chyba skopalam negocjacje wynagrodzenia
postanowilam poszukac pracy, mimo iz tak do konca jej nie potrzebuje (pracuje w innym miejscu).
Jest pewna firma zagraniczna, ktora od roku ma na mnie chrapke. Mysle, ze faktycznie jestem dla nich duzo warta.
Poszlam na rozmowe chcac zaproponowac cos niewielkiego - jakies konsultacje dla nich - mimo iz mam doswiadczenie na bardzo wysokich stanowiskach w ostatnich latach, tylko nie w biznesie.
W trakcie rozmowa sie rozwijala i doszla od konsultanta z mojej strony do z ich strony managera w zarzadzie firmy, mozliwosci stworzenia swojego departamentu, elastycznych godzin w tym home office w razie potrzeby. Bardzo chca mnie sciagnac. Jezeli do nich przejde to dla pieniedzy.
Zaczelam sie lamac. W koncu zeszlo na wynagrodzenie, zaproponowalam kwote - jak dla mnie ok. No i ich zatkalo - powiedzieli, ze placa duzo wiecej i ze troche dziwne, ze z takim doswiadczeniem mam tak nieduze oczekiwania, powiedzieli, ze przygotuja dla mnie umowe i przemysla kwote.
Szeregu rzeczy nie omowilismy - samochodu, dodatkow do pensji.
No i mam klopot - cyferki mi fruwaja po glowie. Nie do konca powaznie z nimi zaczelam rozmawiac, a teraz sobie mysle, ze kilka lat w takim koncernie i moglabym splacic kredyt no i chyba zaczelo mi zalezec. Z drugiej strony chyba im sie nie spodobalo, ze tak cienko negocjuje.
Jak sie zachowac? Przyjac kazda oferte z ich strony, czy jednak przynegocjowac? Z drugiej strony dopiero teraz przygotuja oferte, w rozmowie moje stanowisko sie utworzylo tak naprawde i trudno bylo mi negocjowac, bo musialabym zobaczyc szczegoly.
Ale sie wyglupilam....