Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Prawda i fałsz ogłoszeń

    IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.10, 10:24
    Świetny i rzeczowy artykuł! Fajnie by było, gdyby proponowane w nim zmiany o
    ogłoszeniach o pracę weszły w życie.
    Edytor zaawansowany
    • Gość: bezrobotny IP: 78.133.196.* 13.04.10, 10:38
      czysta prawda. Właśnie tak jest. Ja dlatego przestałem czytać ogłoszenia. Okazało się, że nawet gdy miałem skierowanie z PUP odpowiadali mi "nie bo nie". I tyle.
      Na taką firmę, która zamieszcza w PUP ogłoszenie o pracy, a potem bez powodu odmawia zatrudnienia nakładałbym 100 000 PLN kary od ręki.
    • Gość: menelaos IP: *.chello.pl 13.04.10, 10:43
      1. minimalne zarobki
      2. nazwa i adres pracodawcy (nip)
      3. realne wymagania - konkrety
      4. miejsce pracy
      należy pamiętać, że najczęsciej pracodawca wymaga wszystkich danych w cv
      (wiek-dyskryminacja, płeć-dyskryminacja)!, stan cywilny, adres zamieszkania. -
      powinien być zakaz - te dane idą do markeingowych baz danych
      4. okreslić zakres karny za brak prawdziwości danych. (pracodawca i pracownik)

      Pamietajcie wiekszość ogłoszeń jest post factum, albo czysta fikcja. w Polsce
      jest 28-35% bezrobocia.
    • dystansownik 13.04.10, 11:09
      > 1. minimalne zarobki

      Niestety o to ciężko, bo w rzeczywistości jako wynagrodzenie pracodawca musiałby
      wpisać: "najniższe możliwe za jakie jakiś frajer zgodzi się pracować".

      > 2. nazwa i adres pracodawcy (nip)
      > 3. realne wymagania - konkrety
      > 4. miejsce pracy
      > należy pamiętać, że najczęsciej pracodawca wymaga wszystkich danych w cv
      > (wiek-dyskryminacja, płeć-dyskryminacja)!, stan cywilny, adres zamieszkania. -
      > powinien być zakaz - te dane idą do markeingowych baz danych
      > 4. okreslić zakres karny za brak prawdziwości danych. (pracodawca i pracownik)

      Ja bym jeszcze dodał realne warunki zatrudnienia, a nie "praca w młodym,
      dynamicznym zespole" i inne hasła "klucze". :P

      > Pamietajcie wiekszość ogłoszeń jest post factum, albo czysta fikcja. w Polsce
      > jest 28-35% bezrobocia.

      Z tym bezrobociem, to chyba przesada. Ale co do ogłoszeń, to racja, sporo jest
      fikcyjnych. Albo ukazują się, kiedy na stanowisko znaleziono już "swojego", a
      ogłoszenie to tylko krycie tyłka, że niby rekrutacja zostaje przeprowadzona,
      albo ogłoszenie wcale nie dotyczy żadnego stanowiska. Zamiast tego pełni rolę
      reklamową (pokazanie jak to firma się "rozwija", bo ciągle rekrutuje) i służy co
      najwyżej budowaniu bazy kandydatów.
    • Gość: Kagan IP: 193.136.157.* 13.04.10, 11:26
      Gdyby nie masowa emigracja Polakow, to w Polsce byloby dzis ponad 35% stopa
      bezrobocia.

      I ciekawe, ze zatrudnia sie w Polsce cudzoziemcow, a dla Polakow to w Polsce
      pracy nie ma
      . Ja mam np. australijski doktorat (PhD), ktory nie jest jednak
      uznawany w Polsce, wiec pracy musialem poszukac za granica, czyli na zachodzie
      Europy, gdyz tam uznaja automatycznie moj australijski doktorat.
      Pisalem w tej sprawie nieuznawania mych australijskich kwalifikcji do b.
      prezydenta Kaczynskiego i do b. RPO Kochanowskiego. Kaczynski w ogole nie
      odpowiedzial na moje listy, a Kochanowski mi powiedzial, ze takie jest prawo w
      Polsce, i ze nie jest widac w interesie Polski pozwolic na uznawanie w Polsce
      zachodnich doktoratow.
      Tak wiec mieszkam, pracuje i place podatki na zachodzie Europy a nie w Polsce, a
      moj dorobek naukowy liczy sie do dorobku kraju, w ktorym mieszkam, a nie do
      dorobku nauki polskiej. [u]Kto widzi w tym jakikolwiek sens?
      [/u]
      lech.keller@gmail.com
    • Gość: jd IP: *.eti.pg.gda.pl 13.04.10, 12:15
      A wygooglać nostryfikacja to taki kłopot?

      Tak, trzeba się w Polsce nachodzić żeby uznać obcy doktorat. Ale jak komuś nie zależy, to co zrobić.
    • Gość: Kagan IP: 193.136.157.* 13.04.10, 13:28
      Przeciez uznanie mego doktoratu to tylko korzysc dla Polski. A mimo to,
      na UW odmowiono mi nostryfikacji PhD z Monash University.
    • Gość: Marek IP: 94.42.115.* 19.04.10, 22:12
      Jak slysze takie brednie ze w Polsce bylo by 35% bezrobocie gdyny
      nie emigracja to mi sie noz w kieszeni otwiera.

      Jestem rekruterem i uwazam ze to jest nie fair aby firma podawała
      ile sa zarobki na danym stanoiwsku.

      Bo jak tak to niech ludzie podaja w CV odrazu oczekiwania finansowe
      ile by chcieli zarobic.

      Zasada jest taka ze ja nie uwazam ze pracownik to osoba znajaca sie
      na tym ile na danym stanoiwsku sie zarabnia. Ja moge sie za tkiego
      uważac mam badnia płacowe, zaszeregownie danego stanowiska pod
      wzlgedem skomplikowania problemow, potrzebych kwalifikacji itp.
      Ja wiem ile rynke daje na takim stanowisku pracownik tego nie wie.

      Co do rekrutacji to zawsze firma powina sie starac dac pełen obraz
      jak to wyglada u nas jest to na stronie www dokłanie jakie sa kroki
      i jaki jest cel kazdego kroku ale wiekszosc ludzie tego nie
      sprawdza, nawet sie nie pofatyguja aby wejsc na WWW.

      raczej staramy sie ułatwiac niz utruniac pracownikom, np jak ktos
      jest z innego miasta zawsze napoczatku oferujemy romzowe telefoiczna
      aby nie tracic jego i naszego czasu.

      a teraz o bez robociu,

      szukałem ostatnio kogos to pracy w ogrodzie, poprostu do pomcy
      pracował by razem zemna w moim ogrodzie a ja bym mu za to zapłacił,
      nie da sie takiej osoby znaleźć naprawde jest trudno.
      płace 10pln na czarno niby bezrobotnych jest duzo.
      Ja gdyym nie miał pracy i problem z kasa odrazu bym sie najł do
      jakiejkolwkei roboty nawet poniżej najniższej krajowej bo lepiej
      miec cos niż nic a tu bryndza kompletna.

      Ludzie mysla ze zsiłki sie im naleza a sami na czarno na stałe
      pracują i ci co pracuja normalni sa poprostu przez nich okradani.

      Marek
    • Gość: BJ IP: *.chello.pl 10.05.10, 20:26
      Czytam całość i dotarłem do tego kwiatka - człowieku, z taką polszczyzną chyba
      sam pracujesz w ogrodzie na stałe?! Opuściłeś szkołę podstawową i lekcje języka
      ojczystego!?
    • dystansownik 13.04.10, 12:21
      > Gdyby nie masowa emigracja Polakow, to w Polsce byloby dzis ponad 35% stopa
      > bezrobocia.

      Może to przesada, ale pewnie z 20% rzeczywiście by było. Co ciekawe, mnie
      śmieszy, że już chyba z 3 artykuły czytałem na temat tego, że nam potrzeba
      powrotów emigrantów, bo ich brak skutkuje "drenażem mózgów" i siły roboczej, a
      pracodawcy nie mogą znaleźć pracowników.
      Cóż akurat masowa emigracja była chyba (przynajmniej dla zwykłych ludzi)
      najlepszą rzeczą jaka przytrafiła nam się w ostatnich latach.

      > I ciekawe, ze zatrudnia sie w Polsce cudzoziemcow, a dla Polakow to w Polsce
      > pracy nie ma
      .

      Tylko to jest trochę mylne podejście. W wielu takich przypadkach cudzoziemiec,
      to zagraniczny specjalista przysłany przez firmę z konkretnego powodu.
      Najprawdopodobniej firma nie zdecydowałaby się na stworzenie stanowiska, gdyby
      takiego człowieka nie mogła zatrudnić.
    • Gość: Kottblum Hanna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.10, 12:26
      Pracowników brakuje głównie prze śmiesznie niskie stawki,
      jakie "proponuje" się pracownikom.
    • Gość: bezsens IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.04.10, 13:29
      nie zgodzę się.
      nie jestem pracodawcą, ale z racji wykonywanego zawodu orientuję
      się, jakie mamy wymagania co do pensji i co za nią oferujemy
      pracodawcy.

      I niestety muszę was zmartwić, ponieważ wydajność polskiego
      pracownika za 1000 euro miesięcznie to wydajność 1/3 do 1/4
      pracownika zachodniego za te same pieniądze. Dlatego też w Polsce
      pensje są głodowe. Dostej się również tę 1/3 do 1/4 z 1000 euro
      miesięcznie.

      Nie chcę nikogo obrazić, szczególnie osób, które mają rodzinę na
      utrzymaniu, ale zapytam wprost: za co wy chcecie taką kasę?
      Rozumiem, że taka kasa jest wam potrzebna, bo macie wydatki, ale
      dajcie powód, dla którego pracodawcy mają wam tyle płacić.

      Moje zderzenie z takim parametrem nastąpiło przez brata. Zatrudnił
      się jako informatyk w firmie z kapitałem zachodnim. Pracował tam już
      na studiach, więc miał przyspieszoną procedurę rekrutacyjną (nie
      musiał składać wszelkich papierów, bo firma za jego zgodą ciągnęła
      je z uczelni we własnym zakresie). Ale do rzeczy: w tej formie
      ocenia się wydajność informatyka (programisty) za pomocą szeregu
      zadań/testów. Ile procent takich zadań programista potrafi poprawnie
      i wg standardów rozwiązać, taką dostaje kasę.

      Potem przychodzi czas na sprawdzenie, czy pracownik doszkalał się na
      szkoleniach - są kolejne testy co rok, co pół. Od ich wyniku zależy
      zarówno pensja, jak i awans no i większa odpowiedzialność (stopniowo
      dostaje się ludzi pod siebie, o ile daje się radę).

      I wiecie co? To jest prawdziwa praca. Nie takie 'zmywanie' czy
      'parzenie kawy' czy 'chodzenie bez celu'. Ta praca i takie zarobki
      są poparte solidnymi wynikami, oferty pracy z innych firm są. Ale
      brat powiedział, że tak ciężko się nie uczył nawet na studiach.
      Siedział po godzinach, aby zrozumieć zawiłości jakichś systemów i
      aby dobrze zaprojektować działającą z systemem aplikację. Zależało
      mu i dalej zależy.

      A normalny bezrobotny w Polsce ma wykształcenie wyższe (w praktyce w
      większości przypadków OGRANICZA się to znajomości obsługi komputera
      i minimalnej znajomości tematu ze swojego kierunku), chce zarabiać
      jak Niemiec czy Holender albo Anglik i absolutnie nie wie dlaczego
      ściąga się specjalistów z Zachodu i jeszcze ma to wszystkim za złe,
      bo przecież on się lepiej na to stanowisko nadaje (o czym świadczy
      jego wylewna wypowiedź typu kopiuj-wklej w liście motywacyjnym).

