymi kobietami w Indiach - n
          > ie na
          > > darmo pół Azji mówi na ten kraj "Rapestan"...
          >
          > To nie bzdury, to nieprawda.
          >
          > Indie liczą 1.200.000.00 ludzi.
          >
          > Za wiki: " In 2012, 25,000 rape cases were reported across India. Out of these,
          > 24,470 were committed by relative or neighbor" Co oznacza, że tylko ok 500 kob
          > iet nie znało gwałciciela. Ile było turystek wśród tych 500 kobiet?
          > en.wikipedia.org/wiki/Rape_in_India
          >
          > Zacznij myśleć!!
          >
          > Zagrożenie gwałtem jest znacznie wyższe w Szwecji, USA i Nowej Zelandii.
          > www.statisticbrain.com/rape-statistics/
          > Dobrze, że jest ten wątek, kilka bzdur o Indiach się wyjaśni.
          >
          > Kornel

          A co Ty ich tak bronisz kolego? Mój mąż jest Pakistańczykiem i mamy też pełno znajomych z Indii, tak więc wiadomości o Indiach mam na bieżąco w domu. Ostatnio się dowiedziałam, że Hindusi piją krowi mocz... też mi wciśniesz, że kłamię i, żebym zaczęła myśleć?
          To, że poznałeś kraj od tej lepszej strony (szał, że w ogóle jest ta lepsza strona) to nie znaczy, że możesz takie kity wciskać komuś kto zna i widział ten syf od podstaw. Myślisz, że czemu oni z Indii spierdalają? Osobiście znam na Cyprze babkę co jej się rodzina składała na wyjazd, bo ją brat notorycznie gwałcił i bił jak miał kaprys, wysłali ją do cywilizacji, żeby tłuk zostawił ją w spokoju! O festiwalu gwałtu w zeszłym roku w "naszej" społeczności też było dość głośno, a Pakistan wrzał! A słyszałeś może o małej 4 letniej dziewczynce którą zgwałcili hindusi w Pakistanie? Rozcięli jej brzuch bo nie mogli kutasa włożyć!!!!!!!!! Jak byłam w Indiach to bez ochrony nie wychodziłam, ale i tak mi buty przed świątynią zarypali ;/

          ZACZNIJ MYŚLEĆ!!!

          A jak Ci się tak podoba to jedź sobie tam mieszkać. Mi to lotto.

          --
          snufkinaaa.blogspot.com
          • 21.03.14, 00:49
            No, kurczę, obiektywna nie jesteś - jak sam wspomniałaś masz męża z Pakistanu. A jak wiadomo - Indie-Pakistan (trudne sąsiedztwo). Rozumiem, że miłość do męża przekłada się na miłość do Pakistanu, ale bez jaj - nie pisz głupot o Indiach (nie cytuj wątpliwej wartości merytorycznej przekazów medialnych produkowanych wyłącznie dla podwyższenia słupków czytalności/oglądalności idt)
            • 23.03.14, 06:52
              lary555 napisała:

              >Rozumiem, że miłość do męża
              > przekłada się na miłość do Pakistanu,

              hahahahahahahahahaahahahhaha miłość do Pakolandii :D dobre sobie!

              Szczerzę? To mam w nosie Pakistan i ich też bronić nie będę mimo tego, że mam męża stamtąd. A jak przychodzi co do czego to hindus i pakol to najlepsi kumple mimo tego, że psy na sobie wieszają na całego...
              --
              snufkinaaa.blogspot.com
          • 21.03.14, 07:55
            > A co Ty ich tak bronisz kolego? Mój mąż jest Pakistańczykiem i mamy też pełno z
            > najomych z Indii, tak więc wiadomości o Indiach mam na bieżąco w domu. Ostatnio
            > się dowiedziałam, że Hindusi piją krowi mocz... też mi wciśniesz, że kłamię i,
            > żebym zaczęła myśleć?

            Powiedziałbym, że usprawiedliwia Cię młody wiek, gdyby nie to, że ja już jako pacholę wiedziałem, że Mahatma Gandhi regularnie wypijał czarkę swojego moczu. No cóż, wiele rzeczy Cię jeszcze zaskoczy w życiu.

            > To, że poznałeś kraj od tej lepszej strony (szał, że w ogóle jest ta lepsza str
            > ona) to nie znaczy, że możesz takie kity wciskać komuś kto zna i widział ten sy
            > f od podstaw.

            Śmieszne i głupie. Gdybym skorzystał z oferty BP i oglądał Indie przesz szybę klimatyzowanego busa, być może poznawałbym Indie od przyjemniejszej, lepszej strony.
            Ale ja oglądałem Indie takie, jakie są w rzeczywistości.
            - Hindusów robiących kupę na chodniku
            - 10-latków proponujących usługi seksualne z 5-letnim dzieckiem
            - bezdomnych moczących ciasto w rynsztoku przed zjedzeniem
            - ataki kamieniami na pociąg pasażerski
            ...i wiele innych przykrych sytuacji.

            > Osobiście znam na Cypr ze babkę co jej się rodzina składała na wyjazd, bo ją brat notorycznie gwałcił i bił jak miał kaprys, wysłali ją do cywilizacji, żeby tłuk zostawił ją w spokoju!


            No i co z tego? Czy Twoje osobiste przeżycia lub poglądy zmienią statystyki?
            Forumowiczka napisała brednie o gwałtach na białych kobietach. Sprostowałem. Z czym nam tu wyjeżdżasz? Ze w Indiach gwałcą kobiety? Kobiety są gwałcone na całym świecie, w wielu krajach częściej niż w Indiach.

            > !!!!! Jak byłam w Indiach to bez ochrony nie wychodziłam, ale i tak mi buty prz
            > ed świątynią zarypali ;/

            Trzeba było oddać buty do przechowania posługaczowi. Chciałaś oszczędzić kilka rupii?

            > ZACZNIJ MYŚLEĆ!!!

            Zdecydowanie myślenie jest potrzebne. Liczy się bystrość i szerokie spojrzenie. Umiejętność oceniania i interpretowania rzeczywistości nie przez jednostronne, wyrywkowe, indywidualne doświadczenia, nie poprzez poglądy bazujące na przekazach medialnych.

            > A jak Ci się tak podoba to jedź sobie tam mieszkać. Mi to lotto.

            A to już wypowiedź bardzo charakterystyczna dla osób nie potrafiących argumentować i dyskutować. Nie napisałem, że podoba mi się ciemna strona Indii. Nie ma znaczenia, czy jakiś kraj mi się podoba od jakiejkolwiek strony czy nie. To nie jest powód, by tam jechać i mieszkać.

            Dorośnij.

            Kornel
            • 24.03.14, 10:21
              A czy czesto można spotkać w Mumbaju lub New Delhi taka estetykę twarzy jak w filmach Bolywood, z jasnymi karnacjami...? Czy w Emiratach jest to powszechne?
              Ostatnio lecialam Jet Airways na trasie Mumbaj- Londyn i byłam pod wrażeniem stewardow. *_*
              • 03.04.14, 16:55
                Kornel zazwyczaj ma tak duzo do powiedzenia, a teraz milczy.
                Moze zazdrosny...
                • 03.04.14, 17:10
                  www.youtube.com/watch?v=1Na8nKEUjYI
                  www.youtube.com/watch?v=LEYXdZ_rVbo
    • 24.03.14, 15:55
      Dzien dobry,

      jestem osoba pracujaca (jako operator wycieczek) i mieszkajaca w Indiach od ponad 1, 5 roku. Musze powiedziec, ze bylyscie Panie odwaze spozywajac jedzenie z ulicznych "barow". Powiem szczerze, ze przebywam tu dosyc dlugo...oczywiscie kocham ten kraj i jestem zafascynowana kultura Indii, jednakze nie odwazylam sie jeszcze kupic niczego z ulicy....Moze z wyjatkiem samosy (tylko tam gdzie higiena jest w miare utrzymana:) Turystom przyjezdzajacym tu po raz pierwszy na krotki okres polecam niedrogie restauracje. Switna restauracja w New Delhi na kazda kieszen jest na przyklad Naivadam - przepyszne pld. jedzenie. Osobiscie, czesto tam chodze.
      Jesli chodzi o bezpieczenstwo, to dla grup,mezczyzn jest to bezpieczny kraj. Natomiast, kobiety podrozujace samotnie, zwlaszcza blondynki zwracaja uwage i sa czesto zaczepiane przez plec przeciwna:) Kazdy ma jednak odrebne doswiadczenia w tym zakresie. Ja czuje sie tu bezpiecznie chociaz po 21 raczej juz sama z domu nie wychodze. Czesto tez poruszam sie po miescie w wiekszym towarzystwie. Pozdrawim serdeznie. Ewa
      • 18.04.14, 00:32
        Dobry wieczór!
        Tak, jak wspomniałam - starałyśmy się zachowywać rozsądnie - nie chodziłyśmy wieczorami po ulicach (2 brunetki + 2 blondynki, w tym jedna 14-letnia), zaszczepiłyśmy się (zwłaszcza żółtaczka A), nie robiłyśmy innych głupot i postrzegam Indie jako kraj bardzo przyjaznych ludzi :) Jeśli chodzi o jedzenie - jeden jedyny raz, kiedy ja akurat miałam kłopoty żołądkowe zdarzył się po wypiciu soku w najdroższym hotelu, w jakim spałyśmy. Jedzenie "na ulicy" oczywiście jest przygotowywane w warunkach, które urągają absolutnie wszystkim europejskim i sanepidowskim standardom, natomiast na pewno jest świeże, bo po prostu "szybko schodzi" i to, co ewentualnie mogłoby się namnożyć raczej nie ma szans. Plus obróbka cieplna i ... naprawdę można przeżyć! No i jeszcze - to jest pyszne!
    • 18.04.14, 19:44
      my zapraszamy na naszego bloga www.intopassion.com - tam można znaleźć relacje magdy która opisuje swoją podróż po Indiach - bardzo przyjemnie pozdrawiamy!
    • 02.09.14, 21:00
      Generalnie wszystko zalezy od tego gdzie sie jest w Indiach, z kim, i kiedy. Trzeba tez miec troche szczescia - jak w kazdej podrozy. Ale Indie to nie jest bezpieczny kraj! Mumbaj to naprzyklad miejsce dosc niebezpieczne. Nie od parady np. wejscia do lepszych hoteli sa strzezone a kazdy, kto chce wejsc musi przjsc kontrole podobna do lotniskowej (nawet stali rezydenci!). Tam duzo sie dzieje wewnetrznie i to dotyka turystow tez.
      Higiena nie jest tam tez standardem w pojeciu jakie my znamy. Wiadomo, nie kazdy musi cos zlapac, ale ryzyko jest dosc duze. To dosc indywidualne. Ja pierwszy raz bylam tam z 14-miesieczna corka, ktora pila wode z basenu, wylizala najbrudniejsza szybe jaka w zyciu widzialam, smoka brala prosto z ziemi do buzi - i nic (do dzis nie wie co to problemy z brzuchem, mimo, ze cala szkola potrafi chorowac na raz)! Ja, mimo ze uwazalam, rozchorowalam sie tak, ze myslalam, ze do domu juz nie wroce. Jednak kazda nasza kolejna podroz do tego kraju byla "swobodniejsza" i nikt nie chorowal juz. Bywa roznie
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.