Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Praktyki czy własny biznes - jak zacząć?

    16.03.10, 14:57
    Do diabla, studia to nie szkola zawodowa. Komus pomylily sie studia z
    technikami. Jesli ktos potrzebuje pracownika gotowego do pracy w zawodzie to
    nie zatrudni technika. Inzynier ma byc elastyczny, jego wiedza musi byc
    ponadczasowa. Nie moze sie ograniczyc to umiejetnosci uzywania technologii
    obecnej w danym momencie na rynku. Inzynier musi umiec wytworzyc nowa, lepsza
    technologie. Oczywiscie, sa rozne rodzaje inzynierow - inzynier R&D, inzynier
    produckji czy inzynier sprzedarzy, jednak inzynier musi byc czyms wiecej niz
    technik.
    --
    __________________________
    Edytor zaawansowany
    • Gość: cezary IP: 57.66.70.* 16.03.10, 15:27
      w pelni sie zgadzam.
      a teraz informacja dla "mlodych dajnamicznych" zwolennikow pewnej
      partii.
      otoz studia nie sluza wyuczenia zawodu. proba przeksztalcenia studiow
      w miejsce treningu dla przyszlych zolnierzy korporacji (bierni,
      mierni ale wierni) jest tragedia naszej cywilizacji. otoz kapitalisci
      wraz ze skorupowanymi politykami chca przeksztalcic wolne,
      inteligentne, otwarte spoleczenstwa w bezwladna mase pseudo-
      specjalistow wytrenowanych w jednej waskiej dziedzinie. zadaniem
      takiego "specjalisty" jest pracowanie za minimum i bogacenie
      kapitalisty. slynne w POlsce POkolenie 1200 brutto to najbardziej
      zatwardzialy elektorat PO i zwolennicy wszelki "lyberalnych"
      rozwiazan za przeproszeniem wolnorynkowych. kapitalisci oczekuja
      zaniku inteligencji, buntu, checi polepszenia swojego zycia, zarowno
      u swoich pracownikow (niewolnikow) jak i klientow.
      taki robol z mgr ma robic na swojego pana i nie myslec, nie buntowac
      sie. nowoczesne uczelnie wyzsze daza do takiego stanu
    • Gość: matka IP: *.chello.pl 16.03.10, 21:42
      Weź Cezary poszukaj jakiejś roboty bo matka ma dość płacenia za twój internet

      Gość portalu: cezary napisał(a):

      > w pelni sie zgadzam.
      > a teraz informacja dla "mlodych dajnamicznych" zwolennikow pewnej
      > partii.
      > otoz studia nie sluza wyuczenia zawodu. proba przeksztalcenia studiow
      > w miejsce treningu dla przyszlych zolnierzy korporacji (bierni,
      > mierni ale wierni) jest tragedia naszej cywilizacji. otoz kapitalisci
      > wraz ze skorupowanymi politykami chca przeksztalcic wolne,
      > inteligentne, otwarte spoleczenstwa w bezwladna mase pseudo-
      > specjalistow wytrenowanych w jednej waskiej dziedzinie. zadaniem
      > takiego "specjalisty" jest pracowanie za minimum i bogacenie
      > kapitalisty. slynne w POlsce POkolenie 1200 brutto to najbardziej
      > zatwardzialy elektorat PO i zwolennicy wszelki "lyberalnych"
      > rozwiazan za przeproszeniem wolnorynkowych. kapitalisci oczekuja
      > zaniku inteligencji, buntu, checi polepszenia swojego zycia, zarowno
      > u swoich pracownikow (niewolnikow) jak i klientow.
      > taki robol z mgr ma robic na swojego pana i nie myslec, nie buntowac
      > sie. nowoczesne uczelnie wyzsze daza do takiego stanu
    • Gość: Bruno IP: *.c159.petrotel.pl 16.03.10, 15:55
      Zapomniałaś dodać wymagania: dwa fakultety, trzy języki, 5 lat doświadczenia na podobnym stanowisku i wiek maksymalnie 25 lat.
    • Gość: Piotr IP: *.chello.pl 16.03.10, 16:55
      Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości dają możliwość założenia firmy jeszcze
      na studiach, gdy utrzymują nas rodzice. Założyłem taką działalność i przedmioty
      na studiach stały się bardziej ciekawe. wszystkie ćwiczenia na zajęciach
      wykonuję pod swoją firmę. studiuję zarządzanie i marketing. Polecam spróbować.
      Nawet jeśli ktoś zbankrutuje nic mu to nie zaszkodzi.
    • katmoso 16.03.10, 19:44
      nie szkodzi? nie wiesz, że właściciel małej firmy (de facto
      jednoosobowej działalności gospodarczej) za zobowiązania finansowe
      odpowiada całym majątkiem? bardzo trudno jest ogłosić bankructwo w
      takiej sytuacji.
      --
      www.podrozemakaka.blox.pl
    • Gość: ziomuś89 IP: *.sgh.waw.pl 17.03.10, 11:03
      prowadząc firmę w AIP nie prowadzi się de facto dziłalności
      gospodarczej, wszystko idzie na konto inkubatorów
    • sselrats 16.03.10, 16:04
      Studia to nie zawodowka - jak tu juz stwierdzono.
    • theorema 17.03.10, 01:15
      Ani muzyk po AM (muzycznej)...taka prawda, studia daja teoretycznie szeroka
      wiedze, ale potem trzeba konkretnie przedstawic swoje umiejetnosci i okazuje sie
      ze bez dodatkowych studiow podyplomowych, kursow - na prace nie ma co liczyc.
      Zwlaszcza w zawodach, gdzie nikogo nie interesuje gladkosc wypowiedzi, zgrabnie
      spreparowane cv i dobre wrazenie na rozmowi kwalifikacyjnej. Licza sie gole
      fakty, umiesz albo nie - no i niestety czesto nie...
    • Gość: Bruno IP: *.110.c79.petrotel.pl 17.03.10, 08:19
      > bez dodatkowych studiow podyplomowych, kursow
      Niestety inaczej się nie da. Chyba że pracodawca zapłaci uczelni za nauczanie konkretnych umiejętności. Przykład pierwszy z brzegu: oprogramowanie. Zobacz ile istnieje programów o podobnych możliwościach i służących do wykonania tych samych czynności, ale każdy w inny sposób. Nauka obsługi jednego z nich to często grube miesiące. Od tego są właśnie szkolenia organizowane przez firmy. Studia dają ci tylko ogólne pojęcie co taki program właściwie robi/liczy i dzięki temu jesteś w stanie ocenić wynik jego działania.
      Jeszcze jedna sprawa: za obsługę tego typu programów są odpowiedzialni technicy - ludzie bez specjalistycznej wiedzy, ale doskonale znający obsługę. Nad nimi są inżynierowie którzy wiedzą dlaczego program dał taki a nie inny wynik i potrafią ocenić czy jest on poprawny. Jak wszyscy poprzednicy powtórzę: studia to nie zawodówka lub technikum.
    • dystansownik 17.03.10, 09:20
      Ale właśnie problem tkwi w tym, że znaczna większość pracodawców oczekuje
      znajomości konkretnego oprogramowania w takich przypadkach, czy konkretnego
      doświadczenia w danej dziedzinie.
      Efekt jest taki, że studia uczą ogólników, wychodząc z założenia, że absolwent
      wyspecjalizuje się już w pracy, a jak przychodzi co do czego, to pracodawca się
      na absolwenta wypina, bo stwierdza, że ten nic praktycznego nie umie, a jemu się
      go szkolić nie chce.

      Pracodawca co wtedy robi? Szuka pracownika mając konkretne wymagania,
      doświadczenie, uprawnienia, znajomość danego oprogramowania, a kogoś takiego
      znaleźć jest bardzo ciężko (praktycznie jedyna szansa to podkupienie od
      konkurencji).
    • Gość: Bruno IP: *.110.c79.petrotel.pl 17.03.10, 09:57
      Zrozum że studia są od uczenia ogólników. Do przyuczania do zawodu służą zawodówki i technika. Przyzakładowe zawodówki to nie wymysł komuny. Takie szkoły istnieją na całym świecie i służą do przygotowania wysoko wyspecjalizowanej kadry dla danego działania. Jeśli dany pracodawca chce by uczelnia uczyła robić X przy pomocy A,B i C to musi za to zapłacić. Ale powtarzam jeszcze raz: od tego są zawodówki i technika a nie szkoły wyższe. Do tworzenia rysunków technicznych nie jest potrzebny mgr inż. wystarczy technik, do pracy w księgowości nie jest potrzeby mgr ekonomii z trzema fakultetami i MBA wystarczy technik, itd itp. Natomiast nasi pracodawcy poszukują omnibusów za 1200 brutto i dziwią się że takich brak. Broń boże nie wyślą też pracownika na szkolenie, "bo mi konkurencja podbierze tak jak ja podebrałem". Pracownik to taki sam kapitał jak maszyny, czy budynki - trzeba w niego inwestować i o niego dbać.
    • Gość: Sanos IP: 193.24.24.* 17.03.10, 10:26
      > Zrozum że studia są od uczenia ogólników. Do przyuczania do zawodu służą zawodó
      > wki i technika.

      Nie zupełnie. To kwestia modelu jaki dany system edukacyjny wybiera. O naszym
      można powiedzieć, że ma problem sam ze sobą:
      - uniwersytet jest w nim częścią systemu mającego wyuczyć zawodu (pomijam
      kwestie czym w ogóle jest zawód w dzisiejszym błyskawicznie zmieniającym się
      świecie)
      - uczelnie nie są przygotowane do kształcenia osób pracujących - przynajmniej
      nie porządnie.

      Nasz model społeczny nie przewiduje pracy po technikum/LO i możliwości
      wykrystalizowania kierunku nauki i specjalizacji, na która w późniejszym czasie
      nałoży się specjalistyczne studia. W efekcie dużo pary idzie w gwizdek. Bo i
      studenci nie wiedzą czego się uczyć i wykładowcy nie wiedzą co wykładać.. Więc
      wykłada się dużo przedmiotów ogólnych, które później nie są potrzebne prawie
      nikomu - bo dla części są za ogólne, dla innej w ogóle niepotrzebne. I mówię tu
      o potrzebach na poziomie inżyniera kadry wyższej technicznej.
    • Gość: Bruno IP: *.110.c79.petrotel.pl 17.03.10, 11:13
      > Nasz model społeczny nie przewiduje pracy po technikum/LO i możliwości
      > wykrystalizowania kierunku nauki i specjalizacji, na która w późniejszym czasie
      > nałoży się specjalistyczne studia.
      Już raz ten model zmieniliśmy. Teraz wychodzi na to, że światłe reformy, które doprowadziły do zlikwidowania kształcenia zawodowego i technicznego były błędem. Niestety zakłady produkcyjne i budowy nie potrzebują speców od marketingu i zarządzania ogólnego a wysopecjalizowanych techników. Teraz trzeba to odkręcić. Łatwo nie będzie, bo trzeba znaleźć nauczycieli (staży odeszli na emeryturę lub znaleźli inne zajęcie), ale trzeba spróbować.
    • dystansownik 17.03.10, 12:01
      Tylko to nie jest takie proste. Bardzo prawdopodobne, że tej sytuacji już się
      nie da odwrócić.
      Z wykształconym społeczeństwem jest jak z pieniędzmi. To tak jakby w razie
      deficytu budżetowego wpaść na "genialne" rozwiązanie polegające na dodrukowaniu
      pieniędzy, a dopiero po fakcie zorientować się, że jednak to nie był najlepszy
      pomysł, bo pieniądze utraciły znaczną część swojej rzeczywistej "wartości".
      Kiedyś produkowało się rzeczywistych specjalistów, którzy byli jako tako
      przygotowani do zawodu, a do tego często ułatwiano im w tym zawodzie start (np.
      obowiązkowe praktyki w zakładach pracy dla techników). Ktoś wpadł na pomysł, że
      wykształcone społeczeństwo będzie lepsze, to otwarto ludziom drogę do
      wykształcenia. W pewnym momencie było jak bułki, wystarczyło przyjść, zapłacić i
      dostawało się co chciało. Naprodukowano kopy absolwentów, produkuje się jeszcze
      więcej, a nagle okazuje się, że nie są nikomu potrzebni i to wykształcenie na
      dobrą sprawę do niczego samo w sobie się nie przyda.
    • Gość: Bruno IP: *.c159.petrotel.pl 17.03.10, 12:32
      Sytuacja może się sama odwrócić gdy okaże się, że technik z doświadczeniem zdobytym w przyzakładowej szkółce ma dobrze płatną pracę, a magister "tego i owego" może najwyżej liczyć na wykładanie chemii w pobliskim supermarkecie.
    • dystansownik 17.03.10, 13:51
      To się nie odwróci, a na pewno nie prędko.

      Przed chwilą na Onecie przeczytałem kolejny artykuł o tym jak to ma brakować
      pracowników, w Polsce aż 70-80k, głównie inżynierów, kierowników projektów itp.
      Masz
      linka
      jeśli chcesz przeczytać.

      Przynajmniej znalazł się ktoś rozsądny i na końcu wspomniał:
      Starzenie się Europy sprawia, że w ciągu 10-20 lat przybędą kolejne miliony
      miejsc pracy trudnych do zapełnienia. Jednocześnie, jak mówi Beck, młodzi
      ludzie, którzy kończą studia nie mogą znaleźć pracy, gdyż ich umiejętności
      akurat tam nie są potrzebne.


      Problem tkwi w tym, że dalej się wmawia ludziom, że po studiach technicznych
      czeka praca. Niestety, jak jest wiedzą tylko ci którzy takie studia kończą.
      Maturzysta kończąc liceum i wybierając studia nie będzie się kierował tym co
      myślą absolwenci takich kierunków, tylko tym co usłyszy w mediach. Media
      podadzą, że brakuje 50k inżynierów, to logicznym wnioskiem będzie, że po
      studiach inżynierskich jest praca. Tylko mało kto poda kruczek w postaci
      kwalifikacji i doświadczenia, którego studia nie dają, a pracodawcy nie dają
      szansy zdobyć.
    • Gość: Bruno IP: *.124.c65.petrotel.pl 17.03.10, 15:51
      > Media podadzą, że brakuje 50k inżynierów, to logicznym wnioskiem będzie, że po
      > studiach inżynierskich jest praca.
      Media codziennie serwują papkę przyprawioną masą bredni... przepraszam, skrótów myślowych. Skoro ktoś im bezkrytycznie wierzy i niestara się zweryfikować podanych informacji to co ja mogę poradzić. To samo tyczy się kierunków studiów. Jeśli ktoś idzie na kierunek "marketing i informatyka" na wydziale mechanicznym i wierzy, że po takich "studiach" będzie pełnowartościowym inżynierem mechanikiem przy połowie wymaganego wysiłku to jest niespełna rozumu. W najlepszym wypadku będzie sprawnym operatorem Autocada.
      "gdyż ich umiejętności
      >Jednocześnie, jak mówi Beck, młodzi
      > ludzie, którzy kończą studia nie mogą znaleźć pracy, gdyż ich umiejętności
      > akurat tam nie są potrzebne.
      Tu wychodzi zaleta ogólnego wykształcenia. Człowiek jest w stanie się szybciej przekwalifikować niż specjalista w jakiejś wąskiej dziedzinie.
      > Maturzysta kończąc liceum i wybierając studia nie będzie się kierował tym co
      > myślą absolwenci takich kierunków, tylko tym co usłyszy w mediach.
      Co bardzo źle świadczy o naszych szkołach. Nie uczą samodzielnego wyciągania wniosków.
      > Tylko mało kto poda kruczek w postaci kwalifikacji i doświadczenia,
      > którego studia nie dają, a pracodawcy nie dają szansy zdobyć.
      W końcu kształcili się w tych samych szkołach i słuchają tej samej medialnej papki.
    • dystansownik 17.03.10, 19:22
      > Tu wychodzi zaleta ogólnego wykształcenia. Człowiek jest w stanie się szybciej
      > przekwalifikować niż specjalista w jakiejś wąskiej dziedzinie.

      Ogólnie wykształcenie też nie jest dobre, bo późniejsze przekwalifikowanie
      wymaga sporo czasu i nakładów. Lepiej byłoby już kształcić mniej więcej
      specjalistów, ale ich ilość dostosować w jakiś sposób do zapotrzebowania oraz
      zadbać, żeby ich poziom odpowiadał oczekiwaniom rynku pracy.

      > > Maturzysta kończąc liceum i wybierając studia nie będzie się kierował tym
      > co
      > > myślą absolwenci takich kierunków, tylko tym co usłyszy w mediach.
      > Co bardzo źle świadczy o naszych szkołach. Nie uczą samodzielnego wyciągania wn
      > iosków.

      Problem w tym, że mało kto ma z czego te wnioski wyciągać. O braku inżynierów
      mówią media, mówi rząd, mówią przedstawiciele uczelni i oni wszyscy wmawiają
      maturzyście, że czekają na niego gruszki na wierzbie. Jak nie znasz realiów
      (stawiając się na pozycji maturzysty wybierającego studia), to na jakiej
      podstawie masz realnie ocenić sytuację? Po prostu nie da się.

      Jeszcze a propos pracy. Kumpel był dziś na rozmowie w sprawie posady "asystenta
      projektanta", czyli praktycznie rzecz biorąc ciecia od kreślenia i obsługi Autocada.
      Wymagali od niego znajomości języka angielskiego, niemieckiego i francuskiego (o
      czym dowiedział się dopiero na rozmowie), w sumie nie wiadomo po co, a na koniec
      jeszcze usłyszał, że ma za małe doświadczenie (gdzieś już pracował chwilę w
      czasie studiów w projektach). Zapomniałem z ciekawości spytać czy dowiedział się
      ile oferowali za taką pracę, bo wtedy mógłbym to chyba zacząć opowiadać jako
      dowcip. :P
    • Gość: Bruno IP: *.toya.net.pl 17.03.10, 20:18
      > Ogólnie wykształcenie też nie jest dobre, bo późniejsze przekwalifikowanie
      > wymaga sporo czasu i nakładów. Lepiej byłoby już kształcić mniej więcej
      > specjalistów, ale ich ilość dostosować w jakiś sposób do zapotrzebowania oraz
      > zadbać, żeby ich poziom odpowiadał oczekiwaniom rynku pracy.
      Zależy jak zdefiniujesz specjalistę np. czy będzie "chemik technolog" który w zasadzie z każdą reakcją sobie poradzi, czy też "chemik technolog kwasu pruskiego wytwarzanego w tym oto garnku". Jak to w przyrodzie bywa: nadmierna specjalizacja szkodzi, a z drugiej strony jak coś jest do wszystkiego to w zasadzie jest bezużyteczne. Zawsze trzeba wypośrodkować. Pracodawcy natomiast najchętniej widzieliby tego od garnka.
      > Jeszcze a propos pracy. Kumpel był dziś na rozmowie w sprawie posady "asystenta
      > projektanta", czyli praktycznie rzecz biorąc ciecia od kreślenia i obsługi Auto
      > cada....
      Stara śpiewka: dwa fakultety, trzy języki, 5 lat doświadczenia na podobnym stanowisku, wiek maksymalnie 25 lat i zapomniał bym: prawo jazdy min. kat. B a najlepiej B+C ;)
    • Gość: Sanos IP: 87.204.10.* 17.03.10, 18:30
      dystansownik napisał:

      > To się nie odwróci, a na pewno nie prędko.

      Chyba nie.. już się zaczyna odwracać, coraz więcej osób przeszło przez studia i
      wie czym nie są, a menadżerowie zaczynają bardziej cenić inne walory niż dyplom.
      Niby bez dyplomu napotkasz szklany sufit... ale w praktyce jest on na tyle
      wysoko, że wiele osób z dyplomem do niego nie dojdzie..

      Nie zmienia to faktu, ze nadal mamy pęd na studia.. głównie za sprawą rodziców i
      mediów i musi pewnie upłynąć jedno albo dwa pokolenia by się to uspokoiło.
    • dystansownik 17.03.10, 19:27
      Ja nie mam nic przeciwko pędowi na uczelnie i chęci zdobyciu dyplomu nawet dla
      samego papierka. Pod warunkiem, że ma to jakiś realny sens. Jednak obecnie
      często ludzie z wyższym "wykształceniem" pracują na stanowiskach na którychś
      kiedyś bez problemu radzili sobie ludzie ze średnim.

      Tylko to też jest efekt za dużej ilości magistrów. Jak brakuje pracowników na
      niższe stanowiska, to pcha się na nie tych po studiach, a jak ci po studiach nie
      mają pracy na poziomie, to sami się pchają na niższe stanowiska. :P
    • dystansownik 17.03.10, 10:31
      Ja się z Tobą mogę nawet zgodzić, ale to nie zmieni otaczającej nas
      rzeczywistości. U nas postawa pracodawców jest najczęściej
      oczekująco-roszczeniowa. Oni czekają na odpowiednich pracowników, bez
      ingerowania w ich przygotowanie, jednocześnie wymagając od nich kwalifikacji,
      których ci mieć nie mogą po samej uczelni.

      > Do tworzenia rysunków technicznych nie
      > jest potrzebny mgr inż. wystarczy technik,

      Zgadzam się. Problem w tym, że jak produkujemy 2 razy więcej inżynierów niż
      rynek potrzebuje i jeszcze wrzeszczymy, że to za mało, bo nam inżynierów
      zabraknie, to ci wyprodukowani inżynierowie, żeby w ogóle mieć robotę robią to z
      czym normalnie technik powinien sobie poradzić.

      > Natom
      > iast nasi pracodawcy poszukują omnibusów za 1200 brutto i dziwią się że takich
      > brak.

      A czego innego można było się spodziewać robiąc taki bajzel?? Naprodukuj
      pracodawcy taniej siły roboczej, inżynierów, którzy za mniej niż 2k będą lizać
      pracodawcę po butach ze szczęścia, że w ogóle mają pracę, a co on wtedy powie??
      Że wolałby, gdyby oni mieli jeszcze wyższe kwalifikacje i umiejętności, które
      przydadzą mu się bez dodatkowego inwestowania. :P
    • Gość: Bruno IP: *.110.c79.petrotel.pl 17.03.10, 13:52
      Jak ktoś jest dobrym inżynierem, to w krótkim czasie awansuje. Jeśli tylko skończył studia inżynierskie to i z 1200 jest zadowolony.
      >Problem w tym, że jak produkujemy 2 razy więcej inżynierów niż
      > rynek potrzebuje i jeszcze wrzeszczymy, że to za mało, bo nam inżynierów zabraknie.
      Inżynierów brakuje, ale tylko w pewnych specjalnościach, a nie ogólnie. Ostatnio gdzieś słyszałem, że myśli się o przywróceniu możliwości uzyskiwania uprawnień przez inżynierów budownictwa (obecnie dostępne tylko dla mgr inż.).
      System finansowania uczelni "płacimy od sztuki" zaczyna nam wychodzić bokiem. Mamy masę nie potrzebnych magistrów, inżynierów i licencjatów. Z drugiej strony ci ludzie nie mają szansy zdobyć wykształcenia zawodowego, bo cały system rozwalono (zawodówki, technika, policealne szkoły zawodowe). Jedynym skutkiem takiej polityki było przesunięcie w przyszłość fali bezrobocia. Ponarzekać sobie możemy, ale jednocześnie trzeba szukać systemowego rozwiązania problemu. Rząd niby coś robi (przywrócenie matematyki na maturze, kierunki zamawiane), ale tak bez przekonania. Można by np. wesprzeć szkolnictwo zawodowe na poziomie policealnym. W następujący sposób: gdy zgłosi się sponsor potrzebujący pracowników na dane stanowisko państwo dokłada się finansowo do utworzenia takiego kierunku, ale pod warunkiem że zapewni on uczniom praktyki i specjalistyczne pomoce naukowe (np. oprogramowanie). Myślę, że dało by się to powiązać z jakimś programem unijnym i stamtąd brać na to pieniądze.
    • dystansownik 17.03.10, 14:04
      > Inżynierów brakuje, ale tylko w pewnych specjalnościach, a nie ogólnie. Ostatni
      > o gdzieś słyszałem, że myśli się o przywróceniu możliwości uzyskiwania uprawnie
      > ń przez inżynierów budownictwa (obecnie dostępne tylko dla mgr inż.).

      Masz rację, że brakuje inżynierów tylko w pewnych specjalnościach. Problemem są
      rozwiązania jakich się szuka w celu poprawy sytuacji. Póki co, one mogą tylko
      pogłębiać problemy.

      Jak firmie brakuje kierowników budowlanych z uprawnieniami, 10-letnim
      doświadczeniem przy konkretnych rodzajach inwestycji i zapewne jeszcze o paru
      innych kwalifikacjach, których studia na pewno nie dają, to zwiększanie ilości
      przyjętych na studia (np. przez kierunki zamawiane), a tym samym absolwentów,
      nie jest żadnym rozwiązaniem. Co z tego, że naprodukujemy więcej świeżaków, jak
      firmy potrzebują ludzi doświadczonych.
      Wyprodukowanie prawdziwego inżyniera specjalisty w jakiejś dziedzinie, to
      najczęściej długoletni proces. Trzeba liczyć 5 lat studiów i co najmniej drugie
      tyle doświadczenia zawodowego.
      Tylko kto ma zatrudnić nic nie umiejącego absolwenta jak w rzeczywistości na
      teraz potrzebuje kogoś z już długoletnim doświadczeniem??

      Co do uprawnień budowlanych o których wspominasz, to inżynierowie mogą je robić,
      tylko że w ograniczonym zakresie. Zresztą przy obecnym systemie nauczenia, tym
      dwustopniowym, dobrym rozwiązaniem może być praca po skończeniu I stopnia (jeśli
      komuś uda się ją znaleźć) i rozpoczęcie II zaocznie, a praktykę zawodową do
      książki można zbierać już do starania się o uprawnienia bez ograniczeń.
      Za to pewnie teraz izba kombinuje z uprawnieniami, żeby je jeszcze bardziej
      podzielić. Podejrzewam, że konstrukcyjno-budowlane prędzej czy później rozwalą,
      bo przy nadmiarze inżynierów trzeba będzie ograniczać im możliwość pracy w
      zawodzie. :P
    • Gość: Bruno IP: *.124.c65.petrotel.pl 17.03.10, 14:52
      > Wyprodukowanie prawdziwego inżyniera specjalisty w jakiejś dziedzinie, to
      > najczęściej długoletni proces. Trzeba liczyć 5 lat studiów i co najmniej drugie
      > tyle doświadczenia zawodowego.
      Czyli wracamy do punkty wyjścia: żadna szkoła nie jest w stanie wypuścić absolwenta z 5 letnim doświadczeniem zawodowym ;)
      A to by najchętniej widzieli pracodawcy.
      > Tylko kto ma zatrudnić nic nie umiejącego absolwenta jak w rzeczywistości na
      > teraz potrzebuje kogoś z już długoletnim doświadczeniem??
      Ale chce płacić jak za absolwenta, więc nie może specjalisty znaleźć.
      I znowu wracamy do punkty wyjścia.
      Jak już pisałem: Dopóki pracodawcy nie zrozumieją że pracownik to taka sama inwestycja jak maszyna, dopóty będą narzekać na ich brak.
      Jest jeszce drugi problem: młoda "dajnamiczna" trzydziestoparo letnia kadra boi się starych inżynierów którzy nie jedno już w życiu widzieli i piętnują krótko wzroczność "pampersów". A co gorsza często mają rację.

      > Co do uprawnień budowlanych o których wspominasz, to inżynierowie mogą je robić,
      > tylko że w ograniczonym zakresie.
      Może chodziło o przywrócenie możliwości uzyskania pełnych uprawnień. Nie jestem budowlańcem, więc pewności nie mam ;) W każdym razie informacja pojawiła się na fali EURObumu budowlanego (drogi, stadiony) ;)
    • Gość: zet IP: *.adsl.inetia.pl 16.03.10, 18:54
    • Gość: hmm IP: *.adsl.xs4all.nl 16.03.10, 20:28
      Nie wiem po jakich studiach byli Ci panowie z filmiku, ale po paru latach w
      firmie, powinni już w miarę umieć się wysłowić.

