Komentarze do artykułu

Cała prawda o zarobkach wykładowcy

Raz słyszymy, że zarabiają grosze, innym razem mówi się o nich, jako o rozchwytywanych ekspertach, którzy otrzymują godziwe wynagrodzenie pracując zaledwie kilka godzin dziennie. Jaka jest prawda o pensji wykładowców?

Cała prawda o zarobkach wykładowcy Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • "docenci, adiunkci i starsi wykładowcy ok. 4 700 zł,"
    Ciekawe... jakoś nie zauważyłem, nawet jeśli to brutto.
    Przy okazji - podawanie zarobku brutto jest jak ... mierzenie długości członka wraz z kręgosłupem - w przypadku pracy na etacie to nie ma żadnego sensu...

    P.
    • Gość: $ IP: *.ssp.dialog.net.pl 20.08.11, 11:12
      ...oj biedni ci profesorowie, adiunkci ,docenci i starsi wykładowcy :)
    • Gość: Hanna IP: *.adsl.alicedsl.de 20.08.11, 11:42
      Niemiecki adiunkt, w zależności od tego, czy pracuje na umowę o pracę (więcej potrąca się wówczas na składki społeczne i zdrowotne), czy jest mianowany (verbeamtet, zwolniony ze składek społ. i zdrowotnych, ew. ubezpiecza się prywatnie, połowę kosztów leczenia zaś pokrywa mu/jej państwo jako tzw. Beihilfe, drugą połowę - sam/a albo z prywatnej kasy chorych), i w zależności od landu (w Brandenburgii otrzymuje się o wiele mniej niż np. w Badenii-Wirtembergii gdzie zarobki profesora brutto są ok. 1000 euro wyższe, ale też o wiele wyższe są koszty utrzymania!) dostaje i 3800 euro brutto. Jako adiunkt otrzymuję ponad 3500 brutto, netto 2900. Profesor dostaje ok. 6-7000 euro brutto, plus osobna pula na zakup sprzętu książek, wyjazdy służbowe swoje i podwładnych, na asystentów-studentów. Dane przytoczone w artykule są niedokładne. Tabele wynagrodzeń dla Nadrenii - np. kategoria A 13 to też adiunkci mianowani, W to profesorowie (W 3 - prof. z opłacanym przez uczelnię asystentem). Ale też profesor i adiunkt wykonują w Niemczech liczne prace organizacyjne, np. reformy toku studiów, piszą projekty, profesor jest zobowiązany do starania się, i to często, o środki zewnętrzne na naukę, publikowania, i zmienia miejsce studiów i pracy (zmiany uczelni, stypendia zagraniczne), startuje w konkursach, wybiera ambitnych współpracowników. I nie wolno im pracować na 2 etatach, a na dodatkową pracę (nawet regularne, płatne pisywanie do gazety, jeśli przekracza pewną kwotę) muszą uzyskać zezwolenie odpowiedniego działu uczelni. Zob. www.lbv.nrw.de/beztab/besoldung_01012012/beso_abrw_010112.pdf
      • Gość: Toxic IP: *.toya.net.pl 20.08.11, 11:48
        Sytuację zarobków doktorantów, adiunktów, doktorów znam z branży językowej.
        Otóż doktorant ma około 700 zł na rękę....ale....
        1) znając biegle 2-3 języki obce (filologie, lingwistyki) pracuje w szkole językowej, skąd miesiecznie wynosi ok. 4500 zł netto
        2) wykonuje tłumaczenia w biurach tłumaczy, z czego ma jakieś 4000 zł netto
        3) jest tłumaczem symultanicznym, konsekutywnym, i tu stawka to jakieś 10000 zł netto na miesiąc

        Nie wszystkim się uda, nie wszystkim wychodzi. Pozostają korepetycje, na których jak wiadomo sporo się też wysupła. Słowem adiunkt, doktorant za biednego nie uchodzi. 5 tysięcy na rękę jest spokojnie w jego zasięgu na miesiąc.
        • Gość: ar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.08.11, 08:48
          Ale właśnie o to chodzi. Czy to jest sens zatrudniać doktoranta czy adiunkta by ten prawie cały czas poświęcał na dorabianie gdzie indziej? Skoro tyle tam zarabia to po co jest tym adiunktem czy doktorem.
          Pensja (wynagrodzenie) powinno być takie by nie musiał dorabiać a zajmować się tym za co mu płacą na uczelni, bo tak to kasa, mimo że mała, wyrzucona w błoto.
        • Nie chodzi przecież o to, żeby chałturzyć na kilku posadach, tylko robić jedno a dobrze za godziwą płacę. Jestem doktorantem pewnego wydziału (kierunek ścisły) na jednej z lepszych państwowych uczelni w kraju. Swoje obowiązki traktuję bardzo poważnie, lubię to, co robię, nie gonię za stopniami naukowymi, które umożliwiłyby mi może w przyszłości lepiej płatną pracę. Od zawsze interesowałam się naukami ścisłymi i wiązałam swoją przyszłość z nauką. Nie chcę pisać, ile determinacji, nerwów i zachodu kosztowało mnie osiągnięcie takiej wiedzy i umiejętności, jakie obecnie posiadam, ale co najważniejsze... nie wyobrażam sobie, żeby przy tylu obowiązkach na uczelni, zajęciach ze studentami, uczestnictwie w dodatkowych wykładach dla doktorantów, przedzierania się przez meandry fachowej wiedzy, sprostanie często wysokim wymaganiom promotora, chałturzyć w innych miejscach. Zarabiam na uczelni 1140 zł miesięcznie. Co z takimi ludźmi jak ja, które robią coś z pasją, nie dla splendoru, szacunku, prestiżu, kilku literek przed nazwiskiem? Może państwo i władze uczelni powinny skonentrować się na takich jednostkach? To skandal, żeby szanowany profesor zarabiał mniej niż malarz pokojowy (z całym szacunkiem dla tej profesji) i musiał pracować na kilku etatach. Naprawdę są jeszcze wśród nas ludzie z głowami pełnymi ideałów (choć przyznaję, że jest ich coraz mniej), które dla nauki poświęciły wiele. Nie zasługują na to, żeby wycierać sobie nimi w ten sposób gębę.
        • Gość portalu: Toxic napisał:

          - Sytuację zarobków doktorantów, adiunktów, doktorów znam z branży językowej. Otóż doktorant ma około 700 zł na rękę....ale....

          Moi znajomi doktoranci z branży językowej mają jednak trochę więcej, bo ok. 1600 zł. na rękę.


          1) znając biegle 2-3 języki obce (filologie, lingwistyki) pracuje w szkole językowej, skąd miesiecznie wynosi ok. 4500 zł netto

          W sezonie może trochę wynoszą, choć nie wiem, czy aż tyle. Poza sezonem (np. w wakacje) nie wynoszą NIC.


          2) wykonuje tłumaczenia w biurach tłumaczy, z czego ma jakieś 4000 zł netto

          Jeśli jest wysyp tłumaczeń to owszem, mogą zarobić sporo, ale równie dobrze może się zdarzyć słaby miesiąc np. z jednym zleceniem za kilkadziesiąt złotych miesięcznie i na tym koniec.

          3) jest tłumaczem symultanicznym, konsekutywnym, i tu stawka to jakieś 10000 zł netto na miesiąc

          Tu też jest różnie. Pisanie o 10 000 zł. (czy podobnych kosmicznych kwotach) miesięcznie jako stałym i pewnym dodatkowym zarobku dla językowców to jedynie propaganda i nic ponadto. Ta branża jest _bardzo_bardzo_ chwiejna.

        • 4500zł w szkole językowej??!! No chyba jeśli jest jej właścicielem:///
        • Gość: Armin IP: *.toya.net.pl 13.01.12, 01:42
          Boże, co ty wypisujesz za bzdury! 4500 zł ze szkoły językowej, 4000zł z biura tłumaczy, 10000 zł z tłumaczeń symultanicznych, super to prawie 20000 zł miesięcznie żyć nie umierać... Pokaż mi proszę takie szkoły językowe i biura tłumaczy, które zatrudnią doktoranta za takie stawki... albo jebn..ij się w łeb i nie wypisuj kretynizmów, jak kompletnie nie wiesz o czym mowa...
    • Gość: pracownik uczelni IP: *.play-internet.pl 20.08.11, 11:46
      Wystarczy być dobrym naukowcem i prowadzić badania, które czemuś służą (a nie robić nauki dla nauki), do tego trochę publikować w zagranicznych czasopismach z w miarę wysokim impact factorem i można wtedy całkiem niezłą kasę zarabiać z grantów przyznawanych przez krajowe instytucje, czy też działać w zagranicznych projektach. Oprócz niezłych pieniędzy dochodzą wyjazdy w ciekawe miejsca (nie łudźmy się, że konferencje są organizowane w kurortach wypoczynkowych, żeby podnieść ich walory naukowe) oraz możliwość komercjalizowania swoich osiągnięć (a to już może być naprawdę wysoki pułap finansowy).

      A więc pozdrawiam wszystkich, którzy tylko jęczą i nie robią nic żeby zmienić swoje położenie :)
    • Gość: aNIA IP: *.zd.sachsen.de 20.08.11, 12:38
      Jasne,
      obecnie studiuje w Niemczech i powiem calkowicie szczerze, ze poziom wykladowcow, prowadzeni zajec i przygotowywania ich nie jest nawet w 1 % porownywalny do tego co jest w Polsce!!!!!
      Na zajecie wykladowcy przychodza przygotowani, z przygotowanymi materialami, skryptami dla studentow. Do tego aktualne orzecznictwo. Wszystko jest rozpisywane na tablicy, dlatego pomimo skryptow mozna zrozumiec material.
      I oczywiscie konsultacje. Zawsze po wykladach jest czas na nawet dlugie pytania czy dyskusje, regulane w tygodniu konsultacje, na ktore wykladowca przybywa !!! A nie jak u nas jest to tylko teoretycznie zapisane.
      Naprawde roznica w podejsciu do studentow calkowicie inna. Wykladowca pomaga zrozumiec material, dla niego jest niewyobrazalne, jak ktos czegos nie moze zaliczyc. Spotkalam sie z takim przypadkiem dwukrotnie, kiedy studenci o niezaliczonym egzaminie zostali natychmiast poinformowani telefonicznie przez profesora !!!! z natychmiastowym ustaleniem dodatkowych bezplatnych konsultacji i cwiczen w ramach przygotowania do poprawki.
      Dodam, ze jest to uczelnia panstwowa !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • jakie mają pensum ci wykładowcy? czyli ile godzin rocznie? ilu mają asystentów do wykładu?

        znajomy profesor w USA w prywatnej uczelni ma 3 przedmioty rocznie, po 45h każdy, do tego ma po dwóch asystentów wykładu do każdego przedmiotu, którzy pomagają przygotować slajdy, skrypty, a on jedynie zajmuje się merytoryką.

        drugi znajomy profesor w USA ma 2 przedmioty po 30h każdy - razem 60h na cały rok, jeden przedmiot prowadzi w letnim semestrze a drugi w zimowym, do obu przedmiotów ma po 2 (razem 4) asystentów wykładu i to ich emaile są podane do kontaktu, i to asystenci wykładu siedzą na konsultacjach, nie profesor

        trzeci znajomy profesor jest na uniwersytecie w Sułtanacie Brunei. Zajęcia ma tylko w semestrze odpowiadającym czasowo naszemu zimowemu, są to 3 przedmioty, a w semestrze odpowiadającym naszemu letniemu nie ma nic, zajmuje się nauką i ciągnie drugi etat w pewnym kraju w Europie Środkowej

        czwarty znajomy profesor jest na uniwersytecie w Australii w semestrze od jesieni do zimy (wtedy tam jest ciepło) a u nas w Polsce w semestrze od wiosny do lata (kiedy u nas jest ciepło), w Australii ma zdecydowanie mniej godzin a znacznie więcej pieniędzy ale nie ma rodziny, w Polsce dokładnie odwrotnie.

        Dlatego jestem ciekaw liczby godzin w Niemczech. Bo w Polsce nie szokuje pensum 270h przekraczane w 300% - dlaczego tak mało? Bo reszta na drugim etacie w prywatnej - też z przekroczonym pensum.
        --
        Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
        :):-)
        szukam|^|domu
        • Profesor matematyki na stanowym uniwersytecie w USA na ogół ma rocznie 4 wykłady po 45 godzin i nie ma żadnych asystentów. Sam prowadzi konsultacje. Do tego oczywiście dochodzi praca naukowa i różnego rodzaju inne zajęcia ("service").

          Roczne zarobki można obejrzeć tu: www.ams.org/notices/201103/rtx110300438p.pdf . W przypadku profesora ("Full Professor") średnia jest około 126 tysięcy dolarów rocznie, mediana około 119. Są to zarobki brutto; zarobki netto (czyli po odliczeniu podatku federalnego, stanowego, lokalnego, social security i medicaire) to około 60% tego. A więc netto w przeliczeniu na euro wypada to około 52500 (średnia) i 49600 (mediana) rocznie. Z przeliczeniem na miesiąc trzeba uważać, bo zazwyczaj pensja wypłacana jest przez 10, a nie 12 miesięcy.
          • Przy tak śmiesznie niskim pensum - z rozpędu - każdemu studentowi robiłbym chyba notatki i odrabiał zań lekcje :-)

            Sam mam minimum nadgodzin. Czyli w państwowej 240h (pensum 225h), w prywatnej ok. 290h (pensum 270h). Z obu źródeł mam mniej niż 16500 zł netto miesięcznie :-) Ale to ja jestem nieetyczny - bo pracuję na dwóch etatach.

            Asystentów do wykładu ma np. na NYU profesor Damodaran, co można sprawdzić tu:
            pages.stern.nyu.edu/~adamodar/
            sto-szesc napisał:
            > Profesor matematyki na stanowym uniwersytecie w USA na ogół ma rocznie 4 wykład
            > y po 45 godzin i nie ma żadnych asystentów. Sam prowadzi konsultacje. Do tego o
            > czywiście dochodzi praca naukowa i różnego rodzaju inne zajęcia ("service").
            > Roczne zarobki można obejrzeć tu: www.ams.org/notices/201103/rtx110300438p.pdf
            > . W przypadku profesora ("Full Professor") średnia jest około 126 tysięcy dolar
            > ów rocznie, mediana około 119. Są to zarobki brutto; zarobki netto (czyli po od
            > liczeniu podatku federalnego, stanowego, lokalnego, social security i medicaire
            > ) to około 60% tego. A więc netto w przeliczeniu na euro wypada to około 52500
            > (średnia) i 49600 (mediana) rocznie. Z przeliczeniem na miesiąc trzeba uważać,
            > bo zazwyczaj pensja wypłacana jest przez 10, a nie 12 miesięcy.
            --
            Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
            :):-)
            szukam|^|domu
    • Gość: mlodyasystent IP: *.nplay.net.pl 20.08.11, 13:05
      Młody asystent chciał wziąć udział w konkursie rozpisanym przez jedną z fundacji w USA. W ankiecie było pole "miesięczne zarobki" wpisał zgodnie z prawdą 650 EURO.
      Za chwilę otrzymał maila:
      "Wygląda na to, że pomylił się Pan w polu "miesięczne zarobki", brakuje tam zera?"
      Młody asystent odpowiedział:
      "Nie, tyle zarabiam. Tzn. obecnie mamy mocne wahania kursu EUR/PLN, więc wydaje mi się, że nieco zawyżyłem kwotę moich zarobków..."
      Odpowiedź z USA:
      "Rozumiem. Ale nie rozumiem dlaczego pracuje Pan za takie wynagrodzenie..."

      :-)

      p.s.
      Powyższa opowieść to fakt, gdybym nie miał przed nazwiskiem dr, to napisałbym "fakt autentyczny" ;)
      • Gość: usak IP: *.asm.bellsouth.net 21.08.11, 04:47
        Jestes pewien, ze dobrze przetlumaczyles na polski pole "Annual Salary"?
        :-)
        • Gość: adam IP: 178.73.49.* 21.08.11, 09:12
          Tak jest, tam zapewne było annual salary. Ja kilka razy wypełniałem takie ankiety zagrannicznych organizacji i zawsze jest annual nie monthly, bo niby za jaki miesiąc? za grudzień? a co z wynagrodzeniem za projekty, które nie są rozliczane miesięcznie? jeszcze apropos deklarowania niskich wynagrodzeń - jeśli chcą cię zatrudnić a deklarujesz niskie wynagrodzenia (no np. pominąłeś wynagrodzenia z grantów naukowych), to dopasują swoje stypendium/wynagridzenie do tego co deklarujesz. Dlatego moi koledzy z Niemiec z uczelni zawsze deklarują co tylko mogą - wtedy organizacja która cie chce mieć u siebie musi zaoferować coś atrakcyjnego
    • Nas się nie ceni,gdy jesteśmy w UE,dopiero się orientujemy jak nas słabo opłacają.I następuje wyliczanka,złoty do euro,franka.Zarabiać jak na zachodzie,wydawać w Polsce.Pewnie że tak by można,ale to państwa nie stać.Muszą być jakieś określone relacje zarobkowe miedzy profesorem,magistrem inżynierem,technikiem,robotnikiem i tym nie wykwalifikowanym także.
      Cenię ludzi wykształconych,należy im się wysoka płaca,jednak nie mogą to być zarobkowe kominy.
      • Gość: obs IP: 217.153.187.* 20.08.11, 13:50
        ale chodzi o to, że ceny w Polsce i na zachodzie są zbliżone.
        Naprawdę, rozumiemy - tak myślę- różnicę między gospodarką Polski i Niemiec. Ale 4 x różnice w zarobkach, a ceny takie same - wtedy nie myśli się o realiach ekonomiki tylko o sile nabywczej Niemca. I jednak jest przykro...
        • > ale chodzi o to, że ceny w Polsce i na zachodzie są zbliżone.

          Raczej chodzi o to że ceny w polsce i na zachodzie zbliżone nie są. W co niektórych sektorach różnica cen jest nawet dwukrotna ( na niekorzyść polski)


          --
          #define TRUE FALSE //Happy debugging suckers,
    • a 800 - 1600 zł miesięcznie zarobiło 47 pracowników uczelni.

      Komu uczelnia płaci 800zł? To pensja za 8 godzinny dzień pracy ? :>
      • Gość: agata IP: *.dynamic.chello.pl 04.08.14, 14:39
        Chodzi o pracownikó zatrudnionych na uczelni ogólem, więc prawdopodobnie może chodzic nawet o szatniarza zatrudnionego na umowę zlecenie.. W sezonie letnim nie pracują, bo ludzie nie korzystają z szatni.
    • Gość: IKI IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.11, 14:12
      Ciekawe, że nie napisano słowa o poziomie wykładów tych profesorów, adiunktów . Kończyłam niedawno Politechnikę Krakowską , niestety, ale niektórzy z tych nieustająco podnoszących swe kwalifikacje i pijących ze źródeł wiedzy wykładowców przychodzą na wykład z tymi samymi notatkami co 20-30 lat temu, bo niestety ale etaty psorów i doktorów są tam dożywotnie w związku z tym program nauczania studenta jest podyktowany zasobami kadrowymi z danego przedmiotu. Już niedługo niż demokratyczny i kompletne niedostosowanie kierunków na uczelniach do rynku pracy zweryfikuje popularność uczelni. Osobiście uważam, że studia (inżynierskie!) na których trzeba ryć na blachę notatki podyktowane! przez pana doktora , to przedszkole a nie studia. Uczelnie tworzą nowe kierunki, ale wygląda to tak, że zmienia się nazwa kieruku, specjalności a program nauczania taki sam!
      • > przychodzą na wykład z tymi samymi notatkami co 20-30 lat temu

        Wszystko zależy od tego, co się wykłada. Na przykład definicje pochodnej i całki nie zmieniły się przez ostatnie 30 lat...
        • Mało tego - notatki? Do prowadzenia zajęć nie są wcale potrzebne, wszystko mówię z głowy, w końcu dwie trzecie rzeczy na wykładzie to rzeczy które napisałem i wydałem drukiem, a jedna trzecia to te które napiszę i wydam w najbliższym roku, jedyna rzecz, której nie pamiętam, i mam na pożółkłej kartce, pomiętej, z pokreślonymi notatkami, to punktacja zaliczeniową i podobnymi danymi organizacyjnymi.

          sto-szesc napisał:
          > > przychodzą na wykład z tymi samymi notatkami co 20-30 lat temu
          > Wszystko zależy od tego, co się wykłada. Na przykład definicje pochodnej i całk
          > i nie zmieniły się przez ostatnie 30 lat...
          --
          Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
          :):-)
          szukam|^|domu
      • Gość: sqro IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.08.11, 15:56
        przepraszam jakie dożywotnie etaty? Gdzie tak jest ja sie pisze
    • Gość: pp IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.11, 14:25
      Politechnika Poznańska

      początkujący adiunkt ok. 35.000-40.000 zł brutto / rok
      adiunkt z co najmniej kilkuletnim stażem ok. 40.000-50.000 zł brutto / rok
    • 4700 brutto? Ktoś chyba źle sprawdził, ponad 1000 zł mniej z 12-letnim stażem pracy ...
      • Gość: gugcia0 IP: *.dip0.t-ipconnect.de 20.08.11, 17:04
        opisane w tekscie zarobki dotycza pewnej czesci,szacuje ja na ok.30%,uczelnie techniczne,medyczne,prywatne,dobrzy prawnicy,ekonomisci,bio-chemia,informatyka,telekomunikacja.natomiast reszta naukowcow ma srednio,duzo lepiej niz np.20 lat temu.Ogolnie ci,ktorzy sie zalapali na etaty pare lat temu maja dobrze,nowych etatow brak i nie bedzie,bo ilosc studentow spada (demografia,wyjazdy za chlebem,brak ucieczki od wojska,wysokie koszty zycia w Krakowie dla przyjezdnych).Tak wiec kariera naukowa to raczej slabe szanse dla mlodych,chyba,ze wybitni specjalisci w nowych technologiach.Gdy etat sie zwalnia,bo ktos idzie na emeryture lub umarl ,czeka juz na ten etat kilku chetnych i znajomych.Tak wiec pisanie o etatach na uczelniach i kasie za nie to zajecie prawie teoretyczne,etatow nie ma i nie bedzie,do tego padnie wiele prywatnych uczelni i wykladowcy z nich beda sie ratowac przez znajomosci ( i lapowki) na panstwowych uczelniach aby jakos dociagnac do emerytury.Mlodzi maja raczej w tej branzy "przekichane".Jak ktos cos dobrze umie,(szczegolnie nowe technologie,medycyna,ekonomia,prawo,finanse,etc.) to szukac firm lub wyjazd za granice.W RFN poszukuja b.wielu wyksztalconych ludzi w roznych branzach za dosc dobre pieniadze,gorsze niz w USA,ale American dream sie tez konczy.
        • Gość: usak IP: *.asm.bellsouth.net 21.08.11, 05:34
          "ale American dream sie tez konczy."
          Amerykanie dochodza do wniosku, ze nie warto zadluzac sie na cale zycie, aby kupic dom lub dyplom uniwersytetu. Banka edukacyjna peknie podobnie, jak banka nieruchomosci.
      • Gość: asystent IP: *.play-internet.pl 21.09.11, 13:45
        Chyba jest jakieś duże zróżnicowanie między uczelniami bo ja w uczelni kat. A z kilkuletnim stażem zarabiam brutto 2150 zł, netto chyba 1700,00 z groszami. Pracuje na jednym etacie bo jest tyle dodatkowych przedsięwzięć, że drugi to byłoby samobójstwo albo odwalanie roboty.
        Znajoma - wtedy świeża absolwentka pedagogiki - dostała parę lat temu etat w szkole podstawowej (nauczanie klas 1-3) na początek z pensją ponad 1800,00 zł netto, a teraz czeka na kolejną podwyżkę bo ZZ wywalczyły chyba 7%.
        Czy ktoś widział strajk wykładowców akademickich z powodu niskich pensji? Nie, bo nam nie "wypada" strajkować.
      • Gość: ratmed IP: *.dynamic.chello.pl 28.01.13, 12:38
        Ratownik medyczny. Lic + mgr. Wykladam na prywatnej uczelni. 90/h pozdrawiam.
    • Gość: Olga IP: *.elblag.vectranet.pl 20.08.11, 17:40
      Asystent z 7-letnim stażem - 2100 zł brutto. Dorobić na innej miejscowej uczelni nie pozwalają, bo to konkurencja. A dorabiać w innym mieście nie opłaca się, bo dojazdy kosztują. Praca na drugi etacie nie może być rozwiązaniem. Wręcz powinno się jej zabronić. Nauczyciel akademicki powinien skupić się na jakości swojej pracy w jednym miejscu i nie powinien myśleć o dorabianiu w innych miejscach. Ale powinien dostać za ten jeden etat godne wynagrodzenie! Wtedy nie będzie myślał, jak tu dorobić, żeby rodzinę na wakacje zabrać nad morze. Kto zarządza tym systemem? Ogólnie mamy żenadę!
      • czy asystent z dr?
        akurat 7 letni staż - to wartość negatywna - im wyższy staż tym mocniej napięta noga rektora do wykonania kopniaka: but - zad - brama
        Gość portalu: Olga napisał(a):
        > asystent z 7-letnim stażem - 2100 zł brutto.
        --
        Serdecznie pozdrawiam i zycze milego dnia :-)
        :):-)
        szukam|^|domu
    • Gość: Gucio IP: *.adsl.inetia.pl 20.08.11, 18:41
      Niestety, ale nie są prawdziwe podawane płace mninimalne np. adiunktów 4700 zł - to są razcej płace maksymalne, no może średnie, chociaż watpię. Sam jestem adiunktem i mam wielu kolegów na tym stanowisku, nie tylko na jednej uczełni.
      Dlaczego Gazeta nie dba o rzetelność zamieszczanych tekstów i swoich autorów? Właściwie czemu ma służyć taka dezinformacja?
      Istnieje coś takiego jak tabela płac i da się chyba to sprawdzić przed napisaniem artykułu.
    • Gość: B IP: *.cebit.com.pl 20.08.11, 23:42
      Informacje podane w tym artykukle są bzdurą. A więc po kolei:
      1) z pensją zasadniczą 3500 brutto (+ok. 10% stażowego) jestem NAJLEPIEJ ZARABIAJĄCYM adiunktem w jednym z większych instytutów jednej z czołowych polskich uczelni
      2) 4700 brutto - zgodnie z ustawą, moze i tak. Ale do ustawy wyszło kiedyś rozporządzenie wykonawcze, zgodnie z którym minimalna pensja adiunkta to coś około 3000zł brutto (chyba troszkę mniej) i większość zarabia właśnie to minimum. Teoretycznie adiunkt może dosta niecałe 5000zł brutto miesięcznie, ale praktycznie takie pieniadze mógłby dostać tylko człowiek zatrudniony jako adiunkt w sytuacji kiedy nie można go szybko (bez miliona zgód i decyzji) zatrudnić jako profesora. Na przykład jakiś noblista ze Stanów czy Chin w Polsce nie mógłby zostać zatrudniony na stanowisku profesora bez miliona formalności, bo... nie ma habilitacji (tam takie cudo nie istnieje) - procedury są po prostu długotrwałe, wiec zostałby zatruniony jako adiunkt z pensją de facto profesora.
      3) Pensja zasadnicza profesora 7000brutto? Ponury żart...
      4) Zgodnie z nową Ustawą, jak się skończy vacatio legis nawet na drugi etat trzeba będzie mieć zgodę Rektora uczelni macierzystej. Kolejne etaty na innych uczelniach (>2) są wykluczone.
      5) Uczelnie prywatne i kilkaset zł za godzinę? Buhahaha. Co najwyżej osobom wybitnie medialnym, któe przyciągną studenta do uczelni (np. Profesor Miodek mógłby być taką osobą albo Profesor Balcerowicz) albo na studiach typu MBA czy popularnych podyplomowych. Typowa stawka "zwykłego" profesora to w tym momencie jakieś 100zł/h (i wcale nie koniecznie zawsze "aż" tyle), w przypadku adiunkta to już kilkadziesiąt zł.

      A teraz do wszystkich malkontentów i tych, którzy uważają, że praca na uczelni to taki miód. No cóż, bardzo bym skłamał mówiąc, że jestem ubogi. Nie jestem - wręcz przeciwnie. Ale dobrze zarabiam dlatego, że na mój dochód składają się:
      - pensja na uczelni - wspomniane niecałe 4000zł brutto w sumie/msc
      - nadgodziny (nie chcę ale muszę) - ok. 5000-7000zł brutto/rok
      - pensja na drugiej uczelni - ok. 25000zł/msc
      - dochody z badań i grantów - średnio ok. 1000zł/msc
      - dochody z badań zleconych i szkoleń - ok. 30000-50000zł /rok
      W sumie nie jest to więc mało, ale trudno powiedzieć, że to są zarobki WYKŁADOWCY czy też NAUKOWCA - jako pracownik uczelni, bez chałtur, wejść itp. zarabiałbym tyle co pierwsze dwie pozycje - móiąc w skrócie, mniej niż operator koparki, kierowca tira, efektywny sprzedawca telefonów... I to jest przykre. Chętnie zgodziłbym się podpisać lojalkę, zgodnie z którą zarabiałbym np. 2xśrednią krajową wzamian rezygnując z jakichkolwiek przychodów zewnętrznych, ale jakos nikt mi tego nie proponuje... Problem polega na tym, że polska nauka kuleje, bo wszyscy kombinują jak dorobić zamiast poważnie pracować. Dzieje się tak, bo marnie zarabiają. A jako uzasadnienie marnych zarobków podaje się, że... wszyscy kombinuja na zewnątrz - błędne koło... Rozwiazanie: podwojenie (albo i potrojenie, w przypadku np.PAN, gdzie zarobki są na poziomie woźnej w szkole - niestety nie przesadzam) zarobków z jednoczesnym podpisaniem "lojalek"...

      Aha, żeby nie było: pracuję dużo, ale nie oznacza to, ze pracuję źle i np. olewam studentów albo naukę. Corocznie mam kilka dobrych publikacji, co roku moje zajęcia są wśród najlepiej ocenianych przez studentów, co roku muszę się opędzać od nadmiaru potencjalnych magistrantów/licencjantów (bo jak się traktuje promowanie poważnie to jest to bardzo czasochłonne niestety), jestem członkiem uczelnianych komisji (przytaczany wcześniej "service"), a ponieważ zajmuję się dziedziną "narzędziową" to jestem pożądany w grantach maści różnej (stąd "fuchy", bo akurat param się dość rzadką a potrzebną dziedziną). Nie piszę tego żeby się pochwalić, bo żaden fun chwalić się anonimowo. Piszę, żeby pokazać, że wszystko powyższe nie ma praktycznie żadnego wpływu na to co mi wypłaca szczodrą ręką uczelnia... I tyle w temacie.

      A inną sprawą są leśne dziadki albo asystenci z x-letnim stażem (i wciąż doktoratu nie widać na horyzoncie). Ale czy ja jestem temu winien i czy powinienem zarabiać mniej niż każdy z moich magistrantów od pierwszego dnia jak pójdą do pracy tylko dlatego, że takie lesne dziadki czy inne obiboki stanowią dominującą większość kadr????

      Aha: ten profesor co wydzwaniał do studentów że nie zdali - no cóż... Limit na miesięczne telefony mam ok. kilkanaście złotych, więc mogłoby nie starczyć na dzwonienie na komórki, natomiast niestety z własnej pensyjki wykładać nie będę.
    • Gość: Lolo IP: *.dclient.hispeed.ch 21.08.11, 00:02
      Swiadczy o tym chocby stan polskiej "mysli technicznej" ...
    • Jak to nie ma sensu ? Nie ma w Wolsce czegos takiego jak odpisy od podatkow, czy ulgi ? Nawet, jak u roznych ludzi przy tej samej kwocie roznica moze byc max. 50 zl, to jest to argument by podawac wylacznie kwote brutto.
      • Gość: MM IP: *.rfc.pl 30.01.13, 00:07
        > Jak to nie ma sensu ? Nie ma w Wolsce czegos takiego jak odpisy od podatkow, cz
        > y ulgi ? Nawet, jak u roznych ludzi przy tej samej kwocie roznica moze byc max.
        > 50 zl, to jest to argument by podawac wylacznie kwote brutto.

        Dokładnie... Skąd pracodawca ma wiedzieć, czy rozliczasz sie wspólnie z małżonkiem, masz ulgi na dziecko, dodatkowe dochody z drugiej pracy etc....
        Pracodawca ma określone widełki (brutto!) i chce znaleźć pracownika w tych widełkach. Ile z tego pracownik zapłaci fiskusowi, jest sprawą indywidualną i nie do końca obchodzi pracodawcę.
    • Gość: asystent IP: *.aster.pl 26.08.11, 17:30
      a to rektor żarcik zapuścił : Zielona Góra - Asystent - mgr inż. Informatyki (5 letnie studia) brutto 1740 na rękę 1420 zł. Dobrze że są zaoczni i nadgodziny czasem bo bym chyba z głodu padł. A po dwóch latach takiej pracy coraz częściej się zastanawiam co ja w tym pop.....nym kraju robię.
    • Gość: ktoś IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.06.12, 22:49
      "nie powinno narzekac na swój los, bo zarabia grubo więcej powyżej średniej pensji krajowej" - to jest po prosu żenujące. Moim zadaniem w cywilizowanym kraju rzeczą zupełnie naturalną i oczywistą jest to, że zarobki profesorów wyższych uczelni są zdecydowanie większe niż średnia krajowa. Tym bardziej, że zdecydowanie trudniej jest dokonac czegoś na polu nauki niż w jakiejkolwiek innej dziedzinie. Trzeba wziąc pod uwagę również fakt, że nawet w przypadku bardzo zdolnych naukowców okres po którym mogą się oni cieszyc tytułem profesora zwyczajnego to minimum 10 lat (przeważnie więcej).
      • Gość: e. IP: *.249.12.109.rev.sfr.net 25.05.13, 02:53
        Na przyklad Francja. Kraj cywilizowany, maja atom, lataja w kosmos, produkuja samochody, samoloty, szybkie pociagi, etc. Mediana pensji to ok. 2354 EUR. Pierwsza pensja adiunkta (doktora) na uczelni 2347 EUR...
    • Gość: niedoszły_dr IP: *.dynamic.chello.pl 01.03.13, 19:11
      Powiem krótko: studia techniczne o najbardziej prestiżowej specjalności w tej dziedzinie ukończyłem ze średnią 4,8 + wyróżnienie; rozpocząłem studia doktoranckie i pierwszy ich rok zaliczyłem ze średnią 4,8 + starosta grupy. Współpracę zaoferowało mi trzy instytuty, wręcz prosili mnie o 'przyłączenie się do biurka' (jednego....sic!) I co? No zaszczyt, nie zaprzeczę! Tylko, że doktorantowi oferuje się 1500 zł na Politechnice Krakowskiej i... to jeszcze Jego Jaśnie Pan Nad Pany, Nawet Nad Magnificencję, Dziekan Wydziału PK orzeka czy ci się należy, czy nie! A zatem, skoro nie mam mieszkania/domu od rodziców (uczono mnie w robotniczym domu, że to książki mnie wyzwolą i pozwolą zarobić na wszystko) i muszę płacić odstępne w wysokości 1100zł za najem i skoro muszę jeszcze opłacić rachunki, to niestety będąc nieprzeciętnym absolwentem... musiałem podziękować! Szkoda! Uważam, że Polskiej Nauce przysłużyłbym się bardziej jako pracownik naukowy niż nadzór na budowie krzyczący: 'K...qrwa sybciej! Ino roz dwa!" A za to dostaję 4500 netto miesięcznie..... Pragnę globalnej prywatyzacji, delegalizacji zawodów, likwidacji przede wszystkim Izb Inżynierów (ta pleśń tylko żyje z budżetów rodzinnych, i tak już biednych, polskich rodzin - oni żyją z tego, co nam zabiorą!) i chcę, żeby poprzednie pokolenie nie uzurpowało sobie władzy i kompetencji do pokazywania mi palcem: jak, gdzie, za ile korzyści i strat mam mieć obowiązek być zadowolony! Sam wiem najlepiej gdzie jest mi dobrze i ile mnie to kosztuje oraz ile muszę za to "wziąć". Staremu pokoleniu już dziękujemy! Nie chcemy was, waszych decyzji, waszych urzędów, waszych izb, uczelni, waszych stawek i roszczeń, a już z pewnością nie chcemy na was robić! Precz! Zostawcie świat młodym i rynkowi!

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.