"Małgorzata Rawińska z Warszawy pracuje w dziale administracji w Głównym Inspektoracie Farmaceutycznym. Ogląda mistrzostwa świata od 1974 roku, kiedy miała sześć lat. - Nie wyobrażam sobie, żebym mogła opuścić mecz naszej reprezentacji - mówi. - Cztery lata temu, w czasie mistrzostw w Korei, rozgrywki były nadawane w ciągu dnia i musiałam je oglądać w pracy - pracuję od 8.15 do 16.15. Na szczęście nie było z tym żadnego problemu - szłam z kolegami do gabinetu dyrektor generalnej, włączaliśmy telewizor i oglądaliśmy mecz. Pani dyrektor po dwóch dniach zaczęła się w godzinach meczu umawiać na spotkania na zewnątrz. Na szczęście dla niej na żywo śledziliśmy tylko mecze reprezentacji Polski."
I ta pani chętnie chwali się tym, nawet pod nazwiskiem, ze w godzinach pracy, za którą pobiera nasze pieniądze nie dość że ogląda mecz, to jeszcze utrtudnia pracę zwierzchnikom.
Brawo.
A potem sie dziwimy, że u nas jest jak jest.
--
oryś _@/"
Do Turcji na zaćmienie
Uwaga, kaczki!