      Co do korporacyjnego podejścia do "taniej siły roboczej", owszem, prawda, tyle,
      że korporacja ma jeden odgórny cel swojego istnienia - generować zysk za wszelką
      cenę dla swoich akcjonariuszy. Przy okazji, nie zaszkodzi tresować przyszłą kadrę.
    • sselrats 17.03.10, 05:33
      "Nie wiem po jakich studiach byli Ci panowie z filmiku, ale po paru
      latach w firmie, powinni już w miarę umieć się wysłowić."

      I tu jest jedna z wielu tragedii polskiego szkolnictwa. Nie uczy
      publicznego wyslawiania sie, prezentowania mysli, dzielenia sies
      idea, perswazji i negocjacji. Podstawowych funkcji komunikowania sie
      w spoleczenstwie.

      Wystarczy popatrzec na posty w forum GW. W wiekszosci brak
      umiejetnosci dyskutowania - o argumentowaniu nie wspomne. Nagminne
      osobiste zwracanie sie do przedmowcy zamiast wypowiadania sie na
      temat. Kultura budki z piwem.
    • Gość: goscUSA IP: *.itt.com 16.03.10, 20:23
      czyli nic sie nie zmienilo od 20 lat w szkolnictwie polskim.caly
      czas zascianek. Amerykanski student drugiego roku rachunkowosci ma
      obowiazek opracowania zestawienia kont na podstawie charakterystki
      prawdziwej firmy, zaliczyc konta do odpowiednich grup kosztowych ,
      skonstruowac raporty dochodowy i bilansu firmy oraz przyszlych
      przychodow firmy i kila innych a profesor sprawdza to wszystko z
      prawdiwa dokumentacj firmy i porownuje trafnosc pracy studenta.
      Opracowanie robi sie na software JD Edwards, Cost Point lub innych
      programach finansowo ksiegowych. Nic na papierku i nic na Excel.Jak
      w prawdziwej firmie. Tak pozniej wyglada egzamin z tego kursu na
      studiach biznesu.
    • Gość: hmm IP: *.adsl.xs4all.nl 16.03.10, 20:36
      Faktycznie, niesamowita zdolność, elastyczność i umiejętności. To jakiś kurs
      tygodniowy?
    • Gość: :P IP: *.chello.pl 16.03.10, 21:31
      Takie coś robiliśmy nie na rachunkowości, ale na nudnym przedmiocie OIZ na
      Akademii Rolniczej... Tylko babcia sprawdzała to ręcznie, kto chciał i miał
      dostęp, drukował (kilka lat temu). Komu się nie zgadzało, liczył od nowa, ale
      rzadko komu sprawdziła. Pewnie byśmy wszyscy zdali taki egzamin na amerykańskich
      studiach byznesu
    • sselrats 17.03.10, 05:40
    • Gość: Bruno IP: *.110.c79.petrotel.pl 17.03.10, 10:10
      > Amerykanski student drugiego roku rachunkowosci
      Student czego? Koledżu? To mniej więcej odpowiednik naszego technikum.
    • Gość: hmm IP: *.adsl.xs4all.nl 16.03.10, 20:46
      Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta.
      Trzeba mieć doświadczenie, pomysł, pieniądze i ... kontakty.
      Zlecenia z drzewa nie spadają, a w naszym kochanym kraju hmm... korupcja,
      łapówki, niewiele polskiego przemysłu...
      Pewnie i istnieją sektory, gdzie można wkręcić się (bankowość, rachunkowość,
      medycyna, prawo), tyle, że u Nas to jakieś wszystko dla młodych utrudnione,
      koszta są olbrzymie, "skarbówka" nie śpi itd...
    • klej.do.tapet 16.03.10, 21:06
      U znajomego zatrudnili GRAFIKÓW po ASP, którzy nie mieli pojęcia o barwach
      podstawowych: czym się różni RGB na monitorze od cyjan, żółty, magenta na
      wydruku. Tak w zupełnym uproszczeniu, nie mówię o fizyce światła itp, ale jakie
      kolorki mieszamy. To czego oni się tam uczyli, rysowali gołą babę na taborecie
      przez te 5 lat?

      kosmiczny_swir napisał:

      > Do diabla, studia to nie szkola zawodowa. Komus pomylily sie studia z
      > technikami. Jesli ktos potrzebuje pracownika gotowego do pracy w zawodzie to
      > nie zatrudni technika. Inzynier ma byc elastyczny, jego wiedza musi byc
      > ponadczasowa. Nie moze sie ograniczyc to umiejetnosci uzywania technologii
      > obecnej w danym momencie na rynku. Inzynier musi umiec wytworzyc nowa, lepsza
      > technologie. Oczywiscie, sa rozne rodzaje inzynierow - inzynier R&D, inzynier
      > produckji czy inzynier sprzedarzy, jednak inzynier musi byc czyms wiecej niz
      > technik.
    • Gość: Bruno IP: *.110.c79.petrotel.pl 17.03.10, 08:29
      > U znajomego zatrudnili GRAFIKÓW po ASP, którzy nie mieli pojęcia o barwach podstawowych
      > To czego oni się tam uczyli, rysowali gołą babę na taborecie
      > przez te 5 lat?
      Uczyli ich JAK i PRZY POMOCY CZEGO narysować gołą babę na taborecie by dobrze ten rysunek wygladał.
      Jak znajomym zależało na kolorach podstawowych, RGB lub CMYK to powinni zatrudnić fizyka lub drukarza, a nie artystę. Ale ci by im tak ładnie nie narysowali tego co jest do narysowania. Za to kolory mieliby w jednym paluszku.
      Twoim znajomym widać nie był potrzebny grafik artysta, tylko inżynier po poligrafii. Niestety polscy pracodawcy nie potrafią skonkretyzować wymagań stawianych pracownikowi.
    • Gość: atakitam IP: 188.33.130.* 17.03.10, 13:29
      Są dwa typy grafików - kreatywni i odtwórczy. Ci drudzy mają się znać na CMYK,
      RGB, szpaltach łamach i czcionkach w PDF-ie. Ci pierwsi mają tworzyć kreacje.

      Gościa po ASP nauczysz w miesiąc technologii. Grafika-technika nie nauczysz
      tworzenia kreacji nigdy.

      To tak jak mieć pretensje do poety, że nie zna na wylot wszystkich funkcji
      Worda. Nie zna, bo nie jest od tego. Od worda są korektorzy.
    • Gość: Bruno IP: *.c159.petrotel.pl 17.03.10, 15:30
      Skoro znajomi kleju.do.tapet narzekali na gościa po ASP to pewnie potrzebowali grafika-technika. Ten po ASP poduczył się zapewne o rbg i cmyk i zmył się do lepiej płacącej firmy. A technik bez polotu zostałby na dobre i na złe.
    • Gość: Sanos IP: 87.204.10.* 17.03.10, 18:33
      Gość portalu: Bruno napisał(a):

      > Skoro znajomi kleju.do.tapet narzekali na gościa po ASP to pewnie potrzebowali
      > grafika-technika. Ten po ASP poduczył się zapewne o rbg i cmyk i zmył się do le
      > piej płacącej firmy. A technik bez polotu zostałby na dobre i na złe.

      Nie tak prosto.. gosc po asp moze byc bez polotu, a technik samouk moze byc
      przedsiebiorczy... ciężko tu wyznaczyć jakieś granice, nie jest tak prosto.
    • Gość: Bruno IP: *.toya.net.pl 17.03.10, 19:50
      > Nie tak prosto.. gosc po asp moze byc bez polotu, a technik samouk moze byc
      > przedsiebiorczy... ciężko tu wyznaczyć jakieś granice, nie jest tak prosto.
      Jak w prawie każdej branży ;) Tym niemniej zatrudniając kogoś po ASP raczej w ciemno możesz założyć, że rysować to on potrafi. A że polotu nie ma, zdarza się. ;)
      Raczej chodziło mi o uogólnienie: wzięli artystę i narzekają że przepisu na farbę nie potrafi podać. To tak jak psioczyć na kowala, że samochód źle wyklepał, a przecież brama mu tak ładnie wyszła. Każdy pracownik ma być Leonardem Da Vinci i znać się na wszystkim.
    • klej.do.tapet 17.03.10, 20:17
      Ale do tego nie potrzeba fizyka ani drukarza, o tym wie każdy, kto miał fizykę w
      liceum i trochę się interesował tym co wkuwa. Ci ludzie sami się tam pchali,
      gdyby umieli rysować, zostaliby artystami, widoczne nie nadawali się zupełnie do
      niczego. Nie nauczyli się też "JAK i PRZY POMOCY CZEGO" rysować, bo węgielkiem
      mogą co najwyżej rysować portrety turystom na deptaku w Krynicy. Graficy używają
      teraz trochę nowocześniejszych technik.

      Gość portalu: Bruno napisał(a):

      > > U znajomego zatrudnili GRAFIKÓW po ASP, którzy nie mieli pojęcia o barwac
      > h podstawowych
      > > To czego oni się tam uczyli, rysowali gołą babę na taborecie
      > > przez te 5 lat?
      > Uczyli ich JAK i PRZY POMOCY CZEGO narysować gołą babę na taborecie by dobrze
      > ten rysunek wygladał.
      > Jak znajomym zależało na kolorach podstawowych, RGB lub CMYK to powinni zatrudn
      > ić fizyka lub drukarza, a nie artystę. Ale ci by im tak ładnie nie narysowali t
      > ego co jest do narysowania. Za to kolory mieliby w jednym paluszku.
      > Twoim znajomym widać nie był potrzebny grafik artysta, tylko inżynier po poligr
      > afii. Niestety polscy pracodawcy nie potrafią skonkretyzować wymagań stawianych
      > pracownikowi.
    • Gość: Bruno IP: *.toya.net.pl 17.03.10, 21:49
      > Ci ludzie sami się tam pchali, gdyby umieli rysować, zostaliby
      > artystami, widoczne nie nadawali się zupełnie do niczego.
      Tak się składa, że mój dobry kolega skończył ASP i mniej więcej wiem jak wygląda kształcenie artysty. Do komputera dopuścili go na ostatnich latach studiów. Wcześniej malował, rysował, rzeźbił i fotografował czym tylko się dało, a w międzyczasie studiował historię sztuki. Miało to na celu zaznajomienie się z narzędziami i technikami posługiwania się nimi. To pozwala mu w pełni wykorzystać potęgę nowoczesnych "pędzli" komputerowych.
      Po skończeniu studiów też zajął się projektowaniem graficznym, bo sztuka sztuką, ale do garnka trzeba coś włożyć.
      Mając solidne podstawy z nauką obsługi nowych narzędzi poradził sobie dość szybko. Teraz pracuje na własny rachunek. Wie już co to RGB, CMYK, RAL, Flash, Photoshop itd. itp., ale i tak płacą mu za to, że ma wizję i wiedzę jak coś należy przedstawić by dobrze wyglądało. Czyli za to że potrafi rysować. Obrazy maluje dla przyjemności.
    • Gość: R IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.10, 21:10
      Wyborcza oczywiście nie informue że 70% zakładanych firm pada.
    • volga_jasnowidzaca 16.03.10, 21:21
      Ale 30% daje rade:)
      --
      Ubi ti Gaius, ego Gaja.
    • Gość: R IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.10, 22:52
      A 70% zawiesza sznur na suficie i podstawia krzesełko pod nóżki po wyroku
      jakim jest niespłacony kredyt, tak ?
    • wybitniemadry 16.03.10, 21:39
      jest to fakt znany od dziesiecioleci
    • Gość: innny IP: *.static.vip-net.pl 16.03.10, 23:26
      Coś ci sie kolego porąbało bo już dzięki Solidarności, AWS, Po i PiS
      technikó nie ma. reformę przygotowała Radziwiłł, a wprowadził Buzek
      i Handke. O inżynierach z lat 70 zapomnij teaz na uczleniach jest
      kadra gdzie następuje przerost formy nad treścią . To są głónie
      praktycy z teorii , specjalisći od publikatorowych kompilacji. Kto
      moze robić nowe technologie chyba że na komputerze symulacje. To
      jest badziewie uczelniane a nie prawdziwi naukowcy. Badają wyższość
      krętka bladego nad ketkeim gruźlicy
    • Gość: Kuba IP: *.pul.tke.pl 17.03.10, 08:37
      Pani minister od "uczelni"?? Kiedy przestanie pani eksperymentowac z
      polska "nauka"?? Duze panstwo jakim jest Polska i takie "dno"
      naukowe i technologiczne? Placimy za to grube miliardy!!!
    • Gość: xx IP: *.adsl.inetia.pl 17.03.10, 08:49
      Jako pracodawca mam dość dobre rozeznanie czego uczą uczelnie w mojej okolicy i
      wiem co umieją ich absolwenci. Powiem, że zdecydowanie wolę ludzi "bez
      konkretnych umiejętności", ale potrafiących myśleć, niż takich "wyuczonych",
      którzy nie są w stanie niczego wymyślić. Nauczenie się konkretnej technologii do
      pracy to max. miesiąc, zaś myślenia nie nauczę.
    • Gość: Sanos IP: 193.24.24.* 17.03.10, 10:39
      Gość portalu: xx napisał(a):

      > Jako pracodawca mam dość dobre rozeznanie czego uczą uczelnie w mojej okolicy i
      > wiem co umieją ich absolwenci. Powiem, że zdecydowanie wolę ludzi "bez
      > konkretnych umiejętności", ale potrafiących myśleć, niż takich "wyuczonych",
      > którzy nie są w stanie niczego wymyślić. Nauczenie się konkretnej technologii d
      > o
      > pracy to max. miesiąc, zaś myślenia nie nauczę.

      moje doświadczenia są podobne, niestety większość uczelni myślenia też nie
      uczy.. raczej obróbki dokumentacji i wykuwania formułek. Oczywiście twórcze i
      elastyczne myślenie pomaga, ale to robią najlepsi, reszta przechodzi
      pracowitością, ściąganiem, korepetycją..

      Kiedyś, gdy studia kończyli nieliczni był to niezły test statystyczny na dobrego
      pracownika, bo kończyły je, w większości, osoby albo z dobrym zapleczem, albo
      bardzo ambitne. Obie kategorie to dobrze pracownicy (o innym charakterze). Teraz
      mając przed sobą osobę z dyplomem i bez.. trudno ocenić, która lepsza - błąd
      zarówno 1 jak i drugiego rodzaju na poziomie 50%.

      Czyli zamiast dyplomem można posłużyć się rzutem monetą..
    • dystansownik 17.03.10, 11:53
      Niestety tak już jest. Większe firmy próbują "myślenie" sprawdzać całymi seriami
      testów, żeby wybrać "najlepszych" kandydatów, a w wielu wypadkach kończy się i
      tak zatrudnieniem kogoś "swojego", który potrzebuje roboty.
      Pracę jakoś będzie wykonywał, a przynajmniej kasa zostaje w rodzinie... :P
    • Gość: Sanos IP: 87.204.10.* 17.03.10, 18:26
      dystansownik napisał:

      > Niestety tak już jest. Większe firmy próbują "myślenie" sprawdzać całymi seriam
      > i
      > testów, żeby wybrać "najlepszych" kandydatów,

      Sano w sobie nie jest to takie złe, tylko trzeba tych testów używać. Większość
      firm, do których aplikowałem używała testów nastawionych na wyłapanie jednostek
      sprawnie myślących, średniaków i odsianie osób o mało giętkim umyśle, kilka
      dodawało do tego element matematyczny. W wielkiej czwórce testy były nastawione
      na geniuszy i wybranie tych najlepszych z nich.
      I w tych zadaniach się sprawdzały, problem zaczyna się, gdy ktoś stara się przy
      pomocy testów dla geniuszy oceniać średniaków, bo różnice między nimi stają się
      przypadkowe.

      > a w wielu wypadkach kończy się i
      > tak zatrudnieniem kogoś "swojego", który potrzebuje roboty.
      > Pracę jakoś będzie wykonywał, a przynajmniej kasa zostaje w rodzinie... :P

      W państwowych.. nepotyzm się na pewno zdarza, w prywatnych, zwłaszcza z dużym
      akcjonariuszem zagranicznym... pojedyncze przypadki (prezesi dużo dzieci nie
      mają). Zatrudniani są młodzi, rokujący nadzieje, najlepiej za medianę pensji
      rynkowej. Firma korzysta, pracownik się uczy 'w boju', a potem albo zaczyna być
      'w urzędzie', albo idzie dalej.

      Jeśli zatrudniani są znajomi królika, to nie dlatego, że pensja zostaje w
      rodzinie, ale dlatego, że firma ma większą szansę, że nowa osoba nie zawiedzie,
      a może i że się sprawdzi, a co więcej jest to tańsze niż kolejna rekrutacja.
    • dystansownik 17.03.10, 19:31
      > Jeśli zatrudniani są znajomi królika, to nie dlatego, że pensja zostaje w
      > rodzinie, ale dlatego, że firma ma większą szansę, że nowa osoba nie zawiedzie,
      > a może i że się sprawdzi, a co więcej jest to tańsze niż kolejna rekrutacja.

      Może masz rację, ale czasem też przybiera to bezsensową formę. Sam znam
      przypadek jednej z największych firm budowlanych w kraju, która w formularzu
      rekrutacyjnym wprost chce żeby wskazać osobę "rekomendującą" kandydata.
      Niby można uznać, że ktoś z rekomendacją będzie bardziej "zaufany", ale w ten
      sposób praktycznie odcina się szansę tym nierekomendowanym. W teorii też biorą
      udział w rekrutacji, w praktyce jednak, jak ich potraktują, to wyłącznie
      wewnętrzna sprawa danej firmy. :P
    • Gość: Sanos IP: 193.24.24.* 17.03.10, 10:17
      kosmiczny_swir napisał:

      > Do diabla, studia to nie szkola zawodowa. Komus pomylily sie studia z
      > technikami. Jesli ktos potrzebuje pracownika gotowego do pracy w zawodzie to
      > nie zatrudni technika. Inzynier ma byc elastyczny, jego wiedza musi byc
      > ponadczasowa. Nie moze sie ograniczyc to umiejetnosci uzywania technologii
      > obecnej w danym momencie na rynku. Inzynier musi umiec wytworzyc nowa, lepsza
      > technologie. Oczywiscie, sa rozne rodzaje inzynierow - inzynier R&D, inzynier
      > produckji czy inzynier sprzedarzy, jednak inzynier musi byc czyms wiecej niz
      > technik.

      Ale studia są uznawane za miejsce zdobywania zawodu. Zarówno przez statystykę
      (GUS) jak i same uczelnie. Efekt.. uczelnie coraz mniej uczą myślenia (choć tak
      naprawdę, czy kiedykolwiek *uczyły*?), ale nie są tez w stanie wyuczyć zawodu.
    • Gość: olo IP: *.ip.jarsat.pl 17.03.10, 10:19
      a mi się nie chce robić kariery :-) bo jak widzę takich
      nadpobudliwych pajaców z ręką w kieszenie jak ten na filmie to wolę
      sobie pospać niż "zaangażoać się znacznie" :-)))))
    • Gość: Sam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.10, 11:14
      Większość firm wykorzystuje praktykantów lub starzystów jako darmową
      siłę roboczą .
      Moja córka pracowała tak dwa lata, po czym po obronie zgłosiła się
      do firmy z którą była związana najmocniej a ta zaproponował jej na
      początek 1600 zł netto po tak trudnych studiach, mówiła mi że
      osobie rekrutującej powiedział "pani żartuje" i wyszła, było to w
      pażdzierniku 2008 r .
      Mnie jest przykro o tym pisać bo córka od roku mieszka w Kanadzie i
      tam pracuje i prawdopodobnie nie wróci do polski.
      Uważam że polska wypchnęła część własnych dobrze wykształconych
      obywateli poprzez to że niczego dobrego nie była w stanie im
      zaproponować. Ważniejsi są dla niej górnicy , policjanci, wojskowi
      i rolnicy, ale czy te grupy zawodowe mogą popchnąć polskę na drogę
      dynamicznego rozwoju?
      Nie mogę tego polsce darować, a ona mówi: tato nie denerwuj się
      tylko przyjedź do mnie . Za kilka lat zrobię tak na pewno, zostanę
      kolejnym "uchodźcą".
    • Gość: Sanos IP: 87.204.10.* 17.03.10, 18:36
      Gość portalu: Sam napisał(a):

      > Większość firm wykorzystuje praktykantów lub starzystów jako darmową
      > siłę roboczą .

      Upraszczasz, to nie takie proste. Praktykanci najczęściej są w firmach za krótko
      by nabrać względnej biegłości w czymkolwiek.. Być muszą, dlatego parzą kawe i
      robią rzeczy tak by innym nie przeszkadzać.

