Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    wykończona

    21.03.17, 23:38
    w roku 2008 zaczęłam pracować w dużej korporacji w stolicy. przyznaję na samym początku że nie byłam do końca szczera w swoim CV. po pierwszym roku pracy uzyskałam najwyższą ocenę ze wszystkich pracowników. niedługo po tym zaczęły się wokół mnie dziać dziwne rzeczy. przechodzący koło mojego biurka przełożeni (a był to open space) pociągali nosem lub znacząco pochrząkiwali. w dokumentach nadal miałam porządek ale najwidoczniej mnie nie chciano. trudno mi było w to uwierzyć po tej dobrej ocenie więc nadal siedziałam i czekałam aż im przejdzie. niestety to nie nastąpiło a w międzyczasie musiałam zacząć wizytować psychiatrę. dawali mi podwyżki i dobre oceny ale każda rozmowa oceniająca była jednocześnie sugestią żebym odeszła bo syf będzie jeszcze większy. sugerowano mi że jestem nieukiem że w przeszłości dostałam pracy dzięki rodzinnym znajomościom (co niestety jest prawdą i do czego przyznałam się jednej z koleżanek która okazała się z czasem moim największym wrogiem). sugerowano że zdobywam awanse przez kokietowanie znaczących mężczyzn w pracy. z czasem poddałam się i odeszłam.

    miałam nadzieję, że to zakończy moje cierpienia. niestety nic takiego nie nastąpiło. zauważyłam że ktoś za mną łazi - ja do galerii facet w zielonej kurtce za mną, ja do domu facet w zielonej kurtce stoi pod blokiem. musiałam jednak szukać pracy więc wysyłałam CV. okazało się że agencje pracy również znają moją historię. na rozmowach w sprawie pracy sugerowano żebym wyjechała z miasta, że jestem nieukiem, leniem, kłamczuchą, dziwką i w ogóle wszystkim co najgorsze. z czasem zaczęło mi się wydawać że nie ma rozmowy kwalifikacyjnej za którą nie staliby ONI.

    napisałam do byłego szefa szereg emaili w których wyzwałam go na czym świat stoi. sprawa skończyła się na policji.

    dodatkowo nagle zaroiło się wokół mnie od nowych znajomych. odezwało się do mnie także kilka osób ze starej pracy które rzekomo też miały kłopoty ze znalezieniem pracy i też miały "na pieńku" z moją byłą firmą. regularnie wyciągano ode mnie informacje na temat tego co robię, co myślę, co planuję. wiem że rozmowy ze mną były nagrywane.

    wielokrotnie mówiłam tym znajomym że planuje z całą sprawą iść na policję, wówczas byłam przekonywana żeby nie iść że to się kiedyś skończy... a to trwa już 9 lat... moja rodzina mi nie wierzy mówią że coś wymyślam...

    owi nowi "znajomi" z czasem zaczęli się też kontaktować z przyjaciółmi których miałam wcześniej i przekonywać ich że utrzymywanie znajomości ze mną jest niebezpieczne. od moich przyjaciół zbierano nowe złe informacje na mój temat.

    od tej pory pracowałam w 2 innych firmach ale w każdej z nich było tak samo: już na etapie rozmowy wstępnej otrzymywałam informację że pracę tę "załatwiła mi" moja była firma że moja historia jest w obecnej firmie znana. byłam oceniana przez pryzmat tego co myślała o mnie moja była firma i (mimo w papierach nadal miałam porządek - dobre oceny i podwyżki) to dawano mi do zrozumienia że moja praca jest bezwartościowa. wielokrotnie działo się tak nawet gdy zrobiłam coś dobrze coś czego nikt wcześniej nie zrobił co było autentycznym wkładem w firmę. pracownicy otrzymywali instrukcję że przechodząc koło mojego biurka mają pociągać nosem, maja mi docinać i pokazywać brak szacunku na wszelkie inne sposoby. z czasem nie wytrzymywałam, odchodziłam na zwolnienie lekarskie. dodaje że w tym czasie "psedoznajomi" z byłej firmy wyciągali ode mnie informacje na temat tego co myslę o ludziach z obecnej pracy, co planuję i jaki mam stosunek do pracy. informacje te (oczywiście wybiórczo) były przekazywane ludziom (podejrzewam że głównie przełozonym) z aktualnej pracy i miałam z tego powodu ciągłe nieprzyjemności.

    przyznaje - gdybym nie była głupia już na samym zorientowałabym się skąd pochodzą informacje które mają na mój temat pracodawcy (ode MNIE)

    fakt że pozostawałam na zwolnieniu znowu był wykorzystywany przeciwko mnie że niby jestem leniem i nie chce mi się pracować. w okresie gdy byłam na zwolnieniu o mojej historii byli informawani ludzie z mojego otoczenia: właściciel wynajmowanego mieszkania do którego nota bene miałam klucze nie tylko ja i on. pociągano za mną nosem w sklepie, w bloku, na ulicy, u pani fryzjerki, wszędzie.

    wyprowadziłam się z czasem w Warszawy i myślałam że mam już spokój. Po trzech latach w obecnej firmie koszmar wrócił - znów jestem na zwolnieniu, właśnie wróciłam ze spaceru, wracając natknęłam się na człowieka pod blokiem który najwidoczniej czekał jak będę wracała i przechodząc koło mnie pociągnął nosem...

    jestem w kresu sił, znikąd pomocy rodzina nie wierzy, a na prywatnego detektywa mnie zwyczajnie nie stać, ledwie wiążę koniec z końcem a perspektyw żadnych,

    wiem że nie jestem aniołem ale nie wiem co mogłabym zrobić żeby na to zasłużyć - ostatnio byłam uczestnikiem wypadku samochodowego który podejrzewam że został sfingowany, otrzymałam informację że ofiara zmarła a za kilka tygodni spotkałam człowieka na ulicy, mój przełożony na rozmowie rocznej odniósł się do wypadku. odebrałam to jako groźbę że jak nie odejdę trafię do więzienia w związku z wypadkiem nota bene wypadek był w końcu roku a do tej pory nie dostałam żadnego wezwania gdziekolwiek, podejrzewam że chcą mnie jak najdłużej trzymać w szachu żebym się znowu bała.

    wiem że sytuacja jest trudna, a ja głupia ale proszę o jakiekolwiek rady co robić? ???
    Edytor zaawansowany
    • 22.03.17, 14:12
      nikt2408 napisał(a):

      > w roku 2008 zaczęłam pracować w dużej korporacji w stolicy.(...) właśnie
      > wróciłam ze spaceru, wracając natknęłam się na człowieka pod blokiem który
      > najwidoczniej czekał jak będę wracała i przechodząc koło mnie pociągnął nosem...

      Nie wierzę w historie z pociąganiem nosem ciągnące się przez 9 lat. I tyle.

      > ostatnio byłam uczestnikiem wypadku samochodowego który podejrzewam że został
      > sfingowany, otrzymałam informację że ofiara zmarła a za kilka tygodni spotkałam
      > człowieka na ulicy

      Uczestnikiem czy sprawcą?

      > wypadek był w końcu roku a do tej pory nie dostałam żadnego
      > wezwania gdziekolwiek,

      Idź na policję i zapytaj, czy w sprawie tego wypadku (podaj datę i miejsce) toczy się jakieś postępowanie.

      > proszę o jakiekolwiek rady co robić? ???

      Prócz tej wizyty na policji? Szczerze? Wizyta u psychologa.

      --
      To ja, "tomeczek". Się zarejestrowałem. A co...
    • 24.03.17, 19:59
      tomeczek_44 napisał:

      > Prócz tej wizyty na policji? Szczerze? Wizyta u psychologa.

      Nie u psychologa, tylko u psychiatry. Psycholog bada zachowania ludzi, psychiatra zajmuje się chorymi ludźmi.

      S.
      --
      Ten kraj
    • 22.03.17, 21:44
      pociąg
      > ano za mną nosem w sklepie, w bloku, na ulicy, u pani fryzjerki, wszędzie.
      >
      > wyprowadziłam się z czasem w Warszawy i myślałam że mam już spokój. Po trzech l
      > atach w obecnej firmie koszmar wrócił - znów jestem na zwolnieniu, właśnie wróc
      > iłam ze spaceru, wracając natknęłam się na człowieka pod blokiem który najwidoc
      > zniej czekał jak będę wracała i przechodząc koło mnie pociągnął nosem...
      >

      Z całym szacunkiem i sympatią do Ciebie... pójdź do lekarza psychiatry i opowiedz mu wszystko to, co tu napisałaś. Może masz jakąś bliską osobę, której możesz wszystko szczerze opowiedzieć i poprosić, żeby towarzyszyła Ci do lekarza? Sytuacja wygląda powaznie, jeśli nic z tym nie zrobisz, to dalej będziesz się męczyć.

      --
      Na końcu będzie wszystko wyglądać inaczej.
      Ja dawno już mówiłam: Kasandra się myli!
    • 24.03.17, 20:01
      nikt2408 napisał(a):

      > wiem że sytuacja jest trudna, a ja głupia ale proszę o jakiekolwiek rady co ro
      > bić? ???

      Sytuacja jest bardzo trudna i musisz koniecznie pójść do psychiatry i opowiedzieć o swoim problemach. Nie lekceważ tego, bez pomocy psychiatry będzie coraz gorzej.

      S.
      --
      ????????? ?????
    • 25.03.17, 08:31
      Jeśli to nie podpucha to zgadzam się z przedmówcami. To mi wygląda na jaką obsesję. Człowiek czeka na Ciebie pod blokiem, żeby pociągnąć nosem? I niby w ten sposób Cię prześladuje? Gdyby tak myslec to kazdy z nas byłby prześladowany. Idź do psychiatry. Aż dziwne, że do tej pory rodzina Cię nie wysłała.
    • Nie chcę cię straszyć, ale masz objawy schizofrenii, szybki kontakt z psychiatrą.
    • 28.05.17, 23:50
      Witam w grupie
      ja jestem osobą niepełnosprawną
      i czasami mam dziwne zachowania
      (snajper zna mnie )
      od 2008 roku pracuje jako osoba niepełnosprawna
      do 2016 w 1 firmie
      a od 2017 w 2 firmie
      moje indwalidztwo też jest związane z chorobą psychiczną
      nie dojrzałość emocjonalna , nerwica duża pobudliwość nerwowa
      nie chcę się uprzykrzać sobie ( coś w tym stylu )
      ale powiem tak
      raz
      to wszystko top objawy cięzkiej choroby psychicznej to raz
      leczenie dobry psychiatra lub dobry psycholog
      to mi wygląda na Zchizofremie
      dwa
      to kontakt z przełożonymi ( pracuje w domu wiec pracowników innych nie mam kontaktów )
      kontakt z przełozonymi to podstawa ,trzeba im zaufać ,walczyc o swoje
      ale być kulturalny
      kontakt z przełozonymi to podstawa
      zaufanie jest najważniejsze

      Mam osobę która w firmie jest opiekunem
      to jest najwazniejsze
      a ta pani tylko psychiatra
    • 31.05.17, 01:19
      Masz urojenia prześladowcze. Idź do psychiatry i NIE ODSTAWIAJ LEKÓW, które ci przepisze. Nawet, jak ci się poprawi!

      --
      God = Gold, Oil, Drugs

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła lub ?

    Zapamiętaj mnie

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka
    Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.