Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Rozmowy rekrutacyjne w innych miastach?!

    IP: *.media4.pl 15.07.05, 09:37
    Wczoraj byłem na rozmowie w sprawie pracy w Warszawie. Czuje się bardzo
    zawiedziony, gdyż wyobrażałem sobie że jade na krótka rozmowe w zasadzie na
    formalizowanie wczesniejsczych uzgodnień. Do tej firmy sie nie starałem
    przyjąć moje cv z jakiegoś portalu wychwyciła firma HR Grafton. Kilka
    telefonów, interview po angielsku, w koncu komunikat przeszedł pan do II
    etapu i III rekrutacji. W takim przypadku już wyobraźnia zaczyna pracować ...
    Spotykam sie z dyrektorem firmy godzinna rozmowa w zasadzie od poczatku
    myslałem ze firma grafton skoro zajmuje sie rekrutacja w jakis sposob
    przygotuje grunt i rozmowy bedą bardziej szczególowe. Pod koniec usłyszałem
    za za 2 tygodznie zapraszaja mnie na nastepne spotkanie i strasznie się
    wkurzyłem. Tym samym nic konkretnego sie nie dowiedziałem , wydałem 120 zł na
    podróż z Wrocławia do Warszawy, jakieś jedzenie itd. nie mam pracy i tez nie
    stac mnie na jezdzenie do innych miast. Pracodawcy naprawde nie licza sie z
    młodymi ludzmi. I w zaden sposób nic nie tłumaczy dlaczego taka duza firma
    nie mogła przeprowadzic rekrutacji w moim miescie.
    Ja sobie Wy radzicie? Skoro jestescie zdeterminowani w szukaniu pracy
    jezdzice na kazda rozmowe? Wydajac czasami bez sensu pieniadz bo od razu sie
    on nie zwraca..
    Edytor zaawansowany
    • Gość: lidzia IP: *.toya.net.pl 15.07.05, 10:49
      a nie mogłeś przy którejś z kolei rozmowie kulturalnie zasugerować, czy nie
      można procesu przyspieszyć, bo jesteś bezrobotny i takie wycieczki kosztują Cię
      pieniądze, których nie masz. Oczywiście jakoś ładniej to ujmij. Jestesmy ludźmi
      i każdy to rozumie, że podróż z Wrocka do Wawy to nie jazda tramwajem 10 min.
      Uważam, że powinieneś tak przy najbliższej okazji powiedzieć, bez zadęcia ale
      grzecznie, to żaden wstyd. W moich oczach złapałbyś plusa, jako człowiek
      konkretny, asertywny. Powodzenia
    • agulha 15.07.05, 12:19
      Nieco poza tematem - jeśli dalej będziesz miał podobne przygody, zainteresuj
      się tymi nowymi ofertami PKP. Można dojechać naprawdę daleko, w niezłych
      warunkach i za nieporównywalnie mniejsze pieniądze.
    • Gość: Ig IP: *.radiostrada.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 15.07.05, 14:50
      Ciesz się, że mieszkasz w dużym mieście. Przy odrobinie szczęścia możesz znaleźć
      pracę we Wrocławiu, bez konieczności wydawania pieniędzy na dojazdy.
      Ja mieszkam "na zadupiu" i akurat jestem na etapie szukania nowej pracy. Jeżdżę
      po całej Polsce, trzymając się za kieszeń (chociaż ciągle pracuję). I tak,
      wyjazd do Poznania (400km) kosztował mnie 500zł (1/3 moich dochodów), bo do
      paliwa musiałem dodać 200zł mandatu. Pracę wprawdzie dostałem, ale dałem sobie
      czas do namysłu, bo jestem również w trakcie innych rozmów.
      Kilkakrotnie jeździłem też do Warszawy (120km), i jescze przynajmniej raz
      pojadę. Nawet nie liczę, ile mnie to wyyniosło...
      Inwestuję jednak w te podróże, bo mam nadzieję na otrzymanie duuużo lepszych
      warunków pracy, niż obecnie (Poznań już mi to zapewnił). Wiem, że żaden
      pracodawca nie przyjedzie do mnie, żeby porozmawiać 20-60 min, a potem pojechać
      40 km dalej, żeby porozmawiać z innyym kandydatem. Zastanów się, czego Ty wymagasz!
      Ja dodatkowo pracuję i na każdą rozmowę muszę brać dzień wolny. A to też nie
      jest takie sobie hop siup.
      Jeśli chcesz znaleźć dobrą pracę, zainwestuj najpierw w siebie (dobra szkoła,
      studia, j. obce), spróbuj nabrać doświadczenia w mniejszej, lokalnej firmie i
      dopiero potem zainwestuj (!) w szukanie lepszej pracy. To też kosztuje. I
      jeszcze jedno: naucz się pokory (wymagaj owszem, ale najpierw od siebie)
    • Gość: lidzia IP: *.toya.net.pl 15.07.05, 18:43
      a zauważyłeś może, że koleś nie ma pracy, więc nie ma za dużo kasy mądralo?
      Oczywiście, że powinien jeździć o pracę, ale nie na 15 rozmów do jednej firmy.
      Bo jak stanie przed wyborem: obiad czy bilet na pociąg to wiadomo co wybierze.
    • Gość: realka IP: *.lama.net.pl / *.lama.net.pl 15.07.05, 20:43
      A dlaczego nie pojedzie??? Pracodawcy powinno tak samo zależeć na pracowniku
      (dobrym!) jak pracownikowi na pracy. Fakt że zdarza się to rzadko świadczy źle
      wyłacznie o pracodawcach i tym jak nas, szukających traktują - wiadomo
      bezrobocie wysokie itp.
      Ja ostatnio z przyczyn niezależnych nie mogłam w wyznaczonym dniu stawić się w
      Warszawie na rozmowie o pracę. Zadzwoniłam, przeprosiłam i podziękowałam za
      zaproszenie przekonana, że tam na pewno pracować nie będę. Na następny dzień
      oddzwonili i okazało się że rekrutujący przyjedzie do mojego miasta (kraków)-
      żeby ze mną się spotkać. Byłam pozytywnie zszokowana - i pozostało we mnie
      przekonanie że w tej firmie szanuje się i docenia pracownika - nawet potencjalnego:)
    • Gość: ANNA IP: *.tele2.pl 19.07.05, 10:17
      wyjazd do Poznania (400km) kosztował mnie 500zł (1/3 moich dochodów), bo do
      > paliwa musiałem dodać 200zł mandatu

      Trzeba było jechac pociągiem. Za ekspres z miejscówką zapłaciłbyś ok. 180 zł.
    • Gość: ajax IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.07.05, 21:47
      hehe ja tez od kilku miesięcy jeżdże na rozmowy to do Poznania to do Warszawy,
      ostatnio nawet byłem w Niemczech na Asessment Center (na szczęście mają mi
      zwrócić kasę za przelot samolotem). Już nie liczę ile kasy wydałem, gdyż
      stwierdzam, że jak nie zaryzykujesz to nie zyskasz.
    • zaq28 15.07.05, 22:25
      Muszę się z Tobą zgodzić. Swego czasu przez 3 miesiące yłem bezrobotnyi ostro
      szukałem pracy. Znalazłem ofertę pracy w Wawie. Wysłałem dokumenty, oddzwonili i
      zaprosili na rozmowę. No więc wsiadam w pociąg EX jadę 2:35 na bilet poszło 70
      zł. Stawiam sie pod wskazanym adresem i tu zaskoczenie, "Pan Prezes" zapomniał i
      pojechał sobie na wycieczkę po okolicy. Niestety nie zdąży wrócić do 17 to może
      na jutro się umówimy. Myślę trudno, zdarza się. Dobrze, że mam znajomych w
      Wawie. Przenocowali mnie. Rano idę raz jeszcze na spokanie. Gość porozmawiał ze
      mną 45 min i mówi mi tak, że wszystko jest ok, ale w sumie to on na tym
      stanowisku to widziałby kobiete jednak. Krew mi odpłyneła, wkurzyłem się
      strasznie, ale pytam grzecznie, że skoro widzi na tym stanowisku kobietę to
      dlaczego mnie zaprosił. A on na to, że chciał spróbować czy może jednak
      zatrudnić faceta, ale właśnie się rozmyślił. Nie będę pisał co za słowa mi się
      wtedy cisnęły na usta. Ale dobrze się stało bo potem wyjechałem do pracy w
      Norwegii (fajnie było), wróciłem do kraju i teraz całkiem nieźle mi sie powodzi. :)
      --
      O moderacji
    • Gość: Gość IP: *.kasztanowe.net / *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.05, 22:18
      To naprawdę wkurzające!!!!!!
      Od kilku miesięcy jestem bezrobotna. Szukam pracy jako przedstawiciel medyczny i
      w ostatnim czasie sporo jeżdżę do Warszawy.
      Mieszkam w Szczecinie i niestety taka podróż to cały dzień z głowy (wyjeżdżam o
      5 rano a wracam o 22) a do tego koszt 300 zł. ZGROZA!!!
      Kilka razy zapytałam podczas rozmowy czy firma zwraca za przejazd... Spojżenia i
      opinie, potencjalnych pracodawców, mówiły same za siebie.
      Przecież dla tak bogatych firm zwrot kosztów za dojazd (np. na 2 etap
      rekrutacji, gdzie jedą najwyżej 3 osoby) to tak naprawdę żaden wydatek. A dla
      nas osób bez pracy...
      Szkoda gadać!
      Nikogo tak naprawde nie interesuje człowiek, zwłaszcza ten bezrobotny!
    • ion-tichy 19.07.05, 08:20
      irytujące jest, że obecnie rekrutacja na większość nawet "miernych" /bez urazy/
      stanowisk szumnie przeprowadzana jest przez różnej maści firmy rekrutacyjne, ato
      z Łodzi a to ze Szczecina a to z Warszawy itd. W konsekwencji na stanowisko
      asystenta szewca /na które to z założenia przyjdzie z kilkaset ofert/ prowadzone
      jest 300km. od miejsca zatrudnienia i ciągnie się tych nieszczęsnych
      zainteresowanych w te i z powrotem tylko po to aby hrowiec spytał gościa czy aby
      na pewno potrafi w zębach gwoździe prostować, tak jak to napisał w swojej
      aplikacji. A praca okazuje się być dwa przystanki autobusowe od miejsca
      zamieszkania. Właściwie to trudno nawet tu do kogoś apelować bo HR musi zarabiać
      i swoje robi przy minimalizacji kosztów a pracodawca płaci dla HR więc co go to
      obchodzi co i jak ważny jest efekt końcowy. Jedynymi poszkodowanymi w pewnym
      sensie sa to nieszczęśni prawie asystenci szewca którym się nie powiodło.
    • Gość: franek IP: 217.8.190.* 19.07.05, 08:33
      i tu wychodzi durnota i zacofanie polskich pracodawców ,swego czasu miałem
      propozycje prcyw 200 km od miejsca zamieszkania , ale rozmowy odbywały się we
      Frankfurcie , ponieważ rekrutacje prowadziła firma niemiecka bez mrugnięcia
      okiem zaproponowali zwrot za bilet lotniczy !!!!!
      za następny etap już w Polsce zwrócili kase za paliwo - na pysk
    • Gość: cross IP: *.crowley.pl 19.07.05, 08:41
      też niedawno byłem w takiej sytuacji ,
      wyprawy ze Śląska miałem gł.do Wawy ,ale
      zdarzyła sie też do Gdańska, gdzie zaproponowano
      mi stanowisko ph nie dając ŻADNYCH narzędzi w zamian,
      nie muszę dodawać ,że żadnej podstawy,żwrotu kosztów etc -
      prezes i dyrektorek byli bardzo zdziwieni,że nie przyjechał
      oprócz mnie nikt z południa , widocznie pozostali "wyczuli"
      dziadów przez telefon ...

      potem już unikałem takich wojaży,starając się od osoby dzwoniącej uzyskac
      jak najwiecej informacji o przyszłej pracy, jeśli nie chciała bądź nie potrafiła
      ich udzielić ,albo nie dostałem nru telefonu osoby kompetentnej w udzielaniu
      tego typu informacji - po prostu odpuszczałem jazdę, zwłaszcza jeśli firma
      nie miała nawet stronki w necie

      pozdrawiam i zyczę wytrwałości wszystkim szukającym dobrej pracy
      trend jest rosnący , myślcie pozytywnie :-)
    • Gość: lily IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.05, 12:02
      jade na rozmowe do warszawy. mam niecale 200km ale musze byc w wawie na 8.30 a
      to znaczy, ze zrywam sie o 3.15,bo to jedyna mozliwość dojechania. jade na caly
      dzien, przypuszczam, ze bede nieprzytomna.... po 4 godzinach jazdy bede
      wygladala jak wymięta i pewnie wywre niezapomniane wrażenie na
      przeprowadzających rozmowe :)))
    • Gość: daisy IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl 19.07.05, 14:32
      Ja przejechalam 400km by dotrzec na rozmowe, musialam jechac expressem by
      dotrzec na sensowna godzine; wydalam 200pln na podroz; to bylo dwa miesiace
      temu, nawet nie napisali odpowiedzi odmownej; nie wiem czy drugi raz sie
      zdecyduje na taka podroz...jestem bardzo rozczarowana "kultura bycia" naszych
      pracodawcow i nieliczenia sie z kandydatami..
    • mesmeredia 19.07.05, 19:14
      Poza tym teraz jest taki trend by zapraszać na rozmowy, chociażby do takiej
      Warszawy, kandydatów z innych miast bo "oczywistym jest", że wielkich wymagań
      mieć taki kandydat nie będzie. Naprawdę się wściekłam, kiedy na rozmowie byłam
      we wtorek, po czym zadzwoniono do mnie w środę, że mam się stawić w czwartek na
      rozmowę finalną a dziś otrzymuję telefon, że będzie jeszcze jedna rozmowa choć
      "pracodawca jest mną zachwycony". Procent mają od przejazdów, czy jak? Liczą, że
      się zmęczę i zgodzę się na byle jakie warunki? Survival jakiś? Co dziwniejsze,
      najchętniej takich pracowników poszukują wielkie korporacje, zatrudniające
      zwykłych roboli, dla których sam fakt oddychania powietrzem Warszawy ma być
      nagrodą. Ale to moje zdanie. Być może jednak pracować w Warszawie będę,
      zobaczymy. Wolałabym Kraków.
      A ile pieniędzy wydałam na takie wyjazdy, z których zupełnie nic nie wynikło -
      szkoda gadać. Ale wiadomo, jeśli się nie pojedzie to przekreśla się całkowicie
      swoje szanse na znalezienie pracy. Jeśli są pieniądze na przejazdy - warto
      jechać, byle nie do firmy krzaka. Jeśli nie ma - może pogłębić poszukiwania na
      rynku lokalnym? Zrobić listę firm, jakie widać nawet w drodze do domu i uderzać
      po kolei. Co do podwyższania kwalifikacji - tylko, jesli się ma dochody, nic za
      darmo niestety. To przykre ale to takie koło zamknięte: nie mam odpowiedniego
      papierka, jestem mniej atrakcyjnym kandydatem i dodatkowo bezrobotnym, nie mam
      kasy na kursy, z czasem jestem coraz mniej wartościowym kandydatem itp. Może
      pożyczyć na kurs?
      I.
      --
      everything is falling into pieces
    • Gość: :( IP: *.hsd1.ut.comcast.net 19.07.05, 21:02
      W USA standardem jest, że potencjalny pracodawca, zapraszając mnie na rozmowę,
      pokrywa koszty podróży i hotel (raz nawet wytargowałem wynajęcie samochodu i
      sobie za darmo pojeździłem po Kalifornii - w zamian dałem ładną prezentację). U
      nas nie ma kapitalizmu, Kochani. W kapitalizmie strony wiedzą, że nikt nie robi
      łaski "dając pracę". To nie łaska, tylko równoprawna wymiana: pieniędzy firmy na
      wkład pracownika w jej sukces. Obie strony to rozumieją i się wzajemnie szanują,
      nawet podczas wstępnych negocjacji. U nas pracodawcom się zdaje, ze "jest
      bezrobocie, przyjdzie iluś tam innych chętnych". Guzik prawda. Wykształceni
      ludzie nie pozwolą sobą pomiatać jak chłopem pańszczyźnianym!
    • moim_zdaniem 19.07.05, 22:10
      A ja byłam dzisiaj na rozmowie kwalifikacyjnej w pewnej firmie, rozmowa
      odbywala sie po angielsku, bylo bardzo sympatycznie. Czlowiek oddzwonil i
      zaproponowal nastepne spotkanie w Warszawie, zgodzilam sie oczywiscie. Ku
      mojemu zdziwieniu pan zaproponowal mi, ze w tym spotkaniu bedzie uczestniczyl
      inny pracownik firmy, ktory przyjedzie po mnie, zabierze mnie do Wawy i
      przywiezie z powrotem. Uwazam, ze to jest zalatwienie sprawy-pelen
      profesjonalzim!
    • Gość: greg IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.05, 02:08
      to w tym kraju ewenement na wielką skalę
    • Gość: polisz IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.07.05, 16:26
      heh Stany... jakby cena paliwa w Polsce była taka jak w Stanach to niemartwiłbym sie w ogóle
      o koszty dojazdu na rozmowę
    • literka_m 20.07.05, 17:49
      kiedy mnie moj pracodawca zaprosil na rozmowe (rzecz dziala sie na terenie
      niemiec) w skrzynce pocztowej znalazlem bilety na dojazd (pociag intercity ok
      600km). wczesniej zapytal, czy chce takze hotel, czy wole wrocic tego samego
      dnia.
      ale to byl trzeci etap rekrutacji (1.sito przy CV 2. rozmowa przez telefon w
      jezyku obcym i dopiero 3.spotkanie )
    • kamcia_79 20.07.05, 18:20
      Byłam ostatnio na spotkaniu w Toruniu (firma z Bydgoszczy, ja z Bydgoszczy, wiec
      jaki sens nie rozumiem) po tygodniu otrzymałam telefon ze firma zrezygnowała z
      rekrutacji, ręce opadają....
      --
      Mój największy skarb:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=631&w=25209187
    • Gość: ania IP: *.toya.net.pl 21.07.05, 19:57
      Zgadzam sie ze czasem czlowiek sie wscieka jedzie, wydaje kase i nic, ale pisze
      ponieważ wlasnie dzis opadla mi szczeka pojechalam na rozmowe do Cetelem Bank i
      na koncu powiedziano mi iz zostana mi zwrocone koszty podrozy, tylko mam im
      przyslac bilety i podac nr konta. I TAK POWINNO BYC W KAZDEJ FIRMIE !!!!!

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka