• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Pytania z interview- z drugiej strony barykady... Dodaj do ulubionych

  • IP: *.acn.pl 07.12.02, 10:27
    Prowadzę rozmowy od 7 lat więc trochę się na tym znam (co prawda ja akurat
    rekrutuję tylko na same najwyższe stanowiska i moje rozmowy są ciut bardziej
    merytoryczne). Z przerażeniem czytałam wątek o dziwnych pytaniach na
    interview, bo z taką postawą to moim zdaniem za dużo na tych interviews nie
    ździałacie....

    Przecież w tych pytaniach nie chodzi o to co się odpowiada (choć są i takie
    pytania, które mają na celu ustalenie suchych faktów), tylko jak się
    odpowiada.

    Pytanie o plany zawodowe w ciągu najbliższych 5 lat jest klasycznym
    przykładem pytania na "wygadanie się" i zaprezentowanie siebie. Uwierzcie mi,
    że pytającego naprawdę to nie interesuje czy za pięć lat chcecie być
    Dyrektorem Działu czy może od razu Prezesem. Odpowidając nawet, że za 5 lat
    chce się być wciąż na stanowisku A, ale nauczyć się X,Y,Z, mieć okazję zrobić
    to i tamto itp itd, można zrobić wrażenie na rozmówcy. I to nie tylko chodzi
    o bycie oryginalnym (choć trochę też). Ale do tego trzeba się przygotować i
    zrobić trochę "show" pod pytającego, no niestety tak to jest. Dowiedzieć się
    trochę o firmie, zastanowić się nad stanowiskiem na jakie aplikujecie,
    pogadać z kimś kto pracuje w takiej firmie, na podobnym stanowisku, naprawdę
    zastanowić się przed interview jaki przekaz chce się nadać.


    Pytanie o 20 zastosowań młotka (które nawiasem mówiąc nie za bardzo mi się
    podoba) chyba pokazuje refleks, umiejętność znalezienia się w
    niekonwencjonalnej sytuacji itp., co akurat osobie z front office w banku
    bardzo jest potrzebne. Jeżeli zareagujecie jak przysłowiowa "bździągwa" no
    to sorry ta praca jest nie dla was, raczej idźcie pracować do biblioteki...

    Często pracodawca (na tych niższych stanowiskach) wcale nie szuka waszego
    doświadczenia (bo go jeszcze nie macie), wykształcenia (bo z całym szacunkiem
    jest to niezbędne ale jakoś specjalnie Was wyróżniające nie jest), szuka się
    często tego "czegoś", potencjału rokującego, że po nauczeniu Was wielu rzeczy
    będziecie właśnie tymi idealnymi pracownikami. Dlatego pytania czasem mogą
    wam się wydać dziwne. Ja wiem, że najłatwiej to mówić o tym jak dużo się
    umie, jakie sie skończyło studia, kursy, od kiedy do kiedy gdzie się
    pracowało, ale to jest taki bełkot, który serwują wszyscy (sorry ale tak to
    jest)...trzeba więc czasem zadać pytanie, które wyciągnie te subtelne różnice.

    Jasne, że jest wielu amatorów zajmujących się rekrutacją i pewnie są i głupie
    pytania, ale według mnie lepiej starać się nawet na te głupie pytania
    odpowiadać mądrze niż skupiać się na tym, że są one głupie. No i jeszcze
    jedno: UCZYĆ się podczas interview. Zastanowić się już po, czemu akurat
    takie pytanie zostało zadane ? co to znaczy ?, jakie predyspozycje miały
    wyjść za pomocą takiego pytania ? I wykorzystać tę wiedzę następnym razem.

    Powodzenia
    Zaawansowany formularz
    • 07.12.02, 15:04
      thx za ten post, agatka!
      obawiam się tylko, że niewielu go tutaj doceni...
      • Gość: maly.k IP: *.sympatico.ca 07.12.02, 20:15
        Ja osobiscie nie docenie. Byc moze moj punkt widzenia
        jest nieco nietypowy, ale ja spotykalem sie z pytaniami
        na 'bystrosc ogolna' glownie *w zastepstwie* pytan
        merytorycznych.
        Zreszta, cala sprawa zakrawa na absurd. Przed pytaniem o
        20 zastosowan mlotka przesluchujacy ma mgliste
        wyobrazenie nt. przesluchiwanego, oparte na sposobie
        ubierania, zachowania i podobych wskazowkach. Po
        odpowiedzi na to pytanie ma rownie mgliste wyobrazenie,
        oparte na sposobie reagowania na absurdalne pytania (plus
        odziez i sposob gestykulacji). Efekt netto takiego
        pytania wynosi 0.

        Ja chetnie pytam o to, co kandydat ostatnio czytal.
        najchetniej w dziedzinie, o ktorej mowa, ale
        niekoniecznie. Zadziwiajace, jak malo ludzie czytaja. I
        jak malo z tego pamietaja.

        Pozdrawiam,

        mk.

        PS. Dlaczego pokrywy na wlazy systemow kanalizacyjnych
        (te dziury w nawierzchni jezdni) sa okragle?
        • 07.12.02, 20:27
          maly.k, dorzuciles pare ciekawych rzeczy, dzieki czemu ja osobiscie doceniam
          obydwa wpisy hehe
          ps. zeby sie zmiescil pracownik wodociagow razem z brzuchem
        • 09.12.02, 09:21
          Gość portalu: maly.k napisał(a):

          >
          > PS. Dlaczego pokrywy na wlazy systemow kanalizacyjnych
          > (te dziury w nawierzchni jezdni) sa okragle?

          Okrągła pokrywa nigdy nie wpadnie do środka kanału choćbyś nie wiem jak
          próbował (mówię o próbach bez użycia narzędzi i środków wybuchowych ;).
          Kwadratowa, prostokątna czy jaką tam chcesz może wpaść a jeżeli może to zgodnie
          z prawami Murphy'ego niektóre wpadają.

          Cow.
          • Gość: maly.k IP: *.BrockU.CA 09.12.02, 22:42
            Brawo, brawo, brawo! Wspaniala odpowiedz. A oto nagroda: piec minut. Mozesz je
            wykorzystac zgodnie z wlasnym uznaniem.

            Pozdrawiam,

            mk.
        • 10.12.02, 16:10
          bo nie są kwadratowe i już .koniec kropka.
        • 11.12.02, 19:39
          Gość portalu: maly.k napisał(a):
          > PS. Dlaczego pokrywy na wlazy systemow kanalizacyjnych
          > (te dziury w nawierzchni jezdni) sa okragle?

          bo tak bylo napisane na formularzu zamowieniowym i juz
          zostalo bo kazdy urzedas bas sie zmienic. a ludziska
          probuja rozne wyjasnienia do tego dobrac...
    • Gość: Maksym IP: *.ostrowiec.dialup.inetia.pl 07.12.02, 17:40
      Witam!
      Bardzo ucieszyl Twoj mnie post, jako osoby rekrutujacej.
      Wyraznie bylo, go tutaj brak.
      Zgadzam sie calkowicie z Toba, ze do kazdej rozmowy w sprawie staran o prace nalezy,
      podchodzic w sposob powazny i dokladnie wiedziec w jakim celu sie na nia
      idzie. Do takiej rozmowy nie mozna przygotowac, jedynie wlasciwych
      odpowiedzi, na mogace pojawiac sie pytania, jesli nie wie sie w jakim
      celu sie na nia idzie. Zreszta, bylo by to dla mnie, lekko chore...
      Zgadzam sie rowniez z Toba, iz wyobrazenie osob wchodzacych w zycie
      zawodowe, o sobie samym, jest najczesciej zbyt wysokie, wobec tego, co
      tak naprawde reprzentuja ze soba.

      Wszystko, to wiem, jest to dla mnie oczywiste. Sa jednak pewne realia,
      obecnego rynku pracy w Polsce, ktore znacznie koryguja, to co napisalem
      powyzej.
      Realia ta, sprowadzaja sie to swierdzenia, iz nie ma zadnych regul, jesli
      chodzi o szukanie pracy, z wyjatkiem jednej, tzn. ich calkowitego braku.

      Czy za przejaw profesjonalizmu, mozna uznac brak zadnej odpowiedzi,
      na kierowane do firmy zapytanie o prace?

      Czy sytuacje, w ktorej na okolo 30 aplikacji wyslanych do agencji
      doradztwa personalnego, otrzymuje PIEC potwierdzen ich otrzymania
      nalezy uznac za standardowe zachowanie firm HR, w Polsce?
      Byc moze wynika to, ze znacznej liczby otrzymywanych aplikacji, co
      wbrew pozora, nie stanowi dla mnie zadnego wytlumaczenia.

      Jakiego rzedu sa to, wielkosci chcialbym uslyszec? I w jaki sposob,
      w przypadku otrzymania 1000 aplikacji sa one oceniane?

      Jakie kryteria, tak na prawde, sa brane pod uwage?

      Ile z publikowanych przez firmy HR ogloszen, jest tylko pro forma?:)
      Na to pytanie, oczywiscie nie uslysze odpowiedzi, lecz zadaje je,
      poniewaz ostatnio dostalem od szefa oddzialu znanej firmy w Polsce,
      "cynk" o ogloszeniu w GW, ktorego jeszcze nie bylo. Nie, to nie byl
      zaden z moich znajomych. I nie wierze, ze cos z tego powstanie
      wiecej, poniewaz w ciagu ostatnich 5 miesiecy, dostalem zbyt wiele "kopow w typek".
      Doklanie 11, bez jasnej odpowiedzi, dlaczego.

      Przyklad. Rozmowa z szefem znanej w Krakowie firmy informatycznej.
      Trwala okolo 1h. Po uplywie okolo 2 tygodni, dzwonie do powyzszej osoby-
      niesiony wskazowkami specjalistow od HR - pytam sie, jakie bledy popelnielm
      podczas tamtej rozmowy, poniewaz chce ich uniknac w przyszlosci.
      Zadnych, byles swietny - slysze. Po jakims czasie, dowiaduje sie kto tam
      pracuje, i nadal nie rozumie, motywow, ktore kierowaly ta osoba przy
      publikacji ogloszenia w GW, skoro pod sam koniec, zatrudnil znajoma
      znajomego....


      To by bylo na tyle.
      Za chwile wyjade z tego kraju, na praktyke absolwencka w ramach AIESECu,
      lub do pracy do Anglii, zobaczymy co "wyskoczy" szybciej.
      Naturalnie dam jeszcze zarobic Poczcie Polskiej na sobie, chetnie
      spotkam sie na rozmowach w sprawie pracy ze specjalistami HR, bede rownie
      grzeczny i opanowany, jesli uslysze znowu, iz cyt. "pisze Pan ujmujace
      listy motywacyjne", bowiem moja cierpliwosc nie zna granic:))

      Wiem, jednak, ze kiedy juz wroce z powrotem, to znowu napotkam mur
      nepotymzu i kumoterstwa, z ktorym teraz przychodzi mi sie borykac.

      "Ostatnio spotkalem sie z kolega ze szkoly sredniej. Oto, co mi
      poradzil: "nie masz pracy, idz do posla". I pojde. Juz jestem umowiony.
      Czy to despreracja? Raczej umiejetne dostosowanie sie do realiow zycia
      w dziwnym kraju imieniem, Polska."

      Prosze o odpowiedz, na postawione przeze mnie pytania, czy to publicznie
      na Forum, czy tez na maila: rafieba@wp.pl


      Pozdr. serdecznie
      i juz nie nickiem Maksym, lecz
      moim prawdziwym imieniem
      Rafal

      P.s. Aby nie bylo, ze pisze kolejny desperat. Pomimo ww. trudnosci
      chyba zlapie pol etatu jako tlumacz j. niemieckiego. Lecz, dzieki
      kontaktom, ktore sam w ostatnim czasie zdobylem uczac w moim miescie
      niemieckiego. Nie, nie jestem nauczycielem niemieckiego.
      • Gość: berling IP: *.acn.waw.pl 07.12.02, 20:02
        ciach...

        Po jakims czasie, dowiaduje sie kto tam
        > pracuje, i nadal nie rozumie, motywow, ktore kierowaly ta osoba przy
        > publikacji ogloszenia w GW, skoro pod sam koniec, zatrudnil znajoma
        > znajomego....
        >
        Witaj Maksym, bardzo lubię czytać twoje wypowiedzi. Może to trochę nie na
        temat, ale muszę tutaj zwrócić uwagę na jedną sprawę, która mnie irytuje (Może
        jestem czepialski). Dlaczego, niektóre osoby z południa Polski mówią "JA NIE
        ROZUMIE".Cholera mnie trochę bierze, bo znam jednego kakowiaka i on ciągle tak
        mówi, zamiast "JA NIEROZUMIEM" Gdzie te M wam znika?

        Pozdrawiam,
        berling
        • Gość: Maksym IP: *.ostrowiec.dialup.inetia.pl 07.12.02, 21:50
          Gość portalu: berling napisał(a):

          > ciach...
          >
          > Po jakims czasie, dowiaduje sie kto tam
          > > pracuje, i nadal nie rozumie, motywow, ktore kierowaly ta osoba przy
          > > publikacji ogloszenia w GW, skoro pod sam koniec, zatrudnil znajoma
          > > znajomego....
          > >
          > Witaj Maksym, bardzo lubię czytać twoje wypowiedzi. Może to trochę nie na
          > temat, ale muszę tutaj zwrócić uwagę na jedną sprawę, która mnie irytuje (Może
          > jestem czepialski). Dlaczego, niektóre osoby z południa Polski mówią "JA NIE
          > ROZUMIE".Cholera mnie trochę bierze, bo znam jednego kakowiaka i on ciągle tak
          >
          > mówi, zamiast "JA NIEROZUMIEM" Gdzie te M wam znika?
          >
          > Pozdrawiam,
          > berling

          Niniejszym lajam sie przed Toba, za brak "M", w wyrazeniu "nie rozumiem".
          I moje pochodzenie nie ma, tutaj z tym nic wspolnego, ot musze chyba wrocic do szkoly:)
          Pozdr.
          P.s. Choc, ledwie mnie w kraju rok nie bylo, a slysze wkolo, "skad u Pana ten akcent"?
      • Gość: agatka_s IP: *.acn.pl 07.12.02, 21:57
        Drogi Rafale,

        Przyznam się szczerze, że nie do końca znalazlam te pytania na które mam
        odpowiedzieć w Twoim poście, ale tak czy owak postaram się trochę skomentować
        to co sie dzieje na rynku pracy obecnie. Dodam tylko, że ja pracuję w firmie
        Executive Search, która ogłoszeń nie daje, zajmuję sie tylko najwyższymi
        stanowiskami, ale coś niecoś wiem o rynku ogólnie i mogę spróbowac wyjaśnić jak
        umiem tę szalona frustrację młodych ludzi dziś szukających pracy.

        1. Na rynku działa bardzo wiele firm rekrutujacych, które działają źle bo:

        -nie mają profesjonalnych ludzi (stąd czesto złe traktowanie kandydatów)
        -są pod straszliwą presją finansową i na wiele działań ich poprostu nie stać
        (szkolenia ludzi, wydawanie pieniedzy na personel i znaczki to olbrzymi koszt)
        -nie muszą póki co zachowywac się prfesjonalnie wobec kandydatów , bo mamy
        zdecydowanie rynek pracodawcy a nie pracownika. (ludzie lubia iść na łatwiznę)

        Ale działają też i firmy profesjonalne, więc warto wybierać właśnie te. To
        prędzej czy później spowoduje, że te kiepskie znikną z rynku.

        2. Na rynku jest ogromna konkurencja i olbrzymia liczba młodych (ci
        doswiadczeni tez zresztą szukają) ludzi poszukujacych pracy co powoduje że:

        -rekrutacja na stanowisko ogłoszone oznacza selekcje z tysięcy (dosłownie
        zgłoszeń), nie ma siły (mówię to obiektywnie i z pełną odpowiedzialnoscią) aby
        każdego z tego tysiąca lub dwóch potraktować odpowiednio. (chyba że zgłoszenia
        są przesyłane internetem i odpowiada maszyna, ale takie rozwiązania są w
        niewielu firmach).
        -na rynku jest bardzo wielu młodych ludzi o ogromnych apetytach i rozbudzonych
        aspiracjach (przykład mojego pokolenia dzisiejszych 35-latków robiących
        expresowe kariery trochę tu namącił w głowach), tym ludziom bardzo trudno
        zrozumieć, że naprawdę na dane stanowisko się nie nadają. Często dlatego ze sa
        porostu bardzo kiepscy (znów mówię to z całą odpowiedzialnością) a czsem
        poprostu dlatego że brakuje im akurat tego czegoś co akurat na dane stanowisko
        jest potrzebne (ludzie o za wysokich kwalifikacjach tez są odrzucani bo
        pracodawca nie chce stracić pracownika po 3 miesiacach gdy ten wreszcie
        znajdzie prace zgodna z jego kwalifikacjami i aspiracjami).

        Dlatego nie ma sensu wysyłać aplikacji na wszelkie możliwe ogłoszenia tylko
        takie które są dla nas. Trzeba ocenić siebie wpierw oczami osoby rekrutujacej
        (dlatego polecam uczenie sie w trakcie interview) i obiektywnie ocenić czy jest
        sens ubiegać się o dane stanowisko. To wyeliminuje wiele "pary w gwizdek" i
        niepotrzebnej frustracji.

        3. Na rynku mało się dzieje w sferze przyjmowania nowych pracowników, bo mamy
        kryzys, firmy raczej zwalniają niż rekrutują. Firmy są często w tej chwili w
        stanie zawieszenia, wiele (dotyczy to też i dużych koncernów)potrafią zmieniać
        decyzję o rekrutacji z dnia na dzień kiedy wyniki się pogarszają. Dlatego w
        tak ekstremalnych warunkach wiele młodych i ambitnych, którzy w normalnych
        czasach mogłoby dostac szansę tej szansy nie dostanie.

        Mając to na myśli każdą negatywną odpowiedź nie nalezy traktowac jako klęskę
        osobistą. Uwierzcie mi, że rekrutujacy spotykając się z tysiącami ludzi, tych
        spotkań nigdy nie traktują jako osobistej rozgrywki. (no chyba że ktoś
        ewidentnie leczy swoje kompleksy, ale to nie jest profesjonalne, więc vide
        punkt 1.)

        Jest bardzo ciężko, jest bardzo nieprzyjemnie szukać teraz pracy, ale bycie
        obrażonym na cały świat, uciekanie w agresję i pretensję do wszystkich nic nie
        da. Pozostaje tylko zmierzenie się z tą sytuacją tak bardzo skomplikowaną i
        póki co nie rokujaca wielkich szans na zmianę. Ktoś kto podejdzie w mądry,
        spokojny i jakoś przemyslany i zorganizowany sposób ma tysiąc razy większe
        szanse niż ktos kto na oślep wysyła 200 swoich życiorysów, a potem przepada na
        interview bo nie zadał sobie trudu aby do tego interview się przygotować.
        Czasem wystarczy kontakt z 5-10 firmami byle był z głową.

        Pozdrawiam i życzę powodzenia w twojej "part-time job", ale próbuj oczywiście
        dalej.
        • Gość: Rafal IP: *.ostrowiec.dialup.inetia.pl 09.12.02, 00:38
          Dziekuje za szybka odpowiedz. Zatem jest nieciekawie.... :)) A odpowiadanie na ogloszenia w GW jest
          obiektywnie biorac loteria, z szansa powodzenia rowna trafieniu "szostki" w Totka.:)
          Chetnie poznalbym nazwe agencji HR, do ktorych Twoim zdaniem powiniem wyslac aplikacje.
          Piszesz, iz czasami wystarczy 5, 10 wyslanych aplikacji, aby znalesc prace. Tak, masz racje. Lecz musi to
          byc 5, 10 aplikacji wyslanych pod adresy ludzi, ktorych sie blizej zna. Zaluje, iz tak dlugo ludzilem sie, ze
          ktokolwiek, po tej drugie stronie, poswieci czas na zaznajomienie sie z moja oferta. Naprawde, szkoda
          tych pieniedzy... jak i czasu mojego, oraz specjalistow od HR.
          Mimo wszystko, pozdrawiam cieplo i zycze udanych Swiat Bozego Narodzenie oraz Szczesliwego Nowego
          Roku

          P.s. Jesli przypadkiem wpadlo Ci w oko, - wsrod tysiecy przegladanych przez Ciebie CV - jedno, gdzie
          obok aktualnego zdjecia aplikanta, zamieszczone zostalo zdjecie uroczego, golego bobasa, stojacego na
          krzesle, to przyznaje, iz bylem to ja, chcac sie, w pewien irracjonalny sposob wyroznic od ogolu.:)



          Gość portalu: agatka_s napisał(a):

          > Drogi Rafale,
          >
          > Przyznam się szczerze, że nie do końca znalazlam te pytania na które mam
          > odpowiedzieć w Twoim poście, ale tak czy owak postaram się trochę skomentować
          > to co sie dzieje na rynku pracy obecnie. Dodam tylko, że ja pracuję w firmie
          > Executive Search, która ogłoszeń nie daje, zajmuję sie tylko najwyższymi
          > stanowiskami, ale coś niecoś wiem o rynku ogólnie i mogę spróbowac wyjaśnić jak
          >
          > umiem tę szalona frustrację młodych ludzi dziś szukających pracy.
          >
          > 1. Na rynku działa bardzo wiele firm rekrutujacych, które działają źle bo:
          >
          > -nie mają profesjonalnych ludzi (stąd czesto złe traktowanie kandydatów)
          > -są pod straszliwą presją finansową i na wiele działań ich poprostu nie stać
          > (szkolenia ludzi, wydawanie pieniedzy na personel i znaczki to olbrzymi koszt)
          > -nie muszą póki co zachowywac się prfesjonalnie wobec kandydatów , bo mamy
          > zdecydowanie rynek pracodawcy a nie pracownika. (ludzie lubia iść na łatwiznę)
          >
          > Ale działają też i firmy profesjonalne, więc warto wybierać właśnie te. To
          > prędzej czy później spowoduje, że te kiepskie znikną z rynku.
          >
          > 2. Na rynku jest ogromna konkurencja i olbrzymia liczba młodych (ci
          > doswiadczeni tez zresztą szukają) ludzi poszukujacych pracy co powoduje że:
          >
          > -rekrutacja na stanowisko ogłoszone oznacza selekcje z tysięcy (dosłownie
          > zgłoszeń), nie ma siły (mówię to obiektywnie i z pełną odpowiedzialnoscią) aby
          > każdego z tego tysiąca lub dwóch potraktować odpowiednio. (chyba że zgłoszenia
          > są przesyłane internetem i odpowiada maszyna, ale takie rozwiązania są w
          > niewielu firmach).
          > -na rynku jest bardzo wielu młodych ludzi o ogromnych apetytach i rozbudzonych
          > aspiracjach (przykład mojego pokolenia dzisiejszych 35-latków robiących
          > expresowe kariery trochę tu namącił w głowach), tym ludziom bardzo trudno
          > zrozumieć, że naprawdę na dane stanowisko się nie nadają. Często dlatego ze sa
          >
          > porostu bardzo kiepscy (znów mówię to z całą odpowiedzialnością) a czsem
          > poprostu dlatego że brakuje im akurat tego czegoś co akurat na dane stanowisko
          > jest potrzebne (ludzie o za wysokich kwalifikacjach tez są odrzucani bo
          > pracodawca nie chce stracić pracownika po 3 miesiacach gdy ten wreszcie
          > znajdzie prace zgodna z jego kwalifikacjami i aspiracjami).
          >
          > Dlatego nie ma sensu wysyłać aplikacji na wszelkie możliwe ogłoszenia tylko
          > takie które są dla nas. Trzeba ocenić siebie wpierw oczami osoby rekrutujacej
          > (dlatego polecam uczenie sie w trakcie interview) i obiektywnie ocenić czy jest
          >
          > sens ubiegać się o dane stanowisko. To wyeliminuje wiele "pary w gwizdek" i
          > niepotrzebnej frustracji.
          >
          > 3. Na rynku mało się dzieje w sferze przyjmowania nowych pracowników, bo mamy
          > kryzys, firmy raczej zwalniają niż rekrutują. Firmy są często w tej chwili w
          > stanie zawieszenia, wiele (dotyczy to też i dużych koncernów)potrafią zmieniać
          > decyzję o rekrutacji z dnia na dzień kiedy wyniki się pogarszają. Dlatego w
          > tak ekstremalnych warunkach wiele młodych i ambitnych, którzy w normalnych
          > czasach mogłoby dostac szansę tej szansy nie dostanie.
          >
          > Mając to na myśli każdą negatywną odpowiedź nie nalezy traktowac jako klęskę
          > osobistą. Uwierzcie mi, że rekrutujacy spotykając się z tysiącami ludzi, tych
          > spotkań nigdy nie traktują jako osobistej rozgrywki. (no chyba że ktoś
          > ewidentnie leczy swoje kompleksy, ale to nie jest profesjonalne, więc vide
          > punkt 1.)
          >
          > Jest bardzo ciężko, jest bardzo nieprzyjemnie szukać teraz pracy, ale bycie
          > obrażonym na cały świat, uciekanie w agresję i pretensję do wszystkich nic nie
          > da. Pozostaje tylko zmierzenie się z tą sytuacją tak bardzo skomplikowaną i
          > póki co nie rokujaca wielkich szans na zmianę. Ktoś kto podejdzie w mądry,
          > spokojny i jakoś przemyslany i zorganizowany sposób ma tysiąc razy większe
          > szanse niż ktos kto na oślep wysyła 200 swoich życiorysów, a potem przepada na
          > interview bo nie zadał sobie trudu aby do tego interview się przygotować.
          > Czasem wystarczy kontakt z 5-10 firmami byle był z głową.
          >
          > Pozdrawiam i życzę powodzenia w twojej "part-time job", ale próbuj oczywiście
          > dalej.
          • Gość: mgr inż. ZŁY !!! IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 09.12.02, 04:00
            Zgodzę się z tym, że bez układów, znajomości ma się małe szanse na dostanie
            pracy.

            Ja szukam pracy od 8 mies. Mam za sobą rozmowy w 10 firmach, 5 duże koncerny.
            W 4 firmach przeszedłem wszystkie etapy. Miałem otrzymać końcową odp. tak/nie.
            No i żadna nie odp. przez 4 tyg. W końcu zadzwoniłem do tych firm po 2 mies.
            od ostatecznej rozmowy i co. 1 firma, że nie ma tej osoby co wie czy jestem
            zatrudniony :)))) 2 firma jeszcze nie wie też, mieli do mnie zadzw. i nie
            zadzwonili 3 firma, że niestety nie.
            4 firma ta na której mi najb. zależy duży międzynarodowy koncern powiedzieli
            mi, że mam czekać jeszcze, że 2 osoby przyjęli i jeszcze są 2 miejsca na to
            stanowisko, mam czekać do końca grudnia, bo mogę to ja dostać tą robotę :)))

            Powiedzcie mi czy ta ostatnia firma mówiła prawdę, że mogę jeszcze dostać
            robotę, czy tylko powiedziała tak aby mnie zbyć elegancko :))))


            Co się tyczy rekrutacji to duże koncerny przeprowadzają je bardzo
            profesjonalnie ... tylko czemu niektóre nie chcą powiedzieć na końcu jasno czy
            dostałem czy nie pracę. Czy to takie trudne.

            Firmy średnie i małe nie znają się na rekrutacji, 1 pyt. to ile chcę $ potem
            słyszę zwykle, że to za dużo. Proponują śmieszne kwoty np. 770 zł brutto jako
            głowny informatyk na zakładzie.
            Brak kultury.

            Firmy doradcze, miałem na szczęście przyjemność tylko z Adecco :))) tam też
            pracują ludzie co rekrutują na stanowiska, gdzie wymagają jez. ang. biegłego a
            sami mówią ledwo dobrze po ang. ... to jest śmieszne ...
            Dodam do tego brak kultury do ludzi. Nie zadzwonią czy jesteś przyjęty czy nie.
            Pani z Adecco powiedziała do mnie tak ... jak nie zadzowili do pana z firmy,
            (do której wysłali mnie po przejściu testów i rozmów u nich) to pewnie pana
            nie chcą bo ja tego nie wiem obecnie, przedzwonię do pana ... nie
            zadzwoniła :)))

            A co do układów to powiem tak, mogę wymienić 10-20 firm dużych i b.dużych
            krajowe i koncerny, które nie prowadzą rekrutacji ale przyjmują ludzi w
            teczkach od stanowisk niskich (absolwent) aż do stanowisk kierowniczych.
            Może się uda dostać do takiej teczki kiedyś :)))))
      • 10.12.02, 16:03
        hej maksym
        mam ogromniastą prośbę do ciebie : napisz jak było na rozmowie z posłem,
        czy są jakieś efekty,czy w ogóle jest sens udawania się do takiej osoby.
        pracuję,ale w obecnej firmie trzyma mnie tylko ciężka desperacja,więc jestem
        gotowa chwycić się każdego rozwiązania jak tonący brzytwy.
        • Gość: Maksym IP: *.ostrowiec.dialup.inetia.pl 11.12.02, 00:17
          maja.pl napisał(a):

          > hej maksym
          > mam ogromniastą prośbę do ciebie : napisz jak było na rozmowie z posłem,
          > czy są jakieś efekty,czy w ogóle jest sens udawania się do takiej osoby.
          > pracuję,ale w obecnej firmie trzyma mnie tylko ciężka desperacja,więc jestem
          > gotowa chwycić się każdego rozwiązania jak tonący brzytwy.

          Napisz na rafieba@wp.pl, to odpowiem.
          >
    • 09.12.02, 20:28
      Ja z tej strony barykady co większość tutaj, ale z Twoim tekstem się w pełni
      zgadzam.

      Ale nie o tym, jako osoba zajmująca się rozmowami takimi może mi pomożesz
      zinterpretować zachowanie pewnej firmy (nazwijmy ją X).

      Otóż... firma X jest dużym, bardzo znanym koncernem operującym prawie na całym
      świecie. Miałem przyjemność zostać zaproszonym przez nich na rozmowę
      (aplikowałem się spekulatywnie, nie w odpowiedzi na jakąś konkretną ofertę).
      Firma X podoba mi się okrutnie, myśl o pracy tam napawa mnie szalonym
      entuzjazmem, w wyznaczonym dniu zatem z ochotą wstałem o 5 rano i pojechałem do
      Warszawy na godzinę 11 na spotkanie.
      Przebiegło w sposób bardzo profesjonalny, jestem pod wrażeniem gościa który ze
      mną rozmawiał - naprawdę zna się na swojej pracy. Myślę też, że wypadłem
      dobrze. Obiecał, iż poinformują mnie o swojej decyzji w przeciągu 2 tygodni.

      Minęły dwa tygodnie... Zero odpowiedzi. Zadzwoniłem - gość oczywiście mnie
      pamiętał, powiedział że sprawozdanie z rozmowy ze mną przekazał wyżej, do
      odpowiedniego działu i należy poczekać na ich decyzję. Tak więc czekam, za
      tydzień będę obchodził drugi miesiąc oczekiwania.

      Tymczasem oczywiście dalej szukam pracy cały czas (to już inna bajka jednak),
      jednak na firmie X zależy mi wyjątkowo i myślę, że zasługuję chociaż na
      odpowiedź NIE (jesli nie TAK, na którą zasługuję jeszcze bardziej ;-) ),
      a nie na takie coś!!

      Czy to jakaś taktyka HRów ? Może powinienem to jakoś zinterpretować ?

      Dzięki za wszelkie uwagi.
      • Gość: jagoda IP: *.acn.pl / *.acn.waw.pl 10.12.02, 13:19
        koza.z.nosa napisał:

        > jednak na firmie X zależy mi wyjątkowo i myślę, że zasługuję chociaż na
        > odpowiedź NIE (jesli nie TAK, na którą zasługuję jeszcze bardziej ;-) ),
        > a nie na takie coś!!
        >
        > Czy to jakaś taktyka HRów ? Może powinienem to jakoś zinterpretować ?
        >
        > Dzięki za wszelkie uwagi.

        Proszę bardzo. Olej tę firmę, niech Ci zwisa lekko. Wtedy nie będzie Ci
        zależało na jakiejkolwiek odpowiedzi ;-)
        Pozdrawiam
        PS. Czy firmą X nie jest przypadkiem P&O z Piaseczna ?
        • 10.12.02, 18:06
          > Proszę bardzo. Olej tę firmę, niech Ci zwisa lekko. Wtedy nie będzie Ci
          > zależało na jakiejkolwiek odpowiedzi ;-)

          - Panie doktorze, jak zginam lokiec to mnie boli, co mi Pan poradzi ?
          - Nie zginac. Nastepny prosze.

          ;-)


          > Pozdrawiam
          > PS. Czy firmą X nie jest przypadkiem P&O z Piaseczna ?

          Nie, nie podaje nazwy firmy bo jednak mam nadzieję, że w końcu mnie zatrudnią
          (tylko narazie nie wiedzą, że nie mogą beze mnie funkcjonować ;-) ).
          Nie będę więc mojej przyszłej firmie psuł publicznie opinii ;-)


          pozdrawiam,
    • Gość: agulha IP: *.palac.pl 09.12.02, 22:46
      Niewiele mogę powiedzieć na ten temat. Udało mi się niedawno zmienić pracę na
      znacznie lepszą pod każdym względem. Nowa firma dalej szuka ludzi (nie jakoś
      masowo). Mając wybór, nie chce przyjmować osób bez żadnego przygotowania do
      tego konkretnego zajęcia i bez żadnego doświadczenia. Ogłoszeń w prasie, o ile
      wiem, nie daje. Dlaczego - mogę się domyśleć na podstawie doświadczeń firmy, z
      której odeszłam. Ponieważ jest tam spora rotacja, miałam okazję widzieć sporo
      aplikacji. Warunki w ogłoszeniu naprawdę były bardzo konkretne (nie żadne
      tam "dynamicznych, ambitnych", tylko określenie kierunku i poziomu
      wykształcenia tudzież konieczności biegłej znajomości angielskiego). Nazwa
      stanowiska większości osób najwyraźniej nic nie mówi (chociaż mogli zadać sobie
      trudu i poszperać np. w Internecie, żeby się dowiedzieć, co to za zajęcie)- no
      dobra, OK. Ale po co, pytam, po co w ogóle wysyła swoją aplikację osoba, która
      ma wykształcenie średnie zamiast wymaganego wyższego, w totalnie innej
      dziedzinie (niepokrewnej), a z języków podaje, że zna..."biegle rosyjski". Było
      też trochę aplikacji od osób w miarę nadających się i całkiem sporo od osób z
      nadmiarem kwalifikacji (i, zapewne, oczekiwań).
      Moja była szefowa nie jest, niestety, osobą z klasą - to fakt; mogłaby wg mnie
      chociaż w 2 zdaniach odpowiedzieć odmownie tym osobom, których w ogóle nie
      bierze pod uwagę, ale gdyby pisać prawdę, należałoby napisać :przykro nam, lecz
      nie spełnia Pan ŻADNEGO z naszych, opisanych w oferciem wymagań...
      • Gość: mgr inż. ZŁY !!!, IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 10.12.02, 15:13
        Może ktoś mi odp. na moje pytania powyżej !!!
        • Gość: agatka_s IP: 217.11.133.* 10.12.02, 17:56
          1. firmy uzywają często własnych kanałów (polecenie przez wlasnych
          pracownikow) bo tak jest często szybciej, taniej (ogloszenia i cala ta zabawa
          jest bardzo kosztowna) Mogą się w taki sposob zlaleźć i znajomi królika, i
          szwagier tesciowej, ale jednak zazwyczaj to bardziej chodzi o wykorzystanie
          osób o których ktoś może udzielić dobrych referencj. cos co na pierwszy rzut
          oka wydaje sie byc zminiaturyzowana republika kolesow wcale nia byc nie musi.

          2. nie wszystkie agencje rekrutacyjne rzeczywiście prowadzą proces rekrutacji,
          czasem one tylko taniej (bo hurtowo) mogą kupić miejsce na ogloszenie w
          gazecie. wszystko potem trafia do klienta koncowego i czsem panienka na
          recepcji w agencji NAPRAWDE nie wie co sie dzieje w projekcie X.

          3. moi klienci zlecając mi rekrutacje jakiegos specjalisty placa za to kilka
          tysiecy USD w czesci z gory, i czasem tez sie zdarza ze mimo ze zaprezentuje
          kandydatow, klient sie nie odzywa przez kilka tygodni, zwodzi kreci. Powody
          bywaja bardzo rozne, i rzadko kiedy nalezy to "no feedback" traktowac
          osobiscie. W Twoim przypadku tez tak moze byc (aczkolwiek wrozka nie jestem i
          nie umiem ci odpowiedziec na 100% jak to naprawde jest). Ale tak czy owak
          trzeba nad tym przejsc do porzadku i absolutnie nie moze to miec wplywu na
          dalsza determinacje czy samoocene.

          4. ja nie dostaje CV, ja dzwonie do ludzi sama. Nie widze tysiecy CV i nie
          spotykam setek osob, my staramy sie zawsze wrocic do osob z ktorymi rozmawiamy,
          ale przyznam sie ze wpadki tez sie zdarzaja. To mimo wszystko jest bardzo
          skomplikowany proces logistycznie. sugerowalabym troche wiecej zrozumienia i
          dla tej drugiej strony.

          5. dawanie negatywnych odpowiedzi przez telefon nie jest przyjemne. U mnie
          dla unikniecia jakis emocjonalnych problemow robi to zawsze ktos w imoieniu
          osoby ktora miala interview, wtedy jest latwiej i nie powoduje to niezrecznej
          sytuacji dla obu stron. Nie dawanie ostatecznej odpowiedzi moze poprostu
          wynikac z tego ze czlowiek ktory to mialby robic czuje sie bardzo
          niekonfortowo. List to co innego, ale na listy nie ma czasu ani pieniedzy.
    • Gość: Rafal IP: *.ostrowiec.dialup.inetia.pl 10.12.02, 15:21
      Czy ktos ma jakies doswiadczenia w kontaktach z ww. agencja. Jestem tam umowiony na rozmowe, na temat mojej
      przyszlosci zawodowej, planow zyciowych itd.:) Naturalnie pojade, choc jestem sceptyczny, co do ostatecznego
      rezultatu tego typu rozmow. Czy tez moze sie myle...??
    • 11.12.02, 10:43
      Zawsze wydawało mi się, że pytanie dot. 20 zastosowań młotka ma na celu
      sprawdzenie kreatywności kandydata a nie jego refleksu jak pisze nasza
      specjalistka od rekrutacji. Moim zdaniem na pytanie na refleks to np. Czy
      zdradza pan zone (kiedys dostałem to pytanie ;-)) ). Ale ja nie znam sie na
      rekrutacji więc pewnie sie myle... A swoja drogą to jesli ubiegam sie o
      stanowsko w dziale finansów to wole byc ocenianym na podstawie wiedzy o
      finansach a nie za swoje plany zawodowe na najbiższe 10lat (robienie show jak
      pisze agatka_s) moim zdaniem ma to wiekszy sens. Ale sposób rekrutacji opisane
      przez autorke watku tłumaczy w pewien sposób niskie kompetencje wielu ludzi na
      kierowniczych stanowiskach w Polsce ;-))oraz w firmach zajmujących się HR
      pozdrawiam
      • Gość: Mike IP: proxy / 217.153.35.* 12.12.02, 12:39
        piotr_a_m napisał:


        > rekrutacji więc pewnie sie myle... A swoja drogą to jesli ubiegam sie o
        > stanowsko w dziale finansów to wole byc ocenianym na podstawie wiedzy o
        > finansach a nie za swoje plany zawodowe na najbiższe 10lat (robienie show jak
        > pisze agatka_s) moim zdaniem ma to wiekszy sens. Ale sposób rekrutacji

        No tak, ale gdyby rekrutować do pracy na podstawie przygotowania zawodowego,
        to te wszystkie agencje rekrutacyjne straciłyby rację bytu. Zamiast tych
        wszystkich szopek, wystarczyłaby rozmowa z przyszłym przełożonym....
    • Gość: akaWill IP: *.snet.net 11.12.02, 16:05
      Ciekawy i potrzebny post agatko-s.

      Mam jednak komentarz-pytania. Rozmowy kwalifikacyjne z ktorymi mialem do
      czynienia (w troche innej rzeczywistosci - USA - ale nie tak bardzo) zawsze
      byly zespolowe (doslownie zespolowo i indywidualnie z wieloma osobami). Wszak
      najczesciej kandydat bedzie pracowal w zespole, musi do niego pasowac i
      jednoczesnie go uzupelniac. Jezeli osoba jest zaproszona na rozmowe, to z gory
      wiadomo, ze ma kwalifikacje, a jezeli sa watpliwosci, to wczesniejsza rozmowa
      telefoniczna powinna byla je rozwiac. Sama rozmowa sluzy wiec praktycznie do
      potwierdzenia kwalifikacji i stwierdzenia czy sie kandydata polubi w zespole.
      W tym podejsciu rozmowa ze specjalista HR jest praktycznie nieistotna, a te
      dziwne pytania na kreatywnosc bezzasadne. A na rozmowy jest zapraszanych 5 lub
      mniej kandydatow i bedzie czas na telefon czy na znaczki dla tylu. Czy to
      zupelnie inna rzeczywistosc? Jezeli piszesz o rozmowach, ktore maja za zadanie
      odsiew, to co innego, ale to straszna strata czasu (i pozytywnej energii) dla
      wszystkich

      W przypadku mlodych i niedoswiadczonych wydaje mi sie, ze czesto klejnoty sa
      gubione. Niewatpliwie kandydat powoli zostaje starym wyga w czestych rozmowach
      kwalifikacyjnych. Jednak czy takiego "doswiadczonego" kandydata sie szuka?
      Jezeli mlody i niedoswiadczony jest ambitny i ciut nerwowy w swej ambicji, nie
      ma szans ze starym wyga w rozmowie kwalifikacyjnej prowadzonej wedlug schematu
      zdolnosci odpowiadania na dziwne pytania.

      Jesli chodzi o rekrutacje na najwyzsze stanowiska, to ponoc sa to czesto
      wielokrotne rozmowy z wieloma osobami. W tej sytuacji rozmowa ze specjalista
      HR ma chyba jeszcze mniejsze znaczenie. Oczywiscie sa rekrutujacy na te
      stanowiska. Wydaje mi sie jednak, ze ich profesjonalizm polega bardziej na
      kontaktach i znajomosci mechanizmow dzialania "w wyzszych sferach". Jak to
      jest z Twoim dzialaniem?

      A brak odzewu na zgloszenie czy odpowiedz na ogloszenie nie powinien w zasadzie
      byc traktowany jako brak profesjonalizmu. Z tym, ze firma powinna sobie
      umiescic wzmianke, ze "z powodu duzej liczby zgloszen, odpowiada tylko wybranym
      kandydatom". To jest bardzo proste i nie kosztuje. Co innego, jezeli byl
      powazniejszy kontakt z kandydatem. A jezeli traktuje sie kogos powaznie, to
      wypadaloby do konca, choc jest to czasem niekomfortowe.
      • 12.12.02, 00:35
        Cześć !

        Czy mogłabyś posłać mi na skrzynkę informacje, o Testach ASE Combined ability
        Tests ( do firm z wielkiej czwórki ) oraz o Assessment Centre.

        Czy są jakieś pozycje książkowe z Testami i o AC ?
        W usa to jest dostępne tylko, że prawie wszystkie info jest płatne.
        Byłabym niezmiernie wdzięczna za wszelkie informacje.

        Na adres aga_24@gazeta.pl.
        • Gość: agatka_s IP: 217.11.133.* 12.12.02, 09:49
          Niestety nie mogę bo się na tym kompletnie nie znam, nie zrobiłam w życiu
          żadnego testu oprócz psychozabawy w czasopismach kobiecych(na poziomie "moich"
          stanowisk nie robi się testów).

          Pozdrawiam
      • Gość: mouchi IP: 195.136.95.* 12.12.02, 11:16
        zgadzam się całkowicie. to co robią headhunterzy w Polsce, to przerost formy
        nad treścią. osobiście raz spotkałam się z headhunterem, który na rozmowie
        powiedział, że jego zadaniem jest przedstawienie firmy zainteresowanej moją
        kandydaturą i zadanie kilku pytań od firmy, bez żadnego blablania. żaden
        headhunter nie jest specjalistą (chyba, że z psychologii tudzież czegoś
        pokrewnego) i zwykle nie może być równorzędnym partnerem dla prawdziwego
        specjalisty.

        Druga sprawa to informacja zwrotna dla kandydata. Może i nie ma sensu
        odpowiadać setkom ludzi, którzy wysłali swoje papiery. Ale jeżeli dochodzi się
        do końcowego etapu rekrutacji, w którym bierze udział 3 kandytatów, to do tych
        dwóch odrzuconych wypada zadzwonić lub odpisać. A nie po dwóch miesiącach
        dzwonić i informować, że "no właściwie to możemy panią zatrudnić". Teraz to
        pocłujćie się w nos.
        Poza tym co mnie obchodzi, że telefoniczne informowanie o nieprzyjęciu osoby
        jest stresujące dla kogoś. To element tej pracy.


        Gość portalu: akaWill napisał(a):

        > Ciekawy i potrzebny post agatko-s.
        >
        > Mam jednak komentarz-pytania. Rozmowy kwalifikacyjne z ktorymi mialem do
        > czynienia (w troche innej rzeczywistosci - USA - ale nie tak bardzo) zawsze
        > byly zespolowe (doslownie zespolowo i indywidualnie z wieloma osobami).
        Wszak
        > najczesciej kandydat bedzie pracowal w zespole, musi do niego pasowac i
        > jednoczesnie go uzupelniac. Jezeli osoba jest zaproszona na rozmowe, to z
        gory
        >
        > wiadomo, ze ma kwalifikacje, a jezeli sa watpliwosci, to wczesniejsza rozmowa
        > telefoniczna powinna byla je rozwiac. Sama rozmowa sluzy wiec praktycznie do
        > potwierdzenia kwalifikacji i stwierdzenia czy sie kandydata polubi w
        zespole.
        > W tym podejsciu rozmowa ze specjalista HR jest praktycznie nieistotna, a te
        > dziwne pytania na kreatywnosc bezzasadne. A na rozmowy jest zapraszanych 5
        lub
        > mniej kandydatow i bedzie czas na telefon czy na znaczki dla tylu. Czy to
        > zupelnie inna rzeczywistosc? Jezeli piszesz o rozmowach, ktore maja za
        zadanie
        >
        > odsiew, to co innego, ale to straszna strata czasu (i pozytywnej energii) dla
        > wszystkich
        >
        > W przypadku mlodych i niedoswiadczonych wydaje mi sie, ze czesto klejnoty sa
        > gubione. Niewatpliwie kandydat powoli zostaje starym wyga w czestych
        rozmowach
        >
        > kwalifikacyjnych. Jednak czy takiego "doswiadczonego" kandydata sie szuka?
        > Jezeli mlody i niedo
    • 15.12.02, 18:39
      Witam:)

      Na początku chciałbym zaznaczyć jedną kwestię Moje spojrzenie na proces
      rekrutacji jest z punktu widzenia "amatora" - nie pracuje w HR ani w agencji
      doradztwa personalnego. Nie zajmuję się więc zawodowo rekrutacjami;)- a jedynie
      mam z tym kontakt od przypadku do przypadku :)- po obydwóch stronach barkady.

      Po pierwsze agencja doradztwa personalnego nie jest wynajmowana aby robić
      kandydatom dobrze lub na złość ale po to aby znaleść właściwą osobę(z punktu
      widzenia potencjalnego pracodawcy) o dopasowanych oczekiwaniach i
      możliwościach do danego miejsca pracy. I jeżeli nie robi tego dobrze dla
      pracodawcy to wcześniej czy później wypadanie z rynku. Co do potwierdzenia
      otrzymania CV i listu motywacyjnego - to raczej się tego nie robi... tak jak
      nie potwierdza się otrzymania w biznesie oferty od jakiejś firmy. Dopiero osoby
      które przeszły przynajmniej do pierwszego etapu mogą liczyć na to że dostaną
      informację zwrotną.

      Po drugie pytania zadawane mają za zadanie sprawdzić wiele rzeczy. W bardzo
      wielu przypadkach to HR lub agencja doradztwa personalnego ma za zadanie być
      pierwszym filtrem zanim osoba będzie rozmawiała z osobami merytorycznymi w
      firmie. Same pytania(i kształt procesu rekrutacyjnego) będą się różnić w
      zależności od tego jaki cel jest stawiany przed daną rekrutacją - tj jaką osobę
      szuka się oraz jaka będzie rola tej osoby w firmie, środowisko w którym będzie
      pracować oraz jakie będą jej możliwości rozwoju.

      Co do pytania o plany zawodowe na najbliższe pięć lat - jego akturat nie lubię
      Wolę je zastępować kilkoma innymi które dają mi bardziej precyzyjną informacje
      na temat oczekiwanych cech osoby oraz dodatkowo nie brzmią tak fatalnie i
      oklepanie. Wydaje mi się jednak że prawidłowo stosowane to pytanie może dać
      informacje o tym:
      - jakie aspiracje zawodowe żywi dana osoba (bardzo często chodzi w rekrutacji o
      znalezienie solidnego specjalisty, który na danymi stanowisku może pracować
      przez następne X lat lub na przykład kogoś kto jest zorientowany projektowo a
      nie na awans pionowy - mówienie przez kandydata o awansach wtedy nie jest zbyt
      dobrym pomysłem)
      -przy stanowiskach bardziej technicznych/merytorycznych odpowiedź na podobne
      pytania daje informacje na temat tego tego tego jaką scieżką zawodową może
      chcieć dana osoba podążać(wiele możliwości przy takim samym punkcie startowym),
      ile na jej temat wie oraz jak umie to umotywować (przy okazji takich pytań
      można zweryfikować CV oraz zachaczyć o wiele spraw które wyjdą przy
      okazji ...:))


      Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt rekrutacji o którym niewiele
      się mówi..... Bardzo często kiedy już powstanie short lista z kandydatami to o
      wyborze tego jednego decyduje chemia.... po prostu każdy z kandydatów może być
      równie dobry merytorycznie(lub nie ma między nimi różnicy której w ciągu kilku
      tygodni nie da się nadrobić). W takim przypadku postawienie pytania co zrobiło
      się źle - może powodować wyłącznie prostą odpowiedź - nic:)..... Po prostu ktoś
      czuje że dany człowiek a nie inny będzie najlepszy na danym stanowiku w danej
      firmy, najlepiej się będzie z nim czuł, pasuje mu styl jego osobowości, dobrze
      zintegruje się z zespołem:) z którym przyjdzie mu pracować ..... po
      prostu "chemia":).


      I jeszcze jedna rzecz:).... Przeczytałem na tym forum o przypadkach że ktoś
      doszedł do ostatniego etapu rekrutacji i urwał się przepływ informacji pomiędzy
      nim a potencjalnym pracodawcą - brakuje informacji czy został przyjęty czy też
      odrzucony. Oprócz wielu powodów - mogę powiedzieć o dwóch prawdobodobnych
      przyczynach takich zajawisk(nie zastanawiając się nad ich etycznością wobec
      kandydata:))

      - gdy z pewnych względów nie spełnia się wszystkich wymagań stawianych wobec
      stanowiska(i nikt z osób rekrutowanych nie spełnia) lub firma ma nadzieję że
      znajdzie kogoś lepszego.... firma taka dalej więc szuka - bo ma na to jeszcze
      czas - zostawia jednak sobie daną osobe w obwodzie....
      - są prowadzone negocjacje (rozmowy finalizujące zatrudnienie) z osobą która
      najbardziej się spodobała... nie ma jednak gwarancji że uda się uzgodnić
      warunki z daną osobą lub dana osoba nie wycofa się z rozmów

      Mimo recesji nie jest również tak że to pracodawca wybiera sobie zawsze wśród
      setek gotowych na wszystko kandytatów. Na przykład kilka tygodni temu moja
      znajoma po tym jak już przeszła kilka etapów rekrutacji w jednej z korporacji i
      zostało jej zaproponowane stanowisko(po jakimś czasie - na pewno krótszym niż
      miesiąc od ostatniej rozmowy) odmówiła...Po prostu zmieniła się jej sytuacja w
      firmie w której dotychczas pracowała i pojawiły się przed nią nowe możliwości
      rozwoju.... Inna sprawa że to co mówię dotyczy nie wszystkich stanowisk - a
      jedynie tych z górnej półki...

      Pozdrawiam:)

      H.
    • Gość: akaWill IP: *.227.252.64.snet.net 16.12.02, 16:02
      z gory dziekujac za odpowiedz:

      Ile zazwyczaj jest tych etapow w procesie rekrutacji? Czy mozna je jakos
      opisac?
    • Gość: Karol_K IP: *.ima.pl 18.12.02, 08:53
      Bardzo się cieszę, że taki ładny wątek się pojawił i dziękuję Agrafce za
      włożony wysiłek :-)

      Kilka przemyśleń do dorzucenia:

      Czytając posty na Forum GW rzucają się w oczy trzy zagadnienia:

      1. Jest nas, znaczy bezrobotnych - coraz więcej. Recesja, etc...

      2. Brakuje informacji (z chwalebnymi wyjątkami, jak np w postaci tego wątku).
      Bezrobotny skarży się na kompletny brak informacji przygotowującej do spotkania
      z rekruterem - dominują pytania. I Chwała Bogu czasem padają odpowiedzi ;-))

      3. Wiele negatywnych emocji, aż sie kotłuje.
      Po pewnym okresie poszukiwań sfrustrowany bezrobotny, gdyby spotkał swego
      rekrutera na ulicy rzuciłby mu się do gardła i zagryzł w bezsilnej złości.

      Ja już od dawna szukam pracy - głównie na zachodzie.
      Zagraniczne agencje HR dużą wagę przykładają do wprowadzenia: udzielenia
      informacji na temat samego procesu rekrutacji, wymagań wobec kandydatów, podają
      przykladowe zestawy pytań, opisują ze szczegółami kolejne etapy, ostrzegają
      przed pułapkami
      - wszystko po to, aby oszczędzić sfrustrowanemu i rozdrażnionemu kandydatowi
      stresu, sprawić, aby jak najlepiej się poczuł i był przekonany, że pokazał się
      od swojej najlepszej strony. Dzieki temu też oficer rekrutujący śni w nocy
      mniej przerażające koszmary i potrzebuje mniej tabletek przed zaśnięciem.

      To wcale nie jest takie kosztowne wystarczy portal WWW oraz korkowa tablica
      ogloszeń w korytarzu, a.. i jeszcze trochę wyobraźni.

      Sztuka asertywności jest opanowana do perfekcji. KAŻDEMU dostaje się zwyczajowa
      formułka, gdzie życzy się szczęścia w dalszych poszukiwaniach i karierze
      zawodowej, a na wczesnym etapie poszukiwań oraz w szczególnie uzasadnionych
      przypadkach pojawia się jedynie hasło: "skontaktujemy się tylko z wybranymi
      kandydatami".

      U nas jest inaczej, nie znaczy gorzej. Korzystamy przecież z przykladów
      przodujących krajów RWPG. Przypuszczam, że atmosfera tajemnicy, skrytości i
      wzajemnych podejrzeń i oskarżeń wynika najczęściej z niskiego morale decydentów
      HR. Polityka firmy jest nastawiona na zysk, kandydat jest traktowany jako zło
      konieczne (bo kasa idzie od pracodawcy), a oficer rekrutujący jest traktowany z
      pogardą, jako najniższa klasa zaszeregowania, gdzieś na poziomie gońca.

      Źródeł tego stanu rzeczy można szukać w zszarganym etosie pracy, ale to temat
      na cała osobną dyskusje.

      Sami rekrutujący oficerowie, na których tak często się wyżywają sfrustrowani
      bezrobotni w niewybredny sposób w swoich postach, są najmniej winni. Ci
      najwrażliwsi i najbardziej sumienni rekrutujący wykruszą się i na placu boju
      zostaną ci niewrażliwi i pozbawieni wyobraźni.

      W tej jedynej kwestii nie zgadzam się z Agrafką
      Cytuję zdanie z jej postu : "Ale działają też i firmy profesjonalne, więc warto
      wybierać właśnie te. To prędzej czy później spowoduje, że te kiepskie znikną z
      rynku."

      Mi się wydaje, że jest dokladnie odwrotnie i to nie tylko w HR ale w calej
      gospodarce.
      Gorszy pieniądz wypiera lepszy.

      To nie bezrobotny wybiera firmę HR, wybiera ją klient. Tu dochodzimy do sedna.
      Realna działalność firm HR polega i sprowadza się do oszołomieniu klienta.
      Renoma ? Tak, ale tylko dla wybranych.

      Nie sposób ocenić działania firmy HR z pozycji klienta. Okazja do tego zdarza
      się niezwykle rzadko.
      (Słyszalem kiedyś o specjaliście, ktoremu w HR kazali czekać w poczekalni i
      obserwowali ukrytą kamerą jego zachowanie. Na stoliku leżały wachlarzem
      czasopisma - różne, różniste, równiez fachowe. On do ręki wziął pisemko dla
      mężcyzn z rozebranymi panienkami... - chłopa z miejsca odrzucili na tej
      podstawie, ale po kilku latach trafil do tego pracodawcę w inny sposób.
      Nieszczęsny pracodawca w miedzyczasie nie mógł znaleźć nikogo odpowiedniego na
      to stanowisko, a kolejni kandydaci podsyłani przez HR okazywali się być do
      niczego. Po przyjęciu koleś się przyznał, że już kiedyś startował do tego
      stanowiska. Okazało się, że się fantastycznie sprawdza w swoim fachu, więc szef
      zrobil firmie HR chryję, że mu kiedyś takiego kandydata odrzucili i zrezygnował
      z ich usług, mimo przeróżnych zniżek, jakie mu oferowali.)

      Tu dochodzi drugi problem: w znalezieniu odpowiedniego kandydata (mimo
      wysokiego bezrobocia). Zachodzi sytuacja opisana przez Cichego Drapieżcę.
      Można nawet wysunąć tezę, że system edukacji jest tak beznadziejny, że
      częściej pracodawcy zastanawiają się nad dyskretnym podkupieniem fachowca od
      konkurencji (zwłaszcza, jeżeli chemia w kontaktach personalnych jest dobra),
      niż nad beznadziejnymi poszukiwaniami. Nie dochodzi do tego "podkupywania"
      przede wszystkim chyba z powodu ubóstwa (trzeba pracownikowi zapłacic lepiej,
      niż mu jest skłonny podwyższyc pensję konkurent), ale też i z powodu reputacji
      na rynku (świat jest mały etc).

      Pozdrawiam wszystkich
      Karol
      • Gość: Karol_K IP: *.ima.pl 18.12.02, 09:04
        przepraszam, powinienem był o tym pomyśleć

        HR = Human Resources = ~zasoby ludzkie~ = Kadry lub "Łowcy Głów" = agencja
        rekrutująca

        ,to od razu tak z rozpędu dalsze skróty

        RWPG - Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej - historia, ale najnowsza
        GW - Gazeta Wyborcza.

        PZDR

        • Gość: abc IP: *.auth-el-0209568.acn.pl 18.12.02, 10:11
          Gość portalu: Karol_K napisał(a):

          > przepraszam, powinienem był o tym pomyśleć
          >
          > HR = Human Resources = ~zasoby ludzkie~ = Kadry lub "Łowcy Głów" = agencja
          > rekrutująca
          >
          > ,to od razu tak z rozpędu dalsze skróty
          >
          > RWPG - Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej - historia, ale najnowsza
          > GW - Gazeta Wyborcza.
          >
          > PZDR
          >

          No, a ten ostatni skrót? Czyżby literówka i powinno być PZPR? Bo PZDR nic mi
          nie mówi.
          • Gość: Karol_K IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 18.12.02, 12:49
            Przepraszam, to ten pośpiech.

            Oczywiście nie Agrafka, ale Agatka,

            Przepraszam zainteresowaną.

            PZDR = pozdrowienia
      • Gość: agatka_s IP: 217.11.133.* 18.12.02, 09:33
        Niestety jestem teraz bardzo zajęta i nie mogę odpowiedzieć na kilka moim
        zdaniem interesujacych pytań i wątpliwości, choć bardzo chcę odpowiedzieć bo
        widzę z Waszych postów, że taki trochę "groch z kapustą" i "pomieszanie z
        paplątaniem" występuje w odbieraniu zagadnienia REKRUTACJA. Obiecuje, że
        napiszę trochgę merytorycznie w czasie przerwy świątecznej, bo dla Waszej
        informacji w moim biznesie to jest jedyny czas gdy na 100% nic sie nie
        dzieje ...póki co Wesołych Świąt.
      • Gość: ida IP: *.csk.pl 18.12.02, 10:48
        Gość portalu: Karol_K napisał(a):

        > Nie sposób ocenić działania firmy HR z pozycji klienta. Okazja do tego zdarza
        > się niezwykle rzadko.
        > (Słyszalem kiedyś o specjaliście, ktoremu w HR kazali czekać w poczekalni i
        > obserwowali ukrytą kamerą jego zachowanie. Na stoliku leżały wachlarzem
        > czasopisma - różne, różniste, równiez fachowe. On do ręki wziął pisemko dla
        > mężcyzn z rozebranymi panienkami... - chłopa z miejsca odrzucili na tej
        > podstawie, ale po kilku latach trafil do tego pracodawcę w inny sposób.
        > Nieszczęsny pracodawca w miedzyczasie nie mógł znaleźć nikogo odpowiedniego
        na
        > to stanowisko, a kolejni kandydaci podsyłani przez HR okazywali się być do
        > niczego. Po przyjęciu koleś się przyznał, że już kiedyś startował do tego
        > stanowiska. Okazało się, że się fantastycznie sprawdza w swoim fachu, więc
        szef
        >
        > zrobil firmie HR chryję, że mu kiedyś takiego kandydata odrzucili i
        zrezygnował
        >
        > z ich usług, mimo przeróżnych zniżek, jakie mu oferowali.)


        Przejęłam kiedys projekty po koledze znalezionym przez renomowaną, dużą agencje
        HR. Kolega zarówno na papierze (wykształcenie, parę lat doświadczenia, itp.)
        jak i w kontakcie osobistym (sympatyczny, wygadany, pewny siebie, kuma po
        angielsku...)-rewelacja! Burdel jaki kolega był łaskaw zostawic po sobie w tych
        projektach - wrecz nie do opisania! JAk to możliwe? Ano możliwe, specyfika
        pracy jest taka, że projekty ciągna się latami. Że są jakieś zaległosci w 99,9%
        można stwierdzic dopiero po jakims roku... Pracownik jest juz wtedy w innej
        firmie z zupełnie czyściutką opinią, no i wiadomo gdzie mu mozna naskoczyć...
        Ryzyko, ze sie wpadnie podczas kontroli z zewnątrz jest minimalne, poza tym te
        kontrole tez nie robią nalotów, tylko sie grzecznie zapowiadają z miesięcznym
        wyprzedzeniem... Miesiąc w sumie kupa czasu, da się w osatteczności conieco
        wyprostować jak się juz będzie przypartym do muru... Ale ryzyko przyparcia do
        muru jest, jak już mówiłam, znikome, przy odrobinie inteligencji, mozna sobie
        pracować właściwie niemal wcale nie pracując, jeżdzic fajnym samochodem,
        dostawać wcale niemała pensję i masę innych dodatków. No a jak ktos sie
        zacznie czepiać, zawsze mozna w porę zmienić firmę... Ba! Mozna zmienić
        stanowisko na wyższe...

        I taka moja mała refleksja na koniec- jestem na co najmniej 300% przekonana, że
        wiem kogo by poleciła agencja HR mając do wyboru mnie i tego mojego kolegę...
        Odpadłabym w przedbiegach, własnie z jakiegos takiego idiotycznego powodu, że
        skoro czytam taką czy owaką gazetę, to znaczy, że jestem taka i taka, a to
        znaczy, że na dane stanowisko zupełnie sie nie nadaję... Koniec. Kropka.
        • Gość: , IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 18.12.02, 18:14
          Bardzo podoba mi sie twoj post.
          "Burdel jaki kolega był łaskaw zostawic po sobie w tych projektach - wrecz nie
          do opisania! JAk to możliwe?"

          Masz swieta racje. Sprowokowalas mnie do wypowiedzi w tej sprawie.
          Osobiscie tez kieruje sie w swoich wyborach pewnym subiektywizmem.
          Mysle, ze jest to nawet pewien rasizm. Ale to moj interes i moje prawo wyboru.
          Opisana przez Ciebie sytuacja wypisz wymaluj zdarzyla mi sie dawno temu.
          Od tego czasu unikam jak ognia zatrudniania mezczyzn na stanowiskach sekretarek
          analitykow, ksiegowych itp. Jestem facetem - aby nie bylo nieporozumien.
          Ale zdecydowanie lepiej oceniam kobiety-wspolpracowniczki. Ja nie wiem skad to
          sie bierze ale sa bardziej praktyczne, lepiej oceniaja czas na wykonanie danej
          analizy czy projektu, sa niesamowicie sumienne, punktualne i co najwazniejsze
          mysla o pracy a nie o dupie maryny.
          Mezczyzni maja pstro w glowie. Nie twierdze, ze wszyscy ale jezeli mam sie
          pomylic to wole ryzyko tej pomylki ograniczac do minimum.
          Sluchajcie, nawet jak gosc wyglada na oko niesamowicie kompetentnie to w
          wiekszosci przypadkow okazuje sie, ze mysli o niebieskich migdalach i pozytek z
          niego zaden. I jak ja mam takich odsiac?!
          Jednakze musze byc tez surowy dla siebie. Nie jestem idealem. Spozniam sie
          i aby nadrobic opoznienia musze czasem siedziec po nocach i meczyc sie z tym co
          powinienem byl zrobic dawno ale - siebie nie moge wyrzucic z pracy!!!
          Natomiast naprawde sadze, ze te psychologiczne aspekty rekrutacji sa wg. mnie
          najwazniejsze. Kobiety sa skoncentrowane, agresywne i pomimo wielu humorow
          maja stale i niezmienne tempo wykonywania zadan. Pewnie, ze i rachunki
          telefoniczne pokazuja czasem nadmierne przeciazenie linii z domem ale i tak
          moge miec pewnosc, ze praca wre i wszystko idzie w dobrym kierunku.
          Przestrzegam przed rekrutowaniem milych, usmiechajacych sie i cichych gosci.
          Jak maja jeszcze takie uciekajace spojrzenie to koniec. Facet mysli o drzemce
          poobiedniej.

          Przepraszam jezeli urazilem jakiegos ambitnego i kompetentnego kandydata.
          To bylo niezamierzone.
          Nie pisze o rynku tylko o moim doswiadczeniu i preferencjach.
          Wszystkim "wilkom" zycze pomyslnych lowow.
          • Gość: Karol_K IP: *.gda.cdp.pl / 62.181.161.* 20.12.02, 12:53
            Więc jednak chemia i całkowity subiektywizm.

            Na miłość boską, przecież istnieją testy psychometryczne, Assessment Centres,
            etc.
            Czy ktoś czasami takie testy u nas robi, a jeżeli nawet, to czy ich wyniki są
            wyrzucane do kosza od razu, czy dopiero troche później?
            (Proszę o odpowiedź, jeżeli jest wśrod was osoba kompetentna w tej sprawie.)
            Może od razu wywiesić w holu na tablicy ogloszenie : "Wysocy blondyni o
            niebieskich oczach na stanowiska biurowe niemile widziani"? "Stanowisko
            portiera przeznaczone jedynie dla łysych, utykających mężczyzn o uciekających w
            bok oczach."
            To są jaja. Niestety niewesołe.

            PZDR
            • Gość: , IP: *.dsl.lsan03.pacbell.net 04.01.03, 16:16
              "Na miłość boską, przecież istnieją testy psychometryczne, Assessment Centres,
              etc."

              No prosze...
              Ciekawe Karolu jak mam zmusic kandydata do wypelniania jakiegokolwiek testu.
              Ja nie mam takiego wyboru jak kolega w Polsce. Jak przyjdzie 3 kandydatow na
              rozmowe to ja mam szczescie. Tak jak z tym postem. Przeczytalem Twoj przez
              przypadek. Ponadto ja nie mam tak zle z ta rekrutacja. Na ogol mam bardzo
              dobrych wspolpracownikow/wspolpracowniczki. Tyle, ze kobiet wiekszosc.

              "Więc jednak chemia i całkowity subiektywizm."

              Subiektywizm tak owszem. Moja sprawa. Ale te chemie to ja sobie wypraszam.
              Nie wiem czemu ale wkurwila mnie ta insynuacja. Taki jeden anonimowy post
              jakiegos Karola i czlowiek sie buntuje. Moze w Gdansku da sie bezkarnie
              oblapiac panienki od pracy biurowej, zwlaszcza jak nie moga odmowic, tutaj
              niestety wiaze sie to z hm.. pewnym ryzykiem a ubezpieczenia sa raczej drogie.
              Ponadto nie wiem jak u was ale u mnie w firmie zarabia sie pieniadze. W kazdej
              chwili. Trzeba byc na obrotach na okraglo.
              Ten twoj zarzut jest bez sensu. Idiotyzm.

              • Gość: Karol_K IP: *.ima.pl 06.01.03, 19:39
                Nieporozumienie.
                Pisząc "chemia" nie mam na myśli iskrzenia seksualnego,
                a jedynie niewytłumaczalną i nieuchwytną sympatię lub antypatię do drugiej
                osoby.
                Ten zwrot przywędrował chyba wprost z języka angielskiego.
                chemistry = "an often inexplicable or intangible function or process" za
                Websterem.
                Słyszałem na przyklad to w takim kontekście,
                że istotnym czynnikiem jeśli chcesz dostac kredyt w banku
                jest
                "good chemistry between you and your loan officer" .

                Nie ma mowy o żadnych seksualnych podtekstach ani tym bardziej o molestowaniu.

                Nie wykluczam, że być może w pewnych rejonach ten zwrot ma podtekst erotyczny.
                Będę odtąd stosował go ostrożniej.

                PZDR.
    • Gość: Rafal IP: *.ostrowiec.dialup.inetia.pl 18.12.02, 13:21
      Wykład Grzegorza Turniaka z Jobpilot.pl

      Miałem okazje być jednym ze słuchaczy wykładu, w sobotę
      w Ciechocinku jako przyszły praktykant AIESEC'u.
      Głównym tematem wykładu, było niwelowaniu mitów na temat Polski za
      granicą przez praktykantów AIESEC'u, lecz ja chciałbym napisać o tym,
      co zainteresowało mnie w wypowiedziach Turniaka, dotyczących obecnego
      rynku pracy w Polsce, oraz metod szukania pracy.

      Otóż zdaniem Turniaka, szukanie pracy za pomocą Internetu, a szczególności
      portali internetowych poświęconych tej problemtyce /z Jobpilot.pl na czele/,
      stanowi NAJMNIEJ EFEKTYWNĄ METODĘ SZUKANIA PRACY. Według Turniaka,
      portale jak Jobpilot służyć mogą jedynie do MONITORINGU RYNKU PRACY
      W POLSCE.

      Z kolei Gazeta Wyborcza, to w chwili obecnej narzędzie szukania pracy, które również
      należy omijać szerokim łukiem - z czysto statystycznych powodów, tj.
      stosunku ilości ofert do ilości osób odpowiadających na nie.

      Co zatem pozostaje??:) Naturalnie ... kontakty:) Pływanie po falach
      zmian, jak mówi Turniak. Zatem blagierstwo /to moje słowo/, umiejętność
      zdobywania takowych kontaktów, dbania o nie, i pchanie się po trupach
      do przodu.

      Dosyć dziwnych tez Turniaka, zgodnie z którymi GW publikując ogłoszenia
      o pracę wspiera schyłkową cywilizację przemysłową, podczas kiedy to
      obecnie znajdujemy się w cywilizacji usług, gdzie kanały przepływu
      informacji - również odnośnie pracy - będą następować ad presona,
      pominę w tym miejscu, ponieważ mają się nijak do obecnej rzeczywistości
      w Polsce.

      Być może się mylę, choćby z tego powodu, iż nie dysponuję wiedzą na temat
      obecnej sytuacji na rynku pracy w innych krajach, lecz podstawowym
      błedem w rozumowaniu Turniaka na temat rynku pracy w Polsce, było
      przyjęcie założenia, iż obecny "wilczy pęd" za pracą, szukanie
      jej także najmniej etyczny sposób - stanowi sytuacje trwałą, zmianę
      jakościową, która weszła do Polski tylnimi dzwiami.
      Moim zdaniem nie. Pan Turniaka zdaje się, nie zauważył panującej
      w Polsce recesji...

      Pozdrawiam
      rafieba@wp.pl

      P.s. W pewnym momencie, z sali padło pytanie, pewnej młodej świetnie
      wykształconej studentki: "czy my też możemy zaliczać się do Pana
      znajomych??:)" "Naturalnie" - odpowiedź.
      • Gość: e IP: *.interq.pl / 192.168.1.* 19.12.02, 18:39
        1
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.