Komentarze do artykułu

Skazani na sukces

Są młodzi, skończyli studia, ale nie pracują w zawodzie. Czy dziś poszliby na te same studia i czy zgadzają się ze stwierdzeniem, że "polskie uczelnie produkują bezrobotnych"?

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Skazani na sukces Dodaj do ulubionych

  • 30.04.12, 19:49
    juz mnie nie dziwi zerowa inowacyjnosc w polskiej gospodarce. jesli kariera to tylko w korporacyjnym biurze. wiem, ze zagraniczne koncerny maja tez u nas instytuty badawcze. ale jak widac gina w tlumie.
    --
    The creatures outside looked from pig to man, and from man to pig, and from pig to man again; but already it was impossible to say which was which.
    Zaawansowany formularz
    • 30.04.12, 20:05
      mam wielu znajomych z Oxfordu, niekotrzy konczyli historie. Tam nie ucza wkuwania dat, tylko analizy: kto, z kim, i dlaczego. Historia lubi sie powtarzac.
      • 02.05.12, 08:15
        ochoczo poszli okupowac. Historia niczego nie nauczyla.
        • 02.05.12, 08:43
          ..ponieważ nie tresuje należycie ludzi do pracy w korporacjach
          • Gość: Beta IP: *.res.bhn.net 02.05.12, 17:53
            Ciekawe, bo wlasnie w USA rorpoczela sie dyskusja na temat wyzszego wyksztalcenia. Amerykanskie uczelnie produkuja fachowcow gotowych na kazde korporacyjne wyzwanie ale cena za to jest... brak ogolnej wiedzy humanistycznej. Wsrod ludzi z wyzszym wyksztalceniem masz kompletne matoly historyczne (zaskoczone, za amerykanska armia walczyla z Niemcami w czasie II wojny), ignorantow muzycznych - co nigdy nie slyszly o Bachu czy Mozarcie i polanalfabetow, ktorzy nigdy nie czytaja niczego poza notkami z Facebooka.
            Uczelnie potrzebuja zmian i to szybko, bo swiat do przodu pedzi i to co sie dzieje nie rokuje nic dobrego (nikomu - ani wykladowcom ani studentom). Umiar i rozwaga, uczenie sie na bledach - niekoniecznie swoich to moze byc najwiekszy porzytek z historii.
            • 02.05.12, 21:05
              No i co z tego? Skoro nie chca takiej wiedzy to i nie maja. Nie martw sie tak o innych.
              --
              "Those who would sacrifice liberty for security deserve neither" - Benjamin Franklin
              • 02.05.12, 21:39
                To nie tyle jest kwestia martwienia się o innych, co obawa o to, aby w pewnym momencie nie obudzić się w kolejnej Rzeszy. Taką ogłupioną masą czy bandą cwaniaków w gajerach po prostu łatwo się steruje. Spójrz jak teraz miliony ludzi bezrefleksyjnie oddają swoje prywatne życie w ręce potentatów handlu danymi. To ewidentny skutek nieznajomości dzieł pisarzy takich jak Orwell czy Huxley.
                • 07.05.12, 17:49
                  a na okupacje do Iraku i Afganistanu pojechaly. Moze nie slyszaly o okupacji hitlerowskiej w Polsce?
              • Gość: radca IP: *.icpnet.pl 03.05.12, 22:07
                Wystarczy tylko wprowadzić w pełni odpłane studia i co najwyżej linie kredytowe dla studentów, a w ciągu pięciolatki problem się sam rozwiąże.
                Podobnie należy zrobić z uczelniami.
                Wurzucić ich finansowanie z budzetu, a o środki niech startują w przetargach na badania czy zlecenia z rynku.
                I tyle. Wiedza i nauka to towar prawie jak każdy inny i nalezy poddać go mechanizmom rynkowym. czym szybciej to uczynimy tym lepiej dla podatników i dla samych ludzi nauki.
                Odbywa się już nowe światowe rozdanie.
                Nauka w USA czy szkoły angielskie już wystartowały , i zgarniaja kasę z całego świata.
                ===
                Porażają są fakty zawarte w wypowiedziach tych młodych absolwentów.
                Wynika z nich, że kasa za studia to zmarnowany pieniadz podatników i ich rodzin.
                To więcej niż smutne, bo ci absolwenci bedą te swoje beztroskie studia spłacali, spłacając długi, które państwo na ich studia zaciagnęło.
                A balcerowiczowski licznik długu kręci się w oszałamiającym tempie i to bez wzgledu na obsadę ministerstwa finansów, czy liczbę profesorów, docentów, doktorów, magistrów w gospodarce.

                • 04.05.12, 03:28
                  Wiedza i nauka to nie jest towar jak każdy inny.
                  Chociażby dlatego, że wybitnym naukowcem, nie każdy może zostać. A ty chcesz tą pulę, z której można zostać wybitnym naukowcem znacznie ograniczyć poprzez płatne studia.
                  Gdybyś miał trochę własnego rozumu, a nie gazecianego, to byś wiedział, że za kredytem optują banki.
            • Gość: Maxx IP: 173.233.222.* 02.05.12, 21:57
              "Wsrod ludzi z wyzszym wyksztalceniem masz kompletne matoly historyczne (zaskoczone, za amerykanska armia walczyla z Niemcami w czasie II wojny), ignorantow muzycznych - co nigdy nie slyszly o Bachu czy Mozarcie i polanalfabetow, ktorzy nigdy nie czytaja niczego poza notkami z Facebooka."

              Czy szanowna "Beta" osobiscie poznala tych (patrz powyzej) ludzi w USA, czy zna ich tylko "ze slyszenia"?
        • 03.05.12, 08:48
          sselrats napisał:
          > ochoczo poszli okupowac. Historia niczego nie nauczyla.

          Okupacja to dla ciebie tylko "hasło". Kompletnie nie rozumiesz co za tym szło. Nie rozumiesz, że okupacja okupacji nie równa. Gdyby uczono historii "na myślenie" widział byś takie niuanse. Widział byś, że NIE okupacja jako samo pojęcie jest zbrodnicza ale to co się w jej ramach dzieje.
          No ale tylko daty i hasła wkuwane dają takie pojęcie o historii.
          • 07.05.12, 17:52
            edukacja nie pomoze.
        • Gość: Monarchista IP: 213.17.138.* 03.05.12, 11:30
          sselrats napisał:

          > ochoczo poszli okupowac. Historia niczego nie nauczyla.
          "Każde pokolenie powinno wziąć udział w wojnie" (Adolf Hitler)
      • Gość: histeryczka IP: *.finemedia.pl 02.05.12, 10:50
        ja to wiem na podstawie własnego doświadczenia, ale jak widać w Warszawie inaczej uczą historii. Daty to ja wkuwałam w LO, żeby zdać maturę i egzamin wstępny, na studiach na UWr nauczyłam się, że te daty to właściwie nie są takie jednoznaczne i kazano nam budować ciągi logiczne wydarzeń, szukać w źródłach, pisać własne prace, a nie recytować daty i nazwiska. Co prawda wynik podobny - nikt tej wiedzy w codziennej pracy nie używa, poza nauczycielami i doktorantami. Ale i tak się cieszę, fajnie było postudiować historię we Wrocławiu. W Warszawie, jeśli jest tak, jak powiedziała bohaterka reportażu, chyba bym się nie odnalazła.
      • 02.05.12, 11:48
        hetmanwiechu napisał:

        > mam wielu znajomych z Oxfordu, niekotrzy konczyli historie. Tam nie ucza wkuwan
        > ia dat, tylko analizy: kto, z kim, i dlaczego. Historia lubi sie powtarzac.
        Historia może być fascynująca, jeśli podchodzi się do niej "z głową". Ale do jej uprawiania jest potrzebny solidny warsztat, choćby po to, żeby - w oparciu o analizę demograficzną, a przez to możliwości mobilizacyjne, oraz finansową - zweryfikować "źródła" mówiące o półmilionowych armiach pod Grunwaldem, a były takie!
        Wykuwanie dat jest zajęciem dla idiotów.

        --
        "Kpów i szambelanów nigdy nie zabraknie".
      • 02.05.12, 16:30
        Dokładnie. Historię należy nauczać jako naukę o podejmowaniu decyzji. Każde wydarzenie historyczne należy tak analizować:
        1. Kto wtedy był decydentem?
        2. Jakie miał zasoby? Jakich wrogów i sojuszników?
        3. Co musiał zrobić natychmiast a co mógł odłożyć?
        4. Jakie miał możliwe warianty postępowania? Jak mógł pozyskać sojuszników i zneutralizować przeciwników?
        5. Jakie długofalowe cele sobie postawił?
        6. Dlaczego wybrał taki a nie inny wariant? Co wynikło z tej decyzji?
        • Gość: M IP: *.ip.netia.com.pl 02.05.12, 19:55
          Aleś ty płytki.
          • 02.05.12, 22:54
            Gość portalu: M napisał(a):

            > Aleś ty płytki.

            Może tak rozwiniesz swoją epokową myśl? Bo przedmówca akurat słusznie napisał; można by jeszcze to i owo dodać, ale to nie zmieni istoty rzeczy.
            --
            "Kpów i szambelanów nigdy nie zabraknie".
      • 02.05.12, 23:48
        Ależ ta dziewczyna nie powiedziała, że historia to wkuwanie dat itp. Powiedziała, że dzięki wkuwaniu ma teraz pamięć do szczegółów o klientach. Oczywiście, że historia to analiza sytuacji, procesów, ale daty i nazwiska również.
      • Gość: gosc IP: 85.128.18.* 03.05.12, 18:05
        Nie wiem :)
    • Gość: em IP: *.finemedia.pl 30.04.12, 20:21
      Trzeba być naprawdę prostym człowiekiem, żeby nie wiedzieć, że studia humanistyczne to niekoniecznie "zawód". Nie chodzi też o żaden papier - studia (przynajmniej teoretycznie) dają umiejętności zdobywania wiedzy na własną rękę w wielu dziedzinach, również nie związanych z kierunkiem, poszerzają horyzonty, dają jakiś szerszy ogląd świata i zrozumienie różnych szerszych procesów. I że ci "nieżyciowi humaniści" są społeczeństwu bardzo potrzebni. Bez kultury, sztuki, filozofii, ogólnie myśli humanistycznej, bylibyśmy społecznością bankierów, biznesmenów i urzędników - nudnych, nastawionych na trzepanie szmalu, konsumowanie i dających się łatwo manipulować. Mam naprawdę dość tych artykułów gw o humanistach - frajerach. Studia są po to, żeby się rozwijać, zgodnie ze swoimi predyspozycjami! Nie każdy może i chce pracować w banku. Po kulturoznawstwie też można mieć fajną pracę i żyć na poziomie.
      • 01.05.12, 01:05
        Trzeba być naprawdę prostakiem,zeby nie rozumieć sensu i zakresu pojęcia "prosty człowiek".
        Taki defekt czyni "kóltóroznafcom" .
      • Gość: krak111 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.05.12, 10:41
        W pełni się zgadzam z em. Studia humanistyczne - nie mówię tutaj o ekonomii i marketingu, które studiuje co trzeci Polak po to by stać się bardziej lub mniej dobrym sprzedawcą - są trampoliną do myślenia otwartego, twórczego i niekonwencjonalnego. Pozwalają przy tym zrozumieć procesy zachodzące w społeczeństwie i w jednostce. Nie bez znaczenia jest też pogłębona kultura języka, której dzisiaj nie wynosi się z domu, a coraz rzadziej ze szkoły średniej. Studiowanie na polonistyce, socjologii, kulturoznawstwie jest luksusem inwestowania w siebie, po którym gdy skończy się jakąś szkołę zawodową, a nie jakiś nowy teoretyczny kierunek, przy aktywności i zdobywanym doświadczeniu można nie tylko uzyskać ciekawą pracę, ale współtworzyć jej rozwój w firmie, zakładzie badawczym czy gdzie tam daną osobę los rzuci. Humanistyka, to nie tumanistyka, jak niektórzy sądzą lecz baza dla wszelkiego rozwoju człowieka, która pozwala na rzeczywiste sukcesy we wszelkich dziedzinach nauki.
        • Gość: mart5000 IP: *.as13285.net 03.05.12, 10:06
          Tak , super a potem przychodzi zderzyć się z życiem, dzisiejszy świat nie potrzebuje humanistów. Studiuj dla siebie a potem pracuj poniżej kwalifikacji.
        • 21.09.12, 16:15
          >- nie mówię tutaj o ekonomii i m
          > arketingu, które studiuje co trzeci Polak po to by stać się bardziej lub mniej
          > dobrym sprzedawcą

          Ręce mi opadają jak takie wtręty słyszę. Wyziera w nich zupełny brak wiedzy o tym, jak wielu umiejętności i jakiej wiedzy wymaga sprzedaż. Sprzedaż nie jest dla tych, którzy "nie znaleźli roboty po swoich studiach". Masa sprzedawców z łątwością zakasuje i "Pana Magistra z apteki" i "Panią z marketyngu". Jak chcesz być dziś dobrym sprzedawcą to musisz być otrzaskany i nie możesz być osiołkiem, który nie widzi dalej niż czubek nosa. Taka opinia jak twoja opiera się na stereotypach. Mam dość słuchania lekceważących słów o sprzedawcach. Gdyby nie oni to cała ta "firmowa śmietanka" chodziłaby w dziurawych skarpetkach.
      • 02.05.12, 16:25
        Na kulturze, takiej przez duże "K", też można zarobić olbrzymie pieniądze. Jako artysta muzyk, na przykład.
    • 30.04.12, 20:28

      realizować się mozna tylko w wielkich korporacjach a poza tym to bieda i 800 zł miesięcznie.

      To świadczy o zacofaniu polskiej gospodarki i o tym że Polska to jednak dalej ubogi i słabo rozwinięty kraj , bo przecież dobrze w korporacjach to zarabia się wszędzie, nawet w najbiedniejszych krajach.

      Chodzi o to żeby móc normalnie (nie kokosy ale normalnie) zarobic będąc weterynarzem lub chociażby nawet nauczycielem
      • Gość: maxxi IP: 173.233.205.* 30.04.12, 21:58
        "To świadczy o zacofaniu polskiej gospodarki i o tym że Polska to jednak dalej ubogi i słabo rozwinięty kraj , bo przecież dobrze w korporacjach to zarabia się wszędzie, nawet w najbiedniejszych krajach."

        Taka jest (smutna) rzeczywistosc...
      • 02.05.12, 09:08
        Niestety tak. Polski "byznesmen" od siedmiu boleści da Ci 800 PLN oficjalnie plus jakiś ochłap pod stołem i jeszcze będzie oczekiwał całowania w rękę za to, że dał pracę!!!
      • 02.05.12, 12:37
        volflarsen napisał:

        >
        > realizować się mozna tylko w wielkich korporacjach a poza tym to bieda i 800 zł
        > miesięcznie.
        >
        > To świadczy o zacofaniu polskiej gospodarki i o tym że Polska to jednak dalej
        > ubogi i słabo rozwinięty kraj , bo przecież dobrze w korporacjach to zarabia si
        > ę wszędzie, nawet w najbiedniejszych krajach.
        >
        > Chodzi o to żeby móc normalnie (nie kokosy ale normalnie) zarobic będąc weteryn
        > arzem lub chociażby nawet nauczycielem

        Sam odpowiedziałeś na pytanie o przyczyny stanu rzeczy: Polska jest w dalszym ciągu gospodarczo zacofana, "na dorobku", dlatego jest, jak jest. Sęk w tym, że trzeba wyciągnąć z tego właściwe wnioski, bo nikt tego w pojedynkę nie zmieni, tak jak nie zmieni plam na Słońcu. W Polsce kapitalizm, wprawdzie kulawy, to dopiero 20 lat, w Niemczech, UK, Francji itd. to 200 lat albo i więcej. 40-50 lat temu w Korei Pd. było gorzej niż w PRL w tym samym czasie, a teraz?
        Lepiej w Polsce może będzie za 50-100 lat, jak niczego nie spieprzymy.
        --
        "Kpów i szambelanów nigdy nie zabraknie".
      • Gość: mart5000 IP: *.as13285.net 03.05.12, 10:19
        Realizować się można w korporacjach. To chyba jakiś nonsens, realizują to korporacje swój plan ekspansji i orania pracowników. Oddasz im swoje życie to zrobisz "karierę". Mamy świat samotnych "singli" i pracoholików.
        Uczelnie przestały uczyć ludzi jak być przedsiębiorczym tylko jak się sprzedać.
        Mam głęboko w dupie taką karierę. Rzuciłem studia wyjechałem z Polski. Mam swoją własną firmę, chcę, pracuję, zarabiam, wypoczywam i realizuję swoje a nie kogoś plany. Nie powiem na początku było ciężko ale było warto, warto osiągnąć niezależność której nie da Ci młody człowieku żadna, powtarzam- żadna korporacja. Zawsze będziesz na smyczy, dłuższej, krótszej ale na smyczy.
        Pasuje Ci ten zakłamany świat.

        Good luck!!!
    • Gość: bumcykcykhopsiup IP: 2.25.16.* 30.04.12, 20:30
      tak sie zastanawiam, czy oprocz tego, ze polskie uczelnie ksztalca kiepska winna tez lezy po stronie pracodawcow, kotrzy nie potrafia rekrutowac.
      • Gość: Marek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.12, 11:42
        bo jeśli ogrodnik pracuje jako analityk w banku to jest to czyste szaleństwo. Później mamy kryzys i nikt nie wie z czego się wziął. Ludzie więcej pokory! Studia dają wiedzę tylko trzeba trochę do nich przysiąść a nie oczekiwać, że po pierwszym semestrze będziemy przebierać w ofertach!
      • 02.05.12, 16:33
        Pracodawcę interesuje wynik działalności netto. Nie sztuka zaprojektować, wykonać i sprzedać. Sztuka tak zaksięgować, aby zapłacić jak najniższy podatek.
        • Gość: gruba IP: *.nplay.net.pl 02.05.12, 17:30
          Pracodawca jak szuka pracownika to wymaga wyższego wykształcenia. Dotyczy to praktycznie każdej oferty pracy w biurze. Pisząc w biurze mam na myśli urzędników, programistów itd.
          W 95% to wykształcenie wyższe nie jest do niczego potrzebne.
          Niestety takie są realia na rynku pracy, że nie masz szans na robotę jak nie masz papierka. Chyba, że sam sobie stworzysz miejsce pracy ale to powinni robić tylko Ci, którzy nabrali jakiegoś doświadczenia pracując u innych.
          • Gość: corm IP: *.astral.lodz.pl 02.05.12, 20:18
            Mylisz się, ja do swojej firmy potrzebuję osób, którym chce się pracować, być wytrwałym i ambitnym. Nie ma znaczenia papierek. Niestety dzisiejsi mgr-y są tak "napompowani" tym ze mają papier, że wydaje im się, że rozpoczęcie pracy na najniższym stanowisku (co nie jest równoznaczne z niskimi zarobkami) urąga ich godności. I nie jest ważne, że mają szerokie możliwości rozwoju, awansu i nawet już po kilku miesiącach pracy (nie mylić z przychodzeniem do pracy) mogą być dużo wyżej w strukturach firmy i zarabiać adekwatnie do stanowiska. Dzisiejszym absolwentom niestety brakuje pokory odnośnie własnych umiejętności a chcieliby od razu otrzymać służbowy samochód, telefon, min. 5 ooo na rączkę. No i jeszcze prywatną sekretarkę.
            • Gość: gruba IP: *.nplay.net.pl 03.05.12, 14:03
              Nie mylę się. To, że jeden pracodawca na tysiąc nie wymaga wyższego wykształcenia nie podważa tezy, którą postawiłem.
    • 30.04.12, 20:40
      Studiowania nie zaluje, zwlaszcza, ze pracuje od wielu lat w swoim zawodzie. Najbardziej wartosciowe doswiadczenie to zasiadanie przez 3 lata w Senacie Uczelni, co umozliwilo bezposrednie kontakty z najwybitniejszymi postaciami i poznanie ich takze od strony prywatnej. Wyksztalcilo to wyjatkowy szacunek do ludzi, ale rowniez nauczylo wyzbycia sie bezsensownego respektu dla tytulow naukowych. Poza tym najwspanialszy, z wlasnego wyboru zaliczany kurs logiki filozoficznej na UW u prof. Przeleckiego. Tego doswiadczenia zyczylbym kazdemu studiujacemu. Najwybitniejszy pedagog - humanista jakiego znalem.
    • Gość: maxxi IP: 173.233.205.* 30.04.12, 21:55
      "ze zagraniczne koncerny maja tez u nas instytuty badawcze. ale jak widac gina w tlumie."

      Moze i maja... tyle, ze nigdy nie prowadzily i nie prowadza w Polsce
      zadnych badan (R&D) na jakas znaczaca skale!
    • 01.05.12, 07:24
      "Żyje nam się wszystkim na tyle dobrze, że starcza do pierwszego."
      Żenujące... okazuje się, że "sukces" w naszym kraju to zdobycie jakiejkolwiek niefizycznej pracy, tak żeby starczało do pierwszego...

      • Gość: Monarchista IP: 213.17.138.* 03.05.12, 11:20
        milalee napisała:

        > "Żyje nam się wszystkim na tyle dobrze, że starcza do pierwszego."
        > Żenujące... okazuje się, że "sukces" w naszym kraju to zdobycie jakiejkolwiek n
        > iefizycznej pracy, tak żeby starczało do pierwszego...
        >

        A Melchior Wańkowicz pisał przed laty, że w Polsce sukces osiąga się nie poprzez pracę, ale przez uczepienie się skrawka przywileju.
    • 01.05.12, 09:36
      A wystarczy mieć układy, znajomości, kontakty, a jeszcze lepiej zostać tzw. politykiem. Kasa za nic leci, a i dorobić na kręceniu lodów można. W tym fachu, tzn. polityka, wiedzy, czy też jakiegoś specjalnego wykształcenia nikt nie wymaga. Proste i nieskomplikowane.
      • Gość: iva IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.12, 10:51
        to nie są żadne sukcesy. To przegląd paru ludzi, którzy po prostu mają pracę. Na dodatek średnią, bo przecież stanowiski sekretarki czy handlowca to żaden sukces. Zobaczymy gdzie ci ludzie znajdą się po 40-stce. Człowieczek - handlowiec nadal goniący za klientami będzie żałował porządnych studiów. Co mu szkodziło mieć zawód wterynarza i pracować jako handlowiec. robicie sukces z czegoś co jest po prostu normalne.
        • Gość: foksterierka IP: *.dynamic.chello.pl 01.05.12, 13:13
          Mój mąż studiował filozofię i nawet jej nie skończył, a przed 30 został kierownikiem w dużej międzynarodowej firmie. Pomógł perfekcyjny angielski zdobyty "na zmywaku" i zainteresowanie komputerami od małego. Sama z początku nie wierzyłam, że nie będę musiała go utrzymywać, a teraz zarabia trzy razy tyle co ja, a źle mi nie jest.. Pewnie znalazłyby się jeszcze bardziej spektakularne kariery bez dobrych studiów, to co tutaj opisują to właśnie kiepska robota dla kogoś kto studiów nie ma.
          • 02.05.12, 16:37
            Na zmywaku czy budowie raczej nie opanuje się języka "perfekcyjnie".
            • Gość: mała IP: *.dip.t-dialin.net 02.05.12, 17:16
              Uwierz mi można. Ja nauczyłam się w ten sposób niemieckiego. Co prawda nie na zmywaku ale pracując jako opiekunka i sprzątaczka na początku. Dziś mówię biegle po niemiecku tak że sami Niemcy mi nie wieżą że się urodziłam i do 19 roku życia mieszkałam w Polsce.
              • Gość: gruba IP: *.nplay.net.pl 02.05.12, 17:34
                Można, są wyjątki i Ty najwyraźniej nim jesteś.
                Czasem słyszy się niektórych szefów zachodnich koncernów pracujących w polskich oddziałach i niektórzy mówią tak dobrze po polsku, że wydaje się to aż nieprawdopodobne ale zawsze się da poznać, że jednak nie jest to rodowity Polak.
                • Gość: mała IP: *.dip.t-dialin.net 02.05.12, 18:33
                  Im dłużej z kimś rozmawiam tym więcej błędów dany rozmówca jest w stanie wychwycić bo perfekcyjnie oczywiście niemieckim nie władam.
              • Gość: Maxx IP: 173.233.222.* 02.05.12, 22:04
                "Dziś mówię biegle po niemiecku tak że sami Niemcy mi nie wieżą"(!!!)

