Komentarze do artykułu

Studiować? Czy aplikować wiedzę?

Niechęć do czytania, niechęć do pisania, niechęć do udziału w wykopaliskach, niechęć do odwiedzania muzeów, niechęć do wyjazdów edukacyjnych, niechęć do udziału w programie Erasmus Mógłbym te niechęci mnożyć - tacy są dzisiejsi studenci - pisze prof. Andrzej Kokowski*

Studiować? Czy aplikować wiedzę? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • a może po prostu na archeologię idą głównie ci co nigdzie indziej się nie dostali? Mało ich to interesuje, ale profesorowie opłacani od duszy studenta przyjmą kazdego zeby mieć co jeść, a potem żal do gazety że niezainteresowani?
    • Gość: Marta IP: *.dynamic.chello.pl 25.06.12, 21:01
      Nie chciało mi sie komentować poziomu w jakim toczy sie ostatnio dyskusja na temat powiedzmy ogólnie magistrów, ale dzisiaj to już nie wytrzymałam.
      Primo:Takich macie studentów jak wykładowców i kropka! Ja na politechnice śląskiej miałam takiego wykładowce od syntezy organicznej i petrochemii , profesora T. , który był najwspanialszym czarodziejem na uczelni. Mimo bardzo sędziwego wieku, był zawsze wesoły, otwarty, otaczał swoje wykłady taką aurą że aż chciało sie uczyć! Profesor wspołpracował z noblistami, wiele lat był zagranicą i miał szersze ogląd niż tylko znane: moj przedmiot jest najważniejszy. A doktor który prowadził ćwiczenia z tego samego przedmiotu co profesor, nawet nie umiał porządnie przeczytać listy obecnosci! Sumując weryfikujcie nie tylko studentów ale i wykładowców, Ci co nie umieją uczyć i zarażać wiedzą niech siedzą w laboratorium a nie ze studentami. Fakt, wiele 20latków idzie na studia bo rodzice każą, ale wykładowcy w Polsce są tak oderwani od życia, od pracy, od nowinek,że to aż boli. U mnie na uczelni jeden Pan zamykał drzwi na klucz,żeby studenci nie pukali do niego! Pomijam już molestowanie studentek, bo jest to nagminne wśród młodych doktorków.
      Secundo: Nie wbijajcie ludzi, którzy skończyli studia w poczucie tego ze są gorsi od tych co poszli do pracy po maturze, bo to nie prawda. Zmieńce w Polsce prawo,żeby człowiek po studiach (jak i każdy pracownik) miał staż i etat a nie jakieś śmieciowe umowy i za raz sie wyeliminuje cwaniaczków z rynku i okaże sie,że Polakom sie chce pracować i coś robić!
      • Gość: le Ming IP: 178.73.49.* 25.06.12, 22:10
        > Zmieńce w Polsce prawo,żeby człowiek po studiach (jak i każdy pracownik) miał staż i etat

        Miodzio podejście. Dajcie nam, bo się nam należy.
        Po tym swoim tekście nadal uważasz, że zarzuty profesora są niesłuszne?

        > U mnie na uczelni jeden Pan zamykał drzwi na klucz,żeby studenci nie pukali do niego!

        To jakoś pomaga na pukanie?
        • Gość: Marta IP: *.dynamic.chello.pl 26.06.12, 11:16
          le Ming, jesteś taki głupi? czy tylko udajesz? Noo jeśli jaśnie Pan woli orać na umowe zlecenie, bez ubezpieczenia zdrowotnego, bez emerytury, bez żadnych świadczeń.. no to już Twój wybór. Właśnie przez takich "wsiowych mądrosków" w kraju jest tak jak jest. I daruj sobie że moge wyjechać, bo już wyjeżdżałam, ale mam jakiś lokalny patriotyzm i chce mieszkać w kraju w którym sie urodziłam.

          A Twoje łapanie za słowa z "pukaniem" świadczy tylko o braku agrumentów do porządnej dyskusji i tyle. Widać nigdynie studiowałeś i nie wiesz,że jakieś 70% wykładowców wogole nie powinno uczyć. Nie ma na polskich uczelniach miejsca na fantazje, na studiowanie, na dociekanie wiedzy, po prostu nie ma. Przychodzi jakiś smutny Pan, i to on ma właśnie postawe roszczeniową a nie studenci, że on jest wielki profesor to już nic nie musi robić, testy te same co rok, odpowiedzi na forum w necie te same od 2004 roku, zero inwencji. Tylko zasada że student ma zakuć zdać i zapomnieć. Tak samo z egzaminami, po co jest 4, 5 termin? Po co trzymają tych co się nie nadają? Po to żeby mieć wiecej pieniędzy i tyle. Powiem Ci tak, moj kierunek zaczynało 120 osób, skończyło go niewiele ponad 20, żeby mieć wyniki do pracy magisterskiej przez 2 semestry po 4 godziny dziennie siedziałam w laboratorium, nie tak jak na innych kierunkach,że napisał ktoś prace w tydzień zdał i obronił. Zgadzam sie wiec z tym ze od studentów można wymagać wiecej, i trzeba, ale niestety cała kadra do wymiany. Potrzeba otwartych życzliwych osób, ktore uczelnia powinna zmuszać do wjazdów uczenia sie tak samo jak studentów. Zajecia też powinny zostać zmienione, na takie formy jakie zaktywizują obie strony, jakies prezentacje , doświadczenia, projekty a nie tylko wykład i ćwiczenia. Tak jest w Stanach, i własnie dlatego tam co roku rejestruje sie najwiecej patentów(tysiące) i wynalazków, a spytaj sie na politechnice np opolskiej albo koszalińskiej ile mają patentów rocznie?? Haha no aż mnie ciekawi czy chociaż z 10?
          • Gość: tp IP: *.p.lodz.pl 26.06.12, 13:52
            1) "... nie wiesz,że jakieś 70% wykładowców w ogóle nie powinno uczyć" - a może ok 70 % studentów w ogóle nie powinno studiować?

            2) "... testy te same co rok" - przyjacielu, ja od studenta usłyszałem pytanie dlaczego za każdym razem są inne pytania

            3) "Przychodzi jakiś smutny Pan, i to on ma właśnie postawe roszczeniową a nie studenci" - serio? Prowadzę wykład korzystając prezentacji multimedialnych, pierwsze i podstawowe pytanie studentów "czy dostaniemy ten wykład w wersji elektronicznej?". Inny przykład: studenci dostają informację, że wykład jest udostępniony w wersji elektronicznej do pobrania ze strony biblioteki i co? I nic żaden nie pofatyguje się, że by go pobrać.
            • Gość: Marta IP: *.dynamic.chello.pl 26.06.12, 14:27
              No bo już Panu uwierzę, że nikt nie pobrał wykładów! Skoro tak było to dlaczego studenci zdali?? Przepuścił Pan wszystkich bez względu na stan wiedzy? Skąd mieli materiały? Czy wiedza w nich zawarta była niepotrzeba na egzaminie? Nie wiem, może w Pańskim mieście (pi ip wnoiskuje że w Łodzi) jakoś inaczej sie zdaje egzaminy??

              Teraz sie okaże, że każdy co się tutaj wypowiada to taki wspaniały wykładowca a efektów w polskim przemyśle, nauce, literaturze jakoś nie widać. Ale tak to oczywista wina studentów...

              Powiem Panu jeszcze jedno, miałam przyjemność prowadzić różne warsztaty dla studentów we Francji, i jeżeli Pan narzeka na naszych studentów, to zapraszam do Francji z wykładmi tu zaobaczy Pan co to jest leniwy student.

              a tak wogóle to jakie "przyjacielu"? radze przeczytać mój nick ze zrozumieniem
              • Gość: edek reformator IP: *.dynamic.chello.pl 26.06.12, 17:50
                reszta głąbów - wypie...c do roboty

                przy czym zostawic tylko politechniki i nauki scisle

                reszta pasozytow "profesorow" pseudonauk niech lata dziury w asfalcie
                • Nie wierzę w takie proste uogólnienia typu - ach ta dzisiejsza młodzież, nic im się nie chce, itp!
                  • Gość: Auslander IP: *.pools.arcor-ip.net 26.06.12, 22:44
                    Profesor ma racje, jak patrze na corocznie wypuszczane tony studentow, ktorzy przyzwyczaili sie do tego, ze dostaja gotowe, to mi sie przykro robi. Mlodzi ludzie czesto studiuja nie dlatego, ze chca, ze to ich pasjonuje, ze chcieli by dokonac w danej dziedzinie wiecej niz ich mentorzy, ale dlatego, ze rodzina kazala.


                    emigracyjny.blogspot.de/
                    • Gość: ddd IP: *.onlinehome-server.info 26.06.12, 23:29
                      Uwaga koleżanki powyżej była jak najbardziej trafna. To że mamy miernoty nie profesorów widać na każdej liście najlepszych uczelni świata. Oczywiście polskich uczelni tam nie ma , tak jak nie ma cytowań polskich "naukowców". Można oczywiście zwalać na brak pieniędzy ale i tak wszyscy wiemy że to tylko odwracanie kotka ogonkiem. Prawdziwy problem to system stworzony przez kolesiów z epoki PRL, system którym kolega kolegę poleca , kolega koledze daje medal , kolega koledze przyznaje fundusze itd. Nie ma żadnej przejrzystości tylko republika kolesi i nepotyzmu. W ten oto sposób od 20 lat te same osoby piastują najważniejsze stanowiska. Najlepszy przykład to ośrodki badawczo rozwojowe gdzie połowa zajmuje się nie badaniami , a wyciąganiem kasy unijnej , albo wynajmowaniem pomieszczeń ktore dostali na swoją działalność badawczą.
                      • Gość: drdr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.06.12, 01:53

                        Ręce opadają. W Polsce są ośrodki funkcjonujące na światowym poziomie, nie chcę uogólniać ale to nauki ścisłe typu matematyka, fizyka, chemia, astronomia. Bardzo ciekawe, że głównie na takich kierunkach brakuje studentów, a oblegane są ekonomia, prawo i socjologia.

                        Zapominasz, jakim budżetem dysponują najlepsze uczelnie i jakim budżetem dysponują uczelnie w Polsce. Nie masz świadomości zapaści cywilizacyjnej, jaka była naszym udziałem przez całe ubiegłe stulecie. Jak nie jedna wojna, to druga, raz Niemcy, raz Rosjanie, 40 lat komunizmu. Tak łatwo to wszystko nadrobić w 20-30 lat,
                        w tym oszalałym, zglobalizowanym środowisku, jakim się stał współczesny świat?

