Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Mobbing - czy dręczy Cię szef?

    10.03.02, 17:01
    Mobbing to dręczenie, gnębienie, upokarzanie ludzi w miejscu pracy. Czasem są
    to po prostu chamskie odzywki szefa, czasem sposoby bardzo wyrafinowane. Na
    Zachodzie zaczęto badać to zjawisko kilkanaście lat temu. Dręczenie zwykle
    nasila się w czasach recesji - strach przed bezrobociem powoduje, że pracownicy
    zniosą wszystko.
    Jak wygląda mobbing po polsku?
    Edytor zaawansowany
    • Gość: Johann IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 10.03.02, 19:21
      Wygląda na przykład w ten sposób, że właśnie zostałem zwolniony z pracy, żeby
      zrobić miejsce dla znajomka nowego szefa, który "nastał" przed kilkoma
      tygodniami. Oczywiście oficjalny powód zwolnienia to oszczędności w firmie.
    • Gość: zzz IP: *.chello.pl 10.03.02, 20:15
      Dręczył. Przy gościach: jesteś chyba nienormalna, trzeba mieć choć trochę
      inteligencji Niepłacenie za nadgodziny i zebranie o należny urlop na porządku
      dziennym. Podwyżka? Chyba żartujesz, wiesz ile dziewczyn chciałoby pracować
      tutaj za połowę tego, co ty dostajesz? Na początku oczywiście molestował mnie
      seksualnie, aż po miesiącu przeszło mu i wtedy zaczął traktować mnie jak
      śmiecia albo powietrze. Po trzech miesiącach schudłam 10 kg. Miał wahania
      nastroju, nigdy nie można było czuć się bezpiecznie, bo nie wiadomo co mu
      przyjdzie do głowy. Już tam nie pracuję. Odeszłam wyczerpana psychicznie.
    • Gość: Jurek A. IP: *.powder-blue-tang.dialup.pol.co.uk 10.03.02, 22:45
      Od lat mieszkam w Anglii. Nie spotkalem sie z terminem "mobbing". Z kontekstu
      wypowiedzi wynika, ze chodzi tu tzw. "bullying" tzn. nie ustepujace albo nie
      majace konca sadystyczne traktowanie kogos poprzez ciagle przyczepianie sie do
      niego, ublizanie, ponizanie go, bezlitosne dreczenie i nie dawanie spokoju bez
      jakiejkolwiek przyczyny. Zachowania te czeste sa szkolach o nie rzadko
      doprowadzaja do samobojsw wsrod nastolatkow.
    • Gość: irene3 IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.03.02, 23:20
      Mobbing jest słowem szwedzkim, stąd jego "nieobecność" jeszcze w wielu krajach.
    • Gość: paul IP: 193.0.117.* 27.03.02, 16:47
      To by wiele wyjasnialo, niemniej jednak angielski termin "bullying" funkcjonuje
      od dawna, a redakcja GW twierdzi, ze "mobbying" pochodzi z USA - w co oczywiscie
      watpie, bo slowo to oznacza zupelnie cos innego.
    • Gość: Grzes IP: *.proxy.aol.com 05.01.04, 07:51
      Gość portalu: paul napisał(a):

      > To by wiele wyjasnialo, niemniej jednak angielski termin "bullying"
      funkcjonuje
      >
      > od dawna, a redakcja GW twierdzi, ze "mobbying" pochodzi z USA - w co
      oczywisci
      > e
      > watpie, bo slowo to oznacza zupelnie cos innego.

      Czy eksperci G.W. moga pokazac powszechnie zaakceptowany slownik Jezyka
      angielskiego z wyjasnieniem slowa "mobbing" takim jak uzyto na tym forum.
      Osobiscie zycze sukcesu.
    • Gość: irene3 IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 10.03.02, 23:26
      Jestem, nie, nie jestem ofiarą mobbingu w pracy, ponieważ kontroluję sytuację.
      Moja dyrektora wobec mnie stosuje tak klasyczną formę mobbingu, że muszę to
      opisać. Wszyscy, których szefowie dręczą mają jedno na pocieszenie - szef
      dręczy tylko tych wobec, których czuje się gorszy - to wyniki wielu badań
      zachodnich ekspertów. Ja wykorzystuję swoją wiedzę o mobbingu do tego, by z
      postawy szefowej czerpać korzyści - można tak.
    • Gość: fishing IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 11.03.02, 10:06
      Gość portalu: irene3 napisał(a):

      > Ja wykorzystuję swoją wiedzę o mobbingu do tego, by z
      > postawy szefowej czerpać korzyści - można tak.

      Pomóż nam, daj jakiś przykład...

    • Gość: fishing IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 11.03.02, 10:46
      Gość portalu: irene3 napisał(a):

      > Ja wykorzystuję swoją wiedzę o mobbingu do tego, by z
      > postawy szefowej czerpać korzyści - można tak.

      Pomóż nam, daj jakiś przykład...

    • Gość: zeki IP: 195.116.242.* 11.03.02, 17:29
      Ja strasznie chciałabymw iedzieć jak sobie z tym radzić .Jestem nowym
      pracownikiem firmy i już po 1,5m-ca wiem doskonale co to znaczy mobbing.
      Zatrudnili mnie znając moje doświadczenie i umiejętności .Zrezygnowałam z pracy
      w W-wie bo chciałam mieszkać blisko domu w K-wie. Zatrudnili mnie i po 1 m-cu
      moja szefowa stwierdziła że mam niedostateczny zasób wiedzy w zakresie Media
      (na rozmowie kwalifikacyjnej mówiłam że nie mam w tym pkt. doświadczenia ) i
      dlatego musi mi obniżyć pensje o ponad 25%.W tej sytuacji nie mam wyjścia nie
      mam innej pracy muszę się na to zgodzić .Co robić.........
    • Gość: Joanna IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.04.02, 13:15
      Masz u mowę na okres próbny ?? wiele od tego zależy. A tak w ogóle przeczytaj
      jeszcze raz swoją umowę, punkt po punkcie, możesz tam znaleźć paragraf
      dotyczący Twoich zarobków. Jeżeli masz umowę na dłużej niż miesiąc to nie może
      Ci zmienić zarobków po miesiącu pracy...
    • Gość: emka IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 13.03.02, 11:35
      a jak konkretnie to robisz?
    • Gość: mona IP: *.vline.pl / 217.98.54.* 02.10.03, 16:07
      zazdroszczę Ci! ale co wówczas gdy pracownik z którym pracujesz nie chce ci
      przekazać wiedzy, której ty niestety nie masz? byłam wyzywana od
      bezwartościowej i inne gorsze, wszystkiego co mogłam nauczyłam się sama, ale to
      co powinni mi przekazać inni było dla mnie nieosiągalne. Pewnie że staruch
      ciągle powtarzała, że nie wyobraża sobie żyć z emerytury ( brakowało jej kilku
      miesięcy ) i dlatego bała się bym nie okazała się dobra i postawiła na swoim.
      Po wyczerpaniu wszystkich możliwości uzyskania pomocy ( żałuję tylko, że nie
      poszłam do naczelnika )nie pozostało mi nic innego jak zwolnić się. Niestety
      nie wytrzymywałam tego psychicznie a pracowałam na zastępstwo więc nie miałam
      pewności, że zagrzeję tam miejsce. Z resztą kobieta ta robiła wszystko by inni
      mieli o mnie złe zdanie. Pracę miałam dobrą bo w Urzędzie Skarbowym, ciężko
      sobie na nią zapracowałam ( stażem ) i co z tego. Jestem bezrobotna.
    • arthuros 03.01.04, 14:01
      mona,cóż wielkie współczucie.ja mam podobną sytuację,choć jeszcze pracuje i
      niewiem co będzie dalej,mam nadzieję że się uda.chyba tak do tego się podchodzi.
      "FIZYCZNY-PSYCHICZNIE"
    • Gość: max IP: *.chello.pl 11.03.02, 09:39
      Mobbing w Polsce niejedną ma twarz.Niekoniecznie przełożony musi dreczyć
      poprzez wyzwiska,ubliżanie czy inne takie.Może na przykład nie mówić nic!Znam z
      autopsji takiego człowieka.Cały dzień chodził,obserwował,po czym chodził do
      głównego szefa i opowiadał niestworzone rzeczy na temat działu prowadzonego pod
      moją komendą.I jak to w przysłowiu kropla drąży skałę tak i on w końcu dołek
      podemną wykopał.Szkoda tylko że ja o tym dowiedziałem się dopiero po zwolnieniu
      mnie ze stanowiska.Nawet był do tego stopnia szczery że na koniec oznajmił że
      od początku mu "nie leżałem". I jak takiemu nie dać w m.....!
    • Gość: Kejuw IP: *.biz.mindspring.com 11.03.02, 22:11
      Max !
      Slusznie poruszasz sprawe szefa i glownego szefa. Znam podobna sytuacje;
      Twoj szef donosi na Ciebie do glownego szefa. Ale w tym wypadku od poczatku
      bylo jasne co jest grane. Nie ma na to obrony w sytuacji gdy szef Twego
      szefa jest glupi tzn. daje sie wodzic za nos przez Twego szefa.
      Glownego szefa nie interesuje Twa sytuacja tylko stabilna sytuacja w firmie
      ktora on ( glowny szef ) utrzymuje poprzez ciagle uleganie szarej eminencji
      ( Twoj szef).
      Jaka rada dla nas wszystkich?
      - po pierwsze: podczas procesu interview starajmy sie wyczuc naszego szefa
      - po drugie: w wypadku gdy juz dostalismy sie w obroty owego szefa nie walczyc
      z nim tylko szukac spokojnie innej pracy
      - po trzecie: nie mowic nikomu nic zlego o swym szefie bo z mety owa szara
      eminencja sie o tym dowie i dostarczy to mu dodatkowych argumentow do
      zniszczenia Ciebie
      - po czwarte: malo prawdopodobne ale mozliwe jest i to ze glowny szef
      zostanie wykopany a wiec jego szara eminencja wyleci za nim i uklady sie
      uzdrowia.
    • slonce+ 11.03.02, 23:45
      odnośnie szarych eminencji. Jest ich coraz więcej. W komunie były
      wykorzystywane do utrzymania stabilności firmy. Teraz często zaspokajają
      ciekawośc szefa lub służą do podlizywania się. Generalnie jeżeli po trzech
      miesiącach pracy szef daje Ci zadania na dwa etety za te same pieniądze to
      uciekaj. Czasem lepiej mieć mniej kasy a zachowac zdrowie, bo leczenie więcej
      kosztuje.
    • Gość: pedro IP: *.fn.pl 21.03.02, 10:42
      tak,zgadzam się z powyższym
    • arthuros 03.01.04, 14:07
      STARY!! U mnie identyko!! robiłem z koleśiem starszym stażem --wiesz spoko
      starszy facet, nawet był podobnego charakteru co ja no i dla tego robię na
      najgorszym stanowisku w zakładzie.ale jest lepiej
    • Gość: Igor IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.03.02, 11:26
      Szkoda ze nikt sie nie zainteresowal sytuacja panującą w Polkomtelu. Tu sie
      dzieja różne ciekawe rzeczy o których lepiej ni mówić. Mobbing to pestka!
    • Gość: kfesta IP: *.polkomtel.com.pl 24.03.02, 13:40
      Gość portalu: Igor napisał(a):

      > Szkoda ze nikt sie nie zainteresowal sytuacja panującą w Polkomtelu. Tu sie
      > dzieja różne ciekawe rzeczy o których lepiej ni mówić. Mobbing to pestka!

      najlepsze przedsięborstwo 2001, iso2001, najbardziej zyskowny operator w
      polsce....
      szkoda słów
    • Gość: Joanna IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.04.02, 12:59
      Mobbing to coś podobnego do bullyingu, z jedną różnicą : stosuje się go w
      miejscu pracy, a nie w szkole czy na podwórku. Przynajmniej tak przyjęto w
      Polsce.
    • Gość: x IP: 213.77.115.* 05.08.03, 20:19
      Gość portalu: Joanna napisał(a):

      > Mobbing to coś podobnego do bullyingu, z jedną różnicą : stosuje się go w
      > miejscu pracy, a nie w szkole czy na podwórku. Przynajmniej tak przyjęto w
      > Polsce.

      Przyjęto nie tylko w Polsce, my dopiero korzystamy z innej (zagranicznej)
      literatury, badań.
    • Gość: xxl IP: *.asystent.polsl.gliwice.pl 08.06.02, 14:31
      Z liczby listów i opisanych tu przypadków, wnioskuję,że ktoś powinien zająć się
      tą sprawą formalnie. Ja też byłem dręczony w pracy, szefowa czepiała się
      wszystkiego, wypowiedzenie było dla mnie wybawieniem, tylko te koszmarne sny i
      ciągły strach czy ktoś nie podsłuchuje....
    • Gość: Max IP: 212.76.36.* 11.03.02, 23:17
      Konkrety,konkrety !
      Co można tak naprawdę zrobic, zeby przystopowac takiego gnoja-paranoika z lasu ?
      A jak jeszcze jest obcokrajowcem, z kręgu "kultury" germanskiej,ma w dupie
      Kodeks Pracy i jakiekolwiek POLSKIE(normalne!) zwyczaje (o ile o zwyczajach mozna mowic...)- moze ktos wypracowal jakies metody ,prawne lub psychologiczne ?
      Czy wreszcie wyksztalceni i inteligentni ludzie w tym kraju pomysla o tym,
      co sie dzieje, jak juz nie mozna robic kasy a trzeba prawie walczyc o przetrwanie ?! Dawac sobie pluc w twarz za wszelka cene ?
    • atropos 12.07.03, 23:51
      Gość portalu: Max napisał(a):

      > A jak jeszcze jest obcokrajowcem, z kręgu "kultury" germanskiej,ma w dupie
      > Kodeks Pracy i jakiekolwiek POLSKIE(normalne!) zwyczaje (o ile o zwyczajach
      moz
      > na mowic...)-

      mój szef jest z kręgu tej "kultury"; wyzwiska od "smoluchów" są normą, kłamie,
      szczuje jednych na drugich, mamy mu oddawać nasze pensje za ostatni rok, bo go
      okradliśmy, zapomniał zdaje się o wydawanych co miesiąc kilkudziesięciu
      tysiącach (to prawda) na rozrywki, w tym wymagające kochanki. Szkoda gadać...
    • Gość: xyz IP: 213.25.190.* 12.03.02, 09:12
      Powiedz jaka to firma i gdzie się znajduje z dziką
      rozkoszą pojadę, urwę ten chamski łeb nasr..... do szyii i
      wytrę sobie tyłek krawatem.


    • Gość: zzz IP: *.bojanowo.sdi.tpnet.pl 13.03.02, 10:21
      Nie wiem kim jestes, ale wiem co czujesz, gnoił mnie przez 10 latt przy pomocy
      swojej zony , mściwej i pamiEtliwej baby. Pracuję w szkole średniej. Żadne
      racje, prosby odgrywanie się , nie dawało rezultatu. W tym roku idę na
      emeryturę, mogłam poczuć się bezpiecznie. Nareszcie się odegrałam. Czy czuję
      ulgę , otóż żadną. Mam wielkie poczucie wyrządzonej mi krzywdy.
    • Gość: Amilkar IP: *.jgora.dialog.net.pl 16.03.02, 14:37
      Myslę, że w mobbingu nalezymy do swiatowej czołówki. Przyczyną jest panujący u
      nas XIX wieczny kapitalizm. Często w firmach pracuje się po kilkanaście godzin
      dziennie bez dodatkowego wynagrodzenia w kiepskich warunkach, będąc poniżanymi
      przez szefów. Instytucje majace czuwać nad przestrzeganiem przepisów, zwłaszcza
      służby BHP i Państwowa Inspekcja Pracy są w komitywie z pracodawcami. Szefami
      często są ludzie niskich lotów, bez kultury osobistej i wykształcenia. Jedyna
      rada to szukać nowej pracy.
    • Gość: Hanna IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 02.04.02, 09:44
      Gość portalu: Amilkar napisał(a):

      > Myslę, że w mobbingu nalezymy do swiatowej czołówki. Przyczyną jest panujący u
      > nas XIX wieczny kapitalizm. Często w firmach pracuje się po kilkanaście godzin
      > dziennie bez dodatkowego wynagrodzenia w kiepskich warunkach, będąc poniżanymi
      > przez szefów. Instytucje majace czuwać nad przestrzeganiem przepisów, zwłaszcza
      > służby BHP i Państwowa Inspekcja Pracy są w komitywie z pracodawcami. Szefami
      > często są ludzie niskich lotów, bez kultury osobistej i wykształcenia. Jedyna
      > rada to szukać nowej pracy.

      Mogę podać przykład potwierdzający te słowa. Mój brat pracował w "przecudownej"
      firmie Shell jako "podjazdowy" za głodową, moim zdaniem, pensję 600 zł za około
      200 h/m-c w godzinach od 5 rano do 23 (w różnych godzinach). Szefostwo zmuszało
      jego i resztę podjazdowych do promocji (czyli wciskania ludziom za wszelką cenę)
      o wiele droższego paliwa. Jeżeli nie sprzedałeś jakiejś koszmarnie dużej ilości
      tego paliwa, to "cięli ci" pensję. Poza tym ciągle dokładali mojemu bratu
      obowiązków, bez podwyższania zarobków. Złego słowa nie można było powiedzieć, bo
      na twoje miejsce czyhało jakieś 300 chętnych osób. W końcu bez żadnej konkretnej
      przyczyny dali mojemu bratu wypowiedzenie dnia 1 września, gdy przyszedł
      normalnie, zgodnie z grafikiem na wrzesień do pracy (umowę miał do końca czerwca
      nstępnego roku). Na jego miejscu pracował już kolejny wyrobnik. Shell to koncern
      wykorzystujący beznadziejną sytuację na polskim rynku pracy.
    • Gość: wera IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.01.04, 15:09
      Otóż to! ja pracuje w takiej dokładnie atmosferze. Jesteśmy niewolnikami, za
      800-1000 zlotych pracujemy od siódmej do dwudziestej, nierzadko dlużej. Z
      wyzszym wyksztalceniem, kulturą osobistą . i co z tego. Pracujemy tak na tą jak
      i inne firmy naszego szefa, bo dla pieniędzy starczających na chleb jesteśmy
      jego własnością. Można nam powiedziec słowa ociekające jadem. Biedny przyjmie
      wszystko. Da się upodlić, zniszczyć, milczy jak owieczka i zaciska zęby myśląc
      o dzieciach, które czekają na prezent od Mikołaja. Mam żal do Państwa i chcę z
      niego wyjechać żeby zachować ostatki szacunku do Polski, jakie mi jeszcze
      zostały.
    • Gość: ja IP: *.kalisz.mm.pl 15.03.03, 21:27
      moj szef przeszkadza mi w pracy. Stoi nade mna - nie moge sie skupic. Szelesci
      kanapkami. Zionie czosnkiem. Gada bzdury i kaze sie z nich smiac. Zgrywa sie na
      cwaniaczka i mysli ze wszyscy go uwielbiaja. Jest nudny, powtarza sie. Dzwoni
      do mnie na komorke zeby zapytac czy przyjde do pracy, chociaz wie ze przeciez
      przyjde. nie szczedzi swinskich dowcipow. Obgaduje innych. Prawi mi komplementy
      (w sposob nieszczery). Komentuje moj stroj, fryzure, makijaz. Wypytuje o zycie
      prywatne. Placi niewiele.
    • Gość: mario IP: 81.15.204.* 18.02.04, 12:51
      mam pytanie ,ja też jestem ofiara,ale teraz nie umiem sobie poradzić .Sama
      odeszlam,ale teraz na każdej rozmowie mam wrażenie ,że boją się ,że to ja
      narozrabiałam i odeszlam ,bo kto się teraz sam zwalnia z pracy,Co powinnam
      mOwić na rozmowach kwalifikacyjnych ? Jaki podać powód?
    • beata_ 10.03.02, 20:24
      Gość portalu: Johann napisał(a):

      > Wygląda na przykład w ten sposób, że właśnie zostałem zwolniony z pracy, żeby
      > zrobić miejsce dla znajomka nowego szefa, który "nastał" przed kilkoma
      > tygodniami. Oczywiście oficjalny powód zwolnienia to oszczędności w firmie.

      To jeszcze nie mobbing - szybko i bez bólu (no nie, przesadziłam - bezbolesne to
      nie było, za to wredne jak diabli). Chyba, że zanim cię wylali pomęczyli trochę,
      żeby sprawdzić ile wytrzymasz.
      Od blisko dwóch lat znoszę paskudne zachowanie szefa, idiotyczne uwagi i złośliwe
      przytyki i nic - zaciskam zęby i nie bronię się, bo nie mam jak. Żebym nie wiem
      jak dokładnie wypełniała polecenia, zawsze coś jest nie tak. A dlaczego? Dlatego,
      że rozwala mi najdokładniej przygotowane plany. Znam swoje obowiązki, terminy -
      układam sobie dzień i tydzień tak, żeby ze wszystkim zdążyć na czas, niczego nie
      zaniedbać i wszystko jest ok. Do momentu, kiedy mój szef uzna, że coś za dobrze
      to idzie i czas na show. Padają wtedy polecenia dodatkowe, których wykonanie
      zabiera więcej czasu niż wydanie, których wynik do niczego w danym momencie nie
      jest potrzebny, ale do wykonania NATYCHMIAST i co? Ano to, że wszystkie moje
      plany biorą w łeb, siedzę po godzinach (za nic) żeby wyrobić się z tym, co
      terminowe i zaplanowane, nie wyrabiam się oczywiście (coś tam zostanie odłożone)
      i powód do komentarza gotowy! Mało tego, okazuje sie że szef ma rację - nie
      wyrabiam się, albo 'nie wypełniam obowiązków'. Świetny sposób, żeby wybić
      pracownikowi z głowy jakiekolwiek protesty, albo nie daj Boże rozmowy o podwyżce.
      Odkąd odkryłam ten system, mam ochotę prysnąć stamtąd, ale nie mam dokąd. Nie mam
      ani chwili, żeby zająć się poszukiwaniem nowej pracy. W końcu potrzeba nieco
      czasu, żeby przejrzeć gazetę, zadzwonić, przygotować papiery. Nie mówiąc o
      umówieniu się na ewentualne interview i pójściu na nie...W godzinach pracy jest
      to niemożliwe i nie w porządku, po pracy jest już za późno - w domu bywam ok. 20,
      mimo że teoretycznie pracuję do 17, spotkać się mogę w weekend tylko - w związku
      z tym nie robię nic. Gonię resztkami sił, ale wytrzymuję - bo muszę.
      A na koniec kwiatuszek - na żartobliwe pytanie z mojej strony (w momencie
      'odprężenia', bo i takie bywają), po mojej wyjątkowo udanej akcji ratowniczej w
      sytuacji podbramkowej, "I co byście beze mnie zrobili?" - usłyszałam równie
      'żartobliwe' : "Jak to co, zatrudnilibyśmy sobie młodszą!"
      No comments
    • Gość: x_mate IP: 213.33.69.* 10.03.02, 20:39
      beata_ napisał(a):

      > Gość portalu: Johann napisał(a):
      >
      > > Wygląda na przykład w ten sposób, że właśnie zostałem zwolniony z pracy, ż
      > eby
      > > zrobić miejsce dla znajomka nowego szefa, który "nastał" przed kilkoma
      > > tygodniami. Oczywiście oficjalny powód zwolnienia to oszczędności w firmie
      > .
      >
      > To jeszcze nie mobbing - szybko i bez bólu (no nie, przesadziłam - bezbolesne t
      > o
      > nie było, za to wredne jak diabli). Chyba, że zanim cię wylali pomęczyli trochę
      > ,
      > żeby sprawdzić ile wytrzymasz.
      > Od blisko dwóch lat znoszę paskudne zachowanie szefa, idiotyczne uwagi i złośli
      > we
      > przytyki i nic - zaciskam zęby i nie bronię się, bo nie mam jak. Żebym nie wiem
      >
      > jak dokładnie wypełniała polecenia, zawsze coś jest nie tak. A dlaczego? Dlateg
      > o,
      > że rozwala mi najdokładniej przygotowane plany. Znam swoje obowiązki, terminy -
      >
      > układam sobie dzień i tydzień tak, żeby ze wszystkim zdążyć na czas, niczego ni
      > e
      > zaniedbać i wszystko jest ok. Do momentu, kiedy mój szef uzna, że coś za dobrze
      >
      > to idzie i czas na show. Padają wtedy polecenia dodatkowe, których wykonanie
      > zabiera więcej czasu niż wydanie, których wynik do niczego w danym momencie nie
      >
      > jest potrzebny, ale do wykonania NATYCHMIAST i co? Ano to, że wszystkie moje
      > plany biorą w łeb, siedzę po godzinach (za nic) żeby wyrobić się z tym, co
      > terminowe i zaplanowane, nie wyrabiam się oczywiście (coś tam zostanie odłożone
      > )
      > i powód do komentarza gotowy! Mało tego, okazuje sie że szef ma rację - nie
      > wyrabiam się, albo 'nie wypełniam obowiązków'. Świetny sposób, żeby wybić
      > pracownikowi z głowy jakiekolwiek protesty, albo nie daj Boże rozmowy o podwyżc
      > e.
      > Odkąd odkryłam ten system, mam ochotę prysnąć stamtąd, ale nie mam dokąd. Nie m
      > am
      > ani chwili, żeby zająć się poszukiwaniem nowej pracy. W końcu potrzeba nieco
      > czasu, żeby przejrzeć gazetę, zadzwonić, przygotować papiery. Nie mówiąc o
      > umówieniu się na ewentualne interview i pójściu na nie...W godzinach pracy jest
      >
      > to niemożliwe i nie w porządku, po pracy jest już za późno - w domu bywam ok. 2
      > 0,
      > mimo że teoretycznie pracuję do 17, spotkać się mogę w weekend tylko - w związk
      > u
      > z tym nie robię nic. Gonię resztkami sił, ale wytrzymuję - bo muszę.
      > A na koniec kwiatuszek - na żartobliwe pytanie z mojej strony (w momencie
      > 'odprężenia', bo i takie bywają), po mojej wyjątkowo udanej akcji ratowniczej w
      >
      > sytuacji podbramkowej, "I co byście beze mnie zrobili?" - usłyszałam równie
      > 'żartobliwe' : "Jak to co, zatrudnilibyśmy sobie młodszą!"
      > No comments

      ****************

      a ja jestem w niedziele w pracy (w sobote tez bylem), bede w biurze do 23 ciej,
      szef w poniedzialek op(cenzura) minie jak trzeba... i tak do srody kiedy oddamy
      konkurs - jestem architektem.... :-)

      Nie jest chyba Tobie tak najgorzej!

      x_mate
    • Gość: BOND IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.03.02, 21:20
      no nie wiem? szef nie zwalnia za nic. Może po prostu jesteś leń??!!
    • Gość: bezu-bez IP: 157.25.196.* 11.03.02, 14:42
      to glupie co piszesz - chyba sam jestes komus szefem - ja spotkalem sie w
      robocie z mobbingiem i moge ci powiedziec, ze to jest tortura. Na szczescie nie
      ja bylem ofiara! A takie zjawisko naprawde istnieje....
    • Gość: zdzisio IP: *.pse.pl 11.03.02, 15:56
      Mam ponad 14 lat stażu pracy w różnych firmach i na różnych stanowiskach, także
      członków Rad Nadzorczych. Jakie wnioski, to dla tych wątpiących, mobing jest w
      polsce tak powszechny jak płyta kompaktowa. Wynika to z następujących przyczyn:
      - ogólny brak przygotowania do trudnej sztuki zarządzania ludźmi, robią mnie
      szefem a zatem muszę pokazać, że nim jestem a najłatwiej przez strach (często
      zwykłe chamstwo), nawiązanie przyjaznych relacji jest bowiem ogromnie trudne i
      łatwo przejść granicę za którą pracownicy wejdą szefowi na głowę.
      - układy - o awansowaniu na dane stanowisko nie decydują umiejętności
      merytoryczne i kierownicze (jeszcze raz sztuka kierowania ludźmi lecz kryteria
      znajomości i polityczne (kolesie z jednej partii)i jak taka osoba może nie
      stosować mobingu kiedy często jest głupsza i wie o wiele mniej niż jej
      podwładni?
    • Gość: Dagna IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 11.03.02, 18:58
      Pracowałam w instytucjach finansowych.Mobbing to norma. Niszczy się człowieka
      jak potrzebne jest miejsce dla znajomego, albo jest się lepszym od szefa i coś
      chce się zrobić dla firmy i pośrednio dla kraju, aby dało się jakoś żyć i nie
      myślało negatywnie o tym co nas otacza. W bardzo ważnej firmie słyszałam
      często, że jestem głupia bo mi się chce pracować i dlatego się nie nadaję do
      pracy w tej firmie. Mój szef ciągle powtarzał, że mu się nie chce pracować bo
      poprzednio pracował w Big Five i tak mu dali w kość, że musi on teraz sobie
      odpocząć, a ja ciągle miałam nowe pomysły ( to było ważne , bo firma ta
      zarządzała pieniędzmi wielu z nas ). Zeby mnie łatwiej było wykopać ściągnął do
      pracy znajomą, znajomej.Teraz było pewne, że wylecę, bo pracy nie było dla
      dwóch osób. Oczywiście zachowywał do końca pozory, bo zgrywał kultularnego
      faceta z klasą, takiego, którego wszyscy lubią, (kazał nam z koleżanką udawać
      na zewnątrz, że pracy jest naprawdę dużo). Ponieważ pracę traciło się
      praktycznie z dnia na dzień ( tak skonstruowane były umowy), poprosiłam go by
      przynajmniej powiedział mi wcześniej, bo nie jestem z Warszawy i jestem w
      bardzo ciężkiej sytuacji finansowej (chociaż z miesiąc ). Obiecał, słowa nie
      dotrzymał. Jego znajoma pojechała na urlop, wcześniej odegrałą komedię jak
      bardzo się boi redukcji (nową umowę miałą już w kieszeni ), a ja intuicyjnie
      czułam, że jest to mój koniec. Cały miesiąc prosiłam go,żeby mi powiedział
      prawdę i przyniósł nową umowę jeśli wszystko jest w porządku. A on nic tylko,
      że wszystko w porządku i wbijał nos w podłogę. Zaczęłam siwieć, stres z powodu
      niepewności był potworny ( wcześniej widziałam to u innych ludzi w tej samej
      pracy, często u silnych mężczyzn ). Na mnie nie działają leki uspokajające.
      Omal nie dostałam zawału. I guzik. Ostatniego dnia dowiedziałam się, że to
      koniec. Byłąm załamana, a ten typ martwił się tylko o swój stołek i o to czy
      nie nagadam na niego prezesowi( w końcu nie miałam nic do stracenia ). To od
      prezesa dowiedziałam się, że moja koleżanka ( znajoma szefa) na osobistą prośbę
      mego szefa dowiedziała się wcześniej o decyzji w sprawie swego dalszego losu,
      bo się biedna tak strasznie denerwowała. Zamurowało mnie, ale to ja straciłam
      pracę, a z dołka finansowego do dzisiaj nie wyszłam. Szczególnie uderzyło to
      moich chorych rodziców, od których pożyczyłam pieniądze, by znaleźć pracę w
      Warszawie.
      Jako osoba z ogłoszenia, bez pleców - wytrzymałam rok ( mimo bardzo dużej
      wiedzy teoretycznej i praktycznej i pełnego zaangażowania w pracę ). Nie byłam
      jedyną osobą, która to przeszła.
    • Gość: arekt IP: *.bielsko.dialog.net.pl 20.03.02, 11:04
      Cześć. Jestem Prezesem Zarządu w szwedzkiej firmie, gdzie nigdy nie zaobserwowałem zjawiska, które jest tak
      często przez Was opisywane. Sam również nie stosuję takich praktyk, bo nie prowadzi to do polepszenia
      atmosfery w pracy czyli działa w sumie przeciw firmie. Zesteresowany pracownik nie jest wydajny, a stres
      czyni go bardziej podatnym na choroby itp. Moja rada dla ludzi których dotykają takie praktyki - spróbować działać
      podobnymi metodami przeciwko tym, którzy je stosują. Spróbujcie stworzyć wspólny front przeciwko takim
      kanaliom. Wiem, że jest to tylko hasło, ale kiedyś wreszcie trzeba zacząć walczyć.
    • arthuros 03.01.04, 14:27
      no spoko panie prezesie!! ale podaj pan jakiś sensowny przykładzik, bo odwaga
      to tylko połowa sukcesu "zbrojnego"
    • Gość: wera IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.01.04, 15:21
      zdzisiu zgadzam sie z tobą w 100 % !
      Pracuje w firmie, gdzie układ jest podstawową zasada zarządzania. Szefowie
      niczego nie czytają, jak czytają , to na głos. O zarządzaniu zasobami ludzkimi
      nie wiedzą nic. Maja naczelna zasadę, że pracowników należy kopać stale po
      d...pach, bo inaczej rozkradną firmę i bedą leżeć na zielonej trawce do gory
      brzuchami. Pracownicy często powielają obowiązki i niepotrzebnie trzy osoby
      robia to samo. Przydział obowiązków jest powierzchowny. Brak ścislego
      rozdziału, normalnego egzekwowania sciśle przydzielonych obowiązkow. Kiedy juz
      nie wiadomo, co trzeba robic, zmotywowaniem do pracy jest wyzwisko, show na
      oczach wszystkich, targanie papierów, grożenie zwolnieniem, karą pieniężną
      itd. Jednym slowem - paranoja.
    • Gość: Marianna IP: 172.16.0.* 10.03.02, 21:48
      Dręczy.Zatrudnia nas ponad obowiązujący czas,także w soboty,a "jak nam się nie
      podoba,to proszę zmienić zawód".Nie mamy prawa zachorować,nie wolno nam się
      zdenerwować,ba! w ogóle okazać emocji,bo zdradzamy nieumiejętność panowania nad
      sobą,czyli mamy problemy z komunikacją interpersonalną,czyli nie nadajemy się
      do pracy,czyli...Czy szef wygadujący takie rzeczy, do tego często publicznie,
      nawet w obecności uczniów,sam zna i stosuje zasady komunikacji interpersonalnej?
      Jesteśmy nauczycielami.Wszyscy z wyższym wykształceniem i wieloma innymi
      kwalifikacjami.Dla naszych szefów(także jednegozastępcy)jesteśmy nikim,
      śmieciami,którym dosłownie można powiedzieć wszystko!O jeszcze innych, rażących
      przejawach mobingu w naszej placówce długo i nie tu by mówić.
    • Gość: karol IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 11.03.02, 09:52
      szef miał takie prawo. Jedna rada: zaloz firmę i rób po swojemu:)
    • Gość: Janusz IP: *.oho.com.pl 11.03.02, 22:29
      Boże! Jak można być takim debilnym kretynem. Idioto, gdyby wszyscy chcieli być
      szefami to kto by pracował na te ich zas......e pensje. Też doświadczyłem
      mobbingu na własnej skórze. I to w sposób tak haniebny, że słysząc taką
      argumentację nóż mi się w kieszeni otwiera. Niech Cię szlag trafi.
    • Gość: karol IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 12.03.02, 09:45
      Gość portalu: Janusz napisał(a):

      > Boże! Jak można być takim debilnym kretynem. Idioto, gdyby wszyscy chcieli być
      > szefami to kto by pracował na te ich zas......e pensje. Też doświadczyłem
      > mobbingu na własnej skórze. I to w sposób tak haniebny, że słysząc taką
      > argumentację nóż mi się w kieszeni otwiera. Niech Cię szlag trafi.


      O to najbardziej lubię: pracownicy pracują na pensję szefa ! I naprawde jakiś
      osioł dał ci pracę? e.... chyba w administracji państwowej

    • Gość: Sławek IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 12.03.02, 19:42
      Wypraszam sobie insynuacje pod adresem administracji państwowej. Pracuję w
      Urzędzie Kontroli Skarbowej we Wrocławiu i swoją pracę wykonuję jak nakazują
      najlepsze wzorce służby cywilnej.Jestem prawdziwym urzędnikiem czyli fachowcem.
    • odyseusz 16.03.02, 12:17
      A ja znam trochę panów z UKS - tylko,. że z innego miasta - gdy kontrolowali
      naszą firmę to stosowali klasyczny mobbing wobec nas - MOBBBING podlany
      zwyczajjnym chamstwem- do moejgo kumpla PAN INSPEKTOR powiedział. że go wsadzi
      do więżienia - a płacimy podatki i zatrudniamy mn oswto pracowników - nie
      widziałem u Was żadnej donbrej woli - tak więc jak słyszę o fachowcach z UKS-u
      to nóż mi się w kieszeni otwiera - inna epoka, groźby, itp. Nie interesuje ich
      przyszłość firmy - mogą j ą rozłożyć z rozkoszą - tylko kasa Wam w głowie, nic
      więcj
    • Gość: paul IP: 193.0.117.* 27.03.02, 16:49
      Jestes zatem jedynym prawdziwym urzędnikiem czyli fachowcem w polskich urzedach.
      Szczere gratulacje!

    • Gość: toAll IP: 213.25.190.* 12.03.02, 09:21
      szkoda że nie siedzisz przy sąsiednim biurku,
      zrobił bym sobie z tojej gęby fajną popielniczkę..

      Ciekaw czy dobrze się kiepuje pety na twoich zębach..

      twoich napisałęm specjalnie z małej litery rybi fiucie

    • Gość: karol IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 12.03.02, 09:46
      Gość portalu: toAll napisał(a):

      > szkoda że nie siedzisz przy sąsiednim biurku,
      > zrobił bym sobie z tojej gęby fajną popielniczkę..
      >
      > Ciekaw czy dobrze się kiepuje pety na twoich zębach..
      >
      > twoich napisałęm specjalnie z małej litery rybi fiucie
      >

      Ja bym ci nie pozwolił palić w pracy robolu...

    • Gość: Basia IP: *.pl 12.03.02, 19:48
      Karolku, mówi się "robalu", a nie "robolu". I gratuluję talentu prowokatora.
      Tyle ludzi dało sie wciągnąć. Nawet ja !
    • Gość: ktosik IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.03.02, 09:48
      Gość portalu: toAll napisał(a):

      > szkoda że nie siedzisz przy sąsiednim biurku,
      > zrobił bym sobie z tojej gęby fajną popielniczkę..
      >
      > Ciekaw czy dobrze się kiepuje pety na twoich zębach..
      >
      > twoich napisałęm specjalnie z małej litery rybi fiucie


      Czytam te teksty i pusty smiech mnie ogarnia. Gdybym byla szefem w trybie
      natychmiastowym pozbylabym sie takich pracownikow:)) sami nieszczesliwi,
      wspaniali, wyksztalceni, dyspozycyjni. Nauczyciele pracujacy "po godzinach i w
      soboty" / bo drogi Panie nauczyciel ma 18 godzin dydaktycznych czyli lekcyjnych
      ale pracowac musi 40 godzin/ i jak rozumiem to sa Panskim zdaniem te nadgodziny?
      Czlowiek, ktory uzywa takiego slownictwa jak wyzej to dres a nie kulturalny
      czlowiek. Moze zamiatanie ulic to odpowiednie zajecie bo nie ma sie do czynienia
      z innymi ludzmi ale na pewno nie praca w szanujacej sie instytucji. Gdyby kazdy
      szef byl takim kretynem i draniem jak to Panstwo opisujecie a Wy takimi
      geniuszami to wowczas Wy bylibyscie szefami:))
      Radze zajrzec w ciagu dnia na chaty wielu portali. Ludzie sa w pracy a codziennie
      siedzia tam po 8-10 godzin. I pewnie szef, ktory ich na tym zlapie i zrobi
      awanture to dran bez sumienia?
      Najpierw wszyscy popatrzcie na siebie czy przypadkiem nie wmawiacie sobie, ze
      jestescie w porzadku a potem krytykujcie. Mnie jakos nigdy zaden szef ani szefowa
      nie dreczyli, nikt mnie nie zwalnial z pracy, nikt nie straszyl.
      >

    • Gość: nawiedz IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 13.03.02, 21:43
      Nie wiesz co mówisz. Dziewięć lat w firmie prywatnej.
      Zawsze poza godzinami i zawsze na pełnych obrotach.
      Wiara ze to co robisz jest dobre. Było! Zwiększenie zysków
      dziesięciokrotnie. Zwiększenie zasięgu działania 10-kr.
      Utworzenie swietnego systemu dystrybucji. Byłam po jego
      stronie bo był czlowiekiem. Dziś recesja. Dyskredytuje mnie przy
      podwładnych. Jest manipulowany. Rozumiem to. I pewnie zostanę
      szefem bo wkurz mnie jego niekompetencja. I brak kontroli,
      i uległość wpływom tych co stosują mobbing bez względu na swoją
      pozycję w firmie. Ale Ty jesteś nawiedzony tak jak ja byłam
      kiedyś, Nie przebudz sie tak jak ja, tego życze
    • Gość: Kaj IP: 213.241.45.* 29.03.02, 14:02
      Jezu, ludzie czy wyscie powariowali?
      Nastapil klasyczny podzial na frakcje "za" i frakcje "przeciw". Przeciez to nie
      o to chodzi. Jako pracownik "mobbingowany" moge przyjmowac do wiadomosci, ze
      tak nie jest wszedzie, z kolei jako pracownik, ktory tego nie doswiadcza nie
      musze poddawac w watpliwosc istnienia tego zjawiska. Fakt, ze nasz kochany
      Narod ma wrodzona sklonnosc do uzalania sie nad soba, ale to nie znaczy, ze
      mobbing nie istnieje.
      Tak poza tym - jesli chodzi o nauczycieli to oni zawsze pracuja po godzinach i
      zawsze dostaja za to psie pieniadze (mowie o szkolach panstwowych). Moja matka
      jest nauczycielka w jednym z warszawskich liceow. Gdyby chciala spelniac
      wszystkie polecenia Kuratorium Oswiaty, wypelniac te wszystkie druczki
      dotyczace tzw. "samoksztalcenia", pisac 10 recenzji tygodniowo na temat
      ksiazek, ktore przeczytala i filmow, na ktorych byla w kinie (kiedy miala to
      zrobic do ciezkiej cholery?!!) musialaby przestac przygotowywac sie do zajec.
      To jest dopiero MOBBING przez duze M. I to nie narzucony przez szefa tylko
      przez samo Ministerstwo. Ha!
    • Gość: GREGOR IP: 213.216.77.* 11.03.02, 14:53
      Zabieram głos, bo moja pierwsza po studiach praca wiązała się z doświadczeniem
      mobbingu. Pracowałem w branży: opieka nad dzieckiem. Byłem wychowawcą w
      świetlicy. Byłem świeżo po studiach, bez doświadczenia, a szefowa powierzyła mi
      prowadzenie świetlicy, w której byłem zupełnie sam (dyrekcja mieściła się w
      innej części miasta), z ilością wychowanków dwu - trzy - krotnie przekraczającą
      dopuszczalne normy. Przez rok nikt się nie interesował moją pracą, zaś kiedy
      spotykałem panią dyrektor, miałem wrażenie, ze odnosi się do mnie z wyższością
      (może dlatego, że podjąłem studia podyplomowe?) i pobłażaniem. W ogóle
      w "dyrekcji" panowała b. nieprzychylna i napięta atmosfera, a konflikty były
      tak silne, że trzeba było superwizora z zewnątrz, bo nikt sobie z tym nie umiał
      poradzić. Po roku mojej pracy zmienił się dyrektor, który, widząc mnie po raz
      pierwszy, powiedział, że nie da mi pełnego etatu, bo "doszły go słuchy, że źle
      pracuję". (popełniałem błędy, ale myślę, że wynikało to z organizacji pracy -
      każdy by popełnił - a nie z mojej winy). Nie "dałem się", powołując się na
      Kartę Nauczyciela, wywalczyłem sobie cały etat. Jednak pan dyrektor tak długo
      uprzykrzał mi życie, okazywał swoją nieprzychylność, dążył do udowodnienia mi,
      że źle pracuję, czekał na potknięcie, by udowodnić mi niekompetencję, że po 2,5
      latach pracy nie wytrzymałem i zwolniłem się sam. Pracuję teraz w innym
      mieście, w innej branży i w pracy, w której jest b.dobra atmosfera. Pieniądze
      są mniejsze, ale nie boli mnie żołądek, gdy mam rozmawiać ze swoim dyrektorem.
      W ogóle jestem traktowany z szacunkiem. Piszę to, by "wyrzucić to z siebie", a
      także, by powiedzieć, że praca, w której jest źle, nie jest jedyną na świecie i
      trzeba mieć nadzieję, że można znaleźć inną! Chcę też powiedzieć, że
      równocześnie z pracą w tej świetlicy pracowałem przez pewien czas w szkole, w
      której miałem świetnego Dyrektora, wspaniałego Człowieka, który pozostanie dla
      mnie autorytetem - jako znakomity szef. Także myślę, że często jest tak, że za
      złą pracę pracownika odpowiedzialny jest poprostu szef, który nie umie być
      autorytetem dla pracownika i kompensuje sobie tę nieumiejętność okazywaniem
      władzy. Na koniec dodam, że ten szef ze świetlicy miał też pewnie dobre
      intencje, nie wszystko było Jego winą - moją też, i trzeba Mu to przyznać.
      Dziękuję za możliwość wypowiedzenia się! Pozdrawiam! GREGOR Ps: To, co wyżej
      napisałem, to tylko moja opinia o sprawie, dla kogoś innego mogło to wyglądać
      całkiem inaczej!
    • Gość: Danzig IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.03.02, 21:02
      Przez ponad rok miałem za szefa psychopatę, który znęcał się nad większością
      grupy, za wyjątkiem jednego chłopak, który był donosicielem. Wyzwiska, groźby i
      ośmieszanie były na porządku dziennym. Za karę zmuszał ludzi do wypisywania
      urlopu z datą wsteczną. Jeden z nas po czterech miesiącach stracił w ten sposób
      cały urlop. Niestety na takich ludzi nie ma rady. Jedyny sposób to odejść, ale
      nie jest to takie proste gdy ma się na utrzymaniu żonę w ciąży i małe dziecko.
    • Gość: kotlet IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 12.03.02, 16:55
      Jaka to firma? Też jestem z Gdańska.
    • Gość: Avensis IP: 217.153.6.* 12.03.02, 10:20
      czy mobbing "subtelny" tez moze wykonczyc czlowieka? oczywiscie!!! moj szef
      wypytuje mnie o moje zdrowie jesli zauwazy, ze mam katar. potem wypomina mi -
      "wiecznie jestes chora" choc nie chodze na zwolnienia bo wtedy na ogol sie
      obraza. obrabia tylki swoch podwladnych w taki sposob, ze czasem chce sie
      zapasc ze wstydu pod ziemie, bo musze tego wszystkiego jako sekretarka
      wysluchiwac. pisze mi tysiace karteczek jak dziecku z instrukcja co mam zrobic.
      czasem czuje sie tak jakbym nie miala matury - nie mowiac o studiach
      wyzszych...ale szczytem wszystkiego bylo to, gdy przy innym waznym dyrektorze
      powiedzial do mnie: "sluchaj tu ktos wyplul gume do zucia na podloge (w jego
      gabinecie !), posprzataj to. niestety jestem skazana na ta prace, ale zanim
      znajde cos innego to chyba sie wykoncze psychicznie.
    • Gość: nawiedz IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 13.03.02, 21:59
      Sorry,
      Może czuje to samo co Ty a może nie, ale znam takie
      sytuacje. Podpisuje umowe z kluczowym kontrahentem
      i mam wszystko obstukane. On sie gubi i zeby nadrobic
      tyły opowiada żarty o kobietach. Kontahent nie odbiera
      tego jako słabość. To polecenie zebrania gumy do zucia
      z podłogi.
    • Gość: Komuch IP: 195.187.84.* 13.03.02, 18:37
      Tak dręczy!!! Chcę rewolucji!!! Zajźcie na www.walka-klas-trwa.prv.pl
    • Gość: mirek IP: 217.153.27.* 14.03.02, 11:06
      Nie zawsze, ale często powodem dręczenia może być niesymetryczność kodeksu
      pracy. Otóż pracownik może, z zachowaniem okresu wypowiedzenia, zwolnić się z
      jakiegokolwiek powodu. Pracodawca praktycznie może zwolnić pracownika tylko za
      porozumieniem stron - jeżeli zgodzi się pracownik, dyscyplinarnie (zupełnie
      odrębny temat) i z przyczyn leżących po stronie zakładu pracy, co wiąże sie z
      dodatkowymi kosztami odprawy. Zwolnienie pracownika, bo po prostu się nie
      nadaje, źle układa się współpraca itp, w przypadku odwołania się pracownika do
      sądu pracy (pracownika, w przeciwieństwie do pracodawcy, nic to nie kosztuje,
      nawet w przypadku przegrania) na ogół kończy się przegraną pracodawcy. Sądy
      pracy są straszliwie pro-pracownicze - wiem to z praktyki. Więc co robi
      pracodawca, chcący pozbyć się praconika, który nie spełnia jego wymagań, ale
      nie kwalifikuje się do zolnienia dysyplinarnego? Stara się doprowadzić do
      sytuacji, w której zwolni się sam. Nie pochwalam, nie zamierzam stosować, tylko
      tłumaczę, co powoduje niektóre sytuacje. I do czego prowadzi kodeks pracy, ta
      święta krowa związków zawodowych.
    • Gość: Janusz IP: *.oho.com.pl 16.03.02, 10:28
      To nie prawda, że sądy pracy są pro-pracownicze. Zostałem w chamski sposób
      wywalony z pracy za "wykonywanie prywatnych rozmów telefonicznych" w sytuacji
      gdy pracodawca nawet nie potrafił przedstawić bilingu z rozmów. Sąd przeszedł
      nad tym do porządku dziennego. Pomijam fakt, że zarzuty były idiotyczne i
      absolutnie bezpodstawne. Więc proszę mi nie mówić o sądach. Musiałem zgodzić
      się na zmianę treści świadectwa pracy bo jak długo można chodzić z art. 5c kp.
      a walczyłem o przywrócenie do pracy. Od tej chwili minął rok. A ta firma to
      Spółdzielnia Mieszkaniowa "DIAMENT" z Piekar Śląskich na czele z jej debilnym
      szefem. Pozdrawiam.
    • Gość: Mum IP: *.pressmedia.com.pl 19.03.02, 19:44
      Gość portalu: mirek napisał(a):

      > Zwolnienie pracownika, bo po prostu się nie
      > nadaje, źle układa się współpraca itp, w przypadku odwołania się pracownika do
      > sądu pracy (pracownika, w przeciwieństwie do pracodawcy, nic to nie kosztuje,
      > nawet w przypadku przegrania) na ogół kończy się przegraną pracodawcy. Sądy
      > pracy są straszliwie pro-pracownicze - wiem to z praktyki.

      Nie zawsze. Pracownika można bez problemu zwolnić, jeżeli na to miejsce jest
      lepszy według pracodawcy kandydat, nie podam daty, ale "Rzeczpospolita" pisała o
      tym niedawno. A z mojej praktyki wcale nie wynika pro-pracowniczość sądów pracy.
      Mój były pracodawca zwolnił trzech pracowników, bo po prostu już ich nie
      potrzebował, w uzasadnieniu napisał, ze za niską jakość pracy, oczywiście
      wcześniej nikt im nie mówił, że coś jest źle, bo było ok. Jedna osoba odwołała
      się do SP z żądaniem przywrócenia do pracy. I nic nie wywalczyła. Podobnych
      przypadków było kilka. Zależy gdzie jest ten sąd.
    • Gość: Pendragon IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.09.03, 10:59
      Wyobrazcie sobie taką sytuację. Wasz pracodawca zwalnia Was pod jakimś tam
      pretekstem a wy nie zgadzając się z decyzją pracodawcy zgłaszacie sprawę do Sądu
      Pracy o przywrócenie do pracy. Sprawę wygrywacie i zostajecie przywróceni. Innyi
      słowy znacząco podważyliście decyzję Waszego pracodawcy. Czy chcielibyście
      pracować nadal w tej firmie mając wciaż świadomość że jesteście w niej niemile
      widziani? Czy taka atmosfera pracy by Wam się podobała? Chyba niebardzo , nie ?
    • arthuros 03.01.04, 14:40
      Pendragon,no tak,ale pokazać im swoją klasę!!!To
      jest dopiero satysfakcja!!!!
      "I GŁÓWKA PRACUJE"
    • Gość: adam IP: 2.3.STABLE* 17.03.02, 17:07
      przeczytałem tylko parę listów i ... jestem zdumiony..., tak wszyscy i wszedzie
      stosują mobbing, jest powszechny, znam go od kilkunastu lat, widziałem osoby
      pozbawiane szans, wykańczanych dla zasady, sportu, to jest normalka i
      przygnębiające, potrafi taki pozbawić woli, podstępny, złośliwy, kiepski szef,
    • Gość: PAWEL IP: 212.76.37.* 18.03.02, 01:54
      PRACOWALEM W CITI I BYLEM MOLESTOWANY SEKSUALNIE A POTEM PSYCHICZNIE PRZEZ MOJA
      SZEFOWA PANIA ANETE POPLAWSKA. NIKT TEMU NIE POTRAFIL ZARADZIC WYWALILA MNIE Z
      PRACY Z POMOCA DYREKTORA KADR PANA STANISLAWA WOJNICKIEGO KTORY JAK SIE OKAZUJE
      JEST TLUMACZEM I NA PYTANIE SADU NIE POTRAFI ODROZNIC ZAJMOWANEGO STANOWISKA OD
      WYUCZONEGO ZAWODU I TAKA OSOBA ZAJMUJE STANOWISKO DYREKTORA KADR W BANKU
      HANDLOWYM OBECNIE - PORAZKA DLA TEJ FIRMY. WIEM COS NA TEMAT JEGO SPOSOBU
      TRAKTOWANIA LUDZI I SPOSOBU ICH ZWALNIANIA - DLACZEGO JESZCZE TYM WSZYSTKIM NIE
      ZAINTERESOWAL SIE PROKURATOR TO SIE DZIWIE ?????
    • Gość: mAMAL IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.03.02, 23:50
      Gość portalu: PAWEL napisał(a):

      > PRACOWALEM W CITI I BYLEM MOLESTOWANY SEKSUALNIE A POTEM PSYCHICZNIE PRZEZ MOJA
      >
      > SZEFOWA PANIA ANETE POPLAWSKA. NIKT TEMU NIE POTRAFIL ZARADZIC WYWALILA MNIE Z
      > PRACY Z POMOCA DYREKTORA KADR PANA STANISLAWA WOJNICKIEGO KTORY JAK SIE OKAZUJE
      >
      > JEST TLUMACZEM I NA PYTANIE SADU NIE POTRAFI ODROZNIC ZAJMOWANEGO STANOWISKA OD
      >
      > WYUCZONEGO ZAWODU I TAKA OSOBA ZAJMUJE STANOWISKO DYREKTORA KADR W BANKU
      > HANDLOWYM OBECNIE - PORAZKA DLA TEJ FIRMY. WIEM COS NA TEMAT JEGO SPOSOBU
      > TRAKTOWANIA LUDZI I SPOSOBU ICH ZWALNIANIA - DLACZEGO JESZCZE TYM WSZYSTKIM NIE
      >
      > ZAINTERESOWAL SIE PROKURATOR TO SIE DZIWIE ?????

      cO SIE DZIWISZ. pewnie prokurator bierze lapowki.
    • Gość: Yaris IP: 195.136.95.* 08.07.02, 12:33
      uwaga citibank. podobno pracuje tam niejaka Ewa Majcher Ziemacka, w poprzednich
      firmach skutecznie wykonczyla pare osob, doprowadzila do zalaman nerwowych i
      powaznych problemow, jako dyr. HR. ciekawe co teraz robi. to wyjatkowa suka.
    • Gość: jacek IP: 192.168.1.* 20.03.02, 12:39
      Wiem o co Ci chodzi. Pracuję w znanej w Polsce, małej firmie, w branży
      filmowej. Nastał nam nowy szef, który błyskawicznie awansował. Mnie i
      współpracownikom grozi właściwie to samo. W tej chwili facet próbuje
      przeforsować kandydaturę znajomka na jakieś stanowisko. Najgorsze jest to, że
      jest kompletnym burakiem - nie mówi nam dzień dobry, podnosi na nas głos na
      spotkaniach, nie wie co to motywacja pracowników. We wszystkim co robimy szuka
      tylko czegoś do czego można się przyczepić i podciągnąć to pod nie wypełnianie
      obowiązków służbowych. Jestem bardzo dobrym fachowcem w tym co robię i wiem, że
      często nie ma racji. Powiem jedno: szukam nowej pracy.
    • brunokoch 10.03.02, 20:52
      To żenujące, że w momencie gdy trwa potężna recesja, bezrobocie nie rośnie a
      eksploduje, ludzie żyją bez podwyżek, Szanowna Redakcja urządza dyskusje
      pt. „Czy dręczy cię szef?”. Oczywiście, że dręczy. Jasne (ostatecznie kogo nie
      dręczy, ostatecznie kto nie odpowie na hasło typu 'czy na szosie jesteś
      agresywny'?) - i co z tego? Dam się zmolestować jak belgijskie niemowlę, bo NIE
      MA DOKĄD UCIEKAĆ! Co to kurwa za wydumana tematyka? Banalna, nic nie wnosząca
      gazetowa 'akcja'? Panowie dziennikarze, ludność nie kupuje już tak chętnie
      waszego periodyku (patrz wyniki na www.agora.pl), bo zajmuje ją dociąganie do
      pierwszego, wkładanie do garnka, odkładanie na OC i tego typu przyziemna
      działalność. Nie ma pracy, skurwysynom na stołkach jest łatwiej niż kiedyś.
      Mobbing? Wirtualny problem dla wirtualnej rzeczywistości.
      Oczywiście już żałuję, że się odezwałem, bo jakiś palant z GW bedzie się teraz
      mógł chwalić odzewem, oddźwiękiem i Bóg wie czym jeszcze. To zabawne, ale
      kiedyś lubiłem tą gazetę. Przestałem - od banału dostaję wysypki.
    • Gość: wisia IP: 217.97.175.* 10.03.02, 21:11
      Nie masz racji Bruno ... to nie jest wydumany problem. Przede wszystkim dlatego
      właśnie, że nie mają ludzie dokąd uciekać!!!

      Reprezentowałam ostatnio parę osób w sądzie pracy... właśnie z powodu mobbingu.
      Rzecz nie jest do udowodnienia łatwa, a w przypadku "postawienia się" kończy
      się wypowiedzeniem. Na szczęście mobbing stosuje określona grupa pracodawców...
      tępych, mało inteligentnych facetów, którym na dodatek szkoda pieniędzy na
      prawników. Niestety, przywrócenie do pracy nie wchodziło w grę, kończyło się na
      odszkodowaniach, ale zostawało poczucie krzywdy i bezradności. Poza tym sprawy
      w sądzie pracy trwają miesiącami... Mówisz, że możesz być poddawany mobbingowi
      jak belgijskie niemowle molestowaniu? To znaczy, że nie wiesz o czym mówisz...
    • brunokoch 10.03.02, 21:28
      To znaczy tyle, że w moim specyficznym zawodzie nie dostanę dziś w Warszawie
      pracy. Czyli nigdzie indziej też nie. I dlatego muszę tolerować kilku, z
      którymi normalnie nie wdawałbym się w rozmowę. Jeśli - co uchowaj Boże - dam im
      poznać, że o naszym pieknym fachu mają pojęcie blade, to mnie bez obcyndalania
      wyrzucą. Na zbity ryj. Potem przyjdzie komornik, pan z wydziału kredytów, a mój
      5- letni synek ma jeszcze nieskomplikowaną percepcję. Nie zrozumie.
      I dlatego uważam, że pisanie 'reportaży' (Michał B., Anna W., przecież to
      wygląda jak robota agenta z Cosmo ;))) o mobbingu sensu nie ma. Mogą mnie moi
      tłuści szefowie gwałcić w kiblu: nawet nie pisnę. A już mowy nie ma, żebym
      poszedł do jakichś antymobbingowców. Jest jak jest, tako dzieje się
      społeczeństwu. Pomysł na tekstoakcję jest w tej sytuacji obrzydliwy.

      Kurwa, znów się odezwałem. A tam już niezmobbingowany raczki zaciera. Będzie
      premia...


    • Gość: ma IP: 212.244.106.* 11.03.02, 06:56
      W pelni cie popieram.Pracuje w swoim nietypowym zawodzie,siedze cicho,choc czasami mam
      ochote wyc.To,co sie dzieje w pracy wola o pomste do nieba.Praca co drugi dzien ale po 18
      godzin.Czasami trzeba przyjsc z wolnego dnia.Na koniec miesiaca jak juz od 10miesiecy
      obowiazkowe obciecie zarobkow o 12-17%.Lista zwolnien w szufladzie u dyrekcji.Czy dlugo jeszcze
      wytrzymam.Mam syna,musze pracowac.Psychicznie jestem juz wrakiem.Pozdrawiam.ma
    • Gość: Jasiek IP: *.gt.pl 11.03.02, 13:04
      Co do sadow pracy:

      Czy mobbing moze byc argumentem przy rozwiazywaniu umowy bez wypowiedzenia z
      winy pracowdawcy - art 55 par. 11 kodeksu pracy?

      Jesli tak to jak potem to udowodnic w sadzie? Sczegolnie, jesli nie jest to
      mobbing agresywny (bez ublizania, molestowania i wynajdywania bezsensownej
      pracy na 5 minut przed koncem?) a nawet pracodawcy moga byc nieswiadomi tego,
      ze drecza pracownikow przez swoje problemy przyniesione gdzies z zewnatrz?
      Czy wystarczy, ze bedzie zeznawal wiecej niz jeden pracownik?
    • Gość: Luke IP: *.zab.zigzag.pl 20.03.02, 12:37
      Bylem w takiej sytuacji i znalazlem ten paragraf w kodeksie pracy i nie
      zasiegnawszy niczyjej opinii, po prostu poszedlem z rozwiazaniem umowy do
      dyrektora, ktory jak sie okazalo nie wiedzial nawet o mozliwosci rozwiazania
      umowy bez wypowiedzenia, mimo ze byla to znana firma doradztwa personalnego i
      oczywiscie mnie wysmial, jednak nie byl to szczery smiech bo juz po chwili
      dotarlo do niego ze nie jest w milej sytuacji - podarl wiec moje wypowiedzenie
      i wyrzucil do kosza (myslalem ze mnie jeszcze pobije), na co ja powiedzialem ze
      juz i tak poszlo poleconym do Zarzadu. Mniejsza zreszta o przebieg tej rozmowy,
      w kazdym razie zwrocono sie do mnie z prosba o rozwiazanie tej umowy za
      porozumieniem stron, z zachowaniem prawa do wyplaty za teoretyczny okres
      wypowiedzenia. Pozniej jednak ich wycofali sie z wyplaty tych pieniedzy ale
      umowe oczywiscie i tak rozwiazalem za porozumieniem by nie miec negatywnego
      swiadectwa pracy ani nie zaszkodzic calkiem temu biednemu i jakze
      zakompleksionemu dyrektorowi. Zalezalo mi poprostu by juz sie nie ogladac go na
      oczy, bo wiem jak wygladalyby te ostatnie dni w pracy podczas wypowiedzenia.
      Jaki mialoby to prawny przebieg gdyby nie zaproponowali mi porozumienia, nie
      wiem, ale jedyne co ryzykowalem gdyby zwrocili sie do sadu pracy to ze
      musialbym ja zwrocic im pieniadze za teoretyczny okres wypowiedzenia - dalbym
      za to wiele wiecej gdybym musial!
    • makary1 10.03.02, 22:12
      Ty popierdolony jesteś bruno! Osiemdziesiąt procent ludzi jeszcze ma pracę i
      wśród nich jest wielu takich, którym życie wali się na łeb z powodu jakiegoś
      kutasa, który wyładowuje na nich swoje kompleksy impotenta. Zysk, zysk, zysk, a
      człowiek to gówno? Pracowałem kilka lat pod "kierownictwem" kogoś takiego i
      wiem co to oznacza. Trzymała mnie wtedy przy życiu tylko pewność, że kiedyś
      odchodząc będę mógł mu powiedzieć, że mam go w dupie. I zrobiłem to. Teraz mam
      swoją firemkę i dbam o tych kilka osób jak o swoje dzieci. Nie zarabiają u mnie
      może tyle ile by chcieli, ale - jak mówią - dobrze im się pracuje. Nie
      wypracowują może dla mnie tyle, ile ja bym chciał, ale przynajmniej mogę
      patrzeć w lustro przy goleniu. Może jestem porypanym "socjalistą", ale od
      sześciu lat wspólnie z nimi jakoś nam się udaje. Recesja, słonko nie ma z tym
      nic wspólnego.
      Przepraszam pozostałych za słownik, ale czasem trzeba walnąć w mordę.
    • Gość: kasia IP: *.altkom.katowice.pl 11.03.02, 11:12
      Problem nie jest banalny i choc wydaje sie to bezsensowne trzeba o nim mówić.
      Pewnie nie zmieni to sytuacji, ale problemem przemilczanym na pewno nikt sie
      nie zajmie. Masz racje, ze ludzie sa zdeterminowani, zagrożeni bezrobociem i
      bieda i w zwiazku z tym zniosa wiele. Ale mobbing jest patologia, tak jak
      molestowanie seksualne czy pedofilia i mowic o nim trzeba. Dobrze, ze GW
      podejmuje trudne tematy. Czasem przynosi to efekty (np. akcja "Rodzic po
      ludzku")
      Pozdrawiam wszystkie ofiary mobbingu - trzymajcie sie!

    • Gość: Lena IP: 213.25.61.* 11.03.02, 12:06
      Absolutnie nie masz racji. Ja znam wyniki badań dotyczących mobbingu i wiem, że
      nie jest to niestety wirtualny problem. Nie sądzę, że zachowanie opisane przez
      ludzi na tym forum sprzyja poprawie ich wyników a ponad to , co tu ukrywać,
      jest po prostu chamskie. Nie mam nic przeciwko cieżkiej pracy, jeżeli trzeba to
      długo czy w weekend. Ale wszystko ma swoje granice i etyka i dobre wychowanie
      obowiązują również przełożonych.
    • Gość: szef IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 10.03.02, 20:59
      Mnie szef nie dręczy, ba sama nim jestem.Czasem dręczą mnie pracownicy, którzy
      wykazuja minimum zaangażowania w pracy, zdaje im się ,że sa tu jakby za karę.
      Sama wykonuję wiele czynności, nie zlecam nikomu czegoś, co nie mieści się w
      ich obowiązkach, nikt nie pracuje po godzinach, jeżeli czasem ( bardzo rzadko,
      bo nieustannie sie kontroluję, by nie powiedzieć czegoś przykrego )wymsknie mi
      się jakaś uwaga - natychmiast przepraszam i sytuację wyjaśniam. Mimo mojego
      naprawdę bardzo ludzkiego i w pełni zgodnego a przepisami prawa postępowania ,
      wiem ,że jestem krytykowana, że wiele moich decyzji sie nie podoba, że każde
      moje posunięcie jest komentowane " bo każdy wie lepiej". A jednak to ja tylko
      ponosze konsekwencje swoich posunięć, ja pracuję 24 godziny na dobę , bez sobót
      i niedziel, ja mam nieprzespane noce...
      Mimo,że na obraz firmy ma wpływ postępowanie wszystkich pracowników, to ja za
      błędy wszystkich odpowiadam.
      Być może są firmy, w których szef jest wszechwładny, okrutny i podły. ALE NIE
      JEST TO REGUŁĄ. A pracownicy często sami pewne sytuacje prowokują , nie starają
      się nawet spróbowac zrozumieć drugą stronę. Życie szefa nie jest łatwe.
      Mogłabym wiele napisać na temat swoich pracowników, którzy tak jak szefowie
      są dobrzy i źli...i też czasami swojego szefa dręczą.
      Piszcie sobie ile chcecie o podłych, wrednych szefach, o dręczeniu i
      molestowaniu...
      A ja życzę, by każdy z was kiedyś przekonał się jak wygląda sprawa z tej
      drugiej strony.
      Nie myślcie, że generalnie bronię wszystkich szefów. Wiadomo, że to po prostu
      ludzie i jak to ludzie, są mądrzy i głupi, źli i dobrzy...
      Ja bronię szefów takich jak ja...
    • Gość: zzz IP: *.chello.pl 10.03.02, 21:03
      Zgadzam się, nikt tu nie mówi, że WSZYSCY szefowie są podli i tylko patrzą jak
      podręczyć pracownika. Jednak część z nich taka właśnie jest i to o nich ma być
      ten wątek. Pozdrawiam.
    • Gość: Agnes IP: *.stacje.agora.pl 11.03.02, 11:43
      Gość portalu: szef napisał(a):

      > ja pracuję 24 godziny na dobę , bez sobót

      > i niedziel, ja mam nieprzespane noce...

      Z całym szacunkiem, ale nie świadczy to najlepiej o Twoich umiejętnościach
      menedżerskich...
    • Gość: ala IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 12.03.02, 11:16
      Gość portalu: szef napisał(a):

      > Mnie szef nie dręczy, ba sama nim jestem.Czasem dręczą mnie pracownicy, którzy
      > wykazuja minimum zaangażowania w pracy, zdaje im się ,że sa tu jakby za karę.
      > Sama wykonuję wiele czynności, nie zlecam nikomu czegoś, co nie mieści się w
      > ich obowiązkach, nikt nie pracuje po godzinach, jeżeli czasem ( bardzo rzadko,
      > bo nieustannie sie kontroluję, by nie powiedzieć czegoś przykrego )wymsknie mi
      > się jakaś uwaga - natychmiast przepraszam i sytuację wyjaśniam. Mimo mojego
      > naprawdę bardzo ludzkiego i w pełni zgodnego a przepisami prawa postępowania ,
      > wiem ,że jestem krytykowana, że wiele moich decyzji sie nie podoba, że każde
      > moje posunięcie jest komentowane " bo każdy wie lepiej". A jednak to ja tylko
      > ponosze konsekwencje swoich posunięć, ja pracuję 24 godziny na dobę , bez sobót
      >
      > i niedziel, ja mam nieprzespane noce...
      > Mimo,że na obraz firmy ma wpływ postępowanie wszystkich pracowników, to ja za
      > błędy wszystkich odpowiadam.
      > Być może są firmy, w których szef jest wszechwładny, okrutny i podły. ALE NIE
      > JEST TO REGUŁĄ. A pracownicy często sami pewne sytuacje prowokują , nie starają
      >
      > się nawet spróbowac zrozumieć drugą stronę. Życie szefa nie jest łatwe.
      > Mogłabym wiele napisać na temat swoich pracowników, którzy tak jak szefowie
      > są dobrzy i źli...i też czasami swojego szefa dręczą.
      > Piszcie sobie ile chcecie o podłych, wrednych szefach, o dręczeniu i
      > molestowaniu...
      > A ja życzę, by każdy z was kiedyś przekonał się jak wygląda sprawa z tej
      > drugiej strony.
      > Nie myślcie, że generalnie bronię wszystkich szefów. Wiadomo, że to po prostu
      > ludzie i jak to ludzie, są mądrzy i głupi, źli i dobrzy...
      > Ja bronię szefów takich jak ja...

      W pełni Cię popieram sama jestem w takiej samej sytuacji. Za firmę generalnie
      odpowiadam ja, zaś jeżeli chodzi o pracowników to kontrola jest wyższą formą
      zaufania.
    • Gość: jacek IP: *.ctt.cz 19.03.02, 13:56
      Gość portalu: ala napisał(a):

      > Gość portalu: szef napisał(a):
      >
      > > Mnie szef nie dręczy, ba sama nim jestem.Czasem dręczą mnie pracownicy, kt
      > órzy
      > > wykazuja minimum zaangażowania w pracy, zdaje im się ,że sa tu jakby za ka
      > rę.
      > > Sama wykonuję wiele czynności, nie zlecam nikomu czegoś, co nie mieści się
      > w
      > > ich obowiązkach, nikt nie pracuje po godzinach, jeżeli czasem ( bardzo rza
      > dko,
      > > bo nieustannie sie kontroluję, by nie powiedzieć czegoś przykrego )wymskni
      > e mi
      > > się jakaś uwaga - natychmiast przepraszam i sytuację wyjaśniam. Mimo mojeg
      > o
      > > naprawdę bardzo ludzkiego i w pełni zgodnego a przepisami prawa postępowan
      > ia ,
      > > wiem ,że jestem krytykowana, że wiele moich decyzji sie nie podoba, że każ
      > de
      > > moje posunięcie jest komentowane " bo każdy wie lepiej". A jednak to ja ty
      > lko
      > > ponosze konsekwencje swoich posunięć, ja pracuję 24 godziny na dobę , bez
      > sobót
      > >
      > > i niedziel, ja mam nieprzespane noce...
      > > Mimo,że na obraz firmy ma wpływ postępowanie wszystkich pracowników, to ja
      > za
      > > błędy wszystkich odpowiadam.
      > > Być może są firmy, w których szef jest wszechwładny, okrutny i podły. ALE
      > NIE
      > > JEST TO REGUŁĄ. A pracownicy często sami pewne sytuacje prowokują , nie st
      > arają
      > >
      > > się nawet spróbowac zrozumieć drugą stronę. Życie szefa nie jest łatwe.
      > > Mogłabym wiele napisać na temat swoich pracowników, którzy tak jak szefowi
      > e
      > > są dobrzy i źli...i też czasami swojego szefa dręczą.
      > > Piszcie sobie ile chcecie o podłych, wrednych szefach, o dręczeniu i
      > > molestowaniu...
      > > A ja życzę, by każdy z was kiedyś przekonał się jak wygląda sprawa z tej
      > > drugiej strony.
      > > Nie myślcie, że generalnie bronię wszystkich szefów. Wiadomo, że to po pr
      > ostu
      > > ludzie i jak to ludzie, są mądrzy i głupi, źli i dobrzy...
      > > Ja bronię szefów takich jak ja...
      >
      > W pełni Cię popieram sama jestem w takiej samej sytuacji. Za firmę generalnie
      > odpowiadam ja, zaś jeżeli chodzi o pracowników to kontrola jest wyższą formą
      > zaufania.

      Zgadzam sie z Wami...tez jestem szefem :), ale tych 24-y godzin, to lekka
      przesada, musze sie zmiescic do 12-u godzin dziennie, jesli nie , to zle swiadczy
      o organizacji pracy, Alu zastanow sie...pozdrawiam. :))

    • Gość: Kika IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 13.03.02, 19:59
      O przepraszam! Byłam po obu stronach barykady. Byłam szefem. Fakt nie jest
      lekko zwłaszcza jak ktoś ma pracę w d... Pracowałam też jako podwładna. Moim
      szefem była osoba duchowna. To dopiero była jazda. Nie donosiłam, waliłam
      prawdę prosto w oczy (główna wada) zero służalczej postawy - to moje grzechy
      główne. Szef wchodził do pokoju, widział mnie i wychodził bez słowa. Albo ja
      zgłaszam projekt on na to z panią to ja wogóle nie mam o czym rozmawiać itp. W
      końcu dostawałam najgorsze zlecenia. Odeszłam chudsza o parę kilogramów i
      bardziej znerwicowana. Teraz mam nową spokojną nudną i niskopłatną pracę, ale
      jaki mam spokój!... Czego i innym życzę.
    • Gość: k. pirat IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 13.03.02, 22:36
      Nie piszemy o tym. Ja tez jestem szefem. I mam szefa. Nie o tym ze trzeba
      mieć posłuch czyli charyzme. Nie o tym ze niektórym ludziom nie
      chce sie pracować. Tu sa ludzie, którzy oddają częsc życia dla
      pracy, bo widzą ze to ma sens. I trafiają na mur. Ty jesteś szefem.
      Trafiasz na mur. Zastanów się dlaczego. Ja wiem, trafiłam na mobbing
      mojego szefa. Był manipulowany. Ale uwierzył. To zaszkodziło firmie.

      Mi też.
    • co_ty 10.03.02, 21:05
      Nie tylko szef może dręczyć! Także współpracownicy. To naprawdę koszmar!!!
    • Gość: BOND IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.03.02, 21:24
      Jak jesteś zje...b to całkiem możliwe.
    • Gość: szef IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 10.03.02, 21:31
      Gość portalu: BOND napisał(a):

      > Jak jesteś zje...b to całkiem możliwe.
      A tobie to słów już brakuje?


    • Gość: szogun IP: *.radix.eu.org 11.03.02, 21:08

      Pracuję w dużej firmie, o specyficznej, budżetowej strukturze organizacyjnej.
      I aktualnie, z pełną odpowiedzialnością, po trwającej permanentnie - od dwóch
      miesięcy - sytuacji w moim życiu moge powiedzieć, że jestem ofiarą mobbingu.
      Powód - dla którego to ja stałam się kolejną ofiarą mojego pracodawcy był
      bardzo błahy, powiedziałabym nawet, że w ogóle nie było takiego powodu.
      A dokładniejsze opowiedzenie mojej historii (choć wiem że nie tu i teraz na to
      miejsce) mogłoby stanowić scenariusz dla dobrego filmu.
      Pracownik z wyższym wykształceniem, kompetentny, zaangażowany i w pełni
      (powiedziałabym maksymalnie) oddany sprawie i generalnie - pracy.
      Osiem godzin przepracowywane z 10 minutową przerwą na posiłek, praktycznie -
      nie wynurzający nosa z za drzwi swojego pokoju.
      Przenoszenie dokumentacji do domu i kolejne kilkugodzinne (bardzo często
      codziennie) poświęcanie prywatnego czasu powierzonym obowiązkom.
      Weekendy na wsi, spędzane przy laptopie i właściwie kontynuacji tego, co od
      poniedziałku do piątku.
      Co za to?
      Mało, bo:
      Pensja początkowo odbiegająca od naniższej płacy, potem podwyżka, ale i tak w
      efekcie -płaca niższa do płacy osoby na podobnym stanowisku, niezaangażowanej,
      traktującej robotę jako zło konieczne.

      Dużo, bo:
      Ocena pracy - wysoka - najwyższa - pracownik najlepszy niemalże w każdym w
      względzie.

      Co znosilam?
      Przede wszystkim przymus związany z wykorzystywaniem mojego czasu pracy (bardzo
      istotnego zjawiska w kontekscie liczby zadań) - niejednokrotnie nawet
      trzygodzinne "przetrzymywanie" w pokoju, bo ponoc przyjemnie spędzać czas z
      taka osobą jak ja.

      Ale..........
      drobna rzecz - dotycząca mojego prywatnego życia w którą nie angażuje mojego
      przełożonego powoduje, że :
      Odbiera to jako zamach na jego honor, godnosc, a moze i uczucia
      Dzień pózniej pozbawia mnie wszystkiego - stanowiska pracy, otoczenia.........
      Wystawia ocene przecietną, ogranicza wszelkie kontakty z innymi komórkami firmy

      I do dziś próbuje wykazać, iż moja osoba nie ma żadnego znaczenia dla
      organizacji pracy............

      jesli chcesz nawiązać ze mną kontakt, czekam na odpowiedź na forum
    • Gość: Aldous IP: *.nowa-wies.sdi.tpnet.pl 12.03.02, 00:38
      Moja historia jest podobna z tym, ze konczy sie trwajaca juz dwa lata sprawa w
      sadzie pracy o uznanie wypowiedzenie za bezskuteczne.
    • hirvi1 16.10.02, 15:55
      Gość portalu: szogun napisał(a):

      >
      > Pracuję w dużej firmie, o specyficznej, budżetowej strukturze organizacyjnej.
      > I aktualnie, z pełną odpowiedzialnością, po trwającej permanentnie - od dwóch
      > miesięcy - sytuacji w moim życiu moge powiedzieć, że jestem ofiarą mobbingu.
      > Powód - dla którego to ja stałam się kolejną ofiarą mojego pracodawcy był
      > bardzo błahy, powiedziałabym nawet, że w ogóle nie było takiego powodu.
      > A dokładniejsze opowiedzenie mojej historii (choć wiem że nie tu i teraz na
      to
      > miejsce) mogłoby stanowić scenariusz dla dobrego filmu.
      > Pracownik z wyższym wykształceniem, kompetentny, zaangażowany i w pełni
      > (powiedziałabym maksymalnie) oddany sprawie i generalnie - pracy.
      > Osiem godzin przepracowywane z 10 minutową przerwą na posiłek, praktycznie -
      > nie wynurzający nosa z za drzwi swojego pokoju.
      > Przenoszenie dokumentacji do domu i kolejne kilkugodzinne (bardzo często
      > codziennie) poświęcanie prywatnego czasu powierzonym obowiązkom.
      > Weekendy na wsi, spędzane przy laptopie i właściwie kontynuacji tego, co od
      > poniedziałku do piątku.
      > Co za to?
      > Mało, bo:
      > Pensja początkowo odbiegająca od naniższej płacy, potem podwyżka, ale i tak w
      > efekcie -płaca niższa do płacy osoby na podobnym stanowisku,
      niezaangażowanej,
      > traktującej robotę jako zło konieczne.
      >
      > Dużo, bo:
      > Ocena pracy - wysoka - najwyższa - pracownik najlepszy niemalże w każdym w
      > względzie.
      >
      > Co znosilam?
      > Przede wszystkim przymus związany z wykorzystywaniem mojego czasu pracy
      (bardzo
      >
      > istotnego zjawiska w kontekscie liczby zadań) - niejednokrotnie nawet
      > trzygodzinne "przetrzymywanie" w pokoju, bo ponoc przyjemnie spędzać czas z
      > taka osobą jak ja.
      >
      > Ale..........
      > drobna rzecz - dotycząca mojego prywatnego życia w którą nie angażuje mojego
      > przełożonego powoduje, że :
      > Odbiera to jako zamach na jego honor, godnosc, a moze i uczucia
      > Dzień pózniej pozbawia mnie wszystkiego - stanowiska pracy,
      otoczenia.........
      > Wystawia ocene przecietną, ogranicza wszelkie kontakty z innymi komórkami
      firmy
      >
      > I do dziś próbuje wykazać, iż moja osoba nie ma żadnego znaczenia dla
      > organizacji pracy............
      >
      > jesli chcesz nawiązać ze mną kontakt, czekam na odpowiedź na forum


      Witaj. Akurat pracuję dla jednej z telewizji nad programem poswieconym
      mobbingow. Chętnie porozmawiałbym z Tobą. Kontakt - telete@wp.pl
    • Gość: BOND IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.03.02, 21:30
      To nie wina szefa – to polskie nieróbstwo.
    • Gość: zzz IP: *.chello.pl 10.03.02, 21:41
      Z wspołpracownikami można soboe poradzić, gorzej z nienormalnym szefem.
      Współpracowników najczęściej wystarczy olewać, jeśli są beznadziejni.
    • Gość: Michael IP: *.nowa-wies.sdi.tpnet.pl 12.03.02, 00:51
      Dokladnie, zwlaszcza, ze to szef rozdaje karty i w kazdej chwili moze dac
      wypowiedzenie pod byle pretekstem. nawet jesli jest bezprawne to i tak pozbywa
      sie pracownika na kilka lat z firmy, bo tyle to trwa w sadzie pracy. A jesli w
      dodatku jest to szef firmy budzetowej to nawet koszty procesu i odszkodowan go
      nie dotykaja, bo placi firma a nie on osobiscie. Wystarczy tylko, zeby byl
      odpowiednio bezczelny, no i mial poparcie polityczne - wtedy moze robic
      wszystko, co najwyzej przeniosa go na inne stanowisko dyrektorskie
    • Gość: Słońce IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.03.02, 21:44
      Dręczył, dlatego odeszłam. Bardzo chciałam dostać tę pracę, ale po trzech
      miesiącach powiedziałam bye bye - nie byłam w stanie znieść tego, że byłam
      nieustannie poniżana, a moje kompetencje zawodowe były dyskredytowane. Dodam
      tylko, że szef nie był wykształcony tak jak ja, a do tego nie znał żadnego
      języka;-))
      Dodam, że była to praca w jednej z ogólnoplskich gazet. Zrozumiałam, że
      dziennikarstwo to zawód nie dla mnie, teraz dopiero wiem, czego chcę od życia
      tak więc można powiedzieć że to doświadczenie było mi bardzo potrzebne.
      Trudno mi będzie jednak o wszystkim zapomnieć. Gdybym go spotkała, obawiałabym
      się swojej reakcji..
    • Gość: mała IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.03.02, 00:50

      Wiem jak to jest. Ponad rok pracowałam w kadrach w jednym z urzędów
      państwowych. Moja bezpośrednia przełożona od początku mówiła, że to dyrektorka
      mnie chciała, a nie ona. Była po administracji, a ja po prawie. Samo to było
      już wystarczającym powodem nieporozumień. Ciągle się bała, że będę lepsza od
      niej. Dręczyła mnie każdego dnia, liczyła ile minut spędzam w ubikacji, o
      przerwie śniadaniowej mogłam tylko pomyśleć. Dawała mi do roboty nagłupsze z
      możliwych rzeczy. W ogóle czułam się upokorzona. Ale i tak zyskałam sobie w
      urzędzie wielu znajomych, pomagałam im w wielu sprawach ( także prywatnych ).
      Wiele się nauczyłam, ale tylko dzięki temu, że sama szukałam sobie czegoś
      ciekawego do roboty ( np. tłumaczenia, bo okazało się, że tylko ja w urzędzie
      znam biegle jęz. angielski ). Teraz jestem na aplikacji sądowej i jest o niebo
      lepiej.
    • Gość: Gregg IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 11.03.02, 06:34
      ja natomiast pracuję w firmie w małym pierdziszewie. Wielkorotnie słyszałem, że
      zanim mój szef dostanie odwłanie, to zdąży jeszcze podpisać papierek dla mnie.
      Mam po prostu komfortowe warunki pracy z opcją zwolnienia nie wiadomo kiedy.
      Nie ukrywam, że mnie nie lubi. Gorsze jednak jest to, że tak do końca nie wiem
      dlaczego.
    • Gość: Orwell IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.03.02, 16:26
      Znam ten bol...
      2 lata temu odszedlem z pracy, bo zaciagnalem kredyt mieszkaniowy i
      potrzebowalem pracy lepiej platnej. Jestem informatykiem, wiec taka bez
      problemu sie znalazla. Dostalem kilka tysiaczkow do reki, nawet nie
      przejmowalem sie tym, ze musze pracowac po 10 godzin dziennie. Warto bylo.
      Mniej wiecej pol roku pozniej moj szef odszedl (zaslabl w pracy, zabralo go
      pogotowie, a potem zdecydowal sie odejsc ze wzgledu na stan zdrowia),
      zatrudniono innego. I tak zaczal sie nasz koszmar. Nowy szef nie mial pojecia
      ani o informatyce, ani nawet o komputerach jako takich. Byl natomiast szwagrem
      jednego z czlonkow zarzadu. Zaczal od tego, ze zlikwidowal polgodzinne przerwy
      na lunch. Z kazdego opuszczenia stanowiska pracy, niezaleznie od tego, czy sie
      szlo do wc czy np. wyslac fax do klienta, trzeba bylo sie gesto tlumaczyc,
      wysluchujac komentarzy typu: bez przerwy tylko lazicie jak te krowy! mysla, ze
      jak sa inzynierkami, to moga sobie tylko lazic! i tym podobnych. Pozniej
      wprowadzil "statystyki" - jego gabinet mial przeszklone scianki, wiec po
      odslonieciu zaluzji mogl nas widziec i zapisywal sobie kto, o ktorej godzinie i
      na jak dlugo odchodzi od biurka albo rozmawia przez telefon. Potem wywieszal te
      swoje zapiski na tablicy i czerwonym markerem stawial minusy tym osobom, ktore
      odchodzily od biurka najczesciej (a np. kiedy byly jakies rozmowy z klientami,
      przy biurku spedzalem dziennie ok. pol godziny, inni podobnie). Za 5 minusow
      byla nagana z wpisem do akt, redukcja premii, nie mowiac juz o potwornej
      awanturze.
      Ale najgorsze przyszlo, kiedy szef gdzies uslyszal, ze programista moze na
      przyklad napisac wirus komputerowy. Ktoregos dnia wezwal nas wszystkich do
      siebie i powiedzial, ze on wie, ze my jestesmy sabotazystami, ze awarie
      sprzetu, ktore sie zdarzaja, nie sa przypadkowe, ze kazdy z nas mysli tylko o
      zniszczeniu danych i programow firmy i ze wobec tego on nas wszystkich bedzie
      mial na oku. Pech chcial, ze tego samego dnia padl modem w jednym z komputerow.
      I zaczelo sie - dochodzenie, awantura, oskarzenie o sabotaz, o niszczenie
      mienia firmy. Ja bylem ostatnia osoba, ktora przy tymze komputerze siedziala.
      Nie bede tu przytaczac, co uslyszalem, ale przy braku podstaw do oficjalnego
      oskarzenia mnie o sabotaz, szef zakonczyl awanture slowami: ja cie zniszcze, ty
      pier... inzynierku, bo rzygam jak patrze na takich jak ty! Zaczely sie
      wyzwiska, awantury, szef wieksza czesc dnia zaczal spedzac przy moim
      komputerze, zeby patrzec mi na rece. Nie wytrzymalem, zlozylem wypowiedzenie,
      ale na porozumienie stron nie wyrazil zgody i musialem jeszcze miesiac
      odpracowac. Jednego z kolegow szef posadzil na ten czas przy mnie i kazal
      mu "patrzec, czy przypadkiem jakiegos swinstwa (w domysle: wirusa) po sobie nie
      pozostawie". Nie pozostawilem, choc rece mnie swierzbialy.
      Teraz pracuje w innej firmie, za nieco mniej, ale w lepszej atmosferze.
      Spotykam sie czasem z kolegami z tamtej firmy i wiem, ze moje odejscie szef
      odreagowal, doprowadzajac do tego, ze odeszly jeszcze dwie osoby. Jedna z nich
      byl kolega, ktory patrzyl mi na rece... a podpadl tym, ze przez ten miesiac,
      kiedy patrzyl mi na rece, z oczywistych wzgledow nic nie robil. Mial mniej
      szczescia niz ja. Zwolnili go dyscyplinarnie za uchylanie sie od wypelniania
      obowiazkow sluzbowych...
      Pozdrawiam
    • arthuros 03.01.04, 15:05
      Gość portalu: Słońce napisał(a):

      > Dręczył, dlatego odeszłam. Bardzo chciałam dostać tę pracę, ale po trzech
      > miesiącach powiedziałam bye bye - nie byłam w stanie znieść tego, że byłam
      > nieustannie poniżana, a moje kompetencje zawodowe były dyskredytowane. Dodam
      > tylko, że szef nie był wykształcony tak jak ja, a do tego nie znał żadnego
      > języka;-))
      > Dodam, że była to praca w jednej z ogólnoplskich gazet. Zrozumiałam, że
      > dziennikarstwo to zawód nie dla mnie, teraz dopiero wiem, czego chcę od
      życia
      > tak więc można powiedzieć że to doświadczenie było mi bardzo potrzebne.
      > Trudno mi będzie jednak o wszystkim zapomnieć. Gdybym go spotkała,
      obawiałabym
      > się swojej reakcji..
      TYLKO SIE KURWA NIE POWIEŚ
    • Gość: nowinho IP: 62.121.73.* 13.03.02, 09:37
      Witam, interesuje mnie tematyka mobbingu i zastanawiam się nad pisaniem pracy
      magisterskiej na ten temat...I tu moja prośba.
      Jeśli jesteś osobą, która osobiście spotkała się z tym problemem ( ze strony
      przełożonego, współpracowników ) i możesz poświęcić mi odrobinkę czasu na
      opisanie swojej sytuacji, ewentualne wypełnienie anonimowej ankiety w
      późniejszym czasie bardzo proszę o kontakt na adres:

      nowinho@poczta.gazeta.pl

      Interesuje mnie jedynie jak wyglądała podobna sytuacja, z jakimi technikami
      terroru psychicznego spotkaliście się.

      Za wszelki odzew na moją prośbę z góry serdecznie dziękuję.

    • Gość: XYZ IP: 217.17.41.* 13.03.02, 16:55
      Niejaki "ktosik" widać nie ma bladego pojęcia o pracy nauczyciela. Powtarza
      właśnie mobbingowe:masz pracować 40godz.i niech ci się głupi nauczycielu nie
      zdaje, że 18,bo jak ci się tak zdaje, to już ja ci pokaże,że jest inaczej.
      Dokładnie tak myśli wieeeluuuu szefów szkół.Wiem coś o tym.
    • Gość: jaris IP: 192.168.0.* 14.03.02, 09:19
      To nie jest tylko nieróbstwo podwładnego. To jest w ogóle "polnische wirtschaft", łącznie z
      umiejętnościami tych szefów. Zadziwiająco dużo naszych praktyk w zakresie tzw. zarządzania
      zasobami ludzkimi" przypomina Ludowe Wojsko Polskie, ogólny bajzel i chamstwo panujące w tej
      zasłużonej instytucji.
    • Gość: Andrzej IP: 195.136.52.* 10.03.02, 22:43
      Jestem "szefem" niewielkiej prywatnej firmy.
      Nigdy nie dopuściłbym do żadnych objawów mobbingu w pracy.
      Jeżeli ktoś ma problemy z własną osobowoscią, to niech rozwiązuje je
      we własnym otoczeniu. Wyżywanie się na innych ludziach z powodów osobistych
      problemów jest czymś okropnym, aczkolwiek spotykamy się już z tym będąc
      uczniami szkoły podstawowej. Nasze "panie" często reagują bardzo dziwnie i
      niezrozumiale w zalezności od własnych stanów depresyjnych.
      Chciałbym jednak zwrócic uwagę na fakt, że czasami podwładni (szczególnie
      odmiennej płci) próbują zdobyć wpływ na swoich przełożonych w niezbyt "czysty"
      sposób. Oczywiście, to czy im się to uda zależy tylko od nas samych.
      Ale człowiek jest tylko człowiekiem i każdy z nas ma chwile słabości i
      zagubienia.
    • Gość: Frank IP: 217.11.141.* 11.03.02, 07:33
      W zasadzie opinia Andrzeja jest doskonałym podsumowaniem całej dyskusji. Jestem
      przekonany, że każda osoba, która zbrała głos ma w jakimś stopniu rację, także
      ci, co, używając mocnych słów, pisali o swojej trudnej sytuacji życiowej.
      Tak sie składa, że przez wiele lata byłem najmnikiem i spotykałem różnych
      współpracowników i szefów. Jedni byli super, inni do bani, moje stosunki z nimi
      były różne, to zależało od bardzo wielu czynników, głównie z zakresu kontaktów
      międzyludzkich.
      Teraz mam własna firme, ktora na razie moge jeszcze prowadzic sam, ale pewnie
      nadejdzie czas, że bede musial pomyslec o pracownikach i co wtedy?! Czy problem
      mobbingu, czy jak inaczej nazwac to zjawisko, sie pojawi? Niestety chyba tak, a
      dlaczego tak uważam?
      Moim zdaniem mobbing to kolejna nazwa określajaca działania ludzi w grupie,
      zalety i wady chrakteru ujawnajace sie w stresowych sytuacjach, związane ze
      slabosciami i emocjami (np. zazdrość). Dotyczy to nie tylko szefów, ale i
      pracowników, a nawet dzieci w szkole, czy przedszkolu. Kapitalizm do rodzaj
      dżungli, gdzie każdy walczy o przetrwanie, tyle że metody walki sa różne.
      Może nie jest to najlpsze określenie, ale mnie ono pasuje: albo my ich, albo
      oni nas. Najsilniejsi wygrywają, nie konieczni muszą być to prostaki i chamy,
      których jest bardzo dużo. Teraz najcenniejsza jest silna psychika.
    • Gość: Ela IP: 213.76.133.* 11.03.02, 08:49
      Nie wiem czy spotyka mnie mobbing. Szefopstwo nic złe go mi nie robi, nie
      ubliża , nie poniża. Jednak są dni, że boję się zasnąć wieczorem, aby się
      obudzić rano do pracy. Pochodzę z małego miasta, ale z dużą fabryką. Pomimo, że
      skończyłam bardzo dobrą uczelnię nie modłam znależć żadnej pracy. Byli tacy co
      mówili, ze mam zbyt dobre wykształcenie. Inni, że gdybym była mężczyzną to by o
      mnie pomyśleli (jestem inżynierem o rzadkiej u kobiet specjalności). Nie miałam
      znajomości żeby znaleźć pracę. W końcu po półtorarocznych staraniach udało mi
      się znależć wymarzoną pracę w naszej fabryce. Nawet na odpowiedznim stanowisku.
      Szłam do pracy z wielkimi nadziejami, że będę pracować i będę potrzebna.
      Pracuję już w tej firmie prawie dwa lata i nic nie robię (no prawie nic,
      dostałam kilka nieinżynierskich prac podczas całego okresu pracy). Nikt się mną
      nie interesuje. Dostałam pokój gdzie siedzę sama i nawet nie mam się do kogo
      odezwać. Na początku starałam się być ambitna i sama organizować sobie coś do
      pracy. Na szefostwie nie robiło to jednak wrażenia. Teraz, po dwóch latach
      brakuje mi już pomysłów. Czuję się niepotrzebna. Współpracownicy mówią mi, że
      szefostwo się mnie boi. Nie chcą żebym dużo umiała, bo jestem zagrożeniem dla
      ich stołków. Chętnie odeszłabym, ale nie mogę nic znaleźć. Mąż nie utrzyma
      rodziny ze swojej pensji. Nie wiem co mam robić. Czasami chciałabym nie
      istnieć. Jestem w sytuacji bez wyjścia. Wiem, że muszę czekać na lepsze czasy.
      Tylko kiedy one przyjdą i czy coś zmienią?
    • Gość: Bohun IP: *.complex.com.pl 11.03.02, 09:15
      Mobbing czyli znęcanie się psychiczne nad drugim człowiekiem jest stare jak
      świat.Nie pojawiło się ono z nastaniem kapitalizmu i bezrobocia.
      Ono było od czasu gdy człowiek zaczął tworzyć stada.
      Jest to forma zdobycia przewagi nad drugim człowiekiem w każdy sposób.
      Jeżeli druga strona jest lepsza,inteligentniejsza i ma swoje zdanie natychmiast
      jest potencjalną ofiarą.Nawet walka z jednym szefem nic nie pomoże gdyż on
      spotyka się po pracy z resztą /dyrektorów i prezesów/ na wódce gdzie w swojej
      gupocie obciąża cię wszystkim co najgorsze.Oni żyją w ciągłym stresie.
      Mają po 100 000 zł na miesiąc i więcej i boją się tego stracić w ciągu jednego
      dnia.I wrócić do dziadostwa jakim byli jeszcze rok lub dwa temu.
      Taki człowiek jest dla nich odskocznią mogą się poznęcać nad drugim bez żadnych
      konsekwęcji.Prawo pracy u nas nie istnieje.Dyskusje w sejmie są śmieszne po co
      dyskutować o czymś czego nie ma lub się wogóle tego nie stosuje.Jedyną formą
      walki jest ucieczka zanim cię całkiem wykończą psychicznie.Nawet jak to się
      często zdaża donieść na szefa po ucieczce nic nie da bo wtedy on staje się
      twoją ofiarą i będziesz miał duże problemy z dostaniem następnej pracy.
      Dla pocieszenia .Nie zauważyliście że tacy szefowie bardzo szybko kończą.
      Albo są wy.... z pracy.Albo idą bardzo szybko do Pana Religi.Oni dużo bardziej
      cierpią niż wy.Zapytajcie się ich sąsiadów jakie oni mają życie rodzinne.
      I najbliższy sklep monopolowy kto jest jego najlepszym klijentem.
      Wyciszce się jeżeli wierzcie w Boga chodżcie do kościoła,jeżeli nie niestety
      musicie pujść do psychiatry po poradę.Inaczej zrujnujecie sobie zdrowie życie
      rodzinne.Zapamiętajcie jeżeli jeden w domu ma nerwicę to po pewnym czsie
      wszyscy ją mają.Narazie dość mojego gadulstwa.Jak to się mówi wyłumaczysz
      jednemu drugiemu w końcu i ty zrozumiesz.
    • Gość: Agnieszk IP: *.dip.bcc-ip.net 16.03.02, 18:58
      Wydaje mi sie,ze problem polego na tym,ze wielu
      szefow(nawet tych od kioskow z marchewka i pania
      sprzedajaca)uwaza sie za Boga-co najmniej.Sama wiem,bo
      takich znam osobiscie.A w tle leza wlasne
      slabosci,problemy i niewiara w siebie samego.Na kim to
      wszystko mozna odbic?Na pewno nie na zonie-bo bedzie
      zadac rozwodu.Najlatwiej na pracowniku(jesli sie go
      ma)-ma rodzine do utrzymania-wiec nie pisnie slowa,a na
      adwokata nie ma pieniedzy,bo tyle szef mu nie da
      zarobic,he,he.


      >






      >
    • Gość: aaa IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.03.02, 10:19
      mylisz się mówiąc ze mobling występuje juz od szkoły podstawowej, to niestety
      pojawia się już w przedszkolu, bo jak inaczej nazwac odzywki wychowawczyni do 5-
      latka typu:
      ciesze się jak jesteś chory, albo
      matka cie kocha jak śpisz
      ?
      kazdy kto ma władze ją wykorzystuje, zeby popastwić się na bliżnim za swoje
      nieudane zycie, a przemoc psychiczna jest najbardziej bezpieczna dla tyrana,
      brak dowodów, ofiara nie ma siły zeby się bronić, często po takiej odzywce
      brakuje jej słów, tylkko łzy stają w oczach, co chyba jest powodem do dumy dla
      szefa, wreszcie zrobił coś dobrze. moja szefowa na domiar złego jest
      praktykującą katoliczką co wcale jej nie przeszkadza w znencaniu się nad
      kobietami od niej zależnymi, co ciekawe facetowi nie jest w stanie nic
      dosrac....
    • Gość: Bidula IP: *.nat.wsp.zgora.pl 11.03.02, 09:24
      Mobbing? alez oczywiscie. Moja szefowa np. traktowala mnie jak "cygana" z
      przyslowia "Kowal zawinil". Polegalo to na tym, ze ktos np. zle wypelnil
      delegacje, mnie zbieralo sie za to, a osoba ktora zawinila zostala "ladnie"
      poproszona o poprawne wypelnienie. Pewnego dnia, gdy trzy razy dostalam "bure"
      za czyjes bledy po prostu zlozylam wypowiedzenie z pracy.
    • Gość: karol IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 11.03.02, 09:40
      1. Są podli i głupi szefowie to poza dyskusją !
      2. 80 % winy za wyrafinowany mobbing ponosi kodeks pracy. Przykład w firmie
      pracuje ok 100 osób 20% jest chronione przez prawo związkowe - lewusy i
      nieroby. Trzeba zredukowac zatrdnienie o ok 30% "starych" i przyjąc ok 15%
      nowej technologi(krwi). Wszystko po to by firma się rozwijała. I co zdaniem
      obrońców uciśnionych pracowników ma zrobic Szef? Do zwolnienia jest wiekszośc
      chronionych przez prawo związkowe - firma nie jest w stanie ich dalej dzwigać!
      Juz dziś planuje się glebienie i gnębienie niechcianych by sami odeszli.
      Pytam: Kto jest winny?
    • Gość: Malini IP: *.brpo.gov.pl 18.03.02, 11:28
      Gość portalu: karol napisał(a):

      > 1. Są podli i głupi szefowie to poza dyskusją !
      > 2. 80 % winy za wyrafinowany mobbing ponosi kodeks pracy. Przykład w firmie
      > pracuje ok 100 osób 20% jest chronione przez prawo związkowe - lewusy i
      > nieroby. Trzeba zredukowac zatrdnienie o ok 30% "starych" i przyjąc ok 15%
      > nowej technologi(krwi). Wszystko po to by firma się rozwijała. I co zdaniem
      > obrońców uciśnionych pracowników ma zrobic Szef? Do zwolnienia jest wiekszośc
      > chronionych przez prawo związkowe - firma nie jest w stanie ich dalej dzwigać!
      > Juz dziś planuje się glebienie i gnębienie niechcianych by sami odeszli.
      > Pytam: Kto jest winny?

      Bzdura.Należę do osób, które określiłeś "nową krwią" i chylę czoła przed "starymi
      pracownikami".Nie muszą udowadniać za wszelką cenę, że są świetni, bo 20-30 lat w
      danej firmie i bycie w niej nadal mimo zwolnień stanowi dowód ich umiejętności.
      Takie hasła przypomnają obecne starania rządu o zakazanie pracy osobom na
      emeryturze bez oglądania się na to ,czy robią to dobrze czy źle. A związkowcy?
      Widać że nie masz pojęcia o "równości broni", albo jesteś (chciałbyś być) szefem,
      który uznaje zamordzyzm. Jak ten związkowiec "się leni"? Mówi rano - "jestem w
      OPZZ i dzisiaj nic nie będę robić"? Jak go chroni prawo związkowe?Że trzeba
      konsultować zwolnienie członka związku zawodowego z pracy z komisją zakładową?To
      uważasz jest "pozwolenie na lenistwo bez konsekwencji"? Miałeś z tym wogóle do
      czynienia czy tylko tak chciałeś coś pogadać bez sensu?
    • Gość: Piter IP: 212.160.154.* 11.03.02, 09:42
      Czy regularne zlecanie pracy dodatkowej pracy "na zaraz" 10 minut przed końcem
      pracy to mobbing? Czy ciągłe gadanie o tym, że w innych firmach albo zwalniają
      albo obniżają pensje to też mobbing?
    • Gość: MiMi IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 11.03.02, 10:28
      Nawet nie wiecie jak bardzo mnie męczy i dręczy! Jestem młodą w sumie jeszcze
      nastolatką (19, no prawie 20!) i chyba nie jestem już gówniarą. Za to, około 7-
      8 razy dziennie słyszę od NIEGO, że nią jestem, że jestem osobą, która
      zatrzymuję wszystko w firmie, że nic nie robię i w ogóle, że jestem do dupy!
      Nie rozumiem dlaczego on tak uważa. Jestem osobą młodą, ale to nie znaczy, że
      jestem głupia i niekompetentna. Facet nie tylko mnie się czepia. Czepia się
      każdego, kto z nim nie śpi! Z dwóch kobiet (w jego wieku), które są na wysokich
      stanowiskach w firmie, na ogólnym spotkaniu potrafi zrobić dwie małe pchełki,
      które mają łzy w oczach. Nie rozumiem! W każdej firmie tak jest?
      No i świeża wiadomość: w piątek (dzień kobiet) szef pdszedł do mnie z kwaitkiem
      i mówi: "W sumie to święto Cię nie obchodzi, ale masz, gówniaro!". koniec...
    • Gość: Sławek IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.03.02, 10:34
      Częściej ofiarami mobbingu padają chyba kobiety. Są molestowane w miejscu
      pracy, poniżane z racji swojego wyglądu, itd... Szef uważa kobietę za słabszą i
      głupszą, szefowa jest cholernie zazdrosna o wiele rzeczy...
      Jestem mężczyzną ale miałem również zdrowo kopniętego szefa.
      Najlepsze w tym wszystkim jest to, że był marnym biznesmenem i stopniowo
      doprowadzał firmę do ruiny. Miałem wątpliwą przyjemność być jego księgowym. Nie
      reagował na moje sugestie, raporty, itd... Sam wiedział lepiej, a jak zaliczył
      wtopę to odbijało się na mnie. Poniżanie, ubliżanie, wulgaryzmy - "rzecz
      normalna".
      Pracowałem tam na umowę - zlecenie, cały czas obiecywał umowę o pracę i mnie
      zwodził. Kiedy wygasła umowa-zlecenia mówi: "napisz Pan CV i list motywacyjny,
      to Pana przyjmę na stałe". Myślę sobie "pomerdało mu się w główce na całego..."

      Ale co tam napisałem... Poczekałem dwa miesiące - pracując "na czarno" bez
      żadnej umowy i dałem sobie spokój. Nawet nie poinformowałem gościa o mojej
      rezygnacji. Po prostu na drugi dzień nie poszedłem do pracy... Telefonów też
      nie odbierałem. Wyobrażam sobie jak toczył pianę z pyska; to była moja mała
      zemsta.
      Chociaż z drugiej strony - czy na tego typu chamach cokolwiek robi wrażenie ?
      Powiedzcie sami.
      Aktualnie zarabiam blisko 2x tyle co poprzednio, a mój szef jest moim kumplem :)

      Mówię Wam ludziska: Szef się na Was wozi. Macie gównianą pensję. Pracujecie bez
      umowy lub wciskają Wam umowy zlecenia, o dzieło czy inny chłam. NAJWYŻSZY CZAS
      ABY ZMIENIĆ PRACĘ.
      Nie dajcie się różnym niedouczonym i zakompleksionym palantom czy innym chamom
      tego świata.

      Pozdroofka
    • slonce+ 11.03.02, 23:38
      Masz rację trzeba wiać, ale nie ma gdzie. Podobno zaczynają powstawć związki
      zawodowe, nie jestem za tym, nigdy nie należałam do związków, nie korzystałam z
      żadnych przywilejów, ale może jakiś wspólny bunt może temu zapobiec. Coś trzeba
      robić. Tak nie może być dalej.
    • Gość: Sławek IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.03.02, 10:35
      Częściej ofiarami mobbingu padają chyba kobiety. Są molestowane w miejscu
      pracy, poniżane z racji swojego wyglądu, itd... Szef uważa kobietę za słabszą i
      głupszą, szefowa jest cholernie zazdrosna o wiele rzeczy...
      Jestem mężczyzną ale miałem również zdrowo kopniętego szefa.
      Najlepsze w tym wszystkim jest to, że był marnym biznesmenem i stopniowo
      doprowadzał firmę do ruiny. Miałem wątpliwą przyjemność być jego księgowym. Nie
      reagował na moje sugestie, raporty, itd... Sam wiedział lepiej, a jak zaliczył
      wtopę to odbijało się na mnie. Poniżanie, ubliżanie, wulgaryzmy - "rzecz
      normalna".
      Pracowałem tam na umowę - zlecenie, cały czas obiecywał umowę o pracę i mnie
      zwodził. Kiedy wygasła umowa-zlecenia mówi: "napisz Pan CV i list motywacyjny,
      to Pana przyjmę na stałe". Myślę sobie "pomerdało mu się w główce na całego..."

      Ale co tam napisałem... Poczekałem dwa miesiące - pracując "na czarno" bez
      żadnej umowy i dałem sobie spokój. Nawet nie poinformowałem gościa o mojej
      rezygnacji. Po prostu na drugi dzień nie poszedłem do pracy... Telefonów też
      nie odbierałem. Wyobrażam sobie jak toczył pianę z pyska; to była moja mała
      zemsta.
      Chociaż z drugiej strony - czy na tego typu chamach cokolwiek robi wrażenie ?
      Powiedzcie sami.
      Aktualnie zarabiam blisko 2x tyle co poprzednio, a mój szef jest moim kumplem :)

      Mówię Wam ludziska: Szef się na Was wozi. Macie gównianą pensję. Pracujecie bez
      umowy lub wciskają Wam umowy zlecenia, o dzieło czy inny chłam. NAJWYŻSZY CZAS
      ABY ZMIENIĆ PRACĘ. Szkoda zdrowia i uciekających lat.
      Nie dajcie się różnym niedouczonym i zakompleksionym palantom czy innym chamom
      tego świata.

      Pozdroofka
    • Gość: Sławek IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.03.02, 10:36
      Częściej ofiarami mobbingu padają chyba kobiety. Są molestowane w miejscu
      pracy, poniżane z racji swojego wyglądu, itd... Szef uważa kobietę za słabszą i
      głupszą, szefowa jest cholernie zazdrosna o wiele rzeczy...
      Jestem mężczyzną ale miałem również zdrowo kopniętego szefa.
      Najlepsze w tym wszystkim jest to, że był marnym biznesmenem i stopniowo
      doprowadzał firmę do ruiny. Miałem wątpliwą przyjemność być jego księgowym. Nie
      reagował na moje sugestie, raporty, itd... Sam wiedział lepiej, a jak zaliczył
      wtopę to odbijało się na mnie. Poniżanie, ubliżanie, wulgaryzmy - "rzecz
      normalna".
      Pracowałem tam na umowę - zlecenie, cały czas obiecywał umowę o pracę i mnie
      zwodził. Kiedy wygasła umowa-zlecenia mówi: "napisz Pan CV i list motywacyjny,
      to Pana przyjmę na stałe". Myślę sobie "pomerdało mu się w główce na całego..."

      Ale co tam napisałem... Poczekałem dwa miesiące - pracując "na czarno" bez
      żadnej umowy i dałem sobie spokój. Nawet nie poinformowałem gościa o mojej
      rezygnacji. Po prostu na drugi dzień nie poszedłem do pracy... Telefonów też
      nie odbierałem. Wyobrażam sobie jak toczył pianę z pyska; to była moja mała
      zemsta.
      Chociaż z drugiej strony - czy na tego typu chamach cokolwiek robi wrażenie ?
      Powiedzcie sami.
      Aktualnie zarabiam blisko 2x tyle co poprzednio, a mój szef jest moim kumplem :)

      Mówię Wam ludziska: Szef się na Was wozi. Macie gównianą pensję. Pracujecie bez
      umowy lub wciskają Wam umowy zlecenia, o dzieło czy inny chłam. NAJWYŻSZY CZAS
      ABY ZMIENIĆ PRACĘ. Szkoda zdrowia i uciekających lat.
      Nie dajcie się różnym niedouczonym i zakompleksionym palantom czy innym chamom
      tego świata.

      Pozdroofka
    • Gość: Ziutka IP: *.milicz.sdi.tpnet.pl 11.03.02, 10:45
      Byłam i szefem i podwładną w dużej firmie. Dręczyłam i byłam dręczona.
      Niestety, wielu podwładnych wkładało max. wysiłku by w cwany sposób spęfzic
      dzien i życie w pracy nie plamiąc sie pracą, był to punkt honoru duzej grupy!!!
      Miło spędzić dzień (śniadanie 1, II i przegryzka, wcześniej zakupy tegoż, kawa,
      telefony prywatne, zakupy rózne inne pod tytułem sprawy zakładowe, załatwianie
      spraw własnych, makijaż lub naprawa samochodu itp.) a dzień ich miał tylko na
      to wszystko 8 godzin oraz
      łatwo, przyjemnie zorganizowany rok na bazie socjalnej firmy np. krótkie tanie
      wycieczki opłacane przez zakład, a przed i po wycieczce chorobowe 1-2 tygodnie.
      Pracownika nie było miesiąc. I tak ze trzy razy w roku plus urlop plus
      rzeczywiste choroby. Trzy miesiace ponad program nieobecnosci pracownika
      (jednego) to moje wszystkie popołudnia i wieczory + soboty czasem niedziele w
      pracy. A tak kilku? Ich powroty do pracy nie po to by wykonac samodzielne
      zadania, ale aby wywołać zdjęcia z podróży, za darmo (z tel. służb.)
      opowiedziec całej rodzinie w kraju i za granicą o wrazeniach, przygotować
      nastepny wyjazd. Nawet delikatne prośby i wskazania jak jaka, może nawet nie
      praca ale czynność prosta tego pracownika jest ważna, bywało powodowało
      niesnaski i taka osoba, nie włączona w rytm pracy wolała odwołać sie do
      solidarności innych, tak samo postępujacych, związków itp. niż zadanie wykonać.
      Jedna taka owca powodowała, że i pozostali choćby dla równowagi i tak pojętej
      sprawiedliwości robili lub usiłowali robić to samo. To tylko przykład. A moi
      przełożeni? W tej firmie żadnen nie traktował pracy poważnie swojej, a tym
      bardziej pracowników, mieli albo układy prywatne, albo ochronę (radny,
      zwiazkowiec) i nie dość, że kradli pracę średniego szczebla to jeszcze dawali
      przykład, jak broń boże nie splamić sie osobiście jakąkolwiek pracą i jak mozna
      miło, fajnie spędzić czas na zewnatrz firmy na jej rachunek, lub w niej
      odpoczywać po trudach piastowania stanowiska. A robotę ktoś musiał zrobić (nie
      był to urząd).
      Dałam sobie spokój, juz tam nie pracuję i mam dzika safysfakcję, bo
      i "podróżnicy" i "szefowie" męczą się sami ze sobą o wiele bardziej okrutnie
      niż ze mną, bo wtedy nawet przekazanie zadania do wykonania, zlecenie pracy
      było dręczeniem wg nich czy domaganie się , nawet nie decyzji z zakresu
      kompetencji szefów lecz złożenia przez nich podpisu na przygotowanych
      terminowych "papierach", które musiały wyjśc z firmy. Pracując, nie miałam
      często czasu (musiałam miec) sprawdzic swoją pocztę a co dopiero wchodzić, ot
      tak, w internet a na pisanie jakichkolwiek postów na forum nie było mowy. Z
      potrzeby pracy nauczyłam sie szybkiego czytania i tak bywały zaległości w
      opanowaniu słuzbowej dokuemntacji.
      Tyle o dręczeniu. Wg mnie i dla szefów i dla podwładnych, niestety, udręką jest
      wykonywanie jakielkolwiek pracy za otrzymywaną kasę. Co nie zmienia faktu, że
      bezpośredni mój szef był złodziejem (kradł wszystko od milionowej zakładowej
      kasy, po materiały biurowe, naszą kawę, ścierki sprzątającym, duperele
      reklamowe, jak nie ukradł to się żle czuł i zaczynał codzienne od rana, musiał
      cos skubnąć), idiotą, tępym i niekompetentnym sadystą z przerostem ambicji,
      niszczył wszystko dookoła co było mu równe stanowiskiem i poniżej, natomiast
      bez żenady właził w dupę wszystkim wyżej, wygryzając przy okacji tego który go
      zatrudnił, ale ten często kazał mu przy gościach z zewnątrz i z za granicy,
      zbierać śmieci na placu zakładowym i robił to. I tyle na razie. Nazwanie
      problemu po imieniu niczego nie zmieni dopóki w naszej mentalnosci będzie praca
      ostatnim zajęciem do wykonania w pracy.
    • Gość: MB IP: 213.186.69.* 11.03.02, 10:45
      Dręczył i to niejeden. Byłam w trudnej sytuacji rodzinnej, a to była idealna
      pożywka dla dręczycieli. Byłam samotna matką z dwójką dzieci i miałam trudności
      ze znalezieniem pracy. Kiedy juz ja otrzymałam to szef obrał sobie mnie za
      ofiarę. Słyszałam kąśliwe uwagi na temat wykształcenia, wyglądu, poziomu
      inteligencji - w jednej z firm - dużej agencji reklamowej której szef szczycił
      się doktoratem najpierw dostawałam jako humanista wielkie media plany do obliczeń
      ( z czym na szczęście radziłam sobie świetnie) a gdy juz zabrakło powodów do
      czepiania się poczęstował mnie komplementem typu: pani jest psychicznie chorą
      idiotką i ma pani 60 IQ! (dodam że mam wykształcenie wyższe i dobrą znajomość
      dwóch języków obcych )Mam na tyle silną psychikę i poczucie własnej wartości jako
      pracownika , że pomyslałam sobie : zobaczymy. Wykorzystałam nabyte umiejętności i
      zatrudniłam się w innej firmie ( musiałam zdawać jeszcze dodatkowe egzaminy)
      gdzie były potrzebne obliczenia i to w duzych ilosciach. Potem znalazłam pracę w
      swoim zawodzie. Dziś pracuję w instytucji samorządowej gdzie na początku moja
      szefowa próbowała mnie zastraszyć, ale moje zimna krew jak również rachunek
      sumienia ( nie jestem święta) pomogły mi narazie przetrwać.Ostatnio widziałam jak
      rozpisywała konkurs na stanowisko pracy w naszym referacie..a ponadto zrobiła się
      dla mnie uprzedzająco dobra....Mam jedno lekarstwo na wszystkie moje
      dolegliwości : Zasypać się pracą! A gdy jej nie dają -wyszukiwać cokolwiek byle
      nie myśleć o swojej krzywdzie i nie użalać sie nad sobą. Próbować się
      dokształcać .Wierzyć w siebie i w to że jedna osoba nie może nas pogrążyć. ZnGdy
      to współpracownik - to zawsze można się odgryźć. Jeśli to szef który ma nad sobą
      zwierzchnika - to zostaje nam zwierzchnik...Jeśli nie ma takiego to ....zostaje
      nam własna inwencja, najlepiej grono życzliwych osób. Pamiętajmy, że wszyscy
      jesteśmy ludźmi a szefowie to nie bogowie. Trudno znaleźć rozwiązanie na
      wszystkie sytuacje, a pomysł ze stowarzyszeniami antymobbingowymi to moim zdaniem
      dobre rozwiązanie - udręczeni nie będą się czuli samotnie, pozostaje pytanie czy
      te organizacje są skuteczne ?
    • Gość: Sławek IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.03.02, 10:57
      Częściej ofiarami mobbingu padają chyba kobiety. Są molestowane w miejscu
      pracy, poniżane z racji takiego czy siakiego wyglądu, itd... Szef uważa kobietę
      za słabszą i głupszą, szefowa jest cholernie zazdrosna o wiele rzeczy...
      Jestem mężczyzną ale miałem również zdrowo kopniętego szefa.
      Najlepsze w tym wszystkim jest to, że był marnym biznesmenem i stopniowo
      doprowadzał firmę do ruiny. Miałem wątpliwą przyjemność być jego księgowym. Nie
      reagował na moje sugestie, raporty, itd... Sam wiedział lepiej, a jak zaliczył
      wtopę to odbijało się na mnie. Poniżanie, ubliżanie, wulgaryzmy - "rzecz
      normalna".
      Pracowałem tam na umowę - zlecenie, cały czas obiecywał umowę o pracę i mnie
      zwodził. Kiedy wygasła kolejna umowa-zlecenia mówi: "napisz Pan CV i list
      motywacyjny, to Pana przyjmę na stałe". Myślę sobie "pomerdało mu się w główce
      na całego..."

      Ale co tam, napisałem... Poczekałem dwa miesiące - pracując "na czarno" bez
      żadnej umowy i dałem sobie spokój. Nawet nie poinformowałem gościa o mojej
      rezygnacji. Po prostu na drugi dzień nie poszedłem do pracy... Telefonów też
      nie odbierałem. Wyobrażam sobie jak toczył pianę z pyska; to była moja mała
      zemsta.
      Chociaż z drugiej strony - czy na tego typu chamach cokolwiek robi wrażenie ?
      Powiedzcie sami.
      Aktualnie zarabiam blisko 2x tyle co poprzednio, a mój szef jest moim kumplem :)

      Mówię Wam ludziska: Szef się na Was wozi. Macie gównianą pensję. Pracujecie bez
      umowy lub wciskają Wam umowy zlecenia, o dzieło czy inny chłam. NAJWYŻSZY CZAS
      ABY ZMIENIĆ PRACĘ. Szkoda zdrowia i uciekających lat.
      Nie dajcie się różnym niedouczonym i zakompleksionym palantom czy innym chamom
      tego świata ;)

      Pozdroofka
    • Gość: Sławek IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.03.02, 11:01
      Przepraszam za kilkakrotnie powtórzony post. Zawiesiła mi się strona i kilka
      razy wcisnąłem "WYSLIJ". Mój błąd. Jeszcze raz przepraszam za zaśmiecanie.
    • Gość: Alek IP: *.bielsko.dialog.net.pl 11.03.02, 11:14
      Od 1,5 roku jestem szefem oddziału jednej z najwiekszych firm handlowych w
      branży budowlanej w Polsce, mam 26 lat. Nie skończyłem prestiżowej uczelni, nie
      znam języków, nie mam żadnych certyfikatów ze specjalistycznych szkoleń, jestem
      normalnym facetem, i .... szanuję swoją pracę.
      Zacząłem pracować w tej firmie jako fakturzysta, potem handlowiec, aż do
      momentu kiedy zostałem kierownikiem. Nie ukrywam, że po części był to splot
      pewnych sprzyjających okoliczności, ale przede wszystkim to moja praca,
      ciężka, po godzinach i bardzo często na 10 min. przed wyjściem miałem "na raz"
      odwalić robotę za trzech(jak to napisała poprzedniczka, pytając czy to mobbing).
      Wiem, że są szefowie różni, sam miałem do czynienia z szefową, która starała
      się mnie "wykończyć" psychicznie, ale nie miała powodu mnie zwolnić i.... w tej
      chwili już nie pracuje ( jak to napisał słusznie jeden z poprzedników, tacy
      szefowie nie utrzymują się długo).
      Cała ta pisanina jest po to, abyście Państwo uświadomili sobie jedno... Byłem
      podwładnym, jestem szefem... być może kiedyś znowu będę podwładnym, ale jednego
      się nauczyłem, że nie należy "wojować" z szefem, udowadniać mu że jego decyzje
      są nie słuszne , głupie, czy pokazywać mu iż ma się go gdzieś....To nie
      rozwiąże problemu. Głupota nie omija także kadry kierowniczej. Są dwa wyjścia:
      albo dostosować się do sytuacji, czyli postępować wg uwag szefa i "przeczekać"
      go, albo poszukać innej pracy. Gdy pracujesz dobrze,sumiennie, dajesz z
      siebie "coś" dla firmy ( anie tylko 8 odbębnionych godzin ) zawsze ktoś to
      zauważy i dostaniesz szansę.
      20 marca mam sprawe w sądzie pracy, zwolniłem pracownika, dostał 3 miesięczną
      odprawę itp. Przez 10 miesięcy męczyłem go i dręczyłem, ponieważ prosiłem go o
      porządek, odpowiedzialność i troszeczkę własnej inwencji (pracował na
      magazynie). Prawnik z mojej firmy, już mi zakomunikował, że prawdopodobnie
      przywrócą go do pracy..... bo sądy pracy "mają taką tendencję".
      Życzę wszystkim dobrych szefów, i spójrzcie czasem w lustro, patrząc sobie
      głęboko w oczy i powiedźcie " Jestem wspaniałeym PRACOWNIKIEM". Tak jest ....?
    • Gość: Monika IP: *.bln.tli.de 11.03.02, 12:21
      Od trzech lat pracuje na wlasny rachunek. Wczesniej pracowalam w panstwowej
      firmie i podobnie jak moj poprzednik od referenta stalam sie dyrektorem.
      Naturalnie kosztowalo mnie to duzo pracy, a i tak czulam sie po prostu glupio,
      gdy zaproponowano mi dyrektorskie stanowisko. Czulam sie za mloda, jeszcze nie
      doswiadczona. I wtedy przekonalam sie co to znaczy byc szefem. Wytrzymalam trzy
      miesiace. Wczesniej pracowalam przez piec lat jako podwladna. Odeszlam z pracy.
      Zajelam sie tylko soba. Bylam sobie szefem i pracownikiem. Niestety nadszedl
      czas, gdy musialam zatrudnic ludzi do pracy. I koszmar zaczal sie od nowa.
      Roszczenia, roszczenia i jeszcze raz roszczenia. I szantaz oczywiscie na
      porzadku dziennym. Jak nie dostane wiecej to zachoruje. Praca wykonywana z
      laska i gigantyczne rachunki telefoniczne. Od pierwszego dnia pracy traktowanie
      mnie jak wroga. Bo ja jestem szefem. Bo ja chce zarobic kase. Biedni ludzie.
      Wykonczyli mnie. Teraz mam znowu wlasna firme. Nic nie poradze na to, ze moja
      rozrywka sa wciaz nowe idee, pomysly na zycie, a nie picie wodki w weekend.
      Zaczelam od nowa, ale nie w Polsce. I lubie moich pracownikow, a oni lubia
      mnie. Pracuja dla mnie, a ja dla nich. Bawimy sie razem na swiatecznych
      imprezach i zalezy NAM (nie tylko mi) na tym, aby firma istniala i wiodlo sie
      jej dobrze. Byc szefem w Polsce bylo dla mnie przeklenstwem. Pracownikiem bylo
      lepiej. Pozdrawiam wszystkie "zdrowe" szefowe.
    • Gość: karol IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 11.03.02, 14:46
      popieram, też mam swoja firme i podwładnych z doświadczenia wiem że tylko 30%
      wytrzymuje moje mobbingowanie: Zakaz prywatnych telefonów wychodzących i
      przychodzacych(nie dotyczy spraw ważnych), Zakaz lewych zwolnień, Zakaz (o
      zgrozo) wynoszenia z firmy: dyskietek, papieru, długopisów..................
      Taki jestem straszny !!!!!!!!!!!!!!!!!!! No i na dokładkę nie pozwalam na
      przerwe na papierosa co 20 minut. Trzeba by na mnie wymyślic jakis
      przepis.Wiekszość pracowników (kobiety) PŁACZE - ale odchodząc z firmy (90% na
      lepsze stanowiska)Lewusów wywalam w 5 minut bez formalności - wolę sąd niż
      udawanie pracy w okresie wypowiedzenia. STRASZNY jestem ()
    • mreck 11.03.02, 12:24
      chyba w magazynie?
      26? krótko żyjesz. Ale to nie przytyk. Pamiętaj, mądrzy ludzie nie pchają się
      do władzy. Każda władza potrafi zdeprawować człowieka, nawet władza jaką ma
      brygadzista nad swoja brygadą. Z punktu widzenia szefa jest tak: pracownicy
      potulnie zrobią co im sie każe. Nie odezwą sie, nie zaprotestują, bo po co się
      narażać? I ja ich rozumiem. Nie ma sensu wojować. w tej wojnie jest jeden
      zwycięzca. Należy odejść. Jeżeli jednak zdecydujecie sie na walkę, to tylko "na
      śmierć i życie" bez gwarancji nawet jesli macie dowody na przestępstwo szefa.
    • Gość: Alek IP: *.bielsko.dialog.net.pl 11.03.02, 13:31
      Jasne "w magazynie". Krótko żyje? Ok, ale co to znaczy ? Można mieć 50 lat
      i ....? Mój poprzednik miał 50 lat, musiał odejść - brak wyników, zostawił mi
      odział który po 5 latach pod "jego panoawaniem" był pod kreską kilkaset tysięcy
      i ciągnął się w ogonie 35 oddziałów. Teraz jesteśmy na 3 miejscu, zatrudnienie
      ma 10 osób zamiast 5, średnia wieku pracowników 25 lat i jeden magazynier 48
      lat. Wszyscy jesteśmy na "TY", rozmawiamy, handlujemy....zresztą to nie istotne.
      Pchać się do władzy??? Pomyliłeś pojęcia... Wiadomo,że za stanowiskiem
      kierowniczym kryje się wyższa pensja, premie, prowizje, a chyba każdy człowiek
      chciałby zarabiać więcej.
      Poza tym, jak świat światem, ludzie dzielą się na kierowników i kierowanych.
      Jeden jest urodzonym przywódcą, drugi woli robić po cichu swoje. Ja lubię
      kierować i dobrze mi to wychodzi, nigdzie nie musiałem się pchać w życiu.
      Niestety, tak jak moja poprzedniczka Monika, każdego dnia spotykam się z jej
      problemami, i tak jak sugerujesz, choć zastrzegasz się, że to nie przytyk, mój
      młody wiek też nie jest tu bez znaczenia, w końcu w branży jestem "gówniarzem".
      Na szczęśćie nie wiek świadczy o człowieku, ajego wyniki.
      Moja rada dla wszystkich pracowników, którzy czują się szykanowani... Zanim
      weźniecie się "za bary" z szefem, spróbujcie porozmawiać z nim... Diabeł
      najczęściej tkwi w szczegółach.

      Pozdrawiam

      soobool@box43.gnet.pl
    • Gość: eric IP: 195.216.121.* 11.03.02, 13:01
      Zwykły konflikt interesów. Szef chce jak najwięcej osiągnąć jak najmniejszym
      kosztem, pracownik chce jak najwięcej dostać jak najmniejszym kosztem. Dziwne
      gdyby nie dochodziło do konfliktów. A jak do tego dodać stres, różne sytuacje i
      charktery ludzkie to wyjdzie bardzo niebezpieczna mieszanka wybuchowa.
      Co ciekawe, zauważyłem, że większość narzekających na szefów to kobiety.
      Zupełnie jak z listów w "Wysokich obcasach": skończyłam świetną uczelnie, znam
      dwa języki, mam kurs szycia na maszynie, byłam w aisecu i nie mogę znaleźć
      pracy!!! albo mój kierownik nie zna angielskiego, skończył tylko liceum a mówi
      mi, że coś źle robię pewnie tylko dlatego że jestem kobietą i nie chciałam z
      nim spać. A co wy myślicie?? Że jak się skończy kurs szydełkowania to znaczy,
      że jest się lepszym pracownikiem?? Jak taka kobieta w pracy ma o wszystko i do
      wszystkich pretensję to nic dziwnego, że szef ich nie lubi!! Drugi gatunek to
      faceci co nic nie robią a rżną warzniaków i cwaniaków. Takich też nikt nie
      lubi.
      Wszystkim którzy nie zaliczają się do w/w grup osób a czują się poniżane w
      pracy jedna rada:
      Do wszystkiego podchodzić na luzie, głupi komentarz wystarczy skwitować lekkim
      uśmiechem lub ironicznym komentarzem. To powinno wystarczyć. Tacy ludzie mają
      satysfakcję jak widzą, że po rozmowie z nimi płaczesz w rogu albo obgryzasz
      paznokcie przed monitorem. Boją się takich i czują przed nimi respekt, którzy
      się nie uginają, są silniejsi i wiedzą o tym. Grunt to być twardym, nie dać się
      zastraszyć i to wszystko!!
    • bartkowa 11.03.02, 17:05
      Wszystko jest kwestia kultury osobistej. Zdarzaja sie chamscy i psychopatyczni
      szefowie, zdarzaja sie tacy pracownicy - i wspolpracownicy. Ale przed
      ponizaniem ze strony szefa trudniej sie bronic.
      Z drugiej strony, sama wiem, jak polscy pracownicy potrafia za cel postawic
      sobie nic nie robienie - moje kolezanki w pracy caly czas jedza, pija, sluchaja
      muzyki albo pala, i dziwia sie, ze szef narzeka, ze sa nieefektywne i ze
      moglyby nieco ograniczyc posilki. Czyni to w bardzo kulturalny i zartobliwy
      sposob, ale do nich dotarlby chyba tylko zakaz...
      Kultura pracy w Polsce jest bardzo niska. Wspolczuje gleboko szefom, ktorzy
      musza uzerac sie z niekompetentymi i aroganckimi pracownikami, straszacymi
      sadem pracy, zwolnieniem itd. W takiej sytuacji jedynym batem na pracownika
      jest zachecanie go, by sam z pracy zrezygnowal.
      Wspolczuje pracownikom, ktorzy mimo tego, ze sa w porzadku wzgledem szefa i
      firmy, sa narazeni na podle zachowanie szefa. Szef mojego meza, gdy ten zostal
      zwolniony z pracy, puscil plotke, ze na odchodne zepsul system komputerowy...
      zwolnil mojego meza, bo szef nie mial studiow, a moj maz wlasnie sie obronil...
      W mojej poprzedniej pracy mialam szefowa, na mysl o ktorej ludziom wlosy sie
      jezyly deba na glowie. Nigdy nie bylo wiadomo, o co tym razem sie przyczepi.
      Probowalam z nia rozmawiac po ludzku, czasami sie udawalo, ale czasem potrafila
      robic awanture z niczego, z wycieczkami personalnymi. Np. w podrozy sluzbowej
      poprosila mnie o zatelefonowanie do jej asystentki i przekazanie jej, co ma
      zrobic. Tak tez uczynilam, przekazujac, ze pani prezes prosi o to i o tamto.
      Jaka byla awantura, ze jestem niesamodzielna i nie potrafie brac
      odpowiedzialnosci za swoje slowa! Probowalam polemizowac, ze przekazywalam
      polecenie sluzbowe, a jej asystentka w zaden sposob mi nie podlega, ale to nic
      nie dalo. Wysluchalam, i zmienilam temat. Nie wolno sie przejmowac.
      Teraz mam wspanialego szefa, i kazdemu takiego szefa zycze. Cecha
      charakterystyczna - mozna z nim normalnie porozmawiac i wspolnie rozwiazac
      problem. Moje podejscie do pracy jest takie: ja i firma na jednym wozku
      jedziemy. On tez nie stara sie dawac do zrozumienia, ze mozna myslec inaczej.
    • co_ty 15.03.02, 19:50
      Fragment Desideraty: "Wykonuj z sercem swą pracę jakkolwiek byłaby skromna - ją
      jedynie posiadasz w zmiennych kolejach losu". Jestem i pracownikiem i szefem
      (taki średni kierownik). Pracuję z różnymi osobami, także takimi, które nie
      szanują swojej pracy (i siebie) jako pracownicy i jako szefowie. Miejsce pracy
      jest jednym z trudniejszych miejsc, w jakich przebywam. Staram się być dobrym
      pracownikiem i dobrym szefem. Nie zawsze mi się to udaje. Moim pracownikom i
      szefom też. Jestem przekonany, że każdy z nas przynosi do pracy całego siebie -
      jeśli nie ma o sobie dobrego mniemania, jeśli potrzebuje różnych "protez", by
      się poczuć dobrze, to będzie przykrym dla innych współpracownikiem - a w roli
      szefa ma przewagę i jego "wstrętność" jest wzmocniona autorytetem instytucji,
      jaką reprezentuje. brrr...
    • Gość: Aga IP: 212.191.201.* 18.03.02, 15:31
      Ja się z tym zgadzam, ALE ja mogłam spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć "Jestem
      doskonałym pracownikiem" i co z tego. W mojej pracy ważniejsze od efektów,
      kompetencji, lojalności wobec firmy, było dobre samopoczucie mojej szefowej -
      zakompleksionej, niekompetentnej kobiety przed 40-tką z wyglądem i
      zachowaniem "panienki" - kochanki szefa. Ona nie mogła pozwolić sobie na
      bycie "gorszą". I nie mów mi, że mam najpierw przyjrzeć się sobie. To naprawdę
      bardzo obiektyne spojrzenie. Już rok tam nie pracuję, wciąż się leczę. Nie
      spałam, schudłam 8 kilogramów, cały czas na lekach uspakajających, prawie
      straciłam rodzinę i przyjaciół. W porę pomogli mi inni ludzie.
    • Gość: isaurapl IP: 213.241.40.* 11.03.02, 12:37
      Przeczytalam kilka wypowiedzi - chyba jeszcze tego nie doswiadczyliscie. Moja
      szefowa czepia sie mnie na kazdym kroku - zauwazyli to juz koledzy i kolezanki
      w pracy (ich to troche smieszy, bo nie moga pojac, o co chodzi). Kiedys np.
      uslyszalam, ze na moim stanowisku nie mam prawa do przerwy w pracy, a
      kazdorazowe opuszczenie stanowiska laczy sie z sankcjami. Nie waha sie przed
      klamstwem, a poniewaz jest szefowa (a ja podwladna) to moze powiedziec i
      napisac o mnie wszystko - co zreszta robi. Gdy spoznilam sie do pracy o 6
      minut, napisala natychmiast notatke sluzbowa do moich akt, ze ... bylo to 20
      minut. Takich przykladow moge podac setki, w rezultacie zas czuje sie jak
      wiezien - steroryzowany i upodlony, ewentualnie niewolnik. Wciaz mi grozi i
      straszy, jak to ona mowi "ostrzega" i "uprzedza", a poniewaz te wladze ma, wiec
      sie jej boje. Klamstwem i podstepem zmusila mnie do zmiany stanowiska. Kiedy ze
      mna rozmawia, nie mowi normalnie, tylko syczy i cedzi slowa przez zacisniete
      nienawiscia zeby. Spojrzenie, ktorym mnie obdarza, zabiloby Bazyliszka.
      I co szanowne forum na to?
      Pozdrawiam, Isaura
    • Gość: A-1005 IP: 192.168.3.* 11.03.02, 13:07
      PRAWIE.Może nie szef, bo niema do pracownikówtakiego dostępu,ale inni po
      drodze.Ludzie nie wiecie jak dobić i zdołować może współpracownik,z którym się
      pracuje.Nasz tzw. PRZODOWY /kop. odkrywk./jak ma kaprys to sie robi co on
      chce, w koncu bierze dodatek za to.Mozna łopatować całą zmianę, bieważne czy
      to noc ,dzień czy święta.Jest taki typ wrednych ludzi--tzw. przydypasów. Od
      niego zależy czy się dostanie urlop czy nie. Sztygar ma najmniej do gadania.
      Ale jak go niema to jeden wielki luksus.I praca jakoś lepiej idzie i ten
      luksus dla MÓZGU.
    • Gość: Rosana IP: *.chello.pl 11.03.02, 15:14
      Isauro, nie przejmuj się, role mogą się jeszcze odwrócic. Moja koleżanka była
      okropnie dręczona przez swoją szefową, w ciągu paru miesięcy bardzo schudła,
      nie mogła spać przez nią, do pracy szła z gulą w żołądku. W końcu nie
      wytrzymała, i po kolejnym upokorzeniu na oczach klienta i kolejnych łzach,
      zebrała się w sobie i złożyła wymówienie. Przez kilka miesięcy była bezrobotna,
      w końcu dostała się do Państwowej Inspekcji Pracy. Nie muszę ci chyba mówić,
      jak musiała się czuć jej była szefowa (firma prywatna)gdy się o tym
      dowiedziała? I jak jej w dupcię właziła gdy przypadkiem spotkały się u
      fryzjera? Tak więc głowa do góry, zwykle takie historie kończą się happy-endem
      i wszystko się w życiu może zdarzyć.
    • be_ata 15.03.02, 14:25
      nie pracujesz przypadkiem w matrixie?
    • Gość: Basia IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 11.03.02, 13:25
      Bardzo ciekawe wypowiedzi. Pamiętam z wykładów z Zarządzania,że w okresie
      największego bezrobocia uaktywniają się najgorsze "charaktery" pracodawcy.
      Mając na 1 miejsce pracy ok. 1000 lub więcej chętnych pracodawca zaczyna
      lekceważyć pracownika, umniejszać jego znaczenie i przydatność dla firmy.
      Z mojego doświadczenia jako podwładnej szefa o ksywie "krwawy" zauważyłam, że
      lubi jak mu się ktoś przeciwstawi, oczywiście nie za często. W chwili
      szczerości powiedział kiedyś, że ludzie grzeczni go nudzą. Ponieważ ja jedna
      wziełam tą wypowiedź "serio", od czasu do czasu stawiam się, zawsze
      uzasadniając, że na jego życzenie (żeby się chłopak nie nudził). Pozotali
      jednak bardzo się go boją, potrafi być bezwględny i zwolnić kogoś bez prawa
      odwołania. Szefo jest osobą konfliktową ma przede wszystkim wrogów. Bardzo źle
      się z nim pracuje, ponieważ "nie rozumie" dlaczego z osobą z którą on toczy
      walkę nie można niczego załatwić. Koszmarek.
    • Gość: Lilia_26 IP: *.magma-net.pl 11.03.02, 13:33
      Nasz szef zwykł mówić: Nie ma ludzi niezastąpionych-jak Pan/i chce się zwolnić
      to OK - 100 osób na bramie wisi.
      A pani szefowa: Niech panienki wezmą się wreszcie do roboty, Czy panienki
      wiedzą co robią? Panienki to zrobiły! panienki to wymyśliły!

      Także w sumie nigdy nie wiedziałyśmy w jakiej profesji my właściwie pracujemy ;)
    • smokgo 11.03.02, 13:40
      Mam wątpliwą przyjemność obserwować nasilający sie mobbing w Państwowej firmie.
      Powodem jego jest nieumiejętność rozwiązywania problemów ze strony dyrektora,
      odpowiedzialnością za swoje błędy stara się obciążać innych pracowników.
      Pierwszym poważnym jego błędem jest brak umiejętności słuchania i rozstrzygania
      bezstronnie sporów - słucha donosów, plotek natomiast nie słucha uwag. Nie
      dopuszcza do siebie żadnej krytyki. Przyczyna polityczny awans. Jak walczyć -
      po pierwsze nie dać się, każde ustępstwo powoduje nasilenie mobbingu.Co jest
      bardzo ważne jeżeli dochodzić swoich praw to tylko na piśmie i racjonalnie, bez
      emocji.
    • Gość: IKS IP: *.tele2.pl 11.03.02, 14:46
      Podobnie jak w artykule, u mnie w pracy tez jest 15-minutowa przerwa na
      sniadanie i ani minuty dluzej. Ciagle dogaduje komus, 5 minut przed koncem jest
      najwiecej pracy. Chyba to jest prawda, ze czesto pracodawcy maja kompleks
      nizszosci, z powodu gorszego wyksztalcenia. Tylko po co zatrudniaja lepiej
      wyksztalconych pracownikow? Po to zeby im dogadywac? Ale co mozna zrobic skoro
      jest takie bezrobocie?
    • Gość: lee_perr IP: *.MAN.atcom.net.pl 11.03.02, 15:02
      Spotkałem się z mobbingiem w czystej postaci. Dokładnie kilka dni po podjęciu
      nowej pracy. Pamiętam jak dziś, rozmawiałem przez telefon z dostawcą i nagle
      słyszę wrzaski, wyzwiska, a zaraz potem płacz. Oto właściciel firmy "załatwiał"
      jakieś swoje żale do pracownicy. Później zorientowałem się, że nikt nie jest
      bezpieczny. Wyzwiska i pomiatanie były na porządku dziennym. Mężczyxni jak to
      oni - najczęściej zaciskali zęby i robili co mieli robić, kobiety - z nimi było
      dużo gorzej - płacze, czasem wręcz histerie. Ja robiłem swoje ale do czasu.
      Zaczęło się gdy poprosiłem o podwyżkę. Po tygodniu zorientowałem się, że
      znalazłem się na celowniku. Parę razy się postawiłem - chociaż znajomi z pracy
      mówili żebym tego nie robił - ale miałem całkiem mocną pozycję i mogłem sobie
      na to pozwolić. Wytrzymałem akurat tyle czasu, że znajomy zaproponował mi
      założenie wspólnej firmy, więc odszedłem. Teraz nie narzekam, nie mam może tylu
      pieniędzy co przedtem, interesy idą tak sobie (raz lepiej, raz gorzej) ale
      przynajmniej mam spokojną głowę i co chyba najważniejsze po śmierci ojca mogłem
      zająć się matką - gdybym pracował u tamtego d(cenzura) nie mógłbym posięcić jej
      więcej czasu, a tak kumpel zajmuje się firmą, a ja na razie matką.
      Co ciekawe, przepływ ludzi przez tamtą firmę jest jednym z największych wśród
      warszawskich firm komputerowych.
      IMHO najważniejsze to być silnym i nie dac się zastraszyć, chociaż wiem, że
      czasem może być z tym ciężko.
    • miriam_73 11.03.02, 14:55
      Słyszysz dzień w dzień, że to co robisz (niezależnie jak bardfzo się starasz)
      jest źle, nie tak jak trzeba, a w ogole to wcale się nie starsxz. Poza tym
      zawsze przecież możesz iść pracować na pocztę. Jak wychodzisz o 19 (formalna
      godzina końca pracy to 17.30) to słyszysz "Coooo? Tak wcześnie?", "Nie
      angażujesz się w pracę itd, itp. Nie wiesz czy już jesteś na "czarnej liście"
      ludzi do następnego odstrzału, czy może tym razem jeszcze się uchowasz. Albo
      całymi dniami nie dostajesz nic do zrobienia a potem słyszysz, jak przychodzi
      koniec okresu rozliczeniowego że masz marną utylizację. I tak dalej... Tylko
      cholera nie ma dokąd przed tym uciec, bo nie ma pracy.
    • Gość: Hania IP: 195.217.253.* 11.03.02, 20:15
      miriam_73 napisał(a):

      > Słyszysz dzień w dzień, że to co robisz (niezależnie jak bardfzo się starasz)
      > jest źle, nie tak jak trzeba, a w ogole to wcale się nie starsxz. Poza tym
      > zawsze przecież możesz iść pracować na pocztę. Jak wychodzisz o 19 (formalna
      > godzina końca pracy to 17.30) to słyszysz "Coooo? Tak wcześnie?", "Nie
      > angażujesz się w pracę itd, itp. Nie wiesz czy już jesteś na "czarnej liście"
      > ludzi do następnego odstrzału, czy może tym razem jeszcze się uchowasz. Albo
      > całymi dniami nie dostajesz nic do zrobienia a potem słyszysz, jak przychodzi
      > koniec okresu rozliczeniowego że masz marną utylizację. I tak dalej... Tylko
      > cholera nie ma dokąd przed tym uciec, bo nie ma pracy.

      Miriam, rozumiem Cie w 100%. Tak wlasnie mialam w poprzedniej pracy. Tupnelam
      noga i odeszlam. Kiedy odchodzilam, okazalo sie, ze jeden z szefow opowiadal
      innym, ze mam mnostwo roboty i ledwo sie wyrabiam, a ja calymi dniami czytalam
      gazety i modlilam sie, zeby zrobic cos konstruktywnego. Czasmi ow szef zlecal mi
      cos, czego samemu nie chcialo mu sie robic. Najczesciej o 17:30 z terminem na 9
      rano nastepnego dnia. A pozniej okazywalo sie, ze ta robota byla zupelnie
      niepotrzebna.
      Teraz jest lepiej. Niewiele lepiej, ale lepiej. Znow wpadam w paranoje, kiedy nie
      dostaje pracy, bo zewszad straszy widmo bezrobocia.
      Jesli jest Ci w obecnej pracy bardzo, bardzo zle, sprobuj poszukac czegos nowego.
      Bezrobocie bezrobociem, ale nie mozna sie bez konca zadreczac.
    • miriam_73 11.03.02, 21:19
      Oj próbuję i to już od paru miesięcy. Tyle że ja jestem prawnikiem, prawników
      jest teraz w nadmiarze a aplikacja na razie niestety "się nie udała". Może
      (trzymaj kciuki) od jesieni wypali mi coś z belferką i doktoratem. Studentów
      lubię bo juz uczyłam więc jeśli się uda to czemu nie.
    • miriam_73 11.03.02, 21:23
      Ja to jeszcze małe piwo - mam na głowie tylko małego psa. Ale moja koleżanka
      (druga kobieta w zespole) - wszyscy wyżej w tym szef to wolni faceci - ma
      roczne dziecko. W piątek o 18.30 usłyszała że raport jest do d... i trzeba go
      jeszcze raz napisać. Na już. Kolega przełozony był przez tydzień na chorobowym
      i oczywiście przez ten cały czas nie miał czasu tegoż raportu przeczytać.
      Zrobił to w piątek o 18. No ale kolega jest:
      -starszy stażem i rangą
      - samotny
      - wynajmuje tylko w Warszawie kawalerkę
      -jest z drugiego końca Polski.

      So - no more comments.
    • Gość: Hania IP: 195.217.253.* 12.03.02, 11:39
      Miriam,

      Zdaje sie, ze jedziemy na identycznym wozku "zawodowym" :) Moge Ci tylko
      powiedziec, ze w kazdej kancelarii jest podobnie - zawsze sie znajdzie
      frustrat, ktory bedzie sie wyladowywac na podwladnych. Czesto w ohydnie
      wyrafinowany sposob - tak, ze nie bedzie latwo przyczepic sie do czegos
      konkretnego, ani podac przykladu. Tym bardziej, ze tacy osobnicy potrafia
      doprowadzic swoich podwladnych do absolutnej psychozy: "Musze siedziec cicho,
      bo mnie wywala". Chyba jedyna bron, to uwierzyc we wlasna wartosc i nie dac sie
      zastraszac. Ale to najtrudniejsza czesc zadania.
      Trzymaj sie i nie daj sobie jezdzic po glowie nadetym bubkom - ofiarom awansu
      spolecznego.
      Pozdrawiam,
      Hania
    • Gość: X IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 11.03.02, 15:49
      redakcja napisał(a):

      > Mobbing to dręczenie, gnębienie, upokarzanie ludzi w miejscu pracy. Czasem są
      > to po prostu chamskie odzywki szefa, czasem sposoby bardzo wyrafinowane. Na
      > Zachodzie zaczęto badać to zjawisko kilkanaście lat temu. Dręczenie zwykle
      > nasila się w czasach recesji - strach przed bezrobociem powoduje, że pracownicy
      > zniosą wszystko.
      > Jak wygląda mobbing po polsku?
      ***
      Przeczytalem Wasz artykul i...
      ... na "pocieszenie" (a moze ku rozbawieniu) Pani Malgorzaty D., ktorej list
      Panstwo cytujecie na lamach Gazety: do mnie po dziś dzien wysowa sie niezliczone
      zarzuty "nieodpowiedniego" sposobu wypelniania moich obowiazkow, a jedynym
      argumentem jakim sie posluguje moj przelozony jest: NIEODPOWIEDNI WYRAZ TWARZY.
      Smieszne, ale prawdziwe.
      Inne przyklady pomine,bo sa podobne do tych, przytoczonych w "Gazecie".Pozdrawiam
      i.. mimo wszystko - duzo usmiechu w codziennej pracy.

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka