Komentarze do artykułu

Skazani na sukces

Są młodzi, skończyli studia, ale nie pracują w zawodzie. Czy dziś poszliby na te same studia i czy zgadzają się ze stwierdzeniem, że "polskie uczelnie produkują bezrobotnych"?

Skazani na sukces Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
    • Gość: Lassarus30 IP: *.cust-83.exponential-e.net 02.05.12, 08:37
      Co ten człowiek z PZU opowiada " Szukamy kogoś, kto np. jest zdolny do myślenia holistycznego i nieschematycznego, umie się uczyć i selekcjonować wiedzę, potrafi pracować w zespole lub w sieci, wie, jak zaplanować i wykonać na czas swoją pracę. Ma zdolność rozumienia innych i współczucia im, jest uczciwy, odważny, zdolny do stawiania sobie ambitnych celów i osiągania ich bez naruszania godności innych osób" - Przecież to jest nic innego jak demagogia! Pracowałem w 3 dużych koncenrnach USA i wszędzie był wymóg tzw. kreatywności. Niestety jak człowiek był za bardzo kreatywny to go od razu do parteru sprowadzali. Był uważany za innego pzrez swoich kolegów bo miał dużo pomysłów (nie wszystkie trafne oczywiście), cieżko pracował i narzucał duże tempo pracy. Skoro w firmach nastawionych na maksymalny zysk tak jest to na pewno w PZU (z kapitałem państwowym) jest wcale nie lepiej!
      • zjadanie.
      • Gość: Monarchista IP: 213.17.138.* 03.05.12, 11:38

        Gość portalu: Lassarus30 napisał(a):


        ...Przecież to jest nic innego jak demagogia! Pracowałem w 3 duż
        > ych koncenrnach USA i wszędzie był wymóg tzw. kreatywności. Niestety jak człowi
        > ek był za bardzo kreatywny to go od razu do parteru sprowadzali. Był uważany za
        > innego pzrez swoich kolegów bo miał dużo pomysłów (nie wszystkie trafne oczywi
        > ście), cieżko pracował i narzucał duże tempo pracy. Skoro w firmach nastawionyc
        > h na maksymalny zysk tak jest to na pewno w PZU (z kapitałem państwowym) jest w
        > cale nie lepiej!

        Poniważ, jak mówi jedno z "praw Murphy'ego", "Każda ogranizacja działa tak źle, jek to tylko jest możliwe".
    • pan profesor który twierdzi że uczelnie oszukuja studentów - sam jest oszustem.Czy kiedykolwiek powiedział swoim studentom ze poziom przez niego przekazywanej wiedzy jest..niski ? i że uczelnia wypuszcza dopiero surowy produkt który CALE życie będzie musiał nadal sie uczyc - tego co przynosi postęp i co jest niezbędne na jego stanowisku pracy. Pan dyrektor Klesyk także nie wyszedł z uczelni jako kompetentny prezes czy dyrektor- nawet spawacza po zawodówce czeka los "dokształcacza" .Uczelnie powinny zrobic wszystko żeby młodziez rozumiała że albo studiuje żęby zdobyc maks.wiedzy - albo baluje.A jesli baluje- to ponosi konsekwencje. Rząd ani politycy nic do tego nie mają.
      • Gość: rossa51 IP: *.128.107.226.static.crowley.pl 03.05.12, 07:18
        Witam
        Dlaczego jest oszustem? Skoro ma wyłozyć materiał w 6 godzin, na który kiedyś poświęcało się semestr. Skoro ma prowadzić wykład z matematyki bez ćwiczeń. Ech szkoda gadać, takie różne dziwności są na porządku dziennym. ( dotyczy Politechniki)
    • Gość: sss IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.12, 09:19
      Ja uważam, że studia to nie jest stracony czas. Nieważne jakie. Natomiast uważam, że szkoda czasu, żeby studiować 5 lat. 3 letnie licencjackie są absolutnie wystarczające. Nie każdy musi być magistrem. Podobnie 3 letnie (czy 3,5 letnie) inżynierskie.
      • Gość: LuriTuri IP: *.aster.pl 02.05.12, 09:30
        Moim zdaniem to właśnie ostatnie 2 lata studiów (studia magisterskie) są najważniejsze. Wtedy jest juz mniej "lekcji", a więcej samodzielnej pracy (mówię o studiach przyrodniczych). To wtedy właśnie człowiek uczy się stawiać sobie pytania i szukać na nie odpowiedzi, planować i realizować badania, selekcjonować i porządkować informacje uzyskane z oryginalnych anglojęzycznych źródeł, opracowywać otrzymane wyniki tak, żeby były zrozumiałe dla innych, przekazywać samodzielnie zdobytą wiedzę (seminaria magisterskie). Inna rzecz, że skutkiem sztucznego podziału studiów na 3+2 jest rozmnożenie się "lekcji" na studiach 2 stopnia i mniej czasu na samodzielną i twórczą pracę.
        • Gość: ja IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 16.05.12, 23:54
          Zgadzam się z poprzednim postem. 5-letnie studia powinny być dla tych, którzy chcą być naukowcami. Powinno się zmienić program studiów, tak, aby znakomita większość materiału zmieściła się w tych 3 latach. Sama miałam co najmniej 3 przedmioty, które były zapchajdziurami, żeby państwo profesorstwo wyrobiło godziny.

          IW
    • Studiuje zaocznie, na Politechnice Warszawskiej, teoretycznie najlepsze technicznej uczelni w Polsce. Mam doświadczenie zawodowe i co? I praqwda leży po środku.
      Po moim kierunku marzeniem każdego jest zrobienie uprawnień, żeby je zrobić trzeba przepracować m.in. 3 lata w biurze projektowym. I co? I ch@@ów sto, biura projektowe nie chcą zatrudniać ludzi nawet jako kreślarzy, czyli na stanowiska na których mogli by pracować ludzie po ogólniaku znający autocada. obojętnie czy wejdziemy na gazetapraca czy na pracuj.pl czy na inny portal z ogłoszeniami o prace to dla ludzi po najlepszej technicznej uczelni technicznej nie ma pracy. Są pojedyncze ogłoszenia typu mistrz budwy, kierownik budowy, kosztorysant. Gro ogłoszeń sąto stanowiska przedstawicieli handlowych za najniższą krajową. Może i niektórzy moi wykładowcy są "indywidualistami" i uczą projektować na podstawie norm z lat 70 ale w sytuacji w której chce znaleźć prace w zawodzie i nie mogę bo wymagane jest doświadczenie a żę go nie mam to nie mam szans na pracę czyli na zdobycie doświadczenia czyli jestem w ciemnej du#ie.
      QUfa czy ja mam takie wygurowane wymagania - praca jako kosztorysant, asystent projektanta, projektant, lub pracownik biurowy za około 2000 złotych. Ludzie ja chcę zdobyć doświadczenie.
      --
      Moje zdjęcia na mapach google w
      Panoramio

      Ogłoszenie z Legionowa
      • "czy ja mam takie wygurowane wymagania"

        Waląc blędy za które nie powinieneś dostać matury? Tak.

        A bez złośliwości

        Na początek przejrzyj CV, czy nie masz w nim błędów ortograficznych. Nie świadczą one najlepiej o wykształceniu. Wręcz zrażają.

        Następnie popracuj nad stylem wypowiedzi, bo to co napisałeś brzmi jak wyznania neurotyka.

        --
        Marks miał rację - w socjalizmie nigdy nie wystąpił kryzys nadprodukcji.
      • Gość: w IP: *.pool.hdsnet.hu 03.05.12, 00:03
        po bledach ortograficznych mniemam ze jezyka polskiego nie opanowales, a angielski i niemiecki znasz ze takie roszczenia stawiasz, co cieniasie?
      • oz_patryk napisał:

        > obojętnie czy wejdziemy na gazetapraca czy na pracuj.pl czy na inny portal z ogłoszeniami o
        > prace to dla ludzi po najlepszej technicznej uczelni technicznej nie ma pracy.

        to rusz d-e sprzed kompa, ogarnij się, ogól gębę i zasuwaj roznosić CV

        A co to sa za studia "zaoczne" ... na zaoczne idziesz bratku, kiedy twój szef mówi ci, ze musisz podnieść kwalifikacje... Ja się nie dziwię, ze po zaocznych pracy nie ma - dzienne się ledwo liczą...
        Jęczysz, żeś na zaocznych nie miał czasu praktyki zrobić? Coś tu nie gra...
    • Szkoda, że artykuł nie przytacza postaci z tzw. ściany wschodniej. Porozmawiajcie z ludźmi z Lublina przed trzydziestką. Zapytajcie ile zarabiają i jak wielu z nich pracuje w zawodzie. Warszawa czy Poznań to miasta zakrzywiające obraz "sukcesu" w całym kraju.
    • zawodu, który "testowałam" jeszcze w liceum i rok po; mgr uzupełniałam na kierunku, jaki też mnie interesował. W między czasie zrobiłam kurs masażu, fizjoterapii, po studiach sezonowo pracując w tych zawodach, bowiem w tzw. roku szkolnym pisałam doktorat. Po nim ukończyłam jeszcze studia podyplomowe. Uczestniczę w różnych unijnych szkoleniach, od czasu do czasu wykładam w szkole prywatnej, czasem wpadną też inne zlecenia; piszę artykuły do różnych publikacji itp. Uczę się, ponieważ sprawia mi to przyjemność. Mam w sobie ciągłą chęć do poznawania nowych rzeczy. Jeśli nie przydadzą mi się teraz, to wiem, ze na pewno w przyszłości. Także niekoniecznie trzeba się uczyć dla "papierka", ale dla siebie.
    • Wszystko to racja, ale o jakosci edukacji i wyborze kierunkow nalezalo dyskutowac jakies 10 lat temu, jesli nie wczesniej. Sam konczylem studia w roku 2001 i juz wtedy wiedzialem, ze nie mam szans pracowac w wyuczonym zawodzie, choc konczylem kierunek techniczny na, wydawaloby sie, prestizowej uczelni. Tak naprawde, jedyna korzyscia, jaka mialem ze studiowania byl czas na rozwijanie swoich zainteresowan, dzieki ktorym prace mam do dzisiaj i to calkiem niezla.
      Pamietam, jak zaskakujace bylo oderwanie od rzeczywistosci przedstawicieli kadry naukowej na mojej uczelni. Jeden z profesorow, wspolodpowiedzialny za program nauczania, nie mial nawet pojecia jak wyglada sytuacja na rynku pracy w naszej branzy, dziwil sie, ze inzynier po studiach zarabial w 2001 roku tylko 1000-1200 na reke, o ile w ogole ktos chcial go zatrudnic.