                • ... wybrańców ?

                  A pogarda dla innych dziedzin nauki świadczy tylko o zamkniętym i ograniczonym umyśle.
                  Cóż, naoglądałem się już przez pięć studiów na polibudzie takich "PANÓW INŻYNIERÓW", dla których każdy humanista to ścierwo, ale już ostatnią książką jaką w życiu przeczytali nosiła tytuł "Dzieci z Bullerbyn". Niby po co inżynierowi książki !? A później żal było czytać przydzielone części sprawozdania z laboratorium. Wzory i liczby bez jasno i klarownie sformułowanych zdań w założeniach, metodologii i wnioskach, pozostają nadal tylko wzorami i liczbami bez żadnego sensu i porządku.
                • tak, uczelnie powinny się samoograniczać, przyjmować wyłącznie najlepszych i zwolnić 70% kadry. Pozostali mogą zajmować się pracą organiczną na prowincji, najlepiej za darmo. Taka powinna być misja polskiego inteligenta. Produktywny jest tylko wtedy, gdy przymiera głodem lub cierpi na suchoty.

                  Wiesz, te czasy chyba się jednak skończyli. Kadra akademicka jak każda kategoria zawodowa w Polsce chce mieć po prostu stabilizację - więc póki nie zmieni się system finansowania, nic się nie zmieni. A system jest prosty - im więcej, tym lepiej.

                  Przecież na szkolnictwo wyższe wydaje się określony % PKB. Wystarczyłoby ten % zadekretować i utrzymać w następnych latach i mielibyśmy nagły wzrost jakości kształcenia. Przy spadającej z powodu niżu liczbie studentów nakłady na każdego by rosły, a globalna kwota na szkolnictwo w relacji do PKB pozostawałaby niezmieniona. Ale nie. Politycy chcą nakłady zmniejszyć, więc sposób wyliczania dotacji statutowej zostanie niezmieniony.
                  --
                  you don’t know what it’s like, you don’t have a clue
                  --
                  you don’t know what it’s like, you don’t have a clue
              • Gość: f IP: *.dynamic.chello.pl 26.06.12, 18:44
                >jeżeli Pan narzeka na naszych studentów, to zapraszam do Francji z wykładmi tu zaobaczy Pan co to jest leniwy student.

                "tu" w Francji macie polskie ip?
                weź się nie błaźnij trollu
                • Gość: Marta IP: *.dynamic.chello.pl 26.06.12, 21:59
                  Byłam we Francji, nie napisałam, że teraz jestem. Napisałam: "zapraszam do Francji i tu pan zobaczy" no przepraszam moj błąd powinnam napisać: zapraszam do Francji i tam pan zobaczy. Proponuję, żebyś mnie o to rozstrzelał błaźnie.
              • Jak zwykle żaden argument nie dociera...

                To może z innej beczki - ja daje TE SAME dwa pytania od 8 lat - zdawalność na dziennych spada z roku na rok - obecnie poniżej 30%... już nie tylko nie chce się studentom uczyć.... im się nawet nie chce zapytać rocznika wyżej co było na egzaminie ...

                Pocieszające jest to że na zaocznych poziom rośnie... oni, może dlatego że mają praktykę (bo większość moich studentów to ludzie pracujący w zawodzie), są znacznie bardziej otwarci na wiedzę i znacznie rzadziej mają postawę "po co mi to?".
              • Gość: tp IP: *.toya.net.pl 27.06.12, 08:52
                A zdali? Gdzieś to jest napisane w moim poście? Proszę czytać ze zrozumieniem. Sytuacja dotyczy aktualnego semestru.
              • Gość: tp IP: *.toya.net.pl 27.06.12, 09:01
                A zdali? Gdzieś jest tak napisane w moim poście? Również proszę czytać ze zrozumieniem. Sytuacja dotyczy aktualnego semestru.

                PS. Przepraszam za użycie słowa "przyjacielu" - faktycznie jest wyjątkowo obraźliwe. Jako nick można wpisać również kaktus więc nie musi wiele znaczyć.
            • Nie zauważył szanowny pan, że udostępnianie wykładu w wersji elektronicznej pozwala na notowanie TYLKO TEGO, CZEGO W TEJ WERSJI ELEKTRONICZNEJ NIE MA, do tego uważniejsze słuchanie? Ale oczywiście dla szanownego profesora to obraza majestatu? Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego wykładowcy mający swój skrypt w Powerpoincie nie chcą go dać studentom w takiej wersji. Mnie to mocno demoralizowało. Można się dowiedzieć? Halo, mamy 21 wiek. Wszystkie materiały powinny być elektronicznie. Albo tylko papier, albo tylko elektronicznie. No, chyba, że "wiszą" panu lasy deszczowe.
              • P.S. To uczelnie powinny być dla studentów, a nie na odwrót - niestety, Uniwersytet Gdański dostaje kasę "za studenta".. nie muszę chyba mówić, co to oznacza dla poziomu kształcenia. Do tego ten beton odem z PRLu - czy oni są nietykalni? Przeciez tam jest masa ludzi, którzy nie wydali ani jednej publikacji za granicą! To jest za moje pieniądze, protestuję.
              • Gość: bzzyk IP: *.dynamic.chello.pl 27.06.12, 00:47
                No, no! Właśnie taki doświadczenia przywiozłem z tzw. Stanów i próbowałem je zastosować tutaj w Polsce. Niestety po kilku wykładach zrezygnowałem. Dlaczego, bo po kilku zajęciach na wykład przychodziło tylko kilku wysłanników po odbiór materiałów. W Stanach było trochę inaczej, no ale tam ludzi studiowali za swoje, nie za nasze jak w Polsce i jak widać jest to wielka różnica.
                • i mamy odpowiedz, co zrobic, by bylo lepiej.

                  platne studia
                  • Zgadzam się, wszyscy na tym zyskamy, oczywiście potrzebny jest też dostęp do tanich kredytów dla studentów no i bez przesady z tymi kosztami - ale powinny po prostu rosnąć, i nie być symboliczne, bynajmniej. Myślę, że mogłybybyć mniejsze niż zaoczne, ale jednak płatne. A dofinansowania z budżetu na konkretne projekty (jakieś takie granty) a nie za studenta. Wtedy będą wyniki.
                  • Gość: bzzyk IP: *.dynamic.chello.pl 27.06.12, 17:57
                    I tak i nie, bo sprawa nie jest ani łatwa ani prosta i można przy okazji "wylać dziecko z kąpielą". Inne jest społeczeństwo amerykański, a inne polskie i mechaniczne przenoszenie wzorców może bardziej zaszkodzić niż pomóc. Oprócz wysokiego czesnego w Ameryce funkcjonuje niemal perfekcyjny system "łowców talentów". Jeżeli masz talent i chęć do (ciężkiej) pracy, to system Cię znajdzie i nie ma znaczenia czy pochodzisz ze slamsów Harlemu, Chinatown czy z Beverly Hills.
                    Do szewskiej pasji doprowadza mnie nasz kretyński system stypendialny. Jeżeli ja - nie daj Bóg - nie pojawię się na zajęciach, to jest raban. Gdzie jest profesor!?!? Jeżeli student nie chodzi przez dwa miesiące, to sekretarka mi mówi "nie możemy go skreślić, bo takie są przepisy". Ale po co on ma chodzić? Stypendium dostaje, rentę czy alimenty też, akademik ma i żadna siła ich mu nie odbierze. W zimie coś tam zaliczy, weźmie kilka warunków i pieniążki lecą dalej do końca września. W tzw. "międzyczasie" zapisuje się ponownie na pierwszy rok i tak to się kręci aż do ukończenia 24 roku życia. Jeżeli tak ma działać system wyławiania talentów to lepiej go w ogóle nie powoływać. Najprawdopodobniej tak będzie działał, bo polski urzędnik (w większości) to absolwent polskiej uczelni. Poza tym mam brzydkie podejrzenia, że państwowi decydenci właśnie takim modelem są zainteresowani. Dlaczego?? To proste. Większość z nich to osoby bardzo mocno powiązane z prywatnym szkolnictwem wyższym. A ono jak każde przedsięwzięcie biznesowe zarabia na masowości. Im więcej studentów tym więcej zarobi.
                    • Gość: . IP: *.dynamic.chello.pl 28.06.12, 01:26
                      Stypen
                      > dium dostaje, rentę czy alimenty też, akademik ma i żadna siła ich mu nie odbi
                      > erze. W zimie coś tam zaliczy, weźmie kilka warunków i pieniążki lecą dalej do
                      > końca września. W tzw. "międzyczasie" zapisuje się ponownie na pierwszy rok i t
                      > ak to się kręci aż do ukończenia 24 roku życia.

                      A doktorant dostaje stypendium w wysokości ...170 złotych miesięcznie (bez miesięcy letnich). Prawdopodobnie rządzą tym systemem debile, którzy wierzą, że takie pieniądze wystarczą na przeżycie bez konieczności dorabiania np. noszeniem worków w magazynie oraz będzie można jeszcze za tę kwotę pojechać na dwie konferencje rocznie (wliczając w to przejazd w dwie strony, wyżywienie, noclegi oraz opłatę konferencyjną w wysokości 300 zł)...
              • Gość: tp IP: *.toya.net.pl 27.06.12, 09:10
                Zauważyłem, że udostępnienie wykładów w wersji elektronicznej pozwala większości osób już nic nie robić. To lasy deszczowe przerabiają na papier? Naprawdę ciekawe.
            • Gość: drdr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.12, 16:39

              Tak to dokładnie odbieram. Także mogę się podpisać pod słowami w artykule.

              Uczę na elitarnym kierunku, na dobrej, państwowej uczelni. Staram się, co ma odbicie w dobrych ocenach studentów, które funkcjonują w systemie ankiet. Wydaje mi się więc, że mogę być w miarę obiektywny.

              Od lat obserwuje dramatyczny spadek przygotowania studentów do studiowania. Przyczyn trzeba szukać w szkole - w wielkich, 30-osobowych klasach, rozmontowaniu tradycyjnego systemu edukacji (szkoła podstawowa - średnia). Szkoła nie uczy myślenia. na studia przychodzą kompletnie nieprzygotowani ludzie, z którymi najczęściej nie ma o czym rozmawiać, albo trzeba redukować poziom. Przychodzą wszyscy, którzy maja ochotę. Kiedyś było sito egzaminacyjne przy przyjęciach a i tak po pierwszym semestrze wylatywała połowa każdego roku. Z mojego roku ponad 120 osób studia w terminie skończyło trochę ponad 20.


              Program jest układany nie pod kątem treści, tylko punktów ECTS i chorego systemu bolońskiego. Muszą się zgadzać rubryczki, dlatego preferowane są pracownie i seminaria zamiast wykładów i ćwiczeń przy tablicy. To się bardziej opłaca, ze względu na obciążenia dydaktyczne pracowników. W efekcie na I stopniu ścisłego, elitarnego kierunku jest 2 razy więcej takich pustych przedmiotów, które nie wymagają od obu stron żadnego wysiłku, zamiast wykładów, które przygotowują do II stopnia. Więc problem się tak naprawdę rozbija jak zawsze o pieniądze. Przykładowo, jeśli mam zajęcia seminaryjne do pracy dyplomowej i spędzam ze studentem min. 1-2 godzinę konsultacji tygodniowo, to rektor od spraw dydaktyki nagradza mnie za tą pracę 3 godzinami dydaktycznymi za CAŁY semestr, stosując jakieś diabelskie przeliczniki. W efekcie przy nominalnym obciążeniu zajęciami rzędu 280 godzin rocznie, mam ledwo wyrobione pensum (210 godzin). Ale to nie są zajęcia, które można przyjść i odklepać - 3 wykłady kursowe, ćwiczenia rachunkowe i laboratoria, na których muszę panować nad grupami 10-15 osób przy komputerach. Przy czym poziom jest taki, że po połowie semestru trzeba nadal tłumaczyć, gdzie postawić nawias w funkcji printf.

              Chciałbym też mądrali, którzy wyobrażają sobie, że wykładowca musi wszystko, zatrudnić na rok, aby się przekonali jak łatwo jest uczyć 7-8 godzin (przygotowanie do zajęć to 2-3 razy tyle czasu), będąc rozliczanym wyłącznie z pisania artykułów, propozali o pieniądze na projekty i konkurowania ze światem, zarabiając kwotę rzędu 3000 PLN na rękę po 20 latach pracy. Żeby się utrzymać na powierzchni trzeba latami dorabiać lub walczyć o finansowanie z zewnątrz. Uprawiania nauki to nie kopanie rowów, czasami coś wychodzi od razu, ale bywa, że miesiącami człowiek bije głową w mur. To jest praca, w której nie ma się wolnego czasu. I znowu chodzi o pieniądze. Nie można pracować 100% efektywnie, mając na karku absurdalne obciążenia dydaktyczne, naukowe i jeszcze dorabianie, żeby przeżyć.

              Z takiej pozycji widzę studentów, którzy wyznaczają mi w mailach spotkanie w celu wpisania oceny do indeksu (semestr to było za mało czasu, aby np. przyjść z tym na konsultacjach), potrafią cały wykład czytać beletrystykę (po co przychodzą?), albo przyjść na ćwiczenia po kilku tygodniach permanentnej nieobecności.

              • Gość: LuriTuri IP: *.uph.edu.pl 26.06.12, 19:22
                Masz w 100% rację i ja też podpisuję się pod tym artykułem. Pracuję na średniej wielkości publicznej uczelni na bardzo przyzwoitym wydziale przyrodniczym. Studenci są z roku na rok coraz bardziej nietwórczy i niechętni do samodzielnego zdobywania wiedzy. Oczekują, że podamy im tę wiedzę przetrawioną, najlepiej w punktach, a oni się tego nauczą na pamięć. Oczywiście większość z tego, czego ich uczymy "do niczego im się nie przyda". Pracując dydaktycznie całymi dniami (także zdalnie w domu - wciąż online dostępna dla magistrantów i licencjantów) ledwie wyrabiam pensum. A rozlicza się mnie tylko z publikacji, które mam czas pisać jedynie w wakacje. Oczywiście też jestem coraz mniej twórcza, bo nie mam czasu na stawianie sobie trudnych pytań naukowych i poszukiwanie nowych metod badawczych. Praca w laboratorium jest żmudna, a odczynniki drogie, więc nie mogę sobie pozwolić na to, że coś "nie wyjdzie", nie otrzymam wyników i nic nie opublikuję. "Tłukę" więc to, co na pewno "wyjdzie" i będą z tego 3-4 publikacje na rok.
                • Gość: gary_joiner IP: *.play-internet.pl 26.06.12, 21:49
                  To nie jest wina studentów, że nie potrafią samodzielnie myśleć. Po pierwsze, zostali przemieleni przez polski system edukacji opierający się na anachronicznym założeniu, że Internet nie istnieje i trzeba dzieciakom przymusem wbić do głowy wiedzę encyklopedyczną (z której większość nie będzie miała dla nich żadnego zastosowania w dorosłym życiu).

                  Po drugie, studenci sami się na dany uniwerek czy polibudę nie przyjęli. Wymagania są niskie, związek między poziomem wiedzy zdobytej w toku studiów a perspektywami zawodowymi nie zawsze klarowny, to i nie ma sensu się przesadnie starać.

                  Smutne jest to, że nauczyciele akademiccy potrafią głównie narzekać, czasem podawać recepty na uzdrowienie sytuacji, ale jakoś zrobić coś w kierunku poprawy kondycji wyższej edukacji to nie ma już komu.
                  • Gość: LuriTuri IP: *.uph.edu.pl 26.06.12, 22:28
                    Robimy, co możemy. Prowadzimy ciekawe, nowoczesne, wymagające intelektualnego zaangażowania wykłady (15 godzin wykładu z przedmiotu, do którego nie ma żadnego podręcznika przygotowaywałam przez rok, korzystając prawie wyłącznie ze źródeł oryginalnych). Wymyślamy ćwiczenia, na których studenci mają samodzielnie przeprowadzić doświadczenia i odpowiedzieć na podstawie otrzymanych wyników na postawione pytanie. Służymy konsultacjami. Dysponujemy czasem na kolejne poprawki niezaliczonych sprawdzianów. Przesiadujemy godzinami z magistrantami, dyskutując o wynikach, pomagając znaleźć literaturę (a często i przeczytać - bywa, że studenci nie znają angielskiego, bez którego w naukach przyrodniczych nie da się funkcjonować). Co jeszcze możemy zrobić???
                    Od następnego semestru przestaję być troskliwym tutorem, zamiast tego będę zadawać prace domowe i egzekwować.
                  • Gość: drdr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.12, 22:57
                    > To nie jest wina studentów, że nie potrafią samodzielnie myśleć. Po pierwsze, z
                    > ostali przemieleni przez polski system edukacji opierający się na anachroniczny
                    > m założeniu, że Internet nie istnieje i trzeba dzieciakom przymusem wbić do gło
                    > wy wiedzę encyklopedyczną (z której większość nie będzie miała dla nich żadnego
                    > zastosowania w dorosłym życiu).

                    Błąd. Internet nie nauczy nikogo myśleć, wręcz przeciwnie. Są badania, z których wynika, że praca z komputerem ,,w trybie Internetu'' zmienia aktywność mózgu. Przesiadując przed komputerem doprowadzamy do tego, że nasze myślenie jest powierzchowne. Internet to generalnie wielki śmietnik - trzeba umieć z niego korzystać i trzeba się najpierw odróżniać śmieci od informacji wartościowych. Może pomóc, ale to nie jest pierwotne źródło wiedzy.

                    > Po drugie, studenci sami się na dany uniwerek czy polibudę nie przyjęli. Wymaga
                    > nia są niskie, związek między poziomem wiedzy zdobytej w toku studiów a perspek
                    > tywami zawodowymi nie zawsze klarowny, to i nie ma sensu się przesadnie starać.

                    Napisałem powyżej z czego to wynika. Z braku pieniędzy, np. na małe klasy w szkole średniej, zły system szkolnictwa podstawowego, sprowadzenie roli uniwersytetu do formy szkoły zawodowej po średniej. A z zasady uniwersytet jako taki nie jest szkołą zawodową. W idei uniwersytetu jest czysta wiedza i jej pogłębianie.

                    > Smutne jest to, że nauczyciele akademiccy potrafią głównie narzekać, czasem pod
                    > awać recepty na uzdrowienie sytuacji, ale jakoś zrobić coś w kierunku poprawy k
                    > ondycji wyższej edukacji to nie ma już komu.

                    To nieprawda, ale napisałem wcześniej, dlaczego to takie trudne. Możesz równie dobrze mieć pretensję do pracowników przedsiębiorstwa, którzy widzą, że źle się dzieje i zarabiają grosze, ale nie wyrzucają z pracy dyrektora albo się nie zwolnią z pracy.

                • Gość: mol IP: 173.233.211.* 26.06.12, 22:24
                  Szanowny(-a) "LuriTuri"... To teraz jest uniwersytet w Siedlcach?
              • Gość: mol IP: 173.233.211.* 26.06.12, 22:20
                Z takiej pozycji widzę studentów, którzy wyznaczają mi w mailach spotkanie w celu wpisania oceny do indeksu (semestr to było za mało czasu, aby np. przyjść z tym na konsultacjach), potrafią cały wykład czytać beletrystykę (po co przychodzą?), albo przyjść na ćwiczenia po kilku tygodniach permanentnej nieobecności.
                --------------------------------------------------------------------------------------------------------------
                W wielu krajach nie ma juz zadnych (calkowicie zbednych) "indeksow" i wystarczy wpisac oceny do systemu komputerowego uczelni... i tylko tyle. Zadnych indeksow i zadnych "wpisow"!
          • Gość: wedrowic IP: 206.130.174.* 26.06.12, 15:34
            no dobrze, jesli widziales ze tak zle to co z tym zrobiles? Poszedles na inny kierunek, zmieniles uczelnie czy nazekajac trwales bo tak latwiej niz wykazanie sie inicjatywa. I o to Profesiorowi chdzi: studentom sie niechce
          • Gość portalu: Marta napisał(a):

            > le Ming, jesteś taki głupi? czy tylko udajesz? Noo jeśli jaśnie Pan woli orać n
            > a umowe zlecenie, bez ubezpieczenia zdrowotnego, bez emerytury, bez żadnych świ
            > adczeń.. no to już Twój wybór.

            Wybór był pięć lat wcześniej, gdy wybierało się kierunek. Ludzie po dobrych kierunkach, czyli ci z wykształceniem nie mają problemów. Problemy i narzekania słyszy się od strony ludzi, którym wydaje się, że mają wykształcenie, a skończyli np. filologię duńską.

            > Właśnie przez takich "wsiowych mądrosków" w kraju jest tak jak jest.

            Nie jesteś na właściwej pozycji żeby oceniać.

            > I daruj sobie że moge wyjechać, bo już wyjeżdżałam, ale mam jakiś lokalny patriotyzm
            ("mogę" wyjechać, nie "moge")

            Prawda jest taka, że po prostu nie masz żadnego wykształcenia i nie masz dokąd wyjechać. Na zmywak nie chcesz jechać i sam to rozumiem. Siedziałaś 5 lat na jakiś idiotycznych studiach i teraz jesteś zgorzkniała.

            Miałem ofertę pracy 6 miesięcy przed końcem studiów, mimo tego wybrałem doktorat za granicą. Takie są perspektywy po prawdziwych studiach. To nie chwalenie się, to stwierdzenie faktu.

            Powiedzmy to w końcu otwarcie, słabe studia to żadne wykształcenie.


            --
            www.youtube.com/watch?v=CLWagLGKOhw
            • Gość: Marta IP: *.dynamic.chello.pl 26.06.12, 22:15
              No naprawdę, brak "ę" świadczy o moim wykształceniu. Obawiam się, że nigdy takiego wykształcenia jak ja nie zdobędziesz, i właśnie dlatego, że na niejednej uczelni byłam to mogę coś powiedzieć. Nie ma ABSOLUTNIE żadnego porównania w kultrze i kompetencji wykładowców w Polsce a np we Francji, w USA, w Szwajcarii. To dwa inne światy. Wierz lub nie, mam to w d.u.p.i.e.
              • Gość: bzzyk IP: *.dynamic.chello.pl 27.06.12, 08:26
                Droga Marto pracowałem, pracuję i tu i tam i przyznaję, masz raję. Jest szalona różnica, ale głównie między studentem tu i studentem tam. To dwa różne światy. Na dobrych uczelniach Tam student pracuje w sposób niewyobrażalny i zapewne nieakceptowalny przez naszych rodzimych studentów. Z drugiej strony Tam też są uczelnie (najczęściej dla obcokrajowców, ale nie tylko) po których nie znajdziesz żadnej pracy w tzw. zawodzie. Taka jest cena merkantylizacji edukacji. Niestety tzw. prawa rynku bardzo słabo sprawdzają się w zarządzaniu dziedzinami społecznymi typu edukacja, nauka, opieka medyczna, prokreacja czy wychowanie.
                PS Jestem zwolennikiem rozróżniania między określeniami wykształcony i dyplomowany, bo dwie różna kategorie ludzi.
            • Gość: mol IP: 173.233.211.* 26.06.12, 22:30
              Wybór był pięć lat wcześniej, gdy wybierało się kierunek. Ludzie po dobrych kierunkach, czyli ci z wykształceniem nie mają problemów. Problemy i narzekania słyszy się od strony ludzi, którym wydaje się, że mają wykształcenie, a skończyli np. filologię duńską.
              -------------------------------------------------------------------------------------------------------------
              Dlatego tez duzo bardziej podoba mi sie system stosowany np. w USA/Kanadzie.
              Studenta przyjmuje sie na dana UCZELNIE, a nie na kierunek. Na wybranie
              kierunku glownego ("major"), czy pobocznego ("minor") student moze
              zdecydowac sie, np. po 2 - 3 semestrach...
          • Gość: fff IP: *.dynamic.chello.pl 26.06.12, 18:42
            Po pierwsze człowiek z twoją ortografią nie powinien się w ogóle dostać na studia, bo nie powinien w życiu dostać świadectwa maturalnego. Po drugie ja też studiowałem i nie czekałem na etat czy staż po studiach tylko w ich trakcie harowałem gdzie się dało, żeby mieć nie tylko pieniądze, ale też i co wpisać do CV.
            Etaty dla absolwentów wyższych uczelni to już mieliśmy za komuny. Teraz mamy wolny rynek, również rynek pracy. Jak ci się nie podoba, to emigruj do Korei.
          • Gość: antey IP: *.dynamic.chello.pl 26.06.12, 20:27
            Zanim zaczniesz pluć dalej - zorientuj się.
            Ubezpieczenie zdrowotne można wykupić samemu (Indywidualna Umowa Ubezpieczenia z NFZ), ale tak naprawdę cenne z niego jest osobno płacone ubezpieczenie wypadkowe. Na emeryturę trzeba i tak oszczędzać samodzielnie bez oglądania się na Państwowe ZUS(OFE/IKE/IKZE).
            Na umowach innych niż umowa o pracę, ZUS możesz też sama opłacać, jeżeli Ci tak strasznie zależy (tzn. na zleceniu, na dzieło chyba nie, albo nie tak prosto).
            Jeżeli sądzisz, że umowa o pracą da Ci emeryturę - czas najwyższy otrzeźwieć.
            Śmieci, jak widzisz, są w głowach i ew. w przelewach (niskie stawki) a nie na umowach.
            • Gość: Marta IP: *.dynamic.chello.pl 26.06.12, 22:09
              Jeśli TY pracujesz na to , żeby pomniejszac swoją pensję o 350 złoty na składkę zdrowotną (co POWINIEN opłacić Twoj pracodawca), to idź na wolontariat. Po co zabierasz miejsce tym, którzy pracują dla pieniędzy a nie dlatego, że nie mają co zrobić z czasem.
      • Gość portalu: Marta napisał(a):

        > Secundo: Nie wbijajcie ludzi, którzy skończyli studia w poczucie tego ze są gor
        > si od tych co poszli do pracy po maturze, bo to nie prawda. Zmieńce w Polsce pr
        > awo,żeby człowiek po studiach (jak i każdy pracownik) miał staż i etat a nie j
        > akieś śmieciowe umowy i za raz sie wyeliminuje cwaniaczków z rynku i okaże sie,
        > że Polakom sie chce pracować i coś robić!

        Narzekasz na wykładowców, a belki we własnym oku nie widzisz!
        • Gość: Marta IP: *.dynamic.chello.pl 26.06.12, 14:37
          A jaka jest moja belka w oku? Taka,że napisałam,iż ludzie po studiach nie są gorsi od tych co mają średnie wykształcenie? Jeśli wdług Ciebie moją wadą jest to, że dla mnie wszyscy ludzie są równi to jakoś nie łapię Twojego systemu wartości.
          • > A jaka jest moja belka w oku?

            Taka, że pisać poprawnie po polsku nie potrafisz.
            • Gość: Marta IP: *.dynamic.chello.pl 26.06.12, 15:02
              Haha nie rozśmieszaj mnie człowieku. Brakło argumentów do rozmowy, że sie czepiasz? Interesują mnie fakty, a nie taka demagogia.
              • Ależ ja w ogóle z Tobą nie rozmawiałam, pomogłam Ci tylko znaleźć odpowiedź na pytanie :)
                (Nawet nie zauważyłaś, że zmienił Ci się dyskutant, hi hi...)
                • Gość: Marta IP: *.dynamic.chello.pl 26.06.12, 15:25
                  "ależ ja z Tobą nie rozmawiałem"
                  Autor: bubblemilk 26.06.12, 14:54
                  Odpowiedz > A jaka jest moja belka w oku?
                  Taka, że pisać poprawnie po polsku nie potrafisz.

                  Chyba lekko nie ogarniasz rzeczywistości. Ten post rozumiem napisał za Ciebie kot?
                  • Gość: bezsens IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.06.12, 16:05
                    ja cie, ty jesteś mega nieogarnięta....
                    uwagę zwrócił ci oktacośtam, zapytałaś o co chodzi.
                    Odpowiedział ktoś trzeci
                    czepiłaś się go, jakby ci na złość zrobił...
                    A on zwyczajnie w świecie ci pomógł zauwazyć tę niezawoalowana (głośno i wyraźnie ćwiczymy dykcję!) sugestię, że niestety brak ci elementarnego wykształcenia jakim jest komunikacja w języku polskim.

                    Oczywiście, że można się komunikować za pomocą zwrotów w stylu 'ococho?' 'dozo' i innych, jednak ludzie na poziomie i ludzie po studiach powinni mieć przynajmniej umiejętności elementrane.

                    I ja jestem czwarty w dyskusji (tak ci tylko napiszę dla pewności, że załapałaś), więc nie mów, że to 'nic nie szkodzi' bo to wręcz bije po oczach. Aby być branym na poważnie, nie można wykładać się na najprostszych zadaniach...
                    • Gość: Marta IP: *.dynamic.chello.pl 26.06.12, 21:49
                      A przepraszam Cie bardzo domorosły "Miodku", gdzie ja napisałam "dozo"? Konkrety, gdzie niby popełniłam jakiś błąd? Jeśli już o błędach mówimy, to poćwicz sobie kiedy używa się dużej litery i jak zaczynamy i kończymy zdanie IGNORANCIE.
                  • W sumie nie wiem, czy rozmowa z Tobą ma sens, ale dorzucę jednak przykład z własnego doświadczenia do toczącej się tu dyskusji.

                    Rozmowa ze studentami na teście końcowym, duża państwowa uczelnia:
                    "- Proszę pani, w tym 10. pytaniu to my nie wiemy o co chodzi, bo nie mówiła pani o tym na wykładach.
                    - Proszę państwa, lektury podane były na początku semestru, zaliczenie obejmuje również materiał w nich zawarty.
                    - Ale my jesteśmy na V roku, piszemy prace magisterskie i nie mamy czasu czytać lektur do każdego przedmiotu!"

                    Po kilku takich kwiatkach (ten nie był jedyny, ani też na tle innych szczególnie spektakularny) jakoś nie potrafię nie zgodzić się z punktem widzenia zaprezentowanym w artykule.
                    • Gość: Marta IP: *.dynamic.chello.pl 26.06.12, 21:55
                      To, że ktoś na jakiejś tam uczelni nie czyta lektur to nie jest sedno problemu. Myślę,że ten spór dotyczy raczej uczelni technicznych, gdzie profesor jest jest jednak potrzebny, trzeba coś wytłumaczyć, naprawde są rzeczy na jakie się samemu nie wpadnie, a przeczytać lekturę to chyba potrafią dzieci od 1 klasy podstawówki. Jeśli tego nie zrobi to już trudno, nie dziwię się , że wykładowca się burzy, ale no obsługi spektometru masowego nie da się nauczyć z czytanki. Tak samo patenty, innowacje wynalzki, do tego trzeba zacięcia naukowego i pomocy "mistrza" jakim jest profesor, to zupełnie inny rodzaj nauki niż na studiach humanistycznych, i z góry uprzedzam, że nie chce obrazić nikogo po humanistycznym kierunku, to po prostu inne rodzaje nauczania.
                      • Gość: gość IP: *.53.11.37.dynamic.jazztel.es 27.06.12, 00:47
                        Lektury istnieją także poza kierunkami humanistycznymi. Np. na przedmiocie analiza matematyczna, pozycja "Całki i szeregi" autora XYZ jest również lekturą. Nie należy o tym zapominać.
                        Studiować to znaczy samodzielnie zgłębiać wiedzę. Profesor to tylko pomocnik i nic więcej. Ale jeśli ktoś jest zbyt tępy, aby samemu sobie przyswoić jakąś wiedzę, to i 10000 profesorów mu nie pomoże :)
                        • Gość: bzzyk IP: *.dynamic.chello.pl 27.06.12, 09:17
                          Cicho sza. Miss Marta jest "the best" i nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien tego negować.
                          • Gość: Marta IP: *.dynamic.chello.pl 27.06.12, 23:57
                            Ja nie mówie, że jestem najlepsza, bo nie jestem, nikt nie jest. Ja po prostu wiem, że zła wola jest nie tylko po stronie studentów, ale i wykładowców. I w zasadzie to nie wiem, dlaczego ich tak bronicie? Naprawde, na kilku uczelniach z jakimi się spotkałam, generalna większość wykładowóców jest tak przeciętna, zła i złośliwa, że aż mnie to zadziwia. Wyobraź sobie szanownego profesora Politechniki jaki sprawdza prace tak, że podrzuca je do góry, te które spadną na ziemie mają 2, a te co spadły na biurko zaliczenie. Narawde, aż chce sie uczyć na egzamin u takiego człowieka...
                      • > To, że ktoś na jakiejś tam uczelni nie czyta lektur to nie jest sedno problemu.

                        Myślę, że jest. Bo nie chodzi ani o "kogoś tam" na "jakiejś tam", ani o czytanie lektur, tylko o postawę, która za tym stoi i która wyraża się nie tylko w nieczytaniu lektur, ale także w ogólnym stosunku do zdobywania pogłębionej wiedzy i poszerzania umysłowych horyzontów. Postawę, która streszcza się w poglądzie: "A po co mi ta cała niepotrzebna wiedza? Przecież jest Internet!", którego implikacje są raczej łatwe do przewidzenia.

                        W podanym przeze mnie przykładzie najśmieszniejsze jest to, że studenci - jak się okazało później - odpowiedź na owo "pytanie nr 10" znali, bo wystarczyło tylko chwilę się zastanowić i sięgnąć do wiedzy ogólnej czy materiału z liceum. Znali - ale nie napisali, bo nie było tego na wykładzie.
                        Cóż... Po co im wiedza i myślenie, skoro mają Internet.
                      • Gość: orient IP: *.ichf.edu.pl 27.06.12, 14:00
                        Owszem, da się. Ta czytanka nazywa się manual i prawdopodobnie z niej wykładowca nauczył się obsługi aparatu. Ciekaw jestem co zrobisz, gdy pójdziesz do pracy a tam zastaniesz MS innej firmy. Rozłożysz szeroko rączki i powiesz: ale mnie tego nie uczyli?! Uczelnia jest od tego żebyś wiedziała na jakiej zasadzie działa MS i potrafiła zinterpretować widmo. Sprzęt się zmienia i nawet tej samej firmy po paru latach potrafi mieć zupełnie inną "klawiszologię".
              • Gość: Mik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.12, 18:48
                Brakło argumentów do rozmowy, że sie czepiasz? Interesują mnie fakty, a nie taka demagogia.

                Argumenty były wcześniej, tylko trzeba umieć czytać ze zrozumieniem. A zarzut nieznajomości języka ojczystego, to nie demagogia, ale wstyd dla Ciebie, bo z Twoich wypowidzi wynika, że skończyłaś studia?
          • Gość: antey IP: *.dynamic.chello.pl 26.06.12, 20:28
            Twój za to łapiemy doskonale: nazywa się socjalizmem i właśnie drugi raz w ciągu 20 lat bankrutuje.
      • Gość: O_o IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.12, 16:03
        > Secundo: Nie wbijajcie ludzi, którzy skończyli studia w poczucie tego ze są gor
        > si od tych co poszli do pracy po maturze, bo to nie prawda. Zmieńce w Polsce pr
        > awo,żeby człowiek po studiach (jak i każdy pracownik) miał staż i etat a nie j
        > akieś śmieciowe umowy i za raz sie wyeliminuje cwaniaczków z rynku i okaże sie,
        > że Polakom sie chce pracować i coś robić!

        Znaczy co? Jakieś nakazy pracy? Nacjonalizacja wszystkich firm i zatrudnianie każdego niezależnie od tego czy potrzeba jest czy nie? Jak sobie wyobrażasz prawne zapewnienie stażów i etatów?
      • Gość: Obserwator IP: *.as13285.net 26.06.12, 16:33
        70% koczacych studia to matoly, którym chodzi o to zeby miec dyplom a nie wiedze. Idá na kierunek który latwo skonczyc zeby miec wyzsze wyksztalcenie albo latami mecza temat - o to katastrofa. I te matoly chca zarabiac w pierwszej pracy wiecej niz 1000-1500PLN Zapomnijcie!!! I dlatego powoli zmienia sie podejscie pracodawców, liczá sie umiejetnosci a nie dyplom. Za granica cala masa studentów konczy tylko licencjat. A po zdobyciu dowiadczenia uzupelnia wyksztalcenie. I to ma sens.Bo nie kazdy sie spelni, nie kazdy trafi na swój kierunek.
        Niejednokrotnie szefowie béda mieli niszy tytul naukowy za to ogromna wiedzé wystarczy spojrzec na liste miliarderów i milionerów bez dyplomu. Po prostu wielka porazká jest teoretyzowanie niejednego glaba bo cos tam liznal na studiach a jak przychodzi do wziecia odpowiedzialnosci to nie ma chetnych.
      • Gość portalu: Marta napisał(a):

        > Nie chciało mi sie komentować poziomu w jakim toczy sie ostatnio dyskusja na te
        > mat powiedzmy ogólnie magistrów, ale dzisiaj to już nie wytrzymałam.
        > Primo:Takich macie studentów jak wykładowców i kropka!

        To nie wykładowcy ściągają, oszukują i kopiują opracowania. Skala tego jest kosmiczna.

        > Ja na politechnice śląskiej miałam takiego wykładowce od syntezy organicznej i petrochemii

        Chemiczką jesteś może? Nie wiesz, że czas chemii skończył się 50 lat temu? Tutaj w Niemczech żeby w ogóle dostać robotę po chemii trzeba mieć doktorat.

        > profesora T. , który był najwspanialszym czarodziejem na uczelni. [...] Profesor wspołpracował z noblistami,

        Rzeczywiście, ludzi współpracujących z noblistami jest na pęczki, szczególnie w Polsce, a brak zapalonych wykładowców usprawiedliwia olanie przedmiotu.

        > wiele lat był zagranicą i miał szersze ogląd niż tylko znane: moj przedmiot jest najważniejszy.

        A ja miałem za profesora Żyda, którego artykuł został opublikowany na okładce Nature. Zgodnie z twoim myśleniem wszyscy powinni być na takim poziomie. Gdzie tylko znajdę tylu Żydów w Polsce?

        > A doktor który prowadził ćwiczenia z tego samego przedmiotu co profesor, nawet nie umiał po
        > rządnie przeczytać listy obecnosci!

        A ty nie potrafisz napisać "Politechnika Śląska". Tylko co to ma do rzeczy? Może gość miał dysleksję?

        Wiesz co, walnij sobie zdrową setkę i wróć, może minie ci frustracja.

        > Sumując weryfikujcie nie tylko studentów ale i wykładowców,

        Nie raz zrobiliśmy awanturę (na PP). Raz skończyło się odsunięciem pani prowadzącej od zajęć. Co wy w tej sprawie zrobiliście? Kolega Niemiec był na PŚ i mówił, że studenci boją się profesorów.



        --
        www.youtube.com/watch?v=CLWagLGKOhw
        • Gość: mol IP: 173.233.211.* 26.06.12, 22:36
          Chemiczką jesteś może? Nie wiesz, że czas chemii skończył się 50 lat temu?
          ---------------------------------------------------------------------------------------------
          Czy to jakis kolejny wszystkowiedzacy "medrzec" produkuje sie na forum???
        • lmblmb napisał:

          > Chemiczką jesteś może? Nie wiesz, że czas chemii skończył się 50 lat temu? Tuta
          > j w Niemczech żeby w ogóle dostać robotę po chemii trzeba mieć doktorat.

          LOL :D od 50 lat chemia robi się sama, zgadłem? z ciekawości zapytam: a czego czas się zaczął?

          > A ja miałem za profesora Żyda, którego artykuł został opublikowany na okładc
          > e Nature
          . Zgodnie z twoim myśleniem wszyscy powinni być na takim poziomie.
          > Gdzie tylko znajdę tylu Żydów w Polsce?

          to jakiś krótki ten artykuł był, skoro opublikowali go na okładce, króciutki...

        • Gość: orient IP: *.ichf.edu.pl 27.06.12, 14:12
          > Chemiczką jesteś może? Nie wiesz, że czas chemii skończył się 50 lat temu? Tuta
          > j w Niemczech żeby w ogóle dostać robotę po chemii trzeba mieć doktorat.

          50 lat temu to się nawet czas chemii nie zaczął. Na dobrą sprawę, nowoczesna chemia organiczna zaczęła powstawać w latach 80-tych.
          • Gość portalu: orient napisał(a):

            > > Chemiczką jesteś może? Nie wiesz, że czas chemii skończył się 50 lat temu
            > ? Tuta
            > > j w Niemczech żeby w ogóle dostać robotę po chemii trzeba mieć doktorat.
            >
            > 50 lat temu to się nawet czas chemii nie zaczął. Na dobrą sprawę, nowoczesna ch
            > emia organiczna zaczęła powstawać w latach 80-tych.

            Widocznie popyt na nie, ropzynajmniej w Niemczech, nie jest zbyt duzy - wystarczy kadry. Znam dra chemii, ktry pracuje jako obwozny sprzedawca czesci do maszyn prozniowach, w dodatki w Niemczech wschodnich. to nie jest odosobniony przypadek.


            --
            www.youtube.com/watch?v=CLWagLGKOhw
            • Gość: orient IP: *.ichf.edu.pl 27.06.12, 15:05
              To akurat nie jest żaden argument. Byłem na postdoku w Anglii z gościem który nie ukrywał, że w Kanadzie ma sieć pralni i doktorat robi dla własnej satysfakcji tudzież papierka na ścianie. A w Niemczech to sprawa wygląda w ten sposób, że praca jest ale w mniejszych ośrodkach i nie każdemu przeprowadzka na zadupie się podoba. Wolą szukać do upadłego albo zmienić fach, bo doktorat nie oznacza automatycznie, że człowiek się czymś pasjonuje. Czasami to są względy finansowe, bo sprawny sprzedawca potrafi zarobić wielokrotność pensji naukowca.
      • "Ci co nie umieją uczyć i zarażać wiedzą niech siedzą w laboratorium a nie ze studentami."

        Niepotrzebnie ją tak zjechaliście, napisała też parę rozsądnych słów :).
      • Brawo.
        W zamknięte drzwi nie da się pukać ??!!
        A co do drzwi.
        Najlepiej jak są otwarte i ktoś przez nie zagląda
        Bo później są takie teksty o molestowanie.
        A Polska nie jest wyspą.
        Przepis usłyszałem to na początku od Kanadyjczyka (1995-7 ??)
        Dziś u nas to norma
        Taka właśnie moralność w zdobywaniu oceny
        Przyszła wraz z pokoleniem.
        Może to i dobrze .
        Patrząc na niektórych DOktorków.
        Którzy cytując
        "Jakby Pan był długonogą Blondynką to inaczej byśmy rozmawiali"
        Należy takie postępowanie nagłaśniać
        ...
        Wszystko ma dwie strony.
        Najgorzej jak po drugiej stronie dostrzega się to co było jedynie mitologią.
        ...
        Papier. Najważniejszy jest ....
        Straszne
      • Gość: ddd IP: *.rzeszow.mm.pl 26.06.12, 22:55
        mnie w PL śmieszy tylko jedno - że na każde byle stanowisko wymaga się tytułu mgr. Gdyby durni pracodawcy nie mnożyli wymagań (zupełnie zbędnych) to i 50% wolało iść do roboty a nie tracić czas na "studiowanie" (cudzysłów zamierzony).
      • Gość: Ech IP: *.aster.pl 26.06.12, 23:37
        >Secundo: Nie wbijajcie ludzi, którzy skończyli studia w poczucie tego ze są gorsi od tych co poszli do pracy po maturze, bo to nie prawda. Zmieńce w Polsce prawo,żeby człowiek po studiach (jak i każdy pracownik) miał staż i etat a nie jakieś śmieciowe umowy<

        W tym kraju wbija się ludziom do głowy, że przy braku conajmniej licencjata są gorsi od tych po bylejakich studiach, ale mają papierek i tytuł. Twój postulat nie brzmi podobnie do mam magistra = należy mi się praca i to na etacie :> A co jak ktoś jest grafikiem albo tłumaczem i woli pracować na zlecenie ? Na siłę przykuć do biurka, czy jak.
      • Gość: bzzyk IP: *.dynamic.chello.pl 27.06.12, 00:22
        Primo: Takie macie studia jakich macie studentów.
        Secundo: Śmieciowy pracownik pracuje na śmieciowej umowie i tego żadnym przepisem czy rozporządzeniem nie zmienisz, bo tak mówi prawo wyższego rzędu.
      • Gość: piopio IP: *.ptim.net.pl 27.06.12, 00:51
        dżizas! ile można błędów zrobić w kilku zdaniach ?!?!
        osoba z wyższym wykształceniem powinna umieć się wysławiać i pisać bez błędów przynajmniej w języku ojczystym
      • Witam

        Masz racje Marto. Najlepiej jest obwiniac studentow. Moja znajoma skonczyla konserwacje kamienia. Mozna powiedziec, kamien to jej zycie:) I wyobraz sobie, ze w tym pieknym kraju, konserwacja kamienia zajmuja sie bodajże 2 firmy, ktorych wspolwlascicielami sa profesorowie z roznych uczelni. A do wykonywania zlecen zatrudniaja studentow w ramach praktyk!!!! O etacie zapomnij, ewentualnie jakies smieciowe zlecenie dostaniesz, jak masz chody.
        Kolezanka wyjechala do Szkocji. Na poczatku bylo truidno, gdyz nikt jej nie ufal. Teraz sama nadzoruje konserwacje, firma sponsoruje jej wyjazdy na targi zwiazane z tym zawodem. Jest rozchwytywana i szanowana.
        W Polsce prawie wszystko zalatwia sie po znajomosci. Prawo jest do wymiany. Ogromna biurokracja. I praktycznie zawsze, na zadane pytanie, odzyskuje odpowiedz: nie ma, nie mozna, nie wiem.
        Ale jakos jeszcze tu siedze i prowadze swoj biznes. Ale nie wiem czy warto.
        Pozdrawiam
      • Gość: morqadir IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.06.12, 10:17
        Ja mam lepszy pomysł zmieńmy prawo tak żeby każdy miał pracę z pensją 10 tys , albo nie to mogłoby nie starczyć myślę że 40 tys euro będzie akurat .
        Zresztą od tylu jakaś lewicowa wariatka niemiecka chce wprowadzić podatek w wysokości 100% więc i tak więcej nie ma sensu zarabiać.
        Dodajmy do tego że etat będzie wynosił powiedzmy 15 h tygodniowo , 2 miesiące wakacji jak nauczyciele , na emeryturę w wieku 35 lat jak służby mundurowe i jeszcze kilka udogodnień.
        Zawsze wiedziałem że nasi posłowie to debile jak mogli przez tyle lat nie uchwalić takiego prawa
    • Za moich czasów dawno temu, na archeologię szli tylko bardzo nią zainteresowani... myślę, że teraz choć trochę zainteresowani. Nie rozumiem po co teraz mieliby studiować archeologię Ci, którzy nie dostali się gdzie indziej? Nie ma obowiązkowej służby wojskowej, więc chłopcy nie muszą iść na byle jakie studia, żeby się z niej wywinąć... a nawet wtedy filologia klasyczna była prostszym wyborem niż archeologia... Tytuł magistra, albo licencjata nie sprawia, że zarabia się więcej od wykwalifikowanego spawacza, hydraulika i rzemieślników, więc po co?!
      • Moga dostac stypendium i pic przez 5 lat w akademiku.
      • ci niedoszli archeolodzy mają zostać spawaczami??? a KTO im powierzy taką odpowiedzialną pracę

        pseudoarcheolog będzie najwyżej opowiadał innym bzdury a spawacz jest odpowiedzialny czasem za nasze życie - np gdy spawa kocioł w. ciśnienia.
        Dlatego spawacze to odpowiedzialni ludzie a nie jakieś chłystki
      • Gość: leszo IP: *.connectic.pl 02.07.12, 21:06
        po pierwsze czasem można wogóle dostać pracę mając status osoby uczącej się.
        Po drugie jest bilet ulgowy.
        Po trzecie taki cytowany przez Ciebie chłopak po dostaniu się do wojska czyp olicji może zdobyć awans dzięki mgr - nieważne co by to nie było
        Po czwarte dla ludzi bez pomysłu na życie - te 5 lat to taki czas który ktoś i tak przepracuje w skelpie czy w ochronie lae może kogoś pozna?Odchami się przed znajomymi.wpisze na fb jaki miał/ła ciężki egzamin, ale i tak wszyscy zdali.Poimprezuje. A potem i tak zostanie w tej ochrnie czy sklepie...A może coś się zmieni? I tak w koło Macieju....
        P.S. Kiedyś studiowałem historię zaocznie ale rzuciłem, na fb właśnie dziewczyny jak jeden mąż bronią licencjatu, jednocześnie rozpoczynając karierę w skepach aviteks ( w krakowie to sieć piekarni...) na stanowisku sprzedawca...
    • Gość: zenek IP: *.play-internet.pl 25.06.12, 21:53
      Z jednej strony archeologia to naprawdę niszowy kierunek i jednym z najmniej praktycznych. Trudno więc oczekiwać "gotowego produktu rynkowego" po archeologii. Jeśli studenci narzekają, że nie są przygotowani do nie-niszowych prac (czyt. innych niż muzea, wykopaliska, szkoły), to można bez zbytniego zagłębiania się odpowiedzieć - czyli chyba tak jak powinniście byli oczekiwać?? Trochę to absurdalne.

      Z drugiej strony, autor ma sporo racji na temat bierności studentów, którzy oczekują, że ktoś im wiedzę wtłoczy do głowy. Poznałem sporo takich przypadków. Szczególnie utkwił mi w głowie przykład sprzed wielu wielu lat już - student III czy IV roku arabistyki, którego zapytałem o konsekwencje śmierci króla Jordanii na sytuację na Bliskim Wschodzie - sam byłem ciekaw, bo wszystkie gazety się zastanawiały przez kilka dni. Kolega wyjaśnił mi, że ja zupełnie nie rozumiem, bo ich takich rzeczy nie uczą, co go to obchodzi, on tylko tą arabistykę studiuje, a żaden król go nic nie obchodzi. Taaak, na pewno go zatrudnili w jakieś firmie handlowej (bo co firmę obchodzi stabilność polityczna kraju z którym handlują?), albo w wywiadzie (tam to już na pewno mają to w nosie)...

      Z trzeciej strony, profesorowie, zwłaszcza kierunków nie będących ściśle rynkowymi, żyją daleko od świata realnego, w świecie dziwnych idei, gdzie mistrz-profesor decyduje co jest wiedzą, a dziatwa ma z fascynacją podążać za nim. Wiem coś o tym, mam w rodzince mnóstwo naukowców i z nimi nie da się rozmawiać o pracy, bo po prostu tego świata awansów, zwolnień, zagrywek, umów śmieciowych, autopromocji, manipulacji, orientacji na zysk... NIE ROZUMIEJĄ. To trochę jak rozmawiać o piłce nożnej z kimś kto nie wierzy w istnienie grawitacji.
    • Profesor Kokowski pasuje niestety do znanego nam wszystkim porzekadla "zapomnial wol jak cieleciem byl". Szkoda, bo jestem mniej wiecej moim rowiesnikiem i mlodziez to moze nabierac na te opowiesci dziwnej tresci ale nie takich jak ja "staruszkow". Za komuny dostawalo sie punkty za robotnicze, chlopskie lub milicyjne pochodzenie (slabsi przeskakiwali lepszych bez "pochodzenia"), wszyscy czlonkowie partii otrzymywali pomoc na uczelniach w przyjeciu swych niezdolnych czesto dzieci na studia. Malo tego - corka bylego prezydenta, Marta nie dostala sie ani na Ujot ani na Uniwersytet Gdanski dopiero gdy odwolala sie powolujac sie na ojca, pracownika UG zostala po kumotersku przyjeta. Gdzie te zdolne, wybitne jednostki przyjmowane na uczelnie, egzaminy takze zaliczalo sie wsrod znajomych profesorow. Mlodziezy - nie wierz profesorowi Kokowskiemu - podane przez niego przyklady to jedynie pare procent wszystkich przyjmowanych za komuny na studia. Byla, bardzo niewielka, elita studentow, chcieli sie uczyc bo kochali wiedze ale ogromna wiekszosc jak i dzis olewala studia, a nawet moze gorzej jeszcze bylo albowiem nie mozna bylo porownac osiagniec studentow - wszystko zalezalo od widzimisie profesora. Dzis jest lepiej i nasi studenci otrzymuja dobre wyniki w porownaniu z innymi krajami OECD. Cos tu chyba pisowski defetyzm brzydko pachnie.
      • Szanowny dyskutant zdaje się być mało zorientowany w realiach. Dzisiejszy sposób uczenia, a bardziej sprawdzania wiedzy, zachęca do tego, by uczyć się na pamięć jakichś formułek, które należy szybko zapomnieć po użyciu. Właśnie przeczytałem 143 prace swoich studentów (jedno zadanie), oceniałem w skali 0 - 10, 70 osób dostało mniej niż 2, bo nie umiało poradzić sobie z równaniem kwadratowym, co oznacza, że nie powinni mieć matury (nawet na poziomie podstawowym). Oni w przyszłości mają być chemikami i na studiach nie ma czasu na powtórzenie wszystkiego, czego mieli nauczyć się w szkole, by móc studiować. U nas zawalił się dach hali w Katowicach, bo budowniczowie nie skojarzyli, że zimą opada śnieg i on coś waży, w 2007 roku zawalił się remontowany most nad rzeką Missisipi z powodu przeciążenia w czasie remontu (to jedna z przyczyn podanych przez NTSB - polecam stronę bridge failures). Otóż inżynierowie odpowiedzialni za te drobne wpadki (trochę zabitych, trochę rannych) zapewne nie studiowali tylko się uczyli i zapewne dokładnie wiedzieli, o której zaczynają i kończą pracę. Ja spotykam studentów studiujących, ale jest ich niewielu. Główna trudność większości polega na tym, że nie rozumieją czasownika studiować, więc nie oglądają różnych książek, stron internetowych. Każde zadanie, które wymaga skojarzenia choćby drobiazgu, staje się nieszczęściem, bo tego nie musieli wcześniej robić. Nie jest wcale pocieszające to, że podobnie jest w wielu innych krajach. Specjalnie podałem dwa przykłady efektów pracy osób wykształconych z różnych krajów. Może warto zastanowić się nad tym, że w wielu sytuacjach bezmyślność, brak pogłębionej wiedzy, a raczej nawyku dogłębnego analizowania problemu powoduje błędy. Kiedy ci ludzie mają się tego uczyć? Powinno się to rozpoczynać w niewielkim zakresie w szkołach i być rozszerzane na studiach. I o tym pisze autor artykułu, jestem w podobnym wieku, pracuję w uniwersytecie bardzo długo i widzę zmiany na gorsze. Widza je też moi różni znajomi w różnych miejscach świata. Widzimy podobne rzeczy. Dodam jeszcze, że studiowanie to nie teatr, kino, czy coś w tym guście. Jako student często nie chodziłem na wykłady, zamiast tego czytałem książki (zwykle kilak na jeden temat, by rzecz ujrzeć z różnych stron). Wykład wskazywał kierunek i wiedziałem, co czytać, o czym myśleć. Wykład powinien zachęcać do myślenia o przedmiocie, co może być osiągane w różny sposób. W czasach studenckich uważałem jeden z wykładów za bardzo zły, w dziesięć lat po studiach zmieniłem zdanie na ten temat spor nauczyliśmy się m.in. dzięki temu, że wiele rzecz było powiedzianych niedokładnie, że nie było wiadomo, o co chodzi i musieliśmy to zrozumieć przed egzaminem, co zmuszało do przemyślenia wielu rzeczy. Nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem, czy ów profesor celowo wykładał nieporządnie, czy też wynikało to z jego sposobu bycia itp. Nie ma to żadnego znaczenia. W moim przypadku zadziałało to dobrze. Poza tym ciągle w takich dyskusjach zapomina się o tym, że studia to nie szkoła zawodowa i wiele osób zmienia w życiu zawód (nie tylko pracę) wielokrotnie (nie pamiętam liczby dla USA, u nas też ten efekt będzie zauważalny). Podstawowa rzecz, to umieć się nauczyć, zrozumieć, o co chodzi, ale to zawsze trochę boli - trzeba myśleć, męczyć się, aż w końcu uda się zrozumieć. Faktem jest natomiast, że większość wykonywanych zawodów nie wymaga wyższych studiów, co najwyżej szkoły pomaturalnej. W USA to nazwy się college i traktowane jest jako wyższe wykształcenie. W wielu krajach jest podobnie. Jednak trochę ludzi z prawdziwym wyższym wykształceniem jest potrzebnych w każdym kraju. Archeologów też, historyków, prawników, lekarzy itd. Nawet jeśli wiele osób nie rozumie, że są oni potrzebni, bo inaczej niespecjalistom też brak szerszego spojrzenia na różne kwestie.
        • Gość: Maxi IP: 173.233.197.* 25.06.12, 23:45
          Faktem jest natomiast, że większość wykonywanych zawodów nie wymaga wyższych studiów, co najwyżej szkoły pomaturalnej. W USA to nazwy się college i traktowane jest jako wyższe wykształcenie. W wielu krajach jest podobnie.
          ``````````````````````````````````````````````````````````````````````````
          Kolejne bajeczki! W USA (typowo), aby ukonczyc "college" i zdobyc "bachelor degree" trzeba uzyskac przynajmniej 120-124 "credits" (kredytow) i to jest standardowo cztery lata nauki, cztery lata pelnowymiarowych studiow (wiecej nizli polska szkola pomaturalna
          i wiecej nizli polski "licencjat")...
        • Podstawowym problemem jest wpajanie nam do głów od przedszkola, że najgorsze co możemy zrobić to BŁĄD. Polecam wykład Kena Robinsona w ramach TED właśnie na temat wyzwań, z którymi współczesny system kształcenia musi się zmierzyć. Jeśli nasza oświata wciąż będzie opierała się na zasadzie "wiesz? nie wiesz? pała", a nie "rozumiesz?", to nie wytrzyma ona próby czasu.

          Nie jest żadnym argumentem stwierdzenia, że "za moich czasów to się sprawdzało, więc system jest dobry, tylko studenci to debile". Gówno prawda. Właśnie to jest podstawowa różnica - czas! Absolutna rewolucja w dostępie do WIEDZY, którą edukacja po prostu przespała, wciąż idąc na łatwiznę i bazując na odpytywaniu z posiadanych informacji. Skończyły się czasy, że niektóre z nich można było usłyszeć TYLKO od profesora, nauczyciela. Na chwilę obecną nie ma człowieka, który posiadałby wiedzę szerszą, niż ta zawarta w Internecie. Kiedyś były biblioteki, fakt. Ale im nie można było zadawać pytań, a nawet jeśli - rzadko odpowiadały :)
          Na ten temat z kolei wypowiada się Grzegorz Lorek, jeden z pozytywnych bohaterów w nauczycielskim świecie.

          Podsumowując - pytanie do pana profesora archeologa. Jak wyobraża on sobie, że studenci nagle z pójściem na studia zmienią przyzwyczajenia wykształcone przez 12 (!!!) lat spędzonych w polskich szkołach, w których promuje się (najczęściej) debilne kujoństwo, pisanie równych literek i podkreślanie tematów 8253772 kolorami długopisów? Nie zmienią, i już.
        • Żeby było co studiować, to książki by musiały być napisane sensownie, a nie , że po 2 tygodniach dodaje się erratę do podręcznika.
          • Gość: Tom IP: *.icpnet.pl 27.06.12, 08:59
            Ha,ha,ha... No właśnie o tym mowa... W dzisiejszych czasach podręcznik nie jest jedynym źródłem wiedzy. Są opracowania równoległe, biuletyny, uznane czasopisma, itd...
            Jeśli przeczytasz podręcznik, przeczytasz inne źródła, zapytasz wykładowcę to erratę sam sobie zrobisz, a przynajmniej temat nad którym siedziałeś dobrze sobie zapamiętasz.
        • Właśnie przeczyta
          > łem 143 prace swoich studentów (jedno zadanie), oceniałem w skali 0 - 10, 70 os
          > ób dostało mniej niż 2, bo nie umiało poradzić sobie z równaniem kwadratowym, c
          > o oznacza, że nie powinni mieć matury (nawet na poziomie podstawowym).

          ilu z tych studentow nie zaliczylo egaminow i opuscilo mury uczelni?
          studeci sami siebie z roku na rok nie przepychaja, robia to wykladowcy mimo swiadomosci marnego poziomu studentow

          zanim zacznie sie oburzac na studentow, moze pora ucziwie odpowiedziec sobie na pytanie, ilu studentom, ktorzy nie mieli zielonego pojecia o przedmiocie, ktory studiowali pozwolilem zostac na uczelni
      • Gość: Maxi IP: 173.233.197.* 25.06.12, 23:35
        Profesor Kokowski pasuje niestety do znanego nam wszystkim porzekadla "zapomnial wol jak cieleciem byl".
        ```````````````````````````````````````````````````````````````````````````
        Profesor Kokowski to bardzo typowy przyklad uczelnianego betonu - magisterium, doktorat, habilitacja, profesura nadzwyczajna, profesura z nadania wladzy panstwowej (tzw. "belwederska") i... dopiero wtedy mozna sie uwazac za prawdziwego naukowca. Przynajmniej w Polsce!

        P.S. A moze jakis student profesora Kokowskiego wypowie sie na tym forum?
        • Gość: Autor IP: *.nplay.net.pl 26.06.12, 14:18
          A twoim zdaniem jak miał to załatwić? Olać doktorat, żeby go z uczelni wywalili? ALe beton, rzeczywiście.
          • Bo w normalnych krajach decyduje dorobek naukowy a nie habilitacja.
            • I to jest oczywiście wina Kokowskiego.
            • Gość: EM IP: *.173.0.95.tesatnet.pl 26.06.12, 23:41
              Niemcy i Francja to kraje nienormalne? Przeciez habilitacja jest niczym innym jak wlasnie udokumentowaniem dorobku i stwierdzeniem dojrzalosci kandydata do sprawowania funkcji. Tylko, ze nalezy robic to na powaznie.
              • Gość: drdr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.06.12, 02:17
                A niby jak to jest robione?

                Wszystkim niedowiarkom proponuję zrobić doktorat i potem habilitację, np. z fizyki lub astronomii. Wtedy pogadamy nt. waszych wyobrażeń, że habilitacja to takie automatyczne i łatwe, że niby koledzy nadają habilitację.

                W tej chwili habilitacja jest oceniana przez 4 recenzentów - 2 wybranych przez radę wydziału/naukową jednostki, dwóch wybiera niezależnie Centralna Komisja. Obrona przebiega przed radą jednostki która ma prawa nadawana stopnia. Warunki są sformułowane przez ustawę. Jakie tu jest pole do przekrętów i kolesiostwa?

                Czego czepiacie się ludzi, którzy te habilitacje i profesury robią? Dla przyjemności to jest? Ustawa nakłada obowiązek - brak habilitacji w 8 lat - do widzenia! Dlatego jeszcze raz apeluję, proszę spróbować zrobić habilitację z takich dziedzin jak fizyka, matematyka, informatyka, astronomia. Wtedy pogadamy i zobaczymy jacy jesteście mądrzy.

                I co ta za pojęcie, że wszędzie poza Polską jest super, a tutaj tylko beton. Żal to czytać, łatwo narzekać i pisać uogólnienia siedząc w ciepłych kapciach i nie mając pojęcia, jak to wygląda od środka.

    • angelahenkel napisał(a):

      > Co ten Pan Archeolog za przeproszeniem pierd..i ? Na normalnych kierunkach typu
      > prawo, medycyna
      Mogłabyś w jakiś sposób uzasadnić to twierdzenie? Co jest nienormalnego w archeologii?

      ludzie zabijają się wprost o stypendia Erasmus, a ludzie genia
      > lni stanowią spory stopień studentów.
      >
      A dałabyś radę napisać to jeszcze raz z tym, że po polsku? Co to jest "spory stopień studentów" - zbyt wysoki schodek przed aulą?
      Ty naprawdę masz maturę?
      --
      Na razie nie mam pomysłu na sygnaturkę.
      • Gość: hrhr IP: *.acn.waw.pl 26.06.12, 12:37
        > Mogłabyś w jakiś sposób uzasadnić to twierdzenie? Co jest nienormalnego w arche
        > ologii?

        Przecież to jest nikomu nieprzydatna nauka! ;) Najlepiej by było zaorać całą tę archeologię i postawić przydatny kierunek reklamy i marketingu! ;)


        > > a ludzie genia
        > > lni stanowią spory stopień studentów.

        Proszę wybaczyć, ale akurat obracałem się trochę w środowisku młodych prawników (bliska koleżanka i jej znajomi z uczelni) i genialni owszem, trafiali się, a w zasadzie jedna, owa koleżanka. Reszta (nie wszyscy, ale większość), którą miałem okazję bliżej poznać, bardziej przypominała zwykłe bydło, do tego często chamskie i tzw. "wyżej sra niż dupę ma". Właśnie dokładnie z opisanym podejściem - mam przyjść, mają mi podać na tacy, mam mieć świetną pracę i trzepać kasę za nic.
    • Gość: tele IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.06.12, 00:12
      aplikować - nie lubie jak ktos zmusza do zgłebiania wiedzy która nie łatwo zdobyć.
      Wiedza w szkołach, podana ładnie na tacy lepiej smakuje.
      aplikowana wiedza jest strasznie okrojona i czesto nie daje satysfakcji jesli
      nie daje oczekiwanych rezultatów.
      Zgadzam sie ze na studiach piątki to mają hobbyści, ale nie dla kazdego temat wykładów to hobby, jeden nie uczy sie bo mu sie nie chce , a drugi bo nie znalazł wystarczająco wiedzy i czasu.
      Współczuje tym którzy mają wiedze i talent i nie mają pracy.
      Współczuje tym którzy w dzień w dzień harują za tysiące.
      Współczuje tym którzy chcieliby posiąść wiedze , a nie mogą.
      Życie jest tylko jedno i je też trzeba szanować.
      Szczesliwy ten, dla kogo praca to hobby, bo nigdy nie pracował.
      Szczęsliwy ten, który potrafi i mógł wypośrodkować miedzy pracą i relaksem,
      bo życie jest krótkie.
      Szczęśliwy jest ten, który mimo braku pracy znalazł w najbliższych pomoc i oparcie.
      I tego wszystkim życze, zebyście zawsze znajdowali i sami dawali pomoc i
      oparcie innym.
      Pozdrawiam :-)
    • i w ogóle to przecież skandal, że student ma się sam uczyć
    • Absolwenci fabryk bezrobotnych, historia kolem sie toczy: jak mieliscie ‘smieciowe’ studia ‘dla papierka’, no to macie ‘smieciowe’ dyplomy i ‘smieciowe’ kontrakty.

      Juz sie sprawdzilo ze taki ‘papierkowo / smieciowy’ system wam nie sluzy. Niedlugo nie bedzie rowniez sluzyl uniwersytetom. W koncu Panowie Rektorzy ockna sie z reka w nocniku, brakiem studentow, i fatalna ‘smieciowa’ reputacja, i brakiem studentow (rozrodczosc w Polsce 1.29/kobieta, minimalna stopa zastapienia pokolen 2.1/kobieta).

      Uczelnie, ktorych absolwenci nie dostaja pracy w zawodzie, powinny byc pietnowane.

      Wyzsze studia powinny dawac specjalistyczne kwalifikacje prowadzace do pracy w wyuczonym zawodzie. Uniwersytet powininen dac wam solidna baze pojeciowa i umiejetnosc rozwiazywania problemow, ale rowniez nauczyc was jak sie uczyc w przyszlosci tego czego nikt jeszcze nie wie.

      Jezeli wykladowca / nauczyciel akademicki oszczedza swoj czas to marnuje wasz czas i pieniadze - skladajcie zazalenia. Jezeli wykladowca / nauczyciel jedzie na ‘kreda i gadka’, lub PowerPoint, to znaczy, ze na wiecej go nie stac i nie nadaza za wymaganiami nowoczesnego nauczania.

      Dla leniwych studentwo mam lepsze, szybsze i tansze rozwiazanie niz ‘smieciowe’ studia i dyplomy w Polsce.

      Studia w USA na Washington International University (www.washint.edu) – visa nie jest potrzebna, mozna studiowac w domu. Nie ma podrecznikow, nie ma planu zajec, nie ma egzaminow. Potrzebny jest zyciorys (dobrze spreparowany) + oplata.

      Licencjat: wiek 25 lat, swiadectwo szkoly sredniej, zyciorys / praktyka zawodowa (fotokopie OK), $6,000.00.
      Program Studiow: trzy (3) analizy wskazanych ksiazek, jeden (1) esej / raport na temat zwiazany z kierunkiem studiow (zorganizowany student ukonczy to w trzy miesiace max).

      Magisterium (MBA): Licencjat (jak powyzej), zyciorys / praktyka zawodowa (fotokopie OK), $6,600.00.
      Program Studiow: trzy (3) analizy wskazanych ksiazek, jeden (1) esej / raport na temat zwiazany z kierunkiem studiow (zorganizowany student ukonczy to w trzy miesiace max).

      PhD: Magisterium (jak powyzej), zyciorys / praktyka zawodowa (fotokopie OK), $7,500.00.
      Program Studiow: jeden (1) kurs przygotowawczy, jedna (1) praca dyplomowa na temat zwiazany z kierunkiem studiow (zorganizowany student ukonczy to w trzy miesiace max).

      Kierunki Studiow: Administracja Biznesu, Inzynieria, Wolne Sztuki.

      Dla studentow w pospiechu.
      Znizki za ‘przyspieszone’ polaczone studia:

      Licencjat + MBA $10,650.00
      Magisterium + PhD $12,750.00

      Dla studentow ciezkomyslacych.
      Oplaty za ‘nadzorowane’ studia:

      Licencjat (BA) $18,000.00
      Magisterium (MBA) $20,000.00

      Powyzsze oplaty sa ‘all inclusive’, tzn. nie ma absolutnie zadnych dodatkowych oplat.

      Leniwy student zrobi lacznie Licencjat + Magisterium + PhD w ciagu rokU (wraz z wakacjami).

      GOOD LUCK!
      • bintell napisał:

        > Jezeli wykladowca / nauczyciel akademicki oszczedza swoj czas to marnuje wasz c
        > zas i pieniadze - skladajcie zazalenia. Jezeli wykladowca / nauczyciel jedzie n
        > a ‘kreda i gadka’, lub PowerPoint, to znaczy, ze na wiecej go nie s
        > tac i nie nadaza za wymaganiami nowoczesnego nauczania.

        Dobre! Np. na politechnice zamiast obliczeń wytrzymałościowych, powinni budować modeliki mostów. Na budowie płatowca - modele samolotów (są nawet gotowe zestawy z plastiku) na SGGW powinni się uczyć doić krowy. A na koniec każdego wykładu nauczyciel akademicki powinien podyktować znudzonej, skacowanej, studenckiej braci kilka formułek do kajecików, albo jeszcze lepiej wysłać skrypt z wykładem każdemu na pocztę elektroniczną. Vivat Academia!

        > Licencjat + MBA $10,650.00
        > Magisterium + PhD $12,750.00

        U nas już też tak jest, na uczelniach równie renomowanych jak ta, którą przytaczasz jako przykład: Wyższa Szkoła Szybkiego Gotowania Kalafiorów i Zarządzania, Wyższa Szkoła Prostowania Gwoździ na Zimno i Zarządzania itp itd. Płacisz i masz. Nawet bez zawracania sobie głowy jakimiś wykładami, czyli tak jak tam.
        --
        Vivat Silesia Inferior!
przejdź do: 1-100 101-200 201-237
(101-200)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.