Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Nuda w pracy

    IP: *.marcopol.com.pl / *.marcopol.com.pl 26.01.05, 15:31
    Nie wiem czy tylko mnie dotyczy ten problem (pewnie nie). Od pewnego czasu
    strasznie nudzę się w robocie. Firma dobra, stanowisko niezłe, pensja możliwa
    tylko nie ma co robić. Myslałem,że w tych czasach wszyscy są przepracowani i
    zabiegani. Zacząłem wątpić w sens pobytu w tej firmie (potrzebuje żeby coś
    się działo w moim życiu, potrzebuję rozwoju) i od jakiegoś czasu rozsyłam
    swoje CV do innych firm.
    Napiszcie czy też macie takie problemy.
    Edytor zaawansowany
    • Gość: riada IP: 62.29.137.* 27.01.05, 15:21
      czasem jestm zdesperowana. Nie wiem, co robić. Mam dobre warunki pracy w dużej
      korporacji, pieniądzy tyle, ze wystarczy. Średnio pracuję 2,3 godziny dziennie
      (w sezonie przez mniej więcej 1 8 godzin). Resztę czasu spędzam na czytaniu
      bzdur w internecie i nie daj Boże, jak już nie ma czego czytac, to wpadam w
      depresję. Jestm po studiach ekonomicznych, znam 2 języki i pracuję jako
      sekretarka. Chcę to zmienić, bo to żaden zawód. Ale jak czytam, te rozpaczliwe
      posty, jak w niektórych firmach traktuje sie pracowników jestm przerażona. Nie
      mówiąc o tym, że zwykle nie ma reakcji na moje podania w profilu, jaki mnie
      interesuje. Mogę co najwyżej kontynuowac karierę asystentki. Wstyd mi przed
      ludźmi, którzy nie mają pracy lub za marne grosze, a ja, choć bardzo sie staram
      nie potrafię docenić, tego co mam. Tylko, że mam też ambicje.Tylko, że również
      oprócz tego, że chcę pracowac, chcę też żyć. Klasyczny przykład kryzysu wieku
      średniego. A mam 30 lat

      pozdrawiam

      riada
    • Gość: riada IP: 62.29.137.* 27.01.05, 15:24
      w sezonie 8 nie 18, sorry
    • 23.07.07, 04:11
      A ja pracuję w domu i czasem patrzę w monitor i już mi się nie chce, nikt mnie
      nie kontroluje to nudzę się na własne życzenie. Nie można przecież cały czas
      pracować :P
      A swoją drogą, mój dziadek jak pracował na kopalni (kilka lat temu jeszcze) to
      zawsze mi mówił, że do pracy potrzebuje świeże gazety i żeby mu nikt nie
      przeszkadzał jak zaśnie =] Potem wraca taki człowiek do domu wypoczęty i może
      pracować :PPP
      -
      Rozrywka po pracy czy może w pracy?
    • 31.01.05, 16:37
      Mam podobnie. A są też dni, kiedy nie mam nic do roboty. Pewnie, nadmiar pracy
      jest jeszcze gorszy (miewałem) ale i nuda potrafi być mordercza. Niby wszystko
      jest w porządku, pensja wpływa na czas - ale człowiek chciałby z siebie coś dać
      a nie marnowac osiem godzin bez żadnej satysfakcji czy pożytku.
    • Gość: Agnieszka IP: *.ksiezyc.pl / 80.51.247.* 02.02.05, 12:03
      Ostatnio dowiedziałam się, że jestem wypalona zawodowo, to choroba
      cywilizacyjna. Człowiek swtorzony jest, aby działać, tworzyć, dążyc do
      samodoskonalenia, co daje mu poczucie szczęścia... tego szukam: połączenia
      pasji z pracą, jednak teraz wypalam się, oby nie na wieczność....
    • Gość: thed IP: *.mofnet.gov.pl 23.07.07, 12:11
      Ale nuda...
      siedze w robocie na kompie i tak mysle co tu robic bo obecnie nic nie trafia do
      naszego pokoju wiec w googlach wipisalem nuda w pracy nio i pisze tu z nudow....
      mam poblokowane niektore stronki jak kurnik itp pogral bym w karty albo na gg
      pogadal albo jakis czat alenie moge poblokowane wszystko...wiec zostaja mi
      niektore fora wiadomosci pogoda itp ale juz wszystko przejzalem...
      Pewnie ktos ma ten sam problem co ja moze macie jakis pomysl co robic??(ojj
      jak ja nie lubie poniedzialków)
      pozdrawiam wszystkich znudzonych w pracy :)
    • 29.09.05, 16:12
      I u mnie też tak samo, zapewniam Was, że nuda w pracy jest gorsza niż nadmiar
      roboty. Wiem, bo przerabiałam i to, i to. Pracuję juz ładnych parę lat.
      Zastanawiam sie, dlaczego tak sie dzieje, tzn. czemu jest taki niesprawiedliwy
      podział pracy, ja naprawdę chciałabym robić coś sensownego!! A tu - ZERO. Macie
      na to jakąś radę? Bo ile można siedzieć w Internecie?
    • Gość: dudus IP: *.dyn.iinet.net.au 12.10.05, 11:39
      znam problem. jak mam "sezon" to zaiwaniam bez opamietania. ale teraz nic nie
      robie. . Ale mam na to pomysl. wraz z kumplami w pracy gramy w KRYKIETA:). kij
      zrobilismy z kartonu, starego kijka narciarskiego i duzej ilosci tasmy
      klejacej.
      pilka z torby foliowej i tasmy. Polecam. . zasady dostosowalsmy do
      warunkow "boiska"
      Gry ruchowe w ramach pracy bardzo dobze wplywaja na zdrowie psychicznie oraz
      zgranie zespolu.
      pozdrawiam nudzacych sie:)
    • Gość: MariaMagdalena IP: 194.42.116.* 08.09.05, 16:26
      doskonale Cię rozumiem, jestem oczywiście po studiach, 2 jezyki, pracuję jako
      asystentka w 4 z kolei firmie.
      Zaczęłam pracować na takim stanowisku podczas studiów i teraz nie mogę się
      uwolnić od sekretarsko-asystenckich posadek, na których pupa rośnie, cofasz się
      w rozwoju (pomimo kilkukrotnych zmian firm i branż)zastanawiam się, czy kiedy
      będę miała lat 50 w dalszym ciągu będę asystetką w butkach na obcasach,
      miniobciachowych spódniczkach, z długachnymi czerwonymi pazurami - w moim
      wyobrażeniu 50-letnia sekretarka tak właśnie wygląda
    • Gość: backspace IP: 5.3.1R* / *.abnamro.nl 12.10.05, 08:40
      Witaj w klubie. Zaczelam prace w wieku 20 lat jako recepcjonistka. Miala to byc
      praca przejsciowa, zeby zarobic sobie na ciuszek, miec swoja kase. Zmienilam,
      bo malo płacili i nie widzialam szans rozwoju. Dzis po 6 latach pracy i
      skonczonych studiach nadal pracuje na recepcji.. i mam juz tego serdecznie
      dosyc. Pracowalam w kilku firmach, w obecnej 3 rok! Pracuje srednio 2-3 godz.
      dziennie, reszta to internet, kawka, pogaduchy i nudy..Szukam pracy jako
      asystentka - i nie jest to szczyt moich marzeń, ale chyba nie mam innego
      wyjscia po 6 latach bycia recepcjonistka! Na moje ogloszenia 0 odzewu! Mam
      ambicje, chce się rozwijać, zmienić swoje życie, żeby cos się w nim działo,
      robic cos innego! I mam tez marzenia, bo nie interesuje mnie wyścig szczurów,
      robienie kariery po trupach, nie jestem typem bussines woman i nie chce
      pracowac w tych krwiożerczych korporacjach. Marzę o pracy w administracji
      publicznej: policja, abw, więziennictwo - tam mogłabym odwalić kawał dobrej
      roboty, do której włożyłabym dużo serca i zaangażowałabym sie w to na maxa, bo
      wiem, ze własnie to chcialabym robic! Niestety poprzeczka jest wysoka, a ja mam
      kiepskie znajomosci:-( To wszystko sprawia, ze od kilku miesiecy znajduje sie w
      stanie załamania psychicznego i nierzadko zaglądam do kieliszka.. nie tak
      wyobrażałam sobie swoje życie:-(
    • 12.10.05, 10:42
      Zapisz się na stiudium psycho/socjologi, samoobrony, szlifuj języki i próbuj, próbuj, próbyj :)
    • Gość: backspace IP: 5.3.1R* / *.abnamro.nl 12.10.05, 13:37
      Dzięki... ja jestem socjologiem:-) angielskim posługuje sie swobodnie.
      Chcialabym bardzo chodzic na kurs językowy, ale to troche kosztuje a ja mam
      jeszcze kredyt mieszkaniowy na głowie. U mnie w pracy są zajęcia z
      angielskiego, ale niestety nie dla recepcjonistek (!) od których -
      paradoksalnie i jednoczesnie zupełnie niepotrzebnie wymaga się angielskiego
      perfect!.
    • Gość: lucusiaa IP: 212.244.186.* 14.10.05, 16:18
      Ja tez to znałam. Ale mi sie jakoś udało. Co prawda zainwestowałam w to jakis czas życia i własciwie stracilam kasę, bo przyjełam sie do pracy takiej jak chciałam, ale za strasznie marne pieniądze. Przeczekałam, wpis do zyciorysu mam, dowód, że potrafię robić to co robie też. Teraz robie to co mi sprawia przyjemność za przyzwoitsze pieniądze. Jak się nie boisz zaryzykować spróbuj.
    • 19.07.07, 21:27
      Backspace napisała: <Mam
      ambicje, chce się rozwijać, zmienić swoje życie, żeby cos się w nim działo,
      robic cos innego! I mam tez marzenia, bo nie interesuje mnie wyścig szczurów,
      robienie kariery po trupach, nie jestem typem bussines woman i nie chce
      pracowac w tych krwiożerczych korporacjach. Marzę o pracy w administracji
      publicznej: policja, abw, więziennictwo - tam mogłabym odwalić kawał dobrej
      roboty, do której włożyłabym dużo serca i zaangażowałabym sie w to na maxa, bo
      wiem, ze własnie to chcialabym robic!>
      Słuchaj, większość z tego umieść w swoim liście motywacyjnym.Skutek gwarantowany
      :) Ja napisałam podobny list i ciągle mam rozmowy, a to już coś! Pozdrawiam
    • 12.10.05, 18:02
      wtedy nie będzie nudno, a raczej brak czasu na hobby i sińce pod oczami, a
      także siwe włosy od stresów z uopierdliwymi urzednikami:)
    • Gość: Pracownik HR IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.10.05, 15:09
      Dobra Kobieto,
      zacznij czytac oferty pracy i wysylac cv - w ten sposob moze cos zmienisz.
      Ew. polecam jakies rozwijajace (nie pupe) hobby.
      Powodzenia
    • Gość: gryyyy IP: *.man.bydgoszcz.pl 15.10.05, 16:24
      to sobie pograjcie :)

      www.start24.pl/gry/

    • Gość: Stefek IP: 212.32.80.* 04.06.07, 21:17
      Hej, podobały mi się 3 kubeczki :) Dotarłem do 39 poziomu za 1szym podejściem:)
      Kto lepszy?
    • 04.02.05, 14:55
      Też tak mam, niestety. Naprawdę, wolę solidnie (a nawet ciężko) pracować przez
      cały dzień niż to fatalne uczucie gdy nie mam nic do roboty. To tak jakbym był
      niepotrzebny, a przecież stanowisko mam niezłe, na pensję też nie narzekam...
      Echhh.

      Czy zmienilibyście taką pracę na inną, na gorszych warunkach, gdybyście mieli
      pewność że nie będziecie się nudzić, będziecie mieli mnóstwo zadań, projektów
      itp.? Czy w ogóle jest taka praca i takie stanowisko? Ja w sumie doszedłem do
      wniosku że w gruncie rzeczy pracuje się dla kasy, satysfakcja z pracy to rzecz
      wtórna i dobrze jeśli jest, ale jak sobie przypomnę za jaką kaskę (dużo
      mniejszą, żeby było jasne) pracowałem wcześniej to chyba miałem jednak gorszego
      stresa niż teraz. Także ja chyba bym na razie nie zmienił.
    • Gość: ENAJA IP: *.555.pl / *.electronic.pl 07.02.05, 14:53
      Hmmm... wstyd się przyznać, ale zazdroszczę Wam, ludzie, tego problemu :)))
      Ja miałam odwrotnie: dużo roboty, dużo ambitnych wyzwań, tylko kasy mało i
      czasu. Zaręczam, że nawał pracy nie jest lepszy.
      A, nawiasem mówiąc, nie chcecie pogadać z Waszymi szefami,i zaoferować się, że
      jeszcze coś chętnie byście wzięli na swoje barki? :) Może jednak okaże się, że
      sytuacja wynika tylko ze złej organizacji pracy w firmie i po Waszej interwencji
      wszystko się unormuje?
      BTW, a ktoś narzekał, że ludziom się nie chce robić :))))))))))
    • Gość: mi$ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.10.05, 12:36
      a u mnie nawał pracy, często pracuje się po 12-14 godzin, i to nie tylko ja ale
      cały zespół, przez ostatnie 2 miesiące nie wyszedłem wcześniej niż po 10
      godzinach pracy, jedyny plus z tego wszystkiego, że uczciwie płacą za nadgodziny
      co jest rzadkością w tym kraju. marzę, pragnę, pożądam nierubstwa. choćby przez
      chwile - tak miesiąc.
    • Gość: Bulk IP: *.aster.pl 15.04.08, 20:59
      No, tez tak mialem. Tez marzylem o spokojnej robocie. I jak ja mam to szlag mnie
      trafia z nudow. Na koncu jezyka mam pytanie do szefa czy moglbym wrocic na stare
      stanowisko, do tego kotla od ktorego chcialem uciec. :)
    • Gość: .psd IP: *.adsl.inetia.pl 30.05.07, 20:14
      Gość portalu: ENAJA napisał(a):

      > Hmmm... wstyd się przyznać, ale zazdroszczę Wam, ludzie, tego problemu :)))

      Typowe dla kogoś, kto zawsze ma zajęcie. Pojęcia nie masz, jak to jest okropnie
      nudzić się w pracy. Ja wolę cały dzień zap..ać, i żeby mi brakowało czasu, niż
      siedzieć i umierać z nudów. Paradoksalnie nicnierobienie jest bardziej męczące
      (przynajmniej umysłowo - przymula).
      Moja praca jest bardzo nieregularna - pracuję w drukarni. Gdy jest dużo zleceń,
      nie ma nawet czasu, by zjeść kanapkę. Ale gdy nie ma co drukować, siedzisz i
      nudzisz się całymi godzinami - udając jeszcze przed szefem, że coś robisz.
      Zaręczam, że to dopiero jest męczące! Na szczęście jutro idę ostatni raz do tej
      pracy. Co dalej? Jeszcze nie wiem:)
    • Gość: gosc123 IP: *.greenet.pl 15.02.05, 21:38
      no wiec nie tylko Ciebie dotyczy ten "problem". Mam to samo, na szczescie nie
      ciagle, sa dni, jak dzisiejszy, kiedy sie nie wyrabiam, nawet kawy nie zdaze
      wypic. ale takie dni sa coraz rzadziej. Wszystko jest kwestia organizacji
      czasu. A ze w tym jestem niezla, to ustawiam co trzeba i czekam na efekty. Ale
      masz racje - czlowiek chcialby cos wiecej, jakies wyzwania, zadania, a tu nic -
      ile mozna siedziec na inecie albo grac w pasjansa??
    • Gość: norbi IP: 5.5R* / *.mtnk.rnc.net.cable.rogers.com 16.02.05, 01:02
      moze to dziwnie zabrzmi ale ja rozrywke w takich momentach znalazlem w
      klotniach z szefem. biorac pod uwage ze tak jak u przedmowcow, ani na zarobki
      ani na posade w firmie narzekac nie moglem, klotnie z szefostwem staly sie dla
      mnie nielada rozrywka. kolo sie zamykalo, gdzyz czlowiek ladnych pare lat temu
      obrywal od pracodawcy i po uchu i po kieszeni za popelniane bledy lub
      niedociagniecia. po latach nastapilo zupelnie odwrotnie, gdyz to mi sie juz nie
      podobalo podejscie szefa do pracy... zaczelo sie! codziennie wieczorem
      obmyslalem plan nowej awantury, na kolejny dzien. znudzony monotonia w firmie
      po cichu liczylem na fakt, iz moge zostac zwolniony! ba ! i to z wyprawka!!!
      stal za mna arsenal klientow firmy, ktorym szef juz rowniez zaczynal podpadac.
      niestety moje rozczarowanie nastapilo w momencie kiedy, szef stwierdzil ze nie
      mam na co liczyc, jesli chce sie z nim klocic to sie klocmy, abym robil swoje
      jak do tej pory, bo on nie zamierza sie pozbyc pracownika! zalamalem sie
      doglebnie, piszac podanie o rozwiazanie umowy, nie rozumialem juz niczego,
      mianowicie , dlaczego nie mozna zostac normalnie wyrzuconym z pracy, w obliczu
      takiego bezrobocia i chetnych na me miejsce. wyjechalem z kraju, zaczalem od
      nowa walke z nowymi wyzwaniami. teraz jestem szczesliwy. za wyjatkiem momentow
      kiedy dostaje maila od bylego pracodawcy, : "jesli ci sie nie uda to wiesz ze
      zawsze mozesz wrocic..." co Wy na to?
    • Gość: :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.02.05, 18:43
      It must be love.
    • 16.02.05, 19:30
      hehe gdybm pracowal w "dyblach do materialow pelnych" oraz "wkretach typu Unix
      (wy w hackingu pracujecie?!?!?!)" to tez bym sie nudzil. Puscilem juz maila do
      marcopolu, zeby Cie znalezli... ;)

      pzdr
    • Gość: Bania IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.02.05, 15:30
      U mnie to samo... Fajna pensja, fajna firma, a ja mam dni, że nie mam DOSŁOWNIE
      NIC do roboty. Przejrzałam już chyba wszystkie możliwe fora. Myślę nawet, żeby
      może sobie coś wziąć dodatkowego i w godzinach pracy robić... Tylko co. Poraża
      mnie to nicnierobienie...
    • Gość: karol IP: *.sulechow.sdi.tpnet.pl 25.02.05, 10:33
      miałem straszną pracę w TP, bez chwili wytchnienia, gdzie każda chwila przerwy
      była kontrolowana teraz udało sie zmienic- jest spokój, ale tych przerw za
      dużo - jak skończe odreagowywać TP moze bedzie czas na zmiany
    • 01.03.05, 11:33
      Jakie to znajome.Faktem jest, że moja pensja jest nieznacznie większa od
      zasiłku, więc powinnam się cieszyć,że nic nie robię, ale to jest
      dobijające.Cały dzień odbieram telefony,czasem wsadzę jakiś list lub fakturę do
      koperty.Rozrywką jest jak przyjdzie szef i chce coś do picia.Prosiłam
      dziewczyny z księgowości żeby dały mi coś do roboty jakby im sie nie chciało
      albo si z praca nie wyrabiały, ale trafi mi się raz na miesiąc coś bo u mnie na
      kompie nie ma Probita.Prosiłam informatyka o Probita to powiedział żebym sie
      nie wygłupiała, bo poprzednia sekretarka kilka lat spędziła nic nie robiąć, a
      ja się wychylam, jak jest tyle ciekawych rzeczy w internecie.Możę się komuś
      wyda że jak sekretarka to mam dlatego tak mało do roboty,ale mam w pracy
      pewnego dyrektorka(eksport)zarabia 6 razy tyle co ja i powinien mieć tyle pracy
      ( na około mówi wszystkim a szczególnie szefom że tak jest)ale widzę go jak się
      gość obija.To jest z serii tych co migają się jak mogą.I jak może być dobrze w
      kraju, gdzie jedni chcą pracować jak najwięcej ale im się nie daje, a drudzy
      powinni ale wciąż leżą
    • Gość: manuell IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.03.06, 10:04
      Dobrze wiem, o czym mówicie.
      Nuda jak się patrzy. Zarabiam tak sobie, ale i tak pracuję więcej od mojego
      szefostwa. Dyrektor, zarabiający 7000 na rękę (!) pojawia się raz na 3 tygodnie
      w pracy, a pensyjka wpływa na konto. Zastępca jest częściej, ale za to zajmuje
      się takimi bzdurami, że czasami śmiem powątpiewać, czy ta Polska jest
      normalna...
      Czasami sobie mówię, że mam więcej niż inni, ale czy chęć satysfakcji z pracy i
      zadowolenie z samego siebie to za dużo? Czy ja czasami nie wymagam za wiele?
      Jestem na skraju przemyśleń i obmyślania nad własną przyszłością. I jedyny
      rozsądny argument, który powstrzymuje mnie przed wyjazdem stąd za granicę, to
      rodzina i przyjaciele, których kocham ponad zycie. I jak tu coś osiągnąć???
    • Gość: Justyna IP: 83.141.66.* 23.05.07, 17:54
      mamakamila1 - jakbym o sobie czytala... fajna praca, wszyscy mi zazdroszcza,
      niezle mi placa i w dodatku na czas... a moja rozrywka jest drukowanie
      firmowych naklejek i robienie szefowi herbaty. :(
    • Gość: Dziubell IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.05.07, 16:34
      identycznie mam i ja
      codziennie pracuje przez ok 2 godziny, a reszta to siedzenie w necie
      z nudów oglądam juz najdziwniejsze rzeczy
      ostatnio zaczęłam codziennie oglądać 10am.tv bo fajne ale co można robić przez
      pozostałe godzinny?
      czekam na propozycje:)
    • Gość: mi$ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.10.05, 12:40
      gdzie są te firmy co dobrze płacą, ba w ogóle płacą za nicnierobienie ?? dajcie
      znać chętnie się przyjmę i was zastąpie.
    • Gość: Gosia IP: *.radom.pilickanet.pl 23.03.05, 16:21
      Mam podobne doznania,staram się ze wszystkich sił i to chyba jest problem,bo
      robię wszystko za szybko.Potem mi się nudzi bo zadanie przeznaczone na cały
      dzień wykonuję dwa razy szybciej. I co dalej?? nuda i tyle!
    • Gość: madga IP: 157.25.31.* 24.03.05, 14:25
      o rany!, siedząc w pracy czytam te Wasze posty i aż się znudziłam tą
      wszechobecną nudą...
      Od niedawna siedzę na infolinii w dużej firmie finansowej, myślałam, że
      telefony będą się urywały i miałam wiele obaw przed tą pracą...
      w ciągu tych kliku godzin moja komórka dzwoni kilka razy częściej niż klienci...
      pozdrawiam Znudzonych :)
    • 26.03.05, 14:03
      O, kochany, jak ja bym tak chciala! Dostawalbym pensje, a calymi dniami pisala
      powiesci :-)))
    • Gość: gosc IP: 213.76.139.* 30.03.05, 11:55
      nie iwedzialam ze problem tak powszechny
      u mnie to samo???
      dobra pensja, wyrabiam sie w 3 godz
      gdyby tak mozna bylo wyjsc wczesniej...
    • Gość: chili IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.04.05, 09:24
      musze wam podziekowac za ten watek. Ja mam dokladnie to samo i czasami juz
      naprawde miewam mysli depresyjne. Internet nudzi mi sie po jakis 3 godzinach i
      co dalej? Ale z drugiej strony zarabiam grosze i nie powinienem miec zbytnich
      wyrzutow sumienia ze tak niewiele robie. Ale najwiekszym problemem jest to ze
      TO MI SIE RZUCA NA MOJA PSYCHE I PO TAKICH 8h JESTEM KOMPLETNIE ZNIECHECONY DO
      ROBIENIA CZEGOKOLWIEK. TRACE JAKIKOLWIEK ZAPAL I ANIMUSZ I JESTEM ZFLACZALY CO
      ROBIC?
    • Gość: Arth IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.04.05, 22:34
      Mam to szczęście, że sam organizuję sobie pracę. Mogę nie robić nic albo wdrażać
      swoje pomysły. Dodam, że nigdy nie zdarzyło mi się nudzić, czasem aż szkoda
      wyjść ;) (pracuję 8h i tego się trzymam).
      Jednak myślę, że w razie nudy w pracy można:
      1. Spróbować samemu zorganizować sobie pracę nawet jeśli nie ma się szans na
      realizację wymyślonych projektów. Jesteśmy skłonni nie doceniać swoich szans i
      wartości pomysłów.
      2. Postarać się jednak zrealizować swoje pomysły :)
      3. Uczyć się, np. angielskiego, niemieckiego, francuskiego, (zawsze się przyda,
      a w domu nie zawsze się chce)
      4. Spróbować wyłowić z szarego tłumu kolegów z pracy postacie wartościowe,
      posłuchać czasem co mają do powiedzenia prywatnie.
      4. Przemyśleć wszystko, tak na poważnie. Można dojść do ciekawych wniosków na
      temat swój, otaczającej rzeczywistości, i wiele wiele innych (uwaga, czasem
      wyłącza się świadome postrzeganie ;)
      5. Jeśli wszystko zawiedzie:
      - założyć własny biznes (mamy już strategię opracowaną w chwilach nudy)
      - zmienić pracę (ciężko, ale nie wykluczone, że się uda, poszukiwania zabiją
      nudę w dotychczasowej pracy.
    • Gość: kass IP: *.bci.net.pl 27.04.05, 10:26
      Przez niemal cztery ostatnie lata pracowalam jako asystentka prezesa banku, i
      dostalam w koncu depresji z powodu ciaglej nudy i poczucia ze nie jestem
      potrzebna. Mysle, ze praca asystentki/sekretarki w gruncie rzeczy polega
      na "byciu w dyspozycji", w dodatku wazne jest aby asystentka byla super
      wizytowka swojego szefa/firmy, czyli wyksztalcona, ladna, inteligentna, z
      doswiadczeniem i znajaca jezyki. Stad wysokie wymagania w ogloszeniach.
      Mialam/mam wysoka pensje starczajaca na wygodne zycie, fitness, dwa-trzy razy w
      roku wakacje zagranica, markowe ciuchy i generalnie zero problemow finansowych.
      Zmienilam prace miesiac temu (ta sama branza i to samo stanowisko). Mialam
      nadziej, ze w innej korporacji bedzie moze lepiej, moze wiecej zajec, moze ta
      firma bedzie dynamiczniejsza, moze ciekawsza. O swoich planach i checiach
      rozwoju i ciekawej pracy powiedzialam na rozmowie kwalifikacyjnej. I znowu sie
      nudze -- oczywiscie wykonuje kupe roznych czynnosci, jak odbieranie telefonu i
      czytanie mejli, ale jest to po prostu grubo ponizej mojego progu
      samorealizacji, i nie wystarczy mi zrobienie raz w tygodniu jednego slajdu do
      prezentacji po angielsku.
      Nosze sie z tym juz od dwoch lat, szukalam innej pracy niz sekretarskiej, setki
      rozmow, ale nic z tego. Mam 32 lata, i pracuje juz 11 lat (na roznych
      stanowiskach). Wiem, ze tym razem nie wytrzymam kolejnych lat walki o ciekawe
      zajecie w ramach firmy, wiem ze nie wytrzymam nawet kolejnych miesiecy. I mimo,
      ze praca jest "idealna", bo: szefowie sa ok, ludzie sa ok, pensja jest super"
      to ja sie tu mecze i wykanczam psychicznie. Mysle, ze sa ludzie ktorym to by
      pasowalo (moze na przyklad Ci z watku 'jak pokazac ze jest sie zarobionym'),
      ale ja taka nie jestem, i nie bede sobie udowadniac ze jest inaczej. Lubie
      zadania, wyzwania, i poczucie, ze jestem potrzebna, i ze moja glowa i rece sa
      robia cos, co lubie, i co innym sie w dodatku podoba. Postanowilam, ze
      rezygnuje z takiej pracy na etacie i chce robic cos swojego.
      Boje sie tej zmiany, boje sie, ze zatesknie do powrotu tutaj, gdy moj zysk
      bedzie niski lub nie bedzie efektow. Moj maz tez sie boi takiej zmiany.
      Ale jesli nie sprobuje, to nigdy sie nie dowiem co jest z drugiej strony.
      A z glodu na pewno nie umre, bo dach nad glowa mam, a na miche na pewno zarobie.
      Oczywiscie, jestem przyzwyczajona do tego, zeby miec wiecej niz miche i dach.
      Ale wiecie co -- te wszystkie materialne dodatki do zycia, ktore sa tak
      atrakcyjne, zupelnie mnie nie ciesza i nie motywuja do dalszego bycia na liscie
      plac.
      Nie chce sie zestarzec majac wrobla w garsci, a snujac marzenia o wroblu na
      dachu. Ciekawe, czy ktos z Was juz doszedl do takiego etapu jak ja i chce sie
      podzielic wrazeniami.

      pozdrawiam,
      Kass


    • Gość: młoda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.05, 21:09
      Ja mam podobna sytuację, może z tą różnicą, ze stanowisko inne i pensja nie taka super. No ale wstrarcza na miche i na podróże i na dobre ciuchy.
      Co z tego skoro wogóle się nie realizuję. Praca, którą jeszcze do niedawna wykonywałam z prawdziwą satysfakcją obecnie jest dla mnie bez sensu i nie wiem jak mogę się realizować zawodowo. Znam języki, mam ukończone studia no ale co z tego skoro po około dwóch latach każda praca mnie zaczyna nudzić i szukam kolejnej zmiany (to juz moja 4-ta posada). Wydaje mi się, że odżyję dopiero wtedy jak wezmę swój los we własne ręce i będę na swoim, brakuje mi tylko odpowiedniego pomysłu i kasy na start, mam nadzieje, ze to uchroni mnie przed zewsządogarniającą nudą na ciepłej posadce.
    • Gość: Arth IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.05, 22:22
      Tu rozwiązanie jest proste. Masz jasno określony cel - być na swoim. Bierz się
      za to, byle nie na łapu-capu i metodycznie, z głową.
    • Gość: Arth IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.05.05, 22:46
      Sytuacja jest"złożona". Trudno mi zgadywać, ale sądzę, że Twoje aspiracje są
      wyższe niż przyznajesz się przed pracodawcą. To stanowisko, które piastujesz nie
      daje Ci możliwości pokazania na co Cię tak na prawdę stać. Mści się na Tobie
      określenie celu w tym co robisz, zatrudniasz się tam gdzie można zarobić,
      zamiast tam gdzie znajdziesz to czego szukasz. Wiem, że trudno zrezygnować z
      pracy nie mając nic w zamian. Może trzeba przygotować "przedpole"? Przecież nie
      chcesz być całe życie nieszczęśliwa. Nie potrafię dać Ci recepty na sukces. Sama
      wiesz, że jest on w zasięgu ręki. Pozostaje tylko :) :
      1. Zastanowić się co chcesz robić
      1'.Pogadać z pracodawcą, powiedzieć, że widzę się tam i tam, bo ...
      2. Wymyśleć sposób żeby zrobić to samej. Po tym co napisałaś sądzę, że potrafisz
      to zorganizować :)
      3. Sformułować cele pracy i dobrać stanowisko, na które chce się dostać. Np.
      jestem świetną specjalistką w organizowaniu i znam się np. na sprzedaży
      (czegokolwiek). Aplikuję więc na regionalnego koordynatora sprzedaży w regionie,
      w którym mieszkam. (to najtrudniesza droga do sukcesu).
      4. Usiąść i pomyśleć, czego tak na prawdę chcę, zaczynając od oczekiwanych
      efektów swojej działalności w tym temacie, a nie od analizy "co może pójść nie
      tak" - podpowiem - zawsze wyjdzie, że wszystko może pójść nie tak.
    • Gość: fredka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.05.07, 15:27
      a ja tak sie nudzę w pracy, że czytam psoty w necie, żeby nie zwariować....
    • 11.10.05, 23:46
      Moja sytuacja była dość podobna do tej, w której znajdowałaś się Ty, kass.
      Miałem ciepłą posadkę w dużej firmie informatycznej (nie będąc informatykiem),
      może nie nazbyt wygórowaną pensję wystarczającą na tę osławioną michę i kąt do
      spania. Miałem też zadania do wykonania; cóż z tego jednak, skoro po ich
      zrealizowaniu w 40-godzinnym tygodniu pracy zostawało mi średnio 35 godzin
      nudy? Zabijałem ją co prawda dość skutecznie, ale nie o to przecież w pracy
      zawodowej chodzi. Musiało minąć pięć lat, bym pojął, że tracę czas w firmie,
      która nie daje mi żadnych perspektyw rozwoju czy choćby awansu i w której
      ogarnia mnie przejmujący marazm. W tym właśnie momencie wstałem zza biurka i
      zaniosłem wymówienie do działu kadr.

      Przyznaję, że miałem inne widoki na zarabianie pieniędzy - wiele osób ich nie
      ma i mieć nie może albo co gorsza mieć nie chce. Ale zawdzięczam to tylko
      sobie: starałem się bowiem w okresach "bezzadaniowych" nauczyć czegoś nowego.
      Teraz jestem wolnym strzelcem w zupełnie innej branży, zarabiam lepiej niż na
      ciepłej posadce i mam wreszcie motywację do pracy, której nie spodziewałem się
      już odnaleźć w sobie nigdy - do tego już niemal doprowadziło pięć nudnych lat.
      Jestem panem swojego czasu, nie stoi mi nad głową żaden szef (mniejsza z tym,
      czy dobry, czy durny). Mam więcej chęci nie tylko do roboty, ale i życia w
      ogóle. Nagle marzenia, które wcześniej wydawały się niemożliwe do
      zrealizowania, zaczynają się spełniać. Jednym z nich była przeprowadzka z
      Warszawy do ukochanego przeze mnie Krakowa - nie minęło pół roku, a jestem tam
      już jedną nogą (to nie oznacza, że nie lubię swego rodzinnego miasta:). Po raz
      pierwszy od lat wyjechałem spontanicznie za granice Polski; zaś podróżnicze
      plany, które już snuję, mają o wiele większy rozmach. Nie muszę już nikogo
      prosić o udzielenie urlopu, nikt też nie może mi go cofnąć - czy wiecie, jak
      wspaniale to smakuje? Pracuję wtedy, gdy tego chcę; poza tym wiem, że ta praca
      ma głęboki sens - po prostu przynosi żywe pieniądze.

      Uważam, że każdy - kto tylko ma taką możliwość - powinien zaryzykować i zacząć
      działać według własnego planu; a może nawet nie tyle wedle planu, ile gwoli
      spełnienia własnych pragnień. Ja to uczyniłem, choć w dalszym ciągu zdaję sobie
      sprawę z tego, na jak kruchych podstawach opiera się teraz moje życie. Ale wolę
      to, niż zależność od humorów wszystkich szefów tego świata, koniunktury na
      rynku pracy, komunikacji miejskiej, pogody i chorych zasad rekrutacji w
      przytłaczającej większości firm. Jak na razie wszystko przemawia za tym, że
      podjąłem najlepszą możliwą decyzję - choć niezwykle ryzykowną. Powoli buduję
      swoje nowe życie i naprawdę trudno mi samemu uwerzyć, jak wiele może to dawać
      satysfakcji.

      Pozdrawiam Cię, kass - jak i innych, którzy stoją przed tym wyborem. I powiem
      juz tylko jedną rzecz - choćby w końcu miało mi nie wyjść, nigdy nie będę
      żałował tego kroku.


      crap
    • 24.06.08, 09:04
      Popieram, praca tam gdzie nie ma możliwości rozwoju i nie ma co
      robić jest męcząca. Trzeba podejmować wyzwania!!!!
    • Gość: nora IP: 62.69.73.* 12.10.05, 10:42
      Chili! ja czuje dokladnie to samo...zdazylo sie nawet, ze z tej bezsilnosci
      plakalam w domu, bo moim jedynym zajeciem jest pieprzony internet, ktory juz
      znam na pamiec. W kolko to samo, onet, interia, gazeta itd. A pozniej nagle w
      polowie dnia, mam wyrzuty sumienia, ze nic nie robie, ale co mam do cholery
      robic, jak nie mam zadnego zadania. Co jakis czas zastanawiam sie czy moj
      dyrektor tego nie widzi? ludzie, nie wiem jak trzeba byc uposledzonym, zeby
      tego nie zauwazyc? Miewalam juz takie mysli, ze az strach:-) Ze wstaje nagle od
      biurka i w porywach nerwow wypowiadam wszystkie czarne mysli na temat ich
      glupoty, ze zatrudnili mnie niewiadomo po co. Innym marzeniem bylo to, zeby
      sami mnie zwolnili, bo ja na razie nie mam odwagi sama tego zrobic. Ale
      obiecuje sobie, ze przyszly rok przyniesie cos lepszego i podejme decyzje o
      odejsciu. Tak nie mozna zyc!!!
      Pozdrawiam wszystkich, ktorzy przezywaja to samo i dzieki za te pozytywne
      wypowiedzi, ktore budza wiare i poniekad motywuja:-)
      Nora
    • 18.05.05, 10:36
      też sie nudzę, ale tak długo byłam bez pracy, że wolę się nudzić tutaj, niz w
      domu.
      nie przeginajcie, tylko ceńcie swój stołek z pensją na czas. a jak komuś sie
      bardzo nudzi na smierć, to niech szuka innej pracy i już.
    • 19.05.05, 09:25
      Gość portalu: Ambitny napisał(a):

      > Nie wiem czy tylko mnie dotyczy ten problem (pewnie nie). Od pewnego czasu
      > strasznie nudzę się w robocie. Firma dobra, stanowisko niezłe, pensja możliwa
      > tylko nie ma co robić. Myslałem,że w tych czasach wszyscy są przepracowani i
      > zabiegani. Zacząłem wątpić w sens pobytu w tej firmie (potrzebuje żeby coś
      > się działo w moim życiu, potrzebuję rozwoju) i od jakiegoś czasu rozsyłam
      > swoje CV do innych firm.
      > Napiszcie czy też macie takie problemy.


      Stary, wyświetla Ci się nazwa firmy Marcopol. :-)
    • 23.05.05, 15:25
      I znów dziś od rana
      Siedzę sobie w biurze.
      Nie chce mi się robić –
      Więc tak sobie bzdurzę.
      Bzdurki zapisuję,
      Notuję cierpliwie,
      Gdy szef mnie opieprzy –
      Wcale się nie zdziwię.
      Bo taki już los mój
      I biurowa dola,
      Bo mam ja za szefa,
      Niestety, ramola;
      Zrozumieć nie może
      Ramol zramolały
      Że chęci do pracy
      Dziś mnie odleciały,
      Że mierzi i nudzi
      Mnie dziś biurowanie,
      I skupić na pracy
      Nie jestem się w stanie.
      Lecz jeśli tu będę
      Bzdurzył sobie sprytnie,
      Możliwe, że szef mi
      Numeru nie wytnie;
      Może z aprobatą
      Pokiwa szef głową,
      Myśląc, że zajmuję
      Się pracą biurową;
      I z taką nadzieją
      Dalej sobie bzdurzę,
      Czekając, aż skończy
      Się dzień pracy w biurze...
    • 24.05.05, 10:35
      zaczęłam powtarzać niemiecki
      --
      "(...)boki konia są spadziste, co jest niebezpieczne dla jeźdźca(...)"
    • Gość: m.m.m.m IP: 195.187.133.* 31.05.05, 11:29
      Jak ja to rozumiem. Bezrobocie w pracy to najgorsze co może mnie spotkac i
      ciągle mnie dotyka. A najgorsze, że też mam przekonanie, że mam lepiej niż inni
      więc Bóg mnie skarze jak będę narzekać. Doprowadziło mnie to do takiego
      poczucia winy, ze w ostatniej pracy w której dzial sę po prostu sajgon (burdel
      i syf, wszystko zaraz, obietnice nigdy nie spełnione itp) zaciskałam zęby i
      mówiłam sobie: Bądż odpowiedzialna, inni nie mają pracy a robią co moga itd.
      Doprowadzilam się do deprechy. Urodziłam dziecko po paru miesiącach szajby z
      powodu siedzennia w domu poszłam do nowej , znalazłam się tu. I co???? Super
      praca, ale nie mam co robić!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość: gk IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.05.05, 14:03
      ja jestem na emeryturze i tez się nudzę, ale pracować mi się juz niechce,
      zresztą kto by przyjął starego człowieka.
    • Gość: fatalos IP: *.devs.futuro.pl 13.06.05, 12:42
      mam ten sam problem i dlatego wlasnie siedzie na forum.
      dzis jest fatalny dzien!!! wstalam z mysla, ze nie mam ani jednej rzeczy do
      zrobienia!!! mam juz dosyc dlugich lunchow, zakupow, spacerow. potrzebuje
      zeby :"cos" sie dzialo. kasa dobra, duza firma, tylko kurde nic do roboty nie
      ma! a tyle mi tu obiecywali, a jak sie mialam roziwjac!! o ho ho!! no
      faktycznie! bardzo sie rozwijam - szczegolnie w dziedzinie kreatywnych
      rozwiazan na nude...

    • Gość: pomocny IP: *.stonewell.pl 27.06.05, 15:29
      DO WSZYSTKICH ZNUDZONYCH i NIE REALIZUJACYCH SIE W PRACY ITP - NICZEGO NIE
      ROZUMIECIE O BIZNESIE.
      Ktos slynny kiedys powiedzial 'nothings happens in business until the sale is
      made'
      Wnioski mozecie w wolnym czasie wyciagnąc.

      Powodzienia!
    • Gość: pani XXX IP: *.kon.tvknet.pl / *.tvknet.pl 28.06.05, 02:00
      Miałam super prace ,ale się w niej nudziłam pracowałam 8 godz.a pracy było na 3-
      4godz. i co dalej .Przez następne 4-5 godz.musiałam walić głupa.Pracowałam tam
      5 lat .Jak przychodziłam do domu to byłam taka zmęczona ,tym siedzeniem za
      biurkiem .To udawanie że pracuje w jakimś momencie mnie wnerwiło i powiedziałam
      do widzenia.A teraz masz babo placek nudziłaś się to musisz teraz nadrobić
      stracony czas .Nowa praca jest straszna (może nie do końca ,bardziej
      zarobki),ale roboty jest tyle że w ciągu 8 godzin nie można się wyrobić a kasy
      tyle jak kot napłakał.MĄDRY POLAK PO SZKODZIE.
    • Gość: barah IP: 57.66.193.* 15.07.05, 15:10
      A już myślałam, że tylko mnie to dopadło. Roboty mam co prawda po uszy, ale
      bardzo mnie ona nudzi. Wykorzystuję około 30% moich mozliwości intelektualnych
      choć w 8 godzin czasem trudno sie wyrobić. Wypalenie zawodowe - napewno. A
      firma jest międzynarodową korporacją i stanowisko też na poziomie europejskim...
    • Gość: Pegaz IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 15.07.05, 18:17
      > pracowałam 8 godz.a pracy było na 3-4godz. i co dalej.
      > Przez następne 4-5 godz.musiałam walić głupa.
      [...]
      > Nowa praca jest straszna (może nie do końca ,bardziej
      > zarobki),ale roboty jest tyle że w ciągu 8 godzin nie można się wyrobić

      a już myślałem, że stare przysłowie pszczół o tym, że nic w przyrodzie nie
      ginie przestało obowiązywać ;)

      pozdro
      Pegaz.
    • 28.06.05, 15:05
      Przyłączam się do do nudzących się w pracy, ale ja już dawno przestałam się tym
      przejmować. Realizuję się po 15.30...
    • Gość: tokarz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.07.05, 14:58
      ja mam najgorzej, nie dosc, ze sie nudze, to jak okaze oznake nudzenia czy
      bezczynnosci to zbieram ochrzan, wiec musze sie nudzic, ale zawsze udawac, ze
      cos robie, bo takie wymagania postawil szef ;-)
      pozdrawiam,
      tokarz
    • Gość: Zelda IP: *.chello.pl 28.07.05, 13:28
      Przez 4 lata pracowalam jako przedstawiciel handlowy - od rana do nocy, w
      weekendy takze. I przeprowadzilam sie do innego miasta, ustabilizowalam
      rodzinnie, tesknilam za praca biurowa. I masz babo placek: Mecze sie od 9 do
      17.00. Moje obowiazki to moze 15 minut zebranych w calosc. Wymyslam sobie rozne
      zadania, ale ile tak mozna? Kazda branza ma swoj poczatek i koniec - juz nic
      ponadto nie stworze. Dziwie sie - czy moj szef nie widzi tego? Nie przeszkadza
      jemu moja garstka obowiazkow? Tu nikt inny nie chce mojej pomocy. Casem cos
      fajnego wyszperam w necie. Ale dobija mnie nuda, samotnosc i bezczynnosc - nie
      mam wokol siebie wspolpracownikow, nie moge wyjsc na papierosa, nie mam miejsca
      do rozprostowania nog. Siedze 8h za biurkiem. Oh jak czasami tesknie za praca
      przedstawiciela i telefonami od 6 rano do polnocy!
    • Gość: anula IP: 80.51.227.* 17.08.05, 12:08
      Kilka rad co zrobić kiedy się nudzisz w pracy:
      - poczytaj książkę
      - poucz się języka
      - poszperaj w necie
      - przemebluj swoje biurko - w zależnosci od humoru
      - pogadaj z kolegami z pracy
      - porozwiązuj krzyżówki
      - pośpij
    • Gość: tinomen IP: 217.77.224.* 29.08.05, 13:34
      U mnie jest też nudno, a pracuję w hipermarkecie. Moja praca polega na pisaniu
      umów kredytowych i siedze tak i siedze czasem np. w niedziele po 12 godzin i
      nienawidzę tego, a zanosiło sie ze bedzie pracowicie i stosunkowo dobrze
      płatnie ale wraz z zakonczeniem promocji na otwarcie skonczyla sie klientela i
      punkt nie wyrabia na moja premie. Najgorsze jest to ze pracownicy lataja w
      pocie czola a ja nie wiem co z czasem zrobic i nie moge teoretycznie nigdzie
      isc bo przeciez musze byc dostepny nonstop dla klienta. A klientów jest moze 2
      dziennie co daje 15 min pracy w zwolnionym tempie. Dodatkowo atmosfera
      hipermarketu nie sprzyja czytaniu ksiazek i nauce......ehhhhh i wracam do domu
      z mysla straty czasu i ogolnym poczuciem braku spelnienia....nic po mnie nie
      zostanie ;(
    • Gość: Kasia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.08.05, 23:58
      Nie wiedziałam że tak dużo osób ma ten problem. U mnie w pracy nuda jest ale
      nie ma netu! Tzn jest ale nie dla pracowników.I chociaz są dni że jest bardzo
      dużo roboty ale większość jest takich że trzeba sobie wymyślać zajęcia.Ale
      najbardziej to ja się boję że szefostwo w końcu zauważy bezcelowość
      zatrudniania paru osób ktorych pracę z powodzeniem mogłyby wykonywać inne osoby
      i w końcu zrobi redukcję etatów.A ja już wiem jak okropnie jest szukać pracy i
      nie chce tego znowu przechodzic tym razem z własnej woli.Nie zarabiam dużo ale
      1200 zl na konto za pracę od 7-15 nie jest też najniższym wynagrodzeniem.Co wy
      na to?
    • Gość: pani od kredytów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.05, 10:48
      Mam tak niemal codziennie od jakis 3 lat.... Sama w biurze, sąsiedztwo do bani
      (nudziarze), czytam, starałam sie uczyc.... na nic, tylko internet w sporej
      mierze pomaga zabijać czas, oby mi nie poblokowali <olaboga>.
      Pozdrawiam wszystkich cierpiacych :)
    • 30.08.05, 16:48
      Heh, więc i ja się przyłączę. Niedawno odeszłam z jednej pracy po roku - gdy ją
      zaczynałam, było super, dużo nowych rzeczy na nauki itp. Niestety po 2
      miesiącach już wszystko, co mogłam się w niej nauczyć, opanowałam. Pocieszeniem
      malutkim byłaa koleżanka - gaduła w pokoju. Teraz zaczęłam inną pracę w
      wymarzonym, jak mi sie zdaje zawodzie. I co? Jest to samo - pracy jednego dnia
      jest więcej, innego mniej. Ale ileż można ciągle księgować te same faktury?
      Dobija mnie to, gdyż moja ścieżka zawodowa jest ściśle związana z księgowością,
      a tu taka klapa. Jak to zmienić...Nie mogę, np. "spać" czy "czytać książki", bo
      jest nas kilka w pokoju, więc ktoś mpoże górze donieść. Dobrze,że ten net.Ale
      muszę przyznać, iż zaczyna mnie już nudzić...
      --
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29133
    • 31.08.05, 12:17
      Jak się cieszę, że nie jestem sama. Tyllko, że ja mam trochę inaczej. Są dni
      kiedy nawet nie wiem w co ręcę włożyć, są takie jak ostatnie dwa tygodnie,
      gdzie chyba przeczytałam wszystkie wątki na forum i już naprawdę nie wiem co
      robić. A nie mogę pokazać, że się nudzę. Wymyślam sobie obowiązki, ale ile
      można. Zaczęłam nawet służyć jako pogotowie prawnicze na jednym wątku.
      Ale mam plan, poszukać takiej roboty, w której będę od 8 do 16 miała
      maksymalnie dużo obowiązków. Już zaczęłam...życzcie mi powodzenia.
    • Gość: ona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.05, 13:36
      Z tym poszukiwaniem 'pracowitej' pracy, to się lepiej zastanów. O mnie można
      powiedzieć, że popadam z skrajności w skrajność. Moja pierwsza praca po
      studiach to był zapierdziel od 8. do 21. plus robota do domu na weekend, bo się
      nie wyrabiałam. Niby ciekawa, ale wysysająca wszystkie soki, niszcząca zdrowie,
      ciągły stres, walka z czasem. System odpornościowy zaczął szwankować, ciągle
      byłam przeziębiona, wściekła, w zimie przeszłam 2 anginy i powiedziałam dość.
      Zarabiałam mnóstwo, ale nie miałam czasu ani siły wydawać tych pieniędzy.
      Rzuciłam robotę, co ciekawe nie chcieli mnie stamtąd puścić, ale się zaparłam,
      przez 2 tygodnie leżałam w łózku i doleczałam te wszystkie anginy. Później
      wybrałam się na zasłużony 3-tygodniowy urlop do ciepłych krajów-to była stara
      nagroda za świetne wyniki, ale wcześniej nie miałam czasu jej wykorzystać. W
      ogóle co to za pomysł torturować pracowników takimi nagrodami, skoro nie było
      mowy o jej odebraniu. Phi, głupi szef. Wróciłam i żyjąc z odłożonych pieniędzy
      zaczęłam rozglądać się za jakąś normalną pracą. Okazało się, że pewien stary
      klient,który wiele mi zawdzięcza, zna prezesa, który szuka asystentki, prawej
      ręki i doradcy w jednym. Wcześniej nawet bym o 'takiej poniżającej'robocie nie
      pomyślała, ale teraz przemyślałam sprawę i ostatecznie zostałam nią. Czasami
      rzeczywiście mam sporo pracy, ale nieraz, tak jak dzisiaj, totalna pustka.
      Mając zwyczaj robić dobrze 5 rzeczy na raz, tyrać jak robot teraz robotę
      przeznaczoną dla mnie wykonuję w 3 godziny. Poza tym zawsze ktoś wpadnie, jacyś
      goście do szefa, coś ciekawego się dzieje, jakiś wyjazd się kroi. Oprócz tego
      dużo czytam, uczę się francuskiego,w weekendy robię podyplomówkę i w godzinach
      pracy się uczę, siedzę w necie, dzisiaj wymyślałam gdzie by tu się wybrać na
      jesienne wczasy, gadam godzinami z kumpelkami przez telefon, tyle że po
      niemiecku (szef niemieckiego nie zna, poza tym i tak mam swój gabinet),
      wyskakakuję w godzinach pracy do kosmetyczki, fryzjera (osobista asystentka
      prezesa musi o siebie dbać, a co ;) ), mam darmową opiekę medyczną, więc
      reperuję swoje zdrowie i zaliczam lekarzy niemal każdej specjalności), udzielam
      się na kilku forach dyskusyjnych( to świetny kiler czasu), czytam masę
      dzienników ogólnokrajowych, lokalnych, zagranicznych, prasę babską, firmową,
      branżową i śmiem twierdzić, że jestem najlepiej poinformowaną osobą w promieniu
      stu mil, chętnie wyskakuję z roboty załatwiać sprawy nawet jeżeli nie są w 100
      % moje, służę pomocą i dobrą radą innym pracownikom, wyrabiam sobie opinię
      niezastąpionej, niepowtarzalnej, wykwalifikowanej profesjonalistki i dbam o to,
      by nikt mnie z obecnego miejsca pracy nie wykurzył czego i Wam życzę.
    • Gość: niuuuda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.05, 11:57
      Dobrym sposobem na nude sa roznego rodzaju kwalifikacje zawodowe, ktore mozna
      eksternistycznie realizowac. nie ma co robic w robocie to sie mozna pouczyc pod
      kontem egzaminu i niekoniecznie trzeba targac ksiazki do pracy. wiele
      materialow do nauki jest dostepna online i offline z roznych systemow home
      study / distance learning. dla ksiegowych i finansistow warto sie zastanowic
      nad tytulem doradcy podatkowego, bieglego rewidenta albo mozna zaczac sie bawic
      w ACCA. jestem b rewidentem i troche z niuuudow poza sezonem zaczalem zabawe z
      ACCA.
    • 12.10.05, 07:40
      Ja mam to samo. Od 3 lat ta sama praca, sama w biurze, czasami żywej duszy
      przez 8 godzin nie widze. Czas wlecze sie strasznie. Większosć czasu tak jak Ty
      spedzam w necie,a le ileż można. Wracam do domu zmeczona tym nicnierobieniem
      gorzej niż bym cały dzień rowy kopała. Przynajmniej byłby to inny rodzaj
      zmęczenia. Na razie wzięłam duży kredyt na mieszkanie i nie mam możliwosci
      zmiany pracy. Tu mam umowę na stałe i przyzwoite pieniadze. Tylko poczucie
      wartosco jakos tak spada...
    • Gość: bakcspace IP: 5.3.1R* / *.abnamro.nl 12.10.05, 08:59
      ja tez mam kredyt na mieszkanie a z obecnej pracy ucieklabym gdzie pieprz
      rosnie. Niestety w tej sytuacji nie moge tego zrobic, dopoki nie znajde nowej i
      lepszej! Poczucie wartosci zbliża sie do 0:-((
    • Gość: xyz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.09.05, 13:41
      Mam podobnie, sa okresy ze czas jest wypełniony prawie w 100%, ale w wiekszości
      pracy na dzień jest ok. 2 h jak sie go dobrze "rozciagnie", ale u mnie dochodzi
      do tego chyba tzw. wypalenie zawodowe, bo może miałabym wiecej zajec i zleceń
      do realizacji gdybym sie o nie postarała, ale brak mi:
      1. motywacji
      2. chęci
      3. zaangażowania
      czuję się zmeczona, a przedtem wszystko było odwrotnie.
    • 03.10.05, 09:57
      oczywiście mam to samo, ale non stop, pracuję tu od roku i czuję, że się
      uwstewczniam, robię coś przez jakąś godzinę w ciągu dnia, a jak nie mam nic do
      roboty to:
      - uczę się, np. do obrony, ktora mam w te sobote czy przypominam sobie
      francuski z czasow szkolnych...
      - czytam, pochlaniam ksiazki hurtowo, te po 9,9 z kiasku :)
      - robię coś np. zaproszenia ślubne
      - planuję podróże (dzięki temu i Paryż i Egipt miałam zorganizowane wzorowo!)
      - szukam innych ofert pracy...

      jest ciężko i już sie boję co to bedzie jak zrobię zaproszenia i znudzi mi sie
      czytanie, ale moze do tej pory znajda jakas ciekawa oferte pracy...
    • Gość: patrych IP: *.udn.pl 11.10.05, 20:21
      ludzie o czym wy mowicie! chcialabym sie "nudzic" w pracy, miec czas na
      czytanie ksiazek i nauke jezyka, nauke innych programow graficznych, a tak
      nawet w domu nie moge tego robic bo co mozna jeszcze chciec po 12 godzinach
      ZAPIE..-bo tylko tak moge tak to okreslic, 16 godzin najdluzej. Jak chce
      wyjsc o 17 tej, to szef mruczy cos pod nosem ze potem sie chce 1.500 zl pensji
      i w sumie to powinnam go jeszcze po dupie calowac ze jak na radomskie warunki
      to i tak duzo - co z tego ze odwalam robote za dwie osoby i ze jestem
      samodzielnym pracownikiem.... mam dosyc kreatywnej roboty (jestem grafikiem
      komputerowym - plastykiem) i tak mojej kreatywnosci szef nie docenia tylko
      cigle mu MALO MALO MALO
      PS ZNAJDZCIE MI TAKA PRACE GDZIE BEDE MOGLA ROBIC JEDEN PROJEKT NA DZIEN

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła lub ?

    Zapamiętaj mnie

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka
    Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.