Komentarze do artykułu

Ile pracy w pracy polskiego nauczyciela?

Roczny urlop dla poratowania zdrowia, niemal 100 dni wolnych od pracy, 20-godzinny etat - może się wydawać, że zawód nauczyciela to istna sielanka. Z drugiej strony obowiązki, które mogą zajmować więcej czasu niż przewiduje umowa, stresująca praca i nie najwyższa pensja. Jak naprawdę jest w polskim szkolnictwie?

Ile pracy w pracy polskiego nauczyciela? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Mam w rodzinie sześciu nauczycieli. Wierzcie nikt z nich nie pracuje nawet 40 godzin (łącząc te wszystkie "dodatki" wycieczki, wywiadówki i nawet przygotowanie do zajęć- jeśli ktoś to robi, bo oprócz językowców to po trzech latach pracy mało kto się przygotowuje). Gdyby policzyć im nawet 30 godzin tygodniowo przy 18 pensum to stawkę za przepracowaną godzinę mają bardzo wysoką. A na urlop też trzeba zapracować. My pracujemy rocznie około 1880 godzin a nauczyciele połowę tego a nawet gdyby liczyć 40 godzin to niespełna 1300. W zarobkach miesięcznych nie ma prawie różnicy. Tłumaczenie tym, że trud pracy z dziećmi. Bardzo wiele jest zawodów które muszą pracować z ludźmi (czasem dorośli są gorsi od dzieci) a nie maja przywilejów.
    • Gość: jacusek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.11, 11:29
      @z boku ;)
      to zostań nauczycielem
      • Gość: fj IP: 194.29.181.* 07.09.11, 11:39
        Kolejny żenujący tekst pismaka, który kiedyś miał kłopoty w szkole i teraz próbuje się odgryzać lecząc swoje zadawnione kompleksy.
        Dwa lata temu była akcja GW polegająca na wysłaniu ich reporterki do gimnazjum, żeby przez miesiąc udawała nauczycielkę i później mogła obsmarować luksusowe życie pracowników oświaty.
        Okazało się że nie wytrzymała ani jednego tygodnia i po trzech dniach wróciła z "lekkiego" zawodu nauczycielki z paroma godzinami na krzyż do "ciężkiej" harówki dziennikarskiej od rana do nocy.
        Podobnie było by z tym gryzipiórkiem, który wysmarował niniejszy artykuł.
      • A dlaczego on ma zostać? Może nauczyciele zrezygnują ze swojej pracy, jeżeli są tak fatalne warunki i tak słabe wynagrodzenie? Z jakiej przyczyny jeszcze tkwią w tym zawodzie? W pasję większości z nich z nie wierzę.
        • Gość: km IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.11, 13:02
          Na studia pedagogiczne idą tłumy i śmiem twierdzić, że nie jest to kwiat polskiej młodzieży, tylko wręcz przeciwnie.
          Pusty śmiech mnie ogarnia, gdy czytam o tej straszliwej nauczycielskiej harówce i tych pracach do sprawdzania i tych wycieczkach i tych dzieciakach. Jestem lekarzem, strach się porównywać z nauczycielami, bo wyjdzie na no, że pracę mam ultralajtową. Jest wiele zawodów, w których ludzie pracują naprawdę ciężko; mają na głowie tłumy upierdliwych pacjentów, klientów, petentów i nie mają nawet części nauczycielskich przywilejów. Więc nie narzekajcie, bo to naprawdę jest niesmaczne.
          • Gość: ja IP: *.man.poznan.pl 07.09.11, 16:23
            Ale nauczyciele nie są po studiach pedagogicznych, tylko SPECJALISTYCZNYCH. Np po matematyce mo żna uczyć matematyki, po fizyce - fizyki, po biologii - biologii itp. Żaden np. psycholog nie może UCZYĆ przedmiotu....
            • Gość: Joda IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 16:54
              Przecież taki student matematyki musi sobie zdawać sprawę, że albo skończy kierunek i załapie się do jakiejś prywatnej firmy w zupełnie innym charakterze albo wyląduje w szkole, bo na uczelni mogą pozostać naprawdę wybitne jednostki albo te przynajmniej wyróżniające się, zresztą, nawet tacy absolwenci mają ogólnoświatowy problem - starych zgredów zalegających na posadkach uczelnianych do tzw. usranej śmierci. To samo dotyczy absolwentów polonistyki - albo los copywritera, ewentualnie dziennikarstwo, w wielu przypadkach praca w szkole. To samo dotyczy historii, geografii, fizyki. Ci ludzie chyba zdają sobie z tego sprawę? Po biologii jest już więcej możliwości, ale ostateczność to praca w szkole, każdy to przyzna. Nie wiem, jaki ułamek procenta to zapaleńcy z powołaniem do uczenia obcych dzieciaków. Mimo wszystko, podziwiam hart ducha, bo dyrekcje szkół zasilają wyjątkowe zgagi.
            • Gość: km IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.11, 22:47
              OK. Ale popraw mnie jeśli się mylę: nauczycielem można być i po studiach pedagogicznych i po studiach uniwersyteckich ze specjalizacją pedagogiczną. Zgadza się? Pedagogika jako taka cieszy się chyba taką średnią sławą, chociażby przez wzgląd na liczbę studentów i absolwentów (ergo selekcja jest fikcją). Ja wiem, ze to krzywdzące wrzucać wszystkich do jednego wora, ale taki niefajny jest obraz całości. Niestety. I wielka szkoda, że tak jest.
              • Gość: malinka IP: *.wroclaw.mm.pl 08.09.11, 09:34
                Po pedagogice możesz zajmować się przedszkolakami, dzieciakami w klasach 1-3 (zależnie od specjalizacji), albo być pedagogiem w szkole (taki "psycholog", miejsc nie ma wiele - 1 na szkołę?). Wszyscy nauczyciele przedmiotowi to absolwenci konkretnych kierunków (biologii, historii, geografii, chemii itd.).
          • Gość: kiha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.11, 16:57
            Zawodu lekarza to się sam nauczyłeś, prawda?
            • Gość: km IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.11, 22:42
              Jasne, że nie. Ale akurat nauczyciele akademiccy to trochę inna bajka, prawda?
              Nauczyciele w liceum nie bardzo mi w tym pomogli, chociaż skłamię jeśli powiem, że nie było takich, których z nostalgią i ogromnym szacunkiem wspominam. Ale o tych, którzy uczyli niektórych przedmiotów wymaganych na egzaminach na studia nie chce mi się gadać, bo szkoda czasu.
              Bardzo lubię i szanuję nauczycielki moich dzieci, mogę hymny pochwalne na ich temat pisać i złego słowa nie dam powiedzieć.
              Żeby była pełna jasność-nie jestem z tych którzy z automatu psy wieszają na wszystkich nauczycielach i jakoś specjalnie zazdroszczę tych wakacji i przywilejów itp. To nie jest łatwa praca, zwłaszcza w świetle poczynań kolejnych ministrów edukacji. To nie tak. Mnie po prostu irytuje to ciągłe narzekanie. Zawód nauczyciela to nie jest jedyny wymagający zawód na świecie. Jak sobie pościelesz tak się wyśpisz itp.
          • Gość: była nauczycielka IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 07.09.11, 20:01
            Dokładnie. Pracowałam jako nauczycielka i to był luz blues. Teraz pracuję na normalnym 8 godzinnym etacie, często siedzę po godzinach albo robię coś w domu. Zarabiam jak nauczyciel, ale nie mam tyle wolnego czasu co nauczyciel, nie mam też ciągłych podwyżek jak nauczyciele i nie mam też czasu niczym nauczyciel by strajkować pod sejmem, pomstując na mój "ciężki los". Pracując jako nauczycielka wychodziłam do roboty po dziewiątej, w domu byłam około 14 - żyć nie umierać. Teraz wychodzę do roboty o 5:30, w domu jestem w stanie padniętym po 18, a zarabiam niecały 1700zł. Proponuję więc by nauczyciele zanim zaczną biadolić na swój ciężki żywot popracowali trochę na normalnym etacie 8h dziennie.
            • Gość: aa IP: *.warszawa.vectranet.pl 07.09.11, 20:11
              To dlaczego nie jesteś już nauczycielem, czy odeszłaś z tak cudownej pracy, czy cie wyrzucili bo nie spełniałaś wymagań?
      • Gość: Lise-Lotte IP: *.adsl.inetia.pl 07.09.11, 18:58
        nie chcę być nauczycielem bo nie jestem idiotą i umiem robić co innego
        waszą pracę "pedagodzy" - najlepiej ilustruje fakt, że jeżeli chce się dostać na studia to trzeba brać korepetycje ZE WSZYSTKICH WAŻNYCH PRZEDMIOTÓW ! Bo wy niczego nie nauczycie. obiboki.
        • Gość: aa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.11, 19:12

          Ale z próżnego i Salomon nie naleje... Ale sam sobie przeczysz, bo pisząc, że nie jesteś idiotą dodajesz, że aby zdać maturę (bo to są punkty na studia), to TRZEBA brać korki. I to ze wszystkich przedmiotów dla Ciebie ważnych. To jak z tym nie-idioctwem? ;)
          • O czym ty mówisz? Średnia punktów z wszelkich masowych egzaminów (gimnazjalny, maturalny) w skali kraju na poziomie oceny dostatecznej (ze studiów) dowodzi, twoim zdaniem, czego? Że nagle zaczęły nam się rodzić pokolenia skończonych osłów i debili? Czy może jednak wystąpił spadek jakości nauczania?

            Mam nadzieję, że jesteś na tyle inteligentny, że w odpowiedzi nie wspomnisz o zmianach programowych. Bo raz, że ja nie o tym mówię (nie porównuję obecnego maturzysty do tego sprzed 10-15 lat), a dwa, poziom egzaminów również został obniżony i dostosowany do tego, czego dziś się młodzież uczy.

            Więc jak to jest, panie bakałarzu?

            S.
            • Gość: QUM IP: 80.50.134.* 08.09.11, 09:08
              Dzieciaki to teraz pokolenia emo, hipsterowi , neo i nie wiadomo czego jeszcze :) Ktoś taki mozer zdawac mature z biografi Bibera albo podobnego stwora. Amerykaznizacja dzieci powszechna , a amerykanie wysokiego poziomu intelektualnego nie maja :)
              • A może to ty się nie przykładasz do roboty? Może chciałeś napisać o amerykanizacji nauczycieli, którzy ostatnio weszli do tego zawodu i zastąpili starszych, u których etos pracy był jakby większy?

                Chcesz mi powiedzieć, że masowo (bo ja celowo podkreślam skalę) maturzyści, którzy ostatnio w 1/4 nie zdali egzaminu z przynajmniej jednego przedmiotu, zajmowali się jakimś Biberem? Maturzyści?

                S.
                • Nie. To 25%, którzy nie zdali matury to... nawet nie tyle ile w PRL-u kończyło edukację na poziomie zawodówki (w PRL zawodówki kończyło ok. 35% młodzieży). Po prostu w każdym społeczeństwie jest pewien odsetek młodzieży, który nie powinien nigdy trafić do liceum, bo inteligencji nie starcza. Skolaryzacja na siłę, wpychanie głąbów do liceów i dawanie im matury naprawdę nie podnosi wcale poziomu intelektualnego społeczeństwa a jedynie zaniża poziom matur i dewaluuje średnie wykształcenie. 25% to i tak za mało i skutkuje to tym, że na studia wybieraja się kolesie, którzy po maturze nie potrafią dodawać ułamków.
                  --
                  Nie każdy seks ma sens
    • Pracowałam jako polonistka, zazwyczaj miałam 4 klasy. Moja pracy to niekończące się pasmo sprawdzania prac. Jeśli w klasie było około 30 uczniów, to w każdym tygodniu co najmniej 120 prac, a zeszyty, a wypracowania domowe. Do tego wszystkie spotkania, wyjścia z klasą....A poza tym ostatnio młodzież jest bardzo niegrzeczna - wulgaryzmy kierowane w stronę nauczycieli to codzienność (tak bywa w gimnazjum). Mobbing w tej pracy to codzienność. Odeszłam ze szkoły, ostatnio nawet nie mam pracy, ale mam poczucie szczęścia i wolności
      --
      Leksykon diet
      • Gość: Labrador IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 16:29
        Mówisz o niekończącym się paśmie sprawdzania prac. To po co ich tyle zadawałaś? Dobry nauczyciel wyłoży materiał podczas lekcji, a nie wlecze jeden wątek przynudzając, a potem zadaje dzieciakom prace domowe jako uzupełnienie materiału, które one odrabiają do bladego świtu. W naszym kraju problemem jest to, że nauczycieli nikt nie uczy uczyć, a oni sami nie mają ambicji, żeby nauczyć także tych, którym ta nauka ciężej do głowy wchodzi. Byle odwalić te swoje ustawowe godziny i mieć spokój. To widać na każdym kroku. Do tego to ciągłe okazywanie wyższości uczniom i ich rodzicom, de facto swoim klientom, którym świadczy się usługi. Mam w rodzinie kilku nauczycieli, no i sam też kończyłem szkoły, a obrazek był zawsze ten sam. Ta pogarda kadry dla braci uczniowskiej i ich familii. I to poczucie władzy, brak obiektywizmu. Nie na darmo się mówi, że duża część kadry to ludzie zakompleksieni z tzw. selekcji negatywnej czyli tacy, którzy gdzie indziej nie dostaliby pracy.
        • Gość: ja IP: *.man.poznan.pl 07.09.11, 16:52
          A jak wyobrażasz sobie np. egzaminy? Dziecko w szkole nie będzie miało zadawanych prac pisemnych ale za to na egzaminie da sobie z taką pracą radę??? A potem i z maturą z języka polskiego czy obcego?
          "Dobry nauczyciel wyłoży materiał podczas lekcji" - nie sądzę by wykład o zasadach pisania prac pisemnych "załatwił" sprawę...
          A jeśli dziecko musi te prace pisać, by się tego nauczyć, to chyba wypada je sprawdzić, prawda?
          • Gość: Jolka IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 17:03
            Co do pisania prac, to problem nie byłby problemem, gdyby dzieciaki od pierwszej klasy były z tym oswajane, jak niegdyś. Moja córka, lat 8, podobnie, jak większość jej kolegów i koleżanek z klasy, ma problem ze skleceniem prostego wypracowania na banalny temat. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć w aktualne podręczniki do tzw. nauczania zintegrowanego. Brak czytanek, sensownych czytanek. Ja w trzeciej klasie pisałam wiersze, rymowanki, opowiadania i moi koledzy i koleżanki też. Robiliśmy błędy, owszem, ale nie mieliśmy problemu z napisaniem kilku zdań na zadany temat. Dziś rzeczywistość to świat obrazków, szybko przelatujących, krótkich informacji, era "showingu" - oglądamy. To widać też na portalach typu Onet. Dużo prezentacji video i krótkie teksty. Dzieciaki nie czytają. Rozumiem zadawanie czytania lektur. Ale z czego wynika problem przeładowania programów nauczania? Chodzi o bimbanie w podstawówce, a potem nagle przebudzenie autorów programu nauczania i nagle dzieciak ma w gimnazjum do napisania 5 wypracowań na tydzień, bo trzeba podgonić z tematami, a prawdziwy sajgon robi się w liceum przed maturą. Ale co tam, mój brat, który nie przeczytał żadnej lektury, dostał 90 % punktów na maturze z polskiego, choć w starym systemie nie zdałby z podstawówki do liceum. Obniżono intelektualne loty, a sami nauczyciele nie robią nic, żeby zachęcić do nauki, nie będzie tym na pewno robienie codziennie klasówek, kartkówek i zadawanie setki wypracowań, które potem sami nauczyciele z braku czasu i przemęczenia sprawdzają po łebkach.
            • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 07.09.11, 22:30
              a jak chcesz zachęcić, skoro uczniowie wiedzą, że zaniżono lot i dadząradę, przynajmnij ci bardziej kumaci.

              Jakbyś wiedział, że coś dostaniesz bez wysiłku, to dałbyś się wmanipulować w jakąś dodatkową pracę na rzecz tegol, co i tak otrzymasz bez nakładu pracy?

              Sam sobie zaprzeczasz.
          • Gość: Lise-Lotte IP: *.adsl.inetia.pl 07.09.11, 19:02
            dzieci zadają tylko dzięki korepetycjom. Tyle "korków" co w Polsce nie udziela się nigdzie na świecie. Bo "uczą" ich nieudacznicy,
            • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 07.09.11, 22:23
              a tych korków kto udziela? Inni udacznicy co nie są nauczycielami w życiu zawodowym? Coś szwankuje Twoja teoria
              • Z doświadczeń moich kolegów wynika, że przedmiotów ścisłych (matematyka, fizyka) oraz niektórych humanistycznych (historia) uczą w ramach korepetycji zwykle studenci tych kierunków, korepetycje z języków obcych zwykle "brane są" w szkołach językowych, a nauczyciele udzielają korepetycji najczęściej z przedmiotów takich jak biologia czy chemia oraz język polski.

                Uważam, że udzielanie korepetycji przez nauczycieli powinno być całkowicie zakazane.

                S.
                • Ty chyba oszalałes? Sam jestem po wsyztskich szczeblach edukacji i pojecie o tym mam, poczawszy od szkoly sredniej bylem w wybranych przez siebie przedmiotach samoukiem, bo wtedy rodzicow na korki stac nie bylo, teraz zamiast sobie nowe autko kupowac czy inny durny rarytas szukam , rozmawiam z osobami uczacymi lub zajmujacymi sie nauka jak tu zorganizowac i najskuteczniej przekazac wiedze moim dzieicom. Nie po to zeby byli geniuszami ... ale np. zeby mieli wiecej czasu i szybko pojmowali pewne rzeczy. I powiem ze przynosi to skutek czasem 1-2 miesiace zajec idnywidulanych, nawet w malej grupie w wynajetym nauczycielm (lub studentem lub osoba z pasja pracujaca i znajaca pozniejse realia), niekonieczne z tej samej szkoly z doskonalymi umiejetnoscami przekazywania wiedzy to rok walkowania tego w normlanytm trybie nauczania... juz teraz widze ze orzynosi to skutki przy dziecku z 4-5 klasie, praktycznie w szkole sie nudzi i juz myslismy jak tu zwolnic je z kupy zajec, a nie sa to jakies wybitne jednostki jak niekotrzy czesto uzywaja takich fraz: geniusze, dzieciaki co sie bawic nie umieja tylko siedza w szkolach, praktycznie wlasnie to oni czekaja na swoich rowiesnikow az ze skzol wroca lub zajec domowych gdzie rodzicie siedza nad nimi i pilnuja, od 2 lat praktycznie nie musze nawet sprawdzac...

                  Reasumujac: twoj zakaz to bzdura, chociaz w sumie powiem Ci tak : sa osoby uczace ktore i bez szkoly sobie poradzialy.. to jak wiesz np. z firma budowlna jak sobie marke wyrobisz to zawsze klientow znajdziesz na swoje uslugi... osttanio rozmawialem z kolega ktory uczy matematyki z pasji w szkole, na codzien jest dyrektorem finansowym w jakiejs firmie ... a znam kilku jeszcze nauczycieli lub osob ktorte nie maja "kursow pedagogocznych" ktorym etatowi w 5 szkolach w miescie moga buty szorowac.
                  • Chyba po raz piąty w tym wątku muszę napisać, że macie problem z czytaniem ze zrozumieniem. Nie napisałem, że powinno się zabronić prywatnych lekcji, tylko że powinno się tego zabronić nauczycielom! Bo raz, że powstaje tu poważny konflikt interesów, a dwa, poza pensum mają jeszcze ponad 20 godzin tygodniowo w ramach etatu, tak że zajęcia dodatkowe (czy to z geniuszami w ramach kółek zainteresowań, czy z uczniami wymagającymi dodatkowego wsparcia w nauce) powinny się odbywać wyłącznie w ramach zwykłych obowiązków zawodowych nauczycieli.

                    Uczeń opuszczający szkołę powinien być w stanie spełnić wymagania programowe (co najmniej minima) bez żadnych dodatkowych korepetycji. A jeśli ktoś chciałby mimo wszystko z nich korzystać - proszę bardzo, ale nie u nauczycieli.

                    S.
                    • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 08.09.11, 13:49
                      > Uczeń opuszczający szkołę powinien być w stanie spełnić wymagania programowe (c
                      > o najmniej minima) bez żadnych dodatkowych korepetycji. A jeśli ktoś chciałby m
                      > imo wszystko z nich korzystać - proszę bardzo, ale nie u nauczycieli.
                      >

                      a jeśli nie spełni, to niech zmieni szkołę - ze średniej na zawodówkę. Amen. I uważam, że to rodzice powiinni pomagac dzieciom w nauce, byłoby za darmo i na pewno zrobiliby to lepiej od nauczycieli i niech jeszcze leczą sięsami, bo też wiedzą lepiej od lekarzy co i jak.
                    • no to tez bzdura, a skad wiesz ze koreptycje nauczyciel daje poza tymi godzinami ktore defacto ma miec przeznaczone na przygotowanie i inne duperele poza szkola ?
                      w takim wypadku prosze daj im pensje 4-6tys i wprowadzaj taki zakaz sobie... bo to juz masakra nie dac mozliwosci w takim systemie jak kapitalizm ludziom dorobic, a musi tak wielu postepowac ... cobysmy nnie mowili od nauczycieli, systemu edukacji - jest jaki jest, ma wady i to duze ... zalezy kondycja spoleczenstw, jest to jeden z czynnikow dlaczego wiekszosc z nas posiada pewne umiejetnosci i wiedze i moze dzieki niej zyc, sorry ale to nie czasy gdzie wiekszosc pracowala na polach i nauke mieli w nosie. Bedziesz cos jeszcze nauczcielom odbieral lub zakzywal to wogole roboty im sie odechce ... Problem w sporej mierze jak wspomnialem lezy w systemie w jakim zyjemy, tu tez lezy problem w tym ze nauczycieli jets za malo, a jakby bylo ich wystarczajaco to nie ma im jak zaplacic ... zapytasz czemu za malo : to zrob sobie taki experyment: zwykla klasa 25-30 osobowa i rokj nauki danego przedmiotu i wyselekcjonowana grupka uczni na poziomie srednim lub nizszym (ok 8-10 osob) i zobaczysz i czym mowa .... ale to prawda ogolnie znana, dlatego zakaz koropetycji przez nauczycieli w obecnym systemie to pomylka przez duze P, bo to jedna z grup szczegolnie w malym miastach, wsiach jest je w stanie dac, korepetycje pelnia w duzej mierze role takiego kola zapasowego dla panstwoej educkaji, w ktorej jedni sie gubia a drugim nie wystarcza ... wsyztsko zlezy tez od domu rodzinnego, i jak rodzicie dbali o rozwoj swoich pociech od np. 1-7 lat.
        • Gość: kiha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.11, 16:59
          a języka obcego to się nauczyłeś tylko na zajęciach (gdzie też czą nauczyciele) czy siedziałeś w domu douczając się samemu?
          • Ja np. angielskiego nauczyłem się w dwa tygodnie pobytu w Irlandii. Najlepsi nauczyciele to profesor Chęć i profesor Mus. Reszta to pic i propaganda.

            --
            ...żegnajcie przyjaciele, pie...ie się wrogowie
            im więcej było was tym lepsze miałem zdrowie...
            • Gość: tru IP: *.171.73.170.static.crowley.pl 08.09.11, 11:06
              w dwa tygodnie to sie nauczyles "aj em luking for a dżob" i "aj nid a brejk".
      • Gość: 0lop IP: *.internetia.net.pl 07.09.11, 20:27
        tak tak sprawdzian co tydzień, a może 2 razy w tygodniu. Sprawdzianów czy wypracować jest w semestrze 3-4. Etat to 18x45 minut czyli 13,5 godziny dydaktycznej tygodniowo. Praca może i nie jest łatwa, ale są też cięższe zawody. Natomiast 3 letnie urlopy zdrowotne, emerytura po 25 latach minus 3 lata na urlop zdrowotny czyli tak naprawdę emerytura po 22 latach pracy. 100 dni wolnego i 200 dni pracy w roku po średnio 2,5 godziny zegarowej. Praca od 8 rano do 12.30 albo i krócej. Tak rękawy się urywają. I do tego emeryturka w wieku 49 lat czyli emerytura wypłacana przez 30 lat. Ja na emeryturę będę pracował 40 lat i może będę ją brał przez 5 czy 7 lat.
        • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 07.09.11, 22:21
          Natomiast
          > 3 letnie urlopy zdrowotne, emerytura po 25 latach

          jakie 3-letnie urlopy? Czytałeś jakie wymagania trzeba spełnić?
          A ta emerytura to chyba z górnikami Ci się pomyliła.

          >Praca od 8 rano do 12.30 albo i k
          > rócej.

          tak, a dzieci biedna same potem siedzą w klasach i kończą lekcje o 15.30 lub później, to chyba te późne lekcje prowadzą woźne i panie sprzątające skoro nauczyciele w domach od 12.30
          • Gość portalu: jk napisał(a):

            > Natomiast
            > > 3 letnie urlopy zdrowotne, emerytura po 25 latach
            >
            > jakie 3-letnie urlopy? Czytałeś jakie wymagania trzeba spełnić?

            Ja czytałem i kiedyś nawet gdzieś przytaczałem. Ale bardzo chętnie się od ciebie dowiem. Więc jakie?

            > A ta emerytura to chyba z górnikami Ci się pomyliła.

            A może to ty jesteś niedoinformowany?

            >
            > >Praca od 8 rano do 12.30 albo i k
            > > rócej.
            >
            > tak, a dzieci biedna same potem siedzą w klasach i kończą lekcje o 15.30 lub pó
            > źniej, to chyba te późne lekcje prowadzą woźne i panie sprzątające skoro nauczy
            > ciele w domach od 12.30

            W przeciętnej polskiej szkole, która nie prowadzi zajęć na zmiany, nie uświadczysz nauczyciela po godz. 13.00. Chyba że przyszedł dopiero na 12.00. Nie dotyczy pań ze świetlicy, które często też mają status nauczyciela.

            S.
            • Gość: no name IP: *.152.145.45.dsl.dynamic.t-mobile.pl 08.09.11, 08:01
              Zmień lekarza.
            • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 08.09.11, 09:01
              skoro jesteś taki biegły w wyszukiwaniu info w necie, to poczytaj sobie Kartę Nauczyciela i dowiesz się jakie to kryteria

              Emeryturę pomostową można dostać w każdym fachu i dotyczy to obecnie osób ok 50-ki, ja mówię o młodych nauczycielach, którzy muszą tak jak większość społeczeńśtwa pracować do 65 roku życia.

              Wejdź sobie do pierwszej lepszej szkoły typu gimnazjum, LO, technikum w dużym mieście i popatrz na plan i wyjdzie ci ilu to nauczycieli kończy o 12ej pracę.
        • Gość: ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 12:36
          no zostawilbym te 3 letnie urlopy bw spokoju, ale defacto wcale tak ciezko nie maja, i mi jak ktos poiwie ze maja to .... nauczyciele i tak maja za dobrze w porownaniu z wieloma grupami zawodowymi , ktorym brak sily nacisku na wladze i moga sobie co jakis czas wymuszac pewnie zadania...

          A co do pracy to wielu ma super mozliwosci zwiekszania sobie pensji, jezeli sa na tyle obrotni i dobrzy w tym co robia. Plus dobra organizacja, liczba godzin mala kiedy musza byc w budynku szkoly ... to mozna robic mnostwo ciekawych , nawet za pieniazki rzeczy... niekoniecznie w zawodzie, ale checi do nauki trzeba miec... a kto jak kto nauczyciel je powinien miec :)
      • Gość: Marta IP: *.4web.pl 08.09.11, 11:38
        @Eulalia11, ja miałam tak samo. Gdy pani dyrektor kazała nam wypełnić oświadczenia, jak realizujemy 40 h pracy tygodniowo, nie miałam z tym żadnego problemu. Zeszyty, prace klasowe, wypracowania, próbne testy gimnazjalne... A do tego ta młodzież... Na szczęście już nie jestem nauczycielką. Przeszłam do pracy pełnoetatowej i -wierzcie lub nie - po 8 h intensywnej pracy na etat byłam bardziej wypoczęta i zrelaksowana niż po 3 h w szkole!
        Wszystkim, którzy zazdroszczą nauczycielom, mówię: spróbujcie tego miodu!
        Wszystkim nauczycielom, którzy męczą się w szkole, powiem natomiast: nikt was tam na siłę nie trzyma.
    • Zgadza sie. Pracowałem w różnych instytucjach, nauczycielem byłem nauczycielem 10 lat. Gdy przechodziłem na emeryturę okazało się, że w porównaniu ze średnią krajową właśnie w szkolnictwie miałem niezłe zarobki. A pracowałem najwyżej 32 godziny tygodniowo, o wiele mniej niż moi koledzy w innych zawodach. Nauczyciele (a właściwie nauczycielskie związki zawodowe) zawsze narzekają więcej niż inni. Szkoda - uczą młodzież pesymizmu.
    • Wszystkie lekcje mają gotowe z książki. I na co tu się było im niby kształcić? I tak na nauczyciela idą najgorsze odpady ze studiów, bo gdzie indziej ich do roboty nie wezmą. To fakt. Nauczyciel po 20 latach pracy już do innej pracy się nie nadaje, bo nie jest w stanie dostosować się do prawdziwego rytmu pracy bez wakacji 60 dni i ogólnej zlewy obowiązków.
      • Gość: uos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 13:24
        A tam, znacznie łatwiej dostać się dziś do pracy w normalnej firmie niż w szkole. Ja na przykład problemów z pracą nie mam najmniejszych, rok w szkole przepracowałam i teraz też szukam. Jest trudniej niż w innej pracy, ale ciekawiej i po prostu chce to robić.
    • "Wiele osób zapomina przy tym, że zadania nauczyciela to nie tylko prowadzenie zajęć, ale również przygotowanie się do nich. Do tego dochodzą dodatkowe obowiązki wynikające z zadań statutowych szkoły (wywiadówki, narady, konferencje, wycieczki). To wszystko może niekiedy zajmować więcej czasu niż przewiduje umowa o pracę."

      Wiele osób zapomina przy tym, że zadania programisty to nie tylko pisanie programów, ale również przygotowanie się do tego (kursy, szkolenia, własne "pet-projects"). Do tego dochodzą dodatkowe obowiązki wynikające z zadań statutowych firmy (spotkania, narady, konferencje, delegacje). To wszystko może niekiedy zajmować więcej czasu niż przewiduje umowa o pracę.

      Demagogia, czy tylko mi się wydaje?
    • Dlaczego nie wymaga się od aktora w teatrze ośmiogodzinnego występowania na scenie z monologiem. Tu nawet jest trudniejsze zadanie, bo nauczyciel musi mieć oczy z przodu i z tyłu otwarte, aby nie dostać koszem na śmieci przez łeb, i odpowiedzialny jest aby widownia się nie pozabijała czy też nie pobiła.
      Kiedy doczekamy się sprawiedliwości i dziennikarze zostaną opodatkowani tak jak inne grupy zawodowe. Z jakiej racji należy im się 50% ulgi od dochodów. Taki dziennikarz to ma klawe życie. Przychodzi do pracy kiedy chce, ważne aby był tylko na zebraniach na których ustala się skład numeru. Jest zapraszany na różne rauty, na których jest darmowa wyżerka ( dlaczego nie płaci od tego podatku). Ma różne wycieczki w atrakcyjne rejony świata gdzie sponsorami są korporacje, które oczekują że taki dziennikarz się odwdzięczy pochlebnym artykułem. Ma dojście do ważnych ludzi, ( a w dzisiejszych czasach do czasem ważniejsze niż pieniądze, spróbujcie załatwić np. komuś pracę). Jeśli zajmuje się motoryzacją to np może sobie pojeździć takim Porsche - patrz wypadek Żiętarskiego, może sobie testować auto przez parę miesięcy jeżdząc nim za darmochę.
      Ma dużą władzę, bo nikt nie chce za bardzo się narażać takiej małpie w czerwonym. Całe szczęście że tak uprzywilejowana kasta dostaje po dupie, bo ludzie coraz biedniejsi i na dobra wyższego rzędu nie mają pieniędzy - przestają kupować gazety.
    • Też jestem "trochę z boku", choć nie do końca. Ja pracuję w dużej firmie, nauczycielką jest żona. Plusy (w mojej ocenie) zawodu nauczyciela to:1/ wakacje, 2/roczny urlop dla podratowania zdrowia (żona nigdy na nim nie była). 3/ w miarę klarowna ścieżka awansu zawodowego
      Minusy: 1/ brak stanowiska pracy w miejscu pracy, skutkujące ciągłym wypominaniem 18/20 godzin. Ja bym wolał, żeby nauczyciel pracował od 7-15, w tym tyle pensum ile ustawa nakazuje ale do domu przyjeżdżał bez obciążeń. Problem tylko w tym, że wtedy to szkoła (budżet) musiałaby znaleźć pieniądze na modernizację szkół a więc na gabinet do pracy, stanowisko komputerowe z możliwością drukowania, podwyższone rachunki za prąd o papierze nie wspominając. Teraz spora część tych wydatków obciąża nasz domowy budżet. Nie wypominam, stać mnie na to (na razie :-) ale podczas takich dyskusji nie sposób o tym nie wspomnieć. O szafach pełnych różnych podręczników nie wspomnę. Ktoś tu napisał, że nauczyciel uczyć się nie musi bo ma wszystko w podręcznikach - problem w tym, że nauczyciel umie, ale ma nauczyć a nie udowodnić swoją wiedzę.
      2 minus - takie właśnie dyskusje. Są oczywiście potrzebne ale najwięcej mają w nich do powiedzenia ludzie, którzy mają marne pojęcie o tym zawodzie.
      3/ nasze kochane dzieci - ja się do tego zawodu nie nadaję - sprawdziłem :-) ( żona za nimi przepada, więc dla niej pewnie to plus zawodu)
      Pozdrawiam dyskutantów
      • Gość: matka IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 14:08
        nie wiem co nauczyciel drukuje prywatnie. Wychowawca zbiera na początku roku szkolnego po ryzie ! papieru od każdego ucznia.
        Moje dziecko nie przynosi tej ryzy spowrotem w formie zadrukowanej, przynosi drobny ułamek tej ryzy.
        • Gość: a IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 14:10
          Szafy pełne podręczników też mam ( informatyk).
          Lekarz, księgowy i wielu innych - też :(
          • Ja nie twierdzę, że nie - też się dokształcam (chemik) ale jednak większość popołudniówek jest moja. Ale większość trzymam jednak w firmie, co w szkołach jest praktycznie niemożliwe. Wejdź kiedyś do pokoju nauczycielskiego to się przekonasz. Ja naprawdę wiem o czym piszę. I nigdzie nie twierdziłem, że jest to zawód wybrany i że najtrudniejszy na świecie. Tylko jeśli informatyk (Lekarz, księgowy i wielu innych) znajdzie sobie w 8 godzinach pracy godzinkę pauzy na kawę to nie odpisuje sobie tego od czasu przepracowanego a spróbuj wyjść z klasy pełnej gimnazjalistów na kawkę z koleżankami z sąsiednich sal :-)
            • Gość: www IP: 222.128.41.* 08.09.11, 11:09
              No ale nauczyciel ma przerwy, podczas ktory nei zawsze dyzuruje...

              Ja tez nie moge wyjsc na kawke jak mam spotkanie z klientem....


              Moim zdaniem powinna byc prosta umowa z nauczycielami. Pracujecie 40 godzin w tygodniu, macie 30 dni urlopu ale zarabiacie porzadnie...
              • Gość: Zbylut IP: *.dynamic.chello.pl 08.09.11, 11:51
                > Moim zdaniem powinna byc prosta umowa z nauczycielami. Pracujecie 40 godzin w t
                > ygodniu, macie 30 dni urlopu ale zarabiacie porzadnie...

                Tobie sie wydaje, ze nauczyciel nie zarabia porzadnie ?
                Mylisz sie. Na starcie za te 13h na dobe dostaje okolo 2 tysiecy zlotych.
                • Gość: uos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 14:28
                  13 godzin na dobę to sporo;)
                  A tak serio to skąd 13?
                  • Gość: Zbylut IP: *.dynamic.chello.pl 08.09.11, 14:41
                    > 13 godzin na dobę to sporo;)

                    Oczywiscie na tydzien :-)

                    > A tak serio to skąd 13?

                    Etat to 18 godzin LEKCYJNYCH. Jak pewno wiesz godzina lekcyjna to 45 minut czyli 3/4 godziny zegarowej.
                    Tym samym 18x0.75 = 13.5 godziny.
                    Czyli nauczyciel pracuje tygodniowo tyle ile przecietny "normalny" pracownik w ciagu niecalych 2 dni.
                    • Gość: uos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 14:50
                      A przez pozostałe 15 minut każdej godziny zegarowej to co nauczyciel robi?Gapi się w sufit twoim zdaniem? Nie, zwykle zmienia salę, idzie po dziennik, nawet czasem - o zgrozo! - idzie do toalety. Albo ma dyżur na korytarzu. Biorąc pod uwagę, że pracownicy w innych branżach też mają pęcherze moczowe to z pewnością nikt nie pracuje 8 godzin dziennie. Naprawdę uważasz, że np. w biurze pełne 8 godzin to zajmowanie się wyłącznie pracą? Pracownicy nie chodzą do toalety, nie wymieniają kilku zdań z kolegami na tematy pozapracowe, nie zaglądają na prywatnego maila, FB itp? I oczywiście odliczysz im od czasu pracy np. drogę na zebranie na innym piętrze budynku? Przecież w tym czasie nie pracują tylko idą - zupełnie jak nauczyciel zmierzający po dziennik.
              • Ja, kiedy spotykam się z klientem zawsze proponuję mu kawę:-) a z tego co wiem, nauczycielom podczas lekcji kawy pić nie wolno. Z resztą Twojej wypowiedzi całkowicie się zgadzam - 40 godzin pracy w szkole, w domu ewentualnie - jeśli takie chęci lub kiepska organizacja pracy. Moje marzenia idą jeszcze dalej - również uczniowie nie powinni brać "pracy do domu". Po zajęciach lekcyjnych mogłyby być zajęcia ukierunkowane na odrabianie prac domowych (też z pewną pomocą nauczycieli) a po południu dzieciaki też mają prawo do odpoczynku. Tylko, że to utopia. Pozdrawiam
        • choćby informacje dla które dostajesz w postaci planu lekcji drukuje w domu na własnej drukarce i wykorzystując własny tusz. A testy i sprawdziany Twojego dziecka to nie na tym właśnie papierze są drukowane bądż kserowane? To sobie policz. Ryza 500szt. Sprawdzian dla 30 uczniów i to często liczącąy więcej niż 1 kartkę i takich kilka w semetrze.
        • A dziecko korzysta w szkole z gotowych testów (na przykład)? Bo u mnie w domu się właśnie takowe drukuje po to, by dzieci nie musiały tracić czasu na przepisywanie zadań podczas klasówek. każda taka klasówka to od 10 do 30 kartek. Ponadto jakieś konspekty i inna papierologia. Nie widziałem nigdy papieru przyniesionego ze szkoły, za to często będąc w markecie słyszę "kup papier do drukarki bo się kończy". Nie mówiąc już o tym, że byłem zmuszony zmienić atramentową drukarkę na laserową, żeby zmniejszyć koszty.
          • często jest też tak, że ksero w szkole zepsute bądż tonera w nim nie ma, a sprawdzian trzeba skserować i co? Co z tego że nauczyciel ma papier od uczniów? Zaniesie go do punktu ksero i zapłaci mniej? Tak,tak, niejednokrotnie nauczyciel płacą za kserowanie sprawdzianów na zewn z własnych pieniędzy, które piszą bądź nie piszą, tylko oddają w połowie puste, wasze dzieci. Tego zapewne też nikt ze społeczeństwa nie wie.

            W innych instytuacjach tak nie ma. Nie widziałam jeszcze w urzędzie albo w banku, albo w szpitalu, aby któryś z tamtych pracowników kserował papiery potrzebne mu do dokumentacji lub dokumenty od klienta/pacjenta/petenta za własne pieniądze.
            • Gość: Kamil IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 15:56
              > często jest też tak, że ksero w szkole zepsute bądż tonera w nim nie ma, a spra
              > wdzian trzeba skserować i co? Co z tego że nauczyciel ma papier od uczniów? Zan
              > iesie go do punktu ksero i zapłaci mniej? Tak,tak, niejednokrotnie nauczyciel p
              > łacą za kserowanie sprawdzianów na zewn z własnych pieniędzy, które piszą bądź
              > nie piszą, tylko oddają w połowie puste, wasze dzieci. Tego zapewne też nikt ze
              > społeczeństwa nie wie.

              Przestan klamac.
              Slyszales o czyms takim jak pieniadze na komitet rodzicielski ?
              Zapewniam Cie, ze 300zl za semestr w 1000% wystarczy za kserowanie sprawdzianow i testow mojej corki.
              • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 07.09.11, 17:26
                tymi pieniędzmi dysponuje Rada Rodziców?

                Słyszałeś o czymś takim?

                I zanim sobie zrobią zebranie, uchwalą i przegłosują, że dadzą pieniądze z konta Rady Rodziców na toner, to ileś dni/tygodni mija a lekcje trwają
              • Gość: ja IP: *.man.bydgoszcz.pl 07.09.11, 17:50
                Jestem nauczycielką, podobno z powołania, bo już w ósmej klasie wymarzyłam sobie taki zawód. Nie życzę sobie wrzucania wszystkich nauczycieli do jednego worka. Jeśli chodzi o komitet rodzicielski (nieobowiązkowy!!!) - w mojej szkole stawka wyjściowa to 40 zł. Płaci niecałe 10% rodziców. Np. w mojej klasie nie zapłacił nikt. Nagrody dla laureatów konkursów kupuję z własnej kieszeni, bo szkoły nie stać!!! Materiały na gazetkę, np. kolorowy papier kupuję sama. Toner w drukarce laserowej wystarczył na 1 semestr. Ludzie! Bądźcie po prostu obiektywni. Zabierajcie głos, jeśli macie rzetelną wiedzę. Sprzątaczka też często nie doczyści toalety, sprzedawczyni oszuka na wadze, taksówkarz zawyży rachunek, pani w biurze na 8 godzin przepracuje 4, adwokat nie udzieli wyczerpującej porady i co? Fora nie puchną od jadu i zawiści. A nauczyciel - chłopiec do bicia dla zazdrośników i frustratów? Aha, mnie moja pensja wystarczy - na rękę ok. 2400 (podstawa+ 5 dodatków) .I teraz piszcie i piszczcie z zazdrości.
                • Gość: też z boku IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.09.11, 08:26
                  no widzisz Ciebie stać (2400) na to żeby fundować dzieciom, mnie po trzydziestu paru latach pracy (2500 z wysługą lat - pracuję w szkole ale nie jestem nauczycielem - jestem wystarczająco blisko by codziennie oglądać "zaangażowanie" - niestety większości- nauczycieli) nie specjalnie bo muszę kupić dzieciom książki, zeszyty, dawać na klasowe, wycieczki, wyjścia do kina (a wycieczki nauczyciele przy całej klasie mają najczęściej za darmo) i jeszcze muszę pracować 10 do emerytury, tak nie wszyscy do jednego koszyka bo nie w tym jest problem PROBLEM JEST W TYM, ŻE POTRAFICIE TYLKO MÓWIĆ JAK WAM JEST ŹLE, JACY JESTEŚCIE BIEDNI, JAK SIĘ MĘCZYCIE - NO TO PRZESTAŃCIE SIĘ MĘCZYĆ -
                  • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 08.09.11, 09:05
                    a to od dawna wiadomo że kadrowe i księgowe w szkole zawsze mają się gorzej ich zdaniem, mnie zastanawia tylko jedno, skoro macie studia wyższe ekonomiczne, to czemu nie zatrudnicie się w sektorze prywatnym, gdzie zarobiliście 2x wiecej i żaden pracownik nie miałby lepiej, bo byłoby po równo?

                    Nauczycziele rozumiem, jako nieudacznicy, muszą pracować w szkole, bo jak ludzie twierdzą, nikt innny nie chce im dać pracy (przytaczam słowa internautów), ale was powinni chcieć, chyba nie kończyliście "specjalnie" dostosowanej ekonomiii do potrzeb szkół polskich?
      • Gość: bolivar IP: 78.133.245.* 07.09.11, 14:31
        Dlaczego kseruje/drukuje? Nie może po prostu dyktować? Nie można pytań napisać na tablicy? Chyba tylko dla własnej wygody...

        Przepraszam, że w ciągu kilku lat mojej pracy przynajmniej raz w roku jestem na szkleniu (płacę z własnej kieszeni - czasem dostanę od pracodawcy delegację), dodatkowe książki, szkolenia on-line. Jako osoba z IT mam pytania z administracji, programowania, sieci... i wielu innych. Nikogo nie interesuje, że zajmuje się tylko wycinkiem technologii.
        Znajomy lekarz jest ginekologiem i ciągle ma pytania o inne choroby... a znajomy matematyk dopowiada: jestem matematykiem, nie znam się na chemii i jest OK.

        Każdy zdobywa wiedzę, stara się. Ja nie pracuje 40 godzin w tygodniu... no chyba, że jest jakiś zastój...

        Nie chce poruszać poziomu kształcenia w szkole bo to osobny temat rzeka...
        • "Dlaczego kseruje/drukuje? Nie może po prostu dyktować? Nie można pytań napisać na tablicy? Chyba tylko dla własnej wygody..." - nie dla ratowania czasu akurat do dla mnie najbardziej oczywiste. "Jako osoba z IT mam pytania z administracji, programowania, sieci... i wielu innych." - to tylko dobrze o Tobie świadczy - bez przekąsu, też tak mam i cenię sobie to, że ludzie pytają mnie o więcej niż o tematy kierunkowe. "Znajomy lekarz jest ginekologiem i ciągle ma pytania o inne choroby..." - chyba nie powiesz, że udziela porad z dziedziny np. kardiologii. Jeśli tak, to dużo ryzykuje. Żona (którą tu się trochę "posiłkuję") jest 3 przedmiotowcem - same ścisłe (mat. chem. fiz), ale o literaturze czy sztuce też możemy podyskutować. Zgadzam się, że niezbędne jest odróżnienie "rzemieślnika od mistrza" ale też zauważam, że w tej dziedzinie w szkołach akurat się sporo zmieniło (w mojej opinii na lepsze) - coraz trudniej o pełen etat dla "jednoprzedmiotowca" więc i wymagania rosną. Poziom kształcenia - to jest pole do poważnych rozmów ale i do powstrzymania radosnej twórczości autorów programów. Mnóstwo wiedzy śmieciowej i faktycznie kolejni absolwenci przychodzą w coraz gorszej kondycji intelektualnej. Ale za to "zdawalność" egzaminów coraz lepsze.
          • Gość: bolivar IP: 78.133.245.* 07.09.11, 14:58
            Nie, nie udziela porad z poza specjalizacji, ale za to słysz "przecież jesteś lekarzem".

            Co do IT. Sorry, ale ja wolę swoją "specjalizację" i nie mam ochoty przeskakiwać z tematu na temat. Informatyka jest już tak ukierunkowana, że ciężko jest być dawną złotą rączką od wszystkiego. Teraz tak się nie da. Jeżeli masz małą firmę to jeszcze pociągniesz w ten sposób, ale przy kilkuset komputerach siedzisz po 12-16 godzin i dokształcasz się w trakcie projektu. To nie jest 40 godzin tygodniowo. Poza tym ja jestem pasjonatem i jak coś dostanę do zrobienia to to rozgryzam.

            Podczas całej swojej edukacji (nie licząc studiów) spotkałem takiego jednego nauczyciela. Reszta miała gdzieś czy rozumiem ich materiał czy nie.
            Patrząc po problemach mojej szwagierki i pomocy jaką jej musiałem udzielić z przedmiotów ścisłych (matematyka, fizyka i chemia) to nie wiele się zmieniło. W 3 miesiące przerobiłem z nią materiał z 3 lat gimnazjum... Ona naprawdę chciała się uczyć, ale jak słyszała od nauczycielki "to jest takie proste, że sobie w domu przeczytacie" to dziękuję.

            Za jakiś czas mój syn idzie do szkoły... i nie wiem co będzie. Ja mogę nauczycielowi kupić ten toner, kilka ryz papieru, nawet drukarkę załatwię... ale czy to coś da? Nie, bo nie trafię na nauczyciela, ale w większości przypadków na urzędnika, który przychodzi do pracy by odbębnić swoje i iść do domu. Dlatego szukam szkoły w której uczą pasjonaci by młody szkołę wspominał dobrze, a nie jako przykry obowiązek. Na razie tak ma w przedszkolu i jak widać da się...

            Pozdrawiam
        • Gość portalu: bolivar napisał(a):

          > Dlaczego kseruje/drukuje? Nie może po prostu dyktować? Nie można pytań napisać
          > na tablicy? Chyba tylko dla własnej wygody...


          a jak wyobrażasz sobie dyktowanie testów wyglądających jak arkusze maturalne np. z polskiego lub języka obcego? Wejdź na stronę CKE i obejrzyj taki zestaw i podaj jak przeprowadzić test na wzór tego w ciągu 45minut dyktując? Chętnie "sprzedam" Twój pomysł niemyślącym nauczycielom chcącym kserować testy dla uczniów.
          • Gość: bolivar IP: 78.133.245.* 07.09.11, 15:10
            Rozumiem, że już w 1 i 2 klasie szkoły średniej przerabia się arkusze do matury? Niezła szkoła...
            Druga sprawa z ilu przedmiotów jest teraz matura? Chyba nic się nie zmieniło przez ostatni 15 lat i ich ilość jest podobna. A tutaj każdy nauczyciel kseruje, drukuje... Ile osób zdaje w klasie fizykę? Dwie? Trzy? A chemię to pewnie jak znajdzie się jedną to będzie dobrze.

            Poza tym co to za problem by uczeń w domu sobie ściągnął materiał ze strony i wydrukował? To przecież też jest przygotowanie do zajęć. A jak nie chce drukować to niech sobie przepisze...
            • Gość portalu: bolivar napisał(a):

              > Rozumiem, że już w 1 i 2 klasie szkoły średniej przerabia się arkusze do matury
              > ? Niezła szkoła...
              > Druga sprawa z ilu przedmiotów jest teraz matura? Chyba nic się nie zmieniło pr
              > zez ostatni 15 lat i ich ilość jest podobna. A tutaj każdy nauczyciel kseruje,
              > drukuje... Ile osób zdaje w klasie fizykę? Dwie? Trzy? A chemię to pewnie jak z
              > najdzie się jedną to będzie dobrze.

              mówisz przez 15 lat nic się nie zmienilo?
              To chyba na tym skończę z Tobą dyskusję
              • Gość: bolivar IP: 78.133.245.* 07.09.11, 15:30
                O_o nauczycielka :)
                • dopełniłeś swojego obrazu - napisz coś pozytywnego to Cię posądzą, że bronisz swojego zawodu, haha.

                  A swoją drogą, pójdziesz na wywiadówkę niedługo do swojego dziecka, to sam zobaczysz czy przez 15 lat coś się zmieniło czy nie.

                  A o maturze to tyle trąbią w TV, że jest nowa od paru lat, że nie trzeba pracować w szkole, aby wiedzieć. No ale Ty jako zapracowany programista TV nie oglądasz, internetu też nie...chyba, żeby poobrażać nauczycieli:)
                  • Gość: bolivar IP: 78.133.245.* 07.09.11, 15:54
                    Czytaj ze zrozumieniem: ilość przedmiotów, a nie forma... która jest prosta. Nie masz matury ze wszystkich przedmiotów w szkole tylko z określonych, która ilość jest podobna do tego co było dawniej.

                    Uwielbiam takie ataki - oburzenie, chwytanie za wyrwane z kontekstu słówka.
                    • Gość: Zibi IP: *.stormmedia.pl 08.09.11, 07:47
                      A belfer w pierwszej LO już wie, że to Jaś i Kasia będzie zdawać maturę z chemii, a Jacuś z rosyjskiego... Opanuj sie i pomyśl... Nauczyć masz WSZYSTKICH. Niestety, nasze władze oświatowe (czytaj politycy, nie praktycy edukacji) stawiają na zdawalność (nie wiedzę). Dlatego, obok wpajania wiedzy należy od najwcześniejszych lat oswajać dzieci/młodych z umiejętnością pracy z testami. I taki nauczyciel historii musi to robić z CAŁĄ klasą (nie wie, kto wybierze jego przedmiot za dwa lata), w gimnazjum sprawdziany są przekrojowe ze wszystkich przedmiotów. Dlatego praktycznie każdy nauczyciel włącza się w ten dziwny nurt SPRAWDZANIA wszystkiego za pomocą testów. A że za rok, dwa zdawał będzie ten przedmiot jeden, dwoje lub wcale - mamy demokrację...
            • Chyba jednak nie do końca orientujesz się jak wyglądają obecne sprawdziany w szkołach. I to nawet nie te z liceum. Nawet podstawówka na testach " jedzie". A jak jest np 30 pytań w takim teście z wariantami odpowiedzi do zakreślenia, to chyba nie da się przepisać. Samo to zajęłoby przynajmniej godz. lekcyjną. A już samodzielne ściąganie ze stron przez uczniów w domu, to kuriozum;)) Pragnę ci uświadomić, że jednak statystycznie niewielki procent młodzieży ma w domu komputer. Wyalienowany jesteś, kolego.;))
            • tak! wlasnie tak jest! skonczylem technikum 3 lata temu i choc nie wspominam go zle to wiele z tego co tu sie pisze moge potwierdzic.

              sa rozne standaryzacje i inne takie. przygotowania do tychze.
              nauczyciele czesto robia tzw. "czytanie ze zrozumieniem", bo to kuleje u wiekszosci, gdyz nauczyciele w gimnazjum maja gdzies takie zajecia, a pozniej taki nie ma wyboru i idzie do najgorszej mozliwej szkoly, bo tylko tam sa miejsca...
              nawet moja 70 letnia polonistka pisala nam recznie pytania do tekstu i je kserowala. a ze takich czytan mielismy po min. 1-2 miesiecznie to troche tego szlo.

              ale zrzuta na papier+ ew. ksero po 1-2zl od lebka w klasie zalatwiala sprawe.
              tak samo bylo z jezykow, historii...
          • Gość: Kasia IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.09.11, 11:05
            W szkołach moich dzieci co miesiąc składamy się po 5 zł na ksero. Taka składka jest we wszystkich klasach. I z tego co wiem to większość znajomych rodziców dzieci z różnych szkół taką składkę płaci.
        • Gość: Kamil IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 16:02
          > Dlaczego kseruje/drukuje? Nie może po prostu dyktować? Nie można pytań napisać
          > na tablicy? Chyba tylko dla własnej wygody...

          Nie wiem czy dla wlasnej wygody czy tez wymaga tego przedmiot, ale co semestr rodzice placa na tzw. komitet rodzicielski. Jest to okolo 300zl (w szkole mojej corki).
          300zl wystarczy do :
          1. Kupienia 20 ryz papieru
          2. Skserowania okolo 200 kartek A4 (w komercyjnym zakladzie ksero)
          • Gość: ja IP: *.man.poznan.pl 07.09.11, 16:33
            A to zgłoś się w szkole Twojego dziecka do "trójki klasowej" czyli Rady Rodziców i wtedy to Ty będzie sz decydował(a) na co te pieniądze zostaną przeznaczone...
            • Gość: Kamil IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 17:08
              > A to zgłoś się w szkole Twojego dziecka do "trójki klasowej" czyli Rady Rodzicó
              > w i wtedy to Ty będzie sz decydował(a) na co te pieniądze zostaną przeznaczone.

              Ale te pieniadze co roku wlasnie przeznaczane sa na ksero.
              Nie widze problemu by byly przeznaczane na inne cele.
              Tyle tylko, ze czesc z forumowiczow zwyczajnie klamie piszac o fundowaniu z wlasnej kieszeni kserokopii.
              • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 07.09.11, 17:29
                a teraz to, co wyliczyłes podziel na przedmioty i klasy, ilość sprawdzianów i ilośc stron, z których siękażdy składa.
                Może starczy na 1 m-c.
                A komitet rodzicielski płaci się dobrowolnie, nie można rodziców zmusić do tego
              • "na ksero" - nie wiem jak to wygląda w innych szkołach, ale w mojej kasy "na ksero" nie ma - uczniowie płacą na rok składkę w wysokości ryzy papieru, obecnie to 12 zł. Z tego jest na papier dla nauczycieli, na toner, na fachowca od napraw kopiarki, która się rypie z reguły raz na rok. Nie mam pojęcia na co wydaje się 300zł/semestr od ucznia, toć to jest jakieś 7-8 tysięcy na semestr od oddziału. W przypadku typowego gimnazjum z 2 oddziałami na roczniku, to jest 40-50 tysięcy zł co semestr. Takiej kasy się w szkole nie zużywa - to jest kasa wystarczająca na ksero, środki czystości dla całej szkoły, prąd, wodę i papier w kiblach razem!

              • Gość: gość IP: *.legnica.vectranet.pl 07.09.11, 18:10
                Nie wiem czy kłamią. Moja córka teraz chodzi do 5 klasy, ale pamiętam jak w klasie 1-3 pańcia nauczycielka dostała od rodzica używane ksero ( były pretensje, że nie nowe) obowiązkiem uczniów( rodziców) stało się kupowanie papieru i tonerów i ewentualna naprawa popsutego sprzętu.
                Jak klasa dostała nowe meble( kupione na koszt szkoły), to trzeba było pomalować klasę, oczywiście projekt malowania wykonała specjalistyczna firma. Za projekt zapłacili rodzice , rodzice również pomalowali i posprzątali po malowaniu.Farby wcale nie tanie,też zakupili rodzice- takie zgodne z projektem. Oprócz tego co miesiąc składka po 10 zł na cele klasowe.Nie wspomnę już kupowaniu co semestr sprzętu na W-F typu skakanki, szarfy,piłki i inne dziwne przedmioty o których nie wiedziałam,że istnieją.
                Szkoła jest państwowa i niby bezpłatna ( i proszę nie mówić że z wszyscy płacimy ze swoich podatków, bo szkak mnie trafi ).
          • Gość portalu: Kamil napisał(a):

            ...
            >

            > 300zl wystarczy do : [...]
            > 2. Skserowania okolo 200 kartek A4 (w komercyjnym zakladzie ksero)

            Coś drogo.

            --
            "Życie jest jak umiejętne wyrwanie zęba. Cały czas myślisz, że to najważniejsze dopiero przyjdzie, gdy nagle spostrzeżesz, że już po wszystkim"
      • Gość: Monika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 07:10
        Hej,napisałes dokładnie to, pod czym mógłby się podpisać mój mąż, ja też jestem nauczycielką...
    • Jak wszędzie bywają różni nauczyciele.
      Na pewno są tacy, którzy pracują więcej, ale bywa różnie.

      Pedagogom - pasjonatom na pewno przykro jest czytać to co niektórzy wypisują, .
      Zajmują się, uczą, wychowują nasze dzieci z poświeceniem. Trzeba potrafić to docenić.
      Łatwo sięgnąć pamięcią w przeszłość i rozsądzić, czy wychowawcy których pamiętamy i do dziś jesteśmy im wdzięczni, czy oni zasługują na takie przywileje?

      Gorzej jest gdy nauczyciel robi łaskę: dzieciom, rodzicom.

      Zatrudnili go, aby korzystał , resztę mając w ....
      Czyż nie znamy tego z podwórka własnego?
      Jacyś krewni, znajomi, pociotki tych co decydują o zatrudnieniu.
      Ludzie, których ledwo się znosi, a dano im władzę nad młodzieżą.

      No i weź tu oddziel ziarno od plew
      • Gość: Maniek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.09.11, 14:57
        100 dni wolnych + weekendy i święta daje ponad 210 dni wolnego.Pozostałe praca po 18 ok..niech bedzie po 30 godzin.Zapraszam do mnie, do domu pomocy spolecznej na 8 godzin dziennie,poprzebywania z ludźmi z demencją starczą,alzheimerem.Ci co sprawni wiecznie roszczeniowi (oczywiście nie wszyscy)Młodziakowi w szkole jak coś mówisz to rozumie (choć niekoniecznie się slucha)alzheimerowi mozesz mówić:) I ja mam lekko?
przejdź do: 1-100 101-200 201-205
(101-200)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.