@Warszawiaczek
Zawsze będzie tak, że części się uda, ale nigdy nie będzie tak, że kraj będzie składał się wyłącznie z wysokiej klasy specjalistów np. branży IT, architektów, prawników, lekarzy itd. Zawsze będą potrzebni "robole", pracownicy na samym dole czy to jako kasjer/ka, pokojówka, magazynier, fizyczny na budowie czy dzisiaj klepacze przy klawiaturze peceta, którzy są współczesną wersją robola itp. Nawet jeśli technologia pójdzie do przodu, to jednak ciągle w wielu dziedzinach będzie dla nich miejsce, ale oni zawsze będą pracować przeważnie ciężko, w pracy która nie może dawać satysfakcji, szansy na rozwój, jest nużąca, słabo płata itd.
To, że po 10 latach komuś się udało, po latach harówki dojść do 7000-8000 zł netto w stolicy nie jest aż tak dużą rzeczą ;) Oczywiście należą się gratulacje, ale patrząc w oderwaniu o konkretnej osoby, jeśli ktoś ma sam (z partnerem/ką) kupić mieszkanie 65-70m (mniejsze to klatka dla 4 osobowej rodziny), jakiś samochód, do tego mieć na bieżące wydatki jak czynsz, gaz, woda, energia, jedzenie, paliwo, ubrania, kino, książki, muzyka, hobby, w ciągu roku 2 tyg. wakacji dla 4 osobowej rodziny itd. to okazje się, że to jest niezła pensja.
Jaki % tyle zarabia na rękę bez harówki po 10-14 godzin dziennie (często dochodzą dojazdy) ? To tak jakby powiedzieć, że grając w Lotto ma się szansę na "6", ale jaka to szansa ? Tracisz całą młodość, okazuje się że masz 4000zł netto, ale już nie masz 20, 25 czy nawet 30 lat...masz żonę/męża, dwójkę dzieci i właśnie jesteś umówiony na wizytę u psychoanalityka ;)