                Moze mowisz dobrze po niemiecku, ale po polsku piszesz niezbyt dobrze...
                • Gość: mała IP: *.dip.t-dialin.net 02.05.12, 22:17
                  Zgadzam się z Tobą całkowicie. Jestem tego świadoma że popełniam dużo błędów ale lata robią swoje. Na co dzień nie mam praktycznie żadnego kontaktu z językiem polskim i to już od ładnych paru lat, ponad 10-ciu. Od czasu do czasu przeczytam coś po polsku w internecie i na tym się kończy. Wszelkie książki i materiały naukowe czytam w języku niemieckim ewentualnie angielskim. Na polski nie ma czasu i miejsca.
              • Ja Tobie również nie "wieże", że się w Polsce urodziłaś, a tym bardziej edukowałaś.
            • Gość: foksterierka IP: *.dynamic.chello.pl 02.05.12, 22:34
              zigzaur napisał:

              > Na zmywaku czy budowie raczej nie opanuje się języka "perfekcyjnie".

              Dwa lata w obcym kraju prawie bez styczności z Polakami wystarczy, zapewniam. Ja się uczyłam 8 lat w szkole i mówię słabo, czytam tylko..
            • 08.05.12, 15:57
              > Na zmywaku czy budowie raczej nie opanuje się języka "perfekcyjnie".
              Zdziwiłbyś się. Bez jakichkolwiek kursów i certyfikatów ludzie czytając to co piszę niemal w ciemno uznają mnie za Amerykanina (gdzie w polskich szkołach kładzie się dzieciakom do głów British English, i to głównie mało użyteczną teorię), a słysząc mnie... wzięto mnie już w różnych sytuacjach za Brytyjczyka, Australijczyka, Szweda i Holendra.
              A nigdy nie byłem za granicą "na dłużej" (czyt. tydzień i więcej).

              --
              Alik, rzadki kot absurdystański
              "Co to jest nazistowska '' gapa''??? " - Gapa to je adler z hakenkrojcem, panie majster.
      • Gość: Monarchista IP: 213.17.138.* 03.05.12, 11:22
        antekguma1 napisał:

        > A wystarczy mieć układy, znajomości, kontakty, a jeszcze lepiej zostać tzw. pol
        > itykiem. Kasa za nic leci, a i dorobić na kręceniu lodów można. W tym fachu, tz
        > n. polityka, wiedzy, czy też jakiegoś specjalnego wykształcenia nikt nie wymaga
        > . Proste i nieskomplikowane.

        Parafrazując słowa starej piosenki:

        "Politykować każdy może,
        Czasem lepiej, przeważnie jednak gorzej"
    • Gość: magister IP: *.unitymediagroup.de 01.05.12, 11:48
      Jeżeli prawdą jest,że ogromny procent absolwentów wyższych uczelni nie pracuje w zawodzie wyuczonym lub wręcz nie znajduje zatrudnienia,to niewątpliwie problem jest dla państwa poważny,bo to jest dwowód na ogromne marnotrawstwo czasu,energii i pieniędzy.Przyczyny tego stanu rzeczy są wielorakie.
      1) decyzja maturzysty.Szkoła średnia wypuszcza niedouka,który następnie szuka łatwych studiów,takich bez matematyki,fizyki czy chemii.Taki idzie np.na politologię,ale ilu politologów może potrzebować Polska?Czy ktoś robił solidne badania jakich fachowców nam potrzeba dzić i za 20 lat?
      2) szkolnictwo wyższe.Na żenująco niskim poziomie,oderwane od życia i do tego z dożywotnią kadrą "naukową",która od lat niczego nowego do wiedzy nie wniosła.Znam osobiście kilku takich,co to o sobie mówią "pracownik naukowy" a co najwyżej mają prawo nazywać siebie "nuczycielami akademickimi".
      3) prestiż.Od czasów dawno minionych w Polsce posiadanie dyplomu wyższej uczelni (obojętnie której i w jakiej secjaności) jest namiastką dawnego splendoru,jaki dawało urodzenie,pochodzenie czy majątek.Niby to słuszne,ale doprowadziło do ogromnej dewaluacji wykształcenia,a dzisiejsi profesorowie to bardzo często jeszcze ci,co to z punktami za właściwe pochodzenie dostali się na studia.
      To nie są wszystkie powody 50% bezrobocia w tej grupie społecznej.Przekonanie,że oto mam dyplom, to mi się coś szczególnego należy,nie jest wymysłem.Samoocena absolwentów,to jedna z barier.Pokaż co potrafisz,a nie mów,że przedsiębiorca nie zna się na rekrutacji.
      • Gość: mała IP: *.dip.t-dialin.net 01.05.12, 12:22
        Mam 28 lat i szczerze powiedziawszy nie żałuję że po maturze zdecydowałam się na wyjazd do Niemiec jako opiekunka do dzieci niż studia w Polsce.
        W czasie gdy moi koledzy i koleżanki z liceum studiowali ja zarabiałam swoje pierwsze i nie małe pieniądze jak na moje wykształcenie lub lepiej mówiąc jego brak.
        Po pięciu latach gdy znajomi kończyli studia ja miałam spore doświadczenie na zagranicznym rynku pracy, bardzo dobrą znajomość języka niemieckiego( którego nie nauczyła mnie niestety szkoła) i kapitał zgromadzony na koncie w banku.
        W tym czasie świeżo upieczeni absolwenci studiów wyższych szukali pracy gdziekolwiek choć by w Tesco itp. bo na pracę w zawodzie mało który miał szansę. Wielu wyjechało np. do Holandii lub Anglii by tam pracować poniżej swoich kwalifikacji.
        Ja mianowicie postanowiłam rozpocząć naukę z granicą (nie studia!!!) bo dopiero wtedy wiedziałam co chcę w życiu tak na prawdę robić i do czego się nadaję. Wybrałam pielęgniarstwo ( 3 letnia szkoła w Niemczech).
        Dziś mam dyplom pielęgniarki i prace w renomowanej Klinice gdzie dobrze zarabiam i świetnie się pracuje. Co niektórzy z dawnych znajomych może się i śmieją (szczególnie Ci po studiach) że zostałam pielęgniarką bo w Polsce to trochę wstyd i pieniędzy z tego nie ma. Ale jak słyszą że dziś zarabiam min. 1,800 euro miesięcznie na rękę, dalej się dokształcam i mam jakie mam perspektywy na przyszłość w tym zawodzie to już im tak do śmiechy nie jest.
        • 02.05.12, 12:49
          Jesteś pielęgniarką w Niemczech? To masz duże szanse, że niedługo wylecisz z roboty. Najlepiej już teraz zacznij się rozglądać za jakimś kursem, albo trafisz do domu opieki podcierać d.py starym dziadom.
          • Gość: mała IP: *.dip.t-dialin.net 02.05.12, 16:59
            oj bardzo się mylisz, nawet nie wiesz jak bardzo. Gdybyś choć trochę znał niemieckie realia to byś wiedział że zapotrzebowanie na pielęgniarki w Niemczech jest ogromne i w ciągu najbliższych kilkunastu lat się nie zmieni. Niemal każdy oddział w szpitalu przyjmie z pocałowaniem ręki każdą pielęgniarkę i to od zaraz bo mają takie braki.
            A co do osób starszych to kiedyś tez będziesz stary i ktoś będzie ci musiał tyłek podcierać, skoro już ten temat poruszyłeś.
        • Gość: misia IP: *.centertel.pl 02.05.12, 21:34
          no i czym sie podniecasz??? wielkie mi halo skonczyc pielegniarstwo.... nawet w takiej anglii studiuje to kupa imigrantek z afryki, bo anglicy nie chca sie tego podejmowac. ci ktorzy cos wiecej soba reprezentuja i sa naprawde zdolni, zostaja lekarzami. pielegniarstwo to z reguly selakcja negatywna, jestes dobry idziesz na medycyne, calkiem dobry- na farmacje (to dzis, bo kiedys tez byla lapanka), cienki- na pielegniarstwo.
          • Gość: mała IP: *.dip.t-dialin.net 02.05.12, 22:12
            Dziękuję bardzo za twoją opinie o moim jakże cienkim poziomie inteligencji.
            W Polsce na pielęgniarstwo może idą z łapanki. A w mojej szkole było ponad 30 osób chętnych na jedno miejsce z całych Niemiec.
            Nie każdy chce zostać lekarzem czy gnić w aptece jako farmaceuta (chemia mnie nie bardzo interesuje)
            Wolę pracę z ludźmi i perspektywy jakie mam w tym zawodzie. W tej chwili pracuję na odziale intensywnej terapii chirurgi serca i kończę specjalizację w tym kierunku. Za jakieś dwa lata rozpocznę dalszą naukę czy w kierunku zarządzania lub pedagogicznym to się jeszcze okaże co mi będzie bardziej odpowiadało. Ale już dziś wiem że więcej przyjemności sprawia mi praca z młodymi ludźmi którzy chcą się uczyć niż bycie "szefową"
          • Gość: foksterierka IP: *.dynamic.chello.pl 02.05.12, 22:45
            A co ty Misiu w życiu robisz? Jesteś lekarką? Bo twoja jadowita wypowiedź wskazuje na to, że nic szczególnego nie osiągnęłaś, podobnie jak paru kolegów powyżej. jakaż to satysfakcja powiedzieć dziewczynie że jest tępa i pewnie zaraz z pracy wyleci.. Polaczki psia mać..
            • Gość: mała IP: *.dip.t-dialin.net 03.05.12, 16:51
              Mnie te złośliwości nie dobija bo lubię swoją prace choć nieraz bywa ciężko ale czerpię z niej ogromną satysfakcję i wiem że mnie z pracy nikt nie zwolni. Pewnie nie jeden z zawiści by mi tego życzył ale na życzeniach się skończy. Ja wiem swoje a inni niech sobie plują w brodę jak nie mają nic lepszego do roboty.
          • Gość: misiak IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 02.05.12, 22:49
            alez ty msdx misia kompleksy. a sama co skonczylas? blyskawiczny korespondencyjny kurs premierowania im m. ta'cz'er? nie przyjeli cie to trudni. na farme zbyt ciezko? to co ma powiedziec stomatologia? kobieta ciezko pracuje i srednio zarabia a ty jeszcze obrzucasz ja blotem? gratuluje sposobu na dowartosciowanie...
      • 02.05.12, 10:50
        Nie zgadzam się z tą opinią.
        To nie jest tak, że zawsze trzeba pracować do końca życia w swoim wyuczonym zawodzie. Tak naprawdę dobra edukacja to taka, która przygotuje młodego człowieka do samodzielnego uczenia się, łatwego przekwalikowania się. Rynek pracy jest zmienny i młodzi ludzie powinni umieć dostosować się do tych zmian.
        Poza tym moim zdaniem kluczowe w edukacji są nie studia a kszatłcenie na poziomie szkół: podstawowych, gimnazjum, średnich. W tej chwili dzieci i młodzież nie uczą się logicznego myślenia, nie rozwiązują samodzielnie zadań, problemów, powielają jedynie jakieś schematy rozwiązujac zadania testowe. Szkoła skutecznie zabija jakąkolwiek kreatywność, uczniowie zdolni, ponad przeciętną są traktowani jak intruzi. Poziom studentów przychodzacych na studia jest dramatyczny. Młodzi ludzie po maturze (i to na kierunkach technicznych) często nie potafią wykonywać działań na ułamkach! Większość z nich prześlizgnie się przez studia i zasili rzesze bezrobotnych albo pójdzie do zawodu nauczycielskiego bo na nic innego nie będą mieli szansy. I tu jest właśnie pies pogrzebany. Najpierw trzeba zreformować szkolnictwo i ograniczyć negatywną selekcję do zawodu nauczycielskiego.
        Poza tym zawsze twierdzę, że licencjat dobrej uczelni jest wart dużo więcej niż dyplom bylejakiej uczelni.
      • Gość: Maxx IP: 173.233.222.* 02.05.12, 22:08
        szkolnictwo wyższe.Na żenująco niskim poziomie,oderwane od życia i do tego z dożywotnią kadrą "naukową",która od lat niczego nowego do wiedzy nie wniosła.Znam osobiście kilku takich,co to o sobie mówią "pracownik naukowy" a co najwyżej mają prawo nazywać siebie "nuczycielami akademickimi".
        --------------------------------------------------------------------------------------------------------------
        Dobrzy nauczyciele akademiccy tez sa potrzebni... Bylem niedawno temu na wykladzie laureata Nagrody Nobla (w USA) i, niestety, ow pan wykladal fatalnie! Po prostu, fatalnie!
      • Gość: bartek IP: 178.73.29.* 08.05.12, 15:09
        > Jeżeli prawdą jest,że ogromny procent absolwentów wyższych uczelni nie pracuje
        > w zawodzie wyuczonym lub wręcz nie znajduje zatrudnienia,to niewątpliwie proble
        > m jest dla państwa poważny,bo to jest dwowód na ogromne marnotrawstwo czasu,ene
        > rgii i pieniędzy.

        Może i jest, ale przecież w naszym kraju nie od dziś liczą się pozory, a nie rzeczywiste problemy.
    • Gość: Jan Kran IP: *.opole.hypnet.pl 01.05.12, 12:47
      Ludzie sukcesu: spec od fejsbooka, sekretarka i przedstawiciel handlowy.

      To jest Polska.
      • 02.05.12, 12:51
        To jest Świat. To jest chore, ale tak jest wszędzie, za wyjątkiem Chin. I dla tego, system się wali, a Chiny żyją dostatniej.
    • Gość: corett IP: *.dynamic.chello.pl 01.05.12, 14:59
      "Ewa, 29 lat, Poznań
      z wykształcenia technik ogrodnik, pracuje jako analityk kredytowy i inwestycyjny w banku

      (...)

      W banku zaczynałam od najniższego poziomu. Najpierw byłam doradcą, potem starszym doradcą, kierownikiem oddziału, starszym specjalistą, aż wreszcie analitykiem. Zajęło mi to osiem lat."


      No świetnie, kolejna dobijająca wiadomość. Nie dość, że przegrywam walkę o pracę przez brak doświadczenia i znajomości (no i częściowo przez kryzys) to teraz okazuje się, że nawet z technikiem ogrodnikiem nie mam dużych szans. ;) Parę razy starałem się m.in. o pracę w banku i nigdy nawet na rozmowę mnie nie zaproszono, chociaż mam wykształcenie w pewnym stopniu powiązane z bankowością (no i wcześniej klasa mat-inf w liceum). A tutaj technik ogrodnik, bez doświadczenia i wykształcenia nie tylko dostał pracę ale zrobił karierę na kierowniczym i analitycznym stanowisku. Ciekawe czy mnie by tak chętnie przyjęto do branży ogrodniczej? ;)
      • Gość: as IP: *.xdsl.centertel.pl 02.05.12, 11:25
        Zwróć uwagę na co innego. Kobieta, 20 lat, po technikum ogrodniczym zostaje DORADCĄ w banku!!!
        Komu i co ona doradzała?
        A potem dziwić się, że ludzie wtopili na funduszach czy kredytach mieszkaniowych bo "doradca" w banku powiedział im, że na tym się nie traci.
        • 02.05.12, 12:53
          Tak powstawał, i dalej powstaje, system bankowy na świecie. Dyrektorzy i ich materace. I co się dziwić, że system się wali?
    • 01.05.12, 15:42
      podpisuję się pod tym artykułem w 100%, sama mogłabym to napisać, i o tym mówię wszystkim swoim znajomym, a teraz też młodszemu bratu, wybierającemu się na studia. studia to strata czasu, ideologia, chęć zabawy. nic więcej!! a w zyciu liczy sie spryt, kompetencja no i oczywiscie troche farta.
      • 02.05.12, 21:57
        Zawsze można być kompetentnym idiotą.
      • 03.05.12, 12:54
        To nieprawda, studia nie są stratą czasu. Artykuł dotyczy wyłącznie kierunków takich jak historia, politologia, kulturoznawstwo it. Po takich kierunkach rzeczywiście nie ma pracy w zawodzie i na nie nie ma sensu iść. Są jednak konkretne kierunki, po których praca sama na ciebie czeka np. informatyka czy medycyna a nawet prawo jeśli jest się w miarę sprytny. Od wyboru kierunku zależy w życiu wszystko.
    • 01.05.12, 21:30
      "Szukamy tych, którzy myślą samodzielnie" - ehe, akurat...
      • 08.05.12, 13:26
        A jak pokażesz cv i stwierdzą, że masz studia, ale nie byłeś na kierowniczych stanowiskach w korporacjach i masz wiecej niż 30lat to jesteś dla nich śmieciem:P
        --
        Gay_Is_OK_Friend@onet.eu
    • 01.05.12, 22:23
      Dziwią się, że ludzie studiują dla papierka? Teraz przy rekrutacji na najprostsze posady wymagają dyplomu wyższej uczelni. Co w tym dziwnego, że młodzi starają się sprostać wymaganiom pracodawców? Takie dyplomy jakie wymagania rynku.
    • 02.05.12, 02:31
      Zupełnie jak w USA - wiekszość robi to czego nie umie. Wobec takiego modus operandi istotnie studia są stratą czasu. Osoby z IQ powyżej 100 marnują młodość studiując w Rzeczypospolitej, czy to na Uniwesytecie Wólki Górnej czy też na UJ, zamiast póbować sił w szerokim świecie. Ci, którzy nie potrafią dać sobie rady powócą do rodzinnego bagienka odarci ze złudzeń i (jeśli mają choć trochę oleju w głowie) zamiast popadać w depresje z powodu wybujałych aspiracji, rozejrzą się za zawodem odpowiednim do ich potencjału intelektualnego.
      • 02.05.12, 13:05
        >"Osoby z IQ powyżej 100 marnują młodość
        > studiując w Rzeczypospolitej, czy to na Uniwesytecie Wólki Górnej czy też na UJ
        > , zamiast póbować sił w szerokim świecie. "

        Osoby "z IQ powyżej 100" istotnie powinny spróbować sił w szerokim świecie - czyt. na zmywaku lub budowie w UK.
        Jakikolwiek sens studiowania pojawia się - misiu uszaty - powyżej IQ 120.
        Jak słusznie stwierdził prof. Hartman - powszechność wyższego wykształcenia nie jest możliwa ze względów biologicznych.....
        • 02.05.12, 16:46
          Osoba pragnąca studiować musi zadać sobie pytanie:
          Kiedy zwróci mi się opóźnione wejście na rynek pracy?
          W drugiej połowie XIX wieku a w zasadzie nawet do 1939 w zawodach rolnych, usługowych i rzemieślniczych pracę rozpoczynaną w wieku 13 lat: murarz, kelner, krawiec, szewc itd. Dziś byle niedouk idzie na studia "easy-jazzy" i po ukończeniu liczy na kokosy w radzie nadzorczej. Gdy nie wyjdzie, studiuje drugi podobny kierunek. Po ukończeniu pisze w CV, że jest "kreatywny i dynamiczny". Aż wreszcie podejmuję pracę właśnie jako kelner, taksówkarz czy inny usługowiec. Tylko że w wieku około 30 lat.
          A potem wielkie zdziwienie, że trzeba podnosić wiek emerytalny.
    • Gość: Student IP: *.adsl.inetia.pl 02.05.12, 08:11
      Nie zawsze jest tak jak w artykule. Są uczelnie i kierunki, gdzie program dydaktyki jest żywy, aktualny i ciągle się dostosowuje do rynku. Ja wybrałem małą uczelnię zawodową (PWSZ w Nysie) na kierunku informatyka. Dlaczego nie znaną politechnikę ? Bo porównałem listę i tematykę zajęć z oczekiwaniami stawianymi kandydatom w ogłoszeniach o pracy. Dyplom "prowincjonalnej" uczelni może mniej prestiżowy, ale wiedza i umiejętności, które mam nadzieję zdobędę (choć nie zawsze jest łatwo) - bezcenne.
      • 02.05.12, 11:24
        Taa... i z dyplomem z Nysy na pewno będziesz miał w ogóle szansę, żeby zaprezentować się potencjalnemu pracodawcy, który - biorąc pod uwagę szał na IT - będzie miał na pęczki CV ludzi po PW. Chyba że jesteś pasjonatem komputerów, tylko że w tym wypadku szkoła ci raczej nie potrzebna.
        PS. Nie mówiąc już o tym, że takie "szkoły" w małych miastach ściągają głównie ludzi za mało zdolnych, żeby dostać się gdzie indziej co na pewno rzutuje na ogólny poziom zajęć.
        • 02.05.12, 12:57
          W rzemiośle IT umiesz tyle ile się sam nauczysz. Uczelnia w Nysie tak samo dobra jak UJ. W dodatku, pracodawca łatwo może sprawdzić kompetencję. Z drugiej strony, jeżeli na prawdę chcesz zostać inżynierem informatykiem, to bez dobrej uczelni się nie obejdzie - ale tu też, nauczysz się tyle ile będziesz chciał.
          • 03.05.12, 06:39
            >Uczelnia w Nysie tak samo dobr
            > a jak UJ. W dodatku, pracodawca łatwo może sprawdzić kompetencję
            Ale jakiś wstępny odsiew dokonany być musi. Czy myslisz że dział HR na rozmowę zaprosi wszystkich 100 kandydatów, czy tych 15 po dobrej uczelni? Ja nie mówię że w Nysie niczego nie można się nauczyć, mówię tylko że potem trudniej to będzie sprzedać.
    • 02.05.12, 08:12
      pokolenie Ł jak łysy.
    • Gość: jarek IP: *.ip.netia.com.pl 02.05.12, 08:14
      i stąd do sklepu czy magazyn szukaja ludzi z wyższym wykształceniem, dla mnie była by to plama na honorze gdbym po studiach miał prace fizyczna wykonywac ale skoro jest sie matołem z dyplomem to prosze bardzo
      • 02.05.12, 08:19
        Ja po studiach wykonuje prace fizyczna i bardzo to sobie chwale. Rzne codziennie 10 lat starsza sekretarke co kszczy na moj widok. Oby tak dalej. Cisnienie w normie, cholesterol tez.
        • Gość: jaerek IP: *.ip.netia.com.pl 02.05.12, 09:09
          "kształcą" się ludzie i g...potrafią ,lepiej po zawodówce fachowca wziąć do pracy niż takiego po studiach zaocznych
          • Gość: motorniczy IP: *.dynamic.chello.pl 02.05.12, 09:26
            A Ty masz jakiś kompleks pracy fizycznej?Pewnie pierwsze pokolenie z jakimkolwiek wykształceniem.Nie martw się,okrzepniesz,a i ojce będą dumne.
            • Gość: jarek IP: *.ip.netia.com.pl 02.05.12, 10:27
              chodzi mi oto że obecni studenci to w większości ludzie bez żadnej wiedzy i umiejętności kalają dyplom
              • Gość: hegh IP: 192.8.46.* 02.05.12, 10:37
                Gość portalu: jarek napisał(a):

                > chodzi mi oto że obecni studenci to w większości ludzie bez żadnej wiedzy i umi
                > ejętności kalają dyplom

                problem w tym ,ze uczelnie sa totalnie oderwane od rzeczywistosci. A nie tylko sami studenci.
                • 07.05.12, 17:55
                  to jedyny fizyczny aspekt mojej pracy.
            • 02.05.12, 16:49
              Tadeusz Boy-Żeleński napisał, że praca maszynisty kolejowego wymaga znacznie więcej INTELIGENCJI niż praca urzędasa.
              • Gość: motorniczy IP: *.dynamic.chello.pl 02.05.12, 18:32
                coś w tym jest
    • Gość: LuriTuri IP: *.aster.pl 02.05.12, 08:18
      To bardzo optymistyczny artykuł, ponieważ okazuje się, że nie jest źle. Są ludzie, którzy potrafią samodzielnie się uczyć. Ktoś nawet słusznie zauważył, że studia nie są po to, żeby nauczyć się zawodu (większość kierunków!), ale po to, żeby się rozwinąć intelektualnie. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że nawet jeśli skończył historię a potem pracuje w banku - to ta historia mu w różnych sytuacjach procentuje! Jeśli 50% absolwentów szkół średnich kontynuuje naukę na wyższych uczelniach, nikt chyba nie wyobraża sobie, że wszyscy znajdą pracę "w zawodzie". Zresztą, cóż to jest "zawód" dla polonisty czy nawet biologa? Zawód to się ma ewentualnie po medycynie (i tylko szkoda, że weterynarz zarabia 800 zł - tu bym upatrywała przyczyny, dla której niektórzy nie pracują w zawodzie) czy informatyce. Młodzież, która ma nieograniczony dostęp do studiowania zrobiła się marudna i roszczeniowa, zmienia kierunki jak rękawiczki, a prawda jest taka, że duża część tych osób w ogóle się do studiowania nie nadaje - myślą, że to kolejna szkółka, tylko bardziej specjalistyczna i że dostaną tam potrzebną do wykonywania "zawodu" wiedzę w punktach. Kiedyś na studia dostawało się 10-20% chętnych, były trudne egzaminy i jak ktoś już został przyjęty, to trzymał się zębami i pazurami, przykładał się i ostro uczył, także samodzielnie, a wymagania były o wiele wyższe niż teraz (wiem, co mówię, pracuję na publicznej uczelni), więc i efekt - poziom wykształcenia był wyższy. No i nie było zbyt wielu magistrów, więc każdy znajdował pracę związaną z tym wykształceniem. Proponuję powrócić do tych rozwiązań, bo nie chodzi nam chyba o to, żeby produkować tłumy "magistrów", którzy o niczym nie maja pojęcia, nie są samodzielni ani twórczy i nie nadają się do żadnej pracy.
    • Gość: anonymous IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.12, 08:20
      Postsowiecka Polska post-RWPG o dochodzie per capita 50% (33.3%) RFN i 25% USA zdewastowana przez ZSRR do braku mikrotechnologii krzemu narazona na wyzysk taniej, wyksztalconej sily roboczej, kolonializm wizowy USA. Polskie uczelnie duzo ponizej poziomu USA i starej Unii Europejskiej.
      Polskie szkolnictwo wyzsze z wynagrodzeniem absolwentow uczelni technicznych nizszym
      od pensji nielegalnych emigrantow z Meksyku to wobec rownosci umiejetnosci i technologii sowieckie atrapy uczelni utrzymujace sie w PRL z istnienia zasadniczej sluzby niewolniczej w LWP Hipotetyczna Polske wyrasla z porozbiorowej nedzy bedaca przedluzeniem II RP z 1939 bez wojny stac jedynie na jedna, dwie prawdziwe uczelnie publiczne.

      Wiele osob nie zdaje sobie sprawy ze same w sobie studia w Polsce wykluczaja w zasadzie w ogole szanse na znalezienie pracy w zawodzie w krajach starej Unii Europejskiej i w USA. Chca skonczyc studia na jakiejkolwiek uczelni i za kazda cena chcac opoznic czas niemoznosci znalezienia pracy najczesciej zmuszani przez bezdomnosc i rodzicow. Tylko dwie niekiedy trzy Polskie uczelnie wchodza do pierwszych 500-set w rankingach swiatowych i zaczynaja te rankingi od pierwszej 400-setki. Akredytowany ranking wyzszych uczelni z Chin: www.arwu.org/. Tylko uniwersytet Jagielonski i Warszawski znajduje sie w pierwszej 500-tce a Uniwersytet Warszawski rownal sie w 2007 Uniwersytetowi Stanowemu Utah, rolniczo-przemyslowego rzadko zaludnionego stanu w zachodnio-centralnych stanach z okolo 2 mln mieszkancow i o jednym z najwyzszych komforcie zycia w USA. Glowna przyczyna jest zapasc Polski w tzw. dziedzinach high-tech tzn. wyzszych techologii jak np. brak powszechnego bezprzewodowego internetu w miejscach publicznych, brak najnowszych komputerow domowych na biurku kazdego, brak superszybkich kolei a przede wszystkim brak samowystarczalnosci w elektronice a wielkiej skali integracji a wiec brak umiejetnosci produkcji wlasnych mikroprocesow jak np. Pentium IV ktory wyklucza konkurencyjnosc uczelni technicznych. Kiedy na poczatku lat 80-tych na witrynach szweckich sklepow pojawila sie Amiga ze screen-saverem zanglujacym trojwymiarowymi w czerwono-bialo szachownice pileczkami, a internet przez telefon Micronet800 byl juz dostepny w Wielkiej Brytanii dla komputerow domowych jak Atari czy ZX Spektrum przez modem VTX5000, komputer osobisty byl marzeniem szkol w Polsce i byl dostepny tylko w kilku i to tylko w wojewodzctwie warszawskim.Jedyna szansa na znalezienie pracy zwiazanej ze studiami po Polskiej uczelni technicznej lub po naukach scislych jest zauwazenie w USA tzw. zjawiska kolonializmu wizowego tzn. wykorzystywania przez USA taniej sily roboczej (podobnie jak w azbescie, na budowach lub w kesonach wodnych etc.) z krajow w ktorych najlepsze uczelnie sa w resonansie poziomu naukowego z niedoplacanymi i z niskim czesnym amerykanskimi uczelniami stanowymi rekrutowanej z absolwentow i nizszej kadry naukowej pragnacej wyemigrowac za wszelka cene z powodu nedzy. Sa to atomowo-rakietowe kraje z nedza i glodem, tzn. kraje o umiejetnosci budowy rakiet balistycznych dalekiego zasiegu przenoszacych glowice atomowe w ktorych naukowcy pracuja za od kilku do kilkudziesieciu dolarow miesiecznie a Ministerstwa Nauki sa scisle podlegle atomowych ministerstwom obrony. Sa to glownie Rosja Chiy i Indie. Polska PRL bedaca czescia kompatybilnego z ZSSR ukladu RWPG i Ukladu Warszawskiego byla takim krajem narazonym na kolonializm wizowy USA mimo zimnej wojny. Kolonializm wizowy jest jak sama nazwa wskazuje zjawiskiem chorym. Ludzie pracujacy w USA z tych krajow sa czesto chorzy, wyglodzeni i wyniszczeni.Pracuja oni pod grozba natychmiastowej deportacji w razie zwolnienia z pracy. USA uzywa ich jako asystentow uczacych (tzw. teaching assistants) lub wykonujacych proste badania naukowe na rozkaz Profesorow (tzw. research assistants) poniewaz pracuja na stanowisku akademickim za 10 ta czesc pensji w amerykanskiej szkole podstawowej dla Amerykanina a nawet za setna Profesora z uczelni prywatnej. Praca po studiach w Polsce w USA podobnie jak obywatela Chin, nie rozni sie w zasadzie jednak od pracy w azbescie, na budowie lub w kesonach tzn. prac wykonywanych przez niewykwalifikowanych nielegalnych imigrantow mimo ze jest legalna i sprawia normalne wrazenie. Glowna przyczyna sa niskie z pogranicza stanowego minimum socjalnego pensje ktore naprawde sa niebezpieczne dla zycia np. wobec mozliwosci znalezienia sie w zawsze platnym szpitalu bez ubezpieczenia zdrowotnego lub w areszcie z niebezpiecznymi przestepcami wobec niemoznosci zaplacenie przekraczajacej roczna pensje kaucji. Stawia to wiec Polskie uczelnie wyrosle z PRL w globalnych systemie kapitalizmu USA na rowni z fabrykami azbestu lub nielegalnymi pakowniami miesa lub rezniami i stad trudnosc znalezienia prawdziwej pracy z Polskim dyplomem w USA lub starej EU.


      • 02.05.12, 08:31
        no wlasnie. Przesadzasz z tymi trudnosciami pracy w zawodzie po polskiej uczelni aczkolwiek zgadza sie ze ich notowania sa .owniane. Zawsze tak bylo. UJ UW PW w pierwszej czterychsetce. To wszystko. Niezmiennie. Nie jest gorzej niz bylo. Pozdrawiam - inzynier najnowszych systemow oswietleniowych LED i adiunkt na uniwersytecie stanowym.
      • 02.05.12, 12:30
        Umiesz już pisać. Teraz naucz się myśleć. Można by skorygować jedną bzdurę, ale kto będzie dyskutował z setką?
    • Gość: Wr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.12, 08:31
      W firmie, w której pracuję, firma rekrutacyjna podsunęła ostatnio 5 osób, które pracując okazały się strzałem w 10-tkę, a są to humaniści wcześniej pracujący... w gimnazjum!!
      Okazuje się, że potrafią pracować w zespole, świetnie komunikują się z grupą, potrafią się uczyć (mają już w CV sporo kursów, szkoleń, podyplomówek -wprawdzie w tematyce niebranżowej ,ale pokazujących, że chcą się ciągle dokształcać i podnosić kwalifikacje, co spodobało się szefostwu). W pisaniu sprawozdań radzą sobie najlepiej z nas!
      A najbardziej zachwyceni są pensją :-)))) mają najniższe stawki w zespole... (więc chyba jednak w tych szkołach nie zarabiają po 5tys)
      • 02.05.12, 08:33
        Znajomek po filozofii (nie mylic z zoofila) jest architektem IT HP w Kaliforni.
      • Gość: nauczyciel IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.05.12, 00:08
        Wierzę, że w pisaniu sprawozdań są najlepsi, bo to teraz GŁÓWNE zadanie stawiane przez władze oświatowe nauczycielom.Pozdrawiam ciepło wszystkich "belfrów" :))
    • Gość: Lassarus30 IP: *.cust-83.exponential-e.net 02.05.12, 08:37
      Co ten człowiek z PZU opowiada " Szukamy kogoś, kto np. jest zdolny do myślenia holistycznego i nieschematycznego, umie się uczyć i selekcjonować wiedzę, potrafi pracować w zespole lub w sieci, wie, jak zaplanować i wykonać na czas swoją pracę. Ma zdolność rozumienia innych i współczucia im, jest uczciwy, odważny, zdolny do stawiania sobie ambitnych celów i osiągania ich bez naruszania godności innych osób" - Przecież to jest nic innego jak demagogia! Pracowałem w 3 dużych koncenrnach USA i wszędzie był wymóg tzw. kreatywności. Niestety jak człowiek był za bardzo kreatywny to go od razu do parteru sprowadzali. Był uważany za innego pzrez swoich kolegów bo miał dużo pomysłów (nie wszystkie trafne oczywiście), cieżko pracował i narzucał duże tempo pracy. Skoro w firmach nastawionych na maksymalny zysk tak jest to na pewno w PZU (z kapitałem państwowym) jest wcale nie lepiej!
      • 02.05.12, 09:00
        zjadanie.
      • Gość: Monarchista IP: 213.17.138.* 03.05.12, 11:38

        Gość portalu: Lassarus30 napisał(a):


        ...Przecież to jest nic innego jak demagogia! Pracowałem w 3 duż
        > ych koncenrnach USA i wszędzie był wymóg tzw. kreatywności. Niestety jak człowi
        > ek był za bardzo kreatywny to go od razu do parteru sprowadzali. Był uważany za
        > innego pzrez swoich kolegów bo miał dużo pomysłów (nie wszystkie trafne oczywi
        > ście), cieżko pracował i narzucał duże tempo pracy. Skoro w firmach nastawionyc
        > h na maksymalny zysk tak jest to na pewno w PZU (z kapitałem państwowym) jest w
        > cale nie lepiej!

        Poniważ, jak mówi jedno z "praw Murphy'ego", "Każda ogranizacja działa tak źle, jek to tylko jest możliwe".
    • 02.05.12, 09:19
      pan profesor który twierdzi że uczelnie oszukuja studentów - sam jest oszustem.Czy kiedykolwiek powiedział swoim studentom ze poziom przez niego przekazywanej wiedzy jest..niski ? i że uczelnia wypuszcza dopiero surowy produkt który CALE życie będzie musiał nadal sie uczyc - tego co przynosi postęp i co jest niezbędne na jego stanowisku pracy. Pan dyrektor Klesyk także nie wyszedł z uczelni jako kompetentny prezes czy dyrektor- nawet spawacza po zawodówce czeka los "dokształcacza" .Uczelnie powinny zrobic wszystko żeby młodziez rozumiała że albo studiuje żęby zdobyc maks.wiedzy - albo baluje.A jesli baluje- to ponosi konsekwencje. Rząd ani politycy nic do tego nie mają.
      • Gość: rossa51 IP: *.128.107.226.static.crowley.pl 03.05.12, 07:18
        Witam
        Dlaczego jest oszustem? Skoro ma wyłozyć materiał w 6 godzin, na który kiedyś poświęcało się semestr. Skoro ma prowadzić wykład z matematyki bez ćwiczeń. Ech szkoda gadać, takie różne dziwności są na porządku dziennym. ( dotyczy Politechniki)
    • Gość: sss IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.12, 09:19
      Ja uważam, że studia to nie jest stracony czas. Nieważne jakie. Natomiast uważam, że szkoda czasu, żeby studiować 5 lat. 3 letnie licencjackie są absolutnie wystarczające. Nie każdy musi być magistrem. Podobnie 3 letnie (czy 3,5 letnie) inżynierskie.
      • Gość: LuriTuri IP: *.aster.pl 02.05.12, 09:30
        Moim zdaniem to właśnie ostatnie 2 lata studiów (studia magisterskie) są najważniejsze. Wtedy jest juz mniej "lekcji", a więcej samodzielnej pracy (mówię o studiach przyrodniczych). To wtedy właśnie człowiek uczy się stawiać sobie pytania i szukać na nie odpowiedzi, planować i realizować badania, selekcjonować i porządkować informacje uzyskane z oryginalnych anglojęzycznych źródeł, opracowywać otrzymane wyniki tak, żeby były zrozumiałe dla innych, przekazywać samodzielnie zdobytą wiedzę (seminaria magisterskie). Inna rzecz, że skutkiem sztucznego podziału studiów na 3+2 jest rozmnożenie się "lekcji" na studiach 2 stopnia i mniej czasu na samodzielną i twórczą pracę.
        • Gość: ja IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 16.05.12, 23:54
          Zgadzam się z poprzednim postem. 5-letnie studia powinny być dla tych, którzy chcą być naukowcami. Powinno się zmienić program studiów, tak, aby znakomita większość materiału zmieściła się w tych 3 latach. Sama miałam co najmniej 3 przedmioty, które były zapchajdziurami, żeby państwo profesorstwo wyrobiło godziny.

          IW
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.