      Nie bądźcie ślepi na własne braki. I bądźcie bardziej produktywni.
      Tata mówił, że jak ktoś chce coś mieć w życiu to musi najpierw
      ciężko sam pracować, a potem pracować jeszcze ciężej pilnując
      pracowników. Tyle.
    • Gość: Kottblum Hanna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.10, 13:35
      Ciekawe z czego robią testy sprzątaczkom na zachodzie, bo one też
      zarabiają więcej.
      Nie chodzi mi o jakieś kokosy, tylko o urealnienie płac względem
      otaczających nas cen i codziennych wydatków.Prawda jest prosta -
      jaka płaca - taka praca.
      za 1200 na rękę, to ja mogę porobić za statystkę.
    • Gość: aa IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.04.10, 16:52
      > Ciekawe z czego robią testy sprzątaczkom na zachodzie, bo one też
      > zarabiają więcej.

      ilością posprzątanych mieszkań / wielkością posprzątanej
      powierzchni...
      wskaźnik zawsze da się znaleźć.
    • drkagan 13.04.10, 17:14
      Iloscia ruchow mopem na minute. Cos jak w LWP: konkursy w naprawianiu samochodu
      na czas...
    • Gość: moe IP: 82.139.156.* 14.04.10, 11:52
      Zabronione,przynajmniej w Urzędzie Pracy i tam nigdy nie wywieszane,ani nie
      oferowane.
    • Gość: Maciek IP: 94.42.115.* 19.04.10, 22:17
      Ludzie ale pensja nie zalezy od kosztów zycia co wy na glowe
      upadliscie czy co.

      czy cena cukru zalezy od tego ile herbat pije przecież to jakas
      paranoja.

      to ze kazdy czlonek mojej 7 osobowej rodziny potrzbuje miec swoja
      auto producenci aut nie zmienjsza swoich cen a przez to zysków.
      o co wam chodzi.

      Maciek
    • Gość: Kagan IP: 193.136.157.* 13.04.10, 13:38
      Ja mam (praktycznie) najlepsze mozliwe zachodnie kwalifikacje:
      - PhD z politologii (Monash University),
      - MA z ekonomii (The University of Melbourne) oraz
      - Prawie 20 lat pracy na stanowskach samodzielnych i kierowniczych w takich firmach jak np. Anglo-American, Barclays Bank, Compaq czy Eagle Star.
      I co? I nic. Moj doktorat w Polsce nie jest uznawany, a na prace w banku jestem w Polsce za stary... Wiec musze pracowac za granica...
      lech.keller@gmail.com
    • Gość: aA IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.04.10, 16:55
      to może, skoro jesteś tak dobrze wyuczony i doskonały czas na własny
      biznes? Do fachowca zawsze przyjdą klienci. Jak się zdobędzie renomę
      na rynku (wnioskuję, że jej nie masz) to polecą oferty pracy. W
      kapitalizmie jest tak, że sam człowiek jest produktem (powinineś to
      wiedzieć!), który się odpowiednio sprzedaje.

      Aha - na luksusowe samochody też nie stać wszystkich
      zainteresowanych...
    • drkagan 13.04.10, 17:13
      Zarty sobie stroisz? Wlasny biznes? A wiesz, ile trzeba dzis miec kapitalu, aby
      otworzyc biznes, ktory bedzie ci przynosic wieksze zyski 'na reke' niz zasilek
      dla bezrobotnych?
      Przeciez podczas recesji, to otwieranie malego biznesu nie ma sensu, bo ludzie
      nie maja pieniedzy, wiec beda powazne klopoty ze zbytem. A jak jest prosperity,
      to o prace jest stosunkowo latwo, wiec tez nie ma swnsu ryzkowac dorobku zycia,
      aby otworzyc mala firme, z definicji bardzo narazona na plajte... Chyba, ze sie
      nie ma zadnych kwalifikacji...
    • lechujarek 13.04.10, 18:22
      > Zarty sobie stroisz? Wlasny biznes? A wiesz, ile trzeba dzis
      > miec kapitalu, aby otworzyc biznes, ktory bedzie ci przynosic
      > wieksze zyski 'na reke' niz zasilek dla bezrobotnych?

      Ależ wiemy, wiemy. Wszak żyjemy w socjalizmie XXI wieku.
      Bo na ten przykład w takim XIX wiecznym "drapieżnym" kapitalizmie to jak miałeś choć odrobinkę grosza odłożonego to zaraz mogłeś otworzyć choćby mały sklepik, czy jakiś inny punkt usługowy, jedyne o co się musiałeś martwić to o to aby zapłacić czynsz (a jeśli warsztat miałeś w domu to i nawet to nie) i mogłeś pracować i zarabiać. Ile wpadło tyle wpadło, ale jak już się coś zarobiło to było nasze bo nikt nas 70% podatkami nie obkładał, nikt o koncesje nie gnębił, jak robiłeś fuszerę to nie miałeś klientów - sprawa prosta.
      A teraz? "Czy ty wiesz ile trzeba mieć kapitału aby zacząć?!" Ano właśnie, właśnie...
    • drkagan 13.04.10, 18:41
      W XIX wieku, to jak miales sklepik, to sie caly czas trzasles ze strachu, ze cie
      obrabuja. Poza tym, to o klientow bylo trudno, gdyz robotnicy czesto dostawali
      wyplaty w bonach, ktore mogli zrealizowac tylko w sklepiku przyzakladowym. A jak
      straciles prace, to ci zostawaly tylko zebry. Nawet jesli ja straciles np. w
      wyniku wypadku przy pracy, ktory uczynil cie inwalida na reszte twego nedzngo
      zywota...
      Zawsze trzeba bylo miec spory kapital, a by zalozyc zyskowny interes. I
      zawsze trzeba bylo ten poczatkowy kapital ukrasc badz odziedziczyc.
      Nie bylo
      innej drogi!
      Znasz ten kawal: pytaja sie wlasciciela wielkiej firmy jak doszedl do az tak
      wielkich pieniedzy. A on: to bardzo proste. Majac 16 lat zaczalem sprzedawac
      sledzie na targu, ktore kupowalem wczesnym rankem od rybakow. Po roku odlozylem
      na mala budke, a po dwoch na maly sklepik na rogu. A w nastepnycm roku umarl moj
      bogaty wujek z Ameryki, i pozniej to wszystko sie potoczylo szybko, gdyz
      oddziedziczylem po nim te wlasnie firme...
    • lechujarek 13.04.10, 19:15
      Znaczy się, nikt nie dawał nikomu wtedy niczego za darmo? To naprawdę straszne!

      > Zawsze trzeba bylo miec spory kapital, a by zalozyc zyskowny interes

      Tyle że nie każdy od razu musi zostać milionerem!
      Dla wielu ludzi wystarczy że będą mieli fach w ręku - i taki sobie już w życiu poradzi. O ile oczywiście, nikt (a w szczególności złodziejska socjalistyczna państwowa mafia) nie będzie mu w tym przeszkadzać.
      Kiedyś można było żyć po prostu pracą swoich rąk. Dziś - no cóż. Albo ukradniesz gdzieś swój pierwszy milion, albo czeka cię (kontrolowana) nędza przez całe życie. Stanów pośrednich coraz to mniej...
    • drkagan 13.04.10, 19:32
      Dawali, tyle, ze to wtedy nazywalo sie glownie jalmuzna...
      I czemu dzis nie moze byc tak, aby kazdy byl bogaty? Przynajmniej w bogatych
      krajach? Oto PKB per capita w zeszlym roku w USD:
      Australia 41,300
      Francja 41,750
      Japonia 36,700
      Kanada 41,590
      Niemcy 40,970
      UK 43,515
      USA 47,600
      I pamietaj, ze dawniej z pracy rak to sie tylko wegetowalo. Niedawno zwiedzalem
      w Bristolu, w Anglii, s/s Great Britain. Warunki, w jakich Anglicy
      emigrowali w drugiej polowie XIX wieku do Australii byly wrecz tragiczne...
    • drniehabil 16.04.10, 13:22
      Nie masz pojecia o kapitalizmie, bo nigdy w zyciu nie mieszkales i nie
      pracowales w kraju z prawdziwa kapitalistyczna gospodarka rynkowa, tylko zawsze
      byles na czyims utrzymaniu...
    • lechujarek 19.04.10, 15:06
      > nigdy w zyciu nie mieszkales i nie pracowales w kraju z
      > prawdziwa kapitalistyczna gospodarka rynkowa,

      Tu akurat masz rację - żyję cały czas w Polsce.
    • drniehabil 19.04.10, 18:24
      Otoz to. A od pamietnego roku 1981 zyje, z b. krotka przerwa na poczatku lat
      2000, w takich krajach jak Australia, Cypr, Nowa Zelandia, RPA, USA, UK i
      Portugalia...
    • Gość: konishiko IP: *.range86-157.btcentralplus.com 14.04.10, 08:51
      Ale po jaka cholere potrzebny jest doktorat z politologii do pracy w
      banku? Tez mam doktorat ale nie pcham sie z nim tam, gdzie pies z
      kulawa noga sie nim nie zainteresuje ;)

    • drkagan 14.04.10, 14:53
      Nie zrozumiales mego postu. Moj polski pracodawca (prywatna uczelnia) uznal mi
      moj australijski doktorat bez zadnych formalnosci, ale co z tego, jak bez
      nostryfikacji nie moge sie w Polsce habilitowac, a wiec nie licze sie do tzw.
      minimum kadrowego jako samodzielny pracownik naukowy, choc licze sie jako
      samodzielny pracownik naukowy, mogacy m. in. promowac doktorow, wszedzie na tzw.
      Zachodzie.
      A starajac sie o prace w banku w PL, nie wspomnialem o doktoracie,
      podalem wtedy "tylko" moj australijski Masters z ekonomii i znaczny staz pracy w
      bankowosci i ubezpieczeniach. Oczywiscie, mogli sprawdzic me kwalifikacje, ale
      ze moj
      doktorat nie byl z bankowosci, to nie mogli by tego uzyc przeciwko mnie...
      Pozdr.
    • Gość: konishiko IP: *.range86-157.btcentralplus.com 14.04.10, 08:59
      Aha, z tego co wiem jest tez spora roznica miedzy nostryfikacja
      dyplomu, niezbedna do pracy naukowej, a uznaniem go przez pracodawce.
      Wydaje mi sie, ze w Polsce mozna nostryfikowac kazdy normalny
      doktorat, po prostu nie dzieje sie to automatycznie i trzeba
      zalatwiac mnostwo papierkow. Uznawane z automatu sa tylko tytulu z
      jakis egzotyccznych panstw bylego ZSRR.

      Ale jesli nie pracujesz na uczelni, gdzie nostryfikacja jest
      niezbedna, pracodawca moze spokojnei uznac Twoje kwalifikacje. Mam
      kolezanke z niemieckim doktoratem, ktory dal jej przewage w zdobyciu
      obecnej pracy w Polsce, choc nie byl wymagany i choc nigdy go nie
      nostryfikowala.

      Podejrzewam wiec, z niechec do uznania dypomu byla tylko pretekstem
      ze strony banku, zeby Cie splawic...
    • drkagan 14.04.10, 14:51
      Moj polski pracodawca (prywatna uczelnia) uznal mi moj australijski doktorat bez
      zadnych formalnosci, ale co z tego, jak bez nostryfikacji nie moge sie w Polsce
      habilitowac, a wiec nie licze sie do tzw. minimum kadrowego jako samodzielny
      pracownik naukowy, choc licze sie jako samodzielny pracownik naukowy, mogacy m.
      in. promowac doktorow, wszedzie na tzw. Zachodzie.
      A starajac sie o prace w banku w PL, nie wspomnialem o doktoracie, podalem
      "tylko" moj australijski Masters z ekonomii i znaczny staz pracy w bankowosci i
      ubezpieczeniach. Oczywiscie, mogli sprawdzic me kwalifiakcje, ale ze moj
      doktorat nie byl z bankowosci, to nie mogli by tego uzyc przeciwko mnie...
      Pozdr.
    • Gość: 4g63 IP: *.adsl.inetia.pl 13.04.10, 15:12
      > nie zgodzę się.

      gadasz jak potłuczony i to kompletnie, zamieniłeś się z głupim na rozumy?? wydajność??
    • Gość: aa IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.04.10, 16:50
      owszem - wydajność. Ile jesteś w stanie zrobić za takie a takie
      pieniądze - jakbyś nie wiedział.
    • drkagan 13.04.10, 17:15
      Raczej ile zysku czyli "m" na tobie bedzie w stanie zarobic kapitalista, jesli zaplaci ci te nedzne "v" placy...
    • Gość: aa IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.04.10, 19:19
      no to zauważ, że identyczny wskaźnik obowiązuje w zachodnich firmach.
      I jakoś tam ludzie aż tak nie marudzą na zarobki.
    • drkagan 13.04.10, 19:24
      Jaki wskaznik? I tam tez wciaz walcza o podwyzki...
    • Gość: aA IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.04.10, 21:31
      wskaźnik zarobków od posiadanych kompetencji i możliwości ich użycia.
      Walczą o podwyżki raczej ci, którzy są zrzeszeni w związkach bo kryzys
      zabolał je najbardziej (brak premii czy innych bonusów, do których
      byli przyzwyczajeni wypłacanych z procentu od wypracowanego zysku
      adekwatnie do wielkości związku w danym zakładzie).
    • dystansownik 13.04.10, 17:58
      > I niestety muszę was zmartwić, ponieważ wydajność polskiego
      > pracownika za 1000 euro miesięcznie to wydajność 1/3 do 1/4
      > pracownika zachodniego za te same pieniądze. Dlatego też w Polsce
      > pensje są głodowe. Dostej się również tę 1/3 do 1/4 z 1000 euro
      > miesięcznie.

      A skąd wiesz? Przecież pracownik za tą samą pensję u nas i na zachodzie, to w
      ogóle różne szczeble. To jakby porównywać wydajność kierownika w fabryce u nas z
      pracownikiem fizycznym przy taśmie na zachodzie.
      Zresztą wydajność jest raczej taka sama, skoro nasi pracownicy jadąc na zachód
      bez problemu wydajnościowo dorównują miejscowym. Różnica tkwi w tym, że jak
      dajesz pracownikowi 4 razy mniej kasy niż ma pracownik za granicą, to nie dziw
      się, że wydajność spada do 1/4.

      Wydajność zależy od motywacji, a ta jest proporcjonalna do wynagrodzenia. Im
      wyższe, tym większa motywacja i większa wydajność. Oczywiście w pewnym
      uproszczeniu, bo ważne są też czynniki takie jak np. stabilność zatrudnienia,
      dobra atmosfera pracy i inne czynniki o których u nas często można tylko marzyć,
      a o które na zachodzie rzeczywiście się dba.
    • Gość: Kagan IP: 193.136.157.* 13.04.10, 18:14
      Polski pracownik Fiata czy Opla ma ta sama wydajnosc, co pracownik Fiata z Wloch
      czy Opla z Niemiec, a zarabia znacznie mniej...
    • Gość: aA IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.04.10, 19:42
      troszkę namotałeś.
      Ja się rozwinę, to może i ciebie zrozumiem:
      wydajność - ilość pracy w jednostce czasu
      zarobki + motywacja zwiększają wydajność? nie bardzo. Jak ktoś
      szybko pracuje to nie będzie jeszcze szybciej pracował bo jest to
      fizycznie niemożliwe. Tak więc, oprócz pracy typowo artystycznej,
      gdzie liczy się pomysł czy sposób rozwiązania danego problemu w
      przypadku inżyniera, takie wyjaśnienie nie ma racji bytu.

      U nas wydajność ograniczona jest przede wszystkim:
      1) zbędną biurokracją
      2) leniwością pracowników
      3) zależnością od innych leniwych pracowników - ich decyzji czy
      dostarczonych produktów.
      4) nadmiarem kadry zarządzającej

      I tak np. firma, która mogłaby spokojnie wyrobić i sprzedać np. 100
      długopisów w praktyce takich długopisów robi 30 bo
      Pani Krysia, która fizycznie składa długopisy, najpierw aby wejść do
      fabryki musi podbić kartę, zaparkować samochód w pobliżu,
      porozmawiać z ciocią przez telefon, po czym przystępuje do wielkiej
      procedury parzenia kawy. Oczekuje bowiem na decyzję pana Rysia z
      zarządu w sprawie wkładów (czarne czy niebieskie). Pan Rysio z
      zarządu dostał pismo wystosowane przez panią Krysię z 14dniowym
      wyprzedzeniem, ale miał tyle spotkań z inwestorami na głowie, że
      odpowiedział na nie dopiero w terminie deadline'u. Tak więc pan
      Henio - zaopatrzeniowiec - dostaje informację, aby pani Krysi
      przynieść dzisiaj wkłady czarne. Musi wypełnić masę papierów
      związanych z wydaniem towaru z magazynu, zrobić porządek z fakturami
      i przede wszystkim napić się kawy. Tak więc pani Krysia wkłady
      zamiast o godz. 8:00 dostaje dopiero o godz. 10:00. Pracuje
      nominalnie do 15:00, ale często urywa się już o 12:00, bo spieszy
      się na zakupy i odebrać dziecko ze szkoły. Tak więc z 4 godzin pracy
      pani Krysi tak naprawdę pozostają dwie. A w sumie powinno być ich 8.

      To oczywiście fikcyjny przykład, ale pokazuje absurdy zarówno
      przepisów jak i opieszałość ludzką, która winna jest produktywności.

      Aha, gdyby pani Krysia poszła na dodatkowe szkolenie, w godzinę
      składałaby z 50 długopisów. Ale niestety nie była na szkoleniu, więc
      składa tych długopisów 15 na godzinę.

      Wolę nie pisać, jak to wygląda w firmach, gdzie dba się o
      organizację, wszelka biurokracja jest pod okiem specjalistycznych
      firm zewnętrznych. Tam składanie długopisów trwa przez bite 8h (cóż
      za wyzysk pracownika!), trzeba składać po 100 długopisów na godzinę
      (inaczej nie dostanie się wypłaty, albo nawet zwolnią!), i pani
      Krysi absolutnie nie obchodzi, jakie wkłady ma zamówić, bo tym
      zajmuje się zarząd w oparciu na zapotrzebowanie rynku. Ona je po
      prostu zabiera z pudełka dostarczonego w ciągu kilku minut z
      magazynu przez magazyniera, którego obowiązkiem jest zapewnić stały
      dostęp do wkładów pracownikom (inaczej też go zwolnią!).

      Czy ktoś zauważa tutaj pewne analogie? Jeśli tak, to w miarę dobrze
      wytłumaczyłem, co mi chodzi po głowie.

      Porównywanie zarobków takich samych pracowników w różnych krajach to
      niestety nie jest dobry argument:
      - w innych krajach są inne skale podatkowe (relatywnie pracownicy
      mogą zarabiać tyle samo, ale więcej na rękę dostaną ci, u których
      podatki są niższe).
      - pensje są konsultowane z różnymi związkami zawodowymi
      indywidualnie dla danego zakładu, tak więc skuteczność presji
      związkowców ma tutaj duże znaczenie.
      - wielkość fabryki czy zakładu również ma znaczenie - pozwala
      obniżyć koszty produkcji ale jednocześnie trudniej o siłę roboczą w
      najbliższej okolicy. Dojeżdzający pracownicy żądają dodatkowego
      wynagrodzenia za przebytą podróż albo innych przywilejów (talonów na
      paliwo etc).
      - inne jest prawo pracownicze, ustalona pensja minimalna

      Nawet porównując wydajność w takim wypadku (wątpię, aby pracownicy w
      Polsce byli bardziej wydajni niż ich koledzy z zachodu) i przyjmując
      ją za stałą dla całej populacji (wszyscy robotnicy zatrudnieni w
      danym przedsiębiorstwie są jednakowo wydajni), to i tak patrząc na
      wyżej wymienione czynniki - ich pensje będą się diametralnie różnić.

      Zważywszy na to, że Polsce większe koncerny dopiero wchodzą
      ostrożnie na rynek (wciąż nie ma u nas wielkiego przemysłu nowych
      technologii, ledwo raczkuje), powinno się mieć na uwadze, że Polski
      pracownik nie ma doświadczenia w tego rodzaju pracy i jest mniej
      wydajny.

      Identyczna sytuacja z ludźmi na emigracji - oni nie dostają
      'normalnej' pensji. Oni dostają stawki minimalne lub do minimalnych
      zbliżone. Na wzrost pensji mogą liczyć dopiero po pół roku (gdy
      nauczą się już pracować na danym stanowisku) - tak wynika z moich
      własnych obserwacji i doświadczeń zagranicznych. A to, że dostają
      więcej pieniędzy wynika z prostego faktu - pensja minimalna w innych
      krajach ustalana jest na wyższym poziomie niż w Polsce i przemysł
      jest w stanie taką stawkę zaakceptować.
    • drkagan 13.04.10, 19:57
      MYLISZ WYDAJNOSC PRACY Z JEJ INTENSYWNOSCIA.
      Dam ci przyklad: Hinduski rolnik harujac w pocie czola (doslownie, bo tam
      goraco) od switu do zmierzchu, przez 7 dni w tygodniu, przez caly rok,
      wyprodukuje mniej niz amerykanski czy australijski farmer, ktory pracuje na swej
      farmie tylko podczas siewow i zniw, ale ma do dyspozycji nowoczesne maszyny...
      A dlugopisy to najlepiej zlozy dzis maszyna, ktora zastapi dziesiatki ludzi, i
      na dodatek zawsze sklada te dlugopisy tak samo dokladnie, niezaleznie, czy to
      ranek, czy tez tuz przed fajrantem...
      A ja, na Zachodzie, to dostalem od razu pelna stawke. Tyle, ze ja mam zachodnie
      kwalifikacje...
    • Gość: aa IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.04.10, 21:28
      ja czy ty?

      ile wyprodukuje hinduski farmer w pojedynkę, orząc wołami pole? Tyle
      samo co farmer, właściciel wielkopowierzchniowego gospodarstwa
      rolnego, który ma maszyny, które wykonują część jego pracy, więc
      jest w stanie zaorać więcej ziemi i dzięki dostępowi do nawozów i
      genetycznie modyfikowanych ziaren z jednego hektara osiąga dużo
      więcej plonu niż hindus?

      I kto więcej zarobi w tym samym czasie. To, że ktoś intensywnie
      pracuje wcale nie oznacza, że jest wydajny w sensie zysku (dla
      siebie, dla firmy)!

      Poza tym - nie przechwalaj się tak, nie tylko ty odebrałeś
      wykształcenie na 'zachodzie' - są tutaj inni (np. ja), którzy z
      zagranicznymi studiami pod pachą spokojnie kontynuują swoją pracę
      (fakt, za mniejsze pieniądze) w kraju bez przebojów i bez uskarżania
      się, że przecież powinni uznać, ale nie chcą.

      Poza tym nie ty jeden pracowałeś na zachodnich warunkach
      zatrudnienia od razu (w sensie, że za normalną stawkę). Ja np. też i
      nie uważam, aby to był powód do dumy. Bo z czego mam się cieszyć, że
      ja mam szczęście i bogatych rodziców, którzy opłacili czesne, abym
      nie musiał brać kredytu studenckiego i wchodzić w dorosłe życie z
      długami a inni moi znajomi w Anglii są bez studiów i bez papierków
      cenionych na rynku? Tylko dlatego mam się czuć dumny? Jedyne z czego
      jestem dumny to to, że ukończyłem edukację w jednej z prestiżowych
      uczelni, dzieląc czas na studiowanie w Polsce, studiowanie za
      granicą i jeszcze starczyło troszkę czasu, aby popracować. I się da.
      Może i nie mam wyróżnienia w stylu 'najlepszy na roku', ale
      przynajmniej mam solidne podstawy sądzić, że cośtam jednak umiem.

      Boli mnie najbardziej to, że widziałem całą masę ludzi w Anglii,
      Belgii, Holandii, którzy uważają, że zarabiają krocie a tak naprawdę
      jadą na stawkach minimalnych. I rozumiem ich radość, kiedy wypłata
      była ponad 4x taka, jak w kraju. Mimo to ci ludzie są nieświadomi,
      uważają, że zarabiają godne pieniądze i że w kraju tak nie ma. To w
      pewnym sensie prawda, lecz trzeba im również otwarcie powiedzieć, że
      z zasiłku dostaliby podobną kasę bez wychodzenia w domu bo po prostu
      dane państwo na to stać. Aby w Polsce zapanowały takiej wielkości
      pensje, jak na zachodzie wiele rzeczy musi się zmienić, w tym
      podejście do pracy przez przeciętnego (!) polskiego pracownika.

      To, że komuś na pracy zależy i się stara nie może być wyznacznikiem
      jego zarobków. Z tej prostej przyczyny, że nawet najlepszy mechanik
      samochodowy nie prześcignie w budowie silników dobrze wykształconego
      inżyniera. A teraz to wygląda tak, że inżynier zarabia mało (fakt,
      nie ma komu tych silników konstruować, ale to innego rodzaju problem
      bo mógłby opchnąć patent jakiemuś producentowi), a pracownik
      fizyczny zarabia dużo więcej. Ty zdaje się masz problem z
      przystosowaniem się do takich warunków, jakie tu panują (?). Ja też
      tak miałem. Zagryzłem zęby, zacząłem się więcej uczyć i pomalutku
      sobie jadę na tej karuzeli zwanej polską gospodarką i trzymam się z
      całych sił aby nie wylecieć.

      Życzę powodzenia, ja niestety powracam do swoich smutnych
      obowiązków. Z mojej strony EOT.
    • dystansownik 13.04.10, 22:12
      Według mnie gadasz głupoty. Skoro jesteśmy tak niewydajni, to czemu zagraniczne
      koncerny mają u nas jakiekolwiek fabryki.
      Skoro polski robotnik pracuje 4 razy mniej wydajnie niż np. niemiecki i dlatego
      zarabia kilka razy mniej, to jak komukolwiek może się opłacać produkcja u nas.
      Przecież 4 razy mniej wydajna praca oznacza 4 razy mniej produkcji. :P

      Cała Twoja wypowiedź sprowadza się do tego jaki zachód jest wspaniały, a jak u
      nas jest źle i sami jesteśmy sobie temu winni.

      > Aby w Polsce zapanowały takiej wielkości
      > pensje, jak na zachodzie wiele rzeczy musi się zmienić, w tym
      > podejście do pracy przez przeciętnego (!) polskiego pracownika.

      Człowieku pojmij w końcu najprostszy możliwy związek przyczynowo-skutkowy.
      Przyczyna: niskie zarobki. Skutek: olewanie pracy. Ty natomiast na siłę
      próbujesz udowodnić, że jest na odwrót, że to niskie zarobki wynikają z olewania
      pracy.

      > To, że komuś na pracy zależy i się stara nie może być wyznacznikiem
      > jego zarobków. Z tej prostej przyczyny, że nawet najlepszy mechanik
      > samochodowy nie prześcignie w budowie silników dobrze wykształconego
      > inżyniera.

      Ale to są kwestie różnic w wartości pracy na różnych stanowiskach. Jak u nas
      sprowadza się pełno gruchotów, pojawia się zapotrzebowanie na mechaników. Jest
      popyt, to rosną ceny. Natomiast na konstruktorów nie ma zapotrzebowania, bo
      technologii się u nas nie tworzy, więc inżynier zarabia mniej, bo na niego
      popytu nie ma.
    • Gość: Kagan IP: *.102.220.156.rev.optimus.pt 13.04.10, 23:01
      Cos Ci sie pomylilo. Wedlug Ciebie Hindus uzywajacy wolow wyprodukuje
      tyle samo, co mocno zmechanizowany zachodni farmer. A to jest oczywista nieprawda...
      I zrozum, ze ze wzgledu na obowiazujace w Polsce przepisy, to ja nie moge
      pracowac w swym zawodzie w Polsce, a moge pracowac w nim wszedzie na zachodzie
      Europy, oraz oczywiscie w Australii, NZ, Kanadzie czy w USA. Nie widzisz w tym
      nic dziwnego?

      lech.keller@gmail.com
    • Gość: harvester IP: 94.254.164.* 19.04.10, 10:42
      Szanowny Panie,
      Czytam te efekty Pańskich przemyśleń i brak mi słów. Ja rozumiem, że jest to
      forum jak najbardziej publiczne, ale jakiś poziom należałoby zachować. Pan nie
      wie o czym pisze, a jeżeli te swoje przemyślenia są przez Pana wprowadzane w
      życie to "klękajcie narody"... Panu umknęło z życia jakieś 10 lat. Ubawiłem się
      tym jak to międzynarodowe koncerny wchodzą ostrożnie na nasz rynek. Dobre,
      bardzo dobre... Prawda jest taka, że one są tak mocno obecne, że polskim małym
      przedsiębiorcą jest ciężko oddychać. A zadał sobie Szanowny Pan pytanie dlaczego
      takie koncerny inwestują w Polsce?? Kryterium jest między innymi takie -
      redukcja kosztów produkcji. Tak, tak to właśnie myślenie że frajerowi w Polsce
      (postkomunistycznym zadupiu) można zapłacić 1/3 stawki jaką musiałby zapłacić we
      własnym kraju. Ale spokojnie bo przenosząc produkcję dalej na wschód np do Chin
      można jeszcze więcej zarobić.
      Te swoje współczynniki Szanowny Pan nie sobie w buty wsadzi, bo Polak jest
      cenionym pracownikiem na zachodnich rynkach pracy, a jego wydajność jest o wiele
      wyższa niż pracowników zachodnich.
      Moim zdaniem powinien Pan zacząć inaczej swoją wypowiedź. Np "Forumowicze, mam
      własny biznes i jestem dobrym pracodawcą. Płacę mojej załodze 200 zł więcej niż
      zasiłek dla bezrobotnych, co jest bardzo atrakcyjne bo w tej mojej wsi nikt nie
      ma pracy po zamknięciu PGR-u. Ostatnio po obejrzeniu spotu reklamowego na mojej
      100 calowej plazmie "Inwestycja w kadry" postanowiłem zainwestować w managerów.
      Jedynym moim celem jest wyparcie raczkujących koncernów z polskiego rynku. Na
      rozmowy o pracę przyszło kilkaset pseudo managerów i nie rozumiem dlaczego
      prawie wszyscy wybiegali ze śmiechem jak usłyszeli, że chcę im zapłacić na rękę
      2 000 zł (przecież tyle ja płacę miesięcznie za myjnie dla mojej terenówki). I
      co z tego że mają wyższe wykształcenie i lata doświadczeń, ja mam podstawówkę i
      się nie chwalę. I zatrudniłem w końcu taką kadrę jaką chciałem, tylko dziwi mnie
      to że albo nic nie robią albo kradną. A przecież moje współczynniki nie kłamią.
      Czy robię coś źle??"
      Zapewniam Szanownego Pana, że forumowicze by podpowiedzieli i pomogli Panu wyjść
      z tego impasu. Do czasu jak nie zrozumie Pan, że być dobrym pracodawcą to jest
      sztuka, to nie osiągnie Pan sukcesu i szacunku pracowników. A na to trzeba sobie
      zapracować.
      Puki co to radzę wszystkim żeby olać takich pseudo pracodawców i mądrali.
      Ale z natury jestem optymistą i wierzę, że takie choroby - w tym i Pańską można
      leczyć.
      Bez wyrazów szacunku.
      Andrzej.
      Ps 1. Głosząc takie mądrości życiowe mógłby Pan podpisać się z imienia i
      nazwiska. Ułatwiłoby to cytowanie przez dziennikarzy i naukowców. A tak można
      pomyśleć, że brak Panu odwagi.
      Ps 2. Widzę że Pana jeszcze w życiu nie dotknęło bezrobocie i drastyczna zmiana
      warunków życia, bo jakiemuś pseudo pracodawcy zamiast inwestować i rozwijać
      firmę zechciało się odcinać kupony. Jeżeli tak to Pańskie wypowiedzi nie są na
      miejscu.
    • zablokowany-obrazliwy-nick 13.04.10, 22:45
      Gość portalu: bezsens napisał(a): > I niestety muszę was zmartwić, ponieważ
      wydajność polskiego
      > pracownika za 1000 euro miesięcznie to wydajność 1/3 do 1/4
      > pracownika zachodniego za te same pieniądze. Dlatego też w Polsce
      > pensje są głodowe. Dostej się również tę 1/3 do 1/4 z 1000 euro
      > miesięcznie.
      Bzdety piszesz. Tam gdzie ja pracuję wydajność i jakość jest większa niz w
      macierzystych zakładach na zachodzie, a zarabiamy 1/4 tego co tamtejsi
      pracownicy.

      --
      brak sygnaturki
    • Gość: kagan IP: *.102.220.156.rev.optimus.pt 13.04.10, 22:50
      Otoz to. W polskich zakladach Opla, VW czy Fiata, wydajnosc na robotnika jest
      nawet wyzsza niz w macierzystych fabrykach, a place znacznie nizsze...
    • Gość: kac IP: 109.243.87.* 14.04.10, 00:31
      w Twoim mniemaniu wszyscy powinni mieli super kwalifikacje to wtedy zarabialiby dużo. Zapominasz jednak o jednej istotnej kwestii, że potrzebni są również tacy, którzy wyprodukują papier toaletowy, żebyś miał czym podetrzeć swoją szlachecką dupę, a oni również potrzebują zarobić na rachunki tak samo jak Ty. Nie ma takiej możliwości, żeby wszyscy byli wykształceni i posiadali niesamowite zdolności, bo w wielu prostych zawodach nie są one zwyczajnie potrzebne. A ich praca jak najbardziej. Wyobrażasz sobie życie bez sprzedawców, sprzątaczy, robotników w fabrykach i na budowie i wielu innych? Wszyscy nie mogą być informatykami, bankowcami, czy specjalistami innej maści. Zejdź na ziemię.
    • Gość: pepe IP: *.toya.net.pl 14.04.10, 11:47
      napisałeś się tyle a i tak głupoty piszesz aż strach...ja akurat wiem jak pracuje się np w Belgii..proszę Cię, gdybyśmy my się tak opierdzielali i byli tak niezaradni, to już w ogóle byłoby dno. I tyle w temacie.
      Aha-była/jest to jedna z największych firm informatycznych na świecie.
    • Gość: a gugu IP: 77.252.18.* 17.04.10, 13:52
      Chwalisz się bratem i chrzanisz bzdury, które świadczą o Twoim
      niezbyt sprawnym intelekcie.Dlaczego?Bo z Twojego tekstu wynika, że
      nie rozumiesz otaczającej Cię rzeczywistości.Nawet nie będę Ci
      wskazywał na brak logiki, brak wiedzy i niekonsekwencje wywodu.Sam
      się pomęcz, inteligencie.
    • Gość: someone IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.05.10, 13:48
      Niestety ale kompletnie się z Tobą nie zgodzę. Jestem na studiach zaocznych ale
      nie mam stałej pracy w Polsce. W okresie wakacyjnym więc jeżdżę zarobić na
      studia do wymienionej przez Ciebie - Holandii.
      Pracowałem tam fizycznie w kilku firmach i praca była o wiele lżejsza niż w
      Polsce. Z 8 godzin pracy rzeczywiście przepracowywało się z 6 bo rano nie było
      zleceń a jak się później za szybko wyrobiliśmy to nam szef dopisywali czas pracy
      z uśmiechem na ustach. A pracowaliśmy swoim rytmem, nikt nas nie poganiał.
      Prawo pracy tam i przerwy to świętość!
      No i stawka 8 euro za godzinę na rękę.
      Przepracowałem zadowolony całe wakacje.
      Wróciłem do Polski na studia, znalazłem podobną pracę.
      Robotę musiałem robić za trzech, bieganina ciągle z potem na czole bo już czeka
      to i to już trzeba zrobić.
      To wszystko za 8,5 zł za godzinę... Choć niektórzy pewnie i takiej stawki nie mają.
      Zrezygnowałem po 2 tygodniach.
    • Gość: Kagan IP: 193.136.157.* 13.04.10, 13:33
      Przeciez pisalem, ze w Polsce nie chca zatrudniac Polakow z najwyzszymi
      kwalifikacjami
      , np. z doktoratami z czolowych uniwersytetow swiata. Na pewno
      poradzil bym sobie, z moim PhD i po prawie 20 letniej praktyce na stanowiskach
      kierowniczych w wielkich zachodnich bankach i firmach ubezpieczeniowych, na
      kazdym kierowniczym stanowisku w Polsce. Ale w Polsce mnie nie chca...
      lech.keller@gmail.com
    • Gość: Kotblum Hanna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.10, 13:39
      Pewnie, że nie chcą, bo są dla nich za drodzy.
      Moja wieloletnia znajoma od dawna mieszka w Irlandii i pracuje w
      branży hotelarskiej, ze świetnymi wynikami i kwalifikacjami
      postanowiła kilka lat temu poszukać pracy w Polsce.

