Re: Dyskryminacja pracodawcy czy pracownika?
Autor:
Gość: tyranozaur
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
15.12.05, 11:10
<POnadto bardzo czesto w postach jest powolywane prawo pracodawcy do
zwalniania i zatrudniania "Jak sie chce". Otoz powiem tylko, ze w tak
wychwalanych USA pracodawca dostalby w sadzie takie baty, ze firma na
odszkodowanie pacowalaby nastepny rok>
-USA nie są dobrym przykładem, bo tam polit.-poprawność osiągnęła rozmiary masowej psychozy, a korzystający z tych wypaczeń terroryści mogą zrujnować finansowo praktycznie każdego. Pracodawca może przyjąć pracownika-jego prawo. Może też dojść do wniosku, że się pomylił, a pracownik nie jest mu potrzebny. Załóżmy, że zatrudniam kogoś do skopania działki. W połowie roboty dochodzę do wniosku, że nie jest już mi potrzebny. Może mnie denerwuje, może mi się nie podoba ? Przecież płacę swoje pieniądze nie po to, by być nieszczęśliwym ! Zatem rozstanie z taką osobą jest czymś zupełnie naturalnym-w końcu nikt nie ma prawa nas zmuszać do przebywania z osobą, do które "coś" mamy, i jeszcze płacenia jej za to !!! Jeżeli znajomy zaproszony na imieniny "zasiedzi się" na miesiąc, to nie mamy go prawa wyrzucić na zbity łeb, bo chroni go "prawo", bo to "dyskryminacja", bo sąd puści nas z torbami ? Przecież to absurd
<Ale ona ma sie znac na tym co robi i robic to dobrze - bo to sklep, gdzie
trzeba miec cos w glowie a nie burdel gdzie wystarczy ladna d... Pracodaca
wykazal sie wyjatkowym brakiem wyobrazni>
-więc niech klienci ukarzą go bankructwem...Poza tym, co komu do tego ? Jego interes, jego głupota, jego strata. Jeżeli zwolniony pracownik jest tak cenny, że odejście zdestabilizuje finanse firmy, cóż-kapitalista ma wybór. Może kocha pieniądze, więc zmieni zdanie ? Tylko dlaczego go do tego zmuszać ? To jest ta "wolność" o której tak nam trąbią 100 razy dziennie ?
<A do wszystkich piszacych o "wolnym prawie wyboru pracodawcy" - zycze wam zebyscie kiedys staneli przed pracodawca
i uslyszeli zarzut nie, "nie przyjmiemy bo brak kwalifikacji" tylko "ta mala
blondyneczka jest całkiem fajna, i to ja zatrudnimy a nie ciebie">
-to nie jest żaden argument, tylko czysto emocjonalne sformułowanie. Rozumiem, że mamy w swej małości poczuć, jak można cierpieć...Rozumiem, że jest bezrobocie, więc "fajna dupa" wygra z niefajną..Tylko, że akurat bezrobocie to nie jest dzieło pracodawców, tylko urzędników. Po drugie, każdy może zostać pracodawcą (nie każdy ? Podziękujmy urzędnikom...) i rozkoszować się "dyskryminującą" selekcją przy naborze...