Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Pierwsza, dobra praca

    IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.10, 12:45
    Aby zdobyć pierwszą pracę należy zacząć od świadomego wyboru już przedszkola ;)

    Tajemnica poliszynela - w społeczeństwie ludzi z wykształceniem wyższym powinno być max. 7 %. Tyle potrzeba ludzi od myślenia i zarządzania. Przykra prawda dla wielu niespełnionych magistrów.
    Edytor zaawansowany
    • olias 14.09.10, 12:52
      ale brednie!dwa x mgr + doktorat i obowiązkowo MBA. Czego to nie trzeba by zostać szatniarzem?
      zacznijmy od tego że w życiu nikt nigdy niep rzekonałby mnie do zatrudnienia doktora. człowiek który zdobył doktorat JEST NAUKOWCEM. To najwyższy stopień naukowy. Doktor to człowiek który nie potrafi pracować na normalnym stanowisku pracy pod presją zadania, terminu i kosztów. Codziennie, systematycznie od 7 do 15.
      Mnogość wykształcenia? Może facio nie wie czego chce? Typowy obijbok.
      kwestia 2: "Na pierwszego pracodawcę lub miejsce praktyk dobrze jest wybrać firmę, w której można będzie się sprawdzić w różnych rolach, działach i zadaniach." ta, bez wątpienia. Na początku stażu będzie urzędnik zwyczajny (no, nie magazynier, prawda?), po miesiacu stażu pozna pracę kierownika działu, a pod koniec stażu zmierzy się z zarządzaniem firmą.
      Czy was popier...ło?
    • Gość: sdh IP: *.chello.pl 14.09.10, 12:58
      pracują na okrągło ... więc nie wiem czy nie warto zatrudnić bo płacisz "od...do" a dostajesz 20h na dobę :)
    • Gość: zzz IP: 195.82.180.* 14.09.10, 17:05
      ...albo znajomości.

      Wiem, co mówię sam pierwsza konkretną pracę znalazłem dzięki czystemu zbiegowi okoliczności. Znajomi z otoczenia też tak znajdowali robotę - albo mieli niebywałe szczęście albo wkręcił ich do roboty ojciec/wujek/szwagier.
    • olias 14.09.10, 22:21
      raz - rozmowy przy kawie i sympozja naukowe to jeszcze nie praca. dwa - jaki jest sens tej pracy?
      dlaczego poza granicami naszego miłego grajdołka naukowiec MUSI tworzyć coś dla spłeczenstwa, a u nas wystarczy jak "publikuje".
      A ja k... mać mam w pracy (przemysł) od 20 lat coraz wiecej problemów do rozwiązania. I nie mogę liczyć na pomoc naukowców, bo oni nawet nie są świadomi potrzeb przemysłu.
    • Gość: stan IP: *.tcd.ie 14.09.10, 14:09
      Drogi olias,
      doktorat jest to pierwszy a zatem najnizszy stopien naukowy.
      Magister to nie jest jeszcze stopien naukowy.
      Masz lekko wykrzywiona wizje doktorow. Coz moze akurat takie osoby znasz. Moze sa to osoby po doktoratach humanistycznych ktore sa zupelnie rozne od tych w naukach scislych.
      Pozwol ze opowiem ci o sobie.
      Skonczylem studia scisle w Polsce. Czwarty rok studiow spedzilem na stypednium zagranicznym.
      Po studiach wyjechalem na doktorat za granice.
      Dyrektorem mojego instytutu byl laureat nagrody Nobla.
      W pracy mialem do czynienia z ludzmi z calego swiata (nie paru Europejczykow ale naprawde ze swiata) w praktyce na co dzien przelaczalem sie z jezyka polskiego na niemiecki i angielski. Zadna szkola i malo innych prac jest w stanie tak nauczyc jezyka. Co pare tygodni musialem prezentowac swoje wyniki publicznie czasem po niemiecku, czasem po angielsku -pod gradem pytan od znawcow tematu musialem bronic swojej strategii badan i swoich wynikow.
      Srodowisko miedzynarodowe oznacza zwykle ogromna konkurencje. Amerykanie najczesciej spedzaja zycie w pracy, a dla Azjatow praca w Europie czy Ameryce to zyciowa szansa dlatego pracuja nierzadko 24 godziny na dobe zasypiajac przed komputerem albo spiac na lezance w kuchni bo na dwie trzy godziny do domu juz sie isc nie oplaca.
      W takiej atmosferze i ja pracowalem wyjatkowo ciezko. Nie mialem zadnego zycia prywatnego (to sie potem zmienilo). Doktorant zatem to czlowiek ktory dziala pod ogromna presja, presja konkurencji, czesto ograniczonych srodkow na badania. Presja ze cos nie wyjdzie i zmarnuje czas i pieniadze. Presja bo konkurencja nie spi. Kilka razy zostalem wyprzedzony przez ludzi z innych uniwersytetow -bo zaczeli projekt wczesniej, mieli wiecej doswiadczenia na starcie... Zadnej presji? Jesli nie opublikujesz odpowiedniej ilosci artykulow -jestes nikim pomimo doktoratu. Mowia: publish or perish.
      Masz trzy lub cztery lata z czego spory poczatek uplywa na zdobywaniu doswiadczenia. Rok w pracy naukowej to jak dzien w innej pracy. Kazdy eksperyment trzeba powtorzyc, a one jak na zlosc nie wychodza. Musisz byc oczytany. Z dnia na dzien moze sie okazac ze ktos opublikowal wlasnie to nad czym sie glowisz. Mi sie to zdarzylo a wiec to nie fantazja.
      Masz mnostwo terminow, oddac na czas jakies podanie, czy sprawozdanie ze swojej pracy czy przygotowac wyklad na ktory masz za malo czasu. Musisz bardzo duzo czytac. Dodam ze trudnych naukowych tekstow w obcych jezykach. Musisz bez przerwy udowadniac ze jestes dobry ze duzo pracujesz i ze to co robisz ma sens. Musisz to umiec zrobic w obcym jezyku. Musisz przekonac fundacje ze twoje badania sa na tyle dobre ze powinni dac ci pieniadze (bo to doktoranci pisza granty dla szefow), musisz pisac artykuly ktore wymagaja niesamowitej kreatywnosci i wyjatkowej bieglosci jezyka (bo to doktoranci najczesciej pisza manuskrypty), musisz byc w stanie krytycznie ocenic manuskrypty i podania innych bazujac na ogromnej wiedzy.
      A to wszystko to zaledwie zadania dodatkowe poniewaz wiekszosc czasu spedasz w laboratorium, pilnujac eksperymentow, planujac wydatki, wykonujac skomplikowane obliczenia, bawiac sie wzorami, modyfikujac strategie, szukajac zrodla bledu. Zwykle szkolisz tez mlodszych kolegow i jakichs studentow, ale to wszystko rowniez "w miedzyczasie". Uczysz sie pracowac w grupie, team work, ale uczysz sie samodzielnosci i tego zeby poradzic sobie zupelnie sam kiedy dostaniesz samodzielne stanowisko. Innymi slowy mnostwo pracy administracyjnej, mnostwo ze studentami, a najwiecej w labie. Znam jezyki jak malo kto, znam sie na komputerach jak malo kto, kazda z tych umiejetnosci wystarczylaby na jednego dobrego pracownika a dla mnie to tylko dodatki. Nie wypisuje szkolen ktore odbylem w zyciorysie bo by mi za wiele stron wyszlo. A to wszystko to rzeczy ktore umiem na boku, obok glownej specjalnosci.
      Bardzo trudno mi wyobrazicc sobie trudniejszy dzien niz dzien doktoranta.

      A teraz na zakonczenie: wiem ze to iz mam doktorat ogromnie utrudnia znalezienie pracy. Pozycje na uczelni obsadzane sa po znajomosci i trzeba miec szczescie by sie akurat jakas zwolnila.
      Poza uczelnia nikt doktora nie zatrudni. W Polsce w ogole nie ma takiego zapotrzebowania.
      Moj kolega ze studiow powiedzial mi kiedys: zostalem dyrektorem technicznym mojej firmy. Dalej juz nie zajde, zaden prezes zadnej firmy nie ma wyzszego wyksztalcenia...
      Dlatego nikt doktora nie zatrudni.
      Nie dlatego ze to obibok.
      Dlatego ze to osoba ktora uczy sie krytycyzmu i bedzie wyraznie widziec ze najslabszym elementem w firmie jest nierzadko szef, ktory podejmuje nieodpowiedzialne decyzje i bierze nieproporcjonalna pensje.
    • Gość: Drewnis IP: *.static.entel.pl 14.09.10, 15:11
      Stan ostanie zdanie zgadzam się w 100%. Ludzie myślą ,że im jesteś lepszy tym wyższe stanowisko w firmie zajmujesz. A prezes jest najmądrzejszy. A tak nie jest. Często słyszałem że ludzi zbyt dobrze wykształconych utrącało się na rekrutacji bo po co robić sobie konkurencję. A najgorsze jak się okazuje że jesteś mądrzejszy od prezesa albo właściciela. A nie daj Boże jak twoje decyzje są skuteczne a jego nie. Ten twój kolega jest Dyrektorem Technicznym i jest mądry bo to stanowisko wymaga wiedzy i odpowiedzialności. I jego błędy widać natychmiast. A Prezes może być niemota ale jak ma dobrych podwładnych to wszytko się kręci. Aż przyjdzie kryzys i wtedy jak na dłoni widać kto jest dobry a kto nie.
    • Gość: pazdzioch IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.10, 18:42
      Skoro jestescie tacy dobrzy to po kiego grzyba chcecie pracowac dla tego glupiego wlasciciela firmy? Nie lepiej skorzystac z tej swojej rzekomej madrosci, samemu rozkrecic firme i zarabiac prawdziwe pieniadze, a nie marna miske ryzu na etacie?

      O tym utracaniu na rekrutacji to tez jakies bajeczki, no chyba, ze ktos szuka pracy w duzych kolchozach zwanych dla niepoznaki korporacjami, w ktorych kompletnie NIC sensownego sie nie robi poza tzw. pielegnowaniem juz dawno stworzonych produktow i toczeniem biurowych wojenek.

      Zaden normalny start-up nie odrzuci ludzi, ktorzy potrafia wiele wniesc do projektu, bo w start-upach liczy sie wlasnie czas i dobranie jak najlepszego zespolu. Chcesz ciekawej pracy, szukaj technologicznych start-up'ow. Kto szuka ten znajdzie, a komu sie nie chce bedzie tylko narzekal i opowiadal bajeczki o glupich wlascicielach firm i utracaniu geniuszy przy rekrutacji :-P
    • Gość: xymox IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.10, 19:21
      dobra ksywa - prawdziwy intelektualny paździoch z ciebie. Twoje dwa pierwsze zdania właściwe wszystko tłumaczą :-) ktoś kto ma wiedzę techniczną czy inną merytoryczną nie koniecznie misi być przedsiębiorczy, oferuje swoją wiedzę i umiejętności na sprzedaż (poziom wiedzy "... głupiego właściciela firmy..." jest ważny aby ocenić wartość oferowanej usługi, jołop doceni tylko prostą odtwórczą pracę). Po drugie jak już masz bakcyla przedsiębiorczości i pójdziesz z biznes planem do banku to jest bardzo prawdopodobne Że twój pomysł zostanie ukradziony. Po co ten przytyk o "rzekomej" mądrości? masz traumę zostałeś przez kogoś niedoceniony czy ktoś mądrzejszy wykazał ci ignorancję. Polecam wywiad prof. Kleibera z Miecugowem w TVN (może jest gdzieś na You Tube) w którym mówi o cofaniu się intelektualnym i technologicznym Polski w wyniku prowadzonej polityki naukowej i polityki zatrudniania przez polskich pracodawców. Polecam. Ciekawe że nikt nie zastanawia się nad związkiem ilości dobrze wykształconych, zdolnych do innowacyjnego myślenia inżynierów z atrakcyjnością i konkurencyjnością gospodarki (mówię o inżynierach nie o ludziach z tytułem inżyniera). Do zastanowienia się.

      PS. jestem doktorem pracuję w "przemyśle" i mam tą przewagę że nabranie tzw. doświadczenia na poziomie moich konkurentów (pseudo inżynierów) zajęło mi niecałe 2 lata, teraz ich wszystkich punktuję bo mam coś czego oni nigdy nie posiądą - szerszą perspektywę widzenia problemu i dystans (bazuję nie tylko na wiedzy empirycznej czyli tzw. doświadczeniu ale i na wiedzy teoretycznej ew studium przypadków), wiedzę oraz zdolność szybkiego uczenia się przez co jestem w stanie bardzo szybko nabywać nowe umiejętności poszerzać wiedzę. Rozległe kontakty w instytutach badawczych czy na uczelniach pozwalają mi szybko znaleźć osoby które są ekspertami w pożądanej dziedzinie i skonsultować problem lub otrzymać ekspertyzę (za darmo lub po ekstra cenie nieosiągalnej dla kogoś z zewnątrz). I ty mówisz że jesteś konkurencyjny. ROTFL
    • olias 14.09.10, 22:44
      a jaką to wiedzę ma polski naukowiec? wierzę że bardzo dużą tyle tylko że absolutnie nieprzydatną w pracy NAWET w Badaniach i Rozwoju. uwierzcie - w przemyśle nikogo nie rajcują orbitale czy podobne problemy. zas wiedza jaką posiada pracownik (nieważne - umysłowy czy fizyczny) przemysłu ... nie istnieje w żadnej książce akademickiej (w publikacjach też, tajemnica firm)
    • Gość: stan IP: *.ptr.magnet.ie 14.09.10, 20:17
      Na startup oparty na nowoczesnych technologiach nie wystarczy dziesiec tysiecy zlotych i garaz. (Chyba ze jestes informatykiem.)
      Ja tyle nierzadko wydaje na jeden odczynnik.
      Nie wszyscy ktorzy maja wiedze i doswiadczenie sa w stanie dostac kredyt na zalozenie firmy. Moj kolega skutecznie przeszedl taki proces: czekal dwa lata na decyzje banku zyjac z wlasnych oszczednosci. (W miedzyczasie pojawila sie firma konkurencyjna ktora zmiotla mu klientow.)
      Kogo na to stac? W praktyce zalozenie firmy jest mozliwe dzisiaj wylacznie kiedy sie ma olbrzymi kapital wlasny.
      Firmy np biotechnologicznej nie da sie zalozyc z dnia na dzien i prowadzic jej na zeszyt jak warsztatu samochodowego.
      Jako osoba po doktoracie nawet nie szukam pracy "u wlasciciela firmy", nie ma takich "wlascicieli firmy" ktorzy by potrzebowali doktora do pracy. Ci ktorzy ewentualnie zaczeli wlasnie male startupy potrzebuja kogos do odwalania roboty ktorej samej robic sie im nie chce i nie ma to nic wspolnego z nowoczesna technologia a raczej z jakimis marnymi uslugami dla wiekszych firm.
    • olias 14.09.10, 22:46
      ok. zacznijmy jeszcze raz. wydałeś 10 tys ł na odczynnik. zwróć uwagę, że to kasa która musiał do budżetu odprowadzić taki jeleń jak np. ja.
      napisz co z tego będę miał. co ma społeczeństwo? pytam o kasę, oczywiście, publikacje mnie nie interesują.
    • Gość: R IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.10, 20:19
      Skoro jestescie tacy dobrzy to po kiego grzyba chcecie pracowac dla tego glupie
      > go wlasciciela firmy? Nie lepiej skorzystac z tej swojej rzekomej madrosci, sam
      > emu rozkrecic firme i zarabiac prawdziwe pieniadze, a nie marna miske ryzu na e
      > tacie?


      Ktoś może być geniuszem informatyki, a kompletnie nie znać się na prowadzeniu interesów-zresztą to bardzo częste.
    • olias 14.09.10, 22:39
      wybaczcie że nieco zepsuję wasze samozadowolenie. otóż wadą ludzi majacych ZBYT DUŻĄ wiedzę jest ... niezdolność do podejmowania decyzji. No, powiedzcie uczciwie -jest tak. to akurat naukowcy od dawna już wiedzą. A tu pan prezes (nawet ten matoł z nadania czyli z linii po bazie jak mawiali starzy towarzysze) musi podjąć decyzję. Teraz! Już! W tym sensie widze podstawową słabość doktora.
      tak przy okazji - cosię zmieniło? zawsze mi mowiono że "doktor" to najwyższy tytuł naukowy. Późnie jsą tylko tytuły administracyjne (hab., prof). to jakie to są te wyższe niż "doktor" tytuły naukowe? Oswiećcie mnie, głupiego mgr (ale z czasów komuny, nie jakiegoś z bieżącej produkcji).
    • Gość: azkeel IP: *.in-addr.btopenworld.com 15.09.10, 12:38
      Zgodnie z wikipedia tytul naukowy jest tylko jeden - profesor. Doktor jest stopniem naukowym.
    • sendivigius 14.09.10, 15:20
      He, he. Sutne to ale prawdziwe, nikt jednak w to nie wierzy. Opowiadal mi jeden koles co w swojej naiwnosci szukal pracy w Najjasniejszej. Pracodaca, patrzac na jego CV, gdy doszedl do doktoratu powiedzial - "Aaa to takie dluzsze wakacje".
    • papa_s 14.09.10, 18:30
      Tyle to doktorek powinien wiedzieć. Nie mają one nic wspólnego z logiką i matematyką (alfabetycznie by nikogo nie urazić).
      Teraz odpowiedź dlaczego niechętnie zatrudnia się naukowca. Nikt nie lubi naukowców w pracy bo nie wiedzą po co jest na przykład fabryka samochodów. Otóż jest ona od produkowania pieniędzy;) a produktem ubocznym są samochody. Naukowcy będą skupiać się na produkowaniu samochodów (produktu ubocznego) a nie produkowaniu pieniędzy;)
      Jeśli chodzi o stopnie. W Polsce (nie tylko) są dwa stopnie naukowe: doktor i doktor habilitowany. Ten drugi przymierzają się zlikwidować jako relikt. Już żadna centralna rada papów smerfów nie zatwierdza habilitacji;)

      --
      Koniec PZPN
      Typowy zwolennik PO lucjuszfere napisał:
      dajcie mi 1 kompanie Grom a w 48 godzin bedzie po problemie i katalizatorze syfu w tym kraju zwanym "pis"
    • Gość: stan IP: *.ptr.magnet.ie 14.09.10, 20:06
      Ah tak,
      na sciane takich wlasnie glupkow natrafia sie po zrobieniu doktoratu.
      Ja swoim zyciorysem potrafie udowodnic ze potrafie sie odnalezc na kazdym stanowisku i zastapic kilku innych ludzi a on mi palnie anegdote z podrecznika MBA for dummies i powie ze nie mam zylki do biznesu.
    • Gość: Ob IP: *.ptr.magnet.ie 15.09.10, 02:42
      Jaki jest do ciebie mail? Mam kilka pytan jesli to nie problem... Dzieki
    • papa_s 15.09.10, 18:32
      naukowców. Są ambitni. Niektórzy przeraźliwie ambitni:( W pracy zespołowej bardzo to przeszkadza. Przy tworzeniu nowego największym dobrem są ludzie. Odpowiednio skomponowani w zespół jak drużyna sportowa. Jeśli na danej pozycji nie może grać zawodnik to trzeba go efektywnie zastąpić. Wbudowany narcyzm w naukowców przeszkadza a nie pomaga. Możesz kupić zawodnika za ciężkie miliony tylko co z tego jak rozwali ci zespół dobrze grający.

      --
      Koniec PZPN
      Typowy zwolennik PO lucjuszfere napisał:
      dajcie mi 1 kompanie Grom a w 48 godzin bedzie po problemie i katalizatorze syfu w tym kraju zwanym "pis"
    • olias 14.09.10, 22:32
      zgoda, potwierdzasz tylko różnice między pracą naukowca w Pl a tego samego człowieka w normalnym swiecie (czyli poza PL). naukowców to ja w Pl widziałem w latach 80. w szczątkowej ilości, ale to oni budowali gałęzie przemysłu. A potem przyszli ci ktorych śp. prof Groszkowski określił mianem "naukawcy". A ich symbolem niech zostanie ... "blue ray" (rozumiemy się dobrze, prawda?).
      A! znam jednego fajnego naukowca. pracował na zachodzie w instytucie działającym "na telefon" (przemysł ma problem? - zgłoś go do nas).
      a ... moje problem k... rosną. swiat leci do przodu a ja się szarpię z innymi podobnymi.
      pozdrowienia z R&D (w formie szcątkowej).
    • pfg 14.09.10, 23:39
      Gość portalu: stan napisał(a):

      > to iz mam doktorat ogromnie utrudnia znalezieni
      > e pracy.

      Doktorat, poza instytucjami akademickimi i poza dwoma-trzema profesjami, w których uznawany jest za podniesienie kwalifikacji *zawodowych*, nie ułatwia znalezienia pracy. Niekiedy nawet wręcz utrudnia.
      --
      Po co doktorat
    • Gość: greenmark IP: *.ssp.dialog.net.pl 15.09.10, 00:05
      Czyli puenta jest taka " O jeden krok za daleko". Mimo to życzę powodzenia.
    • Gość: Ob IP: *.ptr.magnet.ie 15.09.10, 02:29
      Jaki jest do ciebie mail? Mam kilka pytan jesli to nie problem...

      Zreszta podam tobie moj observer_observer na gazecie.pl
    • Gość: a IP: *.gemini.net.pl 15.09.10, 09:01
      To moze napisze o swoich doswiadczeniach.

      1. Uczelnia w PL, tuz przed czytaniem doktoratu moj promotor zmienil kolejnosc autorow W MOIM ARTYKULE - po drugich recenzjach, oczywiscie duzy impact factor, 27pkt ministerialnych. Krotka decyzja - jak pozniej sie okazalo jedna z najlepszych w zyciu - koniec z nauka. Jaki to ma sens gdy szef okazuje sie zlodziejem i jak ma wygladac moja praca w przyszlosci? Glownym problemem nauki polskiej jest demoralizacja. Nauka w PL kompletnie nie zostala zreformowana!

      2. Specjalistyczna firma produkujaca oprogramowanie w UK.
      Trafilem do firmy produkujacej i zarabiajacej swietne pieniadze na oprogramowaniu specjalistycznym w jednej z dziedzin zwiazanych z moim doktoratem. Priorytet w zatrudnianiu maja tam ludzie z PhD, dlatego tez nasycenie takimi ludzmi siegalo okolo 30%. Mialem okazje pracowac z ludzmi po doktoratach z Oxfordu i wielu innych czolowych uniwersytetow z UK. Prosze mi wierzyc, nie musimy miec kompleksow - przykladowo, ludzie po Imperial College of London naprawde byli kiepscy! (chociaz to zalezy oczywiscie od czlowieka). Czyli pierwsza uwaga: NAPRAWDE MOZNA POZBYC SIE KOMPLEKSOW.

      3. Mimo, ze nasze przygotowanie bylo bardzo dobre... te rzeczy o ktorych robilo sie w firmie PRYWATNEJ to cos co bylo kilka lat temu w publikacjach na zachodzie i dopiero tych, ktore w formie "przerobionej" przez polskich naukowcow beda przez nich ZA KILKA LAT publikowane w PL.... To pokazuje gdzie jestesmy ...

      4. Do doktorow
      W PL nauka w pewnym momencie sie konczy. Swietnie uczymy, swietnie rozwijamy sie ale do pewnego momentu. Pozniej stop. Zwiazane jest to z:
      - kompletnym brakiem reform, jakiekolwiek pieniadze wrzucone w nauke w PL zostana .. rozkradzione, wyprowadzone z obiegu w postaci "delegacji", "umow-zlecen" etc.
      - Brak POWIAZANIA Z PRZEMYSLEM. Co dane badania KONKRETNIE daja Polsce? Oczywiscie, w kazdym sprawozdaniu wrzucane sa "mozliwe zastosowania"; ustawiane umowy (ze znajomymi) z duzych firm ... oczywiscie panstwowych itd. Pomine to zlodziejstwo milczeniem.
      - dopiero gdy poprzednie dwa punkty zostana naprawione MOZNA zwiekszyc finansowanie.

      Jesli masz 30 lat to nie czekaj, idz do przemyslu - na kilka lat gdzies, pozniej ze zdobytym doswiadczeniem wracaj. Wiecej dobrego dla siebie i kraju uzyskasz niz tkwiac na uczelni. No chyba, ze chcesz przez kilkadziesiat lat szlifowac w godzinach pracy paznokcie jak jedna doktorka na XYZ. Taak, dla takich ludzi uczelnia jest idealnym rozwiazaniem ;)

      ps.
      Doktor moze pracowac 8 godzin w firmie ;))) Nie wiem co to za bzdury, ze nie moze. hehe.
    • Gość: robert IP: 194.181.1.* 17.09.10, 13:36
      stan,
      Twój etos pracy doktora można interpretować na wiele sposobów, nie zawsze zgodny z zamierzeniem. Ogólnie uważam (twierdzenie poparte doświadczeniem), że naukowcy mają wypaczony sposób podejścia do pracy zespołowej i bardzo ciężko dostosowują się do wymagań współpracy z biznesem. Pracuję na kierowniczym stanowisku w branży budowlano - przemysłowej, odpowiadam za budowę technologii przemysłowych, często bardzo nowatorskich, więc współpraca z ośrodkami naukowymi, nie tylko w Polsce, jest u nas na porządku dziennym. I niemal zasadą jest, że ta współpraca jest najsłabszym ogniwem całego projektu. Nie z naszej winy, bo my jesteśmy tresowani przez inwestorów i konkurencję, by dotrzymywać harmonogramu, rozwiązywać problemy, zarządzać skomplikowaną budową gdzie koordynuje się kilka branż, a uzgodnienie projektowe i wykonawcze realizuje się na telekonferencjach łączących specjalistów w różnych miejscach świata. Nie widzę w naszej pracy nic łatwiejszego w porównaniu do pracy naukowej, a mamy ten komfort, że jakość naszej pracy obiektywnie wycenia rynek, a nie hermetyczne środowisko specjalistów.

      Czy doktor jest dobrym pracownikiem ? Jeden z moich pracowników w dziale chce teraz robić doktorat. Jest młodym, zdolnym i pracowitym człowiekiem. Czas pokaże, jak praca naukowa wpłynie na jego osiągnięcia. Ale nie mam wątpliwości, że o jego sukcesie na rynku zadecydują inne kryteria.
    • Gość: sdh IP: *.chello.pl 14.09.10, 12:55
      Ja bym jednak wolał żeby było ich 100% wtedy przynajmniej było by z kim pogadać o czymś więcej niż "panie ten rząd złodziei..." albo "o kur..." , czy słynne "gdzie jest krzyż? no gdzie?" Wykształcenie nie służy wbrew temu co ci się wydaje do zdobycia pracy , jest czymś więcej...
    • lahdaan 14.09.10, 13:54
      Otóż to! Wiele osób traktuje wyższe studia jako możliwość zdobycia konkretnego zawodu. Tymczasem, prócz możliwości zdobycia konkretnej wiedzy, to raczej szansa na uformowanie w młodym człowieku pewnego sposobu myślenia, relatywizmu poznawczego, nauczenia sposobów gromadzenia wiedzy i poszukiwania źródeł.

      Szkoda, że nie myślimy już o "wiedzy wyższej" jako o wiedzy polihistorycznej - tej, która niegdyś cechowała człowieka wykształconego, intelektualistę. Cóż, jacy nauczyciele - tacy uczniowie.

      --
      "P2C2BE!" Salomon Rushdi
    • Gość: ka-mi-la789 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.10, 23:06
      > Ja bym jednak wolał żeby było ich 100% wtedy przynajmniej było by z kim pogadać
      > o czymś więcej niż "panie ten rząd złodziei..." albo "o kur..." , czy słynne "
      > gdzie jest krzyż? no gdzie?"

      Problem w tym, że to niemożliwe. Pogląd, że wpuszczenie głupka na uniwersytet sprawi, że głupek zmądrzeje, to mit. Predyspozycje intelektualne wykraczające poza "ten rząd złodziei" ma właśnie 7-10% populacji. I dla tych 7-10% studia powinny być dostępne. Dla pozostałych nauka czegoś więcej niż machanie łopatą to zdecydowanie zbyt wysokie progi. Oczywiście, można wydać przepis nakazujący przyjęcie na studia każdego, kto się zgłosi, tylko że wtedy poziom nauczania na tychże studiach trzeba będzie obniżyć na tyle, aby był dla każdego dostępny, czyli do zera. A wtedy to już nie będzie kształcenie, tylko rozdawnictwo makulatury z napisem "dyplom". I, rzecz jasna, w żaden sposób nie zwiększy liczby ludzi, z którymi "można pogadać". Ten właśnie proces obserwujemy w Polsce od kilkunastu lat - 50% młodzieży studiuje i - jak sam twierdzisz - gadać z kim nie ma.
    • Gość: R IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.10, 00:37
      Poziom intelektualny nie gwarantuje sukcesu materialnego-wręcz często przeciwnie :)
    • losiu4 15.09.10, 10:49
      Gość portalu: sdh napisał(a):

      > Ja bym jednak wolał żeby było ich 100% wtedy przynajmniej było by z kim pogadać
      > o czymś więcej niż "panie ten rząd złodziei..."

      widzisz, kłopot jest w tym że literki przed czyimś nazwiskiem wcale nie oznaczają, że z takim delikwentem będziesz mógł pogadac o czymś więcej niż "panie ten rząd złodziei..." Prawda jest taka że ludzi "nadających się" do studiowania jest max 10%. W ciemno mozesz założyc, że obecny boom edukacyjny był możliwy tyklo dzięki obniżeniu poziomu nauczania, a więc odbija się to na "jakosci" magistra czy licencjata. Kiedyś tacy delikwenci mieliby solidne problemy by maturę zdać. Teraz mają "wyższe wykształcenie".

      Pozdrawiam

      Losiu
    • Gość: Macho IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.10, 13:15
      W bantustanie jakim niewątpliwie jest Polska nie ma żadnych reguł ani zasad określających co gwarantuje zdobycie odpowiedniej pracy. Praktyka wykazuje, że co być nie robił będzie źle.
    • dystansownik 14.09.10, 13:23
      > W bantustanie jakim niewątpliwie jest Polska nie ma żadnych reguł ani zasad okr
      > eślających co gwarantuje zdobycie odpowiedniej pracy. Praktyka wykazuje, że co
      > być nie robił będzie źle.

      Najłatwiej znaleźć odpowiednią pracę mając znajomości. Jak znasz kogo trzeba, to masz wejście tam gdzie nie dostanie się ktoś po najlepszych studiach i praktykach w najlepszych firmach.
    • Gość: Miki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.10, 13:18
      Zastanawiające, że z poradami spieszą firmy które z założenia są nastawione na wykradanie pracowników i tzw. przemiał -> czyli szybkie zmiany w zatrudnieniu na stanowiskach wymagających rzeczywistej pracy. Żadna z wymienionych firm ani wymienionych w artykule stanowisk z założenia nie nadaje się na miejsca stabilnej pracy.
    • dystansownik 14.09.10, 13:21
      Nikt nie chce przyznać wprost, że w przypadku 3/4 absolwentów, wykształcenie tak na dobrą sprawę nie byłoby im w ogóle potrzebne w formie 5 lat spędzonych na uczelni. Równie dobrze mogliby wykonywać swoją pracę po dobrym liceum z samą maturą.
    • Gość: Qwerty IP: *.filg.uj.edu.pl 14.09.10, 14:16
      Najważniejszy jest kapitał relacji.
    • Gość: heh IP: *.chello.pl 14.09.10, 15:05
      Dystansownik sledze twoje posty juz od dawna i widze ze masz podobne odczucia do mnie.
      Tylko wedlug mnie okolo 90% stanowisk jakie zajmuja absolwenci wyzszych uczelni w ogole nie wymaga studiow, ale to jest problem bardzo zlozony, winna jest gospodarka, przemysl(ktorego w polsce prawie nie ma) i uczelnie. Po drugie nawet jesli jest te kilka procent stanowisk wymagajacych jakiejs "wyzszej" wiedzy to i tak nasze uczelnie(mowie o technicznych) do tej pracy nie przygotowuja.

      A co do znajmosci to owszem sa wazne, ale mimo wszystko wiekszosc absolwentow ich nie ma, wiec bardziej liczy sie sila przebicia,"dobra gadka", szczescie. Wiedza czy oceny ze studiow sa malo istotne.
    • dystansownik 14.09.10, 20:51
      > Tylko wedlug mnie okolo 90% stanowisk jakie zajmuja absolwenci wyzszych uczelni
      > w ogole nie wymaga studiow, ale to jest problem bardzo zlozony,

      To jest właśnie skutek produkcji za dużej ilości absolwentów. Dawniej do większości prac wystarczyła matura, ale przyszedł okres boomu na studia, lawinowo wzrosła ilość studentów i skoro stanowiska wymagające wyższego zostały obsadzone, reszta z "wyższym" musiała się decydować na pracę wcześniej przeznaczoną dla osoby z maturą. Teraz mamy przypadki, jak na posadę sekretarki czy najzwyklejszej biurwy kandydują ludzie z 2 dyplomami i znajomością 3 języków obcych. Nawet po kierunkach technicznych robi się coraz gorzej, bo "inżynierowie" łapią się robót dawniej wykonywanych przez techników.

      > Po drugie nawet j
      > esli jest te kilka procent stanowisk wymagajacych jakiejs "wyzszej" wiedzy to i
      > tak nasze uczelnie(mowie o technicznych) do tej pracy nie przygotowuja.

      Dokładnie. Najgorsze jest to, że w wielu przypadkach, gdyby urealnić program studiów odchudzając go z przedmiotów tak teoretycznych, że praktycznie nieprzydatnych (nie każda teoria jest zła i niepotrzebna oczywiście), to dałoby się bez problemy dobrych fachowców przygotować w ciągu 6-7 semestrów, czyli studiów inżynierskich, a nie magisterskich.
      Do tego w przypadku kierunków technicznych powinno się kłaść duży nacisk na praktykę, a 1 miesiąc praktyk przez 5 lat, to jest jakiś żart. Oczywiście teraz ludzie sobie już uświadomili, że trzeba na własną rękę sobie czegoś szukać i nawet kosztem nauki podjąć pracę czy dodatkowe praktyki, ale uczelnia w tym w ogóle nie pomaga. Praktycznie zerowy kontakt między uczelnią, a pracodawcami i sieczka zamiast plany zajęć skutecznie utrudniają zdobycie praktycznej wiedzy.
    • Gość: Macho IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.10, 22:41
      Nadmiar magistrów który tak ci się nie podoba nie jest wynikiem boomu tylko likwidacji edukacji na niższym poziomie. Albo zostaniesz magistrem, albo golasem po ogólniaku. Środka niet.
    • Gość: Be IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.10, 22:57
      Nie wiem, co teraz można robić po gimnazjum, ale czy ogólniak jest jedynym rodzajem szkoły średniej w Polsce? I szkół policealnych też już nie ma?
      Ponoć jesteśmy w ścisłej światowej czołówce pod względem osób studiujących i absolwentów. To niby skąd ma być praca adekwatna dla wszystkich magistrów nauk wszelakich? Nawet gdybyśmy jakimś cudem stali się gospodarką opartą na wiedzy. Zresztą co to za wiedza z tych dziesiątek czy setek prowincjonalnych Akademii, Szkół Wyższych Czegoś Tam itp
    • dystansownik 15.09.10, 17:25
      > Ponoć jesteśmy w ścisłej światowej czołówce pod względem osób studiujących i ab
      > solwentów. To niby skąd ma być praca adekwatna dla wszystkich magistrów nauk ws
      > zelakich? Nawet gdybyśmy jakimś cudem stali się gospodarką opartą na wiedzy.

      Gospodarka oparta na wiedzy, to słuszny zamysł, ale jak jest w praktyce? Przeszliśmy z bycia najtańszą siłą roboczą, do bycia najtańszą siłą umysłową. Gdy wyprodukujemy tysiące np. biotechnologów, to czy staniemy się biotechnologiczną światową potęgą i pionierem w badaniach? Nie, po prostu będziemy mieć masę potencjalnych pracowników średniego szczebla dla zagranicznych koncernów.
    • Gość: Doświadczony IP: *.static.entel.pl 14.09.10, 14:50
      Trzeba mieć własną ścieżkę kariery i ją realizować. Trzeba sobie określić gdzie chcę być za 5, 10, 15 lat. Określić jak do tych celów dojść w szczegółach. NP: Chcę być kierownikiem w przedsiębiorstwie X. Po pierwsze jak się dostać do firmy X do pracy. Przyjmują tylko z doświadczeniem. Wiec idę do konkurencji za grosze. Zdobywam doświadczenie i klepie biedę. W miedzyczasie się odkształcam. Korzystam z każdej okazji do nauki i awansu. Po kilku latach dochodzę do stanowiska kierownika w konkurencji. Mam ładne CV więc przychodzę do mojej firmy X i zatrudniam się na niższym stanowisku za średnią kasę. Z moim doświadczeniem i wykształceniem z czasem jestem zauważony i dostają swoje wymarzone stanowisko.
      A jak robią dzisiejsi absolwenci. Kończą trzy kierunki uczą się po nocach czterech języków. Potem doktoraty sraty. I przychodzą do firmy X i odrazu krzyczą dycha i poniżej w-ce prezes ich nie interesuje. A jeszcze im na wkładają w głowy że liczy się kreatywność, języki obce i wykształcenia. A jak trzeba faks wysłać to rozkładają ręce.
      Ja jak miałem 15 lat to zrobiłem rekonesans rynku i okazało się że potrzebują księgowych. Wiec poszedłem do kierunkowego liceum. Potem za najniższą krajową poszedłem do pracy jako księgowy. Szybko zostałem zauważony. Wszystkie oszczędności wydałem na kursy. W miedzyczasie zacząłem studia zaoczne. Gdy nadarzyła się okazja to najpierw zostałem samodzielnym księgowym i po kilku latach głównym. Po trzech latach harówy za nędzne grosze moje CV wyglądało rewelacyjnie. 23 lata, trzeci rok studiów, 3 lata doświadczenia, Kursy zawodowe.I najważniejsze wbrew wszystkim stawiałem na pracę a nie na studia.
      Ze wszystkich moich pracodawców nikt nie zapytał się o średnią na studiach ale co robiłem w poszczególnych firmach. I bardzo ważne na rekrutacjach krzyczałem zawsze grubo poniżej swoich oczekiwań a dopiero później jak już mnie sprawdzili negocjowałem wyższe stawki zazwyczaj powyżej moich pierwotnych oczekiwań. I jeszcze jedna ostatnia rada. Pracodawcy potrzebują ludzi do roboty od.. do ślepo wykonujących polecenia często sprzeczne a nie ambitnych pełnych marzeń młodych nie pokornych który zawsze ma swoje odmienne zdanie.W firmie zazwyczaj jest jeden "kreatywny wizjoner" i nieomylny to najczęściej prezes lub właściciel.
    • Gość: Poldek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.10, 15:00
      Studia nic nie dają zwłaszcza te humanistyczne, pedagogiczne i od zarzadzania strata czasu i pieniedzy. Praktyka Praktyka i jeszcze raz Praktyka czyni mistrza
    • Gość: R IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.10, 15:07
      Dyplom, praktyka, cv-to wszystko jest bez znaczenia. Po prostu jest ograniczona ilość pracy-szczególnie w tak biednym i zacofanym kraju jak Polska. Podobnie jak z innymi dobrami o ograniczonej ilości-nie każdy może je otrzymać. To banalna prawda, ale niemożliwa dla ogłoszenia przez działy gazet które żyją ze sprzedawania iluzji o możliwościach na rynku pracy.
    • Gość: M... IP: 188.33.154.* 14.09.10, 15:54
      Po pierwsze: Najczęściej bohaterami tego typu artykułów są osoby, które za przeproszeniem nie liznęły bezrobocia. Miały po prostu farta lub dużą wiedzę (czyt. kujony od przedszkola ;) ). Pracodawca w pewnym sensie sam się do nich zgłosił.
      Po 2: Niektórym ciężko zrozumieć, że nie każdy to geniusz, zna biegle 100 języków i skończył renomowaną uczelnie (Studia i kursy językowe też nie są za free).
      Po 3: Jak słyszę lub czytam te bzdury jakie to kierunki skończyć aby dostać pracę w tym chorym kraju to mam odruch wymiotny. P..ier... bez sensu.
      Jest za mało miejsc pracy na rynku i tyle w tym temacie.
      Jak nie masz doświadczenie to nawet cię do mycia garów nie wezmą. Bo tam też jest potrzebne doświadczenie gastronomiczne, więc wniosek jeden połowa absolwentów szkół wyższych się nie nadaje.
      Tylko pytanie jak mają zdobyć doświadczenie w innych branżach niż w tych w których np: odbywali praktyki?????????
      Chyba, że są tacy co studiują ekonomię a idą na staż do KFC podawać kurczaka.
      Po 4: Może naprawdę warto się zastanowić nad praktykami w przedszkolu?????????????????????? Niech się uczą od małego pracy.
      W przedszkolu praktyki. W podstawówce staż. A w gimnazjum job na pół etatu. :) :) Będzie git.
    • Gość: Makumba IP: *.ec.europa.eu 14.09.10, 16:16
      pierdu, pierdu. Liczy się doświadczenie.
    • Gość: big IP: *.chello.pl 14.09.10, 17:12
      no co?
    • Gość: Edek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.10, 17:24
      Skonczylem zażadzanie jestem jurz magistrem czekam napowazne oferty pracy placa min to 10000zł na miesiac auto slurzbowe i laptop
    • papa_s 14.09.10, 18:59
      oraz "słórzbowe":D:D:D

      --
      Koniec PZPN
      Typowy zwolennik PO lucjuszfere napisał:
      dajcie mi 1 kompanie Grom a w 48 godzin bedzie po problemie i katalizatorze syfu w tym kraju zwanym "pis"
    • Gość: lol IP: 87.239.192.* 14.09.10, 18:36
      niego wykształcenia.

      "Mgr, podyplomowe, MBA. To za mały by znaleźć pracę?"
    • igor.mal 14.09.10, 18:40
      Nie ma i nie bedzie platnej pracy w Polsce!
      Liberałowie zliwkidowali wszystkie miejsca pracy!
    • helena_5 14.09.10, 19:22
      I całej rzeczy LICZĄCYCH NA PAŃSTWO ZAMIAST NA SIEBIE!

      Ograniczyć kodeks pracy, zrobić dowolne albo minimalne równe dla wszystkich składki na ZUS, zlikwidować wszystkie zasiłki.

      Wtedy BĘDZIE WIĘCEJ PRACY, bo pracodawca będzie mniej dopłacał do pensji netto w postaci składek; nie będzie bał się zatrudniać jak jest dobra koniunktura, bo w kryzysie bez odpraw będzie mógł ludzi zwolnić albo się z nimi w kontrakcie umówić, że jak spadają zamówienia to zmniejsza etat czy zatrudnienie.

      Więcej ludzi też będzie ZAKŁADAĆ FIRMY i tworzyć miejsca pracy, jak to będzie mniej kosztować i mniej rodzić OBOWIĄZKÓW wobec pracowników, którzy w większości się nie chcą w pracę angażować czy pracować w nowych, małych, początkujących firmach.
    • Gość: R IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.10, 20:18
      Ograniczyć kodeks pracy, zrobić dowolne albo minimalne równe dla wszystkich skł
      > adki na ZUS, zlikwidować wszystkie zasiłki.
      >
      > Wtedy BĘDZIE WIĘCEJ PRACY, bo pracodawca będzie mniej dopłacał do pensji netto
      > w postaci składek;

      Nie widzę związku między większymi zarobkami pracodawcy a pracą-znając Polskę pojedzie sobie za te pieniądze na wakacje do Tajlandii, gdzie wyda więcej pieniędzy.

      Więcej ludzi też będzie ZAKŁADAĆ FIRMY i tworzyć miejsca pracy,

      Jeden bezrobotny będzie zakładał firmę by świadczyć usługi drugiemu bezrobotnemu z firmą.Totalny idiotyzm-z pustego w próżne nie przelejesz, poza tym na całym świecie większość ludzi pracuje u kogoś a nie posiada firmy.
    • Gość: zzz IP: 195.82.180.* 14.09.10, 20:28
      Wynika z tego, że firmy zakłada się po to żeby zakładać miejsca pracy - Bwahahahah

      Firmę zakłada się po to żeby dostarczać usługi/ produkty i dostawać za to pieniądze innym ludziom albo firmom. Więc jak pan Mieciu założy firmę usługową "Mieciu - usługi tokarskie" to może świadczyć wtedy usługi dla pana Zdzicha z firmy "Zdzichu -centra obróbcze".
    • Gość: Be IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.10, 21:57
      Czy może jeszcze inaczej: firmę zakłada się po to, żeby przynosiła zyski. Jeśli jest do tego potrzebne x stanowisk pracy to się tworzy owe x. I już.
      I jeśli się zarabia mając firmę i jedzie do Tajlandii albo wykupuje bilet w orbitę u Bransona to tylko dobrze.
    • Gość: R IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.10, 22:34
      > I jeśli się zarabia mając firmę i jedzie do Tajlandii albo wykupuje bilet w orb
      > itę u Bransona to tylko dobrze.

      Chodziło tylko o to że wniosek mniejsze obciążenia pracodawców podatkami i zobowiązaniami wobec społeczeństwa które eksploatują=więcej pracy jest tylko mrzonką propagandową korwino-liberałków.
      Równie dobrze te zaoszczędzone pieniądze mogą wydać poza Polską na swoje osobiste zachcianki.
      Człowiek w pierwszej kolejności dba przeważnie o swoje własne egoistyczne potrzeby i żaden przedsiębiorca nie będzie zatrudniał dla dobra społecznego.
    • Gość: Be IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.10, 22:45
      Dokładnie. Ja tylko chciałam troszkę uzupełnić Twoją wypowiedź-tak dla malkontentów, którzy zakładają że właściciele firm tworzą nie firmy tylko zamiast nich organizacje charytatywne. Sorki jeśli mnie źle zrozumiałeś/aś :-)
    • Gość: 666 IP: 195.82.180.* 14.09.10, 23:26
      > Równie dobrze te zaoszczędzone pieniądze mogą wydać poza Polską na swoje osobis
      > te zachcianki.
      > Człowiek w pierwszej kolejności dba przeważnie o swoje własne egoistyczne potrz
      > eby i żaden przedsiębiorca nie będzie zatrudniał dla dobra społecznego.

      Nadal nie rozumiesz. Załóżmy, że przedsiębiorca odrzuca możliwość jeszcze większego zwiększenia zysków poprzez zwiększenie mocy wytwórczej zakładu poprzez utworzenie nowych stanowisk pracy. Załóżmy, że chce wszystko przepier****ić na duperele i uciechy. Może będzie chciał wyjechać zagranicę? Pewnikiem więc skorzysta z usług biura turystycznego, które też na tym zarobi. Jak zechce wybudować dom to wtedy zarobi architek i firma wykonawcza. Jeżeli kupi sobie nowe auto zagraniczne to i tak będzie musiał tankować w Polsce (akcyza, VAT, podatek drogowy), ubezpieczyć w Polsce i serwisować w Polsce. Może zechce bujać się w drogich restauracjach? itd. itp

      Teraz pomnóż sobie tą ilość przedsiębiorców razy kilka, kilkanaście tysięcy - wszyscy ci którzy będą świadczyć im usługi i coś sprzedawać nagle stwierdzą, że brakuje im rąk do pracy, a więc miejsca pracy powstaną tak czy tak.

      To co ty mówisz kojarzy mi się z mitem pożyteczności "wybitego okna"

      Polecam (choć to akurat w innym kontekście):
      www.youtube.com/watch#!v=gG3AKoL0vEs&feature=related
    • Gość: R IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.10, 00:37
      Załóżmy, że przedsiębiorca odrzuca możliwość jeszcze większego zwiększenia zysków poprzez zwiększenie mocy wytwórczej zakładu poprzez utworzenie nowych stanowisk pracy.
      Bzdureczka kolejna dla naiwnych. Ten pracodawca musiał zatrudniać 3 panie Zosie do przebierania owoców, teraz dzięki niższym podatkom-kupi sobie drogą maszynę do przebierania owoców w Niemczech a panie Zosie pożegnają się z pracą.

      >Może będzie chciał wyjechać zagranicę? Pewnikiem więc skorzyst
      > a z usług biura turystycznego, które też na tym zarobi.

      A co mnie obchodzi ile zarobi biuro w Niemczech czy Hiszpanii? Bo przecież wystarczy kliknięcie by całkowicie pominąć lokalnych pośredników....

      Jak zechce wybudować do
      > m to wtedy zarobi architek i firma wykonawcza.

      A co mnie obchodzi co zarobi architekt i firma wykonawcza na Majorce gdzie on sobie wybuduje domek?

      Teraz pomnóż sobie tą ilość przedsiębiorców razy kilka, kilkanaście tysięcy - w
      > szyscy ci którzy będą świadczyć im usługi i coś sprzedawać nagle stwierdzą, że
      > brakuje im rąk do pracy, a więc miejsca pracy powstaną tak czy tak.

      Więcej miejsc pracy to może stworzyć państwo rozsądnie używając ściągniętych od pracodawców pieniędzy. Wolę to od gry w ruletkę pod tytułem czy Pan Zenek wyda pieniądze na prostytutki w Polsce czy na Ibizie?
    • Gość: 666 IP: 195.82.180.* 15.09.10, 01:18
      Ehhh brak słów na taka durną logikę

      > Bzdureczka kolejna dla naiwnych. Ten pracodawca musiał zatrudniać 3 panie Zosi
      > e do przebierania owoców, teraz dzięki niższym podatkom-kupi sobie drogą maszyn
      > ę do przebierania owoców w Niemczech a panie Zosie pożegnają się z pracą.

      Jessss. Człowieku skoro maszyna może robić coś za 3 panie Zosie to znaczy, że ich praca jest niepotrzebna, a miejsce pracy sztuczne. To jest właśnie postęp. Idąc twoją logiką to pszsenicę powinno nadal grupka osób kosami kosić zamiast jednego kombajnu. Poza tym maszyna sama się nie obsłuży, ktoś musi ją obsługiwać, ktoś serwisować itd.

      > A co mnie obchodzi ile zarobi biuro w Niemczech czy Hiszpanii? Bo przecież wyst
      > arczy kliknięcie by całkowicie pominąć lokalnych pośredników....

      Człowiek z kasą jest człowiekiem wygodnym, a więc nie widzę powodu po co miałby bawić się w takie rzeczy (tak kombinować to mogą ludzie z ograniczonym budżetem), skoro pójdzie do firmy turystycznej (a co bardziej prawdopodobne zaloguje się na stronie) i firma większość formalności (np. ubezpieczenia) za niego załatwi.

      > A co mnie obchodzi co zarobi architekt i firma wykonawcza na Majorce gdzie on s
      > obie wybuduje domek?

      Taaaaaaaaa każdy przedsiębiorca od razu chce się budować na Majorce - gratuluję myślenia....

      > Więcej miejsc pracy to może stworzyć państwo rozsądnie używając ściągniętych od
      > pracodawców pieniędzy.

      LOL Człowieku PAŃSTWO NIE TWORZY MIEJSC PRACY!!!! No chyba, że we własnej administracji ale chyba nie o to chodzi.... Miejsca pracy tworzą ludzie, którzy chcą zarobić, a żeby zarobić musza mieć siłę wytwórczą.

      No i jak tu się później dziwić, że ludzie głosują na patałachów którzy obiecują 3 mln mieszkań tudzież drugą Irlandię, skoro wierzą w bujdy, że państwo stworzy im miejsca pracy.
    • Gość: R IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.10, 03:50
      > Jessss. Człowieku skoro maszyna może robić coś za 3 panie Zosie to znaczy, że i
      > ch praca jest niepotrzebna, a miejsce pracy sztuczne.

      Wiesz, zamiast faceta kobieta może mieć wibrator-kwestia wyboru. Teza, że każdy dąży do maksymalnego zysku jest dość ryzykowna-śmiem powiedzieć że wielu przedsiębiorców wcale nie dąży do stworzenia mega-korporacji ;]

      >I
      > dąc twoją logiką to pszsenicę powinno nadal grupka osób kosami kosić zamiast je
      > dnego kombajnu.
      I tak pszenica byłaby o wiele droższa i eksluzywna od tej masowej dla plebsu ;] Podobnie jak ręcznie robione rzeczy są dziś w cenie, a tania fabryczna masa nie jest polem do popisu.

      Poza tym maszyna sama się nie obsłuży, ktoś musi ją obsługiwać,
      > ktoś serwisować itd.

      No to chwile-wychodzi że te panie Zosie są lepsze od maszyny, bo nie trzeba ich serwisować-czyżby ten cały postęp był tylko propagandą? Patrz fakt że wprowadzenie komputerów wydłużyło czas pracy i biurokrację w firmach zamiast zmniejszyć(autentyk) :D Hehe

      Człowiek z kasą jest człowiekiem wygodnym, a więc nie widzę powodu po co miałby
      > bawić się w takie rzeczy

      No właśnie skoro jest wygodny to zrobi to przez internet....


      > LOL Człowieku PAŃSTWO NIE TWORZY MIEJSC PRACY!!!!
      Oczywiście że tworzy-w USA, Szwecji,Singapurze. Wszystkich normalnych krajach które są rozwinięte. Czyżbyś słuchał bajeczek bajkopisarza Korwinka?

      No i jak tu się później dziwić, że ludzie głosują na patałachów którzy obiecują
      > 3 mln mieszkań

      Hmm, czyżby chodziło ci o przykład Singapuru gdzie państwo kontroluje rynek nieruchomości?


      tudzież drugą Irlandię

      Wolę Szwecję :)
    • Gość: Macho IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.10, 22:35
      Firmę zakłada się po to, aby rypać w koszty wydatki na żywot codzienny. Tak był, jest i będzie.
    • Gość: Be IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.10, 22:42
      Jedynym sensem istnienia firmy jest zarabianie. Co wbrew pozorom proste nie jest, o czym może świadczyć liczna firm, które kończą żywot nie doczekawszy nawet 5 lat działalności. Albo i więcej. Hot topic dzisiejszego dnia: upadek firmy z branży turystycznej, firmy działającej od 18 lat. Jeśli ktoś pisze tak jak Ty, że ma to być pokrywanie kosztów czegoś tam-nie wie o czym pisze.
    • Gość: Wahacz IP: *.toya.net.pl 14.09.10, 19:10
      Wreszcie ktoś właściwie ocenił wartość polskich studiów. Studiów zdobytych na marnych jakościowo uczelniach państwowych lub nastawionych na zysk uczelniach prywatnych, które jest w stanie ukończyć nawet totalny matoł (oczywiście jeżeli ma pieniądze). Studia podyplomowe to już ewidentna strata czasu - sądzę, że nikt, poza papierkiem, nie zdobył tam żadnej wartościowej wiedzy. Doktorat jest potrzebny tylko na uczelniach i w instytutach naukowych, w normalnej firmie teoretycy nie są potrzebni. W przedsiębiorstwie potrzebny jest doświadczony fachowiec lub bystry pracownik, który błyskawicznie nauczy się potrzebnych rzeczy. Tego nie nauczy żadna uczelnia - tu potrzeba odpowiednich cech psychicznych. Niezbędne wiadomości przekażą współpracownicy i szkolenia wewnętrzne w firmie.
    • Gość: Be IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.10, 22:15
      To niezupełnie tak ze studiami podyplomowymi czy MBA. One są stratą czasu i pieniędzy jeśli mają być środkiem do znalezienia pracy w ogóle. Generalnie o absolwentach napisał bardzo trafnie dystansownik-nic dodać, nic ująć. Ale podyplomowe (MBA też de facto są w Polsce studiami podyplomowymi) mają moim skromnym zdaniem sens wtedy, gdy już pracujesz, masz doświadczenia-chcesz się dodatkowo czegoś nauczyć (wiesz chociaż mniej więcej czego). Nie zaraz po studiach, gdy jesteś jednym z tysięcy, na ogół bardzo przeciętnych absolwentów. Nie ma to wtedy sensu.
      No chyba, że skończysz MBA na Harvardzie albo w London Business School. Ale to zupełnie inna liga...
      Kolejna rzecz to Twoja uwaga, ze nie da się zdobyć na studiach podyplomowych wartościowej wiedzy. Da się. Pod jednym warunkiem: że bardzo krytycznie będziesz je wybierał. Musisz się orientować, co chcesz osiągnąć-nie biorę tu pod uwagę chęci zdobycia papierka. Cena przy selekcji-przynajmniej na początek- też nie powinna być brana pod uwagę. Jakie są przedmioty, ile czasu się na nie poświęca, czy to tylko wykłady, kto prowadzi zajęcia. Z moich własnych doświadczeń- z daleka od studiów z mnogością przedmiotów. Pewnie zostaną przerobione w tempie ekspresowym, po łebkach bo czasu nie starczy na sensowne zajęcia.
    • sselrats 14.09.10, 19:13
      a potem pracka urzednika
    • Gość: wozny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.09.10, 22:09
      sorki ale ..pier*** glupoty !!!! mam mgr (magazynier) przed nazwiskiem,2 podyplomowki na prestizowych panstwowych uczelniach, doswiadczenie managerskie w firmach zagranicznych i.... od marca szukam nowych wyzwan zawodowych !!! co mi pozostaje spier*** z polski jak najdalej :P
    • li_lah 14.09.10, 23:43
      taaaa najlepiej zarżnąć się, aby już po tych kursach, studiach, szkołach, pracować w "super ambitnej pracy" cały dzień klepiąc skrótami ctrl+c i ctrl+v (a niestety w większości tak wygląda ta praca w księgowości, bankowości i innych obozach pracy dla młodych i dynamicznych) za takie grosze, że strach napisać, bo się sobie samemu nie wierzy...

      wyluzujcie
    • Gość: ant IP: *.chello.pl 15.09.10, 07:36
      Godzina łapania znajomości na piwku czy siatkówce warta jest dwóch godzin dodatkowych studiów. Konkurencja na rynku pracy poprzez same kompetencje zawodowe to mit - konkurencja o dojścia to dziś realia.
    • Gość: zz IP: 89.174.237.* 15.09.10, 08:26
      "Mgr, podyplomowe, MBA. To za mały by znaleźć pracę?" Za mały.
    • Gość: hmm IP: *.chello.pl 15.09.10, 08:37
      Niech mi autor tekstu wyjaśni jak można zdobyć MBA bez doświadczenia, kiedy jednym z wymogów przyjęcia na kurs jest kilkuletnie doświadczenie ? Czyżby zwykła manipulacja pismaków ?
    • losiu4 15.09.10, 12:02
      Gość portalu: hmm napisał(a):

      > Niech mi autor tekstu wyjaśni jak można zdobyć MBA bez doświadczenia

      można. Co najmniej w Polsce. Kwestia ceny. Tylko po co? Nb coś mi świta za kiedyś był w GW artykuł w którym stręczono embieje młodym. Tłumaczono, że tak teraz trzeba, jest kul i trędi, i najlepiej gdyby zaraz o obronie się na to rzucili. Dlatego m.in. zalecam zawsze duzą ostroznosć przy przyjmowaniu "porad" podanych w artykułach pracowych w GW.

      Pozdrawiam

      Losiu
    • losiu4 15.09.10, 11:28
      "Dwa kierunki studiów, studia podyplomowe i dyplom MBA nie wystarczą, by zdobyć wymarzoną pracę, bez doświadczenia i odpowiednich kompetencji. Karierę trzeba planować już na studiach."

      a figę prawda. Nie straszcie młodych ludzi. Znam kupe osób którzy ani 2 kierunków nie mają skończonych, ani studiów podyplomowych (a jeśli już to robili dopiero po załapaniu się do roboty) że juz o MBA nie wspomnę (z tego MBA, jego przydatności oraz "konieczności posiadania" to wręcz anegdoty opowiadaja) a robotę maja i to dobrą. Fakt, mieli mniej więcej wyobrażenie CO chcieliby robić, choc już nie zasze GDZIE to chcieliby/będą robić.

      Pozdrawiam

      Losiu
    • Gość: gość IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.10, 12:48
      to znaczy,ze ci wszyscy to po znajomosci-jak 90% ludzi zreszta...nie wazne sa studia-wazne znajomosci...
    • losiu4 15.09.10, 13:40
      Gość portalu: gość napisał(a):

      > to znaczy,ze ci wszyscy to po znajomosci-jak 90% ludzi zreszta...nie wazne sa s
      > tudia-wazne znajomosci...

      cześć faktycznie przez znajomości. Tyle że przy przyjęciu rodzaj studiów zazwyczaj BYŁ ważny. Nie mam nic przeciw wykorzystywaniu znajomości pod warunkiem że przyjęty wykonuje dobrze swoja robotę, czyli sie do niej nadaje.

      Pozdrawiam

      Losiu
    • Gość: gosc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.09.10, 11:54
      liczą się niestety znajomości,a nie dyplomy!!! to prawda...:(((
    • kazjenka 15.09.10, 15:29
      O, wreszcie koniec bzdur o przydatności podyplomówek razem z towarzyszącymi artykułom reklamami tego typu studiów. W formie papierowej to połączenie komponowało się tak pięknie, że się zastanawiałam, ile im płacą. Zwłaszcza że reklamy były zmasowane w ciągu kilku ostatnich tygodni, akurat gdy uczelnie prowadzą rekrutację.

      Oczywiście, doświadczenie jest najważniejsze, a studentów i absolwentów za dużo.
      Ale gadanie o znajomościach osobiście mnie denerwuje. Nie tylko dlatego, że to demobilizuje do szukania pracy (po co mam wysyłać CV, podwyższać kwalifikacje, skoro nic mi to nie da? Nie mam znajomości przecież). Nieważne, czy to jest prawda. Ważne, czy się w to uwierzy i jak to wpłynie na nasze działania. Poza tym wówczas nie widzimy winy w sobie. Jesteśmy zadurzeni we własnych, rzekomo wysokich kwalifikacjach.

      Są takie sytuacje, w których doświadczenie i znajomości nakładają się na siebie. Dwóch studentów udziela się dla telewizji studenckiej, jeden z nich po studiach dostaje pracę w telewizji ogólnopolskiej i poleca szefowi swojego kolegę. Inni kandydaci bez doświadczenia w mediach będą narzekać, że to praca po znajomości. Ale to nie zmienia faktu, że tamten jest od nich lepszy.
      --
      "Granice mojego języka wyznaczają granice mojego świata"
      L. Wittgenstein.
    • dystansownik 15.09.10, 17:35
      > Są takie sytuacje, w których doświadczenie i znajomości nakładają się na siebie
      > . Dwóch studentów udziela się dla telewizji studenckiej, jeden z nich po studia
      > ch dostaje pracę w telewizji ogólnopolskiej i poleca szefowi swojego kolegę. In
      > ni kandydaci bez doświadczenia w mediach będą narzekać, że to praca po znajomoś
      > ci. Ale to nie zmienia faktu, że tamten jest od nich lepszy.

      Ale w czym jest lepszy, bo kogoś zna? Zmodyfikujmy trochę przykład i niech ten kolega będzie człowiekiem z niewielkim doświadczeniem, ogólnie ok i potencjalny dobry pracownik, ale nie żaden pierwszorzędny okaz. Za to na posadkę chętnie by się złapał jakiś naprawdę dobry pasjonat, oczywiście obiektywnie lepszy od tego kolegi jeśli idzie o same kwalifikacje.
      Pracę jednak dostaje kolega, bo został polecony. Czy Twoim zdaniem to byłoby w porządku i wygrał "lepszy"?

      Inny przykład, do firmy zgłasza absolwent z "polecenia" kolegi prezesa. Ogólnie człowiek ma potencjał, ale na studiach zawsze był w ogonie, nie specjalnie się wybijał. Dostaje robotę, bo akurat firma uznała, że w sumie mogą mu znaleźć jakieś zajęcie, gdzie nawet się przyda. Za to ktoś kto na studiach wybijał się ponad średnią, zapowiada się na dobrego fachowca, przychodząc do firmy bez znajomości słyszy, że nikogo nie potrzebują, bo żadnej rekrutacji akurat nie prowadzą. Wygrał "lepszy"?

      Znajomości nie muszą być czymś złym, ale w obecnej sytuacji często bywa tak, że przy zatrudnieniu mają o wiele większą wagę niż cokolwiek innego. Oczywiście kompetencje na jakimś rozsądnym poziomie są ważne i zazwyczaj w takich wypadkach są warunkiem koniecznym, ale jeśli średniak wygrywa z lepszym, bo zna kogo trzeba, to trochę pozostawia złego wrażenia.
    • losiu4 15.09.10, 19:17
      dystansownik napisał:

      > Ale w czym jest lepszy, bo kogoś zna?

      na przykład. Co moze się przekładac na konkretne zalety dla frmy, np. łatwiejsza współpraca :) Choć prawdę mówiąc obserwując to co się dzieje w państwowych spółkach od lat wielu, to całkiem niegłupi pomysł ze znajomosciami po prostu się wyrodził.

      Zmodyfikujmy trochę przykład i niech ten
      > kolega będzie człowiekiem z niewielkim doświadczeniem, ogólnie ok i potencjalny
      > dobry pracownik, ale nie żaden pierwszorzędny okaz. Za to na posadkę chętnie b
      > y się złapał jakiś naprawdę dobry pasjonat, oczywiście obiektywnie lepszy od te
      > go kolegi jeśli idzie o same kwalifikacje.
      > Pracę jednak dostaje kolega, bo został polecony. Czy Twoim zdaniem to byłoby w
      > porządku i wygrał "lepszy"?

      jeśli podliczone zostaną wszystkie zyski i straty, te "techniczne" równiez, to niewykluczone ze lepiej zatrudnić do jakiegoś zespołu kogos znajomego, niźli "pasjonata". Nb. Z pasjonatami zazwyczaj nie pracuje sie rewelacyjnie :) Nie demonizowałbym tak bardzo tych "kwalifikacji" bo od razu mi się feministki przypominają ;) Już tak a propos pasjonatów i innych takich: opowiesć z zycia. Znajoma swego czasu była jedna z osób decydujacych o rekrutacji. Na stanowisko ściśle techniczne. Zgłosiło się parunastu kandydatów. Wśród nich był gosc z umiejętnościami ze hohoho i jeszcze trochę. Ale go NIE wybrano. Dlaczego? Bo z nim się NIE DAŁO nawet rozmawiać, o myśli o wspólnej pracy nie wspominając. Zatrudniono człowieka o mniejszych umiejętnościach (Twoje i feministek ulubione "kwalifikacje" papierkowo były bodajże te same) i NIKT z zainteresowanych i zapoznanych z tematem nie żałuje, iż pracownikiem został kto inny.

      > Inny przykład, do firmy zgłasza absolwent z "polecenia" kolegi prezesa. Ogólnie
      > człowiek ma potencjał, ale na studiach zawsze był w ogonie, nie specjalnie się
      > wybijał. Dostaje robotę, bo akurat firma uznała, że w sumie mogą mu znaleźć ja
      > kieś zajęcie, gdzie nawet się przyda. Za to ktoś kto na studiach wybijał się po
      > nad średnią,

      z tym wybijaniem się na studiach, szczególnie w ostatnich latach to troche spasuj :)

      > zapowiada się na dobrego fachowca,

      równie dobrze moze sie zapowiadać ten z gorsza średnią, bo np. nie porafił pyszczyć za wszelka cene (niekoniecznie popartą wiedzą) u wykładowcy, lub płakać albo co innego, jeśli osobąłci innej była :)

      > przychodząc do firmy bez znajomości słyszy, że nikogo nie potrzebują, bo żadnej rekrutacji
      > akurat nie prowadzą

      to akurat znam z opowiadania znanej mi osoby. O państwową firmę chodziło. Rekrutacji niby nie było, ale jakimś cudem parę osób pracę znalazło. Zresztą o bo to daleko szukać: na Wawę i jej urzędy wystarczy popatrzeć :)

      > . Wygrał "lepszy"?

      pewnym sensie tak :)

      Pozdrawiam

      Losiu
    • kazjenka 16.09.10, 10:26
      > Ale w czym jest lepszy, bo kogoś zna?

      W tym lepszy, że ma doświadczenie, w przeciwieństwie do niedoświadczonych kandydatów - tak, jak było w moim przykładzie. Chodziło mi o to, że pozostali kandydaci często lubią się usprawiedliwiać cudzymi znajomościami, zamiast przyznać się do niskich kwalifikacji.

      > Zmodyfikujmy trochę przykład i niech ten
      > kolega będzie człowiekiem z niewielkim doświadczeniem, ogólnie ok i potencjalny
      > dobry pracownik, ale nie żaden pierwszorzędny okaz. Za to na posadkę chętnie b
      > y się złapał jakiś naprawdę dobry pasjonat, oczywiście obiektywnie lepszy od te
      > go kolegi jeśli idzie o same kwalifikacje.
      > Pracę jednak dostaje kolega, bo został polecony. Czy Twoim zdaniem to byłoby w
      > porządku i wygrał "lepszy"?

      Jeśli pasjonat ma większe doświadczenie, robi lepsze wrażenie, ma wyższe kwalifikacje, to owszem, to powinien dostać pracę. Jeżeli ma porównywalne - cóż, ocenić jednego lub drugiego można dopiero wtedy, gdy pracuje.

      > Inny przykład, do firmy zgłasza absolwent z "polecenia" kolegi prezesa. Ogólnie
      > człowiek ma potencjał, ale na studiach zawsze był w ogonie, nie specjalnie się
      > wybijał. Dostaje robotę, bo akurat firma uznała, że w sumie mogą mu znaleźć ja
      > kieś zajęcie, gdzie nawet się przyda. Za to ktoś kto na studiach wybijał się po
      > nad średnią, zapowiada się na dobrego fachowca, przychodząc do firmy bez znajom
      > ości słyszy, że nikogo nie potrzebują, bo żadnej rekrutacji akurat nie prowadzą
      > . Wygrał "lepszy"?

      Tzn. jak się wybijał? Dobrymi stopniami z nieprzydatnej wiedzy? Litości! To nadal nie świadczy, że jest lepszy. No, chyba że mowa o organizacjach studenckich, stypendiach i stażach zagranicznych, dużym doświadczeniu. Ale odnośnie "postępowania rekrutacyjnego", to masz rację - jest nie w porządku.

      Mnie nie chodziło o pochwałę znajomości, tylko o nieprzesądzanie ich roli.
      --
      "Granice mojego języka wyznaczają granice mojego świata"
      L. Wittgenstein.

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka