Komentarze do artykułu

Ile pracy w pracy polskiego nauczyciela?

Roczny urlop dla poratowania zdrowia, niemal 100 dni wolnych od pracy, 20-godzinny etat - może się wydawać, że zawód nauczyciela to istna sielanka. Z drugiej strony obowiązki, które mogą zajmować więcej czasu niż przewiduje umowa, stresująca praca i nie najwyższa pensja. Jak naprawdę jest w polskim szkolnictwie?

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Ile pracy w pracy polskiego nauczyciela? Dodaj do ulubionych

  • IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.09.11, 11:22
    Mam w rodzinie sześciu nauczycieli. Wierzcie nikt z nich nie pracuje nawet 40 godzin (łącząc te wszystkie "dodatki" wycieczki, wywiadówki i nawet przygotowanie do zajęć- jeśli ktoś to robi, bo oprócz językowców to po trzech latach pracy mało kto się przygotowuje). Gdyby policzyć im nawet 30 godzin tygodniowo przy 18 pensum to stawkę za przepracowaną godzinę mają bardzo wysoką. A na urlop też trzeba zapracować. My pracujemy rocznie około 1880 godzin a nauczyciele połowę tego a nawet gdyby liczyć 40 godzin to niespełna 1300. W zarobkach miesięcznych nie ma prawie różnicy. Tłumaczenie tym, że trud pracy z dziećmi. Bardzo wiele jest zawodów które muszą pracować z ludźmi (czasem dorośli są gorsi od dzieci) a nie maja przywilejów.
    Zaawansowany formularz
    • Gość: jacusek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.11, 11:29
      @z boku ;)
      to zostań nauczycielem
      • Gość: fj IP: 194.29.181.* 07.09.11, 11:39
        Kolejny żenujący tekst pismaka, który kiedyś miał kłopoty w szkole i teraz próbuje się odgryzać lecząc swoje zadawnione kompleksy.
        Dwa lata temu była akcja GW polegająca na wysłaniu ich reporterki do gimnazjum, żeby przez miesiąc udawała nauczycielkę i później mogła obsmarować luksusowe życie pracowników oświaty.
        Okazało się że nie wytrzymała ani jednego tygodnia i po trzech dniach wróciła z "lekkiego" zawodu nauczycielki z paroma godzinami na krzyż do "ciężkiej" harówki dziennikarskiej od rana do nocy.
        Podobnie było by z tym gryzipiórkiem, który wysmarował niniejszy artykuł.
        • Gość: Redaktorka IP: 83.16.91.* 07.09.11, 13:18
          Pierniczenie o Chopinie.
      • 07.09.11, 12:13
        A dlaczego on ma zostać? Może nauczyciele zrezygnują ze swojej pracy, jeżeli są tak fatalne warunki i tak słabe wynagrodzenie? Z jakiej przyczyny jeszcze tkwią w tym zawodzie? W pasję większości z nich z nie wierzę.
        • Gość: km IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.11, 13:02
          Na studia pedagogiczne idą tłumy i śmiem twierdzić, że nie jest to kwiat polskiej młodzieży, tylko wręcz przeciwnie.
          Pusty śmiech mnie ogarnia, gdy czytam o tej straszliwej nauczycielskiej harówce i tych pracach do sprawdzania i tych wycieczkach i tych dzieciakach. Jestem lekarzem, strach się porównywać z nauczycielami, bo wyjdzie na no, że pracę mam ultralajtową. Jest wiele zawodów, w których ludzie pracują naprawdę ciężko; mają na głowie tłumy upierdliwych pacjentów, klientów, petentów i nie mają nawet części nauczycielskich przywilejów. Więc nie narzekajcie, bo to naprawdę jest niesmaczne.
          • Gość: ja IP: *.man.poznan.pl 07.09.11, 16:23
            Ale nauczyciele nie są po studiach pedagogicznych, tylko SPECJALISTYCZNYCH. Np po matematyce mo żna uczyć matematyki, po fizyce - fizyki, po biologii - biologii itp. Żaden np. psycholog nie może UCZYĆ przedmiotu....
            • Gość: Joda IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 16:54
              Przecież taki student matematyki musi sobie zdawać sprawę, że albo skończy kierunek i załapie się do jakiejś prywatnej firmy w zupełnie innym charakterze albo wyląduje w szkole, bo na uczelni mogą pozostać naprawdę wybitne jednostki albo te przynajmniej wyróżniające się, zresztą, nawet tacy absolwenci mają ogólnoświatowy problem - starych zgredów zalegających na posadkach uczelnianych do tzw. usranej śmierci. To samo dotyczy absolwentów polonistyki - albo los copywritera, ewentualnie dziennikarstwo, w wielu przypadkach praca w szkole. To samo dotyczy historii, geografii, fizyki. Ci ludzie chyba zdają sobie z tego sprawę? Po biologii jest już więcej możliwości, ale ostateczność to praca w szkole, każdy to przyzna. Nie wiem, jaki ułamek procenta to zapaleńcy z powołaniem do uczenia obcych dzieciaków. Mimo wszystko, podziwiam hart ducha, bo dyrekcje szkół zasilają wyjątkowe zgagi.
            • Gość: km IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.11, 22:47
              OK. Ale popraw mnie jeśli się mylę: nauczycielem można być i po studiach pedagogicznych i po studiach uniwersyteckich ze specjalizacją pedagogiczną. Zgadza się? Pedagogika jako taka cieszy się chyba taką średnią sławą, chociażby przez wzgląd na liczbę studentów i absolwentów (ergo selekcja jest fikcją). Ja wiem, ze to krzywdzące wrzucać wszystkich do jednego wora, ale taki niefajny jest obraz całości. Niestety. I wielka szkoda, że tak jest.
              • Gość: malinka IP: *.wroclaw.mm.pl 08.09.11, 09:34
                Po pedagogice możesz zajmować się przedszkolakami, dzieciakami w klasach 1-3 (zależnie od specjalizacji), albo być pedagogiem w szkole (taki "psycholog", miejsc nie ma wiele - 1 na szkołę?). Wszyscy nauczyciele przedmiotowi to absolwenci konkretnych kierunków (biologii, historii, geografii, chemii itd.).
          • Gość: kiha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.11, 16:57
            Zawodu lekarza to się sam nauczyłeś, prawda?
            • Gość: km IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.11, 22:42
              Jasne, że nie. Ale akurat nauczyciele akademiccy to trochę inna bajka, prawda?
              Nauczyciele w liceum nie bardzo mi w tym pomogli, chociaż skłamię jeśli powiem, że nie było takich, których z nostalgią i ogromnym szacunkiem wspominam. Ale o tych, którzy uczyli niektórych przedmiotów wymaganych na egzaminach na studia nie chce mi się gadać, bo szkoda czasu.
              Bardzo lubię i szanuję nauczycielki moich dzieci, mogę hymny pochwalne na ich temat pisać i złego słowa nie dam powiedzieć.
              Żeby była pełna jasność-nie jestem z tych którzy z automatu psy wieszają na wszystkich nauczycielach i jakoś specjalnie zazdroszczę tych wakacji i przywilejów itp. To nie jest łatwa praca, zwłaszcza w świetle poczynań kolejnych ministrów edukacji. To nie tak. Mnie po prostu irytuje to ciągłe narzekanie. Zawód nauczyciela to nie jest jedyny wymagający zawód na świecie. Jak sobie pościelesz tak się wyśpisz itp.
          • Gość: była nauczycielka IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 07.09.11, 20:01
            Dokładnie. Pracowałam jako nauczycielka i to był luz blues. Teraz pracuję na normalnym 8 godzinnym etacie, często siedzę po godzinach albo robię coś w domu. Zarabiam jak nauczyciel, ale nie mam tyle wolnego czasu co nauczyciel, nie mam też ciągłych podwyżek jak nauczyciele i nie mam też czasu niczym nauczyciel by strajkować pod sejmem, pomstując na mój "ciężki los". Pracując jako nauczycielka wychodziłam do roboty po dziewiątej, w domu byłam około 14 - żyć nie umierać. Teraz wychodzę do roboty o 5:30, w domu jestem w stanie padniętym po 18, a zarabiam niecały 1700zł. Proponuję więc by nauczyciele zanim zaczną biadolić na swój ciężki żywot popracowali trochę na normalnym etacie 8h dziennie.
            • Gość: aa IP: *.warszawa.vectranet.pl 07.09.11, 20:11
              To dlaczego nie jesteś już nauczycielem, czy odeszłaś z tak cudownej pracy, czy cie wyrzucili bo nie spełniałaś wymagań?
      • Gość: Lise-Lotte IP: *.adsl.inetia.pl 07.09.11, 18:58
        nie chcę być nauczycielem bo nie jestem idiotą i umiem robić co innego
        waszą pracę "pedagodzy" - najlepiej ilustruje fakt, że jeżeli chce się dostać na studia to trzeba brać korepetycje ZE WSZYSTKICH WAŻNYCH PRZEDMIOTÓW ! Bo wy niczego nie nauczycie. obiboki.
        • Gość: aa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.11, 19:12

          Ale z próżnego i Salomon nie naleje... Ale sam sobie przeczysz, bo pisząc, że nie jesteś idiotą dodajesz, że aby zdać maturę (bo to są punkty na studia), to TRZEBA brać korki. I to ze wszystkich przedmiotów dla Ciebie ważnych. To jak z tym nie-idioctwem? ;)
          • 08.09.11, 00:39
            O czym ty mówisz? Średnia punktów z wszelkich masowych egzaminów (gimnazjalny, maturalny) w skali kraju na poziomie oceny dostatecznej (ze studiów) dowodzi, twoim zdaniem, czego? Że nagle zaczęły nam się rodzić pokolenia skończonych osłów i debili? Czy może jednak wystąpił spadek jakości nauczania?

            Mam nadzieję, że jesteś na tyle inteligentny, że w odpowiedzi nie wspomnisz o zmianach programowych. Bo raz, że ja nie o tym mówię (nie porównuję obecnego maturzysty do tego sprzed 10-15 lat), a dwa, poziom egzaminów również został obniżony i dostosowany do tego, czego dziś się młodzież uczy.

            Więc jak to jest, panie bakałarzu?

            S.
            • Gość: QUM IP: 80.50.134.* 08.09.11, 09:08
              Dzieciaki to teraz pokolenia emo, hipsterowi , neo i nie wiadomo czego jeszcze :) Ktoś taki mozer zdawac mature z biografi Bibera albo podobnego stwora. Amerykaznizacja dzieci powszechna , a amerykanie wysokiego poziomu intelektualnego nie maja :)
              • 08.09.11, 10:58
                A może to ty się nie przykładasz do roboty? Może chciałeś napisać o amerykanizacji nauczycieli, którzy ostatnio weszli do tego zawodu i zastąpili starszych, u których etos pracy był jakby większy?

                Chcesz mi powiedzieć, że masowo (bo ja celowo podkreślam skalę) maturzyści, którzy ostatnio w 1/4 nie zdali egzaminu z przynajmniej jednego przedmiotu, zajmowali się jakimś Biberem? Maturzyści?

                S.
                • 08.09.11, 14:15
                  Nie. To 25%, którzy nie zdali matury to... nawet nie tyle ile w PRL-u kończyło edukację na poziomie zawodówki (w PRL zawodówki kończyło ok. 35% młodzieży). Po prostu w każdym społeczeństwie jest pewien odsetek młodzieży, który nie powinien nigdy trafić do liceum, bo inteligencji nie starcza. Skolaryzacja na siłę, wpychanie głąbów do liceów i dawanie im matury naprawdę nie podnosi wcale poziomu intelektualnego społeczeństwa a jedynie zaniża poziom matur i dewaluuje średnie wykształcenie. 25% to i tak za mało i skutkuje to tym, że na studia wybieraja się kolesie, którzy po maturze nie potrafią dodawać ułamków.
                  --
                  Nie każdy seks ma sens
    • 07.09.11, 11:37
      Pracowałam jako polonistka, zazwyczaj miałam 4 klasy. Moja pracy to niekończące się pasmo sprawdzania prac. Jeśli w klasie było około 30 uczniów, to w każdym tygodniu co najmniej 120 prac, a zeszyty, a wypracowania domowe. Do tego wszystkie spotkania, wyjścia z klasą....A poza tym ostatnio młodzież jest bardzo niegrzeczna - wulgaryzmy kierowane w stronę nauczycieli to codzienność (tak bywa w gimnazjum). Mobbing w tej pracy to codzienność. Odeszłam ze szkoły, ostatnio nawet nie mam pracy, ale mam poczucie szczęścia i wolności
      --
      Leksykon diet
      • Gość: Labrador IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 16:29
        Mówisz o niekończącym się paśmie sprawdzania prac. To po co ich tyle zadawałaś? Dobry nauczyciel wyłoży materiał podczas lekcji, a nie wlecze jeden wątek przynudzając, a potem zadaje dzieciakom prace domowe jako uzupełnienie materiału, które one odrabiają do bladego świtu. W naszym kraju problemem jest to, że nauczycieli nikt nie uczy uczyć, a oni sami nie mają ambicji, żeby nauczyć także tych, którym ta nauka ciężej do głowy wchodzi. Byle odwalić te swoje ustawowe godziny i mieć spokój. To widać na każdym kroku. Do tego to ciągłe okazywanie wyższości uczniom i ich rodzicom, de facto swoim klientom, którym świadczy się usługi. Mam w rodzinie kilku nauczycieli, no i sam też kończyłem szkoły, a obrazek był zawsze ten sam. Ta pogarda kadry dla braci uczniowskiej i ich familii. I to poczucie władzy, brak obiektywizmu. Nie na darmo się mówi, że duża część kadry to ludzie zakompleksieni z tzw. selekcji negatywnej czyli tacy, którzy gdzie indziej nie dostaliby pracy.
        • Gość: ja IP: *.man.poznan.pl 07.09.11, 16:52
          A jak wyobrażasz sobie np. egzaminy? Dziecko w szkole nie będzie miało zadawanych prac pisemnych ale za to na egzaminie da sobie z taką pracą radę??? A potem i z maturą z języka polskiego czy obcego?
          "Dobry nauczyciel wyłoży materiał podczas lekcji" - nie sądzę by wykład o zasadach pisania prac pisemnych "załatwił" sprawę...
          A jeśli dziecko musi te prace pisać, by się tego nauczyć, to chyba wypada je sprawdzić, prawda?
          • Gość: Jolka IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 17:03
            Co do pisania prac, to problem nie byłby problemem, gdyby dzieciaki od pierwszej klasy były z tym oswajane, jak niegdyś. Moja córka, lat 8, podobnie, jak większość jej kolegów i koleżanek z klasy, ma problem ze skleceniem prostego wypracowania na banalny temat. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć w aktualne podręczniki do tzw. nauczania zintegrowanego. Brak czytanek, sensownych czytanek. Ja w trzeciej klasie pisałam wiersze, rymowanki, opowiadania i moi koledzy i koleżanki też. Robiliśmy błędy, owszem, ale nie mieliśmy problemu z napisaniem kilku zdań na zadany temat. Dziś rzeczywistość to świat obrazków, szybko przelatujących, krótkich informacji, era "showingu" - oglądamy. To widać też na portalach typu Onet. Dużo prezentacji video i krótkie teksty. Dzieciaki nie czytają. Rozumiem zadawanie czytania lektur. Ale z czego wynika problem przeładowania programów nauczania? Chodzi o bimbanie w podstawówce, a potem nagle przebudzenie autorów programu nauczania i nagle dzieciak ma w gimnazjum do napisania 5 wypracowań na tydzień, bo trzeba podgonić z tematami, a prawdziwy sajgon robi się w liceum przed maturą. Ale co tam, mój brat, który nie przeczytał żadnej lektury, dostał 90 % punktów na maturze z polskiego, choć w starym systemie nie zdałby z podstawówki do liceum. Obniżono intelektualne loty, a sami nauczyciele nie robią nic, żeby zachęcić do nauki, nie będzie tym na pewno robienie codziennie klasówek, kartkówek i zadawanie setki wypracowań, które potem sami nauczyciele z braku czasu i przemęczenia sprawdzają po łebkach.
            • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 07.09.11, 22:30
              a jak chcesz zachęcić, skoro uczniowie wiedzą, że zaniżono lot i dadząradę, przynajmnij ci bardziej kumaci.

              Jakbyś wiedział, że coś dostaniesz bez wysiłku, to dałbyś się wmanipulować w jakąś dodatkową pracę na rzecz tegol, co i tak otrzymasz bez nakładu pracy?

              Sam sobie zaprzeczasz.
          • Gość: Lise-Lotte IP: *.adsl.inetia.pl 07.09.11, 19:02
            dzieci zadają tylko dzięki korepetycjom. Tyle "korków" co w Polsce nie udziela się nigdzie na świecie. Bo "uczą" ich nieudacznicy,
            • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 07.09.11, 22:23
              a tych korków kto udziela? Inni udacznicy co nie są nauczycielami w życiu zawodowym? Coś szwankuje Twoja teoria
              • 08.09.11, 00:43
                Z doświadczeń moich kolegów wynika, że przedmiotów ścisłych (matematyka, fizyka) oraz niektórych humanistycznych (historia) uczą w ramach korepetycji zwykle studenci tych kierunków, korepetycje z języków obcych zwykle "brane są" w szkołach językowych, a nauczyciele udzielają korepetycji najczęściej z przedmiotów takich jak biologia czy chemia oraz język polski.

                Uważam, że udzielanie korepetycji przez nauczycieli powinno być całkowicie zakazane.

                S.
                • 08.09.11, 11:54
                  Ty chyba oszalałes? Sam jestem po wsyztskich szczeblach edukacji i pojecie o tym mam, poczawszy od szkoly sredniej bylem w wybranych przez siebie przedmiotach samoukiem, bo wtedy rodzicow na korki stac nie bylo, teraz zamiast sobie nowe autko kupowac czy inny durny rarytas szukam , rozmawiam z osobami uczacymi lub zajmujacymi sie nauka jak tu zorganizowac i najskuteczniej przekazac wiedze moim dzieicom. Nie po to zeby byli geniuszami ... ale np. zeby mieli wiecej czasu i szybko pojmowali pewne rzeczy. I powiem ze przynosi to skutek czasem 1-2 miesiace zajec idnywidulanych, nawet w malej grupie w wynajetym nauczycielm (lub studentem lub osoba z pasja pracujaca i znajaca pozniejse realia), niekonieczne z tej samej szkoly z doskonalymi umiejetnoscami przekazywania wiedzy to rok walkowania tego w normlanytm trybie nauczania... juz teraz widze ze orzynosi to skutki przy dziecku z 4-5 klasie, praktycznie w szkole sie nudzi i juz myslismy jak tu zwolnic je z kupy zajec, a nie sa to jakies wybitne jednostki jak niekotrzy czesto uzywaja takich fraz: geniusze, dzieciaki co sie bawic nie umieja tylko siedza w szkolach, praktycznie wlasnie to oni czekaja na swoich rowiesnikow az ze skzol wroca lub zajec domowych gdzie rodzicie siedza nad nimi i pilnuja, od 2 lat praktycznie nie musze nawet sprawdzac...

                  Reasumujac: twoj zakaz to bzdura, chociaz w sumie powiem Ci tak : sa osoby uczace ktore i bez szkoly sobie poradzialy.. to jak wiesz np. z firma budowlna jak sobie marke wyrobisz to zawsze klientow znajdziesz na swoje uslugi... osttanio rozmawialem z kolega ktory uczy matematyki z pasji w szkole, na codzien jest dyrektorem finansowym w jakiejs firmie ... a znam kilku jeszcze nauczycieli lub osob ktorte nie maja "kursow pedagogocznych" ktorym etatowi w 5 szkolach w miescie moga buty szorowac.
                  • 08.09.11, 13:32
                    Chyba po raz piąty w tym wątku muszę napisać, że macie problem z czytaniem ze zrozumieniem. Nie napisałem, że powinno się zabronić prywatnych lekcji, tylko że powinno się tego zabronić nauczycielom! Bo raz, że powstaje tu poważny konflikt interesów, a dwa, poza pensum mają jeszcze ponad 20 godzin tygodniowo w ramach etatu, tak że zajęcia dodatkowe (czy to z geniuszami w ramach kółek zainteresowań, czy z uczniami wymagającymi dodatkowego wsparcia w nauce) powinny się odbywać wyłącznie w ramach zwykłych obowiązków zawodowych nauczycieli.

                    Uczeń opuszczający szkołę powinien być w stanie spełnić wymagania programowe (co najmniej minima) bez żadnych dodatkowych korepetycji. A jeśli ktoś chciałby mimo wszystko z nich korzystać - proszę bardzo, ale nie u nauczycieli.

                    S.
                    • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 08.09.11, 13:49
                      > Uczeń opuszczający szkołę powinien być w stanie spełnić wymagania programowe (c
                      > o najmniej minima) bez żadnych dodatkowych korepetycji. A jeśli ktoś chciałby m
                      > imo wszystko z nich korzystać - proszę bardzo, ale nie u nauczycieli.
                      >

                      a jeśli nie spełni, to niech zmieni szkołę - ze średniej na zawodówkę. Amen. I uważam, że to rodzice powiinni pomagac dzieciom w nauce, byłoby za darmo i na pewno zrobiliby to lepiej od nauczycieli i niech jeszcze leczą sięsami, bo też wiedzą lepiej od lekarzy co i jak.
                    • 08.09.11, 17:02
                      no to tez bzdura, a skad wiesz ze koreptycje nauczyciel daje poza tymi godzinami ktore defacto ma miec przeznaczone na przygotowanie i inne duperele poza szkola ?
                      w takim wypadku prosze daj im pensje 4-6tys i wprowadzaj taki zakaz sobie... bo to juz masakra nie dac mozliwosci w takim systemie jak kapitalizm ludziom dorobic, a musi tak wielu postepowac ... cobysmy nnie mowili od nauczycieli, systemu edukacji - jest jaki jest, ma wady i to duze ... zalezy kondycja spoleczenstw, jest to jeden z czynnikow dlaczego wiekszosc z nas posiada pewne umiejetnosci i wiedze i moze dzieki niej zyc, sorry ale to nie czasy gdzie wiekszosc pracowala na polach i nauke mieli w nosie. Bedziesz cos jeszcze nauczcielom odbieral lub zakzywal to wogole roboty im sie odechce ... Problem w sporej mierze jak wspomnialem lezy w systemie w jakim zyjemy, tu tez lezy problem w tym ze nauczycieli jets za malo, a jakby bylo ich wystarczajaco to nie ma im jak zaplacic ... zapytasz czemu za malo : to zrob sobie taki experyment: zwykla klasa 25-30 osobowa i rokj nauki danego przedmiotu i wyselekcjonowana grupka uczni na poziomie srednim lub nizszym (ok 8-10 osob) i zobaczysz i czym mowa .... ale to prawda ogolnie znana, dlatego zakaz koropetycji przez nauczycieli w obecnym systemie to pomylka przez duze P, bo to jedna z grup szczegolnie w malym miastach, wsiach jest je w stanie dac, korepetycje pelnia w duzej mierze role takiego kola zapasowego dla panstwoej educkaji, w ktorej jedni sie gubia a drugim nie wystarcza ... wsyztsko zlezy tez od domu rodzinnego, i jak rodzicie dbali o rozwoj swoich pociech od np. 1-7 lat.
        • Gość: kiha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.11, 16:59
          a języka obcego to się nauczyłeś tylko na zajęciach (gdzie też czą nauczyciele) czy siedziałeś w domu douczając się samemu?
          • 07.09.11, 22:02
            Ja np. angielskiego nauczyłem się w dwa tygodnie pobytu w Irlandii. Najlepsi nauczyciele to profesor Chęć i profesor Mus. Reszta to pic i propaganda.

            --
            ...żegnajcie przyjaciele, pie...ie się wrogowie
            im więcej było was tym lepsze miałem zdrowie...
            • Gość: tru IP: *.171.73.170.static.crowley.pl 08.09.11, 11:06
              w dwa tygodnie to sie nauczyles "aj em luking for a dżob" i "aj nid a brejk".
      • Gość: 0lop IP: *.internetia.net.pl 07.09.11, 20:27
        tak tak sprawdzian co tydzień, a może 2 razy w tygodniu. Sprawdzianów czy wypracować jest w semestrze 3-4. Etat to 18x45 minut czyli 13,5 godziny dydaktycznej tygodniowo. Praca może i nie jest łatwa, ale są też cięższe zawody. Natomiast 3 letnie urlopy zdrowotne, emerytura po 25 latach minus 3 lata na urlop zdrowotny czyli tak naprawdę emerytura po 22 latach pracy. 100 dni wolnego i 200 dni pracy w roku po średnio 2,5 godziny zegarowej. Praca od 8 rano do 12.30 albo i krócej. Tak rękawy się urywają. I do tego emeryturka w wieku 49 lat czyli emerytura wypłacana przez 30 lat. Ja na emeryturę będę pracował 40 lat i może będę ją brał przez 5 czy 7 lat.
        • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 07.09.11, 22:21
          Natomiast
          > 3 letnie urlopy zdrowotne, emerytura po 25 latach

          jakie 3-letnie urlopy? Czytałeś jakie wymagania trzeba spełnić?
          A ta emerytura to chyba z górnikami Ci się pomyliła.

          >Praca od 8 rano do 12.30 albo i k
          > rócej.

          tak, a dzieci biedna same potem siedzą w klasach i kończą lekcje o 15.30 lub później, to chyba te późne lekcje prowadzą woźne i panie sprzątające skoro nauczyciele w domach od 12.30
          • 08.09.11, 00:52
            Gość portalu: jk napisał(a):

            > Natomiast
            > > 3 letnie urlopy zdrowotne, emerytura po 25 latach
            >
            > jakie 3-letnie urlopy? Czytałeś jakie wymagania trzeba spełnić?

            Ja czytałem i kiedyś nawet gdzieś przytaczałem. Ale bardzo chętnie się od ciebie dowiem. Więc jakie?

            > A ta emerytura to chyba z górnikami Ci się pomyliła.

            A może to ty jesteś niedoinformowany?

            >
            > >Praca od 8 rano do 12.30 albo i k
            > > rócej.
            >
            > tak, a dzieci biedna same potem siedzą w klasach i kończą lekcje o 15.30 lub pó
            > źniej, to chyba te późne lekcje prowadzą woźne i panie sprzątające skoro nauczy
            > ciele w domach od 12.30

            W przeciętnej polskiej szkole, która nie prowadzi zajęć na zmiany, nie uświadczysz nauczyciela po godz. 13.00. Chyba że przyszedł dopiero na 12.00. Nie dotyczy pań ze świetlicy, które często też mają status nauczyciela.

            S.
            • Gość: no name IP: *.152.145.45.dsl.dynamic.t-mobile.pl 08.09.11, 08:01
              Zmień lekarza.
              • 08.09.11, 08:15
                Gość portalu: no name napisał(a):

                > Zmień lekarza.

                ...badania zawartości czegoś w pozornie tym samym wymagają przygotowania i opieki po wysiłku włożonym w zrozumienie wszechrzeczy...
            • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 08.09.11, 09:01
              skoro jesteś taki biegły w wyszukiwaniu info w necie, to poczytaj sobie Kartę Nauczyciela i dowiesz się jakie to kryteria

              Emeryturę pomostową można dostać w każdym fachu i dotyczy to obecnie osób ok 50-ki, ja mówię o młodych nauczycielach, którzy muszą tak jak większość społeczeńśtwa pracować do 65 roku życia.

              Wejdź sobie do pierwszej lepszej szkoły typu gimnazjum, LO, technikum w dużym mieście i popatrz na plan i wyjdzie ci ilu to nauczycieli kończy o 12ej pracę.
        • Gość: ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 12:36
          no zostawilbym te 3 letnie urlopy bw spokoju, ale defacto wcale tak ciezko nie maja, i mi jak ktos poiwie ze maja to .... nauczyciele i tak maja za dobrze w porownaniu z wieloma grupami zawodowymi , ktorym brak sily nacisku na wladze i moga sobie co jakis czas wymuszac pewnie zadania...

          A co do pracy to wielu ma super mozliwosci zwiekszania sobie pensji, jezeli sa na tyle obrotni i dobrzy w tym co robia. Plus dobra organizacja, liczba godzin mala kiedy musza byc w budynku szkoly ... to mozna robic mnostwo ciekawych , nawet za pieniazki rzeczy... niekoniecznie w zawodzie, ale checi do nauki trzeba miec... a kto jak kto nauczyciel je powinien miec :)
      • Gość: Marta IP: *.4web.pl 08.09.11, 11:38
        @Eulalia11, ja miałam tak samo. Gdy pani dyrektor kazała nam wypełnić oświadczenia, jak realizujemy 40 h pracy tygodniowo, nie miałam z tym żadnego problemu. Zeszyty, prace klasowe, wypracowania, próbne testy gimnazjalne... A do tego ta młodzież... Na szczęście już nie jestem nauczycielką. Przeszłam do pracy pełnoetatowej i -wierzcie lub nie - po 8 h intensywnej pracy na etat byłam bardziej wypoczęta i zrelaksowana niż po 3 h w szkole!
        Wszystkim, którzy zazdroszczą nauczycielom, mówię: spróbujcie tego miodu!
        Wszystkim nauczycielom, którzy męczą się w szkole, powiem natomiast: nikt was tam na siłę nie trzyma.
    • 07.09.11, 11:59
      Zgadza sie. Pracowałem w różnych instytucjach, nauczycielem byłem nauczycielem 10 lat. Gdy przechodziłem na emeryturę okazało się, że w porównaniu ze średnią krajową właśnie w szkolnictwie miałem niezłe zarobki. A pracowałem najwyżej 32 godziny tygodniowo, o wiele mniej niż moi koledzy w innych zawodach. Nauczyciele (a właściwie nauczycielskie związki zawodowe) zawsze narzekają więcej niż inni. Szkoda - uczą młodzież pesymizmu.
      • Gość: POlak IP: *.171.23.55.static.crowley.pl 07.09.11, 16:13
        nie wierzę, ze pracowałes w szkole.
        • 08.09.11, 01:05
          Gość portalu: POlak napisał(a):

          > nie wierzę, ze pracowałes w szkole.

          No oczywiście, bo jeśli ktoś z waszego grona potwierdza to, co wiemy wszyscy (spoza waszego grona), od razu jest podejrzany! Jeśli nasze tezy przeczą faktom, tym gorzej dla faktów!

          S.
    • 07.09.11, 12:34
      Wszystkie lekcje mają gotowe z książki. I na co tu się było im niby kształcić? I tak na nauczyciela idą najgorsze odpady ze studiów, bo gdzie indziej ich do roboty nie wezmą. To fakt. Nauczyciel po 20 latach pracy już do innej pracy się nie nadaje, bo nie jest w stanie dostosować się do prawdziwego rytmu pracy bez wakacji 60 dni i ogólnej zlewy obowiązków.
      • Gość: uos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 13:24
        A tam, znacznie łatwiej dostać się dziś do pracy w normalnej firmie niż w szkole. Ja na przykład problemów z pracą nie mam najmniejszych, rok w szkole przepracowałam i teraz też szukam. Jest trudniej niż w innej pracy, ale ciekawiej i po prostu chce to robić.
    • 07.09.11, 12:39
      "Wiele osób zapomina przy tym, że zadania nauczyciela to nie tylko prowadzenie zajęć, ale również przygotowanie się do nich. Do tego dochodzą dodatkowe obowiązki wynikające z zadań statutowych szkoły (wywiadówki, narady, konferencje, wycieczki). To wszystko może niekiedy zajmować więcej czasu niż przewiduje umowa o pracę."

      Wiele osób zapomina przy tym, że zadania programisty to nie tylko pisanie programów, ale również przygotowanie się do tego (kursy, szkolenia, własne "pet-projects"). Do tego dochodzą dodatkowe obowiązki wynikające z zadań statutowych firmy (spotkania, narady, konferencje, delegacje). To wszystko może niekiedy zajmować więcej czasu niż przewiduje umowa o pracę.

      Demagogia, czy tylko mi się wydaje?
      • 07.09.11, 18:11
        > Demagogia, czy tylko mi się wydaje?

        Jasne że demagogia.

        Pracuję obecnie w serwisie i mogę napisać dokładnie to samo. Sporo czasu poza godzinami pracy zajmuje poznanie urządzeń które się naprawia i sam dojazd do klienta (za który zgodnie z prawem pracy pracodawca po normalnych 8 godzinach płaci mi grosze)


        --
        #define TRUE FALSE //Happy debugging suckers,
      • 07.09.11, 18:13
        Bonusowo jako serwisant mam regularnie do czynienia z klientami którzy z góry są niezadowoleni bo super urządzonko które kupili się zepsuło. I zgadnijcie kto za to obrywa?




        --
        #define TRUE FALSE //Happy debugging suckers,
    • 07.09.11, 12:48
      Dlaczego nie wymaga się od aktora w teatrze ośmiogodzinnego występowania na scenie z monologiem. Tu nawet jest trudniejsze zadanie, bo nauczyciel musi mieć oczy z przodu i z tyłu otwarte, aby nie dostać koszem na śmieci przez łeb, i odpowiedzialny jest aby widownia się nie pozabijała czy też nie pobiła.
      Kiedy doczekamy się sprawiedliwości i dziennikarze zostaną opodatkowani tak jak inne grupy zawodowe. Z jakiej racji należy im się 50% ulgi od dochodów. Taki dziennikarz to ma klawe życie. Przychodzi do pracy kiedy chce, ważne aby był tylko na zebraniach na których ustala się skład numeru. Jest zapraszany na różne rauty, na których jest darmowa wyżerka ( dlaczego nie płaci od tego podatku). Ma różne wycieczki w atrakcyjne rejony świata gdzie sponsorami są korporacje, które oczekują że taki dziennikarz się odwdzięczy pochlebnym artykułem. Ma dojście do ważnych ludzi, ( a w dzisiejszych czasach do czasem ważniejsze niż pieniądze, spróbujcie załatwić np. komuś pracę). Jeśli zajmuje się motoryzacją to np może sobie pojeździć takim Porsche - patrz wypadek Żiętarskiego, może sobie testować auto przez parę miesięcy jeżdząc nim za darmochę.
      Ma dużą władzę, bo nikt nie chce za bardzo się narażać takiej małpie w czerwonym. Całe szczęście że tak uprzywilejowana kasta dostaje po dupie, bo ludzie coraz biedniejsi i na dobra wyższego rzędu nie mają pieniędzy - przestają kupować gazety.
    • 07.09.11, 13:06
      Też jestem "trochę z boku", choć nie do końca. Ja pracuję w dużej firmie, nauczycielką jest żona. Plusy (w mojej ocenie) zawodu nauczyciela to:1/ wakacje, 2/roczny urlop dla podratowania zdrowia (żona nigdy na nim nie była). 3/ w miarę klarowna ścieżka awansu zawodowego
      Minusy: 1/ brak stanowiska pracy w miejscu pracy, skutkujące ciągłym wypominaniem 18/20 godzin. Ja bym wolał, żeby nauczyciel pracował od 7-15, w tym tyle pensum ile ustawa nakazuje ale do domu przyjeżdżał bez obciążeń. Problem tylko w tym, że wtedy to szkoła (budżet) musiałaby znaleźć pieniądze na modernizację szkół a więc na gabinet do pracy, stanowisko komputerowe z możliwością drukowania, podwyższone rachunki za prąd o papierze nie wspominając. Teraz spora część tych wydatków obciąża nasz domowy budżet. Nie wypominam, stać mnie na to (na razie :-) ale podczas takich dyskusji nie sposób o tym nie wspomnieć. O szafach pełnych różnych podręczników nie wspomnę. Ktoś tu napisał, że nauczyciel uczyć się nie musi bo ma wszystko w podręcznikach - problem w tym, że nauczyciel umie, ale ma nauczyć a nie udowodnić swoją wiedzę.
      2 minus - takie właśnie dyskusje. Są oczywiście potrzebne ale najwięcej mają w nich do powiedzenia ludzie, którzy mają marne pojęcie o tym zawodzie.
      3/ nasze kochane dzieci - ja się do tego zawodu nie nadaję - sprawdziłem :-) ( żona za nimi przepada, więc dla niej pewnie to plus zawodu)
      Pozdrawiam dyskutantów
      • Gość: matka IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 14:08
        nie wiem co nauczyciel drukuje prywatnie. Wychowawca zbiera na początku roku szkolnego po ryzie ! papieru od każdego ucznia.
        Moje dziecko nie przynosi tej ryzy spowrotem w formie zadrukowanej, przynosi drobny ułamek tej ryzy.
        • Gość: a IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 14:10
          Szafy pełne podręczników też mam ( informatyk).
          Lekarz, księgowy i wielu innych - też :(
          • 07.09.11, 14:23
            Ja nie twierdzę, że nie - też się dokształcam (chemik) ale jednak większość popołudniówek jest moja. Ale większość trzymam jednak w firmie, co w szkołach jest praktycznie niemożliwe. Wejdź kiedyś do pokoju nauczycielskiego to się przekonasz. Ja naprawdę wiem o czym piszę. I nigdzie nie twierdziłem, że jest to zawód wybrany i że najtrudniejszy na świecie. Tylko jeśli informatyk (Lekarz, księgowy i wielu innych) znajdzie sobie w 8 godzinach pracy godzinkę pauzy na kawę to nie odpisuje sobie tego od czasu przepracowanego a spróbuj wyjść z klasy pełnej gimnazjalistów na kawkę z koleżankami z sąsiednich sal :-)
            • Gość: www IP: 222.128.41.* 08.09.11, 11:09
              No ale nauczyciel ma przerwy, podczas ktory nei zawsze dyzuruje...

              Ja tez nie moge wyjsc na kawke jak mam spotkanie z klientem....


              Moim zdaniem powinna byc prosta umowa z nauczycielami. Pracujecie 40 godzin w tygodniu, macie 30 dni urlopu ale zarabiacie porzadnie...
              • Gość: Zbylut IP: *.dynamic.chello.pl 08.09.11, 11:51
                > Moim zdaniem powinna byc prosta umowa z nauczycielami. Pracujecie 40 godzin w t
                > ygodniu, macie 30 dni urlopu ale zarabiacie porzadnie...

                Tobie sie wydaje, ze nauczyciel nie zarabia porzadnie ?
                Mylisz sie. Na starcie za te 13h na dobe dostaje okolo 2 tysiecy zlotych.
                • Gość: uos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 14:28
                  13 godzin na dobę to sporo;)
                  A tak serio to skąd 13?
                  • Gość: Zbylut IP: *.dynamic.chello.pl 08.09.11, 14:41
                    > 13 godzin na dobę to sporo;)

                    Oczywiscie na tydzien :-)

                    > A tak serio to skąd 13?

                    Etat to 18 godzin LEKCYJNYCH. Jak pewno wiesz godzina lekcyjna to 45 minut czyli 3/4 godziny zegarowej.
                    Tym samym 18x0.75 = 13.5 godziny.
                    Czyli nauczyciel pracuje tygodniowo tyle ile przecietny "normalny" pracownik w ciagu niecalych 2 dni.
                    • Gość: uos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 14:50
                      A przez pozostałe 15 minut każdej godziny zegarowej to co nauczyciel robi?Gapi się w sufit twoim zdaniem? Nie, zwykle zmienia salę, idzie po dziennik, nawet czasem - o zgrozo! - idzie do toalety. Albo ma dyżur na korytarzu. Biorąc pod uwagę, że pracownicy w innych branżach też mają pęcherze moczowe to z pewnością nikt nie pracuje 8 godzin dziennie. Naprawdę uważasz, że np. w biurze pełne 8 godzin to zajmowanie się wyłącznie pracą? Pracownicy nie chodzą do toalety, nie wymieniają kilku zdań z kolegami na tematy pozapracowe, nie zaglądają na prywatnego maila, FB itp? I oczywiście odliczysz im od czasu pracy np. drogę na zebranie na innym piętrze budynku? Przecież w tym czasie nie pracują tylko idą - zupełnie jak nauczyciel zmierzający po dziennik.
              • 08.09.11, 19:57
                Ja, kiedy spotykam się z klientem zawsze proponuję mu kawę:-) a z tego co wiem, nauczycielom podczas lekcji kawy pić nie wolno. Z resztą Twojej wypowiedzi całkowicie się zgadzam - 40 godzin pracy w szkole, w domu ewentualnie - jeśli takie chęci lub kiepska organizacja pracy. Moje marzenia idą jeszcze dalej - również uczniowie nie powinni brać "pracy do domu". Po zajęciach lekcyjnych mogłyby być zajęcia ukierunkowane na odrabianie prac domowych (też z pewną pomocą nauczycieli) a po południu dzieciaki też mają prawo do odpoczynku. Tylko, że to utopia. Pozdrawiam
        • 07.09.11, 14:15
          choćby informacje dla które dostajesz w postaci planu lekcji drukuje w domu na własnej drukarce i wykorzystując własny tusz. A testy i sprawdziany Twojego dziecka to nie na tym właśnie papierze są drukowane bądż kserowane? To sobie policz. Ryza 500szt. Sprawdzian dla 30 uczniów i to często liczącąy więcej niż 1 kartkę i takich kilka w semetrze.
        • 07.09.11, 14:16
          A dziecko korzysta w szkole z gotowych testów (na przykład)? Bo u mnie w domu się właśnie takowe drukuje po to, by dzieci nie musiały tracić czasu na przepisywanie zadań podczas klasówek. każda taka klasówka to od 10 do 30 kartek. Ponadto jakieś konspekty i inna papierologia. Nie widziałem nigdy papieru przyniesionego ze szkoły, za to często będąc w markecie słyszę "kup papier do drukarki bo się kończy". Nie mówiąc już o tym, że byłem zmuszony zmienić atramentową drukarkę na laserową, żeby zmniejszyć koszty.
          • 07.09.11, 14:23
            często jest też tak, że ksero w szkole zepsute bądż tonera w nim nie ma, a sprawdzian trzeba skserować i co? Co z tego że nauczyciel ma papier od uczniów? Zaniesie go do punktu ksero i zapłaci mniej? Tak,tak, niejednokrotnie nauczyciel płacą za kserowanie sprawdzianów na zewn z własnych pieniędzy, które piszą bądź nie piszą, tylko oddają w połowie puste, wasze dzieci. Tego zapewne też nikt ze społeczeństwa nie wie.

            W innych instytuacjach tak nie ma. Nie widziałam jeszcze w urzędzie albo w banku, albo w szpitalu, aby któryś z tamtych pracowników kserował papiery potrzebne mu do dokumentacji lub dokumenty od klienta/pacjenta/petenta za własne pieniądze.
            • Gość: Kamil IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 15:56
              > często jest też tak, że ksero w szkole zepsute bądż tonera w nim nie ma, a spra
              > wdzian trzeba skserować i co? Co z tego że nauczyciel ma papier od uczniów? Zan
              > iesie go do punktu ksero i zapłaci mniej? Tak,tak, niejednokrotnie nauczyciel p
              > łacą za kserowanie sprawdzianów na zewn z własnych pieniędzy, które piszą bądź
              > nie piszą, tylko oddają w połowie puste, wasze dzieci. Tego zapewne też nikt ze
              > społeczeństwa nie wie.

              Przestan klamac.
              Slyszales o czyms takim jak pieniadze na komitet rodzicielski ?
              Zapewniam Cie, ze 300zl za semestr w 1000% wystarczy za kserowanie sprawdzianow i testow mojej corki.
              • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 07.09.11, 17:26
                tymi pieniędzmi dysponuje Rada Rodziców?

                Słyszałeś o czymś takim?

                I zanim sobie zrobią zebranie, uchwalą i przegłosują, że dadzą pieniądze z konta Rady Rodziców na toner, to ileś dni/tygodni mija a lekcje trwają
              • Gość: ja IP: *.man.bydgoszcz.pl 07.09.11, 17:50
                Jestem nauczycielką, podobno z powołania, bo już w ósmej klasie wymarzyłam sobie taki zawód. Nie życzę sobie wrzucania wszystkich nauczycieli do jednego worka. Jeśli chodzi o komitet rodzicielski (nieobowiązkowy!!!) - w mojej szkole stawka wyjściowa to 40 zł. Płaci niecałe 10% rodziców. Np. w mojej klasie nie zapłacił nikt. Nagrody dla laureatów konkursów kupuję z własnej kieszeni, bo szkoły nie stać!!! Materiały na gazetkę, np. kolorowy papier kupuję sama. Toner w drukarce laserowej wystarczył na 1 semestr. Ludzie! Bądźcie po prostu obiektywni. Zabierajcie głos, jeśli macie rzetelną wiedzę. Sprzątaczka też często nie doczyści toalety, sprzedawczyni oszuka na wadze, taksówkarz zawyży rachunek, pani w biurze na 8 godzin przepracuje 4, adwokat nie udzieli wyczerpującej porady i co? Fora nie puchną od jadu i zawiści. A nauczyciel - chłopiec do bicia dla zazdrośników i frustratów? Aha, mnie moja pensja wystarczy - na rękę ok. 2400 (podstawa+ 5 dodatków) .I teraz piszcie i piszczcie z zazdrości.
                • Gość: też z boku IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.09.11, 08:26
                  no widzisz Ciebie stać (2400) na to żeby fundować dzieciom, mnie po trzydziestu paru latach pracy (2500 z wysługą lat - pracuję w szkole ale nie jestem nauczycielem - jestem wystarczająco blisko by codziennie oglądać "zaangażowanie" - niestety większości- nauczycieli) nie specjalnie bo muszę kupić dzieciom książki, zeszyty, dawać na klasowe, wycieczki, wyjścia do kina (a wycieczki nauczyciele przy całej klasie mają najczęściej za darmo) i jeszcze muszę pracować 10 do emerytury, tak nie wszyscy do jednego koszyka bo nie w tym jest problem PROBLEM JEST W TYM, ŻE POTRAFICIE TYLKO MÓWIĆ JAK WAM JEST ŹLE, JACY JESTEŚCIE BIEDNI, JAK SIĘ MĘCZYCIE - NO TO PRZESTAŃCIE SIĘ MĘCZYĆ -
                  • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 08.09.11, 09:05
                    a to od dawna wiadomo że kadrowe i księgowe w szkole zawsze mają się gorzej ich zdaniem, mnie zastanawia tylko jedno, skoro macie studia wyższe ekonomiczne, to czemu nie zatrudnicie się w sektorze prywatnym, gdzie zarobiliście 2x wiecej i żaden pracownik nie miałby lepiej, bo byłoby po równo?

                    Nauczycziele rozumiem, jako nieudacznicy, muszą pracować w szkole, bo jak ludzie twierdzą, nikt innny nie chce im dać pracy (przytaczam słowa internautów), ale was powinni chcieć, chyba nie kończyliście "specjalnie" dostosowanej ekonomiii do potrzeb szkół polskich?
      • Gość: bolivar IP: 78.133.245.* 07.09.11, 14:31
        Dlaczego kseruje/drukuje? Nie może po prostu dyktować? Nie można pytań napisać na tablicy? Chyba tylko dla własnej wygody...

        Przepraszam, że w ciągu kilku lat mojej pracy przynajmniej raz w roku jestem na szkleniu (płacę z własnej kieszeni - czasem dostanę od pracodawcy delegację), dodatkowe książki, szkolenia on-line. Jako osoba z IT mam pytania z administracji, programowania, sieci... i wielu innych. Nikogo nie interesuje, że zajmuje się tylko wycinkiem technologii.
        Znajomy lekarz jest ginekologiem i ciągle ma pytania o inne choroby... a znajomy matematyk dopowiada: jestem matematykiem, nie znam się na chemii i jest OK.

        Każdy zdobywa wiedzę, stara się. Ja nie pracuje 40 godzin w tygodniu... no chyba, że jest jakiś zastój...

        Nie chce poruszać poziomu kształcenia w szkole bo to osobny temat rzeka...
        • 07.09.11, 14:43
          "Dlaczego kseruje/drukuje? Nie może po prostu dyktować? Nie można pytań napisać na tablicy? Chyba tylko dla własnej wygody..." - nie dla ratowania czasu akurat do dla mnie najbardziej oczywiste. "Jako osoba z IT mam pytania z administracji, programowania, sieci... i wielu innych." - to tylko dobrze o Tobie świadczy - bez przekąsu, też tak mam i cenię sobie to, że ludzie pytają mnie o więcej niż o tematy kierunkowe. "Znajomy lekarz jest ginekologiem i ciągle ma pytania o inne choroby..." - chyba nie powiesz, że udziela porad z dziedziny np. kardiologii. Jeśli tak, to dużo ryzykuje. Żona (którą tu się trochę "posiłkuję") jest 3 przedmiotowcem - same ścisłe (mat. chem. fiz), ale o literaturze czy sztuce też możemy podyskutować. Zgadzam się, że niezbędne jest odróżnienie "rzemieślnika od mistrza" ale też zauważam, że w tej dziedzinie w szkołach akurat się sporo zmieniło (w mojej opinii na lepsze) - coraz trudniej o pełen etat dla "jednoprzedmiotowca" więc i wymagania rosną. Poziom kształcenia - to jest pole do poważnych rozmów ale i do powstrzymania radosnej twórczości autorów programów. Mnóstwo wiedzy śmieciowej i faktycznie kolejni absolwenci przychodzą w coraz gorszej kondycji intelektualnej. Ale za to "zdawalność" egzaminów coraz lepsze.
          • Gość: bolivar IP: 78.133.245.* 07.09.11, 14:58
            Nie, nie udziela porad z poza specjalizacji, ale za to słysz "przecież jesteś lekarzem".

            Co do IT. Sorry, ale ja wolę swoją "specjalizację" i nie mam ochoty przeskakiwać z tematu na temat. Informatyka jest już tak ukierunkowana, że ciężko jest być dawną złotą rączką od wszystkiego. Teraz tak się nie da. Jeżeli masz małą firmę to jeszcze pociągniesz w ten sposób, ale przy kilkuset komputerach siedzisz po 12-16 godzin i dokształcasz się w trakcie projektu. To nie jest 40 godzin tygodniowo. Poza tym ja jestem pasjonatem i jak coś dostanę do zrobienia to to rozgryzam.

            Podczas całej swojej edukacji (nie licząc studiów) spotkałem takiego jednego nauczyciela. Reszta miała gdzieś czy rozumiem ich materiał czy nie.
            Patrząc po problemach mojej szwagierki i pomocy jaką jej musiałem udzielić z przedmiotów ścisłych (matematyka, fizyka i chemia) to nie wiele się zmieniło. W 3 miesiące przerobiłem z nią materiał z 3 lat gimnazjum... Ona naprawdę chciała się uczyć, ale jak słyszała od nauczycielki "to jest takie proste, że sobie w domu przeczytacie" to dziękuję.

            Za jakiś czas mój syn idzie do szkoły... i nie wiem co będzie. Ja mogę nauczycielowi kupić ten toner, kilka ryz papieru, nawet drukarkę załatwię... ale czy to coś da? Nie, bo nie trafię na nauczyciela, ale w większości przypadków na urzędnika, który przychodzi do pracy by odbębnić swoje i iść do domu. Dlatego szukam szkoły w której uczą pasjonaci by młody szkołę wspominał dobrze, a nie jako przykry obowiązek. Na razie tak ma w przedszkolu i jak widać da się...

            Pozdrawiam
        • 07.09.11, 15:00
          Gość portalu: bolivar napisał(a):

          > Dlaczego kseruje/drukuje? Nie może po prostu dyktować? Nie można pytań napisać
          > na tablicy? Chyba tylko dla własnej wygody...


          a jak wyobrażasz sobie dyktowanie testów wyglądających jak arkusze maturalne np. z polskiego lub języka obcego? Wejdź na stronę CKE i obejrzyj taki zestaw i podaj jak przeprowadzić test na wzór tego w ciągu 45minut dyktując? Chętnie "sprzedam" Twój pomysł niemyślącym nauczycielom chcącym kserować testy dla uczniów.
          • Gość: bolivar IP: 78.133.245.* 07.09.11, 15:10
            Rozumiem, że już w 1 i 2 klasie szkoły średniej przerabia się arkusze do matury? Niezła szkoła...
            Druga sprawa z ilu przedmiotów jest teraz matura? Chyba nic się nie zmieniło przez ostatni 15 lat i ich ilość jest podobna. A tutaj każdy nauczyciel kseruje, drukuje... Ile osób zdaje w klasie fizykę? Dwie? Trzy? A chemię to pewnie jak znajdzie się jedną to będzie dobrze.

            Poza tym co to za problem by uczeń w domu sobie ściągnął materiał ze strony i wydrukował? To przecież też jest przygotowanie do zajęć. A jak nie chce drukować to niech sobie przepisze...
            • 07.09.11, 15:21
              Gość portalu: bolivar napisał(a):

              > Rozumiem, że już w 1 i 2 klasie szkoły średniej przerabia się arkusze do matury
              > ? Niezła szkoła...
              > Druga sprawa z ilu przedmiotów jest teraz matura? Chyba nic się nie zmieniło pr
              > zez ostatni 15 lat i ich ilość jest podobna. A tutaj każdy nauczyciel kseruje,
              > drukuje... Ile osób zdaje w klasie fizykę? Dwie? Trzy? A chemię to pewnie jak z
              > najdzie się jedną to będzie dobrze.

              mówisz przez 15 lat nic się nie zmienilo?
              To chyba na tym skończę z Tobą dyskusję
              • Gość: bolivar IP: 78.133.245.* 07.09.11, 15:30
                O_o nauczycielka :)
                • 07.09.11, 15:40
                  dopełniłeś swojego obrazu - napisz coś pozytywnego to Cię posądzą, że bronisz swojego zawodu, haha.

                  A swoją drogą, pójdziesz na wywiadówkę niedługo do swojego dziecka, to sam zobaczysz czy przez 15 lat coś się zmieniło czy nie.

                  A o maturze to tyle trąbią w TV, że jest nowa od paru lat, że nie trzeba pracować w szkole, aby wiedzieć. No ale Ty jako zapracowany programista TV nie oglądasz, internetu też nie...chyba, żeby poobrażać nauczycieli:)
                  • Gość: bolivar IP: 78.133.245.* 07.09.11, 15:54
                    Czytaj ze zrozumieniem: ilość przedmiotów, a nie forma... która jest prosta. Nie masz matury ze wszystkich przedmiotów w szkole tylko z określonych, która ilość jest podobna do tego co było dawniej.

                    Uwielbiam takie ataki - oburzenie, chwytanie za wyrwane z kontekstu słówka.
                    • Gość: Zibi IP: *.stormmedia.pl 08.09.11, 07:47
                      A belfer w pierwszej LO już wie, że to Jaś i Kasia będzie zdawać maturę z chemii, a Jacuś z rosyjskiego... Opanuj sie i pomyśl... Nauczyć masz WSZYSTKICH. Niestety, nasze władze oświatowe (czytaj politycy, nie praktycy edukacji) stawiają na zdawalność (nie wiedzę). Dlatego, obok wpajania wiedzy należy od najwcześniejszych lat oswajać dzieci/młodych z umiejętnością pracy z testami. I taki nauczyciel historii musi to robić z CAŁĄ klasą (nie wie, kto wybierze jego przedmiot za dwa lata), w gimnazjum sprawdziany są przekrojowe ze wszystkich przedmiotów. Dlatego praktycznie każdy nauczyciel włącza się w ten dziwny nurt SPRAWDZANIA wszystkiego za pomocą testów. A że za rok, dwa zdawał będzie ten przedmiot jeden, dwoje lub wcale - mamy demokrację...
            • 07.09.11, 17:05
              Chyba jednak nie do końca orientujesz się jak wyglądają obecne sprawdziany w szkołach. I to nawet nie te z liceum. Nawet podstawówka na testach " jedzie". A jak jest np 30 pytań w takim teście z wariantami odpowiedzi do zakreślenia, to chyba nie da się przepisać. Samo to zajęłoby przynajmniej godz. lekcyjną. A już samodzielne ściąganie ze stron przez uczniów w domu, to kuriozum;)) Pragnę ci uświadomić, że jednak statystycznie niewielki procent młodzieży ma w domu komputer. Wyalienowany jesteś, kolego.;))
              • Gość: bartek IP: 78.133.245.* 07.09.11, 17:18
                Dziwne, ale dawniej nie było z tym problemu. Kilka-kilkanaście pytań na 15 minutową klasówkę bez problemu się przepisywało. Wygląda na to, że wraz z postępem ludzie nie wiedzą jak pisać...
              • Gość: Kamil IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 17:20
                > Wyalienowany jesteś, kolego.;))

                Zupelnie bezprzedmiotowy wyklad.
                Przypominam - istnieje cos takiego jak komitet rodzicielski. Zbiera sie na niego pieniadze wlasnie po to by bylo na ksero. Ja place za semestr okolo 300 zl.
                • 07.09.11, 18:41
                  Następny przykład wyalienowanie. Bo JA.. A INNI nie, albo mało, albo jak kto chce. Nie ma obowiązku płacenia " na komitet rodzicielski". Poza tym jak ktoś wyżej wyliczył te 300zł od dziecka to w sumie majątek. Na co to "idzie" ? Był audyt zewnętrzny?
                • Gość: uytr IP: 195.205.194.* 08.09.11, 02:32
                  W szkole komitet wynosi 30 zł OD RODZINY, PAJACU.
                  Nie masz pojęcia o szkole, a z dziećmi to masz do czynienia na kolanach przed mszą...
                  • Gość: Kamil IP: *.dynamic.chello.pl 08.09.11, 10:38
                    > W szkole komitet wynosi 30 zł OD RODZINY, PAJACU.

                    Milo mi. Mam na imie Kamil.
                    Szkola podstawowa nr 85 w Gdansku. Klasa 4. Skladka na komitet rodzicielski na semestr to 300zl. Nie wiem czy od rodziny, bo posylam tam jedyna moja corke.

                    > Nie masz pojęcia o szkole, a z dziećmi to masz do czynienia na kolanach przed m
                    > szą...

                    Nie ekstrapoluj na innych swoich doswiadczen z duchownymi.
                    • Gość: uos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 15:02
                      To jest opłata dobrowolna, nie musisz płacić.
            • 08.09.11, 00:26
              tak! wlasnie tak jest! skonczylem technikum 3 lata temu i choc nie wspominam go zle to wiele z tego co tu sie pisze moge potwierdzic.

              sa rozne standaryzacje i inne takie. przygotowania do tychze.
              nauczyciele czesto robia tzw. "czytanie ze zrozumieniem", bo to kuleje u wiekszosci, gdyz nauczyciele w gimnazjum maja gdzies takie zajecia, a pozniej taki nie ma wyboru i idzie do najgorszej mozliwej szkoly, bo tylko tam sa miejsca...
              nawet moja 70 letnia polonistka pisala nam recznie pytania do tekstu i je kserowala. a ze takich czytan mielismy po min. 1-2 miesiecznie to troche tego szlo.

              ale zrzuta na papier+ ew. ksero po 1-2zl od lebka w klasie zalatwiala sprawe.
              tak samo bylo z jezykow, historii...
          • Gość: Kasia IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.09.11, 11:05
            W szkołach moich dzieci co miesiąc składamy się po 5 zł na ksero. Taka składka jest we wszystkich klasach. I z tego co wiem to większość znajomych rodziców dzieci z różnych szkół taką składkę płaci.
        • Gość: Kamil IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 16:02
          > Dlaczego kseruje/drukuje? Nie może po prostu dyktować? Nie można pytań napisać
          > na tablicy? Chyba tylko dla własnej wygody...

          Nie wiem czy dla wlasnej wygody czy tez wymaga tego przedmiot, ale co semestr rodzice placa na tzw. komitet rodzicielski. Jest to okolo 300zl (w szkole mojej corki).
          300zl wystarczy do :
          1. Kupienia 20 ryz papieru
          2. Skserowania okolo 200 kartek A4 (w komercyjnym zakladzie ksero)
          • Gość: ja IP: *.man.poznan.pl 07.09.11, 16:33
            A to zgłoś się w szkole Twojego dziecka do "trójki klasowej" czyli Rady Rodziców i wtedy to Ty będzie sz decydował(a) na co te pieniądze zostaną przeznaczone...
            • Gość: Kamil IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 17:08
              > A to zgłoś się w szkole Twojego dziecka do "trójki klasowej" czyli Rady Rodzicó
              > w i wtedy to Ty będzie sz decydował(a) na co te pieniądze zostaną przeznaczone.

              Ale te pieniadze co roku wlasnie przeznaczane sa na ksero.
              Nie widze problemu by byly przeznaczane na inne cele.
              Tyle tylko, ze czesc z forumowiczow zwyczajnie klamie piszac o fundowaniu z wlasnej kieszeni kserokopii.
              • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 07.09.11, 17:29
                a teraz to, co wyliczyłes podziel na przedmioty i klasy, ilość sprawdzianów i ilośc stron, z których siękażdy składa.
                Może starczy na 1 m-c.
                A komitet rodzicielski płaci się dobrowolnie, nie można rodziców zmusić do tego
              • 07.09.11, 17:33
                "na ksero" - nie wiem jak to wygląda w innych szkołach, ale w mojej kasy "na ksero" nie ma - uczniowie płacą na rok składkę w wysokości ryzy papieru, obecnie to 12 zł. Z tego jest na papier dla nauczycieli, na toner, na fachowca od napraw kopiarki, która się rypie z reguły raz na rok. Nie mam pojęcia na co wydaje się 300zł/semestr od ucznia, toć to jest jakieś 7-8 tysięcy na semestr od oddziału. W przypadku typowego gimnazjum z 2 oddziałami na roczniku, to jest 40-50 tysięcy zł co semestr. Takiej kasy się w szkole nie zużywa - to jest kasa wystarczająca na ksero, środki czystości dla całej szkoły, prąd, wodę i papier w kiblach razem!

              • Gość: gość IP: *.legnica.vectranet.pl 07.09.11, 18:10
                Nie wiem czy kłamią. Moja córka teraz chodzi do 5 klasy, ale pamiętam jak w klasie 1-3 pańcia nauczycielka dostała od rodzica używane ksero ( były pretensje, że nie nowe) obowiązkiem uczniów( rodziców) stało się kupowanie papieru i tonerów i ewentualna naprawa popsutego sprzętu.
                Jak klasa dostała nowe meble( kupione na koszt szkoły), to trzeba było pomalować klasę, oczywiście projekt malowania wykonała specjalistyczna firma. Za projekt zapłacili rodzice , rodzice również pomalowali i posprzątali po malowaniu.Farby wcale nie tanie,też zakupili rodzice- takie zgodne z projektem. Oprócz tego co miesiąc składka po 10 zł na cele klasowe.Nie wspomnę już kupowaniu co semestr sprzętu na W-F typu skakanki, szarfy,piłki i inne dziwne przedmioty o których nie wiedziałam,że istnieją.
                Szkoła jest państwowa i niby bezpłatna ( i proszę nie mówić że z wszyscy płacimy ze swoich podatków, bo szkak mnie trafi ).
          • 08.09.11, 10:23
            Gość portalu: Kamil napisał(a):

            ...
            >

            > 300zl wystarczy do : [...]
            > 2. Skserowania okolo 200 kartek A4 (w komercyjnym zakladzie ksero)

            Coś drogo.

            --
            "Życie jest jak umiejętne wyrwanie zęba. Cały czas myślisz, że to najważniejsze dopiero przyjdzie, gdy nagle spostrzeżesz, że już po wszystkim"
            • Gość: Kamil IP: *.dynamic.chello.pl 08.09.11, 10:40
              > Coś drogo.

              Nie mam porownania gdzie indziej.
              Stawka w SP 85 w Gdansku.
      • Gość: Monika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 07:10
        Hej,napisałes dokładnie to, pod czym mógłby się podpisać mój mąż, ja też jestem nauczycielką...
    • 07.09.11, 14:41
      Jak wszędzie bywają różni nauczyciele.
      Na pewno są tacy, którzy pracują więcej, ale bywa różnie.

      Pedagogom - pasjonatom na pewno przykro jest czytać to co niektórzy wypisują, .
      Zajmują się, uczą, wychowują nasze dzieci z poświeceniem. Trzeba potrafić to docenić.
      Łatwo sięgnąć pamięcią w przeszłość i rozsądzić, czy wychowawcy których pamiętamy i do dziś jesteśmy im wdzięczni, czy oni zasługują na takie przywileje?

      Gorzej jest gdy nauczyciel robi łaskę: dzieciom, rodzicom.

      Zatrudnili go, aby korzystał , resztę mając w ....
      Czyż nie znamy tego z podwórka własnego?
      Jacyś krewni, znajomi, pociotki tych co decydują o zatrudnieniu.
      Ludzie, których ledwo się znosi, a dano im władzę nad młodzieżą.

      No i weź tu oddziel ziarno od plew
      • Gość: Maniek IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.09.11, 14:57
        100 dni wolnych + weekendy i święta daje ponad 210 dni wolnego.Pozostałe praca po 18 ok..niech bedzie po 30 godzin.Zapraszam do mnie, do domu pomocy spolecznej na 8 godzin dziennie,poprzebywania z ludźmi z demencją starczą,alzheimerem.Ci co sprawni wiecznie roszczeniowi (oczywiście nie wszyscy)Młodziakowi w szkole jak coś mówisz to rozumie (choć niekoniecznie się slucha)alzheimerowi mozesz mówić:) I ja mam lekko?
        • 07.09.11, 15:02
          Gość portalu: Maniek napisał(a):

          > 100 dni wolnych + weekendy i święta daje ponad 210 dni wolnego.Pozostałe praca
          > po 18 ok..niech bedzie po 30 godzin.Zapraszam do mnie, do domu pomocy spoleczne
          > j na 8 godzin dziennie,poprzebywania z ludźmi z demencją starczą,alzheimerem.Ci
          > co sprawni wiecznie roszczeniowi (oczywiście nie wszyscy)Młodziakowi w szkole
          > jak coś mówisz to rozumie (choć niekoniecznie się slucha)alzheimerowi mozesz mó
          > wić:) I ja mam lekko?

          NIE, ale NIKT nie pisze o Twoim zawodzie obrażających Cię tekstów, nie nazywa Cię nieudacznikiem niedojdą życiowym i nie opisuje, jak wygląda Twój dzień pracy z jego pkt widzenia. A to jest nagminne na forach w przypadku nauczycieli
          • 08.09.11, 01:02
            yoka1 napisała:

            > NIE, ale NIKT nie pisze o Twoim zawodzie obrażających Cię tekstów, nie nazywa C
            > ię nieudacznikiem niedojdą życiowym i nie opisuje, jak wygląda Twój dzień pracy
            > z jego pkt widzenia. A to jest nagminne na forach w przypadku nauczycieli

            Bo każdy z nas składa się na nauczycielską pensję, liczne przywileje w pracy i wcześniejszą emeryturę (jak by ją nie zwał). I dlatego wymagamy, by praca nauczycieli była efektywna. A nie jest. I z każdym rokiem jest coraz gorzej (czego dowodzą wyniki egzaminów). Dlatego mamy prawo pracę nauczycieli i jej efekty krytykować. Nie mówimy o yoce, czy innym nauczycielu wymienionym z nazwiska, tylko o waszej grupie zawodowej. Jeżeli masz jakiś problem i wszystkie te uwagi bierzesz do siebie, to... faktycznie masz problem. Ze sobą.

            S.
            • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 08.09.11, 09:10
              po pierwsze, Tobie nikt nie zarzuca jaki zawód wykonujesz, wiec nie zgaduj, kto jest kim. Jak napisze, że uważam, że lekarze nie bioą łapówek, to ocenisz z góry że jestem lekarzem ,bo ich bronię i nie oskarżam jak Ty.

              A na siedzących w więzieniu też płacisz podatki, oni żrą, oglądają TV za Twoje pieniądze nic nie robiąc przez całe życie zasadniczo tylko szkodząc , a potem wychodzą i dalej mordują, gwłacą, kradną, itp, ale jakoś nikt ni obrzuca ich błotem w necie. Ciekawe...
              • 08.09.11, 11:03
                Gość portalu: jk napisał(a):

                > po pierwsze, Tobie nikt nie zarzuca jaki zawód wykonujesz, wiec nie zgaduj, kto
                > jest kim. Jak napisze, że uważam, że lekarze nie bioą łapówek, to ocenisz z gó
                > ry że jestem lekarzem ,bo ich bronię i nie oskarżam jak Ty.

                Być może tobie trzeba wszystko pisać czarno na białym. Są tu jednak jeszcze i tacy, którzy potrafią czytać ze zrozumieniem i wyciągać wnioski z tekstu pisanego.

                > A na siedzących w więzieniu też płacisz podatki

                Jeżeli chcesz ze mną dyskutować, to się bardziej wysil i posługuj się argumentami. Widać, że bardzo ci ich brakuje i łapiesz się byle czego... Czekam więc, kiedy zgodnie z prawem Godwina napiszesz coś o nazistach...

                A tak przy okazji, znasz moje poglądy na więziennictwo i utrzymywanie więźniów? Wydawałoby się, że osoba inteligentna nie powinna poruszać tematu, który może się dla niej okazać miną... No właśnie... Inteligentna...

                S.
                • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 08.09.11, 13:15
                  myślę, że jesteś nawiedzonym singlem, który wyemigrował z małej mieściny do pracy do Warszawy i wysila się, aby pokazać, że na wszystkim zna się najlepiej. Masz bardzo wąskie spojrzenie, niestety.
      • Gość: eks IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 15:47
        Tak, przykro czytać, że się mało/kiepsko pracuje, że się jest odpadem ze studiów(ha, wszak stypednium naukowe to tylko odpady dostają, hehe) itp.
        Parę uwag co do bycia nauczycielem:
        -jest to piękny, twórczy i ciekawy zawód, który dobrze wykonywany sprawia, że można w jakimś tam małym stopniu wpłynąć dobrze na czyjeś życie, nauczyciel nie jest kimś anonimowym kolejnym numerkiem pracowniczym w wielkiej korporacji, bądź bezimienną panią z okienka
        -żeby zarobić w miarę normalnie, trzeba i to dużo dorabiać, więc łącznie pracuje się ponad 40 godzin, albo cienko przędzie
        -skąd taka nienawiść w GW i w dużej części społeczeństwa do nauczycieli? Zazdrość, zawiść, niespełnienie we własnym zawodzie? Co proponują nienawistnicy? Nauczyciel ma przeprowadzić 40 lekcji w tygodniu, a potem w ramach hobby zajmować się całą administracją (jest jej dużo, to jedna z przyczyn dla której już nie pracuję w państwowej oświacie). Ile powinien zarobić nauczyciel? 1200 zł? Kto wtedy zostanie w tym zawodzie? A nawet jak zostanie, to z jaką motywacją? Tacy ludzie mają Wasze dzieci uczyć?
        -8 godzin dziennie w szkole? OK, gabinety i sprzęt (dobrze wyposażona biblioteka, komputer, drukarka) przynajmniej dla zespołu nauczycieli danego przedmiotu
        -po studiach pedagogicznych (pedagogice) nie jest się nauczycielem przedmiotu. Matematyki nie uczy pani po pedagogice tylko absolwent matematyki, angielskiego filolog angielski itp.
        W czym absolwent chemii bądź historii na dobrym uniwersytecie jest gorszy (intelektualnie) od absolwenta innego kierunku?
        -bzdura, że nauczyciel nie znajdzie innej pracy (ja znalazłam, a nie jestem jedyna na świecie)
        -czy przypadkiem temat czasu wolnego nauczycieli nie jest tematem zastępczym? Może warto byłoby zastanowić się nad rosnącym podziałem na dzieci z domów zamożnych, których rodziców ( o wysokim kapitale kulturalnym i materialnym) stać na wysyłanie swoich pociech na dodatkowe zajęcia i rozwijanie zainteresowań, a dzieci z uboższych środowisk niemalże od szkoły podstawowej skazanych na ciężką walkę lub przegraną, o potrzebie zajęć z psychologiem, o skali braku dobrych manier, a wręcz agresji (znowu winni nauczyciele, czy może sfrustrowani rodzice niepotrafiący porozumieć się z własnym potomstwem?).
        Dużo by pisać...
        Pozdrawiam
        • Gość: Zbylut IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 16:07
          > -skąd taka nienawiść w GW i w dużej części społeczeństwa do nauczycieli?

          Nie wiem czy w GW, ale wsrod spoleczenstwa jest wynikiem istnienia kolejnych "swietych krow".
          Wiesz, ze szkola nie moze sobie np. zatrudnic nauczycieli na kontrakcie ? Dyrektor nie moze podpisac umowy z firma zewnetrzna, ktora np. bedzie mu dostarczala pracownikow na potrzebna ilosc godzin, musi utworzyc ETAT. Etat w tejze smiesznej wielkosci 18h/tygodniowo. Za tenze placic przez ponad 100 dni w roku wolnego i przez rok "na podreperowanie zdrowia".
          Reasumujac, nauczyciele to kolejna kasta w naszym kraju swietych krow. Jedyne co sie udalo to odebranie im przywilei emerytalnych ale za cene tzw. kompensacji...
          • Gość: ja IP: *.man.poznan.pl 07.09.11, 16:39
            Dyrektor wcale nie musi utworzyć ETATU, jeśli potrzeba nauczyciela na 4 godziny, zatrudnia go na tzw. 4/18 etatu! A swoją drogą, czy tym pracownikom "z zewnątrz" to nie trzebaby płacić? A poza tym , to zastanawiam się jak zostały policzone te 99 dni??? Bez weekendów!? Przypominam, że niektóre dni wolne dla UCZNIÓW nie są dniami wolnymi dla nauczycieli (choćby matury w szkołach średnich).
            • Gość: Zbylut IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 17:13
              > Dyrektor wcale nie musi utworzyć ETATU, jeśli potrzeba nauczyciela na 4 godziny
              > , zatrudnia go na tzw. 4/18 etatu! A swoją drogą, czy tym pracownikom "z zewnąt
              > rz" to nie trzebaby płacić? A poza tym , to zastanawiam się jak zostały policzo
              > ne te 99 dni??? Bez weekendów!? Przypominam, że niektóre dni wolne dla UCZNIÓW
              > nie są dniami wolnymi dla nauczycieli (choćby matury w szkołach średnich).

              Jakie 6 lat temu moj znajomy prowadzil niezle prosperujaca firme wynajmujaca lektorow jezykow obcych. Glownie dla szkol w mniejszych miejscowosciach.
              Wszyscy pracujacy uczciwie na tym zyskiwali :
              Zyskiwal dyrektor, ktory nie musial bac sie o koniecznosc trzymania etatu dla "zaciążonych" pan nauczycielek, nie musial placic za chorobowe, nie musial placic za wakacje.
              Zyskiwali uczniowie - w malych wioskach mieli dostep do naprawde niezlych nauczycieli angielskiego i niemieckiego. Dzis w wiekszosci z ww. szkol ucza panie po rocznym "przyszkoleniu" do bycia nauczycielem jezyka angielskiego.
              Wreszcie zyskiwali nauczyciele, ktorzy za etat (czyli 40h w tygodniu) dostawali okolo 3 kzl na reke (bylo to 6 lat temu).
              Po zmianie Karty Nauczyciela taka forma zatrudniania w szkolach jest NIELEGALNA.
              • Gość: aa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.11, 21:23
                ok, ale zmiana prawa naprawdę nie zależy od nauczycieli a raczej od tych "na górze"
                • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 07.09.11, 22:22
                  dokładnie, MEN wymyśla, a nauczyciele za to obrywają
                • 08.09.11, 01:09
                  Gość portalu: aa napisał(a):

                  > ok, ale zmiana prawa naprawdę nie zależy od nauczycieli a raczej od tych "na gó
                  > rze"

                  A przepraszam, u tych "na górze" to kto lobbuje za zmianą prawa? Nie ZNP czasami i inne związki zawodowe, w których się zrzeszacie?

                  S.
                  • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 08.09.11, 09:11
                    a co Ty myślisz że każdy n-l jest w Zw. Zaw.?
                    I co tylko nauczycele chodzą.na wybory czy jak?
                  • Gość: uos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 13:59
                    Daj spokój, w ZNP siedzą stare, skomuszałe dziadki. Młodzi nauczyciele naprawdę woleliby lepsze warunki pracy i brak etatu niż etat.
              • 07.09.11, 22:33
                Właśnie powinniśmy dążyć do tego aby było normalnie, tj tak jak mają nauczyciele. Jak chcesz zrobić piekło dla ludzi, jakaś praca tymczasowa, na godziny, agencje pracy i inne tego typu wynalazki, to nie w szkole. Bo tu się pracuje z uczniem, uczniami, a nie z maszyną. Jeszcze trochę i takich cudotwórców będą wieszać na latarniach, tak jak było w przeszłości, a czym dłużej taki stan będzie trwał tym gwałtowniejszy będzie wybuch niezadowolenia społecznego.
          • Gość: uos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 13:57
            A przepisy o zatrudnieniu to dzieło nauczycieli czy ustawodawców?
    • 07.09.11, 15:10
      skąd oni wzięli te 100dni? chciałby zobaczyć wyliczenie, bo w wakacje dni roboczych było 42 + 10 we ferie, doliczając przerwy świąteczne nawet nie dobijamy do 70 dni, więc brakuje ponad miesiąca do ilości wolnego podawanego w artykule
      nie musze dodawać, że i z tych niecałych 70 dni wiele wypada na różne inne obowiązki
    • 07.09.11, 15:25
      A ja i tak chcę zostać nauczycielem. Nauczyciel to jest powołanie a nie zawód. Tam sie nie idzie zarabiać tylko spęlniać zawodowo.
      --
      Możesz mieć inne zdanie, ale nie możesz nie czytać - pereztaste.blogspot.com/
      • Gość: Zbylut IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 16:09
        > A ja i tak chcę zostać nauczycielem. Nauczyciel to jest powołanie a nie zawód.
        > Tam sie nie idzie zarabiać tylko spęlniać zawodowo.

        Przestan pitolic i pokaz mi inny zawod z pewnym zatrudnieniem gdzie za de facto prace na 1/3 etatu (uwzgledniajac ferie/wakacje/wolne i 18h na tydzien) dostajesz 3/4 sredniej placy krajowej.
        • Gość: Barbarka IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 16:40
          Polska kadra pedagogiczna lubi pieprzyć głodne kawałki o poczuciu misji i bezgranicznym poświęceniu, o tej niedoli, kiepsko płatnej pracy i niewdzięczności wychowanków. Założę się, że nawet gdyby płacono im po 10 koła na łebka, tak czy siak biadoliliby dalej, argument z trudną młodzieżą i sprawdzaniem klasówek w domu jest nieśmiertelny i niezależny od wysokości wynagrodzenia. Polscy nauczyciele po prostu lubią narzekać i robić łaskę. Robią łaskę, że uczą, robią łaskę, że przychodzą na wywiadówki i odpowiadają na pytania rodziców. Przerabiałam ten temat z nauczycielką mojej córki. Dziwne było to, że ona dopiero startowała w zawodzie, a już miała takie nieprzyjemne cechy - niecierpliwiła się zbyt szybko, nie chciała rozmawiać, kiedy już kończyła lekcje, a ktoś ją zagadnął itp. Po trzech latach wyrobiła się pozytywnie i to jest chyba wyjątek od reguły, bo z reguły jest odwrotnie. W każdym razie, jakiego nauczyciela nie spytacie, co słychać, zawsze wykrzywi twarz w boleści myśli i powie, jak to jest przemęczony i jak to się musi użerać z tą bezmyślną, bezwzględną, leniwą młodzieżą. Nie znam osób, które afirmują ten zawód, a jednak tylu pcha się na studia, jakby po ich ukończeniu mieli robić kariery na miarę Billa Gates'a. Podobny klimat dotyczy absolwentów medycyny, no, może z wyjątkiem przyszłych i obecnych stomatologów, bo leczenie zębów to żyła złota.
    • 07.09.11, 16:46
      Nauczyciel akademicki pracuje 10h w tygodniu (adiunkt). I ma o miesiąc dłuższe wakacje. Jakoś wyborcza się nie interesuje tematem, buu :(
      • Gość: alex IP: *.adsl.inetia.pl 07.09.11, 17:05
        Z wakacjami nauczycieli akademickich to nieprawda. W rzeczywistości są krótsze niż w szkolnictwie. Do końca czerwca praca, bo sesja, do połowy co najmniej praca, bo są obrony i nabory; we wrześniu sesja poprawkowa. Wakacje to w rzeczywistości tylko pół lipca i sierpień
        • Gość: alex IP: *.adsl.inetia.pl 07.09.11, 17:06
          ups, uciekło mi... miało być "do połowy lipca"
        • 07.09.11, 17:22
          Tak, uwierzę, że przez 2 tygodnie czerwca po 8 godzin dziennie siedzisz i egzaminujesz w sesji, tak samo spędzasz cały wrzesień, no i oczywiście rok w rok 14 dni lipca pracujesz od 8 do 16 w pocie czoła nad naborem.
          • 07.09.11, 17:30
            Nauczyciel akademicki, czyli czlowiek ktoremu placa za hobby, nie ma prawa narzekac.
        • 08.09.11, 12:49
          Gość portalu: alex napisał(a):

          > Z wakacjami nauczycieli akademickich to nieprawda. W rzeczywistości są krótsze
          > niż w szkolnictwie. Do końca czerwca praca, bo sesja, do połowy co najmniej pr
          > aca, bo są obrony i nabory; we wrześniu sesja poprawkowa. Wakacje to w rzeczywi
          > stości tylko pół lipca i sierpień

          Przepracowałem 49 lat jako nauczyciel akademicki - od asystenta do profesora zwyczajnego.
          Fakt, że było to na kierunku ze stosunkowo niewielką liczbą studentów w stosunku do pracowników naukowo - dydaktycznych.
          Takie egzaminy poprawkowe, to zajmowały 2 dni we wrześniu, góra 3. W rekrutacji w lipcu, przez te 49 lat wypadło mi może 2, albo 3 razy (teraz egzaminów wstępnych i tak nie ma, jest konkurs świadectw maturalnych).
          Czyli w praktyce 4 miesiące wakacji od zajęć dydaktycznych. Nikt mi nie bronił w tym czasie pracować naukowo nad publikacjami, doktoratem czy habilitacją, ale gdy miałem chęć to mogłem "byczyć się" bite 4 miesiące. Nie licząc ferii zimowych i wiosennych! Inna sprawa, że dwie najważniejsze prace (odkrycia) zrobiłem między Wigilią i Sylwestrem! Bo tak wypadło, bo na uczelni liczą się wyniki, a nie czas pracy - formalny, czy rzeczywisty.
          --
          "Wesołe jest życie staruszka, wesołe jak piosnka jest ta."
      • Gość: LuriTuri IP: *.aster.pl 07.09.11, 22:02
        Nie masz pojęcia, o czym mówisz. "Nauczyciel akademicki" to w rzeczywistości człowiek, który owszem - uczy, ale PRZEDE WSZYSTKIM pracuje naukowo: spędza długie godziny w laboratorium lub w terenie (to czasem ciężka praca fizyczna), przesiaduje nad mikroskopem, godzinami główkuje przy komputerze (to już przede wszystkim w domu, gdzie ma spokój): liczy wyniki, rysuje wykresy, pisze publikacje (zwykle po angielsku), przekopuje się przez stosy anglojęzycznej literatury (musi cały czas być na bieżąco). W dodatku ma określony czas na awans: jeśli nie zrobi w terminie doktoratu i habilitacji - wylatuje z roboty.
        • Gość: malinka IP: *.wroclaw.mm.pl 08.09.11, 09:52
          Ta, zwłaszcza ci od dziedzin humanistycznych/ekonomicznych/matematyki etc. przesiadują godzinami w terenie albo w labie :P
      • 08.09.11, 01:14
        niewyspany77 napisał:

        > Nauczyciel akademicki pracuje 10h w tygodniu (adiunkt). I ma o miesiąc dłuższe
        > wakacje. Jakoś wyborcza się nie interesuje tematem, buu :(

        Pracownicy akademiccy mają miesiąc urlopu w wakacje...

        S.
      • Gość: wyspany IP: *.hupnet.helsinki.fi 08.09.11, 08:41
        nauczyciel akademicki, adiunkt ma 36 dni urlopu (a w wakacje i ferie ze względu na większą dostępność sprzętu i brak zajęć dydaktycznych pracuje się najwięcej) i jak nie będzie tyrał w labie dzień w dzień, pisał publikacji, odbywał staży zagranicznych to szybko straci tę pracę. Do pensum dydaktycznego nie wlicza się dziesiątek godzin poświąconych na sprawdzanie prac magisterskich i licencjackich, przygotowywanie i sprawdzanie kolokwium itd. itp. Pomyśl zanim coś napiszesz, albo przynajmniej się wyśpij...
      • Gość: rafal IP: *.icpnet.pl 08.09.11, 09:52
        Nauczyciel akademicki ma 36 dni urlopu i nie pracuje 10 h tygodniowo to są z palca wyssane dane.
    • Gość: kij w mrowisko IP: *.dynamic.chello.pl 07.09.11, 18:05
      Zanim policzymy, ile pracują nauczyciele, mysle ze warto policzyc, ilu uczniow danego nauczyciela uczeszcza na korki. Jesli nauczyciel wklada wysilek w to, by szkola spelniala swoje zadanie (czyli UCZYLA, a nie zajmowala czas dzieciakom, ktore po opuszczeniu jej murow musza jeszcze gnac na "zajecia dodoatkowe" przed klasowka), to nauczyciel wart jest swego pensum. I od tego bym zaczela rozwazania pt. "ile pracuje/zarabia nauczyciel". Bo dzieciaki biegajace na korki ze wszystkich przedmiotow (np. maturalnych) świadcza wybitnie o tym, ze ktos w szkole pobiera nieslusznie pieniadze za cos, czego nie robi?
      • Gość: aa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.11, 19:01
        A ilu uczniów chodzi na korki bo rodzice tak chcą? Nie zawsze korki to niski poziom w szkole, najwięcej korków biorą uczniowie z tzw. renomowanych szkół. A poza tym na korkach masz 1 na 1 a na lekcji 1 na 30. To też różnica.
      • Gość: xxx IP: *.toya.net.pl 07.09.11, 19:21
        Gość portalu: kij w mrowisko napisał(a):

        > Zanim policzymy, ile pracują nauczyciele,

        a może policzymy ile efektywnej pracy jest w innych zawodach, myślę, że nie więcej niż 50%, a w zawodzie nauczyciela te 20h jest na 100% i pozostały czas spędzony rowniez jest na 100%. Obawiam się, że porownanie mogloby wypaść niekorzystnie dla wielu innych zawodów

        strażak,
        dróżnik
        lekarz
        policjant
        itd.
        • 07.09.11, 21:19
          Ba! A aktorzy? Wychodzi taki jeden z drugim na 15 minut dziennie podczas spektaklu i chciałby zarabiać więcej niż 50 zł. Kwartalnie. ;)

          To całe ciągłe odwoływanie się do pensum przypomina mi taką starą anegdotkę (?), gdy jakiś racjonalizator wymyślił aby muzykom w filharmonii płacić od ilości nut, które grają. :)

          --
          Mówiący o jedności, często mają na myśli zbiorową mogiłę.
      • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 07.09.11, 19:33
        korki to nowomoda zwariowanych rodziców. Sami sobie wmawiają, że dziecko musi chodzić, i dziecko wiedząc, że i tak pójdzie za pieniądze na korki, w szkole się nie wysila, bo po co? Pan/i na krokach mi wytłumaczy. Gdyby dzieci tak samo sumiennie by słuchały w szkole, jak na korkach i robiły wszystko co zadane do domu, tak, jak wykonują prace zadane przez korepetytorów, nie musiałyby chodzićna korki
      • Gość: uos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 13:07
        Niekoniecznie. Może też świadczyć o:
        głupocie rodziców (jak to Jaś nie chodzi na korepetycje, przecież trzeba, bo wszyscy chodzą)
        nadmiernych wymaganiach (oczekiwanie, że ktoś kto ma intelektualne możliwości i zdolności pozwalające na zdanie matury np. na 50% zda ją na więcej i dostanie się na dobre studia)
        olewaniu przez X lat i nadrabianiu (nagle w 3 klasie wszyscy zaczynają się uczyć)

        Poza tym niepełnoletni uczniowie są praktycznie nieusuwalni ze szkoły, niezależnie od tego, co robią. Spróbuj efektywnie uczyć, jak musisz np. zamiast prowadzenia lekcji wzywać policję, bo pięcioro uczniów przyszło pijanych lub ktoś wymachuje nożem. To dzięki takim osobnikom osoby, które chcą się czegoś nauczyć mają to utrudniane.
    • 07.09.11, 21:04
      Przez 2 lata byłem nauczycielem. I gdyby nie żenujące zarobki chętnie byłbym nim nadal.

      I prosiłbym bez pitolenia, że pensum to 18 godzin w tygodniu, że wakacje, że to, że tamto.

      Płace są żenujące bo, praca ta może być najwyżej traktowana jako hobby. Najnormalniej w świecie nie sposób się z niej utrzymać. A pensum po prostu nie da się zwiększyć nie "zajeżdżając" przy okazji nauczycieli.

      Prosty test - weźcie sobie gazetę i czytajcie ją na głos przez 45 minut. Następnie zróbcie pełne 5 minut przerwy i zacznijcie czytać od początku. Jak ktoś tak wydoli przez 8 godzin - szacun. Prosiłbym o o wpisanie gdyby komuś się udało.

      Do tego gwarantowany pełen "dzień świstaka" jeżeli ma się więcej niż jedną klasę (a ma się). Gdy powtarza się ten sam materiał po raz 4ty ,6ty, 8my człowiek ma szczerą ochotę odejść na stronę i puścić wielobarwnego pawia. W pewnym momencie traci się poczucie o czym już się mówiło, a o czym jeszcze nie.

      Pomijam pozalekcyjne sprawdzanie prac. To w zasadzie (poza polonistami) to jest coś co można swobodnym leszczem odwalić w "okienkach". Wycieczki? Nie odbierałem tego jako coś przykrego. Pilnowanie na egzaminach wstępnych/maturach? Pryszcz.

      Tak naprawdę są tylko trzy "przeciw":
      1. Powtarzalność zajęć - pisałem wyżej
      2. Efekt "gadania do obrazu" - masz przed sobą grupę, która jest zainteresowana tym co mówisz w stopniu mniejszym niż żaden. I nie pomagają żadne "urozmaicenia" lekcji - no sorry - nie jesteś w stanie wygrać z tym, że Mariolka pokłóciła się z Zenkiem, a Legia wygrała z Cracovią.
      3. Wszechobecne chamstwo rodziców i ich potomków. Długo by pisać.

      --
      Marks miał rację - w socjalizmie nigdy nie wystąpił kryzys nadprodukcji.
      • 08.09.11, 01:35
        nikodem_73 napisał:

        > Przez 2 lata byłem nauczycielem. I gdyby nie żenujące zarobki chętnie by
        > łbym nim nadal.

        Ehh... Nikodem... Z tego, co piszesz dalej, wynika jednak, że praca w szkole (poza wycieczkami) była dla ciebie jedną wielką torturą... ;)

        > I prosiłbym bez pitolenia, że pensum to 18 godzin w tygodniu, że wakacje, że to
        > , że tamto.

        A konkretnie? Czy to nie jest fakt?

        > Prosty test - weźcie sobie gazetę i czytajcie ją na głos przez 45 minut. Następ
        > nie zróbcie pełne 5 minut przerwy i zacznijcie czytać od początku. Jak ktoś tak
        > wydoli przez 8 godzin - szacun. Prosiłbym o o wpisanie gdyby komuś się udało.

        Po pierwsze, nauczyciel nie mówi przez całe 45 minut. Sprawdzanie obecności, odpytywanie itd. sprawia, że efektywnie przewodzi zajęciom (celowo użyłem takiego słowa) przez 35-25 minut (w zależności od przedmiotu). Później ma 10-20 minut przerwy i znów 45-minutowa lekcja. Ale tych lekcji dziennie nie jest 8.

        I tu jest, widzisz, cały pies pogrzebany. Bo ja, i chyba nikt rozsądny, nie wymagam, by nauczyciel prowadził przez 8 godzin zajęcia. Ale by w tej szkole był obecny. By uczeń w wolnej od zajęć chwili (okienku) mógł do niego pójść, porozmawiać, dopytać o coś, czego nie zrozumiał na lekcji itd. Ktoś wyżej napisał, że w szkole nie ma na to warunków, bo nauczyciele nie mają własnego, wydzielonego miejsca pracy. Nie sądzę, by to była prawda. We wszystkich szkołach, z którymi miałem styczność, nauczyciele mieli własne klasy. Każdy miał swoją! Tylko ci od mniej popularnych przedmiotów (tzn. tych nauczanych w mniejszym wymiarze tygodniowym) korzystali ze wspólnych klas.

        To chyba nie problem wygospodarować jedno, dwa dodatkowe pomieszczenia na takie konsultacje?

        > Do tego gwarantowany pełen "dzień świstaka" jeżeli ma się więcej niż jedną klas
        > ę (a ma się). Gdy powtarza się ten sam materiał po raz 4ty ,6ty, 8my człowiek m
        > a szczerą ochotę odejść na stronę i puścić wielobarwnego pawia. W pewnym momenc
        > ie traci się poczucie o czym już się mówiło, a o czym jeszcze nie.

        Nie miałeś, jak widać, powołania do zawodu :P Fakt, rutyna zabija. Ale od tego szkoła ma dyrektora, by tak ułożył on plan zajęć, by w możliwie największym stopniu wyeliminować ten problem. Zresztą jest to i wadą, i zaletą - w żadnym innym zawodzie nie możesz być pewnym tego, co cię czeka jutro, czy dziś po południu. A w szkole wiesz.

        > Pomijam pozalekcyjne sprawdzanie prac. To w zasadzie (poza polonistami) to jest
        > coś co można swobodnym leszczem odwalić w "okienkach". Wycieczki? Nie odbierał
        > em tego jako coś przykrego. Pilnowanie na egzaminach wstępnych/maturach? Pryszc
        > z.

        No właśnie. Zgadzam się.

        > 2. Efekt "gadania do obrazu" - masz przed sobą grupę, która jest zainteresowana
        > tym co mówisz w stopniu mniejszym niż żaden. I nie pomagają żadne "urozmaiceni
        > a" lekcji - no sorry - nie jesteś w stanie wygrać z tym, że Mariolka pokłóciła
        > się z Zenkiem, a Legia wygrała z Cracovią.

        Z tym bywa różnie. Ale takie problemy mają chyba nauczyciele gimnazjum. Błędem było wydzielenie tego etapu edukacji...

        > 3. Wszechobecne chamstwo rodziców i ich potomków. Długo by pisać.

        Do uczniów trzeba mieć podejście. Rodziców - pałować, ile wlezie i nie dać sobie wejść na głowę. Sorry za kolokwializmy...

        Czego uczyłeś? Bo dlaczego odszedłeś, wiem.

        S.
        • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 08.09.11, 09:13
          > Do uczniów trzeba mieć podejście. Rodziców - pałować, ile wlezie i nie dać sobi
          > e wejść na głowę. Sorry za kolokwializmy.


          i tego Ci życzę, jak Twoje dzieci pójdą do szkoły, Tylko potem nie pisz skargi do kuratorium na tego nauczyciela
          • 08.09.11, 11:10
            Gość portalu: jk napisał(a):

            > > Do uczniów trzeba mieć podejście. Rodziców - pałować, ile wlezie i nie da
            > ć sobi
            > > e wejść na głowę. Sorry za kolokwializmy.
            >
            >
            > i tego Ci życzę, jak Twoje dzieci pójdą do szkoły, Tylko potem nie pisz skargi
            > do kuratorium na tego nauczyciela

            Wiem (dowiodłeś już nieraz wyżej), że masz problem z czytaniem ze zrozumieniem (i ty uczysz innych?), więc napiszę specjalnie dla ciebie, co miałem na myśli (choć na to nie zasługujesz). Teoretycznie nauczyciel i rodzic mają zbieżne cele (może łatwiej ci będzie zrozumieć, gdy znów posłużę się kolokwializmem: grają do tej samej bramki). Jeżeli jeden z nich tego nie rozumie, trzeba mu to uświadomić, takimi czy innymi sposobami. Ale to działa w obie strony. Mowa była o rodzicach, a nie było mowy o nauczycielach-leserach, których - jak pokazują wyniki - musi być coraz więcej.

            Gdy moje dzieci nie będą się chciały uczyć, nie będę miał pretensji do nauczyciela, więc żadne pałowanie mnie nie będzie potrzebne. Ale gdy okaże się, że to nauczyciel jest marny, sam go spałuję. I to porządnie. Tego możesz być pewien. Właśnie w trosce o interes tych moich dzieci.

            S.
          • 08.09.11, 11:46
            Gość portalu: jk napisał(a):

            > i tego Ci życzę, jak Twoje dzieci pójdą do szkoły, Tylko potem nie pisz skargi
            > do kuratorium na tego nauczyciela

            Aha, mój nick pisze się przez dwa "m", a zdanie w języku polskim zaczyna się wielką literą. Kończy kropką.

            S.
        • 08.09.11, 22:38
          sammler napisał:
          > Ehh... Nikodem... Z tego, co piszesz dalej, wynika jednak, że praca w szkole (p
          > oza wycieczkami) była dla ciebie jedną wielką torturą... ;)

          E tam. Jak po 10 miesiącach widzisz w oczach ten błysk zrozumienia... To naprawdę niesamowita satysfakcja. A jak jeszcze tego kogoś posądzałeś o intelekt rozwielitki?

          > A konkretnie? Czy to nie jest fakt?

          O rany - pewnie, że fakt. Tyle tylko, że jest to najnormalniej w świecie nieuczciwe. Ponieważ jest to 18 godzin efektywnej i dość ciężkiej pracy. To nie jest (a przynajmniej nie powinno być) 18 godzin smętnego patrzenia w okno przedzielane tylko "do odpowiedzi..." i "przeczytajcie".

          > Po pierwsze, nauczyciel nie mówi przez całe 45 minut. Sprawdzanie obecności, od
          > pytywanie itd. sprawia, że efektywnie przewodzi zajęciom (celowo użyłem takiego
          > słowa) przez 35-25 minut (w zależności od przedmiotu). Później ma 10-20 minut
          > przerwy i znów 45-minutowa lekcja. Ale tych lekcji dziennie nie jest 8.

          Och - odlicz jeszcze czas na wdechy, to wyjdzie, że mówi maksymalnie przez 20 minut. A jak dorzucisz czas potrzebny na dygresje co by ludzie nie posnęli to 15. A czas potrzebny na "pacyfikację" klasy - góra 5!

          A poważniej - to był po prostu przykład-ekstremum.

          Wiesz co ja robiłem zwykle w wolne dni? Milczałem. Kurcze - jak to dobrze było sobie pomilczeć!

          > I tu jest, widzisz, cały pies pogrzebany. Bo ja, i chyba nikt rozsądny, nie wym
          > agam, by nauczyciel prowadził przez 8 godzin zajęcia.

          Ty? Możliwe. Natomiast obawiam się, że wielu właśnie tego wymaga. Bo przecież "nauczyciel tylko prowadzi lekcje i nic więcej nie robi". Wielu w ogóle nie dostrzega tego, że nauczyciel mógłby robić coś innego niż prowadzić zajęcia z klasą.

          > Ale by w tej szkole był o
          > becny. By uczeń w wolnej od zajęć chwili (okienku) mógł do niego pójść, porozma
          > wiać, dopytać o coś, czego nie zrozumiał na lekcji itd.

          Ba! Może się zdziwisz, ale wielu nauczycieli też by tego chciało. ALE!

          To są zajęcia za które nauczycielowi nikt nie zapłaci (bo przecież ma to w etacie - prawda?). Zatem - po kiego grzyba mam za tę pensję ocierającą się o płacę minimalną cokolwiek więcej robić? Przecież w tym czasie mogę dorobić.

          Cała tajemnica. MEN udaje, że płaci, nauczyciele (większość) udają, że pracują. No a jeść trzeba.

          > Ktoś wyżej napisał, że
          > w szkole nie ma na to warunków, bo nauczyciele nie mają własnego, wydzielonego
          > miejsca pracy. Nie sądzę, by to była prawda.

          Nie wiem jak jest obecnie. Ale 10 lat temu mógłbym spokojnie powiedzieć - mylisz się. Takiego miejsca z reguły nie ma. Klasa nie jest miejscem gdzie można swobodnie prowadzić konsultacje.

          > To chyba nie problem wygospodarować jedno, dwa dodatkowe pomieszczenia na takie
          > konsultacje?

          Obawiam się, że jest. A przynajmniej było. Jest "pokój nauczycielski" + "kanciapy" w niektórych klasach. I tyle.

          > Nie miałeś, jak widać, powołania do zawodu :P Fakt, rutyna zabija. Ale od tego
          > szkoła ma dyrektora, by tak ułożył on plan zajęć, by w możliwie największym sto
          > pniu wyeliminować ten problem. Zresztą jest to i wadą, i zaletą - w żadnym inny
          > m zawodzie nie możesz być pewnym tego, co cię czeka jutro, czy dziś po południu
          > . A w szkole wiesz.

          Miałem, nie miałem. Nie wiem. Po prostu stwierdzam fakt - powtarzasz te same treści wielu ludziom co daje podobny efekt jak wkręcanie śrubek na taśmie montażowej (kojarzysz ten film Chaplina).

          > Z tym bywa różnie. Ale takie problemy mają chyba nauczyciele gimnazjum. Błędem
          > było wydzielenie tego etapu edukacji...

          Być może. Sam uczyłem w szkole średniej - i problem braku koncentracji obejmował wszystkich - od pierwszej do maturalnej klasy.

          > Do uczniów trzeba mieć podejście.

          Och - owszem. Byłem Atyllą dla "nieprzystosowanych społecznie" ;) A wszystko dlatego, że na pierwszej lekcji zagroziłem klasowemu rozrabiace, że mu "wp*dolę i wcale nie będzie mi żal tej g*wnianej pracy za g*wniane pieniądze" (próbował podpalić kolegę). Tak, wiem, niepedagogicznie. Ale za to skutecznie.

          W sumie to stwierdzam, że kilku z nich to trochę "poojcowałem". Tzn. gdy za mocno "mieszali", to odbywaliśmy "męską rozmowę" (ale obeszło się bez rękoczynów - groźby wystarczały - w sumie to na szczęście bo nie wiem czy dałbym radę ;)), ale gdy potrzebowali pomocy to szli do mnie, a nie do "pani pedagog" i próbowaliśmy odkręcać różne rzeczy.

          > Rodziców - pałować, ile wlezie i nie dać sobie wejść na głowę. Sorry za kolokwializmy...

          Zgadzam się.

          > Czego uczyłeś? Bo dlaczego odszedłeś, wiem.

          Matematyka oraz Podstawy informatyki (czytaj "jak włączyć komputer").

          --
          Kto wie gdyby nas lepiej i piękniej kuszono...
      • Gość: uos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 13:03
        Poza punktem 3 w zasadzie resztę da się wytrzymać:) Ale fakt, ja mam za soba rok pracy to mnie to nie dobiło.
    • Gość: hokuspokus IP: *.opera-mini.net 07.09.11, 22:20
      Mam prośbę do nauczycieli. Nie dyskutujcie na żadnych forach internetowych. Polacy to naród frustratów, i każda dyskusja tyko napędza tych wariatów. Pozdrawiam wszystkich pedagogów.
    • Gość: nauczyciele IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.11, 23:16
      LENIE ŚMIERDZĄCE
    • 07.09.11, 23:33
      Czytam sobie te komentarze i ręce mi opadają. LUDZIE, szkoła to nie piekarnia!!! Kto wam wmówił te liberalne pierdoły, że praca musi trwać 8 godzin, żeby miała wartość?? Albert Einstein mógł wygłaszać dwa dwugodzinne wykłady akademickie w tygodniu i jego praca była więcej warta od 40 godzin pracy spawacza. Nauczycielom nie płaci się za 8 godzin pracy ale za uczenie dzieci. To nie jest wymierne, nawet w godzinach. To samo z zawodem np chirurga. czy ktoś wymaga od chirurga stania 8 godzin dziennie przy stole operacyjnym?
      --
      Nie każdy seks ma sens
      • 07.09.11, 23:57
        LOL! No tego jeszcze nie widziałem: "liberalne pierdoły, że praca musi trwać 8 godzin". :D

        Możesz mi wskazać drogi ben-oni, którzy to liberałowie to twierdzą? Jako żywo - nie widziałem jeszcze żadnego liberała dążącego do ujednolicania czasu pracy. :D

        --
        Mówiący o jedności, często mają na myśli zbiorową mogiłę.
        • 08.09.11, 09:40
          a żebys wiedział, że chęć przeliczania wszystkiego na zysk i rentowność jest typowo liberalnym podejsciem. Praca nauczyciela jest niewymierna czy tego Hall i Balcerowicz chca czy nie chcą. Słaby nauczyciel może nawet i 80 godzin w tygodniu spedzać w szkole i ch... to da. Dobremu wystarczy 18 godzin. Jakośc nauczycieli to juz zupełnie inna sprawa.
          --
          Nie każdy seks ma sens
          • 08.09.11, 22:02
            Brawo Jasiu! "Jest niewymierna"! Dlatego ci wstrętni liberałowie w takich wypadkach określają warunki do spełnienia, a nie bazują na czasie. Zysk i rentowność to nie to samo co czas.

            Czas może być miernikiem pracy wyłącznie w sytuacji, gdy efekt działania jest mierzalny (obsłużyłeś X klientów, przewiozłeś X towaru, wykopałeś X metrów rowu).

            Ogólnie w myśl "dogmatów liberalnych" nie ma znaczenia czy pracę wykonywałeś przez dwadzieścia lat czy dwadzieścia minut. Wszystko zależy od umowy między stronami.

            Tak mi się skojarzył Honoré de Balzac (chyba), który w kapitalny sposób umiał wykorzystać na swoją korzyść tę cechę liberałów.

            Pierwotnie jego umowa określała jego wynagrodzenie "od wiersza" książki. Zatem wprowadził masę dialogów, z których większość to były monosylaby.

            Wydawcy się to nie spodobało. Stwierdził, że będzie płacił od słowa, no to doczekał się kolejnego rozdziału, w którym było od cholery opisów wszystkiego.

            To też nie było to. Wydawca stwierdził, że zapłaci od postaci pojawiającej się w książce. Momentalnie zaroiło się od sąsiadów, bliższych i dalszych krewnych, sprzedawców, generalnie - autor wprowadził w cholerę NPCów.

            Koniec końców dotychczasową pracę wywalono w diabły, a Balzac otrzymał wynagrodzenie za książkę.

            I jakoś jestem przekonany, że gdyby wydawca wpadł na pomysł aby płacić Balzacowi za godzinę, to pisałby on tę książkę do samej śmierci.

            --
            Każdej akcji towarzyszy jej równy i skierowany przeciwnie program rządowy.
      • 08.09.11, 01:48
        ben-oni napisał:

        > To nie jest wymiern
        > e, nawet w godzinach.

        Widzisz, problem polega na tym, że pełen etat to jednak jest 40 godzin. 18 to tzw. "stanie z kredą przy tablicy". Wypadałoby więc, by wykorzystanie tej nadwyżki, czyli 22 godziny jakoś kontrolować. Bo za to nauczyciele mają płacone!

        Może się ze mną zgodzisz, a może nie, że jakimś miernikiem efektów pracy nauczycieli są wyniki egzaminów (gimnazjalnych, maturalnych, teraz są już chyba nawet na zakończenie podstawówki). A te jakie są, każdy widzi (w tym roku 1/4 maturzystów nie zdała z co najmniej jednego przedmiotu). Nauczyciele są chyba jedyną obecnie grupą zawodową, która otrzymuje corocznie podwyżki mimo spadającej efektywności pracy. Ja bym nawet nie miał nic do nauczycieli, gdyby ich pensje nie były wypłacane z moich podatków. Ale niestety są. I to mi się właśnie coraz mniej podoba.

        > To samo z zawodem np chirurga. czy ktoś wymaga od chirurg
        > a stania 8 godzin dziennie przy stole operacyjnym?

        Przykład nie do końca nietrafiony. Stać nie musi, ale dyżurować, czyli i tak być "w pogotowiu" tak. Po prostu jego praca nie polega tylko na "krojeniu", ale i na czekaniu, aż kogoś trzeba będzie "pokroić". Nie wyobrażam sobie, by chirurg na dyżurze np. wyłączył komórkę i stał się niedostępny. A do tego można porównać wyjście nauczyciela ze szkoły po tych 4-5 lekcjach w danym dniu (staje się dla ucznia niedostępny).

        S.
        • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 08.09.11, 09:16
          a jakie mają być wyniki matur? Skoro do szkół pnadgimazjalnych przyjmowani są uczniowie z ilością punktów 11 na 100. Taki ktoś w starym systemie mógł liczyć tylko na zawodówkę, dziś musi mieć szansę na maturę - stanowisko p. Hall. No i ma szansę,
        • 08.09.11, 09:51
          no, nie bardzo. Chirurgowi płaci się PRZEDE WSZYSTKIM za wiedzę, a także np za czytanie dokumentacji medycznej, przygotowanie do operacji, opracowanie planu operacji... czyli dokładnie tak jak nauczycielowi.
          A kto kontroluje chirurga co robi "dyżurując"?
          Typowe liberalne pindolenie o "efektywności" pracy nauczycieli. Edukacja to nie produkcja gwoździ, żeby przeliczać wszystko na złotówki i godziny. Ja w liceum miałem polonistkę, która pracowała na pół etatu (miała tylko 4 klasy, po jednej z każdego rocznika i każdą prowadziła do samej matury) i... miała najlepsze wyniki z matur, ale u niej naprawdę trzeba było nieźle sie napracować, żeby zostać dopuszczonym do matury. Dzisiaj do matur dopuszcza sie nawet dzieci z zespołem Downa, "bo one też chcą i mają prawo i nie mogą być dyskryminowane". Poza tym, zlikwidowane szkolnictwo zawodowe i wszystko upchnięto w liceach. Poziom w liceach jest TRAGICZNY!
          --
          Nie każdy seks ma sens
          • 08.09.11, 11:13
            Widzę, że nie ma sensu z tobą dyskutować, bo ty nic nie rozumiesz. Nic, a nic! Jesteś może nauczycielem? Bo to dość powszechne w tym zawodzie. Czytanie ze zrozumieniem jest wam obce!

            S.
            • 08.09.11, 13:39
              Jak widzę, nie lubisz nauczycieli.... rozumiem, słabo ci szło w szkole. Bywa, r5ozumek mały, geny słabe. ale to naprawde nie wina nauczycieli tylko rodziców.
              --
              Nie każdy seks ma sens
      • Gość: gość IP: *.waldex.3s.pl 08.09.11, 07:42
        nauczyciela nie porównuj do naukowca...przecież to są....no każdy chyba wie, jaki mają poziom intelektualny
        • 08.09.11, 09:42
          Einstein robiący wykład akurat nie jest naukowcem tylko nauczycielem...
          --
          Nie każdy seks ma sens
    • 08.09.11, 00:30
      Wiele osób zapomina przy tym, że zadania nauczyciela to nie tylko prowadzenie zajęć, ale również przygotowanie się do nich.

      A w którym to zawodzie, poza pracą typowo fizyczną, nie trzeba się przygotowywać do wykonywania pracy? I o co dokładnie chodzi z tym przygotowaniem? Bo w tym zawodzie, po pierwsze, powtarza się co roku dokładnie to samo (strasznie dużo nakładów pracy wymaga zapewne przypomnienie sobie, o czym się mówiło rok temu, dwa, pięć i dziesięć lat temu), a dwa, tylko nauczyciele mogą korzystać z gotowych rozwiązań, typu scenariusze lekcji czy podręczniki metodyczne... W żadnym innym zawodzie pracownik nie jest tak prowadzony za rękę... Musi wykazać się zdecydowanie większą samodzielnością, inicjatywą i posiadać znacznie większą wiedzę (nie tylko książkową), by rozwiązywać realne problemy, przed jakimi staje.

      Do tego dochodzą dodatkowe obowiązki wynikające z zadań statutowych szkoły (wywiadówki, narady, konferencje, wycieczki).

      O ile pamiętam ze szkoły, wywiadówki i narady odbywają się raz w semestrze i trwają nie dłużej niż godzinę. Tak samo posiedzenia tzw. rady pedagogicznej (te może i trwają dłużej, ale na pewno nie tyle, by wypełnić różnicę między etatem a pensum). Wycieczki? Przeciętnie raz w roku.

      To wszystko może niekiedy zajmować więcej czasu niż przewiduje umowa o pracę.

      Doprawdy?

      I jeszcze w kwestii wynagrodzenia zasadniczego tych słabo opłacanych nauczycieli - proponuję zapoznać się z danymi zamieszczonymi pod tym linkiem.

      S.
      • Gość: tru IP: *.171.73.170.static.crowley.pl 08.09.11, 11:49
        widac, ze g... wiesz, twierdzac ze wywiadowki trwaja godzine
        • Gość: Zbylut IP: *.dynamic.chello.pl 08.09.11, 12:17
          > widac, ze g... wiesz, twierdzac ze wywiadowki trwaja godzine

          Oczywiscie. Trawaja 40h-13h (bo tyle GODZIN a nie LEKCJI pracuje nauczyciel) = 27h.
          Wywiadowki trwaja 27 godzin tygodniowo, czyli nieco ponad 5 godzin dziennie przez caly rok :-)
          Tak ?
          • Gość: uos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 13:01
            Dlaczego Twoim zdaniem nauczyciel pracuje 13 godzin? Skąd ta liczba?
            • Gość: Zbylut IP: *.dynamic.chello.pl 08.09.11, 14:46
              > Dlaczego Twoim zdaniem nauczyciel pracuje 13 godzin? Skąd ta liczba?

              Etat nauczycielski to 18 godzin LEKCYJNYCH. Godzina lekcyjna trwa 45 minut czyli 3/4 godziny zegarowej.
              Tym samym 18 x 0.75 = 13.5.
              Nauczyciel pracuje przez 13 i pol godziny w tygodniu. Czyli tyle ile "normalny" pracownik w ciagu niespelna 2 dni.
              • Gość: uos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 14:57
                Daj spokój, pracowałam w agencji reklamowo-marketingowej. Start dnia o 9. Do 9:30 wszyscy robili sobie kawę, wchodzili na maila, FB, allegro - co tam kto potrzebował. Do 10 powoli kończyły się ploteczki i zaczynaliśmy robotę. Oczywiście palacze z licznymi przerwami na dymka, inni z wizytami w kąciku kawowym. Fakt, że nieraz siedziało się do 20, ale efektywnej roboty było z tego niewiele, na pewno nie 8 godzin dziennie. Dlatego zrezygnowałam, wkurzało mnie to marnowanie czasu.
    • 08.09.11, 07:33
      1) Roczny urlop dla poratowania zdrowia - nie-nauczyciel tego nie ma
      2) niemal 100 dni wolnych od pracy - nie-nauczyciel tego nie ma
      3) 20-godzinny etat - ja, niebędąc nauczycielem, mam 40
      - może się wydawać, że zawód nauczyciela to istna sielanka. Z drugiej strony obowiązki, które mogą zajmować więcej czasu niż przewiduje umowa - ciężko znaleźć dziś pracę, która zamyka się w ciągu 8 godzin. Może poza urządnikami...
      4) stresująca praca i nie najwyższa pensja - akurat tymi określeniami można opisać każde lub prawie każde zajęcie
      Praca nauczyciela to jest sielanka, a na pewno nie jest cięższą pracą niż większość innych. Nauczycielom poraz kolejny przewraca się w tyłkach. Zmieńcie pracę, idźcie do korporacji, banku, firmy produkcyjnej, consultingu czy audytu - docenicie to co macie
      • Gość: gość IP: *.waldex.3s.pl 08.09.11, 07:46
        już ich widzę w consultingu albo audycie...aż się uśmiechnęłam, nie mają pojęcia co to ciężka praca. Chyba nawet nie wiedzą co oznacza słowo consulting i audyt...
        • Gość: eks IP: *.dynamic.chello.pl 08.09.11, 08:46
          consulting-doradztwo, audyt - jakiś rodzaj inspekcji. Nie zapomnij jeszcze o słowie procedure wszechobecnej w branży consultingowo-audytorskiej.
        • Gość: eks IP: *.dynamic.chello.pl 08.09.11, 08:57
          Za to pracownicy consultingu wiedzą, co to ciężka praca. Np. tacy pracownicy A.Andersen (kojarzysz czy też za młody/a jesteś?) Tak się męczyli, fałszując dane i pisząc bzdurne raporty.
          Zapewne chemik nie wie co to consulting i audyt (dobre, dobre), za to Ty też pewnie sporo rzeczy nie wiesz.
          Czy uważasz, że matematyk nie dałby rady pracować w audycie? Przypuszczam, że byłby lepszy od absolwentów ekonomii, marketingów, że już o międzynarodowych stosunkach gospodarczych z litości nie wspomnę.
      • Gość: uos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 13:00
        Ja mam porównanie, może nie między audytem i pracą w szkole, ale między pracą w szkole i pracą w agencji reklamowo - marketingowej. Praca w szkole jest zdecydowanie bardziej stresująca, wiąże się z większą odpowiedzialnością, ale też ciekawsza i daje większą satysfakcję.
        • Gość: Zbylut IP: *.dynamic.chello.pl 08.09.11, 14:47
          > Praca w szkole jest zdecyd
          > owanie bardziej stresująca, wiąże się z większą odpowiedzialnością,

          Czy moglbys wyjasnic jaka to wieksza odpowiedzialnosc ciazy na nauczycielu ?
          • Gość: uos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 15:00
            A na przykład taka, że jak mi podczas prezentacji strategii reklamowej klient wyskoczy przez okno to nie ponoszę za to odpowiedzialności karnej. Jak zrobi to uczeń w czasie lekcji - i owszem. Zgadnij teraz, w której z tych dwóch grup znajdą się osoby bardziej skłonne do takich wyczynów. Nauczyciel odpowiada za bezpieczeństwo uczniów w czasie lekcji, a jednocześnie nie ma kompetencji pozwalających na realizowanie tego zadania. Nie mogę np. przeszukać plecaka, żeby sprawdzić, czy uczeń nie ma niebezpiecznych przedmiotów. Nie zdarzyło mi się w pracy "komercyjnej", żeby ktoś wyjął nóż i groził drugiemu. W szkole na lekcji - tak. I wiele takich przykładów.
    • 08.09.11, 07:56
      Gość portalu: z boku napisał(a):

      ...
      > Wierzcie nikt z nich nie pracuje nawet 40 g
      ...
      My pracujemy rocznie około 1880 godzin a nauczyciele poł
      > owę tego a nawet gdyby liczyć 40 godzin to niespełna 1300. W zarobkach miesięcz
      > nych nie ma prawie różnicy.
      ...

      1. skoro jest tak dobrze to dlaczego tak trudno o dobrych nauczycieli?
      2. na tego typu stanowiskach ważniejsza jest jakość pracy i rozliczać nalezy z efektów a nie z godzin!
      3. zakładając wysokie kwalifikacje nauczyciela (bo tak powinno być!) to czy te zarobki porównujesz do mediany, średniej krajowej, czy zarobków wysoko kwalifikowanych specjalistów?
      --
      Imagine there's no countries
      It isn't hard to do
      Nothing to kill or die for
      And no religion too
      • 08.09.11, 12:09
        W punktach 1 i 3 cokolwiek sobie przeczysz. A kiepską jakość nauczycieli potwierdzają coraz gorsze z roku na rok wyniki egzaminów (przede wszystkim matury, ale nie tylko) oraz opinie wykładowców akademickich o przygotowaniu kandydatów na studia.

        Tymczasem nauczyciele są jedyną grupą zawodową, która systematycznie, mimo spadającej efektywności pracy, otrzymuje podwyżki. Wyżej podawałem link do strony MEN. Przeciętnie 4,8 tys. brutto (minimum 3 tys.) dla nauczyciela z ok. 10-15-letnim stażem, który ma coraz gorsze wyniki pracy to jest mało? Tyle nie zarabia w Polsce wielu lepszej klasy specjalistów! I oni nie mają swoich wynagrodzeń gwarantowanych, nie mówiąc o gwarancji podwyżek!

        A jeżeli już analizujesz wynagrodzenia nauczycieli, to proszę weź pod uwagę ich przywileje. Nauczyciel, który idzie 3 razy na roczny urlop dla poratowania zdrowia (10% stażu pracy), a efektywnie pracuje o ok. 20% mniej od zwykłego pracownika z tytułu przysługujących mu dni wolnych (niech nawet wam będzie, że pracujecie to 40 godz. w tygodniu, a nie połowę, czy 2/3 tego), de facto zarabia o 30% więcej niż ma na "pasku", bo płaci mu się za czas, który pracy nie poświęca. Z 4,8 tys. brutto robi się więc przeciętnie 6,2 tys. brutto, a to już jest pensja, o której jakieś 85% pracowników najemnych w Polsce może pomarzyć (z minimum 3 tys. robi się 3,9 tys. brutto, a o tym pomarzyć może pewnie z 60% - i żaden z nich nie ma gwarancji pensji i praktycznie gwarancji zatrudnienia).

        Nie wspominam o dorabianiu korepetycjami (czytaj: dokształcanie uczniów kolegi-lesera), co powinno być prawnie zabronione, bo mamy tu do czynienia z jawnym konfliktem interesów.

        Tylko widzisz, nauczycielom brakuje uczciwości w podejściu do tematu... Gdyby mieli odrobinę honoru, przyznaliby, że mają się jak pączki w maśle... Mimo że w ogromnej masie reprezentują sobą poziom daleki od poziomu prawdziwego specjalisty...

        S.
        • 08.09.11, 12:49
          > W punktach 1 i 3 cokolwiek sobie przeczysz.
          można to tak postrzegać ja jednak widzę pewną różnicę

          p1 odnosi się do naszej szarej rzeczywistości
          p3 zaś to jakby odniesienie się do stanu oczekiwanego i nielicznych wyjątków.

          i ta właśnie różnica tworzy "selekcję negatywną" i patologie o których piszesz.


          --
          "The future is coming on..."
        • Gość: uos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 12:55
          To nie do końca jest wina nauczycieli, raczej całego idiotycznie skonstruowanego systemu. Wyobraź sobie taką sytuację: masz trzyletnie dziecko i musisz nauczyć je czytania, pisania i czterech podstawowych działać matematycznych powiedzmy w rok. Nawet najlepszy nauczyciel tego nie dokona, bo dziecko jest po prostu intelektualnie i rozwojowo nieprzygotowane do takiego wyzwania.
          Tak samo jest w szkole. Do liceów trafiają uczniowie, którzy nie powinni się tam znaleźć, bo opanowanie programu szkoły średniej jest ponad ich możliwości. W rejonowych gimnazjach w gorszych dzielnicach są dzieciaki, którymi powinien zajmować się kurator, resocjalizator i psycholog. Nauczycielpowinien uczyć, a nie np. walczyć z uczniem, który na lekcji wyciąga nóż i grozi koledze.
          W dodatku mówiąc o coraz gorszym przygotowaniu kandydatów na studia nie uwzględniasz jednej rzeczy. Prawdopodobnie, dokładnie taki sam procent młodzieży jak trzydzieści czy dwadzieścia lat temu jest dobrze przygotowany na studia. tylko wówczas wyłącznie oni trafiali na wyższe uczelnie, dziś stanowią na nich mniejszość. Czy to wina nauczycieli?
          I czy to nauczyciele odpowiadają za "długie weekendy", rekolekcje i inne wolne dni, przez co bardzo mało czasu zostaje na prowadzenie lekcji? Czy nauczyciele odpowiadają za testomanię, przez którą uczniów trzeba tresować i ogłupiać, bo jak za bardzo myślą to nie zdadzą egzaminów?

          • 08.09.11, 13:19
            Uos, wypowiadasz się rozsądnie (to miłe, bo w tym wątku nauczyciele wylewają na mnie wiadra pomyj) i ja się z tobą właściwie mógłbym zgodzić. Tylko widzisz, obowiązkiem i jedynym celem pracy nauczyciela jest nauczenie - jak sama nazwa zawodu wskazuje - czegoś dzieci/młodzieży. I tylko z tego należy nauczyciela rozliczać i na tej podstawie go oceniać. Wiem, że "materiał" jest różny. Tak jak z rolnikiem, który orze na ziemi zaliczanej do różnych klas - na jednej będzie miał plon wyższy, na innej niższy. Tylko że ten rolnik ma różne sposoby na to, by i z tej gorszej ziemi uzyskać plon lepszy niż żaden. Podobnie powinno być z nauczycielem.

            Ale niestety faktem jest, że efekty pracy nauczycieli mierzone poziomem zewnętrznych egzaminów (bo te są w miarę obiektywne - oceny stawiane przez samych nauczycieli są zawsze subiektywną miarą jakości współpracy na linii nauczyciel-uczeń) są z roku na rok coraz gorsze. Jeżeli przeciętna liczba punktów z takich egzaminów w skali kraju wystarcza zaledwie na ocenę dostateczną, a 1/4 maturzystów egzaminu nie zdaje z co najmniej jednego przedmiotu, to moim zdaniem powinno to być bodźcem do weryfikacji jakości pracy nauczycieli, a nie do dawania im podwyżek. I naprawdę nie uwierzę, że rodzą nam się pokolenia coraz mniej zdolne czy chętne do nauki... O ile w podstawówce czy gimnazjum tego może jeszcze nie widać, o tyle w liceum ludzie stają się już bardziej ambitni i myślą poważniej o przyszłości. Na pewno nie "olali" sobie matury (przepraszam za kolokwializm).

            I uwierz mi, czepiam się tych pieniędzy tylko dlatego, że nauczyciele zaliczani są do sfery budżetowej, czyli na ich wynagrodzenia składam się m.in. ja... Nie chodzi o to, że uważam, iż nauczyciele nie powinni być dobrze opłacani. Chodzi o to, że liczne przywileje, które im się należą, "psują" człowieka od środka. Pewność pracy, przejrzystość ścieżki awansu, gwarancja wynagrodzenia minimalnego i podwyżek na pewno sprawiają, że człowiek zaczyna od siebie wymagać mniej. Szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy nie tylko młodzi nauczyciele, ale w ogóle wszyscy młodzi, przeliczają wszystko na pieniądze. Dodatkowe podwyżki przy spadku efektów pracy na pewno nie przysłuży się poprawie dyscypliny pracy (etosu, morale, czy jak tam zwał) nauczycieli.

            S.
            • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 08.09.11, 13:41
              O ile w podstawówce czy gimnazjum tego może jeszcze nie wi
              > dać, o tyle w liceum ludzie stają się już bardziej ambitni i myślą poważniej o
              > przyszłości. Na pewno nie "olali" sobie matury (przepraszam za kolokwializm).

              nie wiem, ale chyba nie masz dzieci, a przynajmniej, nie aż takie duże.

              Teraz do LO dostaje się każdy uczeń, który chce, bo taki trend, sami rodzice nie patrzą na to, że ich dziecko nie ma żadnych szans na zdanie matury, bo albo jest przeciętne intelektualnie i/albo wcale nie ma chęci się uczyć, tylko pchają to biedne swoje dziecię do LO bo jakoś to będzie, a studia musi skończyć (prywatne), bo oco ono biedne będzie robiło w życiu?
              I potem ci właśnie uczniowie stanowią to 1/4 co nie zdała. Bo nie nadrobi zaległości, jeszcze jak chęci ku temu nie ma, w 2,5 roku. Starym systemem, gdy jeszcze obowiązywały egzaminy wstępne do szkół i na studia, taka młodzież nigdy nie znalazłaby się w średniej szkole zaraz po podstawówce ani na uczelni państwowej.
            • Gość: uos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 13:54
              Zacznijmy od przywilejów... Pogadaj z młodymi nauczycielami, oni naprawdę chcą, by zamiast "czy się stoi czy się leży" być ocenianym za jakość pracy. Na razie jest tak, że kiepski nauczyciel zarabia tak samo jak dobry. Wina nauczycieli? Niekoniecznie. Większość wynagrodzenia powinny stanowić właśnie premie za jakość pracy.

              Dalej, efekty nauczania. Dobry rolnik da sobie radę z gorszą glebą, bo dobierze do niej odpowiednie rośliny. Ale jak mu odgórnie narzucą, że niezależnie od typu gleby ma siać pszenicę to będzie porażka. Na skałach i pustyni też wiele nie wyhoduje. A tymczasem nauczyciel ma obowiązek wtłoczył zakres liceum w głowy ludzi, którzy intelektualnie nie są w stanie tego pojąć. To nie efektywność pracy nauczycieli spada. Trzydzieści lat temu ludzi, których dziś trzeba przygotować do matury uczyli się w przyzakładowych szkołach i nikt od nich nie wymagał analizy wiersza. Co z tego, że w liceum może i część jest ambitna. Ja też mogę mieć ambicje zostania baletnicą, ale czy naprawdę winą nauczyciela będzie, jak nie podołam?
              Zresztą zwróć uwagę, że są licea i licea. Do niektórych dostają się ludzie z tak niską liczbą punktów, że w ogole nie powinni być w tego typu szkole.

              Piszesz, że przeciętna liczba punktów z egzaminów w skali kraju wystarcza na ocenę dostateczną. I to jest normalne! Z rozkładu statystycznego wynika, że większość społeczeństwa jest własnie przeciętna czyli dostateczna. Gdyby tego typu egzaminy obejmowały trzydzieści lat temu niemal cała populację młodzieży, efekty byłyby podobne.

              Egzaminy zewnętrzne w obecnej formie wcale nie są obiektywne, bo bardzo często punkty zależą od subiektywnej oceny egzaminatora, który ma klucz i może go interpretować. Testomania to żadne osiągnięcie tylko jedna z najgorszych wad współczesnej szkoły.
              • 08.09.11, 14:27
                Krótko, bo już za dużo się rozpisałem... Nie będę polemizował z twoimi subiektywnymi opiniami (takimi jak np. to o stosunku nauczycieli do metod oceny ich pracy), ale zwrócę tylko uwagę na drobną różnicę, której nie dostrzegłaś. Ocenę dostateczną uczniom w skali kraju mogłabyś wystawić wg kryteriów przyjętych w szkole. Jeśli jednak przyrównasz się do oczekiwań nauczycieli akademickich (następny etap edukacji) i przyjętych tam standardów, wyniki z matur wystarczą jedynie na ocenę niedostateczną (do 60% maksymalnego score'u). To jest oczywiście wynikiem zmiany podstaw programowych, ale nie sądzę, by wyłącznie tego... W tym kontekście nie można mówić o "równaniu" do średniej, chyba że dodamy "obniżonej średniej".

                Szkoda, że użyłaś określeń typu "wtłoczyć do głowy", bo to pokazuje, że chyba nie do końca masz właściwe podejście do swojej pracy...

                Nie wsadzaj do jednego worka "egzaminów zewnętrznych" jako takich i testów, bo to nie musi iść w parze. A że idzie, to inna historia... Egzaminy zewnętrzne będą zawsze lepszą formą oceny niż ocena własna nauczyciela uczącego danego ucznia, tym bardziej, że pozwalają one ocenić efekty nie tylko jego pracy, ale i pracy nauczyciela.

                Kończę, bo nie mam już czasu na wypowiadanie się w tym wątku... Wszystko, co miałem do powiedzenia, powiedziałem...

                S.
                • Gość: uos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 14:31
                  Ja po prostu użyłam kolokwializmu, przecież lubisz ten styl wypowiedzi:)
                • 08.09.11, 20:22
                  Śledziłem Twoją aktywność na tym forum i tak się zastanawiam - to wszystko w czasie wolnym czy w godzinach pracy?
        • Gość: eks IP: *.dynamic.chello.pl 08.09.11, 14:44
          "Tyle nie zarabia w Polsce wielu lepszej klasy specjalistów!"
          Pan kpisz, czy o drogę pytasz? A cóż to za specjalista, co 3 tysięcy nie potrafi zarobić?
        • Gość: pączek w maśle IP: *.238.64.18.ip.abpl.pl 09.09.11, 14:45
          Jeśli nauczycielom jest tak cudownie i mają takie ekstra warunki, to dlaczego nie pójdziesz do szkoły uczyć? Jak taki jesteś do przodu w tym temacie, to zapraszam Cię do tego raju. Skorzystasz?
      • Gość: Zbylut IP: *.dynamic.chello.pl 08.09.11, 14:50
        > 1. skoro jest tak dobrze to dlaczego tak trudno o dobrych nauczycieli?

        Dlatego, ze rekrutacja nauczycieli zajmuja sie dyrektorzy. Ergo trzeba znac/miec w rodzinie "poparcie" zeby dostac prace nauczyciela.

        > 2. na tego typu stanowiskach ważniejsza jest jakość pracy i rozliczać nalezy z
        > efektów a nie z godzin!

        Efekt pracy to min. zdawalnosc matury na jednym z najnizszych poziomow w EU.

        > 3. zakładając wysokie kwalifikacje nauczyciela (bo tak powinno być!) to czy te
        > zarobki porównujesz do mediany, średniej krajowej, czy zarobków wysoko kwalifik
        > owanych specjalistów?

        Oczywiscie. Odpowiedzialnosc, dlugosc pracy, ilosc dni wolnych itp. itd. etc. wszystko tak samo.
    • Gość: też z boku IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.09.11, 08:41
      pracuję w szkole ale nie jestem nauczycielem - jestem za to wystarczająco blisko by codziennie oglądać "zaangażowanie" - niestety większości- nauczycieli), tak nie wszyscy do jednego koszyka bo nie w tym jest problem PROBLEM JEST W TYM, ŻE POTRAFICIE TYLKO MÓWIĆ JAK WAM JEST ŹLE, JACY JESTEŚCIE BIEDNI, JAK SIĘ MĘCZYCIE - NO TO PRZESTAŃCIE SIĘ MĘCZYĆ - a że do tego Dyrektor szkoły jest panem i władcą to druga sprawa - JEGO POZIOM JEST POZIOMEM SZKOŁY - dobry dyrektor pozwoli rozwijać się nauczycielom i skorzystają i uczniowie i (w efekcie) ON - to jaka jest szkoła zależy jakich dobierze sobie nauczycieli (a teraz ma wybór) jak rodzinę , znajomych i tych co za nim bo coś im obieca, to takim nauczycielom się nie chce uczyć bo i tak będą mieć pracę i dyrektora sobie poprą na nową kadencję , i jakoś do emerytury a to, że dzieci niedouczone , to się jeszcze zaproponuje im korki i dorobi, na dobrych uczniach , dobrym dyrektorze ani dorobić a jeszcze w codziennej pracy trzeba się wykazać - tych nauczycieli i dyrektorów będziemy i my i nasze dzieci pamiętać.
      • 08.09.11, 10:28
        Dyrektor szkoły to w ogóle osobny problem. Po pamiętnej "reformie Buzka" (przekazanie szkół samorządom) "dyrektor szkoły" stał się stanowiskiem POLTYCZNYM. Na to stanowisko mianuje się nie najlepszych ale "znajomych królika", czyli burmistrza bądź wójta względnie kolegę z tej samej partii. A po kolejnych wyborach zaczyna sie karuzela na nowo. Taki polityczny dyrektor zajmuje się bardziej swoim stołkiem i walką z polityczną konkurencją niż szkołą i dyrektorskimi obowiązkami.
        --
        Nie każdy seks ma sens
    • Gość: Basia IP: *.demon.co.uk 08.09.11, 09:02
      to jakas rodzina nierobow i leni - 6 osob nic nie robi!
    • 08.09.11, 09:11
      czytam te posty, ta nagonke na nauczycieli i zastanawiam sie po co wy rodzice wysylacie swoje wysoko uzdolnione dzieci do szkoly?????jesli nauczyciela tam nic nie robia to zostawic dzieci w domu, dac im ksiazki do czytania i efekt bedzie ten sam a nawet lepszy, bo przeciez w szkole nauczycieli NIC nie robia.

      Szkoda ze zawod nauczyciela jest tak malo szanowany w tych czasach.
      • 08.09.11, 10:11
        > Szkoda ze zawod nauczyciela jest tak malo szanowany w tych czasach.

        a dziwisz się?
        z jednej strony generalnie nisko ceni się naukę i edukację w tym kraju a z drugiej wielu nauczycieli od lat pracuje na taką opinię (przykładów chamstwa, niekompetencji, i głupiej złośliwości mogę wymienić wiele!)

        jesli nauczyciela tam nic
        > nie robia to zostawic dzieci w domu, dac im ksiazki do czytania i efekt bedzie
        > ten sam a nawet lepszy, bo przeciez w szkole nauczycieli NIC nie robia.

        a i owszem tyle że być może słyszałeś coś o "obowiązku szkolnym"?
        a poza tym skoro płacę to dlaczego mam nie wymagać? ja wiem, PKP by chciało żyć tylko z dotacji a problem z obsługa pasażerów rozwiązać poprzez likwidację pociągów, i widzę że niektórym nauczycielom tego typu rozwiązanie także by się spodobało.
        --
        Imagine there's no heaven
        It's easy if you try
        • 08.09.11, 10:36
          Chyba mylisz skutki z przyczynami. Niski poziom nauczycieli (co chyba niestety jest faktem) wynika z "negatywnej selekcji" do tego zawodu. Od 20 lat kolejne władze deprecjonują ten zwód. Już pomijam fakt, że "na zachodzie" nauczyciele to elita zarobkowa, jedna z lepiej uposażonych grup zawodowych (znałem kiedyś emerytowanego nauczyciela liceum we Francji - emeryturę miał porównywalną z oficerską-wojskową!!!). W Polsce walczy się z nauczycielami od 20 lat, bo to bardzo liczna i dobrze zorganizowana grupa nacisku, bardzo niewygodna dla władzy. Ale przy takich zarobkach nauczycielami coraz częściej zostają ludzie, którzy "nigdzie indziej się nie załapią" - to jest ta "negatywna selekcja".
          --
          Nie każdy seks ma sens
          • Gość: Kasia IP: *.ssp.dialog.net.pl 08.09.11, 12:10
            >Już pomijam fakt, że "na zachodzie" nauczyciele to
            > elita zarobkowa, jedna z lepiej uposażonych grup zawodowych (znałem kiedyś eme
            > rytowanego nauczyciela liceum we Francji - emeryturę miał porównywalną z oficer
            > ską-wojskową!!!)
            Porównując zarobki - porównaj także średnie pensum godzin dydaktycznych i godzin dostępności w szkole nauczyciela europejskiego i polskiego. Jeśli pensja nauczycielska w Polsce przy 20 godz. tygodniowo wynosi 2500 zł to przy normalnym wymiarze 40 godzin wynosiłaby 5000 zł. A to chyba nie jest mało? Można już porównać z pensją wojskową prawda?
            Osoba z mojej bliskiej rodziny jest nauczycielem. Jakiś czas temu postanowiła zrezygnować z tej ciężkiej, frustrującej i nieopłacalnej pracy nauczycielskiej na rzecz "ciepłej posadki urzędniczej" w prywatnej firmie. Po półtora roku wróciła do zawodu nauczyciela, bo praca po 10 godzin dziennie w firmie + dokształcanie się w domu, studiowanie przepisów, obcowanie z bardzo wymagającymi i często niemiłymi klientami a do tego ciągłe problemy z otrzymaniem urlopu, wpędziły ja w depresję. Teraz jest jedynym nauczycielem, którego znam, który chwali swoją pracę, nie narzeka na zarobki, trudną młodzież i konieczność sprawdzania prac domowych. Polecam takie doświadczenie wszystkim sfrustrowanym, niezadowolonym nauczycielom. Może znając specyfikę pracy większości społeczeństwa przestaniecie ciągle narzekać a skupicie się na jak najlepszym wykonywaniu swoich obowiązków.Nie dotyczy to tych wszystkich nauczycieli, którzy kochają swoją pracę i są w tym naprawdę dobrzy.
            • 08.09.11, 13:35
              Moja siostra jest nauczycielką z wykształcenia. Po 5 latach zrezygnowała i teraz pracuje za biurkiem w firmie transportowej. Mówi, że teraz to ona ma luksus. Zarabia więcej, po 8 godzinach idzie do domu i ma wszystko w d..pie. Nie bierze żadnych papierów do domu, nie użera się z dzieciakami.... O jakim ty dokształcaniu się mówisz?? To własnie nauczyciele mają obowiązek "ciągłego podnoszenia kwalifikacji" (dochodziło do tego, że starzy nauczyciele musieli chodzić na jakieś durne kursy z obawy przed utrata pracy).
              Zrozum wreszcie: uczenie dzieci to nie zbieranie kartofli na polu. Twoje liczenie godzin przy tablicy jest durne. Jeśli uważasz, że nauczyciel powinien stać przy tablicy 8 godzin dziennie to znaczy, że nie masz bladego pojęcia o tej pracy. To nie kopanie rowów... tu zmęczenie jest psychiczne. Po roku takiej "fabryki" (8 godzin dziennie) nauczyciel nie będzie w stanie nauczyć niczego. Będzie można go równie dobrze zastąpić audiobookiem, taki będzie kreatywny.
              --
              Nie każdy seks ma sens
          • 08.09.11, 12:31
            > Chyba mylisz skutki z przyczynami.

            chyba nie, postrzegam to jako zamknięte koło indolencji...
            z jednej strony społeczeństwo nisko ceni wykształcenie i skutkuje to tym o czym piszesz
            a z drugiej strony ktoś tych ludzi uczył i wychowywał wiec nauczyciele zbierają żniwa swojej pracy...

            --
            Imagine there's no countries
            It isn't hard to do
            Nothing to kill or die for
            And no religion too
        • Gość: uos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 12:44
          Ale niestety większość rodziców chce, żeby nie wymagać. Jak zapowiedziałam przed sprawdzianem, że każda próba oszukiwania skończy się natychmiastowym odebraniem pracy i jedynką to potem były ogromne pretensje, że konsekwentnie tak właśnie postępowałam, zamiast "dać dzieciom drugą szansę". Tak samo nie spodobało się moje podejście do plagiatów, czyli kradzieży własności intelektualnej. Nazwanie tego po imieniu na zebraniu wywołało ogromne protesty rodziców.
          • 08.09.11, 13:04
            wiem ze jest tak jak piszesz żi ze wdla większosci społeczeństwa rzetelne wykształcenie nie jest zbyt wysoko oceniane ale...

            nie oceniając Ciebie(!) napisze jak to wygląda z mojej perspektywy

            ot taki przykład
            zadanie z angielskiego kilka obrazków które trzeba podpisać
            dziecko podpisuje i przy okazji powtarzam z dzieckiem także inne powiązane słownictwo...
            zadanie domowe nie zostało jednak zaliczone bo obrazki nie zostały pokolorowane (nie było tego w treści ale ponoć pani to mówiła)
            niby banał ale ten przykład pokazuje że
            1. dziecko nie jest oceniane za wiedzę
            2. nauczyciel wymaga rzeczy zbędnych acz pracochłonnych
            3. na sprawdzianie zaś wymagane są rzeczy których nauczyciel albo nie uczył albo nie przykładał do nich wagi (tj. poprawne pisanie a nie rysowanie!)
            --
            "you're old enough to kill but not for votin'"
            • Gość: uos IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.11, 13:10
              Ależ w szkole NIE WOLNO oceniać za wiedzę. Odeszliśmy od tych prostackich, przestarzałych i represyjnych metod;) Ocenia się wyłącznie zaangażowanie, wkład pracy i postępy. Czyli teoretycznie zdolny, któremu wszystko przychodzi z łatwością powinien mieć niższą ocenę niż głupszy, który się nad zadaniem więcej nasiedział. Gdyby jakiś nauczyciel miał wątpliwości to powtórzą mu to na każdej radzie i szkoleniu, a rodzice przyjdą na zebranie z pretensjami, bo Jaś ma ledwie trzy, a przecież on się tak stara...
              • 08.09.11, 13:15
                a w zasadzie ;( bo to płakać trzeba...
                --
                "you don't believe we're on the eve of destruction"
                • Gość: jk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 08.09.11, 13:17
                  no i jeszcze pan/i na korepetycjach powiedziała, że wszystko mu świetnie idzie (oczywiście, że świetnie, gdyby powiedziała inaczej, dziecko więcej by tam nie poszło, bo płaci)
                  • 08.09.11, 13:28
                    a wracając do mojego przykładu...

                    > no i jeszcze pan/i na korepetycjach powiedziała, że wszystko mu świetnie idzie
                    > (oczywiście, że świetnie, gdyby powiedziała inaczej, dziecko więcej by tam nie
                    > poszło, bo płaci)

                    było wręcz na odwrót... wynik sprawdzianu fatalny... ale za to co się tylko dało wspaniale pokolorowane... tyle że dziecko nie zdążyło zrobić nawet połowy zadań...

                    --
                    "you're old enough to kill but not for votin'"
        • Gość: eks IP: *.dynamic.chello.pl 08.09.11, 14:59
          Obowiązek szkolny można realizować (po uzyskaniu zgody dyrektora szkoły publicznej obwodu, w którym mieszka dziecko) również w domu. Dziecko przychodzi do szkoły tylko na egzaminy kwalifikacyjne i jeśli je zda, otrzymuje promocję do klasy wyższej. Niezadowoleni rodzice mogą na znak protestu zabrać dzieci ze szkół i samodzielnie je nauczać lub zatrudnić guwernera (jeśli to zbyt duży wydatek, to może warto z grupą innych rodziców niezadowolonych z pracy nauczycieli wspólnie zatrudnić takowego nauczyciela prywatnego, a nie skazywać pociechę na byle jaką szkołe z byle jaką kadrą:)).
    • 08.09.11, 09:13
      'Przykładowo, w roku szkolnym 2010/2011 nauczyciel pracujący w państwowej placówce w woj. małopolskim, realizującej zajęcia od poniedziałku do piątku, miał łącznie 99 dni wolnych od pracy. Liczba ta nie uwzględnia weekendów oraz dni ustawowo wolnych od pracy" + 52 weekendy (104 dni ) + pare dni ustawowo wolnych wychodzi na to ze na prace zostaje mniej niz pół roku co kolo 160 dni
      • 08.09.11, 11:38
        No więc policzmy tak z grubsza:

        1) przerwa świąteczna w grudniu 9 dni;
        2) ferie zimowe 14 dni;
        3) przerwa wielkanocna 6 dni;
        4) wakacje letnie 63 dni.

        Razem 92 dni. Pominąłem dni egzaminów pisemnych, choć większość nauczycieli ma w te dni także wolne (jakieś 2-3 dni dodatkowo w zależności od typu szkoły) oraz tzw. rekolekcje, które nie wiedzieć czemu odbywają się w czasie nauki (3 dni i jw. - większość nauczycieli ma wtedy wolne lub na 1-2 godz. idzie z uczniami do kościoła).

        Jeśli rok ma 365 dni, to po odliczeniu tych 92 zostają 273 dni. W zwykłym tygodniu jest 5 dni roboczych i 2 dni wolne. 5/7 z 273 daje równo 195. Po odjęciu 6 dni na egzaminy i rekolekcje, mamy 189 dni. Od tego trzeba by odliczyć wszystkie dni ustawowo wolne od pracy, za wyjątkiem świąt B.N. i Wielkanocy oraz 15 sierpnia, które są już zawarte w ww. dniach. Wyjdzie ok. 7 dni dodatkowo wolnych, w zależności od roku, bo w niektórych latach część świąt może wypadać w weekendy (1 stycznia, 6 stycznia, 1 maja, 3 maja, Boże Ciało, 1 listopada, 11 listopada). Czyli mamy 182 dni robocze. Nie liczę Dnia Nauczyciela, bo tego dnia przecież nauczyciele dostają kwiaty i się odznaczają, znaczy pracują. Pominąłem też tzw. zielone świątki, bo te wypadają w niedzielę.

        Błąd w artykule polegał na tym, że autor dwukrotnie odliczył weekendy za okres, który już wcześniej uwzględnił jako wolny.

        Tak, tak, wiem... Nauczyciele w tym czasie ciężko pracują (no bo to przecież logiczne, że jeśli za ten czas biorą pensję, to chyba pracują, prawda?). 1-2 dni po zakończeniu roku oraz 1-2 dni przed rozpoczęciem może już przychodzą na chwilę do szkoły. Ale nie codziennie...

        Urlopów dla poratowania zdrowia (pełnopłatnych), które łącznie mogą obejmować aż 10% czasu pracy nauczyciela wymaganego do nabycia praw emerytalnych w ogóle tu nie uwzględniam...

        S.
        • Gość: eks IP: *.dynamic.chello.pl 08.09.11, 14:35
          Rekolekcje to nie czas wolny dla nauczycieli, gdyż:
          -trzeba młodzież religijną prowadzać, aby praktykowała swą religię ( i co ciekawe, pilnować, a jeszcze ksiądz może mieć pretensje, że młodzież go nie słucha -widać nie umie zaciekawić swoim przedmiotem, heh)
          -odbywają się w tym czasie w szkole dni otwarte, na które przybywają potencjalni przyszli uczniowie i ich rodzice (trzeba się dobrze zaprezentować, aby mieć potem kogo uczyć- na ogół jest sympatycznie)
          -są zajęcia zastępcze dla uczniów, którzy nie biorą udziału w rekolekcjach
    • Gość: n-l IP: *.ssnet.pl 08.09.11, 11:40
      to się nazywa zawiść w Rodzinie
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.