Forum Praca Praca
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Praca na kasie w hipermarkecie - dylemat

    IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.07, 14:13
    Otóż po bezefektywnym szukaniu pracy przez długi już okres czasu, obniżeniem
    ambicji do minimum oraz motywacją by nie zabić rodziny a się od niej
    wyprowadzić..;) postanowiłem poszukać pracy na kasie w hipermarkecie...

    i zastanawiam się w zwiazku z tym jak będzie taka rozmowa
    wyglądać...zakładając że osobą która decyduje jest kierownik sklepu będę
    musiał odpowiedzieć na szereg pytań, ale najtrudniejszym zdaje się być
    to 'dlaczego chce pracować jako kasjer i jakie są moje predyspozycje do tej
    pracy'...mój dylemat sprowadzą się do sposobu udzielenia odpowiedzi na to
    pytanie...

    tak widzę otóż ten monolog:
    "Jeśli mnie Pan zatrudni, będzie to najlepsza decyzja kadrowa jaką podjął pan
    od dawien dawna...Niech pan nie zwraca uwagi na moje wyższe wykształcenie,
    one nie stanowi problemu, gdyż dwa lata bezrobociu jasno pokazują że na
    studiach zdobywałem wiedzę teoretyczną której nie potrafiłem przekuć na
    praktyke...stąd mimo ukończenia dobrej uczelni nikt nie chciał mnie zatrudnić
    na stanowisku , na którym moje umiejętności byłyby bardzo przydatne i byłyby
    właściwie wykorzystane...i tu właśnie pojawia się główny motyw aplikowania na
    stanowisko w waszej sieci...moje nieprzeciętne zdolności analityczne, które
    pozwalają mi na działanie w kilku płaszczyznach i zorientowanie w statystyce
    i rachunku prawdopodobieństwa zapewne doskonale sprawdzą się przy podliczaniu
    cen towarów....a wysokie zdolności interpersonalne sprawią że cenę będę mógł
    przekazywać klientowi z uśmiechem na ustach i śpiewnie niczym średniowieczny
    minstrel...wszechstroność i szeroki zakres wiedzy ogólnej pozwoli mi
    przeobrażać się w kameleona i w razie potrzeb zajmować się innymi
    czynnościami - rozkładaniem towarów na półkach czy uzupełnianie towarów
    prosto z wózka sklepowego...zdolnośc do szybkiego uczenia się będzie pasować
    w sam raz do problemu nauki cen towarów i podawania jej innym
    współpracownikom...I niech się pan nie obawia, nie mam ambicji więc nie będę
    aspirował do zajęcia pana stanowiska czy co gorsza do starania się o awans
    też pieniężny...i niech się Pan zastanowi, czy chce być pan gorszy od
    angielskiej cieci Tesco w której na kasach pracują polacy z tytułem magistra?
    Wierzę że nie, więc tym samym wierzę że rozpatrzy pan moją kandydaturę
    pozytywnie...."
    Obserwuj wątek
        • Gość: Cynamon Re: Praca na kasie w hipermarkecie - dylemat IP: *.mmj.pl 29.06.07, 14:46
          Przykre :/ skoro jedak jestes gotów podjąć taką prace to poskładaj w innych
          marketach, naprawde pracuje za kasa masa podobnych ludzi do ciebie, nie zrażaj
          się. I szukaj dalej gdzie indziej, ja szukam tak jak ty od dawna i po długiej
          ciszy teraz pojawiły mi się aż 3 szanse na prace, zobaczymy co z tego wyjdzie.
          Tak wiec ważne żeby nie dać się złamać :(.
          • Gość: rebel Re: Praca na kasie w hipermarkecie - dylemat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.07, 15:13
            cóż albo to, albo pozbyć się resztek godności i zacząć kraść..;/

            generalnie troszke dziwi mnie jeden fakt, że ludzie niektórzy lubia
            generalizować i mówić, że praca jest ale nie ma ludzi do pracy...a nie pracują
            tylko bezdomni i ci którzy pracować nie chcą...;/ chyba tylko sooba długotrwale
            bezrobotna zna specyfike rynku pracy i wie, że jesli praca jest to tylko w
            akwizycji i sprzedaży...pozostałe branże uzupełniają swój potencjał ludzki w
            oparciu o awanse wewnętrzne oraz rozsyłając informacje o stanowiskach pocztą
            pantoflową...w ten sposób ledwie starcza stanowisk dla nowych absolwentów a co
            mozna powiedzieć o starszych? ;/

            szkoda mi tylko faktu, że naprawdę się uczyłem, a studiowałem w trybie
            codziennym a nie sesyjnym <dwa tygodnie przed sesją> ;)....gdybym tego nie
            robił, chyba łatwiej by mi było pogodzić się z tm co mam teraz...czyli
            niczym...;/

            powodzenia...wykorzystaj wszystkie trzy szanse i mam nadzieje że będziesz miała
            sytuacje iż stanie przed tobą wybór, którą z nich wybrac..:)
        • Gość: margi Re: Praca na kasie w hipermarkecie - dylemat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.07, 05:32
          Teraz gros ludzi ma wyższe, problem jednak w tym, że większość kończy nieżyciowe
          kierunki typu zarządzanie i marketing (efekt: bezrobocie lub PH), psychologię
          (efekt: bezrobocie lub sprzedawca), politologię (efekt: bezrobocie lub market),
          socjologia (efekt: bezrobocie lub bezrobocie) itp. (że o filozofii i historii
          nie wspomnę - ale tutaj mozna przynajmniej zostać na uczelni). LUDZIE!
          Poczytajcie trochę gazet, zobaczcie na kogo jest popyt na rynku pracy i
          wybierajcie jakies praktyczne kierunki! Najgorsze jest to , że ta tendencja
          nadal się utrzymuje i pogubione dzieciaki (jakies 85% ogółu) po ogólniakach
          nadal wybierają psychologię (30 osób na miejsce) i inne duperele. Prawdą jest ,
          ze w wielu sektorach brakuje pracowników (jak ktoś jest po polibudzie, czy
          indormatyce, a dodatkowo podczas studiów dokształcał się lub pracował dorywczo
          to może teraz przebierać w ofertach.), Ja jestem humanistą i rozumiem ten ból
          "rebela", ale wszystko kwestia zmiany podejścia i odwagi do pracy w,
          niekoniecznie wymarzonym, zawodzie. "Rebel" zejdź na ziemię i przestań się
          użalać nad sobą a spróbuj rozkminić jakiś nieciekawy fach. Dostaniesz kilka razy
          po du.pie to się sporo nauczysz. Jak to się mówi "co cię nie zabije to cię
          wzmocni". A na rozmowach przestań się wykazywać erudycją, bo to raczej HRowców
          drażni (wielu z nich to buraki z przerostem ego), a skup się na praktycznych
          umiejętnościach i , do cholery, zacznij podchodzić z dystansem do świata -
          będzie ci o niebo łatwiej.
          • Gość: rebel Re: Praca na kasie w hipermarkecie - dylemat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.07, 13:46
            co do pierwszej częsci twej wypowiedzi generalnie się zgadzam...obecnie można
            sobie zaplanować karierę, jeśli własnie skończyło się szkołę średnią i wybiera
            się studia...ale zobacz...6 lat temu nikt w tym kraju, żaden ośrodek rządowy
            nie zajmował się sporządzaniem prognoz odnośnie sytuacji na rynku pracy za
            5,10,15 lat....władze zrobiły błąd nie ingerując w działania szkół państwowych
            <które dla maksymalizacji dochodów zaczęły obniżać jakość kształcenia i
            zwiększać limit studentów na wszystkich kierunkach we wszystkich trybach
            studiowania> oraz pozwalając mnożyć się jak grzybom po deszczu, uczelniom
            prywatnym, które nie zawsze zapewniają odpowiedni poziom kształcenia...w
            połączeniu z faktem że mamy dużo wspólnego z Irlandią <lubimy obsadzać
            stanowiska znajomymi i członkami rodziny> ranga dyplomu dobrej uczelni zmalała
            niemal do zera...swój kierunek wybrałem 7 lat temu...w tamtych czasach nie było
            prognoz co do przydatności tego kierunku, ale na samym początku dowiedziałem
            się że akurat po tej uczleni bezrobocie jest znikome i wynosi ok 1%...powiem
            szcerze iż wątpie by ktokolwiek z mojego roku nie miał pracy tak długo jak
            ja...więc to raczej nie problem kierunku, a razej mojej osoby...widać posiadam
            w sobie coś co odstrasza potencjalnego pracodawcę <nieważne czy jest to coś
            dobrego czy złego gdyż akurat to pozostaje kwestią stricte relatywną>

            inna sprawa że w polsce w zawodzie pracują może tylko inżynierowie, architekci
            i lekarze....pozostała grupa pracowników reprezentuje często całkowicie
            przypadkowe kierunki wykształcenia dla stanowiska pracy zajmowanego w danej
            chwili...tak więc niejako prawie każdy zaczyna od zera w swojej branży...ma
            wprawdzie jakieś ogólne wyobrażenie o danej pracy, ale praktycznych
            umiejętności nabywa dopiero w starciu z życiową empirią...mimo iż znam swoją
            wartośc, wiem że potrafię się dostosować do zmieniajacych się warunków i
            potrafię się szybko uczyć...to nie zastąpi mi doświadczenia, którego nie
            posiadam...a które dyskwalifikuje, mnie na wstępie....gdzie je mogę zdobyć?
            wyjazd do Anglii ma być panaceum na te bolączki?...jedyne co mogę zyskać to
            pieniądze, a stracić - kolejne lata wycięte z życiorysu i definitywnie szanse
            na znalezienie jakiejkolwiek pracy niefizycznej....ehh

            co do trzeciej częsci wypowiedzi...chętnie podejmę prace, tyle że problem jest
            taki, jak już gdzieś wcześniej wspomniałem iż nie zapraszają mnie w zasadzie na
            rozmowy...a jeśli już, to często uzupełniam po prostu stan liczbowy
            zaproszonych na daną rozmowę... nie wspomnę już o fakcie że z 15 rozmów w
            których uczestniczyłem w ciagu tych 2 lat, tylko na dwóch nie czułem się jak
            smieć i zapchajdziura...:)
            pzdr.
      • losiu4 Re: Praca na kasie w hipermarkecie - dylemat 29.06.07, 14:55
        jeśli tak wyglądałby ów monolog i mówiłbyś przy tym prawdę, to na miejscu tego
        kierownika przyyjąłbym Cię. Solidny i inteligentny pracownik zawsze się przyda,
        czy to przy kasie, przy wykładniu towarów, czy nawet jezdzac na mopie. Mógłbyś
        wtedy wykorzystywać swoje kompetencje :)

        Pozdrawiam

        Losiu
          • losiu4 Re: Praca na kasie w hipermarkecie - dylemat 29.06.07, 20:22
            Gość portalu: rebel napisał(a):

            > niestety jak widać człowiek po studiach nadal jest upatrywany jako
            > zagrożenie...

            niekoniecznie. Nadal mówię, iż jeśli Twój monolog byłby prawdziwy (w sensie
            Twoich słów i przekonań) to na miejscu owego kierownika brałbym Cie na
            stanowisko przy kasie jak w dym :)

            > a jak mu powiedziałem co skończyłem, gdzie i w jakim trybie, to już czułem że
            > było po sprawie..;)

            niekoniecznie, zależy gdzie szukałeś. W moich stronach (prowincja) znane były
            przypadki, że tylko takich ludzi (znaczy po renomowanych uczelniach i kilku
            płaszczyznach analitycznego myślenia) na pompowych na stacji benzynowych brano.
            Nie wnikam na razie w to, co kto tak naprawdę sobą prezentował.

            Pozdrawiam

            Losiu
          • ollaboga77 Re: Praca na kasie w hipermarkecie - dylemat 07.09.07, 16:55
            rebel po 1. powinieneś być pewny siebie ! i swojej wartości. To TY
            tworzysz siebie i swoje życie i TY wybierasz... bo jesli nie to inni
            zrobią to za Ciebie ! wtedy współczuje...


            Polska to ku..ki kraj, gdzie mami się ludzi sondażam itd... ale
            jesli postawi się na siebie by BYC a nie tylko mieć czy wykuwać
            kolejne słowka z języka kolejnego to wtedy wygrasz!


            --
            ======================================
            ~ www.greenpeace.pl/wieloryby ~
            * www.wegetarianie.pl *
            • Gość: rebel Re: Praca na kasie w hipermarkecie - dylemat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.09.07, 23:53
              w zasadzie to całe swoje życie stawiam na Być...tyle tylko, że w
              połączeniu z dominującym u mnie typem osobowościu i niewyrugowanym
              całkowicie <niestety> idealizmem balansuje zapewne gdzieś na granicy
              rzeczywistości i ułudy...

              ale zapewniam, że jeśli zacznę dostrzegać elfy gnieżdżące się w
              mojej szafie....skontaktuję się ze specjalistą...;D

              P.S. pewność siebie od czasu do czasu mi się przytrafia..:)
              a o polsce się nie wypowiem, wystarczy że piszę jej nazwę z małej
              litery..;)
      • Gość: dumka Re: Praca na kasie w hipermarkecie - dylemat IP: *.bremultibank.com.pl 29.06.07, 15:55
        Gdybyś był z Łodzi,to znam firmę gdzie przyjmują ludzi i gdzie jest duże
        zapotrzebowanie na różnych pracowników,mniej lub bardziej wykształconych:)
        W tej sytuacji radziłabym Ci jednak na jakiś czas ( pół roku-rok )wyjechać za
        granicę.Zarobisz dużo kasy,wrócisz,a potem spokojnie poszukasz pracy w
        Polsce,bez stresu że nie masz pieniędzy i że natychmiast musisz podjąć
        jakąkolwiek pracę.
        I na podyplomowe będziesz miał :)
                • Gość: rebel Re: Praca na kasie w hipermarkecie - dylemat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.07, 18:05
                  ehh może czas...

                  tyle że nie ma obecnie i tak funduszy na tę operacje i translokacje na
                  Wyspy...poza tym w lipcu liczba polaków zwiększy się tam o kolejne 500 tyś,
                  czyli polskich studentów którzy zrobią wszstko by zdobyć pracę na kilka
                  miesięcy i nie będą się cofać rzed podstawieniem nogi rodakowi...i tak chyba
                  będzie do końca września...

                  poza tym chyba już wiem gdzie popełniłem błąd...
                  wszystkie wyniki badań pokazują że ludzie znajdują głównie pracę dzięki
                  znajomościom i protekcji...tak więc chyba studia były tym okresem gdy
                  pogrzebałem swoje szanse...zamiast nauki, zdobywania wiedzy i zakuwania liczy
                  się coś innego - imprezowanie połączone ze zdobywaniem znajomych którzy potem
                  zawsze pomogą gdy samemu nie będzie się udawało znaleźć odpowiedniej pracy...z
                  takim założeniem na studia idą dzisiejsi licealiści...trochę się boję czym to
                  zaskutkuje za powiedzmy 10 lat...choć wtedy już mnie to nie będzie w zaadzie
                  obchodziło, gdyż pewnie nie dożyję tych czasów...
                  ale gdyby mnie ktoś jednak dziś spytał co jest ważniejsze na studiach...nauka
                  czy zabawa...to bym powiedział że zabawa...wiedza nigdy się potem nie przyda, a
                  znajomości jednak mogą <niemuszą> zrobić swoje...;/
                  • Gość: hilly_billy Re: Praca na kasie w hipermarkecie - dylemat IP: *.dyn.optonline.net 11.07.07, 23:26
                    > poza tym chyba już wiem gdzie popełniłem błąd...

                    ty stary, jak normalnie nie mam litosci dla slabeuszy, to naprawde szkoda mi
                    ciebie;) nie podoba mi sie tylko to, ze marudzisz o ukladach i znajomosciach.

                    z tego co piszesz wyglada, ze jestes niezla ofiara losu. ja bym na twoim
                    miejscy poszukal przedsiebiorczej laski, ktora cie utrzyma. choc pewnie jestes
                    niezle zakompleksiony wiec z tym moze byc niezly klopot... hmm, o uk zapomnij.
                    bez przebojowosci, z za granicy wrocisz z podwinietym ogonem i dlugami u
                    rodziny.

                    moze sprobuj jakiegos dopalacza somooceny i wiary w siebie. co prawda
                    przegapiles niezla okazje na litwie, ale niedlugo startuje liga. wkrec sie do
                    grupy mocnych wrazen i spusc komus porzadny wpier%dol. wlasciwie nie musisz sie
                    umiec bic. poplyniesz z tlumem, a moze sam dostaniesz jakiegos babola na
                    otrzezwienie? na pewno skorzystasz.

                    przestan pierniczyc o ukladach i wez sie za robote. nie chodz po supermarketach
                    bo jestes facet, a nie baba, tylko pochodz po budowach (jak ktos ci juz
                    podpowiedzial). nie ma nic lepszego na depresje od ciezkiej, solidnie platnej
                    pracy. ambicji ponoc sie juz wyzbyles. poszukaj najciezszej roboty jaka mozna
                    sobie wyobrazic (np pomocnik murarza - latasz z ceglami caly dzien, albo na
                    mlotku pneumatycznym - najlepiej w rozbiorce domow tak, zebys go z poziomie
                    trzymal). co zlego jest w pracy w sprzedazy (oprocz prestizu akwizytora)?
                    pobiegasz troche po miescie, nic zlego ci sie nie stanie...

                    zbyt lotny chyba tez nie jestes bo w przeciwnym razie zalapalbys sie na jakas
                    posade doktorancka na uczelni... mimo wszystko glowa do gory i daj znac jaka
                    robote znalazles.
                    • Gość: rebel Re: Praca na kasie w hipermarkecie - dylemat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.07, 23:56
                      Ad.1 fakt, budowa może stanowić odskocznię dla moich rozterek egzystencjalnych
                      i lekiem na niską samoocenę...

                      Ad.2 wysoka średnia i jedna z pięciu najlepszych prac magisterskich na
                      wydziale, propozycja rozpoczęcia przewodu doktorskiego i wystawienia refrencji
                      przez kilku wysokich stopniem pracowników naukowych uniwersytetu...odrzuciłem,
                      gdyż ta forma doktoryzowania wiązałaby się także z prowadzeniem zajęć
                      dydaktycznych dla studentów mego byłego wydziału...nie muszę mówić jaki to
                      wydział, wystarczy że powiem iż tak ambitnych i przewrotnie 'mądrych' studentów
                      nie ma na żadnym innym wydziale...;> zaś ja nie posiadam talentów
                      pedagogicznych, a mój perfekcjonizm mógłby mnie szybko uczynić naczelnym
                      sadystą wśród braci profesorskiej...

                      pzdr.
          • Gość: LLC Re: Praca na kasie w hipermarkecie - dylemat IP: *.hstl6.put.poznan.pl 09.07.07, 21:18
            Rebel!! Naprawdę rozumiem Cię, może nie szukałam pracy tyle czasu, ale też
            długo. Słuchaj z tym wyjazdem do Uk to nie jest głupi pomysł. Masa agencji
            poszukuje pracowników. Możesz znaleźć prace w Polsce i dopiero wyjechać, a na
            bilet i pierwszy tydzień pracy na pewno zdobędziesz kase. Zawsze można
            pożyczyć, choćby od paru osób. Podaje agencje przez która wyjechała moja
            koleżanka. Pracowała jako kelnerka. Nie oszukali jej i była zadowolona.
            Powodzenia!! www.empchoice.com/onas.html Poza tym wysyłaj dużo aplikacji
            dziennie, naprawdę trzeba wysłać kilkaset żeby coś znaleźć. A na początek można
            być przedstawicielem handlowym, lub iść do banku. Cały czas poszukują.
          • Gość: rebel Re: Praca na kasie w hipermarkecie - dylemat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.07, 19:26
            ano nadal...a wysyłam już chyba wszędzie...;|

            mówisz że to duża firma? to się nie zastanawiaj, mimo że stanowisko Ci do końca
            nie odpowiada...duże firmy stwarzaja jasne reguły i możliwości awansu...co
            ważniejsze jest możliwosć przesunięc i w pionie i w poziomie...a rekrutacje
            zwykle na początku prowadzą o charakterze wewnętrznym...więc już po pół roku
            możesz trafić na lepsze stanowisko...powodzenia..:)
        • Gość: kama Re: Praca na kasie w hipermarkecie - dylemat IP: *.ztpnet.pl 01.08.07, 13:42
          Witaj rebel! Mam dla Ciebie bardzo dobre rozwiązanie: praca w firmie
          produkcyjnej. Wiem, co mówię, poniewaz wiem z doswiadczenia ze w zakładach
          produkcyjnych zawsze poszukują rąk do pracy, bo jest tam naprawdę duza rotacja
          pracowników, niech to Cię nie przeraża, zwykle odchodzą sami głownie z chęci
          wyjazdu za granicę lub znalezienia lepiej płatnej pracy. Bo płaca nie jest
          nadzwyczajna ale dobrzy pracownicy mogą liczyc na podwyżki i co jest dla Ciebie
          bardzo dobre, w firmach produkcyjnych jest szeroko rozbudowany system awansów,
          dobrzy, sumienni pracownicy mają b. duże szanse na awans, co oczywiscie wiąze
          sie równiez z większymi pieniędzmi a najwieksze szanse na awans mają pracownicy
          dobrzy + wykształceni, bo wykształcenie (w ogole, niekoniecznie kierunkowe) jest
          czesto wręcz warunkiem awansu. W zakładach tego typu bardzo często pracownik
          wyzszego szczebla (włącznie z szefami produkcji) wywodzą sie "od maszyny" czyli
          zatrudnili sie w danej firmie przed laty jako zwykły pracownik szeregowy a w
          miare upływu lat, awansów, krok po koczku wspinali sie po szczeblach tzw.
          kariery. Na początku taka praca nie bedzie dla Ciebie atrakcyjna, bo jest to
          najczęściej praca na zmiany ale jezeli bedziesz dobry i cierpliwy to na pewno za
          jakis czas odejdziesz od maszyny i bedziesz tym który wydaje polecenia. Mówię Ci
          warto tak zacząc, tym bardziej ze zalezy Ci na pracy. W niektórych zakładach
          produkcyjnych jest to nawet praca pół fizyczna, pół umysłowa. Jezeli nawet w
          danym momencie nie bedą potrzebowali pracownika to zadzwonisz np. za miesiąc i
          juz bedzie kilka miejsc wolnych. Spróbuj, życze powodzenia!
      • ojra Re: Praca na kasie w hipermarkecie - dylemat 12.07.07, 11:33
        rebel,na pierwszy rzut oka i ucha,jak dla mnie,jesteś osobą bardzo
        inteligentną,elokwentną i wyraźnie wyróżniająca się umysłowością na plus :)
        Nie mam więc pojęcia skąd Twoje problemy...może powinieneś pójść do
        psychologa/psychiatry :)?
      • Gość: A Re: Praca na kasie w hipermarkecie - dylemat IP: 78.32.65.* 18.07.07, 00:03
        Tez mam wrazenie, ze TY nie chcesz znalezc pracy. Szukasz dziury w calym, w
        kazdej mozliwej opcji.
        Nie mow, ze ciazy nad Toba fatum, kto wierzy w takie rzeczy? Wez sie za siebie i
        przestan tlumaczyc swoja sytuacje pechem, fatum i jakimis innymi
        niewyjasniownymi rzeczami.

        Skoro jestes taki inteligentny i masz taki analityczny umysl, to na pewno
        potrafilbys znalezc agencje, ktora zalatwia prace w UK i nie jest zadnym
        oszustem. Do tego masa firm przeprowadza w Polsce rekrutacje, dostajesz dokladne
        warunki pracy i jak i umowe na miejscu i mozesz wszystko przemyslec i sprawdzic
        przed jej podpisaniem i wyjazdem. Nie mow, ze boisz sie oszustow. Ludzie mniej
        rozgarnieci poradzili sobie. Dlaczego uwazasz, ze pracownicy sezonowi sa dla
        Ciebie konkurencja? Chcialbys jechac do UK i byc fizycznym? A co ze studiami i
        wiedza, ktora zdobyles? Dlaczego tego nie wykorzystac?

        Zreszta, dostales cala mase dobrych porad w tym i poprzednich watkach, a Ty
        ciagle masz jakies "ale".
        • Gość: rebel Re: Praca na kasie w hipermarkecie - dylemat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.07.07, 01:15
          zdaje mi się jednak że mamy tutaj do czynienia z efektem
          domina...strategia 'ale' zaczyna się w tym wypadku powtarzać nagminnie, nie
          podparta żadnym faktem, który potwierdzał jej prawdziwość...

          nie tłumaczę swoich niepowodzeń pechem, fatum, nieszczęściem czy też
          złośliwoscią Losu czy też kaprysami Pani Fortuny...:)...jak widać przychodzi
          taki okres, która zaczyna wyznaczać kres ludzkiej pewnosci w siebie i wiary we
          własne możliwości...nie wiem jednak czy dotyczy on mnie samego...z pewnoscią
          jednak mógłbym tu posłużyć się jednym argumentem, którzy niepracujący uważają
          za Pismo Św. a pracujący za Biblie Szatana...czyli prosty brak znajomości...cóż
          jeśli wierzyć statystykom to w znalezieniu pierwszej pracy największe znaczenie
          mają właśnie one <oczywiscie wiele osób zaprzecza, bo czymże się wtedy
          chwalić? ;)>...tak więc, wcześniej poruszyłem kwestię iż niepotrzebnie
          inwestowałem w wiedzę miast skupić się na życiu towarzyskim i zawodowym
          wchodzeniu w dupe..:)

          co do wysokości zarobków które by mnie satysfakcjonowały...chyba jestem ideałem
          dla pracodawcy...dobrze wykształcony, ze znajomoscią języków i licznych
          programów komputerowych...potrzebujący pieniędzy nie na rozpoczęcie
          nsamodzielnego życia, a dalszą edukację...i pomyśleć że za 1200 zł netto można
          sobie kupić newolnika w surducie, rozwiązujacego dla Pana krzyżówki..:)
          <choć muszę powiedzieć że raz spotkałem się z sytuacją że a kwotę 1200 zł netto
          pan prowadzący rozmowę kwalifikacyjną powiedział....'ojej tak dużo?'>

          P.S. nie mam pieniędzy na wyjazd do Anglii...

          P.S.2 fakt zapewne pobyt w Anglii byłby zbieżny z tematem mojej pracy
          magisterskiej, ale wątpie by mieszkańcy Albionu dopuścili mnie do wykonywania
          obowiazków zgodnych z moim wykształceniem...

          pzdr.
              • Gość: anetek Re: Praca na kasie w hipermarkecie - dylemat IP: *.adsl.inetia.pl 21.07.07, 16:45
                a ja myśle, że zamiast tak złożeczyć na ten los, fatum i całą reszte powinieneś wreszcie coś zrobić. Przecież nawet praca na kasie może być dobrym początkiem. Najważniejsze jest to żebyś zyskał jakąś motywacje do działania. Jeżeli zaczniesz pracować cały czas możesz wysyłać swoje CV. Więc droga do zmiany jest cały czas otwarta. Najważniejsze to zrobić odważnie pierwszy zdecydowany krok :) powodzenia życze :)
                • Gość: rebel Re: Praca na kasie w hipermarkecie - dylemat IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.07, 13:52
                  tak...ale ponoć nie można za bardzo przesadzać...praca poniżej kwalifikacji
                  <nierekompensowana do tego wyższymi zarobkami> może przyczynić się zarówno do
                  wzrostu pewności siebie ale też do jej obniżenia....stres i poczucie
                  przegranego życia mogą się się odbić na zdrowiu oraz relacjach rodzinnych...a
                  doświadczenia zdobytego w takiej pracy raczej i tak w cv nie można wpisać...

                  zresztą co ja piszę...przecież i tak nie zapraszają mnie prawie w ogóle nawet
                  na rozmowy o pracę w hipermarkecie...ehh....

                  pzdr.
                    • lemonna Re: Kasa nie 22.07.07, 16:44
                      prace o któych piszesz są najczęściej ogłaszane w lokalnych gazetach, ale może
                      sam wysyłaj cv do firm któe wydają ci się interesujące, proponuj, że będziesz
                      pracował na stażu na poczatku itd.
                      --
                      textylny.blox.pl
                      • Gość: rebel Re: Kasa nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.07, 17:53
                        próbuję wszystkiego...aczkolwiek nie zawsze potrafię wysyłać oferty do firm
                        które nie rekrutują...zwyke w takiej chwili czuję się jak namolny akwizytor,
                        który stara się wcisnąć coś na siłę, coś z czego osoba zadowolona nie
                        będzie...;/

                        złożyłem kilkanaście ofert stażu, ale akurat na nie żadna z firm się nie
                        odezwała..w tym wypadku chyba preferowani są studenci....no ale z drugiej
                        strony przecież każda praca na początku przypomina staż ---> trzymiesięczny
                        okres próbny też tak w zasadzie można zinterpretować...

                        ehh nie wiem....jestem załamany...
                                • Gość: rebel Re: o nie !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.07, 13:19
                                  1) czyli działam na Ciebie tak bojowo jak na mnie działa ścieżka dźwiękowa z
                                  filmu Gladiator..;)
                                  2)czasem się zastanawiam czy życie nie wygląda dokładnie tak jak w skeczach
                                  Monty Pythona...człowiek wysyła ofertę...odpowiadają mu już dnia nastepnego, co
                                  powoduje że jest wniebowzięty...jedzie na rozmwę przygotowany...zna szczegóły
                                  odnośnie pola działań firmy i jej historię, wie jak się zaprezentować oraz ma
                                  przygotowaną rozmowę pod dane stanowisko na które składał...przychodzi do
                                  firmy..na recepcji nakazują mu czekać, czekać i czekać gdy w tym samym czasie
                                  sami intensywnie toczą dysputy na gg..;>...po 30 minutach człowieka prowadzą na
                                  drugie skrzydło zajmowane przez firmę...i staje przez...........dwiema
                                  konsultntkami HR - młodszymi od siebie..;)...zaczyna się quiz...po 3 pytaniach
                                  człowiek zaczyna się zastanawiać czy aby na pewno uczestniczy w rozmowie na
                                  stanowisko na które aplikował?;D...miast pytań ze znajomosci obsługi koputera
                                  czy jęz. angielskiego dostaje pytania odnośnie orientacji topograficznej oraz
                                  szczegółow odnośnie zasad przeładunku towaru z plandeki...mimo że coś jest nie
                                  tak, kultura nakazuje jednak zostać do końca, a desperacja starać się i o to
                                  stanowisko...ehh...
                                  3)"Switch"?...o ile dobrze pamiętam, główny bohater nie skończył dobrze....tzn.
                                  wrócił na ziemie w ciele kobiety...;)
                            • Gość: qwer Re: Kasa nie IP: *.centertel.pl 24.07.07, 00:54
                              Wiesz rebel, trochę rzeczywiście żle zrobiłeś z tym doktoratem, pisze o tym
                              abyś wyciągnął wnioski. Ja też zrobiłem błąd, że odszedłem z roboty( pierwszej)
                              bo myślałem że mam doświadczenie i będzie mi łatwiej znaleść lepszą robotę w
                              większym mieście a pracowałem w małym. Poza tym pewne kompleksy nie pozwalały
                              mi się tam całkowicie rozwijać. W tamtej posadzie wyrabiałem sobie naprawdę
                              duże znajomości (samorząd, firmy itd)i pewnie jakoś bym tam poszedł do przodu.

                              Na mojej uczelni to mówiło się że aby doktoryzować się to oprócz dobrych ocen
                              trzba znajomości. I raczej wszyscy by się do tego pchali. Praca dobrze płatna
                              jest prestiż społeczny, stabilność itd. Teraz na edukacji to się robi duży
                              biznes. Pisałeś kiedyś, na jakim wydziale studiowałeś. Ja również na nim
                              studiowałęm przez rok a póżniej zmieniłem na inny( ale nie w wawie). Pewnie byś
                              zarabiał dużo kasę snując jakieś niestworzone historię których i tak nie można
                              zweryfikować. Wykładał byś jakieś dyrdymały, które by studenci uważali za
                              mądrości i myśleli jeszcze, że przydadzą im się w dorosłym życiu. Dorabiał byś
                              sobie pewnie w wyższej szkole czegoś tam. Taki doktor to może zostać również
                              komentatorem do którego wszystkie media się pchają jak Migulski którego teorie
                              nie znajdują prawie nigdy oparcia w rzeczywistości ( wydaje mi się, że
                              samorządowiec z długim stażem wie więcej niż taki doktor). Jednym słowem nie
                              było by żle.

                              Ale nie ma nic głupszego niż zajmowanie się przeszością. Trzeba iść do przodu
                              itd. Ale lekcja którą ja też teraz odrabiam, że nie trzeba wszędzie szukać
                              dziury w całym. Choć wiem, że nie tak łatwo doradzać jak się nie zna sytuacji.
                              Czuje jakoś sympati do Ciebie bo zdaję się nie jesteś głupim gościem, poza tym
                              sam szukam roboty od 7 mies. Kiedyś o tym oisałem na forum.

                              I zgodzę się, że znajomości to poważny i ogromny atut. Ja teraz kombinuje
                              wyjazd do UK.
                              • Gość: rebel Re: Kasa nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.07, 13:09
                                a wiesz, zapewne gdyby udało się we mnie w toku procesu socjalizacji wyrugować
                                cały ten idealizm <co jest moim zdaniem oczywistym następstwem przystosowania
                                do życia...;)> zapewne nie odmówiłbym sugestii rozpoczynania przewodu
                                doktorskiego...Ale akurat w tym wypadku nie chodziło o pieniądze, one zawsze
                                stały na dalszym planie...istotne były dwie sprawy - co mogę zrobić, dać tym
                                młodym ludziom z siebie by nie budzić w nich olbrzymich ambicji życiowych i nie
                                być dla nich katalizatorem rozczarowań....oraz jak mógłbym się znaleźć w
                                środowisku, w którym gros profesorów tworzy zręby polityki poszczególnych
                                partii oraz ich podbudowę ideologiczną...a ja niestety popełniłem grzech
                                niewybaczalny w tej branży...pozostałem apolityczny..;)

                                zgadzam się...trzeba iść do przodu...nawet wymyśliłem sobie by postawić w tej
                                chwili na nauki ścisłe i odciąc się od humanistycznych...no ale cóż
                                wykształcenie jest do pewnego stopnia tym czym zaszufladkowanie dla
                                aktora...trzeba bardzo się starać by wykazać że można być kompetentnym w innym
                                fachu...tak by nie wyglądało to na desperacje i wysyłanie ofert gdzie popadnie
                                oraz pokładanie nadziei w maksymie "a może gdzieś się uda"....

                                w Anglii będziesz mógł zacząć wszystko od początku...ale często wydaje mi się,
                                że rynek pracy jest tam na tyle elastyczne iż zwiększa szanse na szybsze
                                wspinanie się po szczeblach kariery <o pieniądzach nie mówię>...w tym świetle
                                wyjazd do Anglii to dobry pomysł...jeśli są pieniadze na tę operację i pewnosc
                                siebie przynajmniej powyżej poziomu średniej to próbuj...powodzenia..:)
                                • Gość: qwer Re: Kasa nie IP: *.centertel.pl 24.07.07, 16:09
                                  Bez przesady. Co ma idealizm do bycia doktorem. To może być praca dla
                                  idealisty. A o młodych ludzi nie potrzebnie tak się przejmowałeś. To kto ma
                                  jakie ambicje to sam ustala. Jak ktoś jest nie ambitny to go nie zmienisz
                                  poprzez wykłady. I na odwrót. Wiadomo że na studiach raczej są ambitni. poza
                                  tym to ich ryzyko, jak małżeństwo, wyjazd itd. To według tego toku myślenia
                                  nikt nie powinnien uczyć i powinni zlikwidować uniwerki bo ludzię ambicje
                                  zdobędą i część z nich będzie rozczarowana. Ten argument to w ogóle bez sensu i
                                  nie wiadomo jak z nim polenizować.

                                  A co do politycznego zaangażowania kadry naukowej to też przesada. Ja tylko na
                                  natrafiłem na 2 ludzi z ambicjami politycznymi na uczelni. Nie każdy jest w
                                  partii. To ze często te tematy są na wykładach to już inna bajka. Skoro Ci
                                  proponowali doktorat to twoja apolityczność nie była przeszkodą.

                                  Moim zdaniem uczelnia to dobre miejsce dla idealisty bo moża kłaść studentom w
                                  głowy swoje ideały. I ktoś może tym się zarazi a to już sukces.

                                  Generalnie jest tręd pchania sie do robieinia doktoratów. Praca stabilna z
                                  prestiżem, niezłymi zarobkami. Na mojej uczelni na podjeżdzie dla kadry to
                                  polonezy caro, fiaty punto czy tipo raczej nie stały:)
                                    • Gość: qwer Re: Kasa nie IP: *.centertel.pl 24.07.07, 17:09
                                      Rzeczywiście ja mam w to uwierzyć, że profesora z warszawy nie stać na samochód
                                      tylko na rower- damkę. Aż tak głupi nie jestem.

                                      Co do połowy kadry to pewnie przesadziłeś. Ale jeśli nawet. To co z tego. To
                                      młodzi ludzie nie mają robić już doktoratów na tej uczelni bo jakiś czas temu
                                      ktoś tam był PZPR-owski? a młodych doktorów to tam nie było? tylko starzy
                                      eksperci partyjni???

                                      Sorry ale z twoim rozumieniem idealizmu ( a Ty go strasznie radykalnie
                                      pojmujesz) to tylko praca w Akcji Humanitarnej albo ONZ-cie.
                                      • Gość: rebel Re: Kasa nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.07, 17:25
                                        inaczej....

                                        od dwóch lat życie kopało mnie tak intensywnie po twarzy, że idealizm przeszedł
                                        w karykaturę samego siebie i nużanie się w skrajnym materializmie..;>
                                        zresztą gdybym pozostawał skrajnnym idealistą, składałbym oferty na stanowiska
                                        kierownicze, a nie podstawowe, łącznie z kasjerem prawda?;>
                                        Teraz myślę tylko o tym by zarobić na studia podyplomowe....kobiety?życie
                                        osobiste?towarzyskie? trudno....przyzwyczaiłem się już do faktu że rodzina
                                        pozostanie dla mnie jedynie słodkim mitem, a znajomi dawną fatamorganą....

                                        Co do tych doktorów...oczywiście, są też młodzi i bezpartyjni..problem jednak w
                                        tym, że uczelnia jest jak wojsko, obowiazuje ścisła hierarchia...więc młody
                                        doktorant musi się przygotować na to, że przez kolejne 15 lat do zdobycia
                                        profesury będzie traktowany jako murzyn, a nieraz i szkalowany przez
                                        przełożonych...
                                        • Gość: qwer Re: Kasa nie IP: *.centertel.pl 24.07.07, 17:34
                                          Hierarchia jest wszędzie. Tego raczej nie unikniesz, chyba że wybierzesz sobie
                                          wolny zawód. Poza tym przyznaj że lepiej być murzynem na uczelni niż w
                                          markecie. Wątpie aby tak było jak mówisz że dopiero po 15 latach odsapniesz i
                                          wyrwiesz się z "niwoli". Uczelnia to więziennictwo aby tak żle było. Raczej
                                          tortur tam nie ma. To bardzo dobra posada. Drugi raz 10 razy przemyśl nim tego
                                          typu ofertę odrzucisz.

                                          Rozumiem że jest Ci ciężko. Pewnie przez to niektóre sprawy do bandy posuwasz.

                                          • Gość: rebel Re: Kasa nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.07.07, 17:43
                                            tyle że droga do doktoratu nie jest zamknięta,

                                            myślałem nawet by zrobić po 30tce...

                                            tyle że do tego potrzebna mi również stała praca, jako alternatywne źródło
                                            utrzymania...wyjazdu zagranicznego w celu prowadzenia badań do pracy, uczelnia
                                            nie zrefunduje..;)

                                            jeśli chodzi o hierarchie, to dobrze bym się czuł nawet jako najniższy jej
                                            element...ale nie w środowisku które żyje polityką, ideologizowaniem....to wolę
                                            robić w samotności, wieczorem w ramach hobby...

                                            a co do popadania w skrajności...owszem, po 2 latach bezrobocia, nie dośc że
                                            nikt nie chce mnie zatrudnić, mimo że posiadam te umiejętności, które w cv
                                            podkreslam, to jeszcze energia kinetyczna która kieruje mymi myślami nie może
                                            spaść do zera...i zatrzymać mnie między jedną ścianą a drugą....tylko ciagłe
                                            odbijanie się..;/
                                            • Gość: qwer Re: Kasa nie IP: *.centertel.pl 24.07.07, 18:46
                                              Też nieraz łapie doła. MOże nie przeginam aż tak jak Ty ale jednak. Jestem
                                              gorzej od Ciebie wykształcony, mam tylko licencjat na uniwerku, ale porobiłem
                                              sobie certyfikaty językowe, umiem obsługiwać specjalistyczne programy (nie
                                              office::):)) mam doświadczenie w kreatywnej pracy i wreszcie 23 lata a więc i
                                              zapał do roboty. A tu nic. Teraz kiedy planuje wyjazd to w ciagu 3 dni miałem 5
                                              telefonów o rozmowę kwalifikacyjną a przedtem w ciągu 6 mies tylko 4
                                              zaproszenia. :):):)

                                              Wkurzają mnie te rady idż na budowę , czy na kasę do supermarketu. Bo tam to
                                              faktycznie teraz biorą już ludzi z ulicy. I pod tym względem praca jest. Nawet
                                              w moim mieście kampanię zrobili aby zachędzić ludzi do tej pracy. Spoko mogę
                                              iść na kasę czy budowę ale za granicą . Gdzie będe miał rekompensatę finansową.
                                              I w tą stronę zmierzam. Ja strasznie inteligentny nie jestem ale mam większe
                                              kwalifikacje niż przeciętny podawacz cegieł w Polsce.

                                              Ciekawe co wyjdzie z tych rozmów kwalif. Będę na nie chodził wyluzowany jak
                                              nigdy.
                                              • Gość: rebel Re: Kasa nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.07, 14:08
                                                1)jedną prawdę poznałem przez te dwa lata - im niższe wykształcenie tym większe
                                                jest pole manewru i szansa znalezienia pracy...
                                                2)żeby dostać się na budowe czy do kasy trzeba mieć też spory fart <mając przy
                                                tym wyższe wykształcenie>...na budowie przyczepią się do twoich inteligenckich
                                                dłoni, na kasie człowiek z wyższym stanowi zagrożenie dla niekompetentnych
                                                kierowników
                                                3)dziś przekonałem się o kolejnej ciekawostce którą stosuje pracodawca by
                                                złapać jelenia na ph...;>...mianowicie w wpisują te ogłodzenia w
                                                rubryce 'obsługa klienta' ...cóż jak widać lepszy niewolnik na stanowisku niż
                                                dobrze opłacony entuzjasta tego fachu....a nawiasem mówiąc sam się
                                                zdziwiłem...wchodzę do biura....za fotelem oblesny kierownik, po odrapanych
                                                ścianach widać że w firmie się nie przelewa <po tel. komórkowym szefa tysz..;)>
                                                a jednak przed kierownikiem w wachlarzyku leży 40 aplikacji na handlowca...;/

                                                nie wiem kto wymyślił tę głupotę z niskim bezrobociem i brakiem rąk do pracy..;/
                                                • 0tdr0 Re: Kasa nie 25.07.07, 14:45
                                                  > 1)jedną prawdę poznałem przez te dwa lata - im niższe wykształcenie tym większe
                                                  > jest pole manewru i szansa znalezienia pracy...

                                                  Nie wpadles na pomysl pominiecia studiow w CV?
                                                • Gość: qwer Re: Kasa nie IP: *.centertel.pl 25.07.07, 16:10
                                                  oj rebel znowu przeginasz
                                                  1) do pracy na budowie to twoje wykształcenie ma się nijak, tam i tak nie
                                                  pracuje się na stałe tylko sezon albo 2 tyg czy mies. Im to obojętne kto podaje
                                                  cegły tak więc problemu by nie było
                                                  2) na kasie też nie, mają niedobór i liczą się z tym że częsc ludzi odejdzie,
                                                  ale jak popracują trochę to już sukces. Przy awansach tam twoje wykształcenie
                                                  nie będzie nic znaczyło i żadnym zagrożeniem nie będziesz. Kolega co tam
                                                  pracował mówił, że oni specjalnie nie wybierają na kierowników tych lotnych ale
                                                  tylko nadgorliwych. I to słyszałem już z paru ust. Po co tam komu
                                                  wykształcenie, jakiś problemów wymagających dużej wiedzy tam nie ma.
                                                  Przeceniaż swoje wykształcenie nawiasem mówiąc. Nie wszędzie sie awansuje za
                                                  same wykształcenie.

                                                  Ale zdziwiony jestem też twoją postawą. Co Ty myślałeś na studiach? że otwiera
                                                  się przed tobą ścieżka kariery, a drogą do niej są dobre stopnie? Przecież
                                                  byłeś chyba świadomy, że twój kierunek to nie informatyka czy ekonomia, że
                                                  pracodawcy chodzą i szukają asów z latarkami. Pisałeś że przykładałeś sie do
                                                  nauki a nie szukałeś kontaktów i wtyk. Przecież na twoim kierunku (domyślam się
                                                  że na litere P albo Dz) to średnia ocen nie ma znaczenia a liczy się ogólnie
                                                  zaliczenie. Trochę do sprawy podszedłęś zbyt romantycznie. Jak studiowałeś to
                                                  na P to nie rozumiem twego żachnięcia się przed wstąpieniem do parti. Dla mnie
                                                  ktoś co to studiował a ma odraze do bycia jak to określiłeś politycznym jest
                                                  dziwny.

                                                  Ja rozumiem niechęć do kas i budownictwa. Praca żadna nie chańbi ale jeśli jest
                                                  poniżej kwalifikacji to frustruje. Ale jeśli ktoś tam się chce zaczepić to nie
                                                  ma problemu. Stąd ta propaganda o pracy. Że niby podawanie cegieł i kasa w
                                                  supermarkecie są rozwiązaniem na bezrobocie i wszyscy
                                                  • Gość: rebel Re: Kasa nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.07, 17:18
                                                    studia magisterskie potraktowałem stricte jako studia pierwszego
                                                    stopnia...miały mi samemu zapewnić dyplom i wyższe wykształcenie <na zewnątrz>
                                                    wiedzę <do wewnątrz>...od początku założyłem sobie że podejmę prace nie
                                                    zwiazaną z kierunkiem studiów, tak by mieć fundusze na studia podyplomowe z
                                                    innej dziedziny...takiej która da mi konkretny zawód, który będę chciał
                                                    wykonywać w przyszłości...stąd ostatecznie zrezygnowałem z
                                                    doktoratu...przeliczyłem się jednak w swoich planach...liczyłem że ze
                                                    znajomoscią języków i sporej liczby programów komputerowych spokojnie znajdę
                                                    sobie pracę na jakimś podstawowym stanowisku, obsłudze klienta dajy na
                                                    to...zarobki 1400 netto wystarczyłyby w zupełności na pokrycie kosztów studiów
                                                    podyplomowych...dopiero po nich planowałem rozpocząc starania o wyższe pensje
                                                    oscylujące wokół średniej krajowej...

                                                    te studia to P. uwierz, nie trzeba być członkiem partii by nabywać tam
                                                    interesujacą wiedzę, która podnosi znajomość świata zdecydowanie wyższy
                                                    poziom...nie pomylę się o wiele jesli stwierdzę, że to studia
                                                    interdyscyplinarne, społeczne z duża liczbą zróżnicowanych przedmiotów...

                                                    na 4 i 5 roku nastawiłem się na konkretne przedmioty i starania co do swej
                                                    przyszłości...ale niestety miejsca o których myślałem, że pochodzą z naboru
                                                    otwartego, takimi się nie okazały...;>
                                                    • Gość: qwer Re: Kasa nie IP: *.ztpnet.pl 25.07.07, 17:51
                                                      widać, że romantyk z Ciebie. A skąd masz pewność że te studia podyplomowe to
                                                      żyła złota. To P to pewnie fajne studia ale raczej we wszelkich rankingach
                                                      nisko notowane. Zawodu konkretnego po tym nie ma. Wstąpienie do parti było by
                                                      rozsądnym krokiem na takich studiach. Interdyscyplinarność to teraz nic
                                                      cennego. NIestety. Fakt, że miałeś np. 5 z doktryn politycznych to żaden atut.
                                                      Bo to nie jest na rynku potrzebne. W parti by się mogło przydać.

                                                      Ja wiem, że łatwo radzić albo mówić z perspektywy czasu. Trzeba walczyć, i nie
                                                      oglądać się za siebie.
                                                    • Gość: rebel Re: Kasa nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.07, 18:21
                                                      doktryny polityczne to akurat na tych sudiach przymusowe zło...ale uwierz od 3
                                                      roku każdy studiuje takie przedmioty jakie chce i żeby być szczerym, w
                                                      odróżnieniu od szkół prywatnych <gdzie faktycznie w programie zajęć P. są tylko
                                                      zajęcia z obrębu tej dziedziny wiedzy>, na tych studiach 70% przedmiotów nie
                                                      dotyczny P. a np. matematyki, prawa, psychologii, socjologii, zarządzania...co
                                                      więcej słyszałem że obecnie to nawet 90% i dodali do tego statystyke..;)
                                                      <którą de facto zaliczyłem na innych studiach z wysoką notą...gdy dodamy do
                                                      tego fakt, iż mianowicie nie kończyłem profilu humanistcznego w liceum a profil
                                                      matematyczny, zdajac na maturze właśnie matematykę...to wychodzi że jestem w
                                                      zasadzie takim udawanym humanistą>

                                                      a podyplomowe mają nawiązywać właśnie do matematyki i nauk ścisłych, i z tego
                                                      się zorientowałem, dają perspektywy sporych dochodów...nie mam aspiracji
                                                      rozbijania się po mieście Hummerem i wyrywania księzniczek ze szponów
                                                      solarium..;)..najważniejsza jest satysfakcja z tego co się robi...gdybym
                                                      zapisał się do partii miałbym w tej chwili pieniądze, ale żadnej
                                                      satysfakcji...a patrząc na scenę polityczną...raczej poczucie winy wobec
                                                      wyborców...;/
                                                    • Gość: qwer Re: Kasa nie IP: *.centertel.pl 25.07.07, 20:05
                                                      Wiesz lepiej. Ale mój kuzyn obecnie wziął podyplomówkę i mówi, że niczego się
                                                      nie uczy i że nawet nie wie do końca o czym to jest, ale szef płaci itd. Może
                                                      tam gdzie chcesz jest inaczej.

                                                      P to pod względem rynku pracy słabe studia. Zgodni są co do tego eksperci i w
                                                      ogłoszeniach też nie widziałem aby był poszukiwany ktoś po takim kierunku. Ale
                                                      wyższe jest.

                                                      Już czasmi lepsze jest brak satysfakcji a pieniądze niż brak tego i tego :):)

                                                      Rzeczywistość jest brutalna i bezlitosna. Ja się jeszcze na studiach wyleczyłem
                                                      z tego, że zdanie "po studiach to łatwiej o prace" to fikcja. Po za tym układy,
                                                      rodzice mają większe znaczenie. Znam kolesia co skończył prawo na jednej
                                                      prywatnej warszawskiej uczelni, bo na państwową był za głupi. Teraz robi
                                                      aplikację sędziowską, bo jego stary jest prezesem sądu. I to fakt. Albo kariera
                                                      ten pani Małgorzaty- tajnej broni Łyżwińskiego. Gazety pisały, że ma jakieś
                                                      stanowisko w resorcie za 4tys z czymś. Na pytanie co robi- odpowiedż: jest
                                                      merytoryczna politycznie. Wykształcenie średnie, zdaje sie ze ogrodnicze albo
                                                      coś koło tego. Jej fart, że poznała tego Męża Stanu w klubie disco i wpadła mu
                                                      w oko. Chyba warto zacytować Philipa Marlow z książki Playback który na pytanie
                                                      jak może być tak bezwzględny i delikatny zarazem odpowiada "gdybym nie był
                                                      bezwzględny to bym nie żył, gdybym nie był delikatny nie warty bym był tego aby
                                                      żyć"