Mobbing - czy dręczy Cię szef? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
        • Gość: tatulek IP: *.koronowo.sdi.tpnet.pl 12.03.02, 22:52
          Mam zupełnie inne odczucia. Z moich doświadczeń wynika, że częściej kierownicy stosujący
          mobbing
          robią to nie z maniakalnych skłonności psychopatycznych, ale z wyrafinowanie stosują go do
          osiągnięcia konkretnych celów. Odniosłem wrażenie, że kluczowa może być sytuacja samej
          firmy (np. ciągnąca się kwartałami restrukturyzacja, widmo kolejnych redukcji, zablokowane
          budżety na premie motywacyjne itp.). Jest to doskonała okazja by pogonić pracownika z drugiej
          strony. Można wówczas popróbować kto ulega presji i wchodzi na jeszcze wyższe obroty, kto sie pod
          presją załamuje i kompletnie wypada z obiegu, a kto ma sztywny kark i jest na tego typu działania
          odporny. Zależnie od upodobań można niepoprawnie reagującą grupę poddać redukcji (skoro i tak w
          końcu trzeba by kogoś wytypować) albo wycisnąć z zespołu jeszcze więcej bez ponoszenia
          dodatkwych kosztów.
          Przeżyłem w ostatnich miesiącach sporo stresu w związkuz taką sytuacją. A jeśli specyfika czyjejś
          pracy odbiega od dokręcania śrubek na taśmie lub wykonywaniu na akord prostej czynności to okazji
          do mobbingu, wobec którego każdy sąd jest bezradny, będzie zawsze bez liku.
          Ja osobiście straciłem jedną z lepszych ocen w dziale i wprost powiedziano mi, że powinienem
          mocno przemyśleć moją postawę w związku ze zbliżającą się redukcją z powodu... częstych chorób
          dziecka. "Twoja żona nie jest odpowiedzniejszą osobą do brania opieki?". Kolejny przyczynek to liczba
          godzin spędzona w biurze. Po półtora roku zaczęło przeszkadzać, że nie "dosiaduję" kilkunastu minut
          do regulaminowych godzin pracy. Godziny spędzone na wieczornej pracy w domu (możliwość pracy
          zdalnej załatwiona przez tego samego kierownika) soboty i nocki w pracy podczas
          kończenia zagrożonych projektów (nie zapłacone) idą nagle w niepamięć. Każdy z takich przypadków
          jest zasadniczo zabezpieczony (jak się jest 3-4 tygodnie w roku na zwolnieniu, to w porównaniu z
          innym pracownikiem statystyki można mieć gorsze; czas pracy rejestruje się na portierni, nie w
          domu).
          I wydaje mi się, że dyskusja taka może byc pożyteczna o tyle o ile łatwiej żyć ze złem nazwanym i
          łatwiej znaleźć sobie oparcie w takich stuacjach. W prawne rozwiązania raczej nie wierzę. Z tym jest
          tak, jak z reklamami piwa. Inicjatorzy będą musieli wykazać się większą finezja i wyrafinowaniem.

          Osobną kwestią jest dla mnie fakt, że sytuacje takie są na porządku dziennym w firmach (zwłaszcza z
          kapitałem zagranicznym) gdzie pracownicy obligatoryjnie zapoznają się i zobowiązują do
          przestrzegania sążnistych "kodeksów wewnętrznych", "drogowskazów biznesu", "etosów pracownia
          firmy X", "złotych zasad konkurencji" w których to normuje się moralne podejście do
          współpracowników, kontrahentów i klientów. I taka hiipokryzja na zmianę śmieszy mnie i przeraża.

          Przepraszam za tak długie przynudzanie, pozdrawiam!
      • Gość: lidka IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 13.03.02, 00:55
        Szczęśliwcze napisz jak znalazłeś pracę, bo ja już nie wiem jak rozmawiać, a
        każda wysyłana oferta to jak rzut w czarną dziurę. Jak udało Ci się nie stracić
        poczucia własnej wartości?
        • Droga Lidko,
          Pytasz jak udało mi się znaleźć pracę? Nie było to łatwe. Poszukiwania zajęły
          mi ponad pół roku, po prostu musisz uzbroić się w cierpliwość. Z szykaniem
          pracy jest jak z loterią, starasz się i nic, a czasami po prostu jest Twój
          dzień i bez wysiłku idzie wszystko jak z płatka, zobaczysz ten dzień na pewno
          nadejdzie.
          A teraz ciekawostka: jak o moich poszukiwaniach pracy dowiedział się szef?
          Odpowiedź: okazało się, że w jednej z firm do której się zwróciłem, jego żona
          jest kadrową, zaprezentowała niezły poziom etyki zawodowej informując go o tym
          jeszcze tego samego dnia. Oczywiście nazajutrz zostałem wezwany na dywanik i
          musiałem się tłumaczyć, dlaczego śmiem szukać pracy bez wiedzy swojego
          przełożonego!! Pozostawię to bez komentarza.
          W kwestii utrzymania poczucia własnej wartości, to od razu przyznaję się, że z
          początku myślałem, że to ze mną jest coś nie tak (w końcu każdy nowy szef
          otrzymuje na początku jakiś kredyt zaufania), ale następuje moment w którym
          absurdalność pewnych sytuacji działa jak kubeł zimnej wody. Zawsze staram się
          na trzeźwo oceniać sytuację i jeżeli widzę, że mój kierownik, przepraszam za
          słowo, jest palantem to w życiu nie wmówi mi, że jestem czymś gorszym.
          Przyjąłem zasadę "Jak Kuba Czechowi tak Czech mazutem" (wersja kabaretowa) lub
          jak kto woli "Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie". No, ale ja mogłem sobie na to
          pozwolić, jestem młody, bez rodziny, wykształcony (stwierdzam fakt, a nie
          przechwalam się). Inni niestety nie mają takiego szczęścia.
          Pozdowienia dla Ciebie i wszystkich tych którzy jednak pozostali na
          stanowiskach mimo podobnego traktowania.
          • Gość: lidka IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 14.03.02, 21:37
            Dzięki za odpowiedź. Jedno mnie pocieszyło, że Ty też długo szukałeś pracy, ja
            szukam 3 m-ce. Jednak teraz jestem bez pracy, mój system wartości i układ
            nerwowy nie pozwoliły mi dłużej pracować z tym "palantem". Jeżeli chodzi o
            wykształcenie, to mam wrażenie że jest mi przeszkodą. Kobieta zbyt dobrze
            wykształcona, z wiedzą popartą dobrą praktyką to zagrożenie dla nie chcącej
            ruszać szarymi komórkami płci męskiej, a dla żeńskiej to wróg nr 1. Powiedz czy
            wystarczy mi cierpliwości na kolejna 3 m-ce? Ja już nie znam słowa nadzieja na
            tej płaszczyźnie. Być może jestem niecierpliwa, ale przeszłam szkołę tresury
            przez byłego szefa, a to nie pozostaje bez wpływu. Lidka
    • Gość: Gosia IP: *.server.pl 12.03.02, 14:58
      Należy doprowadzić do uchwalenia takiej ustawy, aby wszelkie przejawy mobbingu
      w miejscach pracy były karane sądownie.
      Obecnie przełożeni czują się całkowicie bezkarni w swych poczynaniach w
      stosunku do podwładnych.
      PIP powinna na każde zgłoszenie o zaistniałej sytuacji reagować pismem, w
      którym znalazłyby się odpowiednie paragrafy ograniczające bezkarność mobbera.











    • Mam za sobą wiele lat współpracy z różnymi szefami - mądrymi, głupimi i
      nijakimi. Myślę, że musimy zacząć odróżniać zwykłe chamstwo od mobbingu.
      Oczywiście, każdy źle by się poczuł gdyby szef lub kolega z pracy obrzucił go
      inwektywami, ale od takich zachowań jeszcze daleko do mobbingu. Niestety w
      Polsce mamy częściej ofiary chamstwa niż mobbingu. Niestety - bo o ile
      mobbingowi można przeciwdziałać ( z czasem ze wsparciem prawa) o tyle chamstwo
      jest trudniejsze do wyplenienia. No i nie ma na nie regresu prawnego....
    • Gość: Informat IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 12.03.02, 18:36
      Klasycznym przykładem mobbingu zbiorowego w polski wydaniu jest sytuacja w
      Rafinerii Trzebinia S.A. po zmianie Prezesa. Od 7.XI.2001 roku kiedy do
      Rafinerii przyszedł Prezes nadany przez byłego Prezesa PKN Orlen S.A. A.
      Modrzejewskiego rozpoczął się terror psychiczny kadry kierowniczej i ludzi mu
      niewygodnych i mających swoje zdanie.
      Wprowadzenie nowych ludzi i perfidnych metod mają na celu złamać karki przed
      nowym Prezesem. Na każdym kroku kwestionowane są decyzje byłego Zarządu i
      kadry mające na celu ośmieszenie, utwierdzenie w nieudolnym zarządzaniu a
      nawet w niegospodarności.
      Zastraszenie w postaci kontroli komórek, telefonów, pism, umów nie mają nic z
      pracą i oszczędnościami, o których ciągle mówi, lecz z osiągnięciem stanu
      podejrzliwości, zastraszenia czy kablowania. Ta atmosfera ogranicza
      potencjalne możliwości rozwoju załogi i firmy. Przeprowadzone testy
      pracowników przez wskazaną (czyt. jego znajomą) firmę są tylko do jego
      wiadomości i mają wyłonić ludzi, z którymi może współpracować i osiągnąć cele
      prywatne, o których wszyscy mówią, zdołować firmę, spółki zależne, by na końcu
      wyprowadzić majątek i z prężnie działającego zakładu małopolski został kolejny
      bankrut a pracownicy zasilili rzesze bezrobotnych. Podobnie działał w
      Zakładach Chemicznych w Alwernii, ale nie zdążył, bo go w porę odwołano. Cel
      uświęca środki. Były prezes PKN Orlen powołuje go na prezesa Rafinerii
      Trzebinia S.A., by ostatnim rzutem wprowadzić swoich ludzi do firmy, dać
      wysokie pensje a następnie gigantyczne odprawy – tworzy się więc zbędne
      stanowiska i struktury dla swoich. Związki zawodowe w obronie poniżanych i
      gnębionych pracowników piszą i monitują w W-wie, mając nadzieje na szybkie
      decyzje nowego Zarządu PKN Orlen S.A.
      On pozoruje menadżera powołując się na Amerykę, lecz powinien wiedzieć, że
      metody stosowane przez niego są tam ścigane z urzędu i karane.
      Atmosfera i klimat współpracy, która budowała pozycję Rafinerii Trzebinia na
      rynku przerodziła się w destrukcję i koszmar ludzi w niej pracujących a
      zwłaszcza kadry.
      Najlepiej te informacje potwierdzić na miejscu, w związkach zawodowych, którzy
      w obronie godności pracowników stoją murem. Bo Prezes składa deklaracje wobec
      wszystkich pozytywne, za plecami zarobi co innego i łamie prawo, czego dowodem
      jest ukaranie Głównej Księgowej, odebraniem premii za IV kwartał ub. roku
      (kara pieniężna) i prokury (kara służbowa) za winy rzekomo popełnione w I kw.
      ub. roku (!!!) – czyli w okresie gdy Prezesem nie był, lub zmuszeniem Szefa
      Inwestycji o rozwiązanie umowy o pracę pod groźbą śledztwa za nieprawidłowości
      w jego dziale. (Sprawą tą zajęła się prokuratura na wniosek poszkodowanego –
      zwolnionego pracownika). Lokalna gazeta Przełom z powodu nieprzychylnego
      artykułu o Rafinerii i nowym Prezesie (jego odwołania z Zakładów Chemicznych
      Alwernia i doprowadzenia zakładu do progu bankructwa) jest czytana w
      konspiracji a kilkuletnią prenumeratę do firmy z jego polecenia wstrzymano.
      Ten stan dręczenia, szykanowania, zastraszania, poniżania trwa. Psychika
      pracowników jest z dnia na dzień coraz gorsza, każdy wykańcza się nerwowo. Być
      może ta informacją w Waszej Gazecie jaki i forum na portalu Gazeta.pl coś
      zmieni, byśmy zbliżający się okres świąteczny mieli w rzeczywistości a nie z
      nazwy…
      (informatorlokalny@interia.pl)
      • Gość: gencjana IP: *.nowa-wies.sdi.tpnet.pl 13.03.02, 01:45
        Gratuluje odwagi! Dwa lata temu, kiedy w naszej firmie nastał "nowy szef" i
        rozpoczął podobne praktyki też ją mieliśmy, ale niestety porozbijaliśmy sobie
        głowy o mur politycznych i innych układów, w których uczciwość i prawda, a
        nade wszystko solidna praca nie mają znaczenia. Walczymy dalej ale niestety
        nie stac nas już na takie publiczne zaufanie. Zbyt wiele instytucji i ludzi,
        nas zawiodło.
        Mimo wszystko życze powodzenia!
    • Gość: szogun IP: *.radix.eu.org 12.03.02, 21:38

      Pracuję w dużej firmie, o specyficznej, budżetowej strukturze organizacyjnej.
      I aktualnie, z pełną odpowiedzialnością, po trwającej permanentnie - od dwóch
      miesięcy - sytuacji w moim życiu moge powiedzieć, że jestem ofiarą mobbingu.
      Powód - dla którego to ja stałam się kolejną ofiarą mojego pracodawcy był
      bardzo błahy, powiedziałabym nawet, że w ogóle nie było takiego powodu.
      A dokładniejsze opowiedzenie mojej historii (choć wiem że nie tu i teraz na to
      miejsce) mogłoby stanowić scenariusz dla dobrego filmu.
      Pracownik z wyższym wykształceniem, kompetentny, zaangażowany i w pełni
      (powiedziałabym maksymalnie) oddany sprawie i generalnie - pracy.
      Osiem godzin przepracowywane z 10 minutową przerwą na posiłek, praktycznie -
      nie wynurzający nosa z za drzwi swojego pokoju.
      Przenoszenie dokumentacji do domu i kolejne kilkugodzinne (bardzo często
      codziennie) poświęcanie prywatnego czasu powierzonym obowiązkom.
      Weekendy na wsi, spędzane przy laptopie i właściwie kontynuacji tego, co od
      poniedziałku do piątku.
      Co za to?
      Mało, bo:
      Pensja początkowo odbiegająca od naniższej płacy, potem podwyżka, ale i tak w
      efekcie -płaca niższa do płacy osoby na podobnym stanowisku, niezaangażowanej,
      traktującej robotę jako zło konieczne.

      Dużo, bo:
      Ocena pracy - wysoka - najwyższa - pracownik najlepszy niemalże w każdym w
      względzie.

      Co znosilam?
      Przede wszystkim przymus związany z wykorzystywaniem mojego czasu pracy (bardzo
      istotnego zjawiska w kontekscie liczby zadań) - niejednokrotnie nawet
      trzygodzinne "przetrzymywanie" w pokoju, bo ponoc przyjemnie spędzać czas z
      taka osobą jak ja.

      Ale..........
      drobna rzecz - dotycząca mojego prywatnego życia w którą nie angażuje mojego
      przełożonego powoduje, że :
      Odbiera to jako zamach na jego honor, godnosc, a moze i uczucia
      Dzień pózniej pozbawia mnie wszystkiego - stanowiska pracy, otoczenia.........
      Wystawia ocene przecietną, ogranicza wszelkie kontakty z innymi komórkami firmy

      I do dziś próbuje wykazać, iż moja osoba nie ma żadnego znaczenia dla
      organizacji pracy............

      jesli chcesz nawiązać ze mną kontakt, czekam na odpowiedź na forum
    • Gość: delete IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.03.02, 22:27
      jesli mozna, nie na temat.

      rok temu byla wielka akcja ABSOLWENT
      teraz MOBBING

      a co za rok?
    • Gość: Aneta IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl 13.03.02, 08:41
      Dręczył, upokarzał, poniżał i ograniczał przez kilka lat. Doprowadził mnie w
      końcu do depresji, miałam mysli samobójcze, nie widziałam już wyjścia z
      sytuacji...Po kolejnej akcji powiedziałam "dość" i poprosiłam o
      przeniesienie...Teraz pracuje już w innym dziale. Niestety, nie pomogło. Pomimo
      tego,że zeszłam mu z oczu prawie przed rokiem, dalej ściga mnie swoją
      nienawiścią, opowiada niestworzone plotki na mój temat i psuje mi opinię w
      srodowisku-a pracuję na eksponowanym stanowisku w dużej, samodzielnej firmie. W
      tej chwili przestaja się mi już kłaniać na ulicy dawni znajomi, blokuje mi
      szanse szkolenia, nastawił przeciw mnie powoli nawet dyrektora...Ponadto jest
      on radnym i człowiekiem o wielkiej pozornej"charyzmie", budzi sympatie wśród
      ludzi znających go powierzchownie. Umie nimi manipulować,potrafiłby nawet
      sprzedać szewcowi buty własnej roboty...:)) Nie wiem, co robić. Nie chcę
      zaostrzać konfliktu i uderzać tą samą bronią, boję się go jeszcze bardziej
      rozwścieczyć...Wszyscy mi powtarzają,że powinnam sie z nim pogodzić, bo inaczej
      mnie zniszczy całkowicie-jest niesamowicie mściwy. Widać nie może się pogodzić
      z tym,że otwarcie powiedziałam mu dlaczego odeszłam...Może ktoś z was mi
      poradzi?
      • Gość: Zosia IP: *.milicz.sdi.tpnet.pl 14.03.02, 01:01
        Aneto nie udzielę Ci rady ani pomocy, ale opowiem moją historię. Na mojej
        drodze zawodowej stnął podobny przełożony-szczur i nie odstąpił do dziś. Byłam
        szefem specyficznej sekcji w dużej firmie, z układów zobowiązaniowo-rodzinnych
        (coś za coś) pojawił się nad naszą sekcją przełożony nie posiadajacy ani
        wykształcenia ani doswiadczenia w naszym zawodzie ani żadnych umiejętności
        zarządzania ludżmi. Natomiast doskonale miał opanowaną zdolność poruszania się
        w dużej grupie (z podobnego kołchozu się wywodził i jak sie okazało z wywiadu i
        po fakcie, jedyna jego umiejętność to pięcie się po trupach do góry),
        intrygowania, szantazowania, wykorzystywania wszystkich mozliwości bezpiecznych
        do wysunięcia siebie i unikania jakiejkolwiek odpowiedzialności. Był w tym
        mistrzem. Miałam odpowiedzialna pracę wiążącą się z b.dużym marginesem ryzyka
        finansowego, terminowego, technicznego, współpracowałam z komórkami wewnątrz
        firmy i wieloma instytucjami, firmami itp. zewnetrznymi. Natłok spraw,
        problemów,korespondencji, rozmów, cyklicznych działań przy tym w sekcji za mało
        ludzi na ambitnie postawione przez zarząd terminy. Szczur nie mógł
        merytorycznie w tym uczestniczyć, właśnie z uwagi na specyfikę i brak wiedzy w
        tym zakresie. Starałam sie, pracowałam, pracowałam, z tego min. połowa działań
        była dodatkowa wynikająca z jego niekompetencji. A co robił szczur? W
        pierwszych dniach pracy wyczuł nieformalne osrodki władzy w firmie, sprawdził
        mój rodowód (czyja jestem, byłam niczyja)i moje osadzenie w klikach (w żadnej)
        i zaczął działać. W dniu jego przyjścia mieliśmy już jako sekcja namacalne i
        obiektywne (niezaprzeczalne)efekty pracy, a szczur nie lubił sie "narabiać" dla
        firmy i zaczął rozwalać sekcję. Najmłodszą panienkę ze średnim, właściwie na
        stazu uczynił pierwszą po sobie dając jej władzę nad nami, sprawy personalne,
        słuzbowe musiały przejść przez nią- kontrola- i po zrobieniu kopii dla niego
        oraz po sterowaniu ręcznym przez niego obieg dokumentów był albo go nie było,
        wpadało do szuflady itp. oczywiscie bez żadnej informacji dla nas, z gwarancją,
        że panna będzie zawsze jego prawą ręką (pannę pierwszą zwolnił z obawy, że
        będzie gadać i w szoku zaczęła). Mam czas biegł b.szybko, spraw natłok,
        przetrzymywanie pism wchodzących, wychodzących, tym bardziej, że dotyczacy
        zewnętrznych firm to był sabotaż. Sekcja, która pracowała w b.ciężkich
        warunkach została natychmiast rozbita, każdy, oprócz mnie jako jej szefa,
        dostał polecenie, że ma wykonywać tylko to co on każe, samodzielnych z duzym
        doświadczeniem zawodowym opierajacych mu się na takie diktum pracowników
        przekupił prosta intrygą, że ja zostanę w najbliższym czasie za malwersacje
        zwolniona, natomiast oni dostaną za posłuszeństwo duże podwyzki.
        I zmowa milczenia. Ludzie bez powodu nie wykonywali pracy, mieli gdzieś
        wcześniejsze ustalenia itp. zdałam sobie sprawę z drobnych zdarzeń, że im kazał
        (co po czasie sami potwierdzili). Byłam odpowiedzialna za wykonanie zadań i
        mimo trudności chciałam je wykonać i się udało, ale... Ludziom powiedziałam,
        chcesz pracować ok., nie to również ok. nie stwarzaj pozorów, oddaj się pod
        dyspozycję przełożonego-szczura, nie ma sprawy. Zostały ze mną dwie osoby,
        które jednak w dwóch druzynach grały, trudno, ale pracowały. Ciężko ale szło. A
        co szczur? Zakończenie kolejnego projektu, nasz sukces, to pojawiały się pisma,
        skargi na mnie (bywało zaskakujące, które były pisane pod jego dyktando, tak na
        wszelki wypadek. W moich osobistych sprawach nigdy nie dostawałam odpowiedzi,
        jeżeli formalnie załatwiłam swoją sprawę, np. podanie o urlop z akceptacją
        zarządu, wpadał i robił awantury, że mnie wykończy bo jestem kuta na cztery
        nogi, jeżeli był tylko urlop podpisany przez niego, miałam telefon do domu
        pierwszego dnia, że go cofa, oryginał podania nie istnieje a ja mam nn w pracy
        itp. Kradł moja pracę, gdy projekt był na ukończeniu, biegł do zarządu zgłaszał
        zmyslone zastrzeżenia do mojej pracy, które rzekomo groziły zawaleniem sprawy i
        domagał sie wyłączności na prowadzenie sprawy, oczywiście dla ratowania firmy,
        oczywiscie domagał się zachowania tyajemnicy itp. itd. długo mu się to udawało.
        Trwało to kilka lat, przeniesienie do innego działu nie wchodziło w grę
        (specyfika) porzucenie z powodu szczura projektów tez nie, bo czułam sie
        odpowiedzialna za wiele osób w te działania uwikłanych, postanowiłam wytrzymać.
        Osiągnęłam sukces, który tylko sama mogę stwierdzić, bo szczur zrobił wszystko
        aby zaszargać moją opinię zawodową, na to pracował codziennie. Drobne szykany
        jak w decydujących dla projektu, momentach wpaść do pokoju i zabrać sobie mój
        komputer, faks, krzesła itp. nie pozwolić na kupno aktualnych niezbędnych do
        pracy biuletynów itp. to małe piwko. Zewnetrznym klientom przy nowych zadaniach
        wprost nakazywał omijanie mnie, z opcją: do zwolnienia i bedzie utrudniać
        pracę, a tylko on jest jedyny do kontaktów itp. mamił profitami ale do czasu.
        Tak mógł strzelać na początku kontraktu, bo potem padał technicznie, po
        zrobieniu ze sprawy bagna, które trzeba było naprawiać, ludzie z zewnatrz
        przecierali oczy, wielu mówiło wprost o jego nakazach. Co zrobiłam? Długo
        szukałam rozwiązania, zawodowo ta praca była dla mnie wyzwaniem i chciałam ją
        dokończyć, udało się, chociaż całą moją pracę szczur ukradł, przedstawiając
        zarządowi jako swoją (kropla drąży skałę), na co dzień na ile było niezbędne i
        tylko tyle walczyłam o swoje, na więcej nie miałam wtedy czasu. Sądziłam, że z
        boku ktoś oceni moja pracę. Tu się przeliczyłam, bo wykonałam i zarząd
        natychmiast o tym zapomniał. Myslałam, że może w innym dziale znajdę pracę, ale
        okazało sie, że wszędzie szczur zostawił swoje bobki, on miał czas.
        Mogłam zagryżć szczura, bo nie ma innego wyjścia. Zdałam sobie sprawę, że jest
        to kliniczny przypadek szczura o wysokiej szczurzej inteligencji, który
        poświęci wszystko (wiele pieniędzy firmowych utopił na ukrywanie swojej głupoty)
        aby móc znosić swoje bobki wszędzie i trwać, z zerową inteligencją emocjonalną,
        nienawidzący ludzi, bojący się odpowiedzialności, przyznam, że bez wstydu przed
        ludżmi z zewnatrz srał pod siebie ze strachu z kolei przed swoimi przełożónymi,
        zdemoralizował młodych ludzi w sekcji, starszym odebrał satysfakcję z pracy,
        wiele rzeczy normalnych, jak szczur posikał i posrał.W stosunku do mnie godzina
        po godzinie, dzień po dniu. Acha rozmowy. Rzucał temat lub pytanie i nie
        pozwalał odpowiedzieć, słowa więzły mi w gardle, bo wrzeszczał, że on wie co
        powiem. G.wiedział, bo się na tej robocie wcale nie znał i nie poznał (to do
        gnoja pisałam). Dość.
        I szukając rozwiązania stwierdziłam, że nic nie zrobię. Po prostu nic. Po raz
        pierwszy w zyciu. Robotę wykonałam. Gdybym podjęła walkę, zniszczyłabym się sama
        psychicznie i nie nadążyłabym za szczurem fizycznie, bo skupiał się tylko na
        szczurzym działaniu szybko, wszedzie a pracą jako taka się nie zajmował.
        Aneto. Dzisiaj nie mam pracy. I jestem szczęśliwa, właśnie dlatego, że już
        zapomniałam o szczurze. Ze nie podjęłam z nim walki. Ze gnoja olałam. Ze
        obejrzałam ten kliniczny przypadek na zimno i nikt mi tego doświadczenia nie
        odbierze. Szczury po prostu są. Wiesz, czasami mi żal go jako czlowieka, bo
        były takie momenty satysfakcji w pracy, w których nie uczestniczył, a one
        nadają sens naszemu życiu, więc bał się ich, jak największego zagrożenia, i
        starał sie to niszczyć, a niszczył siebie. Wielu ludzi dzięki niemu odwróciło
        się ode mnie, ale czas pokazał prawdę. I co ze szczurem Twoim zrobić? Tak jak
        szczura, szeroki front i zabić od razu, zniszczyć w środowisku, albo olać i nie
        schodzić do tej piwnicy. Napewno trzeba w otoczeniu jasno przedstawiać sprawę.
        Mozna tez działać formalnie, o ile się ma na to czas i ochotę, szczury sie tego
        boją jak deratyzacji, ale czy tylko dlatego, że szczury są ja mam być
        szczurołapem? Niech ci co mu zaufali sami się sparzą, jak
        • Gość: Zosia IP: *.milicz.sdi.tpnet.pl 14.03.02, 01:53
          Sorry, urwało wypowiedż (długą i nudną). Aneto, szczura albo zabić (w postaci
          czlowieka) przegryzając tętnicę szyjną albo olać. Tyle, że szczury zyja
          stadami,znajdują pozywienie w różnych miejscach (jednoczesnie srając i sikając
          na nie), Twój jest radnym... Przy rozroście populacji, czy jak braknie pokramu,
          lub w stanie zagrożenia szczury same się zagryzają, pamietaj o tym.
          Pozdrawiam Ciebie serdecznie. Acha, dowcip i poczucie humoru działa na szczury
          jak azotox, łąpka, tłuczone szkło z gipsem w żarciu razem wziete. Zapomnij o
          nim, szczury po prostu są, to wynik braku higieny stosunków międzyludzkich.
      • Gość: cornel IP: 212.106.1.* 14.03.02, 14:33
        Aneta
        Są jak zwykle dwa wysjścia z sytucji:
        znależć sobie drugą pracę albo ignorować tą całą sytuację. Choćbyś nie wiem jak
        uważała zawsze ten typ znajdzie okazję do zaczepki. Bądż ponad to. Jeżeli
        zarzuty to tylko merytoryczne, resztę olewaj.Jeżeli chodzi o znajomych, to ich
        zachowanie świadczy o nich. Trzymaj się.
    • Gość: x IP: 217.153.36.* 13.03.02, 08:44
      Proszę wszystkich o nie wypisywanie tekstów jak szef gnębi pracownika tylko o
      pisanie o Waszych sposobach na walkę z mobbingiem. Będzie z tego chociaż
      pożytek.
      • Gość: agwani IP: *.pg.com 13.03.02, 12:14
        Gość portalu: x napisał(a):

        > Proszę wszystkich o nie wypisywanie tekstów jak szef gnębi pracownika tylko o
        > pisanie o Waszych sposobach na walkę z mobbingiem. Będzie z tego chociaż
        > pożytek.

        Pozytek bedzie z pewnoscia tez jak bedziemy znali jaki to jest wielki problen.
    • Gość: xy IP: *.netia.pl 13.03.02, 09:26
      Dwa lata pracowałam w poprzedniej firmie. I dopiero kiedy odeszłam, zdałam
      sobie sprawę z tego, przez co przeszłam.
      Nigdy nie zdarzyło mi się wyjść o 17:00 (chyba, że szefowa była w delegacji,
      albo na urlopie). Od momentu wyjścia z pracy do momentu dotarcia do domu i
      póżniej, nagabywana byłam telefonami (na komórkę) od szefowej. Doszło do tego,
      że bałam się odebrać dzwoniący telefon (miała zastrzeżony numer), bo nigdy nie
      wiedziałam z czym tym razem wyskoczy. Dzwoniła do mnie nawet wtedy, kiedy dało
      mi się wyrwac na parę dni urlopu. Jak nie mogła się dodzwonić, zostawiała
      nadąsane wiadomości "Zadzwoń do mnie natychmiast". Ja, prawie oszalała ze
      strachu dzwoniłam, po czym okazywało się, że chciała się dowiedzieć np. gdzie
      schowałam jakis zupełnie mało istotny faks....
      Prawie zawsze spóżniała się na samolot. Wychodząc, rzucała do mnie przez
      ramię "Zadzwoń na lotnisko i powiedz, że ja juz jadę. Niech
      poczekają".....Będąc w Hiszpanii (prywatnie) dzwoniła do mnie do biura, żebym
      wynajęła jej samochód w firmie, która znajdowała się dwie ulice od hotelu w
      którym mieszkała.
      Nigdy z mojej pracy nie była zadowolona. Każdy list, faks, notatkę, którą
      pisałam pod jej dyktando musiała sprawdzić i poprawić. Najśmieszniejsze jest
      to, że jest Serbką, po polsku do dziś mówi niepoprawnie, że nie wspomnę o
      pisaniu...
      W zależności od humoru nazywana byłam jej asystentką, osobistą asystentką,
      sekretarką, a raz nawet w rozmowie telefonicznej nazwała mnie "my stupid
      assistant..". Organizowałam jej kosmetyczkę, manicure, pedicure, prywatne
      wakacje, pomagałam nawet jej narzeczonemu, który często bywał w Polsce,
      odbierałam pranie z pralni chemicznej.
      Kiedy trzeba było coś zrobić w firmie, a nie bardzo było komu - zawsze robiłam
      to ja. Bez dziękuję, żadnego dodatkowego wynagrodzenia finansowego.
      Przykłady mogłabym mnożyć, lista jest badzo długa.I nie dotyczy to tylko mnie,
      ale wielu osób, które tam pracowało. Wiele odeszło, wielu pozbyła się sama, bo
      osmielili się np. mieć inne zdanie niż wszechwładna szefowa.
      A najśmieszniejsze jest to, że moja szefowa gościła w "Wysokich Obcasach"
      jakieś dwa tygodnie temu. Wcale nie jest taka fajna, jak wynikałoby z artykułu.
      Ale to wiem ja i ci wszyscy, którzy mieli nieszczęście z nią pracować. Niestety.
      • Gość: AXF IP: 213.17.164.* 13.03.02, 10:33
        Z góry przepraszam za słabą polszczyznę - jestem z Wlk. Brytanii...

        Mieszkam w Polsce od 7 lat. W zasadzie w tym kraju rozpocząłem swoją karierę
        zawodową, pracuję wyłącznie w międznarodowych firmach (w tej chwili to moja
        trzecia praca).

        Z całym szacunkiem do ludzi, którzy przede mną się wzpowiedzieli na tym forum,
        tutejsi pracownicy często niestety nie zdają sobie sprawy, że elastyczność jest
        jedną z postawowych cech potrzebnych u pracownika (na prawie każdym
        stanowisku). Ludzie, zwłaszcza młodsi, potrafią wykazać taką pogardę dla
        pracodawcy - jak gdyby firma powinna być im wdzięczna, że zechcieli do niej się
        przyłączyć. Mamy w kraju 18% bezrobocie, i nawet w W-wie nie jest dobrze -
        czasy, kiedy tracąc jedną posadę dostawało się od ręki drugą się skończyły, ale
        chyba niewiele osób z tego zdaje sobie sprawę.

        Widzę takie zachowanie na co dzień u mnie w firmie, u moich pracowników i u
        ludzi w innych działach. Firma nie zastanawia się długo przed zwolnieniem ludzi
        uważających się za ważniejszych niż firmę. NIKT nie jest ważniejszy od firmy -
        jeśli pracownik nie potrafi tego zrozumieć i oswoić się z tą myślą, to długo w
        żadnej firmie nie wytrzyma.

        Moja szefowa (Dyr. Naczelny na Europę Centralno-Wschodnią) jest brytyką i
        traktuje swoich ludzi - moim zdaniem - bardzo fair. Nie mogę czasami uwierzyć
        uszom kiedy słyszę po raz setny jakieś marudy pracowników - że znowu póżno
        wychodzą (czyli o 5.15 zamiast o 5), że szefowa karci ich za spędzanie półowę
        dnia plotkując w kuchni czy za to, że prychodząc do pracy najpierw czytają GW
        przez pół godziny.... jak to Amerykanie mówią - "get real, guys" - obudzcie
        się, spójrzcie dookoła i zrozumcie realia kapitalistycznego rynku.

        Na pewno nie chcę zaprzeczyć, iż mobbing istnieje i że jest to bardzo złym
        zjawiskiem - chciałem po prostu przedstawić drugą stronę monety. A propos, w/w
        uwagi nie dotyczą tylko Polaków, zanim zostanę oskarżony o narzucanie
        stereotypów, nacjonalism, itd itp.

        Pozdrawiam
        • Gość: Baśka IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 02.04.02, 12:38
          Popieram w 100%. Ważniejsze jest zachowanie szacunku do samego siebie, niż
          bezndziejnej, stresującej pracy. Bądźmy asertywni na ile tylko potrafimy być i
          nie dajmy się zgnoić, bo opócz nienawiści do "mobbingującego" szefa pozostanie
          nam niemożność spojrzenia na siebie samego z szacunkiem, spowodowana tym, że
          nawet nie próbowaliśmy się bronić ani przeciwstawiać, że daliśmy sobie wmówić
          niekompetencję, brak inteligencji itp.
      • Gość: tena IP: 2.4.STABLE* 14.03.02, 14:41
        No proszę, czytam i oczom nie wierzę! Jak to miło znaleźć kogoś, z kim można
        się porozumieć prawie bez słów, bo doświadcza tego samego. Moja jest Polką, ale
        typ najwyraźniej ten sam. W pracy mamy folwark - i uprawiamy go także
        prywatnie. Nie wiem jak w Serbii wykształciły się kompetencje, bo u nas nie
        tylko brak kultury i kindersztuby ale i totalny brak kompetencji.
        Co do dobrych rad:
        wspomniany we wcześniejszej korespondencji przykład szczura też znam - uważam,
        że na szczura (który zazwyczaj ma swoje stado, które za nim stoi) nie warto
        tracić nerwów i czasu. Skrupułów nie ma ale ma swój chory spryt i plecy. Inni
        nawet i widzą, ale nie dotyka ich to bezpośrednio, więc się plecom nie chcą
        narażać i czekają aż szczura przeniosą, albo odejdzie na emeryturę.

        Co do pań z Wysokich Obcasów wymagających służby - przypadek łatwiejszy, choć
        też szarpie nerwy. Ja ustawiłam w swoim telefonie sygnał przypisany tylko
        numerowi szefowej - więc wiem kiedy to ona dzwoni i mogę nie odbierać. Komórkę
        mam prywatną. Nauczyć kultury się nie da, można tylko starać się oddzielać swój
        prywatny czas od tego na służbie. Jeśli nie są właśnie kochankami swoich
        zwierzchników to nawet można wypunktować ich niekompetencje. Jeśli są - to
        trzeba podjąć decyzję: zostać, czy odejść.
        W mobbingu parszywe jest to, że dostrzega to wielu kolegów, ale zazwyczaj
        dotyczy on jednej osoby - i reszta współczuje, ale nie chce tworzyć spójnego
        frontu, bo ich to bezpośrednio nie dotyczy - więc niby "wiem jaka ona jest" ale
        nie będę się w to angażować. Sama pamiętam jak szybko po odejściu od szczurzycy
        zapomniałam tę paranoję.

        Chronić siebie jeśli jest strasznie - bo znacznie trudniej jest leczyć się z
        depresji!
    • Gość: mobik IP: *.atr.bydgoszcz.pl 13.03.02, 09:48
      pierdoły jakies w GW
      czytam ze szefowa wyrzuca kubki,
      szef dręczy jakies wulgazymy wypowiada
      przy kobietach
      panie!
      przeca to mordobiciem musi sie skończyć
      w stolicy ludzie to łykają i się dają
      a czemu?
      nie rozumiem

      • Gość: nowinho IP: 62.121.73.* 13.03.02, 09:58
        Witam, interesuje mnie problem mobbingu i zastanawiam się nad pisaniem pracy
        magisterskiej na ten temat. I stąd moja prośba.
        Jeśli spotkałaś(-eś) się z tym problemem osobiście ( ze strony przełożonego,
        współpracownika) i możesz poświęci odrobinkę czasu by opisać mi swoją sytuację
        oraz ewentualnie w późniejszym czasie wypełnić anonimową ankietę napisz do mnie:

        nowinho@poczta.gazeta.pl

        Interesuje mnie jak wyglądała Twoja sytuacja, jakie techniki terroru
        psychicznego stosowano wobec Ciebie.

        Za wszelki odzew na moją prośbę z góry serdecznie dziękuję

        Nowinho
        • Gość: nowinho IP: 62.121.73.* 14.03.02, 11:52
          Witam, interesuje mnie problem mobbingu i zastanawiam się nad pisaniem pracy
          magisterskiej na ten temat. I stąd moja prośba.
          Jeśli spotkałaś(-eś) się z tym problemem osobiście ( ze strony przełożonego,
          współpracownika) i możesz poświęci odrobinkę czasu by opisać mi swoją sytuację
          oraz ewentualnie w późniejszym czasie wypełnić anonimową ankietę napisz do mnie:

          nowinho@poczta.gazeta.pl

          Interesuje mnie jak wyglądała Twoja sytuacja, jakie techniki terroru
          psychicznego stosowano wobec Ciebie.

          Za wszelki odzew na moją prośbę z góry serdecznie dziękuję

          Nowinho
    • Gość: mmm IP: 212.160.249.* 13.03.02, 10:46
      Nikt mnie nie dręczy, bo jestem na to odporny, dziwię się, że sposobem na
      wybory jest mobbing. Mam pytanie czy po to aby startować do Sejmu trzeba było
      wyciągnąć mobbing a teraz mamy samorządy. Czy już PiS prowadzi kampanię. Może
      się mylę, ale tak to wygląda.
      • Gość: Adam IP: *.pabianice.sdi.tpnet.pl 13.03.02, 11:40
        Moze coś z zupełnie innej beczki, ale powiem Wam kto ponosi winę za ten cały
        bajzel. Może Was zaskoczę, ale winni jesteście WY!!! Pracownicy!!!
        Bo spójrzcie na siebie z boku: "Pracowałem po 16 godzin", "Przychodzę w
        weekendy", "Leczę sie w psychiatryku", "Mam mysli samobójcze". Czy naprawdę nie
        zauważacie, że jesteście takim samym człowiekiem jak Wasz szef??? Jednak boicie
        sie utraty pracy do tego stopnia, że dajecie się szmacić każdego dnia. Podoba
        mi sie te kilka opinii, że ktoś trzasnął drzwiami, przerwał projekt itp. Nie ma
        lekko. Oczywiście uważam, ze trzeba dać z siebie wszystko, szanować szefa i się
        starać, ale praca i mobbing to dwie różne rzeczy. Czy wiecie, co to jest honor,
        duma, szacunek do samego siebie. Co widziecie w lustrze???
        Jeśli szef mówi cytuję"Ty chujowy menadżerze...", to czemu siedzisz cicho,
        czemu nie powiesz, co o tym myślisz, gdzie protest i wyrównanie faceta do
        pionu??? Ale po co. Wszyscy byli na spotkaniu, nikt się nie naraża, kolega obok
        znosi, ja tez mogę. A oni się uczą i tak Was traktują, bo smai na to
        pozwalacie. Moja żona miała takiego pracodawcę. Na pracy cholernie zależało, bo
        w łódzkim bezrobocie wysokie, a do tego jesteśmy pół roku po ślubie,
        studiujemy, więc się nie przelewa, ale po dwóch atakach, powiedziałem dość.
        Wypowiedzenie podarł, bo ona jest na razie niezbedna, mozna wysłać pocztą z
        potwierdzeniem odbioru, szantaż o dyscyplinarce w dokumentach, o oskarżeniach o
        kradzież, spokojnie!!! Są sądy pracy, a nawet jeśli przegramy to co takiego się
        stanie? Życie to nie tylko firma, kariera i zapieprz. Szanujmy się. Obiboków
        wywalać, ale oddanego pracownika szanować. A jak nie, to mówić i walczyć o
        swoje!!! A wy jak w średniowieczu: przyjeżdza PAN, a Wy bijecie pokłony!!!
        Pluje Wam w twarz, a Wy OK, bylebyś nie zwolnił.Chyba nie macie charakteru!!!
        Zastanawiam się jak wygląda Wasze zycie rodzinne. Sam jestem osoba wrażliwąi po
        jakichkolwiek uwagach mam zepsuty humor na cały dzień. Przecież praca w piekle
        i leczenie, leki, to chyba totalnie rozbite zycie rodzinne - dziecko Was
        wkurza, małżonek również - przenieście się do firmy na stałe! Czasem wydaje mi
        sie, że niektórzy przestają widzieć świat takim jakim jest, przestajecie marzyć
        i walczyć... I dlatego dostajecie za swoje.
        U mnie w pracy szef jest całkiem przyzwoity, ale i tak 3/4 wchodzi do niego z
        trzęsącymi się rekoma, ja rozmawiam rzeczowo, nie płaszczę się - bo wykonuję
        nalezycie swoje obowiązki. I choć ja mam lat dwadzieścia parę, a on prawie 60,
        to już wyzbyłem sie strachu. Za bardzo kocham zyc by cierpieć z powodu wrzodów
        na żołądku, by odgrywać swoje frustracje na zonie itp.
        Kontakt: maknop@wp.pl
        • Gość: agwani IP: *.pg.com 13.03.02, 12:53
          Masz racje. To co napisales jest OK.
          Tylko nie kazdy jest mlody jak ty, nie kazdy moze sobie pozwolic na takie
          postepowanie jak ty.
          Mieszkam od parunastu lat za granica, jestem tez jeszcze mlody ale juz wiele
          zeczy przezylem i widzialem.
          Pracowalem kiedys w pewnej firmie ktora na koniec przz pare lat zwalniala ludzi
          i widzialem jakimi metodami starano sie pozbyc kolegow w szczegolnosci
          starszych i tych co nie mieli "plecow".
          Pewna starsza kobieta pracowala razem z paroma mlodszymi kolezankami ktore ja
          mobbowaly. To nie kierownik do niej przychodzil i ja ponizal.
          Wystarczylo ze on sobie wziol swoja zaufana osobe i w delikatny sposob
          przekazal ze ta starsza pani stracila jego sympatie.
          Od tego momentu zaczelo sie.
          Brak zadan do wykonywania wiec robila czesciej pauze, potem byly rozmowy za
          plecami ze sie obija.
          Miala duzo pracy - rozmowy za plecami ze sie nie nadaje, jest powolna itp.
          Wszystko co robila zawsze wracalo do niej zpowrotem z poprawkami a z drogie
          strony przy niej kierownik pokazywal jakie sprawne sa inne panie.
          Po paru latach ta kobieta dala sobie spokoj.
          Zwolnila sie. Od kierownika i kolezane dostala prezent, kwiaty tak jakby nic
          sie nie stalo.
          Mobbing na zachodzie jest inny od tych przykladow jakie wczesniej czytalem.
          On nie trwa pare miesiecy, kierownicy nie brudza sobie tym rak, oni wydaja
          tylko polecenia kto z pracownikow jest przydatny a kto juz nie!!!
          Potem czekaja - nawet pare lat!!!
          Cala "robote" robia inni, np. koledzy
          Jedyna moja rada dla wszystkich ktorzy juz i tak chodza do psychiatry:
          zbierac wszystkie dowody mobbingu np. sprawozdania od lekarza o stanie zdrowia
          i po jakims czasie oddac firme do sadu.
          Tak robia na zachodzie, zawsze wygrywaja i dotego jeszcze dostaja solidne
          odszkodowania.
          Pozdrawiam
          agwani@gmx.net
    • Gość: AXF IP: 213.17.164.* 13.03.02, 11:03
      Z góry przepraszam za słabą polszczyznę - jestem z Wlk. Brytanii...

      Mieszkam w Polsce od 7 lat. W zasadzie w tym kraju rozpocząłem swoją karierę
      zawodową, pracuję wyłącznie w międznarodowych firmach (w tej chwili to moja
      trzecia praca).

      Z całym szacunkiem do ludzi, którzy przede mną się wypowiedzieli na tym forum,
      tutejsi pracownicy często niestety nie zdają sobie sprawy, że elastyczność jest
      jedną z postawowych cech potrzebnych u pracownika (na prawie każdym
      stanowisku). Ludzie, zwłaszcza młodsi, potrafią wykazać taką pogardę dla
      pracodawcy - jak gdyby firma powinna być im wdzięczna, że zechcieli do niej się
      przyłączyć. Mamy w kraju 18% bezrobocie, i nawet w W-wie nie jest dobrze -
      czasy, kiedy tracąc jedną posadę dostawało się od ręki drugą się skończyły, ale
      chyba niewiele osób z tego zdaje sobie sprawę.

      Widzę takie zachowanie na co dzień u mnie w firmie, u moich pracowników i u
      ludzi w innych działach. Firma nie zastanawia się długo przed zwolnieniem ludzi
      uważających się za ważniejszych niż firmę. NIKT nie jest ważniejszy od firmy -
      jeśli pracownik nie potrafi tego zrozumieć i oswoić się z tą myślą, to długo w
      żadnej firmie nie wytrzyma.

      Moja szefowa (Dyr. Naczelny na Europę Centralno-Wschodnią) jest brytyjką i
      traktuje swoich ludzi - moim zdaniem - bardzo fair. Nie mogę czasami uwierzyć
      uszom kiedy słyszę po raz setny jakieś marudy pracowników - że znowu póżno
      wychodzą (czyli o 5.15 zamiast o 5), że szefowa karci ich za spędzanie półowę
      dnia plotkując w kuchni czy za to, że prychodząc do pracy najpierw czytają GW
      przez pół godziny.... jak to Amerykanie mówią - "get real, guys" - obudzcie
      się, spójrzcie dookoła i zrozumcie realia kapitalistycznego rynku.

      Na pewno nie chcę zaprzeczyć, iż mobbing istnieje i że jest to bardzo złym
      zjawiskiem - chciałem po prostu przedstawić drugą stronę monety. A propos, w/w
      uwagi nie dotyczą tylko Polaków, zanim zostanę oskarżony o narzucanie
      stereotypów, nacjonalizm, itd itp.

      Pozdrawiam
      • Gość portalu: AXF napisał(a):

        > Z góry przepraszam za słabą polszczyznę - jestem z Wlk. Brytanii...
        >
        > Mieszkam w Polsce od 7 lat. W zasadzie w tym kraju rozpocząłem swoją karierę
        > zawodową, pracuję wyłącznie w międznarodowych firmach (w tej chwili to moja
        > trzecia praca).
        No to miedzynarodowego doswiadczenia duzego nie masz i nie masz mozliwosci
        porownania. Czyzby stwierdzili, ze u sibie do niczego sie nie nadajesz i cie
        wyslali do Polski??
        >
        > Z całym szacunkiem do ludzi, którzy przede mną się wypowiedzieli na tym forum,
        > tutejsi pracownicy często niestety nie zdają sobie sprawy, że elastyczność jest
        >
        > jedną z postawowych cech potrzebnych u pracownika (na prawie każdym
        > stanowisku).
        A mozesz wyjasnic co to jest ta mityczna "elastycznosc". Czy to znaczy, ze
        operator koparki ma na drugi dzien byc spawaczem???
        Ludzie, zwłaszcza młodsi, potrafią wykazać taką pogardę dla
        > pracodawcy - jak gdyby firma powinna być im wdzięczna, że zechcieli do niej się
        >
        > przyłączyć. Mamy w kraju 18% bezrobocie, i nawet w W-wie nie jest dobrze -
        > czasy, kiedy tracąc jedną posadę dostawało się od ręki drugą się skończyły, ale
        >
        > chyba niewiele osób z tego zdaje sobie sprawę.
        >
        > Widzę takie zachowanie na co dzień u mnie w firmie, u moich pracowników i u
        > ludzi w innych działach. Firma nie zastanawia się długo przed zwolnieniem ludzi
        >
        > uważających się za ważniejszych niż firmę. NIKT nie jest ważniejszy od firmy -
        > jeśli pracownik nie potrafi tego zrozumieć i oswoić się z tą myślą, to długo w
        > żadnej firmie nie wytrzyma.

        Piszesz jakbys pochodzil z kraju obozu komunistycznego i to z Kuby czy z Korei,
        gdzie jednostak "zerem"...
        KAZDY jest wazniejszy od firm. Firma to nie wiezienie, to miejsce pracy. Firma
        bez pracownikow nie istnieje. Istnieje sprzezenie zwrotne, taka firma jacy
        pracownicy i tacy pracownicy jaka firma.
        Wiekszosc ludzi pracuje zeby zyc, a nie zyje po to by pracowac.

        >
        > Moja szefowa (Dyr. Naczelny na Europę Centralno-Wschodnią) jest brytyjką i
        > traktuje swoich ludzi - moim zdaniem - bardzo fair. Nie mogę czasami uwierzyć
        > uszom kiedy słyszę po raz setny jakieś marudy pracowników - że znowu póżno
        > wychodzą (czyli o 5.15 zamiast o 5), że szefowa karci ich za spędzanie półowę
        > dnia plotkując w kuchni czy za to, że prychodząc do pracy najpierw czytają GW
        > przez pół godziny.... jak to Amerykanie mówią - "get real, guys" - obudzcie
        > się, spójrzcie dookoła i zrozumcie realia kapitalistycznego rynku.
        >
        Realia sa takie, ze jesli ludzie nie pracuja na tasmie i wykonuja swoje zadania w
        terminie to w niczym nie szkodzi, ze porozmawiaja, czy przeczytaja gazete. Ja w
        przeciwienstwie do ciebie spedzilem troche czasu w UK i ludzie podchodza do pracy
        z rozsadkiem. Jest nawal pracy to zasuwaja po 16 godzin, mniej pracy to i gazete
        poczytaja i pogawedza. Do wszystkiego trzeba podchodzic ze zdrowym rozsadkiem.
        Ludzie sa tylko ludzmi, a nie automatami.

        > Na pewno nie chcę zaprzeczyć, iż mobbing istnieje i że jest to bardzo złym
        > zjawiskiem - chciałem po prostu przedstawić drugą stronę monety. A propos, w/w
        > uwagi nie dotyczą tylko Polaków, zanim zostanę oskarżony o narzucanie
        > stereotypów, nacjonalizm, itd itp.
        >
        > Pozdrawiam

        • Gość: AXF IP: 213.17.164.* 13.03.02, 12:30
          legal.alien napisał(a):

          > No to miedzynarodowego doswiadczenia duzego nie masz i nie masz mozliwosci
          > porownania. Czyzby stwierdzili, ze u sibie do niczego sie nie nadajesz i cie
          > wyslali do Polski??

          Przyjechalem z wlasnej woli, tuz po ukonczeniu studiow. Nie bede wymienial
          uczelni, bo od razu zarzucisz, ze jestem egocentryczny. Ofert pracy na pewno nie
          brakowalo. Jednak Polska wowczas byla i nadal jest ciekawszym krajem i rynkiem
          pracy.

          > A mozesz wyjasnic co to jest ta mityczna "elastycznosc". Czy to znaczy, ze
          > operator koparki ma na drugi dzien byc spawaczem???

          Firmy czesto zadaja swoim ludziom rozne zadania i przenosza do roznych dzialow,
          aby uzupelnic ich wiedze o firmie i umiejetnosci zawodowe. To zwieksza ich
          wartosc dla firmy i szanse na rynku pracy. Jest to w pewnym sensie bardzo
          korzystne dla tych ludzi. Niektorzy jednak tego nie lubia, ale takie sa realia.

          > Piszesz jakbys pochodzil z kraju obozu komunistycznego i to z Kuby czy z Korei,
          >
          > gdzie jednostak "zerem"...
          > KAZDY jest wazniejszy od firm. Firma to nie wiezienie, to miejsce pracy. Firma
          > bez pracownikow nie istnieje. Istnieje sprzezenie zwrotne, taka firma jacy
          > pracownicy i tacy pracownicy jaka firma.
          > Wiekszosc ludzi pracuje zeby zyc, a nie zyje po to by pracowac.

          Mylisz sie - w oczach firmy, nikt nie jest wazniejszy od firmy. Firma nie bedzie
          zmieniala swojej strategii, dlugo- lub krotkoterminowych planow ze wzgledu na
          zachcianki swoich rozpuszczonych pracownikow. Nie zastanowi sie - wyrzuci tych
          ludzi, ktorzy nie chca sie dopasowac.

          > Realia sa takie, ze jesli ludzie nie pracuja na tasmie i wykonuja swoje zadania
          > w
          > terminie to w niczym nie szkodzi, ze porozmawiaja, czy przeczytaja gazete. Ja w
          >
          > przeciwienstwie do ciebie spedzilem troche czasu w UK i ludzie podchodza do pra
          > cy
          > z rozsadkiem. Jest nawal pracy to zasuwaja po 16 godzin, mniej pracy to i gazet
          > e
          > poczytaja i pogawedza. Do wszystkiego trzeba podchodzic ze zdrowym rozsadkiem.
          > Ludzie sa tylko ludzmi, a nie automatami.

          Oczywiscie, zgadzam sie. Jednak w wielu firmach w Polsce (ale nie tylko) ludzie
          wola sobie poplotkowac, niz pracowac - nawet kiedy jest nawal pracy. 16 godzin w
          pracy w Wlk. Brytanii to zadna nowosc (i tu sprostuje: polowe czasu bedac
          zatrudniony przez polskie oddzialy zagranicznych firm spedzilem w ich siedzibach
          w UK). Ale w Polsce?? Nieee, tutaj 1630 (1700, cokolwiek firma ustala w
          procedurach) i do domu.

          Pozdrawiam
          • Gość portalu: AXF napisał(a):

            > legal.alien napisał(a):
            >
            > > No to miedzynarodowego doswiadczenia duzego nie masz i nie masz mozliwosci
            >
            > > porownania. Czyzby stwierdzili, ze u sibie do niczego sie nie nadajesz i c
            > ie
            > > wyslali do Polski??
            >
            > Przyjechalem z wlasnej woli, tuz po ukonczeniu studiow. Nie bede wymienial
            > uczelni, bo od razu zarzucisz, ze jestem egocentryczny. Ofert pracy na pewno ni
            > e
            > brakowalo. Jednak Polska wowczas byla i nadal jest ciekawszym krajem i rynkiem
            > pracy.
            A to przepraszam, bo jednak "odpady" z Europy Zachodniej w Polsce przewazaja.
            >
            > > A mozesz wyjasnic co to jest ta mityczna "elastycznosc". Czy to znaczy, ze
            >
            > > operator koparki ma na drugi dzien byc spawaczem???
            >
            > Firmy czesto zadaja swoim ludziom rozne zadania i przenosza do roznych dzialow,
            >
            > aby uzupelnic ich wiedze o firmie i umiejetnosci zawodowe. To zwieksza ich
            > wartosc dla firmy i szanse na rynku pracy. Jest to w pewnym sensie bardzo
            > korzystne dla tych ludzi. Niektorzy jednak tego nie lubia, ale takie sa realia.

            To jest, za przeproszeniem belkot i bicie piany. Wyjasnij mi co to jest ta
            elastycznosc. Kazda firma jest inna, kazdy zawod jest inny i nie mozesz
            oczekiwac, ze specjalista od komputerow bedzie np. naprawial pralki.
            >
            > > Piszesz jakbys pochodzil z kraju obozu komunistycznego i to z Kuby czy z K
            > orei,
            > >
            > > gdzie jednostak "zerem"...
            > > KAZDY jest wazniejszy od firm. Firma to nie wiezienie, to miejsce pracy. F
            > irma
            > > bez pracownikow nie istnieje. Istnieje sprzezenie zwrotne, taka firma jacy
            >
            > > pracownicy i tacy pracownicy jaka firma.
            > > Wiekszosc ludzi pracuje zeby zyc, a nie zyje po to by pracowac.
            >
            > Mylisz sie - w oczach firmy, nikt nie jest wazniejszy od firmy.
            Tu sie mylisz w oczach firmy (zarzadu) najwazniejsi sa akacjonariusze, bo jak
            niedostana dywidendy to poleca na pysk.
            Firma nie bedzi
            > e
            > zmieniala swojej strategii, dlugo- lub krotkoterminowych planow ze wzgledu na
            > zachcianki swoich rozpuszczonych pracownikow. Nie zastanowi sie - wyrzuci tych
            > ludzi, ktorzy nie chca sie dopasowac.

            Tylko, ze firma musi szanowac swoich pracownikow, bo bez nich najlepsze strategie
            wezma w leb. Tak jak i pracownicy musza szanowac firme i byc wobec niej lojalni,
            ale nie moga stawiac dobra firmy na pierwszym miejscu swojego zycia. To co
            piszesz brzmi jak przepranie mozgu w Amwayu czy innej sekcie handlowej.
            Z tym wyrzucaniem to tez ostroznie, "nosil wilk razy kilka, poniesli i wilka".
            Troche szacunku dla ludzi.
            >
            > > Realia sa takie, ze jesli ludzie nie pracuja na tasmie i wykonuja swoje za
            > dania
            > > w
            > > terminie to w niczym nie szkodzi, ze porozmawiaja, czy przeczytaja gazete.
            > Ja w
            > >
            > > przeciwienstwie do ciebie spedzilem troche czasu w UK i ludzie podchodza d
            > o pra
            > > cy
            > > z rozsadkiem. Jest nawal pracy to zasuwaja po 16 godzin, mniej pracy to i
            > gazet
            > > e
            > > poczytaja i pogawedza. Do wszystkiego trzeba podchodzic ze zdrowym rozsadk
            > iem.
            > > Ludzie sa tylko ludzmi, a nie automatami.
            >
            > Oczywiscie, zgadzam sie. Jednak w wielu firmach w Polsce (ale nie tylko) ludzie
            >
            > wola sobie poplotkowac, niz pracowac - nawet kiedy jest nawal pracy. 16 godzin
            > w
            > pracy w Wlk. Brytanii to zadna nowosc (i tu sprostuje: polowe czasu bedac
            > zatrudniony przez polskie oddzialy zagranicznych firm spedzilem w ich siedzibac
            > h
            > w UK).
            Nie przesadzaj ludzie podchodza do wszystkiego z rozsadkiem, napisalem pracuja 16
            godzin kiedy trzeba, normalnie wychodz o 17:30, a przychodza 8:30 (1 godzina na
            lunch). Jesli trzeba ciagle pracowac po nascie godzin to znaczy, ze praca jest
            zle zorganizowana i szef do dupy, czyli trzeba zmienic szefa.
            Ale w Polsce?? Nieee, tutaj 1630 (1700, cokolwiek firma ustala w
            > procedurach) i do domu.
            A co w tym zlego? Ludzie maja swoje prywatne zycie i potrzeby. A placicie im za
            nadgodziny??
            >
            > Pozdrawiam

            • Gość: AXF IP: 213.17.164.* 13.03.02, 13:45
              > A to przepraszam, bo jednak "odpady" z Europy Zachodniej w Polsce przewazaja.

              Zgadzam sie. Ale juz nie badz takim najconalista. Niektorzy szefowie polskich
              oddzialow miedzynarodowych koncernow sa tutaj wysylani, poniewaz posiadaja po
              prostu wiecej wiedzy i doswiadczenia, niz polscy koledzy. Polska i Polacy nigdy
              nie przezyli recesji a wiec miejscowi na stanowiskach kierowniczych nie zawsze
              wiedza, co maja teraz zrobic z firma - tak samo jak mlodzi 'CEOs' dopiero co
              stworzonych firm informatycznych w USA, ktore rok temu padaly jak muchy.


              > To jest, za przeproszeniem belkot i bicie piany. Wyjasnij mi co to jest ta
              > elastycznosc. Kazda firma jest inna, kazdy zawod jest inny i nie mozesz
              > oczekiwac, ze specjalista od komputerow bedzie np. naprawial pralki.

              Jasne, ze generalizuje. Ty, z kolei, przesadzasz. Wspomniany Twoj specjalista od
              komputerow moze zaczac prace w dziale finansow, a potem zostac przeniesiony do
              dzialu operacyjnego, itd itd. Spojrz na szefow wielu koncernow - zwykle przeszli
              przez prawie wszystkie funkcje w swojej firmie. Na pewno nie mowili 'uuuuu, dzial
              operacyjny? Nie podoba mi sie ten pomysl - wolu tutaj siedziec, z kolegami w moim
              dziale.'

              > Tu sie mylisz w oczach firmy (zarzadu) najwazniejsi sa akacjonariusze, bo jak
              > niedostana dywidendy to poleca na pysk.

              Tak. W oczach firmy najwazniejsi to wlasciciel(e). Doszlifowales moje zdanie, ale
              wyrazasz taka sama opinie. Wiec po co taka pedanteria?

              > Tylko, ze firma musi szanowac swoich pracownikow, bo bez nich najlepsze strateg
              > ie
              > wezma w leb. Tak jak i pracownicy musza szanowac firme i byc wobec niej lojalni
              > ,
              > ale nie moga stawiac dobra firmy na pierwszym miejscu swojego zycia. To co
              > piszesz brzmi jak przepranie mozgu w Amwayu czy innej sekcie handlowej.
              > Z tym wyrzucaniem to tez ostroznie, "nosil wilk razy kilka, poniesli i wilka".
              > Troche szacunku dla ludzi.

              :-) Dobra, za bardzo uproscilem to, co chcialem powiedziec. Mimo tego czuje, ze
              co do ogolnego mojego przeslania nie masz zarzutow.


              > Nie przesadzaj ludzie podchodza do wszystkiego z rozsadkiem, napisalem pracuja
              > 16 godzin kiedy trzeba, normalnie wychodz o 17:30, a przychodza 8:30 (1 godzina
              na lunch). Jesli trzeba ciagle pracowac po nascie godzin to znaczy, ze praca jest
              > zle zorganizowana i szef do dupy, czyli trzeba zmienic szefa.

              Troche mnie nie zrozumiales. W Polsce czesto spotykam sie z sytuacja, gdzie ludzi
              nie chca wlozyc dodatkowych godzin nawet kiedy _czasami_ trzeba bo uwazaja, ze
              ich czas prywatny jest swiety. Moze do stanowisk na tasmie produkcyjnej tak mozna
              podchodzic, ale w pracy biurowej - stanowczo nie. Oczywiscie nie mozna zap****ac
              16 godzin codziennie - to glupota.

              > Ludzie maja swoje prywatne zycie i potrzeby.

              Jasne, ze maja.

              > A placicie im za nadgodziny??

              No comment.


              • >
                > Zgadzam sie. Ale juz nie badz takim najconalista. Niektorzy szefowie polskich
                > oddzialow miedzynarodowych koncernow sa tutaj wysylani, poniewaz posiadaja po
                > prostu wiecej wiedzy i doswiadczenia, niz polscy koledzy. Polska i Polacy nigdy
                > nie przezyli recesji a wiec miejscowi na stanowiskach kierowniczych nie zawsze
                > wiedza, co maja teraz zrobic z firma - tak samo jak mlodzi 'CEOs' dopiero co
                > stworzonych firm informatycznych w USA, ktore rok temu padaly jak muchy.

                Nie, nie jestem nacjonalista, po prostu mam pewne doswiadczenie z "ekspertami z
                Zachodu" i nie jest to doswiadczenie najciekawsze.

                >
                >

                > Jasne, ze generalizuje. Ty, z kolei, przesadzasz. Wspomniany Twoj specjalista o
                > d
                > komputerow moze zaczac prace w dziale finansow, a potem zostac przeniesiony do
                > dzialu operacyjnego, itd itd. Spojrz na szefow wielu koncernow - zwykle przeszl
                > i
                > przez prawie wszystkie funkcje w swojej firmie. Na pewno nie mowili 'uuuuu, dzi
                > al
                > operacyjny? Nie podoba mi sie ten pomysl - wolu tutaj siedziec, z kolegami w mo
                > im
                > dziale.'
                Wszystko zalezy od firmy. Przypuszczam, ze mowisz o firmie zajmujacej sie w ten
                czy inny sposob finansami, a to nie jedyn rodzaj firm. Trudno, zeby np. inzynier
                z produkcji, pracowal w marketingu czy odwrotnie. Ta "elastycznosc" to jedno
                z "magicznych" slow wspolczesnego nieco zdegenerowanego systemu zarzadzania. Samo
                w sobie nie znaczy nic, a moze znaczyc wiele. Np. mozna powiedziec zwalnianej
                sprztaczce powiedzie, ze jest nieelastyczna bo nie potrafi obslugiwac komputera.
                Wiesz jajoglowi w Stanach w centrali mojej firmy wymyslyli po dlugim mysleniu i
                dobrze platnym haslo, ze jestesmy "Real Time Company" ludzie pokladali sie ze
                smiechu. Ale "Real time" to brzmi dobrze.........
                >
                > > Tu sie mylisz w oczach firmy (zarzadu) najwazniejsi sa akacjonariusze, bo
                > jak
                > > niedostana dywidendy to poleca na pysk.
                >
                > Tak. W oczach firmy najwazniejsi to wlasciciel(e). Doszlifowales moje zdanie, a
                > le
                > wyrazasz taka sama opinie. Wiec po co taka pedanteria?
                Uwazam, ze wlasnosc prywatna jest najlepsza forma wlasnosci, ale niekoniecznie
                akcjonariat. Zarzadzanie musi byc powiazne z wlasnoscia inaczej tworzy sie dziwny
                uklad. Szef staje sie zakladnikiem rozdrobnionych akcjonariuszy, ktorych
                interesuje tylko iwylacznie krotko terminowy zysk. Nie interesuje ich dluzszy
                okres czasu. Byl o tym niedawno ciekawy artykul w najwyzszym czasie.
                >

                > :-) Dobra, za bardzo uproscilem to, co chcialem powiedziec. Mimo tego czuje, ze
                >
                > co do ogolnego mojego przeslania nie masz zarzutow.
                Mam, nie uwazam zeby pracownik musial stawiac na pierwszym miejscu w swoim zyciu
                FIRME.
                >
                >
                > Troche mnie nie zrozumiales. W Polsce czesto spotykam sie z sytuacja, gdzie lud
                > zi
                > nie chca wlozyc dodatkowych godzin nawet kiedy _czasami_ trzeba bo uwazaja, ze
                > ich czas prywatny jest swiety.
                Bo powinien byc swiety w dobrze zarzadzanej i zorganizowanej firmie.
                Moze do stanowisk na tasmie produkcyjnej tak moz
                > na
                > podchodzic, ale w pracy biurowej - stanowczo nie.
                A dlaczego nie??
                Oczywiscie nie mozna zap****a
                > c
                > 16 godzin codziennie - to glupota.
                >
                > > Ludzie maja swoje prywatne zycie i potrzeby.
                >
                > Jasne, ze maja.
                >
                > > A placicie im za nadgodziny??
                >
                > No comment.
                Czy to znaczy, ze chcecie zeby pracowali w nadgodzinach, a nie placicie.
                A tak generalnie proponuje ci lekture "The Dilbert's Principle" a szczegolnie
                rozdzial OAF (Out at Five). Ta ksiazka powinna stac w biblioteczkach wszystkich
                szefow, wszystkich szczebli.
                >
                >

                • Gość: AXF IP: 213.17.164.* 13.03.02, 14:52
                  > Wszystko zalezy od firmy. Przypuszczam, ze mowisz o firmie zajmujacej sie w ten
                  >
                  > czy inny sposob finansami, a to nie jedyn rodzaj firm. Trudno, zeby np. inzynie
                  > r
                  > z produkcji, pracowal w marketingu czy odwrotnie. Ta "elastycznosc" to jedno
                  > z "magicznych" slow wspolczesnego nieco zdegenerowanego systemu zarzadzania. Sa
                  > mo
                  > w sobie nie znaczy nic, a moze znaczyc wiele. Np. mozna powiedziec zwalnianej
                  > sprztaczce powiedzie, ze jest nieelastyczna bo nie potrafi obslugiwac komputera

                  Tak, wszystko zalezy od firmy, i od stanowiska. Nie probuje wciskac 100%
                  szczelnej tezy, tylko chce zwrocic uwage na zjawisko, ktore moim zdaniem ma
                  miejsce na tym rynku. Jasne, ze z stanowczej wiekszosci sprzataczek nie stworzysz
                  marketingowcow lub informatykow, i stanowcza wiekszosc firm nie probuje tego
                  robic. Ale - znowu biorac Twoj przyklad - wspomniany inzynier produkcji moglby -
                  a moze nawet powinien - zostac oddelegowany przez 6 miesiecy do dzialu logistyki,
                  aby lepiej zrozumial pryorytety i sposob myslenia i dzialania innych czesci firm.
                  Z takich ludzi potem latwiej tworzyc szefow, bo maja szerszy poglad. Twoj
                  wczesniej wspomniany informatyk i inzynier produkcji byc moze tak daleko nie
                  dojda.

                  > Uwazam, ze wlasnosc prywatna jest najlepsza forma wlasnosci, ale niekoniecznie
                  > akcjonariat. Zarzadzanie musi byc powiazne z wlasnoscia inaczej tworzy sie dziw
                  > ny uklad. Szef staje sie zakladnikiem rozdrobnionych akcjonariuszy, ktorych
                  > interesuje tylko iwylacznie krotko terminowy zysk. Nie interesuje ich dluzszy
                  > okres czasu. Byl o tym niedawno ciekawy artykul w najwyzszym czasie.

                  Generalizujesz co do zamierzen akcjonariuszy - zalezy od firmy, jak sam czesto
                  twierdzisz. Dazenie do krotkoterminowego zysku jest przede wszystkim cecha
                  niedojrzalych lub niestabilnych rynkow - a tutaj myslalem, ze masz doswiadczenie
                  z Wlk. Brytanii.... :-) A we wiekszosci S.A. to Twoi 'rozdrobnieni akcjonariusze'
                  maja zero zdania - licza sie tylko inwestorzy strategiczni, ktorzy ich tak sa
                  reprezentowani w zarzadzie firmy.

                  Co do roznic miedzy firma prywatna i S.A. - prywatne to nie same plusy. Zalezy,
                  jaki jest szef i wlasciciel prywatnej firmy. Czesto takie firmy maja bardziej
                  plaska strukture - szef chce wszystkim zarzadzac. Jesli jego /jej osobowosc nie
                  pasuje Ci, nie masz wiele mozliwosci. Tymczasem S.A. to hierarchia i czesto
                  wieksze mozliwosci manewru miedzy dzialami. Ale to juz chyba dygresja z glownego
                  watku :-)

                  > Mam, nie uwazam zeby pracownik musial stawiac na pierwszym miejscu w swoim zyci
                  > u FIRME.

                  Dojdzmy do sedna sprawy. Niczego nie musisz robic w zyciu (oprocz oddychania
                  itp.). Nie musisz pracowac w danej firmie. Ale jesli to robisz, to nie oczekuj,
                  ze firma sie do Ciebie przystosuje - bo tego nie zrobi.

                  > Bo powinien byc swiety w dobrze zarzadzanej i zorganizowanej firmie.

                  Utopia. Bo nawet jesli nasza firma jest dobrze zarzadzana, to nasi
                  Klienci/dostawcy/partnerzy czesto nie sa, i tutaj czesto powstaja sytuacje, gdzie
                  trzeba zostac dluzej w firmie.

                  > A dlaczego nie??

                  Patrz wyzej

                  > Czy to znaczy, ze chcecie zeby pracowali w nadgodzinach, a nie placicie.

                  Jest to powszechne, nawet jesli nie jest to legalne. Dobrze o tym wiesz. Jesli
                  wiekszosc firm tak postepuje to pracownik, przychodzac do nowej firmy, powinien
                  byc na to przygotowany. Jesli nie godzi sie, zawsze moze odejsc lub pracowac np.
                  w MacDonalds.

                  > A tak generalnie proponuje ci lekture "The Dilbert's Principle" a szczegolnie
                  > rozdzial OAF (Out at Five). Ta ksiazka powinna stac w biblioteczkach wszystkich
                  szefow, wszystkich szczebli.

                  Zgadzam sie, czesto czytam Dilberta i czesto identifikuje sie z sytuacjami, w
                  ktorych sie znajduje.
                  • Gość portalu: AXF napisał(a):
                    > Tak, wszystko zalezy od firmy, i od stanowiska. Nie probuje wciskac 100%
                    > szczelnej tezy, tylko chce zwrocic uwage na zjawisko, ktore moim zdaniem ma
                    > miejsce na tym rynku. Jasne, ze z stanowczej wiekszosci sprzataczek nie stworzy
                    > sz
                    > marketingowcow lub informatykow, i stanowcza wiekszosc firm nie probuje tego
                    > robic. Ale - znowu biorac Twoj przyklad - wspomniany inzynier produkcji moglby
                    > -
                    > a moze nawet powinien - zostac oddelegowany przez 6 miesiecy do dzialu logistyk
                    > i,
                    > aby lepiej zrozumial pryorytety i sposob myslenia i dzialania innych czesci fir
                    > m.
                    > Z takich ludzi potem latwiej tworzyc szefow, bo maja szerszy poglad. Twoj
                    > wczesniej wspomniany informatyk i inzynier produkcji byc moze tak daleko nie
                    > dojda.
                    Dobrze, dobrze, ale nie kazdy musi i chce byc szefem. W wiekszosci przypadkow ta
                    tzw. elstaycznosc to "bullshit" i nic wiecej.

                    >

                    > Generalizujesz co do zamierzen akcjonariuszy - zalezy od firmy, jak sam czesto
                    > twierdzisz. Dazenie do krotkoterminowego zysku jest przede wszystkim cecha
                    > niedojrzalych lub niestabilnych rynkow - a tutaj myslalem, ze masz doswiadczeni
                    > e
                    > z Wlk. Brytanii.... :-) A we wiekszosci S.A. to Twoi 'rozdrobnieni akcjonariusz
                    > e'
                    > maja zero zdania - licza sie tylko inwestorzy strategiczni, ktorzy ich tak sa
                    > reprezentowani w zarzadzie firmy.
                    Po pierwsze nie mam doczynienia z finansami. Roznie to bywa z akcjonariuszami.
                    Pamietasz panike na rynku nafotwym 2 lata temu?? Ze wzgledu na krotkoterminowy
                    spadek cenropy firmy naftowe gwaltownie ciely inwestycje, zatrudnienie itp. Po
                    to, zeby akcjonariusze byli zadowoleni, a za rok trzeba bylo wszystko odmrazac,
                    zatrudniac nowych ludzi. Koszty tej operacji byly obledne ale akcjonariusze
                    szczesliwi.
                    >
                    > Co do roznic miedzy firma prywatna i S.A. - prywatne to nie same plusy. Zalezy,
                    >
                    > jaki jest szef i wlasciciel prywatnej firmy. Czesto takie firmy maja bardziej
                    > plaska strukture - szef chce wszystkim zarzadzac. Jesli jego /jej osobowosc nie
                    >
                    > pasuje Ci, nie masz wiele mozliwosci. Tymczasem S.A. to hierarchia i czesto
                    > wieksze mozliwosci manewru miedzy dzialami. Ale to juz chyba dygresja z glowneg
                    > o
                    > watku :-)
                    >
                    > > Mam, nie uwazam zeby pracownik musial stawiac na pierwszym miejscu w swoim
                    > zyci
                    > > u FIRME.
                    >
                    > Dojdzmy do sedna sprawy. Niczego nie musisz robic w zyciu (oprocz oddychania
                    > itp.). Nie musisz pracowac w danej firmie. Ale jesli to robisz, to nie oczekuj,
                    >
                    > ze firma sie do Ciebie przystosuje - bo tego nie zrobi.
                    A kto oczekuje zeby firma sie dostosowywala. Firma daje mi prace i powinna
                    oczekiwac ode mnie wykonywania swoich obowiazkow zgodnie z kwalifikacjami, za to
                    mi placi, ale nie powinna oczekiwac ode mnie milosci.
                    >
                    > > Bo powinien byc swiety w dobrze zarzadzanej i zorganizowanej firmie.
                    >
                    > Utopia. Bo nawet jesli nasza firma jest dobrze zarzadzana, to nasi
                    > Klienci/dostawcy/partnerzy czesto nie sa, i tutaj czesto powstaja sytuacje, gdz
                    > ie
                    > trzeba zostac dluzej w firmie.
                    Czyli najlepiej wprowadzic niewolnictwo. U klientow tez pracuja ludzie i kolo sie
                    zamyka.

                    >
                    > > A dlaczego nie??
                    >
                    > Patrz wyzej
                    >
                    > > Czy to znaczy, ze chcecie zeby pracowali w nadgodzinach, a nie placicie.
                    >
                    > Jest to powszechne, nawet jesli nie jest to legalne. Dobrze o tym wiesz.
                    Nie wiem, bo pracuje w kraju, gdzie nadgodziny sa platne i to dobrze platne i
                    nikomu by nie przyszlo do glowy by zmuszac pracownika do pracy w nadgodzinach bez
                    dodatkowej zaplaty.
                    Jesli
                    > wiekszosc firm tak postepuje to pracownik, przychodzac do nowej firmy, powinien
                    >
                    > byc na to przygotowany. Jesli nie godzi sie, zawsze moze odejsc lub pracowac np
                    > .
                    > w MacDonalds.
                    To juz jest faszyzm i sredniowieczny wyzysk. Czyli oczekujecie, ze ludzie beda
                    pracowac za darmo i jeszcze maja byc szczesliwi. Co za chamstwo i arogancja.
                    A argument, ze tak sie praktykuje swiadczy o braku o szacunku do prawa. Myslalem,
                    ze Brytyjczycy sa na punkcie przestrzegania prawa uczuleni, ale to pewno prawo
                    jest prawem tylko u siebie w domu. Bo tam za takie numery sie leci.>
                    > > A tak generalnie proponuje ci lekture "The Dilbert's Principle" a szczegol
                    > nie
                    > > rozdzial OAF (Out at Five). Ta ksiazka powinna stac w biblioteczkach wszys
                    > tkich
                    > szefow, wszystkich szczebli.
                    >
                    > Zgadzam sie, czesto czytam Dilberta i czesto identifikuje sie z sytuacjami, w
                    > ktorych sie znajduje.
                    Jakos nie zauwazylem

                    • Gość: AXF IP: 213.17.164.* 13.03.02, 16:00
                      > Dobrze, dobrze, ale nie kazdy musi i chce byc szefem. W wiekszosci przypadkow t
                      > a tzw. elstaycznosc to "bullshit" i nic wiecej.

                      > A kto oczekuje zeby firma sie dostosowywala. Firma daje mi prace i powinna
                      > oczekiwac ode mnie wykonywania swoich obowiazkow zgodnie z kwalifikacjami, za t
                      > o mi placi, ale nie powinna oczekiwac ode mnie milosci.

                      Klasyczne podejscie Pokolenia X - 'my pracownicy pod opresja' i 'oni - zli
                      pracodawcy'. Ogolne podejrzenie, ze firma chce nas zniszczyc, itd. Dlatego wracam
                      do argumentu przedstawionym w pierwszej mojej wiadomosci: Mamy 18% bezrobocia na
                      rynku. Jesli Ty chcesz tylko wykonywac Twoje obowiazki to predzej czy pozniej
                      firma znajdzie kogos, ktory ma wiekszy zapal do pracy od Ciebie, i Cie wymieni.

                      > Po pierwsze nie mam doczynienia z finansami. Roznie to bywa z akcjonariuszami.
                      > Pamietasz panike na rynku nafotwym 2 lata temu?? Ze wzgledu na krotkoterminowy
                      > spadek cenropy firmy naftowe gwaltownie ciely inwestycje, zatrudnienie itp. Po
                      > to, zeby akcjonariusze byli zadowoleni, a za rok trzeba bylo wszystko odmrazac,
                      >
                      > zatrudniac nowych ludzi. Koszty tej operacji byly obledne ale akcjonariusze
                      > szczesliwi.

                      Tak, roznie bywa.

                      > Czyli najlepiej wprowadzic niewolnictwo. U klientow tez pracuja ludzie i kolo s
                      > ie zamyka.

                      Dramatyzujesz. Pokaz mi firme, gdzie wszyscy zawsze wychodza o czasie i nikt nie
                      zostaje czasami dluzej, aby skonczyc cos pilnego.

                      > Nie wiem, bo pracuje w kraju, gdzie nadgodziny sa platne i to dobrze platne i
                      > nikomu by nie przyszlo do glowy by zmuszac pracownika do pracy w nadgodzinach b
                      > ez
                      > dodatkowej zaplaty.

                      Ale kto Cie zmusza? Tak jak powiedzialem wczesniej - jesli nie widzisz, ze
                      czasami trzeba zostac dluzej, aby firma osiagnela swoje cele, aby Klient byl
                      zadowolony, itd - to zwykle dlugo nie zostaniesz w firmie.

                      > To juz jest faszyzm i sredniowieczny wyzysk. Czyli oczekujecie, ze ludzie beda
                      > pracowac za darmo i jeszcze maja byc szczesliwi. Co za chamstwo i arogancja.
                      > A argument, ze tak sie praktykuje swiadczy o braku o szacunku do prawa. Myslale
                      > m,
                      > ze Brytyjczycy sa na punkcie przestrzegania prawa uczuleni, ale to pewno prawo
                      > jest prawem tylko u siebie w domu. Bo tam za takie numery sie leci.>

                      Jestes idealista - nie wiem, gdzie pracujesz i nie bede wnikal. Jednak na pewno
                      to, co mowisz nie przedstawia stanu rzeczywistego. Wszyscy w centrali mojej
                      obecnej firmie siedza po nocach kiedy pojawia sie projekt, i nikt nie prosi o
                      wyplate za nadgodziny. Chyba, ze caly czas mowisz o ludziach w MacDonalds.

                      > Jakos nie zauwazylem (re: Dilbert)

                      Podchodzisz do sprawy zbyt emocjonalnie, zdaje sie. Ja nie jestem glownym szefem
                      w mojej firmie, chociaz jestem w zarzadzie. Tez mam szefa - do Prezesa firmy
                      jeszcze trzech szefow nade mna. Tez zostaje po godzinach, srednio 2-3 razy w
                      tygodniu. Nikt mi za to nie placi, nie oczekuje zadnych pieniedzy za nadgodziny.
                      Moja szefowa tak samo, moi pracownicy tez. Moi Klienci to Prezesi / Dyrektorzy
                      Naczelni roznych firm. Rozmowy z nimi potwierdzaja to, co mowie o podejsciu
                      wiekszosci firm do nadgodzin.

                      • >
                        > Klasyczne podejscie Pokolenia X - 'my pracownicy pod opresja' i 'oni - zli
                        > pracodawcy'. Ogolne podejrzenie, ze firma chce nas zniszczyc, itd. Dlatego wrac
                        > am
                        > do argumentu przedstawionym w pierwszej mojej wiadomosci: Mamy 18% bezrobocia n
                        > a
                        > rynku. Jesli Ty chcesz tylko wykonywac Twoje obowiazki to predzej czy pozniej
                        > firma znajdzie kogos, ktory ma wiekszy zapal do pracy od Ciebie, i Cie wymieni.

                        Rozczeruje cie nie jestem z pokolenia X. Mam prawie 40-tke na karku i w paru
                        miejscach juz pracowalem. Waszemu pokoleniu zrobili juz rowny "brain wash". Smai
                        nie jestescie w stanie juz nic wymyslic. Tylko walicie te slogany wwalone wam w
                        glowy na kursach i teambuildingach.
                        Dobra firma to firma, ktora dba o pracownika, dopiero wtedy pracownik bedzie sie
                        z nia utozsamial, a nie odwrotnie.
                        >

                        > Dramatyzujesz. Pokaz mi firme, gdzie wszyscy zawsze wychodza o czasie i nikt ni
                        > e
                        > zostaje czasami dluzej, aby skonczyc cos pilnego.
                        U mnie firmie wszystkie nadgodziny normalnych pracownikow sa platne. 150%
                        normalnej stawki w dni powszednie i 200% w dni swiateczne. Nie ma platnych
                        nadgodzin personel wyzszego szczebla, ale przy awnsie dostaje sie stosowna
                        podwyzke rekompensujaca brak platnych nadgodzin. Wiekszosc ludzi wychodzi z firmy
                        regularnie o godzinie 16:00 i nie ma z tym najmniejszego problemu.
                        >

                        > Ale kto Cie zmusza? Tak jak powiedzialem wczesniej - jesli nie widzisz, ze
                        > czasami trzeba zostac dluzej, aby firma osiagnela swoje cele, aby Klient byl
                        > zadowolony, itd - to zwykle dlugo nie zostaniesz w firmie.

                        A co z twoimi celami?? Praca i praca????
                        >

                        > Jestes idealista - nie wiem, gdzie pracujesz i nie bede wnikal. Jednak na pewno
                        >
                        > to, co mowisz nie przedstawia stanu rzeczywistego. Wszyscy w centrali mojej
                        > obecnej firmie siedza po nocach kiedy pojawia sie projekt, i nikt nie prosi o
                        > wyplate za nadgodziny. Chyba, ze caly czas mowisz o ludziach w MacDonalds.
                        Pracuje w jednym z europejskich krajow w oddziale jednej z amerykanskich firm z
                        sektora energetycznego. Gdyby ci szef odmowil zaplaty za nadgodziny, mialby duze
                        klopoty, a pozatym zgodnie z prawem nikt nikogo nie ma prawa zmusic do pracy w
                        nadgodzinach i nie ma prawa wyciagnac konsekwencji za odmowe pracy w
                        nadgodzinach. U ciebie w firmie ludzie pracuja po nocach w wiekszosci tylko
                        dlatego, ze boja sie stracic prace i tylko dlatego nie domagaja sie wyplat za
                        nadgodziny. Nie ludz sie to nie milosc do firm, to strach przed starta pracy.
                        Tylko niestety tacy pracodawcy sa w Polsce bezkarni. Tylko, ze oni pracuja za
                        grosze, a ty za stawke jak w UK, nie prawdaz - jeszcze pewno diety, zwrot kosztow
                        itp?? Tak wiec sie nie madzyj sie cwaniczku i szanuj najpierw ludzi, a dopiero
                        potem firme.
                        >
                        > > Jakos nie zauwazylem (re: Dilbert)
                        >
                        > Podchodzisz do sprawy zbyt emocjonalnie, zdaje sie. Ja nie jestem glownym szefe
                        > m
                        > w mojej firmie, chociaz jestem w zarzadzie. Tez mam szefa - do Prezesa firmy
                        > jeszcze trzech szefow nade mna. Tez zostaje po godzinach, srednio 2-3 razy w
                        > tygodniu. Nikt mi za to nie placi, nie oczekuje zadnych pieniedzy za nadgodziny
                        > .
                        > Moja szefowa tak samo, moi pracownicy tez. Moi Klienci to Prezesi / Dyrektorzy
                        > Naczelni roznych firm. Rozmowy z nimi potwierdzaja to, co mowie o podejsciu
                        > wiekszosci firm do nadgodzin.

                        • Gość: panjan IP: 217.99.1.* 13.03.02, 19:22
                          Jest dużo racji w tym co piszesz (choć wiadomo że medal ma dwie strony)
                          zwłaszcza jeśli chodzi o władców z zachodu lub z korei. Taki mądry prezes nawet
                          sprzątaczki każe przyjmować ze znajomością j.angielskiego a każdy podwładny to
                          śmieć - szczególnie jeśli już skończył 40 lat - doświadczenie, zaangażowanie
                          nie jest nic warte. On wie najlepiej co jest ważne - zadowolenie akcjonariuszy
                          i rosnąca krzywa na wykresie zysków i udziału w rynku (nieważne jakim kosztem).
                          Najlepsi handlowcy odchodzą do konkurencji a za nimi wielu klientów - ale pan
                          prezes widzi tylko cyferki i słupki - żeby cyferki się zgadzały oszukuje się
                          pracowników i klientów ale to nic akcjonariusze i prezes swoje wezmą inni mogą
                          stracić. Pan prezes z Anglii narobił strat na wiele milionów to rozłoży się
                          spłatę na wszystkich pracowników po równo to przez trzy lata spłacą po 320,-
                          zł/m-c, i jeszcze starczy na premię dla prezesa i zysk dla akcjonariuszy z
                          zachodu. Jeżeli umowy są zbyt jasne to prezes każe wydać 45-ty aneks i nikt się
                          nie połapie za ile pracuje a może już ma zacząć dopłacać do tego że pracuje.
                          Dilbert nie chce być bezrobotnym więc będzie pracował za darmo po 16 godzin a
                          na koniec miesiąca dostanie w rozliczeniu - dopłać 550,- zł. To jest kapitalizm
                          po polsku.
                          Pozdrawiam.
                        • Gość: Robert IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.03.02, 09:35
                          Witam,

                          Dialog jest bardzo ciekawy i daje klasyczne spojrzenie na podejscie do pracy
                          Polaka i Obcokrajowca. Kazdy ma swoje racje i obawiam sie ze nie przekonacie sie
                          nawzajem. Wynika to z faktu iz kazdy urodzil sie i wychowal w innym srodowisku.

                          Z pewnym argumente musze jednak ujac sie za polakiem - chodzi o prace po
                          godzinach. Obcokrajowiec, ktory przyjezdza do Polski pracowac z reguly jest sam.
                          Nie ma domu, rodziny, duzego grona przyjaciol. Co wiec robi z wolnym czasem? W
                          wiekszosci przypadkow zostaje w pracy.

                          nigdy nie pracowalem za granica ale wydaje mi sie iz bedac u siebie inaczej
                          podchodzi sie do pracy po godzinach.

                          Dla rownwagi musze rowniez napisac iz obcokrajowiec ma racje piszac iz lubimy
                          poplotkowac w pracy (Polacy) i czasami to przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu
                          firmy. Ja bedac Polakiem nie lubie tego typu zachowan.

                          Pozdrawiam wszystkich uczesnitkow dyskusji i zycze abysmy podchodzili do zycia
                          troche na luzie. Mamy tylko jedno i szkoda je zmarnowac na glupoty.

                          Robert

                          ps. A czy wlasniew tym momencie nie zaniedbujemy obowiazkow sluzbowych czytajc i
                          piszac o pracy, mobbingu i innych sprawach?
                          • Gość portalu: Robert napisał(a):

                            > Witam,
                            >
                            > Dialog jest bardzo ciekawy i daje klasyczne spojrzenie na podejscie do pracy
                            > Polaka i Obcokrajowca. Kazdy ma swoje racje i obawiam sie ze nie przekonacie si
                            > e
                            > nawzajem. Wynika to z faktu iz kazdy urodzil sie i wychowal w innym srodowisku.
                            >
                            > Z pewnym argumente musze jednak ujac sie za polakiem - chodzi o prace po
                            > godzinach. Obcokrajowiec, ktory przyjezdza do Polski pracowac z reguly jest sam
                            > .
                            > Nie ma domu, rodziny, duzego grona przyjaciol. Co wiec robi z wolnym czasem? W
                            > wiekszosci przypadkow zostaje w pracy.

                            A potem do baru, tak robia w wiekszosci cudzoziemcy zagranica, szczegolnie
                            Brytyjczycy.

                            >
                            > nigdy nie pracowalem za granica ale wydaje mi sie iz bedac u siebie inaczej
                            > podchodzi sie do pracy po godzinach.

                            Roznie to bywa. Podstawa jest jednak to, ze Prawo Pracy jest Prawem, a nie
                            zbiorem poboznych zyczen i jest respektowane. Gdybym poszedl do mojego pracownika
                            i powiedzialbym mu, zeby pracowal 16 godzin i nie dostanie za to ani grosza -
                            zabilby mnie smiechem.

                            >
                            > Dla rownwagi musze rowniez napisac iz obcokrajowiec ma racje piszac iz lubimy
                            > poplotkowac w pracy (Polacy) i czasami to przeszkadza w normalnym funkcjonowani
                            > u
                            > firmy. Ja bedac Polakiem nie lubie tego typu zachowan.

                            Ludzie plotkuja w pracy wszedzie i Polska nie jest wyjatkiem.

                            >
                            > Pozdrawiam wszystkich uczesnitkow dyskusji i zycze abysmy podchodzili do zycia
                            > troche na luzie. Mamy tylko jedno i szkoda je zmarnowac na glupoty.
                            Najbardziej denerwuja mnie w wypowiedziach AXF slogany. Cale jego wypowiedzi sa
                            nafaszerowane haslami i sloganami jak np. ten o "elastycznosci" i o tym, ze firma
                            jest najwazniejsza. Wyglada na to, ze goscia poddali dobremu praniu mozgu. Gdy
                            pisze o elastycznosci, na moj argument, ze przeciez nie wysle izyniera produkcji
                            do dzialu ksiegowosci i marketingu, odpowiada ze czemu nie.
                            Ciekaw jestem czy wyslalby ksiegowego, zeby zajal sie produkcja...... to bylaby
                            elastycznosc.
                            >
                            > Robert
                            >
                            > ps. A czy wlasniew tym momencie nie zaniedbujemy obowiazkow sluzbowych czytajc
                            > i
                            > piszac o pracy, mobbingu i innych sprawach?
                            Pewno tak, ale zalezy co robisz i jak masz zorganizowana prace.

                  • > Tak, wszystko zalezy od firmy, i od stanowiska. Nie probuje wciskac 100%
                    > szczelnej tezy, tylko chce zwrocic uwage na zjawisko, ktore moim zdaniem ma
                    > miejsce na tym rynku. Jasne, ze z stanowczej wiekszosci sprzataczek nie stworzy
                    > sz
                    > marketingowcow lub informatykow, i stanowcza wiekszosc firm nie probuje tego
                    > robic. Ale - znowu biorac Twoj przyklad - wspomniany inzynier produkcji moglby
                    > -
                    > a moze nawet powinien - zostac oddelegowany przez 6 miesiecy do dzialu logistyk
                    > i,
                    > aby lepiej zrozumial pryorytety i sposob myslenia i dzialania innych czesci fir
                    > m.
                    A ksiegowy powinien zajac sie produkcja, dzial zakupow sprzataniem, inzynier
                    ksiegowoscia, a sprztaczka zakupami....... Pomysl. Przeciez to bzdura.
                    Elastycznym mozna byc co do zadan w waskich grupach i w ramach swoich
                    kwalifikacji, a nie w duzych specjalistycznych firmach.

            • Gość: kron IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 14.03.02, 17:17
              Nie uwazam ze byl to mobbing, ale pracujac na Tajwanie przez 5 miesiecy nie
              wychodzilem z pracy przed 19 a czesto zostawalem do 21
              Po pracy szedlem do domu wrzucajac cos na ruszt w biegu i bach padalem zmeczony
              aby obudzc sie rano do pracy w jako takiej formie.
              Taka praca nie ma dla mnie sensu. M.in dlatego wrocilem do Polski wczesniej niz
              moglem.

              kron
    • Gość: Diana IP: *.pse.pl 13.03.02, 12:19
      jestem pod presją mobbingu ok.4 lata. pracuję w duzej państwowej firmie. mój
      szef zdecydowanie mnie nie cierpi ( nie wiem za co) i udało mu się zgnębić mnie
      psychicznie do tego stopnia,że czuję się obca, oderwana zupełnie od naszego
      zespołu, cierpię na wrzody żołądka i nieustanne bóle brzucha z powodu nerwicy.
      mój szef nie potrafi się usmiechać, jest wręcz bezczelny i co najgorsze nie
      umie słuchać pracownika. za nic mnie jeszcze nie pochwalił, choć jestem
      sumiennym i dobrym pracownikiem.codziennie idę do pracy w strachu, trzesę się
      na widok mojego przełożonego. byłam już u wielu lekarzy - stwierdzono u mnie
      depresję - przestałam też w siebie wierzyć. powiecie że powinnam zmienić pracę-
      to nie takie proste teraz i myśle że wielu ludzi tak jak ja znosi te wszystkie
      upokorzenia bo nie ma dokąd uciec! myślę że nie powinno się o tym tylko mówić
      ale coś należy z tym zrobić! uważam że tacy szefowie powinni zdecydowanie
      ponieść karę za takie traktowanie innych.
      pozdrawiam wszystkich dręczonych w pracy
      diana
    • Gość: jaris IP: 192.168.0.* 13.03.02, 13:35
      Mobbing jest elementem szerszego syndromu zjawisk i procesów dotyczących środowiska pracy. Ten szerszy
      syndrom definiuję jako narastanie rozbieżności między treścią dwóch ważnych ról we współczesnym świecie -
      rolą pracownika i rolą obywatela. Rola obywatela wymaga aktywności, podmiotowości, respektowania autonomii
      i godności jednostki. Rola pracownika często oznacza represjonowanie tych atrybutów obywatelstwa. Uważam,
      że dalszy rozziew między tymi rolami stanowic będzie zagrożenie demokracji. Fundujemy sobie różne złośliwe
      " totalitaryzmy" w środowisku pracy. Nie zgadzam sie opinią prof. Obłója, że praca to środwisko "twardej"
      konkurencji a nie klub towarzyski. Takie rozróżnienie nie dotyczy istoty sprawy. W gruncie rzeczy jest szkodliwe,
      bo sytuuje problem w fałszywej perspektywie. Rzecz nie tylko w psychologii i mikroklimatach pracy, w stylach
      kierowania i efektywności działania korporacji. Idzie o sprawę znacznie poważniejszą - właśnie o to, co to dziś
      znaczy " być obywatelem"? Czy pełnienie tej roli można zawiesić na czas pracy? Czy z wymienionych wyżej
      atrybutów tej roli mamy rezygnowac w pracy? Mobbing jest nie tylko psychicznym znęcaniem się nad
      pracownikiem. To także atak na rolę obywatela.
    • Gość: MARIE IP: 192.168.0.* 13.03.02, 14:47
      Dorzucę kamyczek do tej dyskusji. Kij ma zawsze dwa końce. ale...
      Jestem "elastycznym" pracownikiem, mieszkałam i pracowałam przez 3 lata we
      Francji, w Polsce również udowodniłam sobie, że potrafię zacząć budować swój
      świat zawodowy w różnych miastach. Jestem aboslwentką MBA, specjalistą w
      zakresie finansów i bankowości (dyplom obroniłam w języku obcym, znam biegle 2
      języki, z 8 letnim doświadczeniem zawodowych, między innymi również w
      finansowej instytucji międzynarodowej. Zmieniłam pracę z uwagi na przeprowadzkę
      do innego miasta, obecnie jestem zatrudniona w spółce powiązanej kapitałowo ze
      Skarbem Państwa. Współpracuję ściśle z Zarządem i Radą Nadzorczą. Wiem też co
      to jest wychodzenie po godzinach, ale nie o 17.15 ale o 4.00 nad ranem
      następnego dnia, a 3 godziny później muszę podpisać listę obecności na nowy
      dzień. A szef nawet nie zamówi nic do jedzenia, zwyczaj lunch'u w naszej firmie
      nie istnieje. Nie wspomnę juz o oddwoływaniu mnie z należnego mi urlopu, a
      obecnie gdzie do końca marca trzeba wykorzystać zaległy urlop, zmusza mnie się
      do wypisywania wniosków o urlop w termnie, który mi absolutnie nie pasuje.
      Więc bardzo proszę nie używać takich argumentów bo to mnie irytuje. Noc
      poprzedzającą jedno z posiedzeń Rady N. jeden ze członków Zarządu,
      taki "kulturalny, miła aparycja etc." zwraca się do mnie z tekstem: "jak mnie
      wypierodlą to Panią też wypierdolę na pysk" NO COMMENTS. Sorry, ale ja znam
      swoją wartość zdobytą dzięki bardzo dobremu wykształceniu i solidnemu
      doświadczeniu, i nie pozowolę sobie aby jakiś zakompleksiony człowiek z pozycji
      szefa nie szanował mnie jako swego pracownika, który wykonuje jego polecenia.
      On nie musi mnie kochać, on musi mnie szanować. Jestem niewygodna, bo tu w tej
      firmie, awans zależy od wypicia alkoholu i pójścia do łóżka, a mi nie zależy na
      takim "awansie". Szukam pracy z determinacją od ponad 6 miesięcy, aby się
      wyrwać z tego gówna ale niestey nie mam może skutecznych "znajomości".
      Zapraszam do dyskusji, jeżli poruszyłam czyjeś drażliwe struny.

      • Marie, chyba dobrze opisałaś zjawisko. Zadziwiające, że w Polsce (ale chyba nie
        tylko) karierę i pieniądze robia miernoty psychiczne bez żadnych zahamowań i
        beż żadnej wyobraźni. I o dziwo uchodzi im to na sucho. Chyba pozostaje Tobie i
        mnie zapomnieć o językach, dyplomach doświadczeniu. Musimy zmienić jeszcze
        język i dobrać słownictwo. Kariera przed nami. Albo, za przeproszeniem, obijać
        równo mordy. Oni prawie zawsze są strasznymi tchórzami, bardzo często wystarczy
        realna groźba .....i masz serdecznego przyjaciela. To albo to - wybór należy do
        Ciebie.
        • Gość: MARIE IP: 192.168.0.* 14.03.02, 08:19
          Witam, dziekuję za słowa wsparcia. Są jak miód na moje serce. Czy możemy jakoś
          nawiązać kontakt? Temat wybuchł jak wulkan. Im więcej osób włączy się do
          ogólnonarodowej dyskusji, tym większa nadzieja na ustanowienie prawa w tej
          kwestii. TRZEBA O TYM KRZYCZEĆ, ŻE ZŁO ISTNIEJE.

          Pozdrawiam i mam nadzieję na szybki kontakt


      • Gość: jan IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.03.02, 17:59
        Spróbuj znaleźć swoją drogę jednocześnie szukając lepszej pracy. Ja też znam
        swoją wartość i nie zgadzam się z tym co Prezes o nas myśli i jak nas traktuje
        więc żeby nie zwariować zrezygnowałem z awansu i buduję swoją ścieżkę rozwoju
        poziomego - rozszerzam swoją wiedzę i podejmuję współpracę z innymi firmami na
        zasadzie własnej działalności. Nic mnie nie obchodzi interes akcjonariuszy w
        krajach zachodnich skoro ich nie obchodzi czy ja za ok. 350 godzin pracy w
        miesiącu będę miał na podstawowe potrzeby mojej rodziny. Pracuję w pokrewnej
        branży i również szukam pracy ale nawet jeśli będę musiał odejść z tej firmy to
        nie pójdę na kuroniówkę bo mam już tyle kontaktów że na życie zarobię i inne
        firmy z którymi współpracuję też mnie poznały i chętnie mnie przyjmą. Podobnie
        postępuje wiele osób tylko że ja dbam o to żeby nie współpracować z konkurencją
        a tylko uzupełniam ofertę mojej firmy o dodatkowe produkty. Nie możesz dać się
        zwariować i rzucić pracy bo wtedy będzie trudniej znaleźć nową. Uśmiechnij się
        jutro będzie lepiej.
        Pozdrawiam.
    • Gość: WW IP: *.mobilcom.de / 10.140.52.* 13.03.02, 15:47
      Wlasnie przeczytalem wypowiedz przedstawiciela Coca - Coli. To co on mowi to wierutne klamstwa.
      Wszyscy wiedze, ze firmy zajmujace sie m.in. sprzedaza, to pralnie mozgow. Ten caly "team building"
      to typowa indoktrynacja, typowe robienie z ludzi idiotow poprzez slogany typu "jestesmy najlepsi itp.".
      Jest to zwykle cwaniactwo, bo w gruncie rzeczy chodzi o to , zeby szara masa pracowala na kilku
      nierobow i imbecyli w centrali.
      • Gość: AXF IP: 213.17.164.* 13.03.02, 16:11
        > Wszyscy wiedze, ze firmy zajmujace sie m.in. sprzedaza, to pralnie mozgow. Ten
        > caly "team building"
        > to typowa indoktrynacja, typowe robienie z ludzi idiotow poprzez slogany typu "
        > jestesmy najlepsi itp.".
        > Jest to zwykle cwaniactwo, bo w gruncie rzeczy chodzi o to , zeby szara masa pr
        > acowala na kilku
        > nierobow i imbecyli w centrali.

        Nie moglbys byc bardziej dalej od prawdy. Nigdy wyraznie nie pracowales w
        sprzedazy, a nawet gdybys chcial - spodziewam sie, ze zadna firma by Cie nie
        przyjela.

        Aby dobrze sprzedawac, trzeba wierzyc w siebie, w firme, i w produkt. Szkolenia i
        team-building sluza do budowania tej wiary poniewaz nie kazda osoby
        jest 'naturalnym sprzedawca'.

        Twoja retoryka to po prostu zmeczone powtarzanie sloganow uzywanych przez ludzi
        zbyt leniwych, aby naprawde pojsc do pracy. Nierob i imbecyl to w tym przypadku -
        Ty.
        • Gość: Greg IP: *.daxnet.no 13.03.02, 17:28
          Gość portalu: AXF napisał(a):

          > > Wszyscy wiedze, ze firmy zajmujace sie m.in. sprzedaza, to pralnie mozgow.
          > Ten
          > > caly "team building"
          > > to typowa indoktrynacja, typowe robienie z ludzi idiotow poprzez slogany t
          > ypu "
          > > jestesmy najlepsi itp.".
          > > Jest to zwykle cwaniactwo, bo w gruncie rzeczy chodzi o to , zeby szara ma
          > sa pr
          > > acowala na kilku
          > > nierobow i imbecyli w centrali.
          >
          > Nie moglbys byc bardziej dalej od prawdy. Nigdy wyraznie nie pracowales w
          > sprzedazy, a nawet gdybys chcial - spodziewam sie, ze zadna firma by Cie nie
          > przyjela.
          > Aby dobrze sprzedawac, trzeba wierzyc w siebie, w firme, i w produkt. Szkolenia
          > i
          > team-building sluza do budowania tej wiary poniewaz nie kazda osoby
          > jest 'naturalnym sprzedawca'.

          Ty chyba pracujesz u Amwaya, bo tylko tam tacy nawiedzeni siedza, chyba, ze u
          Swiadkow Jehowy lub Mormonow.


          > Twoja retoryka to po prostu zmeczone powtarzanie sloganow uzywanych przez ludzi
          >
          > zbyt leniwych, aby naprawde pojsc do pracy. Nierob i imbecyl to w tym przypadku
          > -
          > Ty.

          N0o jeszcze cham, ale Brytyjczycy slyna z arogancji
    • tez przeczytalem w gazecie wypowiedz kogos z pekao, ze u nich jest wszystko w
      porzadku, a zauwazylem na forum kilka wypowiedzi ludzi tam pracujacych - maja
      zupelnie odmiene zdanie na temat mobbingu u nich w firmie...
    • Gość: Gregor IP: 213.77.28.* 13.03.02, 17:30
      Ludzie, a może by wykorzystać fakt, że możemy sie wymieniac myslami i przejdzmy
      do konkretow. Napiszcie w jakich firmach mobbing jest częsty ( czyli jakich
      firm sie strzec). Ja ide na pierwszy ogien...firma "dla kobiet" w ktorej
      pracuje moja dziewczyna - to siedlisko frustratow dla ktorych mobbing jest
      czesto jedynym narzedziem do kierowania ludzmi. Znacie AVON???!!!!
    • redakcja napisał(a):

      > Mobbing to dręczenie, gnębienie, upokarzanie ludzi w miejscu pracy. Czasem są
      > to po prostu chamskie odzywki szefa, czasem sposoby bardzo wyrafinowane. Na
      > Zachodzie zaczęto badać to zjawisko kilkanaście lat temu. Dręczenie zwykle
      > nasila się w czasach recesji - strach przed bezrobociem powoduje, że pracownicy
      >
      > zniosą wszystko.
      > Jak wygląda mobbing po polsku?

      Mobbing był jest i będzie. Tylko 20 lat temu nie nazywało sie to tak tylko ze
      szef czepia się jak głupi. Ale z praca było o niebo łatwiej więc i problem był
      zdecydowanie mniejszy. Teraz kiedy jest to olbrzymi problem mnóstwo ludzi,
      szefów, i pseudo kolegów z pracy z radoscia to wykorzystują. szefowie szefów
      znają zjawisko ale niezależy im na jego likwidacji. To w ich mniemaniu
      dyscyplinuje pozostałych pracowników. A nie ma mądrego, który przeliczyłby dobra
      atmosfere w firmie na wzrost jej dochodów w PLN. A tylko to by przekonało jednego
      z drugim. Znam prezesów goszczących często na pierwszych stronach gazet - w tym
      takze i Waszej, którzy pięknie sie chwalą jak to doceniają swoich pracowników i
      jak dbają o nich. Ale rzeczywistość jest okrutniejsza. Tam jest płacz i
      szykanowanie pracowników. Bo to jest tylko jeden - i nie najważniejszy - zasób
      firmy a szef firmy jest (lub jemu sie wydaje) panem, władcą i bogiem. Ale to jest
      zaskakujace że takie firmy diałają, maja się nieżle i generalnie lepiej wyglądaja
      od strony ekonomicznej od firm autentycznie dbających o pracowników - bo i takie
      też są. Jedyna różnica według mnie to taka, że te naprawdę dbajace bedą istnieć
      przez dziesiątki lat. Może nigdy niebędą liderem ale zawsze będą "na wozie". Te
      pierwsze, z lepszymi wynikami finansowymi stosunkowo szybko zakończą żywot. Może
      dziesięć, może 15 lat - ale nie więcej. I co z tego, właściciel swoje zarobi mimo
      że firma upadnie a on założy nową z taką samą "kulturą" przekonany że jest
      świetnym szefem. Jest to obłędne koło. Może dopiero młode pokolenie biznesmenów -
      teraz w jeszcze w przedszkolu - o ile życie w szkole i na studiach i w pierwszej
      pracy ich nie zepsuje ma szansę wyrwać się z tego tańca. Boję się że mam rację bo
      mam okazję bardzo wiele firm obserwować od środka. Jedna na 80-100 jest wolna od
      tego problemu.
      pozdrawiam
      duch2

      • Gość: eeeeeeee IP: *.dip.t-dialin.net 13.03.02, 20:23
        ^Pamietam prace w agencji relamowej w warszawie,
        wlasciwie na poczatku bylo ok, tylko po pierwszej klotki z takim jednym dupkiem
        wszystko sie popsulo, nagle okazalo sie, ze szefowej nie podobaja sie moje
        pomysly, potem zaczelo sie bez mala jawne podkradanie pomyslow...ogolnie po roku
        juz mialem po dziurki w nosie pracy w agencji i czekalem tylko az mnie szefowa
        wyleje ..i wylala... a mobbing?? coz...kto pracowal w reklamie to wie co to
        znaczy.

        :)))))))
    • Gość: Ludwik M IP: *.retsat1.com.pl 13.03.02, 21:26
      Mój od dwóch miesięcy były szef (profesor, akademik) klął, obrażał, niszczył
      psychicznie,zniesławiał, przegrywał procesy o zniesławianie, przegrywał procesy
      w sądzie pracy, przed sądem też dawał "popisy", zniesławieni lub zwalniani
      pracownicy i tak musieli szukać nowego miejsca bo po co wracać do tego samego.
      Mobbing był stosowany dalej w odniesieniu do tych, którzy ujęli się za
      poprzednikami - koło się zamykało. Byłem jego zastępcą - próba dyskusji,
      rozmowa o przyczynach złego stanu jednostki to były jego zdaniem próby
      obniżania jego autorytetu, każda wymiana zdań - wyraz braku lojalności, własne
      propozycje były zwykle idiotyczne - będziesz je realizować, gdy znajdziesz sie
      na moim miejscu - słyszałem. Zwykle wracały jednak jako jego propozycje własne
      za kilka miesięcy. Oczekiwanie na "audiencję" w sprawach merytorycznych trwało
      czasem tygodniami, potem od 9 do 15 czekanie przed gabinetem, nie zawsze
      skuteczne, poprzedzone przyjmowaniem jego i moich podwładnych, załatwianiem
      spraw prywatnych, potem informacja że spotkanie trzeba przełożyć na inny
      termin. Jeśli masz ważne sprawy - przyjdź we Wszystkich Świętych - mam niewiele
      grobów, możemy się umówić. Wiedział, że wszystkie "moje" groby są kilkaset
      kilometrów od miejsca pracy. Potem zaczęły się nadużycia finansowe, formalno-
      prawne. Były szef założył firmę. Jako jej prezes handlował ze sobą jako
      kierownikiem placówki akademickiej. Rozdwojenie jaźni. Więc mniejsze lub
      większe przekręty z fakturami. Wywożenie w godzinach pracy naszych wspólnych
      podwładnych do prywatnej spółki. Koszmar narastał. Dobrzy byli tylko ci, którzy
      pracują dla firmy szefa, kosztem zresztą placówki akademickiej, z
      wykorzystaniem dla prywatnych celów środków publicznych (grantów, środków
      statutowych, aparatury, telefonów, komputerów, innych urządzeń biurowych).
      Stałem się petentem w stosunku do własnych współpracowników, których nie było w
      opłacanych przez uczelnię godzinach pracy, bo w tym czasie pracowali dla firmy
      szefa. Gdy zacząłem to wszystko piętnować stałem się niewygodnym "gnojkiem".
      Z "gnojkiem" nie należy współpracować moje dziecko (tak pieszczotliwie potrafił
      nazywać lizusa, lizuskę lub pracownika który mógł usłyszeć, że w gospodarce
      rynkowej żadna praca nie jest pewna. Mniej "bystrzy" byli szantażowani nawet
      telefonami do domu. Chcesz współpracować z tym "draniem" (t. j. ze mną) -
      możesz pakować manatki. Efekt wiadomy - mężowie niektórych współpracownic już
      okresowo zaznali smaku zasiłku dla bezrobotnych. Pensja akademicka ich żon to
      było jednak coś pewnego. A ja mogę pisać tak jeszcze długo. To wszystko dzieje
      się w ośrodku akademickim. Z Rektorem i jego współpracownikami oczywiście
      rozmawiałem o tych sprawach, przekazałem też wszystko na piśmie, nigdy nie
      dostałem zwrotnie od Rektora obiecanej opinii prawnej. Usłyszałem, że wobec
      takiego konfliktu Rektor jest bezradny. Odpowiedziałem, że to nie konflikt, że
      to walka z łajdactwem i postanowiłem odejść z Uczelni po 25 latach pracy w
      niej, z uzyskanym 5 lat wcześniej Medalem Zasłużonego dla Jej Rozwoju. Czytam
      teraz z sentymentem teksty ślubowań nauczycieli akademickich lub
      bruszurę "Dobre Obyczaje w Nauce". Rektor przy okazji późniejszej głośnej afery
      ogólnopolskiej stwierdził w wywiadzie (dla Gazety zresztą), że trzeba wspierać
      ludzi prawa - koń by się uśmiał. W opisanej przeze mnie sprawie uczelnia
      wspiera raczej przekręty. Ma zresztą poczucie bezpieczeństwa, gdyż w sprawie
      Rektora innej uczelni, działającego podobnie jak mój były szef, prokuratura nie
      dopatrzyła się czynów o znacznej szkodliwości społecznej. Życzę Gazecie
      powodzenia w walce z mobbingiem. Z pewnością jest tego więcej niż wiatraków.
    • Gość: ccc IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.03.02, 21:44
      mam to u siebie. Duza, bardzo porzadna amerykanska korporacja z rynku IT (
      wypadaloby podawac nazwy i nazwiska) z szefem ktory zahaczyl o Polske w drodze
      z Moskwy do centrali. Szczebel w karierze, ktory upowaznia do traktowania
      polskiego pracownika (lokala) jak bydlecia. Klopot w tym, ze styl zarzadzania
      sie przyjal i nastepca tez rzadzi folwarkiem. Przy okazji, firma ma odpowiednie
      mechanizmy zabezpieczajace, tyle ze w Polsce szybsze sa HRy i klopoty usuwa sie
      na biezaco. A ze ludzie nieglupi wiec siedza cicho i tylko czasem wysylaja
      wyrazy solidarnosci tym, co polegli.
      • Gość: Woland IP: *.astercity.net / 10.135.129.* 14.03.02, 00:45
        Zemsta za mobbing - czemu nie, to się da zrobić...Pracowałem w 1998 roku w
        pewnej firmie wydającej pisma branżowe. Dostaliśmy nową szefową, młodszą
        zreszta ode mnie. Już na początku dostrzegliśmy, że coś z tą panią dzieje się
        nie tak, jak powinno. Poranek zacznał się od drżących rąk i łykania garści
        różnokolorowych tabletek. Potem zaczęły dochodzić do nas wieści. Nieprzyjemne.
        Pani kierownik na imieninach w innym dziale po wypiciu większej ilości alkoholu
        stwierdziła, że "ona wszystkich wypier.., bo jej się ci ludzie (czyli my) nie
        podobają". Na uwagę,że dobrze pracuących wyrzucić raczej będzie trudno,
        powiedziała "spokojnie, nie takie rzeczy robiłam". Rzeczywiście. Zaatakowała
        mnie i dwie starsze pracownice. Czego nie było...chamskie wrzaski, zarzuty o
        niekompetencję, obmowy przed szefem całej firmy (nb. była jego kochanką i miała
        do niego łatwy dostęp), histeryczne ataki na progu rękoczynów... i niczego
        merytorycznego; nie złapała nas na żadnym błędzie.
        Po trzech miesiącach zwolniłem się jako drugi. Później zwolniła się trzecia
        atakowana osoba. Uszczęśliwiona pani kierownik zatrudniła swoich kandydatów...
        Dostałem pracę w innej firmie i zapomniałem o sprawie. Aliści po dwóch latach,
        kiedy pracowałem już w dużej spółce internetowej, okazało sie, że tamta firma
        pada. Pani kierownik zaś szuka pracy w mojej firmie - poprzez protekcję - i
        liczy na stanowisko kierownicze...Ooo niedoczekanie! Mimo iż nie pracowałbym
        pod jej "światłymi" rządami (sam dostałem wtedy niewielkie, ale samodzielne
        stanowisko w nomenklaturze firmy odpowiadajace kierowniczemu), poszedłem do
        zastępcy prezesa i opowiedziałem nieco o tej pani. Niczego nie ubarwiając, ale
        i niczego nie przemilczając.Facet zaczął rwać włosy z głowy i natychmiast
        starania o jej przyjęcie zablokował, wydajac gromkie okrzyki "psycholi nam tu
        nie trzeba!". Nie czułem i nie czuję wyrzutów sumienia. Uważam, że zrobiłem
        dobrze - uwolniłem innych od osoby wyjatkowo paskudnej, intrygantki i
        dręczyciela. Ale prawdą jest wobec tego, że zło raz posiane - wraca...
    • Gość: Gienio IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 14.03.02, 00:01
      Zaproponowałem nowy temat na forum WaWy.Napiszcie czy są takie miejsca gdzie
      można w kulki grać przez 8 godz.w pracy i za to płacą - to będzie trochę
      weselsze.
    • Gość: Likwidat IP: 80.72.193.* 14.03.02, 08:08

      Witajcie,

      W naszej firmie (państwowej) właściwie nie istnieje typowa forma Mobbingu.
      Ogólne chamstwo, nieczułość, totalna ignorancja "królowej" łączy się w jedno.
      Na szczęście pracuję piętro niżej i do mnie żadko przychodzi, ale koleżanki
      mające stały z nią kontakt często płaczą po rozmowach z nią. Jednak tak są
      wyćwiczone w przyjmowaniu "na twarz" impertynencji, że w normalnych sytuacjach
      zwracają się do niej jak do najlepszej przyjaciółki. Zresztą z tym
      włazidupstwem tak przesadziły, że najmniejszy zakup, np. kłódki załatwiają one
      za własne pieniądze. A królowa bierze grube premijki za super-oszczędności,
      których dokonuje miesiąc w miesiąc. A jak nie chcesz pojechać własnym
      samochodem po 2 paczki styropianu i kupić za własny pieniądz to
      wykazujesz "brak inicjatywy".
      Ja chyba pozbawiony jestem jakichkolwiek zdolności dyplomatycznych, gdy z nią
      rozmawiam. Nie podejmuję tematów, które ona porusza, np. o nowej lampie, albo
      jak przebiegała podróż.
      Kiedyś wysłali mnie do Katowic w delegację na dwa dni i nie dość, że zostałem
      zje....any na czym świat stoi - że se wymyśliłem jakieś wyjazdy, to jeszcze
      musiałem zasponsorować sobie bilety na sypialny i hotel co razem wyniosło ok
      500 zł (pół mojej pensji).
      Ulubionym tekstem "jej" jest: "jest takie bezrobocie, tyle chętnych jest na
      Pani miejsce". I właśnie ostatnio pani "taka jej mać" postanowiła zagrać sobie
      ze mną w ch....ja. Mianowicie, kończy mi się umowa 30 kwietnia i dwie moje
      koleżanki akurat zaciążyły i musi szukać 2 pracownic. Ale zapewne po
      nieprzespanej nocy doszła do wniosku że może mi zaproponować to stanowisko
      zamiast nie przedłużać umowy. Oczywiście zastosowała całą otoczkę do tego
      pytania, w rodzaju: "Mam tylko godzinę na podjęcie decyzji, proszę się
      decydować, itd. Wiem, że jest trudna sytuacja na rynku pracy, itd.". Jakież
      było zaskoczenie, gdy usłyszała ode mnie, że nie zgadzam się na tak intratną
      propozycję. Zbaraniała. Nie mogła zrozumieć tego, że mam gdzieś jej pomysły.
      Być może wynika to z tego iż rzeczywiście mam gdzieś ją i cały burdel, ale to
      jest wynik specyficznej sytuacji, w której się znajduję.

      Z pozdrowieniami

      Likwidator
    • Gość: trw IP: 190.1.3.* 14.03.02, 09:01

      Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

      Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

      lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

  • Kategorie tematyczne
  • Najnowsze wątki
  • Więcej forów
  • Więcej wątków na ten temat
  • Tagi
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.