      Odpowiedziała na ogłoszenie w jednym z topowych światowych hoteli,
      nie pamiętam, ale chyba był to Hyatt; usłyszała, że i owszem ma
      świetne referencje i doświadczenie, ale na takie stanowiska
      zatrudniają ludzi koło 40-45, a nie 25-30.
      Nie trudno wywnioskować, że człowiek w wieku 40-45 będzie ich
      kosztował mniej, bo prędzej przejdzie na emeryturę, będzie miał
      mniej podwyżek itp.
    • Gość: moe IP: 82.139.156.* 13.04.10, 13:54
      Odpowiedziała na ogłoszenie w jednym z topowych światowych hoteli,
      > nie pamiętam, ale chyba był to Hyatt; usłyszała, że i owszem ma
      > świetne referencje i doświadczenie, ale na takie stanowiska
      > zatrudniają ludzi koło 40-45, a nie 25-30.
      > Nie trudno wywnioskować, że człowiek w wieku 40-45 będzie ich
      > kosztował mniej, bo prędzej przejdzie na emeryturę, będzie miał
      > mniej podwyżek itp.


      Ale jesteś naiwny,dla 40-45 latka powiedzą ,że za stary i ma słabe niedzisiejsze
      doświadczenie ;)
    • drkagan 13.04.10, 13:58
      Otoz to. Albo za mlody, albo za stary, albo za malo wykwalifikowany, albo ma
      zbyt wysokie kwalifikacje...
      I tak bedzie, dopoki bedzie w Polsce kapitalizm rynkowy... :(
    • Gość: asd IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.10, 15:30
      każdy my ślący to wie
    • Gość: Kagan IP: 193.136.157.* 13.04.10, 16:48
      Raczej prymitwny, XIX wieczny kapitalizm z elementami feudalizmu (glownie w
      administracji).
    • Gość: bezsens IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.04.10, 16:58
      z tym się akurat zgodzę. Kto nigdy nie robił kariery z dala od
      poplecznictwa i patriarchatu ten nie zrozumie jak bardzo jesteśmy pod
      tym względem zacofani w kraju. Szczególnie w sferze budżetowej, która
      co prawda cośtam robi, ale za dużo większe pieniądze niż powinna
      (dublowanie kompetencji, tworzenie dodatkowych etatów bez realnych
      potrzeb).
    • Gość: a gugu IP: 77.252.18.* 17.04.10, 14:28
      Odpowiedź dla Ciebie-w Polsce nie ma kapitalizmu rynkowego.Spróbuj
      np. założyć firmę farmaceutyczną, bo wymyśliłeś środek skuteczny na
      sraczkę.W kapitalizmie mógłbyś, w dzisiejszej Polsce i większości
      krajów Europy nie, ale pewnie w Indonezji dałoby się coś zrobić.
      Odnośnie sporu nt. wydajności.Panowie, wy nie rozumiecie tego
      pojęcia w ujęciach ekonomicznych.Dyskutujecie sobie o potocznym
      znaczeniu tego słowa.Wydajność w analizach jest mierzona min.
      wartością wytworzoną, co samo przez się będzie nas w Polsce stawiało
      w grupie mniej wydajnych.Samochód tej samej marki i modelu
      wyprodukowany w Polsce i np. w Niemczech, będzie zwyczajnie tańszy.I
      dlatego wydajność na pracownika bedzie mniejsza.Ale to wcale nie
      oznacza, że przez tak rozumianą wydajność będzie to mniej opłacalne
      dla przedsiębiorcy, wręcz przeciwnie.Wydajność potocznie rozumiana,
      jest śmiem twierdzić o 2/3 wyższa w Polsce niż na zachodzie.
      Dlaczego?Popatrzcie jak jest poograniczane w firmach
      zatrudnienie.Pracę kilku osób w danej fabryce na zachodzie, w Polsce
      często wykonuje jedna osoba.Gdyby przeszczepić żywcem warunki pracy
      w Polsce do przedsiębiorstw w Europie zachodniej, wówczas mielibyśmy
      protesty i całkowity paraliż tychże.
    • Gość: Kagan IP: 193.136.157.* 17.04.10, 15:38
      Po co zakladac firme? Nie lepiej opatentwac ten wynalazek i sprzedac go juz
      istniejacej firmie?
    • Gość: fifa2000 IP: *.e-wro.net.pl 13.04.10, 22:40
      Nie reklamuj się, aż tak bardzo , bo i tak pracy nie znajdziesz. Jeżeli piszesz
      prawdę ,masz taki doświadczenie i w PL cię nie chcą to wychodzi ,żeś dpa. Moim
      zdaniem ,w twej opowieści jest tyle prawdy ile wody na pustyni.
    • Gość: Kagan IP: *.102.220.156.rev.optimus.pt 13.04.10, 22:53
      To do mnie? Wychodzi raczej na to, ze polscy pracodawcy sa do doopy, gdyz
      lekcewazac sobie Polakow z najlepszymi kwalifikacjami, sami sobie wyrzadzaja
      szkode...
      I jakie TY masz kwalifikacje, ze oceniasz moje?
    • Gość: Kagan IP: *.102.220.156.rev.optimus.pt 13.04.10, 22:54
      PS: Ja sie nie wstydze, kim jestem. A TY?
      lech.keller@gmail.com
    • Gość: AP IP: *.icpnet.pl 25.04.10, 23:33
      Lechu,

      ja przed sobą samym nie wstydzę się moim doktoratem.

      Wstydzę się tego, że jestem Polakiem, bo we własnym kraju muszę ukrywać
      doktorat, aby znaleźć byle jaką pracę, bo lepszej tutaj nie ma i nie będzie.
    • Gość: (.)(.) IP: 109.255.148.* 13.04.10, 13:15

      28-35%?

      obliczyles to na swoim chinskim kalkulatorze? to, ze nie masz
      wyksztalcenia ani fachu w reku i dlatego nie mozesz znalezc pracy i
      obracasz sie w kregach ludzi tobie podobnych nie oznacza, ze jest tak
      w calycm kraju

      realne bezrobocie jest o polowe NIZSZE niz podawane przez gus 13%.
      polowa bezrobotnych rejestruje sie w posredniakach zeby zdobyc
      ubezpieczenie a pracuje na czarno
    • Gość: jaro IP: *.multimo.pl 13.04.10, 13:40
      A połowa nie rejestruje sie wcale bo niby po co żeby pójść podpisać kwitek co
      miesiąc.
    • Gość: Kagan IP: 193.136.157.* 13.04.10, 13:42
      Mam wyksztalcenie i fach w reku, stad wiem dobrze, ze realna stopa bezerobocia w
      Polsce to dobrze poand 20%, co zreszta potwierdza b. niski wskaznik aktywnosci
      zawodowej Polakow w Polsce.
      GUS podaje zas bezrobocie obliczone wedlug metody ILO (MOP), a nie ilosc
      zarejestrowanych bezrobotnych.
    • Gość: moe IP: 82.139.156.* 13.04.10, 13:59
      Gdyby bezrobocie było takie niskie jak piszesz,to byłoby tak małe jak w USA
      ,albo W,Brytanii :).
      I Wówczas podawaliby w ogłoszeniach zakres zarobków,a same ogłoszenia byłyby
      porządnie pisane.
      Ja jestem inżynierem,jak chciałem zmienić pracę to w ogóle nie dzwonili :).
    • Gość: Kagan IP: 193.136.157.* 13.04.10, 14:59
      W UK i USA bezrobocie tez jest dzis wysokie (realnie ponad 10%) tyle, ze tam
      teraz oferuja niskie place w niektorych zawodach (glownie w uslugach), stad
      mozna tam jeszcze znalezc prace. Ale o dobra prace to w USA, a sczegolnie w UK
      jest dzis bardzo trudno.
    • Gość: ziut IP: 85.222.87.* 13.04.10, 10:45
      Nawet w Rosji większość ogłoszeń zawiera przedział możliwych zarobków od min.
      do max. To naprawdę ułatwia szukanie i redukuje strate czasu po obu stronach.
      Co więcej pokazuje bardziej przejrzyście jak płaci rynek na danym stanowisko
      w danej wielkości firmie. Może dokładny adres nie musi być podawany ale już
      miasto lub dzielnica miasta tak. Podawanie nazwy firmy nie zawsze jest możliwe
      więc przynajmniej branża powinna być podana. W przeciwnym razie ryzykujemy że
      odpowiemy na ogłoszenie własnego pracodawcy a to jest już bardzo ryzykowne.
      Takie minima powinne być wymagane z mocy ustawy a Inspekcja Pracy powinna
      ścigać odstępstwa od reguły.
    • Gość: J.J-P. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.10, 10:59
      Tak niestety jest zakłamane nasze życie społeczne. Winię za to tzw.
      specjalistów od machania rączkami tzw. PR, dziennikarzy i prawo
      pracy. Winni bbyc społecznie napiętnowani.
      Co reklama to zakłamanie, co oferta handlowa to zakłamanie.
      Przykłady "samochód tylko za 15 tys. zł " i malutki dopis 1/3 ceny.
      albo "nr 1 na świecie" czy oferta telefoniczna TPSA z ukrytego
      numeru "ID" że "naliczanie sekundowe obniży mi rachunki".
      Dziennikarze milczą ; zero krytyki, sami prowadzą ukrytą reklame lub
      fuchy np. Dyrektor prywatnego teatru zaprasza na spektakl (adres
      ceny biletu), a prywatny właściciel cegielni nie może podać nawet
      nazwwy firmy bo to reklama w TVP, to samo z klubami sportowymi
      (czyli spółkami akcyjnymi) czy firmami piłkarzami.
      Jeśli chodzi o prawo pracy to pod płaszczykiem dbania o interesy
      pracownika właściwie zabezpiecza interesy "układu". Przykładem tej
      patologii mogą być instytucje państwowe (np.ANRSP) gdzie informacje
      o konkursie ukazują się przysłowiową minutę przed lub po konkursie,
      a wytłumaczeniem jest, że kierownik ma prawo dobierać sobie
      współpracowników. Oczywiście wszystko przy aprobacie związków
      zawodowych. Ręka rękę myje.
      Należy wprowadzić znormalizowane w treści i formę ogłoszenie.
      Pracodawca, miejsce pracy,stanowisko wymagania , wynagrodzenie
      (forma i wysokość), możliwości awansu ( szkolenia). Musi być
      znormalizowany czas dostępności oferty np. 1 tydzień.
      A tak całościowo patrząć to zmiana prawa pracy jest niezbędna.
      Szczególnie w zakresie równouprawnienia pracodawcy i pracobiorcy.
      Muszą nastąpić zmiany finansowe. Pracownik sam powinien obliczać i
      opłacać PDOF, ZUS, nawet odzież ochronną, czy tzw. ręcznik czy
      herbatę. Tylko takie rozwiązanie umożliwi skok cywilizacyjny w
      kierunku państwa obywatelskiego. Przy dzisiejszym prawie mamy
      społeczeństwo klasowe i wolną amerykankę. Pracownicy firm
      państwowych przejadają państwowy majątek, służba zdrowia to kupa
      etatów i zero odpowiedzialności i dysproporcje pomiędzy cwaniakami,
      a rzetelnymi pracownikami (po 5 etetów i 70 godz. na dobę lub układ
      z hurtownią)są już nieakceptowalne. Podobnie z własnością
      intelektualną na uczelniach. O dziennikarzach i tzw pijarowcach
      (Reklama, PR) lepiej nie mówić, stopień zakłamania i prywaty,
      niewyobrażalny. Odwrotnie jest w sektorze prywatnym (pensje pod
      stołem, brak odzieży ochronnej i zabezpieczeń, zaniżone
      wynagrodzenia, nie definiowane obowiązki, zmowy pracodawców).
      Tylko zmiany finansowe i zakaz pracy na kilku etatach w firmach
      państwowych, samorządowych, społecznych wymuszą te zmiany i
      spowodują rozbicie "układu". Nawet jawność tu nie wiele pomoże, bo
      dziennikarze i wymiar sprawiedliwosći mają zbyt duże interesy w
      obecnym układzie.
    • Gość: Misiek IP: *.158.246.94.ip4.artcom.pl 13.04.10, 11:13
      Ja bym nałożył jeszcze jeden obowiązek na rekrutujących - konieczność
      udzielenia odpowiedzi na przesłaną aplikację. To by chyba najbardziej
      ucieszyło szukających pracy.
    • Gość: Knur IP: *.84-48-64.nextgentel.com 13.04.10, 18:11
      Dokładnie! Człowiek traci czas, pisze CV, list motywacyjny pod konkretnego pracodawcę a tu w odpowiedzi ani "dziękuję", ani "spierdalaj". Lumpenpracodawcy wymagają kultury a sami nie mają jej za grosz.
    • Gość: Gargamel IP: *.chello.pl 13.04.10, 11:15
      Zdziwilibyście się jakie "ambitne" firmy ograniczają się tylko do
      takich ogłoszeń, bez podawania konkretów. A potem jest parada
      dziwadeł na rozmowie w sprawie pracy, bo przychodzą wszyscy, którym
      się udało przeczytać anons, a akurat poszukują jakiegoś zajęcia.
      Pracodawcom też brakuje elementarnych zasad kultury, a do tego chcą
      przyoszczędzić na kosztach zamieszczenia takich ogłoszeń. Mnie
      zdarzyła się nawet taka paranoja, że, po pierwsze, ogłoszenie było
      lakoniczne, po drugie, panienka odbierająca telefon jeszcze bardziej
      tajemnicza, a w finale nie było komu zrobić tzw. interview. O
      poziomie panującym w tym przedsiębiorstwie świadczyło to, że
      rozmawiała ze mną sekretarka, która powiedziała tak: "pan przyjdzie
      za tydzień, może będzie księgowa, to z panem porozmawia". To po jaką
      cholerę w ogóle zamieszczali ogłoszenie, że mają wakat, skoro potem
      mieli to w dupie?
    • Gość: Kottblum Hanna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.10, 12:17
      Nie szanują naszego czasu.
      Raz odpowiedziałam na ofertę pracy "poważnej i znanej" firmy
      ubezpieczeniowej. Pierwszym etapem była rozmowa telefoniczna, która
      zakończyła się pytaniem o moje oczekiwania finansowe; odpowiedziałam
      zgodnie z prawdą.
      Po kilku dniach zadzwonił telefon i zaproszono mnie (myślałam, że na
      rozmowę), okazało się, że na drugi etap, gdzie oprócz mnie było
      około 50-60 osób. To co nastąpiło dalej przypominało jakiś reality
      show. Po kilku godzinach zaprosili do współpracy około 10 osób.
      Minęło kilka dni, znowu telefon i kolejne zaproszenie na rozmowę z
      szefową HR i kimś jeszcze (to już na prawdę mało ważne). Na tej
      rozmowie poinformowaneo mnie, że chętnie mnie przyjmą i zapraszają
      za tydzizń na podpisanie umowy).
      Pojechałam i tu dopiero mnie raczono poinformować, że umowa jest
      gotowa, a stawka to zaledwie połowa tego co sama mówiłam.
      Umowę podpisałam, do pracy się nigdy nie stawiłam.

      Cóż, zachowałam się tak jak oni - najpierw zajęli mi prawie trzy
      tygodnie, wiedząc jakie są moje oczekiwania finansowe, by na końcu
      poinformować, a właściwie rzucić papier z połową stawki. Skoro oni
      nie szanowali mnie, też ich nie uszanowałam.
    • Gość: .. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.10, 14:16
      trochę ryzykowne zagranie
    • Gość: Kottblum Hanna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.10, 19:33
      Żadne ryzyko, w takim przypadku - niestawienie się pierwszego dnia,
      umowa jest rozwiązywana automatycznie bez konsekwencji dla żadnej ze
      stron.
      A nawet gdyby były w postaci zwolnienia dyscyplinarnego, to
      świadectwo pracy z "0" dni i tak wszystkim jest zbędne.
    • Gość: Kagan IP: 193.136.157.* 13.04.10, 11:16
      W ogole, na takim rynku pracy jak w dzisiejszej Polsce, nie powinno byc
      pozwolen na prace dla cudzoziemcow
      .
      A ogolnie: Balcerowicz zniszczyl miliony polksich miejsc pracy. Gdyby
      nie masowa emigracja Polakow, w tym takich jak ja, to w Polsce byloby ponad
      25% bezrobocie...
    • Gość: gari IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.10, 13:18
      > A ogolnie: [Balcerowicz zniszczyl miliony polksich miejsc pracy.

      I stworzył kilka milionów więcej. Porównaj sobie PKB Polski w 1989 i teraz.
    • Gość: Kagan IP: 193.136.157.* 13.04.10, 13:44
      PKB to tylko miara aktywnosci rynku, a nie miara zamoznosci.
      1. Około 80% PKB USA to usługi, zaś wiele z nich jest de facto bezwartościowe
      poza granicami USA (np. usługi świadczone na terenie USA przez amerykańskich
      prawników, księgowych, maklerów giełdowych, doradców podatkowych itp.). Stąd PKB
      USA wydaje się być mocno zawyżony. Oprócz tego w ostatniej dekadzie wieku XX
      wprowadzono w USA nową metodologię liczenia PKB, która jest niekompatybilna z
      metodami używanymi w reszcie krajów świata. Polega ona na sztucznym zawyżaniu
      wartości niektórych towarów, głównie wyrobów tzw. high tech („zaawansowanej
      technologii”, np. komputery i ich oprogramowanie), których ceny są mnożone przez
      arbitralnie ustalane przeliczniki (mnożniki) mające kompensować spadek ich cen,
      związany z postępem technologicznym, a także poprzez dodawanie do PKB
      hipotetycznych czynszów, „zarabianych” przez osoby mieszkające w swoich własnych
      mieszkaniach (tzw. imputed rents). Nie chodzi tu głównie o prawidłowość owej
      metodologii, ale raczej o to, iż tylko USA używa owe arbitralne mnożniki i
      uwzględnia fikcyjne dochody z nieistniejących realnie czynszów, przez co PKB USA
      jest sztucznie i arbitralnie zawyżony względem reszty państw, które nie używają
      owych mnożników i nie dodają do PKB fikcyjnych dochodów z wynajmu mieszkań.
      Oficjalną nazwą owych mnożników jest „Hedonic Methods for Quality Adjustment”,
      czyli „Hedoniczna Metoda Wyrównywania Zmian Jakościowych” – p. np. artykuł
      Kenneth J. Stewarta i Stephen B. Reeda “Consumer Price Index research series
      using current methods” w Monthly Labor Review z czerwca 1999.

      2. Według ONZ: PKB oznacza jedynie produkcję tych dóbr i usług, które są
      wprowadzone na rynek. Wśród owych dóbr i usług znajdują się nie tylko
      poprawiające dobrobyt (welfare) ludności danego kraju, ale też i te, które ów
      dobrobyt umniejszają. PKB mierzy usługi rządowe po koszcie i zawiera tylko mała
      część tej produkcji rolników, która zostaje w gospodarstwie rolnym, oraz nie
      zawiera produkcji gospodarstw domowych, szczególnie wytwarzanej przez kobiety,
      albowiem do PKB jest liczone tylko to, co jest sprzedane, i w praktyce nawet nie
      zawsze. Produkcja sektora nieformalnego nie jest w ogóle zawarta w PKB. Ogólne
      dane odnośnie całego PKB i średnich na osobę (per capita) nie dostarczają żadnej
      informacji o dystrybucji dochodów oraz o korzyściach gospodarczych dla różnych
      grup w społeczeństwie, które mogą one zyskać na skutek rozwoju gospodarczego.
      PKB nie mówi też niczego o warunkach pracy i satysfakcji z niej uzyskanej; nie
      mówi też nic o stopniu udziału w narodowym życiu różnych grup społecznych oraz
      nie mówi nic o innych ważnych wymiarach rozwoju takich jak sytuacja
      demograficzna i warunki polityczne. Międzynarodowe porównania często zawodzą ze
      względu na to, że kursy wymiany walut nie są odpowiednie do ustalenia względnej
      siły nabywczej walut, szczególnie w obszarze konsumpcji dóbr i usługi przez
      gospodarstwa domowe. Studia alternatywnych metod porównywania PKB między krajami
      bazujące na sile nabywczej walut wskazują, iż konwencjonalne konwersje walut (to
      jest według kursu ich wymiany) mogą przesadnie zwiększać względną ekonomiczną
      odległość między krajami o wysokim i niskim PKB per capita. Jest to dobrze
      zilustrowane przez fakt, że nikt nie mógłby utrzymać się przy życiu w wysoko
      rozwiniętych („przemysłowych”) krajach z dochodów ocenionych na całkowicie
      wystarczające do przeżycia w biedniejszych („rozwijających się”) krajach.

      Źródło: United Nations: Overall Socio-economic Perspective of the
      World Economy to the Year 2000
      (New York: UN, 1990 s. 21)
    • Gość: koku IP: 88.220.77.* 13.04.10, 11:24
      Nie przejdzie. Po co ujawniać konkurencji ile się płaci pracownikom? A co do
      wysokości stawek to nie przesadzajmy. Każdy wie, ile się płaci oficjalnie w
      danym regionie np. 1700 dla kobiet i 2600 dla mężczyzn. Wykształcenie,
      kwalifikacje czy doświadczenie lub ich brak zmieniają stawkę +/-25%. Chyba, że
      idzie o stanowiska kierownicze ale to jest jakiś 1%
    • Gość: bezrobotny grabarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.10, 11:37
      Ten artykuł to "odkrywanie ameryki".taki proceder nie trwa od wczoraj,trzeba
      czytać treść ogłoszenia lub oferty jest internet można sprawdzić parę rzeczy
      nawet nr.kontaktowy dużo daje.Firmy pośredniczące powstały tylko po to aby
      naganiać nieświadomych ludzi do pracy.
      Nie oszukujmy się prawo jest tworzone nie pod pracowników tylko tych co
      zatrudniają.
      (proszę mi nie pisać o obciążeniach finansowych bo to nie ten temat).
    • Gość: zzz IP: *.b-ras1.dbn.dublin.eircom.net 13.04.10, 11:42
      Dlaczego nie podano nazwy banku od fikcyjnej oferty?
    • Gość: Kagan IP: 193.136.157.* 13.04.10, 11:51
      No wlasnie...
    • Gość: Janusz IP: *.chello.pl 15.04.10, 13:50
      Nazwa banku o ktorym mowa w artykule to Citibank International plc
    • Gość: HH IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.10, 11:54
      Sprawa jest prosta. Nikomu po stronie pracodawców i firm
      świadczących usługi rekrutacyjne dla pracodawców nie jest na rękę
      wprowadzanie zmian.
      Daltego, że takie szczegółowe informacje o których pisze autor to
      odkrycie się przed konkurencją. W Warszawie dla przykładu działa
      około 800 różnych firm rekrutacyjnych (również jednoosobowych),
      walka o klienta jest bardzo zażarta myślicie, że te firmy tak łatwo
      zechcą opublikować nazwę klienta, który zlecił im proces?
    • Gość: Już emeryt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.10, 12:24
      Na przestrzeni lat 1999 d0 2009 byłem prawie notorycznym poszukiwaczem pracy / to z racji wieku a nie braku wyższego wykształcenia bo takowe posiadam ani też braku konkretnego zawodu, mam ich dwa /. Moje uwagi sa identyczne jak innych Państwa. W calym tym okresie dziwactwem dla mnie byly permanentne ogloszenia z serii dam prace, ktore powtarzaly się przez wiele miesięcy / pewnie wykupiono abonament wgazetach /. Najczęściej zawierały one dam pracę
      lub konkret zawodu, nr telefonu. Po ukazaniu sie ogłoszenia telefon,ktoś odbieral z reguły odpowiadając nieaktualne albo typowe prace pomocnicze,sprzatanie itp. Ogłoszenie takie nadal wisiało w prasie jeszcze czasem kilka miesięcy / sprawdzałem dla rozrywki /.
      Biura pracy to instytucje zapewniające prace raczej jedynie swoim
      pracowikom. Zarejestrowałem się, chodziłem wiele razy, dostawałem skierowania w większości nieaktualne albo oferowana praca nie byla
      zgodna z ofertą z urzędu. Stracony czas, koszty dojazdu to byly skutki pomocy ze strony UP. To czego chciałem uniknąć to tzw. układy
      ale niestety to był jak się okazało jedyny sposób na uzyskanie pracy
      i dopracowanie do emerytury. Mam to już za sobą. Współczuję wszystkim
      którzy w dzisiejszych czasach poszukują pracy.Pozdrawiam.
    • Gość: Jerzy IP: *.itcomp.pl 13.04.10, 12:30
      Artykuł może i dobry, ale z gatunku interwencja i koniec. Tak jak już ktoś tu pisał, nie jest to wcale "odkrycie". Wszyscy o tym wiedzą, ale niech się "frajerzy" martwią. Po resztą, GAZETA też w tej fikcji bierze udział. Bardzo rozbudowany jest dział PRACA, ale to całkowita fikcja. Zamieściłem swoje ogłoszenie w dziale szukam. I bardzo możliwe że moje kwalifikacje były (są) niewystarczające. Ponieważ nie było, w ciągu około 2 lat żadnej oferty. Ale, ważniejsze, że ani raz nie przeczytano mojej oferty. Więc jak nazwać w ogóle taki dział, jak nie fikcją. Akceptowaną przez kierownictwo GAZETY. a zapis że się nie bierze odpowiedzialności za treść jest kpiną. mogę tylko napisać, że w innych "mediach" nie jest lepiej.
      Pozdrawiam
      Jerzy
    • spotnik 13.04.10, 12:34
      To, że pracodawcy ie spieszą się do wprowadzania zmian to oczywiste - nikt nie
      będzie działał wbrew swojemu interesowi. Interes pracodawcy jest prosty: "im
      bardziej zgnoi potencjalnych pracowników na początek tym bardziej
      zaakceptują potem każdą jego ofertę". Gdyby prawdziwe bezrobocie w kraju było
      na niższym poziomie, to szacunek (wyrażany sposobem traktowania i ceną pracy,
      czyli płacą) byłby większy... W praktyce - jeżeli ktoś ma taką możliwość, to
      lepiej jest zatrudniać się samemu niż być na łasce kogoś innego - oczywiście
      nie zawsze to takie proste ;)

      ----------------------------------------------------
      Nowoczesny, darmowy program do analizy inwestycji.
      Pobierz i sprawdź:www.InveStudio.com
    • mikuma 13.04.10, 12:42
      Co do treści ogłoszeń, to widziałem takie kuriozum na gumtree.pl:
      "młodą z językiem zatrudnię". To jest dopiero kwiatek, wg mnie szczyt chamstwa
      i bezmyślności.
    • Gość: tt IP: *.centertel.pl 13.04.10, 13:42
      Takie coś, to smieć a nie ogłoszenie. Nic dziwnego, że się nikt pod czymś takiem
      nie podpisuje. I chyba nikt o zdrowych zmysłach na takie ogłoszenie nie
      odpowiada... Nawet desperat...
    • Gość: Kagan IP: 193.136.157.* 13.04.10, 13:46
      Chcieloscie kapitalizmu, to go macie... :(
      "młodą z językiem zatrudnię".
    • Gość: asd IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.10, 15:29
      w Polsce i UE jest socjalizm w gospodarce :(
    • lechujarek 13.04.10, 16:48
      to każdy taki bezrobotny, którego non-stop inni pracodawcy robią w przysłowiowego konia miałby szansę się odwrócić na pięcie i pokazać wszystkim wielkiego wała - zakładając własny, jednoosobowy biznes.

      Ale w Polsce mamy socjalizm i na samą myśl założenia firmy każdemu normalnemu człowiekowi robi się niedobrze (biurokracja, szykany urzędu skarbowego + bezczelny haracz na ZUS).
      Czemu się potem dziwicie, że później zatrudniają was nienormalni pracodawcy?
    • Gość: q IP: *.ssp.dialog.net.pl 14.04.10, 02:13
      Co do treści ogłoszeń, to widziałem takie kuriozum na gumtree.pl:
      "młodą z językiem zatrudnię".
      ^^^^
      portal gumtree no jeszcze
      ale GW dodatek praca "asystentka, do 35 lat,bez zobowiązań rodzinnych, gotowa do
      ... częstych podróży"
      komuś się rubryki pomyliły

    • Gość: yeronimo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.10, 13:04
      sam miałem taki przypadek, gdy znalazłem ogłoszenie to Pani w PUP
      powiedziala,ze jestem 1 ktory spełnia jego kryteria i dam mi kontakt,
      dodzwonilem się , wysłałem maila, a na drugi dzień miałem telefon od kadrowej
      z tej firmy skąd i od kogo dostałem ten kontakt!
      pracy oczywiscie nie dostałem , ale widać ,że to dla picu
      inna sprawa proszę zobaczyć ogłoszenia PUP - manger z biegłym chińskim czy
      wietnamskim od razu wiadomo ,ze to pic
    • Gość: hiehie IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.04.10, 21:38
      no to musiała się kadrowa nieźle napocić jak wystawiła ogłoszenie po
      raz drugi, żeby tym razem żaden kwiatek jej nie przyszedł ;)
      oprócz biegłego chińskiego trzeba pewnie jeszcze przejść kurs krav-
      magi i mieć dyplom szkoły kaskaderskiej ;P
    • Gość: g/g IP: *.chello.pl 13.04.10, 13:35
    • Gość: praca IP: *.chello.pl 13.04.10, 13:57
      trafny artykul tylko co z tego kiedy urzedy i instytucje,takie jak
      urzad pracy;inspekcja pracy;ministerstwo pracy nic w tym kieronku
      nierobia. takie artykuly powinny byc kierowane do pana ministra
      boniego.jak dlugo niebeda rozliczani pracowicy tych urzendow tak
      dlugo nic sie niezmieni.proponuje podpatrzec jak to rguluje i
      egzekwoje niemiecki arbajtzamt
    • Gość: tt IP: *.centertel.pl 13.04.10, 14:22
      Zobaczcie, jak się rekrutuje w Polsce, w międzynarodowych korporacjach:

      antydziad.salon24.pl/150376,jak-korporacja-zatrudniala-sekretarke-darwinizm-w-praktyce
      Gdzyby link został wycięty - szukajcie w wyszukiwarce "Jak korporacja
      zatrudniała sekretarkę. Darwinizm w praktyce."
    • Gość: robol IP: 80.48.2.* 13.04.10, 15:18
      "programistę baz danych od zaraz"

      i nic więcej. kontakt przez formularz na gumtree. brak informacji jak firma,
      jakie wymagania. nic. poprosiłem o więcej informacji - oczywiście odpowiedzi
      nie było. cóż, zanim udostępnię swoje dane chciałbym wiedzieć z kim rozmawiam...
    • Gość: robol IP: 80.48.2.* 13.04.10, 15:18
      "programistę baz danych od zaraz"

      i nic więcej. kontakt przez formularz na gumtree. brak informacji jak firma,
      jakie wymagania. nic. poprosiłem o więcej informacji - oczywiście odpowiedzi
      nie było. cóż, zanim udostępnię swoje dane chciałbym wiedzieć z kim rozmawiam...
    • Gość: kaz IP: *.morag.vectranet.pl 13.04.10, 15:27
      oferta dot.magazyniera.dowiedziałem się jakie są wymagania;spełniałem
      je.Ale nie umieli mi powiedzieć jakie są zarobki(w urzedzie pracy
      przyjeli taką ofertę?Dziwne).Zadzwoniłem do tej firmy ale tam mnie
      przełączono do kierownika mag.,który powiedział na czym polega ta
      praca,że 3 zmiany,i mniej więcej określił zarobki + - 6,5 zet/godz.,z
      tym ,że to nic pewnego.Zadzwoniłem do biura kadr w
      poniedziałek(rozmowa z kier.mag.była w piątek przed 15 dlatego tam
      nikogo nie było)a tu zaskoczenie -nie powiedzą jakie są
      zarobki,trzeba najpierw złożyć podanie o pracę.To co ci wyzyskiwacze
      robią w tym kraju to skandal i nic więcej.Powinien ich wziąć za dupę
      jakiś urząd.A tak poza tym ,to te zarobki co mi powiedział ten
      kierowniczek to jakieś niecałe 1000 zet/miesiąc netto(ok.250
      euro),praca na TRZY ZMIANY.MOGĘ TO NAZWAĆ TYLKO JAKO CZYSTY WYZYSK ,A
      NIE PRACĘ.Oczywiście biurom pracy to nie przeszkadza ,a wręcz pomaga
      ,bo kto odmówi takiej "ofert",to won z listy bezrobotnych,i jesteś na
      marginesie bez ubezpieczenia nfz.
    • Gość: ja IP: *.chello.pl 13.04.10, 17:01
      "to won z listy bezrobotnych,i jesteś na
      > marginesie bez ubezpieczenia nfz.

      i bardzo dobrze jesli jasnie pan bezrobotny zamsit zarabaic 1000 woli siedizec
      na dupie w domu i nie dostawac nic to sorry on nie szuka pracxy on wybrzydza js
      tam wolalbyumc zarabiac nawet ten 1000 niz nie zarabiac nic
    • drkagan 13.04.10, 17:07
      Slyszales cos o wyzysku pracownikow najemnych?
    • Gość: bezrobotny grabarz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.10, 19:24
      Gość portalu: ja napisał(a):
      > i bardzo dobrze jesli jasnie pan bezrobotny zamsit zarabaic 1000 woli siedizec
      > na dupie w domu i nie dostawac nic to sorry on nie szuka pracxy on wybrzydza js
      > tam wolalbyumc zarabiac nawet ten 1000 niz nie zarabiac nic


      Jeśli będziesz mieć okazję idź popracuj za ten 1000zł miesięczne,daj przykład
      innym a pracodawcom sygnał że znajdują się jeszcze desperado aby za takie
      pieniądze pracować.
      Jesteś po prostu żałośnie śmieszny(a).
    • drkagan 13.04.10, 19:33
      Otoz to. Tylko glupek pozwala sie tak ekstremalnie wyzyskiwac, pracujac za
      1000 zl miesiecznie...
    • Gość: O.M IP: *.chello.pl 16.04.10, 20:04
      Otoz to. Tylko glupek pozwala sie tak ekstremalnie wyzyskiwac, pracujac za
      > 1000 zl miesiecznie...



      Otóż niestety nie jest tak do końca!!!Pracuję w pewnej dużej polskiej Firmie na
      stanowisku kierowniczym. I mimo moich oczekiwań, nie zarabiam tyle ile bym
      chciała. Mam niewiele ponad 1000 zł netto. Niestety nie mogę sobie pozwolić na
      siedzenie na bezrobociu i szukaniu dalej pracy, bo musiałabym wyprowadzić się
      pod most!!!W związku z tym, że dzieje się jak się dzieje na naszym rynku pracy,
      i ogłoszenia są jedną wielką fikcją!!! to niestety muszę trzymać się póki co tej
      pracy. A żeby was "pocieszyć" to moi pracownicy niestety zarabiają jeszcze
      mniej, bo nawet nie mają 1000 zł na rękę...oczywiście wiąże się to z dużą
      rotacją ( jest to dla mnie kłopot), ale są takie osoby które chcą pracować za
      tak marne zarobki i do tego naprawdę się starają. Jest to przykre, że tak się
      dzieje, ale co mam zrobić, jeśli nikt się nawet nie odzywa po wysłaniu
      cv??Pewnie pomyślicie, że może jestem do niczego i dlatego tak się dzieje. Otóż
      nie...Jestem osobą wykształconą (i kształcącą się nadal - żeby sprostać
      oczekiwaniom rynku pracy), mam spore doświadczenie zawodowe jak na mój wiek,
      kilka szkoleń i mimo to na asystentkę mnie nie chcą (choć ona zarabia więcej niż
      ja za mniejszą odpowiedzialność!!!)- za wysokie kwalifikacje, a na stanowisko
      Kierownicze w handlu nawet się odpiszą, że dziękują za poświęcony czas i
      zgłoszenie swojej kandydatury. i co...mam zrezygnować z pracy i niec nie robić
      bo "Tylko głupek pozwala się tak ekstremalnie wyzyskiwać, pracując za 1000 zł
      miesięcznie..."????????????

    • drniehabil 16.04.10, 20:14
      Mozesz przeciez wyemigrowac!
    • Gość: Malina IP: *.cebit.com.pl 25.04.10, 23:19
      Co proponujesz? Księżyc czy Twoją działkę?
      Odpowiadam: sam sobie emigruj, emigrancie!
    • Gość: R IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.10, 15:58
      Trzy rzeczy są rozsądne i warto by je egzekwować
      -Podawanie daty ważności ogłoszenia
      -Podawanie że odpowiedż zostanie udzielona w ciągu 48 godzin-bezrobotnych po
      dwóch dniach już wie, że nie jest kandydatem
      -wysokość zarobków-koniec z marnowaniem czasu przez miesiąc i trzema etapami
      rekrutacji by dowiedzieć się że pensja to 1317 brutto(choć podejrzewam że
      specjalnie to robią by uzależnić kandydata od wysiłku podczas rekrutacji)
    • Gość: Kagan IP: 193.136.157.* 13.04.10, 16:47
      Dobry pomysl, ale wymagaly by usuniecia z Polski kapitalizmu rynkowego!
    • Gość: R IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.10, 20:04
      A to niby czemu.
      Podobne informacje w ogłoszeniach np. w UK są.
    • sselrats 13.04.10, 16:47
      Przynajmniej bedzie mial jakies zajecie i nie popadnie w depresje.
      No i za to dostaje bezrobocie.
    • lechujarek 13.04.10, 16:59
      > Przynajmniej bedzie mial jakies zajecie i nie popadnie w depresje.

      Ale pierdolisz. Wyobraź sobie, że nawet bezrobotny może sobie znaleźć tysiąc
      różnych, o wiele ciekawszych zajęć niż uganianie się za fikcyjnymi ogłoszeniami
      o pracę. Jak choćby dokształcanie się w swoim fachu, przeczytanie jednej czy
      drugiej sensownej książki czy nawet pomoc rodzinie w pracach domowych.
      A co do depresji - wyśle 100 CVek na takie ogłoszenia, z których 90 to fikcja a
      w 10 nie znajdzie uznania rekrutujących i nie dostanie żadnej odpowiedzi -
      wcaaaale nie ma szansy popaść w depresję, ależ skądże znowu.
    • sselrats 13.04.10, 17:36
      A ten czas oplacany przez bezrobocie nie powinien byc spedzany na
      czytanie ksiazek niezwiaznycg z praca czy pomoc rodzinie w pracach
      domowych.
    • lechujarek 13.04.10, 18:08
      > A ten czas oplacany przez bezrobocie

      Żeby dostać zasiłek, wpierw musisz go wypracować (oddając w podatkach podczas
      gdy pracowałeś). Więc nie zazdrość go tak bardzo, bo a nuż tobie też będzie
      kiedyś dane go skosztować.

      > nie powinien byc spedzany na czytanie ksiazek niezwiaznycg
      > z praca czy pomoc rodzinie w pracach domowych.

      1000 razy lepsze to niż uganianie się za fikcyjnymi ogłoszeniami o pracę!
      Przynajmniej świra nie dostaniesz (tak szybko)
    • Gość: Kagan IP: 193.136.157.* 13.04.10, 18:12
      Otoz to:
      lechujarek napisał: (Czytanie ksiazek jest) 1000 razy lepsze niż uganianie się
      za fikcyjnymi ogłoszeniami o pracę! Przynajmniej świra nie dostaniesz (tak
      szybko)... ;)
    • Gość: Kagan IP: 193.136.157.* 13.04.10, 18:12
      Czyzby? A jak pracy nie ma i szybko w Polsce nie bedzie, to co?
    • lia.13 13.04.10, 18:15
      wyobraź sobie, że zasiłek dla bezrobotnych:
      a) wynosi 717 zł przez pierwsze 3 miesiące i 563 zł przez kolejne trzy (kurcze,
      ale majątek, wystarczy na czynsz, opłaty za ogrzewanie, jedzenie i jeszcze
      spooooro zostaje na ujeżdżanie po lipnych rozmowach rekrutacyjnych)
      b) nie jest wieczny (maksymalnie jakieś 6 miesięcy, a jeśli nieopatrznie
      podpisałeś rozwiązanie umowy za porozumieniem stron to nalezy Ci się tylko przez
      3 miesiące, po trzech miesiącach od zakończenia pracy)
      c) nie każdemu przysługuje
    • drkagan 13.04.10, 18:46
      O kurcze. Rzucam wszystko i jade do Polski prosic o zasilek.
      717 zlotych na dzien, to bedzie jakies 21 tys. zl na miesiac, czyli jakies 5500
      euro na miesiac. Za 500 euro sie utrzymam, nawet w Warszawie, a reszte odloze.
      Przez 3 miesiace odloze jakies 15 tys. euro, przez 3 nastpne, powiedzmy jakies
      10 tys. euro. Po pol roku bede miec na koncie extra 25 tys. euro, czyli
      prawie 100 tys. zl. Zyc, nie umierac!
    • pierangeli 16.04.10, 18:30
      > A ten czas oplacany przez bezrobocie nie powinien byc spedzany na
      > czytanie ksiazek niezwiaznycg z praca czy pomoc rodzinie w pracach
      > domowych.

      Pieprzysz i marny z ciebie psycholog. Właśnie m. in. dzięki oczytaniu człowiek
      wykształca w sobie krytyczne myślenie. A pomoc w pracach domowych, to jakaś
      aktywność.
    • Gość: ronin IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.10, 17:45
      ale z ciebie jest prymitywny glupi fi..
    • Gość: Malina IP: *.cebit.com.pl 25.04.10, 23:22
      Potwierdzam.
    • Gość: kk IP: 80.48.122.* 13.04.10, 19:35
      Człowieku, wysyłałem na takowe ogłoszenia kilkadziesiąt CV. Dzwoniełem
      dowiadywałem się. I nic żadnej odpowiedzi. Dlatego omijam takie ogłoszenia z daleka
    • Gość: XYZ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.04.10, 07:16
      Życzę Ci bycia "bezrobotnym"/wystarczy na krótki czas/, abyś mógł
      zweryfikować swój głupi wpis na ten temat.
    • Gość: taka jedna IP: 188.33.145.* 16.04.10, 10:01
      Bezrobotny ma akurat dużo do roboty, codziennie przegląda ogłoszenia, odpowiada
      na wybrane, chodzi na rozmowy kwalifikacyjne, roznosi CV po firmach, może się
      dokształcać, kończyć jakieś kursy itp. więc marnowanie jego czasu to po prostu
      chamstwo. Inna sprawa to to, że za każdym razem jadąc na rozmowę człowiek ma
      nadzieję, że tym razem uda się dostać pracę, jeśli zmarnuje pół dnia na dojazd
      tylko po to, żeby przekonać się, że ogłoszenie to jedno wielkie oszustwo, to
      dopiero może złapać doła, zwłaszcza jeśli można było pojechać gdzie indziej i
      może w tym innym miejscu by się udało. Takich oszustów od ogłoszeń powinno się
      dotkliwie karać, najlepiej finansowo.
    • Gość: mantra IP: *.autocom.pl 16.04.10, 10:57
      Nie każdy bezrobotny pobiera bezrobocie... Niektórzy mają tylko
      ubezpieczenie... a za bileciki trzeba płacić :-(
    • Gość: Mag IP: *.ghnet.pl 16.04.10, 12:15
      Widać, że nigdy nie byłeś/-aś w takiej sytuacji skoro zadajesz takie pytania. Ja
      mam więcej zajęć zaplanowanych na każdy dzień tygodnia, niż kiedy pracowałam. A
      po za tym nie chodzi tylko o czas, ale przede wszystkim o pieniądze. Pisałam już
      w innej wiadomości, że kontakt z UP i z ewentualnym pracodawcą, to ok. 20 zł a
      może nawet więcej, więc jeśli mam wyrzucać po dwie dychy na sprawdzanie takich
      niepewnych ofert, to dziękuję, mam na co wydawać, bo mam dwójkę dzieci.
    • Gość: ktoś IP: *.ostnet.pl 16.04.10, 13:53
      A co Ty człowieku właściwie wiesz na ten temat. Czy Ty wiesz ile
      czasu i upokorzeń bezrobotny poświęca na szukanie nowej pracy, bo z
      poprzedniej go np.wyrzucili w dobie kryzysu ???????? Czy Tobie się
      wydaje,że bezrobotny to ma tak dobrze bo dostanie 400 zł za nic?
      Naprawdę, wielu z nich wolałoby pracować, podnosić kwalifikacje i
      oczywiście mieć lepsze pieniądze ,niż siedzieć w domu i się
      uwsteczniać. A takie fikcyjne ogłoszenia to naprawdę niepotrzebne
      nerwy dla takiego kogoś.
    • Gość: Kiniolka IP: 89.174.186.* 16.04.10, 15:17
      bezrobotny to nie tylko osoba ktora szuka pracy... to rózne osoby mające swoje
      codzienne obowiązki.... odsamego przegladania niektorych bezsensownych ogłoszeń
      az głowa boli...
      Nie pamieta kto ale ktos kiedys powiedział ze człowiek mądry nigdy sie nie
      nudzi, także oprócz przegladania ogłoszen mozna miec wiele sensownych zajęc
      ktore pozwalaja rozwijac samego siebie i co moze zaowocowac na romowie o prace
      czy własnie w przyszłej pracy.
      a na zasiłek z bezrobocia trzeba sobie "zapracować" kryteria otrzymania go są
      bardzo zaostrzone no i co zrobisz za 600 zł??
    • drniehabil 16.04.10, 20:15
      A gdzie jest ta praca w Polsce? Po co marnowac czas na szukanie czegos, czego
      nie ma?
    • aga7403 16.04.10, 21:06
      sselrats napisał:

      > Przynajmniej bedzie mial jakies zajecie i nie popadnie w depresje.
      > No i za to dostaje bezrobocie.


      Nie bądź taki przemądrzały, człowieku. I ciesz się, że sam nie
      musisz szukać pracy. A zasiłek dla bezrobotnych, jak powieneś
      wiedzieć, nie każdemu przysługuje.
    • Gość: Malina IP: *.cebit.com.pl 25.04.10, 23:13
      Bardzo nie-humanitarna wypowiedź i dyskryminująca bezrobotnych. Czy to wypowiada
      się ktoś, kto podszywając się pod pracodawcę, wykrada CV lub ma inny program
      wykorzystywania ewentualnych kandydatów?

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka
    Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.