Komentarze do artykułu
Zamiast kija i marchewki po prostu pogadaj
Rankingi, nagrody, premie, bonusy... Systemy kar i nagród są od lat takie same w polskich firmach. Psychologowie przestrzegają: system nagród i kar nie motywuje, lecz zniechęca do pracy.
Po prostu po gadaj - po prostu artykuł o niczym
Co za sztubacki artykuł. "Rozmawiać rozmawiać rozmawiać". Pitu pitu, tralalala. Mam wrażenie że artykuł pisała osoba nie mająca do czynienia z motywowaniem. Jasne że rozmowa jest ważna i relacje. Jasne że pytanie pracowników badanie ich potrzeb i zmienne stosowanie różnorodnych motywatorów. Ale to nie stoi na przeszkodzie, moim zdaniem, stosowaniu także różnych innych metod, jak np. opisana publikacja wyników najlepszych pracowników. W której z resztą nie widzę nic złego, jeśli jest odpowiednio stosowana i omówiona z pracownikami. Opisany w artykule przykład zdaje się raczej być przykładem na to, że ta metoda działa i jest skuteczna niż odwrotnie.
A co mają do tego pieniądze? Od razu w artykule, nie wiadomo skąd pojawia się stereotypowe rozróżnienie: motywacja finansowa nie jest ważna, przecież chodzi o "ludzkie odruchy" i "rozmawianie" i o to aby "połowę czasu przeznaczyć na budowanie relacji". Rany. Język wygląda na studenta psychologii albo zapaloną doktorantkę. Nie chodzi mi o to, że nie zgadzam się z wypowiedzią. Sęk w tym, że z nią nie sposób się nie zgodzić. To wypowiedź w stylu ludzie lubią rozmawiać. No może i lubią, tylko co z tego wynika? Zero konkretów, tylko okrągłe słowa.
A propos jeszcze Herzberga, i jego dwuczynnikowej teorii motywowania, to zdaje się, że w tych badaniach, wśród czynników higienicznych, czyli zewnętrznych (których spadek wg Herzberga powoduje niezadowolenie pracownika, ale wzrost powyżej optymalnego poziomu nie wywołuje już wzrostu motywacji), a zatem wśród czynników higienicznych, poza finansami znajdują się także relacje z przełożonym i relacje z zespołem. Czyż nie? No ale to nie pasuje do idei artykułu, więc po co o tym wspominać.
Uważam, że artykuł jest w zasadzie o niczym. Poza tym co opisałem powyżej nie uzasadnił stawianej w tytule tezy, która skłoniła mnie to przeczytania go do końca. Opiera się na niereprezentatywnej dla nikogo historii jednej osoby, nie podaje konkretnych argumentów. Przyznam, że czuję się poirytowany i trochę zmanipulowany, takim stylem "dziennikarstwa". Żałuję, że zachęcony tytułem przeczytałem do końca.