• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Czego pragną pracodawcy

  • 13.05.13, 17:51
    Wszyscy będą sobie teraz wpisywać w CV, że znają 3 języki, a na rozmowie ani be, ani me.
    Edytor zaawansowany
    • Gość: Sylwester IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.13, 17:52
      h*j mnie strzela gdy przeczytałem ten artykuł!
      W jakim kraju przyszło mi żyć?
      "[...]efekt "rynku pracodawcy", który narzuca pogląd, że praca jest wartością, a osoby, które jej nie szanują, są nieodpowiedzialne."
      kolejna sprawa -" ważne by osoby które utraciły ciągłość zatrudnienia, i wykazać w CV ze uczęszczało się na kursy i szkolenia, tym samym trzymając rękę na pulsie" - BREDNIE. Osoby bezrobotne które chcą odbyć szkolenie muszą zapłacić! Z czego?!
      Urząd pracy oferuje różne kursy, owszem, ale jest haczyć. Muszą przynieść zaświadczenie od przyszłego pracodawcy, który zobowiązuje się na zatrudnienia kursanta min. na 3 miesiące.
      Tutaj droga się zamyka!
      Pracodawcy robią co im się żywnie podoba, obierając swoje decyzje i oczekiwania w ładne słówka, tak by można było doznać orgazmu podczas ich słuchania.
      Wykorzystują sytuację rynku na swoją korzyść, efektem są umowy śmieciowe, z którymi rząd nie potrafił się uporać.
      Bez względu na wszystko, nasuwa się twierdzenie, "Żyjemy po to by pracować, a nie którzy pracują po to by żyć".
      PS - dla zobrazowania mojej wypowiedzi, jestem architektem 3 lata na bezrobociu, imając się jakiegokolwiek zajęcia, bez umowy o pracę. Nie stać mnie na kurs językowy, by móc wyjechać z kraju. Uczę się sam. Zaliczam się do grupy osób, które opuszczą ten kraj (burdel na kółkach).
      • Gość: Piotr IP: *.dip0.t-ipconnect.de 13.05.13, 18:53
        Ja pracowałem w Polsce 2 lata (akurat nie od razu po studiach) I mogę jedynie odradzać - w bundesrepublice nie tylko płacą mi wielokrotnie więcej, ale przede wszystkim! szanują - tak, że walcie się (pracodawcy) na ryj, co najwyżej możemy sprzedać wam spolszczoną wersję softwaru
        Życzę powodzenia w nauce języka i jak najszybszego wyniesienia się z tego burdelu
        • Gość: nimbuz IP: *.open.pl 14.05.13, 10:24
          Nie wiem jak ty, ale my sami piszemy sobie w polsce software i sprzedajemy go miedzy innymi do niemiec. Niedlugo odchodze jednak z pracy i robie sobie przerwe. Otworze wlasny projekt na boku zeby nie zostac bez grosza, ale pracodawca znika. To naturalna kolej zycia. Jedni jak ty stworzeni sa do bycia sterowanymi, a inni sa stworzeni do sterowania wami. Pracodawca, to ktos kto wszedzie widzi sposob zarobienia. Pracodawca nie moze sie mylic. Architekt ktory nie jest pracodawca, jest co najwyzej popierdolka a nie architektem.
          • Gość: k-boom !! IP: *.dynamic.chello.pl 14.05.13, 12:02
            układy i mafie z rodowodem w SB i PZPR
            sprawa jest postawiona jasno - praca jest dla pokornych zapier*alaczy ktorzy pozwolą sobie srac na glowe i beda całowac po stopach swoich panów
            jakakolwiek podejrzana sprawa w CV wytropiona przez SBcki pomiot skreśla cie 4ever
            nie ma drugiej szansy
            z tego powodu, by zapewnic taniego niewolnika uwłaszczonym czerwonym ku*wom prawo jest tak ustawione, żebyś sam nie mógl rozkrecic interesu od zera - małe i średnie firmy + samozatrudnienie sa tępione SYSTEMOWO
            masz wybor - robic na neokomune bez stekania, albo wypierd... z 3RP
            to nie jest panstwo demokratyczne
            3 RP jest organizacja przestepcza

            musi to do was dotrzez ze bez zbrojnego powstania (rewolucji) to sie nie zmieni
            macie do wyboru: walczyc i byc moze zginac, albo byc niewolnikami
            jak widac wybieracie niewolnictwo
            • Gość: mm IP: 93.154.141.* 14.05.13, 14:37
              Zgadzam sie: oto mamy OPIS WSPOLCZESNEGO NIEWOLNICTWA. Niewolnik, najlepiej z kredytem na 35 lat, ma zapinkalac przez 360 dni w roku po 24 godz na dobe (dyspozycyjnosc, praca zabierana do domu, itd.).

              Kazdy, kogo stac i kto ma ochote, wziac sobie np. wolne na rok, swoja postawa pokazuje, ze nie nadaje sie na wpolczesnego niewolnika - ma zasoby finansowe oraz sile charakteru pozwalajaca na niezaleznosc. Takich nie chcemy we wspolczesnym systemie niewolnictwa.
              • 18.05.13, 13:44
                Patrzę na rynek pracy w Polsce i od piętnastu lat sytuacja zmieniała się mniej więcej tak. Najpierw był szał na ludzi po studiach, można było być majstrem z dwudziestoletnim stażem ale bez papierka było się nikim.

                Później był szał na języki, wszędzie trzeba było znać minimum dwa, a najlepiej pięć (w tym Chiński). Więc ludzie masowo rzucili się na szkoły językowe. Po tym jak okazało się, że w większości stanowisk nawet sam angielski jest nieprzydatny to zaczął się boom na studia podyplomowe w tym MBA. Jak się okazało, że i to nie gwarantuje w tym kraju pracy z godziwą pensją, to media zaczęły forsować pogląd, że trzeba mieć ukończone dwa fakultety, najlepiej z zupełnie innych dziedzin: informatyk-psycholog, ekonomista-polonista itd.

                Jak okazało się, że nadal jest za mało pracy to "Wybiórcza" zaczęła promować teorie, że to doświadczenie jest kluczem do zdobycia pracy. Więc znowu masy rzuciły się darmowe staże, praktyki, prace za pół darmo. Oczywiście etatów od tego nie przybyło, a i podejrzewam, że ubyło bo po co zatrudniać kogoś na etat jak tu czeka dwóch studentów, którzy wykonają pracę za darmo i można się ich pozbyć po paru tygodniach.

                No i tak doszliśmy do A. D. 2013 roku.

                Ja rozumiem, jakby wraz z tymi piętrzącymi się wymaganiami szedł realny postęp polskiej gospodarki, ale proponuję rozejrzeć się dookoła. Podstawą naszej gospodarki jest odtwórcza nieskomplikowana i nisko-płatna praca, natomiast wymagania co do pracowników mamy takie jakbyśmy mieli do czynienia ze światową potęgą gospodarczą.

                Zastanawiam się co nas czeka w przyszłości. Wcale się nie zdziwię jak już niedługo codziennością rekrutacji staną się testy sprawnościowe, oratorskie i plastyczne.
                • Gość: Lucek IP: *.dynamic.chello.pl 18.05.13, 15:45
                  Najgorsze jest to, że jak przychodzi nowa moda, to stara wcale nie znika. Efekt jest taki, że dzisiaj wypadałoby być po studiach, znać ze 3 języki, mieć od cholery kursów, rozbudowane doświadczenie.

                  Do tego doszły ostatnio najnowsze mody. Student lub niepełnosprawny, na umowę zlecenie. No i nie zapominajmy, że osoby po 35 roku życia są w Polsce niepotrzebne. Powinny zdychać.
                  • Gość: Bezrobotny 40+ IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.13, 21:52
                    Ja zostałem zwolniony z pracy i nie potrafię wróci na rynek pracy bo jestem po 45 roku życia a pracodawcy nie chcą przyjmować pracowników po 40 roku życia.
                    Mamy pracować do 67 ale gdzie ?
                    • Gość: zxczxczxc IP: *.dynamic.chello.pl 19.05.13, 07:30
                      musimy naprawic bledy naszych ojcow, ktorzy dopuscili komune do koryta, zamiast powywieszac na latarniach

                      zero ku... litosci dla okupanta
                      inaczej zdechniemy na ulicy z głodu we własnym kraju
                  • 19.05.13, 07:21
                    Najgorsze jest to, że jak przychodzi nowa moda, to stara wcale nie znika. Efekt
                    > jest taki, że dzisiaj wypadałoby być po studiach, znać ze 3 języki, mieć od ch
                    > olery kursów, rozbudowane doświadczenie.

                    ----
                    Stare wymagania nie dość ,że nie znikają ,ale za nie ,nie chcą płacić np. za angielski .Z artykułu wynika ,że to jest już taki standard,że ... za to pracownikowi się nie płaci.
                    Kuurw3a miałem nosa nie uczyłem sie angielskiego (tylko tyle żeby poczytać) ,a zamiast angielskiego znam niemiecki :)
                    Taaaka kasa poszłaby,na lektoraty itd. a tu nic ,nawet złamanego euro za to bym nie dostał
                  • Gość: LiMa IP: *.216.84.238.dyn.user.ono.com 20.05.13, 14:11
                    Po zrobieniu studiów, biegłej znajomości 2 jezyków, studiach podyplomowych i kursach za własne pieniądze i tak przeciętny polski szef cię nie zatrudni, bo jesteś za dobry i boi się, że go wygryziesz.

                    Ja właśnie zrobiłam sobie rok przerwy od pracy zawodowej - wyjechałam na stypendium naukowe przy okazji doktoratu (który w karierze mi bardziej zaszkodzi niż pomoże ale robię go dla siebie). Na kursie bym nie opanowała tak języka obcego jak mieszkając za granicą. Wrócę do PL na rok, by skończyć ostatni rok studiów i będę drążyła dziurę w brzuchu mego partnera byśmy zaczęli się rozglądać za pracą za granicą.
          • Gość: edek IP: *.icpnet.pl 18.05.13, 16:40
            > Nie wiem jak ty, ale my sami piszemy sobie w polsce software i sprzedajemy go m
            > iedzy innymi do niemiec.

            gimbus pochwal sie co to za software sprzedales do niemiec
            • 19.05.13, 07:22
              Gość portalu: edek napisał(a):

              > > Nie wiem jak ty, ale my sami piszemy sobie w polsce software i sprzedajem
              > y go m
              > > iedzy innymi do niemiec.
              >
              > gimbus pochwal sie co to za software sprzedales do niemiec

              Komplet wytrychów do Audi i furgonetkę Rumunów
      • 18.05.13, 12:22
        To czego uczyłeś sie w podstawówce? Czego uczyłeś sie w liceum?A na studiach jakoś nie miałes lektoratów jezykowych?Wszystko to aż dziwne, teraz studenci nie mają jezyków na studiach? I gdybym miał taką sytuacje jak Ty-nic mnie w Polsce nie trzyma-partner, który nie chce wyjechać, itd. -to przeciez bym sie nie zastanawiał, poszełbym najwyżej prywatnie na intensywny kurs żeby sie z jezykiem oswoic bardziej jeśli byłem matołkiem i w szkole mi sie uczyć nie chciało i dawno bym wyjechał. Co ty jeszcze robisz? Chyba ci dobrze tak jak jest skoro nie pracujesz ani w zawodzie ani nie wyjechałeś:P
      • Gość: miki IP: *.static.espol.com.pl 19.05.13, 11:50
        "Urząd pracy oferuje różne kursy, owszem, ale jest haczyć. Muszą przynieść zaświadczenie od przyszłego pracodawcy, który zobowiązuje się na zatrudnienia kursanta min. na 3 miesiące.
        Tutaj droga się zamyka! "
        szkolenia oferowane przez PUP nie wymagaja zadnych zaswiadczen od przyszlego pracodawcy, sa finansowane ze srodkow UE i calkowicie darmowe, malo tego - PUP zaplaci nawet stypendium na czas szkolenia, kwota zalezna jest od tego na jakie szkolenie sie dostaniesz. te kursy o ktorych piszesz, sa znajdowane samodzielnie przez bezrobotnego, to ona ma wyjsc z inicjatywa i znalezc przyszlego pracodawce, wtedy placi PUP a nie UE. warto jednak probowac az do skutku, bo mozna zdobyc nowy zawod lub podniesc kwalifikacje w wyuczonym.
    • Gość: ałtplejsment IP: *.zax.pl 13.05.13, 17:54
      Czego pragną pracodawcy?
      Loda za friko.
    • Gość: Jan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.13, 18:09
      20 to letnego eksperta z 10 cio letim doświadczeniem, gotowym do zapierdzielania za 900 netto. 12h na dobe. Ewentualne nadgodziny rozliczone za rok.

      Co oferuje?

      "Prace w dynamicznym zespole"
      "Atrakcyjne wynagrodzenie"

      i i inne glupoty weryfikowanedpiero pierwszego dnia umowa na czas okreslony llub umowa o dzielo.


      Trzy jezyki obce? A moze od razu 10! na dodatek umiejetnosc programowania i testowania i starania sie o unijne dotacje.

      mam ppomysl na idealne ogloszenie oferujace prace:

      Zatrudnie losia gotowego zapierdzielac na mnie za miske ryzu i 20 PLN kieszonkowego (niech znaja laske Pana). Wymagania:
      -101 jezykow obcych
      -umejetnosc programowania w C++, C#, Java, Delphi, Python, znajomosc MySQL, PHP, Ajax
      -uiejetnoc administracji systemami Unix, Windows Solaris
      -programowania asemblerowego
      - pisanie dokumentacji na zamowienie,
      - obsluga maszyn budowlanych i uprawnienia
      -uprawnienia architekta, elektryka, hydraulika i innych
      -prawo jazdy kategorii A, B, C, D, E, F, G, H i na promy nasa. (licencja pilota Airbusa A320 mile widzana)
      -kreatywnosc, dostepnosc, umiejetnosc pracy w grupie
      - umiejetnosc bycia koniem w przyszlym zyciu

      • Gość: księ IP: *.dynamic.chello.pl 13.05.13, 18:38
        W MŁODYCH DUPACH SIĘ TYM młodym dupom z HR poprzewracało, bo się dawno do dupska nie nalało!!!!
        Niech sobie jako słup popracuje w księgowości to gó...ara zobaczy, co ludzie przeżywają i do czego się ich zmusza za cudze wałki
      • 13.05.13, 21:13
        Albo aplikujesz do nieodpowiednich firm, albo odwalają cię na rozmowach kwalifikacyjnych, albo oczekujesz zaraz po studiach dyrektorskiej pensji.

        Tak nawiasem mówiąc te wymagania, które wymieniłeś to zebrane razem stanowią stek bzdur i nie wierzę, by jakakolwiek firma dała takie ogłoszenie. Młody człowiek zaraz po studiach niewiele potrafi, chociaż on sam bywa odmiennego zdania. Firma musi w niego zainwestować - szkolenie i przyuczenie, przez pierwszy okres do niego sporo dopłaca, mimo niskiej pensji, dopiero po pewnym czasie zaczyna na jego pracy zarabiać. A te koszta bywają spore, często o wiele wyższe od jego pierwszych pensji – np. szkolenia zagraniczne, zaangażowanie innych pracowników do pomocy, przyuczania, oraz nadzorowania i naprawiania jego błędów. Bywają stanowiska, gdy taki okres to minimum dwa lata. Jeśli taki człowiek nie robi postępów, to płacenie mu jakiejkolwiek pensji jest wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Jeśli się sprawdza to trzeba mu podnosić płacę, żeby nie odszedł do konkurencji, która nie zainwestowała w jego szkolenie ani grosza. W firmie w jakiej pracuję zatrudniono ostatnimi laty sporo młodych ludzi do działów technicznych, początkowo za małe pieniądze. Dziś większość z nich została i zarabia znacznie więcej, a ich wartość na rynku pracy jest wielokrotnie wyższa niż gdy zaczynali.

        Bywa i tak, że ktoś nie może znaleźć pracy bo ma wredny wygląd, zachowuje się arogancko i wzbudza negatywne odczucia. Krzyczy swoim zachowaniem, że nie potrafi współpracować w grupie. Takich nikt nie chce zatrudnić, bo tacy potrafią rozchrzanić najlepszy zespół.
        • Gość: Jan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.13, 15:54
          Wielka przesada nie sa. Prace mam, robie co lubie. Nie udala Ci sie analiza Panie Freud. Moze cos o mojej matce?

          Wracajac do sedna. Przesadzone oferty, rozbuchane wymagania pracodawcow to fakt. Wystarczy sprawdzic dowolny portal z "ogloszeniami'. POmijam fakt, ze sa nieszczere i kopiowane.
        • Gość: Jan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.13, 21:39
          Dowod:

          Oto oferta z IT:

          stanowiska
          Dla naszego Klienta, jednej z firm działającej na rynku usług finansowych skierowanych dla klientów indywidualnych, poszukujemy osoby z doświadczeniem w pracy w technologii PHP oraz programowaniu i zarządzaniu bazami danych MySQL na stanowisko:


          Programista (PHP, MySQL)
          Miejsce pracy: Warszawa
          Nr ref.: PROG/2013

          Wymagania:

          · Wykształcenie wyższe o profilu informatycznym
          · Bardzo dobra znajomość języka PHP poparta minimum 2-letnim doświadczeniem w tworzeniu rozwoju aplikacji w tej technologii
          · Ugruntowane doświadczenie w tworzeniu, programowaniu i zarządzaniu bazami danych MySQL
          · Doświadczenie w administracji serwerami opartymi na platformie Linux, a także umiejętność pracy w tym środowisku
          · Umiejętność pracy w zespole, dokładność oraz wysokie umiejętności analityczne i zdolności komunikacyjne
          · Znajomość języka angielskiego na poziomie umożliwiającym swobodną komunikację
          ·Znajomość programów do obróbki graficznej(Photoshop,Corel,Illustrator)
          · Wysokie umiejętności analityczne
          · Zaangażowanie w pracę, odpowiedzialność i silne nastawienie na powierzone zadania

          Szukaja lingwisty, matematyka, admina grafika i programisty PHP w jednym :P
          • Gość: cminusminus IP: *.dynamic.chello.pl 18.05.13, 14:56
            Obecnie w IT to norma.
            I albo dostosujesz się, albo zdychasz, proste :)
            • Gość: Jan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.13, 20:24
              Ale na czym polegac ma norma? Ze ktos szuka programisty PHP/MySQL, administratora sieci i grafika w jednym?

              Dobre....
              • Gość: Jan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.13, 21:52
                Skoro szukaja specjalisty od PHP i zarzadzania bazami danych, to moze wyjasnisz co robi w tym zestawieniu administracja serwerami linux, windows lub obsluga programow graficznych Corel, Photoshop, Illustrator? Amoze dodatko Indesign i sobie ksiazke napisza? Dodoatkowo male doswiadczenie w poligrafii :P smieszne. Juz nie wspomne o tej sporej czesci dotyczacej analityki....
        • 18.05.13, 12:29
          Gościu podał wzór idealnego ogłoszenia jakie mogłoby sie ukazać by sprostać wymaganiom pracodawcy wzgledem kandydata, a wiadomo, że i tak nikt na coś takiego nie odpowie kto spełniałby połowe wymagań:P
        • Gość: Rafa(L) IP: *.dynamic.chello.pl 19.05.13, 20:08
          To jest Nieprawda że młodzi nic nie umieją.

          Firmy są cwane i mogę to powiedzieć na swoim przykładzie. Po co płacić doświadczonemu pracownikowi jak młodszy może pracować za ułamek jego pensji.

          Skończyłem Budownictwo na Politechnice Warszawskiej, popracowałem w małej 20 osobowej firmie przez rok która była podwykonawcą i następnie przeniosłem się do bardzo dużej firmy która robiła Generalne Wykonawstwo.
          Przemysłówka, Elektrociepłownia Siekierki. Wartość konstraktu 45 milionów.
          Jak rozmawiali ze mną o przyjęciu to oczywiście miałem być Inżynierem Budowy - pensja 2500zł netto i normalne zadania jak dla świeżego młodego pracownika.
          Po zatrudnieniu okazało się że kierownik budowy (z pensją 12000zł netto ) odchodzi do Warbudu a ja mam go zastąpić w jego obowiązkach. W połowie budowy z rozgrzebanym placem.
          Oczywiście nie płakałem a po prostu uznałem to za świetną okazję do wykazania się w wieku 26lat. Nie dość że "promocyjnie" wykonałem pracę którą powinien zrobić kierownik budowy to jeszcze kontrakt na koniec wyszedł na 10 000 000 zł na plus i skończyłem miesiąc przed terminem.
          Oczywiście nikt mi nawet nie podzienkował, nie dostałem ani podwyżki ani premii.
          Wszyscy mi pogratulowali tylko tego że się nadaje i pewnie w przyszłości zostanę kierownikiem budowy po zrobieniu uprawnień.
          Następna budowa i następny kontrakt
          Nie mam uprawnień więc ktoś daje podpis a ja robię całą robotę.
          2 lata Kozienice, pensja nadal 2500zł, bez premii , nadgodzin. Faktyczne stanowisko Inżynier Budowy, obowiązki jak Kierownik Budowy.
          Kierownik Budowy (dodatek funkcyjny za to że raz na tydzień pojawia się na budowie na pół godziny dostaje 5000zł) jest nieobecny, chwali że dobrze mi idzie i będą ze mnie ludzie. Wartość kontraktu 33 miliony, zarobione 6 000 000 na plus do firmy, skonczone 3 miesiące przed oficjalnym terminem. Inni dostają ordery, ja bez podwyżki , bez premii.
          3 inwestycja Włocławek upominam się o swoje - 800zł podwyżki ale dostaje to tylko na czas inwestycji - 3300zł netto.
          Mam 29lat i robię inwestycję za 19 milionów. Ma trwać 1,5 roku. Schemat jak wcześniej ja stanowisko Inżynier Budowy, ktoś tam daje podpis kasuje masę pieniędzy a na budowie jest raz w tygodniu na chwilkę. Czytaj rodzina zarabia a młody niech odwala całą robotę.
          5 000 000zł na plus i pół roku przed terminem.
          W firmie wszyscy się aż dziwią jak to możliwe, mówią że to chyba najlepiej, najspokojniej poprowadzona inwestycja na przestrzeni ostatnich 10 lat.
          Robię upranienia i w wieku 32 lat liczę na to że ktoś mnie doceni.
          Okazuje się że przychodzi kryzys i nie dość że odbierają mi dane wcześnie 800zł (czyli powracam do pierwotnej pensji) to jeszcze mam mieć stanowisko Kierownika Budowy i wszystko firmować swoim podpisem.
          Miałem dość. Zacząłem szukać innej pracy.
          Trafiła się firma francuska, szef Francuz, reszta polacy. Zacząłem od 3500zł netto. Dziś po 3 latach zarabiam 8000zł na rękę. Robię tylko to co mam zapisane w zakresie obowiązków. Do tego premia od tego co firma zarobi na kontrakcie który prowadzę, premia za wcześniejsze wykonanie zadania, premia na koniec roku i normalne warunki pracy bez układów że ktoś odwala całą robotę a ktoś inny spija śmietankę. Nie musiałem się o nic prosić, jak szef zobaczył że ma dobrego pracownika sam wszystko dał.
      • 18.05.13, 12:27
        ertów:)
        Kiedyś wymagali :
        -do 25lat
        -biegle 3 jezyki obce
        -zrobione MBA
        -min.5 lat na kierowniczym stanowisku w miedzynarodowym koncernie
        o pracy, wymaganiach, wynagrodzeniu żadnej informacji. Za to praca dla firmy krzak bądź maleńkiej firemki, która sama nie wie co ma robić i jak zarabiać, a jak ty dla niej zarobisz 2500zł tygodniowo to miesiecznie zapłacą ci 600zł:P
    • 13.05.13, 18:58
      a reszta jakos bedzie...
      • 13.05.13, 21:24
        Jeśli niczego nie potrafisz, a twoja praca przynosi więcej strat niż pożytku, bo trzeba po tobie poprawiać, jeśli nie chcesz się uczyć i poprawić jakości swojej pracy, to płacenie ci jakiejkolwiek pensji jest wyrzucaniem pieniędzy w błoto.
        • 13.05.13, 22:02
          ...
        • 18.05.13, 19:24
          I to partii wzajemnej adoracji jakis opoznionych w rozwoju cywilizacyjnym monetarystow, dla ktorych Adam Smith wiecznie zywy. Innymi slowy: przemawiasz Gazeta. I to bynajmniej nie The Times, ze o Guardianie czy Independent nawet nie wspomne.
          Czasem masz racje: tez uwazam, ze lepiej zatrudnic bystrego czlowieka bez dyplomu (bo gdy bedzie trzeba, to i dyplom po godzinach zrobi), nizli bierna, bezmyslna dziumdzie z licencjatem, albo nawet i magisterium z Grojca, co - jak tu jedna - kawy kolegom nie zrobi, bo przeciez 'nie ma w obowiazkach' (a ludzka wzajemna zyczliwosc to co?).
          Potwornie irytujacy jest natomiast typ twego dyskursu - nadymasz sie jak wszystkowiedzacy balon i moja zlosliwa natura domaga sie zawolac jak w pokerze (a gram dobrze): "Sprawdzam!". Niestety, w necie nie da sie tego zrobic. ;(
          Generalnie twierdze, ze nie masz racji - twoja pogarda dla pracownika miejscami wola o pomste do nieba, mimo przybrania jej w pseudo-kulturalne slowa, a twoja 'lepsiejszosc' az wali w ekran monitora, choc - jesli chodzi o gre ekonomiczna - to tak naprawde guzik wiesz.
          1) Polska nie jest 'biednym krajem' - macie tylko skandalicznie dzielony dochod narodowy, co kreuje siedliska nedzy i narastajacego spolecznego buntu. Nawet w UK, gdzie i zdaniem Camerona placowe nozyce za bardzo sie rozwarly (co tworzy armie zasilkowcow), placa minimalna to 45% placy sredniej; w Polsce ok.33%. A jesli chodzi o statystyki EU, to w kategorii 'poziom zycia obywatela' jestescie aktualnie na przedostatnim miejscu. I nadal lecicie na pysk, bo w ub. roku w tejze kategorii wyprzedzila was nawet i Litwa (podczas gdy Czechy wziely z rozbiegu ...UK).
          2) Z uporem zabawnego 'kapitalistycznego' nuworysza wszelkie bledy chorej polskiej 'demokracji' zwalasz na komune, choc wystarczy jedynie porownac wasz kraj z Czechami czy Estonia by wiedziec, ze nie komuna polskim bolaczkom winna, ale ...zgarnianie do siebie typowego nadetego polskiego chama. I jego troska o to, by 'ten inny' mial...gorzej:)
          3) Twoja ekonomiczna slepota (przy pseudoekonomicznych "mundrosciach") sprawia, ze czesto sam sobie przeczysz. Jak w poscie nizej: mowisz o niskiej polskiej wydajnosci pracy, co wplywa na poziom plac (do tego miejsca racja). Zauwazasz nawet, ze owa niska wydajnosc nie zawsze jest wina pracownika (o Bialy Wielki Bwana, dzieki choc za to!), ale juz nie stac cie - w przeciwienstwie do czlowieka Zachodu - na dotarcie do sedna sprawy i uczciwe stwierdzenie, ze to polscy pracodawcy: managerowie i wlasciciele firm sa - uczciwszy uszy - do dupy! A sa do dupy (i powinni dla dobra firm odejsc na zielona trawke), bo albo nie potrafia zorganizowac ludziom pracy, albo firmy nie chca czy nie potrafia zmodernizowac i dofinansowac, a zazwyczaj i jedno, i drugie.
    • Gość: Tomato IP: *.play-internet.pl 13.05.13, 19:57
      Czego pragną? Doświadczenia i niskich oczekiwań. Młodzi w większości nie mają gdzie tego doświadczenia zdobyć i kółko się zamyka. Polska to nie jest kraj dla ludzi, ani młodych, ani starych. Jeszcze kilka lat, trochę inwestycji w siebie, i uciekam. Baj baj zjeba.ny kraju.
    • Gość: SL IP: *.cm-7-2b.dynamic.ziggo.nl 13.05.13, 20:05
      Dziękujemy specjalistom od rekrutacji za podpowiedzi.
      Jakże musi to być śmieszne, gdy większość kandydatów powiela te same lub podobne frazesy na rozmowie o pracę?
      Poza tym - dla "mniej atrakcyjnych" i prostych zawodów nie trzeba wielkiej rozmow rekrutacyjnej - pracodawca dobierze sobie zawsze osobę względnie tanią i spełniającą jej względy "estetyczne" (tj. zadbana osoba, która wzbudza wrażenie solidnej i odpowiedzialnej).
      W przypadku specjalistów - liczą się umiejętności i ogólna samoprezentacja (wygląd, elokwencja, zdecydowanie, uprzejmość i te pierwsze 10 sekund w trakcie którego wymienia się uścisk dłoni). Reszta to duperele, które racjonalnie myślący rekruter rozumie - przerwy w pracy, wakacje, bezrobocie, itp.
      Jak w regionie jest 1000 bezrobotnych i 50 miejsc pracy to nie ma szans, aby wszyscy byli szczęśliwi. Po roku trudno oczekiwać, że pozostałe 950 osób znajdzie pracę i będzie wymyślać, że opiekowało się mamą przez rok, lub leczyło chore gardło. Po prostu - nie ma pracy, więc nie ma możliwości zdobycia doświadczenia w pełnym wymiarze.
      Każdy szuka jak może. Jedni wyjadą poza swoją miejscowość, inni nie.
      Trzeba po prostu myśleć i rozmawiać normalnie, traktować drugą osobę normalnie. Wtedy jest mała szansa na sukces.
      Pozdrawiam
      • 13.05.13, 21:31
        Masz dużo racji co do chemii, że pierwsze sekundy często decydują. Ale u nas każdego kandydata przepytuje się z podstaw wiedzy niezbędnej w branży. Mój szef zatrudnił kiedyś gościa, ktorego chemia była dość trudna, ma talent do wnerwiania ludzi. Początkowo się z nim ścinałem, ale ..., dograliśmy się. Okazał się świetnym fachowcem i bardzo dobrym kolegą, dzis jest moją prawą ręką.
    • Gość: Tomato IP: *.play-internet.pl 13.05.13, 20:08
      Jeszcze słówko. Bo wcześniej nie przeczytałem artykułu, a teraz zacząłem i dojechałem do momentu
      "złożenie wypowiedzenia i wyjazd na roczne wakacje w większości przypadków oznacza, że nie uda się wrócić na stanowisko tego samego szczebla, do równie atrakcyjnej firmy i z tą samą pensją".
      Dalej nie czytam, bo po pierwsze domyślam się, co te głupie ci.py z HRu naopowiadały, a po drugie szkoda mi czasu. Cóż, już z tego wynika, że artykuł będzie traktował nie o ludziach, a o wołach roboczych. Polska to chyba jedyny cywilizowany (czy na pewno?) kraj, w którym człowiek żyje, żeby pracować i mieć z tego prawdziwe gów.no W innych cywilizowanych krajach ludzie też ciężko pracują, na pewno, ale tam byle cieć zarabia więcej niż u nas niejeden inżynier.
      • Gość: Koval IP: *.dip0.t-ipconnect.de 13.05.13, 20:19
        Tomato nie napinaj sie tak. I tak masz tylko 4 wyjscia - albo ulozonego czlonka rodziny, albo mozesz trafic do haeru jak masz predyspozycje lub ulozonego czlonka rodziny, zalozyc wlasny biznes, jesli jestes taki cfany, abo wyjechac (z tym, ze nie mysl sobie, ze jak wyjedziesz to nasypia ci ojro ewentualnie pfunty szuflami)
        • Gość: Sylwester IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.13, 20:36
          [...] lub założyć własny biznes, jeśli masz ułożonego członka rodziny.
          Każdy zdaje sobie sprawę, że jeśli decyduje się na wyjazd poza granice kraju nie będzie łatwo. To oczywiste. Są trudności, którym można podołać.
          Chodzi o to że każdy chciałby pracować. Uczciwie być wynagradzanym za pracę.
          Może nie będa sypać erakami bądź funtami po szufladach, za to stać będzie na utrzymanie się, życie w każdym aspekcie tego znaczenia, brak zmartwień jak przetrwać do ostatniego i spłacić ratę. Przy dobrym gospodarowaniu finansami starczy "euraków"/"funciaków" by wspomóc swoją rodzinę.
          Tak obrazuje się życie przeciętnego pracownika na zachodzie. W Anglii, Niemczech, Holandii...
          • 13.05.13, 21:56
            Niestety Polska jest nadal biednym krajem Unii. Po komunie odziedziczyliśmy zrujnowaną gospodarkę. Źle się rządzimy, czemu jesteśmy sami współwinni bo rządzących sobie wybieramy na swój obraz i podobieństwo. Jest cały szereg przyczyn, dlaczego w Polsce jest bardzo niski stopień aktywizacji zawodowej (niewiele przekraczającej 50% a to prawdziwa tragedia, przy czymś takim średnia praca MUSI być niska). Generalnie przyczyną jest to, że jesteśmy krajem postkomunistycznym, gdzie prawdziwych fachowców jest cały czas jest o wiele za mało, a za to są olbrzymie rzesze pracowników (potencjalnych, bo głównie na bezrobociu) o niskich kwalifikacjach. Przy czym wśród tych ostatnich jest wielu ludzi legitymujących się nic nie wartym dyplomem prywatnej pseudouczelni. Niestety współczesna gospodarka potrzebuje i opiera się na fachowcach. Przez taki stan rzeczy cierpią wszyscy zatrudnieni, także ci o średnich kwalifikacjach, bo parcie na obniżanie płac jest ogromne.

            Co ciekawe, niewielu zdaje sobie sprawę, że rzeczywiste koszty pracodawcy gdy zatrudnia pracownika to znacznie więcej niż jego pensja netto, często 2 lub 3 razy więcej. Praca w Polsce jest straszliwie opodatkowana, także przez to, że tak niewielu ludzi OFICJALNIE pracuje i pokazuje swoje PRAWDZIWE dochody.

            A jeszcze mniej wie o tym, że wbrew pozorom koszty pracy w Polsce wcale nie są tak niskie, jakby to wynikało z mediany zarobków netto. O kosztach pracy decyduje nie tylko koszt roboczogodziny, ale także wydajność pracy, czyli liczba roboczogodzin jaką trzeba zużytkować na wykonanie rzeczy. A ta w Polsce jest niska. Tu jest wiele przyczyn, najczęściej nie z winy pracownika. Ale to nie zmienia faktu. Jeśli ktoś, kto kosztuje 100 zł/godz wykona co potrzeba w 10 godzin, to jego praca kosztuje tyle samo co człowieka, który za 10 zł/godz wykona to samo w 100 godzin. Mało tego, jest bardziej opłacalna bo wykonana szybciej.

            I dlatego w krajach rozwiniętych za pensję mozna kupić znacznie więcej i godziwie za to żyć. W Polsce praca jest nisko opłacana, ale koszty życia już takie niskie nie są. Najbardziej z tego niezadowoleni są Polonusy z USA, którzy chcieliby, żeby tak jak kiedyś, za pracę na zmywaku mogli tu przyjeżdżać z dolarami i strugać wielkie paniska. A to wszystko wina Tuska;)
            • Gość: rotflma0 IP: *.prenet.pl 13.05.13, 22:09
              i 10 murarzy, ile ci murarze muszą zapie...ć aby zarobić na inżynierów
              • 13.05.13, 22:11
                a na ch...j mi murarze, skoro ja niczego nie buduję?
                • Gość: rotflma0 IP: *.prenet.pl 13.05.13, 22:14
                  daje Ci przykład
                  • 13.05.13, 22:27
                    W dzisiejszych czasach ludzie zatrudnieni w fabryce bezpośrednio przy produkcji stanowią często nie więcej niż 10% ogółu w niej zatrudnionych. I często są najniżej opłacani, bo mają stosunkowo najniższe kwalifikacje obsługując proste w obsłudze maszyny. Duża fabryka zatrudnia zarząd, dyrekcję, księgowość, nadzór finansowy, logistykę (czyli w uproszczeniu zaopatrzenie), marketing (nie mylić ze sprzedażą), sprzedaż, ekspedycję, magazyny, biura projektowe, technologów, kontrolę jakości, stację prób (to nie to samo), prawników, służby (najrózniejsze), ochronę itp. itd. I one wszystkie SĄ POTRZEBNE. Taki model manufaktury, gdzie na 100 zatrudnionych tylko 10 było spoza bezpośredniej produkcji był dobry jeszcze 50 lat temu. Ale już od dawna nie jest. W niektórych fabrykach montażystów już nawet nie ma, zastąpiły ich roboty.
            • Gość: rotflma0 IP: *.prenet.pl 13.05.13, 22:15
              polsce?
              • 13.05.13, 22:35
                Jeśli ma lepiej zorganizowaną pracę, na nic nie musi czekać, wszystko ma dokładnie na czas, to o wiele więcej
            • Gość: Niko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.13, 10:27
              pawelekok napisał:

              ty to jesteś ku*wa debil do sześcianu
              • Gość: cminusminus IP: *.dynamic.chello.pl 18.05.13, 15:02
                Twój przedmówca padł porażony tym argumentem.
          • 18.05.13, 12:40
            Wszystko zalezy od pracy i kraju w jakim sie znajdziesz. Moge mówić tylko o UK, które troszke znam. Jeśli jedziesz to najlepiej do już znalezionej pracy, szukaj przez internet. Jeśli znajdziesz prace jako specjalista, informatyk z pensją minimum Ł21K rocznie to super-wtedy bedzie cie stać na życie itd. Jesli bedziesz miał zwykła prace-jak wiekszość Anglików i emigrantów, z mała pensją Ł12-15K rocznie-co jest najczestsze-to stac cie bedzie:
            -szcześliwe i biedne życie
            -wynajecie jedynie pokoju a nie kupno domu czy wynajecie mieszkania
            Łatwiej jeśli jadą dwie osoby-jedna pracuje na mieszkanie-druga na życie i oszczednosci-wtedy zgoda. Jeśli znalazłoby sie para informatyków, obaj jadący do pracy i z pensją to tylko Londyn-miejsce wszelkich możliwości na świecie i dalszego rozwoju. Inaczej możesz przeżyć lata marzeniami o lepszej przyszłości ale przynajmniej żyjesz w nadzieji, że kazdego dnia możesz miec szanse, a robiąc szkolenia, kursy te szanse powiekszasz. W Polsce wegetujesz, masz jedynie nadzieje, ze bedziesz zarabiać zero a pracować w dziedzinie jaką znasz i lubisz, inaczej to już lepiej iść pracować w Polsce do restauracji na kuchni i opierniczać wszystkich dookoła-a najwiecej szefów za błedy i braki aż cie po 3 dniach wyrzucą-jako że nikt nie bedzie sie przejmował jak byc powinno, a ma być tylko zero koszów -w tym pracowniczych-i zysk z baranków bozych odwiedzających lokal:P
    • 13.05.13, 20:35
      Zgadzam się ze wszystkimi komentarzami HR-ówek. Preferowane jest doświadczenie, ale na niektóre stanowiska potrzebne jest konkretne wykształcenie i uprawnienia. Co do języka nie dajmy się zwariować. Najważniejsze by był to ten właśnie język i opanowany w stopniu niezbędnym, jaki będzie potrzebny do wykonywania obowiązków na stanowisku pracy. Często ważniejsza jest wtedy perfekcyjna znajomość terminów technicznych niż bardzo płynna wymowa i opanowanie języka literackiego, które mogą być już na nieco niższym poziomie (zauważyłem, że zazwyczaj albo ktoś dobrze zna słownictwo techniczne, albo ogólne, rzadko zdarzało się połączenie). Oczywiście są zawody, gdzie potrzeba poliglotów, ale to rzadkość. Angielski, prawo jazdy oraz opanowanie podstawowych programów to dziś standard. Nie jest potrzebny dla sprzedaży w sklepie spożywczym czy obsługi prostej maszyny, ale w większości zawodów już tak. W moim przypadku wykonuję zawód, do którego nie posiadam niezbędnego wyższego wykształcenia (politechnicznego lub ekonomicznego, jestem po kierunku humanistycznym), ale mam olbrzymie doświadczenie (ponad 25 lat pracy) i z firmy nie chcą mnie puścić. trudno mówić też o zaśniedzieniu, przez te 25 lat firma zmieniała się ogromnie a i ja wykonywałem najróżniejsze rzeczy. Uwaga, coraz trudniej o dobrych specjalistów wśród młodych ludzi, niestety kłania się obniżenie poziomu edukacji w Polsce. Dlatego zachęcam młodych ludzi by aplikowali nawet, gdy nie spełniają wielu wymagań. Może się okazać, że firma zaryzykuje ich zatrudnienie jeśli podczas rozmowy kwalifikacyjnej wykażą się bystrością umysłu oraz przekonująco zadeklarują chęć nauki i rozwoju. Pod warunkiem, ze nie będą mieli zbyt wygórowanych wymagań płacowych. Jeśli się sprawdzą, firma sama będzie im podnosić zarobki żeby nie odeszli do konkurencji, jesli nie, to się z nimi rozstanie. Podobnie osoby starsze, które są dobrymi specjalistami a podciągnęły się w kierunku standardu jw. (język, prawo jazdy, komputer) mogą ryzykować aplikowanie pomimo kilkuletniej nieobecności na rynku pracy. Muszą się wtedy jednak liczyć z tym, że na początku zaoferuje się im niższe zarobki.
      • 13.05.13, 22:07
        > Co do języka nie dajmy się zwariować. Najważniejsze by był to ten właśnie ję
        > zyk i opanowany w stopniu niezbędnym, jaki będzie potrzebny do wykonywania obow
        > iązków na stanowisku pracy.

        Dokładnie. Z reguły wystarczy poziom B2. Biegła znajomość to bzdura, chyba że ktoś ma być tłumaczem.

        > (zauważyłem, że zazwyczaj albo k
        > toś dobrze zna słownictwo techniczne, albo ogólne, rzadko zdarzało się połączen
        > ie).

        W mojej firmie standardem jest dobra znajomość języka ogólnego i technicznego.

        > Angielsk
        > i, prawo jazdy oraz opanowanie podstawowych programów to dziś standard.

        Z prawem jazdy nie przesadzaj. Jest bardzo przydatne, ale aktualnie pracuję w piątej poważnej pracy i nigdzie nie wymagali prawa jazdy. Co do "podstawowych" programów - dla róznych stanowisk mogą być inne.

        > Może się okazać, że fir
        > ma zaryzykuje ich zatrudnienie jeśli podczas rozmowy kwalifikacyjnej wykażą się
        > bystrością umysłu oraz przekonująco zadeklarują chęć nauki i rozwoju.

        To jest nierzadko ważniejsze niż posiadana wiedza.

        • 13.05.13, 22:17
          Jak słusznie zauważyłeś, wymagania bywają różne i dostosowane do konkretnych potrzeb. Trudno pisać na taki temat bez uogólnień. Ale jak zrozumiałem generalnie zgadzasz się z moją wypowiedzią. A co do znajomości języka technicznego i ogólnego, źle to zapisałem. Powinienem napisać nie dobra, a perfekcyjna, z tym się chyba zgodzisz? Przy czym chodzi o perfekcyjną znajomość języka technicznego z konkretnej branży. Jeśli jej nie ma, przy czytaniu tłumaczeń niektórych broszur czy instrukcji można boki zrywać ze śmiechu. Ale dla firmy, nie jest to już takie zabawne, traci twarz u Klienta, jeśli cos takiego wypuści, a źle przetłumaczona instrukcja może być przyczyną tragedii i wyroku sądowego.
          • 14.05.13, 07:56
            Źle przetłumaczona instrukcja czy broszura to masakra. W firmie, w której kiedyś pracowałem (lata 1994-1998), broszurę o wyłącznikach instalacyjnych przetłumaczyła asystentka dyrektora, gdyż wtedy była tam jedyną (oprócz dyrektora i jego syna), która znała jako tako angielski (oceniam, że na poziomie B1). Tłumaczenie było bublem nie z tej ziemi. Dwa kwiatki, które pamiętam do dziś: "by means of screws" zostało przetłumaczone jako "przez środki śrub", zaś "miniature circuit breaker" został przetłumaczony jako "miniaturowy przerywacz obwodów" zamiast "wyłącznik instalacyjny".
            • 20.05.13, 12:51
              To ja znam lepsze:
              - Main Supply Circuit Breaker = Łamacz Głównego Obwodu Zaopatrzenia
              - Power Cables = Kable władzy
              - trip value = koszt podróży
              i podobne kwiatki
      • 18.05.13, 13:04
        mniejsze wymagania finasowe? Powiem ci tak: kocham moją dziedzine na której sie znam i wysarczy mi ze bede zarabiał wedlug swojej oceny biednie ale bede robił to co lubie. Chciałbym z drugiej strony nauczyc sie czegoś nowego, zdobyć nowe specjalizacje-ale do tego potrzeba i nauki/którą nie wiem gdzie pozyskać, bo słyusze że studia w Polsce nie uczą i nie zapewniają pracy/oprócz wyjatków/. Jestem za stary, bo nie mam do 25 czy 30lat-wiec nigdzie mnie nie przyjmą. Gdyby firma była odlotował i pozwoliła mi sie uczyć pracy i nowych rzeczy "on the go" i rekami w kompie razem z kimś, to cześcią mojego wynagrodzenia byłoby właśnie szkolenie i mógłbym pracować dla takiej firmy za samo opłacenie mi składek ubezpieczeniowych. Tylko co po tym jak sie czegoś naucze po roku? Czy tez bedzie to bezpłatny staż?
      • 18.05.13, 15:34
        Co do języków obcych to naprawdę nie dajmy się zwariować.
        Od 15 lat pracuję jako informatyk (a jestem po słynnej politologii), ostatnio dochrapałem się architekta systemów (w bardzo poważnej firmie). Angielski znam technicznie, ostatnio dogadałem się bez problemu z niemiaszkami co to na całą europę etc etc... ale wizyta w australii ujawniła z całą mocą moją niemoc porozumiewania się o dupie maryni :)
        Wszyscy informatycy z którymi pracuję znają ten język na miej więcej tym samym poziomie, czasem lepiej, czasem gorzej.
        Co do politologii to zaleta jest taka (i mówię ogólnie o humanistach), że znam język polski, i bardzo często gdy trzeba napisać MAILA (wiecie, taki ważny, do wszystkich świętych, z poprawną składnią), to panowie po polibudzie przylatują do mnie bo ja znam... słowa :)
        Co do zatrudniania nowych, nam wystarczą chęci do pracy, jak student powie: mam w domu taki serwerek i na nim sobie dłubię, to już jest nasz, jak przyjdzie i powie, skończyłem informatykę i chcę 5K, to dalej nie gadamy z nim ;)
    • 13.05.13, 21:54
      Jak można wymagać od kogoś, kto skończył studia, biegłego posługiwania się dwoma językami obcymi? Biegła znajomośc to znajomość na poziomie osoby, dla której dany język jest językiem ojczystym. Bez wyjazdu do danego kraju na kilka lat człowiek raczej nie nauczy się języka biegle.

      W większości wypadków wystarcza znajomość na poziomie B2. Ja znam angielski na poziomie C1 i niemiecki na B2. Wystarcza w zupelności do brania udziału w telekonferencjach z Anglikami czy Niemcami i rozumienia w zasadzie wszystkiego, co się tam mówi, a także do zredagowania listu czy maila i zrozumienia korespondencji otrzymanej. B2 wystarczy inżynierowi w kontaktach z osobami z zagranicy. Nie potrzeba biegłości. Bardzo ważna jest jednak znajomość angielskiego technicznego z działki, w której pracujemy.

      Niech pracodawcy zaczną wymagać znajomości języków na poziomie odpowiednim dla danego stanowiska.
      • 13.05.13, 22:07
        Pracodawcy wiedzą czego chcą i czego wymagają. Problemem są panienki z HR, które "na wszelki wypadek" poprawiają zapotrzebowanie pracodawcy. W rezultacie większość potencjalnych sensownych kandydatów do pracy odsiewa się sama przy czytaniu ogłoszenia. A szkoda. Naprawdę warto zaryzykować. Co ci szkodzi napisać w aplikacji, że znasz biegle? Czego naprawdę pracodawca potrzebuje wychodzi w rozmowie kwalifikacyjnej, gdzie nie rozmawiasz z HRówą tylko z potencjalnym szefem. Jeśli będziesz zbyt pokorny HRówa nawet nie pokaże twojej aplikacji potencjalnemu szefowi, sama cię skreśli.
        • 13.05.13, 22:14
          Co ci szkodzi napisać w ap
          > likacji, że znasz biegle?

          Jeśli wymagali biegłej znajomości, to pisałem, że znam bardzo dobrze. Potem okazywało się, że spodziewali się gorszej znajomości języka :-) Od blisko 10 lat nie musiałem pisać CV, ale argument o biegłej znajomości języka posłużył mi kiedyś do odrzucenia oferty z jednej firmy, która namolnie chciała mnie "złowić" - powiedziałem, że nie spełniam ich wymagań, gdyż nie znam angielskiego biegle, a jedynie na poziomie C1. Przestali mnie męczyć.

          > Czego naprawdę pracodawca potrzebuje wychodzi w rozmo
          > wie kwalifikacyjnej, gdzie nie rozmawiasz z HRówą tylko z potencjalnym szefem.

          W firmie, w której pracuję, nie rozmawiasz z szefem. Masz audyt językowy, przeprowadzony telefonicznie przez wynajętego lektora danego języka (trwa czasami nawet pół godziny), a potem przepytują Cię inżynierowie. Ja czasami także przepytuję zwłaszcza z tego, co delikwent pisze, że zna.
          • 13.05.13, 22:31
            W naszej jeszcze tego nie ma. Muszę podpowiedzieć pomysł wstępnej telefonicznej rozmowy kwalifikacyjnej. Dzięki:)
            • Gość: a IP: *.dynamic.chello.pl 13.05.13, 22:57
              jesssoooo... ale wazelina...
              fuj!
              • 13.05.13, 23:04
                jezu, ale wszystkowiemlepiej i wszystkotosyf i wszyscysąmoimwrogiem błeeeeeeeee
          • Gość: Zoal IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.13, 09:12
            Brzmi jakbyś pracował w Sabre Holding.
            • 14.05.13, 09:31
          • Gość: były tescownik IP: *.ssp.dialog.net.pl 18.05.13, 13:46
            Ja też kiedyś miałem przyjemność w Polsce być na rekrutacji do tesco UK-mieliśmy miec po rekrutacji-na która ściągali kogo sie dało-taka łapanka-i objawieniach że nie można być rasistą-pytanie:jesteście rasistami-oczywiscie nikt nie był:P Objawiono, ze bedzie z nami rozmawiał native speaker po angielsku, a że go nie ma to bedzie do nas dzwonił-ktroś opowiedział, że kiedyś dzwonili do niego jak jechał pociągiem już w drodze powrotnej z rozmowy i go zatrudnili. Ale native sie znalazł, wpuszczali parami. Facet do dziewczyny, która była ok z głupowatym pytaniem, ją zatkało, wiec stwierdziłem że musze ją ratować. Jak ją zatkało wciąłem sie zagadałem do niej i do niego, wyciągnąłem konwersacje za uszy, pogadąło sie troche i przynajmniej nie musiałem cierpieć słuchając dziwnych pytań do mnie bo juz podziekował, a dziewczyny też nie meczył jak sie rozkreciła i wołał nastepnych.
            W sumie to czasem jest śmiesznie. Tylko porażające jest to że duże firmy, organizacje są sztywne i nic oprócz okropnej propagandy nie potrafią zrobić tak jak byc powinno zrobione-właczając tesco-uK a z pewnością także tesco PL:P
      • 13.05.13, 22:53
        Ludzie z pokolenia JP2 jak ich patron znają biegle po parę języków.
        • Gość: prawda objawiona IP: *.ssp.dialog.net.pl 18.05.13, 13:50
          Najcześciej jest to:
          -polski slang
          -rosyjski ze słyszenia od turystów
          -ozorki wołowe
          -ozorki wieprzowe
          -francuski-organoleptycznie
          -łacina-polkso-kuchenna
          -własny jezyk obcy jako melanż ja-ja-fershteyen and butem w mordem achtung yes, yes, yes.
          Dodatkowo cześć młodych zna całkiem dobrze angielski-co jest budujące:)
      • Gość: gosc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.05.13, 23:52
        ".....udziału w telekonferencjach z Anglikami czy Niemcami i rozumienia w zasadzie wszystkiego, co się tam mówi

        no gratuluje odpowiedzialnej pracy. Na conferenca call Inni mowia ty rozumiesz :-)))
        To "w zasadzie"

        Biegla znajomosc jezyka to nie jest poziom native speaker - to jest duzo gorzej ale juz baaaardzo dobra. Jest jeszcze znajomosc perfekcyjna - ale nadal mozna rozpoznac obcego po akcencie i niuansach wymowy..
        Akcent i wymowe pewnych glosek mozna uzyskac do ok 14 roku zycia potem juz nigdy.
        Np Polak zawsze zle wymiawa niemeicke r i ch bo nawet profeorowie lingwiscie tego tu nie potrafia
        • 14.05.13, 08:10
          > no gratuluje odpowiedzialnej pracy. Na conferenca call Inni mowia ty rozumiesz
          > :-)))
          > To "w zasadzie"

          Też muszę się wypowiadać, nie jestem biernym uczestnikiem. Jestem bezproblemowo rozumiany, chociaż nie jestem perfekcyjnie poprawny językowo.

          > Biegla znajomosc jezyka to nie jest poziom native speaker - to jest duzo gorzej
          > ale juz baaaardzo dobra. Jest jeszcze znajomosc perfekcyjna - ale nadal mozna
          > rozpoznac obcego po akcencie i niuansach wymowy..

          Znajomość perfekcyjna - może 10% populacji mówi perfekcyjnie, pewnie nawet mniej. Nawet "native speaker" z reguły nie mówi perfekcyjnie. "Queens English" w zasadzie nie istnieje w zyciu codziennym.

          Czy my mówimy perfekcyjnie po polsku? Z pewnością nie. Na studiach w mojej grupie ćwiczeniowej było kilkoro Wietnamczyków. Trzymali się razem na uboczu z wyjątkiem jednego, który po pierwszym roku mówił po polsku w miarę nieźle. Na drugim roku "poskarżył" się nam na nauczycielkę polskiego, która powiedziała, że zadaje się za dużo z Polakami, wskutek czego uczy się nieprawidłowego polskiego. No cóż, sposób mówienia polskich studentów uważał za poprawny polski :-); nauczył się ode mnie mówić "jo" i "pójść na szago". :-D

          Biegła znajomość to jest znajomośc na poziomie "native speakera". Oznacza to zrozumienie wszystkich normalnych niuansów językowych i posługiwanie się nimi. Mówienie, jak "native" za wyjątkiem akcentu. Bardzo dobra znajomość to bardzo dobra znajomość i tyle. Trzeba te dwa poziomy znajomości językowej rozróżnić, ale dla wielu mój niemiecki na poziomie B2 jest już biegły.

          > Akcent i wymowe pewnych glosek mozna uzyskac do ok 14 roku zycia potem juz nigd
          > y.
          > Np Polak zawsze zle wymiawa niemeicke r i ch bo nawet profeorowie lingwiscie te
          > go tu nie potrafia

          Zgadzam się. Znam Niemca, który spędził w Anglii 20 lat, wyjechał, jak miał około 30-tki. Dalej słychać, że to Niemiec, jak mówi po angielsku. Kolega siedział w Niemczech 20 lat, wyjechał, jak poszedł do siódmej klasy. Mówi po niemiecku biegle, ale dalej czuć jest polski akcent, może nie tak mocny jak u mnie.
        • 18.05.13, 17:20
          Bo tak sie jakos dziwnie sklada, ze tzw. Niemcy maja kilka regionalnych odmian, ktore i przy standardowym niemieckim 100% autochtona z doktoratem, a nawet i 'von' SLYCHAC.
          Nie ulega jednak watpliwosci, ze Polak - jak zawsze - wie lepiej, a 'jedyna poprawna' niemiecka wymowe ma w malym palcu..;)
      • 19.05.13, 09:02
        pol mojej klas w lo (druga polowa lat 90tych) mowila biegle po angielsku
        do tego dorzuc sobie drugi jezyk(bedac w matfizie mielismy 2 jezyki obce), moja znajoma jezdzila na rozne obozy jezykowe na wakacje bedac w lo, do tego na studiach mozesz wziasc udzial w erasmusie lub poprostu wyjechac na wakacje za granice do pracy(gdzie przy okazji mozna jezyk podszkolic)
        aha, i biegla znajomsc jezyka, to nie jest na poziomie osob ktore w danym kraju mieszkaja, tylko na tyle ze umozliwia swobodna komunikacje z nimi(bez bledow gramatycznych, bez zacinania sie i bez pytania o znaczenie co drugiego slowa) poziomu tak jak ktos dla kogo to jest jezyk ojczysty nie opanujesz nawet i w 15 lat, dochodzi do tego slang, regionalizmy czy akcent
    • Gość: pracownik IP: *.dynamic.chello.pl 13.05.13, 22:03
      Pracodawcy pragną darmowego i w pełni usłużnego niewolnika, który za okazaną łaskę będzie nieustannie ubóstwiał i całował swego pana po nogach.
      • 13.05.13, 22:48
        Takich jest - mam nadzieję - coraz mniej. Zawsze mnie to wkurzało, że niektórzy zupełnie niepotrzebnie robią z sobie ludzi wrogów bez żadnego powodu ich upokarzając. Co więcej, to jest głupie, bo w życiu różnie się może ułożyć, twój niegdysiejszy podwładny może być twoim przyszłym szefem, a wtedy się odpłaci. Ja zawsze byłem jednakowo uprzejmy dla kolegów z pracy - od prezesa po sprzątaczkę. Każda praca zasługuje na szacunek jeśli jest dobrze wykonywana. Niestety w Polsce jest mnóstwo chamstwa, poczynając od polityków a kończąc na menelach. Ale na szczęscie nie wszyscy tacy są.

        W swoim życiu wykonywałem najrózniejsze zawody. Byłem robotnikiem budowlanym, strażnikiem przemysłowym, płukałem złoto w strumieniu, myłem okna ... Wykonywałem prace uchodzące za fizyczne, chociaż ukończyłem studia, korona mi z głowy od tego nie spadła. Gdy nie miałem pracy spełniającej aspiracje, brałem jaka była, nie chciałem być na utrzymaniu ubogich rodziców, nie mógłbym ani im spojrzeć w oczy, ani sobie przy goleniu.
        • 18.05.13, 13:55
          Brzmisz jak normalny Polak, jakich spotykałem w Londynie:) Wreszcie normalny człowiek i z normalnym podejsciem do życia:) Chyba Cie polubie:)
        • 20.05.13, 11:50
          > W swoim życiu wykonywałem najrózniejsze zawody. Byłem robotnikiem budowlanym, s
          > trażnikiem przemysłowym, płukałem złoto w strumieniu, myłem okna ... Wykonywałe
          > m prace uchodzące za fizyczne, chociaż ukończyłem studia, korona mi z głowy od
          > tego nie spadła.
          Mam takie dni że sam mówię "A je...ć to, dajcie mi łopatę." Mimo dyplomu mam wrażenie, że z rzeczy praktycznych nie umiem nic.
          A czasami dobrze jest umieć wymienić kran. ;)

          --
          P. Alik, Kot
      • 14.05.13, 08:16
        najtańszy, ale wcale nie wymagają bałwochwalstwa wobec siebie.

        Pracowałem w dwóch niewielkich prywatnych firmach i powiem tyle, że szefowie byli uprzejmi do pracowników. Oczywiście, nie chcieli płacić za nadgodziny, ale przynajmniej dawali wolne w zamian. Nie wymagali pochwał, ale w cenie było, jak pracownik widział, że coś można było zrobić lepiej i zglosił to. Trzeba było swój pomysł przemyśleć, odpowiednio uzasadnić i wykazać korzyści dla firmy. Jak korzyści były, to i pomysł był wprowadzany.

        W jednej żona szefa nie szanowała pracowników, ale pracownicy nie szanowali jej także.
    • Gość: ws IP: *.adsl.inetia.pl 13.05.13, 22:56
      Skąd oni biorą takich kretynów którzy wypisują te brednie?A kto je umieszcza gdziekolwiek?A kto wierzy,ze ktokolwiek w to uwierzy?Pewnie Tusk i jego banda przytakną ale aż tacy głupi nie są żeby wierzyc.
      • 13.05.13, 23:06
        facet, weź i się powieś, skoro cały wszechświat się na ciebie uwziął
    • 13.05.13, 23:08
      ...
      • 13.05.13, 23:11
        Nie przesadzaj już z tą mlodością, mlody to jest pracownik między 20-tym a 35-tym rokiem zycia. Szmat czasu. W miedzyczasie można dziecko prawie odchować.
    • Gość: kaka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.13, 00:13
      wymagania jak z kosmosu jak najmniejszym kosztem, to nie kultura starej UE tylko XIX wiecznej ukochanej ameryki.
    • Gość: Lechu IP: 180.180.143.* 14.05.13, 05:49
      Wielu pracodawcom wydaje sie ze sa tak wszechstronni we wszystkim i by nie powiedziec pozjadali wszystkie rozumy, wlaczajac w to zagraniczne firmy operujace w RP. Jednakze kiedy podczas rozmowy kwalifikacyjnej na ich pytanie :" Co jest moja najslabsza strona?" odpowiadam, ze mam naprawde wiele do zaoferowania(wymieniam co to jest)jednakze wielu pracodawcow nie potrafi tego wziac co im oferuje w tymrowniez i ta firma rowniez, to rowniez i oni stoja jak zamurowani i nie wiedza co odpowiedziec. naprawde sie z nimi nie ma co patyczkowac tyklo przypierac do muru i cale ich wiesniactwo i wszechswiatowosc bardzo szybko pryska w mity. Wiec odpowiadam im, ze to oni nie dorosli do mojego poziomu by wogole ze mna prowadzic powazne rozmowy. Wychodze i dziekuje za ich profesjonalizem. I co sie dzieje. Ano kilka dni pozniej dostaje propozycje bardzo wysokiego stanowiska, duzej forsy-pensji+ prowizji od zyskow, samochodu sluzbowego i bezlimitowego zuzycia paliwa w tym na swoje wlasne potrzeby. I co, to wlasnie te geniusze musza sie odemnie uczyc jak prowadzic wysoko zyskowny biznes. Zalatwilem wiele takich firm. Nie bojcie sie przypierac ich do muru. Niech wam nie zalezy na ich ofercie tylko na waszej prawdziwej wartosci, godnosci, wiedzy , doswaidczeniu itp. W koncu niektore z tych oslow to zrozumie i do was zadzwoni.Oni naprawde cenia sobie odwage powiedzenia prawdy i jezeli chca naprawde wybitne jednostki to wlasnie musicie to wykazac odwaznie podczas rozmowy. Nie cwaniaczcie sie, lecz badzcie soba znajacymi swoja wartosc. przestancie sie sprzedawac za bezcen. To oni maja wiecej do stracenia niz wy do zyskania. Praca za 1500zl niech nawet nie bedzie w obiekcie waszych rozwazan. Prawdziwy biznesmen- pytaniem jest czt ci zasiadajacy w komisjach sa prawdziwymi ludzmi biznesu czy tylko zwyklymi pracownikami zatrudionymi dla rekrutacji. A to juz jest duza roznica. Wlasciciel biznesu patrzy i widzi wszystko odwrotnie do tych co rekrutuja.Pozdrawiam i do przodu. Nie bojcie sie byc soba. Nie lekajcie sie tych po drugiej stronie. Co do jezykow obcych to to sa mzonki niektorych firm. Poprostu zapytajcie ich czy maja kontakty z firmami w krajach ktorych znajomosci jezykow wymagaja. jezeli nie, to powiedzcie im ze dlaczego klamia i oszukuja. Skoro dopiero planuja to i wy sie rowniez tych jezykow nauczycie. Jezeli od was sie wymaga prawdomownosci to rowniez i wy macie prawo wymagac tego samego od nich. Poprostu, ich szpan ze zatrudniaja ludzi ze znajomoscia 3ch jezykow jest bezuzyteczny. Ponadto macie prawo zadac za znajomosc kazdego jezyka dodatkow do pensji.W innym wypadku marnujecie swoje umiejetnosci z taka firma.Skoro wasze jezykowe umiejetnosci nie zostana wykorzystane, to niech firma placi wam tzw . kompensacje za marnowanie tychze umiejetnosci. tak samo jest rowniez z nie paleniem papierosow w miejscu pracy. Skoro nie palisz, to nie marnujesz czasu, wiec niech placa za to. Niektore firmy zagraniczne placa ludziom za to.
    • Gość: Riri IP: *.180.78.106.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl 14.05.13, 07:43
      bo wtedy wiecej zostaje im w kieszeni. Mogą sie szybciej bogacić i zyć w przepychu. Ot i cała filozofia, reszta to ściema dla pospólstaw czyli pracowników.
    • Gość: poliglot IP: 134.191.220.* 14.05.13, 09:30
      ja akurat ukrywam w CV znajomosc jezykow, amowie 5-a jezykami.
      A tak poza tym, mamy wolny rynek pracy, jak sie pracodawcy nie podoba polak to prosze sobie zatrudnic niemca albo anglika. Co nie chca przyjechac ? Bo pewnie pracodawca nie ma nic do zaoferowania za te niesamowite kwalifikacje !!
      • Gość: lech IP: *.pool-180-180.dynamic.totbb.net 14.05.13, 10:14
        i dobrze robisz, bo wielu z nich nawet nie mowi jednym obcym jezykiem ale wymagania to maja z sufitu.Pozatym, jezeli maja takie wymagania to niech placa za kazdy jezyk ktory bedziesz uzywac i rowniez kompensowac straty wynikajace z nieuzywania innych. Wiec, niech przestana pokazywac swoje wymagania ktorych i tak wielu nawet 99% nigdy nie bedzie w stanie zuzytkowac. Wiec, nie marnujcie swoich jezykowych kwalifikacji w firmach ktore maja tylko plany w przyszlosci robienia miedzynarodowego biznesu w krajach ktorych jezykow wymagaja.Kazdemu z was jest potrzebny codzienny bezposredni kontakt z kontrahentami a nie marnownie waszych jezykowych umiejetnosci. Jezeli macie je marnowac to niech pracodawcy wam placa odszkodowanie ze jestescie nim.
        • 14.05.13, 13:35

          Calkowicie zgadzam sie z ta opinia. Kiedys tez sie tak wkopalam. Firma poszukiwala kogos ze znajomoscia j. rosyjskiego. Po smiesznej rekrutacji z Pania z HR (ktora dala mi do przetlumaczenia jakas czytanke o Cyrylu i Metodym ze starego podrecznika od rosyjskiego - podrecznik jak najbardziej mi znany choc musialam sie cofnac pamiecia o jakies 8 lat) zostalam zaproszona do firmy i po kolejnej rozmowie zostalam zatrudniona.

          Jak sie okazalo te znajomosc rosyjskiego firma wymagala tak na wyrost - planowali podbic rynki rosyjskojezyczne - co nie za bardzo im wyszlo. Moje obowiazki po pewnym czasie zredukowaly sie do wklepywania zamowien do komputera (Zaden jezyk obcy do tego nie byl potrzebny) i parzenia kawy szefowi tudziez mycia po nim kubkow (kategorycznie odmowilam bo nie po to studiowalam rzetelnie 5 lat i nie taki mial byc moj zakres obowiazkow)

          Przyczym chcialabym podkreslic ze nie ma nic uwlaczajacego w podawaniu kawy czy mycia kubkow. W obecnej firmie tak robie - jak spodziewamy sie gosci to i zrobie kawe i podam i sprzatne po spotkaniu. W normalny, powszedni dzien bez spotkan szef sobie sam kawe musi zrobic.

          Meritum calej opowiesci jest to ze ta smieszna firma zmarnowala moj czas i umiejetnosci.

          Moj czas - bo po pewnym czasie doszli do wniosku ze dla tych obowiazkow ktore ja wypelniam moga zatrudnic tanszego pracownika i mi wymowili.

          Moje umiejetnosci bo przez caly okres zatrudnienia w tej firmie mialam bardzo ograniczony kontakt z jezykiem angielskim lub rosyjskim. A wiadomo jak sie jakiegos jezyka na co dzien nie uzywa to slowka i struktury gramatyczne uciekaja.

          Dotyczy to tez jezyka ojczystego. Obecnie na codzien posluguje sie jezykiem niemieckim. Do kraju wracam raz w roku i w niektorych sytuacjach zauwazam lekkie problemy z wyszukiwaniem odpowiednich slow :(

          • 18.05.13, 12:55
            To prawda. Szczególnie "na co dzień". Ale porażające jest, że jak sie wróci z emigracji to czuje sie, ze sie zapomina codzienne slowa i wyrażenia używane mechanicznie i siedzące w podświadomosci. Chyba trzeba zacząć uczyś sie mandaryńskiego albo japońskiego-fajniej brzmi.
    • Gość: tekla IP: *.dynamic.chello.pl 14.05.13, 10:38
      Wszystke atykuły dot. pracy, rekrutacji , wymagań pracodawcy itd. to" bujda na resorach".
      Nie ma pracy , więc HR bawi się w rekrutację. Autor listu potwierdza tylko moje spostrzeżenia. Ja szukam pracy od roku po przyjeżdzie z zagrancy. Jestem absolwentką amerykańskiego uniwersytetu w Kalifornii. Wczesniej pracowałam 10 lat w Polsce. Mam duże doswiadczenie, mówię płynnie po angielsku. W trakcie rozmów pani z HR, przyczepiła się że w okresie kiedy byłam na urlopie maciezyńskim nie pracowałam.To jakiś idotyzm. Zupełnie się im poprzewracało w głowie. Zresztą zasugerowała też że sobie" kupiłam dyplom". Stwierdziła też,że nie potrzebuję pracy bo sie chyba dorobiłam na tym zachodzie".
      Chamstwo i bezczelność. Zaznaczę że odbywa się to oficialnie, na tym poziome rozmów w obecnosci Dyrektora np. Oddziału. Tak, więc wygląda że pracy w POlsce nie dostanę:)
      Natomiast ceszę się że zadbałam o podwójne obywatelstwo, i zastanawiam się z mężem nad "pozbycia się polskiego". Zupełnie rozumiem osoby któr chcą wyjechać z tego kraju. Nie macie na co czekać!!!!! WYJEŻDZAJCIE jak najszybciej.Życie mamy tylko jedno i naprawdę, szkoda go marnować w tym kraju.
      • Gość: Pijak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.13, 13:52
        Polska to fajny kraj ale trzeba umieć pić wódkę
      • 18.05.13, 12:59
        to w PRL-bis. Niestety niektórych partnerzy nie są tacy jak twój i jak sie uprą na Polske to wyjechac nie chcą, a jak wpakujesz wszystkie pieniądze w nowy dom w Polsce, to nie masz już oszczednosci i nie masz tak łatwo możliwości wyjazdu z Polski, chyba że sie przemożesz i weźmiesz rozwód-a przeciez nie tego w życiu chcesz. I tak zostaje meczyć sie i stresować polską rzeczywiostościa, niemożnością, brakiem obsługi klienta i nieposiadaniem pracy bo nie chca nikogo kto może odpowiedni poziom obsługi klienta zapewnić a tylko robotów, którzy zniecheceni i zboleli życiem codziennym zgodzą sie pracować za niewolniczą stawkę i udawać że pracują:P
    • Gość: aldo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.05.13, 14:21
      prymitywni wyzyskiwacze !!!
    • Gość: ANGLISTA_MANCHESTE IP: *.18-3.cable.virginmedia.com 18.05.13, 12:20
      JAK KTOS MOWI ZE BIEGLE ZNA ANGIELSKI TO SIE SMIEJE TO JEST ZENUJACE POLSCY PRACODAWCY NIE ZNAJACY W OGOLE JEZYKOW OBCYCH WYMAGAJA OD POLAKOW MIESZKAJACYCH W POLSCE BIEGLEJ ZNAJOMOSCI,ANGLIK NA TAKIM SAMYM STANOWISKU W ANGLI NIE WYMAGA ZADNEGO JEZYKA.
      PRZY OKAZJI BIEGLA ZNAJOMOSC JEZYKA TO LEVEL 8 NIE DO OSIAGNIECIA DLA POLAKOW,TYLKO ANGLOJEZYCZNY MOZE MOWIC BIEGLE POLAK CO NAJWYZEJ DOBRZE ZNAC JEZYK CZYLI KOMUNIKATYWNIE LEVEL 5 LUB 6 ( STUDENCKI)
      • 18.05.13, 12:50
        Do I look like a slug?
        Wielu Anglików, pomimo znajomości lokalnych akcentów nie potrafi ze wzgledu na slang i bełkotanie zrozumieć co dzieciaki mówią na ulicy. W UK dzieciaki potrafią dostac F z jezyka angielskiego, bo uważają, że skoro to jezyk ojczysty to uczyc sie nie muszą, a co najdziwniejsze-i szokujace-nawet polscy nauczyciele pojawiają sie jako angliści w UK. I potrafią dać niższą ocene angielskiemu dzieciakowi z ich własnego języka! To samo jest jednak w Polsce-dzieciaki nie znają własnego języka, nie potrafią przeczytać krótkiego tekstu ze zrozumieniem.
        Przykład sprzed kilku dni? Dzieciak pisze do mnie: co zrobić zeby kupić u Pana te trzy majtki?Ile to bedzie kosztów wysyłki i co kliknąć, jak to kupić? A na aukcji ma wszystko wypisane szczegółowo-odnośnie koszów wysyłki pełnych, wymaganych, łacznych w razie łącznych zakupów. I dziecko nie wie, nie rozumie, odpowiedzi prostej tez nie rozumie:P To jak z takimi osobnikami rozmawiać? I jak ktoś taki dostanie sie po znajomosci/koleżanka, znajomi w firmie, rodzina/ do firmy HR i później taka istota ma mnie rekrutować na jakiekolwiek stanowisko o którym sama nie ma pojecia, to co można po takim rekruterze oczekiwać? Zrobi whatever, napisze whatever, raport bedzie whatever, rezultat bedzie whatever-w sumie nikt nie bedzie zadowolony a najzdolniejszych i najlepszych na dane stanowisko odrzucą, chyba że stanie sie cud:P
        Pozdro z Twilight Zone:)
    • 18.05.13, 13:11
      pibiip napisał:

      > Wszyscy będą sobie teraz wpisywać w CV, że znają 3 języki, a na rozmowie ani be
      > , ani me.
      a kto to sprawdzi? ;)

      pewnie większość rozmów w polskich firmach wygląda w ten deseń:
      - zna pan angielski?
      - tak.
      - jakie jeszcze języki pan zna
      - esperanto i belgijski
      -aha...

      --
      A poza tym sądzę, że stadion należy zniszczyć
      • Gość: Jan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.13, 20:45
        nie ma jezyka belgijskiego. w Belghii mowia po francusku w Walonii i Flamadzku we Flandrii.
    • Gość: zz IP: *.dynamic.chello.pl 18.05.13, 13:15
      Co w zamian oferują?Nic.
    • Gość: Zdziwiony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.05.13, 14:45
      Doktorat, trzy języki (dwa europejskie, jeden azjatycki), pokończone różne kursy, kilka lat doświadczenia zawodowego (także poza uczelniami). Co słyszę?
      1. Oddzwonimy.
      2. Za wysokie kwalifikacje.
      3. Doktorat? Eeee nie, dziękujemy.

      Tydzień temu miałem rozmowę kwalifikacyjną w Niemczech (w centrali firmy, która w Polsce nawet nie odpowiedziała na wysłane CV). Co usłyszałem?

      Kadrowiec: - Doktorat? Trzy języki? Kiedy Pan by mógł zacząć?
      Ja: - Najwcześniej od 1 czerwca. Muszę się przeprowadzić, załatwić mieszkanie i te sprawy.
      Kadrowiec: - Szkoda, że nie teraz. Ale dobrze. To ja przygotuję dokumenty, zaraz powypełniamy papierki i od 3 czerwca w poniedziałek Pan zaczyna. Zaraz zadzwonię po pracownika, który pomoże Panu z załatwieniem mieszkania i innych formalności.

      Komentarz?
      • 19.05.13, 10:07
        > Doktorat, trzy języki (dwa europejskie, jeden azjatycki), pokończone różne kurs
        > y, kilka lat doświadczenia zawodowego (także poza uczelniami). Co słyszę?
        > 1. Oddzwonimy.
        > 2. Za wysokie kwalifikacje.
        > 3. Doktorat? Eeee nie, dziękujemy.

        Dużo zależy od stanowiska na jakie się aplikuje. Doktorat, kursy i doświadczenie może być poszukiwane na naprawdę specjalistyczne stanowiska. Jednak ogłoszenia o takich pojawiają się niezmiernie rzadko. Zazwyczaj podkupuje się kogoś. Doktorat (jeśli nie jest totalną fanaberią), to zazwyczaj specjalizacja w pewnej dziedzinie i taki pracownik jest cenny, gdy jest poszukiwany.
        Problem leży w tym, że 95% stanowisk na jakie poszukuje się ludzi przez ogłoszenia, to stanowiska wymagające pewnych ogólnych kwalifikacji, które na dodatek są zawyżane w ogłoszeniach, "tak na wszelki wypadek". W Polsce potrzeba wyrobników, którym w większości przypadków wystarczyłaby matura.
        • 20.05.13, 19:26
          Doktorat to nie tylko fachowa wiedza w pewnej dziedzinie. To także sygnał, że delikwent umie myśleć, umie się uczyć i potrafi to, co dzisiaj jest najważniejsze - pracować z informacją. Analizować informacje, weryfikować, syntetyzować, weryfikować je wyciągać z nich wnioski itp. A to, czy pisał o Heglu, prawie pracy czy wyższej matematyce ma znikome znaczenie. Ważne jest, że ten ktoś ma sprawnie działający mózg i przypuszczalnie szybko nauczy się tego, czego potrzeba na nowym stanowisku.
          Jeśli chodzi o stanowisko wyrobnika... A w czym doktorat przeszkadza? Pewnie, że człowiek tam skrzydeł nie rozwinie, ale zapewne nic nie spieprzy i będzie wydajniejszy od przeciętnego pracownika
          --
          "Nie ma ludzi niewinnych, są tylko źle przesłuchani."
          FELIKS DZIERŻYŃSKI

          Proszę nie pisać do mnie na maila, bo i tak nie sprawdzam skrzynki na GW.
    • Gość: studia nieskoczone IP: *.87.202.84.customer.cdi.no 18.05.13, 15:05
      nie wszyscy , ale jednak większość... tak jak i artykuł. Wg niektórych z nich inżynier to studia nieskończone... hm... ja pracuje w drugim kraju w którym takie studia są jak najbardziej skończone i jak najbardziej takich pracowników jest większość. A w Polsce kiedyś spytano mnie czy mam zamiar studia dokończyć. Ja studia skończyłem... :-)
      Znam dobrze dwa języki obce i tak średnio na jeża 2 dodatkowo jeszcze... średnio na jeża znaczy, ze znam je bardziej pisemnie niż ustnie...

      Co ciekawe ten sam pracodawca w Polsce i kraju macierzystym ma rożne wymagania, u siebie inz. w Polsce mgr... myślę, ze to wynika z współpracy z agencjami wyszukującymi pracowników w Polsce które są lotów hm... niezbyt wysokich. Takie firmy lepiej mijać jeśli się da... kompetencje osób w nich zatrudnionych są nieciekawe.
    • Gość: emeryt IP: *.183.250.219.dsl.dynamic.t-mobile.pl 18.05.13, 16:21
      Sami nie wiedzą czego chcą.
      Pewien, poważny /zdawałoby się/, Bank dla doświadczonego /ponad 20 lat pracy w innym banku/ postawił warunek, że przyjmie go do pracy jeśli będzie pozyskiwał co miesiąc dla tego banku co najmniej 35 klientów miesięcznie ale bogatych tzw. VIP- ów. Prócz tego zer 150 zwykłych klientów "szaraków".
      Miasto ok.170 tyś mieszkańców na ścianie wschodniej Polski. Nie wiadomo czy w mieście jest tych VIP - ów razem z 50 -ciu. A jeśli są to mają już gdzieś swoje konta i trzeba by było jakichś ekstra lepszych warunków do zaproponowania. A te były gorzej niż przeciętne.
      Chyba że posadę maił dostać pociotek dyrektora czy Prezesa.
      tak się "bawią" kandydatami pracodawcy.
      Ale przed kamerami mają gęby pełne frazesów....
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.