      Niestety, nastepne 11 lat zostalo zmarnowane. Uczelnie, nie tylko prywatne, ale i te prestizowe, panstwowe wyprodukowaly w tym czasie dziesiatki tysiecy bezrobotnych magistrow. Akces do Unii Europejskiej i zwiazana z nim fala emigracji nieco unormowaly sytuacje. Pamietam, jak w latach 2004-2007 rozpaczano, jaka straszna krzywda dzieje sie Polsce: Oto tysiace mlodych ludzi opuszczaly kraj rodzinny dla pracy przy garach i mopie. Jedna czwarta z nich, z dyplomami i doskonalym wyksztalceniem! Co za strata! Czy na pewno? Ani wyksztalcenie nie bylo takie dobre, ani strata zbyt wielka. Po prostu, wyeksportowana zostala nadwyzka sily roboczej, niepotrzebnej polskiej gospodarce.
      Pozniej przyszedl kryzys, perspektywa emigracji nie byla juz tak kuszaca, ale uczelnie, jak gdyby nigdy nic, pracowaly pelna para produkujac nastepne tysiace bezrobotnych. No i mamy skutki. Znowu madry Polak po szkodzie.

      Dodam jeszcze, ze media i wladze sa wspolodpowiedzialne za obecna sytuacje. Pamietam te hurraoptymistyczne naglowki gazet sprzed lat o lawinowo rosnacej liczbie studentow i pekajacych z dumy politykow. Rosnacy odsetek Polakow z wyzszym wyksztalceniem uwazano za sukces cywilizacyjny kraju, nie szczedzac superlatyw rzekomo wysokiemu poziomowi nauczania... I co, nie wstyd Wam teraz?

      --
      Biskup
    • Gość: kompadre IP: *.poczta-polska.pl 02.05.12, 10:40
      Pamiętam rady prezydenta Kwaśniewskiego kierowane do ludzi młodych: uczcie się, studiujcie, będziecie konkurencyjni. I tak to produkuje się ludzi, owszem, z papierkiem ale czy są konkurencyjni ? Nie, bo papierek nie zagwarantuje pracy. Ale bezrobocie wówczas spadło. A warto uczyć się dla samego siebie bo nikt nie wie kiedy i jaka wiedza będzie potrzebna.
      • Gość: ... IP: 192.8.46.* 02.05.12, 10:42
        zauwazcie tez ,ze rynek edukacyjny niesamowicie popsuly wyrastajace jak grzyby po deszczu uczelnie prywatne w latach 90'tych.
        czesto dyplom absolwenta dobrej uczelni jest zrownany z dyplomem uczelni gotowania na gazie...
        • Gość: brtk IP: *.toya.net.pl 02.05.12, 11:45
          Z gotowaniem na gazie to przesadziłeś ;-) bo w Poznaniu jest b.dobra uczelnia "gotowania na gazie" i jest to jedna z tych prywatnych powstałych w latach '90 (przynajmniej kiedyś była b.dobra, jak jest teraz to nie wiem).
          Ale ogólnie się zgodzę, bo pamiętam, że gdy mój starszy brat studiował i nawet jeszcze wtedy gdy ja zaczynałem to pracodawca pisząc w ogłoszeniu "zatrudnię studenta/tkę" miał namyśli więcej niż tylko nie płacenie ZUS'u. Sam status studenta coś oznaczał. Potem powstawały Wyższe Szkoły Pedagogiczne, Marketingu i Zarządzania itp... bo wystarczy wynająć kilka sal od jakiegoś liceum/technikum lub po starym zakładzie, paru ludzi i jazda... A poziom gorszy niż w lieceum czasem. Setki szkół, w których to czy zdasz zależy od aktualnej sytuacji finansowej uczelni. Oczywiście są też dobre prywatne szkoły, nawet te marketingowe i pedagogiczne, ale w zdecydowanej mniejszości. Wystarczy spojrzeć ile jest prywatnych uczelni politechnicznych? Są w ogole jakieś? Jedynie informatyczne, czyli takie gdzie koszty utworzenia są minimalne (oczywiście w zakresie kosztów tworzenia uczelni ogółem).
          • czelni. Oczywiście są też dobre prywatne szkoły, nawet te marketingowe i pedago
            > giczne, ale w zdecydowanej mniejszości. Wystarczy spojrzeć ile jest prywatnych
            > uczelni politechnicznych? Są w ogole jakieś? Jedynie informatyczne, czyli takie
            > gdzie koszty utworzenia
            owszem ,jest juz prwaytne budownictwo ,architektura ,gdzies widzialam budowe maszyn ,inzynieria srodowiska itd.
            --
            cuando menos piensas , sale el sol
        • w większości przychodzą do szkoły po papier, by ich np. nie wyrzucono z pracy. Problem polega na tym, że na publicznych uczelniach także jest niski poziom. Nie wszędzie, ale... Pieniądze od państwa idą za studentem. Skoro żak ma do wyboru prosty kierunek, mało pracy w szkole prywatnej i / lub "uniwerek", to szkoły państwowe by były konkurencyjne muszą poziom zaniżać:( . Nie wszedzie, ale tak niestety bywa. Natomiast problemem jest poza łatwością zdobycia tytułu bardzo duży dostęp do materiałów, stąd bardzo często miałam plagiaty, będące zadaniami do własnoręcznego wykonania. Inna rzecz, że plagiaty te powielają błędy, a pochodzą z bardzo słabych źródeł, typu. ww.bryk.pl.... Inna rzecz dzisiejsi studenci potrafią iść do władz uczelni ze skargą, że za dużo się od nich wymaga.... To już chyba jest żenada....
      • Gość: ola IP: *.ip.netia.com.pl 02.05.12, 11:15
        U nas są uczelnie po to żeby zdobyć nie wiedzę ale dyplom.
      • Bardzo dobrze powiedział: "uczcie się, studiujcie, będziecie konkurencyjni".
        Niestety większość zrozumiała: "zaliczcie egzaminy, zdobądźcie papierek, będziecie dostawać kasę za nic nierobienie" i taki wariant próbowała wprowadzić w życie.

        Zauważ, mimo że sam dyplomu nie zrobił, bardzo ładnie podkreślił różnicę pomiędzy nauką, a studiowaniem. Nie obiecał też "dostaniecie pracę" - "będziecie konkurencyjni" oznacza, że będziecie mieli szansę wystartować w tym wyścigu.
    • Gość: etam IP: 193.111.166.* 02.05.12, 11:18
      Co drugi dzień to samo - kolejny list, artykuł na temat wykształcenia i pracy młodych ludzi. A to prezes PZU pisze liścik, a to pan profesor znów "rozczarowuje" absolwentów, teraz znów kolejny artykuł... Ile można o tym samym klepać?? Młodzi wykształceni ludzie nie znajdą pracy po przeczytaniu krytyki jednego czy drugiego pana, który miał w życiu szczęście! Tak, bo trzeba mieć również dużo szczęścia, żeby trafić na odpowiednich ludzi, którzy w nas uwierzą i nam zaufają, nie tylko mieć mgr przed nazwiskiem i chęci. Wszyscy moi znajomy i ja też czekam właśnie na SZANSĘ, którą może wreszcie ktoś mi da, żeby się wykazać!
      • Ja też mam wrażenie, że od kilku miesięcy/lat (!) pojawiają się różne wariacje na temat tego samego tematu, tylko nazwa się zmienia. A to "stracone pokolenie", a to znowu "fabryki bezrobotnych".
        Temat dość nośny, artykuł można napisać bez wysiłku... czego więcej spodziewać się po GW?
        • "Temat dość nośny, artykuł można napisać bez wysiłku... czego więcej spodziewać się po GW?"
          --
          "Kpów i szambelanów nigdy nie zabraknie".
        • Do tej pory "wszyscy wiedzieli" ale nikt nie napisał - czyli szanse, że władza usłyszy były żadne. Teraz mamy etap zbierania opinii, następnie zaczniemy oceniać niekompetencje władzy, następnie może zaczniemy coś zmieniać.
          Z dyskusji o katastrofie smoleńskiej nic nie wynikało, z dyskusji o poziomie kształcenia może coś...?
          Jeżeli temat nie zdechnie, to po raz pierwszy od 30 lat zaczynamy dyskutować o czymś na prawdę ważnym. Żałosne jest to, że znowu żaden z polityków nie chce i nie potrafi zabrać głosu, pewnie za parę miesięcy Palikot z Kaczyńskim spróbują się podłączyć.
      • "Tak, bo trzeba mieć również dużo szczęścia, żeby trafić na odpowiednich ludzi, którzy w nas uwierzą i nam zaufają, nie tylko mieć mgr przed nazwiskiem i chęci. Wszyscy moi znajomy i ja też czekam właśnie na SZANSĘ, którą może wreszcie ktoś mi da, żeby się wykazać! "

        To sobie długo jeszcze poczekacie! Właśnie o tym jest ten artykuł!
        Z zatrudnieniem absolwentów w Polsce zawsze był problem: dzisiaj, 10, 20, 30 i 50 lat temu, każdy musiał sobie sam, indywidualnie, wydeptać ścieżkę. "Masz łeb i (...)uj - kombinuj!". Nikt cię od tego nie uwolni, gołąbki same nie wpadają do gąbki. A kolejny artykuł na ten temat, bo nie dość powtarzania, że rozdaje się masowo dyplomy, również niedoukom.
        --
        "Kpów i szambelanów nigdy nie zabraknie".
    • Gość: Brtk IP: *.toya.net.pl 02.05.12, 11:30
      Nie zgodzę się, że studia to strata czasu. Mimo, że jestem przykładem osoby, która studiów nie skończyła i do wszystkiego co ma doszła ciężką pracą. Fakt, że wielu osobom po studiach wiedzie się gorzej, ale nie rozumiem, dlaczego wszyscy uważają, że to wina studiów. Zobaczcie, jeśli ktoś jest na tyle zaradny by dojść daleko bez studiów, to z tzw "papierkiem w ręku" miałby chociaż łatwiejszy start. Studia mogą się nie przydać, ale na pewno nie zaszkodzą, chyba, żę ktoś po liceum szedł na studia żeby posiedzieć jeszcze 5 lat w domu. Pracę zacząłem w połowie pierwszego roku studiów i między innymi przez pracę (rynek był wtedy cięższy niż teraz) miałem poślizgi w studiach. Studia przerwałem w "wakacje" przed ostatnim rokiem (dziś wiem, że to był błąd) dałem radę i jest dobrze, nawet powiem że co raz lepiej. Tylko, że gdybym ten rok jeszcze pociągnął, nawet gdybym miał go robić przez kolejne 2 lata, to oprócz umiejętności i siły przebicia, zaradnośći itp miałbym jeszcze "papier". Dużo się mówi, że studia w Polsce uczą nieprzydatnych rzeczy a na zachodzie przydatnych. Owszem po zachodniej uczelni ma sie dużo praktyki i jest się wyspecjalizowanym, ale tylko w swoim kierunku. Jak mawiali moi profesorowie "indeks zobowiązuje". Zobowiązuje do bycia człowiekiem wykształconym a nie tylko do opanowania kolejnego "level'u" swojego fachu. Owszem, potrzeba zmian w polskich uczelniach, ale bardziej potrzebne są one samym studentom. Osobiście nie widziałbym nic złego w pójściu na PR, HR, marketing, socjologie, filozofię itd... i pracowaniu jako wspominany w komentarzach hydraulik. Nie uwłaczałoby mi to. Studiujemy dla siebie i od nas zależy jak to wykorzystamy, czy będzie to dla nas inwestycja i przepustka do lepszej kariery czy może da nam poczucie własnej wartości i rozwój intelektualno-duchowy nie powiązany z karierą to kwestia naszego wyboru.
      • Brtk - popieram wypowiedź.
        Jestem przykładem braku studiów. Nie dostałem się na wymarzony kierunek od razu po studiach. Czas leciał a pieniędzy brak. Więc zachaczyłem po jakimś czasie pracę. Nudna, biurowa i kompletnie nierozwojowa ale trzeba było czegoś się nauczyć. Wreszcie z kilkuletnim opóźnieniem jestem studentem wymarzonego kierunku. Chcę zmienić pracę na tą w zawodzie.... i klops bo w tej branży muszę zacząć od zera. To ciągnę dalej bo kasa potrzebna i szukam po 3 roku nadal do samo.... bach zostaję ojcem, mam rodzinę i wynajęte dwa pokoje. No to trzymam robotę zębami, nieważne że nie jest tym czym miała być, muszę być dobry żeby mnie zatrzymali. Znalazłem pracę w zawodzie ale tylko dorywczo i na umowę zlecenie - trudno jedyna szansa, Zus mam z całego etatu, to biorę. Zawaliłem studia. Nie mam dyplomu - żenada. Ale w tym czasie nabyłem doświadczenie w zakresie wymogów administracyjnych, składania ofert i co, przeniesiono mnie do innego działu dostałem awans. Poszedłem na kurs językowy, szkolenie branżowe - zostałem specjalistą. Budowałem relacje handlowe spodobała mi się odpowiedzialność jak na mnie spoczywa, obdarzono mnie zaufaniem, którego nie mogę zawieść. Unormowała się sytuacja osobista, wróciłem na studia i nadrabiam zaległości.... Trudno nawarzyłem piwa to je muszę wypić sam, nikt nie obiecywał że będzie łatwo. Nie żałuję.....
      • Zgodzę sie z Tobą, że studia nie są zmarnowaniem czasu, ale mało uczą kreatywności.
        Ja uczyłam się na informatyce w marketingu - wiele godzin masła maslanego czym jest system itp. zajęć z projektowania baz danych było mało, a nie wspomne o praktycznym wykorzystaniu którego wcale nie było. Z zazdrościa obserwuję zajęcia w USA gdzie, są burze mózgów i sypią pomysłami. My Polacy musimy się jeszcze wiele nauczyć, że nie wszytsko podane jest na tacy. Taca odeszła w przeszłość.
        --
        Bieganie Magdy Blog
    • Pytanie nr 1: dla kogo są studia wyższe?
      Odpowiedź: dla 5-7% rocznika, w porywach może 10%. Produkcja masowa prowadzi do tego, co mamy.
      W związku z tym pytanie nr 2: ile potrzeba nam wyższych uczelni?
      Uwaga pomocnicza: przed II W. Św. Polska miała 5 uniwersytetów, 2 politechniki, krakowską AGH i to wszystko, jeśli pominąć uczelnie artystyczne. Pewną rolę uzupełniającą odgrywała Politechnika Gdańska (W.M.Gdańsk), uniwersytet w Królewcu i we Wrocławiu. Wszystkie te uczelnie miały poziom światowy. A dzisiaj?
      Pytanie nr 3: jak się ma dzisiejsza matura do przedwojennej?
      Pytanie nr 4: co ze szkołami zawodowymi? (Kudy naszym szkołom do Rotwanda i Wawelberga!).
      I to by było na tyle, jak mawiał klasyk.
      --
      "Kpów i szambelanów nigdy nie zabraknie".
      • Odpowiedz nr 1: i pewnie jeszcze myslisz, ze lapal bys sie do tych 10%? W UE w liczbie ludzi z wyzszym wyksztalceniem na 1000 mieszkancow Polska jest w dolnej polowce. Slabo.
        Odpowiedz nr 2: nie liczba jest wazna ale jakosc najlepszych. Obecnie nasze gwiazdy UJ, UW i PW lapia sie do swiatowej czwartej setki.
        Pytanie nr 3: Przedwojenni maturzysci nie zdali by dzisiejszej matury bo nie znali by powojennej tworczosci, z ktorej byly by pytania.
        Odpowiedz nr 4: Chinczycy zawojuja swiat nie absolwentami zawodowek a studiow. Niedlugo.
        • Gość: Nick IP: *.dynamic.chello.pl 02.05.12, 17:54
          > W UE w liczbie ludzi z wyzszym wyksztalceniem na 1000 mieszkancow Polska jest w
          > dolnej polowce. Slabo.

          Nie masz racji. Statystyki, które cytujesz, dotyczą wykształcenia średniego, nie wyższego - bo niektóre kraje Unii nie prowadzą statystyk dla wyższego wykształcenia.

          > Odpowiedz nr 2: nie liczba jest wazna ale jakosc najlepszych. Obecnie na
          > sze gwiazdy UJ, UW i PW lapia sie do swiatowej czwartej setki.

          Ależ ma to znaczenie. Mała liczba uczelni sprawiała, że tam gromadziło się znacznie więcej wybitnych umysłów niż w dzisiejszych wielu, ale słabych ośrodkach. To dawało efekt synergii (ot, choćby Kawiarnia Szkocka we Lwowie). Poza tym mała liczba studentów przypadających na głowę profesora pozwalała tym ostatnim rozwijać się naukowo, a nie gonić z wykładu na seminarium i z powrotem.

          > Pytanie nr 3: Przedwojenni maturzysci nie zdali by dzisiejszej matury bo
          > nie znali by powojennej tworczosci, z ktorej byly by pytania.

          Odwracanie kota ogonem. Oczywiste jest, że chodzi o porównanie poziomu, a nie odpowiedzi na pytania, na które 80 lat temu odpowiedzi jeszcze nie istniały. Niemniej jednak przedwojenna mała matura (po gimnazjum) odpowiadała - mniej więcej - dzisiejszej dużej (po liceum). W dziedzinie wykształcenia klasycznego/humanistycznego/literatury nawet znacznie ją IMHO przewyższała.
          • To ze nie widziales nigdy parowozu nie znaczy ze go nie ma.

            > Nie masz racji. Statystyki, które cytujesz, dotyczą wykształcenia średniego, ni
            > e wyższego - bo niektóre kraje Unii nie prowadzą statystyk dla wyższego wykszta
            > łcenia.

            Rozumisz?

            Tertiary educational attainment
            Short Description: The share of the population who have successfully completed university or university-like (tertiary-level) education with an education level ISCED 1997 (International Standard Classification of Education) of 5-6.
        • sselrats napisał:

          > Odpowiedz nr 1: i pewnie jeszcze myslisz, ze lapal bys sie do tych 10%?
          Ja już studia skończyłem dawno temu, gdy były egzaminy wstępne i 5-6 kandydatów na miejsce.
          Mówiąc o 10% miałem na myśli to, że studia są dla elit, nie dla plebsu.

          > W UE w liczbie ludzi z wyzszym wyksztalceniem na 1000 mieszkancow Polska jest w
          > dolnej polowce. Slabo.
          No i co z tego? Lepiej mieć 10 absolwentów uczelni na światowym poziomie niż 1000 półgłówków po szkole tańczenia na rurze czy gotowania na gazie.

          > Odpowiedz nr 2: nie liczba jest wazna ale jakosc najlepszych. Obecnie na
          > sze gwiazdy UJ, UW i PW lapia sie do swiatowej czwartej setki.
          Ależ oczywiście, bo nasze dzisiejsze uczelnie, tfu, wyższe są szkółkami niedzielnymi.

          > Pytanie nr 3: Przedwojenni maturzysci nie zdali by dzisiejszej matury bo
          > nie znali by powojennej tworczosci, z ktorej byly by pytania.
          Alboś głupi, albo robisz sobie jaja. Przedwojenna matura polegała na zdaniu egzaminów z 5 przedmiotów, o ile pamiętam. Już nie mówię o biegłej znajomości 2 języków, w tym często języka klasycznego.
          > Odpowiedz nr 4: Chinczycy zawojuja swiat nie absolwentami zawodowek a st
          > udiow. Niedlugo.

          U nas nie ma ani jednych, ani drugich. Zawodówki zlikwidowano, a wyższe uczelnie zgnojono.
          Inaczej mówiąc twoja wypowiedź to strzał kulą w płot.
          --
          "Kpów i szambelanów nigdy nie zabraknie".
      • Gość: Maxx IP: 173.233.222.* 02.05.12, 21:54
        W takim kraju jak USA istnieja setki uczelni wyzszych, od tych najlepszych na swiecie, do szkolek stojacych na poziomie kiepskiej polskiej szkoly policealnej. Tak, czy inaczej, praktycznie kazdy pracodawca potrafi ocenic co warty jest dyplom z danej szkoly!

        P.S. W USA i w Kanadzie dyplom uczelni wyzszej nie stanowi tez obecnie jakiegos
        "gwarantu" pracy...
      • gandalph napisał:

        > Uwaga pomocnicza: przed II W. Św. Polska miała 5 uniwersytetów, 2 politechniki,
        > krakowską AGH i to wszystko, jeśli pominąć uczelnie artystyczne. Pewną rolę uz
        > upełniającą odgrywała Politechnika Gdańska (W.M.Gdańsk), uniwersytet w Królewcu
        > i we Wrocławiu.

        Polska miała przed II wojną światową Uniwersytet we Wrocławiu? To już nie jest kwestia szkół, ale elementarnej wiedzy ogólnej!
        Owszem uniwersytet w Breslau był jedną z czołowych uczelni w świecie, czego nie można powiedzieć o polskich uczelniach. Polska była krajem zacofanym gospodarczo i mentalnie, odstawała od Europy Zachodniej jeszcze bardziej niż dziś. Powszechny był analfabetyzm. Nie są to czasy, które można przywoływać jako przykład.


        --
        Polemika z głupstwem nobilituje je bez potrzeby - Stefan Kisielewski
    • Gość: misza IP: *.static.chello.pl 02.05.12, 11:55
      ja skończyłem politechnikę warszawską, prestiżowy wydział i kierunek, od samego początku pracuję w branży - lotnictwie i może kokosów nie zarabiam ale stać mnie na rodzinę mieszkanie samochód i niedrogie wakacje. Oczywiście widzę czasem w USA czy nawet w Niemczech że moi rówieśnicy - koledzy którzy skończyli podobne kierunki studiów zrabiają tyle co ja tylko w ich walucie a koszty życia są porównywalne jak u nas to tak jak dla mnie benzyna była by po 1zł, a kilogram szynki 8zł. Ale to inna historia i tu możemy mieć pretensję do systemu :).
      Z całym szacunkiem jakiej pracy spodziewa się młody człowiek po skończeniu administracji na uczelni w powiatowym mieście, chyba tylko że go do ratusza po znajomości ktoś ściągnie. Albo po studiach już na UW np kulturoznawstwo szczepu jakiegoś afrykańskiego państewka - albo muzeum po znajomości, albo zawód Indiana Jons
    • Gość: dobrarada IP: *.warszawa.vectranet.pl 02.05.12, 12:06
      Zacznijcie kształcić w tych zawodach, w których brakuje specjalistów świnie z rządów solidaruchowych !!!!

      • --
        "Kpów i szambelanów nigdy nie zabraknie".
      • Gość: lilith IP: *.adsl.inetia.pl 03.05.12, 19:33
        Więcej lekarzy już się nie da. Wszystkie laboratoria są przepełnione, na klinikach jeden asystent ma 5-6 studentów zamiast 2-3, anatomicum w Wawie działa na 3 tury. I co z tego skoro po studiach nie ma wystarczającej ilości miejsc na specjalizacjach. Nie mówię, że każdy ma się dostać na okulistykę czy dermatologię, ale przynajmniej 80% absolwentów powinno mieć szansę rozpocząć specjalizację zaraz po stażu i mieć tytuł specjalisty w wieku trzydziestu paru lat, a nie przed pięćdziesiątką. Z braku miejsc na specjalizację w Polsce (= możliwość dobrej pracy i zarobków w przyszłości) młodzi lekarze wyjeżdżają specjalizować się zagranicę, a jak wyjadą to już raczej zostają na zachodzie.
    • Pięć przykładów ludzi, którzy zorientowali się, że najłatwiejsze pieniądze są tam gdzie nie ma prawdziwego produktu, lub realnej usługi. To darmozjady, na których ciężko pracują ci lekceważenie przez nich robole, pracujący za 800 zł. Tym darmozjadom zawdzięczamy kryzys - biorą pieniądze nie dając w zamian nic realnego, czyli okradają nas.
    • "Szukamy tych, którzy myślą samodzielnie, a nie tych, którzy potrafią zapamiętać klucze i schematy testów. Słowem - szukamy tych, którzy swoje mózgi trzymają w głowach, a nie w przenośnych komputerach."
      no i z tym jest problem bo tacy ludzie sa zbyt madrzy aby marnowac sie na etacie u jakiegos prywaciarza, wola zaryzykowac i zalozyc wlasny biznes lub jesli nei maja kasy wyjechac odlozyc i wrocic by ja zainwestowac, ludzie marzacy o etacie a ludzie madrzy to dwie wykluczajace sie rzeczy ;)
      • System potrzebuje 1 geniusza biznesu, 10 wybitnych inżynierów i 1000 wykwalifikowanych pracowników na każdy dobry biznes. Z samych geniuszy biznesu niczego nie zbudujesz.
        • Gość: MW IP: 212.160.172.* 02.05.12, 15:33
          Masz rację. Jobs bez Wozniaka byłby marzycielem na farmie ogrodniczej. Z kolei Wozniak chciał sprzedawać komputery po kosztach wytworzenia. Razem stworzyli najlepiej sprzedające się produkty w historii.
      • Gość: Świadomy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.12, 20:45
        Mylisz się. Nie każdemu pasuje własna firma. Ktoś może być mądry i ogarnięty ale ma inne ambicje, dlatego pracuje na etacie, a po pracy spełnia swoje marzenia. I to wcale nie znaczy, że jest głupi.
    • Gość: Maturzysta IP: 109.207.100.* 02.05.12, 12:36
      Cieszę się, że wreszcie gazety zaczynają pisać takie artykuły. Zajmuję się rozwojem osobistym od 5 lat i w tej chwili wybieram się na studia. Od pierwszego kontaktu z "literaturą sukcesu" starałem się szukać przykładów tego, w jaki sposób ludzie osiągający swoje cele planowali i realizowali całe swoje życie. Doszedłem dokładnie do tego, o czym pisze się w powyższym artykule.

      Na przykładzie ludzi, którzy coś osiągnęli można stwierdzić, że studia czy ich brak nie mają praktycznie żadnego wpływu na zarobki. Studia dają efekt tylko, jeśli jest to "poszukiwany" zawód i gdy wystarcza nam spokojny etat i marna, choć pewna pensja. Tylko pytanie, czy na tym polega życie i spokój finansowy, by dawać sobą kierować przez około 40 lat pracy, by w końcu zejść ze stołka i "żyć" za 1000zł emerytury?

      To miło, że takie artykuły zaczynają się pojawiać. Sam zdobywam umiejętności we własnym zakresie i poza studiami, na które właśnie się wybieram uczę się z książek, kursów i filmów, by mieć jak największy wachlarz możliwości. Polecam tą technikę, bo ucząc sie rzeczy pasjonujących nawet nie widzimy, kiedy staliśmy się specjalistami :)
    • Gość: adwokat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.12, 13:18
      Jeśli w kraju nie istnieje sensowna polityka kształcenia i to z uwzględnieniem realnego zapotrzebowania gospodarki i rynku to problem produkcji bezrobotnych będzie się tylko pogłębiał. Mam nieodparte wrażenie , że prywatne uczelnie kierując się względami ekonomicznymi - głównie, niespecjalnie też troszczą się o jakość kształcenia. Niewiele zmieni sytuację nawet jeśli Pan Minister Sprawiedliwości odniesie spektakularny sukces i dokona deregulacji wszystkich zawodów. Już dziś na rynku usług prawniczych jest tak , że znacząca część kancelarii ma problemy z obsługą kosztów prowadzonej działalności. Egzaminy państwowe na aplikacje prawnicze są - eufemistycznie określając- na poziomie elementarnym. Przybędzie więc w bieżącym roku kilka tysięcy młodych, pełnych optymizmu adeptów prawniczych profesji.
      Kilka dni temu sudent V roku prawa prywatnej uczelni (nazwy nie wymienię) , były praktykant w naszej kancelarii, poprosił mnie o opinię o przygotowanej do obrony pracy magisterskiej. Dodał, że promotor wstępnie pozytywnie ocenił cztery z siedmiu rozdziałów pracy. Jestem w ogromnym kłopocie, wg mojej oceny praca jest żenująco słaba, ilość merytorycznych błędów przeraża. Jeśli promomotor, dr nauk tego nie widzi , to ... wnioski nasuwają się same.
    • Gość: tak sobie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.12, 14:45
      ... myślę, że podane w artykule przykłady są takie sobie. Cały świat zna np. paną Carlę Florina, która zajmowała kierownicze stanowiska w firmach high-tech (np. prezes Hewletta Packarda - chociaż ją wylali). Kim była z wykształcenia? Historyk renesansu. Guru marketingu high-tech Moore (u nas nieznany ale w USA to przedszkolaki znają jego dzieła) to anglista i ex-wykładowca literatury. Tyle, że zachciało mu się lepiej zarabiać i się przeniósł z amerykańskiego "za...ia" do "Silikonowej" Doliny. I zarabiaa. Nikt ich nie uczył "przydatności" dla firmy. To tylko dwa przykłady a gdybym poszperał w pamięci to więcej też bym znalazł. Jest oczywistą paranoją kształcenie stad politologów i to nie najwyższej jakości ale przecież nikt tym studentom nie broni a. samodzielnego myślenia b. studiowania a nie "rypania" na pamięć. W artykule polonista jest na swoim miejscu. Historyczka też. Oboje zajmują się myśleniem i nawet jeśli narzekają na studia to jednak bardziej uczyli się "jak myśleć" a nie "co myśleć". A na zakończenie jedna drobna uwaga. Czasy w których po otrzymaniu dyplomu człowiek mógł zapaść w drzemkę skończyły się. Kiedyś dotyczyło to głównie inżynierów i lekarzy. Teraz mają "przerąbane" wszyscy. Albo będziesz się uczył albo zaklep sobie kolejkę w Urzędzie Pracy. Przy tym uczył oznacza nie tylko w kolejnej szkółce czy na kursie ale również sam. Stąd (wg mnie) szkolnictowo (całe od zerówki do tytułu) powinno uczyć "jak myślkeć" i "jak się uczyć". Oczywiście dotyczy to również pedagogów - wszystkich. Oni też powinni się uczyć a jak nie to równiez zaklepac sobie kolejkę. Dobre świadectwo temu trendowi daje pani technik ogrodnik. Jest swego rodzaju pionierem.
    • Gość: jottsp IP: *.cs.put.poznan.pl 02.05.12, 14:54
      Skazani na sukces - z wykształcenia politolog ze specjalizacją prawno-kryminologiczną ; studia : marketing + management , dziennikarstwo, europeistyka, .....

      a z drugiej strony tez nie lepiej - ktora firma potrzebuje ludzi aby samodzielnie mysleli?

      W Polsce od lat, co rocznie, jest troche pozycji dla ludzi ktorzy wyznaja kult cargo i potrafia sie milo usmiechac do szefa



    • Gość: leszek IP: 192.193.116.* 02.05.12, 15:38
      a kiedyś było inaczej?
      • Gość: kabak IP: *.acn.waw.pl 02.05.12, 16:59
        To nie jest kwestia "dziś" i "kiedyś", ale kwestia kierunku studiów. Za rok młodzi ludzie po pierwszej klasie LO lub technikum będą mogli w większym stopniu sami decydować o kierunku kształcenia (wybierają, czy fizyki, historii, chemii itd. uczyć się bardzo dużo, czy wcale). Warto by było, gdyby gazeta pokazała im, jakie są perspektywy ludzi po studiach ścisłych i technicznych, a jakie po politologii i kulturoznawstwie. Tylko gazeta musiałaby myśleć kategoriami dobra wspólnego, a nie kategoriami "miło jest ponarzekać, a jeszcze milej zanotować narzekanie innych i wziąć kasę".
    • Gość: ania IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 02.05.12, 15:59
      Na początku pozdrawiam kolegę Kołtunowicza z 64 LO :). Jeśli chodzi o studia i pracę... To od nas zależy ,co zrobimy ze swoim wykształceniem. S taniemy w miejscu, czy będziemy szli dalej. Dziś musimy się uczyć się przez całe życie! Najważniejsza umiejętność to nauczyć się uczyć :) Korzystać ze źródeł informacji, szukać, szperać itd. Dziś szkoła tego nie uczy. Moje liceum nauczyło mnie tej umiejętności, studia wybrałam sama , te które chciałam. Jestem nauczycielem, lubię to. Pracuję z dziećmi. Czuję się na swoim miejscu. Pracę znalazłam sama, ciężko pracowałam na swoją pozycję. Ważna jest pokora, sumienność, systematyczność. Trzeba szanować ludzi i być wobec nich otwartym. POKORA I CIĘŻKA PRACA! Nie dostaniemy niczego na tacy. Znajomości? Żadna satysfakcja z pracy przez protekcję. ania sz.
    • Gość: kabak IP: *.acn.waw.pl 02.05.12, 16:55
      Ciekawe, że do artykułu nie wzięli nawet jednego absolwenta kierunku ścisłego ani technicznego. Bo może jego wypowiedź nie pasowałaby do z góry przyjętej tezy?
    • Gość: Torrcik IP: *.dynamic.chello.pl 02.05.12, 16:57
      Gratuluję dziennikarzowi doboru kontrastowych przykładów. Gorzej nie mógł wykazać że nie wie o co chodzi. A dokładniej o czym piszę?
      1) Polonista a pracuje w roli speca od serwisów społecznościowych. Niedawno szukałem kogoś do SEO, mając w pamięci swoje początki i rozwój branży - właśnie patrzyłem za polonistami! To nie żart, ci ludzie są absolutnie świetnie wykształceni, by móc umiejętnie i ze sztuką j. Polskiego moderować użytkowników, nadawać dyskusje, prowadzić wszelakiej treści scenariusze rozwoju takich serwisów czy tworzyć klucze SEO - precle, słowa kluczowe, odmianę. To są ludzie do tego właśnie wykształceni
      2) politolog - kryminolog a pracuje jako asystent prezesa zarządu/dyrektor biura. No właśnie to robi, do czego wykształcono tę osobę - do rozpoznawania intencji, analizowania - do tego dochodzi podejmowanie decyzji. Proszą, wskazujcie przykłady realnie kontrastujące - za to trafnie przypadkiem dziennikarz wskazał faktycznie co może taka osoba z sukcesem robić!
    • Gość: Maruda :P IP: *.dynamic.chello.pl 02.05.12, 17:34
      Pod artykułem się podpisuję. Dlaczego po studiach brak ludz myślących logicznie umiejących rozwiązywać problemy? Przecież umiejętności myślenia logicznego powinniśmy już posiadać w szkolę - polecam zajrzeć do książki Kubuś Puchatek, kóra pokazuje, że już 4 latki potrtafią myśleć logicznie :).

      Więc kiedy powinniśmy uczyć się myśleć? Jaki przedmiot za to odpowiadał? Dawniej przedmiotem uczonym w szkolę, który miał uczyć logicznego myślenia była łacina. Później z przyczyn głównie praktycznych zastąpiła ją matematyka.

      Spójrzmy za tem co się stało z matematyka w szkołach. Od lat 70 matetyka zostawała wypierana ze szkół- dawniej rzecz takie jak granicę ciągów, pochodne, całki, liczby zespolone, macierze, układay równań, a nawet teoria miary były działami przerabianymi w szkole! Teraz jest to tylko mglistę wspomnienie dawno zapomnienej "strasznej" przeszlości. Ale czy trzeba było poznawać ten cały materiał aby nauczyć się logicznie myśleć- oczywiście NIE. Ale wraz z opcięceim materiału (co roku kilka lekcji matematyki ląduje w koszu !) obcina się też ilość godzin. Dla przykładu są szkoły średnie, w których są 2 godziny matematyki w tygodniu przez 2 lata ! Zatem po tak drastycznych cięciach nie ma czasu na zadania uczące rozwiązywać problemy, myśleć logicznie (np. brak geometri w szkołach- po za Twierdzeniem Pitagorasa i Talesa !). Nauczyciele ledwa co dają radę "przerobić materiał".

      Ale jak ma się ta sytuacja do uczelni wyższych? Niestety na uczelnie nie ma czasu na nauczelnie ludzi myślenia! Oczywiście uczelnie mają za zadanie rowijać i kształcić ludzi. Ale nie dadzą rady zrobić tego od zera! Obecnie ogromna ilość ludzi po szkołach średniach nie zna podstaw logiki, nie potrafi rozbić problemu na przypadki. Nie zna podsatwowych zasad arytmetycznych! To nie jest wina uczelni. To jest wina systemu!

      Lecz to nie jest jedyny problem. Kolejny to oczywiście pieniądze- cięcie godzin na uczelniach - także matematyki. Polityka państwa sprawiająca że uczlenie zamiast ośrodków propagujących wiedzę stały się fabrykami abslwentów. "Pieniądze idą za studentem"- a to oznaczy utrzymaj stdudentów za wszelką cenę, za cenę poziomu kształcenia, za cenę jakości.


      Radzę również zajrzeć ile procent budżetu nasze Pańswo przeznacza na szkolnictwo wyższę w porónaniu z innymi krajami europejskimi. Dla mnie wniosek jest tylko jeden skoro Polska więcej preznacza budżetu na wosjko niż educkaję wyższą- patrząc jak słabo wyposarzonę mamy wojsko- należy kształcić się za granicą.

      Pozdrawiam
    • Teraz studia robi się po to, żeby mieć papier, a to głupota. Koleżanka mieszkająca w Niemczech mówi, że tam młodzi uczą się, żeby mieć zawód, bycie na przykład hydraulikiem to nie obciach. Zarabia się kupę kasy, jeździ dobrym samochodem i kupuje dom. W Polsce hydraulik to robol, ktoś gorszy, komu nie chciało się uczyć. Efekt jest taki, że wśród moich znajomych w zawodzie pracują tylko specjaliści.

      To jest chore aby iść na studia po papierek, ciśnienie w rodzinie i w korporacjach
      • Gość: mała IP: *.dip.t-dialin.net 02.05.12, 18:50
        W Niemczech młoda osoba nawet bez matury może zdobyć konkretny i dobrze płatny zawód. Do tego w czasie 3 letniej szkoły dostaje wynagrodzenie za to ze się uczy!!! W zależności od branży takie wynagrodzenie wynosi od 400 do 900 euro brutto miesięcznie w pierwszym roku szkoły potem więcej(od tej kwoty nie płaci się podatku). Ok połowa czasu czyli jakieś 1,5 roku to zajęcia praktyczne. I nie jakieś zamiatanie podłogi na zakładzie tylko prawdziwe przyuczanie do zawodu. Po ukończeniu takiej szkoły ma się pewną pracę i dobre wynagrodzenie.
        Dodam tylko że by dostać miejsce w takiej szkole najpierw kandydat musi sobie sam znaleźć pracodawcę który przez te 3 lata będzie go uczył w praktyce. Nie wystarczy że wyśle podanie, musi też przekonać pracodawcę że się do tego nadaje. A jak już zostanie przyjęty wysyła papiery do szkoły.
        Z reguły zakłady pracy przyjmują swoich uczniów do pracy po ukończeniu szkoły. Nie na jakieś śmieciowe umowy tylko na etaty.

        A w Polsce ..... jak jest każdy widzi.
      • "Kult wyższego wykształcenia zrobił nam, jako narodowi, potworną krzywdę. Pisałem już o tym parę razy, inni ludzie też (np. Bartek Janiszewski w ostatnim Newsweeku) – w akcie desperacji młodzi ludzie zapisują się na egzotyczno-bezużyteczne studia w Wyższych Szkołach Kopania Niższych Rowów, byle tylko mieć iluzję, że jakiś pracodawca ich potem zatrudni. A jak to jest z tym zatrudnianiem, widać: nierealne wymagania, głodowe pensje i wszechobecne cwaniactwo, z czego tu urwać, żeby się nachapać.

        Oczywiście wszystko musi mieć swoją przyczynę, a w naszym kraju przyczyną tą jest głównie PRL i jego pobór do wojska. Żeby tylko nie nosić moro (tudzież Pumy vel „żaby”, tudzież ostatnimi czasy Pantery wz.93) i nie miauczeć na komendę, młodzi ludzie desperacko usiłowali się dostać na jakiekolwiek studia adekwatne do ich poziomu wiedzy i potencjału. Wychodziło to o tyle o ile, niektórzy mogli dostać kategorię D i mieć święty spokój, a w PRLu studia były tylko państwowe i przynajmniej miały jakiś poziom. Dopóki jednak ostatnio nie przeszliśmy na armię całkowicie zawodową, w wolnej Polsce pojawiły się tysiące „óczelni” „kształcących” na odwal się, byle tylko kosić czesne i wydawać papierki. Pracodawcom też się papierki podobały, zatrudniali więc kolesi po marketingu i zarządzaniu, którzy w praktyce okazywali się apodyktycznymi bucami rządzącymi za pomocą ordynarnego terroru i uważającymi się za nie wiadomo kogo. Tak więc „óczelnie” taśmowo produkowały magistrów, aż w końcu dotarliśmy do roku 2011, gdzie dyplomy dają byle szmondakom, a pracodawcy zaczynają potrzebować głównie specjalistów z wąskiej dziedziny. Oraz, jak pokazują ogłoszenia o pracę, przedstawicieli najbardziej znienawidzonej profesji, czyli telemarketerów. A tego nikt normalny i mający do siebie choć odrobinę szacunku robić nie chce.

        I tu zapewne już kilkakrotnie padło pytanie: a gdzie jest w tym dziad? Spokojnie, dziad powoli przedstawia to wszystko, żeby się jakoś na tym tle umieścić. Pomiędzy ukończeniem studiów a obroną pracy magisterskiej robiłem różne dziwne dziwności: pomagałem przy tworzeniu serwisu internetowego (na stanowisku e-ciecia: sprzątanie forum, proste prace graficzne które wstyd było zlecać działowi grafiki, adjustacja i zatwierdzanie do publikacji twórczości czytelników – w tym nierzadko ghost-writing w tekstach, z których powyżej 50% treści nadawało się do czegokolwiek poza wywaleniem) – 1200 zł, zapieprzałem na kasie w Empiku – 800 zł na 3/4 etatu, aż w końcu wylądowałem jako biurwa na państwowym, gdzie na dzień dobry dostałem 1200 zł, po zdobyciu dyplomu podniesiono mi pensję do 1300 zł, potem łaskawie do 1400, a w końcu do 1500 zł (przy czym i tak zarabiam mniej niż kierowca czy konserwator w dokładnie tej samej prosty… eee, instytucji). Oczywiście ludzie słysząc ile zarabiałem (1200-1300) pytali, co ja robię i czy przypadkiem nie skręcam mebli w Ikei, a już ostatecznie dobił mnie kolega (bez matury), który 1200 zł dostawał do ręki za pracę w pralni dywanów. Tyle samo, jak w swoim artykule pisze Bartek Janiszewski, zaoferowano innemu absolwentowi wyższej uczelni na stanowisku kierownika sklepu w Tesco. Kierownika sklepu! Ciężka robota, pilnowanie żeby gigantyczny market działał jak należy, otwieranie, zamykanie, wszystkie związane z tym procedury typu liczenie utargu, i za taki zapieprz tysiąc dwieście nowych polskich?! Jakbym taką propozycję usłyszał, to chyba wyszedłbym rechocząc.

        Ale co zrobić? Dyplomów nie pozabieramy, a weryfikacja kwalifikacji i przydatności do pracy swoje trwa i swoje kosztuje. W kolejnej dziedzinie zapędziliśmy się w kozi róg, działając na pałę."

        Poza tym uzasadnianiem, że "my nie chcemy do wojska", z resztą tekstu mogę się spokojnie zgodzić. Chory jest i kult papierka u pracodawców, i cała reszta postępowania pracodawców, i metody zdobywania papierka.

        --
        P. Alik, Kot
    • ...
    • Zachęcam do pracy nad sobą , dążeniem do profesjonalizmu. Mimo wszystko.

      empiro.blox.pl/2012/03/Profesjonalizm-na-godziny.html
    • Gość: Zygmunt IP: *.warszawa.vectranet.pl 02.05.12, 20:41
      "Agnieszka, 26 lat, Warszawa
      z wykształcenia historyk, pracuje jako konsultantka w międzynarodowej korporacji
      Na co dzień dbam o to, żeby klienci naszej firmy byli zadowoleni.
      "

      Rewelacja. Po prostu rewelacja.
      Wyższe studia. A jaka elokwencja bije z opisu zakresu obowiązków służbowych. Żeby klient był zadowolony, nie potrzeba do tego magistry histerii. Choć i takie się spotyka na poboczach naszych dróg.
    • Gość: Zygmunt IP: *.warszawa.vectranet.pl 02.05.12, 20:46
      Jędrzej Kołtunowicz, 27 lat, Warszawa
      z wykształcenia polonista


      "Dzień świra" powinien być w każdej szkole średniej obowiązkowy. Zwłaszcza dla klas humanistycznych:

      Ja pier..ę, kur..a!
      Bracia poloniści, siostry polonistki, 130 było nas na pierwszym roku.

      Myśleliśmy, że nogi Boga złapaliśmy, że oto nas przyjęto do szkoły poetów.
      Szkoła poetów, Jesus, ku..a, ja pie...lę!
      Przez pięć lat, stron tysiące, młodość w bibliotekach.
      A potem bida, bida i rozczarowanie!
      A potem beznadzieja i starość pariasa i wszechporażająca nas wszystkich pogarda, władzy od dyktatury, aż po demokrację, która nas kałamarzy, ma za mniej niż zero.
    • Gość: BJ IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 02.05.12, 23:28
      Studiuję polonistykę i uważam, że jest to najlepsza decyzja mojego życia. Nie wybrałam tego kierunku z lenistwa lecz z pasji, dzięki której robię to co lubię. Nie zgadzam się, że przedmioty są mało praktyczne - trzeba tylko potrafić wybrać właściwą drogę i konsekwentnie ją realizować. Mam zamiar zrobić doktorat, a polonistyka to kierunek, który wybrałam z powołania.
      • Gość: w IP: *.pool.hdsnet.hu 03.05.12, 00:19
        ciekawe co powiesz jak uczelnia ci zaproponuje 1400zl wynagrodzenia w postaci stypendium na okres 4 lat robienia doktoratu. znizki na mpk w wieku 26 lat znikna, mieszkanie z rodzicami to bedzie przymus bo w banku dalej bedziesz gorzej niz bezrobotna bo status studenta. zobaczymy co zrobisz w wieku 28 lat jak skonczysz doktorat, pojdziesz do pracy w McDonaldzie albo zostaniesz na uczelni za 1200zl (sic!). Zyc-Nie-Umierać.

        • Gość: lol IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.12, 13:15
          I dlatego na doktoratach zostają nader często miernoty, które wolą uposażenie mierne, ale pewne od ryzyka na bardzo trudnym rynku. A potem te miernoty zalewa frustracja, gdy się okazuje, że ani oryginalnych badań prowadzić nie potrafią, ani uczyć studentów nie umieją, a z pensji nie wystarczy do pierwszego. Oczywiście nie mówię o wszystkich, ale wśród doktorantów i młodych doktorów zdecydowanie zbyt wielu ludzi miałkich i sfrustrowanych. A to przecież nie profesja (ani nie wiek) dla frustratów! Tylko że ludzie zdolni i odważni odpływają po dyplomie z uczelni szybkim kraulem, nie oglądając się za siebie.
    • Gość: pjk IP: *.215.204.184-internet.zabrze.debacom.pl 02.05.12, 23:49
      phi, kapitaliści
    • Gość: Sredniak IP: *.mycingular.net 02.05.12, 23:52
      Zarabiam na czysto po podatkach ponad 15 000 zl co miesiac. Moglem machac papierkiem i stekac w polsce ale podwinalem rekawy i poprostu wzialem sie do "zwyklej" pracy. Nie dlugo to rzuce i zajme sie czyms bardziej sensownym (np zaloze ogrodek i cieple kapcie). 10 lat tutaj to rownowartosc ponad 50 lat pracy kierowcy w Polsce. Mowimy o zwyklych chlopach trzymajacych kierownice nie jakis super operatorach specjalistycznego sprzetu. Tak , pracuje po 12 - 15 godzin dziennie i nie podoba mi sie to , ale to ciagle lepsze niz kasa w obi albo innej castoramie. Tam tez nikt nie siedzi z radoscia i luzu tez nie ma a zarabiaja po 400 dollarow na miesiac. Tu przynajmniej nikt nie patrzy mi na rece i czas dosyc szybko plynie. Tak wogole ten caly system to porazka i niedlugo sie zawali. Wrocimy do malych gospodarstw rolnych i ogrodkow. Zarcie na stole to bedzie bogactwo. Troche prawdziwego zlota i srebra w skarpecie trzymam i ze smutkiem spogladam w przyszlosc...
    • Gość: downunder IP: *.rochd5.qld.optusnet.com.au 03.05.12, 03:20
      Historia kolem sie toczy. Macie 'smieciowe' dyplomy to potem macie 'smieciowe' kontrakty.
    • Gość: goscLA IP: *.lsanca.fios.verizon.net 03.05.12, 04:19
      naprawde z perspektywy USA uwierzyc mi ze ogrodniczka z wyksztalcenia jest pracownikiem banku sredniego szczebla, to raczej dosyc smieszne, kryterium pracowitosci, blyskotliwosci i szybkiego uczenia sie to jest kryterium kazdego pracownika tzw specjalisty w USA. Z mojej wiedzy ciekawe czy ta umie otworzyc akredytywe miedzynarodowq oraz zna ksiegowosc bankowa oraz rozliczeniowa, .Mysle zena pzoziomie bankowsoci polskeij wystarczy miez ogrodnictwo zeby zostac bankierem no coz/.
      Pan Witold z Krakowa mnie wzruszyl, byl na jednym znajlepszych kierunkow na swiecie=weterynaria malych zwierzat, Moj przyjaciel znowu w USA od 30 lat leczy zwierzeta, jego klinika i pare dmow warte sa 20 ml dolarow kupione zagotowke, rowiez malarstwo ma Falata i Kossaka jak i Diego Riviera, znowu 4-5 ml dolarow.Jest zwyklym facetem ,nie biznesmenem, i co ciekawe poniewaz lubi Warszawe ma paru znajomych weterynarzy ktorzy na weekenf jezda do paryza zeby pojsc do Moulin Rouge, i maja oare samochodow i po dwa domy w Warszawie. Panie Witku jak na Boga mozna nie zarobic na leczeniu malych zwierzat.
      • Gość: odp IP: 192.8.46.* 03.05.12, 09:12
        > Pan Witold z Krakowa mnie wzruszyl, byl na jednym znajlepszych kierunkow na swi
        > ecie=weterynaria malych zwierzat, Moj przyjaciel znowu w USA od 30 lat leczy z
        > wierzeta, jego klinika i pare dmow warte sa 20 ml dolarow kupione zagotowke, ro
        > wiez malarstwo ma Falata i Kossaka jak i Diego Riviera, znowu 4-5 ml dolarow.Je
        > st zwyklym facetem ,nie biznesmenem, i co ciekawe poniewaz lubi Warszawe ma par
        > u znajomych weterynarzy ktorzy na weekenf jezda do paryza zeby pojsc do Moulin
        > Rouge, i maja oare samochodow i po dwa domy w Warszawie. Panie Witku jak na Bog
        > a mozna nie zarobic na leczeniu malych zwierzat.
        jako ,ze zyjesz w USA odpowiadam 'kokosow z tego nie ma.dotarlo?
        • Gość: mi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.05.12, 17:33
          Można zarobić w tym zawodzie, jako lekarz weterynarii zapewniam. Pan Witold zapewne nie zrezygnował (w końcu mógł tak jak kolega wyjechać do Walii), tylko z niego zrezygnowali. Trzeci i czwarty rok weterynarii są bardzo ciężkie. Od absolwenta zaś nie oczekuje się, że będzie na dzień dobry kości zespalał, macice usuwał i wszystko rozpoznawał. A wielu rzeczy można się nauczyć w lecznicach, ja biegałam kiedy tylko mogłam, asystowałam do operacji, robiłam drobne zabiegi i się uczyłam, za wynieś przynieś i pozamiataj .
      • Ma wykształcenie średnie tak jak Ci, którzy zaczynają studia na kierunku bankowość.
        Oni uczą się na zajęciach od kiepsko opłacanych teoretyków, niejednokrotnie olewając naukę, a na egzaminach ściągają.
        Ona uczy się w praktyce od praktyków i jak napisała sama doszkala. Dostęp do podręczników akademickich jest w naszym kraju otwarty - więc spokojnie jest w stanie uzyskać tą samą wiedzę co student przygotowujący się do sesji - nawet lepszą bo w trakcie nauki widzi jak rzeczy o których czyta wyglądają w rzeczywistości. Uczy się pod presją bo porażka nie oznacza poprawki egzaminu tylko możliwość utraty pracy. W pracy nie ma też raczej możliwości ściągania...

        Czy na prawdę uważasz, że absolwent kierunku bankowość będzie miał większą wiedzę od niej..?

        Jak dla mnie to jest magiczne traktowanie papierka. Nie ma papierka to nie "umie otworzyć akredytywy międzynarodowej oraz nie zna księgowości bankowej oraz rozliczeniowej". A co to niby jest wiedza tajemna, która wpływa do głowy w wyniku mistycznego rytuału możliwego do odbycia tylko na studiach? Każdy może się tego nauczyć mając chęci, podręczniki i ewentualnie kogoś kto pewne rzeczy wytłumaczy.
    • Gość: Tobik IP: *.dynamic.chello.pl 03.05.12, 05:37
      Jesteśmy głupim i leniwym narodem, wyjątek to może jakieś 5% społeczeństwa
    • Jeszcze gorszych bredni nie czytałem. Tego Pana z PZU chyba dobry żart się trzema :D
      Jeszcze nie spotkałem się by za używanie mózgu, myślenie samodzielne, realizowanie powierzonych zadań, rozwiązywanie problemów, wychodzenie z własnymi pomysłami, sposobami zwiększania efektywności pracy, rozwoju firmy ktoś kogoś docenił.
      Chyba, że trafiam na takich żartownisi jak Pan z PZU.

      Jest tak, że większość to osoby lekko mówiąc nie rozgarnięte i takie zawsze Cię na dno pociągną, więc po co te brednie.

      --
      grubosz.pl
    • Absolwenci fabryk bezrobotnych, historia kolem sie toczy: jak studiowaliscie ‘dla papierka’, no to macie ‘smieciowe’ dyplomy i ‘smieciowe’ kontrakty. To nie moze byc tak, ze biolog zostaje informatykiem. To jest wypaczenie, i nie powinno byc regula.

      Wyzsze studia powinny dawac specjalistyczne kwalifikacje prowadzace do pracy w wyuczonym zawodzie. Uniwersytet powininen dac wam solidna baze pojeciowa i umiejetnosc rozwiazywania problemow, ale rowniez nauczyc was jak sie uczyc w przyszlosci tego czego nikt jeszcze nie wie.

      Jezeli wykladowca/nauczyciel akademicki oszczedza swoj czas to marnuje wasz czas i pieniadze - skladajcie zazalenia. Jezeli wykladowca/nauczyciel jedzie na ‘kreda i gadka’, lub PowerPoint, to znaczy, ze na wiecej go nie stac i nie nadaza za wymaganiami nowoczesnego nauczania.

      Pomozcie mu znalezc bardziej produktywna i spolecznie uzyteczna prace poprzez skladanie zazalen. Oceny przez studentow kazdego wykladowcy w kazdej grupie i po kazdym semestrze powinny byc obowiazkowe. Zle oceny – niech zmieni zawod.

      Jezeli wykladowca/nauczyciel nie daje precyzyjnej instrukcji jakie sa podstawowe reguly uniwersyteckiego eseju/raportu, a nawet specificznej instrukcji co powinien zawierac esej/raport w jego przedmiocie, to ten wykladowca/nauczyciel nie spelnia swoich obowiazkow, uniemozliwia wam prawidlowe studiowanie i osiagniecie pozycji zawodowej.

      Jak wykladowca/nauczyciel oddaje wam wasz esej/raport i nie ma tam zadnych uwag, to on tego eseju/raportu nie czytal, a dajac pozytywna ocene bez konstruktywnego krytycyzmu wpusza was w maliny.

      Jezeli egzamin jest oparty wylacznie na a.b.c.d. test (Multiple Choice Test), to jest to oszustwo. W oparciu o random probability 25%, szczesciara malpka zda ten test, nie musi byc madra.

      Juz sie sprawdzilo ze taki ‘papierkowo/smieciowy’ system wam nie sluzy. Niedlugo nie bedzie rowniez sluzyl uniwersytetom. W koncu Panowie Rektorzy ockna sie z reka w nocniku, brakiem studentow, i fatalna ‘smieciowa’ reputacja.

      Uczelnie, ktorych absolwenci nie dostaja pracy w zawodzie, powinny byc pietnowane.

      Popierajcie takie poglady na temat reformy academii jak prezentowane przez: Prezesa PZU Andrzeja Klesyka, Professor Ewe Nawrocka (UG), Professora Jana Jozefa Staneka (UJ). Wdrazajcie ich poglady na temat akademii, bo to da wam solidna profesjonalna przyszlosc.

    • www.iqelite.com/pl/eq-emotional-intelligence-test/Test Inteligencji Emocjonalnej . Tekst poświęcony szansą życiowym w tym zawodowym / link/ potwierdza doświadczenia życiowo-zawodowe przytoczone w artykule . Pozostaje tylko problem czy inteligencja emocjonalna określana wyznacznikiem EQ , jest tylo i wyłącznie wrodzona czy też jakąś część można nabyć , wytrenować np. w czasie studiów . A jeżeli tak , to czy studia są tylko sposobem zdobywania wiedzy i umiejętności określanych wyznacznikiem IQ , czy też jest miejscem na nabywanie , doskonalenie cech określanych wyznacznikiem EQ , które jak twierdzą niktórzy nawet w 85% decydują o powodzeniu życiowym w tym zawodowym .
    • edition.cnn.com/2012/05/02/opinion/trachtenberg-college-degrees/index.html?iid=article_sidebarCzy potrzebujesz BA, MA, MBA, JD i doktoranckie? Kolejny wątek do dyskusji nt. sensu wyższych studiów .
    • Ktoś tam wyżej, jakieś sto wypowiedzi wcześniej, napisał słowa prawdy: że w Polsce, żeby zarabiać w miarę normalnie, kupić auto, mieszkanie, lodówkę, trzeba pracować w ZAGRANICZNEJ korporacji. Inne opcje dające finansową stabilizację w tym kraju to chyba tylko zostanie lekarzem, stomatologiem albo politykiem (to ostatnie, i chyba pierwsze zresztą też, jeśli nie zależy komuś za bardzo na elementarnej uczciwości i przyzwoitości://), ewentualnie dobrym kafelkarzem z głową na karku. Czyli problem jest głównie z naszą popieprzoną gospodarką. Poziom kształcenia na studiach, kompetencje absolwentów (albo raczej ich brak), marazm wśród prowadzących, brak dobrych techników i zawodówek z perspektywami porządnej pracy dla ich absolwentów - to są wszystko fakty. Państwowe pieniądze są wyrzucone w błoto, bo jak to inaczej nazwać, na niepotrzebnych nikomu studentów, którzy w ogóle nie powinni mieć nawet matury. To tylko jeden z przykładów naszej niegospodarności, ale pokazuje jak kółeczko się zamyka. Bo jak kiedykolwiek ma tu być dobrze, skoro w zarządzaniu naszym państwem zawsze, niezmiennie i od lat brakuje ładu, składu i jakiejkolwiek logiki? bezsensu marnujemy nasze wspólne pieniądze i oszukujemy się nawzajem. 30% na zdanie matury dla debila?? Kpina, przecież to urąga w ogóle wartości tego papierka! Proces ogłupiania zaczyna się już w LO. Powiem tylko jedno - niech tylko centra outsourcingowe zaczną się masowo przenosić do Kijowa czy Bobmaju - i wtedy nawet wielkomiejskie raje stracą swój powab. Bo sami leżymy na łopatkach jako państwo, a ryba psuje się od głowy i to tam szukałabym przyczyny całej tej sytuacji. Nasi rządzący to debile, którzy wolą dyskutować o mgle, brzozach i aborcji albo teczkach IPNu, zamiast wziąć się do roboty i ruszyć jakoś ten kraj trzeciego świata do przodu, żebyśmy nie byli żebrakami Europy://
    • Gość: dv IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.05.12, 22:43
      A po co studiował idiota, który w ten sposób sformułował tytuł odnośnika? "Po wiedzę" studiował?
    • Witold, 33 lata, Kraków
      rzucił weterynarię po czwartym roku, pracuje jako handlowiec...

      bo nie umiałem odróżnić psa od suki...
      Na wecie trzeba ryć, trzeba mieć jaja i nie bać się krwawych obrazków... gościu wymiękł - po prostu...

      Poza tym- treść artykuły wyssana z palca...
    • Gość: klepson IP: 80.87.38.* 24.07.12, 15:10
      witam. ja tę Alicję z Poznania chyba kojarzę. Sam pracuję w Poznaniu. Ale dziwnie trochę napisała, że dla niej sposobem na karierę jest praca w jednym miejscu, a na końcu, że w zeszłym roku zmieniła pracę trzy razy. Tak, to dziwne trochę. Ale niech tam...
      Pozdrawiam Was
    • Patrząc po sobie i znajomych zaryzykuje tezę, że konkretne wykształcenie zwiększa prawdopodobieństwo znalezienia pracy z nim zgodnej. Podobnie jak liczba ludzi - im więcej osób studiuje pedagogiki i inne takie, tym mniejsza szansa na przebicie się w tym tłumie. Skończyłem politechnikę w Poznaniu, pracę znalazłem też w tym mieście, w primesoft polska. Robię to czego się uczyłem i co chciałem robić czyli programuję. Płaca też jest okej, jak to w branży IT. Niestety nie wszyscy znajomi mieli tyle szczęścia i teraz użerają się z robota, której nie cierpią.
      • bo pracujesz w IT ,ale nie każdego to kręci po prostu.nie każdy chce babrać się w kompach ,programowaniu itd.
        Niestety zostają nam centra outsourcingowe..,a reszta to jakiś nieopłacalny syf.
        --
        cuando menos piensas , sale el sol
    • Gość: kasia IP: 2.25.98.* 14.09.12, 21:54
      Trzeba sie wziąć za przyszłość XXI w MLM
      Proponuje www.vianesse.es
    • Gość: narchi23 IP: *.ssp.dialog.net.pl 17.10.12, 21:39
(1-100)
przejdź do: 1-100 101-197

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.