      Rozwijają się tam, gdzie jest masa roboty, a środowisko tak zmienne, że ludzie
      pracujący X lat cały czas się uczą...
    • dystansownik 17.03.10, 19:44
      > > Większość firm wykorzystuje praktykantów lub starzystów jako darmową
      > > siłę roboczą .
      >
      > Upraszczasz, to nie takie proste. Praktykanci najczęściej są w firmach za krótk
      > o
      > by nabrać względnej biegłości w czymkolwiek.. Być muszą, dlatego parzą kawe i
      > robią rzeczy tak by innym nie przeszkadzać.

      I to jest w pewnym sensie bezsensem praktyk, które zwykle się tak zachwala. Ja
      co prawda kawy nie parzyłem (kierownik robił to sam), ale też nie dostawałem
      żadnym odpowiedzialnych zadań do wykonywania. Czasem wręcz na praktyce dawali
      nam coś na odwal, albo po prostu siedzieliśmy sobie i kompletnie nic nie robiliśmy.
      Piszę w liczbie mnogiej, bo tu pojawia się kolejna sprawa. Firmy w okresie
      wakacyjnym były zalewane praktykantami. Mój kierownik się wkurzał nawet, jak w
      jednym momencie miał nas 4 na raz na budowie.

      Oczywiście wszystko zależy od branży i firmy do jakiej się trafi, ale ogólnie z
      praktykami różnie bywa.
      W przypadku tych obowiązkowych zwykle 1/3 osób ma poważne praktyki na których
      coś rzeczywiście robią, 1/3 na praktykach nie robi praktycznie nic, a 1/3
      załatwia tylko lewy papierek, żeby mieć to z głowy.
      W przypadku praktyk nieobowiązkowych, czyli jak ktoś zdobywa dodatkowe
      doświadczenie na własną rękę, to niestety robi za darmową siłę roboczą.
      Najczęściej zajmuje się trywialnymi zadaniami, które wykonywać trzeba, a z
      którymi poradziłaby sobie nawet małpa (stąd opowieści o parzeniu kawy i obsłudze
      ksera na praktykach).
    • Gość: Sanos IP: 193.24.24.* 18.03.10, 09:01
      > I to jest w pewnym sensie bezsensem praktyk, które zwykle się tak zachwala. Ja
      > co prawda kawy nie parzyłem (kierownik robił to sam), ale też nie dostawałem
      > żadnym odpowiedzialnych zadań do wykonywania. Czasem wręcz na praktyce dawali
      > nam coś na odwal, albo po prostu siedzieliśmy sobie i kompletnie nic nie robili
      > śmy.
      > Piszę w liczbie mnogiej, bo tu pojawia się kolejna sprawa. Firmy w okresie
      > wakacyjnym były zalewane praktykantami. Mój kierownik się wkurzał nawet, jak w
      > jednym momencie miał nas 4 na raz na budowie.

      I to jest jeden z problemów, bo osoba, która przychodzi na własną rękę na
      praktykę, albo wręcz chce dorobić ma pewną wartość.. jest szansa, że jeśli się
      sprawdzi i się spodoba, to zostanie.. Więc nie dostaje zadań zupełnie na odwal..

      Co innego osoba na praktykach 3 miesięcznych, obowiązkowych.. hoho, super,
      wspaniały pracownik.. często siedzi z musu, i prawie na pewno jego kariera
      skończy się po 3 miesiącach.. A 3 miesiące w int.corp. to mniej więcej tyle ile
      trzeba by wyrobić wszystkie dostępy i by człowiek mniej więcej wiedział, kto
      jest kim... Dobrzy zaczynają kojarzyć pracę po 6-7 miesiącach, przeciętni po roku..

      > W przypadku praktyk nieobowiązkowych, czyli jak ktoś zdobywa dodatkowe
      > doświadczenie na własną rękę, to niestety robi za darmową siłę roboczą.
      > Najczęściej zajmuje się trywialnymi zadaniami, które wykonywać trzeba, a z
      > którymi poradziłaby sobie nawet małpa (stąd opowieści o parzeniu kawy i obsłudz
      > e
      > ksera na praktykach).

      Sano w sobie nie jest to takie złe.. bo przez 3 miesiące to czasem się nadaje
      dostępy, a praca przy kawie to niezły sposób by zacząć kojarzyć ludzi i zobaczyć
      jak wygląda ich praca.
      3,4,5 rok to już praktykant, który ma przyszłość, bo jest szansa, że szybko
      zacznie pracować na pełny etat (a wcześniej i tak nie do końca może wszystko
      robić) - niezależnie od tego czy studia skończy czy rzuci.
    • Gość: aaaa IP: *.tktelekom.pl 17.03.10, 11:41
      Co z tego ze uczelnia nauczy czegos co wykorzystuje 10 firm jak
      znajdzie sie kolejnych 10 ktore korzystaja z innych rozwiazan. Caly
      czas chodzi tylko o to zeby umiec sobie poradzic z czyms nowym
      bazujac na podstawach z uczelni. Pod warunkiem ze pracujemy w
      zawodzie :)
    • Gość: Sanos IP: 87.204.10.* 17.03.10, 18:47
      Gość portalu: aaaa napisał(a):

      > Co z tego ze uczelnia nauczy czegos co wykorzystuje 10 firm jak
      > znajdzie sie kolejnych 10 ktore korzystaja z innych rozwiazan.

      Tak, to jest jeden z głównych problemów organizowania nauki na dowolnym poziomie
      :( i to niestety jest trudne do przeskoczyć.

      > Caly
      > czas chodzi tylko o to zeby umiec sobie poradzic z czyms nowym
      > bazujac na podstawach z uczelni.

      Tylko, że tego właśnie uczelnie nie uczą. W większości serwują encyklopedyczną
      wiedzę bez najmniejszej sugestii jak to jeść w praktyce. Studia już od dawna nie
      uczą w Polsce jak się uczyć, nie ma na to ani czasu na uczelniach, ani kadry
      dydaktycznej radzącej sobie z realnymi problemami.

      > Pod warunkiem ze pracujemy w
      > zawodzie :)

      A co to takiego?
      Poza kilkoma kierunkami, które są jedynym sposobem dojścia do pewnych uprawnień
      inne, szczególnie humanistyczne nie dają żadnego zawodu. Bo kim w rynkowej
      firmie będzie matematyk, fizyk, socjolog, ekonomista, ba nawet inżynier
      finansowy o historyku już nie wspominając.

      Paradoksalnie absolwent uczelni nie ma zawodu, na rynku traktowany jest jako
      pracownik niewykwalifikowany z dobrymi rokowaniami, ale nie jako człowiek z zawodem.

      Co więcej jest wiele stanowisk, które wymagają wiedzy z kilku dziedzin
      jednocześnie, wymagać od ludzi skończenia 3 kierunków? Chyba jednak nie,
      szczególnie, ze z każdej z dziedzin wykorzystuje się maleńki fragmencik tortu..
      na tych stanowiskach często są ludzie z zupełnie odmiennym wykształceniem,
      którzy sprawnie nauczyli się tych kawałków i potrafili poskładać w całość.

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka